28 grudnia 2015

Sometimes magic isn't your friend, sometimes it's your greatest enemy.


Willow Forbes
Slytherin
VII rok | 17 lat | 16.02
Czysta krew | Bogin: martwe ciało matki | Patronus: przypomina lisa
Metamorfomag


'Kochany Pamiętniczku,to dzisiaj. Tata twierdzi, że od King's Kross dzieli nas dziesięć minut drogi. Nigdy nie jechałam pociągiem. Ale to akurat jest najmniej ważne. W końcu będę mogła czarować, naprawdę czarować, a nie bezwiednie używać mocy. Wiem, że moje życie się zmieni. Ale to będzie dobre siedem lat. Tak myślę...'

Nieszczęśliwe dzieciństwo? To byłoby takie typowe. Rodzice, którzy chcą zmienić swojego potomka w następnego Voldemorta, bo dziadkowie nie dopuszczają do siebie, że Czarny Pan został pokonany? Nuda.
Szczęśliwa jedenastolatka korzystająca z ostatnich chwil wakacji - śpiewa z koleżankami, siedząc na huśtawce, którą kiedyś zbudował jej tata. Drą się na cały głos, ale sąsiad wychodzący z zamiarem zwrócenia im uwagi, jedynie kręci głową z uśmiechem pełnym zrozumienia i wraca do domu. To przecież ostatni dzień, niech się dzieci wyszaleją.
Nie wie, skąd ma przyjaciółki. Przecież pomiata nimi, chociaż nie ma pojęcia, że to złe. Obraża je, krytykuje, ale one jedynie posłusznie potakują. Można powiedzieć, że pieniądze zrobiły z niej rozpieszczoną księżniczkę, której należy się cały świat. Szkoda, że jest młoda i głupia i nie wie, co życie z nią zrobi, ale o tym później.
Tęskni za przyjaciółkami, za rodzicami, przecież ich bardzo kocha. Ale nadszedł czas. Trzeba zacząć nowe życie, z daleka od domu i od wszystkiego, co znała do tej pory.

'Drogi Pamiętniku,dawno nic nie pisałam. Nauka, eseje, egzaminy... Za dużo tego. Boję się, że nie zdam. To znaczy, nie jest znowu aż tak kiepsko, ale te eliksiry... Wykończę się kiedyś przez to psychicznie. Nawet teraz powinnam się uczyć, ale zaczęłam sprzątać (wszystko lepsze niż nauka) i znalazłam cię pod szafką (razem z tumanem kurzu). Minęły trzy lata. O ile można tęsknić za czymś materialnym, to tak, właśnie się za tobą stęskniłam, Pamiętniku. Nie wszystkim można wszystko powiedzieć, wykorzystują to jak tylko mogą. Tobie mogę się zwierzyć. Szkoda tylko, że nie mam na to czasu...'


Życie szybko zweryfikowało co jej wolno, a czego nie. Rozkapryszony dzieciak - kto takich lubi? Nawet nauczyciele mieli dosyć jej tonu nieznoszącego sprzeciwu i wiecznego niezrozumienia, dlaczego dostała jedynie zadowalający, a nie wybitny - bo przecież należy jej się wszystko co najlepsze.
Została sama. Przez dwa lata nawet współlokatorki jej unikały, przyjaciółki przestały odpisywać na listy, rodzice odpisywali raz na kilka tygodni, przez pracę i fakt, że cieszyli się z wolności. 
Chyba czas coś zmienić, prawda? Wypisać wszystkie za i przeciw, zastanowić się, co poprawić, od czego w ogóle zacząć w tej poprawie. Tutaj nikt nie lubi rozpieszczonych księżniczek, a księżniczki nie mają tak znowu dobrze, to przecież nie dom z własnym pokojem i huśtawką na podwórku, tu nie ma rodziców, którym można poskarżyć się na wyzywającą koleżankę. Już nie jest tak łatwo jak wtedy, kiedy miała 8 lat.

'Drogi Pamiętniku,to był okropny rok. Mama nie żyje. Tęsknię za nią i nie mogę przestać płakać. Przecież była taka kochana... Czemu to bezwzględne raczysko atakuje dobrych ludzi, a takich jak ja zostawia w spokoju? Nigdy nie myślałam, że to powiem, ale wolałabym być na jej miejscu. Cierpieć i umrzeć, żeby to ona mogła cieszyć się życiem. Tylko jaki sens byłby w zabijaniu się teraz, skoro to niczego nie zmieni? Ona nie wróci, nie napisze listu, nie przywita mnie w czerwcu z otwartymi ramionami... Już nigdy...'

'Drogi Pamiętniku,to był kolejny straszny rok, tyle się zmieniło, tyle zraniło... Ale wiesz co? Nauczyłam się z tym walczyć. Już nie cierpię. Mam szesnaście lat, ale wydoroślałam. I mimo tego, że straciłam wszystko, co ważne, mam to gdzieś. Jestem silna. Ale nie tylko. Z drugiej strony to był najlepszy rok w moim życiu. A wiesz czemu?Bo teraz jestem szczęśliwa.'



[Od autorki słów kilka:
A: Raczej nie podejmuję się zaczynania wątków, wolę je wymyślać, chociaż, jeśli ktoś zgłosi się z fajnym pomysłem, chętnie zacznę.
B: Proszę o wyrozumiałość, bo nieco wyszłam z wprawy przez te parę lat (tak, jeśli są tu autorzy z h22, h40 itd. to na pewno się znamy, proszę państwa :))
C: Bierzcie na mnie poprawkę z aktywnością, gdyż nie mam za wiele czasu, ale nie mam też słomianego zapału.
D: Mam nadzieję, że się dogadamy :)]

104 komentarze:

  1. [Heja hej! Witam nową panią i życzę miłego pobytu wśród nas :) Slytherin to zaraz chyba potroi ilość Gryfonów ;D Ciekawie przedstawiona karta tak btw, chociaż sama nie jestem zwolenniczką pisania w roli pamiętnika. Jeszcze raz witam i dobrej zabawy!]

    M. Harrison/J. Gordon/J. Elias

    OdpowiedzUsuń
  2. [hm, hm, hm. Czuję, że tu się za tym czai jakaś głębsza historia:P ładne imię, Willow. :)]
    Nadia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Tylko jeśli wymyślimy coś dobrego, bo tonę w wątkach,a nie chcę brac czegoś podobnego do tego, co już mam ;) Podejmujesz się wyzwania? :D]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  4. [Historia Willow wydaje mi się bardzo smutna, jednak postać sama w sobie dość pozytywna, skoro udaje jej się wyjść z żałoby po bliskiej osobie i zacząć na nowo normalnie funkcjonować. Myślę, że mimo wszystko realistycznie opisałaś jej przejście od śmierci matki do zwykłego codziennego życia.
    Cześć c:]

    Raina Hando

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ojeej, Katerina. <3 Uwielbiam ją! Nie sądziłam, że to będzie taka postać. W sensie, że Willow była kiedyś taką rozpieszczoną księżniczką. To jednak bardzo piękne, że w pewnym momencie swojego życia całkowicie się zmieniła. Tylko chwalić! Mam nadzieję, że będziesz się tu z nami świetnie bawić!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  6. [hm, Nadia sprzedaje prochy w aptece, a wieczorami włóczy się po wiosce więc nie wiem do czego mogłaby być potrzebna księżniczce, aczkolwiek ta mogłaby mieć do niej jakąś farmaceutyczną prośbę... albo Nadia mogłaby ją kiedyś tam uratować, a ta Willow nie będzie z początku zachwycona, że pomaga jej imigrantka ze wschodeniej Europy... może coś Cię olśniło? ;)]
    Nadia Andreichenko

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jak dla mnie brzmi świetnie! ;>
    Zarysuj mi jakieś ramy wątku a zacznę ;3]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  8. [no dobra, to może być fajne :D to ja zacznę]
    Kto widział świat w ogniu nie zazna spokoju.
    Wzbudzało o dreszcz głośniejsze trzaśnięcie drzwiami, natarczywe spojrzenia, nagłe przybycie nieoczekiwanej osoby, nawet cudze kroki odbijające się echem. Nadia musiała się bardzo pilnować by nie popaść w paranoję. W końcu przybyła do Anglii szukać bezpieczeństwa. Teoretycznie. Prawdziwym powodem było to, że w ojczyźnie już nie miała do kogo wrócić. A tu w Anglii może bez obaw wieść swoje bezsensowne życie, nikt jej nie wyrządzi krzywdy z prostej przyczyny: nikogo tu ona nie interesuje.
    Tego dnia jednak nie mogła się pozbyć wrażenia, że ktoś ją śledzi. Wszędzie - w aptece, na ulicach, w pubie, do którego wyskoczyła "na jednego" - wszędzie ten ciężar ludzkiego spojrzenia pochodzącego znikąd.
    - Zwariowałam... - mruczała do siebie za każdym razem.
    Wypiła może trochę więcej niż "jednego" tłumacząc się przed sobą, że musi zabić to uczucie strachu. Jakoś dogramoliła się do swojego mieszkanka i zaczęła przeszukiwać torbę w poszukiwaniu kluczy.
    I nagle znowu to uczucie. Tym razem jednak silniejsze niż kiedykolwiek i to nawet pomimo "znieczulenia". Odwróciła się i aż podskoczyła z krzykiem. Przed nią stała jakaś młoda dziewczyna o spokojnym, ale stanowczym spojrzeniu.
    " - Na pewno psychopatka" - przemknęło Ukraince przez myśl. Cofnęła się kilka kroków do momentu aż napotkała ścianę.
    Spokojnie, tylko spokojnie.
    - Przyszłaś mnie zabić? - zadała pierwsze pytanie jakie jej przyszło do głowy.

    Nadia Andreichenko

    OdpowiedzUsuń
  9. [O, kurde! Mam pomysła! xD Co powiesz na podróż w czasie??!!]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Załóżmy, że Will chciałaby zobaczyć swoją mamę, a Matt na urodziny jej przemycił to dziadostwo do podroży w czasie. No i się przeniosą. Ale za daleko. Wiadomo, że w książce nie mogliby wrócić do swoich czasów, ale nagnijmy tę zasadę xD Załóżmy, że wylądują gdzieś w Los Angeles na koncercie Guns N Roses albo na Woodstocku albo cholera wie gdzie. Pobawią się i będą potem kombinować jak wrócić.]

      Usuń
  10. [Hej!
    Ciekawa postać z Willow :)
    Zapraszam i udanego blogowania :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  11. [O kurczaczki. Przeczytałam kartę dwa razy i kompletnie nie mogę do nikogo dopasować, jeżeli chodzi o H40. Zdradzisz mi kogo tam miałaś? :D No i ten... Zapraszam na wątek tylko wybierz sobie, którąś z postaci]

