16 lutego 2016

introducing




      16.02.2005 | VII | mugolaczka | nigdzie na stałe | za to rzucająca przelotny cień w wielu  środowiskach | z kotem z nadwagą | możliwością wykonania szpagatu i salta | i nawet znaczącym zainteresowaniem wróżbiarstwem | uczennica Gryffindoru:
       

Judy Willoughy
      Były piski opon. Oznaczały one tyle co "dzień jak co dzień". Były śniadania "U Fran i Betty", grube, słodkie naleśniki z bitą śmietaną za darmo. Zlizywanie łyżki i maczanie palca w masie, gdy mama odwracała wzrok. I były to wyjątkowo smaczne torty. Kula pobrzękująca w metalowej nerce zdawała się być igłą przecinającą mydlaną bańkę, jednak zawsze okazywała się jedynie bolesnym poślizgiem na skórce od banana. Było. Ale wstawało się, otrzepywało zamszową marynarkę, podnosiło strącone okulary, chowało dumę w spieniężoną kieszeń i stawiało krok naprzód. Miało to charakter "ryzyka zawodowego".
      Co jeszcze było? Głośni wujkowie, ciotki z krwiście czerwonymi ustami, dokuczliwi kuzyni, lecz żadni nie związani krwią, a przyrzeczeniem by jeden robił swoje, robił to dobrze, znał swoje miejsce i trzymał język mocno ściśnięty za zżółkniętymi od cygarów zębami. Pod groźbą - nie było tam żadnego "proszę", nie było "nic sie nie stało" i "olej to". Raz się tańczyło, raz przypominało to taniec - wirujących pięści, noży, kul.
      Były pieniądze. Dużo pieniędzy. Choć i one znikały, bo gdy następuje wzlot, po nim nadarza się w końcu upadek. I wiele nadskakiwania, i kolorowych sukienek brudzonych w błocie, różowych pantofelków, którym odpadały podeszwy i splecionych warkoczy - często czochranych. W rezultacie zastąpione zostały zniszczonymi trampkami i wytartymi jeansami, choć nigdy do końca nie zrezygnowano z precyzyjnych krojeń, osobliwych materiałów i dziewczęcych atrybutów. I było w tym wiele miłości.
       
      Był także list. I było poruszenie. 
      A potem było jeszcze więcej.


ludzie...
________________
tak było, a jak jest? pomóżcie mi stworzyć tą historię! 
oczywiście nie bójcie się pytać, a co najważniejsze - nie bójcie się proponować.
a więc cześć, zapraszam :)

31 komentarzy:

  1. [Przepiękne zdjęcie! Naprawdę, ja nie wiem gdzie wy znajdujecie takie piękne zdjęcia, które przy każdej nowej postaci chwalę, bo tak bardzo mi się podobają. c: Karta nieco zagadkowa, niektórych rzeczy trzeba się domyślić, ale dzięki temu dobrze się bawiłam, czytając ją. Życzę dobrej zabawy! ;)]

    Jemma Simmons/Molly Weasley

    OdpowiedzUsuń
  2. [Świetnie napisana, intrygująca karta. Życzę udanych wątków. c:]
    Lucréce Denevue

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mugolaczka z krwi i kości ;) Przyznaję tak, jak wyżej, że karta jest dość zagadkowa, ale mimo to naprawdę ciekawa. Kot z nadwagą jest tutaj pięknym dodatkiem :D
    Zapraszam w razie chęci i miłego blogowania!]

    Vladimir Karkarow

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Bardzo ciekawa pani, a tekst w karcie świetny. Witam i życzę dobrej zabawy oraz wielu ciekawych wątków :) ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  5. [ witam się serdecznie! :) jestem całkowicie oczarowana kartą i nie ma innego wyjścia jak jakiś wątek. Masz może jakiś pomysł? ;]

    Amycus C.

    OdpowiedzUsuń
  6. [W sumie niewiele zrozumiałam z karty, ale może to i dobrze. Lepiej poznawać postac od początku.
    Zapraszam do moich i miłej zabawy życzę! :)]

    William/Amelie/Sorcha

    OdpowiedzUsuń
  7. [Tekst w karcie mnie zaintrygował, w dodatku wszystko jest tu takie estetyczne, włączając w to zdjęcie. Szczególnie urzekł mnie ostatni akapit, majstersztyk.
    Zaproponowała bym wątek, ale nie umiem znaleźć żadnego punktu wspólnego, a nie chcę rzucać takim banałem jak wpadnięcie na siebie na korytarzu. :(]

    claudius

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Cóż to za burzliwa przeszłość, Judy wychowywała się w jakiejś bohemie (a może cyrku), która oprócz typowych dla cyganerii zajęć parała się też jakimiś mafijnymi porachunkami? ;D Tak czy inaczej – pewnie ma co opowiadać, jeśli oczywiście zamierza to robić. Karta intrygująca, ładnie napisana, mam nadzieję, że Judy też jest tego typu postacią. Chętnie bym się o tym przekonała w wątku.
    (Tylko... tę historię, nie tą historię.)
    Byłabym zapomniała – wszystkiego najlepszego w dniu osiemnastych urodzin, Judy!
    Cześć! ]

    Jacca/Valancy

    OdpowiedzUsuń
  9. [Tak się zastanawiam, czy to zainteresowanie wróżbiarstwem wiąże się z jakimiś snami, wizjami albo czymś równie typowym dla przepowiadania przyszłości/odczytywania przeszłości?]

    Zachary

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Sądzę, że mój pan by ją polubił, chociaż on nie za bardzo ufa roztrzepańcom z Gryffindoru. Nie wiem na jakim etapie widziałabyś ich znajomość, ale mogą sobie razem wychodzić w weekendy do Hogsmeade, a tam coś do roboty im się znajdzie.

    O, mogą, na przykład, wejść do jakiegoś sklepu i któreś z nich zacznie wymachiwać różdżką w taki sposób, że ta w końcu spadnie na ziemię i jakieś zaklęcie trafi w regał. Nasze postaci będą musiały posprzątać, a reszta potoczy się sama. Co myślisz? ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  11. [ pasuje mi taki układ tylko szkoda, że nie mam kompletnie pomysłu ;_; może coś związanego z biblioteką? ]

    A.C

    OdpowiedzUsuń
  12. [Jak zaczęłam czytać kartę to w sumie jakoś poczułam się jak przy opowiadaniu... I szkoda, że taka króyka :c Nie wiem czy to przez to że zajadam się pomarańczami tak przyjemnie się czytało, czy naprawdę udało Ci się mnie zwabić :D Za Gryfonkę oczywiście klepię po plecach, zdjęcie też bardzo klimatyczne, a całość pozostawia smaczek. Witamy i zapraszam :)]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
  13. [Podoba mi się ten pomysł, tylko akcję musimy umiejscowić w pokoju wspólnym albo Wielkiej Sali, bo Zachary i wróżbiarstwo raczej nie idą ze soba w parze.]

    Zachary

    OdpowiedzUsuń
  14. [Ojej, ślicznie dziękuje za takie słowa! Łechtają ego, nie ma co. :)
    Zamiast pichcenia frytek zaproponuję inne, też mugolskie zajęcie, mianowicie oglądanie filmów. Klaudiusz za młodu miał ograniczony kontakt z mugolską kulturą, co teraz nadrabia. Logiczne w takiej sytuacji wydaje się zwrócenie do kogoś, kto jest bardziej zorientowany w temacie. Czyli do Judy. Z początku mogłaby być do tego pomysły nastawiona niechętnie, ale w końcu Klaudiusz jakoś przekonałby ją, żeby poopowiadała mu o mugolskiej kinematografii i najnowszych trendach w jeździectwie (albo czymś równie niemagicznym). W końcu Judy stwierdzi, że nie ma co robić lekcji teoretycznych, skoro można przekonać się w praktyce i zorganizują sobie maraton filmów Disney'a (w Hogsmeade, bo w Hogwarcie byłoby to chyba niemożliwe). Klaudiuszowi tak spodoba się to przedsięwzięcie, że będzie próbował namówić Judy do zorganizowania podobnego dla większej liczby uczniów. Z aprobatą Judy na pewno czułby się raźniej (poza tym, kto by mu te filmy wybierał, jeżeli nie ona?), bez aprobaty też by sobie jakoś poradził (tylko tysiąc razy gorzej, prawdopodobnie przyprawiając kogoś o zawał serca po drodze).]

    claudius

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Miałam tutaj wcześniej zajrzeć, ale zapomniałam. Podoba mi się jej imię i nazwisko, zaś karta jest dosyć zagadkowa.. Gdzie ona się wychowywała? :D Cześć! ]

    Caelan

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Skojarzenie z bohemą wzięło mi się przede wszystkim ze sposobu, którym tekst został napisany, z tej soczystości, barwności, chociaż może ten drugi trop, o którym wspomniałam (a który też nie jest właściwy), czyli cyrk, lepiej koresponduje z kartą – te szpagaty i salta, tańce i rzucanie nożami. Teraz już wiem, że to nie jest przeszłość Judy – ale zawsze może stać się przyszłością. :D
    Słowem mafia rzuciłam w takim potocznym, użytkowym rozumieniu, nie chodziło mi o ścisłą definicję, wiesz, tak, jak mówi się na mafię pruszkowską nazywa się, eehm, właśnie mafią, chociaż w Polsce takich struktur nie ma. Tak czy inaczej, moja ciekawość została zaspokojona, ale w wątku nam to raczej nie pomoże.

    Jacca to nie jest chyba zbyt popularne imię w krajach, których językami państwowymi są te, w których rzeczowniki się deklinuje, więc tak, z odmianą jest kłopot. Przyjęłam taką M. Jacca D. Jakki C. Jacce B. Jaccę N. Jaccą Msc. Jacce W. Jacco (albo może jednak Jacca, nie wiem, ale i tak zapewne nikt nie będzie do niego mówił w wołaczu).

    Okej, a teraz najważniejsza część, czyli już coś o wątku. To, że się znają, byłoby czymś bardzo naturalnym, w końcu są rówieśnikami (to znaczy Judy jest starsza o cały miesiąc!), więc pewnie mieli jakieś wspólne zajęcia, przynajmniej kojarzyć się powinni. Przybłęda przywodzi mi na myśl przede wszystkim psa czy kota, Judy też łasi się do ludzi, a potem, kiedy już dostanie jedzenie, ucieka? ;D I jak daleko sięga jej niezależność? Tak, że relacje naszych postaci pisałybyśmy w sumie od początku? (Nie żeby powiązanie na zasadzie "znają się i tyle, koniec historii" mi przeszkadzało, w sumie najczęściej z takimi zaczynam wątki, bo nie umiem relacji na starcie wymyślać.) Bo wiesz, niezależność to też nieumiejętność podporządkowania się, a Jacca nikogo sobie podporządkować nie próbuje. Jak dla mnie największą jego zaletą jest to, że nie ma w sobie myślenia typu wiem lepiej, co jest dla kogo najlepsze i nie próbuje zmieniać ludzi. ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć! Utrata możliwości dołączenia do Slytherinu jest chyba jedną z największych porażek w jego nastoletnim życiu, ponieważ w mniemaniu Notta posiada wszelkie predyspozycje, by być właśnie uczniem Domu Węża, ale cóż los bywa przewrotny i nie zawsze oferuje to, czego pragniemy. Po wątek oczywiście z chęcią się zgłoszę, zastanawiam się jedynie nad relacją pomiędzy naszymi postaciami. Judy pochodzi z niemagicznej rodziny, więc ta cecha skazywałaby ją niejako na jawne lekceważenie ze strony Blaine’a, choć ten w jakiś sposób mógłby być zafascynowany jej zainteresowaniem wróżbiarstwem, nawet jeśli otwarcie nigdy by się do tego nie przyznał, a w rozmowach często powtarzałby, że owe przepowiednie to tylko stek bzdur wyssanych z palca. PS. Uwielbiam styl, w jakim napisana jest Twoja karta; po prostu ożywiłaś te słowa. :)]

    Blaine

    OdpowiedzUsuń
  18. [Hej! Mam rozumieć, że Judy liczy na darmowe butelki Ognistej? Dobra, mogą zrobić ze swoich łóżek w dormitorium tajne skrytki. :D]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Cześć! :) Przepiękne zdjęcie i świetnie napisana, intrygująca karta. Pewnie powtarzam to, co już zostało napisane, ale chciałam się przywitać i pochwalić za pomysł na kartę. Życzę świetnej zabawy i dużo weny!]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć i dziękuję! :)
    Chętnie pomogę wykreować historię! Tylko może masz jakiś pomysł? Bo ja jestem dość słaba w wymyślaniu :c
    P.S. Jaka ona śliczna <3]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  21. Nigdy nie był przykładnym uczniem. Tak, to prawda że odkąd dowiedział się o swoich magicznych umiejętnościach bardzo chętnie chłonął każdą związaną z nimi wiedzę, ale niekoniecznie była to wiedza, którą wymagano na poszczególnych szczeblach nauki. Na pierwszym roku dowiedział się, że duchy są prawdziwe (w dodatku mówią!) i tak zaabsorbował go ten nowo poznany fakt, że wszystkie wolne chwile spędzał tocząc długie – momentami nawet nużące – rozmowy z sir Nicholasem. Dowiedział się sporo ciekawych rzeczy o tym słynnym dla wszystkich Harrym Potterze, o którym sam wcześniej nie słyszał, a którego Prawie Bezgłowy Nick przecież poznał osobiście. W ten sposób pod koniec roku znał na pamięć przygody Wybrańca i podobnie do jego przyjaciela nie potrafił poprawnie wykonać najprostszego zaklęcia - wingardium leviosa. Z odrobiną cudzej pomocy prześliznął się jakoś przez pierwsze w swoim życiu egzaminy końcowe i opuścił Hogwart z obietnicą poprawy. Na nic zdały się jednak wielokrotne przyrzeczenia sumiennej nauki, gdy w zasięgu wzroku pojawiła się możliwość dołączenia do drużyny qudditcha. Zach, jak większość rówieśników prędko połknął bakcyla – jego rodzice co prawda nie dysponowali funduszami pozwalającymi na zakup miotły, ale młody Addlington był na tyle przekonywujący w swoich błaganiach, że za każdym razem udawało mu się dotrzeć do pokładów współczucia nauczycielki latania by wypożyczyła mu na kilka godzin jedną ze szkolnych mioteł. Quidditch i wszystko co z nim związane tak go pochłonął, że pomimo wielu obietnic i zapewnień znowu przyszedł na egzaminy niezbyt przygotowany. Cudem (dosłownie, zyskał minimalną ilość punktów) prześlizgnął się po raz drugi przez egzaminy końcowe i tym razem również obiecał sobie poprawę w nauce, ale już nie tej sumiennej i mozolnej a tej bardziej kreatywnej…
    Po wakacjach spędzonych w rodzinnym domu, gdzie otoczony był jedynie przez mugolii, Zach wrócił do Szkoły Magii I Czarodziejstwa pełen optymizmu. Wiele się raczej nie zmieniło – jego obiektem zainteresowania stały się teraz wszelkie magiczne zwierzęta i oczywiście im większe to zainteresowanie było, tym mniej czasu poświęcał na naukę kolejnych zaklęć czy eliksirów. Egzaminy końcowe zdał jednak niemalże śpiewająco a to za sprawą drobnych oszustw, nazywanych powszechnie przez mugoli ściąganiem. Na jego nieszczęście siedząca obok Puchonka wszystko zauważyła i przehandlowała swoje milczenie na długopis wypełniony wiedzą z zakresu transmutacji. Doris – bo tak jej było na imię - okazała się straszną plotkarą i za jej sprawą Zachary na czwartym roku otworzył mały biznes, którym zajmował się po dziś dzień. Oczywiście swoje metody zdradzał tylko wybrańcom i to za odpowiednią dopłatą, zwłaszcza że ostatnimi czasy nauczyciele mieli coraz bystrzejsze spojrzenia i szybko wyłapywali starsze sposoby. Chcąc-nie chcąc zmuszony był poświęcać coraz więcej czasu na opracowywanie nowych metod. Szczególnie dobrze pracowało mu się wieczorami w niemalże pustym pokoju wspólnym.
    Trzy dni temu profesor Longbottom przez przypadek natknął się na jeden z wyrobów Gryfona – nadrukowane na etykiecie informacje – i w związku z tym niekorzystnym wypadkiem zabroniono wnosić ze sobą do sali egzaminacyjnej jakichkolwiek rzeczy. Co prawda do pierwszego sprawdzianu umiejętności wszystkich hogwartczyków jeszcze było daleko, ale Zach już dziś siedział na miękkim fotelu na wprost kominka obłożony kilkunastoma papirusami, próbując wymyślić kolejną metodę ściągania. Nowy punkt w regulaminie utrudniał mu zadanie i gdyby tak tylko dało się go w jakiś sposób obejść to na pewno zaraz zalałyby go setki genialnych pomysłów. Zach wytężał swoje zwoje mózgowe chyba w dwustu czterdziestu procentach i kiedy był naprawdę bliski rozwiązania problemy, gdy w głowie zapaliła mu się złota żarówka z pomysłem na fotel obok opadła jakaś niewyraźna postać. Zach podskoczył na swoim miejscu i nieprzytomnym wzrokiem zlustrował dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Czego chcesz? – niemalże warknął, wlepiając w nią poirytowane spojrzenie. Doskonale wiedział, że rozwiązanie które jeszcze trzy sekundy temu niemal trzymał w ręce teraz dryfuje gdzieś w przestworzach jego myśli i już nigdy może nie zostać odnalezione.
    [Nie wiem czy słusznie, ale przyjęłam że Zachary nie jest jakoś szczególnie w temacie naszego wątku skoro jego plan nie obejmuje wróżbiarstwa.]

    Zachary

    OdpowiedzUsuń
  23. [Hmm, trochę mi to nie pasuje do charakteru Sullivana :c Mam za to inny. Owszem, Mulciberowi zdecydowanie mogła się Judy spodobać, ale dziewczyna może wiedzieć, że chłopak skacze z kwiatka na kwiatek i to tylko chwilowe zauroczenie, da mu kosza. No i tu są dwie opcje. Albo Sullivan staje się dla niej wredny i robi jej na złość, albo jeszcze usilniej stara się ją poderwać :D]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  24. [Bardzo chętnie! Tylko jak ich połączymy? W jakich okolicznościach by się poznali?]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  25. [ A to chcesz wszystko zaplanować, czy opcja w stylu mglisty pomysł, a potem zobaczymy, co z tego wyjdzie jest dopuszczalna? Hogwart daje sporo możliwości, Pokój Życzeń był czymś niezwykłym, zapewne istnieje więcej pomieszczeń o podobnym stopniu unikatowości. Tyle że trzeba by mieć na nie pomysł, a z tym już gorzej.

    Ale coś wymyślić zawsze można, mogliby trafić chociażby do ukrytego przed laty gabinetu należącego do legendarnego już nauczyciela, o którym jednak historia, chociaż nie milczy, wyraża się dość enigmatycznie. Albo zejść jeszcze niżej niż ślizgońskie lochy i odkryć zapomnianą już salę tortur (skoro Filch wspominał o tym, że kiedyś podwieszało się uczniów pod sufit za ręce skute w łańcuchy, to jakie kary musiały być stosowane jeszcze wcześniej!), po której pałętałby się nieznany nikomu duch.
    Albo, jeśli lubisz takie klimaty, spróbować mocniej pobawić się absurdem, surrealizmem, wprowadzić jakieś szaleństwa w stylu Alicji w Krainie Czarów/Po drugiej stronie lustra.
    Widzę już na przykład jakiś dziwaczny labirynt, z którego muszą się wydostać, a na ścianach portrety, mnóstwo portretów, które ciągle dogadują, krytykują, gadają głupoty i mądrości w takim stylu, że jedno trudno odróżnić od drugiego. ]

    Jacca Radley

    OdpowiedzUsuń
  26. [Pomysł bardzo mi się podoba! Tym bardziej, że w zamyśle Nott mimo swojej racjonalności miał być bardzo łatwowierny w kwestiach dotyczących wróżbiarstwa, więc wkręcenie go wcale nie musiałoby czymś nader skomplikowanym. W każdym razie, skoro Ty podrzuciłaś propozycję, ja postaram się jutro rozpocząć. :)]

    Blaine

    OdpowiedzUsuń
  27. [No w sumie, faktycznie tak może być :D Także będzie mały pojedynek! Później oboje mogą trafić do Skrzydła Szpitalnego i zostaliby położeni obok siebie, gdzieś w kącie i byliby skazani na swe towarzystwo xD
    Masz ochotę zacząć czy nie bardzo? :D]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  28. [Ok, całkiem niczego sobie pomysł! Chociaż wizja Williama-cierpiącego misiaczka trochę mnie przeraża :D Nie do tego go stworzono, haha :"D
    Kto zaczyna i od którego momentu? :)]

    William Stanford

    OdpowiedzUsuń
  29. [Trochę tu lania wody, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle jak myślę i na początek wystarczy. :)]

    Sowiarnia o tej porze dnia była przerażająco pusta. Mroźny wiatr hulał pomiędzy okiennicami, świszcząc i wyjąc, unosił pojedyncze strzępki pergaminów, które wirowały, ponad oprószoną słomą i szkieletami gryzoni podłogą, niesione niespokojnymi podmuchami. Cienie przycupniętych w gniazdach sów odznaczały się na surowych, kamiennych ścianach, a ich niewyraźne kształty upiornie poruszały się, ilekroć słabą poświatę księżyca rozpraszały granatowe chmury, gęsto kłębiące się na wieczornym niebie. Niedaleko zatrzepotały skrzydła ptaka, jego ślepia zamajaczyły w panującej wokół ciemności i nagle ciszę rozdarło zgodne pohukiwanie kilkunastu stworzeń. Osobliwy dźwięk odbił się od murów, wzleciał tuż pod sufit, by ostatecznie zsunąć się nieprzyjemnym dreszczem wzdłuż kręgosłupa Blaine’a.
    Ten, nieco zgarbiony, wciąż tkwił przy wejściu, zdając się nie kłopotać mżawką, pozostawiającą drobne, marznące ślady na materiale okrywającym jego ramiona, granatowym szaliku otulającym szyję oraz ciemnych, rozwichrzonych kosmykach. Bazgrząc spiesznie po maleńkim kawałku papieru, lekceważył uderzenia chłodu, obejmujące jego ciało i wsuwające się pod ubrania, i trwał dalej w osobliwym skupieniu. Dawno już stracił poczucie czasu, wściekle kreśląc pełną wyrzutu odpowiedź. Wiedział, że milczeniem nie uspokoiłby gorączkowego poruszenia rodzicielki, więc zamierzał dosadnie pokazać jej, co faktycznie sądził o jej kompletnie szalonych rewelacjach. Te bowiem od miesięcy nie podlegały żadnym zmianom, mimo jawnej ignorancji ze strony syna, pani Nott nie ustawała w staraniach przekonania swojego jedynego dziecka, iż umieszczane w „Czarownicy” horoskopy nie tylko spełniały funkcję rozrywkową, lecz także niosły ze sobą rzeczywisty przekaz. Uparcie zatem przesyłała mu skrawki przepowiedni lub emocjonalne wiadomości o lakonicznej treści opatrzone ponadto komentarzem jej zaprzyjaźnionej wróżbitki, niezmiennie alarmującej Blaine’a przed potwornym niebezpieczeństwem, w jakim miał niebawem się znaleźć. Być może, będąc nieokrzesanym drugoklasistą uwierzyłby w zatrważające prognozy, ale po kursie wróżbiarstwa na trzecim roku śmiechem zbywał wszelkie proroctwa. Nie wierzył, że szklana kula skrywała cokolwiek poza obłokiem popielatej mgły, a pozostawione na dnie filiżanki fusy przedstawiały jakikolwiek wyrazisty obiekt, nieprzypominający czarnej, błotnistej masy. Dlatego otrzymane ostrzeżenia traktował w kategoriach irracjonalnego bełkotu, co rzecz jasna zaznaczył na samym końcu listu, akcentując opinię dwoma dużymi wykrzyknikami.
    Niespeszony własną gwałtowną reakcją podszedł do najbliższej płomykówki i dźgnąwszy ją palcem, rozbudził z głębokiego snu. Nie spostrzegając groźnego łypnięcia, przywiązał jej przesyłkę do nóżki, po czym wsunął zmarznięte dłonie pomiędzy poły płaszcza i prędko pognał w kierunku zamku. Choć na oblodzonych schodach kilkakrotnie się poślizgnął, to spacer przez dziedziniec i szalejąca na zewnątrz ulewa spowodowały, iż jego humor pogorszył się jeszcze bardziej. Całkowicie przemoczony oraz rozzłoszczony wpadł do Sali Wejściowej i popchnąwszy ramieniem niskiego Puchona, przeklął chwilę, w którym podjął decyzję o opuszczeniu wygodnego miejsca przed kominkiem w pokoju wspólnym Krukonów. Przez swą bezmyślność nie dość, że wyglądał jak półtora nieszczęścia, to na dodatek był cholernie głodny, czego wrażenie potęgował aromatyczny zapach wydobywający się z Wielkiej Sali. Sfrustrowany, z głośnym westchnięciem porzucił wyobrażenie o przytulnym kącie w Wieży Zachodniej i niedokończonym eseju na eliksiry, zbyt łatwo ulegając kuszącej woni potraw.
    Wyciągnąwszy z kieszeni szaty różdżkę zaczął pedantycznie osuszać mokre plamy na ubraniu, tak, iż po przekroczeniu progu olbrzymiego pomieszczenia, zastawionego czterema stołami, prezentował się już znośnie, przynajmniej do momentu, gdy dostrzegł dwie Gryfonki pochylające się nad talią kart. Wówczas kąśliwy grymas wykrzywił jego twarz, a on sam mimowolnie zapomniał o półmiskach pełnych jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z szyderczym uśmiechem przysiadł na skraju ławki i wlepił spojrzenie w dziewczynę naprzeciwko, mówiąc:
      ― Nie będziecie miały nic przeciwko, jeśli się dosiądę? Tak dawno nie miałem okazji usłyszeć niczego niedorzecznego, że zwyczajnie nie potrafię się powstrzymać ― to rzekłszy, pogardliwie machnął ręką, pozwalając nieznajomej kontynuować.

      Blaine

      Usuń
  30. - Idiota.
    Pełen pogardy szept dotarł do uszu Williama, kiedy ten niczym kamienna rzeźba wpatrywał się bez najmniejszego ruchu w nauczycielkę, wpisującą mu notkę fatalny do swojego dziennika. Ocena trochę go zaskoczyła - ale tylko trochę; nie przykładał się zbytnio do nauki na dzisiejsze zajęcia, był nieco zdumiony, że jego skrzat dał mu złe podpowiedzi przez magiczny transmiter. Uczniowie, czasem korzystali z pomocy tego małego urządzenia, William pod tym względem nie odbiegał od normy. Skrzata czeka poważna rozmowa o podejściu do nauki, pomyślał William. Jego mały pomocnik chyba niezbyt uważnie przeczytał podane mu książki.
    William odwrócił się powoli, kiedy nauczycielka zamknęła dziennik. Idiotą nazwał go nie kto inny, jak Judy. Gryfonka, z którą nieustannie mieli jakieś starcia.
    Westchnął ciężko i pomachał jej na odległość, uśmiechając się uroczo.
    - Szlamcia - powiedział niesłyszalnym szeptem, tak, aby dziewczyna mogła wyczytać słowo z ruchów jego warg.


    William Stanford

    OdpowiedzUsuń