4 stycznia 2016

Jakże kłopotliwa jest nienawiść bez wzajemności

zapraszam do profesora-przystojniaka i pozwalam komentować wizerunek →
Louis Weasley
Ravenclaw, siódma klasa, prefekt
Mieszkając pod jednym dachem z dwiema rozkapryszonymi pannicami i dwa razy gorszą w tej materii matką możesz wcielić się w rolę chłopca na posyłki, pozwolić im włazić sobie na głowę i obserwować swoją autodestrukcję, ale mając za przykład własnego ojca, pantoflarza, twój wybór jest oczywisty. Przyjmując ich zasady gry, trzeba uważać, żeby się nie sparzyć, ale zbiegiem czasu możesz dyktować własne, uzbrajając się w asortyment słownictwa, za który babka Molly tępi ścierką, a dziadek Artur wymownym spojrzeniem.
Opanowałeś przerażającą, acz przydatną umiejętność — niczym kot, zawsze spadasz na cztery łapy, tłumaczysz to swoją kurtuazją, choć złośliwi twierdzą, że masz więcej szczęścia niż rozumu i brak ci piątej klepki A przecież natura nie odmówiła ci trzeźwego myślenia, wręcz przeciwnie!, chłodna kalkulacja i umiejętne łączenie ze sobą faktów zawsze (a może przede wszystkim) szturmem odbijały się od twojej czaszki.
Pomimo że nigdy nie byłeś oczkiem w głowie matki, ani dumą ojca, ani nawet ucieleśnieniem prawdziwego Weasleya, nie szukasz aprobaty, znając swoją wartość. Lubisz mieć wszystko poukładane, doczepiać ludziom etykiety, oglądać zachód słońca, nadużywać swojej władzy, skakać z kwiatka na kwiatek, rozpieszczać uszy klasyczną muzyką, kochać samego siebie i łamać zniewieściałe serca, tu z pomocą przychodzi krew wili i półfrancuski, skutecznie zdradzający pochodzenie akcent nabyty podczas wczesnych lat młodości spędzonych we Francji. Zawsze nosisz przy sobie zdewastowaną paczkę papierosów i chociaż używka ląduje w twoich ustach, nigdy nie zostaje zapalona. Czasem do pakietu dochodzi atak histerii i teatralne gesty, z których właściwie się składasz. Masz aspiracje na zostanie Uzdrowicielem, ale wiesz, że złamanego serca nie da się tak łatwo posklejać. Po ojcu prawie-wilkołaku odziedziczyłeś drażniącą przypadłość — od czasu do czasu z przyjemnością zatapiasz zęby w surowym mięsie. Mimo że talent do latania na miotle został cię poskąpiony, nadal unosisz się w przestworza w postaci jaskółki, bo tylko wtedy potrafisz pozbierać myśli i właśnie tak poznałeś swoją prywatną definicję wolności. Czternastego lutego zawsze dostajesz za dużo prezentów, a fakt, że wtedy obchodzisz urodziny zostaje przez ciebie przemilczany. Nie reagujesz na swoje nazwisko, częściowo udając, że do ciebie nie należy, a częściowo dlatego, że po Hogwarcie błąka się tyle jego użytkowników, że przecież "Weasley" nie musi być kierowane w twoją stronę. Jesteś panem swojego życia, Lou, uczuciowym degeneratem. Elementem niedopasowanym do układanki.


W tytule Leszek Kumor, fc Niclas Gillis. Karta dodana od nowa, bo naszła mnie chęć ogarnięcia wątków. Witam i zapraszam wszystkich, a szczególnie Mistrza Gry.

28 komentarzy:

  1. [Któremu dasz tego nierudego Weasleya? XD
    PS Ale ja nie pozwalam, jakby co! ;o]

    Arsie/Profesor-przystojniak

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Nie będę cię ciągać już do tych wątków na siłę. Coś się zgrać nie możemy :') Ale z powiązań Cię nie wyrzucę.
    W każdym razie miłego! I powodzenia! <3 ]

    najukochańszy Freddie i dla odmiany Rosalie

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Myślałam, że nie będzie chęci z Twojej strony... Ale skoro tak, to zapraszam :D Chyba wypadała Twoja kolej, czyż nie? c: ]

    Freddie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. [Coś tam chyba ma XD Podeślę jakąś – znaną Ci – sowę, aby charakterystycznie zadzierający nosa przedstawiciel rodziny Wealeyów – tak, ten, który zbiegiem okoliczności gardzi przedmiotem, żeby pewien profesor zadał mu dodatkowe zadanie. Chcesz nam coś wymyślić może? Czy muszę czekać na specjalne życzenia? :D
    PS Śmiem wątpić!]

    Arsie

    OdpowiedzUsuń
  5. [No to ten... Lecimy z tym naszym wątkiem czy sobie jednak darujemy? Czy może myślimy nad czymś zupełnie innym? ;)]

    Avalon & Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ależ on francuski, tak do bólu; ale podoba mi się, wydaje się bardzo spójną postacią. No i... damn he's hot as hell :D]

    Lydia Drake

    OdpowiedzUsuń
  7. [Juz myslalam, ze nie wrocisz z Louisem, a tu taka mila niespodziewanka! Kontynuujemy, wymyslamy cos nowego czy modyfikujemy odrobine? :D Bo chyba piszemy, nie? :>]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zawsze może namówić kogoś innego, aby zrobił dla niego podobną przysługę... Każdy zna tę sówkę (!) :D To mam bazować na tym co pisałyśmy z Mistrzostwami Świata w Quidditchu czy coś jednak z tej listy co Ci kiedyś rzuciłam do wyboru czy jeszcze nad czymś innym? Niech szanowny i kochany Lou nie przesadza, bo może popsuć plany z udowadnianiem! XD

    PS Nie chcę, ale muszę!]

    z wyrazami ślizgońskiej miłości Arsie

    OdpowiedzUsuń
  9. [W jednym watku wspomnialam juz, ze Abigail zlamal serduszko jeden Krukon, takze mozemy juz przejsc do sytuacji "po"... Tylko w jaki sposob Louis moglby jej to serce zlamac? Jako ze Cie tak dlugo nie bylo, wymyslaj! :D]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Kłamczysz bezczelnie, tyle mam do powiedzenia w sprawie sówki :D Wtedy udowodnienie musiałoby przybrać inny obrót niż zazwyczaj wolę, ale tobie mógły być nawet na rękę xD Taa, niemodne i przedpotopowe tematy, mhm. To masz czas, aby wymyślić jak to ostatecznie będzie, o!

    PS Nie zgodzę się.]

    zaciągnięty do ciężkiej, śnieżnej pracy na mrozie, Arsie

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeśli ktoś obstawiłby zimę za ulubioną porę roku drugiego prawie bliźniaka Langhorne to trafiłby w dziesiątkę i to nawet w ciemno. Powrót do Hogwartu po przerwie świątecznej w tak błogim środku zimy cieszył oczy Grudniowego, a jakże. Nie mogło być inaczej. W przypadku Arsa nie miałoby to prawa bytu. W dzieciństwie potrafił ze swoim bratem spędzić na dworze długie godziny. Z zaczerwienionymi policzkami, w towarzystwie wszechobecnego śniegu i szczypiącego mrozu. W formie opatulonych niczym szerokie, choć zabawnie niskie kulki z odmarzniętymi palcami w puchatych rękawiczkach. Skutki zimy, wiatru i przebywania na zewnątrz nie były aż tak dotkliwie odczuwalne.
    Wbrew wszelkim pozorom Ars wcale nie uważał Duncana za typowego starszego brata. Paru miesięcy tego samego roku nie można byłoby uznać za prawomocne do podziału na starszego czy młodszego. Tak to nie działało, a przynajmniej przez taki pryzmat nie zamierzał patrzeć Arsellus. W gruncie rzeczy byli dla siebie rówieśnikami w tym samym wieku. Owszem zdarzały im się dziecięce bitwy na śnieżki czy zwykłe lepienie bałwana. Czasem chodziło o kartę z czekoladowych żab, a czasami o ten dawno zapomniany przez niego wytwór słodyczowy.
    A dzisiaj? Dzisiaj mróz bywał dla tych wszystkich leniwych dup wołowych zbyt wielką przeszkodą na ruszenie się z jednego miejsca. Woleli popijać przesłodzoną herbatę i gorącą czekoladę, by opychać się chwilę potem słodyczami z Miodowego Królestwa. Mogli nie wiedzieć, że w ten sposób zmieniają się w tego opasłego w trakcie zimy kota Woźnego. Ars był na tyle dobry, żeby w tragiczne skutki tej zimowej „choroby” nikogo nie wtajemniczać. Nie lubił słodyczy. Od czasu do czasu dał się namówić na kremowe piwo, ale podczas wizyt w Hogsmeade decydował się częściej na porzeczkowy rum czy ognistą. Nie odmówił nigdy Lodowych Płatków Śniegu, ale to się nie liczy! Nie chował się w kącie i nie wpychał ich czym prędzej do buzi, byleby tylko nikt nie chciał się poczęstować – patrząc tym samym na zebranych w Pokoju Wspólnym Ślizgonów jak na bandę wygłodniałych wilków. Bez obaw w Wielkiej Sali nadal działała – nie głodowali, proszę mi wierzyć!
    Tego dnia Ars po sekretnym spotkaniu KZWP skierował się na zewnątrz. Zboczył z wyznaczonej drogi, nadrabiając więcej metrów niż planował, ale coś podkusiło go, aby wziąć ze sobą kurtkę. Nie, żeby martwił się o choroby to było najmniejsze z jego zmartwień. Obawiał się po prostu, że jego ukochana Lukrecja się przeziębi. Byłby głupcem, gdyby zostawił swoją kotkę na pastwę losu i czyhającego wszędzie na pozostawienie jej samej – szaleńca łamanego na zboczeńca z kotem w głowie. Do dzisiaj Ars zastanawia się dlaczego nie wywalił tej podejrzanie wyciągającej w kierunku Lukrecji lepkie palce sowy. Chyba ratowało go tylko to, że spełniał się w tej roli, a on nie podjął się jeszcze jakiejś iście niebezpiecznej próby dotknięcia miękkiego, kojąco mruczącego stworzenia, które zawsze spało na łóżku Arsa. Niezbyt rzadko wdrapując mu się na klatkę piersiową. W dormitorium pozostawił swoją kotkę na swoim łóżku. Wychodzenie na taki mróz nie zwiastowało dla niej niczego dobrego. Cóż, w zasadzie nie powinien jej gonić po zaspach, które Lukrecja wyjątkowo sobie upodobała, zmuszając tym samym swojego właściciela do przeskakiwania śnieżnych przeszkód tak szybo jak tylko było to możliwe. Dzisiaj miał jednak wrażenie, że wrażeń jej wystarczy po zabawach podczas spotkania KZWP. Nie mógł wiedzieć, że dzięki decyzji o pozostawieniu raz na ruski rok Lukrecji w dormitorium odkąd zaczął łazić za nią ten… koleś – nie narazi jej na zbędne niebezpieczeństwo.
    Na zewnątrz panował mróz. Ci, którzy zdecydowali się na pozostanie w ogromnym zamku wolało ogrzewać się przy kominkach i trzeszczącym tam ogniu. Co oni mogli wiedzieć o dobrej zabawie? To właśnie Ars najczęściej przesiadywał na dworze. Niezależnie od tego czy padał śnieg, wiał zimny wiatr czy tak jak w tym momencie mróz szczypał w policzki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grudniowy nie wiedział ile było stopni, ale nie musiał być znawcą pogody, żeby stwierdzić, że temperatura była przynajmniej poniżej dziesięciu stopni. Wciągnął głęboko lodowate powietrze, które nie zdążyło się ogrzać na tyle, by nie podrażnić tym samym jego gardła. Wszystko zasypane w białym puchu przyprawiało Arsellusa o znacznie lepszy humor i spokojniejszą postawę. Nie rzucał się na sowę z łapami czy poduszką – ograniczał się, tak jak dzisiaj, do rzucenia mu jej w twarz dla ochłodzenia nastrojów. Wsunął nieokryte niczym dłonie do kieszeni kurtki. Rękawiczki, szczególnie te uważane za modne w opinii jego matki były według niego obciachowe i wolał ich nie mieć. Ars skierował się wprost przed siebie. Pod jego butami trzeszczał śnieg. Co z tego, że całkiem niedługo miało zrobić się ciemno.
      Niedaleko młodsi uczniowie cieszyli się z panującej pogody i zimowej aury. Urządzili sobie bitwę na śnieżki, budowali igloo ze śniegu (małe czarodziejskie debile, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?), ponieważ lodu nigdzie nie było czy tworzyli bałwana. Jezioro już dawno zostało przysypane śniegiem. Nie było pewności jak mocno zostało skute lodem. Z każdym kolejnym krokiem głosy bawiących się dzieci oddalały się, ale Arsellus zbytnio się tym nie przejmował. Nie usłyszał nawet któregoś z profesorów, który przywoływał je do środka.
      W którymś momencie pochylił się, biorąc w tracące szybko ciepło dłonie śnieg i formując z nich kulkę. Jedyne co dobiegło go to piszczenie jakiegoś zwierzęcia, które z zawrotną prędkością i rudą sierścią przeskakiwało zaspy, niekiedy się w nich, topiąc, ale szczęśliwie wchodząc z opresji. Wbił spojrzenie w to coś. Poruszało się na pewno szybciej od niego i gnało do przodu jak oparzone. Jak się chwilę potem zorientował był to wściekły lub przerażony kot. Tak też jego spojrzenie trafiło na kręcącego się nieopodal śnieżnego gościa. Zamachnął się, rzucając śnieżkę, tak o przed siebie. Nie spodziewał się, że ów czarodziej się odwróci i zrobi niefortunnie krok w bok, by dostać nią w twarz. Pędzące zwierzę wskoczyło na niego, a Ars przyglądał się tej dziwnie zabawnej sytuacji. Wymachująca rękami postać na oślep chciała zrzucić tego natarczywego kota, cofając się przy okazji o krok w tył i to właśnie było największym błędem.
      Jeśli wcześniej Ars zastanawiał się gdzie leży jezioro to teraz miał okazję się przekonać – czarodziej przejechał się po tafli lodu. Kot wyczuwając nadchodzące niebezpieczeństwo skoczył w bok i zniknął pod grubą warstwą śniegu. Lód w pierwszej kolejności zatrzeszczał lekko, ale kiedy ten jegomość wylądował z pewną siłą, wbijając się w niego chrupnął złowieszczo, a następnie pozwolił, by zimne wody jeziora się z nim przywitały. Arsellus niewiele, myśląc czy to jakiś durny Borsuk czy wyniosły Krukon rzucił się przed siebie. Po pokonaniu śniegu, mimo trzeszczącego lodu – zdecydował się na wyciągnięcie tej osoby. Wyciągnął go na pobliski śnieg. Ten sam kot wyskoczył z zaspy, fuknął złośliwie i machnął ogonem, gnając dalej. Chyba do Zakazanego Lasu. Ars nie przyglądał się jego działaniom, bo skupił się na mokrym chłopaku, którego jak na ironię znał. Louis Weasley we własnej osobie. Jedyny nierudy przedstawiciel tej ogromnej rodziny.
      – Na pewno nie zrobię ci sztucznego oddychania, Weasley, lepiej, żebyś zaczął w porę oddychać – syknął Arsellus, pochylając się nad nierudym Louisem i potrząsając nim mocno. W ostateczności postanowił, że mu wpieprzy, jeśli będzie trzeba... Cóź, Lou stał się ofiarą nieszczęśliwego wypadku, a trafniej – zbiegu okoliczności.
      Jedno było pewne – jeśli ten kretyn się obudzi to Ars zaprowadzi go prosto do zamku. Szkoda, tylko że nie przewidział, że chwilę potem zacznie się śnieżyca, która utrudni widzenie wszystkiego dokoła, a Langhorne nieumyślnie pociągnie ich w stronę Bijącej Wierzby.

      Usuń
  12. [Cześć :) Czy on jest prefektem lub pełni inne funkcje?]

    Adam, Sorcha, Hector

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć i czołem! Wiele mówić nie będę, bo pewnie się nasłuchałaś i teraz, i wcześniej. Jeśli znajdą się chęci na wątek, to może nawet znalazłabym miejsce. Zawsze coś nam było nie po drodze, niestety, ale może teraz się uda.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  14. [Bardzo fajna karta, podoba mi się. Chętny/a na wątek z moją Die?]


    Die

    OdpowiedzUsuń
  15. [Burza mózgów nie będzie potrzebna, o ile spodoba ci się cokolwiek z tego, co wymodziłam.
    Chciałabym troszkę Jemmę rozruszać i oderwać ją od książek, żeby zrozumiała, że nie tylko one są w życiu ważne, dlatego z tym faktem mam związane dwie propozycje.
    Pierwsza dotyczy tego, że po szesnastu latach życia miłością do nauki, Simmons mogłaby w końcu poczuć do kogoś miętę albo chociaż się zauroczyć, żeby wiedziała chociaż, jak to jest. Nie mówię, że mamy tu pisać tkliwe romansidło i w ogóle, po prostu Louis stanie się ofiarą jej nieudolnego podrywu, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    Druga opcja polega na tym, że Louis urządza sobie małą czy tam większą imprezę w Pokoju Wspólnym Krukonów. Jemma niczego się nie spodziewając, taszczy na samą górę książki, bo ma nadzieję spędzić tam kilka chwil sam na sam z tomiszczami, ale okazuje się, że w miejscu, w którym chciała to zrobić, dzieje się coś, czego w tym domu jeszcze nie było. Woła na dywanik organizatora, chrząka, mówi że złamali przynajmniej połowę punktów w regulaminie i zobaczymy czy da się namówić na wspólną zabawę.
    Zmieniaj, krzycz, że ci nie pasuje i w ogóle! W razie czego postaram się jeszcze nad czymś pomyśleć. c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako stażystka starała się robić wszystko jak najlepiej. Całe szczęście do jej zadań nie należało zbyt wiele rzeczy. Musiała jedynie pomagać uczniom, pilnować, żeby nic nikomu się nie stało i przynosić poranną kawę nauczycielowi, co z czasem uznała za lekką przesadę. Nie była to jej wymarzona praca, ale po kilku miesiącach przywykła do pomiatania sobą, tak jakby dalej była zwykłą uczennicą i, o dziwo, polubiła to. Mimo wszystko z upragnieniem czekała, aż obecny profesor zrezygnuje z posady, zostanie wyrzucony, lub przejdzie na emeryturę. Chciała zobaczyć, jak to jest mieć pełnię władzy, a nie tylko część. Oczywiście były wady i zalety bycia stażystką. Wadą było to, że nie mogła wchodzić w żadne zażyłości z uczniami, a zaletą, że mimo wszystko, gdzieś pomiędzy pomaganiem uczniom i ich pilnowaniem, miała możliwość podrzucania krótkich wiadomości na ławkę Louisa. Tylko w ten sposób mogli ustalać kiedy i gdzie się spotkają. Nigdy nie sądziła, że będzie musiała wybierać między przyjaźnią a pracą, a jednak w takiej sytuacji została postawiona tuż po powrocie ze Świąt. Warunek był jeden. Zero kontaktów z Albusem, Louisem czy innymi znajomymi. Ceną, jednak było coś, na czym równie mocno jej zależało. Pełny etat. Nie miała wtedy czasu na zastanawianie się, jakim cudem dowiedzieli się o utrzymywaniu kontaktów z nimi. Była rozdarta i sama nie była do końca pewna swego wyboru.
    Stawiła się przed porannymi zajęciami pod salą, oczywiście z kawą w ręku dla profesora, pamiętając o tym, co obiecała Dyrektorowi. Zero kontaktu. Żadnych wiadomości. Nic. Nie mogła jednak wyobrazić sobie lekcji z Krukonami, na której nie podrzuciłaby nic na ławkę Louisa. W końcu była to już jej rutyna zajęciowa. Już od samego początku starała się trzymać od chłopaka z daleka. Nie spojrzała na niego, nie posłała żadnego uśmiechu. Nic. Tak jak obiecała. Niestety, kiedy nauczyciel kazał jej rozdać test, który pisali przed przerwą, musiała przejść obok jego ławki. Z każdym krokiem czuła jak jej serce się ściska. Nie mogła nawet na niego spojrzeć, więc ze spuszczoną głową podała mu tylko pergamin i poszła dalej. Chciała się obejrzeć, sprawdzić jego reakcję, ale musiała być twarda i nie ulec tej pokusie. Rozdała wszystkie testy i wróciła na swój fotel. Była kompletnie zagubiona i sama nie wiedziała, czy postąpiła właściwie. Wciąż tłumaczyła sobie, że była Ślizgonką, a oni właśnie tak robią. Nie liczą się dla nich przyjaciele. Tylko pieniądze, status krwi i kariera. Myślała, że różni się od nich, a jednak okazało się, że jest dokładnie taka jak oni.
    [W końcu jestem! :D]
    Martynka

    OdpowiedzUsuń
  17. [Oho! To dobrze, że nie ma tak łatwo bo po moim długim urlopie uciekło mi sporo wątków. Dobra... Jak dla mnie możemy po prostu jeszcze raz rozpocząć tamten wątek. No, chyba że masz jakiś ciekawy pomysł na nowy? No i hm, teraz Twoja kolej na rozpoczęcie będzie! :D]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ohoho, cieszy mnie takie podejście :D co powiesz na zamknięcie ich, przypadkowo, w klasie wróżbiarstwa? Tam się różne szalone rzeczy mogą dziać, może być całkiem śmiesznie. No i byliby na siebie skazani, aż do czasu kiedy ktoś ich nie wypuści, więc nie mogliby uciec.]

    Lydia Drake

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Niepokorny braciszek. Wątek jak najbardziej, choć na stawianie warunków i wykorzystywanie jego skromnej osoby nie ma opcji, bo Victorie już od dawna polega tylko na sobie. Co nie zmienia faktu, że Lou może jej przekazywać listy od tęskniącej matki oraz ukochanego wujka Kruma robiącego karierę gdzieś tam daleko. Albo ogólnie znaleźć u niej jakiś rodzaj azylu, gdzie nikt mu nie będzie przeszkadzał]

    Victoire

    OdpowiedzUsuń
  20. [Hej :) Mogę Cię prosić o maila?]

    Matthew Harrison

    OdpowiedzUsuń
  21. [Okey, nie ma sprawy! Pomysł jak najbardziej aktualny, więc czekam na rozpoczęcie! c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  22. Od jakiegoś czasu Lawrence czuła się nieswojo w towarzystwie Louisa, jeśli można tak powiedzieć. Nie była głupia — wiedziała, że chodzi o to, iż okazała przy nim swój popis gwałtownego charakteru, ale nawet na moment nie pomyślała o tym, że skończy się to dla niej tak nieprzyjemnie. I już nie chodziło o to, że taka sytuacja miała miejsce, a o okoliczności, w jakich uświadomiła sobie swój błąd.
    Pamiętała to, jakby to się wydarzyło wczoraj. Po którymś spotkaniu z Krukonem stali na górze schodów prowadzących do lochów i po prostu rozmawiali, bo zaraz dziewczyna miała uciekać do Pokoju Wspólnego na wieczór szachów czarodziejów. W pewnym momencie spojrzała w oczy Louisa z tajemniczą miną, po czym wyznała mu cichutko, że chyba lubi go trochę za bardzo. Co najgorsze, stanęła jeszcze na palcach i w ramach pożegnania złożyła na policzku chłopaka drobnego całusa, by potem odwrócić się i zbiec po schodach na dolny korytarz.
    Od tego momentu nie widywała Weasleya zbyt często. Blondyn albo tłumaczył się brakiem czasu, albo natłokiem zajęć, ale nawet na korytarzu odwracał wzrok i zwyczajnie udawał, że w ogóle jej nie dostrzega. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, Abigail z pewnością darowałaby sobie marnowanie czasu na martwienie się o relację, ewentualnie warknęłaby nieprzyjemnie, że jest skończonym dupkiem i uciekła, jednak tym razem wcale nie miała na to ochoty. Zabolało ją.
    Szalę goryczy przechylił fakt, że po szkole zaczęła chodzić plotka, jakoby Louis znalazł sobie dziewczynę, Krukonkę z szóstej klasy, którą Lawrence kojarzyła z meczy Quidditcha. I jeśli jeszcze na początku puszczała gadaninę znajomych koło ucha, tak potem na własne oczy zobaczyła, jak para świętuje wygraną Ravenclawu. Zatrzymała się, jakby sparaliżowana, i nawet otworzyła usta, lecz nie mogła z siebie wydusić choćby słowa.
    — Hej, Louis — rzuciła następnego dnia, bezceremonialnie dosiadając się do chłopaka w bibliotece. W jej słowach brakowało już tego lekko zawstydzonego tonu, czar prysł, gdy tylko uświadomiła sobie, że takie zachowanie nie było warte jej nerwów.
    Sięgnęła po książkę, którą chłopak czytał, by potem omieść wzrokiem obie strony. Jako że uznała, iż to nic ważnego, zamknęła tom i z głośnym trzaskiem odstawiła go na blat stołu. Uśmiechnęła się delikatnie do wzburzonej Gryfonki naprzeciwko, po czym ponownie zwróciła twarz w stronę blondyna.
    — Myślałam, że to coś w stylu poradnika "Jak nie być tchórzem", ale to niestety coś innego. Zawiodłam się tym... Weasley — rzekła kpiąco.
    Zraniona Abigail to tak naprawdę, cóż, wściekła Abigail.

    OdpowiedzUsuń
  23. Fakt, iż Jemma uwielbiała czytać, był znany chyba wszystkim. Nieważne gdzie się znajdowała, najczęściej można było ją spotkać z jakąś książką w dłoniach. Czasami był to podręcznik, czysto naukowy tytuł, ale czasami też jakieś opowiadanie albo pojedyncza strona, której pochodzenia nie znała, a znalazła ją zupełnie przez przypadek, gdzieś w odmętach biblioteki lub całego zamku. Dzięki temu z pewnością można było nazwać ją osobą oczytaną. Dzięki temu o wiele łatwiej pisało jej się wszelkiego rodzaju referaty, ponieważ miała większy zasób słownictwa, którym mogła się posługiwać. Kolejnym plusem było to, że kiedy czytała książkę, przenosiła się to alternatywnego świata, poznawała nowych ludzi, mogła utożsamiać się z nimi lub nie. Uczyła się nowych rzeczy, a to zawsze było dla niej czymś niesamowitym. Nie byłoby tak jednak, gdyby nie jej mama pisarka, która zaraziła ją miłością do książek wszelkiego rodzaju. To właśnie dzięki niej Jemma nauczyła się sympatii do poznawania, odkrywania i kochania tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się nieatrakcyjnie i beznadziejne.
    Simmons starała się kontrolować, ale czasami zdarzało się, że zaczytywała się w różnych miejscach i całkowicie traciła poczucie czasu. Oczywiście gdy musiała zrobić coś ważnego na jutrzejsze zajęcia, pamiętała o tym, aby zamknąć książkę w odpowiednim momencie, ale kiedy mogła sobie pozwolić na zapomnienie, z miłą chęcią mu się oddawała.
    Z racji tego, że na dworze było zimno, a ona po obiedzie wyszła na dziedziniec ze znajomymi, więc straszliwie zmarzła. Dlatego po powrocie i zjedzeniu kolacji, usiadła w Pokoju Wspólnym przy kominku razem z książką, aby móc się ogrzać. Krukoni przechodzili przez pokój, niektórzy posyłali jej różnego rodzaju spojrzenia, niektórzy całkowicie ją ignorowali, ale ona nie zwracała na to uwagi, pochłonięta światem, w którym właśnie się znajdowała. I zanim się zorientowała, zasnęła z książką w dłoniach.
    Pobudka była oczywiście czymś zupełnie niespodziewanym. Otworzyła nagle oczy, kiedy usłyszała głos niewiadomego pochodzenia, a zanim prawie spadła z fotela i zorientowała się, co tak właściwie się dzieje, pisnęła przerażona. Na szczęście szybko doszło do niej, że nic złego się nie dzieje, a ona zasnęła i ktoś ją obudził. Przeniosła wzrok na winowajcę, przecierając nieco zaspane oczy, a gdy zobaczyła twarz Louisa Weasley'a, twarz zaczęła jej płonąć. Odsunęła się natychmiast na największą możliwą odległość, cała zestresowana.
    – Wypraszam sobie! – odparła, dopiero po chwili orientując się, że brzmi okropnie głupio. Nie mogła jednak zachowywać się inaczej wobec kogoś, kogo obecność zaczęła ostatnio jakoś częściej zauważać jego obecność w świecie. – A tak w ogóle to nieładnie tak kogoś budzić! – stwierdziła, patrząc na niego oskarżycielsko. – I to jeszcze w ten sposób!

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hej, hej! I jak tam odpis? Teraz nam się role odwróciły! Pytam, bo nie wiem czy po prostu nie masz weny na odpis, czy jakoś umknął twojej uwadze :)]
    Martynka

    OdpowiedzUsuń
  25. [Szalejesz, moja droga. Przy okazji widzę, że żyjesz. Wątek z Sol aktualny?]

    OdpowiedzUsuń
  26. [W takim razie będę cierpliwie czekać! :)]

    OdpowiedzUsuń