    Han Hyun, Angus i Avalon

    OdpowiedzUsuń
  12. [Natchnęło mnie jak czytałam Twoją kp i to wspomnienie o mamie. Ogólnie to z tym powiązaniem to można zrobić coś w guście, że Harrison znowu się o coś założył, Will postawiła na jego przeciwnika i potem zaczęła się ciskać, że przegrała hajs. Matt na to 'Człowieku, nie bądź takim materialistą'. A potem ją zobaczy załamaną czymś tam i zagada i dalej będzie jak pisałaś. I tak jakoś zaczną być dobrymi znajomymi coś w stylu kuzyn-kuzynka. Nie za blisko i nie za daleko ;D]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  13. [Chętnie coś naskrobię :)
    Na szlabanik i flirt także się zgodzę, zatem gdzie ich ze sobą spotkamy?
    Biuro, biblioteka, czy sprzątanie sali po nieudanym eksperymencie? :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  14. [To ja chyba już wiem, aczkolwiek nie przez fakt nielubienia przez wszystkich, a przez nazwisko i płeć piękną :D ja Iana miałam]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jeżeli dobrze obstawiam Alex, no to znamy, znamy. Niezła tam drama w pewnym momencie była... Och, ja na wątek bardzo chętnie zawsze i w ogóle. Tylko no, zaczynać wolę. A tam u góry widzę, że wymyślanie nie sprawia Ci problemy, więc jakbym mogła prosić ;)]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  16. - Sex bomb, sex bomb. You're a sexbomb. You can give it to me when I need to come along.
    Głos znanego wszystkim szkolnego muzyka roznosił się po korytarzu, gdy szedł w stronę wyjścia z zamku. A dokładnie to zmierzał do Miodowego Królestwa, gdzie miała czekać na niego Willow. Droga pewnie miała mu zająć coś kolo dwudziestu minut w jedną stronę, a potem powrót, więc zabrał swój odtwarzacz kaset, które razem ze swoim najlepszym przyjacielem - Samuelem Bellamy'm, zaczarowali tak, by działało. Do tego wcisnął sobie słuchawki na uszy i ruszył w drogę, śpiewając Toma Jonesa i jego przesławną Sexbomb. Nie zważał na dziwne spojrzenia uczennic, śpiewając o tym na głos. Wiedział, że ma dobry głos, a w dodatku nie był z tych co się peszą. Humor poprawiał mu również fakt, że miał niemałą niespodziankę dla swojej dobrej znajomej. Sammy śmiał się z niego, że Harrison nie gubi się w tych wszystkich żeńskich znajomych, nie myli imion czy coś w tym stylu. Ale Matt zaraz go karcił i zaczynali się przepychać. I pakowali się w jakąś kabałę i tak od pierwszej klasy. Ale teraz dwójka braci Pistols - jak nazywała Harrisona i Bellamy'ego spora część Hogwartu - przekręciła coś naprawdę dużego. Jeśli włamiesz się do gabinetu jakiegoś profesora, to żadna frajda, ale jeśli wykradniesz coś z gabinetu samego dyrektora.... No, to musisz naprawdę mieć gacie ze stali, żeby w nie nie narobić. Bo jeśli aniołowie u góry by się dowiedzieli, to poszłyby im zwieracze i spadłby na nich gówniany deszcz. Ale całe szczęście nic takiego się nie stało. I zadowolony Harrison mógł wkraczać właśnie na teren Hogsmeade z czymś cennym w kieszeni. Z goglami na głowie wyglądał jak typowy podróżnik w czasie, chociaż wcale nie miał takiego zamiaru. Cóż. Ci co go znali, wiedzieli, że Matt to Matt. Stuprocentowy mugol, który chętnie wyleciałby z Hogwartu... Jeśli istniałaby taka możliwość, bo Harrison robił wiele rzeczy i uznał, że powinni dawno go usunąć ze szkoły, ale widocznie nie mogli. Bo wciąż go trzymali. Jego i Bella.
    - Karczmarzu! Piwa! - wrzasnął, wbijając z buta do środka Miodowego Królestwa i natychmiast się roześmiał, widząc głupie miny ludzi wewnątrz.
    - Typowy Harrison - mruknął ktoś.
    - Matt! Hej! Pamiętasz mnie?
    - Oczywiście, że cię pamiętam - odparł Gryfon, za cholerę nie mogąc sobie przypomnieć kim była ta brunetka. Nieważne. I tak o niej zapomniał po dwóch sekundach, szukając spojrzeniem ciemnej skóry Willow. - Willhelminaaaa! - krzyknął, widząc znajome włosy na horyzoncie w kącie sklepu. - Wszystkiego najlepszego!
    I nim zdołała zareagować, popchnął ją w kierunku jakiegoś stolika oddalonego od ludzi i usiadł naprzeciwko, wpatrując się w nią z szerokim uśmiechem. - Co tam dziś robiłaś? - rzucił, chcąc nieco ją pomęczyć zanim odkryje swój prezent. Wyjątkowy prezent.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie był kretynem, za którego go uważano. Nie porzucił swojej wcześniejszej szkoły dlatego, że sobie nie dawał z czymś rady. Co prawda nie należał też do wybitnych uczniów, był raczej takim przeciętniakiem, któremu czasami zdarzało się zapomnieć o przygotowaniu zadania domowego, jednak zawsze gdy była taka możliwość przynosił je, perfekcyjne na drugi termin. Do egzaminów uczył się zazwyczaj trzy dni przed, ćwicząc uparcie zaklęcia, aż w końcu nie zaczęły mu wychodzić w miarę dobrze. Tutaj, w Hogwarcie wcale nie był gorszy. Nie był też lepszy i to chyba powodowało tak wiele rzucanych w jego stronę spojrzeń krytyki. Często od razu był skreślany bo ludzie po prostu nie wiedzieli. Jednak jak sam Hyun dostrzegł, nie chcieli wiedzieć. Nie próbowali zrozumieć, dowiedzieć się. Z drugiej strony był za to wdzięczny. Nie chciałoby mu się bowiem ciągle opowiadać swojej historii, wyjaśniać i tłumaczyć. Zresztą… W tej szkole nie miał zamiaru się w nic angażować, a opowiadanie o swojej przeszłości oznaczało pewnego rodzaju angaż. Ponieważ, pierwszej lepszej osobie nie opowiadałby o swojej historii. O swojej, pełnej bólu przeszłości. Tej, od której wciąż próbował uciec.
    Była jednak jedna taka osoba. Osoba, która może i też oceniła go z góry jednak wyciągnęła w pewien sposób pomocną dłoń. Dając mu tym samym znać, że akceptuje go.
    - Ciekaw jestem, czy nadal tak bazgrzesz – mruknął, siadając na wprost dziewczyny i bez żadnego skrępowania chwycił z jej dłoni pasztecik dyniowy, który następnie wpakował sobie do ust – nie, żebym był niewdzięczny, ale te twoje notatki momentami wyglądają gorzej, niż wyciągnięte z psiego gardła – dodał, sięgając ponownie do jej dłoni, robiąc dokładnie to samo i z tym pasztecikiem.

    Daj mi chwilę na rozkręcenie się :D
    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Dokładnie taki był na nią pomysł, stąd to wrażenie c:
    Może poprzednie miłe doświadczenie też z moją postacią, bo miałam nauczycielkę wróżbiarstwa :D
    Jakaś propozycja na wątek? c: ]

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Oczywiście, że Connie Ward c: Chciałam nawet pociągnąć ją od nowa, ale też trzeba sobie mózg odświeżyć XD A ja z kim mam przyjemność? :D
    Jaki pomysł? <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  20. [ WIEDZIAŁAM, ŻE CIĘ TU ZNAJDĘ. WIEDZIAŁAM. I CZUŁAM W SZPIKU KOŚCI, ŻE TO TY XD
    ZACZYNAJ XDDD ]

    OdpowiedzUsuń
  21. [ KURWA XD <3 JA DOKŁADNIE TO SAMO, CO NAJMNIEJ 3 PODEJŚCIA JUŻ ROBIŁAM, ALE TERAZ JAKOŚ MAM TAKIE NASTAWIENIE JAK NA POCZĄTKU, WIĘC PÓJDZIE DOBRZE XD
    ZRZĄDZENIE LOSU I PRZEZNACZENIE, STARA <3
    DOBRA ZACZYNAM PIZDUSIU ]


    Na ferie świąteczne nigdzie nie wyjechała, nie miała do kogo ani po co. Cały ten czas spędziła sama, zamknięta w czeluściach swojej wieży, otoczona nowymi książkami o tematyce wróżbiarskiej, ale nie tylko. Lubowała się też w czytywaniu kryminałów, również tych mugolskich, a także thrillerów. Mogła godzinami po przeczytaniu kilku kartek rozmyślać o tym, kto kogo i co dalej. Lubiła po prostu myśleć. Przede wszystkim o innych, ale czasem zdarzało się jej myśleć o sobie.
    I właśnie to myślenie o sobie poprowadziło Lumę na szczyt wieży astronomicznej, gdzie stojąc na jej krańcu, wpatrywała się w dal. Ujmował ją cały ten widok. Bujne, iglaste lasy, gwieździste niebo, księżyc odbijający się w tafli jeziora. Scenografia całkiem romantyczna, jednak nie o to jej chodziło.
    Stanęła na skraju wieży z ogromnym kubkiem z herbem domu Lwa w ręku, by zmierzyć się ze swoim lękiem wysokości, który ostatnimi czasy stawał się jej coraz większym problemem. A nie mógł nim być, ze względu na to, gdzie znajdowała się jej kwatera i gabinet. Sama postawiła sobie za punkt honoru wytrzymać w miejscu, w którym stała, co najmniej godzinę. I to spoglądając w dół. Właśnie upływała siedemnasta minuta, kiedy usłyszała stuknięcie. Wyrwało ją to z zamyślenia, z gardła wydał się pisk, a ona odskoczyła do tyłu, rozbijając kubek o kamienną podłogę.

    Luma

    OdpowiedzUsuń
  22. [Niestety na obecną chwilę nie mam już za bardzo miejsca na kolejny wątek, ale zgłoszę się, gdyby coś się zwolniło. :<]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  23. [Masz może pomysł na jakiś w takim razie? c: Mam nadzieję, że to nie żadna kłótnia!]

    Raina Hando

    OdpowiedzUsuń
  24. Willow była pewnie setną znajomą Harrisona swojej płci, jednak Matt kochał wszystkie kobiety świata i żałował tylko, że nie może się sklonować, by podejść do każdej i nieco ją rozweselić. Mimo to nigdy nie naruszał piramidy, an której szczycie stał Bellamy. Elody się nie liczyła, bo była ponad wszystkich, ale po Samie nie było nikogo konkretnego. Wszyscy byli po prostu znajomymi, bo przyjaciela ma się tylko jednego. Harrison nie miał też dziewczyny, a przynajmniej tymczasowo, więc mógł sobie pozwalać na tysięczną znajomość. Ale pamiętał je wszystkie. Jak on to robił, niewiadomo do dnia dzisiejszego. Elody z Samuelem śmiali się, że Matthew jest po prostu Don Juanem DeMarco i że na następną Noc Duchów musi się przebrać właśnie za niego. Do tego jesteś chyba synem Deppa, bo wyglądasz kropka w kropkę jak on, popierali swoją decyzję, a Harrison machał na nich ręką i odchodził. I teraz też odszedł, ale do Willow.
    - Nie masz prawa do tego tyłka ani języka, więc – odparł, wzruszając ramionami i przechylając się przez stolik, by cmoknąć dziewczynę w policzek. Mrugnął do niej, bo wiedział, że ta zirytuje się jeszcze bardziej. – Ale się dziś wynudziłem… O, cholera! Nawet sobie nie wyobrażasz! – rzucił, odchylając się w tył i opierając nonszalancko o ścianę za plecami. Brakowało jeszcze żeby położył nogi na stole i prawdziwy pirat gotowy. Jak to możliwe, że właśnie za takim latały dziewczyny? Ano proste. Bo był stuprocentowym facetem z gitarą, uroczą buzią i był homofonem. – Piciu? O ty przebiegła Gabrielo – mruknął, prostując się powoli i patrząc uważnie prosto w oczy Willow. – Rozumiem, że to jakaś forma przekupstwa. Kogo mam zgarnąć? – spytał, udając jakby to było tajemne spotkanie biznesowo. I w sumie takie ono było. – Zawsze pamiętam swój pierwszy raz. Tego się nie zapomina. To było w Tatrach podczas wycieczki szkolnej na Rysy. Groziła mi lufa z matmy, to zepchnąłem matematyka w przepaść.
    Willow posłała mu pełne niedowierzania i żałości spojrzenie, mówiące więcej niż tysiąc słów.
    - Serio mówię. To było na zlecenie. Samorządu klasowego.
    - A ty? Co kreatywnego dzisiaj zrobiłeś, oprócz władowania się w kolejny zakład, przez który stracę swoje cenne pieniądze?
    Padło pytanie, na które wbity w starą brązową skórzaną kurtkę chłopak wzruszył tylko ramionami.
    - Włamałem się do gabinetu dyrektora, ale to nie jest najważniejsze, bo dziś są twoje urodziny – odparł, pochylając się nad stołem w stronę czarnej. Powiedział o gabinecie jakby robił to na co dzień, co w sumie prawdą było tylko wchodził tam inną stroną… - Willow. Tęsknisz za mamą?

    Matt Harrison

    [Świetnie mi się pisze ten wątek, chociaż nie ma jeszcze akcji, ale to nieważne xD]

    OdpowiedzUsuń
  25. [Cześć! Lubię tak pisane karty, choć sama jeszcze nigdy nie podjęłam się napisania w tym stylu, no cóż :D Nie przedłużając wszystko ładne, ciekawe, lisy rządzą, więc mam nadzieję, że patronus w końcu jej się uda. Zapraszam na wątek i życzę dużo weny oraz dobrej zabawy!]

    Primrose Oberlin

    OdpowiedzUsuń
  26. - Pytam, bo… - zawahał się, rozglądając po Miodowym Królestwie i stukając ciężkim butem w podłogę. Odprowadził wzrokiem jakąś zbyt ciekawską grupę dziewczyn i chłopaków, żując przy tym gumę, zanim bez kontynuowania złapał Willow za nadgarstek równocześnie zmuszając ją do powstania. – Chodź. Nie zadawaj pytań, tylko mi zaufaj, zgoda? – Uśmiechnął się lekko, znowu puszczając do dziewczyny oczko. Nie puszczając jej dłoni, wyprowadził ją ze sklepu i co chwila patrząc czy nikt ich nie śledzi lub zwyczajnie nie znajduje się w pobliżu, pociągnął ją w stronę Wrzeszczącej Chaty. Nie była ich celem, ale znajdowała się na tyle daleko, żeby upewnić się, że żaden zagubiony pierwszoklasista nie kręci się w okolicy. Po dziesięciu minutach Matt zatrzymał się na jakiejś bliżej niezidentyfikowanej polance i odrzucił włosy do tyłu. – Ta. Tu może być… - mruknął do siebie, po czym obrócił się na pięcie w stronę Willow. Która patrzyła na niego podejrzliwie, otwierając usta. – Daj mi chwilę! – Podniósł dłoń w górę, równocześnie ją uciszając. Grzebał chwilę w kieszeni spodni, aż w końcu na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Czując pod palcami zimno metalu, spojrzał raz jeszcze na ciemną i padł na jedno kolano tuż przed nią. Obserwował jej reakcję przez chwilę, zanim odchrząknął.
    - To była naprawdę trudna decyzja. Nie wiedziałem jak się za to zabrać, ale w końcu wymyśliłem. Włamałem się, złamałem z miliard zasad, żeby być w miejscu, w którym teraz jesteśmy. Willow Forbes, prowadziłaś mnie przez ten cały czas i oznacza to tylko jedno… - urwał, po czym wyciągnął z kieszeni małe metalowe kółko i praktycznie podstawił je pod nos ciemnowłosej Ślizgonki. Odczekał ponownie chwilę, by nadać całej sytuacji szczypty dramatyzmu, aż w końcu dokończył swój rozpoczęty już wywód:
    - Czy uczynisz mi ten zaszczyt i wybierzesz się ze mną w podróż w czasie?
    Gdy to powiedział, zamilkł i wciąż tkwiąc w tej samej pozie, patrzył na dziewczynę, czekając na jej reakcję. Nie było to takie super wygodne, bo kolano zaczynało go boleć. Musiał przyklęknąć na jakimś cholernym kamieniu, ale nie mógł się poruszyć. Czekał…

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Wiem, jestem cudowna <3 ]

    Czuła jak na jej twarzy boleśnie wyżyna się grymas wściekłości i żalu jednocześnie. Miała ochotę chwycić resztki kubka i roztrzaskać je jeszcze bardziej, jednak nie miała do tego serca. Wysunęła z rękawa różdżkę, machnęła nią, szepcząc pod nosem zaklęcie. W przeciągu sekundy kubek wyglądał tak jak wcześniej, jednak nie było już w nim zielonej herbaty z domieszką malin, marakui i cytryny. Trudno, grunt, że się odratował.
    Nie miałaby serca go po prostu wyrzucić. Za lat szkolnych, tych spędzonych w Hogwarcie (od VI do VII klasy), dzieliła pokój z dwiema innymi dziewczynami. Jedna z nich była mugolakiem i pasjonowała się ręcznym zdobieniem wszelakiej ceramiki. Począwszy od kieliszków, skończywszy na wazach. Lumę zachwycało to w szczególny sposób, gdyż nie zdawała sobie sprawy z tego, że można tak pięknie malować bez użycia różdżki. Winiła za to swoje pochodzenie, starą, niemiecką rodzinę czarodziejów, która pamięta rozpad państwa Karolingów. Poza tym kubek zaczęła darzyć jeszcze większym sentymentem, od momentu, w którym dowiedziała się o śmierci koleżanki.
    Po chwili dopiero usłyszała, co dziewczyna do niej powiedziała. W pierwszej chwili, w głębi siebie, obruszyła się. Jednak zdawała sobie sprawę z tego, że w tym wieku też liczyła na to, że każdy nauczyciel "jest człowiekiem", więc i ona - zamiast odesłać dziewczynę do pokoju z ujemnymi punktami - postanowiła z nią po prostu pogadać.
    - Na sumieniu, jak na sumieniu. Gorzej w papierach - odparła półgłosem, podnosząc kubek z ziemi. - No i w Azkabanie fajnie ponoć nie jest - dodała pospiesznie, chowając go "za pazuchę".
    Oparła się bokiem o kolumnę i spojrzała uważnie na uczennicę. Wydała się jej nieco intrygująca, ale także odrobinę zagubiona. Tym bardziej nie miała sumienia warczeć do niej w takim momencie.
    - Do samobójcy mi daleko.

    Luma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Kurwa edit, nie umiem liczb rzymskich, od IV klasy XD]

      Usuń
  28. [No nie wiem, chyba jeszcze musimy pomyśleć nad czymś innym, bo wydaje mi się, że tamtego tematu nie pociągniemy za długo, a i Prim w tym nie widzę za bardzo. No, więc jeśli tylko na coś wpadnę (mam niezłe przebłyski czasami xD) to przypędzę tu szybciutko i mam nadzieję, że ty postąpisz tak samo. Myślę, że mnie rozumiesz :D]
    Prim

    OdpowiedzUsuń
  29. -Aaa… Powiedzmy, że nie zakradłem się jak ninja do gabinetu dyrektora, gdy Bellamy miał karę i nie buchnąłem mu czegoś cennego z szafy – odparł, wbijając dłonie w kieszenie ciasnych spodni i udając, że go to nie rusza. Naprawdę to poruszyła go radość Willow. W końcu kto by nie tęsknił za zmarłą mamą, ale to… Po prostu nigdy nie miał z tym styczności, a na jego miejscu każdy badass by się rozkleił. Starał się nie wykrzyknąć, żeby przestała mu dziękować i się ruszyła z uruchamianiem tego cacuszka, ale wiedział, że nie ma co się spieszyć. Zapewne Willow wciąż była w ciężkim szoku, podziwiając przy tym jego umiejętności złodzieja. Dzięki którym w wakacje dwa lata temu młody Harrison trafił między innymi do aresztu, ale kogo by tam to interesowało. Ważne, że zdobył to, co miał. I znajdowało się to we właściwych rękach, a nie jakichś ważniaków, którzy trzymali to za kłódką zaklęć mając w głębokim poważaniu tych, którzy naprawdę tego potrzebowali. W końcu kto nie oddałby wszystkiego, żeby spojrzeć na swoją matkę lub na kogoś bliskiego raz jeszcze? Gdyby stracił Elody, poświęciłby swoją duszę byle tylko jeszcze raz poczuć jej zapach i usłyszeć jak upomina go, żeby nie czarował dziewczyn swoimi umiejętnościami muzycznymi. Dla niej skoczyłby w przysłowiowy ogień, który dla niego był bardzo realny.
    - Przestań już głupio dziękować tylko go uruchom i znikajmy stąd! – zaśmiał się, odsuwając się od niej najdelikatniej jak potrafił. Willow pokiwała tylko głową, ale zaraz rzuciła mu pytanie jak to działa. Harrison spojrzał na nią pytająco. – Jak to jak. To ty jesteś ta mądrzejsza – rzucił, po czym zaraz dodał:
    - Instrukcji BHP nie było w opakowaniu. Przepraszam.
    Patrzył chwilę jak dziewczyna obraca urządzenie w palcach, jednak w końcu odebrał je od niej i podniósł w górę tak, by oświetlało je słońce.
    - Tu – wskazał. – Po wewnętrznej stronie okręgu są jakieś liczby. Widzisz je? Tylko nie wiem, co mają wskazywać… - nie dokończył, bo Willow odebrała mu wehikuł czasu i zaczęła coś przesuwać. Nie zdążył jednak krzyknąć, gdy poczuł jej dłoń na swoim ramieniu, a po chwili coś nim szarpnęło i jakby próbowało wessać w prawą stronę. Harrison chciał się czegoś złapać, ale zamiast tego o mało nie zwymiotował. Krajobraz lasu zniknął mu sprzed oczu i zapanowała ciemność.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  30. Zamrugała kilkakrotnie próbując otrząsnąć się z tego całego szoku.
    - Ja zwariowałam... No pewnie... - mruknęła pod nosem i wróciła do swoich zmagań z zamkiem. W końcu udało jej się otworzyć drzwi i wpuściła dziewczynę do środka po czym weszła za nią.
    - Poczekaj... - powiedziała rozglądając się za jakimś w miarę uporządkowanym skrawkiem miejsca, gdzie można by było usiąść. W końcu zrzuciła stertę ubrań z jednego starego fotela i cisnęła nimi w kąt.
    - Siadaj tu - poleciła wskazując miejsce. - Jutro będę sprzątać.
    To ostatnie było jednym z jej najpopularniejszych kłamstewek, którymi nie wiadomo czy oszukiwała teraz dziewczynę czy siebie.
    Sama uchyliła okno i usiadła na ziemi, na wypłowiałym dywanie i oparła się plecami o ścianę. Wyciągnęła papierosa i wsadziła go sobie do ust.
    - Nie proponuję Ci, bo palenie zabija - mruknęła odpalając końcówkę. Zamknęła oczy i wypuściła dym dziurkami nosa. To była bardzo dziwna noc.
    - Więc... Co Cię do mnie sprowadza? - spytała już o wiele spokojniejszym głosem, jednak nadal nie otwierając oczu.
    Nadia Andreichenko

    OdpowiedzUsuń
  31. [Skoro współlokatorki zaczęły Willow unikać, to pewnie i Min-hee; mogła to być taka kumulacja — zarówno zachowanie znajomej mogło zacząć działać jej na nerwy, jak i sama zaczęła odsuwać się od ludzi, przez co dystans między dziewczynami się mocno zwiększył.]
    Son Min-hee

    OdpowiedzUsuń
  32. Spojrzał na nią z uniesioną jedną brwią i czasomierzem w dłoni. Rozejrzał się po lesie, w którym wylądowali. W żadnym przypadku nie przypominał zagajnika obok Wrzeszczącej Chaty, gdzie stali kilka sekund temu.
    - Czy… - zaczął, jednak nagle zza krzaków wyskoczył jakiś długowłosy dres i krzyknął na ich widok. Oboje z Willow spojrzeli na niego lekko zaskoczeni i też krzyknęli. Cała trójka gapiła się na siebie przez chwilę w szoku, nie mogąc wykrztusić słowa.
    - Sorka pytanie, człowieku, ale możesz nam powiedzieć, gdzie jesteśmy? – spytał jak gdyby nigdy nic Matthew, wytrząsając się z dziwnego amoku. Nie obchodziło go, że mogą nie wrócić do swoich czasów. Właśnie przenieśli się w czasie! To jest cudowne, a nie straszne! Jednak musiał się dowiedzieć, czy była możliwość również zmiany miejsca. Nie tylko czasu.
    - Nieźle się spizgaliście skoro wylecieliście właśnie tutaj – odparł nieznajomy, drapiąc się po głowie. – Jesteście trzy kilometry od Seattle. Ja tu mam strefę wypadową, bo zbieram grzyby.
    - A który rok mamy? – dopytywał Harrison, marszcząc brwi i schodząc z małego wzniesienia prosto do brudasa.
    - No, to naprawdę super imprezkę mieliście! – zaśmiał się diler grzybków halucynków i po chwili dodał:
    - Dziewięćdziesiąty piąty. Macie szczęście, bo właśnie wracam do miasta. Idziecie ze mną?
    - WOW! – wydarł się nagle Harrison, łapiąc się za głowę. Obrócił na pięcie i podbiegł do Willow, pomagając jej wstać. – Czy ty to rozumiesz, Will?! – wykrzyknął jej prosto w twarz. – Seattle i kurwa rok, w którym powinienem się urodzić albo lepiej… Żyć! Czy ty rozumiesz to, co to maleństwo potrafi?! Cholera! Szkoda, że nie przenieśliśmy się dalej! A może… - urwał nagle i zerknął na dziewczynę z uniesioną brwią i szatańskim uśmieszkiem. – Trzymaj się mnie mocno, bejb! – rzucił do niej, przyciągając ją w swoją stronę i zanim zdążyła się odezwać, ustawił odpowiednią datę i powiedział:
    - Woodstock!
    I znowu poczuł szarpnięcie i ciemność zapadła. Brudas zniknął im sprzed oczu, a ich dwójka opadła na jakąś kanapę na środku pola. Po horyzont pole było usiane harley'ami, namiotami, ludźmi, no wszystkim. A gdzieś w oddali wielka scena. Matt nie odrywając nieruchomego chwilowo ciała od kanapy rozejrzał się dookoła.
    - Will… Zgadnij gdzie jesteśmy – mruknął do niej, oglądając się za morzem hipisów z coraz większym zacieszem. A więc tak to działa, pomyślał, patrząc na urządzenie. To było niesamowite! A jeszcze piękniejszy był fakt, że na scenę miał wejść nie kto inny a Jimi Hendrix. Czy to było już niebo?

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  33. [Strasznie spodobała mi się karta. W notce autorskiej masz napisane, że wolisz wymyślać. Jakiś pomysł, chęci?]


    Die

    OdpowiedzUsuń
  34. [Spróbujmy więc. Krótko, bo krótko. Uargumentujmy to początkiem.]

    Impreza w Pokoju Wspólnym Ślizgonów nie miała się ku końcowi. Każdy balował, wlewał w siebie hektolitry alkoholu ze świadomością, że następnego dnia musi iść na zajęcia. Taki już urok wygranego meczu Quidditcha.
    Rozespana Die wyszła ze swojego dormitorium. I tak nie zaśnie, a przyjemnością będzie, jak uprzykrzy komuś ten wspaniały wieczór.
    Kiedy znalazła się w Pokoju Wspólnym - zmieniła zdanie. Chwyciła Kremowe Piwo i usiadła tak, aby mieć widok na większość uczniów.
    Nikt jednak nie był wystarczająco interesujący do rozmowy czy nawet wymiany bezczelnych zdań.
    Utkwiła wzrok w otwierającym się wyjściu z Pokoju Wspólnego, przez które wyszła Willow.
    Die wstała, zachęcona chwiejnym krokiem Willow.

    OdpowiedzUsuń
  35. [Ale historia i charakter, z tego co sobie tutaj wywnioskowałam, jest idealny!]

    Voss

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Kochanie, ja już dawno po gimbazie XD ]

    Luma, chcąc nie chcąc, pochodziła ze starej rodziny czarodziejów. Konserwatywnej, bardzo tradycyjnej. Nie miała więc do czynienia z wieloma przedmiotami "codziennego użytku" mugolskiego pochodzenia. Nie miała pojęcia o istnieniu takich rzeczy jak Xbox, Internet, latarka czy zmywarka do naczyń. Jeden z niewielu cudów techniki, na który się natknęła, to telefon, ale nie była tym zbytnio zachwycona, bo telefon w dzieciństwie odrywał od niej tatę, któremu właśnie chciała opowiedzieć, że miała widzenie i pobije wazę, a na dodatek nie wie, jak mogłaby temu zapobiec.
    Tak też i było z papierosami. Nigdy nawet nie widziała ich na oczy. Z kolei tytoń obił jej się o uszy dzięki byłemu mężowi, który czasem popalał cygara. Nie przepadała za późniejszym smrodem z jego palców, a mimo to rozkoszowała się zapachem, jaki roztaczał sam dym.
    - Nie chciałabyś do Azkabanu. - Wymamrotała półgłosem, wyciągając z paczki jedną fajkę. Zaczęła uważnie ją oglądać, z każdej strony. Po chwili, gdy zapach dymu do niej dotarł, zmarszczyła brwi, a następnie przysunęła papierosa do nozdrzy i powąchała. - Co to jest...? Bo nie cygaro, prawda? Zdaje mi się, że cygara są o wiele grubsze - zauważyła. - I zdaje mi się również, że wam, uczniom, nie wolno czegoś takiego palić na terenie szkoły. A najlepiej to nie palić w ogóle - zauważyła. - Poza tym, co Ty tu robisz o takiej godzinie?! - Zapytała pospiesznie. Zaczynał ogarniać ją lęk. Złapała ją uczennica. W środku nocy. Tutaj. Kiedy ona właśnie testuje swoją psychikę w dwuznaczny sposób. Cholera. - I jak ty się właściwie nazywasz? Nie uczę cię.


    Luma Hasching

    OdpowiedzUsuń
  37. Die uważnie szła za dziewczynę. Rozważała każdy krok i wyczekiwała idealnego momentu, aby coś powiedzieć. Upiła spory łyk piwa, po czym oblizała pianę pozostawioną na wardze.
    Wyszły z lochów i znalazły się w sali wejściowej. Podniecenie rosło z każdą sekundą.
    Uśmiechnęła się, kiedy dziewczyna oparła się o ścianę.
    Przyglądała się jej w półmroku. Tajemniczy uśmiech wciąż błąkał się na jej ustach, a w oczach pojawił się błysk. Błysk, który nigdy nie zwiastował nic dobrego.
    Usłyszawszy kawałek piosenki, parsknęła głośnym śmiechem i podeszła do Willow. Chwyciła jej kubek, odstawiła go obok i kopnęła z całej siły.
    - A ty co, Forbes? W śpiewaczkę operową się bawisz?
    Już jej się podobało. Wieczór, mimo że dość późny, zaczął jej dawać satysfakcję.
    Upiła kolejny łyk, a uśmiech nie schodził z jej ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam się podpisać, cholera.


      Die

      Usuń
  38. Były takie momenty, kiedy naprawdę czuł się żałośnie. Widząc te wszystkie dzieciaki z większą od niego wiedzą. W takich momentach żałował podjętych w przeszłości decyzji. Z drugiej zaś strony gdyby nie ruszył do przodu zapewne teraz jego stan byłby dużo gorszy. Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że snuł by się po świecie w poszukiwaniu jego.
    Trafił jednak do Hogwartu, gdzie wcale nie było mu tak łatwo jak mogłoby się wydawać. Zaległości, spojrzenia dzieciaków i profesorów… Każdy go osądzał, chociaż nikt nic tak naprawdę nie wiedział. Hyunie nie miał zamiaru się w żaden sposób usprawiedliwiać. W jego życiu miały miejsce najróżniejsze sytuacje, które nauczyły go różnych rzeczy. Jednak najważniejszą lekcją było to, że pomimo tego co się dzieje dookoła, on sam nie może się poddawać. Dlatego też wciąż tutaj był i trwał w swoim postanowieniu. Nawet, jeżeli musiał przez to siedzieć właśnie z Willow.
    - Dużo by się nie zmieniło – wyszczerzył do niej swoje równe zęby, wysuwając odrobinę rękę w jej stronę. Kiedy ściskany przez jego smukle palce pasztecik wylądował w jej ustach, spojrzał na nią spod przymrużonych oczu – wy, europejczycy w ogóle nie macie w sobie, za grosz szacunku – burknął. Wiedział, że mentalność na tej części półkuli jest zupełnie inna, jednak nie zdawał sobie sprawy, że będzie w tanie odczuć tak mocno.

    Hyunie

    OdpowiedzUsuń

  39. Wyciągnął dłoń przed siebie i mocno zacisnął ją wokół jej nadgarstka. Starał się zrobić to tak, aby w żaden sposób nie wyrządzić jej bólu. Nie chciał aby odchodziła. W końcu… Mimo wszystko potrzebował jej. Potrzebował jej pomocy nawet wtedy, a może szczególnie wtedy, kiedy nie chciał się do tego przyznać na głos. Była w końcu jedną z nielicznych osób, które nie dręczyły go krępującymi pytaniami, a nawet jej spojrzenie było stosunkowo łagodne(?), jeżeli można to określić w ten właśnie sposób.
    - Zaczekaj… - mruknął, przyciągając ją ostrożnie, nachylając się nad stołem. Nie chciał aby runęła na półmiski wypełnione jedzeniem. Poza tym, wyobrażał sobie jaka wówczas byłaby zła – nie bądź taka cwana Forbes, bo jeszcze kiedyś możesz potrzebować mojej pomocy.
    Chociaż teraz, to właśnie ja potrzebuję pomocy, więc nawet nie waż mi się odejść głupia dziewczyno.
    - Nie bądź taka obrażalska, komu będziesz kraść paszteciki jak już przestaniemy ze sobą rozmawiać, hm? – spojrzał na nią, puszczając w końcu jej nadgarstek, siadając ponownie na swoje miejsce.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  40. [Myślę, że MH nawet do kłótni daleko, to też nie ten typ, którzy rzuca jadem na prawo i lewo. Nie chcę jednak zmieniać swojej koncepcji na postać i zrobić z niej ufną i przyjaźniącą się ze wszystkimi postać, to nie wchodzi w grę.]
    Son Min-hee

    OdpowiedzUsuń
  41. [tak chyba sobie myślę, że to jednak ja :P]
    Nadia Andreichenko

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Ah, znam tę twarzyczkę :3 Ślizgonów jest sporo, no fakt, ale Corney z założenia miał być zielony, nie mogłam tu kombinować. Mam nadzieję, że masz jakiś pomysł na wątek, tylko ostrzegam, że z Corneliusem się trudno dogadać xd]

    Cornelius

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Druga c: i się nie obrażę, u mnie też może być krótko, bo piszę z telefonu XD ]

    Spojrzała na dziewczynę bardzo podejrzliwie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że uczniom na pewno nie wolno czegoś takiego robić. A tym bardziej w towarzystwie grona pedagogicznego, a mimo to w jakiś niewytłumaczalny sposób zignorowała te złe przeczucia. Miała odrobinę już dość ponownego sztywnego trzymania się reguł, buntownik w bardzo dyskretny sposób znów dał o sobie znać.
    Wsunęła papierosa między usta i odpaliła końcówką różdżki. Jednocześnie zauważyła, że dziewczyna dziwnie patrzyła na odległość między nią a przepaścią. Zrobiła więc dwa kroki w stronę Ślizgonki, kucnęła i przesunęła ręką paczkę zapałek z powrotem do właścicielki.
    - Forbes... - powtórzyła za dziewczyną, próbując skojarzyć nazwisko. Niestety, nie wyszło. - No nic. - Bąknęła po chwili.
    - Jeśli komukolwiek z nauczycieli powiesz o tym, że właśnie palę tutaj z Tobą papierosa , tutaj, na Wieży Astronomicznej, to poderżnę Ci gardło i zrobię z Ciebie karmę dla mojego kota - oznajmiła nad wyraz opanowanym głosem, wypuszczając po chwili dym z ust.

    Luma Hasching

    OdpowiedzUsuń
  44. ( W sumie mogą znać się tak po koleżeńsku, Willow może być jedną z niewielu osób, które nie denerwują Corneliusa aż tak bardzo xd Zawsze chciałam napisać wątek w formie takich liścików, co to mogli by je sobie wysyłać przez sowy, ale nie wiem czy to wypali ;v zawsze mogą też się o coś założyć, obgadywać kogoś, kogo nienawidzą albo zostaną dobrani w parę na eliksirach )

    Cornelius

    OdpowiedzUsuń
  45. Dziwnie się czuła paląc tego całego papierosa z uczennicą. I to jeszcze Ślizgonką. Podczas swojego pobytu w tej szkole jako uczennica została przydzielona do Domu Lwa, co z góry skazało ją na bycie "czerwoną" i wzajemną nienawiść z "zielonymi", więc do tej pory zdarzały się jej sytuacje, w których nie potrafiła być dla tych drugich obiektywna.
    Mogło to też wynikać z nieprzyjemności, jakie ją spotkały od jej rówieśniczek z "wrogiego Domu". Nawet ładna, wysoka, nieco zagubiona, chuda i mądra dziewczyna, a na dodatek z innego kraju, była jednak sporą konkurencją w wyścigu o "mięso" i oceny. A taką najlepiej próbować wyeliminować. Nie, Luma nie należała do osób, które się nad sobą użalają, wręcz przeciwnie. Walczyła. A im bardziej walczyła, tym bardziej się wkurwiała. Nie lubiła się wkurwiać. Dlatego też się rozwiodła.
    - Tradycyjnie u mnie nieźle - odpowiedziała szybko, zaciągając się papierosem. - A u Ciebie? Nie chodzisz na moje lekcje, prawda? - Zapytała pospiesznie.
    Była pewna, że nie widziała jej w swoim gabinecie, tak smutną i intrygującą twarz z pewnością by zapamiętała.

    Luma Hasching

    OdpowiedzUsuń
  46. Chciał już coś powiedzieć. Skomentować całą tę sytuację, jak to miał w zwyczaju jednak ugryzł się w język. Zacisnął mocniej wargi i wymusił lekki uśmiech, mając nadzieje, że dziewczyna to doceni. Hyun co prawda nie był człowiekiem złym i negatywnie nastawionym do wszystkich i wszystkiego, jednak przeszłość pokazała mu, że nie warto być zawsze tym dobrym i łatwowiernym. Uświadomił sobie, że czasami po prostu dobrze jest być tym niesympatycznym.
    W tym wypadku musiał jednak wszystko przełknąć i zapanować nad sobą. W końcu to właśnie jej potrzebował. Tylko jej towarzystwo był w stanie, jako-tako znieść. Bo ta dziewczyna po prostu była, rozmawiali głównie o nauce, albo o jakichś drobnostkach, które tak naprawdę nie miały żadnego znaczenia tylko po prostu były.
    Nie rozmawiali na tematy niewygodne, bo żadne z nich nie chciało o nich rozmawiać. On nie miał zamiaru pytać, ani wysłuchiwać pochłonięty za bardzo swoimi własnymi problemami, które wolał rozwiązywać w samotności, o których nie lubił rozmawiać. Tak po prostu.
    - Chcę powiedzieć, że musimy usiąść tutaj razem i przerobić jeszcze czwarty rozdział z księgi o zielarstwie bo muszę napisać referat o roślinie, której nawet na oczy nie widziałem – mruknął, jednak zdawał sobie sprawę, że słowa dziewczyny były jak najbardziej prawdziwe. Tylko kto otwarcie by się do nich przyznał? Hyun z pewnością nie.
    - Willow, czy nie możemy po prostu usiąść i się wspólnie pouczyć? – zmierzył uważnie jej sylwetkę ciemnymi tęczówkami – wiesz, najzwyczajniej w świecie. Chociaż raz, bez zbędnych komentarzy? – nie przeżyłby ze wścibską gryfonką. Oboje doskonale to wiedzieli.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  47. - To narodziny ducha wolności, Will - wyszeptał Matt, patrząc się w dziwnym skupieniu na otaczającą go rzeczywistość. Bo to była rzeczywistość! Parsknął, po czym od razu spoważniał, starając się nie wybuchnąć płaczem z zachwytu. -Pamiętny Woodstock roku sześćdziesiątego dziewiątego zrodził się z marzeń o gigantycznym koncercie na świeżym powietrzu, gdzie kilkadziesiąt tysięcy wolnych ludzi mogłoby usiąść na trawie i w hipisowskim uniesieniu wysłuchać ulubionych zespołów - rzucił do dziewczyny, czując jej dłoń na swoim ramieniu. Sam nie wiedział, dlaczego to mówił. Może dlatego żeby nie paść jak długi z niedowierzania. Obserwował wszystkich i wszystko. Wszystko o czym czytał, co oglądał, czego słuchał było teraz! Do Bethel niespodziewanie zjechało ponad pół miliona słuchaczy, kolorowych, szczęśliwych, odurzonych oraz mających ochotę na wolną miłość. Żeby nie poddać się szokowi, kontynuował więc opowiadanie historii. Zupełnie jakby miało to teraz jakiekolwiek znaczenie:
    - Farma Maxa Yasgura została podeptana i stratowana, zapasy jedzenia (w najbliższej okolicy!) skończyły się po kilkunastu godzinach od rozpoczęcia festiwalu, pomysł biletowanej imprezy spalił na panewce, a gubernator stanu poważnie zastanawiał się nad wprowadzeniem w regionie stanu klęski żywiołowej i interwencją gwardii narodowej. Wszystkie drogi dojazdowe zostały zakorkowane. Muzyków dostarczano za sceną helikopterami. Apokaliptyczna burza, która przeszła nad farmą, zmieniła krajobraz w wielką, błotną kałużę. Na trzy dni w stanie Nowy Jork powstało nowe miasto: bez władz, bez policji, bez polityków i funkcjonowało świetnie. Te trzy szalone dni przeszły do historii dwudziestego wieku i to nie tylko tej muzycznej, Will. Jesteśmy świadkami czegoś cudownego.
    W tym samym momencie Harrison został potrącony przez jakąś grupę murzynów, którzy przeszli dalej skacząc i śpiewając w rytm tam tamów. Jednak nie było czasu na zastanawianie się, bo zaraz obok napatoczył się jakiś Afroamerykanin w czerwonej czapce i wyciągnął dłoń do leżącego na ziemi Matta.
    - Dobrze się czujesz, bracie? – rzucił ze śmiesznym akcentem.
    - Ta. Właśnie nabrałem ochotę na granie na gitarze, ale chyba nie będę miał problemu ze znalezieniem jakiegoś instrumentu – odparł chłopak, nieco ignorując Will, która najchętniej dobijałaby się najbliżej sceny, albo poniosła seksualnej wolności.
    - Jeśli chcesz, możesz pograć z nami. Trzymaj. Przyjdź kiedy będziesz chciał – odparł murzyn i wcisnął Gryfonowi dwie wejściówki za kulisy Woodstocka. Matt widząc napis ‘Santana Crew’, wybąkał tylko cisze ‘o, kurwa’ i zemdlał.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  48. Uchyliła jedną powiekę i zobaczyła jak młoda zapala papierosa. Pokręciła głową z rozbawieniem. A to ci mała spryciula. Niegrzeczne są te angielskie dzieciaki, a mówią, że to tam u niej na wschodzie jest patologia. A ona pierwszego papierosa zapaliła półtora roku temu, po identyfikacji zwłok Ivana.
    Wstała i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny. Jednym ruchem wyciągnęła jej papierosa z ust i zabrała całą paczkę.
    - Mówiłam, że palenie szkodzi - powiedziała i zgasiła papierosa w leżącej na stoliku popielniczce. - Przykro mi, młoda damo, ale trafiłaś na matkę. Paczkę oddam Ci jak skończysz 17 lat.
    Matkę? Czy ma jeszcze prawo siebie tak nazywać? W tym małym mieszkanku nie było żadnego śladu obecności dziecka. Żadnych zabawek, pluszowych koców czy schnących malutkich ubranek. To wszystko zapewne znajdowało się w domu nowej Mamy Illiasa, gdzieś tam w Szwajcarii.
    Nie było dnia, by nie myślała o synu.
    Podeszła z powrotem do okna i spojrzała gdzieś w dal. Na wzmiankę o pieniądzach prychnęła z rozbawieniem.
    - Nie potrzebuję pieniędzy - odparła, choć wszystko dookoła jasno mówiło, że jest inaczej. - A przynajmniej nie Twoich. Jednak niewykluczone, że mogę Ci pomóc.
    Odwróciła się z powrotem w stronę dziewczyny i podeszła do niej. Zgasiła swojego papierosa w zapalniczce i skrzyżowała ręce na piersi.
    - Ale nie za pieniądze - dokończyła spoglądając jej prosto w oczy. - Chcę czegoś innego.
    Nadia Andreichenko

    OdpowiedzUsuń
  49. Czasem miał ochotę po prostu zabić wszystkich znajdujących się w zasięgu jego wzroku. Od tak - dla własnej, psychicznej rozrywki. Nie ulegało wątpliwości, że ma coś z głową, bo w końcu który normalny nastolatek myśli tak o swoich rówieśnikach? W innych głowach pewnie tkwią normalniejsze inicjatywy typu 'O tak, ładny ma tyłek, chce ją przelecieć' czy 'Na brodę Merlina! Nie napiszę tego wypracowania na OPCM'. Widocznie Cornelius przekładał swoją chęć mordu nad potrzeby fizyczne czy umysłowe. Był niezwykle skomplikowaną osobą, której zlodowaciałego serca nie była w stanie roztopić nawet najbardziej gorąca sztuka.
    Także, jego relacje z innymi pozostawały wiele do życzenia. Bywało jednak, że ktoś zupełnie przypadkowy nie wywoływał u niego odruchu wymiotnego. Najczęściej byli to inni ślizgoni, choć zdarzały się wyjątki. Zerknął kątem oka na Willow, a kąciki jego wiecznie obojętnych ust powędrowały ku górze, tworząc coś na kształt kwaśnego półuśmiechu. Sukces. Więc jednak odczuwał jakieś emocje.
    - Nie mam pojęcia, Forbes - odezwał się ochrypłym głosem, w którym słychać było nutę niejakiego rozbawienia. Dopiero teraz rzucił krótkie spojrzenie grupce dziewczyn. Dzięki nieświadomej tego Willow dowiedział się o ich istnieniu.
    - Może po prostu rzadko kiedy mają okazję popatrzeć na coś ładnego. W lustrze tego nie widzą, tym bardziej u siebie w Pokoju Wspólnym - dodał niewzruszony i jak zwykle uprzejmy. Nic nie umiał poradzić na swoją arogancję - stała się nierozłączną częścią jego życia. Przymknął książkę, którą właśnie czytał, nie zamykając jej jednak całkowicie, by wiedział, na której stronie skończył.
    - Właściwie to mężczyźni potrafią być równie pociągający co kobiety - mruknął pod nosem, unosząc jedną brew. Oparł się wygodnie o zimny mur i zlustrował ją spojrzeniem
    - A co? Jesteś zazdrosna?

    Cornelius

    OdpowiedzUsuń
  50. [Przypuszczalnie po to, by dręczyć swoich uczniów w snach, tfu!, znaczy się – koszmarach! Co prawda Vane to moja druga postać, ale jeśli lepiej czujesz się w wymyślaniu – daję Ci wolną rękę, byleby nie było to nic prostego, skoro mam podjąć się próby zaczęcia.]

    Vane Pollock/Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  51. [Daj mi chwilę, taką dłuższą i wrócę z gotowymi propozycjami. Jak dla mnie z zamianą ról nie ma problemu.]

    Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  52. [Witam. Wracam po przerwie i pamiętam, ze wiszę Ci wąteczek w sali po nieudanym eksperymencie... Z małym flirtem ;)]

    Dzień zapowiadał się naprawdę ciekawie do momentu, w którym dyrektor obwieścił mu radośnie, że to on tym razem musi zostać niańką dla uczniów specjalnej troski - oczywiście nikogo nie obrażając. Karkarow choć twierdził, że marnuje czas spędzając go u boku tych, którzy odpracowują naganę, to na swój sposób to lubił.
    Profesorze Karkarow, dziś pana kolej - wystarczyło to zdanie, by zrozumiał, że wszystko co miał dziś zrobić przesunie się o kolejne dwie godziny. Jedynym plusem w tym wszystkim był fakt, że może zdąży uporać się z wcześniej zadaną pracą papierkową. Niestety ona także należała do robót czasochłonnych.
    Zebrawszy do kupy tysiące esejów i wypracowań, udał się do sali eliksirów, gdzie na ostatniej lekcji wybuchł flakonik ze źle zmieszanym wywarem. Ktoś dosypał do niego proszku pobudzającego, dzięki czemu lekcja została przerwana, profesor wyrwał sobie prawie wszystkie włosy, a podłoga sali i kilka starych mebli umorusały się czarna mazią.
    Kiedy przekroczył nogą próg sali, jego oczom ukazała się młoda twarz jednej z uczennic Slytheriniu. Oczywiście Vlado nie zakładał, że to jej sprawka, ale najwidoczniej musiała coś przeskrobać, skoro na niej ciążył obowiązek wymycia sali do błysku. Cóż, Karkarow znał to dobrze, bo sam za swoich szczeniackich czasów pomył połowę tego zamku w ramach kary. Czasem bywało zabawnie, a czasami żałował, że w ogóle tam trafił.
    - Witam, Willow. Mam nadzieje, że sprawnie sobie z tym poradzisz - Obrzuciwszy spojrzeniem salę, profesor przeskoczył jedną z czarnych plam i zasiadł za biurkiem - Zakładam, że nie pozwolono Ci użyć magii, ale jeśli masz przy sobie różdżkę, pozwól że niczego nie zauważę - Zwrócił się do niej. Rozłożywszy przed sobą wypracowania uczniów, zaczął mozolnie przeglądać jedno po drugim, od czasu do czasu skupiając się nad sensem co niektórych zdań. Niekiedy naprawdę nie rozumiał niczego, co czytał. Nawet zdarzało mu się przekręcać kartki w poziomie, szukając nadziei, że może w ten sposób sprawniej odczyta wszystkie hieroglify - oczywiście nie dawało to żadnych rezultatów.
    Mimo, że nie wlepiał wzroku w uczennicę odpracowującą złe zachowanie, miał ją cały czas w swoim zasięgu. Nie sądził, że spróbuje się wymknąć - zresztą było by to na maksa bezsensu. Karkarow i tak dawał spore fory biorąc pod uwagę nauczycieli, którym do grona łaskawych było daleko.
    Cały ten szlaban mógł skończyć się w mgnieniu oka, jeśli oboje będą dobrze współpracować.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  53. Mattowi wydawało się, że odpływa daleko za morze na statku elfów i już nigdy nie wróci do Śródziemia, gdzie zostawił za sobą dawne życie. Teraz jedynie to nowe, piękniejsze i czystsze się liczyło. A przynajmniej tak sądził. Dopóki nie zobaczył pochylonej na swoją twarzą Willow. Była dziwnie blisko i łapała go obiema dłońmi za oba policzki. Harrison otworzył szeroko oczy, po czym szybko skoczył na równe nogi i zaczął przecierać twarz jakby ktoś mu tam napluł. Gdy się opanował, spojrzał na czarnulkę z zaskoczeniem i rzucił w jej stronę:
    - Mam nadzieję, że obyło się bez usta-usta. Nie, żebym coś do tego miał, ale wolę nie zarazić się sepsą. Czy tam posocznicą. Jak zwał tak zwał.
    Zaraz po tym jednak wygiął się w drugą stronę, podkładając pięści za plecy, aż nie usłyszał ulgo nośnego chrupotu kręgosłupa. Dokładnie w tym samym momencie podeszła do niego jakaś półnaga hipiska w kiecce z trzciny i złapała za rękę, uśmiechając przyjaźnie.
    - Ale jesteś piękny – wypaliła, a Matt o mało nie parsknął śmiechem. Mimo to blondynka nie wyglądała na urażoną i mówiła dalej, zupełnie ignorując Willow:
    - Nie chcesz do nas dołączyć? Właśnie opowiadamy historię jak tu dotarliśmy i przy okazji rozszerzamy horyzonty.
    Harrison domyślał się, co tam robią ciekawego. Pokiwał ochoczo głową i dał się pociągnąć w tamtym kierunku, jednak przypomniał sobie nagle o Forbes i przytrzymał nieco hipiskę.
    - Jeszcze muszę zabrać moją siostrę – rzucił i odwrócił się do Willow, machając na nią ręką. – Chodź! Koncerty jeszcze się nie zaczęły, więc mamy trochę czasu na pogadanki, jam session i jaranie ziółka. Chyba że jesteś zbyt grzeczna i brzydzisz się mugolskimi formami rozrywki – dodał, szczerząc się do towarzyszki. Chłopak zachowywał się jakby już miał wypite i spalone kilogramy trawy, ale wciąż dochodził do siebie po tym jak zaproponowano mu granie z samym Santaną! Złapał jeszcze przepustkę jakby to wszystko było tylko cudownym snem, z którego się wybudził. Nic z tego. Plakietka wciąż tam była i dumny zacisnął ją w dłoni, myśląc, że ze szczęścia rozsadzi mu tyłek. Dodatkowo blondynka zaprowadziła go do ogniska, gdzie siedziała już spora grupa ludzi. Między innymi kobieta w lenonkach i burzą loków na głowie. Harrison spojrzał z wypisanym na twarzy szokiem w oczy Willow. – Zabij mnie, jeśli tam nie siedzi Janis… - zdołał wydusić, zanim znowu odjechał.

