7 stycznia 2016

If you want to ma­ke God laugh, tell him about your plans.


Bane Fall

Gryfon | VI rok | 9 ¾ cala, szczurzy ogon | boginem jest wilczur rozdzierający jego ciało | patronus przybiera postać warchlaka


Spójrz w lustro. Co widzisz? Zadrapania na rękach, pieprzyki na brzuchu, a na torsie gęste owłosienie. Co robisz? Wzdychasz i przeczesujesz rękoma włosy. Czy to pomaga? Kręcisz głową, a na ustach pojawia się nikły, prawie niezauważalny uśmiech.
Przyjrzyj się swoim oczom. Co widzisz? Ciepło, szczęście, swego rodzaju podniecenie. Wyrażają szczere uczucia? Wzruszasz ramionami, wciąż z błąkającym się na ustach uśmiechem.
Mówił ci ktoś, że twoje ciemne oczy dodają uroku? Kiwasz radośnie głową, przeskakując z nogi na nogę. Zachowujesz się jak dziecko, choć wcale nim nie jesteś. Już dawno wyrosłeś z bycia rozpieszczonym gówniarzem, a życie tylko biło brawo, dolewając oliwy do ognia.
Cholera, kim ty tak naprawdę jesteś? Stajesz w miejscu, a nogi masz jak z waty. Mimowolnie wzdrygasz się, a szczęście opuszcza twe ciało. Kim jesteś? Walczysz ze sobą, nie chcesz pokazać, że jesteś słaby.
- Kim jestem? Nikim – mówisz spokojnie, a jedna, nieumiejętnie powstrzymana łza, spływa po twoim poliku.

Krótko, łatwiej Bane'a poznać podczas rozmowy. Zapraszam wszystkich, a jeśli nie odpisuję - banefall19@gmail.com. Nie pytajcie o to, czy jestem chętna na wątek. Przyszliśmy tutaj, żeby dobrze się bawić i poznać coś... a może kogoś nowego :) 

104 komentarze:

  1. [O matulu, ktoś nowy! Cześć i czołem! Do Gryfonów zawsze mam słabość, więc cieszę się, że jakiś się pojawił. Karta co prawda krótka, ale dzięki temu przyjemność poznania postaci w wątku będzie jeszcze lepsza. Oczywiście życzę wszystkiego dobrego, a w razie chęci zapraszam do wątku, bo mi się nieco miejsca zwolniło.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  2. [Heej! W końcu nowa twarz ;D I to gryfońska. Gratuluję! Ogólnie warchlak mnie rozwalił, ale to zapewne wszystkich. Powiem tylko, żeby Bane nie smutał tylko dobrze się bawił w doborowym towarzystwie :D Miłej zabawy i witam serdecznie na blogu. Ave!]

    M. Harrison/J. Elias

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Krótko, zwięźle i na temat, tak najlepiej. Tylko tak jakoś smutno się zrobiło po przeczytaniu kp.
    Witam serdecznie i życzę udanej zabawy oraz wielu wątków :) ]

    Elody/Arthur

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry! Trochę smutny ten twój pan, więc mogę jedynie mieć nadzieję, że w wątkach będzie miał wiele okazji do śmiechu.
    Życzę udanej zabawy na blogu i zapraszam do siebie! :)]

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witamy na blogu :)]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Karta krótka, ale ciekawa i postać również :) Mam tylko nadzieję, że Bane nie będzie miał w wątkach wiele powodów do płaczu. Poza tym to dużo weny, dobrej zabawy i zapraszam do Prim oczywiście!]

    Primrose Oberlin

    OdpowiedzUsuń
  7. [O chryste panie, czy naprawdę masz na myśli wszystkie możliwe sposoby? ._. Bo ja bym bardzo chciała, aby Jem dożyła później starości, chociaż zobaczymy jak z tym będzie, skoro chce zostać Aurorem. Pomysł z przyjaźnią mi odpowiada, jestem za, a jeśli Bane jest trochę rozchwiany, to mogłaby nawet próbować poskładać go jakoś, żeby tak się nie rozpadał. Ogólnie to chciałam sprawić, aby się lekko oderwała od książek, więc taki rodzaj rozerwania jak najbardziej wchodzi w grę.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  8. [Jeśli masz już w głowie wizję rozpoczęcia, to możesz zacząć, bo muszę przyznać, że mam jeszcze kilka odpisów do nadrobienia, więc trochę by mi to zajęło. Odwdzięczę się przy najbliższej możliwej okazji. c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dzień dobry. Ja to przychodzę trochę pożebrać o wątek bo wymyślanie przychodzi mi z naprawdę wielkimi trudnościami, ale jak podrzucisz jakiś pomysł to przepięknie nam coś rozpocznę! :)]

    Han Hyun & Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  10. [Och, ależ oczywiście. Masz może jakiś pomysł na ich relację? Znać się muszą, są na tym samym roku i w dodatku Avalon w przeszłości mogła się często pojawiać u lewków bo chodziła z pewnym gryfonem. Chcesz ustalać szczegóły wątku tutaj, czy raczej @? :)]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  11. [Haha no czasami tak się zdarza :D Pierwsza opcja jest ciekawa, ale kompletnie nie pasuje mi do charakterku Avie, przynajmniej na razie bo ona póki co, raczej ze wszystkich sił stara się ukrywać w sobie wszystkie negatywne emocje i pała do wszystkich pozytywnymi uczuciami (a przynajmniej bardzo mocno się stara - ale spokojnie, pracujemy już nad tym, aby w końcu odważyła się wykrzyczeć światu jak bardzo ją wkurza :D) dobra. To ja wybieram pomysł numer dwa, a co tam! Zaraz nam coś ładnego zacznę, o. Tylko powiedz mi czy rozgrywka ma być w Hogwarcie czy może podczas weekendowego wyjścia do Hogsmeade? :)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wydaję mi się, że Bane jest dość spokojny, więc być może przesiaduje w bibliotece, albo po prostu zjawił się tam, wtedy gdy Prim. No i akurat chcieliby wypożyczyć tę samą książkę, której jest tylko jeden egzemplarz, a obydwojgu byłaby ekspresowo potrzebna. Żadne oczywiście nie chciałoby ustąpić (jakieś zadanie dodatkowe może, czy projekt, bo są na tym samym roku) i sama nie wiem, jak by to się później rozwinęło, ale myślę, że relacja pozytywna w każdym wypadku, choć niekoniecznie oczywiście. Nie mam ostatnio zbyt wielu rewelacyjnych pomysłów, więc może Ty podrzucisz coś bardziej ambitnego :')]

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiedzenie, że zobaczenie Avalon bez uśmiechu graniczyło z cudem było odrobinę przesadzone. W końcu chodzenie z ciągle wygiętymi w łuk zadowolenia wargami powodowało skurcze i ból policzków, a Avalon nie lubiła jak coś ją bolało. Zresztą… Kto by to lubił? Prawdą jednak było to, że Avalon nie opuszczała swojego dormitorium, bez pogodnej miny. Grymas, zmarszczone gniewnie czoło i przymrużone powieki zdecydowanie nie były znakami rozpoznawczymi panienki Moore. Panowała nad swoimi emocjami, uczyła się tego od najmłodszych lat. Kiedy zmarła jej mama, a ojciec przechodził załamanie sześcioletnia Avalon od razu zauważyła, że humor ojca poprawia się w momentach, kiedy z jej ciemnych oczek nie płynęły łzy. Więc zaciskała piąstki i przełykała gorzkie łzy już od najmłodszych lat, stając się kimś, kim wcale nie była. Oszukując nie tylko swojego ukochanego tatę i cały świat, ale także siebie samą. Do tego stopnia, że zapomniała kim tak naprawdę jest. Dlatego też udawanie takiej szczęśliwej i radosnej przychodziło jej z wielką łatwością. Nawet w tych najgorszych momentach, jakie mogły spotkać nastoletnią dziewczynę. Kłótnia z najlepszą przyjaciółką? Rozstanie z ukochanym? Zaciskała jedynie piąstki i dopiero w momentach, w których była sama pozwalała na ujście negatywnych emocji, na spłynięcie słonym łzom po policzkach… Taka właśnie była Avalon. Chociaż odczuwała w sercu wielką pustkę, nie potrafiła się do tego otwarcie przyznać.
    Dźwięk skrzypiącego śniegu pod ciężarem jej ciała roznosił się cichutko po pustej ścieżce znajdującej się w środku lasu, prowadzącej do pobliskiego, magicznego miasteczka- Hogsmeade. Avalon spóźniła się na zbiórkę i szybkim krokiem próbowała dogonić grupę uczniów i profesorów. Jednak jej krótkie nogi nie pozwalały na zbyt duże kroki, a piękny widok zaśnieżonych choinek zachwycał ją do tego stopnia, że w sumie… Wcale nie spieszyło jej się, aż tak bardzo. Chociaż myśl o ciepłej herbacie z miodem i cytryną powodowała, że momentami szła odrobinę szybciej, a przynajmniej zamierzała. Szczególnie w tych momentach, kiedy wpadała nogami w zaspy. Czując jak szybko przemakają jej buty i marzną palce u stóp. Lubiła śnieg i piękne zimowe widoki, jednak zimno powodowało, że momentami nienawidziła zimy do tego stopnia, że nie opuszczała zamku w ogóle – o ile nie było takiej potrzeby. Po dzisiejszym spacerze zapewne tak właśnie będzie. Kiedy już wróci do zamku nie wyjdzie z niego do momentu, w którym będzie musiała udać się do szklani na zajęcia z zielarstwa lub do lasu w ramach lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami.
    Powolnie zbliżała się już do miasteczka, pozostało jej do przejścia jakieś trzysta metrów do lekkiego pagórka u którego szczytu było już widać budynki. Po zejściu z górki miała do przejścia kolejne mniej więcej trzysta metrów. I wszystko byłoby pięknie i idealnie, gdyby schodząc powolnie już z górki nie usłyszała głośnego pisku. W momencie, w którym go usłyszała z gałęzi choinek spadły duże ilości śniegu, a sama dziewczyna przerażona usłyszanym dźwiękiem po prostu potknęła się, co spowodowało upadek na szanowne cztery litery i zjechanie na tyłku z górki. Oczywiście krzycząc przy tym głośno i piszcząc odrobinę z bólu. Czego się przestraszyła? Jakiś ptak wydał z siebie dźwięk, mający na celu odstraszyć intruza atakującego jego gniazdo. Kiedy dotarło do niej co się stało, na jej twarzy pojawiły się czerwone rumieńce, a ona sama szybko rozejrzała się dookoła, czy przypadkiem są jacyś świadkowie jej przepięknego upadku.

    No może czasami się odrobinę podroczyć, ale złośnica? No gdzie :D
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  14. Słysząc nad sobą znajomy głos, czerwone policzki zrobiły się raczej purpurowe, a ona sama miała zamiar schować się gdzieś daleko, najlepiej w swoim dormitorium, w łóżku albo pod. W tym samym momencie zrobiło jej się tak gorąco, że z chęcią obsypałaby sobie twarz zimnym śniegiem, aby odrobinę się ochłodzić, z nadzieją, że od zimnego śniegu kolor rozgrzanej do granic możliwości twarzy odrobinę by ochłonął.
    Wzięła jednak głęboki oddech i wyginając delikatnie usta w lekkim uśmiechu, chwyciła wyciągniętą dłoń chłopaka i zacisnęła na niej mocno swoje palce, próbując się podnieść.
    – Wszystko w porządku… Jest, okej – mruknęła cicho, stając niepewnie na nogi. W tym samym momencie prawe kolano, automatycznie jej się zgięło. Chciała już puścić dłoń chłopaka i ustać sama, jednak zamiast tego chwyciła się tylko szybko jego ramienia, aby przypadkiem ponownie nie upaść na ziemię – a może nie, ale… Nic mnie nie boli, na pewno zaraz będę mogła iść dalej – uśmiechnęła się jak to miała w zwyczaju i wciąż, podtrzymując się ramienia Banego, zgięła się w pół i delikatnie zaczęła rozmasowywać kolano, które przed chwilą nie pozwoliło jej zachować równowagi.
    Miała tylko nadzieję, że chłopak nie był świadkiem całej tej sytuacji i nie zorientował się czego takiego się przestraszyła. W końcu nie była, aż tak bojaźliwa. Zdecydowanie wszystko było winą śniegu, była prawie pewna, że pod białym puchem musiała znajdować się warstwa lodu. Przecież inaczej szybko by się podniosła i zeszła z górki jak każdy inny, normalny człowiek.
    – Wracasz już z miasteczka? – zagadnęła, lekko zdezorientowana swoim upadkiem nie była pewna z której strony pojawił się chłopak. Poza tym, chciała zmienić temat jak najszybciej, nie lubiła być w centrum uwagi. W szczególności w takich sytuacjach. Chociaż wgłębi duszy dziękowała, że to właśnie ten Gryfon był w pobliżu, a nie jakiś wredny ślizgon, który zapewne dodałby jakieś fikcyjne szczegóły, tworząc z jej niewinnego upadku żenującą historię. Z drugiej strony… Ludzie szybko zapominają, ona sama z pewnością też by szybko zapomniała i by mu wybaczyła. Nie umiała się gniewać na ludzi, a przynajmniej nie robiła tego otwarcie. Zduszała raczej wszystko w sobie, nie mówiąc nikomu co tak naprawdę myśli i co takiego jej przeszkadza.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  15. [Witam serdecznie na blogu! :)
    Karta raczej smutna, muszę przyznać, ale bynajmniej nie ujmuje to postaci ciekawości :]
    Mam ostatnimi czasy konflikt z internetem, więc niestety do przyszłego tygodnia nie będę szczególnie obecna na Kronikach. Jednak jeśli chciałabyś wątek z Tedem, jestem jak najbardziej chętna :) Nikogo nie ignoruję, o to martwić się nie musisz. Po prostu walczę ze złośliwością rzeczy martwych xD
    Raz jeszcze witam i chwalę również za wybór gifu! xx]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten pan na wizerunku <3 Kocham.
    Myślimy nad wątkiem!

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  17. Jemma obudziła się dzisiaj z niemiłą pustką w brzuchu, która oznaczała, że jej organizm domaga się jedzenia. Nic więc dziwnego, że Simmons szybciej niż zwykle wykonała poranną toaletę, ubrała się, zapakowała potrzebne rzeczy do torby i wyruszyła na spotkanie dzisiejszemu dniu. Nie miała dzisiaj żadnych sprawdzianów, więc wydawało jej się, że sprawnie przebrnie przez kolejne lekcje, jednak wciąż mogło się okazać, że jakiś nauczyciel postanowi zrobić im niezapowiedziany sprawdzian umiejętności, chociażby za gadulstwo. Oczywiście dla Jemmy nie był to żaden problem. Zawsze była przygotowana na każdą lekcję i nie musiała się przejmować podobnymi sprawami, jak inni jej znajomi.
    Po schodach prowadzących do Wieży Ravenclawu zeszła niezwykle lekko, jakby była piórkiem. Może rzeczywiście było w tym nieco prawdy, skoro przy swoim niewielkim wzroście, niewiele również ważyła, chociaż jadła tak wiele. Niewiele osób o tym wiedziało, ale ta niepozorna Krukonka potrafiła zmieścić w sobie ogromne ilości jedzenia, co zresztą ochoczo robiła, gdy tylko nadarzyła się do tego okazja. Teoretycznie ze swoim trybem życia, który polegał raczej na siedzeniu w książkach niż wysiłku fizycznym, powinna chociaż trochę przytyć, ale wyglądało na to, że miała taką przemianę materii, która pozwalała jej na jedzenie bez wyrzutów sumienia.
    Kiedy znalazła się w Wielkiej Sali, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Od razu podążyła do stolika Krukonów, aby tam poszukać znajomych, z którymi mogłaby porozmawiać. W końcu o wiele lepiej było jeść w towarzystwie niż samemu. I kiedy tak rozglądała się za przyjaciółmi, nagle poczuła dotyk na włosach, a potem usłyszała głos, który w pierwszej chwili wydawał jej się obcy. Dopiero po chwili zrozumiała, kto zakłóca jej spokój, przyprawiając ją o zawał. Przez jej ciało przeszły dreszcze, serce na chwilę przyspieszyło ze strachu, ale wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić i dopiero potem odwróciła się do Bane'a.
    – Chyba zwariowałeś – złożyła ręce na piersi, patrząc na niego karcącym spojrzeniem. Nie wyobrażała sobie, żeby tak po prostu miała urwać się z lekcji. – Zapomniałeś już, że nie jestem dobrą osobą, co do takich propozycji? Nie dość, że jestem prefektem, to jeszcze moja własna natura mi na to nie pozwala, dlatego odpowiedź brzmi: kategoryczne nie, nie, nie i jeszcze raz nie – odwróciła się, siadając na ławie i nakładając sobie sporej porcji jajecznicy. – I tobie też nie radzę, abyś uciekał z lekcji. Na pewno ci to nie pomoże.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  18. Miała ochotę wyraźnie zaprotestować, kiedy Bane zabrał jej talerz, ale nie powiedziała nic, jedynie biorąc inny widelec i jedząc wspólnie z nim. Walczyła o każdą najmniejszą część jajecznicy, ponieważ nie zamierzała iść na lekcje z pustym brzuchem. O wiele trudniej jej się myślało, kiedy była głodna. Wzięła też trzy niewielkie, ale pysznie wyglądające kanapeczki, po czym dwie z nich położyła na talerzu, a jedną zaczęła jeść. W tym czasie słuchała tego, co chłopak miał jej do powiedzenia, a mimo jego wszelakich próśb, Simmons nie miała zamiaru zgodzić się na jego szaloną propozycję.
    – Ale one wcale nie są nudne – odparła, biorąc kolejny kęs kanapki. Patrzyła na niego kątem oka. Szczerze mówiąc, nie lubiła, jak ktoś patrzy, kiedy ona jadła, ponieważ miała wrażenie, że wygląda wtedy strasznie głupio, a ludzie się z niej śmieją. - Wydają ci się takie, bo właśnie tak o nich myślisz. A gdybyś nieco przestawił swoje myślenie, znalazłbyś w nich coś ciekawego, jestem pewna. Mogłabym ci nawet pożyczyć kilka książek lub udzielić kilku rad, o.
    Na myśl o tym, że miałaby się zerwać z lekcji, wywoływała u niej nieprzyjemne skręcenia żołądka. Nie chciała nawet myśleć o stresie, który by jej towarzyszył podczas takich wagarów. Czuła, że nie wytrzymałaby nawet dziesięciu minut, czując i słysząc, jak poszczególne przedmioty nawołują ją do tego, aby przyszła na zajęcia. Oczywiście było to nienormalne, bo przedmiot sam z siebie nie mógł mówić, nawet w tym świecie, ale ona umiała układać w swojej głowie różne straszliwe i fantastyczne scenariusze.
    – Przecież jeśli chcesz, możemy spędzić czas po zajęciach – zaproponowała, dojadając kanapkę. – No a jeżeli bardzo chcesz się z kimś zerwać z lekcji, to na pewno znajdziesz sobie o wiele lepsze towarzystwo. Ja naprawdę nie jestem do tego dobrą osobą – uśmiechnęła się do niego lekko, mając nadzieję, że jakiś kawałek sałaty z kanapki nie wszedł jej między zęby. To byłaby okropna kompromitacja. – Nawet gdybym się zgodziła, męczyłoby mnie poczucie winy i ciągle narzekałabym, jak bardzo mnie to boli i stresuje. Mówię ci, sam byś mnie wygonił na te zajęcia! – zaśmiała się cicho.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  19. Primrose oparła głowę na jednej ręce, a w drugiej, daleko odsuniętej, trzymała pogniecioną kartkę z zapiskami z ostatniej lekcji zielarstwa. Już od kilkunastu minut trwała w takiej pozycji, mrużąc oczy i starając się skupić przynajmniej na tyle, aby chociaż zacząć pisać zapowiedziany na kolejny dzień esej. W końcu jednak kończyna odmówiła jej posłuszeństwa i dziewczyna bezwiednie opadła na blat stołu, robiąc przy tym aż tyle hałasu, że spojrzenia minimum połowy osób znajdujących się w bibliotece spoczęły na jej i szturchającej ją siostrze, która wreszcie wróciła do zajmowanego przez nie stolika, entuzjastycznie oznajmiając, że książkę, która znacząco mogłaby ułatwić Puchonce pracę nad esejem owszem znalazła, ale nie może jej dosięgnąć. Primrose podniosła się więc ociężale z krzesła i w tempie żółwia podążyła do regału, który wcześniej wskazała jej Faith. Gdy wreszcie dotarła na miejsce, a już z oddali zauważyła pierwszą z brzegu książkę, najprawdopodobniej dokładnie opisującą rozwój bluszczu lipnego, która leżała na prawie najwyższej półce, ale właśnie w tamtej chwili została zdjęta przez chłopaka, którego kojarzyła ze wspólnych zajęć, uśmiechnęła się i po chwili stanęła tuż przed nim. Bez słowa wyjaśnień wyciągnęła Gryfonowi książkę z rąk i zaczęła wstępnie ja przekartkowywać, chcąc upewnić się, czy aby na pewno właśnie tego szukała.
    - Nie obrazisz się, jeśli wezmę ją teraz? - powiedziała i podniosła wzrok, dopiero gdy chłopak kaszlnął znacząco, chcąc najprawdopodobniej zwrócić na siebie uwagę.
    - Właśnie tego szukałam. Super, że się tu zjawiłeś akurat teraz — uśmiechnęła się do zaskoczonego Gryfona i odwróciła na pięcie w zamiarze bezproblemowego powrotu do stolika i szybkiego napisania eseju.

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cieszę się, że KP Este przypadła Ci do gustu. Bane jest bardzo tajemniczy... Niesamowicie ciekawy jednocześnie! Dlatego też na wątek się piszę bezsprzecznie. Czy coś konkretnego chodzi Ci może po głowie?]

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Może coś podrzucisz, ja za to zacznę :P ]

    OdpowiedzUsuń
  22. Jemma westchnęła, słysząc jego propozycję. Zastanawiała się nad nią przez chwilę, chociaż podświadomie już wiedziała, że nie ma mowy, aby na nią przystała, nawet jeżeli wizja nauczenia czegoś Bane'a wydawała się bardzo kusząca i przyjemna.
    – Niestety, ale nie – odpowiedziała, zabierając widelcem trochę jajecznicy i pożerając ją w mgnieniu oka. – Ale za to mogę ci zaproponować inny układ. Wczoraj mówiłeś coś o wypracowaniu z zielarstwa, prawda? A tak się składa, że z tego przedmiotu co nieco umiem, więc mogę ci pomóc albo napisać ci chociaż początek. Do pakietu dorzucę jeszcze to, że… – zatrzymała się na chwilę, zastanawiając się, co mogłaby jeszcze zrobić. - Mogę się urwać z zajęć dodatkowych, które dzisiaj mam, specjalnie dla ciebie, ale cały dzień bez zajęć nie wchodzi w grę.
    Z jakiegoś powodu słowa o tym, że Bane nie miał nikogo poza nią, trochę ją zabolały, a może raczej ton, w którym zostały wypowiedziane. Była jego przyjaciółką nie od wczoraj, dlatego wiedziała, że chłopak w niektórych momentach potrafił się niecodziennie zachowywać. Znali się już długo, a jednak Jemma wciąż miała wrażenie, że nie zna go zbyt dobrze. Czasami aż trochę się tego bała.
    – Hej, Bane… – szepnęła, kładąc mu dłoń na plecach i głaszcząc go lekko po nich. – Wiem o tym, ale ty też wiesz, jak ważne są dla mnie wszystkie lekcje. Nie bez powodu znajduję się w takim domu, a nie innym – wskazała ruchem głowy na plakietkę, naszytą na jej szacie. – Bardzo cię przepraszam, naprawdę. Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Bardzo mi na tobie zależy i nie chciałabym, żebyśmy kłócili się przez takie rzeczy – posłała mu lekki uśmiech, aby podnieść chłopaka na duchu. Chciała dla niego jak najlepiej, chociaż zrealizowanie tych pragnień nie zawsze było tak łatwe, jakby się wydawało. – Rozchmurz się! Cały dzień przed nami! – objęła go ramieniem, potrząsając nim lekko.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  23. Stała wpatrując się w plecy odchodzącego chłopaka. Co prawda nigdy nie byli ze sobą blisko, a ich znajomość ograniczała się w większości raczej do przelotnych spojrzeń, czasami zdarzało się jakieś ciche cześć na korytarzu, jednak nie takiego zachowania się spodziewała po chłopaku. Oczywiście nie miała wielkich oczekiwań. Nie wyobrażała sobie żadnego zaproszenia na te kremowe piwo, ani nawet wspólnego spędzenia czasu w wiosce jednak… Patrząc w jego odchodzącą sylwetkę czuła się w pewien sposób urażona. Urażona i zawstydzona, że miała w stosunku do niego jakieś oczekiwania. Oczekiwania, które w zasadzie były bezpodstawne.
    - Co… Co ty robisz? – nim się zorientowała co takiego zamierza zrobić chłopak, już znalazła się w jego ramionach. Nie miała żadnej szansy na odsunięcie się czy ucieczkę. Nie miała też zamiaru teraz się szarpać zdając sobie sprawę ze śliskiego podłoża nie chciała wylądować na zaśnieżonej ziemi drugi raz. Tym bardziej, że teraz upadliby oboje, a obrażenia mogłyby być znacznie większe niż stłuczone kolano. Zmarszczyła jednak delikatnie brwi i niechętnie zacisnęła dłoń na ramieniu chłopaka.
    - Chyba zwariowałeś – mruknęła cicho, niewinnie przyglądając się profilowi chłopaka. Zerkała niepewnie w jego oczy na kilka sekund poczym szybko odwracała wzrok – doszłabym do zamku o własnych siłach, niepotrzebnie zrezygnowałeś ze swoich planów – jęknęła cicho, kiedy zbliżali się do zamku.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hm, może by tak zrobić z nich dawnych przyjaciół, np. tak za dzieciaka, jak Bane był na 1 roku, a Este na drugim i dziewczyna nie była jeszcze wtedy tak bardzo przesiąknięta wpływem rodziców. Potem Estelle się odsunęła, bez jakiegokolwiek wyjaśnienia.
    Teraz dajmy na to, prefekt naczelny oddeleguje pannę Murdock do sprawdzenia samopoczucia Bane'a, bo grono pedagogiczne się martwi, a przecież Este się kiedyś z Gryfonem przyjaźniła, więc będzie do tego zadania najlepsza. Może wyniknąć z tego mała sprzeczka, bo dla Falla to raczej lekko dziwne, że nagle dziewczyna się interesuje jego osobą. W jakim kierunku się to potoczy dalej, to zobaczymy.
    Trochę mi to wyszło chaotycznie, no ale nic. Co o tym sądzisz?]

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  25. [A i owszem :) I nie ma za co!
    Chętnie skorzystam z zaproszenia i wykombinuję jakiś wątek z Benem. Hmm, masz może ochotę na jakiś konkretny wątek albo propozycję na ich relację czy ja mam nad czymś pomyśleć?]

    Pearl

    OdpowiedzUsuń
  26. [Francisco to klasyk, zwłaszcza u gryfiaków, zawsze pasuje :D Chcę wątek, bo karta fajna, a i Bane się wydaje całkiem spoko ^^]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Ja zawsze jestem chętna na wątek c: Ustalamy jakieś powiązanie, czy może wolisz iść na żywioł? ]

    Luma Hasching

    OdpowiedzUsuń
  28. Ucieszona z powrotem podbiegła do stolika, który wcześniej zajmowała i książką pomachała siostrze przed twarzą, mówiąc coś o tym, że ta niestety nie odziedziczyła po niej sprytu, szczerząc się przy tym. Wprawdzie chciała już wrócić dormitorium i tam napisać pracę, ale ostatecznie stwierdziła, że nie ma to sensu i ponownie rozsiadła się na krześle rozkładając wszystkie potrzebne jej pomoce, a na samym środku książkę, którą tak łatwo zdobyła. Zmarszczyła brwi i wymownie spojrzała na chłopaka, który wcześniej dał jej książkę, a teraz nagle zabrał jej zdobycz i wymądrzał się, że to jego własność. Poklepał ją jeszcze bezczelnie po ramieniu i jak gdyby nic, zadowolony udał się do wyjścia. Przez chwilę Primrose nie wiedziała, co się dzieje i zdziwiona wpatrywała się w odchodzącego Gryfona, choć w końcu gwałtownie poderwała się i pobiegła za nim, po chwili zachodząc mu drogę i uniemożliwiając tym wyjście z biblioteki.
    - Co Ty wyprawiasz? Naprawdę nie mam ochoty na zabawę i bardzo mi się śpieszy — mówiła, podchodząc do chłopaka.
    - Więc łaskawie oddaj tę książkę i nie zawracaj mi głowy, ok? - ponownie wyciągnęła mu z rąk lekturę i wysiliła się na delikatnie przerażający uśmiech. Chciała już odejść, ale chłopak jednak również nie zamierzał się poddać i tym razem on wyrwał jej książkę, w reakcji, na co Puchonka obdarzyła go groźnym spojrzeniem i znowu zabrała niezwykle wartościową dla ich dwójki w tamtym momencie encyklopedie o bluszczu.
    - Tak chcesz się bawić? To spróbuj mi ja zabrać teraz! - krzyknęła i nie zastanawiając się długo, z prędkością światła wybiegła z biblioteki. Nie miała pojęcia, co w tamtym momencie wyprawia, ale musiała wyrównać, choć trochę siły. W końcu chłopak był o niej o głowę wyższy, ale ona natomiast uwielbiała biegać.

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  29. [Dobra, no więc tak... Z tego co widzę, to jest raczej pozytywna jednostka, prawda? I tutaj z miejsca przydałby się jakiś negatywny wątek, ale ja takich nie lubię, więc może coś innego... Załóżmy, że on ją strasznie denerwuje tą swoją radością, ale może w jakiś sposób próbuje jej wmówić, że to nie takie złe i chce ją zmienić? Mam nadzieję, że może być coś takiego :)
    A jeśli chodzi o wątek... Może jakaś otwarta rozmowa przy piwie czy czymś mocniejszym, a potem wywracanie zamku do góry nogami, bo Willow to miękkie stworzenie i w końcu daje się namówić na coś pozytywnego?
    Jakby nie pasowało to krzycz :)]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy nagle zawrócił, dziewczyna rozszerzyła szeroko oczy przyglądając mu się uważnie. Nie miała pojęcia czego powinna się spodziewać. Do głowy przychodziło jej kilka pomysłów, jednak z pewnością nie spodziewała się tego, co chłopak w rzeczywistości zamierzał zrobić. Kiedy wszedł w zaspę, w ciemnych oczach pojawiło się przerażenie, a jej dłoń automatycznie zacisnęła się mocniej.
    – T-t-tak – mruknęła, nie bardzo wiedząc co się w ogóle dzieje – przecież dam sobie radę – mruknęła, chociaż nie była już tak pewna swoich słów. Kiedy wziął ją wcześniej na ręce zdecydowanie poczuła ulgę. Była zaskoczona, to prawda. Jednak gdzieś tam w środku, pomimo swojego sprzeciwu, była zadowolona.
    – Słucham… – nim zdążyła cokolwiek zrobić, poczuła na swoim czole jego rozgrzane wargi. Chciała coś powiedzieć, zareagować jednak w tej samej chwili, kiedy rozchyliła swoje usta, poczuła jak spod jej tułowia znikają dwa silne ramiona, które ją do tej pory utrzymywały, a ona sama zaczęła spadać w dół. Ze zdezorientowaniem wymalowanym na twarzy, zdążyła jedynie głośno pisnąć.
    Warstwa śniegu na szczęście była gruba i rzeczywiście dość puszysta, dzięki czemu dziewczyna nie obiła sobie kości ogonowej. Mimo wszystko była wściekła. Bolało ją kolano, a w dodatku miękki jak puch śnieg był po prostu wszędzie. Na jej twarzy, we włosach, w butach a nawet pod kołnierzem. Pomimo tego, że Avalon z reguły nie okazywała światu negatywnych uczuć, tym razem było jej naprawdę ciężko nad sobą zapanować.
    – Co ty sobie w ogóle myślisz!? – burknęła, machając dłońmi jakby to miało jej pomóc w wydostaniu się ze śniegu – wyciągnij mnie stąd w tej chwili! – krzyknęła, słysząc jak chłopak wciąż się śmieje. Nie miała pojęcia dlaczego zrobił właśnie coś takiego, ale jednego była pewna. Nie miała zamiaru wybaczyć mu tak szybko.
    – Słyszysz!? – powtórzyła, unosząc lekko tułowie. Nie było tak, że nie mogła się ruszyć jednak z pewnością bez cudzej pomocy nie była w stanie, stanąć na nogach – przez ciebie będę chora!
    Dodała jeszcze na koniec, jakby to było coś, co mogłoby zmartwić chłopaka.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  31. [Chyba nic innego by tu nie pasowało :)]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  32. Wycieczki do Hogsmeade w taką pogodę to czysta głupota i panienka Forbes nie omieszkała wyrazić swojego zdania na tyle głośno, by nauczyciel, idący na samym początku hordy uczniów ją usłyszał. Podejrzewała, że jego jedyną reakcją na jej zaczepki mogło być wywrócenie oczami, bo Willow chyba przy każdej wycieczce informowała o swoim spojrzeniu na całą tę sytuację. Na początku mówili jeszcze 'to po co chodzisz?', ale ślizgonka miała w tym swój mały interes, jak na przykład zakup alkoholu na zapas i przemycenie go w kieszeni za pomocą zaklęcia zmniejszająco-zwiększającego. Ale ćśś, bo to tajemnica.
    W trzech miotłach nie była częstym gościem, bo i nie miała po co tam przychodzić. Ale dziś to miejsce wydawało się wyjątkowo przyjazne - chyba ze względu na brak ludzi i ciepło, które otoczyło ciało ślizgonki, gdy weszła do środka. Zawsze mogła wylądować w miodowym królestwie, ale nie uśmiechało jej się przepychać między napalonymi na słodycze dzieciakami, zwłaszcza tymi, które były tak pierwszy raz.
    - Grzane piwo poproszę - powiedziała cicho, kładąc na barze pieniądze, a gdy tylko ciepła szklanka wylądowała w jej rękach, Forbes przeniosła się do stolika w kącie i westchnęła z ulgą, gdy ciepły płyn ogrzał jej przełyk. To było własne prywatne niebo panienki Forbes i ani jej się śniło zmieniać panujący stan rzeczy. Ale czy ci nieistniejący bogowie kiedykolwiek wysłuchali jej próśb?Nie? No właśnie.
    Bo oto jej wzrok padł na gryfiaka, którego towarzystwa pragnęła teraz najmniej i modliła się, żeby tylko się do niej nie dosiadł. Znaczy nie to, że coś do niego miała, preferowała neutralne podejście, ale przy obecnym humorze i jego pozytywnym nastawieniu...
    Ale nie panikujmy na zapas, spokojnie.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  33. [Nie mam nic przeciwko, taka opcja mi pasuje :) Podrzuć mi jeszcze pomysł na wątek, a postaram się coś zacząć :3]

    Pearl

    OdpowiedzUsuń
  34. [Uwielbiam warchlaki. Ta ich ,,piżama" :3 To imię też lubię. Ten opis też. No i tego pana zapewne polubię.]

    Lukrecja.

    OdpowiedzUsuń
  35. Wcale jej się nie podobał fakt, że musi go prosić o pomoc. W ogóle jej się nie podobało to, że w pobliżu nie ma nikogo innego. Żadnej, innej, żywej duszy. Tylko drzewa, śnieg i ich dwójka. Ta świadomość doprowadzała ją do szału, ale oczywiście nie zamierzała tego pokazać. Schowała ręce i zacisnęła mocno piąstki. W tym samym momencie posyłała chłopakowi uroczy uśmiech.
    – Gdybyś był tak dobry. W końcu to właśnie przez Ciebie się tutaj znalazłam – powiedziała, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Głos brzmiał stosunkowo łagodnie, naprawdę bardzo się starała. Jednak stojący nad nią chłopak, w jakiś niewyjaśniony sposób powodował, że dziewczynie trudniej było zapanować nad emocjami. Tymi negatywnymi w szczególności.
    – Tak, wyobrażam to sobie. Bo to właśnie ty mnie tutaj wrzuciłeś i ty powinieneś mnie stąd wyciągnąć – powiedziała, naprawdę starając się na spokój. Paznokcie wbijała już we wnętrze dłoni czując lekki ból. Wzięła głęboki oddech i powolnie rozluźniła uścisk, wpatrując się gniewnie w chłopaka.
    Co on sobie w ogóle wyobrażał? Co on takiego sobie myślał? W tym momencie miała ochotę zadać mu milion pytań i dodatkowo z chęcią by sobie na niego trochę pokrzyczała, jednak wiedziała, że nie może tego zrobić.
    – Ja mam ci coś dawać? Ty chyba… Chyba… – nadęła policzki, marszcząc delikatnie brwi – dam ci łaskę i pozwolę dalej stąpać po ziemi, uwierz każda inna by cię udusiła gołymi rękoma! – powiedziała, odrobinę za głośno.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie zdziwiło jej to ani trochę, naprawdę. Wyczucie czasu innych ludzi czasami było wręcz niesamowite, a akurat zawsze, kiedy była nie w sobie, musiał się przypałętać ktoś, kogo nie miała ochoty widzieć (zresztą ona nigdy nikogo nie miała ochoty widzieć, chyba, że rzucało jej się na mózg i wyjątkowo nawet mogła z kimś porozmawiać).
    A już wyczucie czasu Falla w ogóle było w dyszkę, jego metody nawiązywania konwersacji, znajomości, czegokolwiek zresztą też. Ona naprawdę nie była taka zła, ale jak ktoś był wesoły, włączało jej się 'na złość dziadkowi odmrożę sobie uszy' i było dokładnie na opak.
    Kiedy usiadł, wywróciła jedynie oczami i pociągnęła łyk gorącego piwa, następnie zlizując resztkę złocistego płynu z górnej wargi, a potem z kolei sięgnęła do torby i wyjęła z niej paczkę papierosów, jednego wkładając do ust i odpalając go zapałką. Trzy miotły nie były strasznie obskurne, ale i też niezbyt przyjemne, toteż wątpiła, że ktoś wyrzuci ją za palenie.
    Dopiero wtedy raczyła spojrzeć na Bane'a i uśmiechnęła się kwaśni, dmuchając dymem prosto w jego gryfońską, ładną twarzyczkę.
    - Czego dusza pragnie, Fall? Zbłądziłeś w drodze do innego stolika? - spytała i po raz kolejny zaciągnęła się głęboko, tym razem nie dmuchając w niego, a w górę i wbiła w chłopaka spojrzenie mówiące 'ja-cię-kiedyś-zabiję-koleżko'. Ale w gruncie rzeczy nie było tak źle, czasami nawet dał się znieść ten gryfiak, po dużej ilości alkoholu oczywiście, ale jednak. Dlatego też Forbes czuła, że jeśli ma wytrzymać w jego towarzystwie, ucierpi na tym nie tylko portfel, ale też i głowa następnego dnia, kiedy to będzie leczyć się z kaca. No cóż, takie życie, co poradzić.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  37. Nie wierzyła. Po prostu nie wierzyła w to co się działo. W to, co ją właśnie spotkało. Nie potrafiła zrozumieć za co i dlaczego. Przecież ona zawsze była taka dobra dla innych. Pomagała wszystkim potrzebującym nie prosząc o nic w zamiar, a on? Robił wszystko tak perfidnie. Nie była pewna czy to jakiś rodzaj gry, prowokacja czy po prostu, jest takim właśnie dupkiem.
    - Muszę ci coś dać? – powtórzyła za nim z niedowierzenia rozchylając wargi. Zaczynał działać jej na nerwy. Naprawdę zaczynał ją denerwować, ale przecież… Nie mogła. Nie mogła pozwolić sobie na wyprowadzenie z równowagi i to jeszcze przez takiego chłopaka – jak możesz myśleć o jedzeniu, skoro ja tutaj marznę? – mruknęła cicho, spuszczając głowę w dół. Gdyby nie obolałe kolano i zmrożone zimnem dłonie i stopy, doskonale poradziłaby sobie sama. Niestety… Los chciał, że naprawdę potrzebowała jego pomocy. Jej pomadka w kolorze fuksji skutecznie ukrywała zsiniałe już od zimna wargi, jednak jej twarz robiła się coraz bardziej zaróżowiała.
    - Nie jestem twoim skarbem, więc nie nazywaj mnie tak więcej – mruknęła cicho. Czując uciążliwe szczypanie na policzkach i nosie, nie miała zamiaru dłużej tego wszystkiego przeciągać. Chciała jak najszybciej znaleźć się w zamku, blisko rozpalonego kominka.
    - Och, po prostu powiedz czego tak bardzo chcesz, a to dostaniesz. Tylko błagam, zabierz mnie w jakieś ciepłe miejsce – szepnęła cicho, czując jak rumienią się jej policzki. Nie miała pojęcia dlaczego, ale nagle zrobiło jej się odrobinę wstyd, że nie jest w stanie poradzić sobie sama i że musi skorzystać z pomocy tego właśnie chłopca.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  38. Kiedy tylko dostrzegła dłoń chłopaka na tyle blisko, że bez problemu mogła się jej chwycić od razu to zrobiła, bojąc się, że ten za chwile się rozmyśli i zostawi ją tak w tym śniegu. Co prawda nie spodziewała się, aby zostawił ją na pewną śmierć przez zamarznięcie, jednak była już naprawdę zmęczona tą sytuacją. Naprawdę pragnęła jedynie usiąść koło kominka z kubkiem gorącej herbaty i grubym kocem.
    Kiedy złapała równowagę i stanęła na nogach spojrzała zdezorientowana na niego. Nie miała pojęcia co takiego się właśnie wydarzyło i dlaczego nagle humor chłopaka zmienił się tak diametralnie, jednak wiedziała jedno. W takiej sytuacji nie mogła dać mu spokoju. Czuła, że Bane właśnie teraz bardzo jej potrzebuje. Nawet, jeżeli usilnie się przed tym broni. A Avalon… Avalon miała miękkie serce i widząc go takiego, nie potrafiła się dłużej gniewać.
    - Przecież nic nie zrobiłam – powiedziała cicho, masując obolałe kolano. Dostrzegając jednak kątem oka, że chłopak odchodzi szybko się wyprostowała i powolnie pokuśtykała za nim – poczekaj – powiedziała odrobinę głośniej, próbując dogonić chłopaka – wytłumaczysz mi, co się właśnie wydarzyło? Bo ja… Ja chyba nic nie rozumiem – mruknęła, mrużąc oczy za każdym razem, kiedy stawała na obolałej nodze.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  39. Zatrzymała się na chwilę, marszcząc przy tym brwi. Od razu po słowach chłopaka, była pewna że coś musiało się wydarzyć, że musiała spotkać go jakaś przykrość. Nie miała tylko pojęcia jaka i kiedy. Nie chciała też na niego naciskać bo sama wiedziała jak to jest mówić o przykrych sytuacjach. Albo raczej jakie to uczucie, być zmuszanym do mówienia o czymś, o czym nie chce się nawet myśleć. Chociaż, Avalon… Przyzwyczaiła się już do tego, że jej mama nie żyje.
    - Przepraszam – szepnęła cicho. Wiedziała, że prawdopodobnie nie jest w stanie odkupić win tych ludzi, o których mówił chłopak, ale przecież… Skoro nagle zaczęła czuć się winna to przecież może spróbować, prawda? Może być teraz zawsze koło niego, może go wspierać. Pokazać mu, że nie wszyscy na świecie są złymi ludźmi. Jej matka z pewnością zachowałaby się właśnie w taki sposób. Udowodniłaby mu, że mimo wszystko może się wciąż uśmiechać i cieszyć się życiem. Oblizała nerwowo wargi i nie zwracając uwagi na ból nogi przyspieszyła odrobinę.
    Obrała sobie cel na najbliższą przyszłość i miała zamiar go osiągnąć. Bane ma być szczęśliwy, a przynajmniej ma spróbować takim być. Avalon nie myśląc długo, postanowiła działać. Tak więc stanęła przed chłopakiem i objęła go delikatnie swoimi kruchymi ramionami, opierając się czołem o jego tors.
    - Przepraszam, że sprawiłam ci problem – szepnęła cicho i zabrała ręce, robiąc powoli krok do tyłu.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  40. Skrzywiła się, słysząc jego komentarz. Nie lubiła takiej bezczelności, bo i nigdy nie dawała sobie wejść na głowę, a Bane przekraczał wszelkie granice postawione przez panienkę Forbes. Zresztą, z facetami była na bakier i jakiś tak wizja gryfona zlizującego pianę z jej ust była co najmniej odstraszająca. Nie to, że sam gryfon był odpychający, bo obiektywnie patrząc był przystojny i nawet Willow musiała to przyznać. Ona po prostu... Trudno przychodziło jej wyobrażenie, że może akceptować jakąkolwiek bliskość z kimkolwiek, o.
    - Słyszałeś kiedyś, że jesteś bezczelny jak jasna cholera? - burknęła i siłą odebrała swojego papierosa, zresztą, jak widać, jemu palenie nie służyło. A i dobrze, bo nawet nie zamierzała proponować. Co jak co, ale papierosami mogła dzielić się z bardzo nieliczną, jej zdaniem, elitarną grupą ludzi, a Fall się do nich na razie nie zaliczał. Na razie, bo już jednego gryfona tolerowała, nie mogła więc wykluczyć, że grono uciśnionych się nie powiększy.
    Jak na razie się nie zapowiadało.
    - I co, będziesz tak siedział i patrzył? Myślałam, że twoje metody na wkurzanie całego świata polegają na czymś innym. Jak paplanina, na przykład - powiedziała, uśmiechając się nieco złośliwie i oparła łokieć na stole, po czym przyjęła identyczną pozę jak sam gryfiak, uprzednio jednak zaciągając się papierosem. A gdy się tak na niego gapiła, ponownie dmuchnęła dymem w jego twarz. Ona też potrafiła być uparta i denerwująca, a co! Nie lubiła, kiedy ktoś się jej przyglądał, więc równie dobrze mogła w ten sam sposób kogoś onieśmielać. O ile coś w ogóle było w stanie onieśmielić tego chłopaka, bo nie wyglądał na takiego, co się krępuje w czyimś towarzystwie, zwłaszcza kobiecym. Już pomińmy, że ślizgońskim, ale wciąż kobiecym.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  41. [Wątek zawsze chętnie, szczególnie, że zwolniły mi się dwa miejsca podczas urlopu.]

    Lukrecja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Możesz ty? Dawno nie pisałam, a w głowie mam pustkę.]

      Lukrecja.

      Usuń
    2. [Pomysł podoba mi się bardzo, główka pracuje. Tak, zdecydowanie to jest ,,to".]

      Lukrecja.

      Usuń
  42. Była lekko poirytowana, prawdę mówiąc. W drodze do celu zdążyła rozdzielić garść minusowych punktów i jeden szlaban. Argumenty prefekta naczelnego nie trafiały do niej ani trochę, były wyssane z palca. Owszem, kiedyś miała z Fallem pewien kontakt, ale było to wieki temu.

    Teraz oddelegowano ją do sprawdzenia samopoczucia chłopaka. Czy nie powinien się tym zająć ktoś faktycznie dorosły, skoro to właśnie dorośli najbardziej o tego osobnika się martwią?

    Dość szybko wyłowiła go z tłumu, jednak nie podeszła od razu. Z resztą Gryfon nawet nie zwracał uwagi na to, co się wokół niego dzieje. Estelle, zachowując przyzwoitą odległość, kroczyła za nim aż do samej Wieży Gryffindoru. Zdążyła wślizgnąć się do pokoju wspólnego, nim portret Grubej Damy się zatrzasnął, ale w gruncie rzeczy i tak usłyszała hasło.

    Cóż, nie mogła się już dłużej kryć, bo jakieś małoletnie Gryfonki zareagowały dość żywo na obecność prefekt Slytherinu w lwim salonie. Estelle posłała dziewczynom nieprzyjazne spojrzenie, tak dla zasady, po czym usiadła na fotelu ustawionym prostopadle do sofy, na której spoczął Bane. Zerknęła na niego.

    - To obrzydliwe - skwitowała krew spływającą po ręce chłopaka i wciągnąwszy różdżkę, jednym wprawnym machnięciem zatamowała krwawienie. Zaklęcia niewerbalne powoli stawały się specjalnością panny Murdock.

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  43. Jak dobrze, że Willow była jedną z tych osób, którym nie zagląda się do portfela w obawie, że może zabić wzrokiem. Była rozpieszczoną księżniczką, a rozpieszczonym księżniczkom raczej nie może zabraknąć pieniędzy. Ale o tym Fall wiedzieć nie musiał, a wręcz nie powinien. Niech sobie żyje z przekonaniu.
    - To źle sądzisz - uśmiechnęła się jeszcze szerzej, ale musiała przyznać, że zaświerzbiła ją ręka i gdyby nie policzyła w myślach do dziesięciu, Bane dostałby w twarz. Otóż istniała różnica między niewinną bezczelnością, a taką, która może urazić i zapewne ktoś na jej miejscu, ktoś biedny, kogo w jakiś sposób by to dotknęło, już dawno sięgnąłby po różdżkę i uderzył w gryfona jakąś niezbyt przyjemną klątwą. Ale Forbes akurat miała to wystarczająco gdzieś, by wcale nie zareagować, a klątwę postanowiła odłożyć na później, gdyby chłopak przegiął za bardzo.
    A przegiął dosłownie kilka sekund później. Willow się fajek nie odbiera, a już na pewno nie w taki sposób. Ten wypełniony tytoniem papier był jedyną rzeczą, która trzymała dziewczynę przy zdrowych zmysłach. Ale to nic. Liczyło się to, jak papieros został zabrany i potraktowany.
    - Wiesz co, Fall, idź szukać przyjaciół gdzieś indziej. Ja nie muszę, nie chcę i nie mam zamiaru tu z tobą siedzieć - powiedziała chłodno, a nieszczery uśmiech zniknął z jej twarzy, po czym wstała i wsunąwszy po sobie krzesło, wyszła z baru. Była zbyt dumna, żeby dać się tak traktować komukolwiek, a tym bardziej gryfonowi. Zawsze mogła naprawdę wykorzystać różdżkę w celu ucieszenia Bane'a chociaż tymczasowo, ale wolała nie pakować się w kłopoty przez kogoś, kto absolutnie nie był wart zachodu.
    Miała tylko nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy za nią iść, bo różnie mogło się to wszystko potoczyć, a Willow i tak miała wystarczająco kiepski humor.
    Willow w kiepskim humorze to coś strasznego, naprawdę.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  44. Jedyną rzeczą gorszą od pójścia za nią, było dotykanie jej w jakikolwiek sposób. To była czynność absolutnie zakazana, bo o ile naruszanie jej przestrzeni osobistej doprowadzało do wściekłości, tak kontakt fizyczny kończył się szałem.
    Nie dziwne więc i musiał to Fall zrozumieć, że kiedy objął ją w pasie jedynie resztkami samokontroli powstrzymała się od sprzedania mu 'liścia', ale nie powstrzymała się, by uderzyć go łokciem w brzuch z całej siły i odskoczyć jak oparzona. A jej wzrok w tej chwili, gdyby miał taką moc, zapewne by gryfona uśmiercił w uprzednich męczarniach.
    - Dotknij mnie jeszcze raz, a przysięgam, że cię zabiję - wycedziła przez zaciśnięte zęby nad zgiętym wpół chłopakiem i odsunęła się jeszcze kilkadziesiąt centymetrów, by przypadkiem nie przyszło mu do głowy robienie jej na złość.
    - A mój alkohol to nie jest twoja sprawa. Mnie też nie interesuje co robisz w wolnym czasie, przemycaj sobie co chcesz - warknęła i ruszyła przed siebie, wyjmując z torby paczkę papierosów i jednego wtykając do ust, by za chwilę odpalić go wyjątkowo końcem różdżki.
    Co on sobie w ogóle wyobrażał, jakim prawem, do cholery, zakłócał jej spokój. Czy to naprawdę tak trudno było zrozumieć, że ktoś może nie mieć ochoty na, jego zdaniem, zabawne teksty i, jego zdaniem, wspaniałe towarzystwo?
    A jaki z tego morał? Nie wchodź w relacje z gryfonami. Nigdy przenigdy.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  45. Uniosła lekko głowę, zadzierając wysoko brodą aby móc spojrzeć w oczy chłopaka. Nie miała pojęcia co się właśnie teraz dzieje w jego głowie. Nie mogła przewidzieć jego słów czy gestów. Więc po prostu stała wpatrzona w niego, wsłuchując się w słowa, które niekoniecznie były miłe. Jednak w chwili obecnej nie miała mu tego za złe.
    - Nie byłam wściekła, po prostu… Też byś się zdenerwował. Poza tym nic nie zrobiłam – w myślach sobie cicho dopowiedziała, że gdyby chciała to by mogła. Tylko, że ona wcale nie chciała. Taka właśnie była Avalon. Miała miękkie serce to raz, a dwa… Za wszelką cenę chciała być tak dobrą osobą, jaką była jej zmarła już mama. Mała Avalon wzięła sobie za życiowy cel, bycie taką jak ta kobieta. Dobra, pomocna i uśmiechnięta. Niezależnie od swoich problemów czy humorków. Musiała być dobra. Dlatego była w stanie tak szybko zapomnieć o tym, że przed chwilą leżała w śniegu i to przez tego chłopaka.
    - Przepraszam cię za to, że… - przerwała na chwilę. Wiedziała, że ją z pewnością wyśmieje, ale przecież taka właśnie była, a przynajmniej starała się taką właśnie być – za ludzi, którzy cię zranili.
    Szepnęła cicho, spuszczając powolnie głowę w dół. Słysząc przeprosiny z jego ust, uśmiechnęła się tylko delikatnie i skinęła głową.
    - Przecież wszystko jest w porządku… A teraz, teraz chodźmy na ten deser. Zrobiłeś mi wielki apetyt na pudding czekoladowy – oznajmiła, mając nadzieje, że to jakoś poprawi chłopakowi humor.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  46. – Wściekłość jest wtedy, kiedy nie możesz już dłużej patrzeć na stojącego przed tobą człowieka – oznajmiła mówiąc powolnie – a ja wciąż tutaj jestem i na ciebie patrzę. Nie jestem wściekła, a teraz już nawet zdenerwowana. Zapomnijmy o przeszłości, zastanówmy się nad przyszłością. – uśmiechnęła się. Nie miała pojęcia co takiego przeżył, nie zastanawiała się też nad tym co takiego może czuć w chwili obecnej. Ona sama zastanawiała się tylko nad tym, w jaki sposób uda jej się wywołać uśmiech na jego twarzy. Nie miała zamiaru się szybko poddać, więc nawet jego niepewność nie zmniejszyła jej zapału. Wciąż z uśmiechem na twarzy przyglądała mu się, jednak dłonie schowała do kieszeni. Robiło jej się coraz zimniej.
    – Na pewno przesadzasz, ludzie nie są potworami. A nawet jeżeli… Z pewnością mają ku temu mocne powody. Ty zapewne też… – kłamała. Perfidnie kłamała patrząc mu prosto w oczy. Nie wierzyła we własne słowa. Ludzie potrafili być potworami i nie zawsze mieli ku temu powód. Wystarczyło spojrzeć na jej dziadków. Ci ludzie… Nienawidziła ich z całego serca, przez co jednocześnie nienawidziła siebie. Bo przecież… Ona miała być tą dobrą, nienawiść miała być obcym uczuciem.
    – Avalon – chwyciła jego dłoń i delikatnie zacisnęła na jej wierzchu swoje chude palce – chodźmy już, bo nam wszystko zjedzą, proszę – powiedziała i nie czekając dłużej na jego reakcję po prostu powolnie, wciąż kuśtykając ruszyła w stronę zamku.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  47. Biegła z całych sił, a w międzyczasie uświadomiła sobie jeszcze, co tak naprawdę wyprawia i wybuchła śmiechem, co niestety trochę zwolniło jej ruchy. W początkowe przekonanie o tym, że wygra i nie mam nawet innej opcji, z każdą kolejną sekundą coraz bardziej przestawała wierzyć, a gdy poczuła, jak chłopak łapie ją za szatę, która akurat teraz postanowiła skończyć swój żywot, jakby lepszej okazji nie mogła sobie wybrać, choćby wtedy, gdy Puchonka zwinnie łaziła w niej po drzewach, wiedziała, że nie ma już żadnych szans, by wygrać, ale to wcale nie oznaczało, że przestała walczyć. Teraz jeszcze bardziej zależało jej na tym, aby zabrać książkę, choć już chyba wcale nie chodziło o nią. Po prostu nie mogła przegrać, a utarcie przy tym nosa chłopakowi było tylko cudownym dodatkiem. Czasem miała takie koszmarne humorki, wprawdzie dość rzadko, bo na ogół wolała rozdawać, dzielić się i dogadywać z innymi, ale jednak.
    - Wcale nie — odpowiedziała i odwróciła się do Gryfona, wyrywając mu znowu lekturę. - Jest tu gdzieś twój podpis, który poświadczy o tym, że to twoja własność? - przejrzała kilka pierwszych stron książki, a następnie demonstracyjnie zamknęła ją tuż przed nosem chłopaka.
    - Nie ma! - krzyknęła, udając zaskoczona i zrobiła kilka kroków w tył. - Więc wybacz mi teraz, ale udam się już do swojego dormitorium, nie chce jeszcze bardziej psuć sobie wieczoru. Temat szaty przemilczę, bo spodobał mi się twój upór. Ot taki miły gest! Cześć — dotknęła palcem jego piersi, a potem odwróciła się na pięcie, chcąc odegrać choć trochę dramatyczne wyjście. Nie udało jej się to jednak, bo już po zrobieniu kilku kroków napotkała na drodze ścianę i zmuszona była zawrócić, mrucząc tylko przekleństwa pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  48. – Co ty robisz… – zastygła w momencie, kiedy poczuła jak ją obejmuje. Jej serce zatrzymało się na kilka sekund, a ona sama wstrzymywała powietrze w płucach. Nie miała pojęcia co tak właściwie się teraz dzieje. Nie spodziewała się po nim takich czynów. Pomimo, że sama wcześniej go objęła, w życiu nie powiedziałaby, że on zrobi to samo. Stała w miejscu, z rękoma opuszczonymi wzdłuż swojego ciała. Zamknęła oczy i czekała, aż w końcu ją puści. Chociaż była zaskoczona i odrobinę przerażona, w pewnym sensie cieszyła się… Cieszyła się, bo dawno nikt jej nie obejmował w taki sposób. Dawno nikt nie składał pocałunków na jej czole, nikt nie skrywał twarzy w jej długich włosach, ale… Nie spodziewała się tego po tym chłopaku, który był w jednym momencie ciepły i czuły, a tuż po chwili zachowywał się jak skończony dupek. I teraz znowu był tym sympatycznym chłopcem. Avalon w ogóle nie rozumiała jego zachowania, nie potrafiła zrozumieć co nim kieruje.
    – Bane… – szepnęła cicho, kładąc ostrożnie dłoń na jego torsie. Nie chciała go odsuwać, nie chciała aby poczuł się odrzucony, ale nie mógł robić takich rzeczy kiedy tylko mu się to podobało. I chociaż pewnie niejedna dziewczyna byłaby zachwycona tak czułymi gestami, Avalon nie miała pojęcia co się dzieje. Nie miała pojęcia jak w takie chwili powinna się zachować. Nie znała go i to powoli zaczynało ją przerażać.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  49. Zamilkła. Nie wypowiedziała już ani jednego słowa. Stała nie ruszając się i nie mówiąc. Mrugała tylko powiekami i oddychała spokojnie, napinając całe swoje ciało. Czuła, że coś zaczyna się dziać. Nie wiedziała tylko co i jak się na to przygotować. Czuła, jej kobieca intuicja podpowiadała jej, że Bane chce coś zrobić. Zresztą… Było to widać w jego oczach. Avalon przeczytała kiedyś gdzieś, że oczy są oknem duszy. Musiała przyznać temu prawdę. W ludzkich oczach było widać wszystkie uczucia. Nawet jeżeli ktoś potrafił perfekcyjnie kłamać, jego oczy były w stanie go zdradzić. Nad oczami nikt nie mógł zapanować. Dlatego też Av uniosła lekko głowę i powolnie, ostrożnie. Trochę się bojąc, spojrzała w końcu w oczy chłopaka.
    - Co Bane? – szepnęła niepewnie, nie mając pojęcia czy może się już odzywać – co się stało? – zapytała cicho, chwytając ostrożnie jego dłonie. Zaciskając na nich swoje palce. Gdyby ktoś rano powiedział jej, że w taki właśnie sposób zakończy się jej wycieczka do Hogsmeade, wyśmiałaby go.
    - Możesz mi powiedzieć wszystko – dodała na zachętę, zaciskając palce odrobinę mocniej. Czuła, jak przez jej plecy przechodzą dreszcze, a kruche ciałko zaczyna drżeć. Nie wiedziała tylko czy to z zimna czy może przez emocje, które się w niej budziły.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  50. Już pierwsze zdanie wypowiedziane z jego ust, nie podobało się dziewczynie. Wiedziała, że takie historie są smutne. Spodziewała się, że usłyszy o przemocy o życiu w biedzie. Jednak, kiedy przeszedł do sedna, zamurowało ją. Stała jak wryta, wpatrzona w niego, nie mogąc odwrócić wzroku. Miała wrażenie, jakby jej ciało zostało sparaliżowane, jakby straciła nad nim kontrolę. Tylko stała i patrzyła na twarz chłopaka. Czuła dreszcze na plecach i gęsią skórkę na przedramionach. Kolana jej zmiękły, a włosy na całym ciele stanęły dęba. Gdyby tylko mogła pewnie otworzyłaby szeroko usta. Uciekłaby z krzykiem? Jednak wciąż stała zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Może jednak ucieczka nie była takim głupim pomysłem?
    Nim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, chłopak ponownie ją zaskoczył. Stała i w ogóle nie rozumiała tego co się właśnie działo. Jak ten smutny chłopiec, mógł zrobić coś strasznego? Jak ten czuły i delikatny chłopak… Czuła jego ciepłe wargi na swoich, czuła słodki smak jego ust jednak nie czerpała z tego żadnej przyjemności. Była tak zaskoczona tym wszystkim, że nawet nie była w stanie odepchnąć go od siebie i skrzyczeć za jego zachowanie. No bo co on tak sobie właściwie myślał? Całując ją tak nagle, w ogóle nie znając… Co ona sobie myślała, stojąc tuż przed mordercą? Jednak kiedy tak na niego spoglądała, nie wyglądał na kogoś, kto byłby w stanie zabić. Chociaż im dłużej się nad tym zastanawiała to miało sens. Przez tam traumatyczne zachowanie jego stan emocjonalny… Cóż, przecież ten chłopak nie zachowywał się normalnie.
    – Nie możesz mi mówić takich rzeczy, robić takich rzeczy i odchodzić od tak. Bez słowa – powiedziała z wyczuwalną pretensją w głowie. Sama nie wiedziała dlaczego się odezwała, dlaczego próbowała go zatrzymać. Przecież powinna mu pozwolić odejść. Nie powinna chcieć więcej jego towarzystwa. Przecież był niebezpieczny.

    No wiesz Ty co? Teraz miałabym niby uciekać!? NIGDY W ŻYCIU.
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  51. Zmarszczyła brwi na dźwięk jego słów. Nie kłamała. Nie kłamała bo ani razu nie powiedziała wprost czy chce go znać czy nie. Sama jeszcze tego nie wiedziała, więc jakim prawem oskarżał ją o kłamstwo? Zaplotła ręce tuż pod skromnym biustem i spoglądała na niego tymi swoimi ciemnymi oczami. Wpatrywała się usilnie, jakby to miało go zatrzymać. Jakby te jej wielkie oczy mogły cokolwiek zdziałać. Przeklęła w myślach i ruszyła za chłopakiem na tyle szybko, na ile pozwalało jej zwichnięte kolano, które wciąż dawało o sobie znać.
    Kiedy dostrzegła czerwone ślady na śniegu jej twarz pobladła, a przez jej plecy ponownie przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
    – Stój – krzyknęła, mając nadzieje, że chłopak się zatrzyma. Przyspieszyła odrobinę kroku, a na jej twarzy pojawiał się ostry grymas za każdym razem kiedy stawała obolałą nogą – zatrzymaj się, słyszysz?! – ponownie krzyknęła, próbując biec za chłopakiem. W tym samym momencie zranione kolano nie wytrzymało wysiłku i samowolnie zgięło się, przez co dziewczyna ponownie tego dnia wywróciła się lądując, tym razem twarzą w śniegu. Uniosła się jednak szybko na dłoniach i spojrzała na chłopaka.
    – Krwawisz Bane – szepnęła, chociaż zdawała sobie sprawę, że jej zapewne nie usłyszy – trzeba coś z tym zrobić… – dodała po chwili, próbując się podnieść na nogi.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  52. Powoli usiadła na śniegu, jednak kolano bolało coraz mocniej a ona sama naprzemiennie myślała tylko o swoim kolanie i o zranionym chłopaku. Chociaż chciała się go pozbyć ze swoich myśli nie mogła. Ciągle siedział w jej głowie, a Avalon zamiast cieszyć się z tego, że odszedł, że nie chce jej do niczego zmuszać czuła pewnego rodzaju żal. Nie zdążyła go dobrze poznać, a on już chciał odebrać jej tę szansę. Chociaż z drugiej strony… Nie miała pojęcia jak sama zachowałaby się po takim a nie innym zwierzeniu. Widząc go pod wejściem do zamku straciła wszelkie nadzieje. Nawet przestała go już wołać. Musiała tylko jakoś się podnieść i dojść do zamku. Wytrzymać panujące na dworze zimno i dostać się do środka… Chociaż budynek nie znajdował się daleko, ona nie miała już sił.
    – Nie martwię się tym – szepnęła zgodnie z prawdą. Bardziej obawiała się swoich uczuć. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego nie może pozwolić mu odejść. Chociaż była dobra dla wszystkich, powinna sobie w którymś miejscu postawić granicę. Gorączkowo zastanawiała się nad tym, co na jej miejscu zrobiłaby Desiree – jej matka, jednak Avalon nie miała pojęcia. Przygryzła delikatnie wargę, zarzucając chłopakowi ramię przez szyję, aby lepiej się trzymać. Zaciskała mocno dłonie na jego ciele, na wszelki wypadek, gdyby znowu postanowił ją rzucić w śnieg.
    – Ja… Bane nie mam pojęcia jak się możesz czuć i ja… – przerwała, przenosząc spojrzenie swoich oczu z jego twarzy w dół. Nie była pewna co takiego właściwie chciała powiedzieć.
    – Możesz mnie zaprowadzić do skrzydła szpitalnego? – szepnęła cicho, czując jak jej policzki nabierają czerwonego koloru.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  53. Słuchała uważnie jego słów. Tak naprawdę w tym momencie nie miała wyjścia. Z drugiej strony cieszyła się, że Bane sam zaczął mówić. Ona też nie chciała zadawać pytań bo szczerze mówiąc nie bardzo wiedziała nawet o co powinna zapytać. Pierwszy raz znalazła się w takiej sytuacji. Myślała, że jest w stanie pomóc każdemu jednak dzisiaj uświadomiła sobie, że myśląc w taki sposób robiła z siebie kogoś, kim nie była. Bo niby jak miała pomóc temu gryfonowi? Zmagał się z problemem, którego Avalon nigdy nie doświadczyła i nie doświadczy. Jej ojciec był zupełnie inny. Był dobrym, ciepłym człowiekiem, który w życiu nie podniósłby na niej ręki. Oblizała nawarowo wargi, nie powinna w takim momencie myśleć o swoim ojcu. Czuła się winna, chociaż nie miała ku temu żadnego powodu.
    – Bane, skoro twoja mama powiedziała ci, gdzie możesz znaleźć ten nóż. To znaczy, że ona się spodziewała czegoś takiego. Wiedziała, że może nastać taki moment, w którym nie będzie innego wyboru – mruknęła, obejmując odrobinę mocniej jego szyję. Wtuliła się delikatnie w jego tors, chowając twarz w jego szyi. Było jej strasznie zimno i wierzyła, że w taki sposób uda jej się chociaż odrobinę ocieplić. Zamknęła oczy i zastanawiała się co jeszcze może mu powiedzieć.
    – To dobrze. Bardzo dobrze, że go kochałeś. To oznacza, że nie jesteś potworem. I nie możesz tak więcej o sobie myśleć. Bo wiesz… prawdziwy potwór nie kocha, nie rozumie co to jest miłość – jej mina nagle posmutniała. Właśnie dlatego jej dziadkowie byli potworami. Nie wiedzieli co to znaczy kochać, nie wiedzieli czym jest miłość i w ogóle nie chcieli się dowiedzieć.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  54. – Ale to… Bane, rozpamiętywanie tego niczego nie zmieni – szepnęła cicho. Zdawała sobie sprawę, że o czymś takim nie da się zapomnieć, że są to tak silne przeżycia budzące wiele emocji i po prostu nie da się ich od tak wymazać z pamięci. Avalon co prawda nie zabiła swojej matki, jednak do dnia dzisiejszego ma przed oczyma obraz martwej kobiety. Pamięta dokładnie jak obcy ludzie odsuwali ją od jej ukochanej mamusi. Jak trzymali mocno za kruche ramiona, próbując uspokoić jej łzy. Jak inni ludzie próbowali ratować jej mamę, jednak… Nie udało się. A ona, nadal to pamiętała. Każdy dźwięk, każdy zapach… Wiedziała po co szła z mamą, dlaczego tam poszły. Jednak śmierć mamy Avalon była nieunikniona. To stało by się prędzej czy później. I przede wszystkim nie było z jej winy.
    Nigdy nie zaznała głodu. Nigdy nie musiała walczyć o przetrwanie każdego kolejnego dnia, nie musiała żebrać o jedzenie czy pieniądze. Miała wszystkiego pod dostatkiem. Ojciec dokładnie się o to postarał po śmierci żony.
    – Tak mi przykro, że musiałeś doświadczyć tego wszystkiego. Takie rzeczy nie powinny były się wydarzyć. Nie powinieneś był przez to wszystko przechodzić. Ale… Może dzięki temu wszystkiemu będziesz w przyszłości lepszym ojcem, lepszym mężem.
    Zacisnęła wargi i zamknęła oczy, przełykając głośno ślinę. Zacisnęła mocno dłonie na szacie chłopaka i ani na chwilę ich nie poluzowała. Stali już przed wejściem do szpitala, a Avalon modliła się tylko o to, aby jeszcze kiedyś się spotkali, by jeszcze kiedy mogli porozmawiać. Mimo wszystko nie zamierzała zostawić go tak samego sobie.
    – Chodźmy tam razem – szepnęła cicho z wciąż zaciśniętymi dłońmi – czy twoje rany powinny być opatrzone? Widziałam krew Bane – powiedziała, zerkając na niego. Wolała się zapytać pierw jego, nim nieświadoma wygadałaby się przed uzdrowicielką. Żyjąc w Hogwarcie już prawie sześć lat nauczyła się, że każdy ma jakieś swoje sekrety. Dziś poznała największy z nich i poczuła odrobinę jego ciężaru na swoich plecach. Nie mogła przestać myśleć o tym o czym powiedział jej gryfon.

    W takim razie dobranoc i powodzenia jutro! Do jutra!
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  55. W odpowiedzi na jego zaczepkę wywróciła jedynie oczami. Nie była nieśmiała, więc gdyby naprawdę na niego leciała, z pewnością już dawno by się o tym dowiedział. Ale ona nie gustowała we wkurzających gryfonach, w dodatku mówiących jej, co ma robić, a czego nie powinna. Zresztą ta Willow to w ogóle chyba aseksualna jakaś była, skoro przez siedemnaście lat nikt nie wpadł jej w oko, skoro już o tym mówimy. No ale nieważne.
    - Tylko czekam, aż zaciągniesz mnie w ciemną uliczkę - odparła, uśmiechając się uroczo, a w odpowiedzi na bycie 'petem' zaciągnęła się głęboko i przez chwilę przytrzymała dym w płucach, po czym wypuściła go z błogim wyrazem twarzy. Co jak co, ale papierosów to nikt jej nie zabierze. Zdawała sobie sprawę z tego, że to jeden z najokropniejszych nałogów, ale pomagał. Pomagał nie myśleć, nie skupiać się na rzeczach złych, przez które normalnie już dawno wylądowałaby w psychiatryku. A przynajmniej tak sobie wmawiała.
    - A powiedz mi, od kiedy ty tak bardzo się troszczysz o moje życie uczuciowe i towarzyskie, hm? - spytała. - Nie przypominam sobie, żebyś kiedykolwiek był jego częścią i nie myślę, byś miał nią zostać. Prędzej zginiesz, jeśli się nie uspokoisz - dodała, a powiedziała to tak słodkim głosikiem, że można by pomyśleć, że żartuje. No cóż, nie żartowała...

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  56. - Wiem, że to z pewnością nie jest łatwe, ale… - zamilkła, bo tak właściwie nie miała pojęcia co powiedzieć. Czy było jakieś ale? Wątpiła w to. Nie wyobrażała sobie co takiego musi przeżywać chłopak. Jakie koszmary mogą śnic mu się po nocach. Spoglądając na niego, była mimo wszystko pełna podziwu dla niego, że był w stanie to wszystko wytrzymać. Te wszystkie bolesne wspomnienia. Przecież… Trzymał się całkiem nieźle, a przynajmniej takie właśnie sprawiał wrażenie.
    - Nie wiem czy jesteś do niego podobny, Bane – szepnęła cicho unosząc głowę i wpatrując się prosto w oczy chłopaka – ale wierzę, że jesteś dobrym człowiekiem, że chcesz być dobrym człowiekiem – uśmiechnęła się delikatnie i tylko skinęła lekko na jego kolejne słowa. Nie miała zamiaru teraz wypytywać, nie chciała się narzucać. Jeżeli kiedyś będzie miał ochotę opowie jej sam, a ona wówczas znajdzie dla niego czas. Zawsze. Bo taka właśnie była. Dobra i pomocna. W ogóle nie myśląca o samej sobie.
    - Połóż ją na tym łóżku – starsza uzdrowicielka wskazała szpitalną kozetkę pomiędzy dwoma parawanami – co się stało, kochanieńka? – spojrzała na srebrnowłosą dziewczynę i uśmiechnęła się do niej pogodnie.
    - Moje kolano, strasznie boli. Poślizgnęłam się… - szepnęła cicho Avalon, czując jak się rumieni. Powinna być znacznie bardziej ostrożniejsza.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  57. Uśmiechnęła się delikatnie. Miała nadzieje, że szkolna uzdrowicielka załatwi to w szybki sposób. Avalon ani nie lubiła tego miejsca, ani nie miała ochoty zmagać się z bolącą nogą dłużej niż kilkanaście minut. Nie wyobrażała sobie, aby od teraz miała kuśtykać zamiast normalnie chodzić szkolnymi korytarzami zamku. Na samą tę myśl mina jej zrzedła. Pokręciła delikatnie głową, jakby wyrzucała w ten sposób takie myśli z niej. Musiała myśleć optymistycznie. Uzdrowicielka z pewnością znała jakieś zaklęcie czy eliksir, który był w stanie postawić ją na nogi w kilkanaście sekund.
    – Dziękuję, że jesteś tu ze mną – uśmiechnęła się lekko do siedzącego obok chłopaka i jakoś tak, mimowolnie zacisnęła ostrożnie dłoń. Chociaż w ogóle go nie znała, a to co o nim wiedziała raczej nie wpływało na korzyść ogólnej ocenie, wciąż chciała jego towarzystwa. Chciała go dokładnie poznać, dowiedzieć się o nim wszystkiego. Tak… Zdecydowanie zaciekawił ją swoją osobą.
    – Co? My, nie… – powiedziała szybko próbując uwolnić swoją dłoń z jego rąk. Tak jakby dopiero słowa uzdrowicielki uświadomiły srebrnowłosą jak to wszystko może wyglądać – to nie tak, my się nawet nie znamy – szepnęła, chociaż nie była pewna czy to stawia ją w jasnym świetle. Starsza kobieta jednak tylko uśmiechnęła się na jej słowa i lekko machnęła wolną dłonią.
    – Kochaniutka, wszystkie tak mówicie – kobieta zachichotała cicho, podając Avalon kubek – a później i tak widzę na korytarzu te wasze rumiane twarzyczki, ciągle w tym samym towarzystwie – dodała z uśmiechem, po czym nagle spoważniała i spojrzała na Kurkonkę – no, a teraz wypij to szybciutko i poleż dziesięć minut. W tym czasie nie ruszaj nogą! – zaznaczyła i odwróciwszy się na pięcie zniknęła za parawanem.
    Avalon spojrzała na kubek i powolnie przystawiła go sobie do ust. Ciecz śmierdziała niesamowicie, a Avalon krzywiła się na sam jej zapach. Obawiała się jaki może mieć smak. Jednak spojrzenie swoich oczu wciąż wbijała w gdzieś przed siebie. Wstydziła się spojrzeć na chłopaka po słowach starszej kobiety.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  58. – Plan? – odwróciła w końcu głowę i spojrzała na niego spod lekko zmarszczonych brwi – jaki plan, czy ja o czymś nie wiem Bane? – może to było spowodowane obolałą nogą, a może po prostu zbyt dużym natłokiem myśli jednak w ogóle nie mogła go teraz zrozumieć. Czyżby Fall od początku zamierzał się nią zaopiekować i tutaj przyprowadzić? Ale czym miały niby być te wszystkie złośliwości? Zmarszczyła jeszcze mocniej brwi, intensywnie analizując całą sytuację, która miała miejsce na ścieżce prowadzącej do pobliskiej wioski. Na jej czole pojawiły się dwie zmarszczki, które pojawiały się na nim za każdym razem gdy marszczyła brwi.
    – Przestań, co ty w ogóle robisz?! – fuknęła, starając się mówić szeptem, aby nikt ich nie słyszał. Widać było jednak, że Banemu (od aut. cholera nie wiem jak odmieniać jego imię) to w ogóle nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Avalon odniosła wrażenie, że chłopak chciał, aby ich słyszano. Nie podobała jej się ta myśl. Nie tylko ze względu na to, że po prostu go nie znała. Bała się, że ktoś poza uzdrowicielką mógłby to usłyszeć, a plotki po Hogwarcie roznosiły się szybciej, niż dyniowe paszteciki znikały podczas kolacji.
    Kiedy poczuła na nodze jego dłoń, zacisnęła mocno wargi. Czuła jak oblewa ją fala gorąca, nad którą nie była w stanie zapanować. Nie była w stanie zapanować nad swoim ciałem ani jego reakcjami. Nie miała pojęcia dlaczego to się działo. Przecież w ogóle go nie znała, nawet nie była w stanie powiedzieć czy go lubi, a jednak coś się z nią działo. Najlepiej było zrzucić to na buzujące w niej hormony.
    – Skąd niby możesz wiedzieć o czym marzę? – przełamała się i w końcu podniosła głowę i przekręciła ją w bok, aby móc na niego spojrzeć. Przełknęła ślinę i przymykając powieki wypiła szybko zawartość kubka. Miał rację, chciała jak najszybciej stąd pójść. Odstawiła kubek na stolik znajdujący się obok łóżka i wolną ręką rozpięła szatę, zsuwając ją ostrożnie ze swoich ramion. I tak była już cała przemoczona i w ogóle jej nie grzała. Wręcz przeciwnie powodowała, że robiło jej się tylko zimniej. Ubrania pod spodem również były już naruszone przez mokry śnieg.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  59. Zamarła słysząc jego słowa. Zacisnęła mocno drobne piąstki nie wiedząc co tak właściwie ma zrobić z dłońmi. Rozluźniła uścisk i chwyciła dłonią dłoń, ściskając mocno swoje palce. Oblizała nerwowo wargi, a jej spojrzenie było rozkojarzone. Nie mogła się na niczym skupić, a w głowie wciąż słyszała słowa chłopaka, jakby odbijały się od jej czaszki niczym echo.
    Chciałem po prostu, żebyś była bezpieczna. Zawsze tego będę chciał…
    Przeniosła powolnie spojrzenie na chłopaka i uśmiechnęła się blado, wciąż słysząc w myślach te dwa zdania. Zdania, które spowodowały, że zakręciło jej się w głowie, a dłonie delikatnie drżały. Avalon może i była ładna, ale z pewnością nie czuła się atrakcyjna, a sytuacja w domu, nierozwiązane sprawy w poprzednim związku tylko powodowały, że Avalon stawała się coraz bardziej niepewna siebie. Wstydliwa. To też, kiedy w końcu dotarł do niej sens jego słów rozszerzyła źrenice a jej twarz zrobiła się purpurowa. Najchętniej uciekłaby gdzieś, aby nie musieć tego wszystkiego przeżywać.
    – Bane… – jedynie zdołała wydusić z siebie jego imię. Wykrzywiła delikatnie wargi siląc się na uśmiech. Nie była pewna czy dobrze zrobiła, prosząc go aby został tutaj razem z nią. Wbiła spojrzenie w swoje dłonie i czekała, aż coś się wydarzy. Zignorowała jego przeprosiny, gorączkowo myśląc nad tą sytuacją, analizując każdy jej najdrobniejszy szczegół. Chociaż otwarcie nigdy by się do tego nie przyznała mimo wszystko podobał jej się fakt, że Bane wypowiedział te słowa. Nie była pewna czy są one prawdziwe, jednak miło było w to wierzyć.
    – Ja… Chciałabym móc spędzić więcej czasu z moją mamą – szepnęła po dość długiej ciszy – chciałabym, żeby wciąż żyła i była ze mną wtedy, kiedy jej potrzebuję. Gdyby żyła… – przerwała na chwilę, zastanawiając się co takiego właściwie chce mu powiedzieć. Przygryzła zdenerwowana wargę i wbiła sobie paznokcie w nadgarstek – wszystko byłoby inne – dokończyła. Zdawała sobie sprawę, że Bane nie ma pojęcia co takiego miała na myśli. Jej oczy zaszkliły się delikatnie, a ona sama odwróciła głowę w bok – wydaje mi się, że minęło już dziesięć minut – powiedziała, chcąc zmienić temat – powinniśmy już stąd iść.
    I podparła się dłońmi o szpitalne łóżko i powolnie zsunęła nogi w dół, spuszczając je ostrożnie. Wciąż bojąc się bólu. Jednak gdy tylko poczuła pod stopami ziemię, a bólu w kolanie nie czuła, na jej twarzy pojawił się delikatny, ale szczery uśmiech – ten najładniejszy.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  60. Nie chciała go zranić. Po prostu momentami jego zachowanie ją irytowało. Nie znał jej, co prawda jej problemy w porównaniu do jego były drobnostką, jednak mimo wszystko dla niej były tymi największymi na świecie. A kiedy on zachowywał się w taki sposób, te problemy tylko narastały i zwiększały się. Była w pewien sposób zafascynowana gryfonem, ale jednocześnie zaczynała czuć pewnego rodzaju niechęć, albo raczej strach. Jednak nie bała się tego, że zrobi jej krzywdę. Obawiała się tych wszystkich niespodziewanych, czułych gestów. Tych słów, które mimo wszystko wciąż gdzie jeszcze brzmiały w jej głowie.
    – To stało się dawno, nie musi być ci przykro – mruknęła cicho, stawiając niepewnie kroki. Jednak z każdym kolejnym czuła się na ziemi pewniej. Chociaż… Noszenie w objęciach silnego chłopaka, było równie przyjemne. Avalon, przestań. Skarciła się w myślach. Nie mogła się teraz rozpraszać, żaden chłopak nie powinien jej teraz mieszać w głowie.
    Spojrzała na niego zaskoczona. Niby w jaki sposób chciałby spełnić jej marzenie? Przecież to było nierealne. Niemożliwe do wykonania. Mimo wszystko skinęła delikatnie głową i ruszyła za nim. Nieco zdziwiona, że ruszył tak prędko na przód.
    – Dlaczego akurat ja? Dlaczego akurat mi powiedziałeś prawdę? – zapytała cicho, kiedy powolnie przemierzali korytarze. To pytanie chodziło jej po głowie już od jakiegoś czasu, jednak w skrzydle szpitalnym nie byli sami. Co prawda od czasu do czasu mijali kogoś i tu, na korytarzu. Jednak w większości czasu, przemierzali go samodzielnie.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  61. Wciągnęła ze świstem powietrze, a potem jeszcze głośniej je wypuściła i zgromiła wzrokiem jego dłoń na swoim ramieniu. Cudownym zbiegiem okoliczności przechodzili obok wysokiego płotu, więc popchnęła Bane'a i przyparła go do owego płotu, naciskając przedramieniem na jego klatkę piersiową. Co prawda wiedziała, że z tym swoim nędznym metr czterdzieści osiem ma małe szanse w starciu z kimkolwiek, zwłaszcza z facetem, wyższym od niej pewnie dobre trzydzieści kilka centymetrów, jeśli nie więcej, ale była już tak wkurzona, że nie zwracała na to uwagi.
    Dawała mu satysfakcję i miała tego świadomość, jej zdenerwowanie pewnie pchało go do podkręcania wszystkiego jeszcze bardziej, ale były pewne granice, których nie dałaby przekroczyć nikomu.
    - Nie lubię się powtarzać, Fall - warknęła, a czasami takie warknięcie brzmiało bardziej złowrogo niż wrzask. A już na pewno w przypadki Willow. - Miałeś mnie nie dotykać, czyżbyś miał aż tak krótką pamięć? - spytała i wyjęła różdżkę, celując nią w chłopaka. - Lepiej niech ci się poprawi, bo jak następnym razem będę musiała się przypomnieć, to nie będzie zbyt wesoło - dodała jeszcze i opuściła zarówno rękę, którą go przytrzymywała, jak i dłoń, w której spoczywała różdżka. Dziewczyna schowała ją z powrotem do torby, po czym przeniosła swoje mordercze spojrzenie na gryfona i paradoksalnie uśmiechnęła się czarująco.
    - Wybacz, przerwałam ci. Co mówiłeś? - spytała najbardziej niewinnym głosem, na jaki potrafiła się zdobyć i odwróciła się na pięcie, żeby ruszyć przed siebie w stronę zamku. Ciepełko, ciepełko i jeszcze raz ciepełko, które ją przyciągało do zamczyska było silniejsze niż potrzeba kupienia alkoholu. Trudno, jakoś wytrzyma przecież.

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  62. [Niee, nie przeoczyłam! Przepraszam, jeśli masz takie wrażenie, ale przez ostatnie dni w ogóle nie odpisywałam i prawdopodobnie zajmę się tym dopiero jutro lub w sobotę, ponieważ musiałam trochę usiąść z książkami. Nasz wątek nie został pominięty, ciągle o nim pamiętam! c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  63. Zatrzymała się na chwilę. Powolnie podnosząc głowę, przygryzała dolną wargę i wpatrywała się w chłopaka tymi swoimi mimo wszystko dużymi, skośnymi oczami. Zacisnęła odrobinę piąstką, a kącik ust delikatnie jej zadrżał.
    – Mogłeś wtedy wymyślić jakiekolwiek kłamstwo. Opowiedzieć jakąś historyjkę o złym dniu, wystawieniu przez przyjaciela czy dziewczynę. Mogłeś podać miliony powodów usprawiedliwiających twoje zachowanie bez mówienia mi prawdy… Więc… Dlaczego ja? – powtórzyła szepcząc cicho. Rzadko kiedy była taka nachalna, zazwyczaj nie dociekała prawdy, jednak tym razem coś jej podpowiadało, że to dość ważne. W końcu nie mówi się pierwszej lepszej osobie o takich wydarzeniach. I to tylko po to, aby wytłumaczyć głupkowate zachowanie, które… Nie oszukujmy się. Gdyby to nie była Avalon, zapewne już połowa Hogwartu wiedziałaby o tym, że do szkoły uczęszcza morderca.
    – Bane nie zrozum mnie źle, ale ja… Ja cię do niczego nie zmuszam, nie musisz mi odpowiadać teraz, ale ja chcę wiedzieć. Możesz mi powiedzieć jutro, za miesiąc albo za pół roku, ale… Pamiętaj, żebyś mi odpowiedział – uśmiechnęła się lekko i zrobiła niepewnie krok w jego stronę. Chwyciła go delikatnie pod ramię i przyspieszyła kroku.
    – Nie mówmy już dziś o przykrych rzeczach, dobrze? – spojrzała na niego oczami pełnymi nadziei.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  64. Simmons wzięła głęboki wdech, patrząc na chłopaka i kręcąc głową. Czasami aż nie dowierzała, że Bane mógł się aż tak zachowywać. Świetnie wiedziała o tym, że często bawił się z nią, droczył i eksperymentował, a ona pomimo tej świadomości, dawała mu się nabrać. Była bardzo naiwna, ale to pewnie dlatego, że zawsze wierzyła w jego dobre intencje, które nie do końca zawsze takie były. Ceniła sobie jednak jego przyjaźń, pomimo tego że czasami bywała nieco skomplikowana.
    – Och, jesteś niemożliwy! – załamała ręce, patrząc na Gryfona z miną, jakby zastanawiała się, co z niego będzie w przyszłości. Oczywiście nie wątpiła w jego umiejętności, ale zastanawiała się czy Bane miał świadomość tego, że niedługo skończy szkołę i będzie musiał podjąć się jakiejś pracy. – Przypomnij mi, jak ja z tobą wytrzymuję? – zaśmiała się.
    Nie lubiła, kiedy Gryfon był taki obojętny, ponieważ wtedy czuła, że zrobiła coś poważnego i okropnego, ale miała nadzieję, że to po prostu minie, kiedy spotkają się popołudniu. Wiedziała, że Bane może czuć się zawiedziony, ale Jemma nie umiała zerwać się z lekcji, jak gdyby nigdy nic. Jeszcze nigdy tego nie zrobiła i nie zamierzała robić. Była prefektem, a to do czegoś zobowiązywało.
    – Nie martw się, napiszę tak, że będzie dobrze – zapewniła go. – A teraz już lecę. Widzimy się po twoich zajęciach, pamiętaj! –ucałowała go w policzek, po czym zerwała się z ławki i opuściła Wielką Salę. Od razu udała się do klasy Zaklęć, gdzie miały odbyć się jej pierwsze lekcje.
    Cały dzień minął jej w miarę spokojnie. Na szczęście żaden nauczyciel nie zrobił niezapowiedzianego sprawdzianu, dlatego wszystkie zajęcia polegały na słuchaniu tego, co profesor ma do powiedzenia i zapisywaniu notatek. Gdy tylko Jemma skończyła lekcję Eliksirów, od razu pognała pod klasę, w której prawdopodobnie właśnie kończył lekcję Bane. Miała nadzieję, że chłopak nie obraził się do tego stopnia, iż postanowił ją wystawić. Rozglądała się za nim, ale mimo tego że wielu uczniów opuszczało pomieszczenie, to wśród nich nie zobaczyła póki co Gryfona.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  65. Czy miała ochotę go zabić? Tak. Nienawidziła takich zabaw w kotka i myszkę, a już tym bardziej, jeśli to ona była myszką uciekającą przed kotem. Na domiar złego, jego wrzask poniósł się echem po ulicy i kilka osób zachichotało pod nosem, spoglądając to na Willow, to na Bane'a, a sama Willow miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nigdy nie grzeszyła popularnością, nikogo nie lubiła, z wzajemnością zresztą i nienawidziła zwracać na siebie uwagi, bo to doprowadzało do gapienia się, a gapienie się to druga czynność zaraz po dotykaniu, do której była nastawiona jak Voldemort do szlam.
    Przez chwilę nawet miała ochotę poczekać na chłopaka, dać mu szansę na to, żeby przestał ją wkurzać, mimo że wolała raczej spędzać czas w samotności (ale miło było napić się z kimś, a nie do lusterka), ale kiedy zaczął wrzeszczeć i tym samym zwracać na nich uwagę... Natychmiast zrezygnowała i przyspieszyła kroku z zamiarem jak najszybszego dotarcia do zamku i udania się do kuchni, żeby chociaż trochę czymś się ogrzać.
    - Zacznij spać z zapalonym światłem, Fall - mruknęła pod nosem. Zemsta to niska rzecz, pokazuje naszą słabość i to, jak bardzo ktoś potrafi na nas zadziałać... Ale jak bardzo cieszy, kiedy dojdzie do skutku. Pod warunkiem, że jest dobra, a ślizgonka wymyślała tylko takie.

    [ciągniemy dalej ten wątek, czy rezygnujemy całkowicie, czy zaczynamy coś nowego, czy czy czy?]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  66. - To z tobą jest coś nie tak, oddawaj! - krzyknęła czerwona ze złości Primrose, gdy ten bezczelny chłopaczyna znowu wyrwał jej książkę i zaczął głupkowato machać ją nad głową. W pierwszej chwili chciała z całej siły nadepnąć mu na stopę i już nawet się do tego przymierzała, ale stwierdziła, że jednak siłą go nie pokona, bo pod tym względem Gryfon odniósłby zwycięstwo zapewne we wszystkim. Nabrała więc tylko powietrza do płuc, a następnie wypuściła je powoli, próbując się uspokoić. Kilkukrotnie powtórzona czynność przyniosła zamierzone efekty, a po chwili już całkiem opanowana oparła się o ścianę i zaczęła przyglądać się stojącemu tuż przed nią chłopakowi. Przemilczała jego kolejne słowa, choć i tak było tylko jedno, najłatwiejsze rozwiązanie ich problemu i wiedziała, że Bane również zdaje sobie sprawę, że esej, jeśli chcą napisać coś więcej niż tytuł, zmuszeni są tworzyć w swoim towarzystwie, co ostatecznie tak złą opcją nie było w końcu co dwie głowy to niejedna. W teorii wszystko to wiedziała, ale w praktyce wcale nie miała ochoty kończyć tej śmiesznej sytuacji, niestety mała ilość czasu, jaka im pozostała zmusiła ją do odezwania się.
    - Mimo że nie chcemy, to musimy się dogadać, to chyba oczywiste. Mina tej ocenie zależy bardzo, więc nie pozwolę, abyś zabrał książkę, która jest ostatnią nadzieją — powiedziała, wciąż wpatrując się w swojego rozmówce.
    - Więc jeśli myślisz podobnie, to ruszaj się, bo zostało nam mało czasu — ciągnęła i jednocześnie w miarę zręcznie wyminęła chłopaka. - Ruszaj się księciuniu, przecież cię tam nie zaniosę — rzuciła, uśmiechając się ironicznie.

    OdpowiedzUsuń
  67. [Pomysł może się znajdzie, ale dla mnie im mniej wątków teraz, tym lepiej, bo nie chcę nikogo olewać. Może po sesji wrócimy z czymś nowym?]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  68. Taka odpowiedź jej nie wystarczyła, jednak tak jak powiedziała wcześniej nie miała zamiaru ciągnąć go więcej za język. Może kiedyś postanowi wrócić do tego tematu ponownie, jednak na chwilę obecną miała zamiar go zakończyć. Tym bardziej, że jego odpowiedź ją odrobinę tknęła. Przecież ona sama wciąż kłamała. Tylko, że jej kłamstwo ciągnęło się już prawie od dziesięciu lat. Avalon od dziesięciu lat oszukiwała ludzi, taką właśnie była osobą. Oszustką. A teraz, kiedy z ust Bane wydobywały się takie słowa, srebrnowłosa dziewczyna poczuła się głupio. Jeszcze nikt wcześniej nie wypowiedział przy niej takich słów. Spuściła na chwilę głowę w dół, jednak kiedy ją podniosła uśmiechała się tylko.
    – Dobrze – powiedziała w końcu nie wiedząc co takiego ma właściwie mu w tym momencie odpowiedzieć. Chociaż w jej głowie były różne myśli, w tym momencie żadne nie wydawały się jej sensowne.
    Szła tuż obok niego, wpatrując się gdzieś przed siebie cały czas rozmyślając nad słowami chłopaka, które wręcz wierciły jej dziurę w brzuchu. Nie miał pojęcia co się teraz dzieje w jej głowie, jednak po raz pierwszy sprawił, że miała ochotę uciec, zostawić go na tym korytarzu i odejść. Ponieważ czuła się głupio, czuła się winna.
    – Słucham? – spojrzała na niego, oderwana od myśli, lekko rozkojarzona. Uniosła delikatnie kącik ust i skinęła lekko głową – tak, racja to może zaczekać – przygryzła delikatnie wargę i nie zerkając na chłopaka kontynuowała – tylko gdzie my teraz dostaniemy coś do zjedzenia? Podwieczorek już dawno się skończył – dziewczyna nie miała pojęcia o szkolnej kuchni.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  69. Jemma już martwiła się, że chłopak w ogóle się nie zjawi i już myślała o tym, żeby odejść, kiedy Bane w końcu pojawił się na horyzoncie. To wywołało lekki uśmiech na jej twarzy, a także sprawiło, że przestała się martwić. Przez ten czas w jej głowie narodziło się wiele nieprzyjemnych scenariuszy, w których albo Gryfonowi działo się coś śmiertelnego, albo obrażał się na nią tak bardzo, że aż nie chciał nawet z nią rozmawiać. Głos rozsądku w jej głowie podpowiadał, że przecież odmówienie wspólnych wagarów nie mogło do tego doprowadzić, ale jednak ten bardziej emocjonalny mówił, że to wcale nie jest wykluczone. Na szczęście jednak żaden z tych przykrych scenariuszy się nie spełnił.
    – Sądziłam, że najlepszym pomysłem będzie udanie się do biblioteki – powiedziała poważnie, w ten sam sposób patrząc też na chłopaka, jednak chwilę później roześmiała się. Może i była największą nudziarą w szkole, ale nawet jej czasem zdarzało się żartować. – Ale powiedz chociaż, że w pierwszej chwili pomyślałeś, że jestem poważna, bo próbuję podszkolić się w moich zdolnościach aktorskich! – spojrzała na niego wręcz błagalnie, bo właśnie to chciała teraz usłyszeć.
    Simmons była dnem, jeśli chodziło o improwizację czy kłamanie, głównie dlatego, że była osobą dobrą z natury, a w dodatku od razu było widać, kiedy mija się z prawdą. Jednak ostatnie wydarzenia pokazały jej, że te umiejętności od czasu do czasu mogą się przydać, niekoniecznie po to, by zrobić komuś na złość, dlatego zaczęła szkolić się od najlepszych. No dobrze, może nie od najlepszych, bo najlepsi byli w tym Ślizgoni, ale w każdym razie od lepszych od niej.
    – A tak na poważnie, to może wyjdziemy na zewnątrz? Nie wierzę, że to mówię, ale zaczynam się dusić w tej szkole – przyznała, wzdychając. – Potrzebuję trochę świeżego powietrza, no chyba że boisz się mrozu i śniegu, wtedy możemy zostać w zamku, ale powiem wtedy, że Gryfonem to ty za bardzo nie jesteś, o! – popatrzyła na niego oskarżycielsko, śmiejąc się znowu. – A tak w ogóle to co tak długo robiłeś w tej klasie? Mam nadzieję, że po jakieś dodatkowe materiały, a nie dlatego, że coś przeskrobałeś!

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  70. [Dziękuje bardzo! Są jakieś chęci na wątek, bo widzę że Ophelię i Bane'a łączy ta dziwna niepewność, którą tak ciężko zdefiniować :>]

    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  71. [Mimo wszystko niestety niewiele wiem o nim :c więc gdybyś mógł jakoś mi go streścić trochę jego charakter i historię. I czy znają się z Ophelią czy nie ? :>]

    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  72. [Jako, że po przeczytaniu tego doszłam do wniosku, że są naprawdę bardzo podobni to proponuje coś w stylu - Intrygujesz mnie, jestem w stanie Cię przejrzeć, wiem że coś ukrywasz - takie podchody trochę i silne zainteresowanie o co chodzi z tą drugą osobą. Tylko gdzie i jak to zacząć :x]

    Ophelia

    OdpowiedzUsuń
  73. [pewnie, że dobrze odmieniasz. czyli co, relacja przyjacielska? może Bane traktowałby Surę trochę jak młodszą siostrzyczkę, doskonale znając jej rodzonego brata i wiedząc, jaki potrafi być porywczy? albo może chcesz pójść w jakiś wątek miłosny, czy coś? daj mi znać, jak widzisz ich relacje i jaki wątek Cię interesuję, a wymyślę nam jakiś fajny, mam nadzieję, pomysł! <3]

    Sura

    OdpowiedzUsuń
  74. [sprawa wygląda tak: w swoim mugolskim świecie Sura ma chłopaka. jednak wiadomo, jak to jest ze związkami na odległość, zwłaszcza, kiedy nie ma się internetu i telefonu, by móc mieć ze sobą częsty kontakt. więc panna Merchant mogłaby, w poczuciu osamotnienia, szukać pocieszenia u Bane'a... jednocześnie robiąc sobie straszne wyrzuty, że zdradza tego swojego Mikey'a, ale również nie umiejąc się powstrzymać, przestać, bo zaczyna żywić do Gryfona jakieś uczucia... i dalej nam się to jakoś rozwinie. co Ty na to? :)]

    Sura

    OdpowiedzUsuń
  75. [mi się to widzi, że oni się przyjaźnią, więc siedzą np. na Wieży Astronomicznej i grają w "prawda czy wyzwanie?", zwierzając się sobie nawzajem. w którymś momencie jedno wybiera "wyzwanie" i drugie mówi coś w stylu "pocałuj mnie". :D i tak się zaczyna.]

    Sura

    OdpowiedzUsuń
  76. – Jest! – wykrzyknęła, słysząc, że chociaż trochę udało jej się go nabrać. – Zostanę aktorką, a nie jakimś tam Aurorem czy Uzdrowicielem, pff! – parsknęła śmiechem, zasłaniając usta dłonią.
    Oczywiście tak naprawdę nie zamierzała zmieniać swoich planów na przyszłość. Jeszcze wahała się między tymi dwoma opcjami, ale wiedziała, że ma jeszcze trochę czasu i nie musi się jeszcze aż tak bardzo śpieszyć z podejmowaniem decyzji, jednak innych wariantów nie brała pod uwagę. Może nigdy nie była zbyt pewną siebie osobą, która wierzy w swoje umiejętności, ale nie bez powodu wybrała takie przedmioty, jak Zaklęcia czy Eliksiry. W przyszłości zdecydowanie chciała coś osiągnąć.
    – Pewnie sądzisz, że wszyscy Krukoni są sztywni, ale mylisz się, oj mylisz! – pokręciła głową, patrząc na niego z dezaprobatą. – Bardzo chętnie z tobą pójdę i zobaczysz, że nie jestem takim tchórzem, za jakiego mnie masz, o – w jej spojrzeniu można było ujrzeć bardzo wiele determinacji. Zresztą nic dziwnego. Zamierzała udowodnić temu zuchwałemu Gryfonowi, że wychowankowie domu Roweny Ravenclaw nie trzęśli portkami na myśl o zrobieniu czegoś nie do końca bezpiecznego.
    Tak właściwie Jemma nie była za bardzo przekonana do tego, co mieli zamiar zrobić, ale nie było możliwości wycofania się. Poza tym w tej chwili nie chciała wyjść na nudziarza, który tylko by siedział w bibliotece i nic oprócz tego nie robił. Ale ona naprawdę umiała się bawić!
    – Tak właśnie myślałam – westchnęła ciężko. – Czego innego mogłabym się po tobie spodziewać? No, ale dobrze, bo gdybyś poszedł po dodatkowe materiały to pomyślałabym, że ktoś cię zaczarował – zaśmiała się cicho, pozwalając mu na ciągnięcie się w stronę jeziora. – Uważam, że chodziłoby się w nich świetnie! Jestem pewna, że byłby to nowy krzyk mody – powiedziała nieco ironicznie, ale uśmiech nie schodził jej z twarzy.
    Gdy w końcu znaleźli się nad jeziorem, Jemma musiała wziąć porządny, głęboki wdech. Dopiero teraz odezwał się w niej strach, który podpowiadał, że lepiej byłoby tego nie robić, dlatego nie zamierzała jako pierwsza wchodzić na zamrożoną taflę.
    – Już jutro w Proroku Codziennym: „szesnastoletnia uczennica Hogwartu utopiła się w jeziorze po tym, jak jej kolega ją do tego namówił” – mruknęła, wpatrując się w lód przed nią.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  77. Rozumiał ją jak nikt inny.
    Zawsze mogła mu się zwierzyć, choć, oczywiście, nigdy nie mówiła wszystkiego - byłoby to dla niej zbyt krępujące, niezręczne; czuła się winna całej tej sytuacji, jak gdyby w ogóle miała na to na jakikolwiek wpływ. Poza tym, mówienie o tego typu sprawach powoduje, że stają się one potwornie realne i rzeczywiste; kiedy milczymy, możemy udawać, że nic takiego w ogóle się nie zdarzyło.
    Prychnęła śmiechem, nie mogąc się powstrzymać. Obrazy w jej głowie pojawiały się w momencie, kiedy ktoś zaczynał jej cokolwiek opowiadać, toteż nie była w stanie się uspokoić, widząc małego Bane'a na plecach swojego wściekłego kuzyna.
    - Kusząca propozycja - spojrzała na niego wyzywająco, przygryzając dolną wargę i powstrzymując chichot. - Chociaż wydaje mi się, że wiesz o mnie wystarczająco dużo. Wyzwanie - odsunęła się kawałek i rozwaliła na podłodze, udając, że nic a nic nie robi sobie z tylko głupiej gry; że w ogóle nie rusza ją jakakolwiek forma wyzwania czy wyznania najświętszego sekretu.
    To Isaac nauczył ją w to grać, kiedy miała pięć, a on siedem lat. Mała dziewczynka, uczepiona brata i jego nieodłącznych towarzyszy jak cień z pewnością nie była spełnieniem marzeń gromadki żywych chłopców, toteż wymyślali coraz głupsze zabawy, w których mogli się z niej pośmiać. Zawsze wierzyła, że Isaac ją obroni, i w końcu to robił, kiedy stawało się naprawdę nie do zniesienia. Ta niby idiotyczna i mało inteligentna gra, w połączeniu z Ognistą Whisky, stanowiła wręcz idealną możliwość, by wydobyć z drugiego człowieka najgłębiej skrywane tajemnice, lęki.
    - No dawaj, chyba się nie boisz? - Spytała, obrzucając go wesołym spojrzeniem.

    Sura

    OdpowiedzUsuń
  78. [Czasem jest, czasem nie ;) Jakbyś chciała wątek, zapraszam :)]

    William

    OdpowiedzUsuń
  79. [Trochę taki smutny się wydaje :(]

    W. White

    OdpowiedzUsuń
  80. Postanowiła teraz nie myśleć o tym co nieprzyjemne. Dlatego uniosła lekko głowę i uśmiechnęła się delikatnie, przytakując delikatnie na słowa chłopaka skinięciem głowy. Srebrne pasemko włosów opadło jej na twarz, barwiąc się delikatnie od intensywnej pomadki.
    - Pokaż co tam masz – powiedziała podchodząc do niego – ale musisz chyba odrobinę ugiąć kolana, jesteś za wysoki, nie mogę ci tak swobodnie spojrzeć do oczu – zaśmiała się melodyjnie, stając tuż przed nim i zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo była niska.
    - Nie musisz przepraszać, a za coś takiego – na korytarzu ponownie można było usłyszeć jej cichy śmieć. Chociaż gdy poczuła ciepło jego dłoni, poczuła się dość dziwnie. Coś jakby ścisnęło ją w żołądku. Nie chciała się jednak nad tym zastanawiać. Musiała uratować teraz jego oko.
    - Naprawdę? Przecież to jest… Niemożliwe – mruknęła na słowa chłopaka odnoszące się do pomieszczenia, do którego zmierzali.
    Kiedy stanęli przed pustą ścianą, a Bane oznajmił, że dotarli na miejsce spojrzała na niego dość podejrzliwie. Nie wiedziała co powinna zrobić. Niepewnie podeszła do pustej ściany i musnęła delikatnie ją dłonią,
    - Przecież… Tu nic nie ma – mruknęła cicho, jednak tuż po chwili na ścianie zaczęły pojawiać się drzwi, tak jakby ktoś je nagle zaczął malować. Otworzyła szeroko z wrażenia usta i przyglądała im się z niedowierzeniem. Wyglądały zupełnie tak, jak drzwi wejściowe od jej rodzinnego domu, tego znajdującego się we Francji, tego w którym mieszkali, kiedy mama wciąż żyła – ale… ale jak to możliwe… - stała przed nimi jak wryta nie dowierzając temu co właśnie widziały jej oczy.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  81. Nie była pewna co takiego się właśnie działo. Przerażało ją to, że pozwala temu wciąż, tak naprawdę obcemu sobie chłopakowi na tak wiele. Normalnie nie zachowywała się w ten sposób, nie pozwalała chłopcom na takie gesty, na tego typu zachowanie. Bardzo się pilnowała i uważała na każde wypowiadane słowo, na każdy najmniejszych ruch dłoni. Jednak przy tym gryfonie w ogóle o tym nie myślała, nie zastanawiała się nad tym w jaki sposób to wszystko może być odebrane.
    - Na pewno, wszystko w porządku? Takie pyłki w oczach potrafią długo męczyć… Ale skoro tak, to świetnie – uśmiechnęła się przyjaźnie. Słysząc uwagę o szczudłach spojrzała na niego, podpierając się dłońmi o biodra, jednak po chwili zaśmiała się – dobrze, mam różdżkę i leviosę opanowaną do perfekcji. Inaczej nie mogłabym nawet sama sięgnąć niektórych książek z biblioteki – powiedziała zgodnie z prawdą. Natura nie obdarzyła jej niesamowicie długimi nogami i wysokim wzrostem. Chociaż jak na swoje metr sześćdziesiąt trzy nogi miała całkiem długie, albo to było tylko złudzenie przez to, że miała bardzo chude nogi.
    Nadal zerkała na drzwi z niedowierzeniem wymalowanym na twarzy. Czuła jak ekscytacja wypełnia całe jej ciało. Nawet dłonie zaczęły jej delikatnie drżeć z wrażenia.
    - Wszystko… - szepnęła cicho, trzymając dłonią klamkę drzwi. Zamknęła na chwilę oczy i porządnie zastanowiła się nad tym co właśnie chciała zobaczyć. Kiedy była już pewna, nacisnęła na nią i pchnęła lekko drzwi.
    Znajdowali się właśnie w jej rodzinnym salonie. Wszystko wyglądało tak, jak to zapamiętała Avalon. Z drugiej strony to właśnie dzięki jej wspomnieniom się tutaj znaleźli, wiec nie mogło być inaczej. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a ona sama szybko stanęła na środku pomieszczenia i zakręciła się kilka razy wokół własnej osi. Kiedy w końcu się zatrzymała, przypomniała sobie, że Bane jest wraz z nią. Ułożyła ręce wzdłuż swojego ciała, trzymając je blisko i uśmiechała się pogodnie do chłopaka.
    - Moja mama, zawsze trzymała w ostatniej szufladzie komody jakieś smakołyki… - przypomniało jej się nagle i ruszyła powoli w stronę komody, aby sprawdzić czy pokój wychwycił i te myśli dziewczyny.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  82. Skinął głową w celu potwierdzenia. Oko już go nie piekło, a pyłek, który przed chwilą się w nim znalazł, zniknął tak szybko, jak się pojawił.
    Parsknął śmiechem na słowa Avalon.
    Zaśmiała się melodyjnie na jego słowa, kręcąc przy tym przecząco głową. Chociaż kto wie, może właśnie to powinna była zrobić? Z drugiej strony czuła, że nie może go po tym wszystkim zostawić samego. Odnosiła wrażenie, że on jej teraz bardzo potrzebował. Chociażby po to by była obok, aby mógł poczuć, że ma kogoś kto go wysłucha bez osądzania, że są jeszcze na świecie tacy ludzie, którzy nie oceniają człowieka po jednym (nawet takim!) wydarzeniu.
    Kiedy się do niej odezwał, zatrzymała się zgodnie z jego prośbą. Odwróciła się przodem do niego, uśmiechając się przy tym.
    - Co ty teraz właściwie robisz? – zapytała radośnie, cały czas się uśmiechając i próbując wyplątać dłoń z jego uścisku. Była mu wdzięczna a poluzowanie swojej dłoni, jednak to wciąż trzymał ją wystarczająco mocno, aby nie mogła odejść. Wpatrywała się w niego uważnie, a jej uśmiech powoli znikał. Zacisnęła mocno wargi i wpatrywała się prosto w jego oczy, próbując odgadnąć co takiego ma na myśli i co właściwie próbuje zrobić. Chciała już o coś zapytać, jednak nie zdążyła. Poczuła na swoich ustach jego rozgrzane wargi. Stała w bez ruchu, patrząc na jego twarz, próbując jedynie mocniej zacisnąć wargi.
    Była tak zaskoczona, że nie umiała się zachować. Stała wciąż przed nim, patrząc się tylko na niego, jej oczy jednak nagle jakby posmutniały. Był przystojnym chłopakiem to fakt, jednak wciąż go nie znała, był dla niej zagadką, której nie potrafiła odgadnąć. W dodatku nie była jeszcze gotowa na coś takiego.
    - Nie rób tego nigdy więcej – powiedziała w końcu lekko drżącym głosem, uciekając od niego spojrzeniem, robiąc niepewnie krok do tyłu. Nie miała pojęcia co nim kierowało, przecież on też jej w ogóle nie znał.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  83. - Wątpisz we mnie? - Spytała zadziornie, drapiąc się po głowie i powodując na włosach jeszcze większy bałagan. Chwilami czuła się jak pijana; może to obecność przyjaciela, która błogo koiła nerwy i odsuwała gdzieś daleko wszelkie troski, a może po prostu coś unosiło się w powietrzu. Może na kolację podali jakąś narkotyczną albo alkoholową potrawę i opary wiszą nad nami jak czarna chmura, pomyślała rozbawiona. W towarzystwie Bane'a zawsze czuła się dużo lepiej, jakby była kimś innym, a nie samą sobą; wracał jej dobry humor, a czasem dostawała wręcz ataków śmiechu.
    Pocałuj mnie.
    Niewiele myśląc Sura przechyliła się ponad butelką, obejmując chłopaka za szyję i wpijając się ustami w jego wargi. Palce wplotła mu we włosy, przywierając do niego mocniej, całym ciałem, nawet nie zdając sobie sprawy, że się przysuwa. Zapomniana butelka poturlała się w kąt.
    Przestań, przecież masz chłopaka.
    Daj spokój, mała, zapomnij o nim. Ciesz się chwilą.
    Ale...
    Zamknij się.
    Dziewczyna oderwała się od niego równie gwałtownie, jak przedtem przysunęła się do Gryfona i opadła na podłogę. Oddychała z trudem, splątane myśli wirowały jej w głowie.

    Sura

    OdpowiedzUsuń
  84. - Bane, po prostu… - chciała coś powiedzieć, jakoś się wytłumaczyć chociaż tak naprawdę nie miała ku temu żadnego powodu. Przecież nie musiała nic mówić, ani robić. Wydawało jej się, że nie robi względem niego niczego, co mogłoby go zachęcić do takiego zachowania. Kiedy ją wyminął bez słowa, ona wciąż stała w miejscu zastanawiając się co powinna zrobić. Iść za nim i próbować z nim porozmawiać czy może opuścić te pomieszczenie i zapomnieć o dzisiejszych wydarzeniach? Mijając go na korytarzu udawać, że nic się nie wydarzyło, że o niczym nie ma pojęcia?
    Słysząc jego głośny krzyk, przez jej ciało przeszedł dreszcz. Wcześniej, pomimo jego wyznań nie bała się go. Może tylko przez krótką chwilę pomyślała o nim w negatywny sposób, jednak słysząc dalszą historię szybko zapomniała o tej chwili zwątpienia. Jednak teraz… Słysząc krzyk, a następnie zbijane porcelanowe szklanki zamarła. Jej drobne ciało drżało, a oczy zaszły się łzami. Przypomniała sobie w tym momencie jego słowa, w których mówił, że jest tak bardzo podobny do ojca. W tym momencie bała się, że to może być prawda. Powinna odejść, uciec. Zamiast tego przełknęła ślinę i niepewnym krokiem, wciąż drżąc ruszyła do kuchni.
    - Zapanuj nad sobą – powiedziała dość cicho, odchrząknęła lekko starając się, aby brzmieć pewnie. Nie chciała, aby wyczuł, że w tym momencie się boi – myśl nad tym co robisz Bane, zapanuj nad tym co w tobie siedzi – chciała jeszcze dodać, że przecież nie jest taki jak jego ojciec, ale bała się, że to tylko go bardziej zdenerwuje.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  85. Nie miała pojęcia co w tym momencie czuł Bane. Nie wiedziała też jakie ma myśli. Gdyby tylko wiedziała pewnie nie robiłaby kolejnego kroku do przodu. Nie zaciskałaby drżących dłoni tylko po to, aby zatrzymać ich drżenie, aby przypadkiem nie zauważył jej strachu. Nie chciała tego dla niego. Uważała, że gdyby teraz dostrzegł jej strach byłoby z nim gorzej. A tego nie chciała.
    Chociaż był dla niej tak naprawdę tylko kolegą z równoległej klasy chciała, aby naprawdę odnalazł swoje szczęście. By zobaczył, że wciąż są wokół niego ludzie. Mimo wszystko.
    - Dasz radę Bane, wierzę w ciebie – uśmiechnęła się do niego, powoli kucając tuż przed nim. Ułożyła ostrożnie dłoń na jego ramieniu i delikatnie zaczęła sunąć nią po nim. Siląc się z całych sił na uśmiech, chciała dodać mu otuchy, wiary w siebie. Bo jeżeli on z góry zakładał, że nie da rady to rzeczywiście mógł temu nie podołać – posłuchaj mnie uważnie, to co wydarzyło się te kilka minut temu… Po prostu znamy się za krótko, a ja nie lubię tego typu pośpiechu – nie była pewna czy dobrze robi tłumacząc to w taki sposób. Nie chciała mu robić złudnej nadziei, ale nie potrafiła znaleźć teraz innych słów aby jakoś go pocieszyć. Rozumiała, że bał się odrzucenia i chciała mu pokazać, że ona go akceptuje takim jakim jest.
    - Co? – spojrzała na niego, przygryzając delikatnie wargę. Kiedy wypowiedział te słowa, po jej plecach przeszedł zimny dreszcz. Wystraszyła się, że to go zdenerwuje – ale opowiadasz głupoty! – powiedziała szybko, śmiejąc się nerwowo.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  86. Przygryzła delikatnie wargę, zastanawiając się co teraz. Co teraz powinna zrobić skoro on wie i w dodatku zauważa to wszystko, co ona starała się ukryć pod pozą odważnej i pewnej siebie. Opuściła delikatnie głowę w dół i wypuściła powoli powietrze przez rozchylone wargi.
    - To nie tak, że myslę, że jesteś taki sam jak twój ojciec – powiedziała cicho, zbierając w sobie całą odwagę jaką tylko posiadała – tylko po prostu… Bane, jeżeli wysyłałam ci jakiekolwiek sygnały ja… ja nie zamierzałam, przepraszam – szepnęła. Kiedy ją pchnął, kompletnie się tego nie spodziewała i rzeczywiście, szybko wyprostowała nogi aby uniknąć upadku na ziemię. Stojąc oparła się o blat i przyglądała mu się uważnie.
    Słysząc jego ostatnie zdanie zamarła. Czuła jak w jej oczach zbierają się łzy. Mógł sobie darować tego typu teksty. Nie była głupia, doskonale wiedziała, że to wszystko to tylko złudna magia nic realnego. I wcale, chociaż bardzo tęskniła za tą kobietą nie chciała jej widzieć w taki sposób, w takim miejscu. Spojrzała na Bane i prychnęła cicho.
    - Wiesz co… Masz rację nie tak to miało wyglądać – burknęła cicho i plącząc ręce tuż pod biustem ruszyła powoli w stronę wyjścia.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  87. Dziewczyna wahała się jeszcze przez chwilę, ale kiedy zobaczyła ręce Bane'a, wyciągnięte w jej stronę, wzięła głęboki wdech i w końcu przemogła się. Miał rację. Jeszcze chwilę temu zachwalała się, jaka to nie jest odważna i jacy to Krukoni nie są nieustraszeni, a teraz obawiała się przed wejściem na lód. Może i było to nierozważne, może prefekci nie powinni robić takich rzeczy, ale nawet Jemma Simmons musiała zrobić kiedyś coś, co nie do końca było zgodne z regulaminem szkoły. Oczywiście nie było to wielkie wykroczenie, jednak dziewczyna czuła się teraz tak, jakby dosłownie chwilę temu kogoś zabiła.
    Odetchnęła, odczekała moment i dopiero potem złapała chłopaka za dłonie, wchodząc ostrożnie na lód. Była pewna, że kiedy to zrobi, ta delikatna konstrukcja się pod nią załamie, ale nic takiego się nie wydarzyło, co dziewczyna przyjęła z ogromną ulgą. Serce biło jej zdecydowanie zbyt szybko niż powinno, co było spowodowane głównie strachem. Głos rozsądku Jemmy dochodził do słowa o wiele częściej niż głos impulsu, nierozwagi i chwili, dlatego nic dziwnego, że Simmons miała marne zadatki na zostanie Gryfonką. Tiara niezbyt długo zastanawiała się nad decyzją, kiedy znalazła się na głowie dziewczyny. Decyzja została przedstawiona od razu.
    – Bo nie jesteśmy sztywni – odparła, trzymając się Bane'a. Potrzebowała czasu, aby przyzwyczaić się do tego, że każdy najmniejszy ruch może spowodować jej haniebny upadek. – Co takiego złego jest w kierowaniu się zasadami czy w słuchaniu tego, co podpowiada rozsądek? Was i Ślizgonów łączy niewiele, ale jedną z takich rzeczy jest z pewnością to, że łatwo ulegacie impulsowi, a przynajmniej tak mi się wydaje. Nie chcę niczego uogólniać, ostatecznie każdy z nas jest inny, ale sam rozumiesz, o co mi chodzi.
    Po pewnym czasie Simmons poczuła się pewniej na lodzie, dlatego puściła rękę chłopaka, zdając się na swój własny zmysł równowagi. I trzeba było przyznać, że wcale nie szło jej tak źle, jakby mogło się komuś wydawać. Ciągle jednak szeptała do siebie pokrzepiające słowa, takie jak: „jesteś zwycięzcą”, „nie możesz się przewrócić, nie przewrócisz się”, „spokojnie, Jemma, tylko spokój może cię uratować” itp.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  88. Co prawda Jemma nie była przekonana do tego pomysłu nawet wtedy, kiedy weszła na lód, ale gdy zaczęła poruszać się po nim samodzielnie, spodobało jej się to. Załapała mniej-więcej jak się nie przewrócić i w miarę stabilnie przemieszczać się po zamarzniętym jeziorze, dzięki czemu była w stanie przekonać się co do tego, że te czynności mogą przynieść pewnego rodzaju przyjemność, połączoną z niewielką dawką adrenaliny. I chociaż Simmons przez całe życie sądziła, że nawet takie występki są okropne, a one nigdy nie będzie czerpała z niej żadnej radości, to teraz wcale tak nie uważała. Co więcej, nie trzymała się tylko samego brzegu, który według Bane'a był bardziej stabilny, przesuwając się na tereny nieco bardziej odległe.
    Gdy usłyszała, jak chłopak ją woła, uśmiechnęła się lekko i zaczęła zmierzać w jego stronę, sunąc po lodzie. W międzyczasie zrobiła jeden mały obrót, czując się na lodzie niezwykle pewnie. Naprawdę jej się to spodobało.
    – O co chodzi? – zapytała, łapiąc go za ramiona. – Jeju, to jest o wiele lepsze niż myślałam! – stwierdziła, a każda część jej twarzy po prostu się śmiała. – Teoretycznie zginę, kiedy to się pode mną załamie, ale co tam. Raz kozie śmierć! - zawołała, kręcąc się wokół własnej osi po raz kolejny. – Bane, nie wierzę, że to wszystko mówię – parsknęła śmiechem, opierając przez chwilę głowę na jego ramieniu.
    Mimo tego czuła, że właśnie tego potrzebowała. Jemma, która większość swojego czasu spędzała bez zabawy, rozrywki, wśród książek, odczuwała potrzebę tego typu czynności dopiero wtedy, gdy się ich podejmowała.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  89. Tak jak jeszcze kilka minut temu chciała ukazać mu swoje wsparcie i dobroć swojego serca, tak w tym momencie miała ochotę po prostu go zostawić. Podświadomie czuła, że Bane pragnie jedynie czyjej obecności, więc chciała zadać mu tego typu ból. Chciała, aby poczuł się odrzucony i zraniony. Nie miała pojęcia, dlaczego aż tak bardzo się na niego zdenerwowała. To znaczy… Wiedziała co ją zdenerwowało jednak nie potrafiła zrozumieć swoich uczuć, wcześniej nigdy nie zachowywała się w taki sposób. Była dobrą osobą, która nie skrzywdziłaby nawet swojego największego wroga. Dlaczego więc teraz chciała go zranić i to w taki sposób? Przygryzła wargę i opuszczając kuchnię ruszyła w stronę salonu. Rozejrzała się uważnie dookoła, przypominając sobie stare czasy kiedy to wraz z rodzicami siedzieli na kanapie i grali w gry, rozmawiali o wszystkich wydarzeniach wcześniejszego dnia. Tęskniła za tym. Chociaż z ojcem miała dobry kontakt i z jego nową dziewczyną też umiała się dogadać, to nie była jej matka, to nie była ta kobieta, która rozumiała ją bez słów.
    Słyszała jego krzyk. Słyszała jego słowa, jednak w tym momencie nie chciała go słuchać. Nie miała ochoty na nic co oznaczało spędzenie nawet odrobiny czasu z tym chłopakiem. I w tym momencie nienawidziła siebie, że wpuściła go do tego miejsca, że zabrała go do tego domu. W chwili obecnej niszczył całą jego harmonię.
    Powoli ruszyła w stronę kanapy i tak jak robiła, kiedy była mała wczołgała się za nią. To były plusy bycia niską, kruchą nastolatką. Wciąż mogła wejść w szczelinę pomiędzy sofą, a kanapą. Podciągnąć kolana pod samą brodę i zamknąć zmęczone oczy i pozwolić łzom powoli spływać po policzkach. Nie miała teraz ochoty na rozmowy z tym chłopakiem.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  90. [O, jesteś nowinką? Bo nie kojarzę ani nicku, ani stylu pisania. :D
    Wątek z kolegą z Gryffindoru brzmi świetnie! Poszukujesz kogoś konkretnego do powiązań, czy stawiamy na relację wynikającą z przynależności do domu? Albo w ogóle bez relacji? Czy jeszcze inaczej? :D]

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  91. [Gdyby zarzucił jej, że jest materiaistką, to by potwierdziła, nie wyśmiała. ALE, co ty na to, że Bane, na przykład, będzie zmuszony pożyczyć od niej pieniądze (kryzysowa sytuacja, innego wyjścia nie ma, a wszyscy wiedzą, że Ridley zajmuje się tego typu sprawami) i wtedy dojdzie między nimi do tej burzliwej wymiany zdań. Od tego w sumie mogłybyśmy zacząć, bo wydaje mi się, że będzie ciekawie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  92. [Dam ci chwilę, jeśli można. :D]

    OdpowiedzUsuń
  93. – Hej! Krukoni wcale tacy nie są – burknęła, stając w obronie swoich domowników. Czuła się z nimi niezwykle związana, nawet jeśli nie wszystkich dobrze znała. Wiedziała jednak, że Tiara Przydziału nie pomyliła się, dołączając ją do Ravenclawu. Czuła się tu jak ryba w wodzie. – To, że ktoś lubi czytać lub się uczyć, wcale nie oznacza, że musi być sztywny. Tak samo jak to, że ktoś kieruje się brawurą, nie oznacza, że jest głupcem – posłała mu delikatny uśmiech, mając na myśli oczywiście Gryfonów, a może i nawet samego Bane'a.
    Jemma starała się nie oceniać ludzi z góry, chociaż przychodziło jej to z trudem w przypadku Ślizgonów, którzy w większej mierze wydawali jej się tacy sami. Bardzo możliwe, że wśród tych wszystkich wrednych, chłodnych i nieprzyjaznych Wężów znajdowali się tacy, którzy potrafili okazać trochę serca, ale póki co Simmons żadnego takiego nie poznała i z góry zakładała, że każdy następny potraktuje ją tak samo, jak jego poprzednicy. Przez to jeden ani trochę nie różnił się od drugiego, a zdanie Krukonki o Ślizgonach prawdopodobnie nigdy nie miało ulec zmianie.
    Ona również nie była zbyt dobrą tancerką, a przynajmniej tak sądziła. Niby była drobna i chuda, ale w tańcu czuła się tak, jakby była co najmniej słoniem i to jeszcze w składzie porcelany. Dlatego trochę speszyła się, gdy Bane porwał ją do tańca, co uwydatniło się także na jej twarzy. Szybko jednak zastąpiła niepewność szczerym uśmiechem, bo tak czy siak bardzo jej się to podobało.
    – Oczywiście, że ci ufam! Skąd takie pytanie? – odpowiedziała, pesząc się nieco pod wpływem jego spojrzenia. Nie czuła się komfortowo, gdy ktoś zaglądał jej prosto w oczy, więc ostatecznie odwróciła wzrok. – Tylko nie rób niczego głupiego, bo zejdę na zawał! – ostrzegła go, śmiejąc się. Ten Gryfon był skory do różnych szalonych pomysłów, dlatego nic dziwnego, że Jemma bała się, że zaraz mogą przydarzyć się jej różne niecodzienne rzeczy.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  94. - Może mam, może nie — wzruszyła ramionami, gdy chłopak łaskawie się ruszył i wreszcie razem z nieszczęsną książką, zmierzali do biblioteki. Jeszcze raz, ale tylko przez moment miała ochotę mu ją wyrwać i uciec tym razem najszybciej jak potrafiła i w drugą stronę, tak by nie trafić na ślepy korytarz. Odrzuciła jednak ten pomysł, godząc się z faktem, że nie wygra i jeszcze zostanie na lodzie — bo w końcu nikt nie jest na tyle cierpliwy, aby piąty raz w ciągu piętnastu minut biegać za dziwnym rudzielcem, który nie dosięga ci nawet do ramion.
    - Hej, hej nie zapędzaj się — rzuciła, wchodząc do biblioteki i kierując się do wcześniej zajmowanego stolika, gdzie zostawiła swoje rzeczy. - Żadna moja droga królewno. Ostatecznie droga królowo może przejdzie, ale to moja zostaw dla damy swego serca, choć nie wiem, czy jakaś jeszcze na to poleci — ciągnęła, uśmiechając się do bibliotekarki, która chyba nie mogła zrozumieć sytuacji, które ostatnio rozgrywają się w jej królestwie i teraz zdezorientowana wpatrywała się w ich dwójkę z ciekawością.
    - Siadaj i połóż książkę pośrodku — powiedziała, gdy znaleźli się na miejscu i zaczęła przekopywać torbę w poszukiwaniu przyborów. - No co się tak gapisz? Mam coś na twarzy, ej? - odrzuciła włosy do tyłu i marszcząc brwi, spojrzała na chłopaka. Nie mówił nic, tylko stał tak i się patrzył, niezwykle irytując tym Puchonkę, która bez tego miała dziś podły humor.
    - Ach no tak, zapomniałam. Wybacz — przeszła na drugą stronę stołu i wysunęła krzesło, następnie wskazując je dłonią. - Raczy Panienka usiąść? Czy do cholery potrzebuje zaproszenia?

    Prim
    [Przepraszam, że tak długo to trwało ;---;]

    OdpowiedzUsuń
  95. Siedziała cały czas schowana za kanapą, opierając się plecami o jej tył. Z kolanami podciągniętymi pod samą brodę, podpierała się delikatnie na nich. Powolnie opuszczając głowę w dół, czuła jak kolejna fala łez zbiera się w jej oczach. Nie miała pojęcia jak powinna się zachować, nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji i w chwili obecnej szczerze żałowała, że zgodziła się pójść gdziekolwiek z Bane’m. Nie pomyślałaby wcześniej, że spotkanie z nowo poznanym kolegą ze szkoły może skończyć się w taki właśnie sposób. Nie miała też pojęcia o uczuciach chłopaka. Nie była pewna nawet czy to uczucia, czy po prostu jakaś głupia zagrywka, zabawa w której ona sama wcale nie chciała uczestniczyć. Wciąż darzyła uczuciami pewną osobą i nie potrafiła się ich wyzbyć. Poza tym Avalon potrzebowała czasu. Wyrosła już z tego etapu, kiedy zakochiwała się z wyniku jednego spojrzenia, uśmiechu czy po prostu ze względu na dobry wygląd. Oczywiście przystojni chłopcy mieli znacznie większe szanse u panienki Moore, jednak Avalon patrzyła na charakter, wspólne zainteresowania. Nie była osobą, która ledwo poznając nowego chłopaka odwzajemniłaby z czułością pocałunek. Takie zachowanie nie było w jej stylu.
    Zadrżała delikatnie słysząc jak chłopak wychodzi z kuchni. Nie miała pojęcia co się teraz może wydarzyć. Wstrzymała oddech i nasłuchiwała dokąd ten idzie. Wiedziała jedno: nie mogła teraz wyjść ze swojej kryjówki. Nie była bowiem pewna, czy się uspokoił.
    Po dłuższej chwili wyszła powolnie zza kanapy i stanęła w otwartych drzwiach, prowadzących do sypialni jej rodziców. Od razu zauważyła Bane’a stojącego przy komodzie i oglądającego zdjęcia.
    — Umarła, ponieważ była ciężko chora. Tylko… Nikt o tym nie wiedział — odezwała się cicho, a na jej ustach pojawił się blady uśmiech. Wzięła głęboki oddech i prostując swoją postawę podeszła do chłopaka i chwyciła w dłonie ramkę, w którą ten się wpatrywał. Przesunęła powolnie palcem po twarzy kobiety, uśmiechając się ciepło — była najmądrzejszą osobą, jaką mogłam poznać. I do tego była taka piękna… Chciałabym wyglądać tak jak ona.
    Oznajmiła, przytulając do piersi ramkę ze zdjęciem ukochanej mamy.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  96. Siedziała cały czas schowana za kanapą, opierając się plecami o jej tył. Z kolanami podciągniętymi pod samą brodę, podpierała się delikatnie na nich. Powolnie opuszczając głowę w dół, czuła jak kolejna fala łez zbiera się w jej oczach. Nie miała pojęcia jak powinna się zachować, nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji i w chwili obecnej szczerze żałowała, że zgodziła się pójść gdziekolwiek z Bane’m. Nie pomyślałaby wcześniej, że spotkanie z nowo poznanym kolegą ze szkoły może skończyć się w taki właśnie sposób. Nie miała też pojęcia o uczuciach chłopaka. Nie była pewna nawet czy to uczucia, czy po prostu jakaś głupia zagrywka, zabawa w której ona sama wcale nie chciała uczestniczyć. Wciąż darzyła uczuciami pewną osobą i nie potrafiła się ich wyzbyć. Poza tym Avalon potrzebowała czasu. Wyrosła już z tego etapu, kiedy zakochiwała się z wyniku jednego spojrzenia, uśmiechu czy po prostu ze względu na dobry wygląd. Oczywiście przystojni chłopcy mieli znacznie większe szanse u panienki Moore, jednak Avalon patrzyła na charakter, wspólne zainteresowania. Nie była osobą, która ledwo poznając nowego chłopaka odwzajemniłaby z czułością pocałunek. Takie zachowanie nie było w jej stylu.
    Zadrżała delikatnie słysząc jak chłopak wychodzi z kuchni. Nie miała pojęcia co się teraz może wydarzyć. Wstrzymała oddech i nasłuchiwała dokąd ten idzie. Wiedziała jedno: nie mogła teraz wyjść ze swojej kryjówki. Nie była bowiem pewna, czy się uspokoił.
    Po dłuższej chwili wyszła powolnie zza kanapy i stanęła w otwartych drzwiach, prowadzących do sypialni jej rodziców. Od razu zauważyła Bane’a stojącego przy komodzie i oglądającego zdjęcia.
    — Umarła, ponieważ była ciężko chora. Tylko… Nikt o tym nie wiedział — odezwała się cicho, a na jej ustach pojawił się blady uśmiech. Wzięła głęboki oddech i prostując swoją postawę podeszła do chłopaka i chwyciła w dłonie ramkę, w którą ten się wpatrywał. Przesunęła powolnie palcem po twarzy kobiety, uśmiechając się ciepło — była najmądrzejszą osobą, jaką mogłam poznać. I do tego była taka piękna… Chciałabym wyglądać tak jak ona.
    Oznajmiła, przytulając do piersi ramkę ze zdjęciem ukochanej mamy.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  97. Bywały takie dni, że o pójściu wcześnie spać mogła zapomnieć, zwłaszcza że z jakiegoś dziwacznego powodu nigdy nie umiała zabrać się za napisanie jakiegoś eseju, gdy miała na niego jeszcze dużo czasu ─ pisanie go w popłochu nocą przed terminem zdania było u Ridley normą. Ojciec śmiał się, że "deadline ją motywował, musiało w tym być jakieś ziarno prawdy, ponieważ nawet dwutygodniowe prace odkładała ile popadnie.

    Tak też było i tamtego dnia, gdy, obładowana różnorakimi podręcznikami do transmutacji, siedziała przy stoliku w kącie pokoju wspólnego i zawzięcie pisała. Może nie był to dość zwyczajny widok, zobaczyć Ridley pochyloną nad pergaminem, niźli szepczącą w kącie na temat swoich interesów, ale przecież nie mogła zawalić szkoły. Nawet, jeśli w przyszłości nie zamierzała wykorzystywać zdobytych w niej umiejętności do popełniania wzniosłych aktów dobra...

    Gdy salonik zupełnie opustoszał, mogła wreszcie maksymalnie skupić się na pracy. Długo jednak jej spokój nie potrwał, gdy usłyszała nad głową głos kogoś, z kim rozmowy ani się nie spodziewała, ani zbytnio nie wyczekiwała.

    ─ Masz mi do przekazania kolejną szokującą wiadomość na mój temat? ─ spytała zjadliwie, odkładając na moment pióro i obdarzając Bane'a niezbyt przychylnym spojrzeniem.

    Ridley była pamiętliwa. Wprawdzie Fall nie stwierdził niczego szokującego, ba, niczego, z czym by się nie zgodziła, wyzywając ją od materialistek, ale i tak nie zamierzała puścić mu tego płazem.


    [Nie ma problemu. :D]

    OdpowiedzUsuń
  98. Dziewczyna z lekkim niepokojem w sercu oczekiwała na to, co może się wydarzyć. Przez to nawet jego dotyk wywołał u niej dreszcze, jakby zaraz miało stać się coś, czego później będzie żałowała lub coś, co wykręci jej wnętrzności do góry nogami. Szybko jednak okazało się, że póki co wszystko jest w porządku, dlatego odetchnęła i uśmiechnęła się delikatnie. W takich chwilach najbardziej czuła, że może nazwać go swoim przyjacielem, bez najmniejszych wątpliwości. Bywało między nimi różnie, wiadomo, jak to w przyjaźni, w dodatku z takim człowiekiem, jak Bane, ale w ostateczności wszystko kończyło się dobrze. Jemma niesamowicie ceniła wszystkich swoich przyjaciół, ponieważ wiedziała, że bez nich nie byłaby taka, jaka jest teraz. Stoczyłaby się, nie byłaby wystarczająco silna, aby stawić czoło kolejnym problemom, a wstawanie z łóżka wcale nie byłoby takie łatwe, jak teraz.
    Uśmiechnęła się szczerze, słysząc jego słowa. Takie wyznania zawsze cieszyły, nawet jeśli wypowiadanie były półżartem. W jego przypadku jednak mogła być pewna, że mówi szczerze, chociaż od czasu do czasu zdarzało mu się narzekać na jej charakter czy też przyzwyczajenia. Simmons wiedziała jednak, że są po prostu od siebie zupełnie różni. Kierowali się zupełnie innymi rzeczami, ich myślenie było inne, sposób postępowania, rozwiązywania konfliktów, stosunek do obowiązku szkolnego czy chociażby sposób na spędzanie wolnego czasu. A jednak byli przyjaciółmi i nic nie wskazywało na to, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić.
    – Dobrze wiesz, że ja ciebie też – zaśmiała się, szturchając go lekko w ramię. Przytuliła go delikatnie z uśmiechem na ustach, a później odsunęła się na taką odległość, jak poprzednio. – Głównie dzięki tobie jest jeszcze trochę zabawy w moim życiu! – stwierdziła, łapiąc go za dłonie. Później zaczęła sunąć po lodzie, ciągnąć chłopaka delikatnie za sobą. Miała niewiele sił, ale lód wszystko ułatwiał. – Tylko uwaga, bo jak się przewrócimy to… – zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, straciła równowagę i plecami upadła na lód. Syknęła z bólu.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  99. Odwróciła się przodem do niego, słysząc jego ciche słowa. Zmarszczyła delikatnie brwi. Nie miała pojęcia skąd nagle wzięła się w niej taka pewność siebie, ale odłożyła zdjęcie z powrotem na komodę i zrobiła kilka kroków do przodu, zmniejszając tym samym dzielącą ich odległość.
    — Bane Fall — zaczęła, uważnie przyglądając się chłopakowi — nigdy więcej nie waż zachowywać się w taki sposób, rozumiesz? Nigdy więcej nie próbuj tego ponownie. Teraz, jeszcze tutaj jestem, stoję przed tobą i nie mam zamiaru odejść, ale. Ale musisz wiedzieć, że jeżeli chociaż jeszcze jeden raz zachowasz się tak jak te kilkanaście minut temu, nie zobaczysz mnie więcej — oznajmiła, patrząc mu prosto w oczy, z wyprostowaną głową.
    — I, przyjmuję twoje przeprosiny. Ostatni raz.
    Zaznaczyła i sprawnie wyminęła go. Poszła do kuchni, widząc, że chłopak naprawił wszystkie szkody, na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Oblizała nerwowo wargi poczym sięgnęła dłonią do wiszących kubków. Wyciągnęła z lodówki mleko, a z szafki wyjęła czekoladę w proszku. W niecałe trzy minuty przygotowała ciepły napój. Trzymając w dłoniach dwa kubki usiadła na szarej kanapie w salonie i ułożyła naczynia na szklanym stole. Chwyciła swój i powolnie przystawiła go do ust, dmuchając delikatnie, czekała, aż będzie mogła wziąć łyk napoju.

    a no, uzbierało się. Dziękuję :D
    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  100. - Ach, czyli potrzebuje zaproszenia — zacisnęła wargi w wąską kreskę, a po chwili świdrowania chłopaka zabójczym spojrzeniem, dumnie obróciła się na pięcie i ponownie przeszła na drugą stronę stolika. Przesunęła wyjęte wcześniej pióro i arkusz pergaminu, którego akurat dziś miała dziwnie duży zapas w stronę Bane'a i uśmiechając się ironicznie jeszcze przed tym, jak sama opadła na krzesło obok niego, rzuciła: - Niech panienka siada, wszystko gotowe.
    Patrzyła, jak ten ewidentnie zadowolony z siebie wyrośnięty chłopaczyna siada naprzeciwko i wreszcie opuszcza rękę, w której przez cały czas trzymał tę głupią książkę. Ciekawa była czy go ona teraz czasem nie boli, ale nawet jeśli tak, to uważała, że w pełni na to zasłużył. Ciekawe co on sobie myślał, gdy próbował przybrać kamienną twarz, co oczywiście niezbyt mu się udawało i na pierwszy rzut oka widać było, ze zaraz umrze ze śmiechu, bezczelny. Dobrze, że przynajmniej był przystojny i nie mówił za wiele, bo jeśli jeszcze by paplał jak najęty, to wolałaby chyba nie zaliczyć tej pracy.
    Daj mi Merlinie cierpliwości, błagam, albo jeszcze lepiej - zabierz go stąd.
    Nie miała szansy, by porządnie po rozczulać się nad swoim losem nawet w myślach, bo poczuła jak cos, a raczej ktoś ciągnie ją za włosy. Żyły one teraz własnym życiem, więc zaczepienie o czuprynę nie było zbyt trudne, ale za to podwójnie bolesne dla ich właścicielki. - Tobie to jest naprawdę życie nie miłe, puszczaj — chciała uderzyć chłopaka ręką w brzuch, będąc przekonaną, że to właśnie on znęca się nad jej rudymi lokami, ale zamachnęła się jakoś tak niefortunnie, że to stojący obok kałamarz wylądował na szacie Gryfona. - Cholera — wysyczała zerkając na Bane'a - Nowy atrament!

    Prim

    OdpowiedzUsuń
  101. [Przepraszam za opóźnienia, ale przytłoczyły mnie obowiązki na uczelni i dopiero teraz mam trochę wolnego. :)]

    - Bane, przestań, bo zastosuję zaklęcie trwałego przylepca i przytwierdzę Twoje ręce do boków - warknęła Estelle. Była nieco rozdrażniona tymi nadprogramowymi obowiązkami, które spadły na jej barki. Wszystkim mogło się wydawać, że dobrze zna i świetnie dogaduje się z Bane’em, ale wszelkie fakty wskazywały na to, że teraz oni dwoje są zupełnie różnymi ludźmi, żyjącymi w całkowicie innych światach. Ich drogi rozeszły się kilka lat temu. Panna Murdock nawet nie pamiętała, co się wtedy stało. Pewnie nic wielkiego, zwykłe oddalenie się. Może z jej winy, może z jego. Kto by to teraz roztrząsał…

    Ślizgonka westchnęła cicho, a jej twarz nieco złagodniała, przybierając całkiem spokojny, można by się pokusić nawet o stwierdzenie, że sympatyczny wyraz.

    - Zostałam odgórnie oddelegowana do sprawdzenia Twojego samopoczucia - powiedziała bez większego wzruszenia. Choć odczuwała nieznaczną konsternację, to nie dała po sobie tego poznać. Gdyby była na miejscu Gryfona, pewnie poczułaby się urażona tym, że grono pedagogiczne uważa, iż powinien mieć osobisty nadzór i to w postaci prefekt Slytherinu. Cóż, Este nie mogła jeszcze stwierdzić, co sądzi o tym Fall, ale miała niejasne przeczucie, że otrzyma dość klarowny komunikat.

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń