14 stycznia 2016

Why is a raven like a writing-desk?

- Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
- O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
- Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
- Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj..

LYSANDER SCAMANDER
16 lat || Ravenclaw || Półkrwi || VI rok
Koło ONMS || Klub eliksirów || Chodzący we śnie

Jako młodszy o dwie minuty z synów sławnej Luny Lovegood i nie mniej znanego Rolfa Scamandera, Lysander musiał uporać się z wieloma oczekiwaniami, gdy tylko pojawił się w Hogwarcie. Spodziewano się, że będzie świetny w zaklęciach i odważny jak jego matka. Wszyscy wypatrywali też miłości do magicznych stworzeń. I cóż… Nie pomylili się. Jego rodzina spędziła większą część czasu na podróżach w poszukiwaniu nowych kreatur, co zdecydowanie wzmocniło w małym blondynie zamiłowanie do koczowniczego trybu życia. Jako dzieci, razem z bratem często pakowali się w kłopoty. W przeciwieństwie do Lorcana nie bał się nowych wrażeń i naginał zasady. A jeśli przez przypadek sprawił komuś przykrość, potrafił zadośćuczynić w najróżniejsze sposoby. I to pozostało mu do dnia dzisiejszego. Przyjazd do Hogwartu był ekscytującym wydarzeniem, jednak Lys szybko zrozumiał, że przebywanie w jednym miejscu przez dłużej niż dwa tygodnie jest nudne. Dlatego jedno z jego hobby od pierwszego roku wiąże się z poznawaniem nowych tajemnic zamku. Spytaj go o jakąkolwiek legendę dotyczącą Hogwartu, a od razu zarzuci cię potokiem informacji o ukrytych przejściach, magicznych pokojach i wielu innych miejscach. Bo gdzie on nie był? Lysander to raczej typ, który zagada cię na korytarzu, opowiadając o jakichś duszkach mieszkających w ścianach szkoły albo wróżkach zębuszkach. One istnieją! Wiadomo. Jest w końcu synem swojej matki. Samo jego imię znaczące "wolnego człowieka" mówi o nim wystarczająco. Także bohater Snu nocy letniej Szekspira nosił to imię. Scamander dorastał w sielankowej i niewinnej atmosferze przez co nie spieszy się z osądami innych, stawiając pozytywne cechy nad te negatywne. Nie wierzy plotkom, a zamiast tego woli zostać neutralnym, dopóki nie podejmie odpowiedniej decyzji, z której będzie zadowolony. Ciekawski z niego chłopak, a pragnienie przygody ma w krwi. Lysander nie potrzebuje konkretnego celu, wystarczy, żeby sprawiało mu to przyjemność i go bawiło. Mimo że ma wielu znajomych jego najlepszym przyjacielem wciąż pozostaje Lorcan mimo wielu przeciwieństw. Bo czego się nie robi dla brata? Do tego wszystkiego posiada niezwykły dar zaglądania do czyichś snów. Nie korzysta jednak z niego, nie tylko ze względu na poszanowanie prywatności.


89 komentarzy:

  1. [Ojeju, jaki przyjemny jegomość! Jeszcze syn Luny, jednej z moich ulubionych postaci w HP. Teoretycznie nie powinnam brać wątków, powinnam powiedzieć sobie "basta", ale kurcze... za wiele oni mają wspólnego, żeby sobie odmówić!]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  2. [Matko! Zobaczyłam twój komentarz i dopiero teraz zauważyłam, że kochanego profesora Eliasa już nie ma! :< W takim razie oczywiście, że wątek musi być! Już myślę. Relacje na pewno pozytywne, bo raczej nie widzę tu iskry, która mogłaby rozgrzać między nimi straszny konflikt. Ale co dalej, to jeszcze nie wiem.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jasne, nie ma problemu. Wszystko rozumiem, chociaż oczywiście strata jest znacząca, gdyż profesor Elias był naprawdę osobliwą postacią! Oby Lysander zapełnił pustkę, która teraz powstała w moim serduchu, ale przejdźmy do rzeczy. Powiem ci, że byłabym za czymś bardziej pokręconym, bo takich znajomych to Jemma ma wielu, a jestem pewna, że nawet ze swoim przyjaznym usposobieniem, w Hogwarcie na pewno zdobyłaby relacje, w których nie wszystko byłoby jasne. Tylko właśnie się zastanawiam co z tym zrobić jeszcze.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  4. [Będę wdzięczna, jeśli zaczniesz :D Twoje wątki są tak zabawne, że moje się nie umywają ;D]

    Sorcha T.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Hm. Są na tym samym roku w tym samym domu. Mogą albo się nie znosić, albo uwielbiać - jak wolisz? To znaczy mnie średnio wychodzą te relacje z hejtem, bo ciężko oddzielić postać od autora i jakieś dziwne się to potem robi ;D]

    Sorcha Tobin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Powiedzmy, że... miałabym jakiś pomysł, ale zobaczymy, co ty na to powiesz. Ogólnie Jemma nie miała na początku swojej edukacji w Hogwarcie tylu znajomych, co teraz. Była nieśmiała, a w dodatku ciągle siedziała z nosem w książkach, więc to utrudniało zawieranie nowych znajomości. Powiedzmy, że pierwszego dnia w szkole, nawet w pociągu, mogła się na niego natknąć. On był dla niej miły, a ona przeżyła szok (ten brak pewności siebie i wiary w swoje możliwości) i przyczepiła się do niego, niczym rzep. Ciągle gdzieś się tam obok niego kręciła, razem się uczyli i takie tam. Mogłaby się w nim nawet zauroczyć lub zakochać. I w tym momencie przerywam swój wywód, bo dalsza część będzie chyba zależała od reakcji twojego pana na taką przylepę.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  7. [To w takim razie skorzystam z tego, że dajesz mi wolną rękę. Lubię trochę podramatyzować i już widzę, jak Jemma poprawia fryzurę za każdym razem, kiedy go widzi i takie tam, a potem cierpi i w ogóle jest strasznie. Ale mniejsza! Jeśli Lysander lubi odkrywać nowe miejsca, to może coś związanego z tym? Ogólnie to z jakiegoś powodu widzę ich w Hogsmeade, kiedy jest jeszcze zima. Może trafiliby do jakiegoś podejrzanego, starego miejsca, czyjegoś domu? Myślisz, że Aberforth jeszcze żyje?]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  8. [Fajny Ci on wyszedł. I no tego... Sama jesteś taka chodząca wena, która to już Twoja postać? :D Tralala nie wiem czy się wyrobię z kolejnymi wątkami, a poza tym chwilowo nawet nie mam pomysłu... Więc pędzę Ci odpisywać Josephem :D]

    OdpowiedzUsuń
  9. [O ja Evan! Pokochałam go dzięki AHS ❤ Fajny pan i karta również, no bo zresztą jakby inaczej. Zawsze uwielbiałam Lune, więc jej syn też musi być ekstra. Powodzenia z kolejną postacią no i samych super wątków C:]

    Primrose

    OdpowiedzUsuń
  10. [I oczywiście musiałaś dać ryj Petersa (tak, jestem płytka jak kałuża), a miałam nie chcieć żadnych wątków, bo nie mam czasu. Ale jak nie mieć wątku z postacią, która ma twarz Petersa. Nienawidzę cię, kobieto ;____________;]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ano :D Taka mała odmiana, nieczęsto widzę na blogu (blogach w ogóle?) czarnoskóre postacie... :D]

    Angel

    OdpowiedzUsuń
  12. [Badum-tss... Nie no, to zbieg okoliczności... albo sprawka podświadomości... (haha, powinnam rapować) XD]

    SAD bez D

    OdpowiedzUsuń
  13. [Jeśli chodzi o resztę, to ja bym tu widziała coś na zasadzie wiecznego konfliktu (bo nie mam jeszcze XD). W sensie wiesz, on jest taki niewinny, ją to wkurza, jeżdżą po sobie nawzajem, potem się godzą i tak w kółko. Nie wiem, wydaje mi się fajne. Ale boże, tak bardzo nie mam na to czasu... ;___; powąćmy po sesji ;___;]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  14. | Nie jest przerażająca, tylko tajemnicza i w ogóle niezwykła, ok ;_: Szczerze, to nie mam pojęcia, szukałam kiedyś coś związanego z fantazją Disneya, trafiłam na niego, zapisałam w linkach i tylko tyle mi zostało, ale fakt- jest fantastyczny, więc musiałam go wykorzystać :/
    Dziękuję w każdym razie, kocham Lunę i jestem radosna, że zdecydowałaś się zrobić jej chłopca, wyszedł super! |

    Hekate

    OdpowiedzUsuń
  15. Brat rok temu powiedział jej, że niektórzy mugole mówią na to „friendzone”. To określenie od razu wydało jej się dziwnie śmieszne, nawet gdy myślała o tym w przypadku swojej osoby. Widziała kilka zabawnych obrazków, pośmiała się razem z bratem, a potem zdała sobie sprawę, że właśnie to ją w życiu spotkało. Friendzone.
    Nie, żeby kiedykolwiek miała jemu za złe to, że nie zauważył, jak Jemma poprawia sobie włosy za każdym razem, kiedy go widzi i jak zrzuca małe okruszki z szaty, kiedy ze sobą przebywają. Nie miała mu za złe również tego, jak bardzo nie dostrzegał tego, iż w jego obecności rumieniła się częściej niż normalnie, że serce było jej szybciej i że wcale nie patrzyła na niego tylko jak na zwykłego kolegę, z którym rozpoczęła swoją naukę w Hogwarcie. Nie, żeby nie wierzyła w przyjaźń damsko-męską, bo miała kilku męskich przyjaciół, a jednak do żadnego z nich nie czuła chociażby mięty, jak to się ładnie mówi. To po prostu się stało. Simmons nie prosiła o to ani nie umiała tego kontrolować. Co gorsza, nie potrafiła też się tego pozbyć. Na początku miała nadzieję, że to przejdzie, jak jakaś grypa, na którą bierze się antybiotyk i potem jest się zdrowym, ale niestety tak się nie stało. Od dwóch lat patrzy na niego ukradkiem, jakby wcale nie byli najlepszymi przyjaciółmi, a on był dla niej kimś nieosiągalnym, chociaż w praktyce tak nie jest. Od dwóch lat męczy się z tym uczuciem, próbując je w sobie zdusić, zabić i robić dobrą minę do złej gry, mając nadzieję, że Lysander o niczym się nie dowie.
    W obliczu takich wydarzeń nikogo nie powinno dziwić, że serce praktycznie podskakiwało jej aż do samego gardła, kiedy zmierzała do wyjścia ze szkoły. Sądziła, że chłopak będzie tam na nią czekał, bo wspólnie mieli udać się do Hogsmeade. Przed wyjściem na ten uporczywy mróz dwa razy zawiązywała szalik, żeby dobrze wyglądał i robiła różne cuda ze swoimi włosami, aby nie wyglądać jak upiorna wiedźma z lasu. Dopiero kiedy doprowadziła się do porządku, wzięła głęboki wdech i wyszła na zewnątrz. Zrobiła kilka kroków, rozglądając się za Lysandrem. Po dłuższej chwli dotarło do niej, że chłopak z pewnością nie wybrał sobie normalnego miejsca do czekania, dlatego przeniosła wzrok najbliższe drzewo, jakie tylko zdołała dostrzec i uśmiechnęła się, gdy zobaczyła na nim Krukona.
    – Rozumiem, że znowu nie słuchałeś, kiedy mówiłam ci coś na temat przesiadywania na wysokościach? – złożyła ręce na piersi, podchodząc do drzewa i patrząc na niego karcącym wzrokiem. – Złaź natychmiast! No chyba, że przez następny miesiąc chcesz zrezygnować z przemytu babeczek na kolację, co? Nie będę ci już pomagać w tym precedensie, jeśli zaraz nie zejdziesz mi tu, o, na dół! Czekam!

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. [Myślę, że nasze postacie się dogadają. Takie mam wrażenie po przeczytaniu tego, że uwielbia odkrywać tajemnice. Uwielbiam je! Czy byłabyś chętna na wątek z moją Arią?]


    Bane & Aria

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hejo ;) Dzięki wielkie, mam nadzieję, że się przyjmie u mnie w serduchu jak Ethel, pożyjemy, zobaczymy. Ja to zawsze do tych bliźniaków miałam słabość, kurczę, więc mnie korci Lysander, nie powiem, że nie. A co do ciastek to Lucy oczywiście musi dbać o linię, a linia musi być gruba i wyraźna, więc szarlotka znika zanim się pojawi :D Lys chce mieć koleżankę, która będzie z rozdziawioną buzią słuchać jego opowieści? Może wyślemy ich ne poszukiwanie gnębiwtrysków, czy innego cudactwa?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ja miałabym nie chcieć? Niemożliwe :D Awykonalne wręcz. No to u nas możemy zrobić z tego coś słodko=gorzkiego jeśli już przy jedzeniu jesteśmy :D Może oboje będą traktować swoje przekonania o nieistniejących (?) stworzeniach bardzo poważnie, przez co nie raz rzucali w siebie książkami, co prawdopodobnie miało na celu wbić drugiemu do głowy prawdę o ględatkach. Mogą się lubić, ale w pewnych kwestiach są po prostu nieustępliwi, co o tym myślisz?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  19. [się wyjaśni troszkę, jak braciszek przybędzie. :D nie, zła nie jest, nie każdy Ślizgon jest zły, pff. ;_; wątek, wątek... to już jak uważasz. :D]

    Analeah.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Żeby nie było, że zapomniałam, jak Lysander ma na imię: takie mu po prostu wymyśliłam przezwisko, o. c:]

    Na samym początku chciała dać mu porządną lekcję bezpieczeństwa, dobrego wychowania i wyrecytować mu regulamin szkoły, ale kiedy tylko z taką radością wykrzyknął jej imię i przytulił ją, Jemma po prostu nie mogła być na niego zła, nawet jeśli czuła, że powinna mu przypomnieć o kilku istotnych sprawach. Zamiast tego uśmiechnęła się szeroko i wtuliła się w chłopaka, ciesząc się chwilą, w której nie było jej zimno, bo chociaż lubiła spędzać czas na zewnątrz nawet w zimę, to jednak mróz dawał o sobie znać i nie dało się go tak po prostu ignorować. Nieważne ile swetrów, czapek, szalików i par skarpetek na siebie nie zakładała, zawsze odczuwała chłód i gdy tylko wyszła, miała natychmiastową ochotę na schowanie się w pod kołdrą w swoim dormitorium. Dobrze, że chodziła do magicznej szkoły, bo w mugolskiej od nieprzyjemnie zimnych murów pewnie robiłoby jej się jeszcze chłodniej, a Hogwart nawet w styczniu wydawał się być ciepłym i przytulnym miejscem.
    - Prezent? Dla mnie? - zdziwiła się, unosząc brew. Gdy tylko zobaczyła czapkę, jej uśmiech poszerzył się. Takie gesty zawsze ją cieszyły, a mugolska rzecz tym bardziej ją zainteresowała i rozpromieniła. Ściągnęła przedmiot z głowy i zaczęła obracać go w dłoniach, badając jego strukturę i wygląd. Jednocześnie ciągle starała się słuchać chłopaka, który jak zawsze mówił dużo, a ona jak zwykle nie do końca za nim nadążała, zainteresowana równocześnie czymś innym. W końcu taka zdobycz to nie było byle co. – Jasne, że jestem gotowa! Jeszcze się pytasz! Ciekawa tylko jestem, co takiego wymyśliłeś, Lander – mówiła, próbując za nim nadążyć, bo została trochę w tyle, kiedy tak podziwiała rosyjską czapkę. – A ty nadal marzysz o tym smoku? I naprawdę tak niewiele ci brakuje? Uważasz, że rodzice pozwolą ci go trzymać tak po prostu? Nie mówię, że lot na smoku nie byłby świetnym przeżyciem, ale no wiesz, smok to nie żaba czy kot, trzeba uważać! - w końcu zrównała z nim swój rok, wkładając prezent na głowę. Musiała przyznać, że czapka była bardzo ciepła i na pewno przyda jej się na przyszłe dni, które wcale nie miały być mniej mroźne od poprzednich. – Jest świet…
    Niestety nie mogła wyrazić swojej opinii do końca, bo w tym samym czasie wpadła na Krukonka i prawie znalazła się w zaspie śnieżnej. Na szczęście w odpowiednim momencie zdążyła zachować równowagę i nie zaliczyć bliskiego spotkania ze śniegiem. Przygody przygodami, ale nie chciała mokra iść do Hogsmeade. To na pewno utrudniłoby im wyprawę.
    – Nie, nie, nie. Jest stabilnie. Żyję – oświadczyła, uśmiechając się do niego na potwierdzenie, że wszystko jest okej. – A co do czapki, to jest świetna. I mówisz, że ona jest z Rosji? Dziwną modę tam mają, powiem ci! Ale przynajmniej jest ciepła, naprawdę ciepła, to jej trzeba przyznać. Bardzo dziękuję, bo przyda mi się taki nabytek. Ale, ale! Powiedz mi, co tam wymyśliłeś, bo nie mogę się doczekać. Chyba, że idziemy po prostu napić się czegoś ciepłego. Wiesz w ogóle, co wyczytałam w horoskopie? Pisali tam, że mam unikać zajęć dodatkowych! Ja, rozumiesz? I mam się spodziewać oszustwa ze strony kogoś, od kogo się czegoś takiego nie spodziewam! Masakra!
    Na rozmowie czas mijał zawsze szybciej, dlatego nim Jemma się zorientowała, prawie dotarli do wioski.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  21. [W takim razie podam jeden pomysł, a jeżeli się nie spodoba, to poczekam na Twoją wenę.
    Może na jakiś zajęciach, które Krukoni mieli z Gryfonami, Aria dostała szlaban/upomnienie czy coś, wybiegła z zajęć i idąc przed siebie znalazła się w jakiejś pustej, nieodwiedzanej sali, która prowadziła do jakiś tuneli, gdzie weszła i zabłądziła. Ostatecznie, po długich próbach znalezienia się, zamiast w Hogwarcie wylądowała w Zakazanym Lesie albo na jakiejś totalnie nieznanej polanie, z której nie miała pojęcia jak się wydostać, a Lyss, na przykład ją śledził?]


    Aria

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jasne, mogą się znać tylko z widzenia, a żadnego kontaktu ze sobą nie mieli.]

    Aria

    OdpowiedzUsuń
  23. [Hej :) przepraszam za zwłoki, widzę, że od nas uciekasz na trochę, ale i tak zacznę. Co ma wisieć nie utonie, więc i niech nasz wątek wisi. Myślę, że jednorazowo może być to dobre rozwiązanie, a Lucy na pewno po wszystkim wymyśli coś pysznego na przeprosiny żeby Lysowi przykro i smutno nie było :)]
    Taka zima jak ta to nie zima. Lucy zdecydowanie nie była zadowolona z gór błota, deszczu i kałuż. Była zwolenniczką twierdzenia, że wszystko ma swój czas, dlatego z taką niecierpliwością wyczekiwała śniegowych zasp, w których mogłaby znaleźć śnieżne topielce, a nad jeziorem lodogryzki. Również treningi nie sprawiały zimą tyle radości, gdy delikatny, a wraz z wysokością coraz ostrzejszy mróz nie szczypał w policzki.
    Trudno się dziwić, że wracając cała zabłocona do zamku, nie była w najlepszym humorze. Miotła ciążyła jej na ramieniu i można było mieć wrażenie, że nad jej głową zbiera się mała chmura burzowa. Koledzy z drużyny podświadomie szli w pewnej odległości od Lucy, nie bardzo mając ochotę na ewentualne sprzeczki. Chciała po prostu wziąć kąpiel i pójść coś zjeść. Nie, to nie był dzień na kucharzenie w hogwarckiej kuchni, wolała po prostu posadzić zadek na ławce i napchać się tostami z dżemem. Może później wybrałaby się coś poczytać? Jakoś nie widziała siebie dziś rozłożonej na kanapie w pokoju wspólnym. Może znajdzie się duszyczka, która szerokim uśmiechem wywoła podobny uśmiech na jej twarzy?
    Po upragnionej kąpieli i wysuszeniu włosów, pojawiła się w Wielkiej Sali z nadzieją, że może już doczeka się podwieczorku. Usiadła przy stole Puchonów i z wdzięcznością w oczach nalała sobie potężny pucharek soku dyniowego, który wypiła niemalże duszkiem. Rozejrzała się niecierpliwie, stukając obcasami szkolnych butów. Lubiła szkolne mundurki, czuła się w nich nadzwyczaj dobrze i rzadko decydowała się na inny strój, jeśli zostawała w zamku.
    Jej wzrok padł na stół Krukonów, gdzie odruchowo szukała znajomej twarzy. Choć odstraszała dziś trochę swoją miną, tak naprawdę potrzebowała towarzystwa. Miała cichą nadzieję, że jej znajomy pojawi się w drzwiach. Na stołach pojawiły się najróżniejsze potrawy. Lucy uśmiechnęła się lekko widząc przed sobą pudding ryżowy w płatkami czekolady – dokładnie taki sam, jaki przyrządzała dwa dni temu. Była przekonana, że gdy szaleje w kuchni, skrzaty po cichu obserwują, ciesząc się, gdy Lucy uda się odkryć jakiś zapomniany przepis, albo udoskonalić już istniejący. To był jej mały, cichy wkład w społeczność.
    Przygotowała sobie kilka tostów z dżemem porzeczkowym, a widząc znajomą, jasną czuprynę, podniosła się z ławki i zabrała swoje rzeczy oraz jedzenie. W sekundzie znalazła się przy Lysandrze, uśmiechając się do niego. Lubiła Krukona, nie czuła się przez niego w żaden sposób oceniana i był po prostu dobrym chłopakiem. Lucy zawsze miała serduszko dla innych, a w szczególności dla dobrych w jej mniemaniu ludzi.
    -Dzień dobry, Lys – uśmiechnęła się lekko i nie pytając o pozwolenie, przysiadła się do stołu Krukonów, którzy chyba po jakimś czasie (jak i uczniowie z innych domów) przywykli do tego, że Lucy wędruje po całej Sali. Nie miała problemu z podziałem, pewnie dlatego, że miała w sobie trochę mentalności Helgi Hufflepuff – otwartości dla wszystkich i braku stereotypizacji.
    -Widziałam w bibliotece fantastyczną książkę, to chyba jedyny egzemplarz w całym Hogwarcie, ciekawa jestem czy ją widziałeś – zagadnęła, spoglądając na niego. Odrobinę zazdrościła mu tego, że od najmłodszych lat obracał się wśród magicznych stworzeń i do pewnego stopnia traktowała go jako osobę z największą w tej materii wiedzą w jej otoczeniu. Często, gdy coś odkrywała, on już o tym wiedział.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  24. [Widzę: Evan. Biorę: w ciemno.]

    W. White

    OdpowiedzUsuń
  25. [miłość, nienawiść, przyjaźń? wybieraj. :D]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  26. [Obie postacie - bo zapoznałam się i z panem wyżej, i z Matthew, oczywiście - zdecydowanie przypadły mi do gustu. To samo tyczy się kart, które urzekły mnie swoją prostotą i czytałam je z największą przyjemnością :)
    Oczywiście, nie mogę się powstrzymać, żeby nie zaproponować wątku - nawet z obojgiem, jeśli tylko masz ochotę. Moja mała Anna i Lysander mają dość podobny charakter, jak zdążyłam zauważyć, natomiast Matthew mógłby być 'tym kumplem, który zawsze sprowadza ją na złą drogę'. Na wszystko inne też jestem w stanie się zgodzić, jakby coś ;)]

    Anna Fairchild

    OdpowiedzUsuń
  27. [Za każdym razem, gdy widzę któreś z bliźniąt Scamander, mam ochotę piszczeć i podskakiwać, ponieważ z jakiegoś powodu są oni moimi ulubieńcami z całej masy postpotterowskich dzieciaków. Chociaż powiem ci, że Lysander wydawał mi się spokojniejszym z braci, może przez łagodniejszą wymowę imienia, ale z drugiej strony "lizander" może kojarzyć się z "lizard", a to otwiera tyle możliwości, że wątku na pewno ci nie odpuszczę i w ogóle to cześć. :v]

    Marsh

    OdpowiedzUsuń
  28. [Czas może i ucieka szybko, ale zawsze znajdzie się chwila (kiedyś tam) do oddania drugiej osobie. Więc jeżeli chcesz oddać mi tą chwilę na wątkowanie, to jestem hepi jak nigdy i z chęcią z zaproszenia skorzystam. Witam serdecznie. Twoje dwie postacie, NO WŁAŚNIE DWIE. Przeanalizowałam ich szybko i doszłam do wniosku, iż Lysander jest wypisz wymaluj idealnym kandydatem na super przygodę. Czemu? Po 1. Łączy ich klub eliksirów, a po 2. Poznawanie tajemnic zamku, tych bezpiecznych zakątków i tych mniej. Ideał. Jednak ta decyzja musi być zatwierdzona również przez Ciebie, więc daj znać i działamy.]

    Mendy tzn. Amanda

    OdpowiedzUsuń
  29. [I tak podziwiam za każdą większą ilości postaci, niż jedna. Oj, a jak ciężko jest zdecydować którą później wybrać. Eh ta wstrętna sesja, też mam ją na plecach choć w trybie zaocznym, ale praca w tygodniu nie ułatwia sprawy. Więc rozumiem twój ból, a teraz koniec marudzenia czas trochę pomyśleć. Ta wstrętna godzina nie pomaga. Może wpadną na siebie przy nocnych przechadzkach (np. w drodze na wieże astronomiczną, albo do wyjścia ze szkoły). Wpadną dosłownie, narabiając dużego rumoru, który zdołałby obudzić całą szkołę, a już na pewno jakiegoś nauczyciela lub pracownika szkoły, który z chęcią ukarze niegrzeczną młodzież. Oboje na siebie zwalając winę za nieuwagę, i tak będą musieli zwiewać razem. Hm?]

    Mendy

    OdpowiedzUsuń
  30. [no jak to nie wiesz gdzie?! ja to bym stawiała na... przyjaźń, albo relację brat-siostra. :D]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  31. [Dobra w takim razie zacznę by nie tracić cennego dla nas czasu :D]

    Związku z tym, iż niestety (albo i stety) Mendy była jedynaczką, to jej nadopiekuńcza matka ustalała zasady kontaktu z własną córka. Z wielkim utęsknieniem co poniedziałek wyczekiwała listu od córki. Przecież to nie ważne, że każdy list wyglądał tak samo ”Kochana mamo, ciągle staram się uczyć, jestem miła i chodzę spać po 22…” - dla niej i tak najważniejszy był sam fakt, zobaczenia koślawego pisma swojego blondwłosego skarbu. I wszystko było by fajnie, gdyby nie to, że był wtorek. Amanda jak oparzona złapała za pergamin i pióro. Szybko naskrobała parę zdań informacyjnych, na końcu uwzględniając soczyste przeprosiny. Oj tam dwa dni spóźnienia to przecież nic strasznego, prawda? Kartkę zgięła na pół i wsadziła do zaadresowanej koperty. Może i było wpół do jedenastej wieczorem/w nocy, co z tego, po prostu musiała wysłać ten cholerny list dla świętego spokoju. Swoją drogą, Amando nie udawaj takiej świętej, wychodzenie w ciszy nocnej to twój chleb powszedni.
    Zarzuciła na siebie ciemnozielony szlafrok oraz białe, nie nadające się do chodzenia po szkole kapcie, i wyszła z dormitorium. Ruszyła przez mroczny korytarz pół biegiem. Z lochów do sowiarni był spory kawałek, niestety też sporo schodów, które czy chciała czy nie musiała pokonać. Jeden, dwa, trzy… dwadzieścia, zakręt, kolejne trzydzieści schodków i pierwsze… BUM. W coś lub kogoś uderzyła, siła uderzenia może nie była jakoś szczególnie silna. Jednak było nadzwyczaj nie spodziewane, nogi w kapciach poślizgnęły się na zimnych kaflach, przez co Montgomery runęła do tyłu tracąc przyczepność z podłożem. Nawet nie zwróciła uwagi jak głośno krzyknęła, a jej ciało wylądowało na stojącej pod ścianą zbroi. Ta znów bezwładnie rozsypała się po całym korytarzu robiąc przy tym więcej hałasu, niż Gryfoni w czasie meczu ich drużyny.

    Amanda

    OdpowiedzUsuń
  32. [ja wiem. możemy wyprawić ich do Zakazanego Lasu w celu odnalezienia jakiegoś rzekomo istniejącego gatunku zwierzaka. co Ty na to? :D tam, oczywiście, wpadną na groźne centaury albo inne niebezpieczne istotki (bo to ja :*)]

    Amy

    OdpowiedzUsuń
  33. Simmons znała chłopaka od nieco ponad pięciu lat, więc widziała go już w różnych sytuacjach, znała wiele jego humorów i innych spraw dotyczących jego i jego charakteru, jednak za każdym razem coś bolało ją w sercu, gdy słyszała jego oschły ton. Kiedy usłyszała go takiego, zacisnęła zęby i wzięła głęboki wdech, aby się przypadkiem nie rozkleić z rozpaczy, która zawładnęła chwilowo jej sercem, bo była prawie pewna, że to przez nią Krukon zaczął się tak zachowywać. Łatwo było się domyśleć, że jego zmiana zachowania miała coś w związku z horoskopami, a to przecież ona poruszyła ten temat. Nie miała jednak pojęcia, że wywoła to u niego taką reakcję i nie wiedziała też, dlaczego tak w ogóle się stało. Nie zamierzała jednak o to pytać, ponieważ wiedziała, że Lysander może nie chcieć o tym mówić, a ona nie chciała pogarszać jego humoru. Z tego powodu zasłoniła usta szalikiem, wzdychając i idąc powoli za chłopakiem. Nienawidziła tego, że nie mogła patrzeć na niego, jak na zwykłego przyjaciela, przez co niektóre rzeczy odbierała zupełnie inaczej lub przejmowała się nimi bardziej niż powinna. Miała tylko nadzieję, że Lysander niczego się nie domyśli, jak dotychczas, a ona nie zrobi czegoś głupiego, co bezpowrotnie ją zdemaskuje.
    Trudno było opisać ulgę, która towarzyszyła jej, gdy zobaczyła uśmiech na twarzy Krukona. Dzięki temu jej również poprawił się humor. Cieszyła się, że robił to, co zawsze – mówił rzeczy, których nawet Jemma nie do końca rozumiała i ogólnie rzecz biorąc, żył w swoim świecie, do którego nawet ona nie miała czasem wstępu. Szanowała to jednak, przecież każdy potrzebował przestrzeni tylko i wyłącznie dla siebie. Ona również miała swoje tajemnice, rzeczy, których nie chciała mu mówić, a jedną z nich było właśnie to, że nie traktowała go tylko i wyłącznie jak swojego przyjaciela. Ten jednak sekret miała pozostawić tylko dla siebie, prawdopodobnie aż do czasu swojej śmierci, bo gdy nie będzie jej na świecie, tajemnica też przestanie istnieć.
    Nadal nie miała pojęcia, do jakiego miejsca w Hogsmeade tak właściwie zmierzają, ale wiernie kroczyła w pobliżu Krukona, ufając mu i zachodząc w głowę, co ją czeka na końcu tej trasy. Nie mogła się jednak spodziewać tego, co rzeczywiście się wydarzyło. Co prawda Aberforth Dumbledore wyglądał zupełnie inaczej niż na zdjęciach z książek, jednak Jemma nie mogła go nie poznać. Gdy zorientowała się, do kogo przyprowadził ją Lysander, stanęła jak wryta i nawet to, że ta dwójka zachowywała się wobec siebie jak starzy dobrzy przyjaciele, wcale ją nie zaskoczyło tak jak zachwyt tym, że właśnie stała obok samego Aberfortha Dumbledore'a.
    – O mój boże… – wyszeptała, zasłaniając sobie dłonią usta. – Czy to jest… ? Czy pan jest… ? Nazywam się Jemma Simmons, pańska wierna fanka! – nie wiedząc co ze sobą zrobić, ukłoniła się mężczyźnie z rumieńcami na twarzy. – Proszę nie wierzyć w opowiadania Landera, na pewno przesadził – uśmiechnęła się, zestresowana całą tą sytuacją. – Jeju, nigdy nie mówiłeś mi, że przyjaźnisz się z samym… – brakowało jej słów. – Czy to prawda, że podczas Bitwy o Hogwart pokonał pan prawie tuzin dementorów? Czytałam o tym w kilku… kilkunastu książkach, tak właściwie, ale zastanawia mnie to, bo nie każdy autor się z tym zgadza. A jeśli nawet, to czy pojedynczy patronus jest w stanie objawić się u kogoś z taką mocą? Wydawało mi się, że to raczej zaklęcie na krótkie dystanse – przybrała minę prawdziwego myśliciela, orientując się dopiero po chwili, jak głupio musiała brzmieć przed chwilą. – Ale może nie stójmy tak na tym mrozie…

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  34. [Dokładnie! Świetny Lysander ci wyszedł. :D]

    OdpowiedzUsuń
  35. Przez dziesięć, może dwadzieścia sekund sama chyba nie wiedziała, co właśnie się wydarzyło. Może tak szybko biegła, aż się zmęczyła i musiała na chwilę przycupnąć i odsapnąć, w końcu kondycją to blondynka nie grzeszyła. Jednak po co rozwaliła tą rycerską zbroje po całym korytarzu, no i najważniejsze, dlaczego tak polały ją cztery litery, jeżeli ona tylko kulturalnie usiadła. I wtedy dotarł do niej głos chłopaka. I wszystko znów wróciło, to jak w niego uderzyła, i jak jedna z większych sierot poleciała do tyłu i upadła. Przenajświętszy, jak dobrze, że to nie były schody. Nie pamiętać, czemu ma się połamane nogi, dziwne.

    - Raczej żyję – mruknęła ochryple, próbując się zwlec z zimnej podłogi. Zdecydowanie boleści po upadku zostaną z nią przez następne parę dni. Stanęła na prostych nogach, otrzepując swój tył z zalegającego na dole kurzu. Jakby się tak skupić i przyjrzeć, była to dość zabawna sytuacja. Uniosła wzrok na chłopaka, gdy usłyszała pytanie o swój strój. Dopiero wtedy go rozpoznała, syn sławnej Luny i Rolfa, jeden z blondwłosych Scamander’ów. Uniosła lekko brwi i skupiła na nim zażenowane spojrzenie, uprawiam karate, że kim ja jestem?. Stała tak chwilę ogłupiała wlepiając w niego wzrok, przyłapała się nawet na tym, iż lekko uchyliła usta. Chyba po prostu nie bardzo wiedziała, co w tej sytuacji mogłaby powiedzieć. Spojrzała w dół na swój strój, szara pidżama i zielony szlafrok, a do tego te śmieszne i do niczego nie pasujące kapcie. O tej godzinie to nawet jej twarz musiała wyglądać tragicznie. Krwistoczerwony rumieniec automatycznie pojawił się na jej policzkach, nie zdziwiłaby się nawet, gdyby cała jej twarz wyglądała jak truskawkowy lizak. Złapała za dwa końce szlafroka, po czym opatuliła się nim szczelnie.

    - Co? Nie, nie jestem żadnym karateką – warknęła w jego kierunku. Jakby dla własnej obrony, dlatego jak żenująco musi teraz wyglądać, zareagowała dość agresywnie. Oblizała szybko wargi, musiała się uspokoić, w końcu to nie wina chłopaka, tylko jej niezdarności. – A ty co, może jesteś ninją? Przecież pojawiłeś się tu znikąd – dodała już lżejszym tonem. Obróciła się lekko, patrząc na to co jej upadek narobił, zbroja była w totalnej rozsypce, jej części rozsypały się po całym korytarzu. – Musiałam narobić niezłego hałasu.

    Mendy

    OdpowiedzUsuń
  36. [O, jak ja lubię takie komplementy. :D Dziękuję!]

    OdpowiedzUsuń
  37. [Na pierwszy rzut oka faktycznie może tam bardziej pasować. :D Ale lubię nieco naginać stereotypy.]

    OdpowiedzUsuń
  38. [Chętnie! Teraz wprawdzie jestem poza domem, ale jeśli chcesz, możesz podsunąć mi pomysł i wieczorem coś zacznę. :D]

    OdpowiedzUsuń
  39. Puchonka również tego dnia co raz zerkała w okno, wypatrując zapowiadanego śniegu. Nie mogła się doczekać, aż ubierze swoją ciepłą bluzę z borsukiem na plecach, założy jarzeniowopomarańczową czapkę oraz szalik i rękawiczki w tym samym kolorze i wyleci z zamku ulepić największego bałwana jakiego widział Hogwart. Jednak jej wybryki i zabawy były dużo mniej szkodliwe społecznie, niż wyskoki Ślizgonek, a jednak wydawało się jej, że co dom to obyczaj i najwidoczniej tamtejsze dziewczyny nie potrafią zwrócić na siebie męskiej uwagi w inny sposób.
    Lucy lubiła w Lysandrze to, że w ogóle nie przejmował się tym, co zrobią lub powiedzą inni. I to w dużej mierze od niego, a także od Tina nauczyła się tej niezależności, która przy okazji po kobiecemu nie była w żaden sposób agresywna, czy inwazyjna, a wręcz niektórzy twierdzili, że po prostu ciekawa, czy urocza. Byli też oczywiście i tacy, którzy zupełnie tego nie rozumieli i kręcili nosem, ale Lucy już dawno przestała się przejmować i po prostu zarażała uśmiechem. Jedyne, czego chciała, by ludzie mieli o niej do powiedzenia, to że zawsze jest sobą.
    Przez chwilę zastanawiała się, jakby zupełnie nie zwróciła uwagi na zmianę kierunku rozmowy na karate. Pod tym względem prowadzenie z nią rozmowy mogło być albo bardzo skomplikowane, albo niezwykle interesujące. Niektórzy po prostu nie nadążali za tokiem jej rozumowania i przeskakiwaniem z tematu na temat. A akurat z Lysandrem dogadali się w tej kwestii niemal idealnie. Zmarszczyła lekko brwi w zastanowieniu.
    -Chyba nigdzie nie widziałam książki o karate – przyznała ze smutkiem, powoli kiwając głową – mam koleżankę która ćwiczy za to aikido… chyba lepiej do niej nie podchodzić ze złymi zamiarami, no ale to zupełnie co innego niż karate – oświadczyła, gryząc po chwili tosta i przez chwilę kontemplując wschodnie sztuki walki. Swoją drogą o ile ciekawsze byłyby pojedynki czarodziejów gdyby włączyć w to ciosy karate.
    -U mnie jest dzień tostów z dżemem – powiedziała rzeczowo, jakby tą zasadą rządził się każdy dzisiejszy posiłek. Sięgnęła po miskę puddingu ryżowego z czekoladowymi płatkami. – To jest całkiem niezłe, udoskonaliłam to dwa dni temu – mruknęła, jakby nadal szukała w puddingu jakichś niedoskonałości.
    -Wiedziałeś, że jeden facet twierdzi, że błotoryje wcale nie jedzą mandragor? Jestem skłonna mu uwierzyć, w końcu one wolą leżeć w błocie, niż kopać w ziemi do korzenia – powiedziała w końcu, przysuwając też Lysowi słone krakersy ze słodkim kremem kokosowym. O dziwo, niebo w gębie. – W ogóle w tej książce jest dużo teorii zupełnie innych od tych, które znam – dodała kiwając do siebie głową.
    -Gdzie się wybierałeś? – wyglądało to tak, jakby coś w umyśle Lucy przeskoczyło i nagle znów skupiła całą swoją uwagę na chłopaku, jakby właśnie wróciła z wycieczki po własnych przemyśleniach. Wzięła dwa krakersy z kremem i połączyła je w krakersową kanapkę.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  40. [I jak, mamy coś? :D Mi świta pomysł, aby wplątać w jakieś dziwy na zamku, nawet kiedyś miałam mieć wątek, że wracająca z pokera Ellen wpada na innego ucznia i szybko są zmuszeni razem się schować, bo słyszą zbliżających się prefektów. Zamykają się w korytarzu na trzecim piętrze (tym zakazanym z Kamienia Filozoficznego), w którym nadal są dziwaczne przedmioty, ale ich najbardziej zaciekawi klapa w podłodze... :D]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Podoba mi się twój entuzjazm! Ostatnim razem bardzo żałowałam, że nic z tego nie wyszło, a zapowiadało się świetnie. :D Mogę poprosić o zaczęcie? :)]

    OdpowiedzUsuń
  42. [Też tak czasem mam, szczególnie te "ambitniejsze" sprawiają, że po jakimś czasie odpisuję, bo wypada... Dlatego teraz skupiam się raczej na dynamice. :D
    Poczekam, zaraz pewnie uciekam spać, a jutro mam cały dzień zawalony, więc bez pośpiechu. :)]

    OdpowiedzUsuń
  43. Prawda była taka, że jeszcze kilka miesięcy temu, przed śmiercią Charity, Jemma nie potrafiła wyczarować patronusa. Dopiero pod wpływem tego traumatycznego wydarzenia ten stan rzeczy uległ zmianie. Tego typu wspomnienia albo uniemożliwiały komuś użycia tego zaklęcia albo odwrotnie, a ta druga opcja sprawdziła się właśnie u niej. Formą patronusa dziewczyny była sówka, co aż tak nie dziwiło, zważając na to, że należała ona do osób inteligentnych i ogólnie lubiących się uczyć. Male, niepozorne stworzenie, a jednak posiadające w sobie rodzaj siły, której większość ludzi nie rozumiało, mierząc ją prędzej miarą, której ktoś umie komuś przywalić. A siła miała przecież wiele różnych twarzy i u każdego ujawniała się w całkowicie inny sposób. Gdyby rozumieć to w taki sposób, Simmons wcale nie zaliczała się do grona osób słabych, które potrzebowały cudzej ochrony, aby przeżyć. Ona również nie miała dużego problemu w znajdowaniu miłych wspomnień w swoim życiu, takich naprawdę silnych, a jednym z nich było na pewno to, gdy poznała Lysandra wtedy w pociągu, w dniu swojego pierwszego pobytu w Hogwarcie.
    Jemma chciała oczywiście sama odpowiedzieć i już otwierała usta, aby wydać z siebie jakieś słowo, ale chłopak skutecznie ją ubiegł. I chociaż wcale nie chciała pękać z nadmiaru piwa kremowego, to skinęła głową z lekkim uśmiechem na twarzy na znak, że nie ma nic przeciwko i z miłą chęcią się napije.
    – A czy te sztuki będą w ogóle bezpieczne? – spytała od razu, nie chcąc, aby Lysander zrobił sobie krzywdę przez swoją nadmierną ciekawość. Z ich dwóch, to ona była głosem rozsądku i prawdopodobnie tylko dzięki niej jeszcze nie doznali jakiegoś poważnego i trwałego uszczerbku na zdrowiu. – Nie myśl, że chcę cię odwodzić od jakiegokolwiek twojego pomysłu, ale sam przyznasz, że niektóre z nich potrafią być naprawdę szalone – uśmiechnęła się do niego troskliwie, wsuwając dłonie między uda, ponieważ chciała je rozgrzać. W środku nie było zimno, ale jej dłonie zawsze były zimne, bez względu na temperaturę. – A tak w ogóle to czuję się zawiedziona faktem, że nie opowiedziałeś mi o swojej niecodziennej przyjaźni. Komu jak komu, ale mnie mogłeś powiedzieć! Czy nie jesteśmy przyjaciółmi? – spojrzała na niego wręcz oskarżycielsko i prawdę mówiąc, naprawdę była tym faktem trochę zawiedziona. Już nie mówiąc o tym, że na samo słowo „przyjaciółmi”, coś kuło ją w sercu, a ona musiała zagłuszyć to w sobie, aby nie pozwolić na to, żeby ponure myśli wdarły się do jej umysłu.
    Wcześniej Simmons nie zastanawiała się nad tym, dlaczego nie dowiedziała się o tym wcześniej, bo zwyczajnie pochłonął ją fakt, iż miała przyjemność poznania Aberfortha Dumbledore'a i dopiero teraz, gdy skupiła myśli, zaczęła o tym myśleć. Trochę ją to poruszyło, ale stwierdziła, że Lysander po prostu taki był i trzeba było się do tego przyzwyczaić.
    W międzyczasie mężczyzna zdążył wrócić już z trzema dużymi kuflami kremowego piwa. Kiedy Jemma otrzymała swój, upiła łyk, aby nieco się rozgrzać. Nie odzywała się, dochodząc do wniosku, że wystarczająco zbłaźniła się przed wejściem do środka. W głowie jednak pojawiało jej się tysiące pytań, które kiedyś miała zamiar zadać.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  44. Ellen Ridley nie biegała. Nigdy. Ani dla sportu, ani gdy nagle okazywało się, że jest już spóźniona na eliksiry i jedynym sposobem, by się nie spóźnić, jest maraton przez siedem kondygnacji zamku. O w życiu! Preferowała modne spóźnienia, nawet jeśli skutkowały utratą kilku punktów dla domu (co przecież nie było taką tragedią, zaraz znajdował się jakiś gryfoński bohater, który odzyskiwał punkty z nawiązką).

    Dlatego jeśli ktokolwiek kiedykolwiek widział ją biegnącą, musiał albo zejść jej z drogi, aby nie zostać stratowanym, albo również uciekać, bo prawdopodobnie gonił ją jakiś krwiożerczy potwór i jedynym sposobem na przeżycie było posunięcie się do tak nienawidzonej czynności. A że od czasów Harry'ego Pottera w Hogwarcie nie spotykano żadnych groźnych stworów, należało wziąć pod uwagę, że Ellen Ridley musi mieć kłopoty.

    Tamtego popołudnia wpadła w tarapaty, z których z początku nie umiała się wydostać, co przecież zdarzało się nieczęsto. Bynajmniej nie należała do tych Gryfonów, którzy uśmiechem i gładką gadką potrafili udobruchać nauczycieli, nie ─ ona raczej nigdy nie dawała nikomu dowodów na to, że jest czemukolwiek winna, prześlizgiwała się jak żmija przez szparę pomiędzy szlabanem a wolnością, nie dając się złapać.

    O jej działalności krążyły różne plotki ─ że oszukuje, że robienie z nią jakichkolwiek interesów na dłuższą metę nie popłaca, ponieważ później "ta Ridley" umywa ręce i jakikolwiek ślad po niej znika. Nigdy nie zaprzeczała, ale jeśli ktoś chciał doprowadzić ją do stanu ostateczności, wystarczyło, że nazwał ją złodziejką. Którą naprawdę nie była.

    Aż do tego dnia, jednak tu należałoby się zastanowić, czy kradzież, której nikt nie widział, faktycznie jest kradzieżą? Poza tym nie zabrała nic cennego, tylko akta z czasów, gdy w szkole był ukrywany Kamień Filozoficzny! Matka co nieco opowiadała jej o tym, ale że wówczas sama nie uczęszczała do Hogwartu i historię znała tylko ze wzmianki w Proroku, nie przekazała córce żadnych szczegółów. Kiedy jednak Ellen zmuszona była spędzić cudowne godziny na porządkowaniu kartotek (powód tego szlabanu był tak idiotyczny, że nawet nie chciała o nim myśleć) i przypadkiem natrafiła na te o tajemniczej skrytce na trzecim piętrze, po prostu nie mogła jej tak zostawić.

    Przez cztery piętra gnała jak szalona, chowając pomiętą mapę trzeciego piętra za pazuchą szaty i starając się wyglądać na tyle niepodejrzanie, na ile pozwalało wyglądanie podejrzanie na pierwszy rzut oka... Sama nie wiedziała, co podkusiło ją do tego, co zrobiła na widok Scamandera czającego się pod wejściem do pokoju wspólnego Gryfonów, ale intuicja podpowiedziała jej, że lepiej nie wnosić mapy do środka.

    — Scamander! — wydyszała, zatrzymując się przy parapecie i uginają lekko, gdy nagle złapała ją kolka. Miała naprawdę beznadziejną kondycję... — Dam ci coś na przechowanie, nie pytaj teraz, co to i dlaczego, ale za trzy godziny czekam na ciebie na trzecim piętrze, wtedy będzie kolacja i nikt nie będzie łaził po zamku. NIKOMU tego nie pokazuj, w ogóle zapomnij, że to masz. Po prostu to schowaj.

    Po tych słowach wyjęła zawiniątko i wcisnęła mu do rąk, posłała chłopakowi spojrzenie "Ja-I-Tak-Się-Dowiem" i udała się do dziury w portrecie, aby przebrać się z ubrudzonych kurzem oraz atramentem ciuchów. I żeby obmyślić jakiś plan.


    [Chodziło mi raczej o to, że wpadną na siebie przypadkiem w nocy, będą musieli się schować i natrafią na klapę. :D Btw, dormitoria to były sypialnie, natomiast pokoje wspólne to te, do których wchodziło się z korytarza. :)]

    OdpowiedzUsuń
  45. Gest chłopaka trochę ją zaskoczył, ale miała nadzieję, że Lysander tego nie zauważył. Na jej policzki wstąpiły delikatne rumieńce, dlatego wzięła głęboki wdech, aby uspokoić swoje rozszalałe emocje z powodu tego dotyku. W tej samej chwili myślała jedynie o tym, jak głupia i nieporadna była, nie umiejąc odpowiednio ukryć tego typu uczuć. Wiedziała, że gdyby jej przyjaciel był osobą mniej bujającą w obłokach, to po takim czasie mogłaby zostać zdemaskowana, dlatego była wdzięczna losowi za to, że Scamander posiadał taką cechę charakteru. Musiała jeszcze przez półtora roku nie doprowadzić do jakiejś sytuacji, w której wszystko by się wydało. Oczywiście po szkole nie zamierzała zrywać z nim kontaktu, ale wtedy nie będzie wydawała się z nim codziennie i prawdopodobieństwo wystąpienia czegoś takiego będzie mniejsze, a ona może się ogarnie i wykorzeni z siebie to uczucie.
    Słuchała go, uśmiechając się lekko i kiwając co jakiś czas głową. Z tym jeziorem miał rację, a chociaż Jemma wiedziała, że powinna czasami być mniej przewrażliwiona, to jednak nie mogła się o niego nie martwić i nie powiedzieć czegoś na temat bezpieczeństwa, bo chyba nie byłaby wtedy sobą. Niekiedy nawet ona zapominała o rozsądku i nie myślała trzeźwo, ale były to naprawdę rzadkie sytuacje. W dodatku sądziła, że jeśli swoim nudziarstwem uda jej się ochronić kogokolwiek od katastrofy, to może już znieść to, w jaki sposób niektórzy ją postrzegają. Ostatecznie postanowiła zaufać chłopakowi. Był przecież jej przyjacielem, a chociaż miał różne szalone pomysły, to jednak oczywistym dla niej było, że nie chce dla niej źle. Wielokrotnie udowadniał, że zasługuje na miano osoby, której bez problemu można powierzyć swoje życie.
    Tym sposobem niepokój opuścił ją na chwilę, ale powrócił w tym samym momencie, w którym Lysander i Aberforth zaczęli rozmawiać. Oczywistym było dla niej, że mieli swoje własne sprawy, o których Jemma nie miała pojęcia, ale ton tego dialogu wcale nie wydawał jej się taki, jaki słyszy się, gdy ludzie rozmawiają o błahych sprawach. Wszystkie jej mięśnie spięły się, a ona z niepewnością czekała na to, co nadejdzie później. A tego co usłyszała, absolutnie się nie spodziewała. I nawet wiadomość o tym, że Lysander mógłby oddać za nią życie, nie zawładnęła nią tak, jak własnie ta informacja.
    – O zniknięciach? Przygotować? – na początku chciała się nie odzywać, ale nie mogła siedzieć cicho. – Do czego mamy się przygotować? Chyba nie chcecie powiedzieć, że grozi nam jakieś niebezpieczeństwo? - wstała z miejsca, cała roztargniona i poruszona tym, co usłyszała.
    Przed oczami od razu stanął jej atak Mrocznych na zamek i wszystkie inne wydarzenia związane z tym okresem, również to najbardziej traumatyczne, przez które tak długo bardziej trwała niż żyła. Nie chciała, aby cokolwiek podobnego powtórzyło się, a wizja tego, że mogłoby tak być, przeraziła ją.
    – Żartujecie sobie, prawda? Przecież musicie sobie żartować… – zasłoniła usta dłonią, krążąc po pokoju. – Niedawno zażegnaliśmy jeden konflikt, a teraz pojawia się preludium do następnego, tak? Czy chociaż raz, nawet na jeden rok, świat nie może zaznać spokoju?! To aż takie trudne? Nie, ja… - wróciła nagle na swoje miejsce, chowając twarz w dłoniach. Kilka łez spłynęło po jej policzkach, ale szybko je otarła i wzięła głęboki wdech, aby się uspokoić. Nie chciała tego wszystkiego słuchać. Nie chciała się do niczego przygotowywać.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  46. [Ciekawi mnie to, na jakie odpisy od Bella trafiłaś, panie, tego było tyle, że aż strach się bać co tam wymyśliłam. Przeraża mnie to, kiedy część autorów pisze o tym, że go pamięta/kojarzy, choć jakby nie patrzeć weteran był z niego niezły. To miłe!
    Z mojej strony mogę tylko zaproponować wątek! Jeśli masz oczywiście ochotę - wybierz którego z panów chcesz rzucić na pożarcie wilczkowi, a ja spróbuję coś wymyślić! :)]

    Sangster Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  47. Spojrzenie, które jeszcze przed chwilą lustrowało korytarz, z powrotem wróciło na nocnego kolegę, którego tak niespodziewanie spotkała. Jej ojciec mimo tak drastycznej zmiany swojego życia, starał się uczyć i nakierowywać swoją córkę, również w ten mugolski sposób. Bajki z dzieciństwa to była podstawa tej korekty, do śniadania i na dobranoc – znała wiele ciekawych tytułów, ale również i wiele głupich, których jak raz się zobaczyło to niestety pamiętało się je do końca życia. Tak też było i teraz. Gdy Lysander zachwycił się pomysłem ninja, chcąc nie chcąc wyobraziła go sobie jako wielkiego, zielonego żółwia z przepaską na czole. Rozbawiony uśmiech pojawił się na jej ustach.

    - Nigdy nie jest za późno, by osiągnąć swoje marzenia – stwierdziła wzruszając niezauważalnie ramionami – Myślę, że spotkałbyś na drodze wielu ninja czarodziejów.

    Amanda wybiegając z dormitorium, zapomniała o czymś takim jak różdżka. W końcu miała tylko wysłać list, a zaraz potem wrócić i pójść spać, dlatego nawet nie proponowała składania zbroi magią. Bynajmniej tak właśnie odebrała niedokończoną propozycję chłopaka. Znów, gdy ten zaczął nawoływać tajemniczego nieznajomego, blondynka zaczęła rozglądając się z ciekawością po okolicy. Lysander uklęknął i koślawie zaczął przeszukiwać schody.

    - Ale poczekaj czego ty szukasz? – spytała, jednak nie myśląc dłużej jakby nigdy nic uklęknęła zaraz za nim i również przeczesywała zimne płytki – Zgubiłeś jakieś zwierzę? Gary! – również zawołała, jakby doskonale wiedziała kogo woła. Nie było to zbyt proste, jeszcze nigdy nie schodziła po schodach w ten sposób, dodatkowo w ciemnym korytarzu. Dlatego robiła to o wiele wolniej, niż chłopak przed nią. Jednak ducha zobaczyła pierwsza. Bezgłowy Nick wychylił się ze ściany i z ciekawością spojrzał na kucającą dwójkę – O kurczę – Amandzie wręcz wymsknęło się ciche jęknięcie. Sir Nicholas był bardzo uprzejmym duchem, uwielbiał wygłupy i czas spędzony z uczniami. Dziewczyna miała okazję przeprowadzić z nim parę ciekawych rozmów, na temat francuskiej szlachty z 1500 roku, duch o dziwo miał wiele do powiedzenia w tym temacie. Nie była jednak pewna, jak zareaguje teraz, gdy napotka na swojej drodze dwójkę szwendających się dzieciaków, po dwunastej w nocy.

    Sir Nicholas uniósł zaciekawiony brwi, i jakby dla lepszego widoku zbliżył się do Amandy i Lysandera, po czym zawisł tuż nad ich głowami – Przepraszam, ale co wy tutaj robicie? Bo w mycie podłogi to ja nie uwierzę – w cichym korytarzu, głos ducha rozbrzmiał dość tubalnie, aż gęsia skórka wyskoczyła Amandzie na rękach. Miała ochotę zwiewać.

    Amanda

    OdpowiedzUsuń
  48. [Wyczuwam ciekawy wątek z Lysandrem! Chodzą nawet na te same zajęcia dodatkowe, więc to z pewnością przeznaczenie! Ale może najpierw dam ci wrócić z urlopu i wtedy zdecydujesz, czy dasz radę poprowadzić jeszcze jeden wątek :)]

    OdpowiedzUsuń
  49. [Oczywiście :) Jak tylko na coś wpadnę, to od razu tu wrócę! :)]

    OdpowiedzUsuń
  50. [Dziękuję za wcześniejsze powitanie przy Kate Dunbar, ale przez sesję cały wachlarz pomysłów na tę postać wyparował, więc pozostaje mi jedynie zaprosić do Gwendolyn Reynolds, którą stworzyłam na jej miejsce. Raz jeszcze dziękuję i całe szczęście, że cudownej Marilyn nie muszę się wstydzić. Pozdrawiam cieplutko i życzę samych wspaniałych, niezapomnianych wątków. (:]

    Gwendolyn Reynolds

    OdpowiedzUsuń
  51. [To tak dla niepoznaki, a charakterek pokaże w wątkach xD Ja dłuuugo nie podejmowałam się kobiecych postaci, ale teraz taka naszła mnie chęć, ze warto dać szansę pannie ;p Także, powodzenie sie przyda :D]

    Lea

    OdpowiedzUsuń
  52. [Coś ciekawego mi się tworzy. Twój pan lubi przygody i stworzenia, moja panna również, ale tylko wtedy, gdy choć trochę wiąże się to z czarną magią. Dlatego tak myślę, a może siedziałby z jakąś książką na temat prawdopodobnie istniejącego stworka, którego chciałby dowieść, że istnieje, ale że ma to związek z czarną magią, to trochę by się bał. Tutaj wkraczałaby Sol, z małą ekscytacją (mogłaby zajrzeć mu przez ramię w bibliotece). Ta by go upewniła, że warto poszukiwać i chętnie wybrałaby się z nim. W sumie po pewnym czasie mógłby zrobić jej małą awanturę, bo pewnie by się skapnął, że coś za dużo wie z dziedziny zakazanej. Chyba, że nie przejmowałaby się tym za bardzo. I pytanie, mieliby się kojarzyć, czy nie za bardzo?]

    Solene

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Mam wolne, to sama coś naskrobię ;) A pytanie bardziej dotyczyło, czy mają kojarzyć się po przodkach, czy po samym "chodzi do tego samego domu", ale dajmy, że na tym się kończy.]

      Usuń
  53. [cześć i dziękuję. :3 ja tam do Scodelario mam słabość, może nie byłam na tak wielu blogach, by zdążyła mi zbrzydnąć - a tam, gdzie byłam, sam ją miałam. :D przepraszam od razu za stracony wątek Ellen/Matt, miałam trochę cięższy okres. mam nadzieję, że wybaczysz. c:]

    Olivia Wardhill.

    OdpowiedzUsuń
  54. Zawsze lubiła patrzeć jak jej przyjaciółka jest porywana przez Lysandra. Lucy miała nosa do takich spraw i choć nigdy nie wtykała go w nieswoje sprawy, doskonale znała to spojrzenie przyjaciółki, gdy patrzyła właśnie na niego. Wiedziała, że nigdy nie będzie w hierarchii tak wysoko jak Jemma, ale też nie przeszkadzało jej to, a wręcz czułaby się niekomfortowo, gdyby z jakichś względów Lys zwracał na Lucy większą uwagę, niż na Jemmę. Nie, to zdecydowanie nie mieściło się w jej małej, rudawej, misiowej główce.
    Choć doskonale zdawali sobie sprawę ze swoich wad, wydawali się zupełnie nie zwracać na nie uwagi lub akceptować je we wszystkich możliwych formach. Wiedziała, że ona w stosunku do niego dużo częściej stąpa bliżej ziemi, a on dla odmiany czuje się upoważniony do tego, by być odkrywcą wszystkiego. Rozmawiali jednak o rzeczach, które nie dotykały spornych tematów, jakby trzymając się za ręce, latali gdzieś ponad ziemskimi sprawami, a potem, jak gdyby nigdy nic – puszczali i każde leciało do swojej krainy.
    Lubiła kontrowersje i nie kryła się z tym. Zawsze w pewien sposób łamała stereotypy. Zaczęła od swoich narodzin, gdy okazało się, że zdecydowała się być dziewczynką, a nie chłopcem, podczas gdy wszyscy zakładali, że Oliver będzie miał syna, w dodatku swoją małą kopię. Z każdym kolejnym dniem udowadniała, że nic nie jest takie, jakie może się wszystkim wydawać.
    Zmarszczyła nos, widząc, jak Zander decyduje się na kurczaka na śniadanie. Matko kochana, to nie miało według niej najmniejszego sensu. Jej nieprzyzwoicie wyczulony gust kulinarny zakazywał jej takiej herezji, ale nie skomentowała tego, doskonale wiedząc, że Lys jest przekonany o tym, że można zjeść śniadanie na słono i to w dodatku z kurczakiem.
    -A czytałeś o jedi? To taki mugolski wymysł, ale chyba do zrobienia, wiesz, oni mają swoją magię, robią różne dziwne rzeczy. Chciałabym być jedi, oni mają takie serowe miecze, znaczy laserowe miecze, to musi być super – miała to to siebie, że bardzo często mówiąc coś, od razu zaznaczała swoje stanowisko. We krwi miała chyba mówienie wprost tego, co myśli i co najważniejsze, bronienie tego. Nigdy nie czekała, aż ktoś wyda opinię – zawsze miała swoją.
    Słysząc oburzony ton Scamandera miała dziką ochotę zmarszczyć nochala i powiedzieć mu, że wcale, a wcale nie musi być tak, jak wszystkim się wydaje. Może nadepnęłaby mu tym na odcisk i dlatego zrezygnowała, albo po prostu jej myśli powędrowały już zupełnie gdzie indziej – do Komnaty Tajemnic. Zrobiła wielkie oczy i sięgając po tosta z dżemem, wlepiła spojrzenie w Lysa.
    -Oczywiście – żachnęła się, jakby to pytanie wydawało się jej nie na miejscu. Zaraz jednak pochłonęło ją napięcie związane z potencjalnym planem jej kolegi. – Co chcesz tam zrobić? – nawet nie zauważyła, jak wstrzymuje powietrze. Był to teren niemalże zakazany, jakby święty, ale w niezbyt przyjemnym sensie. Lucy miała wrażenie, że w tamtych kanałach, oprócz szczurów zalęgło się i tkwi nadal jakieś zło, wiszące w powietrzu, bezcielesne. Ale to tylko przyprawiało ją o dreszczyk emocji i widoczną na twarzy ekscytację.

    Przepraaaszam, że dopiero teraz, chyba podświadomie chciałam dać Ci odpocząć na urlopie :D
    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  55. [Hej! Dziękuję pięknie za powitanie! :)
    Powiem szczerze, że nie wiem, gdzie powinnam się zgłosić, bo z jednej strony stara znajomość z Luną, z drugiej - Gryffindor. :D
    Powiązania dotyczą miłości - albo aktualnej, albo byłej. Bo chyba jednego męskiego przyjaciela Rose już znalazła. ;)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  56. Kiedy Melissa z uśmiechem na twarzy przekroczyła próg Hogwartu, zamiast tak jak miała w założeniu, zacząć wspominać świetne lata spędzone w tym miejscu, skamieniała i poczuła się dziwnie przytłoczona wielkością budynku. Speszona rozejrzała się wokoło, stwierdzając, że nic nie zmieniło się od czasu, kiedy to ona jeszcze była jedną z uczennic, co zresztą nie było aż tak dawno i była przekonana, że Ci starsi nauczyciele na pewno nadal ją pamiętają. Jako że prawdopodobnie trwały lekcje i korytarze świeciły pustkami, co jeszcze bardziej potęgowało nieprzyjemne uczucie, nad którym bezskutecznie dziewczyna próbowała zapanować. Po chwili jednak wymiękła zupełnie i nie oglądając się, zrobiła kilka kroków w tył przez co, gdy już była niemal przy wyjściu wpadła na towarzyszącą jej szefową, od której potężnego brzucha dziewczyna się odbiła i wylądowała na ścianie.
    - Bardzo panią przepraszam — czerwieniąc się, powiedziała do zanoszącej się śmiechem kobiety, którą ta sytuacja w przeciwieństwie do Melissy najwidoczniej bardzo rozbawiła. Dziewczyna poprawiła ogromną tiulową spódnicę, do której założenia mimo sprzeciwu została zmuszona i nie wiedząc co robić, czekała aż szefowa się uspokoi.
    - Chciałam iść na chwile do powozu, sprawdzić, czy nie zapomniałam wziąć stamtąd tych czekoladowych róż — powiedziała, gdy kobieta wreszcie prawie się uspokoiła i podpierając się pod boki, powoli ruszyła w kierunku gabinetu Dyrektora. - Nie będzie to konieczne, wzięłam je za ciebie kochaniutka — melodyjnym głosem odpowiedziała madame, odwracając się do swojej pracownicy.
    - Wszystko masz tu, nic ci się na pewno nie skończy, jest zaczarowany — mówiła, wręczając dziewczynie niewielki koszyczek, który bez pomoczy czarów, pomieściłby najwyżej kilka ciastek i lizaków w kształcie serc.
    - Nie przejmuj się Melisso i zachowaj spokój — rzuciła kobieta, uśmiechając się i gładząc ja po policzku. - Spotkamy się później w Wielkiej Sali, kochaniutka, zerknij czy tam też jest już wszystko gotowe. Powodzenia! - pani Puddifoot zniknęła za drzwiami gabinetu Dyrektora, zostawiając spokojniejszą już dziewczynę, za chwile sam na sam ze zgrają nastolatków żądnych darmowych i pysznych słodyczy od przebranej za cherubinka i jednocześnie chyba też czerwonego kapturka, kelnerki. Melissa zaśmiała się, przypominając sobie, że we wcześniejszych zamierzeniach szefowej, miała mieć też żenujące aniele skrzydła, co razem z resztą tworzyłoby już przeuroczą mieszankę. Właśnie w tamtym momencie dziewczyna poczuła na plecach ciężar, a gdy odwróciła się, białe piórko połaskotało ja w nos, załamana ruszyła do Wielkiej Sali.
    W tym roku nauczyciele i dyrekcja wyjątkowo postarali się o wystrój pomieszczenia, które prezentowało się naprawdę nieźle, za co odpowiedzialna w dużym stopniu była również pani Puddifoot, która akurat te walentynki, postanowiła obejść huczniej niż wcześniejsze. Dziewczyna przeszła po sali, upewniając się, że skrzaty dobrze wykonały zadanie i na każdym talerzyku leży czekoladowe serce. Wtedy za sobą usłyszała czyjś śmiech, odwróciła się więc, a gdy jej oczom, ukazała się, grupka chłopaków, których przywódcą najprawdopodobniej był blond włosy gryfon, o czymś świadczyła oznaka z lwem na jego szacie.
    - Co was tak śmieszy? - rzuciła, wpatrując się w nich nienawistnym wzrokiem, choć wiedziała co, a raczej kto jest powodem ich rozbawienia.
    - Rzadko w Hogwarcie widuję się taaakie anioły — usłyszała w odpowiedzi, na co uniosła tylko brew ze zdziwienia i zażenowania. Nie wiedziała bowiem czy te niezbyt wyrośnięte osobniki próbują ją poderwać, czy też wyśmiać.
    - Skończyliście już lekcje? - spytała, kierując się do wyjścia. - Zaraz skończymy aniele! Trafiłaś mnie swoją strzałą, zakochałem się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy jej oczom, ukazał się, korytarz pełny roześmianych uczniów i zakochanych par, które w większości dzisiaj zbytnio nie kryły się ze swoim uczuciem, poczuła się lepiej. Zamek nie wydawał jej się już tak ogromny i przypomniała sobie, za to miejsce przez tyle lat kochała. Po raz etny poprawiła spadającą spódnice, uśmiechnęła się i z zawieszonym na łokciu koszykiem ruszyła przed siebie. Pod nosem śpiewała miłość rośnie wokół nas.

      Mel
      [Trochę długie, ale chciałam, żeby to wszystko, o czym mówiłam, było mniej więcej zawarte :D]

      Usuń
  57. Na co dzień Jemma była aktywną jednostką, która pomimo swojego niepozornego wyglądu miała w sobie duże pokłady energii, to jednak bardzo doceniała sen. Mogła wygłosić referat o tym, jak bardo sen był potrzebny każdemu człowiekowi, jaki był drogocenny i jak bardzo nie można było go zaniedbywać. Dlatego jeśli nie miała czegoś ważnego do zrobienia, nie zaczytała się lub nie pochłonęła w jakiejś niezwykle ciekawej rozmowie, to starała się chodzić w miarę wcześnie spać. Za to rankiem budziła się najwcześniej ze wszystkich dziewcząt, z którymi dzieliła pokój, starając się jednocześnie ich nie obudzić, bo przecież także Krukonki wracały do swoich dormitoriów godzinę przed czwartą rano i dopiero wtedy kładły się spać. Simmons doskonale o tym wiedziała, chociaż pewna część Hogwartu zdawała się mieć wrażenie, że wszystkie dziewczęta i chłopcy z tego domu byli idealnymi kandydatami na świętych, którzy nigdy w życiu nie zrobili niczego złego. Nawet Jemma pomimo swojej reputacji osoby o czystym sercu, miała co nieco za uszami, bo koniec końców była tylko człowiekiem, który upadał i podnosił się. Za tym uroczym uśmiechem kryło się o wiele więcej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
    Dzisiaj jednak spokój jej snu został zakłócony. Co prawda nie w jakiś bestialski sposób, ale z pewnością w nietypowy. Simmons nigdy nie potrafiła tego wyjaśnić, ale to nie był pierwszy raz, gdy Lysander budził ją w ten sposób. W takich chwilach dziewczyna po prostu budziła się całkowicie naturalnie, jakby na zegarku widniała godzina szósta rano, a nie druga w nocy. Oznaczało to jednak, że coś było nie tak, a to sprawiło, że dziewczyna od razu zaczęła odczuwać niepokój. Usiadła na łóżku, ocierając oczy i westchnęła cicho, przekręcając się. Zrezygnowała z założenia kapci, ponieważ o wiele wygodniej poruszało jej się bez nich. Powoli zeszła z łóżka, nie chcąc budzić dziewczyn, które smacznie spały w swoich łóżkach. Poruszała się bardzo powoli w stronę wyjścia z dormitorium, mając przeczucie, że znajduje się za nimi Lysander. Kiedy tylko otworzyła je, okazało się, że miała rację. Stan w jakim zastała Krukonka, ani trochę jej nie uspokoił, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej zmartwił. Troska i niepokój od razu znalazły swoje odzwierciedlenie na jej twarzy. Bała się o niego, a w jej głowie pojawiło się tysiące scenariuszy odnośnie tego, co się mogło stać. Najprostszym wyjaśnieniem był jakiś koszmar, ale nawet w takim przypadku Lysander nie wyglądałby aż tak źle. Gdyby to był tylko sen, nie wypowiedziałby takich słów, nie patrzyłby tak na nią. Simmons uśmiechnęła się lekko, żeby dodać otuchy chłopakowi.
    – Nie, nie musisz mnie przepraszać. Wszystko jest w porządku – zapewniła go, po czym złapała lekko za nadgarstek, schodząc po schodach prowadzących do Pokoju Wspólnego. Było jej trochę zimno w stopy, ale nie przejmowała się tym, mając na względzie jedynie dobro swojego przyjaciela. Pociągnęła go na kanapę, na której chwilę wcześniej usiadła.
    – O czym ty musiałeś myśleć lub co jadłeś przed snem, że nie możesz spać… – szepnęła, nie pytając jednak o powód, dla którego Lys był w takim stanie. Złapała go delikatnie za dłoń, dając mu tym samym do zrozumienia, że jest tutaj i nie zamierza go zostawiać.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  58. [Peters <3
    Mogę zrobić z Lysandra byłego chłopaka Fanny? Proooszę :D Lys jest taki fajny, a na dodatek też lubi zwierzątka, jak Mayweather. Mogli umawiać się ze sobą na początku piątej klasy przez jakieś trzy-cztery miesiące na przykład. No i po tym czasie rozstali się, bo się cały czas o coś kłócili i zgodnie stwierdzili, że to nie ma sensu. Mimo to, wciąż pozostają raczej w przyjaznych kontaktach :D Oczywiście, jeśli taka koncepcja ci nie pasuje to mogę wymyślić coś innego :)]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  59. Gdy wpadła do dormitorium, aby przeczekać pogoń w spokoju i przebrać się w coś wygodniejszego, zbyła rozbawione pytania koleżanek o to, co ją tak zmęczyło. Nie zamierzała opowiadać im ani o szlabanie, ani o tym, co podczas niego znalazła i postanowiła bez pytania przywłaszczyć. Im mniej osób wiedziało o starych aktach, tym lepiej, zwłaszcza że już zaczynała żałować oddania ich Scamanderowi na przetrzymanie. Chociaż nie byli nawet dobrymi znajomymi, Ridley uważała go za dość... rozmarzonego typa. Miała nadzieję, że nigdzie tych kartek nie zgubi albo, co gorsza, nie odda ich któremuś z nauczycieli, bo miałaby jeszcze większe kłopoty.

    Nie mogła siedzieć bezczynnie, dlatego po dziesięciu minutach postanowiła opuścić pokój wspólny i samodzielnie zająć się ukryciem akt. Tylko do siebie samej miała całkowite zaufanie, tylko sama mogła sprawić, by cała sprawa rozeszła się po kościach, a później zagłębić się w dawno zapomniane dzieje Hogwartu.

    Z ulgą dostrzegła, że Krukon nadal siedzi na tym parapecie, zupełnie jakby nic się nie stało. Dopiero po chwili zorientowała się, po czym mazał ołówkiem. Podbiegła i z impetem położyła dłoń na aktach, po czym wyrwała mu je.

    ─ Oszalałeś? Jeszcze je zniszczysz! ─ warknęła, kartkując je pośpiesznie, aby sprawdzić, czy żadna z nich nie ucierpiała. Westchnęła ciężko, kręcąc głową. ─ Nikt o to nie pytał?

    Rozejrzała się, chcąc sprawdzić, czy oprócz nich nikogo na korytarzu przy Grubej Damie nie ma. Nie było, póki co. Wolała zbyt długo tu nie stać, już i tak wiele ryzykowała, opuszczając Wieżę Gryffindoru zaledwie kilkanaście minut po popełnieniu przestępstwa.

    Ellen

    OdpowiedzUsuń
  60. [Razem by stanowili niezłą parkę! Duszki Hogwartu, strzeżcie się!]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  61. Dzień dobry, czy brat Lysandra ciągle figuruje jako postać wolna? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Nie wiem gdzie Ci odpisać xD Tak. Jest postacią do przejęcia :D]

      Usuń
  62. Wiadomo to od zawsze, że kuchnią Krukonów jest biblioteka, a książki stanowią ich pożywienie. Takie małe i duże przekąski wciągu dnia, zależy czy egzaminy są większe lub mniejsze. Może nawet nie tyle, co się nimi żywią, a wręcz pochłaniają. Gorliwie i dokładnie. Okruszek w postaci informacji ominięty zostać nie może. Bywają także i tacy, którzy po prostu są głodni wiedzy, a do biblioteki przychodzą, by to burczenie w głowie uspokoić na pewien czas. Kimś takim była Solene, wchodząca co najmniej 5 razy tygodniowo do tego ogromnego pomieszczenia, gdzie kurz gęsto unosił się tuż nad samą podłogą. Uczniowie często go kopali, nieświadomi swej brutalności i braku jakichkolwiek uczuć. On jednak również łaskawy nie był, bo upodobał sobie zaleganie w drogach oddechowych, a to kończyło się kichaniem. Tak właśnie blondynka witała się z każdym regałem, z cichym i piskliwym apsik! Tego dnia padło na eliksiry. Na ostatnich zajęciach nie spodobał się Sol fakt, że pojawił się nowy składnik, o którym istnieniu nawet nie wiedziała. Nie lubiła nie wiedzieć. To burzyło jej wiarę w siebie, którą miała całkiem sporą. Tak więc siadła na jednym z wolnych miejsc przy bibliotecznych stołach i zaczęła czytać. Nie szło to Mulciber zbyt dobrze, bo każda rzecz wokół była znacznie bardziej interesująca od włosów jakiegoś dziwnego zwierzęcia, z jeszcze dziwnym ryjkiem i kopytkami. To nie tak, że nie lubiła magicznych stworzeń, nie lubiła tego, czego nie znała i nie wiązało się z czarną magią. Dlatego trzęsące się ręce brunetki na przeciwko były jakoś znaczniej inspirujące się do uczenia – wniosek prosty: ucz się na bieżąco, bo potem pozostają tylko nerwy. Ilustracje w książce chłopaka obok były jakieś ciekawsze chociażby pod względem estetyki. Solene zatrzymała wzrok na obrazku, studiując je chwilę, by zaraz wyciągnąć wnioski. Nie były jakieś nadzwyczajne, do momentu przeczytania tytułu rozdziału po lewej stronie otwartej księgi: ”Stworzenia czarno magiczne o nieudowodnionym istnieniu”.
    Bingo! Wykrzyczał drobny głosik w głowie blondynki. Zostaw wszystko. Już. Natychmiast. Ta automatycznie się wyprostowała, własną książkę zamknęła, by po chwili ledwo zauważalnie przybliżyć się do Krukona, siedzącego po jej prawej stronie.
    - Wybacz, że zakłócam naukę – Solene zaczęła cichutko. – Ale czy mogłabym wiedzieć, o czym czytasz?

    S

    OdpowiedzUsuń
  63. [Dzięki za powitanie c:]
    Aris

    OdpowiedzUsuń
  64. [Dzięki wielkie za przywitanie Aidenka! :3]

    Aiden

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Mam nadzieję, że Vincent wyjdzie jeszcze na ludzi. :D
    Dzięki za miłe przywitanie.]

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  66. Kiedy tylko usiedli, Jemma zawiesiła na nim swój wzrok, ponieważ wiedziała, że bez obserwowania go, niczego się nie dowie. Wątpiła, aby Lysander powiedział jej wszystko od razu, a powodów do tego, dlaczego tego nie zrobi, było naprawdę wiele. Najprawdopodobniej nie chciał jej martwić, ale Simmons znała go zbyt dobrze, aby tego nie wiedzieć, dlatego wiedziała, że będzie musiała drążyć temat, aby czegokolwiek się dowiedzieć. W końcu musiała mieć jakąkolwiek świadomość o jego problemie, aby móc mu pomóc, bo przecież słowa „wszystko będzie dobrze, jestem tu” nie załatwiały sprawy, o czym Krukonka niejednokrotnie mogła się przekonać, często także na swoim przykładzie. Ludzie doceniali tego typu gesty, próbując się uśmiechać, ale to nic nowego nie wnosiło, nie rozwiązywało ich problemu, a ona nie chciała zostawiać go sam na sam z tym, co go trapiło. Nie była jego przyjaciółką tylko po to, aby być z nim tylko wtedy, kiedy jest dobrze. Mógł krzyczeć, zaprzeczać i narzekać na nią, ale nie zamierzała odpuścić.
    Nawet jeśli Lysander mówił, że był to zwykły koszmar, wcale nie zachowywał się i nie wyglądał, jakby tak było. Wydawało jej się, że jest dziwnie nieobecny, w taki sposób, w jaki nigdy nie był, a raczej rzadko bywał, bo o tym, że Scamander często chodził z głową w chmurach, wiedziała aż za dobrze. To ją jeszcze bardziej zmartwiło, ponieważ oznaczało, że naprawdę jest źle, a tego nie mogła zignorować. Siedziała jednak na swoim miejscu spokojnie, patrząc na niego zmartwiona. Coś z pewnością było nie tak. Tylko co?
    – Nie zachowujesz się, jakby to było nic – odpowiedziała, a jej głos wyraźnie wskazywał na to, że wiedziała, iż Lysander kłamie. - Proszę cię, Lys, znamy się już tyle lat, nie próbuj mnie okłamywać. Dobrze wiem, że coś jest na rzeczy, że to nie był tylko zwykły sen, dlatego powiedz mi od razu o co chodzi zamiast bawić się ze mną w kotka i myszkę – powiedziała, po czym westchnęła cicho. Ponownie złapała go za nadgarstek i pociągnęła lekko w swoją stronę, sugerując mu, aby lepiej usiadł. – Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele powinni sobie pomagać, niezależnie od sytuacji. Powiedz mi co się stało i po prostu razem rozwiążemy ten problem – uśmiechnęła się do niego lekko, chcąc dodać mu otuchy. – A jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, zrób to dla mnie, bo bardziej będę się martwić, nie wiedząc o co tak właściwie chodzi – dodała jeszcze, mając nadzieję, że to go przekona.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  67. [tutaj widzę punkt zaczepienia. są na jednym roku, w jednym Domu. może masz ochotę na wątek przyjacielski? Lukrecia i Lysander mogli się poznać już podczas pierwszej podróży pociągiem, albo po ceremonii przydziału, już w Pokoju Wspólnym. Lu, jako mugolaczka, niewiele - właściwie to nic - nie wiedziała o świecie magii; może chłopak z początku tłumaczył jej pewne rzeczy, co zaowocowało czymś na kształt przyjaźni?
    a co do głównej akcji wątku, to mogliby wyrwać się nocą do Zakazanego Lasu poszukać jakichś nietypowych stworków, o ile nie masz nadmiaru takich wątków. :3]

    Lukrecia Anders

    OdpowiedzUsuń
  68. [domyślałam się, nie szkodzi. :) hm, w takim razie może mi powiesz, jakie wątki lubisz? jakaś akcja, dramaty, nieszczęśliwe miłości? wtedy coś wymyślę na pewno. albo może poszukujesz konkretnego powiązania do konkretnego wątku? :D]

    Lukrecia Anders

    OdpowiedzUsuń
  69. [chyba się cofnę do opowiadań i poczytam, w takim razie, o ile dobrze wywnioskowałam. :D można by zrobić tak, że uciekając trafiają na jakiś ukryty tunel czy coś? i jakąś walkę można wpleść.]

    Lukrecia Anders

    OdpowiedzUsuń
  70. [te o ataku na Zamek, czy coś w tym rodzaju. troszkę przeleciałam wzrokiem, żeby się lepiej zorientować w akcji, bo mnie tutaj nie było wtedy. :D
    mogliby się po prostu, wraz z jeszcze kilkorgiem uczniów, ukrywać. ktoś, czy to jeden z Mrocznych czy z "naszych" walnie jakieś zaklęcie, zawali się przejście (załóżmy, że to będą lochy, coby było bardziej dramatycznie XD), no i żeby nie sterczeć i nie czekać na pewną śmierć ruszą przed siebie w jedynym kierunku, który im pozostanie.]

    Lukrecia Anders

    OdpowiedzUsuń
  71. [Cześć, nie odpisałam Ci na powitanie, bo chyba zginąłeś mi gdzieś w komentarzach, ale przybywam, żeby zaproponować Ci wątek, jeśli tylko to piekiełko trochę się ochłodziło i znajdziesz trochę miejsca na niecne sprawunki z L-Rose :) ]

    Lily Rose

    OdpowiedzUsuń
  72. Trochę zaskoczył ją ten twardy ton chłopaka, ale nie zamierzała się przed nim uginać czy cokolwiek w tym stylu. Ludzie mogli nazywać ją tchórzem, ale od śmierci Charity bardzo się zmieniła i przestała być już taka strachliwa, jak kiedyś. Poza tym w sprawach swoich przyjaciół zazwyczaj pozostawała nieugięta, prawie wścibska i doprawdy irytująca. Zazwyczaj jednak ostatecznie dopinała swego, wyciągając od danej osoby potrzebne informacje, by później pomóc jej w takim stopniu, w jakim mogła, bo jednak nie była w stanie zrobić wszystkiego, nawet jeśli w każdym przypadku bardzo tego chciała. Tutaj było podobnie, a raczej szczególnie tutaj, gdyż Lysander był dla niej najbliższą osobą w Hogwarcie. Dla niego miała przeznaczony specjalny rodzaj troski, o której sam zainteresowany pewnie nie miał pojęcia. Dlatego nie myślała nawet o odpuszczeniu, tym bardziej, że widziała, jak po jej ostatnich słowach chłopak w końcu ugina się i już otwiera usta, aby opowiedzieć przyjaciółce o swoim problemie. Tyle, że ostatecznie do tego nie doszło.
    W pierwszej chwili Jemma była zbyt oszołomiona tym, co się wydarzyło, aby zrozumieć o co chodzi. Poderwała się z kanapy, patrząc na Krukona z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Chciała coś zrobić, ale bała się, że jeśli wkroczy do tej szamotaniny, którą Lysander sam ze sobą prowadził, sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy. Gdy chłopak upadł razem z niewielkim stolikiem, bała się, że obudzi się reszta śpiących uczniów, ale na szczęście hałas nie był tak głośny, a Simmons nie zarejestrowała, aby ktokolwiek opuścił przyjemną krainę Morfeusza. Nie miała pojęcia do kogo krzyczał, aby go zostawił, ale domyślała się, że to wszystko dzieje się w jego głowie. Teraz mogła być pewna, że to nie tylko koszmar. Koszmary nie sprawiały, że ludzie zachowywali się w ten sposób. Tylko o co tak właściwie chodziło? To, czego dziewczyna obawiała się najbardziej to to, że Scamander znowu poszedł gdzieś, gdzie nie powinien albo dotknął coś, co wywołało u niego ten stan. Ciekawość wygrywała u niego z rozsądkiem, dlatego ta możliwość była bardziej niż prawdopodobna.
    Kiedy w końcu Lysander przestał rzucać się i krzyczeć, Jemma uklęknęła przy nim, jednak chwilę później Krukon odskoczył od niej jak oparzony, co spotkało się z kolejną falą zdziwienia z jej strony. Bała się, że chłopak przestał widzieć to, co rzeczywiste, a umysł płatał mu figle. Pozostała na swoim miejscu, nie chcąc znowu go przestraszyć. Było jej trochę chłodno od tej zimnej posadzki, ale teraz nie wydawało się to takie ważne. Patrzyła na niego jeszcze bardziej zmartwiona niż wcześniej.
    – Wybacz, ale… Niczego nie słyszałam. Nikogo tutaj nie ma – odpowiedziała ze smutkiem, po czym westchnęła cicho. – Teraz to na pewno nie żadne koszmary nocne. Lys, w co ty się znowu wpakowałeś? Świat magiczny jest po brzegi wypchany niebezpiecznymi przedmiotami, więc powiedz mi, co zrobiłeś, co zjadłeś, czego dotknąłeś, co ze sobą zabrałeś. Teraz.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  73. [To bardzo dobrze, że tak pasuje do Domu ;p Dzięki i też mam nadzieję, że z nim mi już wyjdzie :D]

    Call

    OdpowiedzUsuń
  74. [Masz całkiem dobry opis wyglądu, więc jeśli wyobraźnia Ci nie szwankuje to nie powinno być problemu :P Zdjęcie miało być przede wszystkim nastrojowe. :D
    Lishka to właściwie nie jest nawet imię, wymyśliłam sama, ale okazało się, że istniał taki pan jak Kurt Lischka i był zbrodniarzem nazistowskim, więc najpewniej gdzieś w głowie już ono było tylko nie skojarzyłam dopóki nie wygooglowałam.
    Przynajmniej pasuje do Lishkowego ponurego nastroju i charakteru.
    Może to za dużo czarnego humoru (choć na siłę można by porównać nazistów do Śmierciożerców), ale masz ochotę na trochę zbrodni? Z Gryfonem Dołohow się raczej nie dogada, Krukoński umysł może się przydać w jakiejś tajnej misji np. do kuchni na kakao i z powrotem lub coś bardziej krwistego.]

    Lishka Dołohow

    OdpowiedzUsuń
  75. [Witam również i dziękuję za miłe słowa! Jak tak patrzę to jest to chyba na razie jedyny blog, gdzie jest tyle autorów, więc zapowiada się naprawdę fajnie :)
    Odkąd zaczęłam oglądać American Horror Story wręcz ubóstwiam Evana, więc jak tylko zobaczyłam go na zdjęciu to od razu aż mi się przyjemniej na serduchu zrobiło :D
    Życzę tego samego, w takim razie! Jakby coś, to zapraszam do Julie na wątek :)]
    Julie Laven

    OdpowiedzUsuń
  76. [trzecia odsłona. :D Nebraska 1.0, Misery, Nebraska 2.0. ale dziękuję bardzo za miłe słowa! sama też nie znoszę dzieci, aczkolwiek prowadzić takie wkurzające małolaty uwielbiam ― więc nie zjem za reakcję, bo reagowałabym pewnie tak samo. XD]

    Nebraska.

    OdpowiedzUsuń
  77. Choć Lucy sama była nieco oderwana od rzeczywistości raczej nie wyobrażała sobie jakichkolwiek głębszych relacji z osobą równie bujającą w obłokach, co ona. Uważała, że dobrze jest, gdy ktoś czasem ściągnie ją na ziemię i od tego miała Jemmę, czy Jamesa. To byli ludzie mocno stąpający po ziemi i w razie czego mogli ściągnąć Lucy za nogę. Ale gdyby nie miała trochę gdzieś tego, że Lys jej nie słucha, zapewne już dawno przyłożyłaby mu w twarz ciastem z kremem. Oczywiście, wkurzała się, gdy pięć razy musiała powtarzać to samo pytanie, ale to nie bolało jakoś specjalnie. Nie była zawiedziona, doskonale wiedziała jaki chłopak jest i wzięła to na klatę. Jednak niczego nigdy nie żałowała – choć pojawiały się spięcia to tych dwoje marzycieli zawsze potrafiło jakoś z tego wybrnąć.
    Wlepiała w niego uważne spojrzenie, wskazujące jednoznacznie na dezaprobatę i zniecierpliwienie. No, może jeszcze pożałowała trochę biednego chłopaka, który najwidoczniej rozpaczliwie poszukiwał rozwiązania tej sytuacji w głowie. Gdzieś spomiędzy grzywki wystawały wysoko uniesione brwi dziewczyny, przez co wyraz jej twarzy przypominał trochę minę matki, która doskonale wie, że dziecko kłamie i oczekuje, że w tym momencie się przyzna i przeprosi. Zabrała mu z ręki jeden koreczek, który w mgnieniu oka zniknął w jej buzi. Wzruszyła tylko ramionami, jakby czuła się zupełnie usprawiedliwiona, a co więcej – uprawniona do zabierania mu jedzenia.
    W miarę słuchania, przybliżając się co chwilę, by usłyszeć każde szeptane w konspiracji słowo otwierała usta coraz bardziej, jakby szczęka mimowolnie jej opadała. Nie powiedziała jednak słowa, pilnując się, by nie wyskoczyć z czymś głupim i ich nie zdradzić. Zwykle miała talent do mówienia rzeczy, których się NIE mówi, dotykania przedmiotów, których się NIE dotyka i chodzenia w miejsca, gdzie się NIE chodzi. Przygryzła lekko dolną wargę, nie bardzo wiedząc czy z ekscytacji, z poczucia niebezpieczeństwa, niepewności, czy niecierpliwości.
    -Już… byłeś? – szepnęła, nie kryjąc zdziwienia. Słysząc jego pytanie, zawahała się lekko. Gdzieś podskórnie czuła, że to niekoniecznie jest dobry pomysł. To nawet okropny pomysł. A jednak w jednej mugolskiej książce czytała, że trzeba zakochiwać się w okropnych pomysłach. Przeszły ją ciarki, jakby już czuła podmuch wiatru ziejącego złem i hulającego w rurach prowadzących do komnaty. Zacisnęła jednak pięść, a na jej usta wstąpił jeden z tych zadziornych uśmiechów świadczących o determinacji.
    -O 20 przy posągu garbatej wiedźmy? – spytała, mając nadzieję, że Lysowi nie wyleci z głowy fakt, że mają się spotkać i, że nie pójdzie sam. Oczekując potwierdzenia, złapała jeszcze kawałek ciasta drożdżowego z bakaliami, zarzuciła torbę na ramię i w końcu ruszyła do wyjścia, czochrając po drodze jego blond czuprynę.
    ***
    Choć jeszcze nie panowała cisza nocna, Lucy niemalże wymknęła się z pokoju wspólnego Puchonów, omijając ciekawskie spojrzenia, a przede wszystkim komentarze Claudiusa, któremu najwyraźniej nie wystarczało dawanie wycisku swoim zawodnikom na boisku, musiał ich gnębić również poza nim. Tak po prawdzie to żyli źle tylko, gdy przychodziło to omawiania rzeczy związanych z Quidditchem, ale Lucy nie zamierzała angażować nikogo ciekawskiego w swoje wyjście. Kilka minut przed 20:00 stanęła przy posągu, dzierżąc w dłoni różdżkę. Czuła rosnące zdenerwowanie, zauważyła, że serce wali jej jak oszalałe, a różdżka nerwowo plącze się między palcami.

    Lu

    OdpowiedzUsuń
  78. [Ojej! Od zawsze uwielbiam Scamanderów, a tu jeszcze jeden z buźką Evana Petersa. Chyba jestem w niebie.
    Co do krzywych nóg, to może jej się wygodniej na miotle z nimi siedzi. ;D Ale tak całkiem serio to nie, w tej karcie to chyba nic nie jest ze sobą powiązane. Taki ze mnie człowiek chaos.
    Wyproszę wątek z tym uroczym stworzeniem?]

    Jesse

    OdpowiedzUsuń
  79. Na początku słodkie buźki uśmiechniętych pierwszoklasistów całkowicie wynagradzały Melissie wstyd jaki zafundowała jej szefowa. Zgraja uśmiechniętych Puchonów dopadła ją niemal od razu i maślanymi oczyma spoglądała raz na nią, a raz na koszyk, z którego dziewczyna, ku radości uczniów, zaczęła wyjmować słodycze. Sytuacja skomplikowała się dopiero wtedy, gdy najmłodsi i ci trochę starsi uczniowie dostali prezenty i zadowoleni rozeszli się w swoje strony, a na ich miejsce przybyli już nie tak pozytywnie nastawieni siódmoklasiści, którzy zamiast zdjęcia z cherubinkiem chcieli chyba widzieć, jak się on wścieka. Oczywiście Melissę, o czym mogło już świadczyć jej imię, trudno było wyprowadzić z równowagi, a i nie wszyscy tak jak wcześniej jej się wydawało, byli, tak negatywnie nastawieni i czekoladowe ciastka wystarczały im całkowicie. Tylko wcześniej spotkani chłopcy, którzy najwidoczniej nie chcieli dać za wygraną i myśleli, że mogą pogrywać sobie z nią tak jak ze swoimi rówieśniczkami, zostali kulturalnie spławieni, a Mel była pewna, że więcej ich już nie zobaczy. Dość szybko tłok wcześniej ją otaczający znikł i mimo że co chwilę podchodzili do niej uczniowie, prosząc o słodycze, dziewczyna postanowiła przejść się po zamku, wiedząc, że pani Puddifoot na pewno chciałaby, by wszyscy wiedzieli, że dziś są walentynki i że w jej herbaciarni spędzi się je najlepiej. Tuż przed biblioteką zaatakowała ją kolejna zgraja pierwszaków, tym razem wychowanków domy Roweny Ravenclaw, o czym świadczyła naszywka na ich szatach i całkiem kulturalne zachowanie, zdążyli nawet przywitać się i spytać, czy też mogą coś dostać. Nastrój spowodowany odbytą wcześniej miłą rozmową z Krukonami prysł, gdy znowu stanął przed nią ten idiotyczny blondyn, któremu włosy jakoś tak naglę, bardziej się skręciły.
    - Żegnam — rzuciła, odwracając się w drugą stronę i już chciała odejść, jednak nie zasługiwał on na takie miłe zachowanie. Skoro on, wyraźnie proszony o to by się odczepił i nie zawracał jej głowy, znowu się nie dostosował, to czemu ona nadal musiała być dla niego kochanym aniołkiem. Nigdy. - Dla ciebie jest zawsze zamknięta! Osobiście tego dopilnuje — powiedziała, znowu spoglądając na chłopaka — Poza tym to herbaciarnia, a nie kwiaciarnia!

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  80. [ Przytulam Cię właśnie mentalnie bardzo, bardzo mocno i zapewniam, że odnajdziesz punkt zwrotny dla swoich późnych marzeń. KC!

    Powiem Ci szczerze i bez ogródek, że ukradłaś mi Petersa - chciałam stworzyć Lorcana, ale przejrzałam sobie na szczęście wcześniej wszystkie zakładki. No i zerknęłam siłą koligacji na Lysandera. I smutno mi się zrobiło - ale może to i lepiej, bo kanoniczne postaci prowadzi się raz lepiej, raz gorzej :D

    Twój Lysander jest trochę jak ja; ja-ja, nie Curtis. Już go kocham nad życie i inne trywialne pojęcia, a przecież jeszcze nie znam go wątkowo.

    O ile polubiłam go po rozebraniu karty na czynniki pierwsze, o tyle trudniej będzie znaleźć mi jakieś sensowne powiązanie. No nic, pozostaje mi zgłosić się do Ciebie z kolejną moją postacią. Kocham <3 ]

    Curtis

    OdpowiedzUsuń
  81. [stereotypy owszem, ale ona tam pasuje, naprawdę... :D po prostu zostawiam charakterek na wątki. dziękuję bardzo. c:]

    Lena Cavendish.

    OdpowiedzUsuń
  82. [Dziękuję za powitanie, a skoro oni tacy podobni to może wątek?]
    Lisa

    OdpowiedzUsuń
  83. [Serdecznie dziękuję za przywitanie : D ]

    Elise

    OdpowiedzUsuń
  84. Entuzjazm był dla niej dziwnym okazaniem swych uczuć. Był swego rodzaju nad wyraz emocjonalny, a tego Solene zbytnie nie lubiła. Ona sama podchodziła do tego dosyć dwojako. Jej odbiór zależał tylko i wyłącznie od tematu, którym entuzjazmował się partner, z którym rozmawiała. Gdy dialog układał się po myśli dziewczyny, niezbyt przejmowała się reakcjami drugiej osoby, bo były już mało ważne w momencie, kiedy się dogadywali. Gorzej było, gdy Sol rozmawiała z człowiekiem przypisanym do listy tych nie lubianych. Tak. Solene w swojej głowie miała taką listę.
    Blondynka nie miała zamiaru przenosić wzroku, na chłopaka obok, ale w sposób w jakim się wypowiadał oraz jego zaskoczenie jej rozpoczęcia rozmowy, w końcu ją do tego zmusił. Spojrzała na niego lekko zdezorientowana. Nie spodziewała się z jego strony tak chętnej odpowiedzi. Czarna magii była rzeczą, której czarodzieje nauczali się skrycie i równie podobnie czytywali książki z tą dziedziną związaną. Dlatego Mulciber rozejrzała się nerwowo wokół, szukając utkwionych w ich dwójce jakichkolwiek par oczu, jednak na ich szczęście nikt nie zwrócił uwagi na nagły wybuch entuzjazmu ze strony Krukona.
    - Brzydkie, ale kochane – powtórzyła Solene w zamyśleniu, gdy ponownie zatrzymała się własnym wzrokiem na ilustracji w wielkiej księdze. Czarno-biały rysunek przedstawiał grubego stwora przypominającego niedźwiedzia z silnymi łapami, zdolnymi przewalić człowieka jednym ruchem, a następnie po prostu zmiażdżyć jego ciało. Paszczę i kły miał równie przyjemne, co pazury przy owych łapach. Wykrzywione zęby świeciły w dziwnym świetle, które w tym przypadku autor ilustracji wymyślił na potrzebę większej dramaturgii własnego przedstawienie bestii. Trochę jakby Ministerstwo Magii krzyczało w ten sposób: nawet nie próbujcie szukać czegoś takiego!
    - Możliwe, że tak – odpowiedziała równie wolno, co zdanie poprzednie. Przy tym lekko się uśmiechnęła, trochę jak w geście podkreślenia swojego sarkazmu. Najdziwniejszy był jednak fakt, że owego środku nie użyła. Nie można było stwierdzić, czy mówi to szczerze, czy z sarkazmem. Ani takie, ani takie nie było. Odpowiedź rzucona na szybko, bez zastanowienia. – Sądzę, że przyjaźń z takim stworzeniem może być ryzykowna. Lubisz ryzyko? – oderwała się nagle, patrząc ponownie na towarzysza obok. Loki kręciły my się przy czole, tworząc jasne świderki włosów. Oczy miał mądre, ale miała wrażenie, że kryje się w nich nutka szaleństwa.

    nie bij :(
    Solene

    OdpowiedzUsuń