6 grudnia 2015

You make me want to scream at the top of my lungs.

  It hurts but, I won't fight you.
http://36.media.tumblr.com/5e5e7b0d00d0bd7f72f6d6886f0409c7/tumblr_nlbd17N8Ij1u2bfl6o1_1280.jpg
METIN PROBING
Slytherin VII Animag
 Klub Ślimaka

Jak długo byś się starał, jak dużo straciłbyś sił nigdy nie stracisz ich na tyle, aby chociaż stwierdził, że jesteś godny stać przed nim tak jak jesteś. Ponieważ Probing ma jedną największą wadę, nie odczuwa uczuć. Nie jest wstanie wyobrazić sobie jak jego słowa mogą ranić, nie tylko przez to, że sam nie czuję smutku, ale również dla tego, że kompletnie go to nie obchodzi i nawet nie zamierza tracić czasu by się nad tym zastanowić, choć przez sekundę. On po prostu rzuca sztyletami w osoby, które starają się być dla niego dobre, zdobyć jego uznanie. Metin ma przyjaciół, niestety nie szczerych, tylko tych, którzy robią to z jakiegoś powodu. Prawdziwych ma nie wielu. Przynajmniej jakaś sprawiedliwość w tym jest, źle ludzi traktuje więc  dostaje w zamian to samo. Mimo wszystko zawsze z nim trzyma się stały wianuszek Ślizgonek z piątej klasy. Wielokrotnie dostawał listy miłosne od przeróżnych dziewczyn, nawet od szlam, Na Merlina! Od trzeciej klasy miał powodzenie u dziewczyn, szkoda tylko, że w tak paskudny sposób to wykorzystuje. Upokarza zakochane w nim dziewczyny i uznaje to za prześmieszną zabawę. Uciekające uczennice do łazienki, siedzące z Jęczącą Martą, myślą trochę inaczej. Potem zostaje już tylko głęboka nienawiść do Metina, a uczucie jakie czuły lub wydawało im się, że czują automatycznie znika. Ten czystokrwisty Ślizgon nienawidzi swojego ojca, Ministra Magi, jednego z najbogatszych ludzi w świecie czarodziejów. Pieniądze zawsze się trzymały bogatego polityka Enobardiego Probinga, od zawsze wiedział co zrobić, aby ludzie uznali go za godnego posiadania stanowiska Ministra Magii. Aby go szanowali takim jakim jest. Jedyne co  kocha Metin w swoim ojcu to jego pieniądze i to miłością bezgraniczną. Probingowi zależy tylko na jednej jedynej osobie, którą tak dobrze zna i kocha, na sobie samym, bo tylko on sam jest tak świetny, piękny, inteligentny i na tyle mądry, aby mógł znieść swoje towarzystwo.
  
  ♠  POWIĄZANIA
Cześć. Mam nadzieję, że zaiskrzyło między wami, a moim Metinem.  Wbrew pozorom Probing potrzebuję miłości. I przepraszam za jakieś błędy czy niedomówienia w moim tekście, nigdy nie umiałam pisać opisów postaci. Coś tam nabazgrałam mam nadzieję. Bawmy się, wolę długie i rzadkie wątki. :) Koniecznie sprawdźcie powiązania, może coś znajdziecie dla siebie.

37 komentarzy:

  1. [witam na blogu, chyba już z którąś postacią z kolei, hm? Jestem na urlopie więc, aż tak wszystkiego nie śledzę, ale no. Tak czy siak witam. Link do powiązań nie działa - przynajmniej u mnie wyświetla się error 403, więc no. Co prawda jestem na urlopie, ale jak wrócę i o ile będziesz miała jeszcze jakieś miejsce to z chęcią powątkuję! :)]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. W karcie jest trochę błędów. Po zdaniu "Pieniądze zawsze się trzymały..." niepotrzebnie jest kropka, "sam nie czuję" - powinno być 'e', "nie jest wstanie" - skleiło się chyba.
    Ciekawy pan, niewiele jest tu chyba takich naprawdę wrednych, zimnych jak lód postaci. Miłej zabawy życzę! :))]


    Adam, Sorcha, Hector

    OdpowiedzUsuń
  3. [dzień dobry! obiecałam Ci wątek z Annie, jeśli nadal masz chęć - zapraszam. :) choć on pewnie by jej nie lubił... ale takich wątków ostatnio nie mam, więc mogę iść w ten deseń.]

    Annie Riddley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć, na wstępie zaznaczę, że zakochałam się w ostatnim zdaniu. Miłością platoniczną, ale to tylko szczegół. :>
    Lubię takie postaci, złe do szpiku kości i ze zlodowaciałymi sercami, o! A moja sympatia względem nich wzrasta, gdy zmieniają swoje zachowanie za sprawą kogoś innego. No i dowiadują się czym tak naprawdę jest miłość. Ale do rzeczy; Rose nie dość, że jest półkrwi Gryfonką, to do tego jest kolejnym Weasleyem, więc wątpię w to, by pan Probing chciał mieć z nią do czynienia w jakikolwiek sposób. Jednakże jeżeli masz ochotę na wątek (i może nawet jakiś pomysł) to zapraszam serdecznie. :)]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  5. [Yay, to zdjęcie. <3 Ale na tym mój zachwyt już się kończy, znaczy się Metin to świetna postać, ale ja za Ślizgonami nigdy nie przepadałam, więc pod tym kątem dostaje olbrzymiego minusta, jednakże(!) sądzę, że został dobrze wykreowany. Nie ma w nim dobra, zrozumienia czy nawet takiego zawahania czy zastanowienia, że może jednak robi coś źle. I to zdjęcie bardzo pasuje do tego całokształtu. Życzę powodzenia z kolejną postacią, bo wydaje się być naprawdę interesująca!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  6. {Do listu można odnieść się w formie wątkowej, na zasadzie akcja z mojej strony - reakcja bohatera, w którego ręce wpada list, natomiast równie dobrze można odpowiedzieć "tak" lub "nie"}

    Szp. P. Probing,
    Minister Magii,
    Brytyjskie Ministerstwo Magii


    Wobec zbliżających się wielkimi krokami wyborów, w imieniu Proroka Codziennego, którego jestem niezastąpioną częścią, piszę ten list. Z uwagi na to, że startował Pan w ostatnich wyborach na urząd Ministra Magii (które zresztą wygrał większością głosów) opinia publiczna pragnie dowiedzieć się, czy również w tym roku wyjdzie Pan do wyborców z nowymi postulatami, czy usunie się Pan w cień, zaszyje się pod kamieniem lub zrobi jeszcze inną rzecz, którą jako Prorok przedstawimy jako akt tchórzostwa z Pańskiej strony.
    Czy Szanowny Pan ponownie weźmie udział w wyborach na urząd Ministra Magii?

    Z wyrazami szacunku,
    Redaktor Naczelny Proroka Codziennego,
    F.S. Cattermole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedzący w swoim ogromnym fotelu Enobard Probing w końcu zdecydowała się otworzyć list od zawracającego mu głowę redaktora naczelnego Proroka Codziennego. Od momentu kiedy został Ministrem Brytyjskim dziennikarze nie dawali mu spokoju. Nie jest zbyt medialną osobą, natomiast jego syn uważa zupełnie inaczej. Wyciągnął list z koperty. Od rana był bardzo zalatany, ledwo usiadł w swoim biurze, a już musiał coś robić. Nie było więc nic dziwnego w tym, że odpisywanie na listy, zostawił sobie na wieczór. Z biurka wyciągnął swoje pióro wieczne i zaczął bazgrać na kartce papieru następujące słowa:
      Szp. P. Cattermole
      Redaktor Naczelny
      Prorok Codzienny


      Faktycznie startowałem w ostatnich wyborach na urząd Brytyjskiego Ministra Magi, jak pan to słusznie zauważył. I faktycznie zamierzam zgłosić swoją kandydaturę ponownie, zważywszy na to, że (ku mojemu zadowoleniu) spotkałem się z dużym poparciem wśród mieszkańców. Mogę obiecać, że niedojdzie do mojego uciszenia, ponieważ jestem głosem tłumu! W głowie mam wiele nowych propozycji, zarówno dla młodych jak i starszych. Zamierzam zawrzeć wiele sojuszy, z sąsiadującymi z nami Krajami, jaki i również z Mugolskim Prezydentem. Wiele kampanii, które mogą otworzyć nam wiele drzwi na nowe horyzonty. Nie możemy również dopuścić do IV Wojny o Hogwart, do którego zamierzam również przybyć.

      Jak mówił kiedyś wspaniały człowiek, Albus Dumbledore "Będziemy na tyle silni, na ile będziemy zjednoczeni, i na tyle słabi, na ile podzieleni."
      Z wyrazami szacunku,
      Minister Magi.

      Usuń
  7. [Nie można mieć wszystkiego, prawda? :) Wydaje mi się, że Rose jak najbardziej miałaby ochotę go zmienić. Zastanawiam się tylko w jaki sposób powinna się do tego zabrać. Jakieś pomysły? :D]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  8. [Okej, podoba mi się ten pomysł. :) Potem Rosie mogłaby wziąć sobie za cel znalezienie w Metinie jakiś ciepłych uczuć, których przecież nikt tak do końca nie jest pozbawiony, o. Nawet on.
    Czyli rozumiem, że jeszcze nigdy wcześniej nie weszli sobie w drogę, tak? Tzn. wydaje mi się, że muszą się kojarzyć z Klubu Ślimaka, ale na tym ich znajomość się kończy.
    + Niech zgadnę, to ja mam zacząć? :D]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  9. [W porządku, niedługo postaram się zacząć. Jakiej długości odpisy preferujesz? Wolę wiedzieć od razu, żeby nie popełnić jakiejś gafy. :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Cześć. Radzę przejrzeć kartę jeszcze raz, bo w wielu miejscach jest niepotrzebny ogonek albo spacja. I czy czasami imię Enobard nie odmienia się jako "Enobarda"? Chyba że to po prostu jakiś skrót, Enobardie, tak jak Nati, Pati, itp.
    Pomiędzy mną a Metinem raczej nie zaiskrzyło, ale wątek między nim a Marksonem mógłby być interesujący.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [PrzeczytaŁEM cały opis, jak mógłbym cokolwiek pisać na temat karty, gdybym tego nie zrobił? :>
    Coś mi chodzi po głowie, ale na razie się z tym wstrzymam, wrócę kiedy sobie wszystko poukładam.]

    OdpowiedzUsuń
  12. Niedziela. Nawet w niedzielę nie miała spokoju. Zerwała się z fotela i wybiegła z Pokoju Wspólnego Gryfonów, mnąc w dłoni kawałek pergaminu. Zbiegała po schodach nie patrząc po nogi, byleby tylko jak najszybciej dostać się na czwarte piętro.
    Co Rose Weasley robiła, gdy po dostaniu kolejnego listu od ojca, za bardzo się zdenerwowała? Szła do biblioteki. To tak oczywiste, że aż boli. Siedziała pośród ksiąg przez kilka dobrych godzin, próbując skupić się na czymkolwiek, byle tylko zapomnieć o liście i jego moralizatorskiej formie. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było, że matka wcale go nie popierała. Ale także nie stanęła za córką. Była zdania, że Rose jest na tyle duża, by potrafić sobie z tym poradzić samej. Myliła się, ale przecież nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Czy Hermiona Weasley kiedykolwiek się myliła? Raczej nie. Szkoda, że pod tym względem Rose bardziej wdała się w Rona.
    Wyszła z biblioteki tuż przed obiadem. Wydawało się, że jest jedyną osobą znajdująca się na korytarzu. Najwidoczniej reszta uczniów albo spędzała niedzielne popołudnie w swoich Domach, albo udała się już na obiad. Szła, taszcząc ze sobą kilka ciężki ksiąg, przez które jej widok był nieco ograniczony. Nie zastanawiała się nad tym, że może kogoś wpaść, bo po co zakładać najgorzej?
    Skręciła w prawo, mijając Gabinet Nauczyciela Zielarstwa i oczywiście zderzyła się z kimś. Wylądowała na ziemi, a jej książki, z hukiem, tuż obok niej.
    – Przepraszam.. – powiedziała cicho, ledwie słyszalnie, nawet nie spoglądając na osobę, na którą wpadła. Westchnęła, podnosząc się.
    Czy ten dzień mógł być jeszcze gorszy? Miała nadzieję, że nie. Otrzepała szatę, podniosła wzrok i napotkała zimne spojrzenie. A jednak mógł. Nadzieja najwyraźniej naprawdę jest matką głupich. Proszę, proszę, proszę.. Niech to będzie tylko złym snem. Przymknęła oczy i po kilku sekundach otworzyła je z czymś na kształt nadziei. Nie miała ochoty jeszcze bardziej psuć sobie tego dnia. Najwyraźniej było to jednak nieuniknione. Twarz Ślizgona mówiła sama za siebie. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie zdążyła.

    [Przepraszam za jakość, ale muszę wczuć się w Rose. :c]

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Myślałam raczej o tobie, Ja nie jestem dobra w te klocki]

    Bo

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkich traktowała po równo, nie tylko ze względu na to, że kilka osób z jej rodziny należało do Domu Węża. Właśnie dlatego nigdy nie miała nic przeciwko Ślizgonom. Jednakże ten Ślizgon.. Metin Probing był czarodziejem, którego lepiej unikać i ona o tym wiedziała. Nie bała się go, ale unikała go z przezorności. Jakby nie było, chyba nikt nie chciałby mieć do czynienia z kimś tak zepsutym. To znaczy, słyszała, że jest zepsuty. A po jego reakcji wiedziała już, że ludzie mieli rację.
    Już miała zamiar schylić się po książki, gdy nagle usłyszała jego głos.
    – Nie jestem ślepa, ale Ty za to jesteś chamem, Probing. – Odpowiedziała śmiało, unosząc głowę do góry. Nie należała do niskich osób, ale on i tak był znacznie od niej wyższy. Złośliwość losu. Była wyczulona na tematy związane z pieniędzmi. Wiedziała, że kiedyś jej rodzina nie miała się pod tym względem zbyt dobrze. Teraz było zupełnie inaczej, ale to nie miało znaczenia. – A jeżeli nawet bym potrzebowała okularów, to stać mnie na nie.
    No dalej Rose, prowokuj go jeszcze bardziej. To niezwykle mądre z twojej strony. Problem polegał na tym, że jak już zaczynała mówić to nie mogła przestać. Nie potrafiła się pohamować. Według rodziców to była jej największa wada. Zawsze kłóciła się najdłużej, nie potrafiąc dać za wygraną. Chociaż, zdarzały się wyjątki od reguły. Ale zdecydowanie nie tym razem. Nie pozwoli sobie na to, by traktował ją jak osobę gorszej kategorii.
    – Myślisz, że jeżeli Twój ojciec jest Ministrem Magii to co, możesz wszystko? – Zrobiła krok w jego stronę, mrużąc oczy. – Wydaje ci się, że cały świat należy do ciebie, bo masz więcej pieniędzy od innych? – Dźgnęła go palcem w klatkę piersiową, odrobinę podnosząc głos. – Wiesz co? Nie jesteś lepszy od nikogo. Pieniądze nie czynią cię kimś lepszym. Jesteś żałosny. A w tym momencie zachowujesz się jak dziecko, tato nie nauczył cię kultury? Przecież przeprosiłam, długo zamierzasz roztrząsać to, że na ciebie wpadłam?
    Zepsuty? Zmieniła zdanie, to zepsuty do szpiku kości bufon.
    Prychnęła i nie czekając na jego odpowiedź schyliła się, by pozbierać swoje książki.

    [Jest super, naprawdę. :3]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  15. [Szlamskie laski to najlepsze laski. Nie marudź xD Heja hej, witam, kłaniam się i i miłej zabawy życzę!]

    Matthew Harrison/James Gordon

    OdpowiedzUsuń
  16. [Ileż ja szukałam takiego eleganckiego Ślizgona, ach. Witam serdecznie nową postać!]

    Solene // Ashton // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  17. [Lubię go. Przypomina miejscami mnie - chociaż tu chyba powinnam się martwić.]

    lukrecja.

    OdpowiedzUsuń
  18. [A co mam się ograniczać! Jako że Matt ma wątek z Freyą, przyszła tutaj. CHoć nie powiem, że widziałabym wątek sorka z Twoją pannicą jak to próbuje ją jakoś uczynić bardziej otwartą osobą, doceniającą samą siebie. Ale nie wiem czy to nie będzie za dużo, ale napisz co myślisz i będziemy myśleć ;)]

    prof. John Elias

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak naprawdę nie chciała go prowokować. Miała ochotę jak najszybciej wrócić do swojego dormitorium i zaszyć się tam na resztę dnia. Jednakże coś w jego spojrzeniu nie dało jej spokoju. Była gotowa kontynuować tę wspaniałą kłótnię.
    – Grozisz mi? – Zapytała z nutką sarkazmu w głosie. – Może powinnam to zgłosić? Syn Ministra Magii powinien się zachowywać poprawnie, a Ty bez wątpienia się tak nie zachowujesz.
    To było złe z jej strony, że znów mówiła o jego ojcu i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie umiała odpuścić. Na atak odpowiadała atakiem.
    Mrugnęła z zaskoczeniem, gdy usłyszała jego szept. Zdecydowanie nie tego się spodziewała. Myślała, że będzie bronił ojca. Mówił, o tym, jaki to on nie jest wspaniały. Myliła się. I musiała przyznać, że żałuje swoich słów. Do czasu. W pewnym stopniu mu współczuła. Nie znała go. Nie wiedziała, jakie relacje łączą go z ojcem, ale wnioskując z jego słów.. Żadne.
    Czuła coś na kształt wyrzutów sumienia i była gotowa przeprosić go za to, co powiedziała. Tak, Rose Weasley była gotowa przeprosić Ślizgona za to, że go uraziła. Dziwiła się sama sobie. Cała skrucha uciekła z niej, gdy Probing oderwał okładkę od jej książki. Żałowała go? A gdzież tam!
    – Ty! Jak mogłeś? – Zacisnęła dłonie w pięści, rzucając ostatnie spojrzenie na okładkę książki. - Jesteś nienormalny! Sprawiło ci to przyjemność? – Krzyknęła, nie przejmując się tym, że przez to ktoś może zwrócić na nich większą uwagę. – Nie wierzę, że to zrobiłeś – zamrużyła oczy, gotowa do kolejnego ataku. Słownego, bo oczywiście jej różdżka, o której zupełnie zapomniała, tkwiła głęboko w odmętach jej szaty.
    Nie zdążyła powiedzieć niczego więcej, bo drzwi do gabinetu otworzyły się i wybiegł z nich nauczyciel Zielarstwa.
    – Co tu się dzieje? – Zerknął najpierw na Metina, a następnie spojrzał na wściekłą Rose. – Weasley? Probing? Nie macie nic lepszego do robienia w niedzielne popołudnie? Zakłócacie spokój. – Rose wiedziała co to znaczy. Jeszcze nigdy nie została za nic ukarana. Nigdy. Zawsze była tą miłą, grzeczną i ułożoną Weasley. Spuściła wzrok na swoje buty, podczas gdy nauczyciel mówił dalej. – Jeżeli dobrze pamiętam, to macie dziś spotkanie Klubu Ślimaka, czyż nie mam racji? – Kontynuował, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź z ich strony. – Bardzo mi przykro, ale dzisiejszy wieczór spędzicie na szukaniu rośliny, która jest mi potrzebna.
    – Ale panie profesorze… - Zaczęła, podnosząc wzrok. Nauczyciel przerwał jej machnięciem ręki.
    – Żadnego „ale”, Weasley. Jutro macie mi dostarczyć to ziele. Jeżeli tego nie zrobicie to skontaktuję się z waszymi rodzicami. A tego chyba nie chcecie? No właśnie. U mnie. Jutro. Dyptam.
    Rose wolała nawet nie myśleć o tym, jak zareagowałaby na to matka. Zawiodła by się na niej, a to było ostatnie czego Rosie chciała. Nawet jeżeli musiała spędzić z Metinem kilka godzin, sam na sam. Uch, zapowiadała się cudowna niedziela.
    Po chwili nauczyciel zniknął za drzwiami swojego gabinetu, zostawiając ich znów samych.


    [Dyptam był pierwszą rośliną, jaka przyszła mi do głowy. Jeżeli chcesz oczywiście możesz ją zmienić. :)]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  20. [Dziękuję za przywitanie :) Chęci na wątek są zawsze i choć Freya jest ciekawa (cudowne zdjęcie w karcie), to jeszcze bardziej zaintrygował mnie Metin. Myślałam o nieszczęśliwej miłości, bo Prim taka kochliwa, a Metin taki przystojny! Tylko nie wiem, czy to tylko takie zauroczenie, czy coś większego z jej strony, bo na niego, to nie ma co liczyć niestety. Chyba że Ty masz jakiś pomysł, z chęcią się zapoznam i sama jeszcze nad czymś pomyślę :)]

    Primrose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Jasne niech wyślę mu walentynkę, a dodatkowo zaprosi go jeszcze na imprezę z okazji urodzin, które obchodzi dzień po Walentynkach i mimo wszystko Metin na nią wpadnie, a tam szalone rude towarzystwo i inni kumple Prim coś tam mu zniszczą czy coś, a ona będzie błagać o wybaczenie, bo to przecież jej ukochany. Potem Metin może chcieć ją do czegoś wykorzystać, a że ona po uszy zakochana zrobi to bez dłuższych namysłów. Pewnie sporo wyjdzie w samym wątku. Jeśli Ci pasuje i możesz, to zacznij, będę bardzo wdzięczna, ale jak nie, to oczywiście ja to zrobię, tylko chwilowo nie mam zbyt dużo czasu ;)]

      Usuń
  21. Cały dzień był męczący. Jak po przedni tydzień, miesiąc, rok- nie pamiętała by w ostatnim czasie miała choć godzinę wytchnienia pomiędzy szkołą, zleceniami a spotkaniami z kimś gdzieś. Z tą myślą, szukając w odmętach swojej pamięci ostatniego razu gdy mogła na chwilę usiąść nie przejmując się natłokiem pracy oraz powiększającym się ciężarem na jej barkach, kroczyła korytarzem mijając roześmianych uczniów, zmierzających do swoich dormitoriów po kolacji. Sława potrafiła przytłoczyć jak nic innego, i gdyby wiedziała, że czeka na nią tuż za rogiem dwa razy by się zastanowiła przed rozkręceniem interesu w szkolnych murach. Jednakże, poza tą niedogodnością jaką był brak czasu nie potrafiła znaleźć innych minusów swojej profesji, może dlatego że poza rangą obowiązku gdzieś tam z boku miała naklejoną nalepkę z napisem hobby i pasja. tTak to już było z rzeczami, które się lubi, mniej więcej tak jak z osobami- trudno doszukać się w nich minusów, nawet jeśli dla innych są widoczne gołym okiem i to z dużej odległości.
    Westchnęła cicho, wkładając ręce w spłowiałe jeansy ubrudzone na kolanach zieloną farbą malarską, z trzema dziurami w okolicach kostek, po czym skręciła w stronę wielkiej Sali, skąd unosił się przyjemny zapach jajecznicy na bekonie zmieszany z wonią świeżutkich pasztecików. Kąciki jej ust drgnęły leciutko gdy jej oczom ukazał się zastawiony po brzegi stół na którym kłębiły się stosy jedzenia. Nie zwracając uwagi na tłum wytykających ją palcami ślizgonów, mięczaków którzy sami nie byli w stanie naprawić najprostszego urządzenia, które oczywiście potem skupowali do niej, jednak wszystko w tajemnicy, aby w takich sytuacjach jak ta nie wyjść przed kumplami na debilów. Usiadła pośród młodszych gryfonek, niemal od razu rzucając się na tacę z szynką oraz talerz zapełniony kurczakiem. Najadłszy się do syta wyskoczyła z ławy, radosnym krokiem o puszczając salę. W połowie drogi do dormitorium nagle zatrzymała się w pół kroku, odwracając się na pięcie, Nie wiedząc do końca z jakiej przyczyny ruszyła w przeciwną stronę, jak wąż przeciskając się pomiędzy innymi uczniami. Aż do tego mementu.’
    Syknęła niezadowolona rozcierając palcami obolałe po zderzeniu ramię, druga ręką sięgając do schowanej pod swetrem bordowym różdżki. Rzuciła gniewne spojrzenie w kierunku chłopaka, od razu rozpoznając w nim jednego z tych bufoniastych ślizgonów wywyższających się ponad wszystko i wszystkich. Owszem nie wszyscy członkowie domu węża byli źli, ale ta grupka potrafiła zagrać na jej nerwach niezłą symfonię, a on jako jej członek zapewne nie był wyjątkiem, choć odnosiła dziwne wrażenie, że może się mylić.
    - Gdybyś był łaskaw czasami wyjrzeć poza czubek tej marchewki którą może ktoś kiedyś pomylił z nosem może zauważyłbyś, że nie jesteś sam na świecie- warknęła, pomijając jego bzdurne pytanie- powinieneś patrzeć gdzie leziesz zamiast rozmyślać o byle czym.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Baaaardzo ciekawa postać, mam szczerą nadzieję, że łatwo Ci się będzie prowadziła, choć przyznam równie szczerze, że mnie z pewnością by to nie wyszło. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić z Metinem i jakby co gabinet Ethel stoi otworem!]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  23. [Baaaardzo ciekawa postać, mam szczerą nadzieję, że łatwo Ci się będzie prowadziła, choć przyznam równie szczerze, że mnie z pewnością by to nie wyszło. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić z Metinem i jakby co gabinet Ethel stoi otworem!]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  24. [Szczerze, ciężko mi coś wybrać! Obie postacie są godne wątku i w obu opcjach, może wyjść ciekawie.
    Zawsze mam problem z wyborem postaci... :)
    Osobiście, dla mnie nie ma problemu czy watek damsko-męski czy męsko-męski. Mam nadzieję, że Ty jesteś w stanie coś wybrać, bo chętnie powątkuję. Z pewnością stawiałabym na relację pozytywną, chociaż czytając kartę pana wyżej, może nie być prosto :) ]

    Dragan Savage

    OdpowiedzUsuń
  25. Przyglądała się stojącemu przy drzwiach do Wielkiej Sali różowemu pudłu, na którym dużymi literami widniał napis: Znajdź swoją miłość, wyślij walentynkę! W ręku ściskała kopertę z własnoręcznie wykonaną kartką, z której jako jedynej, wysłaniem zwlekała do ostatniej chwili. Kilka dni temu wrzuciła do skrzyneczki już kilka walentynek, które jednak nie były tak cenne, jak ta, która teraz najprawdopodobniej w ostatniej chwili trafiła do kartonu, bo dziewczęta organizujące całą zabawę, po tym, jak w przypływie dodatkowej odwagi Prim wrzuciła ostatnią, najbardziej pracochłonną kartkę zabrały, pełne pudło. No cóż nie było się co dziwić, ponieważ, to właśnie dziś wszystkie cukrowe, można rzec, nawet przesłodzone prezenciki musiały trafić do swych adresatów. Cały zamek dzisiejszego dnia wydawał się żyć swoim życiem, było niezwykle spokojnie, przyjaźnie, a w powietrzu unosił się zapach różanych perfum i wszelakich słodyczy w kształcie serc. Taki stan rzeczy podobał się Puchonce jednak bardzo bolał ją fakt, że akurat to miłosne święto spędza w pojedynkę bez drugiej połówki swego serca, a widok i napotykanie zakochanych par w każdym możliwym miejscu wcale sytuacji nie poprawiało. Jednak nie zamierzała się z tym godzić, a co więcej zamierzała, to jak najszybciej zmienić. Dumna z siebie, jeszcze przez chwilę przyglądała się odchodzącym uczennicą, a następnie ruszyła do Wielkiej Sali, gdzie przez kilkanaście minut czekała na kolacje i walentynki, które właśnie wtedy miały zostać im wręczone. Gdy nadszedł odpowiedni czas, a w magiczny sposób kartki wylądowały tuż przed każdym z adresatów, ucieszyła się na widok kilku czerwonych kopert, które w szybkim tempie otworzyła i w poszukiwaniu interesujących ją inicjałów, równie szybko przeczytała. Wprawdzie mogła być zadowolona, bo walentynki dostała nie tylko od przyjaciół, ale i również najprawdopodobniej od osób, które o taki gest względem niej by się nie spodziewała, to jednak oprócz naturalnego dla niej uśmiechu, nie wyrażała większej ilości entuzjastycznych reakcji. Miała jednak ogromną nadzieję, że osoba, na której teraz najbardziej jej zależało, również o niej pomyślała i mimo że na żadnej z kartek nie było podpisu Metin, inicjału M.P ani nawet głupiego M., na jednej ewidentnie widniało P.M., co wprawdzie nie musiało, ale mogło wyjść spod autorstwa interesującego ją Ślizgona, który dla osiągnięcia większej anonimowości podpisał się właśnie tak, a nie inaczej. Po przeanalizowaniu całej sytuacji, wyciągnięciu kilku za i przeciw chwyciła kartkę i szybko ruszyła równocześnie z akurat wychodzącym Metinem.
    - Hej, poczekaj! - krzyknęła, a po chwili stanęła tuż przed chłopakiem. - Bardzo ładna walentynka, dziękuje — uśmiechnęła się, mimowolnie delikatnie się przy tym czerwieniąc.

    Znalazłam chwilę i napisałam, mam nadzieję, że wszystko jest oki :)]
    Prim

    OdpowiedzUsuń
  26. - Nie za wcześnie na takie wyznania? - zaśmiała się, choć pierwsze słowa chłopaka o mało co nie doprowadziły jej do zawału. Już nawet zaczynała robić się czerwona i serce biło jej jak oszalałe, gdy naglę, nastąpił, cudowny zwrot akcji, który to ponownie wprowadził Puchonkę w stan idealnego zakochania. Choć początkowo wydawało jej się, że chłopak może robić sobie z niej żarty, kolejne jego gesty usunęły tę myśl z jej głowy całkowicie, zastępując wyobrażeniami o ich wspólnym pierwszym spotkaniu, ba pierwszej randce i to nie byle jakiej, oczywiście. Też Cię lubię, bardzo — uśmiechnęła się ponownie, nieudolnie starając się podchodzić do całej sytuacji na stuprocentowym luzie i opanować drżenie rąk, a szczególnie tej, którą teraz Ślizgon trzymał w swoich dłoniach. Czuła się tak cudownie, że w już właśnie w tej chwili najchętniej pobiegłaby wprost przed siebie. Obwieszczając przy tym całemu światu, że chłopak, w którym kocha się już pół roku, a nawet i więcej wyznał jej miłość, trochę nieudolnie, ale to mały szczegół! O i jeszcze trzymał mnie za rękę! Tak ten Probing, aha, sam z siebie! Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić min dziewczyn z dormitorium, gdy im o tym powie. Mówiąc szczerze, to myślała, że Ślizgon jest trochę bardziej śmiały, sprytniejszy i ironiczny...ale przecież, co ta miłość potrafi zrobić z człowiekiem. Nawet z największego twardziela robi się miękka klucha, gdy miłość uderzy mu do głowy, podobno znaczy, tak słyszała.
    - Prim albo Rose, jak wolisz — powiedziała, jednocześnie modląc się w duchu, aby chłopak nie zabierał ręki i miał ochotę iść z nią tak przez cały korytarz. - Naprawdę miło mi Cię znowu poznać Metin, masz może ochotę na mały spacer? - wprawdzie pogoda nie sprzyjała na choćby krótkie wychodzenie z zamku, to w tamtym momencie nic innego nie przychodziło jej do głowy, a przecież tak spotkanie skończyć się nie mogło. - No chodź, będzie fajnie — pociągnęła go do przodu, nie chcąc, aby chłopak zbyt długo się namyślał, bo przecież właśnie przez takie zastanawiania się, wychodzą beznadziejne sytuacje.
    - A jak podobała Ci się moja kartka? Zresztą na pewno dostałeś ich cały stos - spojrzała na chłopaka, jednocześnie starając się nie wpaść na idące korytarzem osoby.

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  27. Wcale nie uważała, że ta kara jest jej winą. W przeciwieństwie do Metina. Prawda była taka, że gdyby on nie zrobił sceny i nie podarł książki, wszystko skończyłoby się zupełnie inaczej. Oboje poszliby w swoje strony, a wieczorem udaliby się na spotkanie Klubu Ślimaka, jak gdyby nigdy nic, zapominając o całej sytuacji. Rose jednak nie będzie w stanie zapomnieć. Nie tego, że przez niego dostała karę. Pierwszą w swoim życiu. Przez tyle lat nauki w Hogwarcie ani razu nie została ukarana. Aż do teraz. Wolała jednak udać się do zakazanego lasu, by znaleźć ten przeklęty dyptam, niż mieć do czynienia z rodzicami. Rodzicami, którzy bez wątpienia byliby nią zawiedzeni. Wiedziała, że jej matka, jedna z najlepszych uczennic, dostała niejedną karę, ale zawsze wszystko robiła w imię wyższych celów. A Rose? Ona zwyczajnie wpadła na Ślizgona, który nie potrafił zwyczajnie przyjąć jej przeprosin i odejść.
    Była wściekła i nie miała zamiaru słuchać obelg z jego strony. Ruszyła jednak za nim, zaraz po tym, gdy odłożyła swoje książki pod ścianą. Postanowiła, że weźmie je, gdy wróci z Zakazanego Lasu. Szła kilkanaście kroków za nim, próbując ignorować wszystkie jego słowa, które do niej docierały. Miała ochotę się odezwać, nakrzyczeć na niego, ale stwierdziła, że ignorowanie, to wcale nie taki zły pomysł.
    Gdy tylko przekroczyli granicę Zakazanego Lasu wpadła na pewien pomysł. Nie był on zbyt mądry, ale zdecydowanie lepszy, niż spędzanie czasu na szukaniu Dyptamu ze Ślizgonem. Podczas, gdy on poszedł prosto, ona skręciła w prawo. Wyciągnęła różdżkę, by cokolwiek widzieć. Była pewna, że znalezienie Dyptamu to kwestia czasu.
    W pewnym momencie zaczęła odczuwać dziwne przeczucie i wyglądało na to, że rozdzielenie się nie było aż tak dobrym pomysłem. A deszcz, który nagle zaczął padać, wcale nie pomagał. Jej odwaga powoli zaczęła się ulatniać. Była jednak zdeterminowana, by zamiast głupiego Dyptamu, znaleźć Metina.
    Nagle mignęło jej coś z prawej strony. Podniosła wzrok i z trudem zauważyła Metina, który stał do niej plecami. Schowała różdżkę i po cichu ruszyła w jego stronę.
    – Jeżeli zrobisz jeszcze jeden krok, to podepczesz nasz Dyptam, Probing – powiedziała cicho, stając za nim. Uśmiechnęła się zadowolona z siebie, gdy odwrócił się w jej stronę. Przerażenie na jego twarzy, które szybko zamaskował, wywołało ten uśmiech. Choć sama pewnie była bardziej przerażona od niego, to przecież nigdy by się do tego nie przyznała. Nie przed nim. Pchnęła go odrobinę w lewo i kucnęła obok rośliny. – Widzisz? Jednak wiem, co to Dyptam. Jestem całkiem niezła z Zielarstwa. Gdyby nie ja, to byś go nie zauważył. Wychodzi na to, że Gryfoni nie są wcale tacy źli, co? – Podniosła się, trzymając w dłoni Dyptam. – Powinniśmy wracać – dodała, gdy deszcz zaczął padać mocniej, a las powoli stawał się coraz bardziej przerażający.

    [Metin zamartwia się o Gryfonkę? Uuu, rzeczywiście biedaczek. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  28. [Jestem bardzo chętna na wątek z tą postacią, ale nie mam pomysłu :/
    Może Ty coś masz? ;)]

    OdpowiedzUsuń
  29. [Cześć, chyba przejmę twoją postać. Co ty na to? : ]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Cześć, przepraszam, że dopiero teraz, zupełnie zapomniałam odpisać. :/
    Noc w zakazanym lesie brzmi super, co do wyzwisk... Neil nie jest osobą, która kogokolwiek wyzywa. Inne wyzwiska przyjmuje raczej z dystansem lub po prostu je ignoruje i idzie sobie w przeciwnym kierunku. Jeśli jednak dana osoba go zainteresuje (tak jak Twój Metin) to stara się poznać tę osobę bliżej. Może Neil będzie chciał go poznać z jakiegoś powodu typu: usłyszał jak Metin mówi coś ciekawego, zobaczył, że robi coś ciekawego, czy czyta coś ciekawego. Może też być tak, że zafascynowała go jego miłość do samego siebie i chce się dowiedzieć, dlaczego Metinowi na nikim tak nie zależy i dlaczego uważa siebie za ideał? Jest wiele możliwości i wtedy Metin mógłby się wkurzyć i coś na niego rzucić i wtedy własnie noc w zakazanym lesie. What do u think?]
    Neil Waterston

    OdpowiedzUsuń
  31. [Byłoby ekstra, gdybyś zaczęła, bo nie wiem, co Metin miałby robić , albo w jaki sposób okazywać swoją miłość do siebie XDXD]

    OdpowiedzUsuń
  32. [Cieszę się, że się cieszysz. Dziękuję za pochwałę :) I mam nadzieję, że będziemy się razem świetnie bawić.
    Najchętniej rzuciłabym od razu czymś i nie rozmyślała zbyt długo na temat szczegółów, ale nasze powiązanie jest specyficzne i z chęcią poznam twoje wizje/pomysły dotyczące tej relacji. Wiadomo, że Ambrosia jest zauroczona i to nie od dziś, ale nie będzie raczej latać za nim tak dziko jak te piątoklasistki. Mam ochotę na intrygę (wszystko przez to, że razem z przyjaciółką odświeżamy sobie Plotkarę!). Metin ma świadomość, że moja postać ma do niego słabość i pewnie ma ochotę to jakoś niecnie wykorzystać...
    Dlaczego, jak patrzę na to zdjęcie, to widzę Chucka? ]

    Ambrosia

    OdpowiedzUsuń
  33. [No to Avalon powróciła w końcu z urlopu. Myślimy nad jakimś wąteczkiem? :)]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  34. [hm, sama nie wiem. dopiero co powracam do żywych i moja wena jest... że tak to ujmę średnia. a Ty?]

    Annie Riddley.

    OdpowiedzUsuń