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
  54. [Bez przesady, mroczna to ona nie jest, po prostu depresji się dziewczę nabawiło :D
    Wąćmy, wąćmy. Zastanawiam się tylko jak je połączyć. Obie zostały same, tylko Pearl bardziej z wyboru. Może by tak obie miały takie miejsce, w którym szukałyby samotności? Los sprawi, że obie wybiorą to samo miejsce. O dziwo jednak, dogadają się i będą siedzieć ramię w ramię w tym miejscu i wspólnie milczeć. To powiązanie. A teraz przydałby się jakiś pomysł na wątek, tylko trochę bardziej dynamiczny niż siedzenie i milczenie ;) Jakieś propozycje?]

    Pearl

    OdpowiedzUsuń
  55. [Hm... Masz może jakiś pomysł na ich relację?]

    OdpowiedzUsuń
  56. [Marzenia o gwiazdorzeniu są stare i dawno to nieprawda. Mamy Slytherin i VII rok możemy to wykorzystać. Zapraszasz to i się dostosowuję.Jestem otwarty na twoje propozycje. ]

    Duncan Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  57. [Bane to raczej osóbka, która udaje swoją radość. Wychodzi mu to z dobrym skutkiem, tak więc czemu nie. Może być wyprawa do Hogsmeade?]

    OdpowiedzUsuń
  58. Szedł szybkim krokiem. Podążał za resztą grupy, wypatrując kogoś wartego zainteresowania. Trzymał się wśród Gryfonów, nie chcąc narazić się na jakieś komentarze ze strony uczniów Slytherinu. Włożył zmarznięte dłonie do kieszeni płaszczu, ściskając je w pięści. Jego nos był zaróżowiony, pociągając nim.
    Uśmiech pojawił się na jego ustach, kiedy stanął w mieścinie. Wiedział, gdzie pójdzie. Ciepłe piwo na pewno pomoże mu się rozgrzać, a w późniejszym czasie - szybko zasnąć. Uśmiech nie schodził z jego ust, kiedy przekraczał próg pubu pod trzema miotłami. Podszedł do barmanki, kładąc dłoń na ladzie.
    - Jedno piwo - rzekł, obrzucając wzrokiem salę.
    Większość klientów pubu to uczniowie Hogwartu. Kiedy już dostał zamówiony napój, zaczął szukać wolnego miejsca. W rogu stał ostatni pusty stolik.
    Ruszył w jego stronę, a kiedy usiadł, wziął wielki łyk napoju. Jęknął cicho, kiedy piwo spłynęło do jego żołądku rozgrzewając całe jego ciało wewnątrz. Wpatrywał się w pianę, na której cynamon przybierał kształt bramy prowadzącej do Hogwartu.
    Po chwili poczuł znużenie, przez co wziął jeszcze jeden łyk piwa i oparł głowę o ścianę. Przymknął oczy.

    OdpowiedzUsuń
  59. Kiedy usłyszał otwierane drzwi, otworzył oczy i skierował je w ich stronę. Zauważył Willow - tą kochaną złośnicę, którą uwielbiał irytować. Nonszalancki uśmiech od razu pojawił się na jego ustach.
    Podążał wzrokiem za jej ruchami. Nie dziwne było to, że pierwsze, co zrobiła, to zamówiła piwo. Uśmiech nie schodził z jego ust.
    Jego dzień, który jeszcze przed chwilą uważał za stracony, nabrał barw. Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł się tak, jakby naprawdę do czegoś się nadawał. Cholera, czyżby jedna dziewczyna, której prawie w ogóle nie znał, była w stanie wywołać w nim tyle emocji?
    Upijając łyk, wciąż wpatrywał się w jej plecy. Szybko jednak spuścił wzrok, kiedy ta się odwróciła. Uśmiechał się pod nosem, wpatrując się teraz w półpełny kufel. Wiedział, że zaraz uda się po kolejny.
    Zaczął stukać paznokciem o szkło. Pstrykał i pstrykał, zastanawiając się czy iść do Willow i odrobinę ją podrażnić. W końcu wstał, podszedł do lady.
    - Jeszcze jedno piwo - rzucił od niechcenia, wyciągając pieniądze przed siebie.
    Obdarzył kelnerkę swoim najbardziej uroczym, tak przynajmniej mu się wydawało uśmiechem.
    Wziął piwo i tym razem nie poszedł do roga. Skierował się do dziewczyny siedzącej plecami do niego. Kiedy znalazł się obok niej, dźgnął ją w plecy.
    - Mogę? - zapytał i się zaśmiał. - Wiem, że mogę.
    Odsunął krzesło nogą, usiadł i zaczął wpatrywać się w dziewczynę z głupkowatym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  60. - Zlizałbym tę piankę z twoich ust, maleńka - powiedział wiedząc, że rozwścieczy tym dziewczynę.
    Wiedział, że jest irytujący. Wiedział, że denerwuje ją tak, że ciosa piorunami, a czasem nawet robi się cała czerwona. Nic sobie z tego nie robił. Ba! Specjalnie dokuczał Willow. Był przesiąknięty pewnością siebie, sądził, że wszystko ujdzie mu płazem. A przynajmniej tak inni go odbierali.
    Kiedy dziewczyna wyciągnęła papierosa, uniósł brwi, które zostały zasłonięte przez opadającą grzywkę.
    - Mała, chyba nie masz prawa palić. To cię zabija. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu, wyciągając dziewczynie z ust zapalonego papierosa. - Coś ty, właśnie znalazłem kogoś, z kim bardzo, ale to bardzo chciałbym pogawędzić.
    Zaciągnął się papierosem, co wywołało kaszel. Nienawidził tej używki. Przypominała mu dom, gdzie ojciec palił jednego za drugim, nawet nie spoglądając na ich fundusze. Wyrzucał wszystkie pieniądze w błoto, a matka nigdy, przenigdy nie odważyła mu się tego powiedzieć. On zresztą też. Może dlatego, że się go bał? Westchnął cicho na wspomnienie o domu. Co jak co, ale o tym starał się myśleć jak najmniej, a przede wszystkim w Hogwarcie, gdzie mógł pozwolić, aby inne rzeczy zaprzątały mu głowę.
    Wypił jednym haustem połowę płynu znajdującego się w kuflu. Gdy go odłożył, wbił wzrok w dziewczynę, a głowę oparł o zaciśniętą rękę.

    OdpowiedzUsuń
  61. - Z moim charakterkiem? – uniósł pytająco brwi, a na jego twarzy pojawił się delikatny, nieco tajemniczy uśmiech – ja z kolei uważam, że ty idealnie pasowałabyś do krukonów. Sama spójrz tylko jak wiele czasu poświęcasz nauce, jak wiele sprawia ci to przyjemności. Normalnie, oderwać cię nie można od tych wszystkich książek. Poza tym wiesz, na głupią nie wyglądasz – oznajmił, nim jednak zakończył swoją wypowiedź chwycił w swoje dłonie wypracowanie dziewczyny, jakby się bał, że ta jednak rozmyśli się i zrezygnuje ze wspólnej nauki. A tego naprawdę nie chciał. Jasne, mógłby iść do kogoś innego pożyczyć notatki, ale raczej z nikim innym nie wytrzymałby na tyle, aby wspólnie przy tych notatkach posiedzieć i błagać o wsparcie w momentach całkowitego zaćmienia mózgu.
    - Przecież nawet nie maiłem zamiaru spisywać, na bank masz tu jakieś błędy – mruknął, posłusznie sięgając po książkę, która leżała już na stole. Westchnął cicho, szybko kartkując strony, aby w jak najkrótszym czasie odnaleźć interesujący go rozdział. Sunął powolnie palcem po wersach książki, co jakiś czas zerkając znad niej na siedzącą naprzeciwko dziewczynę.
    - Co powiesz na to, abyśmy kiedyś poszli na kremowe piwo czy coś? – mruknął niby od niechcenia. Co prawda nie miał zamiaru się z dziewczyną zaprzyjaźniać, jednak nie chciał też jej w żaden sposób stracić. Dodatkowo nie chciał, aby odebrała to jako zaproszenie na randkę czy coś w tym stylu. Takie spotkania, zdecydowanie nie były w jego stylu. Raczej, jako luźną propozycję. W końcu ile mogą siedzieć z nosami w książkach, przerabiając ciągle ten sam scenariusz.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  62. Karkarow poczuł dziwny, przechodzący go dreszcz, kiedy Willow ni stąd, ni zowąd wyskoczyła znad jego ramienia. Był niemalże pewien, że ma ją na oku, ale najwidoczniej przegapił najważniejszy moment, będąc zaczytanym w stosie hieroglifów.
    Odwróciwszy się na krześle, zastygł niebieskimi tęczówkami na wysokości jej oczu, w odległości nie większej niż kilkanaście centymetrów.
    - Forbes, mało Ci zadań na dzisiejszy wieczór? - Uniósł jedną brew nieco w górę, stukając charakterystycznie palcami w blat biurka.
    Szczerze powiedziawszy, bliskość w jakiej się znaleźli spowodowała, że Vlado poczuł dziwne ukłucie w żołądku. Zdecydowanie przekroczyła ona wszelakie normy zbliżania się uczniów i nauczycieli. Jej ciemne włosy okalały młodą, jasną twarz, a zapach szamponu unosił się niczym woń polnych kwiatów. Mało brakowało, aby Karkarow nie wkleił się w nie jak rzep. Pełne usta wykrzywione w uśmiechu i małe ogniki w oczach, które wirowały w szczęściu, przypominały mu o kilku sytuacjach z ówczesnych lat. Powstrzymał się aby nie pogładzić jej twarzy opuszkiem palców. Byłby kompletnie skończony.
    Karkarow! Weź się otrząśnij!

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  63. Na porównanie dziewczyny parsknął śmiechem. Nie potrafił sobie wyobrazić jak bardzo jasna cholera może być bezczelna, ale jeśli porównywalnie do niego, to mógłby przybić jej piątkę.
    - Szkoda, że jasna cholera nie jest materialna. Wtedy moglibyśmy się zakumplować. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
    Widząc to, jak Willow próbuje go przedrzeźniać, wybuchnął jeszcze głośniej, a kelnerka wychyliła się znad baru. Pewnie pomyślała, że Bane się dusi. Chłopak tylko kiwnął jej, że wszystko w porządku, a gdy kobieta już się odwracała, zawołał:
    - Jeszcze dwa piwa prosimy. - Kiedy kelnerka skinęła głową, z powrotem spojrzał na dziewczynę. - Wiesz, maleńka. Tak uwielbiam cię irytować, że z największą chęcią postawię ci piwo. Sądzę, że brak ci funduszy. Słyszałem nawet, że za zaliczenie musisz płacić...
    Spojrzał z zaciekawieniem w oczy dziewczyny. Jego wzrok przypominał pięcioletnie dziecko, któremu dano najpiękniejszą zabawkę, jaką mógł sobie wyobrazić.
    - Pieniędzmi, oczywiście - dokończył.
    Dopiero po chwili zorientował się, jak musiało to zabrzmieć. Nie spodziewał się jednak, że to go dopadnie. Tak, Fall po raz pierwszy w swoim życiu poczuł, że przegiął.
    - Zapisz sobie to, co teraz powiem w kalendarzu, Forbes. Świętuj ten dzień co roku, bo wiedz, że nigdy więcej to się nie wydarzy. Przepraszam, tekścik o płaceniu nie był wysokich lotów. Co nie zmienia faktu, że stawiam piwo.
    Kiedy kolejny buch papierosa znalazł się przed jego twarzą, jęknął cicho. Lekko poirytowany, choć nie chciał tego po sobie dać poznać, wyrwał kolejny raz dziewczynie papierosa i zrzucił go na ziemię. Nadepnął butem, gasząc niedopałek.

    OdpowiedzUsuń
  64. – Nie martw się Forbes, nie chciałbym się związać z kimś takim jak ty. Prędzej bym na głowę dostał – powiedział uśmiechając się przy tym delikatnie. Och, gdyby tylko wiedziała, gdyby tylko zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo nie jest w jego typie. Na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech na samo wspomnienie jego Yoochanga, szybko jednak ten pozytywny gest został zastąpiony nieprzyjemnym grymasem. Tęsknił za nim, tak bardzo tęsknił za tym kretynem jednak wciąż ze sobą walczył. Nie był już pewien czy unikaniem kontaktu rani bardziej jego, czy może samego siebie. Mimo wszystko zdecydował, że się nie podda. Nie wróci do przeszłości bo kogokolwiek by zapytać, każdy odpowie tak samo. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Hyunowi łatwo było uwierzyć tym słowom. Robiąc sobie z nich pewnego rodzaju motto. Główne hasło jego relacji z Yoochangiem. Poza tym… Nie było już żadnej relacji, przecież ten idiota wszystko zakończył. To on zdecydował. Zniknął. Hyun starał się tylko z tym pogodzić i… Szło mu marnie, chociaż udawał, że jest wręcz przeciwnie. Przed całym światem, przed samym sobą. Powolnie zaczynał wierzyć tym kłamstwom.
    – Ale skoro w taki sposób to widzisz to… Po prostu zapomnij, wyrzuć z głowy te wspomnienie. Żadnego kremowego piwa, żadnych więcej spotkań poza tymi tutaj – wzruszył lekko ramionami. Wcale nie miał do niej żalu. Może gdzieś tam w głębi duszy był jej nawet wdzięczny? W końcu sam cały czas nie chciał się w nic angażować, w żadne głębsze znajomości czy przyjaźnie, a właśnie przed chwilą, próbował… Pokręcił lekko głową, a na jego twarzy malowało się rozbawienie. Co on sobie w ogóle myślał, rzucając te słowa na wiatr? Że zgodzi się i uśmiechnięci popędzą w najbliższy weekend do pubu, udając, że tak świetnie się dogadują, że wszystko jest w porządku? Zamknął książkę odrobinę zbyt gwałtownie, przez co w pomieszczeniu rozniósł się cichy huk. Nagle uciekł z niego cały zapał do nauki.

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  65. [Hej. Nie wiem jak Ty to czujesz, ale nie mam jakiejś specjalnej weny na nasz wątek dalszy, a ostatni odpis był tego dowodem. Nie chcę się zmuszać ani Tobie odsyłać marnych odpisów, więc może go sobie darujmy. Możemy wrócić jak odzyskamy chęci.]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jestem za. Mam zapierdol, że nie pytaj. Nie powinnam tu nawet Ci tego pisać, ale nie mogę już patrzeć na tę fizykę. Ble!]

      Usuń
    2. [Dziś jestem od 8 na nogach i nie miałam wgl przerwy, więc dodatkowa nocka to niezła orka. Zawsze te urządzenia psują się, kiedy nam zależy. No i mi przepadł tak raport, który robiłam o 23, a do 24 miałam go wysłać -_- Do tego pierdylion rzeczy na ten i przyszły tydzień... Kocham studiować po prostu. Współczuję kurde :/]

      Usuń
    3. [Nie mogę. Dostaję hajs za każdy miesiąc studiów i niedługo będzie mnie stać na mój wymarzony samochód :O]

      Usuń
    4. [No, trochę tak, ale i tak potem jak już kupię to będę musiała studiować, żeby mieć na części xD Ale potem możemy wsiadać na statek i do USA, bo tam jest taniocha ;D]

      Usuń
    5. [W sumie to w tym roku jadę do roboty na Alaskę (tylko czekam na to, aż mi potwierdzą, że jednak jadę!), więc mogę Ci pomachać albo przywieźć cosik. O ile będzie mi się chciało wracać xD]

      Usuń
  66. Opadła mu, przysłowiowa, kopara. Miał wrażenie, że będzie musiał ją zbierać bardzo długo, by doprowadzić ją i siebie do jakiegoś stanu. Jak ona mogła tak wyjść? Nie potrafił tego zrozumieć.
    Właściwie, to przychodziły mu na myśl powody. W końcu był utrapieniem dla dziewczyny, która serdecznie miała go dość. Ale co z tego, skoro nie miał komu uprzykrzyć wolnej chwili? Cholera, Forbes była jego najlepszym zajęciem. Zawsze i niezaprzeczalnie. A gdy miała zły humor... Ah, to dopiero była wspaniała zabawa.
    - Żartowałem, nie chcę więcej piwa - powiedział, kiedy kelnerka przyszła z dwoma pełnymi po brzegi kuflami.
    Wypił resztę tego, co miał w wcześniejszym kuflu i westchnął cicho. Matko, jakie to było pyszne. Musiał kupić więcej, musiał przemycić do Hogwartu.
    Miał też inny plan. Wiedział, że najbardziej zdenerwuje Willow tym, że za nią pójdzie. Wstał. Nie zareagował na to, że krzesło, na którym przed chwilą siedział, przewróciło się. Usłyszał tylko groźbę ze strony kelnerki i wyszedł.
    Założył kaptur na głowę, a ręce włożył do kieszeni. Szedł szybkim krokiem, chcąc dorównać Forbes. Kiedy już był za nią, objął ją w pasie i przyciągnął do siebie. Nie chciał dać jej odejść.
    - Forbes, a co ty na to, by przemycić do Hogwartu jakieś napoje wysokoprocentowe? - zapytał siląc się na jak najmilszy ton. - Wiem, ze taki miałaś plan - wyszeptał, zbliżając usta do jej ucha.
    Szeroki uśmiech pojawił się na jego ustach.

    OdpowiedzUsuń
  67. [Wybacz, że nie odpisałam, ale już padłam. A teraz wstałam i dalej lecę z fizą także... Życz mi powodzenia o 13:15 xD]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Już po. Ćwiczenia z fizy zaliczone! Jeszcze wykłady :/ Zostaje mi trzymać kciuki za Ciebie :D]

      Usuń
  68. Po uderzeniu przez dziewczynę, zgiął się w pół i objął brzuch rękoma. Przeklął pod nosem, lecz po chwili parsknął śmiechem. Mimo bólu - opłacało się - doprowadził dziewczynę do szału, a właśnie tego oczekiwał.
    Właściwie, to czemu uprzykrzał jej tak życie? Przecież mógł zachowywać się inaczej i utrzymywać z nią normalne stosunki. Pokręcił jednak głową, próbując wyrzucić z siebie te myśli. Przecież to obłęd, Fall. Ona nawet nie spojrzałaby na ciebie, gdybyś nie był tak upierdliwy.
    - Forbes, nie udawaj, że cię nie pociągam - wrzasnął za nią z cynicznym uśmiechem na ustach.
    Wyprostował się, lecz rękoma wciąż obejmował bolący brzuch. Ruszył wolnym krokiem za dziewczyną, czekając aż się odezwie.
    Zamiast tego, wyciągnęła papierosy z torby. Jęknął cicho z nadzieją, że tego nie usłyszy.
    - Wiesz, że palenie odejmuje ci urody? Będziesz miała starą cerę w wieku czterdziestu lat, a żaden facet nie będzie chciał całować się z petem - rzucił, kiedy dorównał jej kroku.
    Miał ogromną ochotę wyrwać jej kolejnego papierosa. Podniósł rękę, a gdy już prawie dotykała papierosa, zamknął dłoń w pięść i ją opuścił.

    OdpowiedzUsuń
  69. [Jestem moronem w sprawach wymyślania. Jedyne co przychodzi mi do głowy to jakaś wspólna kara czy wpadnięcie na siebie na korytarzu podczas nocnego szwędania się po korytarzach. Willow mogłaby chcieć uciszyć Duncana czy coś. Nada się coś?]

    Duncan Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  70. Karkarow zmrużył oczy, lustrując tęczówkami ciemnowłosą dziewczynę. Gdyby chciało mu się bawić w wojnę słowną, zapewne dolałby oliwy do ognia. Jednak ostatecznie posłał jej szelmowski uśmiech i odwrócił się do swego zajęcia.
    Zerknąwszy przy okazji zza biurka na rozlaną maź, westchnął prawie niesłyszalnie - Zastanawiam się, Willow, czy naprawdę wolisz spędzać czas w pustej sali, czyszcząc jakieś brudy, czy lepiej byłoby w tym czasie posiedzieć ze znajomymi - Odparł, podkreślając na jednym z wypracowań kilka słów.
    Właściwie, to naprawdę niewiele brakowało, by Karkarow z łaski swojej wstał i jednym machnięciem różdżki ogarnął cały ten syf. Wtedy zarówno jedno jak i drugie mogłoby spokojnie udać się w swoje strony i zrobić coś pożytecznego. Przynajmniej profesor miał takie założenie.
    - Równie dobrze mógłbym Ci pomóc, ale jakie będą korzyści dla mnie? - Podparłszy się ręką o blat, ponownie wrócił wzrokiem na twarz dziewczyny.
    Nieraz Karkarow potrafił być perfidnym cwaniakiem, dlatego nie przeszkadzało mu onieśmielanie Ślizgonki. Być może wróci do sprzątania - choć sądząc po jej charakterze, może stać się zupełnie odwrotnie. Dobrze znał te Ślizgońskie cechy, w końcu sam też wychował się pod znakiem węża.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  71. [To jutro jeszcze coś masz, gościu? Jeny! Ja mam tyle roboty :c Umrę już na dobre!]

    Matt Harrison

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Masz moje gg wgl czy mam Ci podać?]

      Usuń
    2. [Daj spokój xD pisz! Ja i tak teraz siedze i czekam na zwolnienie łazienki ;D]

      Usuń
  72. Zaśmiał się cicho na słowa dziewczyny. Fakt, nie miał żadnego prawa mówić jej, co jej wolno, a czego nie. No ale co z tego, przecież chciał tylko z nią porozmawiać. A właściwie, wkurzyć i sprawić, że dziewczyna wzrokiem zabije całe miasteczko, a potem sprowadzi nieszczęście na Hogwart. Taki już był - upierdliwy, wkurzający i bez żadnych granic. Właściwie, to miał też jeszcze tą lepszą, mniej irytującą stronę, ale rzadko kiedy ją pokazywał. Wolał dobrze się bawić czyimś kosztem, zdecydowanie.
    - Z wielką chęcią bym to zrobił, uwierz mi, maleńka.
    Podrapał się po głowie, sprawiając tym samym, że kaptur, który założył, opadł. Po chwili poczuł, jak śnieg wpada mu za kołnierz, co sprawiło, że jego ciało przeszedł dreszcz.
    Położył dłoń na ramieniu dziewczyny. Uśmiechnął się. Westchnął, przymknął oczy, a po chwili je otworzył.
    - Widzisz Willow, bo chodzi o to, że... - zamilkł, nabierając głośno powietrza. Wyglądał tak, jakby właśnie miał wyznać dziewczynie swój największy sekret. - Że ja Cię kocham, z całego serca.
    Próbował zdusić w sobie śmiech i przybrać poważną minę. Nie wiedział, jak mu to wychodzi, lecz w środku każdy jego organ trząsł się ze śmiechu.

    OdpowiedzUsuń
  73. No tak, czego mógł się spodziewać? Na pewno nie tego, że dziewczyna w ciszy odpracuje minusowe punkty - w końcu w ślizgońskiej naturze leży dyskusja, a nie posłuszeństwo. Tak czy siak, profesor siedział wygodnie oparty na krześle i kiwał powoli głową, po czym zerwał się do krótkiej odpowiedzi - Tak czułem - Westchnął prawie niezauważalnie. W sumie, chętnie wykorzysta szlaban dziewczyny na własne potrzeby. Oczywiście nadal będzie musiała tu siedzieć, tyle że nie myjąc podłogę, a segregując jego wypracowania, ale tak czy siak szlaban zostanie przez nią odpracowany.
    - Mam pomysł - Odparł i machnąwszy do niej ręką, przesunął plik kartek - Moja różdżka zajmie się wpadką eliksirową, a Ty w tym czasie możesz posegregować wypracowania chronologicznie datami. Pasuje? - Ponownie podparł się obiema rękoma o blat i zawiesił na Willow swój wzrok. Były momenty, kiedy Karkarow naprawdę przeklinał siebie za wszystkie dobre uczynki, jakie robił. Ale najwidoczniej było mu to po coś potrzebne, a zresztą, w tym wypadku robił to na rzecz własną.
    Gdyby odmówiła, mop czekał pod ścianą.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  74. Karkarow zaśmiał się poważnie rozbawiony jej odpowiedzią. Oczywiście nie był zdziwiony, bo charakter Willow wskazywał na to, że wcale nie będzie prosto. Ale profesor dał jej przecież całkiem dobre wyjście z sytuacji.
    - Zawsze możesz wrócić do mycia podłogi - Uśmiechnąwszy się, splótł dłonie i podparł na nich podbródek.
    Nie chciał jej do niczego zmuszać, ale wydawało mu się to chociaż odrobinkę lżejsze niż usuwanie zastygniętych, czarnych plam. Po za tym, mogłaby liczyć na jakieś fory w trakcie układania ich. Bo zależało mu tylko na jednej dacie, tak naprawdę, ale przy okazji uporządkowanie ich sprawiłoby mu większy komfort sprawdzania.
    - Ciesz się, że nie zaciągnąłem Cię do masowania pleców, bo z tym było by dużo trudniej. To jak, przy której opcji zostajesz, Willow? - Zapytał raz jeszcze i sięgnąwszy długopis, wrócił do sprawdzania wypracowań.
    Właściwie, z drugiej strony mógłby odpuścić, machnąć różdżką i wrócić do domu. Co pewnie oboje uznali by za najlepsze wyjście. Tylko, że woźny wyraźnie kazał mu trzymać ją przez dwie godziny, ale biorąc pod uwagę fakt, że był strasznie narwany - można było tą zasadę nagiąć.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  75. Gdy poczuł popchnięcie i spotkał się plecami z płotem, uniósł ze zdziwienia brwi. Mimo jej maleńkości, miała niesamowicie dużo siły. Zaskoczyło go to, jednak nie dawał tego po sobie poznać. Wiedział, że ją już zirytował. Ironiczny uśmiech pojawił się na jego ustach.
    Teatralnie przejechał wierzchem dłoni po szacie, jakby dotyk Willow go ubrudził. Uśmiech nie schodził z jego ust, a na licach pojawiły się rumieńce spowodowane zimnem.
    - Mówiłem, że cię kocham Forbes - wrzasnął, nie ruszając się.
    Spoglądał, jak dziewczyna kieruje się w stronę Hogwartu. Również mu się to marzyło. Ciepło, możliwość przebrania przemoczonych ubrań i radośnie tańczące ognie w kominku.
    Chciał się napić. Wiedział, że Willow również tego chciała, jednak wyprowadził ją z równowagi, przez co jej chęć opuszczenia Bane'a wzięła górę.
    Jednak, czy znajdzie dziewczynę w Hogwarcie, gdy opuści ją na chwilę? Chciał jeszcze trochę ją poirytować, najlepiej z alkoholem płynącym w jego krwi.
    - Forbes, nie daj się prosić. Chodź po piwa, zabawmy się! - wrzasnął jeszcze głośniej z nadzieją, że odchodząca dziewczyna go usłyszy.
    Patrzył za nią, z rękoma w kieszeniach. Był pełen podziwu dla niej za to, że jeszcze go nie zabiła. Dla siebie również, w końcu kolejny punkt za rozwścieczenie dziewczyny miał na swoim koncie.

    OdpowiedzUsuń
  76. [Robiłam postać, a dopiero potem podsunięto mi wizerunek. Nie odwrotnie. Nie chcę też, żeby patrzono na tę postać tylko przez pryzmat wizerunku, który uważam pasuje idealnie do syna Luny. Uważam, że branie wątku tylko ze względu na osobę widniejącą na zdjęciu to lekka przesada, nie uważasz? ;) Fajnie byłoby usłyszeć, że coś jeszcze Cię zainteresowało poza Petersem.]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  77. Nie sądził, że w ogóle Willow podłapie ten pomysł. Podejrzewał, że czuje się w jakiś sposób onieśmielona, dlatego pomysł ten miał na celu uświadomienie jej, że jednak lepiej będzie zostać przy wypracowaniach. Ale Karkarow miał dziś taki zuchwały dzień i postanowił sobie w głowie, że zabrnie dalej w temat masażu. A nóż jednak zrezygnuje.
    - No skoro wolisz w ten sposób, to proszę - Odsunąwszy się energicznie krzesłem od biurka, wyprostował nogi i splótł ręce na wysokości klatki piersiowej. Wzrok utkwił w twarzy dziewczyny, a na ustach namalował mu się lekki uśmiech. Oczywiście w głębi duszy był roześmiany, bo taka sytuacja jeszcze mu się nie zdarzyła. Najprawdopodobniej trafił na krnąbrną uczennicę, co z drugiej strony wydawało się całkiem urocze.
    Mimo wszystko, jakoś sobie nie wyobrażał, że będzie potrafiła go dotknąć. Ale wystarczyła chwila, by Vladimir dostrzegł jej oznaczające cechy charakteru - dlatego był pewien, że jednak to zrobi.
    Czekał więc z uśmiechem.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  78. [Nie odpisuję, narazie. Masz jakieś inne pomysły na wątek, bądź masz mnie już dość? Mi również wczuć się w tę sytuację.]

    OdpowiedzUsuń
  79. Kiedy dziewczyna zniknęła za jego plecami, Karkarow rozluźniwszy mięśnie, zmrużył automatycznie oczy nasłuchując jej poczynań. Nim poczuł dłonie Willow na barkach, zastanawiał się o czym może myśleć i czy w ogóle zdoła go dotknąć. A jednak! Ślizgońskie stworzątko postanowiło zostać przy opcji masażu.
    Nie spodziewał się jakiś niewyobrażalnych ruchów z jej strony, ale usłyszawszy jej szept i czując muśnięcie jej kciuków na własnym karku, dziwnie drgnął. Przeszedł go delikatny, całkiem przyjemny, ale jednak niespokojny dreszcz. Wbrew pozorom, tak jak Willow robiła masaż jednej osobie, tak Karkarow był masowany może kilka razy w życiu.
    Odchyliwszy o kilka centymetrów głowę, uniósł kącik ust nieco w górę, wykrzywiając go w nieco podstępnym uśmiechu.
    - Ja jestem pewien, ale nie chciałbym, abyś zrobiła coś złego swoim palcom. Połamania i tak dalej - Odpowiedziawszy, kopiując jej zdanie, uśmiechnął się sam do siebie, po czym wrócił do wygodnej dla siebie pozycji.
    Ale, fakt faktem, Vladimir nie mógłby zaprzeczyć, że Willow to całkiem silna bestia - czuł jak naciska każdy z mięśni, zatem jej siła potrafiła się przebić przez grubą tkankę mięśniową profesora.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  80. [Hej! Dziękuję bardzo za miłe słowa, bo ja osobiście miałam wrażenie, że karta jest co najmniej.. średnia. Bardzo chętnie podejmę się wątku. Skoro obie są czystej krwi, to wykorzystajmy to - może Lola mogłaby być ciotką Willow, która z kolei z racji pokrewieństwa i tego, że znają się od zawsze domagałaby się lepszych stopni z eliksirów?]

    Charlotte

    OdpowiedzUsuń
  81. Siedząc oparty wygodnie, wczuwał się w ruchy dziewczyny. Szło jej naprawdę dobrze, a tego nawet się nie spodziewał. W pewnych momentach czuł jej nacisk mocniej, raz słabiej, ale czuł też, dzięki temu, spore rozluźnienie. Nie sądził, by masaż mu się przydał, a jednak był tutaj nawet bardzo wskazany.
    - Owszem, ale uważam, że kobieta także może od czasu do czasu zrobić coś miłego - Odparł z uśmiechem, wiedząc, że zdanie mogło ubrać się w nutę przekąsu. Oczywiście żartobliwego, bo Vlado nie miał nic złego na myśli. W końcu bez kobiet nie byłoby świata.
    Zauważywszy, że dziewczyna zaprzestała chwilowo ruchów, zerknął kątem oka w jej stronę, by upewnić się, czy przypadkiem ma już dość, jednak w oczach pojawiła mu się gumka, zatem domyślił się, że zaraz poczuje jak wszystkie włosy wychodzą mu wraz ze skórą - całkiem dobry pomysł na to by się wyżyć. Na szczęście, Willow najwyraźniej była zdenerwowana ich przeszkadzaniem, dlatego postanowiła je ujarzmić. Ale dotyk jej dłoni wzbudzał fajne uczucie.
    - Tak, zdarzało mi się mieć je wszystkie na ostrzu nożyczek, ale ostatecznie, jak widać, coś mnie powstrzymało. Nie wiem, chyba jakoś się przywiązałem do nich - Odpowiedział sięgając w tym czasie po jedno z wypracowań. W końcu co się odwlecze to nie uciecze, a roboty było sporo.
    Problem w tym, że za bardzo nie mógł się skupić na wypisanych zdaniach - przyjemność miała ogromną przewagę nad wszystkim.

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  82. [Dzień dobry, dzięki za powitanie :)]
    James

    OdpowiedzUsuń
  83. [Jasne, że się piszę. Tylko jakbyś zarzuciła jakimś pomysłem... <3]
    James

    OdpowiedzUsuń
  84. [W sumie James to niegrzeczny Ślizgon, niech będzie :D Ustalamy jakieś szczegóły, czy idziemy na żywioł?]

    OdpowiedzUsuń
  85. [Ha ha, to cieszę się, że w końcu jednak się zdecydowałaś napisać :D Sama twoją kartę przeczytałam już jakiś czasem temu, ale zawsze zapominałam się przywitać xx
    Bardzo miło mi to słyszeć, sama również ich uwielbiam, dlatego nie mogłam uwierzyć we własne szczęście, gdy zobaczyłam, że Teddy'go jeszcze nikt nie przejął xD No i wyszedł mi taki ktoś, o ;)
    Wątek jak bardziej, masz może jednak jakiś pomysł? Albo ewentualne powiązanie (choćby poprzez kogoś z przybranej rodzinki), dzięki któremu łatwiej byłoby coś wymyślić?]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  86. [Hmm... Widzę, że prowadzisz wątek z Vlado; masz z nim może jakiejś konkretniejsze powiązanie? To najlepszy przyjaciel Lupina; no, jeden z najlepszych przyjaciół i jest mu jak brat, więc może poprzez niego coś by się pokombinowało?
    Jedyne, co jeszcze mi do głowy przychodzi, to ostatnio się dowiedziałam, że Teddy ma fan club w szkole, o czym jeszcze nie wie. Można by coś zabawnego lub też nie w tym kontekście wymyślić, ale nie mam pojęcia co dokładnie. Niestety.]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  87. Karkarow uniósł jedną brew nieznacznie w górę i zastanowił się nad zdaniem, które właśnie usłyszał. Nie był to końca pewien, co ono miało w sobie takiego, ale to wyraźnie przez nie, coś go tknęło w środku.
    - To bezsensu - Odparł o dziwo na głos, choć nie miał takiego zamiaru. - Zrobić dla Ciebie coś miłego? - Zapytawszy, poczuł się jakby ją wykorzystywał. Nie miał zielonego pojęcia, co nagle wzbudziło w nim taką stu osiemdziesięciu stopniową zmianę. Najwidoczniej panna Forbes potrafi wzbudzać w ludziach troszeczkę skruchy i empatii.
    A rzeczywiście i tak nie mógł się skupić na tych wypracowaniach, toteż odłożył je z głośnym szelestem na biurko i oddał się dalszemu masażowi. Oczywiście ta praca go nie ominie, o czym bardzo dobrze wiedział, jednak lepiej będzie gdy zajmie się tym w cichym, ciepłym domku, przy kubku gorącej herbaty.
    - Kiedy uznasz go za zakończony, po prostu skończ - Powiedziawszy uśmiechnął się właściwie trochę do siebie, bo Willow była chcąc nie chcąc za jego plecami.

    Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  88. [Cześć :)
    Nie miałam na myśli, by Willow była członkinią owego klubu, czy coś xx Raczej, że w iście ślizgońskim stylu mogłaby się z niczemu nieświadomym Tedem podroczyć ;)
    W sumie ten wątek z pijaną uczennicą mi pasuje :D Teddy w wolnej chwili i tak się zawsze gdzieś czai, by zapalić papierosa, więc z łatwością można by było coś takiego zorganizować ;) Co do jego liberalności, to zależy na ile Willow by kontaktowała, acz w pewnym momencie niepostrzeżenie by jej zamienił dany trunek w kremowe piwo, ot co :D Dla jej własnego dobra i jego czystego sumienia, ma się rozumieć ;) Może być?]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  89. [Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Więc idźmy na żywioł, zacząć coś? :D Tylko uprzedzam, nie będzie to nic bardzo kreatywnego, bo nic oprócz nocnej wycieczki lub imprezy mi nie przychodzi do głowy.]
    James

    OdpowiedzUsuń
  90. James miał wokół siebie grono ludzi, których wszyscy dookoła lubili nazywać jego ,,przyjaciółmi", chociaż on sam większości z nich w życiu nie przypisałby takiego miana. Nigdy nie był zbyt sentymentalny, nie umiał przywiązywać się do ludzi. Wiedział, że przychodzą i odchodzą, i nic nie można z tym zrobić. A więc uśmiechał się do nich, jeśli oni się do niego uśmiechali, starał się być miły, i sprawiać wrażenie w miarę normalnego, a tak naprawdę wszystko było mu tak obojętne jak zeszłoroczny śnieg. Kiedyś próbował zmusić się do jakichkolwiek uczuć względem kogokolwiek oprócz rodzeństwa i rodziców, ale zazwyczaj wychodziła z tych starań nienawiść lub wrogość. James miał po prostu wielkie trudności z polubieniem kogokolwiek.
    Ale w gruncie rzeczy wciąż był człowiekiem, nawet jeśli uważał inaczej, i - co paradoksalne - wcale nie stronił od towarzystwa. Towarzystwa ludzi, którzy nie oczekują żadnych obietnic, żadnego przywiązania. Ludzi takich, których można tolerować, a nie trzeba lubić, bo najzwyczajniej w świecie tego do szczęścia nie potrzebują. Jedną z takich osób była Willow.
    Właśnie dlatego szedł tym cholernym korytarzem z butelką Ognistej Whisky pod kurtką, rozglądając się za sylwetką koleżanki.
    - Willow. - syknął, starając się ją dojrzeć w ciemności. - Jesteś? Przyniosłem naszą ulubioną koleżankę.

    James

    OdpowiedzUsuń
  91. [Za opóźnienia muszę bardzo przeprosić – zupełnie wyleciało mi z głowy podrzucenie pomysłów dla Ciebie. Z tego co pamiętam to obie miałyśmy z tym pewien problem. Widzisz teraz Pollock jest opiekunem Slytherinu, więc mogę zaproponować co najwyżej dwie możliwości:
    1. Może zgłosić się do Vane’a z jakimś problemem nie natury sercowej czy inną błahostką, ale być może ma problem z opanowaniem jakiegoś materiału lub zaklęcia – Pollock byłby zobowiązany i z chęcią, by jej pomógł.
    2. Istnieje również możliwość, aby Twoja pani przebywała w Sowiarni, kiedy zupełnie nieoczekiwanie w formie wrony antylskiej wleci do środka profesor do historii magii. Na pewno ją zaskoczy i będzie to odpowiedni moment na zadanie jakichś ciekawskich pytań.]

    Spóźniony Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń