20 stycznia 2016

Rozumiem furię w twoich słowach, ale nie rozumiem słów


Kai Vlaming 
VII klasa — Gryffindor — kapitan i obrońca — półkrwi — zodiakalny lew — informator KZWP
Koty. Koty. I jeszcze raz koty. Wszędzie koty. Na łóżku. Pod łóżkiem. W zeszycie. W książce. Nawet w głowie. Koty to niezgłębiony stan umysłu. W swoim pokoju przechowuje dwie sztuki (Dantego i Mike'a). Nic tylko czekać aż zaadoptuje dwie kolejne. Ma już jednego na oku. Warto pamiętać, że wszystkie hogwarckie koty bez wyjątku są jego! Nikomu ich nie odda, z nikim się nie podzieli.
Dzikość w gestach, ruchach i słowach. Tu uśmiechnie się nonszalancko, tu obnaży zęby, a tu się nastroszy. Zademonstruje agresje w typowy dla siebie sposób. W jego życiu nie ma miejsca na spokój, choć paradoksalnie jego uśmiech — pogodny, pełen ciepła — mówi coś innego.
Człowiek o wielu twarzach. Może być łotrem, dobrą wróżką, czterolistną koniczynką, światełkiem na końcu tunelu, bombą atomową, terrorem i errorem. Oklętus z niego jakich mało, a gdy w grę wchodzi trening, wybudza się z niego prawdziwy terrorysta. Oddycha dla Qudditcha. Żyje nim, kocha do nieprzytomności, co odbija się w jego ocenach, bo uczeń z niego marny. A wagarując, dostarcza woźnemu rozrywki, obwieszając każdą wolną ścianę w zamku ogłoszeniami o naborze do drużyny.
 

__________________
Louisa odświeżyłam, to teraz czas na Kai. Wracam powoli do życia, powoli, bo nadal cierpię na lekki deficyt czasu. ;d Tradycyjnie Mistrz Gry ma specjalne zaproszenie.

28 komentarzy:

  1. [Siema Eniu. Have fun :D]

    William

    OdpowiedzUsuń
  2. [Skądś znam tego typa. Wygląda jak pewien kotołak...]

    Arsie

    OdpowiedzUsuń
  3. [To jest déjà vu – nie znasz się, wredna fancy ♥]

    Arsie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jakby to powiedzieć... Psst, raczej nie ja, bo stawiam Ci serduszko – o takie (♥), widzisz? Odesłałabym Kotołaka – dziwnie przypominającego Sówkę – do Pollocka, ale dostałby szlaban x128242841403482904139 :D]

    Ars

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba było przyznać, że czasami Tin był wyjątkową mendą, a gdy już lazł gdzieś z przyjaciółmi, jego poziom skurwysyństwa osiągał poziom niebezpieczny lecz wolał by było właśnie tak, niż gdyby miał dalej rozdrabniać się nad problemami jakie miał obecnie. Gorszą częścią tego był fakt, że na jego świetnym humorku cierpieli zwykle jego znajomi, czasami też i Kai. Tak było właśnie teraz, gdy wilczek nie szczędził gwizdów i kpiny, kiedy widział jak Gryfoni dają dupy w meczu. Nie zamierzał też odpuścić samemu Vlamingowi, dlatego mając go już w szatni, szykował się na świetną zabawę... aż Kai spróbował to zepsuć.
    Wyszedł za nim, zrównał z nim krok, co chwila zerkając na chłopaka.
    - Teraz udajesz, że nie słyszysz? - prychnął.- Nie ładnie tak, Kaiuś – mruknął, nie mając za grosz wyczucia czy współczucia dla niego. Skoro Gryfon mógł mu truć, gdy grał źle czy przegrywali to teraz Brentwood mógł się zemścić i to bardzo.- Co z tą waszą boską techniką, cudną strategią o której mówiłeś, ale podzielić się szczegółami nie zamierzałeś – zakpił.
    Wcześniej wiedział trochę o tym jak zamierzają grać przeciwnicy, bo Kai dużo mówił, a Quentin nie dzielił się z tym co wiedział, bo tak nie wypadało. Teraz jednak był w drużynie, więc irytował się, gdy o czymś było napomknięte, ale szczegółów nie miał i jedynie trzeba było się domyślać lub gdybać.
    Złapał go nagle za przedramię, by się zatrzymał. Chwycił go za drugą rękę, by ten nerwus ani myślał, przyłożyć mu w twarz. Wiedział dobrze, ze tykanie teraz tego narwańca to dość duże ryzyko, ale jak zawsze podejmował się tego. W końcu nawet przy nim, skoki adrenaliny były czymś pożądanym, cholernie lubianym.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Dlaczemu? Jest mi teraz baaaardzo smutno :< A jakże! Polowanie na koty w nocy i podejrzane kręcenie się w lochach na Lukrecję na pewno nie umknęło oczom profesorów, a już tym bardziej Pollocka :D]

    Ars

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy padło w końcu jakiekolwiek słowo ze strony chłopaka, było lepiej bo chociaż Tin nie czuł się ignorowany i uspokoiła się trochę potrzeba prowokowania. Zacisnął mocniej dłonie na jego przedramionach, gdy Kai zaczął się szarpać, wyraźnie chcąc uciec przed nie potrzebnym dotykiem.- Z tobą? Chętnie.. ale może nie na widoku – burknął, wyraźnie nie zamierzając wkurzać się za słowa tego palanta. Oczywiście, że w takiej sytuacji i pozycji, myślał o tym, że może zarobić kopniaka w krocze, ale jednak warto było zaryzykować, jeśli zmusi Gryfona do rozmowy, nawet takiej, która tylko jemu się spodoba. Rozejrzał się szybko, ale stali w takim miejscu, że nikt nie mógł lub nie powinien ich przyuważyć albo chociaż była szansa, ze usłyszą zbliżającą się osobę. Przyciągnął chłopaka mocniej do siebie, luzując nieco zaciśnięte palce.
    - W tym przypadku, udam, że nie rozumiem – burknął, spoglądając na niego gniewnie. Nie zamierzał dawać mu spokoju jeszcze, wiedział, jak Kai przejmuje się wszystkimi meczami, bo był w końcu kapitanem to była jakaś odpowiedzialność za porażki i sukcesy..- Przestań się tak rzucać, przerżnęliście, ale to nie koniec świata – syknął. Czuł lekką irytację, że tak szybko przestawał być mega dokuczliwy, bo jednak było mu szkoda palanta, którego miał przed sobą.
    - Zrób to, a wyprę się wszystkiego... wiesz przecież – szepnął. Nie mógł pozwolić by wieść, że spotyka się z chłopakiem, rozeszła się po szkole, bo takie plotki, prędzej czy później dotarły by do jego siostry, a później do rodziców i miałby dopiero przerąbane. Puścił w końcu jego ręce i zmierzwił mu nieco włosy.- Uważaj tylko, byście nie zawalili z Nami – mruknął nagle, nie mogąc się powstrzymać bo w końcu mecz Ślizgonów z Gryfonami zbliżał się coraz bardziej i zwykle były to najbardziej zacięte mecze, przez wypracowaną przez pokolenia niechęć między tymi Domami.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam ciepło! I od razu pochwalę za kartę, którą czyta sie lekko i przyjemnie. Sama postać rownież zdecydowanie przypadła mi do gustu. Co powiesz na wątek/powiązanie z moją małą Anną? ;)]
    Anna Fairchild

    OdpowiedzUsuń
  9. Powinien zauważyć jak krucho wygląda teraz Kai, a może to zauważył, ale usilnie ignorował, chcąc się nad nim trochę poznęcać? Chyba sam nie wiedział jak jest. Nie mniej chwila, gdy zobaczył jak chłopakowi szklą się oczy, a później dostrzegł łzę na policzku, zanim ten odwrócił głowę... to było trzeźwiące, trochę jak uderzenie w twarz. Wpatrywał się w niego, będąc cicho przez kilka długich minut. Nie ruszał się z miejsca nawet, gdy Vlaming się cofnął, nabierając dystansu do niego.
    Wyciągnął rękę w jego stronę, ale zawahał się, opuścił dłoń, zaciskając ją w pięść.- Kai – mruknął, wydawał się trochę zagubiony i tak było, łatwiej poradziłby sobie z agresywnym Gryfonem, niż takim, który wyglądał jakby miał się zaraz rozpaść. Miał ochotę go przytulić, ale wiedział lub podejrzewał, że nie skończy się to dobrze.
    - To nie jest udawana troska – burknął, nie chcąc by ten podejrzewał go o udawane martwienie o niego. Zacisnął nieco szczęki, wahając się jeszcze, aż zdecydował się na ruch. Złapał go jeszcze za ramię i pociągnął do siebie. Zamknął go w ramionach, muskając wargami jego policzek.- Przepraszam – szepnął mu do ucha, nie umiał tego powiedzieć głośniej. Był słaby w przepraszaniu, proszeniu czy dziękowaniu... nigdy nie czuł potrzeby by wypowiadać takie słowa.- Nie załamuj się z takiego powodu, to nie koniec świata – dodał i puścił go. Cofnął się, patrząc jak Kai odchodzi kawałek dalej. Nie zatrzymywał już chłopaka, jedynie obserwował, pozornie chłodny z tymi lekkimi złośliwymi iskierkami w oczach i kpiącym uśmieszkiem. Dla przypadkowego obserwatora był teraz gnojkiem jak się patrzy, ale wystarczyło go znać trochę lepiej by wiedzieć, że pod pozorami kryją się całkiem inne emocje.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  10. [Oui, oui! Zacznę nam jakoś z Abi u Louisa za niedługo :D]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Z tego co widzę, to z nowicjuszem nie mam przyjemność, więc super, ekstra i świetnej zabawy życzyć nie będę (bo za pewne właśnie tak się tu bawisz). Jednak JA jako typowy nowicjusz, zdecydowanie muszę się ciepło przywitać, a że karta na głównej to o Dzień dobry bardzo :)]

    Mendy tzn. Amanda

    OdpowiedzUsuń
  12. [Dziękuję za powitanie :D
    Zarzuciłabym pomysłem, ale olśnienie trafia mi się raz na dwieście lat, więc tylko grzecznie dziękuję i wrócę, jak coś wykminię :D]

    Breanna

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie odezwał się już, jedynie spoglądał na chłopaka bez wyrazu. Nie ruszał się z miejsca jeszcze dłuuugie minuty, aż miał pewność, że Kai dotarł do zamku... wrócił do siebie, tam gdzie Tin nie miał wstępu, nikt poza Gryfonami nie miał. Dopiero wtedy ruszył się, idąc w kierunku budowli, mijał jeszcze komentujących mecz ludzi, słyszał śmiechy Ślizgonów, ale jakoś minął mu złośliwy humorek. Nie mógł pozbyć się, sprzed oczu widoku łez na policzkach Kaia... to było coś czego nie spodziewał się w ogóle zobaczyć, to po prostu nie było możliwe. Gdyby gdzieś, od kogoś usłyszał, ze taka sytuacja miała miejsce, wyśmiałby taką osobę, nie dając wiary słowom, ale teraz był tego cholernym świadkiem... widział jak kruchy wydawał się ten palant.
    Wrócił do swoich, do niezobowiązujących i lekkich rozmów, do żartów i komentowaniu wszystkich wydarzeń. Wylazł z Pokoju Wspólnego dopiero na kolację, którą miał ochotę ominąć, nie czując głodu. Nie mniej miał jeden powód by zejść tam, gdzie powinni być wszyscy... ten powód był dziś w złym humorze. Chciał zobaczyć, czy Vlaming jest w trochę lepszym humorze, miał taką cichą nadzieję, czego i tak nie przyzna otwarcie.
    Wchodząc do Wielkiej Sali, spojrzał w kierunku stołu Gryffindoru, ale tam gdzie zawsze siedział Kai, teraz go nie było. Nieświadomie nawet przystanął i ignorował wrogie spojrzenia Gryfonów. W końcu jednak ruszył się i zajął swoje miejsce, od czasu do czasu zerkając w kierunku wejścia. Wkurzało go to, że coraz bardziej martwił się o tego skończonego kretyna, który załamywał się, gdy coś mu podczas meczu nie poszło. Rozumiał zamiłowanie do Qudditcha, ale to była przesada i jego cholerne nerwy przez to wysiadały.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  14. [Domyślam się, że skoro oboje należą do Gryffindoru i są w podobnym wieku, to chcąc nie chcąc muszą się znać, a jakby do tego dołożyć fakt, że w sumie oboje raczej należą do ludzi bezproblemowych to mogliby się nawet lubić :) Z resztą, Anna raczej rzadko kiedy kogoś nie lubi, więc no.
    Odnośnie pomysłu to przyznam, że ostatnio jakos mi myślenie nie idzie, dlatego pewnie postawię na coś prostego. Moze Anna zasiedziała by się do późna w bibliotece i, wracając, wpadłaby na Vlaminga? Jak masz jakiś ciekawszy pomysł to śmiało, jestem otwarta na wszystko :)]
    Anna Fairchild

    OdpowiedzUsuń
  15. [Na mnie? No coś Ty :c Za co?
    Nie wiem, co by nam wyszło z tego wątku szczerze mówiąc, bo nie lubię takich wrogich relacji ;D Możemy spróbować z czymś innym.]

    William i spółka

    OdpowiedzUsuń
  16. [Wątek, wątek! Proszę. :D]

    Ellen Ridley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [I co z wątkiem Ellen-Louis? Tak fajnie się zapowiadał. :(]

      Usuń
  17. W pewnym momencie przestał spoglądać na wejście do Wielkiej Sali i zajął się już posiłkiem, a raczej przesuwaniem jedzenia po talerzu. Ignorował pytania kierowane w jego kierunku, jak i wszelkie docinki, chwilowo woląc pogrążyć się w zamyśleniu niż skupiać na innych. Z otępienia wyrwał go nagły śmiech Ślizgonów. Spojrzał w stronę stołu Gryfonów, bo z tego co słyszał między śmiechami to chodziło o nich. Wbił wzrok w Kaia, ale zaraz wrócił do poprzedniej pozycji, wspierając nieco głowę na ręce i bawiąc się zawartością talerza. Przesiedział tak trochę, aż po prostu się poddał... apetytu nie miał, a chęci na rozmowę też się ulotniły. Za to pojawiła się chęć by przyłożyć Vlamingowi w twarz za to, że jego parszywy humor, udzielał się też Tinowi, chociaż wcale nie powinno tak być. Wyszedł z sali, dopiero zauważając, że już trochę ludzi ubyło. Zamierzał wrócić do pokoju wspólnego, ale zmienił plany gwałtownie. Prawie, że w tym samym momencie w którym zobaczył Havoca siedzącego na posadzce, blisko wejścia do Wielkiej Sali. Ten wredny, syczący i agresywny kocur, był jego szansą na to aby skłonić Kaia do rozmowy... jeszcze jednej, tylko teraz lepszej.- Kici kici, paskudo – mruknął na swojego kota, dzięki czemu ten zaszczycił go spojrzeniem. Wziął kota na ręce, drapiąc go pod pyszczkiem w tym magicznym miejscu, które dawało nadzieje, że nie oberwie pazurami po dłoni.
    Widząc jak Kai wychodzi z sali w towarzystwie paru Gryfonów, Tin na moment zawahał się. Obrócił kocura tak by ten zobaczył Vlaminga.- Idź dopraszaj się o żarcie, on cię na pewno dokarmi jak zawsze, a ja dam ci coś ekstra, jeśli mi pomożesz – mruknął cicho do pupila i puścił go, obserwując jak futrzak truchcikiem dopada ciemnowłosego. Brentwooda rozbawiło nieco jak niektórzy cofnęli się przed kotem, wredne to to, ale jednak wzbudzało nieufność.

    OdpowiedzUsuń
  18. Współpraca z Havociem, zawsze kończyła się źle dla Tina i widać nie było od tego odstępstw, ten kot po prostu istniał by utrudniać życie wszystkim, nawet swemu właścicielowi, a może jemu przede wszystkim. Mimo to, Brentwood uśmiechnął się ledwo widocznie, gdy Kai wyraźnie przestał wyglądać tak kiepsko, mając na rękach to wredne kocisko... a później nawet się zaśmiał, chociaż wilkowi było już najmniej wesoło, gdy futrzak skoczył na niego tak nagle. Przetarł trzy ranki po kocich pazurach, czuł pieczenie na policzku, ale starał się nie denerwować, bardziej. W jakimś stopniu przywykł do obrażeń fizycznych zadawanych mu przez wrednego i czasami zbyt agresywnego pupila. Teraz jednak był zainteresowany raczej kimś innym, a dokładniej tym miłośnikiem kotowatych. Widząc nagle jak Kai robi tył zwrot, chcąc uciec, złapał go za przedramię szybko. Ignorując jego protesty wciągnął go w boczny korytarz, umykając przed wzrokiem innych. Przycisnął chłopaka do ściany... to było już ich stałe miejsce, gdy któryś chciał czegokolwiek od drugiego.
    - Chcesz możesz mnie zwyzywać, mam to gdzieś – burknął nagle, widząc już to rozjuszone spojrzenie Gryfona. Oparł lekko czoło o czoło chłopaka, różnica wzrostu była raczej nie duża, przynajmniej nie taka by drażniąca lub niewygodna dla któregoś.- Chyba serio zaczynam się o ciebie martwić, gdy łazisz taki nijaki, a to nie dobrze, bo nie mogę się na niczym konkretnym skupić – wyszeptał. Nie wiedział co mógłby zrobić, by ten palant się ogarnął i przestał rozpamiętywać ten durny mecz, który cóż nie był łatwy przez wiele czynników.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ooo, jak miło. <3 Tak tylko myślę, w stronę jakiej relacji idziemy? "Koledzy z domu i roku" czy coś bardziej ambitnego? :D]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Przypomnij mi, kto komu wisiał odpis w wątku Mei-Kai (swoją drogą, zabawne te ich imiona)? :D]

    OdpowiedzUsuń
  21. Chciałby lepszej reakcji, czegoś bardziej pozytywnego, ale zawiódł się. Wykrzywił wargi w grymasie niezadowolenia, gdy padły pierwsze słowa od strony tego sukinsyna i nie było to nic czego oczekiwał. To on się męczy z myślą, że ten gnojek podupadł dziś, a w zamian dostawał wielkie nic... a nie jednak, rozciętą wargę, tyle dostał na koniec. Miał mu już wygarnąć, chociaż jego złość była trochę bezsensowna, ale liczyło się to, że jednak był zirytowany. Na całe szczęście, Kai zrobił coś co uspokoiło wilkołaka, przynajmniej w kwestii gniewu. Zareagował szybko na pocałunek, którego cholera chciał przez cały pieprzony dzień. Czując ugryzienie, nieco zadrżał, nie odbierając tego jako negatywne odczucie. Oblizał lekko wargi, nie przejmując się posmakiem krwi.
    - Nigdzie się nie wybieram – burknął. Kąciki jego ust odrobinę uniosły się, gdy zobaczył rumieńce na policzkach Gryfona. Urocza reakcja, doprawdy widok rumieniącego się, tego konkretnego, chłopaka to coś co uspokaja oraz prawie rozczula. Pogłaskał do lekko po zaczerwienionym policzku, pochylając się by zaraz pocałować tego idiotę. Nie mógł się oprzeć tej potrzebie, tak zwykłej w ich położeniu i relacji. Docisnął go stanowczo do ściany, mimo że pewne było to, że pozwoli mu wywinąć się, jeśli ten zacznie się za mocno rzucać. Oparł jedną dłoń o ścianę tuż obok głowy Kaia, a drugą zacisnął na jego koszuli.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  22. O tak, tego potrzebował, pozytywnej reakcji i trochę zaangażowania tego gryfońskiego durnia. Mając go teraz przy sobie, mogąc dotknąć, pocałować, było mu o wiele lepiej. Nawet nie zorientował się kiedy jego własne ręce, wkradły się pod materiał okrywający ciało Kaia. Działał już przy nim na tyle instynktownie, że nawet nie analizował tego co robi w danej chwili, jeśli już skupiał się na czymś innym. Rozgryzanie tego, co jest między nimi i do czego to doprowadzi, już dawno przestało męczyć Tina. Jedyne co wiedział to to, że jego rodzice wściekli by się na wieść, że ma większy kontakt niż powinien z kimś półkrwi i pomijając tu już kwestię płci, co też nie zachwycałoby nikogo z jego rodzinki. Dlatego właśnie wolał, korzystać z chwili, przynajmniej teraz, bo zwykle jednak dmuchał na zimne, uważając by nikt ich nie przyczaił w nieodpowiedniej chwili. Może właśnie z tego powodu, nieco zaskoczył go fakt, że to Vlaming upomina go o nie najlepszym miejscu. Skupił na nim spojrzenie i zaraz uśmiechnął się nieco.
    - Fakt, kiepska miejscówka na dobieranie się do ciebie – cmoknął go w kącik ust, zjeżając zaraz ustami na szyję chłopaka. Przygryzł lekko, delikatną skórę, pozostawiając po sobie ledwo widoczny zaczerwieniony ślad. Uniósł z powrotem wzrok na Kaia, gdy usłyszał, że ten jest w słabej formie fizycznej.- Zły moment na przeziębienie sobie wybrałeś – stwierdził. Odsunął się nieco od niego, krzyżując ręce na torsie. Zlustrował go uważnie z lekkim zamyśleniem.- Miałem taki ciekawy plan na noc... a ty musiałeś to popsuć – westchnął, ale nie wydawał się już zdenerwowany, może bardziej rozbawiony czymś.

    OdpowiedzUsuń
  23. Spojrzał na niego uważniej, zaraz udając dotkliwie zranionego.- Jak możesz, sądzisz, że w ciekawym planie kryje się tylko dobranie do twojego tyłka? - prychnął. Zaraz jednak uśmiechnął się krzywo.- Miałem coś lepszego na myśli, ale nie wykluczając z wieczoru, tego o co tak mnie posądzasz – dodał. Był odrobinę zawiedziony, że Gryfon dziś mu ucieka oraz zirytowany, że ten doprowadził się do spadku formy. Nie mniej, nie zamierzał go zatrzymywać, trzeba było dac mu trochę czasu na wyzdrowienie... na przykład resztę dzisiejszego dnia, bo więcej nie zamierzał trzymać się na dystans. Ostatnio cholernie potrzebował tego ciołka obok siebie, najlepiej jeszcze z takim humorem, by nie warczał i nie odpychał go.
    Mruknął z zadowoleniem, czując ten przelotny pocałunek. Przytrzymał go dosłownie na moment jeszcze, całując go w kącik ust. Nie ruszył się z miejsca, by nikt nie przyczaił, że kryli się w ciemniejszym korytarzu. Obserwował jak Kai wychodzi i dostrzegł to jego zachwianie, nieco się zmartwił, bo to znaczyło, że faktycznie musiało być kiepsko z Vlamingiem.
    Resztę dnia spędził raczej mało ciekawie, ewentualnie nie wydarzyło się nic co by szczególnie zapisało się w jego pamięci. Kolejny dzień dopiero pokazał jak fatalnie może być i jak szybko niektórzy umieją go wkurzyć, dokładniej było dobrze do śniadania i nieco po, później przyszła lekcja OPCM i wszystko się sypnęło. Gdyby wiedział, że dzisiaj będą przerabiać temat o wilkołakach, nigdy by na to nie przyszedł, cholera, sam profesor z którym miał bardziej kumpelską relację, powinien mu to powiedzieć, zwolnić go lub chociaż ostrzec by pozbierał cały zapas cierpliwości. Nikt jednak nie zamierzał mu pomóc.
    Zajął jak zawsze swoje miejsce, nie w ostatniej ławce, ale też nie za blisko nauczyciela. Lekcja się jeszcze nie zaczęła, a on naprawdę miał ochotę stąd wyjść. Ignorował wygłupy Gryfonów, ale i nawet Ślizgonów, błądził wzrokiem po sali, udając, że nie słyszy durnych zagrań lwów, którzy byli świadomi likantropi Brentwooda, a była to marna garstka, którą szło policzyć na palcach jednej ręki. Tin szczerze dziwił się, że jego „problem” nie rozniósł się bardziej po szkole i chyba tylko to pozwoliło mu w miarę zobojętnieć oraz nauczyć się żyć z faktem, że co miesiąc zmieniał się w wilkopodobne stworzenie. Zerknął tylko raz w przelocie na Kaia, który siedział po skosie od niego.

    Tin

    OdpowiedzUsuń
  24. Gryfon bardzo dobrze robił, nie okazując mu zbyt wiele współczucia i częściej dogryzając... Tinowi łatwiej było znieść to co każdego by zabolało niż gdyby musiał znosić zbyt dużo litości pod swoim adresem. Poza tym, lekka sprzeczka w takich momentach, dawała mu szansę na odreagowanie i zapomnienie na chwile chociaż o tym jak kiepska była pełnia... zwłaszcza ta ostatnia, kiedy mu odbiło trochę i nie działał logicznie. Mijające ciągle dni, zdawały się nabierać zbyt szybkiego tempa, co w jakiś sposób niepokoiło Quentina. Nie chciał wracać do rodziny z myślą, że szansa na ponowne spotkanie z Kaiem, jest raczej znikoma. Chciał tego typa w swoim życiu, mimo że jego przyszłość nabierała coraz bardziej ponurych kolorów, wraz z wieścią, że rodzice według pokoleniowej tradycji, już wybrali mu przyszłą żonę, ale o tym nie powiedział Vlamingowi i nie zamierzał. Czuł, że pewnie pożarli by się jeszcze przez ten temat, chociaż wilkołak nie miał za dużego wpływu na to co wymyślała rodzina.
    Jego jasne oczy wwiercały się w Gryfona, gdy i ten na niego spojrzał. Widząc ten ni to uśmiech ni grymas, nieco się uspokoił i rozluźnił. Usiadł bardziej prosto, przestając wyglądać tak marnie, jak gdyby chciał przy okazji zniknąć stąd.
    Zerknął też w kierunku drzwi, domyślając się czego chce chłopak. Pokiwał powoli głową, dając mu znak, że zaczeka. Resztę lekcji przesiedział wgapiajac się pustym wzrokiem przed siebie i tylko nieco krzywił się, czując zapach tojadu i wywaru... obie wonie były nie przyjemne przynajmniej dla niego. Kiedy tylko mógł zerwał się z miejsca, zabierając swoje rzeczy. Wszystko co usłyszał o wilkołakach teraz, trochę go przygnębiło. Nie za fajnie było słuchać o tym kim jest teraz, świadomość, że musi przez resztę życia zmagać się z likantropią była kiepska, a gdy jeszcze ktoś rozdrabniał się nad tym to było tylko gorzej.
    Wyszedł z sali, ale przystanął kawałek dalej. Pewnie wymienią tylko parę zdań, gdzie jeszcze zachowają typową złośliwość, więc też nie cofał się w bardziej ustronne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  25. [Szaleństwo jest zaraźliwe! Hahaha! Czekam na twój efekt, tego dziwnego zwariowania xD]

    Lea & Tin

    OdpowiedzUsuń