19 czerwca 2018

if there were any more left of me


v i n c a s   s a l g e
18 XI 2003 w Yeovil, Anglia  –  VI rok, powtarzany ze względów zdrowotnych  –  półkrwi  –  syn Anglika i Litwinki  –  wychowanek domu Helgi Hufflepuff  –  członek koła ONMS i zielarskiego  –  różdżka 9 cali, grusza i włos z ogona jednorożca, krucha  –  ukrywany od niemal czterech lat mały futerkowy problem  –  dodatek
Zniknął po zeszłorocznej przerwie świątecznej, bez słowa, bez kartki z nabazgranymi naprętce kilkoma słowami i odciśniętymi śladami paru samotnych łez, bez dramatyzmu i całej tej wymuszonej, mdłej filmowości. Zniknął anonimowo, nie niepokojąc nikogo, nie wysyłając listów pożegnalnych, odcinając się od wszystkich i wszystkich od siebie, od wagi decyzji, której ciężaru nie chciał przypadkiem na kogoś zrzucić. Zniknął cicho i spokojnie, tak, jak zapada się w sen, nikogo nie raniąc, nikomu nie wadząc, będąc sam na sam ze sobą, swoimi myślami, postanowieniami, tą garstką marzeń i nadziei, wspomnień z wczoraj i wizji jutra, która drzemie niepozornie zwinięta w kłębek gdzieś w piersi, i czasem tylko szarpnie mocniej, tak nagle i niespodziewanie, że prawie boli. I bolało, w ten lodowaty, ostateczny sposób, jakby ciepło uciekało z ciała, zostawiając za sobą tylko pustą, wyschniętą skorupę, ale gdzieś tam po środku, pod obojczykiem - nie. Nie bolało ani trochę. Było tylko lekko, coraz lżej, jakby serce zastąpili mu wypełnionym helem balonem w kształcie Kubusia Puchatka, który jako pucołowaty siedmiolatek nieopatrznie wypuścił z ręki, gdy przyglądał się zamkniętemu na ciasnym wybiegu tygrysowi, zrezygnowanej maskotce, która być może kiedyś miała szansę zostać królem dżungli. Nigdy chyba nie przyszło mu do głowy, jak bardzo byli do siebie podobni, on i smutny wielki kot.
Zniknął, dokładnie tak, jak chciał. Zniknął, a potem wrócił, złapany przez czyjeś ręce i wyciągnięty z powrotem do jaskrawego światła, z którego stratą zdążył się już pogodzić, światła, które raziło w oczy i parzyło w palce, kiedy posłusznie znów się go uchwycił. Bolała go głowa i gardło, i przerażenie na twarzy matki, rosnący stosik nieprzeczytanych listów, których widok sprawiał, że miejsce pod kołdrą wydawało się jeszcze bardziej przytulne, a świat za oknem jeszcze bardziej nieprzyjazny i zimny, jakby mierzył go taksującym wzrokiem i mówił "i co, naprawdę sądziłeś, że uda ci się ode mnie uciec, durniu?".



────────────────── odautorsko ──────────────────
Yet another sad gay boi. Szukamy ojca od siedmiu boleści, przyrodniego rodzeństwa, o którego istnieniu nie wiemy, jakiejś wredoty, która wyniuchałaby wilkołactwo i chłopaczka męczyła, a poza tym weźmiemy też wszystko inne; możemy zaczynać, bo z myśleniem u nas czasem średnio. W tytule Fall Out Boy, na zdjęciu nie wiem kto, kartę napiszę kiedyś lepszą. W razie czego zapraszam: patykowyludek@gmail.com

21 komentarzy:

  1. (Tak! Przyznam się, że od samego początku po cichu czekałam, aż wilczek w końcu się pojawi. I jaki był mój zawód kiedy ogarnęłam, że trzeba będzie na niego chwilę poczekać.
    Bardzo chętnie razem z Kennym wyniucham to wilkołactwo. Mój Pan jest częstym gościem Zakazanego Lasu i wiecznym poszukiwaczem przygód więc myślę, że pewnego razu może natknąć się na coś... co przykuje jego uwagę. Jeśli jesteś chętna to zapraszam. W razie czego zawsze można wymyślić co innego. Powodzenia na blogu!)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wychodzi na to, że nasze postacie powinny się znać. Na wcześniejszych latach na pewno mieli wspólnie jakieś przedmioty. Zawsze możemy ich wpakować w jakieś wspólne kłopoty lub w jakiś spokojniejszy wątek, kwestia dogadania:D]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie zaskoczyło mnie, że pierwsza osoba rekrutująca się na bloga zaklepała wilkołaka. Szkoda, że nie byłam nią ja, ale w sumie nie narzekam, bo Anguis też ma nieco problemów z futerkiem tylko na własną prośbę ^^ Są teraz razem na roku, więc mogą współpracować, albo nie i znać się tylko z koła onms ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Piękny tekst. Naprawdę, bardzo dobrze napisany, przejmujący... No zachwyciłam się. Tylko (może się mylę), ale jeśli on jest z 2005, a teraz mamy rok szkolny 2020/2021 to zgodnie z planem, biorąc pod uwagę, że jest z listopada, zaczynałby rok szkolny w 2017 roku razem z rocznikiem 2006 i tymi urodzonymi po wrześniu 2005. Z tego wychodzi, że w roku szkolnym 2020/2021 powinien być w normalnie w czwartej klasie, a skoro powtarza to chyba nawet i w trzeciej... Ale jak już mówiłam, nie upieram się, że mam rację, tak tylko zaczęłam liczyć i się zastanawiać :P niemniej jednak witam na blogu! Skoro ma futerkowy problem to jego szkolna pielęgniarka powinna o tym wiedzieć :D a Justysia może fascynować, że on jest taki tajemniczy i bardzo chcieć się wszystkiego o nim dowiedzieć. Tak czy inaczej, zapraszam do swoich postaci! ;)]
    Victoria/Justin

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Pewnie wszyscy ci to powtarzają, ale Vin jest smutny i dość uroczy w tym swoim wycofaniu. Co ja poradzę, mam słabość do małych futerkowych problemów, a poza tym ślicznie napisałaś kartę. Musiałam się pojawić. A gdyby tak on i Freddie spotkali się w wakacje w mugolskim świecie? Któryś któregoś uratowałby od utopienia się w jeziorze czy coś? Xd ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ojejcia, wilkołak! ^^ Tylko jeśli powtarza rok nie powinien być na IV roku, skoro jest z końca 2005...?
    Karta pięknie napisana, smutna troszkę, ale naprawdę przyjemnie mi się czytało. Z chęcią dowiedziałabym się, gdzie się panu udało zwiać ;p
    Morza weny!]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  7. Witamy serdecznie i życzymy udanej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam bardzo mocno i serdecznie. Postać super ciekawa, więc jeśli masz ochotę to zaproszę Cię do siebie albo do Michaela, albo do postaci, która aktualnie jest w trakcie tworzenia (jakiś Yaxley zapewne). Życzę również dużo dobrej zabawy!]

    Michael Potts

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć! Twoja karta jest naprawdę niesamowita, bardzo podoba mi się sposób w jaki została napisana i czytało się ją naprawdę świetnie. Wybrałaś drogę, która jeszcze bardziej to wilkołactwo komplikuje, aż szkoda Vincasa, który wydaje się być naprawdę sympatyczną postacią. Życzę samych świetnych wątków, mnóstwa weny i dobrej zabawy na blogu.]

    Galen Ollivander

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam serdecznie nowy nabytek Borsuków. Bardzo przyjemnie czytało się kartę, chociaż zapewne ze strony Halliwella Vincasa spotkałaby przede wszystkim drwina za przerwanie edukacji. Baw się tutaj dobrze!]

    Halliwell Shanter

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Powiem Ci, że to jest bardzo interesująca karta. Fajnie napisana, trochę enigmatycznie, ale może przez to jakoś tak porusza i zaciekawia. Baw się dobrze i pisz same świetne wątki! ;) ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  12. [Czekałam z odpisaniem, bo czułam, że w końcu się nie powstrzymam i zrobię tę drugą postać. Postawiłam sobie trochę wyżej poprzeczkę, pierwszy raz zabierając się za postać kanoniczną, ale mam nadzieję, że ten eksperyment nie okaże się porażką :D
    Wpadam tutaj, bo Vincent jest wilkołakiem i na dodatek są w tym samym domu, a boginem Louisa (najpewniej przez to, co przydarzyło się jego ojcu) został wilkołak, więc mogłoby być ciekawie ich ze sobą jakoś powiązać. Co o tym sądzisz?]

    Louis Weasley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vincas*

      Autokorekto, zaufałam ci pod wpływem ekscytacji :<

      Usuń
  13. (Nie mogę się zdecydować więc myślę żeby to jakoś połączyć. To znaczy - Kenneth przyuważy jak Vincas tupta do Zakazanego Lasu i przez chwilę będzie go śledzić, aż w końcu go zatrzyma. Vincas natomiast nie będzie miał czasu na tłumaczenie się bo zaraz będzie zmagać się z futerkowym problemem więc może mu uciec z pola widzenia, a później Kenny dostrzeże czającego się wilkołaka - tylko głupek jeszcze nie skojarzy faktów i nie będzie wiedział, że to Vincas. No i później jakoś to pójdzie. Nie wiem, mam nadzieję, że nie zamieszałam? Może na początek być coś takiego? Pewnie i tak wyjdzie później wszystko w praniu. Zacznę jak tylko dasz znać czy taki scenariusz ci odpowiada. :D)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  14. [hm... zawód miłosny... zabrzmiało ciekawie, co konkretnie masz na myśli? ;) Jeśli chcesz możesz napisać do mnie na maila: andante.rapsody@gmail.com , stwórzmy coś ciekawego ;)]
    Justin

    OdpowiedzUsuń
  15. [Jak ja lubię znikające postacie bez żadnej wiadomości! Hej, ciekawy pomysł na postać, oby prowadziła się dobrze :) Gdyby naszła Cię chęć, zapraszam do siebie!]

    Vincent // Priscilla

    OdpowiedzUsuń
  16. Sky sam już nie do końca wiedział, czego oczekiwał, co kilka dni pojawiając się przed drzwiami Cassiego. Był już właściwie przygotowany na to, że będzie jak zwykle: do środka wpuści go pani Salge, powie mu kilka słów o swoim synu, bez skutku starając się ukryć swoje zmartwienie, a potem zniknie na chwilę i wróci z tym charakterystycznym, smutnym, przepraszającym wręcz uśmiechem i oznajmi śpi, nie chcę go budzić albo tylko pokręci głową, w ten czy inny sposób wyraźnie nie chcąc robić mu przykrości. Skylar naprawdę doceniał delikatność, z jaką za każdym razem był zbywany; wiedział, że Vincas wcale nie spał, a po prostu odmawiał zobaczenia się z nim, ale nawet z tą świadomością to wszystko bolało trochę mniej. Czasem nawet zostawał na parę minut, nie potrafił odmówić filiżanki herbaty i obiecywał, że niedługo wróci, że się nie podda. No i wracał. Za każdym razem, kiedy pani Salge szła poinformować swojego syna o jego wizycie, Sky miał wrażenie, że serce podchodzi mu do gardła i zamiera w oczekiwaniu i nikłej acz wciąż tlącej się jeszcze nadziei, że może tym razem. Mimo to, był kompletnie nieprzygotowany na to, że pewnego gorącego, czerwcowego popołudnia wreszcie tak po prostu usłyszy, że może wejść.
    Odetchnął głęboko i z zaskoczeniem aż upewnił się, że na pewno dobrzy usłyszał i jego chłopak naprawdę chce go widzieć, co pani Salge potwierdziła, uśmiechając się do niego z nadzieją i kładąc mu rękę na ramieniu w geście otuchy. On naprawdę dużo przeszedł, powiedziała, na co Skylar pokiwał głową na znak, że wie, że pamięta, że będzie ostrożny. Nie chciał tego spieprzyć, nie teraz, kiedy wreszcie zrobił krok do przodu, albo inaczej, kiedy wreszcie w ogóle ruszył z miejsca.
    Gdy wchodził do pokoju Vincasa, wcześniej wciąż tak na wszelki wypadek zapukał i dodał ciche hej to ja, a kiedy był już w środku, zrobił wszystko, żeby nie dać po sobie poznać, jak smutno właściwie się poczuł. Większość Cassiego była schowana gdzieś pod fałdami grubego koca, więc w sumie najpierw zobaczył tylko jego czarne, potargane loki, trochę podkrążone oczy i wyraźnie zmęczone spojrzenie. Miał niejasne wrażenie, że jego chłopak się poddał i jakby chciał mu to przekazać, ale nic podobnego nawet nie wchodziło w grę. Sky przez chwilę po prostu stał i przyglądał mu się uważnie, lekko przechylając głowę w bok i właśnie wtedy, ponad całym tym smutkiem i niepokojem przebiła się nadzieja i ulga, że nareszcie go widzi, nareszcie, chociaż przez chwilę, bo tak cholernie mu go brakowało.
    – Cassie. Tak za tobą tęskniłem – powiedział, starając się nie brzmieć tak emocjonalnie, jak się czuł, ale nic z tego. Głos mu trochę zadrżał, ale mimo to uśmiechnął się do swojego chłopaka ciepło i pozwolił sobie usiąść obok niego na łóżku i wyciągnąć w jego stronę rękę; chyba chciał, żeby Vincas za nią złapał, albo zrobił cokolwiek, co dałoby Skylarowi znać, że może po prostu go do siebie przyciągnąć i przytulić tak, jak miał na to ochotę. Nie chciał go jednak przytłoczyć, ani się narzucić, więc po prostu tak siedział wpatrując się w niego jakby wciąż nie do końca wierzył, że naprawdę go widzi.
    – Mam nadzieję, że nie wpuściłeś mnie tu tylko po to, żeby mi powiedzieć, jaki jestem nieznośny tak cię ciągle nachodząc – dodał i tak, to był szczyt humoru, na jaki był się w stanie w tej chwili zdobyć; jedyne rozluźnienie atmosfery, jakie przyszło mu do głowy. Bo być może trochę, ale tylko troszeczkę, bał się, że Cassie rzeczywiście chciał mu jedynie uświadomić, jak bardzo nie chce go już nigdy widzieć. Już sama myśl o tym go bolała.

    guess who ♥

    OdpowiedzUsuń
  17. Pomimo bycia razem z Vincasem w jednym dormitorium, Kenneth jakoś nigdy nie miał okazji aby z nim dłużej porozmawiać. Salge był dla niego i reszty współlokatorów kimś nowym; kimś kto podobno musi powtarzać jeden rok z powodów zdrowotnych. Była to jedyna informacja, jaką otrzymali, kiedy dowiedzieli się, że w dormitorium pojawi się nowa osoba. Poza zwykłym Cześć i trywialną wymianą zdań odnośnie tego jaki przedmiot właśnie mają, nie było jeszcze szansy aby poznali się jakoś bardziej. I to nie tak, że Kenneth nie chciał, bądź nie był zainteresowany poznaniem nowego kolegi – po prostu kiedy rano wybiegał z dormitorium ze źle zawiązanymi sznurówkami oraz koszulą założoną na odwrót, wracał dopiero wieczorem i przeważnie był już tak zmęczony po odbębnianiu swoich kar za nieodpowiednie zachowanie lub wywijaniu psikusów, że padał na łóżko jak kłoda i zasypiał w pięć minut. A później nastawał ranek i dzień znów zaczynał się tym samym rytuałem, który zdawał się nigdy nie kończyć.
    Były jednak takie noce, których nie przesypiał jak niemowlę, a wykorzystywał do tego aby wymknąć się po kryjomu z zamku; przeważnie w celu pójścia do Zakazanego Lasu, w którym mógł poobserwować magiczne zwierzęta – za dnia zupełnie niewidoczne – czy nakarmić testrale, z którymi zdążył się już zaprzyjaźnić.
    Wiele razy słyszał aby podczas pełni lepiej się nie wymykać, jednak na nim księżyc oraz plotki o czyhających w lesie wilkołakach nie robiły zbyt dużego wrażenia. Być może dlatego, ponieważ jeszcze nigdy żadnego nie spotkał, a być może z wrodzonej głupoty i braku poczucia jakiegokolwiek strachu przed niebezpieczeństwem.
    Na noc praktycznie wszyscy zakrywali kotary swoich łóżek, dlatego wychodząc z dormitorium, Kenneth nie miał pojęcia, że nie tylko on je ostatecznie opuścił.
    Droga do Zakazanego Lasu jak zwykle nie była dla niego niczym trudnym do pokonania. Jedyną przeszkodą, jaką musiał pokonać, był Irytek – ale i na niego miał już swoje sposoby więc koniec końców sukcesywne ominięcie go nie zajęło mu tak dużo czasu.
    Plany na dzisiejszą noc były dosyć niesprecyzowane i chaotyczne – sam nie do końca wiedział, w którą stronę chce się najpierw wybrać, więc pozwolił aby nogi poprowadziły go same. Ostatecznie zawędrował w głąb lasu, w rejony, w które zapuszczał się bardzo rzadko. Chciał znaleźć jakieś poszlaki świadczące o obecności Bagnowyja, o którym mieli dzisiaj wykład na zajęciach Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami, lecz zamiast tego los chyba chciał aby znalazł coś, a raczej kogoś zupełnie innego.
    Do tej pory szedł się po ciemku – mniej więcej wiedział już jak poruszać się po lesie aby nie wyrżnąć po pięciu krokach. Ponadto nie chciał odstraszyć światłem zwierząt. Kiedy jednak usłyszał nagły, niespodziewany trzask łamanych gałęzi i obecność kogoś, kto zdecydowanie nie jest magicznym stworzeniem, uniósł gwałtownie różdżkę do góry, wymawiając ciche Lumos.
    Widząc przed sobą bladą twarz Vincasa, prawie ugięły się pod nim kolana. Przełknął ślinę i zamrugał parę razy, chcąc upewnić się czy nie ma przypadkiem przywidzeń. Wzrok go jednak nie mylił, a parę metrów przed nim rzeczywiście stał Puchon; był chyba tak samo zaskoczony widokiem Kennetha, jak sam Wood widokiem Vincasa.
    – Chryste, ale mnie wystraszyłeś – odezwał się w końcu Kenny, opuszczając różdżkę. Po chwili zawahania zrobił parę kroków do przodu, chcąc się do niego zbliżyć, jednak miał dziwne przeczucie, że Salge nie wcale nie cieszy się na jego widok. – Wszystko w porządku? Słyszałem jak opuszczałeś dormitorium – skłamał. Nie chciał jednak aby chłopak wiedział o tym, że tak po prostu się tutaj wymyka.

    (Wybacz za zwłokę i za to coś na górze. Chyba jednak nie umiem zaczynać. :x I jeszcze ogarnęłam, że są razem w dormitorium więc ostatecznie trochę ten wstęp zmieniłam.)

    kenneth

    OdpowiedzUsuń
  18. Uśmiechnął się, chociaż był to raczej smutny uśmiech. Domyślał się, że tak naprawdę wcale nie było lepiej. Jego chłopak nie tylko brzmiał, jakby recytował jakąś wymyśloną wcześniej formułkę, ale też postanowił chyba wcale nie niego podczas tego ich ponownego spotkania nie patrzeć. Sky westchnął, przygryzając dolną wargę. Nie czułem się dobrze musiało być wielkim niedopowiedzeniem, bo chociaż mama Vincasa nigdy nie przekazała mu, co dokładnie jej syn przechodził przez ten czas, kiedy nie pojawiał się w szkole, to Skylar wywnioskował z jej słów, że było to coś naprawdę poważnego. Zgadywał, że mogło mieć coś wspólnego z wilkołactwem, ale musiałby być kompletnie niewychowany, żeby pytać o to wprost, nieważne, czy swojego chłopaka, czy jego mamę. To byłoby po prostu nie na miejscu i tak naprawdę nie jego sprawa.
    Teraz trochę mu ulżyło, bo wreszcie zobaczył Cassiego, usłyszał jego głos, siedział zaraz obok, wręcz na wyciągnięcie ręki… a jednak Sky nigdy wcześniej nie czuł się tak daleko od swojego chłopaka, jak właśnie w tej chwili. Nie podobało mu się to.
    – Hej. Cassie – powiedział cicho, miękko, po czym ostrożnie wyciągnął rękę w jego stronę i przez chwilę po prostu ją tak trzymał, a potem, kiedy chłopak się nie odsunął ani nie zatrzymał go w żaden inny sposób, delikatnie dotknął jego policzka. Czuł się trochę jakby próbował pogłaskać kota, który wyjątkowo nie przepadał za ludźmi. Chciał tylko, żeby Vincas na niego spojrzał. – Dziękuję, że mnie wpuściłeś, okej? Rozumiem, że się źle czułeś, ja…jestem tu, bo mi na tobie zależy i… chciałem, żebyś wiedział, że jeśli kiedykolwiek będziesz mnie potrzebował, to zawsze tu będę. I zawsze wrócę.
    Wiele razy myślał nad tym, co dokładnie powinien powiedzieć, kiedy jego chłopak wreszcie pozwoli mu się odwiedzić, ale teraz jakby kompletnie zapomniał wszystkiego, co wtedy przychodziło mu do głowy. Nie był chyba stworzony do wygłaszania wielkich, pięknych przemówień, ale przynajmniej to, co mówił, mówił od serca.
    – Możesz mi powiedzieć… co tylko chcesz, albo możesz nic nie mówić. Możemy po prostu razem posiedzieć, bo ja… naprawdę się stęskniłem. I martwiłem się o ciebie, wiesz, Hogwart to po prostu nie to samo, kiedy cię nie ma – przyznał i uśmiechnął się, tym razem bardziej pokrzepiająco.
    Wcale nie zależało mu przecież teraz na utrzymywaniu smutnej atmosfery i wcale nie przyszedł tutaj, żeby przesłuchiwać swojego chłopaka i wyciągać z niego jakiekolwiek informacje, którymi ten nie miał ochoty się dzielić. Sky chciał po prostu być, tutaj, dla niego, a właściwie to dla nich obu, bo nie chciał stracić tego, co mieli. Właściwie to właśnie tego również się obawiał – że być może Cassie już dawno stwierdził, że ich związek nie miał przyszłości i nie miał ochoty go kontynuować. To, że jednak był w jego pokoju i to, że Vincas przyznał, że też tęsknił, dawało mu trochę nadziei, że może tak nie było. Tak czy inaczej, Skylar chciał być dla niego oparciem, niezależnie od tego, czy w sensie romantycznym, czy jedynie koleżeńskim, zostawienie go samemu sobie po prostu nie wchodziło w grę. Za bardzo mu zależało.

    your awkwardly in love boyfriend

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeśli Cassie nie chciał mówić o tym, co tak naprawdę leżało mu na sercu albo po prostu jeszcze nie był gotowy o tym rozmawiać, to oczywiście nie musiał. Sky mógł na razie odpuścić i zaakceptować jego wszystko w porządku, szczególnie w połączeniu z tym, że Cassie zdradził, że po wakacjach chciałby wrócić do szkoły. Skylar uśmiechnął się na tę wiadomość, zadowolony, że być może znów zobaczą się w Hogwarcie. Jasne, teraz mieli trochę do nadrobienia, ale mieli też na to czas. Tyle czasu, ile tylko chcieli.
    – Nikt cię nie wywalił, jestem pewny, że wszyscy ucieszyliby się, że cię znowu widzą. Tak jak ja się cieszę, że cię widzę – zapewnił, bo właśnie tak uważał. Wszyscy lubili przecież Vincasa, uczniowie i nauczyciele i w ogóle cała reszta, jego nie dało się nie lubić. A Sky go na przykład nawet więcej niż lubił.
    – Och, no wiesz, w porządku – odpowiedział na pytanie, co u niego. Czuł się trochę głupio, bo wszystkie jego problemy wydawały się teraz naprawdę trywialne i wiedział, że co jak co, ale narzekać teraz na pewno nie będzie. Postarał się więc sformułować jakąś w miarę optymistyczną myśl. – W szkole cię za dużo nie ominęło, raczej nie działo się nic ekscytującego. – Ludzie o ciebie pytali, chciał dodać, ale ugryzł się w język, bojąc się, że mogłoby to zabrzmieć oskarżycielsko, a wcale nie o to mu chodziło. – Nie wygraliśmy Pucharu Domów, ale boisko przez cały rok było nasze, serio. Mówiąc o Quidditchu, chyba chcę grać zawodowo. Chyba. Jeszcze nie jestem pewny.
    Skylar wzruszył ramionami. Każdemu mówił to samo; niczego jeszcze nie zdecydował, ale tak naprawdę, głęboko w środku, wiedział, że wciąż jeszcze ciągnie go do gry tylko dlatego, że chce, żeby ojciec był z niego dumny, żeby zobaczył, że Sky jest dokładnie tym samym chłopakiem, jakim był zawsze i nic się nie zmieniło.
    – Nie wiem, co jeszcze, wybacz, że tak… paplam? – dodał trochę niepewnie, lekko przechylając głowę w bok i po prostu nie potrafił przestać przyglądać się Vincasowi. A to dlatego, że wiedział, że zaraz pewnie będzie musiał wyjść z jego pokoju i nie miał pojęcia, kiedy znowu będą mogli się zobaczyć. Nie chciał mu przeszkadzać, a jednak… a jednak trochę chciał mu przeszkadzać. I to często. Odchrząknął. – Ja… nie chciałbym ci przeszkadzać, więc… daj znać, kiedy będziesz miał mnie dość? – poprosił mimo wszystko, powoli, ostrożnie, bo nie do końca był w stanie stwierdzić, czy Cassie wygląda, jakby miał dość jego towarzystwa, czy bardziej jakby miał dość życia i całego świata tak ogólnie. I chyba już wolał tę pierwszą opcję, nawet jeśli trochę go bolała.
    – Jeszcze tylko… mam nadzieję, że wrócisz do szkoły. To znaczy, jeśli będziesz czuć się na siłach oczywiście. Zawsze możesz na mnie liczyć we… wszystkim tak właściwie, wiesz? – zapytał, bo naprawdę miał to na myśli i Cassie powinien na tym etapie już wiedzieć, że jeśli czegokolwiek od niego potrzebował, to wystarczyło tylko słowo i Sky pomógłby mu, jak tylko by mógł. Włącznie z zostawieniem go w spokoju, ale… miał nadzieję, że to nie tego jego chłopak chciał.

    your lame as always babe

    OdpowiedzUsuń