11 czerwca 2018

Heart made of glass, my mind of stone


Claire Summers
Clarissa
ABERDEEN, SZKOCJA
METAMORFOMAG
16.02.2006 | V ROK | SLYTHERIN | CZYSTA KREW
BOGIN: MARA NOCNA | PATRONUS: MGIEŁKA
RÓŻDŻKA: DRZEWO JARZĘBINOWE, RDZEŃ Z WŁOSA JEDNOROŻCA, 9¾", GIĘTKA
KLUB POJEDYNKÓW, SZKOLNY CHÓR, PROROK NIE-CODZIENNY


Relationships | More
_________________________________________________________________________________
Jedyna, niepowtarzalna i niepodrabialna Eklera wróciła na salony (i skończyła w tym roku 10 lat, yay). Dobrze być w domu ♥ 
PS zdjęcia się zmieniają, a zakładki klikają
Fc: Cara Delevigne 
Kontakt: lukrowane.ciastko@gmail.com 
Ostatnia aktualizacja: 1.07.2018r.
W tytule fragment tej piosenki --->

40 komentarzy:

  1. [Jak tylko dotknie kota Evelyn to z fusów wywróżę jej śmierć XD]

    Bethell ze szkiców

    OdpowiedzUsuń
  2. Bawcie się dobrze razem z Claire i zostańcie z nami na długo!

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie lubie zaczynać od tego komentarzy, ale jestem zachwycona doborem zdjęcia. Wygląda jak aniołek, a nieźle z niej żółko!]

    Avalon Moore

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dziękuję za powitanie, twoja pani też jest całkiem urodziwa :3]

    Albus nigdy nie był zwolennikiem teorii, że błędy ojców przechodzą na dzieci. Albo zasługi, zależy z której strony się stało. Jednym słowem: to co było kiedyś powinno zostać kiedyś, a ludzie mogliby w końcu zacząć żyć przyszłością. Która swoją drogą malowała się w całkiem niezłych barwach, ale nie chciał wybiegać aż tyle do przodu. Musiał jednak przyznać, że ostatnio układało mu się w życiu zdecydowanie lepiej niż jeszcze rok temu.
    Nowy rok szkolny zaczął się dla niego niespodziewanie, bowiem wraz z listem otrzymał odznakę prefekta, na którą w swoim mniemaniu nie zasługiwał. Jednak mimo to postanowił jak najlepiej wykonywać powierzone mu obowiązki, w końcu w ostatnich pokoleniach wstecz nie było żadnego prefekta z jego nazwiskiem, czas to nadrobić. Kiedyś musieli wykazać się w czymś więcej niż w quidditchu. Dlatego teraz, chociaż zwykle nie pociągała go noc i wolał ją przespać, wracał sobie spokojnie po długiej kąpieli z łazienki prefektów. Musiał przyznać, że posiadanie takiego basenu było czymś, czego każdy mógł mu zazdrościć. Nie spodziewał się, że kogokolwiek spotka, chyba że jakiegoś ducha. Ewentualnie jednego z profesorów na nocnym patrolu korytarzy. Zdziwił się więc bardzo, widząc w głębi korytarza czyjąś sylwetkę.
    Jak zauważył, osoba ta za późno zdała sobie z jego obecności uwagę i usiłowała się nieudolnie schować. Westchnął tylko i ruszył w jej kierunku, dobrze wiedząc że powinien przynajmniej zobaczyć kto to. W końcu wędrówki nocą po zamku były zakazane, prawda? Jak tylko o tym pomyślał uśmiechnął się półgębkiem, przypominając sobie ile razy jego własny ojciec, tak przez wszystkich podziwiany Złoty Potter, łamał ten zakaz. W nieco lepszym humorze już prawie złapał winowajce za rękę, kiedy rozległ się niesamowity huk, w śpiącym zamku brzmiący ze zdwojoną siłą i wprawiający go w osłupienie.
    Przez chwilę po prostu patrzył to na zbroję z oderwaną ręką, to na dziewczynę, która stała za nią z miną niewiniątka. Machnął ręką na jej tłumaczenia i po prostu, używając reparo, naprawił zbroję, dopiero wtedy przyglądając się nocnej spacerowiczce z większą uwagą. No tak, znał ją, chodzili razem na lekcję. Wątpił jednak czy zamienili ze sobą kiedyś więcej niż jedno zdanie, zwłaszcza że kontakt z dziewczynami zwykle ograniczał do siostry i kuzynek. Teraz jednak nie miał wyboru.
    - Jak widać czarodzieje też nieźle sobie potrafią z tym poradzić, za to ty lepiej powinnaś się wytłumaczyć co tu robisz. Oczywiście oprócz rozwalania szkolnych artefaktów – powiedział, intensywnie się zastanawiając w jaki sposób powinien zareagować.

    Aluś

    OdpowiedzUsuń
  5. [Wiesz co ją czeka? Upewniam się tylko, że jesteś świadoma na co się piszesz? XDD]

    Bethell

    OdpowiedzUsuń
  6. [Yay! Fala dla Eklery i Margośki! ♥ Cześć misiu ♥]

    BFF

    OdpowiedzUsuń
  7. Kłopoty miały to do siebie, że nawet jak się ich unikało, potrafiły człowieka dopaść w najmniej odpowiednim momencie. Albus coś o tym wiedział, przez całe życie starał się ich unikać, ale zawsze jak na złość znajdował się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. W tym przypadku jednak miał wrażenie, że Claire sama sobie na swoje problemy zapracowała. Regulamin wyraźnie zabraniał pałętania się nocami po zamku.
    Sam Potter również powinien być już w łóżku, ale teraz miał troszkę inne prawa. I dopóki nie wpadłby na nauczyciele, zapewne nie miałby żadnych problemów. A nawet wtedy, mógł zawsze delikatnie nagiąć prawdę i powiedzieć, że akurat coś mu wypadło i musiał pilnie odwiedzić swojego opiekuna w jego gabinecie. Czy coś. W kłamaniu niestety nie był najlepszy, ale jakoś dałby radę z tego wybrnąć.
    Spojrzał na koleżankę, unosząc lekko brew. Uśmiechnął się nawet lekko. Cóż, miała rację. W końcu za pomocą magii można było zrobić wszystko, więc dlaczego mugole często radzili sobie z takimi prostymi czynnościami lepiej?
    - Przydałoby się trochę rozgazowanej coli – mruknął pod nosem, oceniając poziom zardzewienia zbroi. – Nadaje się do wszystkiego, nie tylko do picia.
    Kto by pomyślał – środek nocy, a on z Claire Summers stoi na korytarzu i rozmyśla jak najlepiej pozbyć się rdzy! Świat chyba oszalał. Ale lepsze to od zastanawiania się nad tym jak ją ukarać. Punktów jej nie odejmie, cały dom na tym ucierpi, a szlaban… z tego co się orientował, dziewczyna i tak miała ich całkiem sporo. Zwłaszcza że nie zrobiła tak naprawdę nic aż tak złego…
    - Lunatykujesz – powtórzył, nieco wątpiąc w to co przed chwilą usłyszał. – tak po prostu sobie lunaty… hej, wracaj tu! Lunatycy nie są świadomi tego co robią, nie jestem idiotą Summers!
    I szybkim krokiem, nie czekając czy dziewczyna go posłucha czy nie, ruszył za nią. W tym momencie wiedział już, że jakiś mały szlaban jej nie ominie. A pomyśleć że jeszcze chwilę temu poważnie rozważał to, czy jej nie darować!

    Aluś

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cezik ma o sobie na tyle wysokie mniemanie, że nie obchodziłoby go zdanie innych - no, chyba, że jego ojca, ale tak to raczej spływa po nim pogarda reszty świata. W końcu tego został nauczony :> Dzięki i wesołego Merlina.]

    C.R.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mógł jej ot tak puścić, chociaż początkowo to rozważał, ale teraz go delikatnie mówiąc zirytowała. Poza tym obiecał sobie, w momencie w którym otrzymał odznakę, że będzie dobrym prefektem. Dobry prefekt by jej nie odpuścił, chociaż kara też nie powinna być za duża, w końcu mu też zdarzało się nocami spacerować po zamku… Ale tylko w pilnych sytuacjach! Może i Claire miała coś do załatwienia? Rozmyślając, ciągle za nią szedł, i tylko raz czy dwa wywrócił oczami.
    - Nie jestem idiotą, Summers. Wiem na czym polega lunatykowanie, nie muszę sam być lunatykiem żeby się orientować – odpowiedział, coraz bardziej przyśpieszając kroki.
    Jednak gdy zaczęła biec miał dość. Nie będzie przecież jej ścigać przez całą drogę aż do pokoju wspólnego, nie mieli po pięć lat a po piętnaście, z zabawy w berka powinni dawno wyrosnąć. Był jednak Potterem, i to takim który przez większość swojego pobytu w Hogwarcie starał się omijać ludzi, bo zwłaszcza na początku wszyscy szeptali za jego plecami. Co nieco wiedział więc na temat kilku fajnych skrótów czy tajemnych przejść. Dlatego odpuścił, i za kolejnym zakrętem zmył się za jednymi z drzwi, teoretycznie prowadzącymi do pustej klasy.
    Praktycznie, po drugiej stronie pomieszczenia były kolejne drzwi, przez które Albus szybko wyszedł, zamierzając dotrzeć do lochów przed dziewczyną. Teraz dopiero przyśpieszył do biegu, miał bowiem misję, którą zamierzał wykonać. Nie pozwoli jej pierwszej dotrzeć do pokoju wspólnego, zwłaszcza że jak już zniknie w swoim dormitorium będzie musiał czekać do rana, żeby ją dorwać. A tego nie chciał, miał ochotę zakończyć tę sprawę dzisiaj i położyć się w końcu spać.
    Po kilku minutach omijania głównych korytarzy bokiem, znalazł się w końcu w lochach i oparł jakby nigdy nic plecami o ścianę obok wejścia do ich pokoju wspólnego. Odgarnął niesforne włosy z czoła, bowiem po biegu prawie całkowicie zasłoniły mu widok, i zerknął na zegarek na lewym nadgarstku. Miał całkiem niezły czas, i był przekonany, że Summers jeszcze jest w drodze, ewentualnie zgłupiała nie widząc go za sobą. Nie minęła minuta, a usłyszał czyjeś kroki w głębi korytarza.
    Bingo. Uśmiechnął się, wyszeptał hasło i wszedł do pokoju wspólnego. Lepiej żeby nie widziała go już w korytarzu, jeszcze zwiałaby w inną stronę i co wtedy? A tak grzecznie się przyczaił już za wejściem, powoli uspokajając nieco szybszy po biegu oddech. Jednego był pewny – szlaban jej nie ominie.

    Aluś

    OdpowiedzUsuń
  10. (Myślę, że przy dwóch rozrabiających metamorfomagach ten Hogwart długo by nie postał! :D Propozycja więc bardzo kusząca ale z racji moich limitów muszę się na razie wstrzymać bo nie udźwignę takiej ilości wątków. :c Odezwę się jeśli tylko coś się zmieni i będzie u mnie więcej czasu!)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jasne, ja nie odnawiam nigdy wątku, tak samo Gregorius nigdy nie odmawia jeśli chodzi o alkohol, czy inne drobne naginanie zasad. Niestety na chwilę obecną nie mam już pomysłów, w ciągu dnia pozbyłam się wszystkiego co miałam w głowie :c ]
    Gregorius

    OdpowiedzUsuń
  12. Od trzeciej klasy robił wszystko, by jak najmniej czasu spędzać w rodzinnym domu. Od śmierci matki ojciec z całej siły próbował mu wynagrodzić jej brak, ale przecież oboje dobrze wiedzieli, że nic jej nie zastąpi. Więc oboje męczyli się, organizując czas lub szukając wymówek, by nie spędzać go razem.
    Dlatego szukał kogokolwiek, kto przygarnąłby go na kilka dni. Albus odpadał, jego ojciec w życiu nie zgodziłby się na to, by jakikolwiek Malfoy przekroczył próg jego domu, a poza tym, między chłopcami nie było już tak dobrze jak kiedyś. Częściej się mijali niż spędzali czas razem, celowo wychodząc, kiedy ten drugi pojawiał się w okolicy. Coś między nimi pękło, coś się zmieniło, ale Scorp nie miał siły o tym myśleć.
    Czasami odwiedzał Nott’a. Dziwak, ale z nim jakoś łatwiej było się porozumieć. Czasem nawet udało się Malfoy’owi powstrzymać od przewracania oczami słuchając o wróżbiarstwie i znakach zodiaku. Nawet to było lepsze od ciągłego towarzystwa ojca.
    Ale najlepiej było u Claire. Jej rodzice nigdy nie mieli nic przeciwko i zawsze chętnie go przyjmowali, choć miał wrażenie, że litowali się nad nim. Nie miało to jednak znaczenia. Ważne, że mógł spędzić te kilka tygodni w towarzystwie przyjaciółki, która nigdy nie pozwalała mu się nudzić.
    Chyba przyzwyczaił się do codziennego polewania zimną wodą na dzień dobry, więc kiedy zrobiła to ponownie, niezbyt się przejął. Przetarł jedynie twarz i przekręcił się na drugi bok, korzystając z tego, że zniknęła za drzwiami łazienki. Już nawet znudziło mu się irytowanie za taki sposób pobudki, powtarzając w myślach, że lepsze to, niż cisza w rodzinnym domu.
    -Pożałujesz, Summers. –warknął, wychylając się zza poduszki, którą przed chwilą oberwał, ale nadal nie ruszył się z miejsca, a jedynie wetknął ją pod głowę i przeciągnął się na materacu. Uśmiechnął się na myśl o ich codziennej rutynie. –Gdzie chcesz znowu iść? –zapytał, przecierając zaspane powieki i spojrzał na dziewczynę. –Tak chcesz iść? –zaśmiał się, przesuwając wzrokiem po owiniętym ręcznikiem ciele dziewczyny. Sam nie wiedział, czy był na tym etapie, by zaczęło go to interesować, ale to była Claire, chyba nie mógłby spojrzeć na nią w ten sposób. –Musimy iść? Codziennie mnie gdzieś ciągniesz, a później nogi wchodzą mi w dupę i padam ze zmęczenia. To miały być wakacje. –mruknął naciągając na głowę kołdrę.
    -Nigdzie nie idę! –rzucił, nawet się nie wychylając i czekał na kolejny atak.

    Scorp

    OdpowiedzUsuń
  13. [Wszystko zależy od tego, w jaki dokładnie sposób Claire chciałaby uprzykrzać mu życie (bądź co bądź nie trzeba tutaj aż tak wielkiej kreatywności, gdy Malcolm będąc z natury cholerykiem, szybko wpada w ramiona irytacji) i jaki miałaby wobec Letherhaze'a stosunek. Gwarantuję jednak, że nie pozostałby jej dłużny, nawet dość niepozornie, zwracając się do niej pełnym imieniem. Pytanie tylko w jakich okolicznościach widziałabyś rozpoczęcie konfrontacji miedzy tą dwójką, jak mniemam wszystko zależy tutaj od pomysłowości Claire.]

    Malcolm Letherhaze

    OdpowiedzUsuń
  14. [Zabił mnie Chłopak, Który Za Cholerę Nie Chciał Umrzeć, pardon.
    Ale Claire jest fajna! Dzięki za miłe powitanie!]

    G. Szczędzicki

    OdpowiedzUsuń
  15. [moja ukochana, jak miło Cię widzieć <3 Mam nadzieję, że pamiętasz swoją mamę :*]

    OdpowiedzUsuń
  16. Zawsze robił to, czego nie powinien i co zakazane, przez co na okrągło pakował się kłopoty. Jego duma oraz wybuchowa natura nie pozwalały zlekceważyć obraźliwych słów, kierowanych w stronę jego rodziny i nijak nie żałował tego, że po raz kolejny wdał się w bójkę. Najwyraźniej znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie, słysząc przy okazji rzeczy, które nigdy nie powinny do niego dotrzeć. Ten facet już od dawna działał mu na nerwy i był z siebie dumny, że w końcu utarł mu nosa. Co prawda sam także dość mocno oberwał w tym pojedynku, ale drugi wyglądał gorzej i to było najważniejsze. Nie chciał w takim stanie pokazywać się w swoim dormitorium, krążył więc po zamku bez celu, modląc się w duchu, aby nikt go nie nakrył.
    - Cholera jasna – wzdrygnął się ,czując na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Miał nadzieję, że nie stoi za nim któryś ze wściekłych profesorów i że jego pobyt w tej szkole nie zawisł po raz kolejny na włosku.
    - Przestraszyłaś mnie – odetchnął z ulgą, odwracając się w kierunku przyjaciółki. Sam nie wiedział czy natknięcie się na nią było lepszą opcją niż spotkanie z kimś z nauczycielskiej kadry, ale ona przynajmniej nie wymierzy mu kolejnej kary i nie skontaktuje się pilnie z jego ojcem, narzekając przy tym, jak bardzo jego dziecko się buntuje i jest nieposłuszne.
    - Nie powinnaś kręcić się tutaj o tej porze – usiadł na chłodnym kamieniu, przecierając twarz dłonią. Oblizał kilka razy wargi, spluwając śliną wymieszaną z krwią. Wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy i nie zdziwiłby się, gdyby dziewczyna nabijała się z niego przez najbliższe kilka dni.
    - Znowu psocisz ? A może wymykasz się do kogoś potajemnie ? No już, co masz na sumieniu młoda panno – zaśmiał się, mierząc w nią różdżką. Przyjaźnili się od dłuższego czasu i nie mieli przed sobą żadnych sekretów, przez co doskonale wiedział, że Claire ma na sumieniu niewiele mniej grzeszków niż on.
    - Może masz ochotę pobawić się w moją pielęgniarkę? Kupię ci nawet seksowny fartuszek, nikt się nie dowie – mrugnął do niej porozumiewawczo, rozpinając kilka guzików poplamionej krwią koszuli. Wiedział, że między nimi nigdy do niczego nie dojdzie, ale uwielbiali się nawzajem droczyć i rzucać w swoim kierunku jakieś niewybredne żarciki.

    Marcus

    OdpowiedzUsuń
  17. Albus dopiero co otrzymał odznakę, dlatego wolał nie lekceważyć swoich obowiązków. Owszem, zastanawiał się czy nie ograniczyć się do upomnienia, ale Claire troszkę go zdenerwowała. Gdyby nie ona już dawno byłby w łóżku, a jutro na pierwszej lekcji były eliksiry! Wolał być na nich wyspany, zwłaszcza że w ostatnim czasie nauczycielka dawała mu coraz więcej zadań nie wiedząc czemu. Irytowało go to, więc dziewczyna nie powinna być zdziwiona, że jakaś kara jej nie ominie.
    Mimo wszystko, nie zamierzał jej przestarzeć, nie był takim typem człowieka. Zmieszał się więc delikatnie, ale szybko jej przeszło, więc i on odetchnął z ulgą. Zaśmiał się cicho, w duszy przyznając jej punkt. W sumie nie toczyli żadnej bitwy (chociaż kto wie?) ale miała rację. Sam, pomimo odznaki, nie powinien się tak późno włóczyć po zamku. Gdyby natknął się na prefekta naczelnego albo któregoś z profesorów… Byłby w takiej samej sytuacji jak ona.
    - Ogólnie uważam się za osobę dość miłą, ciesz się że nie wpadłaś na tego wielkiego Krukona, który chwali się odznaką na prawo i lewo. U niego to dopiero miałabyś przewalone - odpowiedział, po czym zajął swój ulubiony fotel przy kominku.
    Uwielbiał te wysłużone fotele, potrafił tylko sobie wyobrażać ile pokoleń uczniów przewinęło się w pokoju wspólnym przed nimi i ilu z nich korzystało właśnie z tego fotela. Gdyby miał wymienić największy plus posiadania odznaki byłby to fakt, że teraz gdy tylko jakiś pierwszoroczniak zajął mu to miejsce, na widok srebra na jego szacie od razu sam się z niego usuwał. Jak widać niewiele było mu potrzebne do szczęścia. Uśmiechnął się do koleżanki, intensywnie myśląc, aż czuł jak pracują mu wszystkie szare komórki.
    - I co ja mam z tobą zrobić, co Summers? Podejrzewam że szlaban nie jest ci na rękę, i przyznam szczerze, że jakoś nie mam ochoty ci żadnego dawać… i gdybyś przede mną nie uciekała to nawet bym tego nie rozważał – wzruszył ramionami, spoglądając w ogień. – Jak widzisz, sama sobie zapracowałaś na to, że teraz nie mam wyboru.
    A może postraszenie jej wystarczy? Trochę w to wątpił, ale gdyby jednak przyniosło to jakiś skutek? Bo odejmować punktów jej nie będzie, to była pierwsza zasada, której postanowił przestrzegać – ujemne punkty wchodziły w grę tylko przy uczniach z innych domów. I podobno ludzie byli zdziwieni, że trafił do Slytherinu, ale z takim myśleniem jak najbardziej tu pasował. Co sam przyznał dopiero niedawno, wcześniej przez długi czas czuł się tu obco, jednak był to już piąty rok i zdążył się przyzwyczaić, a nawet czerpać z tego pewną satysfakcję.

    Aluś

    OdpowiedzUsuń
  18. -Nawet w szkole się tak nie męczyłem, Summers. –mruknął, wyłaniając się nieco spod kołdry i prychając pod nosem. –Wakacje są żeby odpocząć, zregenerować siły, a ty mnie ciągasz po polach i lasach. Wrócę do Hogwartu gorzej zmęczony niż jak stamtąd wyjeżdżałem. –westchnął, kręcąc lekko głową. Oczywiście żartował, nie przeszkadzały mu ich piesze wycieczki, nigdy nie był typem, który lubi siedzieć w domu. Chyba, że dorwie jakąś dobrą książkę. Ale wszystko było lepsze od spędzania czasu z ojcem, więc ostatecznie uśmiechnął się, słysząc że i zakupy zrobi w towarzystwie przyjaciółki, a nie jego.
    -Wykończysz mnie. Fizycznie i psychicznie. –mruknął zwalając kołdrę całkowicie z zamiarem ruszenia tyłka, skoro nie zamierzała zrezygnować. Wiedział, że przekonywanie jej nie ma najmniejszego sensu, bo jak Claire się na coś uprze, to za cholerę zdania nie zmieni.
    Z niepokojem spojrzał na nią, kiedy rozsiadła się na jego biodrach i zmarszczył nosek słysząc coś o różu, jednak nie zdążył tego skomentować, kiedy rzuciła się na niego z łapami, doskonale wykorzystując fakt, że nie ma dla niego nic gorszego na świecie, jak łaskotki.
    -EKLERA. Ja cię tylko lojalnie uprzedzam.. –wydusił z siebie, choć szarpiąc się na każdą stronę i wybuchając śmiechem wcale nie było to takie łatwe. Ostatecznie złapał ją za nadgarstki, choć wymagało to wiele wysiłku i nie myśląc długo przekręcił się z nią na bok, aż sam znalazł się nad nią. –Że zginiesz marnie, jeśli nie przestaniesz. –zakończył, tym razem będąc już górą i przyciskając jej ręce do materaca. Nie dało się nie zauważyć, że był od niej większy i silniejszy, co zamierzał wykorzystać odwdzięczając się tym samym. Złapał jej nadgarstki w jedną dłoń, a drugą zaczął ją gilgotać, zaśmiewając się przy tym radośnie, w końcu dołączając i drugą dłoń, by wymęczyć ją jeszcze bardziej. –Nigdy nie zadzieraj z Malfoy’em.

    Scorp

    OdpowiedzUsuń
  19. [Eklerka jak zwykle jest słodziutka i ja myślę, że Victoria (która jest oczywistą wariacją na temat Susan Cage, której nie mogłam tu wrzucić, bo Zaklęcia i OPCM były już zajętę -,-) by ją pokochała całym swoim złamanym serduszkiem i by ją przygarnęła i byłaby dla niej na wszystkie kłopoty <3 Teraz tylko trzeba by było wymyślić kłopot, z którym Claire musiałaby się zmierzyć, żeby Victoria mogła wkroczyć kopniakiem z półobrotu.]

    Twoja ukochana Mama (w alternatywnej rzeczywistości), która musiała zostać pielęgniarką, bo reforma szkolnictwa pozbawia etatów dla nauczycieli

    OdpowiedzUsuń
  20. Prac uczniowskich chyba nigdy w żaden sposób nie ubędzie ze starego biurka profesora. Jego wymagająca i nieugięta natura, niemal każdego tygodnia katowała uczniów referatami i różnego rodzaju pracami domowymi. Często przez to zarywał noce, jednak nigdy nie narzekał na sposób, w jaki nauczał młodzież. Potrzebował czasem małego odpoczynku, ucieczki od wszystkiego, co związane z pracą nauczyciela. Najczęściej lądował wtedy na wieży astronomicznej, czytając. Literatura od zawsze stanowiła dla niego swoistą część jego osoby. Posiadał szeroką kolekcję dzieł, które znał niemal na pamięć, a i tak, co jakiś czas chwytał za wcześniej już przeczytane utwory, chcąc przypomnieć sobie ich piękno i odmienność przedstawionego świata.
    Spacer po zamku, nieco orzeźwił jego umysł i pomógł mu pozbyć się ogarniającej go senności. W momencie, gdy dotarł na wieżę, wziął głęboki wdech i uśmiechnął się sam do siebie. Zadarłszy głowę ku górze, spojrzał na cudownie białą, hipnotyzującą swym blaskiem tarczę księżyca. Chcąc usiąść na chłodnym murku, usłyszał szmer, który prawdopodobnie zwiastował, iż profesor nie jest tutaj sam. Chwyciwszy w dłoń różdżkę i cichym szeptem zapalił światło swej różdżki, aby ułatwić sobie poszukiwania źródła dźwięku. Zacisnął wargi, gdy na ziemi dostrzegł książkę. Chwyciwszy ją w dłoń postąpił kilka kroków dalej, aby za jednym z filarów, dostrzec wyraźnie chowającą się sylwetkę ucznia.
    — Możesz mi wyjaśnić, co robisz tutaj o tak późnej porze?! — zapytał surowym tonem głosu. — Panno Summers… — dodał chłodno, gdy jeszcze bardziej zbliżył się w stronę delikwentki, a blask jego różdżki idealnie padał na twarz blondynki.
    — Nie pamiętam, abyś była zwolniona z nieprzestrzegania regulaminu Hogwartu, który wyraźnie mówi o tym, iż uczniowie po kolacji mają trafić do swoich dormitoriów.
    Nie obchodziły go żadne wyjaśnienia. Kara z pewnością jej nie ominie, a lepiej dla niej samej, aby już więcej razy nie przyłapał jej na żadnym przewinieniu. — Zadbam o to, aby zasady panujące w zamku zapadły ci w pamięć. Zaczniemy od jutra. Po kolacji będziesz przychodziła do mnie, aż do odwołania i nie obchodzą mnie żadne twoje wyjaśnienia, a teraz marsz do swojego pokoju i obyś już więcej razy na mnie nie wpadła podczas nocnych przechadzek. Zrozumiano?


    Mathias R.

    OdpowiedzUsuń
  21. Prychnął cicho w reakcji na jej słowa. Dobrze wiedziała, że nie śpieszyło mu się do domu. Już wolał codzienne marsze i mokre pobudki od troskliwej miny i wiecznych pytań czy wszystko w porządku. Wiedział, że powinni pogadać, że byłoby lepiej, gdyby wyznał ojcu co tak mocno go drażni, ale nie potrafił. Draco Malfoy walczył ze sobą, żeby być człowiekiem godnym swojej zmarłej żony, a Scorpius miał obawy, czy ów walka nie stałaby się z miejsca przegraną, gdyby powiedział, że ojciec za bardzo się stara. W każdym razie, zawsze mogło być gorzej. Na szczęście nie robił mu problemów, kiedy oznajmiał, że wyjeżdża.
    -Co do chuja, Summers. –warknął, kiedy w kilka sekund stała się niewidoczna. Dobrze znał jej sztuczki, nie raz się nimi przechwalała, więc widząc samotnie leżącą sukienkę nawet się nie zdziwił, choć nadal nie stało się to dla niego normalne. Owszem, sam również tak potrafił, ale przy użyciu różdżki lub eliksiru, a już na pewno nie pod ostrzałem ze zwinnych palców, które fundowały niemiłosierne łaskotki. Czekał więc, aż wróci do normalnej postaci.
    -Miałaś tak więcej nie robić, podła małpo. To niesprawiedliwe. Nie dam sobie wiecznie kopać dupy tylko dlatego, że najlepsza przyjaciółka jest metamorfomagiem! –krzyknął za nią, bo chwilę zajęło mu otrząśnięcie się z gorącego oddechu, którym owionęła jego ucho. Zazwyczaj nie miał problemu z zapomnieniem, że Claire to nie tylko przyjaciółka, ale też piękna dziewczyna. Traktował ją jak najlepszego kumpla i siostrę w jednym, choć zdarzały się momenty takie jak ten teraz, że zauważał jej.. urok. O ile przyciskanie się do jego ciała można było tak nazwać.
    Podniósł się niechętnie i przesuwając nogami skierował się do łazienki. Wiedział, że spełni swoją groźbę jeśli się nie pospieszy, więc szybko się umył i wrócił do pokoju by się ubrać. Na dół zbiegał po dziesięciu minutach z nadzieją, że nie skróciła mu czasu i nie doprawiła pachnącego omletu.
    -Właściwie dobrze, że idziemy na Pokątną. Chodzenie z ojcem, na którego wszyscy patrzą jakby uciekł z psychiatryka, to nic przyjemnego. Niektórzy nawet nie mają problemu z tym, żeby go zaczepić. –westchnął opadając na krzesło i pokręcił głową. –I na mnie patrzą tak jakoś.. Dziwnie. Jakby serio wierzyli, że mogę być dzieckiem Voldemorta. –mruknął, krzywiąc się nieznacznie. Plotka dotarła do niego dopiero w Hogwarcie, ale cholernie dużo wyjaśniała, szczególnie zachowanie przyjaciół rodziny. Od zawsze robili dla niego wszystko, uważając, że w ten sposób zdobędą jego przychylność, choć wtedy traktował to jako zwykłą sympatię i dziwił się widząc zdenerwowanie ojca, którego kompletnie nie rozumiał.

    Scorp

    OdpowiedzUsuń
  22. Fakt, przyzwyczaił się do tego, że Claire bywała nieobliczalna i zazwyczaj jej żarty (te śmieszne i te mniej) nie robiły na nim wrażenia, ale z magicznymi sztuczkami metamorfomaga nadal miał problem. Bo widząc różdżkę w ręku można było spodziewać się wszystkiego, gorzej jak ktoś tej różdżki nie potrzebował i od tak stawał się niewidoczny, tak jak ona chwilę temu. I tak, cholernie jej tego zazdrościł, ale przecież się nie przyzna.
    -Pieprz się, Summers. –warknął, przewracając oczami i wrócił do jedzenia, starając się nie zwracać na nią uwagi. Może i było to zabawne, ale nie dla niego. A już na pewno nie dla jego ojca. Wiele razy sugerował, że jeśli odpuści i przestanie się wściekać, to i ludzie zapomną, bo nie będzie się z czego śmiać. Ale Draco Malfoy był zbyt dumny, a wszystko to narosło po śmierci jego żony. Był w stanie wydłubać komuś oczy różdżką, gdy ten zaśmiał się tylko w jego obecności, przez co pokazywanie się z nim w miejscach publicznych było koszmarem, szczególnie dla kogoś, kto stara się zmienić swój obraz typowego Malfoy’a.
    -Chciałabyś się przyjaźnić z jego synem. –prychnął, mierząc przyjaciółkę wrednym spojrzeniem. –Na pewno byś się z nim dogadała. Sama pewnie byłabyś gorsza. –dodał, zaraz uśmiechając się szeroko, kiedy przyszła mu do głowy pewna myśl. –Wiesz.. Ty byś się lepiej nadawała na jego dziecko. Wredna, złośliwa, rzucasz zaklęciami jak leci i do najpiękniejszych nie należysz… -zasugerował, szczerząc się radośnie i potakując sobie głową. Właściwie to był przerażony tym, że w alternatywnej rzeczywistości mogłoby to być prawdą, że w ogóle Czarny Pan mógłby spłodzić dziecko. Toż to katastrofa na skalę światową by była, a dla samego Scorpiusa oznaczałoby to zniszczenie jego cennego życia.
    -Weź. Nie. Nawet tak nie chcę. Myśleć. Wolę udawać, że jesteś zwyczajnie wredna bo lubisz mnie dręczyć. –mruknął, opadając z powrotem na krzesło i wepchnął sobie do buzi kolejną porcję omletu. –Nawet nie chce myśleć co byś zrobiła, gdyby to okazało się prawdą. Musiałbym być Twoim podnóżkiem. Nadwornym błaznem. Nope. Nie. Malfoy nie zniży się do tego poziomu. –mruczał dalej, już bardziej sobie pod nosem i ciągle kręcił głową. Sama perspektywa pojawienia się takiego dziecka nie byłaby aż tak zła jak myśl, że to właśnie Claire, z którą spędził ostatnie kilka lat niemal bez większej przerwy. Aż nieprzyjemne dreszcze przeszły mu po kręgosłupie na myśl, że dzieliłby z potomkiem Voldemorta pokój. A czasem i łóżko.

    Scorp

    OdpowiedzUsuń
  23. [Wojna na wredne pranki zawsze w cenie, więc piszę się bardzo. Właściwie co Ty na to, żeby ciągnęło się to już pewien czas, a James bardzo chętnie doczepił się do ploteczek na temat śmierciożerczego pochodzenia Claire i sprawę podsycał, tak z czystej złośliwości? DO tego zapewne nie do końca po cichu i z niczym się za bardzo nie kryjąc, więc panna miałaby wymówkę do skopania mu dupska.]

    James

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie zdziwił się, że spotkał ją błąkającą się po zamku w środku nocy, tym bardziej, że często wymykali się tak razem. W przeciwieństwie do przyjaciółki miał bardzo dobrą orientację w terenie i nie raz ratował ją, kiedy kompletnie pobłądziła lub dotarła do mniej bezpiecznej części zamku. Odetchnął z ulgą, że to akurat ona nakryła go w tej niezręcznej sytuacji, nikomu innego i tak nie zamierzałby się tłumaczyć z tego co i z kim przed chwilą robił i dlaczego wyglądał tak, a nie inaczej.
    - Oczywiście, ty zawsze wszystko wiesz najlepiej – prychnął, mrugając porozumiewawczo w jej kierunku. Lubił się z nią droczyć i nie zamierzał z tego rezygnować. Dziewczyna już dawno zdążyła przywyknąć do jego specyficznego charakteru i podejścia do życia i miał nadzieję, że nigdy nie bierze sobie do siebie jego przytyków. O ile dla wrogów był wrednym chujem, tak dla niej był wredny tylko i wyłącznie dlatego, że bardzo ją lubił i traktował jak jedną z najlepszych przyjaciółek.
    - Ciekawe do kogo tak wymykasz się po nocach, skoro to twoje hobby – jęknął cicho, kiedy dotknęła jego rozciętego łuku brwiowego. Nie zdziwiłby się, gdyby miała na sumieniu na jakieś grzeszki i nie miał zamiaru tak łatwo się poddawać. Lubił ciągnąc ją za język i wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w jej życiu. Co prawda nie łączyło ich żadne bliższe uczucie, ale każdy, kto w jakikolwiek sposób by ją skrzywdził, musiał liczyć się z tym, że Marcus od razu się na nim zemści i już nigdy nie zazna spokoju.
    - Moje wytłumaczenie ? Jestem cholernie seksowny i cholernie przystojny, a to nie podoba się innym facetom, a no i jeszcze zajebiście dobry w sporcie i nieziemsko inteligentny….chyba nie muszę wyliczać dalej, prawda ? - uśmiechnął się cwanie, zmieniając zgrabnie temat. Sytuacje, które odsłaniały jego słabości wolał obracać w żart i starał się nigdy nie pokazać po sobie, że cokolwiek może być nie w porządku. Eklera znała go jak mało kto, ale mimo wszystko łudził się, że dziewczyna nie domyśli się co tak naprawdę jest powodem jego poobijanego ciała i buźki.
    - Racja, jestem niewyżytym Ślizgonem, ale ty to przecież uwielbiasz. Nie musimy bzykać się w dormitorium, skoro tak bardzo chcesz, możemy to zrobić właśnie w łazience prefektów... – zacmokał, odpinając nieco bardziej koszulę i rozmasowując obolałe ramie. Była dla niego jak siostra i nie wyobrażał sobie, że miałoby do czegokolwiek między nimi dojść, ale mimo wszystko kręciło go żartowaniem z nią na ‘nieczyste’ tematy. Chłopcy podobno dojrzewają o wiele później, więc miał całkiem niezłe wytłumaczenie na to, że wciąż pozostaje durnym zboczeńcem.
    - Działać ? Tobie ? Proszę cię, jeszcze zamienisz moją piękną twarz w jakiegoś prosiaka – schował się za dłońmi, udając przerażonego. Wiedział co prawda, że dziewczyna w przeciwieństwie do niego uważała na zajęciach i zna się na rzeczy, ale mimo wszystko nie był pewien, czy jest na tyle odważny, aby zaryzykować i oddać swój los w jej złowieszcze rączki.

    Marcus

    OdpowiedzUsuń
  25. [Ciekawa jestem tego pomysłu na relację, mów śmiało, jak będzie pasować to chętnie powątkujemy :D]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  26. [Pasuje mi to, jak najbardziej. Nie zaliczam się do zbyt wybrednych autorów, jeśli chodzi o motywy rozgrywkowe (pod warunkiem, że nie koliduje mi coś z konceptem). Powiedz mi tylko, czy byłabyś skłonna zacząć, zważywszy na to, że miałoby to być zachowanie wychodzące z inicjatyw twojej postaci, które zostałoby w ostateczności przyłapane na gorącym uczynku przez Malcolma? Jeśli nie, zrozumiem i zacznę, ale obawiam się tego, że zostanę zmuszona do lania wody, a nie podejmę się decydowania o zachowaniu twojej bohaterki, ponieważ nie czułabym się z tym komfortowo.]

    Malcolm Letherhaze

    OdpowiedzUsuń
  27. [Proszę nie ranić kotów, szczególnie takich, które są czyimiś przyjaciółmi : ( Hej, co chcecie od miejscowej wróżki, jakieś specjalne życzenia, niespełnione marzenia???
    PS kolejny casualowy sad rutyna wątek = kolejny Jankowski zestrzelony, haw merci
    PPS ikr??? tatuaże są piękne, o co chodzi]

    P@t

    OdpowiedzUsuń
  28. [Owszem, istnieje duże prawdopodobieństwo, że spotkałyśmy się na H22, zwłaszcza, że bardzo dobrze kojarzę Twój nick :) Miałam wtedy pod swoją opieką Puchona Alexandra z burzą loków na głowie i niezwykłym talentem do psucia wszystkiego, co znajduje się w zasięgu jego ręki.
    Tak czy tak, zaglądałam do Clarissy już wcześniej z zamiarem zaproponowania jakiegoś wątku, ale nie miałam konkretnych pomysłów. Jeśli jednak trzeba dramy, zawsze można na nas liczyć! Mam plan... albo może nawet dwa.

    Zróbmy z nich wrogów publicznych numer jeden. Fred to zapalony obrońca uciśnionych, superbohater w szkolnej szacie i w dodatku super nadopiekuńczy braciszek. Wyobraźmy sobie taką sytuację - Claire na drugim roku wyskakuje zza gobelinu i straszy jego małą pierwszoroczną siostrzyczkę, a on jest świadkiem całego wydarzenia. Panienka Summers automatycznie wskakuje na sam początek listy znienawidzonych przez niego osób, a cała akcja kończy się dla obojga długim szlabanem, jeżeli nie wizytą w skrzydle szpitalnym - z ich charakterkami od słowa do słowa, od wyzwiska do wyzwiska, w końcu doszłoby do wyciągnięcia różdżek (bo dziewczyn się nie bije). Od tego momentu dosłownie się nienawidzą. Kiedy mijają się na korytarzu, nie może obyć się bez złośliwej zaczepki i mordowania się nawzajem wzrokiem, gdy mają razem zajęcia, we wszystkim próbują się prześcignąć - w docinaniu profesorom i nauce zaklęć samej w sobie. Na zajęciach Klubu Pojedynków pod żadnym pozorem nie mogą być razem w parze, bo by się pozabijali. Wszyscy wiedzą, że się nie znoszą i nie mogłoby być inaczej, wszechświat bez tego nie byłby w stanie po prostu funkcjonować. Z taką relacją mamy pełne pole do popisu w kwestii samego wątku...
    1. wspólna mała zbrodnia - Pomysł ciekawy, jeżeli lubisz wartką akcję i tajemnice. Claire podobnie jak Freddie jest zwolenniczką nocnego zwiedzania Hogwartu z taką jedynie różnicą, że Weasley rozkład zamku ma w małym palcu już od trzeciej klasy, a ta dopiero wtedy zaczęła się go uczyć. Niemniej jednak myślę, że prawdopodobieństwo ich wpadnięcia na siebie podczas jednej z takich eskapad jest dość duże. Czy jest coś, co stanowi w pewnym stopniu sekret Twojej Ślizgonki, coś na czym mogłoby jej bardzo zależeć, a zabrałby jej to woźny? Lub czy w kartotece uczniowskiej mogłaby mieć zapisane coś, co chciałaby za wszelką cenę wykreślić? Lub najlepiej zwędzić całą kartotekę? Wymyśliłam sobie, że wpadliby na siebie nocą, gdy oboje próbowali włamać się do kantorka Filcha. Fredowi skonfiskowałby torbę, a bez niej czuje się jak bez ręki, Claire coś bardzo cennego. Oczywiście nie obyłoby się bez wyśmiewania się z siebie i wzajemnego warczenia, kto ma prawo wejść do środka, a kto ma się odczepić i spadać z powrotem do dormitorium, bo przecież ta druga osoba była pierwsza. W końcu wtargnęliby tam wspólnie, każde szukając tego, czego potrzebuje, usłyszeliby kroki i musieliby zwiewać, Fred najchętniej by ją tam zostawił, ale ona zdawałaby sobie sprawę z tego, że on zna zamek lepiej i przyczepiłaby się do niego, szantażując, że ma ją wyprowadzić do lochów najkrótszą drogą w przeciwnym razie zacznie krzyczeć i obojgu im się dostanie. A że Weasley to ciekawskie stworzenie, to z pewnością, gdyby Claire wynosiła swoją kartotekę, magicznym sposobem podmieniłby jej teczkę, bo chciałby ją najpierw przejrzeć sam. Zwyczajnie by ją zwinął. A następnego dnia oczywiście nie chciałby oddać. Wszystko zależy od tego, czy panienka Summers może mieć coś poważniejszego, ciekawszego za uszami. Żeby dodać więcej dramatyzmu możemy uznać, że tej samej nocy, kiedy się włamywali z kantorka woźnego zginęło coś cennego i zrobiła się wielka afera, tylko nikt nie wie, że to oni tam byli. I wzajemnie oskarżają się o to, kto to cenne coś ukradł. Jak poszalejemy i w końcu uwierzą sobie, że to żadne z nich, to ktoś ich może szantażować anonimowymi listami później, że ich wyda XDD I cały czas pamiętajmy, że się wciąż nienawidzą, ale muszą współpracować. Chyba mnie trochę poniosło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi


    1. 2. drobna wtopa - czyli mniej akcji niż w pierwszym, dużo emocji i skandal. Impreza ze zbyt dużą ilością alkoholu, wpadają na siebie. Nienawidzą się, ale nie zmienia to faktu, że Fred ma słabość do Ślizgonek. Jak zawsze od jednego niemiłego słowa do drugiego, jakimś cudem skończą obściskując się ze sobą, a następnego dnia będą nienawidzić się za to jeszcze bardziej. Ktoś może puścić o tym plotę w szkolnym radiu czy gazecie, czy ogólnie i znowu będą się wzajemnie obwiniać, które z nich to rozgadało. Chociaż z drugiej strony może faktycznie coś by tam zaiskrzyło.
      Ja nie wiem, mnie nie pytaj, chyba wena mnie już opuściła xd

      Jak tak o tym myślę to bez szału te moje plany. Jeżeli chcesz typowej dramy emocjonalnej mogę jeszcze zaproponować, że są byłą parą, która rozstała się, kłócąc się ze sobą i drąc na cały Hogwart, tak, że było to najgłośniejsze rozstanie w dziejach szkoły. I może przypadkowo trafiliby razem na jakiś długoterminowy projekt w parach.

      O BOŻE JAK SIĘ ROZPISAŁAM. To chyba na tyle z mojej strony, przepraszam za wszystkie błędy w wypocinach wyżej, pisałam co mi tylko do głowy wpadło. JESTEŚMY OTWARCI NA PROPOZYCJE. Więc wszelkie modyfikacje, łączenie pomysłów itd jest jak najbardziej na tak. Jeśli nic się nie spodoba, to też daj znać, może pokombinujemy w inną stronę.

      Pozdrawiamy cieplutko!]

      Freddie Weasley

      Usuń
  29. [Jestem jak najbardziej za! ♥ Jeeeeju, nie mogę się aż doczekać.
    I spokojnie, długością się nie przejmuj, ja sama miałam dość sporą przerwę, więc raczej nie będę pisała litanii. A przynajmniej się postaram, haha

    Czekamy zatem niecierpliwie <3]

    Podekscytowany Freddie

    OdpowiedzUsuń
  30. Znali się od dobrych kilku lat i doskonale wiedziała, jak skutecznie wyprowadzić go z równowagi. Obydwoje uwielbiali się ze sobą droczyć i nijak nie dziwił się, że Eklera i tym razem chciała wykorzystać okazję. Jego opłakany stan i zbyt duże mniemanie o sobie dawały idealne połączenie dla żartów i przytyków ze strony przyjaciółki, jeszcze przez co najmniej kilka najbliższych tygodni.
    - Do mnie nie musisz wymykać się po nocy, możesz wzdychać do mnie 24 godziny na dobę – wyszczerzył się dumnie, poprawiając guziki koszuli. Dziewczyna była od niego o niebo lepsza w te klocki, a on za każdym razem przeklinał w duchu to, że na lekcjach wiecznie wyręcza się zapatrzonymi w niego dzieciakami. Westchnął ciężko, widząc zapinający się rządek i pogroził jej z wyrzutem palcem.
    - Skromność odziedziczyłem w genach, nie masz na co narzekać. Nieziemski uśmiech zresztą podobno też…- wyszczerzył się dumnie, choć wspominanie o rodzinie nigdy nie należało do przyjemnych spraw. Ludzie na każdym kroku powtarzali mu, jak bardzo podobny jest do swojej matki a on z codziennie nienawidził się coraz bardziej za to, że ściągnął na nią śmierć. Jeśli świat dałby mu wybór na pewno nie zgodziłby się na przyjście na świat kosztem życia swojej rodzicielki, ale jako noworodek był na to za głupi i kiedy poczuł się gotowy, po prostu dał znak, że chce wyjść w końcu z bezpiecznego brzuszka mamy i pokazać światu, że jest już dużym chłopcem.
    - Nawet bez poobijanej twarzy wyglądałby gorzej niż ja – zaśmiał się, rozmasowując obolałe skronie. Choć nigdy przed nikim otwarcie tego nie przyznał, podobało mu się wiele mugolskich zwyczajów i nie miałby nic przeciwko, gdyby część spraw mógł załatwiać tak jak oni. Walka na pieści podniecała go o wiele bardziej niż obrzucanie się zaklęciami, ale jako ktoś kto na każdym kroku szczycił się swoim statusem czystej krwi, nigdy nie mówił tego głośno i mimo wszystko starał się tego unikać.
    - Kto to mówi o bzykaniu ? Zależy mi na pełnym miłości i namiętności seksie, z miłości do mojej kochanej Eklerci – wyrecytował, patrząc jej prosto w oczy. Spodobała mu się jej gra i nie miał zamiaru się poddawać. Co prawda o żadnym stosunku nie było mowy, ale takie dogryzanie sobie nawzajem i sprawdzanie granic wytrzymałości było jednym z jego ulubionych zajęć.
    - Oczywiście, że ci nie ufam – prychnął, ale zanim rozwinął swoją myśl, ona zdążyła już uporać się z jego ranami – Nie muszę wyrywać nikogo na bliznę, kobiety same pchają mi się do łóżka – mrugnął do niej wymownie, ujmując przy tym jej rękę i wplatając swoje kościste palce w jej dłoń. Przymknął delikatnie oczy, czując jak jego ciało przechodzi dziwny dreszcz, a wokół robi się dziwnie chłodno. Na zewnątrz panowała wyjątkowo przyjemna pogoda, a mimo to wszystkie ona w sekundę otworzył jakiś tajemniczy, chwilowy wiatr, który ustał zaraz po tym, jak Marcus odsunął się od przyjaciółki niczym poparzony.
    - To...to było cholernie dziwne…- wbił w nią zszokowane spojrzenie, rozglądając się zdezorientowany wokół. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył i miał nadzieję, że padli właśnie ofiarą czyjegoś głupiego żartu, lub któryś z nauczycieli mści się na nich za to, że swoimi nocnymi wycieczkami jak zwykle łamią regulamin.

    Marcus

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Jak to możliwe, że one są razem w dormitorium jak Claire jest z V roku, a Liv z VI? ]

    Olivia

    OdpowiedzUsuń
  32. Sama nie potrafiła zdecydować, czy cieszy się z powrotu do domu. Przez ten rok odrobinę zadomowiła się w Hogwarcie, choć nadal miała problem z przyzwyczajeniem się do pewnych rzeczy. Tęskniła za Beauxbatons i przyjaciółkami, ale z uśmiechem stwierdzała, że tu też udało jej się nawiązać sporo znajomości. Ostatecznie ze smutkiem oglądała się za siebie jadąc powozem do pociągu, który miał zabrać ją do Londynu, który nadal nie stał się jej domem.
    Tęskniła za Francją, za urokliwym domkiem otoczonym winoroślą i kwitnącymi kwiatami, za oceanem, do którego miała zaledwie kilkadziesiąt minut drogi samochodem i za przyjacielem, którego tam zostawiła. Spędzali razem każde wakacje i choć był mugolem, nie potrzebowała innego towarzystwa. Jasne, czasami musiała kłamać i opowiadać zmyślone historie o prywatnej szkole z internatem i tłumaczyć, że jest tak restrykcyjna, że nie wolno jej trzymać tam telefonu, a listy przekazują mu jej rodzice, bo przy okazji pisze też do nich, ale było warto. Nie miała pewności, czy gdyby wyznała mu prawdę, nie wyśmiałby jej i nie zakończył znajomości. A teraz nie ma już ani jego, ani reszty znajomych, czekały ją samotne wakacje w domu, którego nienawidzi.
    W pociągu była jako jedna z pierwszych, więc pognała na sam koniec, mając cichą nadzieję, że tam nikt jej nie zaskoczy. W Beauxbatons problem z paleniem był rozwiązany, w okolicy zamku pełno było miejsc, w których można było się schować i nigdy nie zdarzyło jej się, żeby ktokolwiek ją przyłapał. Przed Hogwartem rozciągały się błonia, cudowne, ale za to odkryte, a tuż za nimi Zakazany Las, który jak sama nazwa wskazuje, był zakazany. Co prawda znalazła kilka opuszczonych klas i mniej uczęszczanych łazienek, ale cholernie brakowało jej swobody.
    Dlatego zaszyła się w ostatnim przedziale i wyciągnęła skręconego pośpiesznie blanta, który tkwił w jej kieszeni od wyjścia z dormitorium i czekał na odpowiedni moment. Otworzyła okno, uznając że jest wystarczająco daleko od peronu i odpaliła go końcem różdżki, rozpływając się pod wpływem jego działania. Nie była uzależniona, nie targały nią silne emocje kiedy nie mogła zapalić, ale kiedy już mogła.. korzystała.
    Zakrztusiła się i zaczęła usilnie machać rękoma, kiedy coś mignęło jej za szybą, ale uspokoiła się widząc znajomą twarz.
    -Po co sprawdzają bilety, skoro wracają tylko dzieciaki? –wymruczała, już nieco swobodniej rozsiadając się na swoim miejscu. Akurat co do Claire nie miała wątpliwości, kwestia jarania jej nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie. Uśmiechnęła się słysząc jej pytanie i wyciągnęła z kieszeni następnego blanta, by następnie podać go dziewczynie.
    -Od września muszę znaleźć jakieś dobre miejsce, zamek jest okropny. Potrzebuję swobody i bezpieczeństwa, a tam muszę się kryć i modlić o to, żeby Jah powstrzymał niechciane spojrzenia. –westchnęła przymykając leniwie powieki. –Nie cieszysz się, że wracasz? –zapytała, zerkając na koleżankę i westchnęła ponownie przenosząc wzrok na majaczący w oddali Hogwart. Wolałaby tam zostać. Nie znała Londynu i już teraz wiedziała, że będzie cholernie tęsknić.

    Margoś

    OdpowiedzUsuń
  33. Malcolm Letherhaze nie podejrzewał, że tego dnia skutki wypadku w pracy wzmogą się na tyle, by zmuszony był przedwcześnie zawitać w zimnych lochach, gdzie znajdowała się po dzień dzisiejszy sala eliksirów znana mu jeszcze za czasów młodości. Na miejscu zmuszony był poprosić Rosaline Rathmann o sporządzenie mocniejszego specyfiku, który poprzedniego dnia został wyczerpany do dna buteleczki. Nie było to jednak takie łatwe zadanie, jak mogło się z początku wydawać, wymagało czasu, którego niestety Letherhaze nie posiadał, stąd też wynikało jego nieplanowane spóźnienie. Jak podejrzewał wypełniona po brzegi sala lekcyjna tętniła życiem i rozmowami, a uczniowie korzystali z przywileju powszechne nazywanego swobodą i cieszyli się jego nieobecnością.
    Niestety nie na długo. W początkowej fazie śmiechy dobiegające z sali, rozbrzmiewające niewyraźnie na korytarzu zamku ku zainteresowaniu postaciom nasłuchującym na ściennych obrazach, lecz nawet i on nie był w stanie ocenić, co jest powodem ożywienia wychowanków. Niedługo potem miał jednak okazję się o tym przekonać. Jak słusznie można, by zauważyć: a żaden ślizgon nie lubił być lekceważony, nawet, jeśli nie utożsamiał się ze swoim domem, coś w tym jednak było, zważywszy na to, że Malcolm Letherhaze za czasów swojej edukacji został wcielony w szaty Salazara Slytherina, a coś mu jednak na przestrzeni mijanych lat z tego pozostało. Nic więc dziwnego, że zachowanie panny Summers zagrało mu na nerwach, wraz z jej inscenizacją przed wszystkimi zebranymi, co zostało zresztą idealnie oddane przez zmarszczony nos, jakoby w formie reakcji odznaczonej w jego mikromice. Wypuścił bezgłośnie powietrze
    — Ośmieliłbym się stwierdzić, że jego łaskawość właśnie cię opuściła — oświadczył głośno i wyraźnie, by wszyscy obecni mogli zarejestrować wypowiedziane przez niego słowa, zatrzymując na niej świdrujące spojrzenie. Malcolm niedługo potem wszedł głębiej do sali, pokonując dzielącą go odległość między uczennicą. — Minus dziesięć punktów dla Slytherinu, Summers, wracaj na swoje miejsce. Twoje wygłupy dobiegły końca. Zostajesz po zajęciach, jak mniemam, poprzedni szlaban to dla ciebie za mało i potrzebujesz więcej atrakcji, nie ma sprawy. — dopowiedział spokojnie z opanowaniem, dokładnie w taki sposób, jakby zajście i próba wykorzystywania jego wizerunku nie zrobiła na nim wrażenia. Jak miało się niebawem okazać – była to ledwie cisza przed burzą. Istniało jednak spore prawdopodobieństwo, że jest przedsmak młoda, jasnowłosa Ślizgonka będzie mogła doświadczyć na swojej skórze podczas zajęć. — Tymczasem przechodzimy do przebiegu zajęć, uciekło nam piętnaście minut. Dziś skupimy się na powtórzeniu materiału, który przerobiliśmy na poprzednich zajęciach.

    Malcolm Letherhaze

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Z poślizgiem, ale przyszłam. Urocza pani, choć tej awersji do kotów to Silvers by jej nie wybaczył. A no i pewnie odpowiedzialny raczej jak: Summers, zajrzyj pod ławkę i sprawdź czy cię tam nie ma. Tylko uważaj na nudę i dziadostwo, czają się na każdego kto łączy ich z ciekawymi runami ]

    John

    OdpowiedzUsuń
  35. [To weź mi rzuć co tam chcesz za relkę, to się za to weźmiemy :D]

    Noah, ten od wyjców

    OdpowiedzUsuń
  36. [Jeszcze chwilę temu pisałaś, że wolisz chłopców. Zdecyduj się XD]

    Elis

    OdpowiedzUsuń
  37. [Bo to jest Zuzia tylko kurde nie było dla niej miejsca :( Hm, można by było coś takiego zrobić, ale przecież w końcu musiałaby jej uwierzyć i jej wybaczyć (można połączyć siły i się zemścić), bo przecież my się za bardzo kochamy, by się nienawidzić zbyt długo <3]

    Mama, która bardzo dziękuje za gratulacje i chciałaby wiedzieć co tam u córki więc odezwij się czasem na fejsbuniu

    OdpowiedzUsuń
  38. Istniała w życiu Jamesa grupka rzeczy, których robić nie powinien - i była ona całkiem spora. Gdyby miał narysować ją na kawałku pergaminu, z dużym prawdopodobieństwem zajęłaby ona nieco ponad połowę wolnego miejsca, przybierając kształt prostego okręgu. Natomiast rzeczy, które mimo wszystko robił, stanowiłyby drugi okrąg, mocno zachodzący na ten pierwszy, i dla nikogo nie byłoby to zbyt wielkim szokiem; rodzice sami się o to prosili, nazywając go po prawdopodobnie dwóch największych urwisach, jakich Hogwart widział w ciągu ostatniego stulecia.
    W tym obszarze zakrytym przez oba okręgi plasowało się bycie złośliwym gówniarzem, który dokucza Ślizgonom dokładnie w ten sam sposób, w jaki robił to jego dziadek i zarazem imiennik. Nie pochodził z czystokrwistej rodziny, jednej z tych, które gotowe są zabić, byle zachować tę osławioną czystość swoich genów - tak właściwie to, kim z pochodzenia był czyjś ojciec lub czyjaś matka, stanowiło ostatnią rzecz, która w ogóle mogła go obchodzić - i nie wychowano go na magicznego rasistę wytykającego innych palcami i mruczącego z niesmakiem "szlama". Dzieci Śmierciożerców to była jednak zupełnie inna sprawa, i nawet świadomość, że przecież ta garstka nastolatków nie miała najmniejszego wpływu na to, czyimi urodzili się synami lub córkami, świadomość, że być może jest wobec nich niesprawiedliwy, a już na pewno, że matka raczej by tego nie pochwaliła, od razu urządzając mu wykład o tym, jak to rodzina nie definiuje człowieka - nawet to nie sprawiało, że mógł pozbyć się żywioned wobec nich niechęci. Jakoś tak już było, że za nimi nie przepadał, jakkolwiek irracjonalnie by to nie brzmiało, a fakt, że byli to głównie Ślizgoni, też ani trochę nie polepszał sprawy.
    Tego dnia chyba jednak mimo wszystko przesadził. Trochę. Troszeczkę. Tak odrobinę, przynajmniej takie miał wrażenie, gdy Claire Summers tak po prostu odwróciła się na pięcie i odmaszerowała korytarzem, nie siląc się nawet na rzucenie mu nienawistnego spojrzenia. Z drugiej strony, to nie była jego sprawa, prawda?
    No więc właśnie nie do końca. I przekonał się o tym już tego samego dnia po południu, kiedy po skończonych zajęciach wpadł do swojego dormitorium, gotowy rzucić książki na szafkę nocną, przebrać się i popędzić na trening. Zamiast tego wszystkiego dostał miniaturowego zawału, kiedy pierwszą rzeczą, jaką zobaczył po przekroczeniu progu, była jak gdyby nigdy nic siedząca po turecku na jego łóżku Claire Summers.
    – Merlinie – wysapał sam do siebie, kiedy pierwszy szok minął. Wbił w dziewczynę wzrok osoby, która nie do końca wie, co tu się dzieje, ale jest prawie pewna, że nie jest to nic dobrego. – Okej, chcesz mi może powiedzieć, dlaczego uznałaś, że nachodzenie mnie w sypialni to dobry pomysł?
    Dopiero teraz uświadomił sobie, jak dziwnie patrzyła na niego ta garstka Gryfonów, na których nie zwrócił większej uwagi w pokoju głównym, i teraz wiedział czemu. Też patrzyłby dziwnie, gdyby któregoś słonecznego popołudnia zobaczył jedną i tę samą osobę wchodzącą do pomieszczenia dwukrotnie bez wcześniejszego wychodzenia. Pewnie pomyśleli, że nagle się sklonował.

    James, którego autorka bardzo przeprasza za takie opóźnienie

    OdpowiedzUsuń
  39. Kompletnie nie rozumiał tego, co dzieje się wokół i powoli zaczynało go to przerażać. Już widział podobny mrok i czuł kiedyś niemalże identyczny chłód, ale wtedy nie skończyło się to dla nikogo dobrze. Miał nadzieję, że ostrzeżenia ojca były bezpodstawne i ta dziwna więź, która zaczynała budować się pomiędzy nim a jego przyjaciółką nie była zwiastunem żadnej śmierci czy wojny. Jego rodzina od pokoleń opowiadała się po stronie zła, ale jedyne czego on potrzebował to po prostu typowe życie nastolatka, oparte na nauce, imprezach i wyrywaniu naiwnych panienek.
    - Nie, nie, nawet do mnie nie podchodź…- ostrzegł, ale na nic zdało się zwiększenie odległości. Zanim zaczął bardziej stanowczo protestować, Eklera już znalazła się niemalże na jego kolanach, stykając swoje dłonie z jego lodowatymi palcami. Powietrze znów zrobiło się dziwnie ciężkie, a ich szaty zaczęły poruszać się w rytmie gwałtownego podmuchu powietrza. Nie wiedzieć czemu zamknął na chwilę oczy, a cichy głos w jego głowie wysyłał mu wskazówki, nakazując jeszcze bardziej przysunąć się w stronę dziewczyny. Jego umysł w mig tworzył jakieś tajemnicze obrazy, których częścią była przede wszystkim Summers.
    - To...to wszystko nie było normalne – rzucił jedynie, tym razem jeszcze bardziej się od niej odsuwając. Miał nadzieję, że to jedynie jakiś efekt uboczny wypowiedzianego przez nią zaklęcia i że przekręciła coś, kiedy próbowała go uzdrowić. Od lat wiedział, że jest przeklęty, ale nie podejrzewał, że nie jest z tym na świecie sam. Jej rodzina wywodziła się co prawda z podobnego rodu, nijak nie przypuszczał jednak, że może być to jednoznaczne z noszeniem w sobie piętna mroku i śmierci.
    - Nie, to nie jest śmieszne i nie jest zajebiste...Musimy natychmiast skontaktować się z moim ojcem, zanim ktokolwiek w zamku dowie się, co jest grane – poderwał się gwałtownie z kolan i zaczął nerwowo krążyć po dziedzińcu. Zazdrościł jej, że nie ma pojęcia o tym, co się właśnie wydarzyło i że w ogóle nie jest świadoma konsekwencji takiego połączenia.
    - Pokaż rękę – ujął szybko jej dłoń i podwinął do góry rękaw jej koszuli – Tak jak myślałem, no kurwa… - warknął, wskazując na dziwne znamię, które zarówno u niej, jak i niego zaczęło się nagle gwałtowanie wypełniać i powiększać – To nie wróży nic dobrego...zło nadchodzi, a my będziemy częścią tej przeklętej wojny…- wbił w nią przerażone spojrzenie, mając nadzieję, że choć trochę uświadomił jej powagę całej tej sytuacji.

    Marcus

    OdpowiedzUsuń