12 marca 2017

Mirrors can’t talk, lucky for you they can’t laugh either.

Wysokie stopnie zawdzięcza bardzo ciężkiej pracy, determinacji, wrodzonej ambicji i...Dobra i tak nikt w to nie uwierzy. Tak naprawdę jest w miarę inteligentny, a do tego przez całe życie jedzie na farcie. Zdecydowanie woli wycinać numery i przemycać nielegalnie Ognistą do dormitorium niż siedzieć nad książkami, z których i tak zrozumie tyle, co szczur napłakał. Potrafi smucić się po zwycięstwie i śmiać się na czyimś pogrzebie, a to wszystko zawdzięcza swoim rozchwianym humorkom, które psują życie wszystkich naokoło. Ktoś kiedyś nazwał go chodzącą destrukcją. Ciężko z nim wytrzymać, ale dla silnych psychicznie szczęściarzy przewidziana jest nagroda w postaci zabawnego, szczerego kompana, który prędzej umrze niż zdradzi. Przez jego głowę przemyka tysiąc myśli na raz, co wydaje się kiepską sprawą, gdy mówi się wszystko, co ślina na język przyniesie. Bezpośredniość i niezły tupet towarzyszą mu od małego, brakuje mu za to odrobiny pokory i taktu. Jest wulkanem energii, któremu nie grozi uśpienie, czasem sam nie rozumie swoich uczuć. Jego asysta nie jest zalecana dla osób, lubiących ciszę i spokój, bo wokół niego zawsze musi się coś dziać. Sarkazm? Sarkazm to jego drugie imię! 
 
Frederick 'Freddie' Wayland
VI rok nauki w Hogwarcie || Gryffindor || Ścigający || Metamorfomag || Włókno ze smoczego serca, 14 i 1/4 cala, olcha || Patronus: lis polarny || Bogin: klaun || Klub ślimaka || Matka pracująca w ministerstwie, ojciec znanym aurorem || Z zasady woli panów, choć się z tym kryje || Pogarda dla Slytherinu || Cięty język || Jasnoniebieskie oczy || Spojrzenie z serii 'Chyba cię pojebało' || Dołeczki w policzkach, widoczne tylko przy szczerym uśmiechu || Sarkastyczny wyraz twarzy || Głośny śmiech || Przeklęte piegi || Teatralne ziewnięcie || Częste bóle głowy || Towarzysze broni: Remy i Wallie || Klaustrofobia || Bogaty zasób słów || Nienawidzi swojego pełnego imienia || Pisze wiersze i opowiadania w ramach tak zwanego hobby || Ma sekretny brulion, w którym zapisuje swoje najlepsze utwory

____________________________________________________________
Musiałam, po prostu musiałam
Zmiana w związku frazeologicznym zrobiona celowo C:
FC: Wynston Shannon <3
GG: 53257937, Mail: bluesunshine161@gmail.com
Jesteśmy chętni na wszelakie wątki i powiązania, byle ciekawe i nietuzinkowe
W karcie prawie nic się nie zmieniło
Julcia/5*
*liczba ta może się zmieniać

33 komentarze:

  1. [Moja miłość, rób już tam skarbie jeden wątek zajęty 💕]

    Hyunnie

    OdpowiedzUsuń
  2. [To chyba nie pierwszy raz, co? :>
    No cześć, witam serdecznie uroczego Gryfona! Karta napisana całkiem fajnie, ja nigdy nie lubiłam bawić się tylko takim stylem, ale muszę przyznać, że Tobie się udało. c: No nic, życzę miłej zabawy w takim razie i hej!, wpadnij do mnie, jeśli masz ochotę!]

    Eulalia Hoppes / Milo Dawson / Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dziękuję bardzo! I zapraszam, przyda się taki Obrońca. C: Jak widzisz ich wzajemną relację?]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  4. [Woli przemycać nielegalnie Ognistą do dormitorium. Hahahaha nie powiem kto uzupełnia jego zapasy ;p
    A tak w ogóle to ojojoj, nawet się nie odezwałam pod kartą, a już jestem w wątkach. Życie takie piękne <3 ]

    Julls - jego największa platoniczna miłość (spróbuj tylko zaprzeczyć!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mathias miał dziś dość ciężki dzień, mimo małej ilości zajęć. Wręcz tonął w zaległych pracach, stale oddających wypracowania uczniów, którzy bojąc się gniewu profesora, oddawali wszystko w terminie, a nawet jeszcze wcześniej, dosłownie z małymi wyjątkami, które Mathias w odpowiedni sposób starał się niwelować, jednak zawsze znajdował się na to miejsce zupełnie ktoś nowy, przez co Niemiec zataczał stale błędne koło.
    Po raz kolejny zasiadł za biurkiem, starając się w pełni skupić na czytaniu zawartości pergaminu, który ułożył się w dość pokaźny stosik, jednak czuł, że nie jest to jego dzień, zważywszy chociaż na dwukrotne zalanie paru prac, gorącą, jaśminową herbatą. W końcu zrezygnowany, wyciągnął się na krześle, uważając na swoją kotkę, która wygodnie leżała na jego kolanach, cichutko pomrukując. Z delikatnym uśmiechem na twarzy, przeczesał dłonią jej miękkie futerko, a następnie powoli wstał, przenosząc się na łóżko. Skoro i tak nie miał większych planów na końcówkę dnia, godzinę przed kolacją, to przynajmniej spożytkuje czas na czytanie książki, która jak na złość zapadła się gdzieś pod ziemię. Naprawdę miał wrażenie, że wszystko to co działo się dziś na jego niekorzyść, działo się specjalnie. Z wyraźną irytacją w głosie, zasiadł na łóżku, a dłońmi przetarł wyraźnie zmęczoną twarz. Ostatecznie zdecydował się na prysznic, z nadzieją, że ten pomoże mu się poczuć lepiej. Gorąca woda, zawsze działała na niego niczym leczniczy balsam i tak też było, tym razem. W świeżej szacie, z nieco wilgotnymi włosami, wracał do swojego pokoju, gdy ujrzał woźnego wraz z dwoma uczniami, który uparcie jak najęty, pięściami obkładał drewniane drzwi. Mathias nigdy nie lubił tego starucha, jednak starał się z tym za bardzo nie afiszować, chcąc zachować to dla siebie.
    — Jakiś problem? — zapytał Mathias, zmierzając ku nim, spokojnym krokiem, jednak już po minie mężczyzny wywnioskował, że coś poważniejszego musi być na rzeczy. Staruch wręcz kipiał ze złości. Rathmann, gdy tylko został przepuszczony przodem, by otworzyć drzwi, zaprosił wszystkich do środka, mierząc swojego wychowanka uważnym spojrzeniem. Nie chciał, by rozmawiali na korytarzu, gdzie wszyscy mogą ich usłyszeć, a żadne plotki nie są nikomu potrzebne, zwłaszcza, że woźny potrafi tak się wydzierać, że słychać go aż w Hogsmeade.


    Wiewiórka

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ojojoj, kart przybyło jak grzybów po deszczu i nawet nie zauważyłem, że taki oto Freddie się pojawił. Przy jego wizerunku pojęcie facebook nabiera kompletnie nowego znaczenia xD
    Witam tę postać i Ciebie na blogu oraz życzę dobrej zabawy, a w razie chęci zapraszam do siebie c:]

    Astaroth de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  7. [Frederick - to imię jest tak piękne i dostojne, że aż pieję z zachwytu (takie moje dziwactwo :D). Ponadto zarówno zdjęcie jak i karta trafiły do mojego serca.
    Zapraszam pod kartę Josie oraz życzę miłej zabawy na blogu!]
    Josie

    OdpowiedzUsuń
  8. [Te randki w ciemno mnie zauroczyły. :D Obecnie (jakoś od początku roku szkolnego) Huguś ma dziewczynę, w dodatku z siódmej klasy, więc Freddie mógłby się z niego trochę ponabijać albo coś w ten deseń. A co do konkretnego wątku: może jakieś nocne warzenie eliksiru? Albo wspólny szlaban? c: Albo jedno i drugie?]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  9. Podniosła wzrok znad talerza z owsianką i uśmiechnęła się ultraszeroko, widząc przed sobą Freddiego.
    – Nieładnie tak po nazwisku, Wayland. – mruknęła bez przywitania, wyjadając borówki z miseczki obok.
    To było raczej przekomarzanie się niż szczera uwaga, bo jakoś nigdy jej nie przeszkadzało, gdy ktoś zwracał się do niej per Jones, a zwłaszcza Freddie. On mógł mówić do niej jakkolwiek. Poza kluseczko, pączusiu i wszystkimi tymi chorymi zdrobnieniami, nawiązującymi do jedzenia. To jej uszy odrzucały i była gotowa bić i krzyczeć.
    Z uśmiechem przyjęła buziaka w czubek głowy, ale z ramienia niemal od razu go zrzuciła. Nie za wygodnie? Potem zjadła jeszcze łyżkę owsianki, po czym przerzuciła jedną nogę na drugą stronę ławki, tak żeby siedzieć przodem do przyjaciela. Nie miała najmniejszego problemu z tym, że Gryfon znajduje się przy stole Krukonów, zwłaszcza, że w ich przypadku wspólne posiłki zdarzały się tak często, że to okropne mieszanie kolorów szat przestało być dziwne. Jeśli ktoś ma z tym problem to już Julka się nim zajmie. Albo… poprosi swoich kolegów pałkarzy? Cokolwiek! Proszę się po prostu nie czepiać!
    – Co jest? – zapytała w końcu, od razu czując, że chłopak ma jakąś sprawę. W końcu zaczął. Standardowo. Muszę Ci coś powiedzieć, ale obiecaj, że nie będziesz się gniewać. – Będę się gniewać. Jak zawsze. – uprzedziła od razu posyłając mu swój firmowy, sztuczny uśmiech, ale zaraz spoważniała nieco i uniosła delikatnie brwi, oczekując na to, co ma do powiedzenia.
    Patrzyła na niego z coraz większym zdziwieniem, a może trochę zażenowaniem, ciężko było stwierdzić po jej zmarszczonych brwiach i pytającym spojrzeniu. Zaraz jednak wyszarpnęła dłonie z jego uścisku.
    – Przepraszam bardzo, ale Twoja najlepsza przyjaciółka, którą kochasz nad życie i najchętniej spędzałbyś z nią każdą sekundę swojego życia, zaprasza Cię do siebie do domu na święta, a Ty wybierasz jakiegoś pieprzonego Azjatę? – spytała, zaczynając niemal szeptem, a kończąc prawie na krzyku, po czym otworzyła usta w niby-zdziwieniu i pokręciła głową. – Bo on tak na Ciebie patrzy? – dodała, udając, że znajduje się na granicy płaczu.
    W końcu jednak nie wytrzymała i zaśmiała się lekko, a na jej policzkach pojawiły się delikatne, urocze dołeczki.
    – Wybaczam. – odparła i posłała Freddiemu buziaka. – Baw się dobrze.

    Juleczka - pani jego serca

    OdpowiedzUsuń
  10. Święta, szczególnie te spędzane w Korei kojarzyły mu się po prostu źle. Były przepełnione co prawda szczęśliwymi wspomnieniami, te jedna szybko przemieniły się dla niego w piekło, po śmierci Seo. Teraz jednak, miało być inaczej. Gdy tylko zaprosił Fredericka, a chłopak zgodził się na wspólne spędzenie świąt, Hyun wierzył, że jego Korea ponownie stanie się miejscem, w którym będzie chciał być. Wierzył, że pokazanie odrobiny swojego miejsca chłopakowi, sprawi również, że staną się sobie jeszcze bardziej bliscy… Wszystko, co było pomiędzy nimi rozwijało się tak szybko, że Hyunie sam nie dowierzał, że dał się porwać tym wszystkim emocjom i uczuciom, które w nim wzbudzały spotkania z chłopakiem.
    Odliczał już dni i minuty do spotkania z nim. Tłumaczył mu, w jaki sposób musi się dostać do Korei i jak ma się zachowywać. Wiedział, że Wayland jest czarodziejem czysto krwistym i trochę się obawiał, że nie odnajdzie się w tak wielkim mieście w tej części, gdzie magii zwyczajnie się nie używało. W dodatku, Hyun obawiał się, że standardy w jakich żyje z matką mogą mu nie odpowiadać. Kobieta była sama, wychowywała go i utrzymywała dom, co nie było łatwe. Co prawda nie należeli do najbiedniejszych, jednak ich stan majętny zdecydowanie należał do tego przeciętnego, albo nawet odrobinę poniżej, pokładał w sobie jednak nadzieje, że Freddiemu nie będzie nic przeszkadzać. W końcu będą mogli być razem…
    — Cześć. — Powiedział, uśmiechając się i ruszając w kierunku chłopaka. Nie zastanawiając się długo przyspieszył kroku i gdy tylko znalazł się w wystarczającej odległości podszedł do niego i objął mocno ramionami. Tutaj, gdzie ludzie tak naprawdę ich nie znali, nie bał się gestów, które za wszelką cenę starał się ukrywać w Hogwarcie. — Tęskniłem za tobą. — Szepnął cicho, odsuwając się od niego, mimo wszystko nie chciał przesadzać z czułościami. Dopiero się wzajemnie poznawali, ucząc się tego co mogą i czego nie mogą. Rozpoczęli naukę siebie… i Hyun po raz pierwszy od długiego czasu tak bardzo palił się do kolejnych lekcji.

    Hyunnie

    OdpowiedzUsuń
  11. Krukońskie ławki nie są głupie. Są dokładnie takie same jak gryfońskie, ślizgońskie i puchońskie, a Freddie powinien się przede wszystkim cieszyć, że nikt go stamtąd nie zrzuca. Bo mógłby przybiec jakiś Krukon-patriota i zacząć się kłócić, że nikt w czerwono-żółtych barwach nie ma prawa tu być, a już na pewno nie rozkładać się na stole, jak gdyby nigdy nic. Na szczęście takiego osobnika nigdzie wokół nie było i Freddie mógł robić co chciał. A przynajmniej to na co pozwalała mu Julka.
    Pogłaskała go czule po karku, kiedy położył się gdzieś między pustym talerzem a należącą do niej miską z borówkami. Nie czuła się odrzucona. Wiedziała, że przyjaciel kocha ją bezgranicznie i gdyby nie Hyun, z ogromną przyjemnością spędziłby święta w jej towarzystwie, ale miał lepsze propozycje i rozumiała to. Poza tym, może to nawet i lepiej, biorąc pod uwagę fakt jak szybko przy Freddiem znikały pierniczki. Pierniczki, które cała rodzina piekła przez dwa dni, on potrafił pochłonąć w jeden wieczór, zamieniając przy tym również Julkę w ciasteczkowego potwora. A ona zarażała Matta i potem wszyscy leżeli gdzieś pod choinką i umierali z przejedzenia. To już się raz zdarzyło i może rzeczywiście lepiej, żeby się nie powtórzyło. Chociaż jakoś trudno było się tego trzymać, bo święta z Freddiem to najcudowniejsza wizja na świecie.
    Uniosła stojącą na stole szklankę, aby utopić smutki w soku dyniowym, ale wtedy szanowny pan Wayland zerwał się, aby przytulić ją bez ostrzeżenia. Jakimś sposobem uratowała swój mundurek przed wielką pomarańczową plamą, odstawiła sok na bok, poza zasięg przytulaśnych ramion Gryfona i objęła go swoimi.
    – Wiem, głupku. – powiedziała, przewracając oczami, ale zaraz zaśmiała się, pocałowała go w czubek głowy i wyswobodziła się z jego uścisku, kiedy okazało się, że tosty z serem są ważniejsze niż drobne czułości z rana. Cóż… Był czas się przyzwyczaić. – Nie przejmuj się, najwyżej zwiniemy coś od Gryfonów.
    Twoja kolej, słoneczko, co tam u Ciebie?
    Zadziwiające, znali się tyle lat, a Freddie nadal nie zrozumiał, że Julia nie potrafi odpowiadać a pytania w stylu „No jak tam?”, „Co u Ciebie?” albo prośby „Opowiadaj.”. Nigdy w takich chwilach nic nie przychodziło jej do głowy, nawet jeśli aktualnie działo się bardzo dużo.
    – Hmm… Nie wiem. – mruknęła i wróciła do zajadania borówek jedna po drugiej. – Wybiłam sobie bark na treningu ostatnio. Czyli nic nowego. Dostaję same W z testów powtórzeniowych. Nuda. O! Ale Julien na przykład niedawno zrobił mi scenę zazdrości z powodu Adama, więc lepiej mnie nie dotykaj albo w ogóle się przesiądź, bo jeszcze uzna, że z Tobą też mogę kręcić. Także no… jesteśmy teraz trochę w stanie wojny.
    Wzruszyła ramionami, nie przerywając zabawy w rzucanie borówkami do swoich ust. Może powinna być ścigającą, bo cel miała niezły. Tylko nie lubiła się przepychać między ludźmi, a to trochę problem. Hmm… No trudno, niech będzie obrona.

    Julka

    OdpowiedzUsuń
  12. Freddie nigdy nie denerwował swoim zachowaniem żadnych członków rodziny Julki. Perfekcyjny Matthew czasem już nie wiedział co ze sobą począć, bo jego wysublimowane poczucie humoru (ale też trochę kij w tyłku) nieco kłóciło się z głupawką, która go dotykała przy siostrze, a jak jeszcze doszedł do tego zestawu jej gryfoński przyjaciel, to Matt już nie wiedział czy całkowicie przechodzić na ich stronę czy zostać przy tej swojej perfekcji. Nietrudno zgadnąć jak to się kończyło. Państwo Jones za to chyba po prostu już się przyzwyczaili i niewiele ich dziwiło, jeśli chodzi o Freddiego, zwłaszcza, że zazwyczaj Julia trochę go jednak hamowała, przynajmniej przy świątecznym stole. Ale był uroczym gościem, przynosił cały worek prezentów i dobry humor, więc te wszystkie pochłonięte przez niego pierniczki ostatecznie się zwracały w tej czy innej formie. A przede wszystkim Julia była szczęśliwa, bo może i był głupolem, ale był jej głupolem. Był jej najlepszym przyjacielem. Był przy niej zawsze, gdy go potrzebowała. Był przy niej, nawet, gdy nie wiedziała, że go potrzebuje. Był jej słoneczkiem, które zawsze potrafiło poprawić humor, nawet jeśli przy okazji trzeba było się pozbyć części zapasów rumu albo Ognistej spod łóżka. Był osobą, bez której nie potrafiła wyobrazić sobie swojego życia, tak jakby był częścią jej samej, częścią, której lepiej by było nigdy się nie pozbywać.
    – Nie wierzę, że najpierw zostawiasz mnie dla Hyuna, a potem jeszcze dla tostów z serem… – westchnęła jeszcze w reakcji na jego słowa, kręcąc głową z niedowierzaniem. Nawet obietnica przyszłych czułości jakoś nie do końca ją przekonywała. Ba! Nawet burczenie w jego brzuchu, które powinno wywołać w niej choć odrobinę współczucia, w niczym nie pomogło. Ale trudno! Nie pierwszy raz, nie ostatni i przecież ona również nie raz waliła w niego książką od astronomii zamiast się przytulać. Życie...
    To nie było tak, że Julia nie chciała rozmawiać z Freddiem o tym co u niej, w końcu nawet z najdrobniejszym problemem potrafiła lecieć do niego i zdecydowanie był teraz osobą, która najwięcej wiedziała o tym, co dzieje się w jej głowie i w ogóle w życiu. Ale nie umiała o tym mówić na zawołanie, nie tylko do niego, ale do każdego. Na pytanie „Co u Ciebie?” mózg jej się resetował i już nawet ledwo pamiętała, co się działo i jakoś mniej miała ochotę o tym mówić. Może dlatego, że w wielu przypadkach było to zwyczajne, grzecznościowe pytanie, na które odpowiedź nikogo nie interesuje. Tym razem było inaczej, to jasne, ale zawsze niesmak nieistotności odpowiedzi pozostawał i nawet nie chciało się jej udzielać. Julka po prostu mówiła co się działo sama z siebie. Albo i nie. Może rzeczywiście częściej nie…
    – Nie potrzebuję, żeby mnie błagał na kolanach o wybaczenie. – mruknęła, opierając brodę o otwartą dłoń. – Potrzebuję, żeby mi ufał i wiedział, że nigdy bym mu czegoś takiego nie zrobiła.
    Zacisnęła nerwowo zęby na dolnej wardze, ale zaraz znów się rozluźniła, gdy zerknęła na Freddiego i dostrzegła ten charakterystyczny błysk w jego oczach, który zawsze sprawiał, że chciało jej się uśmiechać. I uśmiechnęła się. Delikatnie, trochę smutno, ale ciepło. Jakby chciała mu tym uśmiechem podziękować, powiedzieć po prostu „Cieszę się, że jesteś.”.
    – Piknik nad jeziorem w zimie… No pewnie! – zaśmiała się i uderzyła go lekko w dłoń, którą smyrał ją pod brodą, po czym rzuciła mu mordercze spojrzenie. NIE JESTEM KOTEM, WAYLAND!

    Najdroższa pani jego serca

    OdpowiedzUsuń
  13. [Witam po raz kolejny na blogu! Miło widzieć Cię z powrotem i cieszę się, że chwilowy zastój na Kronikach (chyba) cię nie odstrasza :)
    Bardzo lubię imię Freddie (lub też raczej, zdrobnienie w tym wypadku), za co winię moją rodzinkę; od pieluszek pamiętam słuchane i śpiewane w domu piosenki Mercury'ego :P Remy i Wallie wygrywają wszystko, choć niech lepiej nie pokazują się przy zwierzakach moich panów, szczególnie przy Huncwocie ;)
    Życzę ci dalszych, ciekawych wątków oraz udanej zabawy, a w razie chęci, zapraszam do siebie...]

    Ed Bones || Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nic się nie stało, znam ten ból ;) Sama bywam tutaj kiedy tylko mogę, udzielając się w miarę możliwości.
    Dziękuję za miłe słowa o Teddym, a heterochromia jest rzeczywiście bardzo ciekawym zjawiskiem, w każdym wydaniu innym i takim, którego trudno w pewien sposób nie docenić ;) Acz z perspektywy kogoś, kto ją ma, z czystym sumieniem stwierdzam, że jednolity kolor oczu jest równie intrygujący i przynajmniej się człowiek mniej wyróżnia :P Nie wszyscy otrzymali jednak listy z Hogwartu, ani nie urodzili się z umiejętnością Freddiego i Teda xD
    O, dobry punkt zaczepienia z biednym Remym i zdeterminowanym do złapania go Huncwotem :D Pomysłów wielkich niestety nie mam, ale mogę dorzucić lokalizację - szkolną bibliotekę - oraz czas, czyli taki, kiedy Fred powinien oficjalnie być w swoim dormitorium ;) Może być?]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  15. [Miałam orgazm stulecia na widok Benedicta ze skrzypcami, także wiem dobrze, co czujesz :D Cieszę się, że Claude wywarł aż takie wrażenie, nie powiem żeby to nie łechtało mojego ego, bo zawsze miło widzieć, że postać przypada do gustu autorom. Tak właśnie myślałam po karcie Freddiego, że będzie stałym bywalcem Skrzydła Szpitalnego, przy okazji doprowadzając Lacroixa do istnego szału, bo ten będzie mu wieszczył rychłą śmieć przed dwudziestką :D A jego imienia z tego, co wiem (co podpowiedziały internety) nie odmienia się także Claude w każdym przypadku/wypadku :D]

    CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  16. [Slytherin i Gryffindor?
    Chyba tylko jedno połączenie mi pasuje..
    albo nie. Przeciwieństwa się przyciągają? Przyjaźń? Ale nie typowa oczywiście.
    Nie mam pojęcia jak ich spiknąć. Pomysły? ]
    Erick

    OdpowiedzUsuń
  17. [Przyjaźń, bardzo bliska, ale nietypowa, bo między Gryfonem i Ślizgonem, co wiąże się z kpinami z siebie nawzajem i hejtami]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Zacznę. Pomysł z zauroczeniem jest dobry, Erick jest totalnie hetero.]

    OdpowiedzUsuń
  19. Erick wparował do sali od Obrony przed Czarną Magią, jak burza. Nie mógł znowu spóźnić się na lekcję, nauczyciel był cholernie na niego cięty. Kolejne spóźnienie zafundowałoby mu jeszcze więcej spięć z profesorem.
    Nie spóźnił się. Ulżyło mu.
    Lekcja minęła w spokoju, oprócz paru uwag ze strony nauczyciela i paru wybuchów złości ze strony Erick'a. Nigdy nie lubił, gdy ktoś się z nim nie zgadzał, nie był despotą, ale po prostu nie lubił braku szacunku i niezrozumienia. Z lekcji wymknął się jak najszybciej. Parker i Charlie zdziwieni spojrzeli po sobie, zauważyli, że od pewnego czasu Erick się wymyka i coś knuje. Jednak gdy tylko o to pytali, Ślizgon jeszcze bardziej się złościł i urywał temat. Nawet siostry nie dociekały mimo, że widział jak się o niego martwią. Nowi kumple, z którymi się przyjaźni tylko przez wzgląd na ojca, których przyjaciela są ojcami jego kumpli, robią mu wodę z mózgu. Erick zdaje się na to nie zwracać uwagi, choć wie, że zachowuje się coraz gorzej. Mugolskie narkotyki - to jedyna rzecz którą stworzoną przez mugoli docenia. No i chemioterapię.. dzięki niej siostra wciąż żyje.
    Po dragach Erick szybko się rozluźnia, po alkoholu również. Ślizgon jednak nie lubi pić, ponieważ wtedy się zmienia. Zmienia w prawdziwego siebie. Z alkoholem jest tak, że człowiek, który jest dobry - po alkoholu jet jeszcze lepszy. Człowiek, który coś ukrywa i jest nieszczery - po alkoholu robi się zły i mówi wszystko to czego nigdy nie powiedziałby w oczy. Mówi wszystko nie zważając na nic i nikogo.
    Stanął za szkołą i odpalił papierosa. To jedyne czego potrzebował. Zrelaksował się prawie natychmiast. Wszystkie problemy uciekły w jednej chwili, odeszły jak negatywne wspomnienia, których można się pozbyć przypominając sobie te dobre. Zamknął oczy i opierając się o budynek czuł się coraz lepiej.
    - Cholerne papierosy. - warknął do siebie i odpalił kolejnego. Poprawił swoją koszulę i spojrzał przed siebie. Wszystko zaczęło mu się układać, wszystko zaczęło wydawać się coraz piękniejsze. Trawa zdawała się być zieleńsza niż zazwyczaj, słońce wydawało mu się nienaturalnie żółte, a niebo? Niebo wyglądało wspaniale.

    Gdy tylko wypalił papierosa, wrócił do szarej rzeczywistości. Nudnej i nieprzyjemnej. Syknął do siebie i odepchnął się od ściany, do której przyległ. Paru uczniów zaczęło się schodzić co oznaczało, że to czas by jak najszybciej się wymiksować.
    Nie lubił ludzi, najpewniej dlatego, że źle mu się kojarzyli, dzięki rodzicom, którzy wykreowali dla niego obraz pewnego człowieka. Mama i tata - Erick nie kojarzył ich z dobrocią i troską. Dla niego byli tylko ludźmi, którzy go wychowali i to na człowieka, którym nie chciał być nigdy.

    Wszedł do szkoły w biegu. Chciał jak najszybciej pojawić się w dormitorium i zasnąć wyobrażając sobie, że życie jednak nie ma tak gorzkiego smaku. Nie byłby sobą, gdyby na kogoś nie wpadł. Pełną piegów twarz rozpoznał prawie natychmiast.
    - Frederick Wayland? Wierszokleta? - zaśmiał się. Wiedział o wierszach od pewnego Gryfona, którego tak naprawdę nigdy nie lubił. - Cóż za urocze spotkanie. - dodał i z ironicznym uśmieszkiem zaczął mu się przyglądać. Tępe spojrzenie i pisanie wierszy. Erick'owi tak naprawdę bardzo się to podobało. Sam czasem coś napisał. Lubił swoje myśli przelewać na papier i cieszyć się tym, że poskładał je w tak piękne wersy. Zawsze wiedział, że ma do tego talent. Freddie pewnie też miał talent, ale czy to powstrzymało Erick'a od żartów z tego? W żaden sposób. Ślizgon zawsze trzymał się kurczowo wykreowanej przez siebie osobowości, a ta osobowość żartuje z wszystkich ludzkich wad czy też zalet lub umiejętności, które dla zwykłych, prostych ludzi są po prostu głupie. - To co? Napiszesz coś o mnie? Może o tym ile lasek na wczorajszej imprezie wyrwałem? - zaśmiał się. Impreza była denna i żadnych lasek nie wyrywał, do żadnej nawet się nie uśmiechnął, nie miał na to w ogóle ochoty. Nigdy nie miał, ale jego koledzy mieli więc on również musiał mieć.
    Chciał wyminąć Fred'a i pójść w swoim kierunku, ale coś go zatrzymało.

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cieszę się, że pomysł Ci spasował ;) I pomyślimy jeszcze, co z tym szlabanem :D
    Zacznę nam, jasne ;) Jakoś do tygodnia prześlę rozpoczęcie :)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ileż ochów i achów. :D
    Cześć, dziękuję bardzo za tak miłe słowa. Chętnie skuszę się na wątek, muszę troszkę tą moją ostrokrzewiową pannę rozruszać. Są na jednym roku nauki, więc na pewno mieli ze sobą jakieś lekcje; co powiesz na to, by w początkowych klasach się nie lubili i dogryzali sobie przy każdej okazji, a z czasem zrozumieli, że tak naprawdę smutno byłoby im bez tego drugiego, którego można w tak cudowny sposób podenerwować? Teraz też Freddie mógłby być przyjacielem Holly, który nie dołowałby się jej chorobą, a rozweselał i pozwalał zapomnieć. Co o tym sądzisz? (:]

    Holly Wilkes

    OdpowiedzUsuń
  22. Minęło kilka miesięcy. Julia zdążyła zakończyć swój pierwszy poważny związek, stracić przez to przyjaciela, wypłakać innemu przyjacielowi w ramię morze łez, upić się z nim zdecydowanie zbyt wiele razy za pomocą Ognistej Whisky (bo jak wiadomo od zapijania smutków jest Ognista, a od radości rum), dostać zakaz gry w Quidditcha, pokłócić się z bratem o jego absurdalną nową dziewczynę, przebiec trasę przy jeziorze tyle razy, że ciężko zliczyć i tradycyjnie utonąć w nauce tak bardzo, że trudno było ją wyciągnąć z biblioteki. Ale komu miałoby się udać jeśli nie Freddiemu?
    Zobaczyła chłopaka już z oddali, więc momentalnie przyspieszyła kroku, by nie musiał zbyt długo na nią czekać, chociaż pewnie zdążył się już przyzwyczaić. Zazwyczaj to ona się spóźniała, to ona na nic się nie wyrabiała, a wiedząc, że on nie ma jej tego za złe, plus wszystko jej wybaczy, wykorzystywała to perfidnie i nawet się już nie starała. [od autorki: unconditional love sucks!] Ale przybiegła do niego w podskokach i od razu się na niego rzuciła, wywracając go do tyłu, tak że wylądował plecami na trawie. Zaraz jednak zsunęła się z niego i z aż przesadnie szerokim uśmiechem na ustach, spojrzała w jego znajomą i od razu napawającą optymizmem twarz.
    – Cześć. – powiedziała z taką ekscytacją, jakby miała mu co najmniej kilkanaście fascynujących historii do opowiedzenia, ale nie miała żadnej. Po prostu niesamowicie cieszyła się, że go widzi, tak jakby był jedynym dobrym elementem jej dnia. Nagle zauważyła leżącą obok niego kolorową paczkę, na widok której od razu jej oczy zaświeciły się radośnie. – O, matko! Żelki! Jak ja Cię kocham! Dokładnie tego mi było trzeba. – wyrzuciła z siebie, sięgając po łakocie i z nieotwartego jeszcze (o dziwo) opakowania wyjęła kilka sztuk po czym wciąż szczerząc się jak głupek, wpakowała je do ust.

    Julcia :*

    OdpowiedzUsuń
  23. Właściwie to wiedziała, że za takie rzucanie się na Freddiego z zaskoczenia zaraz jej się oberwie, ale skoro miało być z zaskoczenia to przecież nie mogła go ostrzec, prawda? Zaśmiała się więc tylko, słysząc jego wycie i posłała mu w powietrzu soczystego buziaka.
    – Freddie, z Tobą się nie da spać spokojnie. – rzuciła jeszcze, unosząc przy tym lekko brwi i uśmiechając się, tak jakby zaraz miała zdradzić mu jakąś krępującą dla niego tajemnicę. – Albo kopiesz mnie po łydkach, albo wtulasz mi się w plecy, jakbym była Twoim pluszowym misiem, albo budzisz mnie w środku nocy, bo przypomniało
    Ci się coś bardzo ważnego. Więc wystarczy, że utknę na zbyt długo u Ciebie w dormitorium i Twoja zemsta jest gotowa.
    Odwróciła głowę w stronę jeziora, by powstrzymać się od wybuchnięcia głośnym śmiechem, ale zaraz i tak sięgnęła ponownie do paczki żelków, co momentalnie spotkało się z kolejnym ‘kąśliwym’ komentarzem Gryfona.
    – Lubię Cię okradać. – powiedziała cicho, unosząc przy tym delikatnie kąciki ust i mrużąc oczy w tak uroczy sposób, że z pewnością serce Freddiego skruszało momentalnie. – U mnie bez zmian. – odpowiedziała standardowo krótko i sięgnęła po butelkę ‘soku dyniowego’, by sprawdzić czy rzeczywiście wypełniona jest sokiem dyniowym, a jeśli nie (z pewnością nie) to czy jest to rum, na dodatkowe rozweselenie, czy Ognista, na zapijanie smutków. Niestety była to Ognista, więc Julia od razu zmarszczyła brwi, patrząc na przyjaciela uważnie, jakby chciała wyczytać z jego nie aż tak szerokiego uśmiechu i nie aż tak roześmianych oczu, co się stało. Nie było to jednak takie proste.
    – Co się stało? – zapytała więc, podając mu butelkę, a sama zrzuciła również ze swoich kolan paczkę żelków, w razie gdyby chłopak chciał się na nich ułożyć i patrząc w niebo, zdradzić jej wszystkie swoje bolączki, problemy, wątpliwości czy rozważania o świecie, które psuły mu humor.

    Skrzat.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Cześć! Ja też zawsze wzbraniałam się przed przejmowaniem postaci kanonicznych, ale tym razem stwierdziłam, że raz się żyje, a poza tym (z racji tego, że ciągle tkwię w fazie wyparcia odnośnie istnienia przeklętego dziecka) Scorpius jest dla mnie w pewnym stopniu dużą niewiadomą, więc ze swojej strony traktuję go raczej jako taki pół-kanon, choć zdaję sobie sprawę, iż dla innych autorów moja wizja może nieco kłócić się z ich książkowym wyobrażeniem, no ale trudno. Kończę, bo za bardzo się rozgaduję, a ja przecież przyszłam tu z całkowicie innego powodu. A zatem: KIM WOO BIN! Przepraszam, nie mogłam się powstrzymać. Po przeczytaniu Twoich dwóch kart doszłam do wniosku, że coś ciekawie negatywnego można byłoby rozegrać z Freddiem, choć nic konkretnego nie jawi mi się w głowie. I jestem w kropce, bo nie chcę rzucić czymś banalnym. Może Tobie przychodzi do głowy jakiś pomysł na wątek, cokolwiek?]

    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  25. Cześć urlopowiczu!

    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  26. To mów, co tam w końcu robimy, a nam zacznę. Co by sprawiedliwie było ♥

    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  27. Miniony rok szkolny był niesamowity, a Hyun nigdy nie pomyślałby, że jego życie zmieni się tak diametralnie w przeciągu dziesięciu miesięcy. Wszystko to co było kiedyś, nie miało już znaczenia. Han Hyun znalazł w życiu nowy sens, którego zamierzał się trzymać i tym razem, nie myślał nawet o tym, aby poddać się w jakimkolwiek momencie. Frederick Wayland pojawił się niespodziewanie w jego życiu i chociaż sam Koreańczyk nie pomyślałby po ich pierwszym spotkaniu, że wszystko potoczy się w tym kierunku, po raz pierwszy od długiego czasu był po prostu szczęśliwy, nie miał żadnych dodatkowych zmartwień poza tymi zwykłymi dotyczącymi dnia codziennego. Myśl o spędzonych wspólnie z Freddim wakacjach sprawiała, że uśmiech pojawiał się na jego ustach. Nie myślał o niczym negatywnym i nie brał pod uwagę, że podczas ich wspólnych wakacji mogłoby się coś wydarzyć. Zresztą, co niby takiego mogłoby się stać? Mieli być ze sobą, razem. Nic nie mogło zakłócić im wspólnego odpoczynku. Hyun nie wiedział, jak dokładnie wyglądają relacje Freda z jego rodzicami, ale domyślał się, że z pewnością nie są one idealne. Niby od czasu do czasu rozmawiali o swoich domach, ale nigdy nie zagłębiali się w to.
    Świstoklik, chociaż nie należał do ulubionych środków transportu Hyuna, to był właśnie tym, na który zdecydował się Han, aby dostać się do miejsca zamieszkania Fredericka. Wszystko wcześniej było dokładnie ustalone, a gdy tylko Hyunie miał dostać się na miejsce, Freddie miał już tam na niego czekać. I tak właśnie było. Koreańczyk co prawda upadł niezdarnie na ziemię, tuż po tym gdy poczuł szarpnięcie w okolicach pępka, gdy chwycił się książki, która była ukrytym Świstoklikiem, jednak widok ukochanego Gryffona sprawił, że szybko zapomniał o zbitej kości ogonowej, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
    — Freddie. — Podniósł się z ziemi, otrzepując ubrudzone spodnie. Uśmiech nie schodził z jego buzi, a oczy chłopaka błyszczały wesoło. — Te kilka dni bez ciebie, było cholernie nudne. — Wyznał zgodnie z prawdą, poprawiając torbę, która zwisała z jego ramienia i podszedł do szesnastolatka, powstrzymując się, aby przypadkiem nie rzucić mu się na szyje. Pomimo, że od zakończenia roku szkolnego nie minęły jeszcze nawet dwa tygodnie, Hyun naprawdę się za nim stęsknił.

    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  28. — Freddie. — Uśmiechnął się wesoło na jego widok. Jego chichot w żaden sposób go nie skrępował, ani nie wprowadził w stan zmieszania. Cóż, upadek zdarzał się nawet najlepszym, a nowością nie było, że Han do kujonów i najlepszych uczniów nie należał. Poprawił pasek torby na ramieniu i jeszcze raz, na wszelki wypadek otrzepał spodnie. Przecież nie chciał zrobić złego wrażenia na rodzicach chłopaka. Spodziewał się, że ich poznanie i relacja z nimi nie będzie należała do najłatwiejszych, ale nie zamierzał się poddawać. Wręcz przeciwnie. Cały czas nastawiał się pozytywnie i naprawdę chciał, aby wszystko poszło, jak najlepiej.
    — Wziąłem ze sobą kilka onigiri… — Powiedział z lekkim zmieszaniem. — Wiem to całkowicie niestosowne, ale mam nadzieję, że uda mi się je niepostrzeżenie przemycić. — Zaśmiał się cicho, chociaż tak naprawdę czuł się z tym głupio. Nic nie mógł jednak poradzić, że nie przepadał za angielskim jedzeniem. Pory posiłków w Hogwarcie było najgorszym co mogło go w tej szkole spotkać. Wyjadał tylko kilka poszczególnych elementów z różnych dań, tworząc sobie w ten sposób względnie wartościowy posiłek. Względnie, bo eliminował głód dopiero wizytami w szkolnej kuchni i dzięki dobroci skrzatów domowych tam pracujących.
    — Obiecałem jej, że pozostałe wolne tygodnie spędzę w domu i nie ruszę się nawet kilometr poza naszą dzielnicę… — Wzruszył delikatnie ramionami. — Spokojnie, zrozumiała, że to dla mnie bardzo ważna wizyta i z pewnością nie będzie miała do ciebie żadnych pretensji. Jest kochana i szybko wybacza ludziom. — Powiedział, uśmiechając się i odwzajemniając szturchnięcie łokciem. Szedł obok Freda, uważnie rozglądając się dookoła. Tak naprawdę znał tylko fragment Anglii, konkretnie ten na którym znajdował się teren Hogwartu i okolicę zamieszkania jego kuzynki, dzięki której dostał się do Hogwartu. Był jej niesamowicie wdzięczny i wiedział, że będzie musiał jej za to w końcu podziękować w odpowiedni sposób.
    — Ta okolica jest piękna. — Powiedział, gdy przechodzili przez lasek. Już sobie wyobrażał, jak razem spędzają czas w tym lasku, jak siedzą i rozmawiają o wszystkim i o niczym, jak wpatrują się w swoje oczy, śmieją się z własnych historii i w końcu, pozwalają sobie na bliższe poznanie siebie, swoich charakterów i osobowości. — Fred, ale na pewno moja obecność tutaj nie jest żadnym problemem? — Zapytał, gdy przeszli przez lasek a ich oczom ukazała się posiadłość państwa Wayland. Hyun, chociaż wcześniej w ogóle o tym nie myślał, zaczął się stresować. A co, jeżeli rodzice Fredericka nie będą zadowoleni z tej znajomości? Nie brał pod uwagę faktu, że mogliby się dowiedzieć o tym co naprawdę ich łączy, ale przecież Han był pół krwi, z ojcem nie miał żadnego kontaktu, a jego matka… Cóż, nie była nikim ważnym w świecie czarodziejów, nawet w świecie mugoli była po prostu przeciętną kobietą.

    OdpowiedzUsuń
  29. Miał spędzić z Freddim dwa tygodnie, a nawet nie pomyślał o tym, jak wytrzyma te dwa tygodnie pod względem żywieniowym… nie zamierzał się jednak martwić tym na ten moment. Później uzna to za problem. Obecnie, najważniejsze było to, że w końcu się spotkali i mogą spędzić razem, całkowicie beztrosko czas. Nie chciał tego zmieniać.
    — Pewnie, że ważna. — Zaśmiał się cicho, gdy Wayland poruszył swoimi brwiami w znaczący sposób. Tak właśnie było. Wizyta u Freddiego była dla Hyuna niesamowicie ważna. W końcu nadszedł czas tylko dla nich, pozbawiony przerw na zajęcia czy spotkania z innymi znajomymi lub też treningi. Teraz mogliby po prostu być, w Hogwarcie, ich spotkania i codzienność wyglądała zupełnie inaczej. Jakby nie było tam byli swoimi rywalami, nie tylko w nauce ale również na boisku. Han poczuł ulgę, gdy słyszał kolejne słowa Freda. Świadomość, że w dużej mierze czasu będą sami znacząco go uspokoiła. Nie będą musieli kryć się przed okazywaniem sobie uczuć i faktycznie spędzony wspólnie czas, będzie po prostu miły. Udawanie tylko kolegów nie było niezwykle trudne, ale momentami było zwyczajnie męczące.
    Koreańczyk przeniósł spojrzenie na swojego towarzysza i wstrzymał oddech gdy przekroczyli próg domostwa. Kiedy Frederick przepraszał go już na wstępie za swoją matkę, Hyunie odrobinę się przestraszył. Nie miał pojęcia czego ma się spodziewać, ale przecież… nie mogło być tak źle prawda?
    — Dzień dobry pani Wayland. — Odpowiedział, delikatnie kłaniając się kobiecie. — To miłe z jego strony, naprawdę bardzo się cieszę, że zgodzili się państwo ugościć mnie przez ten czas. — Zdążył dodać, nim kobieta zwróciła się do swojego syna pospiesznie zakładając odzienie wierzchnie. Hyun stał w miejscu uważnie lustrując spojrzeniem pomieszczenie, marszcząc delikatnie brwi gdy kobieta trzasnęła już drzwiami, zostawiając ich samych.
    — No nie wiem… — Żachnął się, nabierając haust powietrza do płuc. — Wspólna sypialnia brzmi dość odważnie. — Zaśmiał się cicho, szturchając Waylanda łokciem w bok. Co prawda nie spodziewał się, że będą spać w jednym pomieszczeniu, ale przecież to nic wielkiego… pozornie, bo w rzeczywistości Hyun trochę się martwił. To nie było zwykłe nocowanie u kumpla, to było nocowanie u Freddiego, chłopaka, który niesamowicie mu się podobał i za którym szalał. Czuł wzrastającą w nim ekscytację, ale zarazem również odrobinę strachu. — Myślę, że prędzej mogłoby to przeszkadzać naszym rodzicom. — Dodał, uśmiechając się jedynie i posłusznie kierując się za Freddim. Gdy znaleźli się w odpowiednim pomieszczeniu na ustach Hyuna pojawił się delikatny uśmiech. Dom rodziny Wayland był tak bardzo różny od tego, w którym dorastał Krukon, że dopóki nie znaleźli się za zamkniętymi drzwiami sypialni Freddiego czuł się odrobinę przytłoczony. Teraz jednak wszystko z niego zeszło, a uśmiech na jego buzi był pogodny.
    — Zaplanowałeś dla nas jakieś atrakcje? — Zapytał zaciekawiony, ściągając w końcu z ramienia torbę i kładąc ją ostrożnie na podłodze obok łóżka Gryfona.

    Hyunie

    OdpowiedzUsuń
  30. Dla Julii koniec roku szkolnego nigdy nie był łatwym okresem. Był to jedyny taki czas w roku, kiedy kalendarz wychodził z szuflady zapomnienia, a jego strony zapełniały się niezliczoną ilością zajęć, upchniętych tak, że zrealizowanie ich wszystkich wydawało się niemal niemożliwe. Stosy prac domowych piętrzyły się na stoliku, tuż obok książek, które koniecznie należało przeczytać, by dokończyć projekt na koło eliksirów, nie wspominając o nauce do egzaminów, bo przecież wszystko trzeba było sobie przypomnieć, przynajmniej na wszelki wypadek. Nic więc dziwnego, że pośród tego wszystkiego dało się znaleźć bardzo niewiele miejsca na spotkania towarzyskie. W końcu one mogą poczekać, nigdzie nie uciekną, z nich nie ma egzaminów, prawda?
    Quidditch też nagle stał się mniej ważny, ale Julia umiała wywiązywać się z obowiązków, a też potrzebowała czasem oddechu, więc na treningach pojawiała się regularnie. I choć latając wokół pętli, powtarzała sobie w głowie receptury eliksirów, to graczem wciąż była niezłym. Jednak potem, gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi, niemal biegiem udawała się do szatni, brała prysznic i wracała do zamku, by odhaczyć kolejne zadania z powstałej w kalendarzu listy.
    Tamtego dnia coś ją jednak zatrzymało. Wracając ze stadionu, dostrzegła w oddali znajomą postać siedzącą przy drzewie niedaleko jeziora i już nie mogła się powstrzymać. Tęskniła za Freddiem i to bardzo. Zbywała go przez ostatnie tygodnie, a wiedziała, że żadnemu z nich nie wystarcza krótkie cześć na korytarzu czy spotkanie przy śniadaniu, podczas którego i tak Julia siedziała z nosem w książce. (Oczywiście nie zauważyła, że Freddie już dawno przestał się do niej przysiadać w czasie posiłków, bo zbyt wiele razy usłyszał „Nie mam czasu gadać.”.)
    Szybko przeanalizowała co ma jeszcze dzisiaj zrobić i gdy uznała, że właściwie praca domowa z transmutacji może poczekać – najwyżej Mathias (jak zwykle) zmieni się z uroczego kuzyna w złego profesora – ruszyła w kierunku przyjaciela.
    – Hej. – przywitała się głosem dziwnie rozmarzonym, ale pewnie doskonale pasującym do atmosfery, którą chłopak sobie stworzył, pisząc wiersze pod drzewem niedaleko jeziorka.
    Zaraz jednak jej wzrok spotkał się z jego chłodnym spojrzeniem, od którego aż przeszedł ją dreszcz. To nie było coś, co pasowało do Freddiego, który zawsze (no przecież!) szczerzył się uroczo na jej widok i normalnie już dawno rzuciłby się na nią i na przykład zaczął łaskotać.
    Zmarszczyła brwi i mimowolnie odsunęła się o pół kroku, mierząc chłopaka spojrzeniem, jak gdyby musiała sprawdzić czy to na pewno on. Po chwili jednak wszystko się wyjaśniło, kiedy chłopak rzucił komentarzem kąśliwym tak bardzo, że było to dziwne nawet jak na niego.
    – Freddie… – westchnęła i usiadła obok niego po turecku, wpatrując się w niego wyraźnie zmartwiona. – Przecież wiesz jak jest. Jeszcze tylko niecałe dwa tygodnie i będę miała dla Ciebie tyle czasu, ile tylko będziesz chciał.

    Julls

    OdpowiedzUsuń
  31. Prawda była taka, że Julia nie umiała inaczej. Zawsze lubiła się uczyć i potrafiła siedzieć całą noc z nosem w książce, by przeczytać historię powstania jakiegoś zaklęcia, co z pozoru wydawało się przecież kompletnie nieprzydatne, ale to była jakby część niej samej – gonienie za wiedzą i dziwna, trochę ślepa ambicja, by wiedzieć jak najwięcej. Freddie taką ją poznał, taka była od początku i będąc taką, została jego przyjaciółką. Dlatego tym bardziej dziwiła ją jego reakcja, bo, no właśnie, wiedział jak jest. Przed egzaminami zawsze była zupełnie oderwana od rzeczywistości i najlepiej było ten okres przeczekać. A sama Julia była przekonana, że po tej przewie i nierozmawianiu przez jakiś czas, będzie miała do czego wracać i nic się nie zmieni, bo kto jak kto, ale Freddie ją rozumie. Tym razem nie rozumiał. Tym razem postanowił ot tak się na nią obrazić i właściwie nawet nie miała pojęcia od jak dawna się gniewa, bo nie raczył do niej przyjść i jej o tym powiedzieć.
    Odetchnęła głęboko, słysząc jego ironiczny komentarz i widząc jak przewraca oczami, a w myślach zaczęła powtarzać raz za razem: „Jestem kwiatem lotosu, jestem kwiatem lotosu…”. Nie była. Była tak zdenerwowana jak nie denerwował jej żaden egzamin, bo na szali była nie jej ocena, a jej przyjaźń, na której zależało jej cholernie mocno. Skuliła się w sobie nieco, słysząc jego atakujący ton i zmarszczyła brwi, starając się zrozumieć. Co się nagle zmieniło?
    Zaraz ukryła twarz w dłoniach, chyba licząc, że to sprawi, że nie będzie słyszeć tego wszystkiego co mówił Freddie, ale już po krótkiej chwili znów na niego spojrzała, kręcąc delikatnie głową z niedowierzaniem. I nagle coś w niej pękło. Coś się stało. Coś się stało, a jej przy nim nie było i dlatego był zły. Ale przecież…
    – Freddie, cholera jasna. – zaczęła lekkim warknięciem, nie wiedząc jak dobrze zamienić myśli w słowa. Zaraz jednak odetchnęła głęboko dla uspokojenia i spojrzała na przyjaciela nieco łagodniejszym wzrokiem. Tak jakby, głupek, potrzebował po raz kolejny instrukcji obsługi do ich przyjaźni… – Nie mam ważniejszych spraw na głowie. Nigdy nie mam ważniejszych spraw na głowie. Są sprawy, którymi się zajmuję i które ledwo mi się mieszczą w dwudziestu czterech godzinach, ale to, że je przedkładam nad spotkania z Tobą, nie oznacza, że są one ważniejsze. Oznacza to, że wiem, że Ty to rozumiesz i akceptujesz. Ale, na gacie Merlina, nie są ważniejsze! – jej głos z każdym kolejnym słowem wydawał się coraz bardziej poirytowany. – Więc jak coś się dzieje to masz mi o tym mówić! Przyjść do mnie i machać mi przed nosem wielkim napisem „Ej, ważne”, jeśli to będzie konieczne, ale masz mi mówić! Masz wiedzieć, że możesz, bo jesteś ważniejszy! Jeju… jak Ty czasem nic nie rozumiesz… – przewróciła oczami i sięgnęła do torby chłopaka, by z bocznej kieszeni wyciągnąć żelki. Zawsze miał przy sobie żelki. Szybkim ruchem otworzyła opakowanie i wyciągnęła z niego jednego węża o smaku ananasowo-jabłkowym. I nie zamierzała pytać o pozwolenie, ani dziękować za poczęstunek, ani zostawiać mu te najlepsze, bo ona w przeciwieństwie do niego wiedziała jak działa ich przyjaźń. DO-SKO-NA-LE. Tylko po ce te kłótnie…

    Julia Jones i jej uroczo obrażona mina

    OdpowiedzUsuń
  32. Jadła sobie grzecznie żelka, starając się uspokoić i ignorować wzrok Freddiego, którym chyba chciał ją zamordować. Na jego komentarz przewróciła tylko oczami i patrząc na niego, ostentacyjnie wrzuciła do ust ostatni kawałek. I miała gdzieś jego tupanie. Zamierzała zjeść z jego zapasów tyle żelków, ile tylko miała ochotę. Byli przyjaciółmi. Byli najlepszymi przyjaciółmi na świecie. I nawet nie zamierzała teraz odchodzić i pozwalać mu się obrażać. To znaczy, mógł się obrażać, ale ona zdecydowanie wolała siedzieć obok i jedząc żelki, czekać aż mu przejdzie. Więcej mu przecież nie wytłumaczy.
    On jednak nagle wybuchnął śmiechem. Jego zupełnie naburmuszona mina w jednej chwili zmieniła się na... minę Freddiego. Julia patrzyła więc na niego przez chwilę jak na wariata, ale zaraz zaczęła śmiać się razem z nim. Po prostu nie mogła wytrzymać. Dopiero kiedy obydwoje trochę się uspokoili, podniosła paczkę żelków z trawy i bez słowa wyciągnęła ją w kierunku chłopaka.
    - Przepraszam, Freddie. - mruknęła po dłuższej chwili, przesiadając się na miejsce obok niego i delikatnie ujęła jego dłoń w swoje. - Naprawdę rzuciłabym dla Ciebie wszystko. - przymknęła oczy i oparła skroń o jego ramię.
    Do tego dnia nawet nie zauważyła jak za nim tęskniła, ale teraz cieszyła ją każda sekunda z nim, nawet jeśli na nią krzyczał. Z każdej kłótni zawsze udawało im się jakoś wyjść, każdy tydzień obrażania się na siebie miał w końcu swój koniec i nawet kiedy wydawało się, że wszystko się wali, w końcu i tak miała okazję znów ujrzeć jego cudowny uśmiech i usłyszeć jego głos, którym czasem rozbawiał ją do łez. Jak mógł myśleć, że książki i eseje są od tego ważniejsze?
    - O co poszło? - spytała nieśmiało, odsuwając się odrobinę. - Z mamą. - doprecyzowała.
    Martwiła się o Freddiego i jego sytuację w domu od kiedy pierwszy raz opowiedział jej o wszystkim, bo później jego matka już nigdy nie znalazła się na liście osób, które Julia darzyła sympatią. Zbyt wiele razy musiał spędzać święta u niej, zbyt często uciekał do niej w wakacje, zbyt często musiała patrzeć jak jego to boli, ale zawsze była przy nim, jeśli tylko jej potrzebował. Tym razem jednak nie odezwał się do niej ani słowem. Spieprzyła sprawę.

    Julka

    OdpowiedzUsuń