13 czerwca 2018

Graj w szachy, tam wszystko jest białe i czarne.


Gregorius M. Cavendish

VII SLYTHERIN | PREFEKT | CZYSTA KREW
KLUB POJEDYNKÓW | PRZYSZŁY TWÓRCA ZAKLĘĆ | HEBAN 11 CALI PIÓRO BIAŁEGO KRUKA

KARTA W BUDOWIE


92 komentarze:

  1. [Witaj, kolego! Jak tam nam się układa współpraca? c:]

    Persephone Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  2. Witamy naczelnego kombinatora Hogwartu!

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Chcę z nim wątek, więc przychodzę po wspomniany w mojej karcie pomysł]

    Annaise

    OdpowiedzUsuń
  4. [Podsuwam po cichu miejsce na przyjaciela oraz pana do knucia, żeby prefektowi w drodze po trupach do zostania naczelnym, nie zabrakło zaufanych towarzyszy <;]

    Arsek

    OdpowiedzUsuń
  5. (Przybywam więc z moim złośnikiem i od razu dziękuję za miłe słowa! Myślę, że Gregorius idealnie nada się na osóbkę, która z pogardą będzie patrzeć na to co wyczynia Kenny. Nawet będzie można zacząć od tego, że w końcu go na czymś przyłapie i weźmie za szmaty, a Wood - jak na niego przystało - tak łatwo się nie da! Jeśli masz jeszcze jakiś konkretny pomysł to pisz śmiało bo ja powoli się dzisiaj rozkręcam i działam na trochę zwolnionych obrotach.)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ja to tam mogę pisaci dwa wątki :D Tak w sumie szkoda, że nie handluje już lewa ognista, bo tak sobie pomyślałam, ze moze warto by było jakos zdemoralizować ten moj wulkan energii i szczęścia.
    I widzę, ze Vin za to tez musi sobie kogoś znaleźć do pomocy, bo sie zaczyna robić niesprawiedliwie (tak Arsowa, do Ciebie też to piszę ;>)
    Tak czy inaczej witaj! Pan jak zawsze ciekawy, a kojarze go juz od hohoho nie wiem kiedy. I wątek przyjmę każdy, z nim jakikolwiek <3 ]

    Vin // Pris

    OdpowiedzUsuń
  7. [Jak najbardziej powinni trzymać się razem, w końcu pewnie niewiele osób o takich samych poglądach pozostało w szkole. Ogólnie rzecz biorąc, rodzice chcą mieć wpływ na każdą dziedzinę jej życia, także z miłą chęcią wybraliby jej męża. Nie zdziwiłabym się naprawdę, gdyby brali pod uwagę każdego młodego chłopaka o czystej krwi, który oddycha w jej pobliżu XDD Oczywiście jej nie za bardzo się to całe swatanie podoba, bo chociaż jest przywiązana do tradycji i w ogóle, to jednak wolałaby, żeby ta decyzja należała do niej.]

    Persephone Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  8. [A bez problemu, nie muszę wszystkiego uzgadniać :3]

    Pris

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jak miło widzieć stare, tak bardzo charakterystyczne postacie. My to nad jakimś wątkiem chyba nawet rozważaliśmy, jeszcze z moim Ajrunem. Z tego jednak co kojarzę, ostatecznie chyba nie udało nam się niczego stworzyć. Nie wiem też czy teraz się uda, ale to naprawdę miłe widzieć powracających autorów. Baw się dobrze!]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  10. [Minimalizm <3 Mimo, iż krótko to konkretnie, a to się ceni :) Baw się dobrze i niech wena nigdy Cię nie zawiedzie!]

    Mathias Rathamnn/Adam Lebiediew

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Jestem za, przyda jej się w końcu jakiś przyjaciel, nawet jeśli to termin dotyczący raczej przeszłości. Annaise nie ma wielu przyjaciół, ma raczej problem z przywiązywaniem się do ludzi. Każdy będzie na wagę złota i mimo tego, że ich kontakt się urwał, na pewno będzie o nim wciąż myślała w tych kategoriach. Zastanawiam się tylko nad konkretną sytuacją, od której można zacząć. Choć na pewno by jej go brakowało, szanowałaby jego decyzję i postanowiłaby się mu nie narzucać. A już na pewno nie robi tego otwarcie, przy świadkach. Mógłby więc pilnować ją podczas szlabanu lub jeśli jest jakaś szansa, że odwiedzi matkę - można założyć, że jest sąsiadką Annaise - wtedy na pewno będzie chciała wiedzieć co się stało i czy jest w tym jakaś jej wina - tak sądzi.
    Wybacz, wymyślanie to moja słaba strona, wolę zaczynać]

    Annaise

    OdpowiedzUsuń
  12. [Oj, oni to chyba będą mieć ze sobą na pieńku! Joy pewnie będzie mu robiła na złość i broniła przed nim słabszych :D
    Poza tym cześć i baw się dobrze!]

    JOY

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Okej, zacznę nam coś niedługo :3]
    Annaise

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Cześć! Dzięki bardzo za komentarz pod kartą Percy'ego. Przychodzę bo opublikowałam się też z drugim panem, nie wiem z którym ci bardziej po drodze. Z Freddie'm w sumie pewnie by się nienawidzili...Ale kurcze no ja lubię negatywne bądź mieszane relacje. A gdyby jeszcze rzucił Gregowi wyzwaniem że jest panem sztywniakiem i nie potrafi się bawić to myślę, że wyszło by coś ciekawego.]

    Freddie i Percy

    OdpowiedzUsuń
  15. (Jestem jak najbardziej za. Twój Łowca psotników może przyuważyć jak Kenny wymyka się w nocy z zamku i zasuwa w stronę Zakazanego Lasu. Mogą tam później kogoś/coś spotkać co nie pozwoli im tak łatwo wrócić i zakończyć tej farsy. Jeśli zaczniesz to będę wniebowzięta i od razu się dostosuję.)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Jestem jak najbardziej za. W sumie jeśli chcesz, to Greg może odkryć, że Freddie jest gejem. Przez przypadek podsłuchać jakąś rozmowę z jego przyjaciółką czy coś xd Bo raczej nie mam innego sekretu, o którym mógłby się dowiedzieć przez przypadek. A orientacje ukrywa, bo ma surowych, niepostępowych rodziców, więc bardzo nie chciałby, by informacja ta ujrzała światło dzienne. ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Przepraszam za jakość. Obiecuję, że będzie lepiej. Muszę wejść w głowę Annaise]

    — Mamo, czy ja muszę tam iść? — doskonale znała odpowiedź na to pytanie, ale mimo to spróbowała. Oparta o framugę obserwowała matkę przygotowującą się do wyjścia. Uważnie śledziła jej ruchy i nie sposób było przeoczyć tego subtelnego drgnięcia różdżki, które poprzedzało chłodne spojrzenie odbite przez lustro i posłane w stronę nastolatki.
    — Annaise… — to było ostrzeżenie. Cierpkość zawarta w sposobie jaki zostało wypowiedziane jej imię była niemalże namacalna. Annaise wzdrygnęła się - był to odruch, którego przez lata nie udało się jej stłumić, choć na Merlina, próbowała — i zaciskając usta w wąską linię skinęła głową wycofując się do własnego pokoju. Drzwi zaskrzypiały głośno, gdy zamknęła je ze sobą, a z jej ust wydobyło się głośne westchnięcie, gdy opadła na łóżko, rozkładając ramiona na boki. Rzuciwszy niechętne spojrzenie na sukienkę przerzuconą przez oparcie krzesła, wymruczała pod nosem kilka przekleństw. Spotkanie, którego chciała uniknąć nadciągało wielkimi krokami, czemu towarzyszyła pustka w głowie i odczucie irracjonalnego strachu. Zupełnie nie wiedziała czego ma się spodziewać, ale miała przeczucie, że nic nie będzie wyglądało tak jakby tego chciała. Od dwóch lat wszystko co związane z osobą Gregoriusa Cavendisha nie wyglądało tak jak można by się spodziewać po kimś kogo znało się niemal całe swoje życie.
    Od godziny stała w tym samym miejscu. Ściskając w dłoni puchar z sokiem, wcisnęła swoje drobne ciało w kąt, tuż obok lampy i próbowała wtopić się w tło. Jak dotąd nikomu nie rzuciła się w oczy, można więc było uznać, że szło jej całkiem nieźle. Od czasu do czasu unosiła puchar do ust, upijała niewielki łyk i lustrowała wzrokiem otoczenie. Pomieszczenie wypełnione było sporą ilością osób - w większości kobiet w wieku jej matki, które postanowiły urządzić konkurs na to, która będzie mówiła najgłośniej. Od czasu do czasu zdawało jej się, że kątem oka dostrzega syna gospodyni, ale tak jak i Annaise, Greg prawdopodobnie również postanowił nie rzucać się w oczy. Wiedział, że tu była? Unikał jej? Niewątpliwie weszło mu to w krew przez ostatnie dwa lata.
    — Annaise — niemal wylała na siebie to co jeszcze pozostało w trzymanym przez nią naczyniu, gdy dobiegł do niej jadowity syk opuszczający usta jej matki, która nagle, niczym spod ziemi, wyrosła przed nią i spiorunowała ją spojrzeniem.
    — Tak, mamo? — zapytała potulnie pochylając przy tym głowę. Przez lata zdołała nauczyć się dobierać odpowiedni ton i postawę, by nie rozdrażnić jeszcze bardziej swojej starszej wersji. Cóż, rozmowa z kimś komu przeszkadza, że oddychasz, przypomina wkładanie dłoni w środek ula.
    — Ktoś nie domknął bramy i ten przeklęty pchlarz przez nią wylazł — Annaise uniosła brew, bowiem słowa, które właśnie padły z ust jej matki nie były tym czego by się spodziewała.
    — Jaki pchlarz, mamo?
    — Nie zgrywaj idiotki. Kocur twojej ciotki! Wiesz jak ona jest do niego przywiązana. Załamie się, gdy odkryje, że uciekł. Zrób coś z tym — ton nieznoszący sprzeciwu był czymś co szesnastolatka dobrze znała.
    — Ale co ja mam zrobić, mamo? Koty mnie nie lubią — właściwie to żadne stworzenia jej nie lubiły. Podczas lekcji ONMS nawet Nieśmiałek ugryzł ją w palec, a potem pokazał język. Trzeba też wspomnieć, że ten konkrety kot nie lubił jej szczególnie. Gdy tylko znalazła się w pobliżu syczał i prychał, a jeśli próbowała go pogłaskać od razu wbijał w jej rękę ostre pazury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Po prostu się rusz. Ty i Gregorius pójdziecie go poszukać — oznajmiła to jakby wypowiedziała właśnie największą oczywistość tego świata, po czym odwróciła się i po dwóch krokach zniknęła w głębi pokoju, zostawiając swą córkę sam na sam z Cavendishem.
      — Och… — Annaise po raz kolejny tego dnia przeklęła cicho pod nosem, wypuszczając z płuc całe powietrze, a następnie uśmiechnęła się nerwowo. Jakim cudem nie dostrzegła go wcześniej? Musiała zapamiętać, by w wolnej chwili pogratulować matce. Niewątpliwie Cora Graham miała talent. Jak nikt inny potrafiła zmusić ludzi, by robili to czego ona pragnęła, a co wcale nie było im na rękę. — Świetnie. Znajdźmy tego kota, nim ona tu wróci. Wtedy już nie będzie taka miła — westchnąwszy odepchnęła się lekko od ściany i powłócząc nogami ruszyła do wyjścia. W połowie drogi zatrzymała się jednak i spojrzała przez ramię, na stojącego wciąż w tym samym miejscu wychowanka domu Salazara Slytherina — Idziesz? Miejmy to po prostu za sobą, Greg...

      Annaise

      Usuń
  18. [Och, jaki groźny :< Margo lubi przemykać nocą korytarzami, ale przez niego pewnie nie raz miała zawał. W każdym razie, kreacja postaci mnie zachwyca. Życzę dobrej zabawy i zapraszam do siebie, może coś uda nam się wymyślić :)]

    Margo i Scorp z roboczych

    OdpowiedzUsuń
  19. [Bardzo dziękuję za takie ciepłe powitanie :) Mam pewien pomysł, ale nie wiem, czy Gregorius mógłby być tak podły. Mogliby się spotykać, tak trochę, jakiś miesiąc albo dwa, a później wydałoby się, że jego zainteresowanie jej osobą wyniknęło tylko z ochoty wygrania szczeniackiego zakładu. Cała ta sytuacja, jak łatwo można się domyślić, bardzo ich poróżniła. Pewnego wieczoru, przez okno mogłaby wlecieć jakaś sowa, która najpierw poobijałaby się od ścian a później okazała Jane; świadkiem wydarzenia byłby Gregorius, który zostałby postawiony przed wyborem: pomóc J. w opatrzeniu potłuczonych części ciała, albo donieść na nią i pozwolić się nią zająć pielęgniarce.
    Druga opcja jest taka, że zakolegowaliby się przez klub pojedynków a pewnego razu Jane byłaby przez niego pogoniona za chodzenie wieczorami po korytarzach. Od tamtej pory byłaby na niego okropnie obrażona.
    Co ty na to? Czy masz może jakiś pomysł? Mam nadzieję, że zrozumiesz coś z tego chaosu xD ]/ Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  20. [To możemy tak zrobić. Zaczęło się od klubu pojedynków, byliby parą (ale taką świeżutką, trzy tygodnie od pierwszego pocałunku maks) i zostaliby przyłapani. I od tego możemy zacząć ^^ zobaczymy, czy ich związek przetrwa taką próbę :P ]/Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  21. [Mogę zacząć, ale to dopiero jutro bo zaraz i tak uciekam. Dodatkowo uprzedzam, że bardzo dawno tego nie robiłam i staram się unikać bardzo długich odpisów, bo lubię wszystko wyjaśnione i opisane, ale żeby jednak jakaś akacja była. Jutro postaram się zacząć :) ]

    OdpowiedzUsuń
  22. Latanie na miotle. To zdanie dla wielu nie znaczyło zbyt wiele, dodatkowo nie posiadało w swoich słowach żadnego większego znaczenia, emocji czy jakichkolwiek odczuć. Literki, które układając się w jakieś przekaz dawały się po prostu zrozumieć. Dla Priscilli to zdanie miało o wiele większe znaczenie, niżeli mogłoby się wydawać. To unoszenie się wysoko ponad ziemią, to wiatr łaskoczący przyjemnie policzki i świszczący zabawnie w uszach, to uczucie dziwnego podniecenia czy nagłego zastrzyku adrenaliny, kiedy spada się z zawrotną prędkością w dół, a następnie podrywa w górę tuż przed kontaktem z podłożem.
    Poranne oraz chłodne powietrze z każdą minutą otulało dziewczynę coraz bardziej, ale ukradziona niegdyś tacie treningowa szata zdawała się dobrze wypełniać swą rolę. Puchonka wzbiła się ostatni raz w górę, zawisając nieruchomo w miejscu. Widok na Hogwart z tej odległości był wprost cudowny. Ospały Zakazany Las, powoli wybudzał się w promykach słońca, które oślepiało delikatnie oczy Blackbird, bo aż przysłoniła je własną dłonią. Zamek pływał jeszcze w morzu białawej mgły, zupełnie jakby unosił się w chmurach jak odrębna lewitująca wysepka. Kiedyś mama opowiadała jej o tym bajki. Blondynka uśmiechnęła się z sentymentem na to wspomnienie, by następnie poprawiając chwyt na miotle, zanurkować w stronę trybun, gdzie wciąż czekał Gregorius. Gdy wzrok niebieskookiej zaczął kształtować figury ławek, a także siedzącego na jednej z nich chłopaka zaczęła zwalniać, co aby zdążyć wyhamować, co kiedyś nie potoczyło się podług jej myśli. Wiatr zaświszczał ostatnią melodię, a może to bardziej przypominało szum. Pris przekonywała się codziennie, że słyszy to pierwsze. Zeskoczyła z miotły na drewnianą podłogę trybun, przez co deski wydały z siebie nieprzyjemnie skrzypiące dźwięki. Z tej racji blondynka lekko się skrzywiła, kiedy na myśl przyszedł jej obraz, że nadejdzie w końcu dzień, gdy drewno nie wytrzyma i złamie się w pół. Odetchnęła jednak z ulgą, ponieważ nic takiego nie nadeszło, a odzyskując na chwilę stracony humor uśmiechnęła się do Ślizgona siedzącego kilka kroków od niej. Pokonała tę odległość w kilku susach, chociaż nie powinna tego robić, bo i tak dyszała ze zmęczenia. Priscilla przetarła rękawem czoło, chcąc pomóc sobie w ochłonięciu i uspokojeniu się po lataniu pełnym wrażeń.
    — Ależ wiem — rzekła przesłodzonym głosem, uprzednio parskając cichym śmiechem. — Ja tak zawsze.
    Nie pamiętała już skąd się znają i dlaczego do tej pory utrzymują kontakt. Gregorius był typem ucznia, którego zawsze się obawiała, próbując mijać takich typków szerokim łukiem. Tymczasem on grzecznie towarzyszył jej w treningach, chociaż sam za lataniem zbytnio nie przepadał.
    Pris opadła zmęczona na ławkę, ale jej ciężar nawet nie drgnął drewnianego mebla, ponieważ Ślizgon nie podskoczył, gdy ta siadała. Odkładała swoją miotłę na podłogę, gdy zauważyła prawie puste pudełko czekoladek. Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się diametralnie ustępując uczuciu zszokowania i niedowierzania. Spojrzenie przeniosła na zadowolonego oraz rozweselonego Grega, który w najlepsze wiercił się na siedzisku.
    — Zeżarłeś wszystkie czekoladki?! — jęknęła głośno, czując potworne zdradzenie przez swojego własnego towarzysza. — Czy ty jesteś normalny?! Nie zostawiłeś mi nawet jednej! — w tamtej chwili miotła poszła w ruch, bo po chwili uderzyła wprost w głowę Ślizgona. — Idziesz ze mną dzisiaj do Miodowego Królestwa i odkupujesz mi połowę. Albo nie! Całość! Za karę, bo nic nie zostawiłeś!

    czuję się, jakbym pierwszy raz pisała odpis, geez
    no powiedzmy, że się przyznam, że to ode mnie

    Priscilla Blackbird

    OdpowiedzUsuń
  23. [To dawaj go, Scorp jeszcze niewinny, nierozsmakowany w alkoholu, dobre dziecko z niego, ale kiedyś trzeba zacząć, right? A i Margo chętnie wpakowałaby się w kłopoty, za grzeczna mi wyszła, a przecie wszyscy (ci, którzy ją pamiętają, ofkors) wiedzą, że nigdy grzeczna nie była XD Także wybór zostawiam tobie, choć nie ograniczam, można zaszaleć i walnąć dwa wątki, bo kto nam zabroni (może mój mocno ograniczony czas, ale z nim się jakoś dogadam). ♥]

    Margoś i Scorp

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Dziękuję bardzo za miłe słowa. Może za to męska postać Ci się udała ;) Jakbyś miała ochotę dać mi lepiej poznać Gregoriusa i pokombinować wspólnie nad jakimś wątkiem to zapraszam! ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  25. [Uśmiałam się. Valery to mimo wszystko imię męskie, pomimo dość żeńskiego brzmienia. Limit raczej zostanie powiększony, bo już mam całą masę wolnego czasu i z chęcią przeznaczę go na bloga, zatem chętnie wysłucham, co tam wymyśliłaś ;)]

    Valery

    OdpowiedzUsuń
  26. [Ja też nie pamiętam tak szczerze mówiąc, bo jednak trochę czasu minęło. Nim rozpocznę intensywny proces myślenia to może podpytam tylko czy wolisz męsko-męski wątek czy jednak mieszany, bo niedługo pojawi się mój ślizgon, a z racji, że wymyślanie idzie mi zawsze gorzej niż pisanie rozpocząć to tak tylko powiem, że łatwiej będzie mi jak podpowiesz która z postaci bardziej by Ci odpowiadała :D]

    Avalon i Lyall

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie umiała sobie przypomnieć, kiedy to się zaczęło. Ostatni miesiąc minął jej zbyt szybko, dni zlewały się w jedną, bardzo przyjemną całość, na wieczór pozostawiając ją z przyjemnym dreszczem, który do tej pory towarzyszył jej tylko przy Reinbert De Leeuw Erika Satie. Czuła się, jakby stąpała po chmurach, lekka niczym piórko, w środku zalana miodową mazią. Czy to było zauroczenie? Jeżeli to było ledwie zauroczenie, to Jane tragicznie bała się miłości. Umiłowała sobie te ukradkowe spojrzenia, nerwowe odwracanie głowy ilekroć przyłapał ją na przyglądaniu się jego idealnie zarysowanej żuchwie, czy inteligentnemu spojrzeniu. Odnajdywała się doskonale w roli cichej wielbicielki i było jej dobrze, kiedy czuła jego zainteresowanie. Mogłaby zostać w tamtym stanie zawieszenia, nieśmiałego ocierania się ramion, kiedy stali obok siebie oglądając cudze pojedynki i lekkich uśmiechów, wysyłanych na drugi koniec stołówki, ale nie… Postanowił coś zmienić, zostali parą, a ona poczuła jak traci grunt pod nogami.
    Nawet skrzydła nie umiały uchronić jej przed upadkiem. Z głuchym łoskotem uderzyła o ścianę, w międzyczasie zmieniając się ze śnieżnej sowy w bardzo ludzką postać. Zakasłała głośno i z trudem łapiąc oddech zamknęła się w toalecie, gdzie schowaną miała szatę. Spojrzała na swoje ciało, które od pół roku pokryte było sińcami, obojętnie, kim aktualnie była. Oczywiście, że mogła je zakryć, ale lata maskowania ran nauczyły ją, że te zwyczajnie goją się znacznie dłużej, gdy nie są pozostawione same sobie, dlatego z cichym westchnieniem zakryła brzuch i nogi ciemnym materiałem.
    — Zgadnij, kim jestem — wyszeptała mu do ucha, oczy zasłaniając dłońmi. Odnalezienie go w Hogwarcie zajęło jej zaledwie kilka sekund, które i tak były stanowczo zbyt długie.

    [Może pozostawię te wypociny bez komentarza, bo podobno nie można być zbyt samokrytycznym.
    P.S. W zasadzie to połowę można pominąć, bo to wypociny jakieś bezsensowne]/ Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  28. Nikt nie jest świętym. Może poza Gryfonami, których uczciwość wobec siebie i lojalność była niekiedy strasznie naiwna- przynajmniej w oczach Jane. Ona sama miała sobie bardzo dużo do zarzucenia. Począwszy od narowistego charakteru, na niezdrowej nieufności kończąc, idąc przez cięty język i dumę godną ślizgonki. Czasami zastanawiała się, czy ktoś się nie pomylił, przydzielając ją do Ravenclawu, bo może i uczyła się dobrze, ale gdyby negatywne myśli skierowane w stronę innych ludzi można było sprzedawać, to byłaby milionerką.
    Nachyliła się nad nim i musnęła w wargi swoimi, w geście niemego wyznania radości ze spotkania. Usiadła obok, położyła torbę na ławie i westchnęła cicho, odgarniając z czoła niesforne włosy, które dziwnym trafem, w jego obecności robiły się subtelnie różowe na końcówkach, nad czym zupełnie nie umiała zapanować.
    – Myślałam, że dzisiaj jest chłodniej. W naszym dormitorium zawsze jest strasznie chłodno, bo to podobno pomaga w myśleniu – wytłumaczyła, robiąc przy tym mądrą minę. Może miała dobre oceny, może w przyszłości miała być znakomitym aurorem i bardzo możliwe, że będzie świetna w prowadzeniu ogniska domowego, ale z flirtu i czułych słówek była tępa, niczym but.
    Spojrzała na leżącą przed nim książkę i pusty pergamin, przygryzła wargę i mocno zmarszczyła brwi, myśląc nad czymś przez chwilę.
    – Może pójdziemy się przejść i potem razem usiądziemy do nauki? Bo teraz jakoś Ci chyba nie idzie, co? – spytała cicho, opierając brodę na jego przedramieniu. Zaraz miało się ściemniać, ona zaś miała znowu czuć się jak zwierzę w klatce, kiedy to zakazanym było chodzenie po korytarzach. Z tego całego dnia, pełnego od małych porażek (chociażby dzisiejszego lądowania na ścianie damskiej łazienki), chciała mieć chociaż chwilę przyjemności płynącej z towarzystwa jego osoby.

    [Będzie bicie pasem, co się będę ograniczać do kopania :P A, jakbyś chciała jakiś łatwiejszy rodzaj kontaktu to tu jest moje gg: 15907568 P.S. Za jakąś godzinkę będą powiązania]/Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  29. [Awww, to ze zwierzątkiem jest tak cholernie urocze i w stylu Margo :3 Bierzemy! Zacznę, ale w weekend, okej? :)
    A Scorp.. Scorp chce się pierwszy raz w życiu upić, o. Pomożesz?]

    Margoś i Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  30. [Czaję się na tego pana od kilku dni i ciągle nie mam czasu zaczepić ;___; Szkoda, że nie handluje już lewą ognistą, bo wciąganie się w takie akcje jest tak bardzo w stylu mojej Eklery... Niech coś razem wykombinują, hm? Jeśli chcesz, oczywiście :D W każdym razie ja zapraszam ;)]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  31. [Pierwsza myśl jaka mi wpadła do głowy to taka, że Gregorius mógłby zostać ukarany/zebrać minusowe punkty za coś, co wyszłoby przypadkiem na jaw przez Ilheona albo dotyczyło jakiegoś dokuczania mu, za co potem Gregorius mógłby chcieć się zemścić. Co o tym sądzisz? :D]

    Ilheon

    OdpowiedzUsuń
  32. [Świetny pomysł! Podoba nam się, bierzemy to. Powinnam jutro nam coś zacząć ^^]

    Valery

    OdpowiedzUsuń
  33. [Okej, jeszcze raz bardzo przepraszam, że cię tak niemiło pominęłam, ale tak to jest, jak człowiek jest ślepy! Wydaje mi się, że możemy tak zrobić, z tym że można byłoby to zrobić na zasadzie, że Persephone nie miała pojęcia o tym, że z kimkolwiek została zaręczona. Rodzice zamierzali jej powiedzieć dopiero, jak wróci do domu na wakacje, ale o wszystkim mogłaby się dowiedzieć właśnie od niego. Rodzicom pewnie powiedziałaby, że super, świetnie, bardzo się cieszy, wow, jaka wspaniała rzecz, niedługo będzie czyjąś żoną, ale w środku byłaby aż czerwona ze złości. Myślę, że przy jej determinacji do unieważnienia tych zaręczyn nie musieliby długo czegokolwiek szukać, ale to bez wątpienia ciekawa koncepcja. Pytanie tylko czy będziemy zaczynać od tego, czy jednak jeszcze w chwili, w której Gregorius przekazuje jej te wspaniałe wieści?]

    Persephone Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  34. Był upalny dzień. Anguis zaraz po zajęciach poszedł do dormitorium przebrać się w ubrania bardziej przystosowane do obecnych warunków pogodowych niż szkolny mundurem. Mając na sobie krótkie spodenki, japonki i koszulkę z nadrukiem zgarnął jeszcze notatki do nauki, jakąś książkę do czytania i udał się do kuchni po coś do picia. Zamierzał zaszyć się w bibliotece, a jeśli tam byłoby zbyt duszno to iść na błonie i tam spędzić popołudnie na nauce. Jednak z powodu temperatury potrzebował napitku. Niestety, jego bidon, w którym zawsze trzymał wodę miał nieprzyjemny wypadek i przestał działać. W związku z tym chłopak poszedł do kuchni. Tam dostał szklankę soku z dyni. Podejrzewał, że to wystarczy mu maksymalnie na godzinę i znowu będzie musiał przyjść po kolejną. Zatęsknił za swoim dużym bidonem, ale pęknięty nie nadawał się do użytku. Obiecał sobie, że na ostatni rok kupi sobie trzy. Co najmniej.
    W jednej ręce trzymał szklankę, pod pachą mając notatki i książkę. Wolną ręką otworzył drzwi. Wyszedł na korytarz, zamknął drzwi, chciał się odwrócić, aby iść w swoją stronę i wtedy...wpadł na kogoś. Zawartość szklanki rozlała się na ich ubrania.
    -Gregorius, patrz jak chodzisz - powiedział zirytowany. Na szczęście jego materiały i książka nie ucierpiały w tym wypadku.


    [#KlasykaGatunku]

    OdpowiedzUsuń
  35. [W zasadzie kogoś od złych decyzji też by potrzebował. Sprawę z bratem muszę jeszcze obmyślić jeszcze, bo mi się chronologia przestała zgadzać, ale biorę już Grega pod uwagę! No i w zasadzie, jak wspominałaś jeszcze pod kartą Avalon, ja chętnie zajmę się rozpoczęciem, jak tylko uda nam się coś ustalić. Może mail, co by pod kartami tak nie śmiecić?]

    Lyall

    OdpowiedzUsuń
  36. [Kapral niczego się nie boi, to raczej Sophie jest strachliwa :P Więc zapraszam na burzę mózgów, wymyślmy jakiś wątek, w którym Greg będzie mógł odkryć kilka sekretów (albo i też nie ;)]
    Sophie Livingstone

    OdpowiedzUsuń
  37. [Spoczko, poczekamy z cierpliwoscią :D]
    Sophie Livingstone

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ale żeby taką ładną buźkę zepsuć? xD
    Myślę, że skoro oboje są prefektami i uczęszczają do klubu pojedynków, raczej mają dobre relacje, a przynajmniej neutralne. Współpracują kiedy trzeba, czasem może trochę rywalizują, ale to taka zdrowa rywalizacja by była :)]

    ARCHER

    OdpowiedzUsuń
  39. [Okej, świetnie! ;) W takim razie możemy zaczynać. Myślę, że więcej sensu będzie miało, jeżeli ty to zrobisz, bo z mojej strony byłoby to tylko lanie wody, tak naprawdę.]

    Persephone Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  40. Wszyscy znali Gregoriusa. Mimo, że nie był nawet Prefektem naczelnym nosił się po Hogwarcie jakby był co najmniej Dyrektorem. Albo Ministrem Magii. Albo Królem Wszechświata i najbliższych okolic. Dalszych pewnie tylko po ognistej.
    Relacja Anguisa z Gregoriusem była...nikła. Raczej nie chodzili tymi samymi drogami. Anguis był spokojnym, nieco aspołecznym molem książkowym, który unikał ludzi i kłopotów. Natomiast z tego co słyszał o swoim starszym koledze wynikało, że Gregorius na drugie imię miał właśnie Kłopot . Gregorius Kłopot Cavendish. Nawet nie brzmiało najgorzej.
    -Co ja tu robię? - powtórzył, nieco filozoficznym tonem - To bardzo filozoficzne pytanie, Gregorius. Co robimy, kim jesteśmy, skąd przyszliśmy, dokąd zmierzamy...- spojrzał na niego uważnie - żartuję. Tak naprawdę organizuję konkurs na miss mokrego podkoszulka, ale przypadkowo natknąłem się na mistera - pytanie Gregoriusa było tak głupie, że wolał z niego zakpić niż odpowiadać. Co mógł robić w kuchni ze szklanką soku w ręce? No co? Stepować? Nie. Przyszedł po coś do picia. Doprawdy, czemu ludzie zadają takie durne pytania...

    OdpowiedzUsuń
  41. [Eee, trochę nie rozumiem pytania? Wydawało mi się, że to miał być jego starszy brat czy coś takiego. Nie proponowałam przecież nikogo na jego miejsce. Poza tym to najbardziej logiczne wytłumaczenie na to, że Gregorius wiedział o tym przed nią, tak mi się wydaje c:]

    Persephone Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  42. [Normalnie Ilheon pewnie nie posunąłby się nigdy do szantażu, ale myślę, że uniknięcie wpadki związanej z nocnymi spacerami po Hogwarcie mogłoby go do tego skłonić i zrobiłby to w drodze wyjątku. Zacząć? c:]

    Ilheon

    OdpowiedzUsuń
  43. [ Jasne, myślę, że to będzie dobry punkt zaczepienia na początek. Chcesz może żebym w jakikolwiek sposób przybliżyła ci ową rozmowę (choć raczej nie będzie w niej nic szczególnego) czy powiedziała o czym tam mniej więcej mówili? ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  44. [Psst... Ja tu jeszcze wpadnę niebawem z odpisem, ale teraz pytanko wielkiej wagi: nie chciałabyś dołączyć Grega do zgranej paczki z Arsem, Lyallem i Pris? c:]

    OdpowiedzUsuń
  45. [Wydało się, że stara pupa ze mnie :D]

    Ilheon nie był zwolennikiem łamania szkolnego regulaminu. Nigdy nie podważał w żaden sposób zasad panujących w szkole ani nie narzekał na nie, ale odkąd wrócił do Hogwartu i zmagał się z koszmarami, zaczął wymykać się wieczorami z dormitorium. Czasem zdarzało mu się napotykać duchy albo portrety, które zaalarmowały jego kroki, ale nie napotykał większych kłopotów związanych ze swoimi przechadzkami. Zawsze starał się być dyskretny w tym, co robił, aby nie przynieść szkody swojemu domowi, ale życie lubiło płatać mu figle i rzucać kłody pod nogi. Prędzej czy później jego nie do końca legalne wieczorne wycieczki musiały przysporzyć mu kłopotów. Tej nocy miał wyjątkowego pecha, ponieważ trafił na Irytka, a ten zaczął go gonić, trzymając butelkę atramentu. Ilheon starał się przed nim uciec, przeczuwając, że mógłby mieć poważne problemy ze zmyciem tuszu, gdyby ten wylądował na przykład na jego twarzy lub mundurku, toteż wykorzystał swoją kondycję i postanowił umknąć poltergeistowi, a potem schować się, by następnie bezpiecznie wrócić do swojego łóżka. Plan wydawał się dobry, gdyby nie fakt, że za rogiem wpadł prosto na ślizgońskiego prefekta.

    Ilheon

    OdpowiedzUsuń
  46. [Ja też jestem ze Śląska, więc mój Grześ może se poogodoć. A wątek jak najbardziej. Przesrane za ksywkę? Approved. A do Hogwartu pasuje. Jak się popieści, to się wszędzie zmieści. Kleimy coś, rozumiem? Dużo przemocy, agresji słownej i deseru bezowego?]

    jedyny i prawdziwy Grześ

    OdpowiedzUsuń
  47. Problem ze Ślizgonami był taki, że swój pokój wspólny mieli w tej samej części zamku co Puchoni. I tak jak prefektów Hufflepuffu Kenneth znał idealnie i wiedział, gdzie może się ich spodziewać, tak z prefektami Slytherinu była zupełnie inna bajka. Zawsze musiał mieć się na baczności jeśli postanowił wymknąć się po kryjomu z zamku. A to, że Kenny wychodził w środku nocy do Zakazanego Lasu, nie było żadną nowością. Aby nikt go nie złapał najłatwiej byłoby mu po prostu zmienić swoją płeć czy wiek, jednak na to musiałby poświęcić o wiele więcej czasu i zużyć zbyt dużo energii dlatego przeważnie zmieniał swój kolor włosów na o wiele ciemniejszy, bądź próbował przybrać formę jakiegoś zwierzęcia. Nie zawsze jednak miał na to ochotę. Tak było właśnie dziś. Początkowo nie planował wyprawy do Zakazanego Lasu, jednak po porannym wyjcu od matki zmienił zdanie. Przez cały dzień jego humor był parszywy i inni mogli go odbierać jako jeszcze bardziej nieznośnego, niż był w rzeczywistości. On sam nie potrafił pojąć dlaczego wszyscy dookoła muszą być tacy nudni. Nie sądził, że po wrzuceniu liści Czyrakobulwy do eliksiru Annaise wybuch będzie aż tak duży. To miał być tylko głupi żart, tymczasem skończyło się na cholernym szorowaniu kociołków i żenującym wyjcu, który aż do wieczora dudnił mu w uszach. Nie wspominając już o całej reszcie uczniów, którzy się na nim mścili bo ich szaty zostały ubrudzone czymś obrzydliwym i kleistym.
    Więc z racji tego, że jego dzisiejsze wyjście było zdecydowanie nie planowane i trochę pod wpływem emocji, nie zachował takich środków ostrożności co zawsze i chyba przyszedł najwyższy czas aby za to zapłacił.
    Po wyjściu z Zamku i dostaniu się na błonia był niemal przekonany, że zagrożenie ze strony czyhających prefektów odeszło w siną dal. Nie sądził, że ktokolwiek go zobaczył, bo gdyby tak było, zapewne już dawno by zainterweniował; tymczasem podróż do samego Zakazanego Lasu była wyjątkowo bezproblemowa. Nie był do końca natomiast pewien jak długo szedł, aż w końcu poczuł, że nie jest sam.
    Zatrzymał się, czując na karku gęsią skórkę – to nie tak, że się bał – po prostu już wiedział, że nie jest to obecność magicznych zwierząt. Tę rozpoznawał bardzo dobrze bo obcowanie z nimi było dla niego chlebem powszednim. I nawet jeśli w pobliżu czaiły się centaury, które z natury nie lubiły towarzystwa, nie czuł takiego niepokoju jak teraz – w przypadku wyczucia drugiego człowieka.
    - Przestań mnie śledzić – powiedział w końcu, a chwilę po tym poczuł jak ktoś łapie go za szatę w mało delikatny sposób. Odwrócił głowę w stronę oprawcy i zmrużył oczy. W lesie panował całkowity półmrok, a mimo to intuicja podpowiadała mu, że ma do czynienia ze Ślizgonem. I do w dodatku prefektem. Dobrze, że nie naczelnym.

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  48. Anguis uniósł do góry jedną brew. Jako dzieciak bardzo długo ćwiczył ten konkretny ruch, co nie było łatwe. Ale hej, potem stał się animagiem, czyli po prostu naprawdę miał silną wolę jeśli chodzi o pracę nad sobą.
    -Sam sobie pij wodę z kranu, Grzegorius - odparł spokojnie - myślę, że uważasz ją za równie obrzydliwą co ja - dodał. Poza tym, Anguis uwielbiał sok z dyni i było mu smutno, że ten doskonały napitek, o idealnej słodkości, właśnie wsiąkał w koszulę Gregoriusa zamiast nawilżać gardło młodszego Ślizgona. Powinno się z tego powodu ogłosić co najmniej trzydniową żałobę narodową. I postawić pomnik upamiętniający ofiary.
    Wywrócił oczami.
    -Haha...to się uśmiałem. Serio, żart o piciu mleka? Sądziłem, ze masz bardziej wysublimowane poczucie humoru - powiedział. Inną kwestią był fakt, że nie miał pojęcia jak prefekt dowiedział się o jego zdolnościach. Nie obnosił się z nimi. Korzystał z nich kiedy chciał, chociaż musiał przyznać, że lubił zimą spać jako kot. Było mu wtedy cieplej. No bo miał futro, to chyba logiczne, prawda? Tyle, że zawsze zasypiał jako ostatni i budził się jako pierwszy. Niewielu widziało go w kociej postaci.

    OdpowiedzUsuń
  49. [Zawsze mogę uprzykrzać komuś życie. Masz jakiś konkretny pomysł na to? Czy po prostu wkurzamy siebie wzajemnie?]

    Michael

    OdpowiedzUsuń
  50. Noc - to ta pora doby, kiedy zwykli śmiertelnicy oddają się w objęcia Morfeusza, gwiazdy na niebie lśnią niczym drogie kamienie, a księżyc patrzy swoim wielkim, błyszczącym okiem na migające lampami ulice miast. Można by rzec - błogi spokój. Chyba że jesteś Gregorym, któremu najlepsze pomysły przychodzą do głowy właśnie wtedy. I który musi zrealizować je od razu, teraz, już, natychmiast, bo za chwilę będzie za późno. Taaak.
    Grzegorz Szczędzicki, przez najbliższe grono znajomych zwany Gregiem, zdecydowanie nie należał do osób, które chodzą spać z kurami. Był raczej nocnym markiem, który największą aktywność wykazywał, gdy zegar wskazywał dwudziestą drugą, a grzeczne dzieci już od dawna leżały w łóżkach. Wtedy najlepiej mu się myślało, najlepiej uczyło, wszystko robiło no lepiej, gdy słońce swoim blaskiem oświetlało Pokój Wspólny Puchonów. Kiedyś myślał, że to wina kawy, którą popijał hektolitrami i o każdej porze dnia. Teraz był prawie pewny, że rozregulował sobie wewnętrzny, biologiczny zegar tak, że nawet szwajcarski zegarmistrz nie byłby w stanie go nakręcić.
    Bywa i tak.
    W każdym razie, gdy tej nocy przewracał się po raz kolejny z boku na bok w swoim łóżku, otoczony cichymi pochrapywaniami kolegów z roku stwierdził, że dłużej tego nie wytrzyma. Wstał, włożył stopy w kapcie i ruszył przed siebie, powłócząc nimi po posadzce. Nim się spostrzegł, nogi zaniosły go na czwarte piętro, tuż przed znienawidzoną pracownię numerologii. Wzdrygnął się na myśl tych wszystkich cyferek, które przez ostatnie półtorej roku musiał kolumnami wypisywać na rolce pergaminu tylko po to, żeby dowiedzieć się, jaka jutro będzie pogoda. Otrząsnął się szybko z zadumy, która towarzyszyła mu od momentu wyjścia z Pokoju Wspólnego. Włożył ręce w kieszenie żółtych, pasiastych spodni od piżamy i pogwizdując cicho, ruszył przed siebie.
    Po chwili jego uwagę przykuła srebrna zbroja, stojąca tuż pod portretem sędziwej czarownicy warzącej jakiś eliksir. Kobieta na obrazie chyba przysnęła, bo z kociołka unosiły się kłęby zielonkawej pary, a do uszu chłopaka dobiegało ciche chrapanie. Puchon przestał gwizdać i zlustrował zbroję wzrokiem. Niemożliwe, że odkąd przybył do Hogwartu jeszcze nie wpadł na tak świetny pomysł. Przecież to było mistrzostwo świata. Powoli i ostrożnie, żeby nie obudzić śpiącej czarownicy, zbliżył się do stojącego na cokole pancerze. Jedną ręką złapał naramiennik, drugą natomiast delikatnie pociągnął za palce rękawicy.
    Powoli i ostrożnie, za chwilę będzie po wszystkim - mamrotał do siebie. - Jeszcze kawałeczek, kawałek, chodź do tatusia, już prawie cię mam… Ja pier...
    ŁUP, BUM, TRACH! Resztę jego słów zagłuszył brzęk stali. Hałas jaki rozległ się na korytarzu z pewnością obudziłby zmarłych, a na pewno obudził całą część zamku, w której się znajdował.
    Mam przewalone.

    Grzesiek

    OdpowiedzUsuń
  51. [Try me, Greg, I double dare you *.*]

    Teddy T.

    OdpowiedzUsuń
  52. [Dziekuję pięknie za powitanie :)
    W życiu Alfreda wszelkie używki zajmują wysokie miejsce, chcąc nie chcąc, bo jak to mowią niedaleko pada jabłko od jabłoni, w związku z czym przyjaciel z chodami potrafiący skombinować ognistą to by było coś :)
    Jak widzę z karty Gregoriusa on też ma na karku jakieś ścigające go demony, więc te dwa przystojniaczki mogą razem przed nimi uciekać w procenty i wznosic toasty za roztrzaskane marzenia ;)]

    Alfie Larose

    OdpowiedzUsuń
  53. Każdy, kto choć odrobinę znał Valery’ego wiedział, że ma lekkiego świra na punkcie horoskopów i wróżb. Zresztą sam się z tym nie krył i nie widział powodów, czemu miałby tak robić. Jedynie garstka osób rozumiała jego zamiłowanie, większość uparcie nie chciała wierzyć i uważała to za bełkot. Sceptycyzm wobec wróżbiarstwa w świecie, gdzie ludzie machają różdżkami i zmieniają zapałki w igły? Cóż, Valery miał na ten temat swoje zdanie i zamierzał go bronił… na tyle na ile jego wątła asertywność mu pozwalała. Zdarzało mu się nawet, ku przestrodze, ostrzegać niektórych kolegów z Pokoju Wspólnego przed niebezpieczeństwem. Najczęściej pół-żartem. Widok ich przerażonych twarzy i późniejsze próby zgrywania twardzieli, których nie ruszają takie głupoty – bezcenne.
    Dzisiaj celem jego ulubionej zabawy był prefekt. Niby taki stąpający twardo po ziemi, ale Val już ten typ przerabiał nie raz, więc raczej nie spodziewał się niczego zaskakującego. Początkowo niby spokojnie siedział przy stole Ślizgonu, przeglądając jedną z ksiąg i ze znudzeniem przewracając kartki. Dopiero po chwili, niby to od niechcenia, podniósł wzrok znad lektury i rozejrzał się. Odetchnął głęboko, widząc Gregoriusa, który z pewnością nie spodziewał się złej wróżby z ust lokalnego dziwaka. Wtedy nie wyczuwał nawet cienia niepokojącej aury, jaka roztaczała się nad chłopakiem. Valery miewał przebłyski daru jasnowidzenia, ale były to zazwyczaj tak subtelne sygnały, że sam często to pomijał.
    Wrzucił księgę do torby, którą narzucił na ramię. Nie był dziś głodny, zresztą lepiej mu się pracowało o pustym żołądku i idea śniadania jako najważniejszego posiłku dnia nigdy do niego nie trafiała. Odgarnął przydługą grzywkę do tyłu i przemykając dość szybko, zaszedł Grega od tyłu, kładąc dłonie na jego ramionach. Nachylając się nad jego uchem, na jego ustach pojawił się dość szybko lekki uśmieszek.
    — Na twoim miejscu uważałbym dzisiaj — mruknął i zaraz się oddalił, jedynie na chwilę odwracając się w stronę starszego Ślizgona.

    Valery

    OdpowiedzUsuń
  54. [Te kwiatki tak bardzo męskie, że musiały znaleźć się u Leosia w karcie haha Jeśli ci to pasuje, możesz pomyśleć nad wątkiem, a ja nam potem zacznę :)]
    Leoś w kwiatkach

    OdpowiedzUsuń
  55. [To ja w takim razie będę czekać cierpliwie :)]

    OdpowiedzUsuń
  56. Wywrócił oczami. To, unoszenie jeden brwi i wzruszanie ramionami było jego najczęściej wykonywanymi gestami. Zdecydowanie ich nadużywał, ale w zasadzie miał to gdzieś.
    - Może po prostu nie jesteś aż tak bystry, na jakiego chcesz pozować - odparł. Anguis zawsze był szczery. Nie lubił udawania. A zauważył, że Ślizgoni zazwyczaj mają dwa oblicza. To "Ślizgońskie" i normalne. Pierwsze zazwyczaj przewidywało bycie dupkiem, który dokuczał innym ze względu na statut krwi albo bogactwo czy inne rzeczy składające się na ogólny prestiż starych czarodziejskich rodów. Drugie to zazwyczaj skrzywdzone dzieci, ofiary zimnego wychowania w domu bez miłości i wpajania im chorych ambicji od najmłodszych lat. Cieszył się wtedy w sumie z tego jak potoczyła się historia jego rodziny. Zapewne gdyby ojciec poślubił inną czarownicę czystej krwi to Anguis też miałby takie dzieciństwie. Jednak z powodu wyborów ojca trafił do mugolskiej rodziny, gdzie dom był pełen ciepła i zawsze pachniał ciasteczkami. Gdzie święta były radosne, zimowe popołudnia spędzało sie na lodowisku (przez to, że jego kuzynki trenowały tę dyscyplinę on jako chłopiec też chodził na treningi, ale musiał z tego zrezygnować jak poszedł do Hogwartu). Nikt nikogo nie krzywdził, nie wyzywał, nie wytykał błędów. Dzięki temu dzisiaj chłopak był taki, a nie inny i był cholernie wdzięczny za to ciotce.
    Gregorius zaskoczył go tym, że zabrał go do swojego dormitorium. Słysząc pytanie uniósł do góry jedną brew.
    -Skąd pomysł, że w ogóle nim jestem? - spytał.

    OdpowiedzUsuń
  57. Wzruszył ramionami.
    -A skąd mam wiedzieć, Gregorius? Wiesz, ile uczniów ma koty w tym zamku? Słowo daje, chyba zaraz po sowach to najpopularniejsze zwierzę. Pytanie brzmi czemu ty włóczysz się po salonie w nocy, kiedy powinieneś spać, co? I proszę cię, nie zasłaniaj się regulaminem i przywilejami prefektów, bo w to nie uwierzę.
    Czuł, że stąpa po bardzo, bardzo cienkim lodzie. Gregorius go nie znosił, zresztą z wzajemnością. Jeśli dowie się prawdy wygada ją wszystkim, a Anguis chciał mieć święty spokój. Tylko tyle i aż tyle, co zrobić? Nie lubił towarzystwa, peszył się, kiedy był w centrum uwagi. I bał się myszy, co sporo osób wiedziało od dnia, kiedy jeden z pierwszaków przyniósł właśnie mysz do Wielkiej Sali.
    Wywrócił oczami.
    -Uroiłeś coś sobie - powiedział spokojnie.- ale na szczęście ja nie muszę tego słuchać. Cześć. - odwrócił się i ruszył do wyjścia.

    OdpowiedzUsuń

  58. Cóż, tego się nie spodziewał. Przystanął i zamrugał nieco skonfundowany.
    - Powaliło cię? Wypuść mnie - powiedział spokojnym głosem - nic mi nie zrobisz, Gregorius. Nie użyjesz imperiusa albo cruciatusa. Za to idzie się do Azkabanu - dodał - więc z łaski swojej...zejdź mi z drogi - próbował go ominąć, ale się nie dało. Wyciągnął różdżkę.
    - Sam tego chciałeś - warknął podirytowany. Zamierzał rzucić na niego prostą drętwotę i po prostu wyjść. Miał jeszcze kilka rzeczy do zrobienia i nie miał czasu na jego głupie, niepotrzebne i nic niewznoszące gierki. To czy był animagiem, czy też nie, było tylko i wyłącznie jego sprawę. Nikt nie miał prawa przymuszać go do ujawniania się, a już na pewno nie Gregorius Dupek Cavendish. To była bardzo osobista sprawa, prawie tak samo intymna jak orientacja seksualna. Gregorius nie powinien się tym w ogóle interesować.

    OdpowiedzUsuń
  59. Patrzył na niego wrogo.
    -Oddaj mi różdżkę, Cavendish - powiedział wściekły. Gregorius naprawdę go wkurzał, w dodatku zdecydowanie przekraczał swoje uprawnienia. Nie podobało mu się to, że Gregorius w niego celował jego własną różdżką. Starał się podejść do tego racjonalnie - prawdziwej krzywdy nie może mu zrobić, nie jest na tyle głupi, aby użyć zaklęć niewybaczalnych i wpakować się dla Azkabanu dla takiej pierdoły. Poza tym to była różdżka Anguisa, może się sprzeciwić woli innego czarodzieja. Mimo to sytuacja nie była komfortowa. Musiał usiąść na tym łóżku.
    Pokręcił głową.
    - Nie mam - odparł. Niestety, kłamał. To było całkiem interesujące, bo kiedy był kotem nie reagował na dotyk w tych samych miejscach w ten sposób. Niestety, jako człowiek miał maskotki. A całe clue tej sytuacji polegało na tym, aby nie zmienić się w kota, nie dać Gregoriusowi tej satysfakcji.

    OdpowiedzUsuń
  60. [Cześć, dzięki wielkie za sympatyczne powitanie! Gregoriusa kojarzę z poprzedniej odsłony – naprawdę fajna kreacja, chyba nie miałam Ci tego okazji jeszcze napisać. Także pozwolę sobie z Carrowem tu zajrzeć, jeśli tylko wpadnie nam do głowy coś sensownego. Tymczasem baw się dobrze!]

    Cassius Carrow

    OdpowiedzUsuń
  61. [Ojej, aż mi ciepło na serduszku, że Buck tak się podoba. Gregorius wydaje się zimny i niedostępny, a jak przyskrzyni gdzieś po ciszy nocnej Bucka to ten pewnie wziąłby go na litość i zaczął płakać, czy coś. Albo udawałby omdlenia i weź go łap w ramiona. W gruncie rzeczy mógłby też mu wmawiać, że lunatykuje. XD Dobra, oddajemy się posłusznie w wasze łapki.]

    Dybuck Sheeridan

    OdpowiedzUsuń
  62. [Jeżeli Gregorius ma mieć chociaż odrobinę zabawy czy radości z tego powodu to śmiało. Stwórzmy coś. Niech ktoś ma chociaż odrobinę rozrywki w tym wszystkim.]

    Benji

    OdpowiedzUsuń
  63. [Hm, tak sobie myślę, że może Gregorius zaraziłby Clarę swoim zainteresowaniem z tworzeniem zaklęć? Z czasem może też dojść wspólne trenowanie niewerbalnych ;p]

    Draganova

    OdpowiedzUsuń
  64. [No w sumie możne i tak próbować, powinno wyjśc równie interesująco ]

    OdpowiedzUsuń
  65. [Jasne, lecz ostrzegam, że najprawdopodobniej nie zdążę dziś ani jutro. Postaram się jednak ogarnąć zaczęcie we wtorek, a najpóźniej w środę]

    OdpowiedzUsuń
  66. [ Jak na Ślizgonkę przystało, prawda? ;) Zresztą, Gregorius wydaje się wcale nie być gorszy... Jako prefekt zapewne miałby z nią czasami do czynienia, ponieważ Rinn należy właśnie do tych uczniów, którzy lubią wędrować nosami po korytarzach. Co do zaklęć, z tym stara się raczej nie wychylać, więc spokojnie - nie trzeba jej likwidować. Ze względu na swoja wiedzę w tym zakresie nie dołączyła nawet do oficjalnego klubu pojedynków, chociaż jest w nich świetna. ;P Mam nadzieję, że da nam się kiedyś coś razem zagrać, bo szkoda by było przegapić okazję do zetknięcia ich ze sobą. Dziękuję serdecznie za powitanie! ]


    Rinn

    OdpowiedzUsuń
  67. [ Wybacz poślizg, już tłumaczę co i jak z tą rozmową. Myślę, że mogłaby mieć miejsce jakoś pod wieczór, po zajęciach ale przed godziną policyjną, na błoniach, przy jeziorku, czy nawet jakimś mało zaludnionym korytarzu. Freddie gadałby ze swoim najlepszym kumplem, który namawiały go, żeby zdradził rodzicom orientację. Trochę by o tym podyskutowali, Wayland nastawialby się raczej na ten pomysł negatywnie. No i pewnie cała ta ich na w pół szeptana wymiana zdań zakończyłaby się jakimś "jeszcze zobaczę" i szybką zmianą tematu. I w sumie potem Lincoln mógłby iść na randkę w ciemno czy inna głupotę i wtedy wkroczyły Greg?]

    OdpowiedzUsuń
  68. [ Nie ma żadnego problemu, tak właśnie podejrzewałam, dlatego napisałam kiedyś. Mamy więc sporo czasu na myślenie, zawsze to jakiś plus! :D Także zapraszam w wolnej chwili. ]

    Rinn

    OdpowiedzUsuń
  69. [Jeżeli Gregorius wcześniej był całkiem znośny i nie był z góry negatywnie nastawiony do Gryfonów to myślę, że śmiało na Który ma roku mogli się kolegować, a i pewnie sam Benji mógł coś wspomnieć o śmierci ojca. On tego nie ukrywa po prostu wciąż jest mu ciężko, przez to krótko po utracie ojca stracił matkę na rzecz nowej rodzinki.]

    Benji

    OdpowiedzUsuń
  70. [Już plotki o mnie chodzą? Popularność... ;D.
    A tak serio, to przyjmuję wyzwanie, jasne, coś mi mówi, że Jordan i Gregorius działaliby sobie na nerwy.]

    Jordan

    OdpowiedzUsuń
  71. Minął rok, a ona nadal nie potrafiła się odnaleźć. Hogwart tak bardzo różnił się od akademii, że nawet po takim czasie miała problem z zapamiętaniem wszystkich reguł, nakazów i zakazów. Miała wrażenie, że Beauxbatons było.. luźniej, a tu co chwilę zgarniała szlabany i to za byle głupotę. Gdyby ktoś zrobił klasyfikację, dałaby sobie rękę uciąć, że byłaby gdzieś w górze stawki. A wszystko to przez to, że nie mogła się przyzwyczaić.
    Nie rusz, nie wychodź, nie wchodź, nie oddalaj się, już za późno, zostań, nie oddychaj, nie odzywaj się i cała masa innych zasad, które niezwykle komplikowały jej życie, była notorycznie łamana. Margo była wolnym duchem, akademia zachęcała do szukania siebie, do rozwijania talentów i nie ograniczała swoich uczniów zakazanymi korytarzami, do których prowadziły schody, które bez twojej wiedzy zmieniały położenie. Miała wrażenie, że cały zamek stworzony został po to, by utrudniać uczniom życie.
    I jeszcze ta masa otwartej przestrzeni. W Beauxbatons mieli ogrody, fontanny, miejsca, w których można było się ukryć, miejsca do których nikt nie zaglądał, a tu? Błonia, które rozciągały się dokąd wzrok sięgał i las, który jak sama nazwa wskazuje, był zakazany. Nie często zapuszczała się aż tam, uznając że dobrowolnie nie narazi się na szlaban, ale czasem zwyczajnie potrzebowała oddechu od przerażającego gmachu i uczniów, dla których już chyba zawsze będzie nowa. To właśnie wtedy, znajdując się na skraju lasu, usłyszała cichy pisk.
    Rozejrzała się wokół, ale niczego nie dostrzegła. Dźwięk był cichy, ale czuła, że to było coś, co znajduje się blisko. Przypomniała sobie lekcję opieki nad magicznym stworzeniami i szybko wyeliminowała większość mieszkańców. Pozostał tylko nieśmiałek, więc wysiliła wzrok i po chwili zlokalizowała go leżącego w trawie.
    -Biedactwo, co się stało? Ktoś ci to zrobił? –zapytała, przyglądając się jego wygiętej pod nienaturalnym kątem nóżce. Pożałowała, że jednak nie wybrała koła ONMS, może wtedy wiedziałaby jak mu pomóc. Spoglądając w stronę zamku dostrzegła zachodzące słońce i zrozumiała, że jeśli szybko nie wróci do dormitorium, z całą pewnością natknie się na jakiegoś prefekta. –Trzymaj się, zaraz ci pomogę. –rzuciła wkładając do delikatnie do kieszeni swojej szaty i szybkim krokiem pognała w stronę dziedzińca. Była pewna, że znajdzie coś w książce i zdoła jakoś pomóc cierpiącemu stworzeniu.
    Zamykając drzwi Hogwartu przywitała ją cisza i zrozumiała, że się spóźniła. Wszyscy byli już w pokojach wspólnych, a ona musiała się postarać, by pokonać drogę do lochów możliwie najszybciej i najciszej. Nie ułatwiało tego ciche popiskiwanie nieśmiałka, ale była wystarczająco zdeterminowana do momentu, kiedy usłyszała przed sobą kroki. Odwróciła się, ale znalazła się w pułapce. Korytarz był długi i nie zdołałaby wybrać innej drogi, dlatego schowała się za filarem z nadzieją, że to maleństwo zajmujące kieszeń szaty jej nie zdradzi.

    Margoś

    OdpowiedzUsuń
  72. [Nie mogę sobie darować, strasznie mnie bawi te dodatkowe "a" w nicku i mimowolnie czytam "Gawędziarz" XD
    Cześć znów ;p ]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  73. [Dzięki za uwagę, poprawiłam... Chyba. Przez większość czasu i tak nie wiedziałam, co robię :P Tak się zachwycałam tymi wszystkimi pięknymi kartami i też chciałam spróbować... no cóż, może kiedyś się nauczę :P Greg może też kiedyś nauczy się podglądać kolegów, a jak coś to Justyś chętnie go nauczy :P]

    Justin

    OdpowiedzUsuń
  74. [Co z naszym powiązaniem?]/ Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  75. [właśnie ja bardzo chętnie! I szukam jakiegoś punktu zaczepienia... Czy jest może zapotrzebowanie na jakąś relację? Bo ja póki co tylko wykombinowałam, że mogą być kuzynami (mamy mogą być siostrami czy coś w tym rodzaju) i jakoś by za sobą nigdy specjalnie nie przepadali, bo Grześ taki doskonały, zdolny, prefekt i w ogóle och i ach, rodzina się zachwyca, z kolei Greg mógłby zazdrościć Justysiowi, że ten to miał takie łatwe dzieciństwo, wszyscy go kochali, przytulali i zbierali jego laurki pełne gryzdołów i błędów ortograficznych. No i teraz właśnie jest trochę niezręcznie, bo głupio tak nie lubić Justysia i mu dokuczać, skoro mu ta siostra zmarła, cała rodzina sobie z tym nie radzi, a do tego Justyś jeszcze podgląda chłopców w szatni i nawet jeśli nikt o tym nie wie, to się chłopak boi, że jest nienormalny. No i Greg mógłby poczuwać się do obowiązku żeby mu jakoś pomóc się zebrać do kupy, bo ostatecznie to jest rodzina, a więzy krwi są bardzo ważne... Tak tylko rzucam pomysłami, ale inny pomysł też chętnie przyjmę :D]
    Justin

    OdpowiedzUsuń
  76. - Przestań krzyczeń – syknął, próbując jakoś się wyswobodzić.
    Niestety jego ostrzeżenie na nic się nie zdało bo było już po prostu za późno. Również usłyszał jakiś dźwięk, sygnalizujący, że nie są sami. Wykorzystując to, że Ślizgon nagle go puścił, zrobił za wczas parę kroków do tyłu coby znów ponownie nie wpaść w jego łapska.
    Różdżkę wyciągnął bardziej po to aby w razie czego spowolnić i zgubić prefekta, aniżeli walczyć z jakimś magicznym stworzeniem, czającym się w zaroślach. Nie sądził, że nawiedzi ich coś czego zdecydowanie się nie spodziewał. Coś tak przerażającego i jednocześnie intrygującego, że nie będzie mógł oderwać wzroku. Więc kiedy jego oczom ukazał się cień rozwścieczonego Peryta, nie poczuł wpierw strachu, a zafascynowanie. Nie mógł uwierzyć, że to co mógł jedynie ujrzeć w książkach, teraz jest w stanie dostrzec na żywo. Nie mógł również uwierzyć, że to właśnie w takim momencie musiał pojawić się Ślizgon. Powinien zostawić go na pastwę losu; prefekt z pewnością nie znał ścieżek Zakazanego Lasu, więc łatwo by go zgubił. Był niemal pewien, że gdyby weszli jeszcze głębiej, Gregorius nie znalazłby drogi powrotnej, dopóki na niebie nie pojawiłyby się pierwsze oznaki poranka. Powinien wykorzystać sytuację i po cichu się wycofać. Powinien. Ale nie potrafił. Jego puchońska natura, choć ciężko było mu się do tego przyznać, nakazywała mu zostać i trzymać się razem.
    Sęk w tym, że w porównaniu do Ślizgona, Kenneth czuł większe podekscytowanie niż przerażenie i ani myślał o tym aby się wycofać.
    Jeszcze. Nie. Teraz.
    Chciał podejść bliżej, zobaczyć go, dotknąć. Jego ciekawość była o wiele silniejsza niż rozum i nikt nie powiedział, że tym razem mu się upiecze. Wręcz przeciwnie. Kiedy wykonał ostrożny ruch w stronę Peryta, stworzenie spłoszyło się jeszcze bardziej lecz zamiast uciec, nastawiło się przeciwko nim zdecydowanie gorzej. Wspięło się na dwie tylne nogi i wydało z siebie nieprzyjemny krzyk, a chwilę później przeskoczyło na drugą stronę, bliżej nich i zamachnęło się swoim ogromnym skrzydłem celując prosto w dwie, chłopięce sylwetki.
    Odrzut był silny i zdecydowanie zbyt nagły aby którykolwiek z nich mógł jakoś zareagować.
    Kenneth z łoskotem upadł na ziemię z parę metrów dalej, uderzając plecami o jakiś wystający konar. W uszach zaczęło mu dzwonić, a w płucach nagle zabrakło oddechu. Adrenalina w jego żyłach była jednak zbyt duża aby poczuł jakikolwiek ból, choć jego szata oraz koszula zostały rozdarte. Teraz jednak to, co liczyło się najbardziej to znalezienie Ślizgona. Nie mógł mu pozwolić aby bezmyślnie zatakował stworzenie.
    Ujrzał go z dwa metry od siebie, za dużym drzewem, więc dźwignął się i z nisko pochyloną głową przeszedł w jego stronę.
    - Widzisz? Gdybyś się tak nie darł to by nas nie znalazł – mruknął z pretensją w głosie. - To Peryt, nie możemy zrobić mu krzywdy. Jest ich bardzo mało – dodał szeptem, zupełnie tak jakby właśnie przed chwilą w ogóle nie zostali zaatakowani.


    kenneth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KRZYCZEĆ*
      Nie daruję sobie tego błędu. Jestem taka ślepa.

      Usuń
  77. [ Jak pisałam, Simon nic sobie nie robi z nienawiści jaką wówczas wywołuje do siebie w Ślizgonach. Ba! Uwielbia zachodzić im za skórę, więc gdyby wiedział, że to wyjątkowo przeszkadza Gregowi, to na pewno postarałby się częściej monitorować stan jego krawata.
    Ciężko mi jest ich na ten moment powiązać, biorąc pod uwagę fakt, że Twoja karta jest w budowie, ale na pewno jeszcze tu wrócę]

    Simon

    OdpowiedzUsuń
  78. [awww <3 To ja w takim razie zacznę, co by już nie tracić czasu :D]
    Znowu się o coś przewrócił. Miał tylko nadzieję, że nie o własne nogi, to byłoby nieco upokarzające. Chociaż czy w ogóle można mówić o godności, będąc tak pijanym, że każdy krok jest walką o utrzymanie równowagi, a przejście stosunkowo niewielkiego dystans pomiędzy pustą salą na szóstym piętrze a Wieżą Gryffindoru porównywalne jest do wspinaczki na Mount Everest? Przytrzymał się poręczy schodów prowadzących na siódme piętro i nabrał powietrza w płuca przygotowując się na ich pokonanie.
    - Dam radę... Ja nie dam rady? - Mruknął do siebie i zaczął swoją nieudolną wspinaczkę. Udało mu się pokonać kilka stopni i... No cóż. Jednak nie dał rady i widowiskowo sturlał się ze schodów w dół, z powrotem na zimny korytarz na szóstym piętrze. Jęknął z bólu i bezradności. Oczywiście, nie powinien się doprowadzać do takiego stanu. Nie powinien się wymykać z kumplami na Ognistą z Puchonami. I nie powinien ich zostawić, żeby potem w samotności dopijać w pustej klasie zwiniętą z imprezy butelkę wina,byle tylko zagłuszyć ten przeszywający ból i emocje, którymi nie miał ochoty się z nikim dzielić. I byle tylko zapomnieć, że ten Puchon z siódmej klasy miał naprawdę ładny uśmiech i jeszcze siedział tak niewygodnie blisko.
    Czyjeś ręce podniosły go do pionu i oparły o ścianę. Jego oczy miały problem ze złapaniem ostrości więc musiał poczekać chwilkę, aż obraz przestanie mu się rozmazywać. Kiedy to nastąpiło, od razu pożałował, że jednak widzi.
    - O kurwa... - wymamrotał rozpoznając swojego "wybawcę". Oczywiście, z wszystkich osób musiał trafić na cholernego Gregoriusa Cavendisha, Mr Perfect - Prefekta, jak go czasem nazywał. Swojego wiecznie we wszystkim lepszego kuzyna, nad którym rozpływała się babcia i cała jego rodzina.
    - Czyli że co...? Pewnie jestem u pani... - wybełkotał i przetarł sobie dłonią podkrążone oczy. Nie wyglądał za dobrze, a stan upojenia tylko jeszcze wszystko potęgował. - Oszywiście... Wielkie dziękkki.... Zza pomooc. Idź sobie być. perefee... prefefe... pererefikcyjnym pereprere... kuurwaa... pereprefefektem gdzieś indziej. Ja sobie świetnie dam radę!
    Chcąc dać dowód swoim słowom odwrócił się i zaczął się nieudolnie wspinać po schodach w górę, ale po chwili znów się wywrócił i wylądował na czworakach.
    - KURWA! - Zaklął już trzeci raz od czasu spotkania swego kuzyna i nagle coś w nim pękło. Nie wiedział jak i dlaczego, ale poczuł, jak po policzkach ciekną mu łzy. Nawet jeśli miał jeszcze jakąś godność kilka minut temu, to teraz właśnie stracił ją do reszty, leżąc bezradnie na schodach i rycząc jak dzieciak przed swoim kuzynem dając mu kolejny powód, by mógł mieć nad nim przewagę, kolejną rzecz, którą mógłby mu wytknąć. Nic nie mógł z tym zrobić, szlochał i nie mógł przestać, co jakiś czas tylko rzucał jakieś przekleństwa.
    - Dlaczego, Greg? Dlaczego?! - wyrwało mu się w końcu.
    Czuł się taki wściekły, bezradny i upokorzony, że nawet promile alkoholu we krwi nie były w stanie tego uśmierzyć.
    Justin

    OdpowiedzUsuń
  79. [Co tym razem? Przykładny Pan Prefekt przyłapie Fredziaczka wracającego z imprezy i postanowi mu pomóc doprowadzić się do stanu trzeźwości, kradnąc mu alkohol? <3 Mam dziś zrobione pranie mózgu po pracy, ale jak masz jakiś pomysł na wątek, to zacznij. Lubię spontaniczne akcje.

    No dawaj, Paskudo! <3

    Fredziak

    OdpowiedzUsuń
  80. [Listonosz Pat miał być nawet zalinkowany, ale jednak jeszcze nie jest ze mną tak źle. Thanc a lot i proszę uzupełnić kartę, bo chcę poczytać???]

    Listonosz Pat

    OdpowiedzUsuń
  81. [Mnie tu przedtem nie było. I w ogóle jestem nowa. Ale szybko się uczę. :3 Fakt faktem, Tyler nie jest do końca taka, na jaką wygląda... Ale to się dopiero rozwinie. Dziękuję za powitanie!]

    Tyler Hess

    OdpowiedzUsuń
  82. Grzegorz naprawdę nie chciał nabroić. Ale nie chciał nie zawsze równało się temu, że nie nabroił. To, że działał jak jakiś cholerny magnes przyciągający kłopoty i pecha (choć on sam w pecha nie wierzył), to był czysty zbieg okoliczności. Albo geny, sam nie do końca to pojmował. Dlatego fakt, że zbroja, którą planował rozczłonkować, założyć na siebie i pokazać się duchowi Grubego Mnicha zamiast pozwolić rozebrać się na części pierwsze postanowiła przewrócić się na niego (ach, ta złośliwość rzeczy martwych!) jakoś go nie zdziwił. Bardziej zdziwił go fakt, że ktokolwiek oprócz niego przemierzał o tej porze szkolne korytarze.
    Greg! - usłyszał niebezpiecznie znajomy głos. Gregorius Cavendish, zmora każdego nocnego marka musiał mieć patrol akurat dzisiaj, akurat na tym korytarzu.
    Puchon nie mógł dać się złapać. Jeszcze musiałby polerować odznaki w Sali Pamięci (a zapach środków czystości przyprawiał go zawsze o mdłości). Zanim Ślizgon zdążył wyciągnąć zza pazuchy różdżkę, chłopak pozbierał się, robiąc przy tym jeszcze większy hałas i pognał na łeb, na szyję w kierunku schodów. Jednak zanim zdążył do nich dobiec, poczuł jak podłoga pod jego nogami robi się coraz bardziej śliska i wywinął pięknego orła, mogącego niemal dorównać temu w godle jego ojczyzny.
    Cholera jasna - wymamrotał po polsku pod nosem.
    Wstał i zachwiał się po raz kolejny. Nie próbował już biec, chciał tylko odzyskać równowagę. Złapał się poręczy, czekając na konfrontację z prefektem.
    Dobra, Cavendish, masz mnie - powiedział, gdy Ślizgon zbliżył się na tyle, żeby go usłyszeć. - Tylko proszę, tym razem nie każ mi pisać sto pięćdziesiąt razy nie będę uciekał przed Gregoriusem, bo wiesz, że i tak to nie zadziała.

    G. Szczędzicki aka GRZEŚ

    OdpowiedzUsuń
  83. [Greg mógł przyłapać go na sprzedaży komiksów albo słodyczy lub jak wolisz, na wykradaniu jakiegoś składnika do eliksirów. Teraz mi wpadło jeszcze do głowy, że Benji z jakimś kumplem mogli spiskować przed meczem przeciwko Ślizgonom i Greg by ich złapał.]

    Benji

    OdpowiedzUsuń
  84. [No to tak. Pomyślałam sobie, że można by zrobić coś na zasadzie kto się czubi ten się lubi. Nie wiem, jak tam się ma jego szmuglowanie alkoholu, ale Claire łapie się wszystkiego, co wiąże się z kombinowaniem, więc mogliby być dla siebie konkurencją, ale jednocześnie w jakiś sposób się lubić i sobie nawzajem w tym szmuglowaniu pomagać. Nie wiem, czy widzi ci się coś takiego, jakby co, to mogę pomyśleć nad czymś innym ;)]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  85. [Cześć! Dziękuję serdecznie za powitanie na blogu. Akurat u Milsenta charakter to element wtórny wychowania.]

    Nevell Milsent

    OdpowiedzUsuń
  86. Vincent przez większość swojego życia próbował utrzymywać z innymi ludźmi pozytywne kontakty, ponieważ ubzdurał sobie, że w ten sposób będzie mógł osiągnąć więcej. Ilość osób wspierających go w jakiejkolwiek rzeczy przekładał na ilość własnego sukcesu. Miał wrażenie, że dzięki innym jest w stanie dotrzeć do postawionych sobie celów znacznie łatwiej, niż gdyby spotykał na swojej drodze wyraźnie nie sprzyjających mu ludzi. Rozumiał jednak, iż nie uda mu się przeżyć życia bez jakichkolwiek wrogów, ale nigdy przez myśl nie przeszedł by mu pomysł, że kiedyś jednym z takich ludzi stanie się jego własny przyjaciel. Wszystko z racji połyskującej plakietki, którą to Vincent od niedawna nosił na prawej piersi. Patrzył na nią z mieszanymi uczuciami, bo z jednej strony czuł się dumny, mogąc przewodzić innymi, być wzorem do naśladowania, ale z drugiej miał wrażenie, że pojawiając się w jego życiu coś mu po prostu zniszczyła. Jedna niewinna plakietka potrafiła skłócić dwóch przyjaciół zmieniając ich spotkania z radosnych chwil, na te jak najkrótsze, co aby nawet na siebie nie spojrzeć. Macnair nie potrafił zrozumieć Gregoriusa, a także jego postępowania, które niekiedy stawało się zbyt zaczepne, niż Vince by sobie tego życzył. Wiedział doskonale, że Cavendish do spokojnych oraz wiecznie zadowolonych nie należał, ale Ślizgon nie sądził, że jego współlokator obróci się przeciwko niemu. Dodatkowo stracił kolejnego przyjaciela, który postanowi obrać stronę Gregoriusa, zupełnie jakby Vincent zdradził ich obu. Ani Greg, ani Arsellus nie mieli zamiaru postawić się w sytuacji Macnaira, który został obdarowany odznaką Prefekta Naczelnego. Decyzja ta nie była w jego zasięgu, ale przyjął ją z niemałą radością. Odznaka bowiem otwierała mu drzwi do spokojnego zwiedzania najważniejszego ostatnio dla niego Działu Ksiąg Zakazanych. Nie wiedział tylko, czy cena stracenia dwóch przyjaciół była tego warta.
    Ostatni wypad do Hogsmeade miał być dla Vincenta pewną przerwą i ulgą, od ciągłych lekkich potyczek w dormitorium. Chciał odetchnąć, ponieważ frustracja, która w nim narastała powoli osiągała swoje granice wytrzymałości. Vin tracił cierpliwość do Gregoriusa. Niestety, przeciskając się w stronę baru w Pod Trzema Miotłami wpadł w kogoś, gdy akurat rozmawiał jeszcze z Krukonem ze swego roku. Chcąc przeprosić osobę, w którą przypadkowo wszedł odkręcił głowę, by zaraz zauważyć zdenerwowaną twarz dawnego przyjaciela. Ślizgon nawet otworzył usta, by coś powiedzieć, jednocześnie podnosząc ręce w górę w geście niewinności, gdy jego uwagę przyciągnął dźwięk drzwi wejściowych, które skrzypnęły. Potem wszystko zadziało się zadziwiająco szybko, bo spoglądając w stronę źródła dźwięku nagle stracił równowagę, zostając powalonym na podłogę przez nieznaną mu siłę. Nie musiał jednak za długo się zastanawiać, gdy nad sobą ujrzał Gregoriusa, a ona sam musiał jeszcze słaniać się przed rozbryzgiem jakiegoś napoju z butelki, która to uderzyła tuż niedaleko głowy bruneta. Krótką chwilę zajęło mu zorientowanie się w sytuacji, w jakiej się znalazł i co tak dokładnie działo się wokół niego. Spojrzał na Ślizgona, rozkładając ręce ze zdziwienia.
    — Skąd ta agresja, Gregoriusie? — zapytał, ale nie zdążył usłyszeć odpowiedzi, bo musiał uważać na innego czarodzieja, który właśnie słaniał się w jego stronę. Zdążył uciec przed przygnieceniem przez ciało jakiegoś Gryfona, a sam Vincent stanął na równe nogi, lekko krzywiąc się z bólu, który czuł na swoich plecach, po czym zaczął strzepywać z siebie kurz i brud z podłogi — Czy naprawdę stać cię tylko na przemoc fizyczną? Chcesz być tacy jak oni? — mówiąc wskazał na bandę czarodziei, którzy albo wciąż się bili, albo wymachiwali różdżkami na każdą z możliwych stron, zupełnie jakby nie wiedząc, jak używać magii. — Niech będzie.
    W tym momencie Vincent wyciągnął różdżkę z tylnej kieszeni, by wycelować w stojące tuż obok Gregoriusa butelki na barze, które strzeliły wprost na chłopaka obok. Macnair nie miał zamiaru celować w samego Ślizgona zaklęciami, a przynajmniej jeszcze nie teraz.

    Vincent

    OdpowiedzUsuń
  87. [ Halko halko, nie chce naciskać zbytnio, ale zaczęłyśmy coś ustalać i nie wiem czy piszemy coś czy nie? Liczyłam na ten szantaż ;; ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  88. [Tylko mi nie uciekaj, bo nie wiem, czy odpisywać :c]

    zmartwiony Arsie

    OdpowiedzUsuń
  89. Dział Ksiąg Zakazanych był jednym z ulubionych zakamarków zamku, a nocna edukacja czarnej magii niewątpliwie nie spotkałby się z aprobatą ani nauczycieli, ani najbliższych osób Arsellusa. Przykładem tego była chociażby Avalon, z którą się rozstali przez jej roszczeniowe oczekiwania wobec jego potajemnych wędrówek do biblioteki. Jako jedna z niewielu wiedziała co tam robił i nie tyle co tego nie akceptowała, ale oczekiwała, że przestanie poszerzać swoją wiedzę i zdolności o wachlarz czarnomagiczny. Dlatego postanowił, że nikt więcej się o tym nie dowie. Nie przewidział, że Cavendish tej nocy zabłądzi w nieodpowiednie miejsce. Lukrecja zwykle syczała ostrzegawczo, gdy ktoś się zbliżał, alarmując go o nadchodzącym zagrożeniu… Tym razem tego nie zrobiła.
    Młody Langhorne zapoznawał się właśnie z zainteresowaniem z zawartością strony 78. jednej spośród otwartych ksiąg czarnomagicznych, przyświecając sobie światłem sączącym się z czubka różdżki, więc Gregorius bez najmniejszego trudu mógł się zorientować co tu robił o takiej porze. Zaczytany Arsellus początkowo nie zarejestrował kroków przybysza i zlekceważył własne zasady, w których prymat wiodła ostrożność. Głos Gregoriusa sprawił, że wyprostował się momentalnie, rzucając mu uważne spojrzenie jasnych oczu. Dopiero po chwili trzymana w bezruchu różdżka z czarnego bzu wyrwała się z marazmu, a on podniósł się z miejsca, zamykając wolną ręką, jakby przy okazji wszystkie pootwierane księgi, będące najbliżej. Dla odmiany Lukrecja zbliżyła się do Gregoriusa od razu, chcąc otrzeć się o nogawkę Ślizgona i zamiauczała przeciągle w ramach powitania, domagając się tym samym uwagi.
    — To tylko praca dodatkowa — odparł niby niewzruszony zajściem Ars, a tak naprawdę niechętny do zagłębiania się w temat. Kąciki jego ust uniosły się w cierpkim uśmiechu. Obszedł ostrożnie niewielki stolik, pokonując tym samym dzielącą ich odległość. Machnął niby niedbale różdżką, wymawiając pod nosem stosowne zaklęcie, by te powróciły na swoje miejsce na półkach.
    Ślizgon opuścił nieco różdżkę, a światło padło na blat drewnianego stołu i kawałek podłogi pod ich nogami. Langhorne na krótko posłał krytyczne spojrzenie Lukrecji, ta jednak była zbyt zajęta przymilaniem się do jego najlepszego przyjaciela. Wysłuchał Gregoriusa do końca, jakby spijając każde słowo z jego ust, czekając na pobrzmiewającą krytykę lub upomnienie, zanim wlepił wzrok w Gregoriusa, przekrzywiając nieco głowę w bok. Uśmiech w kącikach poszerzył się.
    — Szczęścia, Gregoriusie, szukam szczęścia — odpowiedział pogodnie, wzruszając ramionami. Młodszy Langhorne robił dobrą minę do złej gry, udając, ze wcale nie przyłapano go na gorącym uczynku i nie klął w duchu na Merlina. — Chodźmy, Greg — zwrócił się do przyjaciela pojednawczo, robiąc krok w przód. — są dużo ciekawsze rzeczy, które możemy w nocy porobić. Masz pewnie gdzieś schowaną po kątach ognistą, a to szybciej rozplącze mi język i zaspokoi twoją ciekawość. — Ostatnie zdanie dodał tym samym tonem, choć tak naprawdę wolał uniknąć wyjawienia Cavendishowi prawdziwego celu zgłębiania wiedzy z zakresu czarnej magii.

    spóźniony, jak zawsze, ale kochający Arsie

    OdpowiedzUsuń