5 grudnia 2015

The possibilities are endless

ETHAN LESTER
Slytherin, VII klasa, Klub Ślimaka i KZWP, koligacje

       Od dziecka cechowała go prostolinijność, czasem balansująca na granicy zwyczajnej bezczelności. Siedem lat nieporozumień wywołanych jego ponoć impertynenckim zachowaniem nie nauczyło go, że czasem lepiej trzymać język za zębami. Przewaga czynów nad rozumem skierowała go do Slytherinu, aczkolwiek gdyby tylko chciał, mógłby z powodzeniem odbierać Krukonom to, na czym im najbardziej zależy. Ciężka praca nie jest mu obca, ale do wysiłku skłonić go można dopiero wtedy, gdy zacznie się go z kimś porównywać. Nic go nie motywuje bardziej od "Może gdybyś był jak...", jednocześnie wyzbywając z resztek starań matki, próbującej uczynić z niego staromodnego dżentelmena.
     Przeświadczenie, że wszystkiego w życiu trzeba spróbować zaszczepił w nim, ku niezadowoleniu rodziców, brat ojca. Ethan od zawsze uważał siedzenie w miejscu za marnotrawstwo cennego czasu, a unikanie ryzyka za czystą głupotę. Szczególnie ojciec potępiał jego zapał do podejmowania być może idiotycznych decyzji, ale nigdy nie robił tego na głos, głęboko wierząc, że odziedziczony po nim talent do wymigiwania się z kłopotów i ponadprzeciętna charyzma uratuje synowi skórę nieraz, a potem wyprowadzi na ludzi. Machina najwyraźniej już zaczęła działać, przyszła synowa zrobiła na nim doskonałe wrażenie, ale przecież Lester senior nie może wiedzieć, jak wiele zmieniło się podczas ostatniej podróży Ethana po Europie... 


24 komentarze:

  1. [Cześć! Bez zbędnych ceregieli od razu zaproszę na wątek, bo w mojej głowie od pewnego czasu istnieje pewien pomysł na powiązanie, a Ethan by się do tego w sumie nadał. Są chęci? c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć! Trochę nie rozumiem ostatniego zdania pierwszej części tekstu. Przemiłej zabawy życzę i jakby coś, zapraszam do siebie:)]

    Sorcha, Adam, Hector

    OdpowiedzUsuń
  3. [Może już wiesz, że Jemma miała przyjaciółkę, która całkiem niedawno zmarła. Pomyślałam sobie, że ta przyjaciółka właśnie mogłaby być w kimś zakochana od długiego czasu, w tym przypadku w Ethanie i powiedzmy, że tydzień przed swoją śmiercią odważyła mu się powiedzieć o tym, co do niego czuje. Tutaj dużo zależałoby od jego reakcji, ale w każdym razie teraz Jemma ciskałaby do niego wszelkie możliwe gromy z oczu za każdym razem, kiedy by go widziała, bo sądziłaby, że gdyby coś zrobił, gdyby nie był głupim i zadufanym Ślizgonem (oczywiście w jej mniemaniu) to Charity mogłaby nadal żyć czy coś.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  4. [Świetna karta, tak jak postać.Od razu go polubiłam.]

    lukrecja.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Oczywiście, że nie, wręcz przeciwnie! Jak najbardziej nam to tylko pomoże, bo to raczej relacja zapoczątkowana dużą niechęcią z jej strony. Jeśli chodzi o właściwą akcję już w wątku, to myślałam nad czymś takim, że w Hogwarcie mogłoby się pojawić jakieś miejsce upamiętniające ofiary tego, co się wydarzyło, bo wiadomo, że zamek został zaatakowany i w ogóle, nawet takie stworzone przez samych uczniów, a Ethan mógłby się chociaż na chwilę tam pojawić, nawet przypadkowo. Tyle, że w tym samym czasie przyszłaby tam Jemma i niesamowicie wściekła rzuciłaby się na niego z zapytaniem, jak śmie tak po prostu tutaj przychodzić, o. Co o tym sądzisz?]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Co takiego niby Ethan może odebrać Krukonom? ;D Świetnie dobrane zdjęcie, jest w nim coś dumnego i wyniosłego, ale jednocześnie ten niemal arystokratyczny element mocno przełamywany jest przez jakąś zadziorność czy nawet bezczelność widoczną na twarzy modela, więc... chyba podobnie jest z twoją postacią. Bardzo jestem ciekawa tego, czego ojciec Ethana nie wie, czyli tej podróży po Europie.
    Cześć! ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dostosowuję się po prostu do autora, ale tak zazwyczaj jest to granica 300-600 słów. c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  8. [O! Jaki fajny Ślizgon. Szkoda, że Ślizgon - tak pomyślałam, ale zmieniła zdanie po przeczytaniu. Fantastyczna postać, może mi tylko pozostać poproszenie o jakieś powiązanie?;)]
    Freya Flores

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Rozumiem, że może być lepszy od przeciętnego Krukona, ale jak zabiera się umiejętności? Wyobraziłam sobie Ethana z szerokim pasem pod szatą, na której umieszczone są podpisane fiolki – umiejętność rzucania świetnych upiorogacków, talent do warzenia eliksirów, łatwość w nauce transmutacji itd.
    Nie, w ogóle czegoś takiego nie słyszałam, możesz kontynuować! ;D A tak poważniej, to... rozumiem, że jesteś tutaj po wątki, więc można by coś wspólnie skleić. Masz może jakiś pomysł? Pytam tak na wszelki wypadek, gdybyś doznała nagłego olśnienia i miała już coś fajnego przygotowanego, ale jeśli nie, to w porządku, wytężę szare komórki i mam nadzieję, że coś niezgorszego wykombinuję. Tylko mogłabyś napisać mi, jakie mniej-więcej wątki lubisz? Tzn. pełne akcji czy też spokojniejsze itp. Byłabym wdzięczna! ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  10. [ W Simsach było coś takiego? Nie pamiętam. ;D Ale ta gra jest bardzo inspirująca!
    O likantropii Valancy nie wie nikt, nawet dyrekcja, a to z tego prostego powodu, że dziewczyna nie jest wilkołakiem. Za to wilkołakiem jest jej ojciec, który oczywiście nie był nim od urodzenia, ale został ugryziony zanim jeszcze spotkał matkę Valancy. Jednak...
    Tak, jak starałam się to przedstawić w karcie – dziewczyna ma w sobie pewne cechy czy zachowania kojarzone z wilkołakami, odziedziczone po ojcu właśnie. W kanonie tak naprawdę niewiele jest o likantropii, więc, bazując na książkach, trochę sobie dopowiedziałam. Remus Lupin bał się, że jego syn może być wilkołakiem, więc chyba możliwe jest "zarażenie się" tym nie tylko poprzez ugryzienie, ale i dziedziczenie. Więc założyłam, że Valancy jest... hm, kimś w stylu nosiciela. Z kanonu też wiemy o przypadku Billa Weasleya, który mimo tego że wilkołakiem się nie stał, po pogryzieniu nabrał na przykład ochoty na krwiste steki i tak dalej.
    Założyłam, że dziewczyna ma w sobie pewne wilkołacze cechy, ale ominęła ją ta najgorsza. Czyli w czasie pełni nie zamienia się, ale te noce źle na nią oddziałują, nie może wtedy spać chociażby i ogólnie dziwnie się czuje. Oprócz tego, gdy pełnia się zbliża, to zachodzą u niej zmiany, które opisałam w karcie. Nagle nabiera ochoty na mięso, jej zmysły stają się bardziej wyczulone (co wcale nie jest przyjemne, bo słyszy różne dźwięki i tak dalej, które przeszkadzają i możliwe, że sprawiają jakiś tam lekki ból; dlatego wtedy jest bardziej drażliwa). No, ale to wszystko jest i tak drobnym dyskomfortem wobec tego, co przechodzą wilkołaki.

    I tak sobie myślę, że w zasadzie możemy wykorzystać twoją propozycję. Ethan rzeczywiście mógłby zacząć podejrzewać Valancy, a potem stwierdzić, że dziewczyna na pewno jest wilkołakiem. Co byłoby założeniem błędnym, ale on o tym by nie wiedział. Mogłoby dojść do ciekawej konfrontacji, być może Valancy później zdradziła, że jest córką wilkołaka, czego do tej pory unikała – nie dlatego że się wstydzi ojca, ale dlatego że dobrze wie, jak przeciętny człowiek na takie informacje reaguje i jakie mogłyby być tego konsekwencje.
    Jeśli chcesz więcej akcji, to w Zakazanym Lesie jest pewna futerkowa niespodzianka... ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  11. [Rozumiem, rozumiem. Po napisaniu swojej karty (mimo, że też nie uważam, że jest cudem) brak mi było kreatywności. Kombinujesz jednak bardzo dobrze. Najlepiej, żeby się posprzeczali i Freyia od razu rzuci się na niego z pazurami. Jakaś zwyczajna sprzeczka między nimi, nie dogadanie w jakiś sposób. Nie znając go od razu podejrzewałaby, że jest największym dupkiem na świecie, bo za takich ma wszystkich Ślizgonów. A Freya jest szlamą, nie wiem jaki masz do tego stosunek. Kto wie może z czasem by się nawet zaprzyjaźnili, gdyby go poznała bliżej.

    Co ty na to, że spotkają się pierwszy raz w bibliotece. Freya szukałaby czegoś czego jeszcze nie czytała, a jest to dość trudne! Ślizgon by na nią wpadł i doszłoby do nie miłej wymiany zdań. Bibliotekarz by zwrócił im uwagę za głośne mówienie, oni by się tym nie przejęli i jeszcze więcej by krzyczeli. Przez co dostali by wspólną karę. Układanie wspólnie książek, bez użycia czarów, czy za lekko? :)]

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Pewnie, brzmi bardzo rozsądnie.
    Hm... może przyłapałby Valancy wychodzącą z kuchni z jakimś pakunkiem, w którym ukrywałaby surowe mięso? Albo w którejś z cieplarni – Valancy lubi babrać się w ziemi, więc jej obecność tam nie byłaby zaskoczeniem. Z kolei Ethan mógłby chcieć Edgeworth osaczyć, mieć pewność, że, jeśli nie będzie miała ochoty na rozmowę, łatwo nie ucieknie, a szklarnie jednak to obszar zamknięty, drzwi można przyblokować zaklęciami i już prawie klatka. Poza tym jaki to potencjał dramatyczny, możliwości rzucania doniczkami itd. (Chociaż akurat V. nie jest jak drama llama, nie wiem, czy to dobrze, czy źle.) ;D ]

    Valancy Edgeworth

    OdpowiedzUsuń
  13. [dzień dobry, braciszku.]

    emily.

    OdpowiedzUsuń
  14. [wiem i czekam niecierpliwie! :D]

    OdpowiedzUsuń
  15. {Do listu można odnieść się w formie wątkowej, na zasadzie akcja z mojej strony - reakcja bohatera, w którego ręce wpada list, natomiast równie dobrze można odpowiedzieć "tak" lub "nie"}

    Szp. P. Robert Lester,
    Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów
    Brytyjskie Ministerstwo Magii


    Wobec zbliżających się wielkimi krokami wyborów rządowych, w imieniu Proroka Codziennego, którego jestem niezastąpioną częścią, piszę ten list. Z uwagi na to, że startował Pan w ostatnich wyborach na urząd dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów (które zresztą wygrał większością głosów) opinia publiczna pragnie dowiedzieć się, czy również w tym roku wyjdzie Pan do wyborców z nowymi postulatami, czy usunie się Pan w cień, zaszyje się pod kamieniem lub zrobi jeszcze inną rzecz, którą jako Prorok przedstawimy jako akt tchórzostwa z pańskiej strony.
    Czy Szanowny Pan ponownie weźmie udział w wyborach na urząd dyrektora?

    Z wyrazami szacunku,
    Redaktor Naczelny Proroka Codziennego,
    F.S. Cattermole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sz. P. Fernand Cattermole
      Redakcja Proroka Codziennego


      W chwili obecnej nie myślę o rezygnacji ze stanowiska ani o unikaniu rywalizacji o jego utrzymanie. Jestem przekonany, że mój tegoroczny program pozwoli mi pozostać dyrektorem Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów podczas kolejnej kadencji.
      Pańskich żałosnych gróźb dotyczących zdyskredytowania mnie na łamach tegoż
      czasopisma nawet nie będę komentował, ale uprzejmie radzę wstrzymać się od nich w przyszłości.

      Z poważaniem,
      dyrektor Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów,
      Robert Lester

      Usuń
  16. [Nie wiem, dlaczego cieszy mnie fakt, iż jest coraz więcej Ślizgonów. To całkiem dobrze, że ma w sobie coś z Kruka. Witam serdecznie i życzę udanej zabawy, a i zapraszam do siebie.]

    Solene // Ashton // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  17. Przez zbliżające się wybory, ojciec wciąż chodził podenerwowany i wystarczyła jedna, maleńka iskra, by wywołać wybuch. Nie lubiła tego; otaczająca ją atmosfera powinna być pełna chłodnej obojętności i możliwe przepełniona spokojem, on natomiast wszystko to burzył z taką łatwością, jak podmuch wiatru przewraca misternie ułożony zamek z kart. Tak łatwo teraz wpadał w złość. Ciągle był czymś poirytowany, a z równowagi wyprowadził go ostatnio krzywo rozłożony obrus. Emily westchnęła wtedy ciężko i pociągnęła z jednej strony o centymetr do siebie. Podziałało, ale powietrze było jakby za gęste, przesycone napięciem.
    Nie lubiła tego.
    Sama przyjmowała wszystko ze stoickim spokojem. Daleko jej było do stereotypowego wybuchowego charakteru, ponoć cechującego każdego Ślizgona. Umiejętnie dawkowała zaufanie i wstrzykiwała jad jak kobra, ale tylko, kiedy ktoś jej podpadł. Nie miała powodu, by strzępić język na anonimowych uczniów, których minęła na korytarzu może ze dwa razy w życiu, tylko dlatego, że któryś się z nią zderzył. A zdążyła zauważyć, że większość tak właśnie postępowała. Za bardzo dawali ponieść się emocjom i przekonaniu o swojej świętości. Ich ego - co poniektórych przynajmniej - byłoby zdolne pomieścić całą kadrę nauczycielską plus uczniów Hogwartu.
    Czasem przychodziła do Trzech Mioteł nieco częściej, niż powinna. Lubiła obserwować otoczenie, a siedząc tutaj, pozornie obojętna na wszystko i popijając kolorowe drinki, usłyszała całkiem sporo interesujących faktów o życiu hogwartczyków. Gdyby zechciała, mogłaby uzależnić od siebie, pod groźbą przekazaniach owych informacji dalej, dość liczną grupę ludzi.
    Pech chciał, że teraz, przez obecność ojca i jego wielkich wyznawców, miejsce to wydawało się Emily zupełnie obce i nieprzyjazne. Całe to idiotyczne przedstawienie z pokazywaniem publicznie swojej niezmiernej dobroci, wydawało się dziewczynie bez sensu i niezbyt na miejscu. Niestosowne. Najgorsze chyba w tym wszystkim było to, że ich - ją i brata - również zmuszał do udziału w tych pokazówkach, chociaż żadne z nich nie miało na to najmniejszej ochoty.
    Szczerze mówiąc, marzyła już tylko o tym, by cisnąć cholernym gorsetem o ścianę, usiąść wygodnie i napić się czegoś mocniejszego. I nie przejmować się przy tym, że nie może złapać oddechu.
    - Zawsze się zachowuję - odwarknęła cicho. Nie, żeby wpadła w złość. Ona rzadko kiedy wpadała w prawdziwą złość, ale brat był jedną z nielicznych osób, które potrafiły poruszyć w niej jakąś czułą strunę i wyciągnąć z ciemnego wnętrza prawdziwe uczucia. Choćby i wściekłość, czy przynajmniej irytację. Na niego mogłaby warczeć cały czas, bo traktował ją czasami jak niedorozwinięte dziecko. I co z tego, że był starszy?
    - I zawsze kryję twoje głupie wyskoki - syknęła mu do ucha, jednocześnie posyłając promienny uśmiech ojcu, który wyrósł obok nich jak spod ziemi. Nigdy nie miała najmniejszego problemu z prowadzeniem tej podwójnej gry; trenowała ją w końcu od dziecka i śmiało mogła nazywać się mistrzynią.

    emily.

    OdpowiedzUsuń
  18. [Minęliśmy się, bo też miałam zamiar odezwać się pod kartą C: Zostałam niestety zasypana przywitaniami i jakoś tak wyszło, że nie zdążyłam napisać u ciebie :) już piszę na maila! :D]
    Oriane

    OdpowiedzUsuń
  19. [ A na czym Krukonom najbardziej zależy? I w jaki sposób Ethan miałby im to odbierać? Hm, wiem na czym Caelanowi zależy najbardziej i raczej ciężko byłoby go tego pozbawić. ;v Ale podejrzewam, że w ogóle chodzi o jakieś umiejętności.
    Cześć! Przyszłam nieco spóźniona. Podoba mi się zdjęcie. Jakob ma... ciekawą minę. Swoją drogą, zaciekawiły mnie dopiski przy postaciach powiązanych. Czyżby Ethan coś, hm, ukrywał? :D ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdyby z ludźmi potrafiła obchodzić się tak dobrze, jak z roślinami, szybko stałaby się jedną z popularniejszych uczennic w Hogwarcie. Powinna była się cieszyć, że rzeczywistość wyglądała inaczej – sława, nawet jeśli tylko na szkolnym poziomie, szybko by ją znużyła. Chociaż zazdrość nie była dla niej całkowicie obcym uczuciem, nigdy nie odczuwała jej wobec hogwarckich celebrytów. Im potrafiła jedynie współczuć, domyślając się, że świadomość tego, że najbliższe otoczenie pilnie obserwuje każdy krok, nie należy do nadmiernie przyjemnych. Pewnie niektóre osoby dobrze się czuły, będąc na świeczniku, ale Valancy niekoniecznie należała do ich grona. Była co prawda dość pewna siebie i kiedy zdarzały się chwile, podczas których uwaga innych była na niej skupiona, nie czuła się źle, ale wiedziała, że na dłuższą metę zmęczyłoby ją to. Złoty środek zawsze był dobrą ideą. Nie była odludkiem, potrzebowała kontaktu z drugim człowiekiem, ale samotność też jej nie wadziła, a z trzymania się na uboczu czerpała korzyści. Jeśli człowiek nie rzucał się w oczy, zyskiwał swobodę działania, a to dla Edgeworth było niezwykle ważne.

    Wachlarz jej aktywności był na tyle szeroki, że obok czynności legalnych występowały też takie, które może nie były prawnie zabronione, ale na pewno też niejednoznaczne regulaminowo, a czasem także i moralnie. Jednak spędzanie czasu po lekcjach w szkolnych cieplarniach należało akurat do zajęć, w których nie powinno się doszukiwać złych intencji. Lubiła wiele przedmiotów i nie miała większych problemów z tymi, które zdecydowała się kontynuować po sumach, ale to zielarstwo zawsze należało do jej ulubionych. Było ciekawe, inspirujące, pożyteczne i dające wiele możliwości. W niektórych dziedzinach nauki należało tylko i aż postępować według wcześniej stworzonych przez specjalistów schematów, co było oczywiście ważne, ale żmudne. Naturalnie, w zielarstwie należało respektować zasady, ale istniał pewien margines dowolnej interpretacji, można było odnaleźć swobodę w eksperymentowaniu, a to zawsze trafiało do Valancy.

    Jako że wiedza i umiejętności, jakie Valancy miała w tym zakresie, od zawsze wykraczały poza szkolny program, a poza tym była uczennicą raczej niesprawiającą problemów wychowawczych, to szybko zawarła z profesorem Longbottomem porozumienie, co było o tyle proste, że nauczyciel był ugodowy i potrafił pójść na rękę uczniom – szczególnie tym, którzy podzielali jego pasję. Dostała pozwolenie na samodzielne korzystanie z cieplarni po skończonych lekcjach. Czasami przychodziła tam tylko po to, by dopilnować tego, czym zajmowali się na zajęciach, ale często pozwalała sobie na większą dozę szaleństwa i decydowała się na próby wyhodowania bardziej wymagających i kapryśnych roślin lub starała się stworzyć jakąś hybrydę. Wychodziło jej to z różnymi skutkami, ale do tej pory jeszcze z jej przyczyny nie zostały wyrządzone poważne szkody, więc wszystko było w porządku.

    Tego dnia już wczesnym rankiem potrafiła myśleć tylko o tym, że późniejszym popołudniem pójdzie do cieplarni. Kurczowo trzymała się tej myśli, co pozwoliło jej przetrwać ciężkie, długie godziny. Zbliżała się pełnia, więc Valancy zaczynała robić się rozdrażniona. Towarzystwo roślin było kojące, więc w tym okresie chadzała do szklarni jeszcze chętniej niż zazwyczaj, wiedząc, że znajdzie tam odpoczynek od świata, ludzi, a nawet siebie samej. Tym razem wybrała cieplarnię numer jedenaście, tę, w której znajdowały się rośliny bardziej egzotyczne, a także niektóre z rodzaju tych uznawanych za wodne. Zamierzała zająć się tymi drugimi, a konkretniej skrzelozielem.

    Kiedy weszła do środka, postawiła lampę w strategicznym miejscu, tak, aby rzucała światło w najważniejsze miejsce. Valancy ściągnęła buty, a potem także rajstopy, zastanawiała się, czy podwinąć też spódnicę, ale uznała, że to nie będzie potrzebne. Nie sięgała jej przecież do kostek, a poziom wody był na tyle płytki, że dziewczyna miała po niej brodzić, a nie w niej się kąpać. Pasek skórzanej torby zawiesiła sobie na szyi i przekręciła całość tak, jak robili listonosze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Związała jeszcze niedbale włosy, aby kosmyki nie wpadały w oczy, wyciągnęła różdżkę, którą założyła za ucho i była już gotowa, by zacząć zajmować się skrzelozielem.

      Kiedy zanurzyła stopy w wodzie, zacisnęła zęby. Dzięki zastosowanym zaklęciom woda była stosunkowo chłodna, a że temperatura panująca w cieplarni należała do wysokich, wręcz tropikalnych, kontrast był tym większy. Człowiek na szczęście szybko się przyzwyczaja, więc Valancy nawet nie zaczęła drżeć z zimna. Podeszła do największych, najbardziej rozległych już pnączy, które otulały galeretowate macki skrzeloziela. Edgeworth przyjrzała się roślinie krytycznie. Chociaż była już dojrzała, nie wyglądała zbyt dobrze.

      Dziewczyna wyciągnęła z torby mały, ostry nożyk i ostrożnie nacięła jedno z pnączy, z którego natychmiast wytrysnął sok. Nie tak miało to wyglądać – sok powinien być gęsty i o glutowatej konsystencji, a zamiast tego prysnęło coś mocno rozcieńczonego o złym kolorze w dodatku. Zapach również nie należał do odpowiednich. Valancy westchnęła ciężko, domyślając się, co było przyczyną. Nie biała pewności, czy da się jeszcze odratować roślinę, ale wypadało chociaż spróbować. Pierwszym krokiem było poszerzenie zrobionego przed chwilą otworu, a kiedy to uczyniła, zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu fiolki z pewnym eliksirem. Wyjęła ją razem ze strzykawką, do której wlała odpowiednią ilość płynu, a następnie wstrzyknęła go w pnącza. Schowała przedmioty i chwyciła za różdżkę, żeby przejść do rzucania odpowiednich czarów, a pierwszym spośród nich miało być zaklęcie, dzięki któremu wywar rozprzestrzeniłby się i wymieszał z sokami.

      Nie zdążyła jednak tego zrobić, bo usłyszała skrzypnięcie. Nie spodziewała się tego typu dźwięku, więc drgnęła z zaskoczenia, przez co wzburzyła wodę. Wyprostowała się i rozejrzała, a świeży strach szybko zmalał, kiedy dojrzała człowieka, który był za ten hałas odpowiedzialny. W duchu skarciła się za własną głupotę. Czego miałaby się bać? Wiadomo, że jedynymi osobami, które mogły tu przyjść, byli albo uczniowie, albo pracownicy szkoły, a Valancy nie groziło nic z żadnej z tych stron. Z drugiej strony, mina Ethana nie napawała jej optymizmem. Nie pomagało też to, że nie mogła odgadnąć, dlaczego on tutaj w ogóle przyszedł. Nie wyglądał na człowieka szczególnie zainteresowanego zielarstwem, a kontaktami z nią samą jeszcze bardziej nie.

      – Och, któż taki? – zapytała, niemal teatralnie artykułując wypowiadane słowa, a po chwili dodała już normalnym tonem: – Longbottom wie, że tu jestem.

      Chwilowe napięcie dawno już odeszło w niepamięć, na powrót się rozluźniła. Powróciła do zajmowania się skaleczoną rośliną, ale jednocześnie spoglądała badawczo na Lestera. Nie wiedziała, czego z jego strony powinna się spodziewać, ale też nie znajdowała przyczyny, z której powinna się niepokoić.

      Valancy Edgeworth
      [ Napisałaś, że Ethan od kilku tygodni uważniej obserwuje Valancy, więc żeby uwiarygodnić wątek (bo zakładam, że twoja postać nie jest idiotą, a więc zauważyłaby, że Valancy, która rzekomo jest wilkołakiem, dzień po pełni, czyli w czasie, w którym powinna odchorowywać przemianę, siedzi w klasie i wygląda normalnie) pomyślałam, że poprzednim razem Edgeworth mogłaby się rozchorować i być nieobecną na zajęciach akurat dzień przed, dzień pełni i dzień po. ]

      Usuń
  21. [ Czasem przejmują. Z tego, co zauważyłam, zwykle do powiązań romantycznych, gdzie dramat polega na kłótniach o byle co. Niczym Romeo i Julia ;v Ale ty, jak mi się wydaje, szukasz chyba czegoś nieco innego. Znaleźć osobę jeszcze nie tak ciężko... Gorzej z tą odpowiednią. W tej kwestii nie mam wielu dobrych wspomnień. :D
    Caelanowi niestety daleko do arystokraty, choć częściowo do takiej rodziny przynależy. Więc dobrze, że nazwisko może się komuś w taki sposób kojarzyć. Jak dotąd nikt nie wspomniał o Haymitchu Abernathym... Akurat nie był inspiracją, dopiero później się zorientowałam, że przecież gdzieś to nazwisko jeszcze słyszałam, ale to taka barwna postać! Właściwie jedyna dobra w całej sadze.
    W każdym razie, jeśli będziesz mieć ochotę na wątek/powiązanie (albo nawet lepiej — pomysł również :v), to daj mi znać. ]

    OdpowiedzUsuń
  22. [Doberek! Wybacz, że po twoim zaczęciu słuch o mnie zaginął, ale dopadła mnie choroba, z której dopiero teraz zaczynam się wygrzebywać. Zamierzam nam odpisać, ale chciałabym wiedzieć czy nadal tu z nami jesteś.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń