6 lutego 2016

Fools set the rules in this world. Just take a look around. It's undeniable

B e l e t h   Y u k i m u r a
Półkrwi - Szósty rok - Czternasty lutego - Ravenclaw - Dwanaście cali, drzewo różane, włókno ze smoczego serca, sztywna - Bogin bez materialnej postaci - Chroni go wilk - Towarzyszka Serah - Prefekt - Kontynuuje OPCM, Transmutację, Zaklęcia, Eliksiry oraz Zielarstwo - Klub Pojedynków - Heteroseksualny

I. Rok dwutysięczny szósty był przełomowy dla państwa Yukimura, gdyż pięknego, chociaż nieco mroźnego, dnia czternastego lutego przyszedł na świat syn, któremu nadali imię Beleth. Szczęśliwa rodzinka mieszkała sobie spokojnie w domku w Osace aż do chwili kiedy chłopiec skończył dziesięć lat. W dwa tysiące szesnastym roku przeprowadzili się do Londynu na ulicę Pokątną. Kiedy jedenastoletni panicz Yukimura dostał list od Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie to nie bardzo wiedział co z tym faktem zrobić, ale rodzice (zwłaszcza matka) byli uradowani, że ich syn pójdzie do magicznej szkoły. Wszystko poszło w ruch - kupno szat uczniowskich, nowej różdżki oraz zwierzaka jakim była kotka rasy Karakal, którą Beleth nazwał Serah. Gdy już panicz został dobrze przygotowany to udał się do Hogwartu by dowiedzieć się, że zostanie przydzielony do Domu Roweny Ravenclaw. Państwo Yukimura nie zdziwili się, bo chłopak należał do osób, którym wiedza szybko wchodziła do głowy pomimo, że młodzieniec mało co uczył się. Przez lata spędzone w Hogwarcie młody Yukimura potrafił wyczarować patronusa, który przybierał postać wilka a bogina spotkał na lekcji Obrony przed Czarną Magią, ale bogin nie ukazał swojej materialnej postaci. Nie wiedział czym to było spowodowane, ale dopiero po śmierci matki (była aurorem, która zginęła podczas akcji) pod koniec piątej klasy to zorientował się. Bogin nie potrafił przybrać postaci bólu po stracie bliskiej osoby, tego po prostu się nie da opisać słowami a co dopiero pokazać. Przez to zdarzenie zbyt szybko wydoroślał.
Beleth, chociaż wiedział jak skończyła matka, chciał zostać aurorem i uczcić jej pamięć. Ojciec próbował wybić mu to z głowy, ale było już za późno. Jak chłopak postanowił tak też zrobił, więc kontynuuje przedmioty, które potrzebne są do Akademii Aurorów.

II. Młodzieniec należy do osób spokojnych, których niełatwo zdenerwować. Potrafi zachować zimną krew w niebezpiecznych sytuacjach, czyli pasuje na Prefekta. Widok rozczłonkowanych zwłok czy krwi nie robi na nim wrażenia. 
Beleth lubi pochłaniać dobre książki, inaczej mówiąc zgłębiać ich wiedzę, ale również nie pogardzi mugolskimi, w których pełno jest akcji, fantastyki. Z niesmaczeniem czyta romansidła wypełnione pewnym czynnikiem (jeśli nie byłoby "tego" zbyt często to czytałby je bez problemu). Stwierdził, że wstydzi się swojego rocznika oraz podobnych wiekowo, którzy są niewyżyci i brakuje im rozrywek.
Będąc w pobliżu dziewcząt, ewentualnie rozmawiając z nimi, ma nielada wyzwanie. Chciałby z nimi normalnie rozmawiać, ale mimowolnie komplementuje. Tą cechę ma po ojcu, który (zanim poznał matkę Beletha) był kobieciarzem. Yukimurze przydałaby się druga połówka, którą ciężko mu znaleźć.
Wygląda na mrukliwego młodzieńca, ale w głębi to ma złote serce.

III. Beleth mierzy metr dziewięćdziesiąt wysokości i waży około osiemdziesięciu kilo. W świecie mugolów nadałby się na koszykarza. Ubiera się w czarne rzeczy od stóp do głów (jesli nie musi nosić szat uczniowskich), dlatego czasem ciężko go dostrzec w ciemnościach gdy patroluje korytarze jako Prefekt.
Tęczówki koloru głębokiego błękitu a włosy o stalowym odcieniu wiecznie roztrzepane i grzywka lecąca na oczy, którą poprawia gdy spogląda na kogoś.

IV. Yukimura zna się na mugolskiej elektronice. Jak był mały to chciał kopać w komputerach, ale dostał list z Hogwartu oraz niespodziewana śmierć matki i marzenia o byciu informatykiem szlag jasny trafił.
Ma alergię na pierze i pyłki, więc trzyma się z daleka od poduszek i tym podobnym, ale od świata zewnętrznego nie może, więc kicha jak szalony gdy przychodzi wiosna.
Kotka Serah często siada mu na ramieniu lub w Pokoju Wspólnym podgryza mu palce oraz miauczy, bo domaga się pieszczot. Mały rozwydrzony kociak, ale kto nie rozpieszczy małej puchatej kulki?
Ojciec (zawodowy mechanik) nauczył go jeździć na motocyklu, ale Beleth nie wie czy kiedykolwiek zrobi prawo jazdy.
Z niego jest niezły śpioch. Nikt i nic nie dobudzi go. On wstanie o takiej porze o jakiej mu się podoba. Spróbuj go obudzić a przewróci się na drugi bok i zignoruje wszystko. Nauczyciele przyzwyczaili się do jego spóźnialstwa, ale najlepsze, że za materiałem nadąża.
Yukimura jest leworęczny przez co niekiedy jest nazywany przez innych mańkutem. Ma to po matce, która również była leworęczna.



METRYKA - POWIĄZANIA - ALBUM - ZAPISKI



--- Wątki ---
Rose, Jemma, Amnesia, Fanny, Lucy, Avalon



--- Odautorsko ---
Kłaniam się wszystkim. Mam nadzieję, że Beleth przypadnie wam do gustu. Cytat w nagłówku z Final Fantasy XV. Wszystkie znajomości mile widziane - od złych po humorystyczne oraz miłosny, bo jemu przydałaby się druga połówka. Mam trochę ograniczony czas, ale postaram się wpadać najczęściej jak umiem.


Urlop do 20 marca



77 komentarzy:

  1. [Dobry wieczór! Ho, ho! Widzę, że mamy kolejny nowy nabytek w Kruczkach, to świetnie, tym bardziej, że Jemma w końcu się doczekała partnera-prefekta na swoim roku, długo na to czekałam. c: Beleth (swoją drogą, świetne imię) wydawał mi się na początku trochę mroczny, pewnie głównie przez te zdjęcia, ale po przeczytaniu karty mam nieco inne wrażenie i sądzę, że w sumie mogłabym powiedzieć, że jest z niego sympatyczny kolega. A jak lubi dobre książki, także te mugolskie, to kto wie, może nawet czytał jakąś autorstwa mamy Jem? W sumie to byłoby ciekawe. Życzę dobrej zabawy na blogu! ;)]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam! W gruncie rzeczy wyszedł Ci sympatyczny człowiek z tego Beletha. :D Życzę wielu ciekawych wątków oraz dobrej zabawy! :)]

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam serdecznie na blogu! Beleth wydaje się takim zupełnie spokojnym chłopakiem, a sama nie wiem czy to dobrze - w końcu każdy czasem potrzebuje trzasnąć drzwiami, poprzeklinać czy zrzucić coś ze stołu. ;)
    Myślę, że Rose podjęłaby się znajomości z Belethem i przy okazji zazdrościła tytułu prefekta, bo sama chciała dostać, no ale jej nie wyszło.
    Mogę również zaoferować pannę Weasley jako potencjalną drugą połówkę, bo to chyba już ostatnie męskie powiązanie, jakie mam do oddania. ;)]
    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hm, w sumie to masz rację, więc rzeczywiście odmowa wątku byłaby grzechem. W takim razie mogę mentalnie poszerzyć limit, który mam w głowie, niech będzie. Myślę, że śmiało mogliby się znać. Powiedz mi tylko jak widzisz ich relację, a ja nam jakiś wątek wymyślę.]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dzień dobry! Beleth jest idealnym przykładem na to, że pozory mylą: patrząc na zdjęcia nigdy nie pomyślałabym, że z niego tak naprawdę jest sympatyczny chłopak. No i pewnie się wstydzi za Amnesię, którą można zaliczyć do tych niewyżytych, ale to absolutnie nie jest jej wina, tylko zaburzenia osobowości, na jakie cierpi! Po prostu nieustannie dąży do autodestrukcji, a seks z przypadkowymi ludźmi zdecydowanie zalicza się do czynników narażających jej życie. Nie wiem, z którą z moich pań wolisz pisać, ale zapraszam do obu! Możemy coś pokombinować, bo wszyscy są na tym samym roku, a Amnesia nawet w tym samym domu. ;)]

    AMNESIA I LALA

    OdpowiedzUsuń
  6. [Och, biedny Ron... Już sobie wręcz to wyobraziłam! :D Cóż, ferie zimowe przed nami (były takie w Hogwarcie, nie?), więc wszystko może się zdarzyć! :D
    Myślę, że nasi bohaterowie się już znają, chociażby z łączonych lekcji i klubu pojedynków. I właśnie sugeruję, aby o to ostatnie zahaczyć - na przykład Rose i Beleth zostaliby przydzieleni (albo by sami się wybrali, albo w ogóle zostaliby wystawieni bez par, więc siłą rzeczy "muszą ze sobą współpracować") do ćwiczenia zaklęć oszałamiających. I myślę, że mogłaby wyjść z tego mała zacięta walka, bo obie strony nie dałyby za wygraną. W końcu któraś ze stron rzuciłaby bardzo silnym zaklęciem, przed którym ta druga osoba nie umiałaby się obronić (mogę ostatecznie poświęcić Rose) i wylądowałaby w Skrzydle Szpitalnym. Winowajca, targany wyrzutami sumienia, przyszedłby tą osobę poszkodowaną odwiedzić i... tak by się jakoś zaczęło. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jasne, że by mogła, ale ostrzegam już na wstępie, że wchodzenie w jakiekolwiek bliższe interakcje z Amnesią grozi utratą zdrowia psychicznego. No, ale będzie się działo, to mogę obiecać.
    Jeśli chodzi o Lalę, to możemy w jakiś sposób wykorzystać fakt, że zarówno ona, jak i Beleth uczęszczają do Klubu Pojedynków. Może nawet Lala przez przypadek wysłałaby Twojego pana do Skrzydła Szpitalnego, bo podczas rzucania zaklęcia kichnęła, a wiadomo, że u Rowling nigdy ie kończy się to dobrze? I zżerałyby ją wyrzuty sumienia, bo przecież nie zrobiła tego specjalnie i nie chciała, by Belethowi wyrósł ogórek zamiast nosa, czy coś w tym stylu. :)]

    AMNESIA I LALA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Och nie, właśnie zauważyłam, że Rose wpadła na to samo. Jak coś, będę myśleć dalej. :)]

      Usuń
    2. [Przepraszam! :( Wynagrodzę to zaczęciem. :D]

      Usuń
  8. [Mam wenę, ale muszę jeszcze odpisać paru osobom, więc mogłabym zrzucić ten przywilej na Ciebie?
    Obiecuję odpisywać też szybko, jak już dostanę zaczęcie. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  9. [Mnie też jeszcze nigdy się to nie zdarzyło, ale cóż: zawsze musi być ten pierwszy raz. :)
    Mam zacząć wątek z Amnesią? Bo chętnie to zrobię, tylko mi powiedz, jakiej długości mniej więcej ma być to zaczęcie, bo nie wiem, czy wolisz krótsze czy dłuższe odpisy. ;)]

    AMNESIA

    OdpowiedzUsuń
  10. Amnesia nigdy nie była pewna, co kierowało jej potrzebami. Nie rozumiała, czemu jadła tak ogromne ilości jedzenia, a potem biegała do toalety, by to wszystko zwrócić, ani dlaczego tak bardzo interesował ją temat seksu. Nie rozumiała samej siebie i własnych zachowań, z których większość wydawała jej się irracjonalna i czasami nawet głupia. Bo przecież powtarzanie tysiąc razy, że się zabije, do niczego nie prowadziło, ani nie wywoływało u rodziców pożądanych reakcji. Podana przez lekarzy teoria, że te zachowania wywołała choroba, wydawała się Amnesii naciągana. Przecież to była tylko i wyłącznie jej wina, że należała do tej wadliwej części społeczeństwa i nie powinna nigdy się urodzić. Czasami starała się walczyć z samą sobą, czasami zapominała, jak wiele złego wyrządziła, a czasami po prostu poddawała się pragnieniom, które tkwiły w niej głęboko i starała się nie myśleć, jak wielką krzywdę wyrządzała samej sobie i osobom, do których zbyt mocno się zbliżyła.
    Tym razem też chciała zapomnieć. Zapomnieć o tym, jak bardzo samotna była i jak bardzo się tego bała. Usiadła na kanapie w pokoju wspólnym i uśmiechnęła do Beletha Yukimury, jej znajomego z roku, z którym rzadko kiedy rozmawiała i którego wybrała na swoją nową ofiarę.
    — Cześć — przywitała go.

    [W takim razie zaczęłam. Mam nadzieję, że długość ok, bo przyznaję, że od dawna nie pisałam krótszych wątków, bo jakoś trafiałam na osoby, które lubią elaboraty. Miła odmiana, nie powiem. :)]

    AMNESIA

    OdpowiedzUsuń
  11. [Hm, na tę chwilę nie mam pomysłu na wątek, więc zgłoszę się, jak coś do głowy mi wpadnie. Chyba, że Ty masz coś z zanadrzu albo poszukujesz konkretnego powiązania, do którego Este by jako tako pasowała. :)]

    Estelle M.

    OdpowiedzUsuń
  12. Rose lubiła spotkania klubu pojedynków, uważała, że odpowiednia umiejętność władania zaklęciami i trzeźwego myślenia w sytuacji podbramkowej bardzo przyda się w życiu młodego czy też starszego czarodzieja, każdy powinien potrafić się bronić, szczególnie jeśli był do tego zmuszony. Co jakiś czas w historii przecież musi pojawić się jakiś czarnoksiężnik, który popsuje sielankę.
    Dlatego pojawiła się nawet wcześniej. Miała już zaszczyt pooglądać kilka walk i wyłapać parę błędów, których przyrzekła sobie w duchu nie popełnić. Gdy już pojedynek prawie dobiegał końca, usłyszała jak ktoś otwiera drzwi. Nie obróciła się, żeby, jak inni, obejrzeć sobie spóźnialskiego – mało ją to obchodziło. Mogła tylko skrytykować za podejście do zajęcia, które sam sobie przecież wybrał.
    - Pan Yukimura jak zwykle spóźniony – odezwał się przewodniczący. – W takim razie zdążył przygotować się już do pojedynku. Stanie pan z… - wzrok chłopaka padł na, a jakże, rudowłosą dziewczynę stojącą obok Krukona – z panną Weasley.
    Rose westchnęła i ruszyła w stronę podestu. Nie wiedziała za bardzo czego spodziewać się po Yukimurze.
    - Tylko zaklęcia ogłuszające i ewentualnie obronne – przypomniał przewodniczący, kiedy Gryfonka i Krukon zjawili się na podeście. Nie mogła przegrać tej rywalizacji. Naruszyłoby to jej reputację.

    Rose Weasley

    OdpowiedzUsuń
  13. [W takim razie jestem za jakąś kłótnią. Znaczy przy tych pozytywnych na ogół relacjach, bo z reguły mam jakieś spokojne wątki, a Jem się jeszcze z nikim nie pożarła. Może by coś im nie wyszło w tym dopingowaniu się? W sensie, jedno z nich, powiedzmy Beleth, przygotowywałby się dużo do jakiegoś sprawdzianu. Nie zdałby do dobrze, więc oczywiście nie byłby zadowolony, a Jem jako dobra przyjaciółka, zaczęłaby mu mówić, że to nie koniec świata. On mógłby się wkurzyć, pokłóciliby się, jakieś tam urazy wyszłyby na jaw. Co ty na to?]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jaki wysooooki pan! Gdy Lucy zobaczy go w nocy na korytarzu, a ma tendencje do łażenia, pewnie będzie nieco przerażona, ale ona umie patrzeć, może wypatrzy u niego dobre serducho? W każdym razie, zapraszamy serdecznie do nas, pokombinujemy ;)]

    Lucy/Ethel

    OdpowiedzUsuń
  15. Amnesia powiodła wzrokiem za uciekającą, rudą kotką i na chwilę całkowicie zapomniała, po co przyszła do pokoju wspólnego i dlaczego zdecydowała się usiąść na kanapie. Nigdy nie miała własnego zwierzątka i teraz, gdy ujrzała kota, sama zapragnęła takiego mieć. Dopiero po chwili znowu odwróciła się w stronę Beletha, jakby przypominając sobie, że nie zeszła tu na darmo. Odrzuciła włosy przez ramię wdzięcznym ruchem i uśmiechnęła się po raz kolejny.
    — Dużo czytasz, prawda? — spytała, gdy przypomniała sobie, że często widywała gdzieś chłopaka z książkami w ręce. Teraz jedna leżała na jego kolanach. — Jak to możliwe, że od sześciu lat chodzimy do tej samej klasy, a ja nawet cię nie znam?

    AMNESIA

    OdpowiedzUsuń
  16. Rose również ukłoniła się z gracją, bo tego wymagała kultura pojedynku. Widzieć ją, dygającą z taką subtelnością, to również nie był codzienny widok. Każdy raczej widział, jak ślęczała nad książkami albo wlepiała kolejne szlabany za niesubordynację.
    Ona również uniosła lekko brwi, gdy zorientowała się, że jej przeciwnik trzyma różdżkę w drugiej dłoni. Czy wpływa to na jakość pojedynku? Daje jakąś większą moc? Czuła się bardzo dziwnie z tym faktem, jednakże ustawiła się w pozycji ataku, przez moment uspokajając oddech.
    Spokojnie, Rose. Nie zbłaźnisz się. Nie na oczach połowy szkoły.
    Po chwili postawiła krok do przodu, ruchem nadgarstka wymachując tak, jak wymagało tego zaklęcie.
    - Drętwota! – krzyknęła. Z końca jej cisowej różdżki wystrzelił czerwony promień wprost w stronę przeciwnika. Zmrużyła oczy, czekając. Czy obroni się, czy padnie jak długi?

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  17. Zablokował. Zmarszczyła brwi. Był zdolnym czarodziejem, trafiła na bardzo dobrego przeciwnika. Wygranie tego pojedynku w takim razie nie będzie dziecięcą igraszką. Gorzej, jeżeli chłopak był od niej lepszy – wtedy tylko szczęście albo jego potknięcie może zaważyć na wygranej.
    - Protego! – krzyknęła niemal natychmiast, gdy zauważyła, iż Yukimura porusza nadgarstkiem. I tak jak w jego przypadku, przed nią pojawiła się tarcza, która pozwoliła jej zachować różdżkę w dłoni, a jeżeli dobrze go oceniła, również stabilność i pion.
    - Everte Statum! – tym razem pomarańczowe światło wystrzeliło z różdżki, chcąc wyrzucić swojego przeciwnika w powietrze. Wstrzymała na moment oddech, nie będąc pewną czy Yukimura tym razem nie zareaguje jeszcze szybciej.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  18. [Ojej, dziecko walentynek! :D No cześć.
    Wątek bardzo chętnie! Pomysłu na powiązanie nie mam, ale czytając ostatnie linijki, wpadł mi pomysł na wątek, gdyż w wyobraźni zobaczyłam jak Fanny próbuje obudzić Beletha i ściągnąć go z łóżka. To, czy się obudzi to już inna kwestia, ale jakby się nie obudził to pomyślałam sobie, że Mayweather może przypadkowo zasnąć obok niego xD Beleth pewnie trochę by się przestraszył, jakby zobaczył dziewczynę w swoim łóżku, która na dodatek się do niego przytula! xD Hmm, w sumie szukałam dla Fanny najlepszego przyjaciela, z którym zna się od piaskownicy, którego próbuje swatać ze swoimi koleżankami i oboje kochają się jak rodzeństwo. Żadnych zauroczeń w drugiej stronie, ot, przyjaźń po prostu :D Co ty na to?]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cieszy mnie to bardzo w takim razie :D
    I byłabym niezmiernie wdzięczna na zaczęcie <3 Ja mam jeszcze sesję i teoretycznie się uczę xD A raczej próbuję.]

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  20. [dzień dobry, dziękuję i przybywam! masz może ochotę/pomysł na wątek? :)]

    Zaria

    OdpowiedzUsuń
  21. Postanowiła usiąść bokiem na kanapie, jedną nogę wsuwając pod tyłek. Oparła się łokciem o oparcie i położyła głowę na dłoni, nawet nie przejąwszy się, że jej koszulka nieco się podciągnęła, ukazując chorobliwie wręcz płaski brzuch.
    — Cóż, może to dość późno, ale uznałam, że nadszedł czas, by się bliżej poznać. Jestem Amnesia. — Mówiąc to, spoglądała na Beletha zalotnie, spodziewając się jakiejś bardziej entuzjastycznej reakcji. Zazwyczaj już na tym etapie rozmowy chłopcy, którymi była zainteresowana, pojmowali, co ma na myśli przez bliższe poznanie i dołączali do prowadzonej przez nią gry. Amnesia uważała flirt za całkiem interesującą zabawę i od czasu do czasu lubiła zaszaleć. I nikt nie miał jej tego za złe, włącznie z kolegami, z którymi czasem spędzała noce.

    AMNESIA

    OdpowiedzUsuń
  22. Zmarszczyła lekko brwi, gdy jej przeciwnik zachwiał się. Zachowywała się teraz nie jak radosna wydra, która była przecież jej duchowym zwierzęciem, a jak polująca lwica, czekająca na każde możliwe potknięcie ofiary.
    Następne zaklęcie jednak zbiło ją zupełnie z tropu.
    - Protego! – krzyknęła, choć w jej głosie słychać było już lekkie podenerwowanie. Lina zatrzymała się na tarczy przed rudowłosą, po czym oparła z głuchym łoskotem na podest, gdy różdżkę opuściła.
    - Panie Yukimura, miały być zaklęcia oszałamiające!
    - Slugulus Eructo! – Rose nic nie zrobiła sobie ze słów przewodniczącego. Wręcz przeciwnie, jak rozwścieczona bestia rzuciła w niego urokiem, który, jeśli nie zostanie obroniony, spowoduje u niego piękne wymioty ślimakami.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  23. Zdawała sobie świetnie sprawę z tego, że nerwy stawiają ją na przegranej pozycji – ale nie mogła za nic w świecie pozwolić mu wygrać, tym bardziej, że jako pierwszy zagrał nieczysto. Zablokował ten paskudny urok – i lepiej dla niego.
    Miała już zasłonić oczy, kiedy zrozumiała, że to zaklęcie działa w inny sposób, a więc ponownie pojawiła się przed nią bariera, nie pozwalająca przedostać się zaklęciu do niej.
    - Obscuro! – rzuciła, nie wiedząc w zasadzie, dlaczego. Nie przemyślała tego ruchu, a przecież znała tak wiele uroków!
    Usłyszała, jak kilka osób cicho zaśmiało się z jej ruchu. Nie dziwiła się. Wyczarowanie opaski na oczach przeciwnika było idiotyczne.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  24. [a pewnie. mogłaby mu ukraść kota!]

    Zaria

    OdpowiedzUsuń
  25. Gdyby grała w kreskówce, jej głowa dosłownie by parowała. Z myślenia, przez refleks, który Japończyk całkiem niezle jej wyrobił przez ostatnie kilka minut. Odczuwała lekki ból mięśni, a nadgarstek zadawał się wręcz sparaliżowany, dlatego coraz ciężej było jej się bronić.
    Ale tym razem się udało. Bała się jednak, co będzie, jeśli musiała będzie przyjąć jeszcze jedno zaklęcie, albo dwa.
    - Tarantallegra!
    W zasadzie, gdyby tym razem jednak Krukon się nie obronił, zabawnie by było popatrzeć, jak radośnie pląsa na podeście, trafiony urokiem.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  26. Yukimura wrócił do zaklęć oszołamiających, ale ona już nie miała zamiaru podążać za nim. Była zdeterminowana, żeby wygrać, chociaż z trudem jej przychodziło zablokowanie nawet tak prostego oszałamiacza jak Drętwota. Po zaklęciu tarczy przez moment zapadła cisza. Była na skraju wyczerpania, mózg odmawiał jej posłuszeństwa.
    - Anteculatia!
    Nie wiedziała skąd przyszedł jej ten urok do głowy. Była jednak przekonana, że Krukon nie pozwoli, aby ruda go ośmieszyła w ten sposób, powodując wyrośnięcie poroża na jego głowie.
    Chłopak nie miałby życia przez następne dwa tygodnie, szczególnie u Ślizgonów.

    [Okej, czas to kończyć, daj coś mocnego. :D Jak przegrywać to z klasą!]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedy Jemma wracała do wieży, z którą opuściła wczesnym rankiem, odczuwała głęboką ulgę. Była zmęczona dzisiejszym dniem i marzyła już tylko o tym, aby odetchnąć i odpocząć. Dlatego kiedy tylko znalazła się w pomieszczeniu, na jej twarz wstąpił delikatny uśmiech. Jednak gdy zobaczyła, jak jej przyjaciel siedzi przy kominku, wyraźnie zdenerwowany, nie mogła się już cieszyć tak bardzo, jak jeszcze chwilę temu. Simmons domyślała się o co może chodzić, ponieważ był ambitnym uczniem, a z tego co wiedziała, miał problem z jednym z nauczycieli, ale mogło przecież chodzić o coś innego. Nieważne jednak jaki był powód, Krukonka chciała mu pomóc.
    Podeszła do fotela, w którym siedział chłopak i położyła mu dłoń na ramieniu. Stanęła tak, że mógł ją widzieć i uśmiechnęła się lekko w jego stronę, chcąc dodać mu tym samym nieco otuchy.
    – Cześć! – przywitała się entuzjastycznie, mając nadzieję, że to poprawi koledze humor. Może sytuacja wcale nie była aż tak poważna, jak ona sądziła. – Coś się stało? Nie wyglądasz najlepiej… – spojrzała na niego zmartwiona. Bardzo chciała mu pomóc i miała nadzieję, że Beleth sobie na to pozwoli.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie wykrztusiła z siebie nawet słowa, gdy czarnoksięskie zaklęcie ugodziło ją w pierś, odrzuciło w tył i sprawiło, że wyleciała za platformę. Znała to zaklęcie – och, jakże dobrze słyszała, jak wujek Harry kiedyś wspominał, jak ugodził nim ojca Scorpiusa Malfoya w męskiej toalecie. Użył tego zaklęcia raz w życiu.
    I to zdumienie pozbawiło Rose nie tylko słów – ale teraz także i tchu. Skąd Yukimura je znał? I dlaczego zdecydował się na nie na oczach całej szkoły? Tak bardzo należało mu na wygranej?
    Ciało Rose pokryły rany, z których wyciekała całymi strumieniami krew.
    - Umarła! – pisnęła jakaś młodsza dziewczyna z przerażeniem.
    - Po pielęgniarkę, szybko! – odezwał się nagle nauczyciel, który miał się opiekować klubem pojedynków. Nie wiedząc czemu, nie odzywał się do tej pory ani słowem. – Wy dwie biegniecie do skrzydła szpitalnego. Yukimura! Ty idziesz z przewodniczącym do dyrektora.
    Ostatnie, co Rose pamiętała, oprócz bólu, który przenikał każdy możliwy, najmniejszy nerw jej ciała, to pochylającego się nad nią nauczyciela.
    To koniec. Umarłam podczas zwykłego pojedynku z uczniem.
    Ale jednak nie. To nie był jej koniec. Obudziła się – nawet nie wiedziała po jakim czasie – w skrzydle szpitalnym. Próbowała się poprawić, ale każdy ruch wywoływał u niej ból. Skrzywiła się więc tylko. Zdążyła zauważyć, że była cała w bandażach, a obok niej stała szklanka z jakimś dziwnym napojem.
    Zorientowała się, że czuje potworną suchość w gardle. Musiała się czegoś napić.

    [Niezle ją Beleth poharatał, nie dziwię się, że będą go męczyć wyrzuty sumienia! :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  29. Gdy usłyszała znajomy głos, który zadał jej tyle ran cielesnych, o mało nie podskoczyła. Obróciła gwałtownie głowę w jego stronę i spojrzała w jego oczy trochę ze strachem, trochę z wyrzutem. Oto sprawca jej stanu siedział tutaj w najlepsze i pytał, jak się czuje. Zaczynała być podejrzliwa czy aby ta cała sytuacja go czasem nie bawi – Krukoni bywali czasami równie okrutni co Ślizgoni. Większość jej znajomych pochodziło z domu Roweny, więc doskonale o tym wiedziała.
    Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale jedyne, na co było ją stać, to tylko kaszel, który sprawił jej tylko więcej bólu. Odwróciła więc równie szybko głowę, aby ukryć swoje łzy. Dlaczego nie obudziła się jeszcze tydzień pózniej? Rany pewnie by się już pogoiły.
    Nie widziała w zasięgu wzroku żadnej wody, toteż przygryzła zębami koniec języka, sprawiając tym samym, że ślina napłynęła jej do ust. Stary bajer stosowany przez śpiewaków. Zawsze niezawodny.
    - Skąd znałeś to zaklęcie? – zapytała bardzo cicho, ledwie słyszalnie wręcz, celowo nie odpowiadając na jego pytanie. Bo czuła się beznadziejnie.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  30. Napiła się wody podanej przez Beletha, z trudem ją przełykając, po czym poprawiła się lekko na łóżko, tym razem starając się zignorować palący ją ból. Przejdzie jej. Tylko musi o tym nie myśleć. Przejdzie jej, nie zostanie nawet żadna blizna po tym.
    - To było czarnoksięskie zaklęcie – po raz kolejny zignorowała jego słowa, mówiąc już trochę pewniej i głośniej. – Napisał je nauczyciel moich rodziców. Oboje graliśmy nie fair, ale nie było żadnego powodu, aby je rzucać. Tak bardzo chciałeś wygrać ten pojedynek?
    Tak, ona nadal tkwiła w przekonaniu, że zrobił to celowo. I tym bardziej nie rozumiała, dlaczego się tutaj w ogóle zjawił.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  31. - Tak. To było nie fair – przyznała. Zdała sobie jednak po chwili sprawę, że brzmi okropnie okrutnie, nawet jeśli była zła na niego za takie posunięcie. – Ale nikt nie powinien być na moim miejscu – dodała i westchnęła cicho. Nie powinna tak dalej mówić. Przecież widziała, że chłopak naprawdę tego żałuje i nie chciał, choć nadal nie do pomyślenia było rzucenie takiego zaklęcia „przez przypadek”.
    - Mam tylko nadzieję, że James wybije Ślizgonom z głowy śmianie się ze mnie. Albo że w ogóle nie przyjdzie im to do głowy – powiedziała bardziej do siebie niż do niego, przenosząc wzrok z twarzy Yukimury na sufit. – Jak długo byłam nieprzytomna? Nie wiem czy narobiłam sobie tym stanem sporo zaległości i czy wychodzenie stąd ma w ogóle jakiś sens.
    W zasadzie to był pierwszy raz Rose, gdy trafiła do skrzydła szpitalnego z poważnymi ranami. Zwykle przebywali tutaj gracze Quidditcha lub ofiary bardzo brutalnych żartów, a ona przecież przed takimi umiała się obronić.
    - I nie musisz się o mnie martwić. Przejdzie mi, nie jest tak łatwo się pozbyć tej rudej, wrednej Weasley – znów spojrzała na chłopaka i posłała mu lekki uśmiech.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  32. Rose spoglądała na niego z ciekawością. To fascynujące, jak bardzo osoba może nagle zmienić się, gdy samemu zmieni się do niej nastawienie. Zaśmiała się cicho, gdy usłyszała o swojej waleczności.
    - Czyli znamy już powód, dla którego nie znalazłam się w tym samym domu co ty – odparła z uśmiechem, po czym zmrużyła lekko oczy, gdy Yukimura odwrócił od niej wzrok. – Hej, no nie mów, że się rumienisz! – normalnie by go szturchnęła, ale bała się poruszyć czymkolwiek, żeby czasem znów nie skrzywić się z bólu. – Nie masz powodu, to było całkiem… miłe.
    Miała nazwać całą sytuację jako „uroczą”, ale zmieniła zdanie, gdy uświadomiła sobie, że być może jeszcze bardziej by go zawstydziła.
    - Ale powiem ci, że z uśmiechem jest ci ładniej – dodała, chociaż sama zaczynała czuć się skrępowaną przez takie rzucanie komplementami. Kiedy ostatnio kogoś chwaliła? Z jej ust głównie wydobywała się krytyka, najczęściej dotyczyła jej samej. – Powinieneś to robić częściej.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  33. Rose tylko się uśmiechała, patrząc na jego zakłopotanie. Kiedy to wprawiła w taki stan jakiegoś chłopaka? Nie pamiętała… No, może któregoś z rodziny, bo z takimi głównie miała do czynienia. Jakoś po ostatnim bardzo nieudanym związku jej to specjalnie nie przeszkadzało.
    Albo wmawiała sobie, że tak jest, bo po prostu ciężko było się z nią ogółem porozumieć.
    - Nie mogę cię zatrzymywać – stwierdziła, wzruszając ramionami. – Wiesz, gdzie mnie szukać, gdybyś czegoś jeszcze potrzebował – odezwała się i odwróciła powoli wzrok. – Chociaż chyba jest już pózno. A lepiej, żebyś nie miał dodatkowych kłopotów. Zdaję sobie sprawę, że ostatnie godziny nie były dla ciebie zbyt przyjemne.
    Ja za to ich nie pamiętam, przeszło jej przez myśl. Co jest lepsze?

    [Jak Beleth chce tak bardzo iść to może zaczniemy następne spotkanie? :D Nie wiem, w skrzydle szpitalnym albo na korytarzu, bo mógł zawsze o Rose zapomnieć w wirze tych wszystkich wydarzeń ;p]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  34. Dzięki magicznym miksturom, i przy okazji potwornie ohydnym, rany Rose dość szybko się zagoiły. W międzyczasie dostała list od matki, bo któryś z jej kochanej rodziny już zdążył zakablować rodzicom, że dostała tym zaklęciem czarnoksięskim. To nie wróżyło dobrze, bo rodzice byli skłonni nawet udać się do dyrektora, którego zresztą doskonale znali, żeby tylko dbać o jej bezpieczeństwo.
    Zupełnie nie rozumieli, że ona miała już siedemnaście lat. Była dorosła, sama za siebie odpowiadała! I nie chciała, żeby ktoś wyleciał ze szkoły. W końcu nie umarła, a chłopak nie jest niebezpieczny.
    Wróciła na zajęcia dopiero w następnym tygodniu. Do tego czasu cała rodzina zdążyła ją objeść z tych wszystkich słodyczy, jakie przysłała jej zatroskana babcia Molly. Jak wróci na ferie – nie będzie miała życia w domu. Nienawidziła, gdy wszyscy wokół niej skakali.
    Tak, wolała być podziwiana, nie niańczona.
    Nauczyciele od rana obchodzili się z nią, jakby była porcelanową laleczką. Nie wymagali od niej żadnych prac domowych ani odrobionych zaległości. To było potwornie irytujące.
    Ostatnią lekcją dzisiaj były eliksiry. Po nich Rose mogła odetchnąć i położyć się znów do swojego łóżka, tam, gdzie nikt się nad nią nie będzie użalał. Tym razem salę dzielić mieli z Krukonami. Gdy wchodzili do pomieszczenia, dostrzegła Yukimurę. Nie widziała go od tamtego czasu w skrzydle szpitalnym. Miała dziwne wrażenie, że po prostu jej unika. Mimo to uśmiechnęła się do niego, po czym zajęła swoje miejsce.
    - Dziś zajmiemy się przygotowaniem amortencji. Czy ktoś mi powie, jakie właściwości ma ten eliksir? Tak, panno Weasley?
    Oczywiście dłoń Rose wystrzeliła w górę, nim nauczyciel zdążył skończyć pytanie.
    - Jest to najsilniejszy eliksir miłosny. Nie wzbudza on prawdziwej miłości, oczywiście, a jedynie zadurzenie lub bardzo silną obsesję. Ciekawym jest, że jej zapach każdy odczuwa inaczej, w zależności, co komu się podoba. Ja na przykład odczuwam zapach miętowej pasty do zębów i…
    - Tak, panno Weasley?
    Rose odwróciła wzrok, lekko zażenowana sytuacją, w jaką się wpakowała. Przecież nie przyzna, że podobają jej się męskie perfumy czy zapach wody kolońskiej.
    - …czekoladowe babeczki – zełgała cicho. Dwie dziewczyny, które dobrze ją znały, zaśmiały się cicho.
    - A więc, jak panna Weasley nam wyjaśniła, dzisiaj lekcja będzie bardzo tematyczna, bo chyba każdy zdążył się zorientować, że zbliżają się Walentynki. – Rose wywróciła oczami na słowa nauczyciela. – Dzisiaj nie dobierzecie się sami, a wylosujecie swoje nazwiska i będziecie tak pracować. Proszę o zapisanie swoich nazwisk na kawałku pergaminu i wrzucenie ich do kapelusza na biurku!

    [Wybacz, że tak dużo, początki zawsze mi takie wychodzą. ._.
    Co powiesz na dalsze zawstydzenia i kompromitacje? :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  35. - Zaczynamy od lewej do prawej, dopóki nie skończą nam się kartki. Ci, którzy siedzą w ostatnich ławkach, będą musieli zdać się na łaskę tych w pierwszych. – Nauczyciel rozłożył bezradnie ręce, zupełnie jakby nie od niego zależał ten cały cyrk.
    I tak podchodziła osoba za osobą. Rose nie siedziała w pierwszej ławce, ale zajmowała miejsce w trzeciej, też blisko biurka. Wsłuchiwała się uważnie w czytane przez uczniów na środku sali nazwiska, ale nie usłyszała swojego. Więc gdy nadeszła kolej na nią – podeszła do kapelusza.
    Miała tylko nadzieję, że nie trafi na jakieś kompletne beztalencie albo nabzdyczonego osobnika. Ewentualnie jakiegoś żartownisia, takich w Gryffindorze nie brakowało.
    - Beleth Yukimura – powiedziała szybciej niż dotarł do niej fakt, z kim przyjdzie jej pracować. Podniosła niepewnie wzrok znad kartki na salę i dostrzegła go siedzącego samotnego. Dlaczego był sam? Nie należał przecież do osób szczególnie niemiłych.
    Zmięła kartkę, zabrała z biurka swoje rzeczy i przeniosła się do Beletha, twierdząc, że tak będzie najłatwiej.
    - Wygląda na to, że jesteś na mnie skazany – odezwała się, zerkając na niego kątem oka. Wciąż nie była pewna czy aby czasem nie unikał jej celowo.

    [Nie martw się, nie potrzebuję długich esejów ;)]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  36. Kiedy trzeba było rano wstać, Fanny wstawała, choć zazwyczaj z dość dużymi problemami. Zawsze nastawiała sobie budzik piętnaście minut za wcześnie, aby mogła chwilę sobie poleżeć i przygotować się psychicznie do wstania z łóżka. Co prawda, ledwo wtedy żyła, ale gorący prysznic zawsze sprawiał, że od razu się rozbudzała i mogła zacząć dzień.
    Ubrana, z torbą przewieszoną przez ramię i z uśmiechem na ustach była gotowa do wyjścia z dormitorium, gdy za sobą usłyszała czyjś głos wypowiadający imię jej najlepszego przyjaciela. Uniosła lekko brwi w górę i odwróciła się na pięcie, chcąc podsłuchać rozmowę dwóch chłopaków, którzy byli współlokatorami Beletha. No tak, znowu nie mogli go dobudzić. Fanny westchnęła cicho, rzuciła torbę na jeden z foteli i powędrowała do pokoju przyjaciela, po czym rzuciła się na jego łóżko, uważając, aby nie zrobić mu krzywdy.
    — Beeeeeleth! — powiedziała głośno wprost do jego ucha, jednocześnie potrząsając go za ramię. Domyślała się, że to go nie obudzi, ale spróbować zawsze można. — Wstawaj, śpiochu! Zaraz lekcje. Znowu się spóźnisz — dodała po chwili, kładąc się tuż obok chłopaka i dźgnęła go palcem w brzuch.

    Fanny

    OdpowiedzUsuń
  37. [Dla mnie super! Widzę, że Beleth się z Fanny przyjaźni, a Lucy z Fan też ma dobry kontakt, a przynajmniej w chwilach, gdy Fanny nie próbuje znaleźć Lucy nowego chłopaka O.o Myślę, że po jakimś czasie Lucy złapie z nim na pewno dobry kontakt, jak już przestanie się go bać i okaże się, że jako jedna z niewielu osób doskonale rozumie taką przyjaźń, bo sama ma takiego przyjaciela. Co o tym myślisz? :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  38. Rose uśmiechała się, dopóki Beleth znów nie przeniósł wzroku na kawałek pergaminu przed sobą. Westchnęła tylko cicho, rzuciła torbę na stół i wyciągnęła z niej książkę.
    - Wiem, że z jakiegoś powodu mnie nie lubisz, ale przez najbliższą godzinę chociaż nie utrudniajmy sobie pracy. Okej? Myślę, że rozsądnie będzie najpierw przyszykować wszystkie składniki, dlatego podzielimy się. Ty zrobisz tę część – zakreśliła palcem połowę wymienionych w podręczniku składników – a ja tę – wskazała na część drugą. – Gdy skończymy, będziemy trzymali się przepisu i po kolei będziemy wrzucać tutaj te wszystkie ohydztwa, żeby wyszedł nam dobry eliksir miłosny. I przy okazji ograniczymy współpracę do minimum.
    Naprawdę nic do niego nie miała, ale miała wrażenie, że Yukimura stara się trzymać po prostu jak najdalej od niej. I nie wiedziała dlaczego.

    [Beleth się znalazł u nas w powiązaniach tak w ogóle. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  39. Słowa w jego ustach brzmiały niezbyt przekonująco, ale licytowanie się kto kogo lubi, a kto kogo nie były jeszcze bardziej bez sensu. Dlatego zabrała się w milczeniu za swoją część pracy, którą zresztą sama sobie wyznaczyła. Gdy miała już przygotowane wszystkie składniki, zerknęła na Beletha.
    - Okej, najpierw wrzuć płatki irysa. Trzeba zamieszać to trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Pózniej skórka pomarańczy, kolejne dwa ruchy zgodnie ze wskazówkami zegara, dwa posiekane korzenie mandragory oraz zarodnik paproci. Siedem razy zamieszać ruchem przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. I módlmy się o to, aby nic nam nie wybuchło, bo w życiu tego nie gotowałam. Prawidłowo uważony eliksir powinien mieć słodką, różową barwę.
    Zerknęła na Beletha niepewnie.
    - Zamieszasz? – spytała. Nie to, żeby narażała go teraz na ogień, ale po prostu chciała, żeby nie stał jak kołek, coś zrobił, coś powiedział. Naprawdę, cokolwiek.

    [Nie mogę się doczekać w takim razie :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  40. Rose patrzyła cały czas na ruchy, jakie wykonywał Krukon, a potem wyczekująco patrzyła na kocioł. Dopiero po dłuższej chwili wywróciła oczami i niemal sama nie uderzyła się w głowę ręką.
    - No tak. Brakuje jeszcze ostatniego i najważniejszego składniku. Czegoś, co należy do osoby, w której biedna ofiara spożywająca ten napój ma się zakochać. Włos, ślina, krew… cokolwiek ściśle powiązanego… - zerknęła niepewnie na Yukimurę. – Ryzykujemy? Wrzucamy coś tutaj czy… czy lepiej poczekać na nauczyciela? Bo… to chyba samo zmieni barwę na róż…
    Nie wiedziała tego. Nigdy nie gotowała amortencji, chociaż w wakacje widywała ją prawie codziennie w sklepie ojca.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  41. - I zapomnieliśmy również machnąć różdżką – odparła po chwili zamyślenia. Wyciągnęła więc z torby swoją cisową, elegancką różdżkę i trzykrotnie machnęła nią nad kotłem. Eliksir zamienił się, a potem zmienił kolor z bezbarwnego na różowy. Odetchnęła cicho. – To chyba wszystko… - powiedziała sama do siebie, zerkając jeszcze raz na przepis.
    Podniosła rękę do góry, a nauczyciel, który dostrzegł jakiś ruch, podszedł powoli do ich stolika.
    - Świetnie! Idealnie! – pochwalił i poklepał Rose po ramieniu, bo akurat stała bliżej. – W nagrodę możecie opuścić lekcję wcześniej, jeśli posprzątacie miejsce pracy i… a, tak. Możecie zatrzymać też swoją amortencję. Wykorzystajcie ją dobrze! – dodał na odchodnym.
    Weasley zerknęła, lekko zdezorientowana, na Beletha. Słowa nauczyciela kompletnie zbiły ją z tropu.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  42. Rose przez cały czas, gdy pakowała swoje rzeczy, czuła się trochę nieswojo. Wciąż zerkała na kocioł z eliksirem, jakby miał zaraz rzucić się na nią i ją pogryzć. No prawda, była to niebezpieczna zabawka.
    - Ja… - wydukała, chyba po raz pierwszy zawstydzona, odkąd się poznali. – Sama nie mam, po co jej brać – wzruszyła ramionami. Jej życie miłosne w zasadzie nie istniało. Nie miała nawet dobrego przyjaciela, w którym się podkochiwała. Więc… Nie. – Chociaż… Wezmy go. Jeżeli ma trafić do rąk jakichś zakochanych dziewczyn, lepiej go zabrać. Nie chciałabym się przyczynić do powstania miłosnych zombie w walentynki – uśmiechnęła się na samą myśl. – Najwyżej wyślę tacie flakoniki do sklepu. Pomóż, ratuj męską rasę przed niebezpiecznymi dziewczynami – dodała ze śmiechem, po czym sięgnęła po dwie buteleczki.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  43. Pokiwała głową w jego stronę, uśmiechnięta od ucha do ucha, jak idiotka, po czym ruszyła w stronę wyjścia, rzucając jeszcze „do widzenia” nauczycielowi. Otworzyła drzwi i zaczekała, aż Beleth za nią wyjdzie.
    - Pomożesz mi zanieść ten eliksir do pokoju wspólnego? I tak w zasadzie masz po drodze – odparła z uśmiechem, zerkając na niego pytająco. Jakby musiała, sama by sobie poradziła, zapewne zaklęciem, ale wolała jednak poprosić kogoś o pomoc.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  44. Rose powinna czuć się nieswojo w obecności tak wysokiego faceta, ale… jakoś nie. Niby wysocy ludzie wzbudzają respekt, no i fakt, Rose by go nie znieważyła, ale nie tak, żeby się go bała. Dobrze znała swoje umiejętności, nawet jeśli nabyła je na siłę, żeby udowodnić samej sobie, że jest zdolna i godna noszenia swojego nazwiska.
    Ruszyli więc do wieży Gryfonów – a droga była długa, bo z samego dołu wiodła aż na samą górę. No więc, cóż, długa, nie oszukując się.
    Zaskoczył ją tym nagłym pytaniem.
    - W porządku. Czemu pytasz? – spytała, nim zdążyła się zorientować, że trochę to było nie na miejscu. – Mam nadzieję, że u ciebie również jest… chociaż w miarę dobrze. Że nie masz przeze mnie jakichś problemów.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  45. Westchnęła głęboko, gdy usłyszała od niego po raz kolejny słowa skruchy. Nie była taka, żeby rozpamiętywać całymi dniami i nocami coś, co się stało. Wiedziała, że Krukon tego żałuje. Czemu miałaby go jeszcze tym zadręczać?
    No jasne, było to okaleczenie ciała, ale bez przesady, szybka reakcja nauczyciela i odpowiednie, paskudne przy tym, eliksiry, sprawiły, że stoi przecież przed nim – w jednym kawałku, cała i zdrowa.
    Stanęła i odwróciła się do niego, ale wtedy podał jej zwoje pergaminów. Spojrzała na nie i zamrugała oczami, wyraznie zdziwiona. Zupełnie zapomniała o jego obietnicy o podwójnym notowaniu. Powoli wzięła pergaminy i włożyła je do torby, ostrożnie, żeby nie uszkodzić czasem jakiegoś flakonika z eliksirem. Byłoby zle.
    - Beleth… jeśli pozwolisz mi mówić do siebie po imieniu. – Zrobiła krok w bok, przysunęła się do niego bliżej i złapała za ramiona, jakby chciała tym samym go potrząsnąć, i to mocno. Zadarła głowę w górę. Teraz dopiero zauważyła, jak bardzo jest od niego niższa. – Ja nie jestem taka, jak o mnie teraz myślisz. Fakt, musiałam leżeć tydzień w skrzydle szpitalnym, ale wiesz, co jest najważniejsze? Najważniejsze jest to, że umiałeś do mnie przyjść, przyznać się do winy i przeprosić. I to określa cię jako wyjątkowego, silnego mężczyznę. Jak mogę się gniewać na takiego kogoś jak ty? Umiesz przyznać, że popełniłeś błąd, a to czyni człowieka szlachetnym i silnym. – Posłała mu miły uśmiech. – Więc nie przejmuj się już tamtą sprawą. To już jest zamknięty rozdział. Okej?

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  46. Zaskoczył ją tym gestem – jak dawno przytulała kogoś, kto nie należał do jej rodziny? I… nie był jej przyjaciółką? Mimo wszystko, nie odepchnęła go, a uśmiechnęła się i jedynie objęła go mocniej.
    Co się z nią stało, że tak łatwo dawała się podejść i pozwalała się dotykać? Gdzieś ta uparta i wredna Rose zniknęła.
    Zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
    - I koniec z przepraszaniem. Masz prawo robić to, na co masz ochotę. Chyba że kogoś masz zamiar skrzywdzić. A ty nie masz takiego zamiaru – odparła, odwróciła się i ruszyła z powrotem po schodach w stronę Pokoju Wspólnego Gryfonów. – I z wstydzeniem się też kończymy – dodała jeszcze, zerkając na niego kątem oka.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  47. Naprawdę rzadko wymykała się wieczorem z pokoju wspólnego. Zwykle nie miała spraw, których nie dało się załatwić w ciągu dnia. Nie była osobą wkręcającą się do działu ksiąg zakazanych, szukającą pokoju życzeń, o którym jedynie słyszała, ale nigdy nie znalazła, ani nie gotowała po nocy. Noc była od spania, o ile nie była nieco bezsenna – jak ta obecna.
    Lucy zwykle nie miała problemów ze snem, dlatego, gdy już nie mogła zasnąć, oznaczało to, że w jej głowie kłębi się tak wiele myśli, że mózg odmawia posłuszeństwa z przegrzania. Dlatego wymknęła się po cichu z dormitorium i pokoju wspólnego. Miała na sobie wygodne dresy i bluzę, więc mogła swobodnie przemieszczać się w cieniu korytarzy.
    Gdy zgasły pochodnie, przyświecała sobie różdżką. Zamierzała wejść do jednej z opuszczonych sal, w których był wystarczająco szeroki parapet, by się tam usadowić. Wszystko szłoby idealnie, gdyby Lucy nie miała wrażenia, że jednak nie jest na korytarzu sama. Naczytałaś się głupich historii o potworach to teraz masz!
    Czyżby coś usłyszała? Odwróciła się gwałtownie, uważnie wlepiając spojrzenie w ciemność. Nie zamierzała się odzywać, wołanie czy ktoś tu jest było dla niej zupełnie bezsensowne. Choć nie była pewna kto jest w pobliżu, zachowała zimną krew. A przynajmniej do momentu, w którym zobaczyła niezwykle wysoką, ciemną postać zbliżającą się w jej stronę. Nauczyciel? Prefekt? Cholera.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  48. Takie zachowanie było do chłopaka niepodobne, dlatego Jemma była zaskoczona, widząc go takiego. Czuła się dziwnie, ale nie zamierzała odpuścić, pomimo aury niechęci, którą wokół siebie roztaczał. Jednak Simmons jako jego przyjaciółka, nie mogła tak po prostu go zostawić, dlatego kucnęła przy fotelu, kierując swoje spojrzenie na chłopaka. Ciągle uśmiechała się lekko, jakby miało mu to w jakikolwiek sposób pomóc.
    – Czy wszystko w porządku? – zapytała, chociaż właściwie nie musiała, bo przecież każdy by to zauważył, dlatego zganiła się w myślach za takie posunięcie. - Może mogłabym ci jakoś pomóc?
    Dziwiło ją to, że Beleth prawie ją zignorował, ale to jej nie zniechęciło. Starała się nie być nachalna, a jednocześnie pokazać mu, że jest tu z nim i może jej się wyżalić, jeśli tylko ma na to ochotę. Krukonka wiedziała, że czasami narzuca się innym, dlatego starała się pilnować.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  49. [O, czy to nie Noctis z ostatniej części? Nie znam się na tyle, ale chyba dobrze myślę. Nie taka ostatnia część FF, bo jeszcze nie wyszła, ale mniejsza z tym.
    Także jestem, aż mi wstyd, że tak pominęłam. Proszę mi wybaczyć.
    Podoba mi się ten Twój chłopaczek. Szkoda, że nie jest z VII roku, Sol miałaby dobrego kompana prefekta. Masz chęci na wątek z Solene, czy wolisz kogoś innego?]

    Solene // Aaron // Lorelle

    OdpowiedzUsuń
  50. Zaśmiała się tylko cicho, ale nic więcej nie powiedziała. Doskonale przecież wiedziała, że nie tak łatwo jest się zmienić czy zaufać komuś. Ona sama… w zasadzie nie wiedziała, czemu to zrobiła. Po prostu… Jakoś nie mogła się oprzeć, chociaż w normalnych warunkach zostawiłaby tą znajomość już dawno.
    - Maślane masło – podała hasło Grubej Damie, która zerknęła dość niepewnie na Beletha, czy powinien tutaj wchodzić, ale w końcu pozwoliła im przejść. – Chodz, będziesz mi potrzebny dalej – rzuciła w stronę chłopaka, gdyby przyszło mu do głowy odwrócić się i po prostu sobie odejść. Gdy weszli do środka, odwróciła się w jego stronę. – Mogę twoją torbę? Wniosę je do dormitorium. Normalnie bym wzięła cię ze sobą, ale wiesz… założyciele mieli inne plany i chłopcom do naszego dormitorium jest po prostu wstęp wzbroniony – wzruszyła ramionami. Czasami może nawet lepiej.

    [Widziałam! Bardzo ładnie! :D A i ostrzegam, że od przyszłego tygodnia będę raczej rzadziej, bo zaczynają mi się znów zajęcia, więc... no, cieszmy się chwilą. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  51. [Cześć, nie wiem jak to się stało, że się wcześniej nie przywitałam - z reguły robię to na bieżąco, ale widocznie musiało mi coś umknąć :) Tak czy siak witam i chwalę za kartę, porządnie napisana.

    Zgłaszam się również po wątek, ale hm... Może pierw wybierz postać, która Cię interesuje ;)]

    Avalon & Han Hyun

    OdpowiedzUsuń
  52. Wzięła jego torbę i przewiesiła na drugie ramię.
    - Właśnie w tym. Zaraz wrócę – odezwała się. – Jak chcesz, usiądz sobie przy kominku. Fotele są bardzo wygodne. Ale… będziemy pewnie niedługo stąd iść, bo niedługo ludzie powracają z zajęć – dodała nim weszła po schodach wiodących do dormitorium.
    Flakoniki ostrożnie włożyła do kufra, zarówno ze swojej torby, jak i z torby Beletha. Nie śmiała zaglądać do jego prywatnych rzeczy, bo nie były jej sprawą, a ona nie chciała być wścibska. Położyła obie torby na łóżku i wyciągnęła ubrania do przebrania się. Zamieniła szkolny mundurek z herbem lwa na czarne legginsy i kasztanowy, ciepły sweterek, w sam raz na zimne dni. Zostawiła swoją torbę wraz z różdżką w środku, choć było to nieostrożne, a torbę Beletha wzięła ze sobą.
    - Wybacz, że to tyle trwało, musiałam ściągnąć z siebie ten mundurek, nienawidzę go – westchnęła, podając torbę Krukonowi. – Nie będę cię trzymać, jeśli chcesz już iść.

    [Ale pocieszę Cię, że z wtorku na środę będę dłużej, bo środy mam wolne. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  53. [Hm... Są z tego samego domu i z tego samego rocznika, więc znać się muszą. W ogóle, ze względu na rosnących w siłę Azjatów hogwartczyków, zrobiłabym między nimi jakąś pozytywną relację. Już na pierwszym roku mogli zwrócić na siebie uwagę właśnie ze względu na azjatyckie pochodzenie i się zakolegować. Mogą czasami pracować wspólnie na zajęciach, a Avalon przez jego spóźnianie może się ciągle irytować ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  54. Rose usiadła na drugim fotelu i przysunęła się razem z nim trochę do chłopaka. Uśmiechała się, wpatrując się w wesoło trzaskający ogień. Nie zwróciła nawet uwagi na ziewnięcie chłopaka. Sama doskonale wiedziała, jak łatwo można było tutaj zasnąć, szczególnie gdy ogarniało kogoś zmęczenie.
    - To takie dziwne uczucie, myśleć, że lata temu siedzieli tutaj moi rodzice. – Uśmiechnęła się lekko sama do siebie, po czym na moment zamknęła oczy. – Mój ojciec kiedyś miał ciekawą przygodę z eliksirem miłosnym. Zjadł czekoladki wujka Harry’ego, które były nafaszerowane amortencją. Potem kleił się nawet do profesora od eliksirów – zaśmiała się, wyobrażając sobie, jak mogło to wyglądać. Po czym wybuchła naprawdę głośnym śmiechem, bo zdała sobie sprawę dopiero teraz z tego, jak bardzo zabawna była tamta sytuacja. – To straszna desperacja. Chociaż… czasami lepiej podać jest amortencję i łudzić się, że ktoś naprawdę cię interesuje, niż zderzyć się z rzeczywistością. Tak jest łatwiej.
    Spochmurniała na moment. Przypomniała sobie, jak jeszcze rok temu była względnie szczęśliwa z jednym z Gryfonów. Aż to szczęście się nagle rozpadło, bo zrobiła się „inna”. Zerknęła na Beletha.
    - A ty? Podałbyś komuś eliksir miłosny w akcie desperacji?

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  55. [Prawda, prawda! A ta głupiutka będzie się wściekać pewnie jeszcze bardziej... ;) Jeżeli masz ochotę możesz nam zacząć, ja tym czasem uciekam już do spania. Niestety trzeba wstać rano do pracy ;<]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  56. Zerknęła na niego z uniesioną brwią.
    - Dzieckiem walentynek? – zapytała, kompletnie nie rozumiejąc. Nie wiedziała w końcu, kiedy Beleth obchodzi urodziny. Pokręciła głową i wstała z fotela tylko po to, aby usiąść na podłokietniku fotela, na którym siedział Krukon. – Jak cię to pocieszy, to też nie mam szczęścia do chłopaków. Z ostatnim rozstałam się jakiś rok temu, bo za dużo się uczyłam i przestałam być taka „fajna” – wzruszyła ramionami. – W tegoroczne walentynki mam zamiar zakopać się w bibliotece w książkach. Jak chcesz, możesz do mnie dołączyć, nie będzie mi aż tak nudno – dodała z uśmiechem, zerkając na niego, chociaż raz, z góry.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  57. - Albo możemy zabrać książki z biblioteki i wybrać się, żeby poleżeć. Ale w takim wypadku wchodzi w plan tylko Twoje dormitorium, stary Godryk postanowił dbać o prywatność dziewcząt bardziej niż chłopców – odparła z uśmiechem. – Może przyniosę też jakieś słodycze, babcia Molly wysłała mi całe tony po tym wypadku w skrzydle szpitalnym. Jak dobrze mieć młodszego brata, który od razu poleci nakablować rodzicom… - westchnęła głęboko. – W każdym razie wszystkiego mi jeszcze nie zjedli – dodała z uśmiechem, znów na niego zerkając. – Chyba powinnam cię już puścić, żebyś też się zdążył przebrać – dodała, zerkając na jego mundurek. – Na pewno ci w nim niewygodnie.
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  58. - Wiesz co… - zaczęła, wciąż zamyślona. Podobał jej się plan napisany razem, tylko że czegoś tutaj brakowało… No właśnie, większej ilości słodyczy! – Ludzie będą szli do Hogsmeade. Może też wyskoczmy na moment, obrabujmy Miodowe Królestwo ze słodyczy i wróćmy? Chociaż z drugiej strony ludzie mogą pomyśleć, że wyszliśmy razem na randkę… Ach, czemu to musi być takie skomplikowane! Słodyczy może nam braknąć! A gry… No, w szachy grać nie umiem, ale zawsze coś się znajdzie – odparła, zerkając znów na niego z szerokim uśmiechem. Po raz pierwszy miała nadzieję, że jej Walentynki nie będą totalną klapą. Co z tego, że spędzi je raczej ze znajomym niż ze swoją miłością.
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  59. - W zasadzie na korytarzu spotykam tyle krytyki, z różnych powodów, nawet koloru moich włosów, że masz rację, nie powinnam się tym przejmować – odparła, zakładając nogę na nogę, a przedramieniem oparła się o fotel tuż obok głowy Beletha. – Zapowiadają się naprawdę udane walentynki, a w dodatku z daleka od tej różowej… bzdury. A na korytarzach Hogwartu zapewne będą rozgrywały się jeszcze lepsze dramaty. – Westchnęła głęboko. – Ale mówiłeś coś o byciu dzieckiem Walentynek… Masz wtedy urodziny?

    [W zasadzie myślałam, żeby w końcu padli ze zmęczenia w jednym łóżku, a rano pięćdziesiąt tysięcy pytań czy wczoraj coś między nimi było, Hogwart aż huczy od plotek, bo koledzy ich nakryli i takie tam. :D Ale możemy też do tego trochę amortencji dodać. :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  60. - Och, przestań! – mimowolnie rozczochrała mu włosy, nachylając się, żeby zajrzeć mu w oczy i żeby zobaczył jej szeroki uśmiech. – Urodziny ma się tylko raz w roku! Oczywiste, że coś dostaniesz i nie odwiedziesz mnie od tego pomysłu nawet siłą – dodała. – W końcu jesteśmy… prawie jak przyjaciele, prawda? Przyjaciele pamiętają o swoich urodzinach. I zjadają sobie nawzajem słodycze, które sami kupili tej drugiej osobie – zaśmiała się na samą myśl.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  61. [Ależ nie ma za co, punkty dla Puchonów zbieram! :D]

    Rozejrzała się prędko, nie bardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Zgasiła światło różdżki, szybko decydując o tym, że nie bardzo chce stanąć z kimś w nocy oko w oko. Oczywiście wyobraźnie podpowiadała jej różne hogwarckie stwory, chociaż najpewniej był to prefekt lub nauczyciel. Albo jej się wydawało, albo ubiór wskazywał raczej na ucznia.
    Postanowiła wślizgnąć się do jednej z pustych sal, licząc na to, że po prostu przejdzie obok i nie zajrzy do środka. Och, w takich chwilach przydałaby się peleryna niewidka, o której wspominał ojciec Jamesa podczas krótkich spotkań z jej ojcem. Albo przynajmniej jakaś dobra wymówka! Pech chciał, że drzwi cichutko, bo cichutko, ale jednak zaskrzypiały, zamykając się za Lucy.
    Stanęła w rogu, daleko od światła księżyca wpadającego przez zakurzone okno, mocno trzymając kciuki, by patrolujący korytarze nie zwrócił na nią uwagi. Bo to, że słyszał skrzypnięcie było więcej niż pewne.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  62. Rose nie ruszyła się z miejsca, chociaż miała nieodparte wrażenie, że Beleth jej po prostu unika, stara się wciąż przed nią uciec. No cóż – niektórzy po prostu są bardziej nieśmiali niż ona. Musiała się z tym pogodzić, zresztą będzie to miła różnica, bo otaczają ją same pewne siebie i przebojowe głównie osoby.
    - Och, obchodzi cię to, co mówią o tobie inni? – zapytała, unosząc brwi i uśmiechając się lekko. Powtórzyła dokładnie jego słowa. Bo teraz się trochę jednak zapętlił w tym kombinowaniu.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  63. Ona również westchnęła głęboko.
    - Beleth. Jestem ruda. W dodatku piegowata. Jestem dzieckiem tego Ronalda i tej Hermiony. Moim wujkiem jest sam Harry Potter, który pokonał najpotężniejszego czarnoksiężnika chyba w ostatnim stuleciu. Jestem prefektem i wlepiam każdemu szlabany, odejmuję punkty, stawiam się Ślizgonom, nieraz oberwałam już łajnobombą, czasami przez przypadek, bo Irytek zle wcelował. Naprawdę myślisz, że kolejne plotki mogą mnie zdenerwować? Plotkują tylko ludzie, którzy zazdroszczą innym. Ale jeśli ci zależy… Możemy pójść osobno – wzruszyła ramionami, samemu wstając z miejsca.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  64. [Wybacz, że nie odpisuję fabularnie, ale nie wiem po prostu co. :< Myślałam, żeby zrobić jakiś krok do przodu i ich jakoś jeszcze spotkać przed tymi Walentynkami, bo może być nieswojo jak tak cały tydzień nie będą się widzieć, a nagle coś im w Walentynki odwali.]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  65. Odkąd Beleth znalazł się w Pokoju Wspólnym Gryfonów minęło już kilka dni. Aktualnie powoli kończył się piątek. Po całym tygodniu nadrabiania zaległości i uczenia się nowego materiału, z radością zrzuciła z siebie szkolny mundurek, zostawiając go na łóżku i poszła pod prysznic będący tuż przy dormitorium. Od razu poczuła się lepiej, gdy ciepłe strumienie spłynęły na jej ciało. Ubrała znów legginsy, które, według niej, były najwygodniejsze na świecie i w życiu nie zamieni ich na zwykłe dżinsy, a w dodatku tym razem założyła niebieski sweterek. Włosy, wcześniej wysuszone zaklęciem, upięła w kok, puszczają luzne loki po bokach swojej twarzy. Tym razem jej makijaż także skończył się na muśnięciu błyszczykiem i tuszem do rzęs.
    Nie wzięła ze sobą różdżki – jak zwykle, gdy szła na kolację. W tym, że tym razem na korytarzu czekała ją niemiła niespodzianka.
    Zupełnie zapomniała o tym, że wlepiła w tym tygodniu jakiemuś Ślizgnowi szlaban i pozbawiła go kilku punktów. Nie spodziewała się tym bardziej, że będzie na nią po drodze czekała eskorta.
    - Ej, Weasley! – usłyszała za sobą jakiś męski głos. Odwróciła się i wywróciła teatralnie oczami, widząc czterech Ślizgonów zmierzających w jej stronę z głupimi uśmiechami na twarzy. – Chyba nie myślałaś, że olejemy fakt, że zadarłaś z naszym nowym kolegą.
    - No tak. Zapomniałam, że małpy trzymają się razem – odparła, prychając cicho jak rozjuszony kot. – Wybaczcie, spieszy mi się.
    - Chyba niekoniecznie. Pozbierałaś już wszystkie ząbki po dostaniu zaklęciem? – Jeden ze Ślizgonów pchnął Rose niespodziewanie na ścianę. Dopiero teraz dotarło do niej, że oni nie żartują i tym razem na żartach się nie skończy. A w dodatku nie miała czym się bronić. – Oby, bo będziesz musiała pozbierać je tym razem również.
    - Będziecie mieli przykre konsekwencje – dodała tylko cicho, przyciskając się do ściany, bo Ślizgoni już ją otoczyli. – Radzę wam trzymać się z daleka, chyba że chcecie być zawieszeni.
    - Bo niby ktoś komuś doniesie? Spróbujesz tylko, Weasley, a dostaniesz dwa razy tyle!

    [Czekamy na Beletha w lśniącej zbroi :D]
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  66. Nie spodziewała się jakiejkolwiek pomocy. Nie teraz, nie w takim miejscu. Ale odwróciła gwałtownie, gdy usłyszała znajomy głos. Pokręciła głową. Nie mogła go w to wpakować.
    - Beleth, błagam, nie mieszaj się w to – jęknęła tylko. Jej głos brzmiał teraz naprawdę żałośnie.
    Ślizgoni także się odwrócili, zaskoczeni, że ktoś się tutaj zjawił. Ich zdziwienie jednak dość szybko minęło, a jeden z czwórki nie patyczkował się – mimo iż Beleth był naprawdę wysoki i wzbudzał respekt, pięścią uderzył go w twarz, a potem doprawił kolanem w brzuch. Rose pisnęła, kompletnie nie mając pojęcia, co robić.
    Pozostała trójka zaśmiała się tylko perfidnie.
    - No proszę, Weasley znalazła sobie chłopaka! Szkoda tylko, że nie jest już taki bystry w czynach jak w gadaniu. Tak samo zresztą jak sama Weasleyówna, nie, ruda? – jeden z nich złapał Rose za włosy i odciągnął jej głowę boleśnie do tyłu, aż musiała się skrzywić, próbując wstrzymać łzy.
    - Odwalcie się od niego – wysyczała tylko prosto w twarz Ślizgonowi, bo znajdował się naprawdę blisko niej.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  67. Czwarty Ślizgon ciągnął ją potwornie mocno za włosy, nie potrafiła już pohamować łez lecących po jej policzkach. Zerkała cały czas w bok, aby upewnić się, czy Beleth jeszcze jest cały. Na całe szczęście, radził sobie idealnie. Za to ona miała problem.
    - Pieprz się – wysyczała i w końcu wzięła się w garść na tyle, aby kopnąć Ślizgona kolanem w krocze. On za to zgiął się wpół i od razu się odsunął.
    W tym momencie zauważyła, jak ten ostatni mierzy w plecy Beletha różdżką. W ostatnim momencie złapała jego rękę i pociągnęła w górę. Czerwony promień wystrzelił w sufit.
    - Ty mała, ruda…! – ale zanim zdążył dokończyć, Weasley wyrwała mu z ręki różdżkę i celowała już w niego.
    - Odejdziecie stąd, natychmiast. A różdżkę odbierzesz od opiekuna domu – dodała. Ślizgon rozejrzał się i dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że jest zupełnie sam. Reszta została powalona. Więc czym prędzej wziął nogi za pas. Rose odetchnęła i odwróciła się w stronę Beletha.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  68. - O mój Boże, Beleth… - wyszeptała z przerażeniem, gdy zobaczyła, w jakim chłopak znalazł się stanie. Podbiegła do niego, padła na kolana i złapała jego ramię. – Beleth! Nie zamykaj oczu! Zaraz wszystko będzie w porządku. Musimy… musimy cię zaprowadzić do pielęgniarki. Błagam, wstań. Nie znam odpowiedniego zaklęcia, żeby to zatamować… Teraz nie wyślę nawet patronusa z wiadomością… Beleth… - szeptała, ściskając w jednej ręce różdżkę. – E… enervate… Rennervate… - różdżka zabrana Ślizgonowi kompletnie nie chciała jej słuchać. Ale zauważyła, że rana troszkę jakby się zaczęła zasklepiać. – Vulnera Sanantur… Beleth, błagam, jeśli mnie słyszysz, wstań, musimy iść do pielęgniarki… - mówiła cicho, łamiącym się głosem. Lewą, chłodną dłonią dotknęła delikatnie jego policzka.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  69. Odetchnęła głęboko, gdy usłyszała jego głos. Z ulgą, oczywiście.
    - Och, Beleth… - szepnęła. Przyłożyła swoje czoło do jego czoła, zamykając oczy. Był to na swój sposób okaz czułości czy dodanie też odwagi. Czuła minimalną ulgę, że żyje, funkcjonuje. Że nie jest wszystko stracone. – Jasne, oczywiście – odparła od razu, podnosząc się powoli. Złapała go za zdrową rękę i z całych sił pociągnęła w górze. Była zdziwiona, jak bardzo była silna w przypływie adrenaliny, bo naprawdę udało jej się postawić go na nogi. – Damy radę. Nie poddawaj się. Jestem tutaj z tobą. Ważne, żeby iść na przód i nie zamykać oczu. Dobrze?
    Sama nie wiedziała, co robiła. W stresie działała automatycznie, wyłączając myślenie.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  70. Zdawało się, że szli wieczność – powoli i w milczeniu, a w zamku jakby zastygł czas, nie było ani jednej żywej duszy na korytarzu. Naprawdę, nikt nie spóźnił się tym razem na kolację? Nikt nie wyszedł wcześniej?
    Pielęgniarka, gdy tylko ich dostrzegła, rzuciła się z miejsca do pomocy. Wraz z Rose przyprowadziła Beletha do wolnego łóżka, położyły go, po czym – a jakżeby inaczej, Rose została wygoniona z pomieszczenia. Rzuciła tylko coś w stylu, że przyniesie coś do jedzenia i wyszła za poleceniem pielęgniarki.
    Znalazła się w Wielkiej Sali, ale nie mogła zebrać myśli. Zjadła ledwie dwa tosty, wzięła jeszcze kilka na drogę i czym prędzej poszła do Skrzydła Szpitalnego, z nadzieją, że będzie mogła je wręczyć Belethowi. Któremu zawdzięczała naprawdę wiele.
    Wolałaby się nie znaleźć na tym miejscu. Teraz to na niej ciążyło ogromne poczucie winy, gdy przysiadła przy łóżku Beletha. Pielęgniarki już obok nie było. Więc zrobiła wszystko, co mogła.
    Położyła delikatnie dłoń na jego ramieniu.
    - Jak się czujesz – spytała cicho, nie potrafiąc spojrzeć mu w oczy. Wzrok wziąć miała wbity w swoje uda.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  71. Drgnęła lekko, gdy poczuła dotyk na swojej dłoni. Podniosła nieśmiało wzrok. Tym razem to ona czuła się winna. Niepotrzebnie go w to wciągnęła. Gdyby tylko wzięła wtedy ze sobą różdżkę…
    - Mam nadzieję, że jest lepiej niż to wygląda – odparła cicho, zerkając na bandaże. Westchnęła cicho i zamknęła oczy. – Przepraszam. Nie chciałam cię w to wciągnąć. I… dziękuję. – Uśmiechnęła się sama do siebie, nie podnosząc głowy. – Mało kto stanąłby w mojej obronie.

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  72. Podniosła w końcu wzrok, żeby spojrzeć mu w oczy i uśmiechnąć się lekko.
    - Mam nadzieję, że szybko dojdziesz do siebie. W końcu w niedzielę jesteśmy umówieni – dodała i dopiero teraz zrozumiała, że zabrzmiało to tak, jakby byli umówieni na coś więcej niż zwykłe koleżeńskie spotkanie. – Em… przyniosłam ci też kilka tostów, gdybyś był głodny. Wiesz, w końcu jest już po kolacji…

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  73. Wsłuchiwała się uważnie w słowa profesora, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy nawet na sekundę. Avalon Moore z zachłannością czerpała każdą wiedzę, nie wyobrażała więc sobie siebie jako tej spóźniającej się. Nie miała problemów z nauką, jedynym przedmiotem, który sprawiał jej trudności była numerologia, do którego nauki zmuszał ją ojciec. Ciągle jej wypominał, że to właśnie z tego przedmiotu ma najgorsze oceny i powinna to zmienić. Nie umiała… Kiedy do pomieszczenia wszedł spóźniony chłopak, Avalon nawet nie musiała na niego spojrzeć, aby wiedzieć kto to taki.
    — Nawet nie zaczynaj — mruknęła cicho, unosząc lekko rękę do góry, jakby chciała mu tym pokazać, że teraz ma do niej nie mówić. Nie oderwała wzroku od profesora, nawet na jedną, krótką chwilę.
    — Od dzisiaj, do końca przyszłego tygodnia będziecie pracować w parach. Tak jak siedzicie w ławkach — oznajmił pod koniec zajęć profesor, a mina Avalon zrzedła. Odwróciła w końcu głowę na bok, chowając pióro i kawałek pergaminu do swojej torby.
    — Nawet nie próbuj się więcej spóźniać, Beleht — powiedziała szeptem, uważnie mierząc spojrzeniem chłopaka — nie próbuj, rozumiesz? — na jej twarzy pojawił się lekki grymas. Lubiła go, jednak obawiała się współpracy, patrząc na jego nawyki…

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  74. Lucy błagalnie wzniosła wzrok, wbijając go w sufit. Przez chwilę miała nadzieję, że chłopak zajrzy do środka i tak po prostu sobie pójdzie. Oczywiście musiał się odezwać, a wtedy Lucy zadrżała. Beleth Yukimura… Ten ogromny, poubierany na czarno chłopak, który napawał ją autentycznym niepokojem. Wydawało się jej, że przy nim nawet przestawała śmiać się w głos, nie będąc pewną jak zareaguje. Oczywiście dramatyzowała i przesadzała, ale żaden Ślizgon nigdy nie wydawał się jej tak przerażający jak ten właśnie Krukon.
    -Y…Yukimura – coś pomiędzy szeptem a zlęknionym piskiem wydobyło się z jej ust. Pojawiła się w świetle wpadającym przez okno, ze splecionymi mocno dłońmi i opuszczoną głową. Brytyjczycy często zwracali się do siebie po nazwisku, ale z tego, co Lucy wiedziała, Japończycy robili to znacznie częściej.
    -Ja… ja przepraszam – szepnęła, nie podnosząc wzroku – to się zdarza naprawdę rzadko, potrzebowałam chwili dla siebie, kubka herbaty… - wiedziała jak absurdalne było to wytłumaczenie, ale skuliła się w sobie jeszcze bardziej, jakby czekała na wyrok.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  75. Takie słowa nie przekonywały Krukonki, wręcz przeciwnie, była jeszcze bardziej zdeterminowana. Musiała przyznać, że także ją trochę zabolały, ale postanowiła zdusić w sobie to uczucie, ponieważ wiedziała, że w niczym jej teraz nie pomoże. To nie o nią teraz chodziło, tylko o niego, chociaż złośliwy głos w jej głowie pytał, czy aby na pewno. Czy nie chciała po prostu uciszyć swojego sumienia tym, że pomagała wszystkim wokoło? Czasami nie wiedziała czy robi to z powodu swoich czystych i dobrych intencji, czy dlatego, że musiała tak robić, a właściwie nie odczuwała żadnej przyjemności z tego, że pomagała innym. Wolała się jednak nad tym nie zastanawiać, bo nie miała pojęcia, gdzie rozmyślania na ten temat mogłyby ją doprowadzić. Czuła jednak, że nie byłoby to żadne przyjemne miejsce. Na pewno nie takie, które chciała odkryć i dogłębnie zbadać.
    – Jesteś tego pewien? – zapytała troskliwie. – Może jednak wolałbyś z kimś o tym pogadać? Trzymanie emocji w sobie nigdy nie kończy się dobrze.
    Mówiła tak, ale nie stosowała się do tej zasady, nie będąc zbyt wylewną osobą, kiedy chodziło o jej własne problemy. Nie mówiła o nich, nie chcąc nikogo martwić tym, co akurat złego działo się w jej życiu. Wiedziała, że inni mają aż nadto swoich własnych zmartwień.

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń