18 czerwca 2018

Say my name, you know who I am


Christopher Zabini
13/02/2006 | V rok | Slytherin | czysta krew | pałkarz
cis, włókno ze smoczego serca, 13 cali, wyjątkowo giętka
Klub Pojedynków | Klub Eliksirów | Klub Ślimaka

· chodząca sprzeczność · Ognista najlepszym lekarstwem · bilard nałogiem · hipnotyzujące brązowe tęczówki · podrywacz, flirciarz, łamacz serc - po babci · perfekcjonista · awersja do własnego imienia · arystokrata · uśmiech na każdą okazję · wachlarz masek · patronus wciąż zaledwie mgiełką · do bogina się nie przyzna · właściciel przemyconego leminga górskiego · serce skradzione pewnego wieczoru · 

Kiedy cię mija, mimowolnie się oglądasz. Ma w sobie coś, co przyciąga wzrok, hipnotyzuje. Wrodzony urok osobisty, arystokratyczne wychowanie, widzisz to w każdym najmniejszym geście. Jednocześnie coś dzikiego, kociego, drapieżnego. Jakby cały czas czaił się na kolejną zdobycz. Może właście na ciebie? Nie łudź się, nie będziesz celem na dłuższą metę. Ma ten brzydki zwyczaj bawienia się kolejnymi ofiarami: uwiedź, zabaw się, porzuć. Niektórzy zwalają to na plotki o jego babci, podobno wiele się od niej nauczył. Ale wiesz dobrze, że gdyby tylko spojrzał na ciebie dłużej brązowymi oczami, nietrudno byłoby się zapomnieć i ulec.

Bystre spojrzenie miga ci co jakiś czas na korytarzach, masz wrażenie, że to on śledzi ciebie, a nie na odwrót. Nie masz pojęcia, czy na jego ustach błąka się uśmiech, czy może raczej grymas pogardy tak typowy dla arystokratów. Chciałbyś dowiedzieć się, co czai się za fasadą tego intrygującego młodego mężczyzny. Podczas meczy macha pałką jak zawodowiec, powietrze zdaje się jego żywiołem, a miotła - częścią jego samego. Podziwiasz go. Na korytarzu widujesz go zazwyczaj otoczonego gromadką wielbicieli rozdającego co po niektórym wyćwiczone uśmieszki. Innym razem dostrzegasz go z paczką kumpli żartującego z jakiegoś nieudolnego młodszego mugolaka. Na spotkaniach Klubu Ślimaka pojawia się z kpiącą miną - o ile w ogóle się zjawia. Kiedy się spóźnia, wchodzi na zajęcia jak gdyby nigdy nic. Zazdrościsz mu tej swobody, totalnego olewania. Sprawia wrażenie, jakby nic go specjalnie nie obchodziło, wszystko przychodzi mu samo z siebie, jakby nigdy w życiu nie musiał się o nic starać. Błyszczy na eliksirach, nie znasz nikogo, kto z taką sprawnością dodaje składniki i uzyskuje tak idealne wyniki. Trafienie na niego jako partnera podczas Klubu Pojedynków można uważać za traf losu jak również i za nieszczęście. Wymachuje różdżką jak szermierz, zaklęciami rzuca jak z rękawa. Często obserwujesz jego ruchy, próbujesz naśladować, ale wszystko wygląda karykaturalnie. Nie znajdziesz drugiego takiego jak on.

I chociaż obserwujesz go tak często, nie wiesz, że w kącie dormitorium bawi się w wynalazcę. Nie masz pojęcia o jego fascynacji Dowcipami Weasleyów, nie wiesz jak pasjonuje się majsterkowaniem. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak osobliwe jest jego ulubione danie. Nawet nie domyślasz się, co może widzieć w Ain Eingarp ani czym pachnie mu amortencja. Nie masz pojęcia, czemu tak bardzo nienawidzi swojego imienia. Nie znasz jego historii, nie znasz go wcale.


My broken pieces, you pick them up
Don't leave me hanging hanging come give me some
When I'm without you, so insecure
You are the one thing, one thing I'm living for

KRÓL | DWÓR | KRÓLESTWO



· m a r u d z e n i e  a u t o r k i·

W Ą T K I (8/10? zginę marnie) Fred, Liv, Addie, Bree, Rox, Justyś, Buck, Scorp

54 komentarze:

  1. [Mam cholerne wrażenie, że Zabiniego gdzieś widziałam, ale na hogwartach nie było mnie z siedem lat, więc mogę się mylić. W każdym razie, cześć! Chodź złam nam serce.]

    Margo & Scorp

    OdpowiedzUsuń
  2. [Kocham nad życie, oddaję swoje serce w łapki tygrysa.
    Cześć, Chris. Zmajstrujmy razem coś niedobrego.]

    Na zawsze Wasz Fredziak

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Jestem zauroczona postacią! *_*Mam słabość do jego ojca :P więc prawdopodobnie do syna też :D zapraszam do Victorii, zróbmy coś szalonego <3]
    Victoria S.

    OdpowiedzUsuń
  4. [Buck pewnie z chęcią dziabnął by go łyżką/różdżką w oko (bo to dla niego bardziej naturalny odruch niż rzucenie zaklęcia), za bycie mistrzem Quidditcha podczas międzydomowych rozgrywek tudzież nabijanie się z mugolaków. Albo widowiskowo się na Zabiniego przewrócił, wysadził mu kociołek (ale nie, to nie ten sam rok :c) czy oblał czymś, biorąc go z kolei na litość. XD Interesujący ten Twój Zabini, naprawdę. No nic, miłej zabawy życzę!]

    Dybuck Sheeridan

    OdpowiedzUsuń
  5. Witamy serdecznie, bawcie się tutaj dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze znów być w domu... ^^
      Z całą pewnością będziemy bawić się wyśmienicie! :D

      Usuń
  6. [Witam Zabiniego z powrotem w progach Hogwartu. :D]

    Halliwell

    OdpowiedzUsuń
  7. [Gdzieś czytałam, że Mrs. Zabini była jedną z najpotrzebniejszych czarownic w serii :P co do wątku to ja sobie wymyśliłam coś takiego ( stop me if I'm too crazy ), że jakoś dajmy na to pod koniec grudnia, czyli w trakcie trwania przerwy świątecznej, jeszcze zanim Victoria trafiła do Hogwartu, to spotkali się na jakiejś imprezie (możemy powrzucać jakieś flashbacki) no i wiesz, odpowniednia ilość alkoholu, on ją jakoś zwiódł, że jest starszy niż w rzeczywistości, coś się tam zadziało, ona się zwinęła nad ranem przekonana, że już panicza nie zobaczy i nikt się nie dowie o jej przygodzie z 20-latkiem (tak przynajmniej sądziłam)... A tu BUM! z jakiś powodów Zabini ląduje w Skrzydle Szpitalnym i Victoria gdy poznaje to jest przerażona, bo nie dość, że przespała się z siedemnastolatkiem to teraz on może ją szantażować, że ten sekret wyjdzie na jaw... Takie coś wymyśliłam :P jeśli chcesz, to mogę zacząć, chyba że lubisz ;)]
    Victoria S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie. Poczekaj. On jest na 5 roku. Zbyt patologicznie. Ale spokojnie, zaraz wymyślę coś nowego :D

      Usuń
  8. [Nie daruje tym razem wątku. Nie ma opcji. Cześć z powrotem!]

    Avalon i Lyall

    OdpowiedzUsuń
  9. [Dobra dusza mnie uświadomiła, że w tamtym roku przez chwilę na kronikach byłam *taka ze mnie gapa* więc już wiadomo skąd mi się kojarzy ;) Gdyby Margo usłyszała, że ktoś nazywa ją uroczą, nie byłaby zachwycona. Usilnie próbuje stać się zadziorą. Ale masz rację, powiązanie z Malofy'em powstaje wręcz naturalnie, w końcu ich ojcowie się przyjaźnili, nie licząc tych kilku momentów z podkopywaniem autorytetu :D W każdym razie, wspólne dormitorium zobowiązuje, może chce Chris spróbować zrobić ze Scorpiusa stereotypowego Malfoy'a? :o]

    Scorp

    OdpowiedzUsuń
  10. [Niestety nic konkretnego nie mam, więc zostawię maila i zapraszam na burze mózgów. :) cathylambre@gmail.com]

    Dybuck Sheeridan

    OdpowiedzUsuń
  11. [xDDD OMG, ale literówkę walnęłam i nie zauważyłam :x nie wiem czy mogę to zmienić, czy Google nie ma jakiegoś limitu :D dzięki za zwrócenie uwagi. Nie da mi to teraz spokoju xd ]

    Pan Gawędziarz.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ojej, dziękuję z całego serducha! Nebraska była na pierwszej odsłonie Kronik (nawet w kilku odsłonach, HEHE), ale nigdy chyba nie miałyśmy okazji powątkować, choć Ciebie oczywiście pamiętam. I Zabiniego. Wnioskuję, że skoro oboje są z rodów czystokrwistych, to z pewnością zdążyli bywać razem na obiadkach, przyjęciach, bankietach-nudnych-jak-flaki-hipogryfa i troszkę się już poznali. Pytanie, czy idziemy w pozytyw, czy może wręcz przeciwnie?]

    Nebraska Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  13. [Cześć! Justyś do panów też się lubi czasem przytulić, tylko na chwilkę, żeby tylko nikt sobie niczego nie pomyślał :P Ja tak sobie myślę, że Justyś by poznał Zabiniego i się dowiedział, dlaczego nienawidzi swojego imienia (bo mnie osobiście bardzo to ciekawi :P]

    Justin

    OdpowiedzUsuń
  14. [Witam serdecznie. Zgaduję, że kradziej serca już jest wybrany/a, ale to nie zmienia faktu, że bardzo chętnie wzięłabym sie za jakiś wątek. Jeżeli i ty masz chęć, zapraszam do siebie i może razem uda nam się coś wykombinować (polecam kontakt mailowy ;) )]/Janeceve

    OdpowiedzUsuń
  15. [jak w ciemnym kącie, to Justyś też się na na dłużej przytulić... :D Możemy na przykład zrobić coś takiego, że oni wylądują razem na jakimś nudnym szlabanie i Zabini będzie chciał go trochę podręczyć i ponaruszać granice, Justyś się będzie czuł niekomfortowo i wpadnie w panikę, bo jeszcze odkryje, że mu się ten "okropny Ślizgon" całkiem podoba i "ktoś się może o tym dowiedzieć" więc będzie go potem unikał, a Zabini będzie sobie z nim pogrywał... I kto wie, może z czasem się jakoś bardziej polubią? Takie coś wymyśliłam]
    Justin

    OdpowiedzUsuń
  16. [ja to jestem ze starej szkoły, kiedy to wszystko tworzyło się na żywioł więc bym za dużo nie ustalała :P Wydaje mi się, że może to wyjść ciekawie, bo Justyś niby jest taki pewny siebie, dziewczyny sobie podrywa, ale tu jakiś ładny chłopiec powysyła mu jakieś dwuznaczne (lub jednoznaczne) sygnały i się już peszy i nie wie co ze sobą zrobić :P To co by nie przedłużać to ja zacznę :D]
    Wszystko przez tę jedną szklankę Ognistej Whisky za dużo. Gdyby jej nie wypił tylko poszedł grzecznie spać, nie zaspałby na zaklęcia. Nie dostałby szlabanu. Nie wysłuchałby kazania o tym, jaki to jest bezczelny i jak to do niczego nie dojdzie z taką postawą. Nie skonfiskowaliby mu różdżki i nie zamknęliby w niezbyt przestronnym składziku każąc wiązać witki i polerować zawzięcie rączki od mioteł. A przede wszystkim nie wylądowałby w tym przeklętym pomieszczeniu z tym całym Zabinim. Oczywiście, ze go kojarzył, nie sposób było inaczej. Justin często słyszał, że nie ma w sobie skromności i pokory, ale osobiście uważał, że przy tym Ślizgonie mógłby zostać uznany za średniowiecznego świętego. Zabini był atrakcyjny i na tyle inteligentny żeby o tym wiedzieć i to wykorzystywać, by dostać to, czego chciał. I skoro taki rozpieszczony dzieciak jak Justin spoglądał na to krytycznym okiem to już musi o czymś świadczyć... Moment. Stop. Czy on właśnie pomyślał o tym całym Ślizgonie jako o kimś atrakcyjnym? Musiał być już bardzo zmęczonym... Chociaż z drugiej strony było to tylko stwierdzenie wniosku wyciagniętego na podstawie obserwacji zachowań hogwarckich uczennic, niczego więcej... prawda?
    Odchrząknął próbując przerwać ciszę i włożył ręce do kieszeni. Szybko odsunął od siebie te myśli, w końcu mieli spędzić razem najbliższe dwie godziny, lepiej to przetrwać.
    - Cześć - mruknął i przeniósł wzrok na znajdujące się dookoła przedmioty. - Trochę tego jest... Ja bym zaczął od polerowania.
    Czuł na sobie uważne spojrzenie Ślizgona i uświadomił sobie, że ten szlaban będzie dużo trudniejszy niż mu się wydawało...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [przepraszam jeśli są tam błędy, przysypiam troszkę nad klawiaturą, następnym razem obiecuję, że się bardziej postaram :*]
      Justin

      Usuń
  17. [Jeżeli olewacki stosunek ma również do qudditcha, to pomimo tego, że są w różnych drużynach, Noah na pewno by go nie polubił, ale jakoś nie zauważyłam nic w karcie na ten temat. Oby jednak sprawował się dobrze i miał świadomość, ze sa rzeczy ważnie i ważniejsze, a quidditch zawsze jest ponad tym wszystkim. Baw się Dobrze!]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  18. [Och, to bardzo dobrze się składa, że chcesz moją Bree porwać na wątek, bo chyba miałabym nawet dla nas pomysł! Odezwę się na maila, żeby było nam łatwiej wszystko ustalić :) Dziękuję ślicznie za przywitanie, a Zabini w twoim wykonaniu jest cudowny! Mam nadzieję, że będziemy się tutaj bawić jak najdłużej <3]

    Bree Prescott

    OdpowiedzUsuń
  19. [kurczę, szkoda, bo w sumie spodobał mi się ten pomysł :P nie no, romans z piętnastolatkiem to już trochę patologia :P Hm... Może skupmy się na razie na wątku z Justinem, a jak się już coś ładnie rozwinie, to wtedy Victoria wkroczy do akcji z czymś w stylu: "Don't you dare hurt my brother!" :P"
    Victoria

    OdpowiedzUsuń
  20. [A ja go pamiętam! Nawet chyba kiedyś miałam mieć z nim wątek, nie pamiętam tylko, czy wyszło. xD
    Życzę Ci wspaniałej zabawy na blogu z tym wspaniałym panem! Niech łamie wszystkie serca w Hogwarcie po kolei, i damskie, i męskie! :D]

    ARIEL I NIKOLA

    OdpowiedzUsuń
  21. [Chyba niczego specjalnego do ustalania nie ma, chłopaki dzielą dormitorium, przez te kilka lat poznali się całkiem dobrze ^^. Myślę sobie od czego zacząć i myślę, że niewinny (oczywiście w oczach Zabiniego) żart byłby dobrym początkiem. Może gdzieś wybraliby się grupą, spotkali jakiegoś wystraszonego Puchasia, a Zab podpuszczałby Scorpa do rzucenia zaklęcia, które upokorzyłoby chłopaczka? Wiadomo, Malfoy by się stawiał, ale presja grupy, itd. A później mogłoby już polecieć z górki ;>]

    Scorpius

    OdpowiedzUsuń
  22. [Może po prostu trafiałam na gorszy okres. Pierwszej odsłony Nebraski w zasadzie nie pamiętam. A właściwie tego czasu; jak to było, jacy byli autorzy. :D
    Jestem za, to jest dobry pomysł. Sądzę, że Lestrange'owie chętnie organizują bankiety, kolacje, spotkania w gronie czystokrwistych, toteż Nebraska i Zabini na pewno znali się jeszcze jako niemowlęta niemalże. :D Może więc jakieś arystokrackie spotkanie?]

    Neb Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  23. [Dziadka Artura, cioci Hermiony, każdego, kto potrafił powiedzieć mu, czym takim może być telewizor :D Cześć, dziękuję za miłe słowa! Na jakiś wątek chętnie bym się pisała, a że nasi panowie to jednak silne osobowości i jakoś nie widzę możliwości, żeby się dogadali, to chyba mogę spokojnie zaproponować klasyczną rywalizację na linii Ślizgon-Gryfon; szczególnie, że widują się i na meczach Quidditcha, i w klubie pojedynków.]

    James P.

    OdpowiedzUsuń
  24. Byli za młodzi, by szaleńczo się w sobie zakochać. Może, gdyby nie poznali się jeszcze w pieluchach, w łóżeczku chyba nie dłuższym niż metr, w pokoju wypełnionym idealnie poukładanymi na swoich miejscach zabawkami… Gdyby nie wychowali się razem, biegając po trawniku za rezydencją Zabinich, przesiadując całymi popołudniami na werandzie w ogrodzie, o który Dafne Greengrass tak bardzo dbała (Ekhm! Kazała komuś dbać!). Gdyby nie zostali najlepszymi przyjaciółmi… Gdyby ten stan nie był dla nich stanem oczywistym i jedynym możliwym… Gdyby inny los był zapisany dla nich w gwiazdach…
    Może, gdyby poznali się właśnie teraz, spojrzeliby na siebie zupełnie inaczej? Dostrzegliby jak idealnie do siebie pasują i wykorzystali to? A może byliby dwiema zupełnie różnymi osobami i już żadne z nich nie pasowałoby już do tego drugiego? Może gwiazdy mają rację…
    Może tak, ale to nigdy nie przeszkodziło tak wielu osobom wokół twierdzić, że Zab i Liv są razem albo powinni być. Ileż oni się tego nasłuchali! Począwszy od rodziców (średnio dwa razy w roku), poprzez charakterystycznie spoglądającą na nich kelnerkę z baru na Pokątnej, aż do niezliczonej liczby bliższych lub dalszych znajomych. Wszyscy oni wydawali się twierdzić, że skoro tak się przyjaźnią to musi być w tym coś więcej. Nie. I nawet ten pocałunek, który zdarzył im się podczas niewinnej zabawy tego nie zmienił. Wciąż byli tylko i aż przyjaciółmi. I romantyczna atmosfera, którą stworzyli wokół siebie tego nie zmieniała.
    Był późny wieczór, prawie noc, a jedynymi źródłami światła był dla nich księżyc, nieduże ognisko, trzy lampiony i mnóstwo niby-świetlików, fruwających przy niesamowicie wąskich schodach prowadzących z plaży do zamku. Morskie fale wydawały tak cudowne dźwięki, że Liv wciąż była tym oczarowana, mimo że od tygodnia spędzała na tej plaży przynajmniej kilka godzin dziennie. Wciąż, gdy leżąc na piasku zamykała oczy, czuła jakby znajdowała się na morzu, na niewielkiej tratwie, pozwalając tym wspaniałym falom nieść ją, gdzie tylko zechcą. Czuła się lekko, spokojnie, jakby nic wokół nie miało znaczenia. Czuła, jakby płynęła w nieznane, kołysała się w rytmie wyznaczanym przez wiatr. I to uczucie nie opuszczało ją nawet, gdy była już w łóżku i zasypiała otoczona kwiatowym zapachem pościeli, zupełnie innym od zapachu słonej wody i piasku.
    — Słucham? — rzuciła zdecydowanie ciszej niż chciała, ale z takim samym oburzeniem. Jak ktoś (!?) śmiał przerwać jej ten moment? Otworzyła jednak oczy i odwróciła głowę w kierunku Zaba. Jego propozycja była tak bez sensu, że słysząc ją Liv najpierw zaśmiała się, kręcąc z niedowierzaniem głową, a dopiero potem usiadła tak, by dobrze widzieć Zaba i jego głupkowaty (a może czarujący…), zadowolony z siebie uśmiech.
    — O, jesteś zazdrosny! Jak miło! — odparła, udając rozczulenie, kiedy Zab rzucił pierwsze Co by było gdyby? Zaraz jednak spoważniała. Troszkę. — Gdybyś zmienił mu kolor włosów prawdopodobnie sama pomogłabym Ci wybrać najbardziej obciachowy.
    Liv, tak samo jak Zab nie miała najmniejszej ochoty, żeby ktoś do nich dołączał. Bawili się świetnie w niezmienionym składzie – we dwójkę, czasami tylko spęczając trochę czasu z rodzicami. Ostatnie czego im było trzeba to przyjeżdżający do ich szkockiego zamku arystokrata, którego Dafne Greengrass uznała niedawno za godnego swojej córki. Będą musieli zabierać go na plażę, pokazywać okolicę, organizować zajęcia, które normalnie zamieniali na święty spokój i długie rozmowy, a przede wszystkim Liv będzie musiała być dla niego miła, jednocześnie dając mu jasno do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, bo nigdy, przenigdy nie pomyśli poważnie o kimś, kogo wybrała dla niej matka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Zabiliby nas za to. — podsumowała po chwili zastanowienia i sięgnęła po butelkę kremowego piwa, aby wypić jeden, mały łyk. — Co by było gdyby… Twoi rodzice zaprosili tu Atrię Flint? — uśmiechnęła się złośliwie, przywołując w pamięci widok tej przepięknej dziewczyny, która od kilku miesięcy na widok Zaba odwracała dumnie wzrok. Liv do tej pory nie była w stanie wyciągnąć od przyjaciela prawdziwej odpowiedzi na temat tego co się wydarzyło, że ich gorący romans nagle się zakończył, a dziewczyna obraziła się na niego jak żadna inna. Wszystko, co Christopher Zabini mówił na ten temat wydawało się tylko częściowo prawdą.

      Liv

      Usuń
  25. [Uwielbiam Zabiniego <3 I jego autorkę :D]
    Justin nigdy wcześniej nie zaobserwował u siebie klaustrofobii, aczkolwiek w tym momencie ów składzik na miotły wydał mu się zdecydowanie za mały. A kiedy Ślizgon podszedł bliżej, to już w ogóle miał wrażenie, że jest tu stanowczo za gorąco i za duszę.
    Zakręciło mu się w głowie, ale nie wiedział za bardzo, czy to od braku powietrza, czy od zapachu wody kolońskiej Zabiniego, czy może od tego ciepłego oddechu, który omiótł jego szyję.
    - Kogo? - wyrwało mu się niezbyt inteligentnie i powiódł wzrokiem za ręką Ślizgona, nie potrafiąc nie zwrócić uwagi na umięśnione przedramiona i długie, smukłe palce. Przełknął z trudem ślinę, gdyż z niewiadomych powodów zaschło mu w gardle.
    "Hagrid w bieliźnie, Hagrid w bieliźnie... Hagrid i Filch w bieliźnie i różowym tutu... " - powtarzał sobie w myślach próbując odzyskać kontrolę nad sobą samym. To na pewno przez ten brak odpowiedniej wentylacji, to dlatego jego organizm tak reaguje. Poza tym wczoraj spędził całkiem miłe chwile w pustej sali z tą słodziutką Puchonką z piątej klasy... Pewnie jeszcze cały czas go trzyma.
    Zerknął na twarz Ślizgona (która była zdecydowanie za blisko, szczerze mówiąc, Justin miał wrażenie, że jeśli ten pochyli się jeszcze odrobinę bliżej, to zacznie go łaskotać swoimi rzęsami) i zobaczył, że ten patrzy na niego wyczekująco. Odchrząknął i wykręcił kark, by znaleźć się odrobinę dalej od Zabiniego.
    - Nie... Znaczy tak... Tak, pastę. Poproszę - wymamrotał pocierając nerwowo kark i odwrócił wzrok. - Będę... Tę miotłę... Poproszę... Daj.
    Szybkim i nieco zbyt gwałtownie wyrwał puszkę z ręki chłopaka by zaaplikować pastę na kawałek szmatki. Był zażenowany swoim bełkotaniem, swoimi nerwowymi ruchami i generalnie całym sobą. Co do cholery się z nim działo?! Może się czymś zaraził? Widział się ostatnio z Victorią, a ona na pewno jest cała pokryta zarazkami roznoszącymi jakieś dziwne choroby... To na pewno to. Słaba wentylacja, zmęczenie, poziom hormonów po wczorajszej nocy z Puchonką (bardzo chciał sobie przypomnieć jej imię), dziwna choroba przenoszona przez zarazki na rękach jego siostry... To dlatego tak się zachowywał, to dlatego musiał się pilnować, by jego wzrok nie uciekał w stronę pośladków chłopaka.
    "- Nie bez powodu nazywają go najlepszą dupą ze Slytherinu" - przemknęło mu przez myśl. - "Kurwa. Ja pierdolę. Uspokój się, Shelinsky. Hagrid w tutu... Filch w bieliźnie.."
    Pochwycił jedną z mioteł i pod pretekstem potrzeby większego stolika, czmychnął na drugi koniec składzika (co wciąż nie było wystarczająco daleko, żeby nie czuć wody kolońskiej Zabiniego).
    Zrobiło mu się jeszcze bardziej gorąco, że aż sapnął.
    - Pozwól, że się rozbiorę... - mruknął ściągając bluzę i ciskając ją na pobliską półkę. Na skutek niezbyt zgranych ruchów jego T - shirt podwinął się i odsłonił jego umięśniony brzuch. Zwykle Shelinsky robił to specjalnie, będąc dumnym ze swojego ciała (jak jakaś dziewczyna była wystarczająco ładna... znaczy się, miła , to czasem nawet pozwalał się pogłaskać po kaloryferku), ale tym razem z niewiadomych przyczyn poczuł, że się rumieni.
    - Strasznie tu gorąco... - wymamrotał nie wiedząc, po co właściwie się tłumaczy. Odwrócił się plecami od Ślizgona i pochylił się nad miotłą. Owinął szmatką rączkę miotły, chwycił ją i zaczął wykonywać posuwiste ruchy w górę i w dół starając się nie myśleć o tym, co mu to właściwie przypomina, i co by było gdyby...
    " - Tyłek Hagrida w stringach!" - Zawył rozpaczliwie w myślach. Niech to wszystko się szybko skończy, chyba jest bardzo chory, musi jak najszybciej pójść do Skrzydła Szpitalnego... albo gdziekolwiek, byleby jak najdalej stąd.
    Justin

    OdpowiedzUsuń
  26. Zaśmiała się cicho, słysząc jego odpowiedź, mimo że zupełnie ją nie usatysfakcjonowała. Kolejny raz starała się jakoś czytać między wierszami, przyglądała się tak dobrze sobie znanej twarzy przyjaciela, ale również z niej nie dało się wynieść żadnych nowych informacji. Była jednak absolutnie pewna, że między Zabinim a Atrią Flint doszło do czegoś wyjątkowo interesującego, gdyż w innym przypadku usłyszałaby o tym dawno temu. Gdyby powód ich burzliwego rozstania był typowy… Zab całujący się nagle z inną dziewczyną (lub chłopcem), Zab nagle tracący zainteresowanie, Zab uprzejmie oznajmiający, że chyba jednak nie są sobie pisani, Zab dochodzący do wniosku, że ta dziewczyna nie jest nawet w połowie tak interesująca jak jego najlepsza przyjaciółka (a to był warunek konieczny, by znajomość się rozwinęła ponad czystą rozrywkę). Sama wiedziała jak to działa, bo w jej przypadku działało to niemal zupełnie tak samo – mówiła mu o wszystkim, co zaliczyłaby do normy. Całą resztę (niezbyt dużą) odkładała na bok, by czekała tam aż Zab wyciągnie to z niej milionami sprytnych sposobów. I nie tylko. Bo w każdym jednym przypadku doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tak naprawdę bardzo chce mu o tym wszystkim powiedzieć. Zazwyczaj po prostu nie wiedziała jak, nie umiała zacząć, zawsze odkładała to na potem.
    Tym razem chodziło jednak o Zabiniego i nie zamierzała mu odpuścić. I tak za długo z tym zwlekała, od tak dawna zdawała sobie sprawę z tego, że w tej historii jest znacznie więcej do opowiedzenia niż Zab wyrzucił z siebie tygodnie temu.
    — W tym przypadku może akurat tak być, bo tym razem matka rzeczywiście go widziała i sama wybrała. — odpowiedziała szybko. — Ostatni delikwent to była chyba jakaś przysługa. Nie wierzę, że dla kogoś szansa, raczej marna, na zostanie moim narzeczonym jest tematem, który warto podnosić w jakichkolwiek towarzyskich negocjacjach. Ale cóż… Chyba ktoś tu musiał być strasznie wpływowy i strasznie zdesperowany, żeby w ogóle o to to proponować… — uśmiechnęła się kpiąco, bo obydwoje doskonale wiedzieli czyim synem był ów jegomość. Czy minister jeszcze kiedyś zaprosi ich na Sylwestra po tym jak zobaczył swojego syna tańczącego z mopem? Jak w ogóle do tego doszło?
    — Wracając… — mruknęła, siadając wygodniej i patrząc na Zaba tak, jakby rzucała mu wyzwanie. Może powinna go jakoś podejść, sposobem sprawić, by wyznał jej wszystko, ale czuła, że nie ma takiej potrzeby. Wiedziała jak to jest, gdy zbyt długo coś przed sobą ukrywają. Prawda sama chce wyskoczyć, trzeba tylko zacząć temat, bo ufali sobie przecież bezgranicznie. — Co by było, gdybyś powiedział mi wreszcie dlaczego Atria tak Cię nie znosi?

    Liv

    OdpowiedzUsuń
  27. [Dzień dobry, widzę, że 8/10, więc czy jest szansa, że 1/2 z tych 2/8, które zostały zostanie przeznaczona dla mojej Nancy? :)

    Myślałam, że skoro lubi majsterkowanie to z pewnością ma jakieś tajne miejsce, w którym się temu poświęca. Nie widzę zatem przeszkód, żeby kiedyś się w nim spotkali, gdy Nancy naprawiała klatkę dla jednego ze swoich stworzeń, które złapała. Mogłaby z tego wyjść chłodna i cierpka znajomość Puchońsko-Ślizgońska. ]

    Nancy Stewart

    OdpowiedzUsuń
  28. [Myślę, że zajęcia klubu będą najodpowiedniejsze. A jeśli chciałybyśmy trochę bardziej namieszać, to panowie mogliby w ostatnim czasie nawzajem zaleźć sobie czymś za skórę bardziej niż zazwyczaj i oczywiście próbowaliby się odegrać (i wyżyć) podczas zajęć, ostatecznie lądując z wlepionym pięknym szlabanem :D]

    James

    OdpowiedzUsuń
  29. Przebierał nogami najszybciej jak tylko potrafił. Mknął przez szkolne korytarze niczym burza. Pędził tak szybko, jakby próbował przegonić swój własny cień lub co najmniej przeciwnika z przeciwnej drużyny lecącego na miotle. Z piskiem podeszw pokonywał kolejne zakręty, nie dbając już wcale o to, ile hałasu w trakcie tej niezwykłej pogoni zdoła narobić. Poważne sytuacje wymagają radykalnych środków.
    Z wrodzoną gracją wślizgnął się za jedną ze zbroi, w pośpiechu, dość niefortunnie, wyciągając różdżkę z kieszeni. Magiczny przedmiot potoczył się z brzękiem po podłodze, uniemożliwiając szybkie otwarcie tajnego przejścia, w którym miał zamiar zgubić nieco zbyt dociekliwą Panią Prefekt.
    - Za mało punktów odjęłam Gryfonom ostatnim razem?
    Odwrócił się niespiesznie, nonszalancko wsuwając dłonie do kieszeni spodni i posyłając jej zawadiacki uśmiech. Powolnym krokiem pokonał dzielącą ich odległość, wbijając w nią przeszywające spojrzenie bursztynowych oczu. Westchnął cicho. Bez żadnych oporów wyciągnął dłoń przed siebie. Przekrzywił leciutko głowę, badając jej reakcję. Delikatnie chwycił opuszkami palców nieposłuszny kosmyk włosów, który wysunął się ze starannie zrobionego przez nią warkocza i nachylił się, ciepłym oddechem muskając jej szyję.
    - A może tym razem uda nam się załatwić to w bardziej pokojowy sposób?
    Zacięty grymas widniejący na jej twarzy powiedział mu, jak wielki błąd popełnił. Nie było już szans na negocjacje. Nie mając żadnego innego wyjścia, uśmiechnął się do niej raz jeszcze, odsuwając się. Przeczesał dłonią włosy, jakby miało mu to pomóc w pozbieraniu myśli, a następnie wykonał jeden krok. I kolejny. Wyminął ją spokojnie, cały czas wpatrując się w jej oczy… po czym puścił się biegiem w głąb zamku, nim zdążyła odjąć Gryffindorowi chociażby jeden punkt.

    Serce waliło mu jak oszalałe. Po raz kolejny przemknął spojrzeniem po kamiennych ścianach, szukając dogodnej drogi ucieczki. Echo kroków ścigającej go nastolatki zdawało się rozbrzmiewać coraz głośniej. Groźba siedzenia na ławce w czasie najbliższego meczu Quidditcha wisiała tuż nad jego głową. Musiał działać szybko. Jego wzrok powędrował do różdżki leżącej na środku posadzki. Wątły strumień światła, który się z niej wydobywał, padał na kamienny mur. Nie było czasu na szeptanie zaklęć w celu otworzenia przejścia. Musiał biec dalej.
    Odepchnął się od ściany, w popłochu zgarniając magiczny przedmiot z podłogi i ruszył prędko krętym korytarzem w nadziei na obmyślenie po drodze stosownego planu ucieczki. Serce waliło mu jak oszalałe. Zagubiony we własnych myślach, nie zwracał uwagi na to, co znajduje się dookoła niego. Odtwarzał w głowie plan Hogwartu, który nauczył się rysować na pergaminach już w trzeciej klasie. Pięć metrów od zbroi, dziesięć, dwadzieścia…
    Ból był tak silny, że nie dotarł do niego od razu. Odbił się od czegoś, kogoś i z głośnym okrzykiem zdziwienia wylądował na posadzce. Potrząsnął głową, przez chwilę nie mogąc odróżnić sufitu od podłogi. Ściany przesuwały mu się przed oczami w zawrotnym tempie. Po kilku sekundach, które zdawały się być godzinami, uniósł wzrok i wbił zdezorientowane spojrzenie w osobę, która przeszkodziła mu w realizacji nieprzemyślanego dotąd planu. Nie mógł uwierzyć własnym oczom. Podniósł się z trudem z lodowatej posadzki, mając wrażenie, że kość ogonowa pękła mu właśnie na pół.
    - Zabini, kretynie! Patrz, gdzie biegniesz!
    Podszedł do niego, wyciągnął dłoń i szarpnął go mocno za rękaw koszuli w bliżej nieokreślonym kierunku. Jeszcze raz w popłochu przebiegł wzrokiem po otaczających ich portretach i rzeźbach, by następnie uśmiechnąć się delikatnie. Pewnym ruchem pociągnął Ślizgona za sobą, rozpoczynając kolejny bieg.
    - Nie wiem co tu robisz - sapnął w pośpiechu - i nie wierzę w to, że właśnie ratuję ci tyłek, ale znam przejście!
    Obrócił się na chwilę w biegu, obrzucając go zawadiackim, choć jednocześnie poirytowanym spojrzeniem.
    - Mam nadzieję, że nie przeszkadzają ci ciasne tunele?

    Nie pisałyśmy dawno, prosimy o wyrozumiałość.
    Wkurzony, zły, zadziorny Fredziak

    OdpowiedzUsuń
  30. [Ojej, dziękuję! *.* Strasznie tajemniczy ten Twój Chris! Archana co prawda raczej go nie rozgryzie (pewnie jest największym wrzodem na jej tyłku, bo uosabia niemal wszystko to, czego ona nie znosi), ale trzymam kciuki, żeby ktoś do tego zamkniętego serducha Zabiniego dotarł i otworzył je troszkę na świat. :)]

    Archana Harper

    OdpowiedzUsuń
  31. [Jako, że Zabini poza Malfoy'em był jedną z moich ulubionych kanonicznych postaci, musiałam tu przyjść. A przez Coltona z miejsca jestem in love. Miałabym nawet pomysł na relację, wydaje mi się, że fajną, tylko pytanie, czy piszesz się w ogóle na wątek z tym moim dzieckiem szlabanu]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  32. [Wszystko zależy od jego orientacji i tego, jak bardzo ktoś skradł mu serce (bo takich informacji nigdzie nie znalazłam), ale umyśliłam sobie coś takiego: Claire wcale nie jest taka zła z tej swojej twarzyczki, a skoro z niego taki flirciarz i podrywacz, w dodatku oboje są tego cudownego arystokratycznego pochodzenia, mógłby ją sobie upatrzyć na ofiarę, w klubie pojedynków na przykład. Ale że z niej mentalne dziecko, mogłaby go zbywać jako jedna z niewielu (jeśli nie jedyna). Tu już zależałoby od charakteru twojej postaci, czy wziąłby sobie za punkt honoru wyrwanie jej, a ona w zamian odwdzięczałaby się wkurzaniem go, czy nie. Nie wiem, daj znać, czy piszesz się na coś takiego, bo wydaje mi się, że można by z tego zrobić coś fajnego :D]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dziękuję serdecznie za powitanie i życzenia. Jak mniemam twarde wychowanie pod jarzmem filozofii czystości krwi nie pozostawia zbyt wielkiej swobody — albo się mu ulega, albo cicho przeciwstawia (otwarte bunty bądź sprzeciwy są zapewne mniej spotykane). Cóż, wydaje mi się, że zarówno Nevell, jak i Chris mogliby znaleźć ze sobą wspólny język, mimo różnicy na rokach edukacji, zważywszy na fakt, że obydwaj przynależą do Klubu Ślimaka, a raczej niechętnie tam zaglądają. Niestety nie jestem w stanie jak na razie owocniej tego rozwinąć, wybacz.]

    Nevell Milsent

    OdpowiedzUsuń
  34. [Ojeju, znam go chyba od zawsze, a chyba nigdy nie miałam z nim wątku. Jak to możliwe? :o]

    Vincent // Priscilla

    OdpowiedzUsuń
  35. Nie chciała na niego naciskać, a już na pewno nie było jej celem sprawić, by poczuł się źle. Jednak gdy tylko zobaczyła jego minę i usłyszała pierwsze zdanie odpowiedzi, zrobiło jej się głupio. I wiedziała, że przecież może pytać o wszystko; że jest jego przyjaciółką i on doskonale wie, że o wszystkim może jej powiedzieć i to nic nie zmieni; że zna go najlepiej na świecie i dlatego zrozumie. A przede wszystkim wiedziała, że tłumienie wszystkiego w sobie nigdy nie pomaga. Pomaga właśnie to - spojrzenie w oczy osobie, której się ufa jak nikomu innemu i wyrzucenie z siebie dokładnie tego, co gdzieś nas uciska.
    Uniosła brwi i kiwnęła głową, bez słów mówiąc A nie mówiłam!, gdy zaraz przyznał, że rzeczywiście byłoby mu lżej. Tak to właśnie działało, oboje o tym wiedzieli i nie było sensu męczyć się z tym samotnie.
    A potem zaczął. Więc nie mówiła nic, nie przerywała, nie wydawała z siebie nawet najcichszych dźwięków, mimo iż zdziwione westchnięcie niemal wyrywało jej się z gardła. I najpierw była po prostu zdziwiona, bo przywiązywanie się do ludzi i tęsknota za kimkolwiek to nie był normalny stan, jeśli mowa była o Zabinim (i jego licznych dziewczynach). Żadna nie była wystarczająco interesująca, a niestety miękkie, pełne usta, smakujące poziomkami i idealna talia nie wywoływały nawet drgnięcia w jego sercu, które niektórym wydawało się pokryte warstwą lodu.
    ㅡ Co? ㅡ spytała, po czym niemal od razu wstała i usiadła bliżej, bo siedzenie po dwóch stronach ogniska zdecydowanie nie służyło poważnej rozmowie. ㅡ Od początku. ㅡ poprosiła, bo w jej głowie to wszystko nie składało się w logiczną historię. Skoro udało jej się przynajmniej trochę dotrzeć do serca Zabiniego to dlaczego ona chciała to zakończyć? Przecież Liv ją znała i wiedziała, że była nim więcej niż zainteresowana. I co ma do rzeczy zaciąganie kogokolwiek do łóżka? I dlaczego to ona chciała go zaciągnąć, a nie on ją i dlaczego on nie chciał? Przecież…
    Szukała sensu w tych kilku zdaniach, ale poległa. Te parę zdań zburzyło chyba wszelkie stereotypy na temat Zaba, które zdziwiłyby każdego, kto miał okazję go poznać, bo na tym etapie zdziwiły nawet osobę, która jako jedna z nielicznych poznała go naprawdę.

    Liv

    OdpowiedzUsuń
  36. Bree wygładziła poły skórzanej sukienki, stojąc przed wysokim lustrem w dormitorium. Jej najnowszy projekt, który ukończyła przed południem, prezentował się nienagannie; srebrne, ostro zakończone ćwieki błyszczały na ramionach, nadając jej niebezpiecznego wyglądu, sztywny materiał opinał ją w talii, uwydatniając walory, a następnie rozszerzał, ukrywając niedoskonałości i delikatnie szeleszcząc przy każdym kroku. Kruczoczarne włosy dla odmiany zostawiła rozpuszczone, naturalnie zwijały się od wilgotnego powietrza zapowiadającego wieczorną burzę, oczy podkreśliła ciemnym, mocnym makijażem, a skórzane rękawiczki bez palców dopełniały obraz całości, stanowiąc drapieżny dodatek. Wszystko było tak jak powinno, z wyjątkiem jednej rzeczy – nie potrafiła zmusić się do niewinnego uśmiechu, jej ciemne brwi, wiecznie zmarszczone, sprawiały, że wyglądała nieprzystępnie i onieśmielająco, przez co nie przypominała uczennicy zaproszonej na letni bankiet Klubu Ślimaka wystawiany z okazji zbliżających się wielkimi krokami wakacji, a właśnie taką rolę musiała dzisiaj odegrać. To nie tak, że zazdrościła tym wszystkim zadufanym w sobie dupkom, którzy dzięki sławnemu nazwisku zdobyli przepustkę do tego pseudoelitarnego grona; wręcz przeciwnie, każdego takiego osobnika częstowała zdegustowanym, pełnym niechęci spojrzeniem, mamrocząc coś pod nosem o braku równości, nepotyzmie i skrajnym upadku sprawiedliwości społecznej. Mimo to zamierzała przedrzeć się przez pancerz ochronny oraz osłonkę tajemniczości okrywające Klub Ślimaka, by spenetrować środowisko wroga od środka i narobić odrobinę zamieszania, kiedy już się tam znajdzie. Musiała udowodnić sobie oraz innym, że to hermetyczne towarzystwo nie przedstawiało sobą właściwie żadnej wartości, a jedynie usiłowało uchodzić za ekskluzywne; że uczniowie, którzy do niego przynależeli, byli jedynie snobami pielęgnującymi swoje ego za zamkniętymi dla normalnych, szarych jednostek drzwiami. Tak długo, jak Klub Ślimaka nie wchodził jej w drogę, Bree jedynie z oddali wyrażała swoje zniesmaczenie, ale kiedy zadarli z jej najlepszą przyjaciółką, musieli liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Przywdziała swoją zbroję. Teraz musiała jeszcze sięgnąć po oręż.
    Podrobienie zaproszenia okazało się o wiele łatwiejsze niż przypuszczała. Wystarczyło zwinąć jedno od niezbyt rozgarniętego piątoklasisty, przestudiować fakturę papieru, gęstość użytego atramentu, zaokrąglenie stawianych liter, a następnie za pomocą różdżki i dbałości o detale stworzyć własne na nazwisko Prescott. Bree powoli zaczynała się zastanawiać nad zmianą ścieżki kariery, jako fałszerz dzieł sztuki lub klejnotów mogłaby zarobić krocie. Nawet gdyby jej zaproszenie było bardziej niechlujne od pozostałych, nie sądziła, by ktokolwiek zwrócił na to uwagę; co prawda przy wejściu zatrudniony specjalnie na tę okazję ochroniarz zmarszczył widok na brwi mugolaka z niezbyt wybitnymi osiągnięciami szkolnymi, ale utworzyła się za nią tak długa kolejka, że machnął ręką i ją przepuścił, prawdopodobnie nie mając ochoty wdawać się w dyskusję z Bree, która tego wieczoru wyglądała, jakby mogła każdemu dokopać bez wahania.
    W środku, zgodnie z jej przypuszczeniami, czekały na nią stoły uginające się pod wykwintnymi daniami, których mugolskim odpowiednikiem były zapewne kawior i trufle, a których sama Bree nigdy w życiu by nie tknęła, nawet gdyby jej zapłacili; mało gustowne, ale pełne przepychu dekoracje niemal ją oślepiały i godziły wprost w jej poczucie estetyki; długie do ziemi kreacje dziewcząt wyrwane jakby z pierwszych stron Vogue'a przykuwały wzrok swoim rozmachem. Kiedy tylko weszła do środka, poczuła, że to nie jest miejsce dla niej. Najwyraźniej nie tylko ona miała wrażenie, musiała odstawać od towarzystwa bardziej, niż początkowo sądziła, bo w jej stronę zaczął zmierzać jeden z opiekunów Klubu Ślimaka, podejrzliwie mierząc ją wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Mogę zobaczyć twoje zaproszenie? – Chociaż wyglądało to na prośbę, Bree wyczuła ukryty w jego tonie rozkaz, na który cała się zjeżyła. Cholerni, wywyższający się Ślizgoni...
      – Proszę – warknęła Bree, na chwilę zapominając, że przecież miała odgrywać rolę posłusznej owieczki, aby nie zwrócić na siebie uwagi. Chłopak zmrużył oczy, widocznie nie podobało mu się podejście Gryfonki, która wytrzymała jego spojrzenie.
      – Nigdy nie widziałem cię na spotkaniach Klubu Ślimaka.
      – Bo do niego nie należę.
      – Więc co tutaj robisz?
      – Najwyraźniej jestem przesłuchiwana – odpowiedziała dziewczyna, posyłając mu fałszywie słodki uśmiech i ostatkiem sił powstrzymując się przed wywróceniem oczami.
      – Bree Prescott... Prescott... Czy to przypadkiem nie ty podrobiłaś w czwartej klasie zawiadomienie od dyrektora, przez co wszyscy Ślizgoni sprzątali szkolne korytarze i segregowali śmieci? – zapytał, nagle przypominając sobie incydent z przeszłości. No cóż, Bree nigdy nie twierdziła, że będzie wykorzystywała swoje zdolności jedynie w słusznych celach, a oglądanie dumnych przedstawicieli Slytherinu z foliowymi workami na śmieci po dziś dzień wprawiało ją w dobry nastrój i teraz z trudem hamowała uśmiech. Chłopak nagle wyciągnął różdżkę z kieszeni i wymierzył ją w ściskany w dłoni zwitek papieru. – Rev...
      – Przyszłam tu z nim! – przerwała mu Gryfonka w połowie zaklęcia ujawniającego, rzucając się w kierunku stojącego do niej plecami chłopaka. W pierwszej chwili nie wiedziała, kogo miała zamiar wykorzystać; dopiero kiedy odwrócił się do niej twarzą, rozpoznała Christophera Zabinego. Niech to szlag... Było już jednak za późno, żeby mogła się wycofać. Ze sztucznym uśmiechem przybliżyła wargi do ucha Ślizgona, niby poufale kładąc dłoń na jego ramieniu, co sporo ją kosztowało, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo nie lubiła bliskości fizycznej z mało znanymi jej osobami. – Jeśli nie powiesz mu, że jestem twoją partnerką na tym cholernym bankiecie, całe grono pedagogiczne dowie się, kto ostatnio zostawił łajnobombę w pokoju nauczycielskim. Widziałam cię tam, dlatego radzę, żebyś był grzeczny, chyba że marzy ci się szlaban do końca twojej edukacji w Hogwarcie.

      Bree Prescott

      [Wybacz mi to coś wyżej, nie umiem zaczynać, poprawię się! <3]

      Usuń
  37. Minęło zaledwie kilka dni od pamiętnej nocy, kiedy to zakradła się do dormitorium piątoroczniaków ze Slytherinu. Potrzebowała kilku gadżetów ze sklepu ojca, a wiedziała, że Zabini był wielkim fanatykiem Dowcipów Weasleyów, choć przecież nikomu się do tego nie przyznawał. A jednak, zostawał u niej w domu już wiele razy, i jak to prawdziwa młodsza siostra, Roxanne nie raz podglądała lub podsłuchiwała, co takiego Fred i Chris razem robili w pokoju brata.
    Większość osób wiedziało, żeby nie zachodzić młodej Weasleyównie za skórę, jako że ta potrafiła znaleźć haka na niemal każdego. Plotki lgnęły do niej niczym muchy do lepu w Norze każdego lata, a ona filtrowała informacje, sprawdzając, które z nich są prawdziwe, a które nie, i wykorzystując te przydatne do własnych celów.
    Dlatego nie omieszkała się użyć nagranego przez nią głosu Zabiniego, który we śnie szeptał imię jej brata, gdy ta przeszukiwała jego torbę. Ba, to było więcej, niż niewinne wymawianie imienia Freda. Myślała, że zwymiotuje, gdy doszło do części, w której chłopak mówił coś w stylu: Proszę, Fred, zostań, ja się zmienię! oraz wiele innych fraz, z których część na pewno była wyciągnięta z któregoś dramatu Szekspira, tyle że ze zmienionymi imionami.
    Ach, jak zabawna była twarz Zabiniego, gdy zjawił się w drzwiach Pokoju Wspólnego Ślizgonów, po tym, jak kazała go przyprowadzić drugoroczniakowi, który otworzył jej drzwi.
    – Mamy do pogadania, Zabini – zaświergotała wesoło, po czym obróciła się na pięcie i bez słowa zaczęła iść w stronę najbliższego tajnego przejścia, które przypadkiem odkryła na początku trzeciego roku, gdy ścigając się z koleżanką, przewróciła się i walnęła głową w ścianę.
    Pięścią uderzyła w odpowiednią cegiełkę, po czym schyliła się i weszła do wąskiego tunelu.
    – Lumos – szepnęła.
    Niewiele osób wiedziało, ale w lochach Hogwartu znajdował się istny labirynt. Roxanne miała kilka miesięcy na rozpoznanie wszystkich dróg, i do czego prowadzą, i choć na początku wchodziła tam jedynie z długim sznurkiem, teraz była pewna swoich umiejętności nawigacyjnych. Pod burzą jej kręconych włosów znajdowała się dokładna mapa każdego korytarza, zaułków i skrętów.
    Nie zamierzała jednak straszyć Zabiniego nieznanymi przejściami. Pięć minut zajęło jej znalezienie niewielkiej komnaty z diamentowym, ciężkim żyrandolem wiszącym z sufitu oraz wieloma kolorowymi pufami na środku podłogi. Te pufy przyniosła ona, dla siebie i przyjaciółki, z którą postanowiła ten pokój dzielić i zajadać się czekoladowymi żabami. Przyjaciółka godna zaufania się jeszcze jednak nie znalazła, a z Zabinim miała do zrobienia interes, więc dobrze by było, gdyby czuł się swobodnie.
    – Usiądź sobie, mam dla ciebie nagranie do wysłuchania. – Uwaliła się na mniejszej z puf.
    Była dobrą gospodynią, zostawiła wygodniejsze siedzenie dla chłopaka – głównie dlatego, że był od niej znacznie wyższy i prawdopodobnie nie zmieściłby się na mniejszej pufie.
    Wyciągnęła różdżkę, wypowiedziała kilka słów, po czym machnęła nią z gracją. W powietrzu pojawiła się biała, półprzezroczysta kula z wygrawerowaną literą Z. Górna jej część odkręciła się samoczynnie, a ze środka przedmiotu wyrósł mały głośniczek tubowy, taki sam, jakie można było znaleźć w starych fonografach. Zaczął grać żałosną balladę o miłości w wykonaniu nikogo innego, jak Zabiniego właśnie, chociaż on przecież i tak nic z tego nie pamiętał.

    Roxanne słodka taka, że nie da się jej nie kochać <3

    OdpowiedzUsuń
  38. Kiedy objął ją ramieniem, najpierw po prostu pozwoliła mu się przytulić, ale zaraz niemal odskoczyła, tylko po to, by usiąść naprzeciwko i móc obserwować Zaba, kiedy w końcu zdradzi jej tajemnicę, którą tłumił w sobie zdecydowanie za długo. Sięgnęła jeszcze po swoją butelkę, wypełnioną w połowie kremowym piwem i znów spojrzała na chłopaka, czekając aż w końcu się odezwie. Czuła, że to będzie bomba, która zburzy wiele stereotypów na temat jej przyjaciela, w które ona sama chyba też w jakiś sposób wierzyła. Przynajmniej w niektóre.
    Patrzyła na niego przez cały czas, słuchając i przypominając sobie jak związek Zabiniego i Flint wyglądał z jej perspektywy. Pamiętała, że bardzo szybko zauważyła, że to wszystko nie wygląda jak jego typowe relacje z płcią przeciwną. Zawsze wydawało się chodzić tylko o zabawę, testowanie gdzie w tym skomplikowanym świecie są granice, na ile można je nagiąć i na ile można robić coś, na co po prostu ma się ochotę i nie ponosić konsekwencji. Z Atrią wyglądało to nieco inaczej - tak, jakby w pewnym momencie pojawiły się emocje. Nie miłość. Z pewnością nie. Ale coś. Coś, co sprawiało, że dla Zaba to już nie była tylko zabawa i nie chciał tego przerywać, kiedy tylko zaczynało się choć w niewielkim stopniu komplikować. Pozwolił temu się komplikować i skomplikowało się aż za szybko. Atria chciała więcej. Chciała czegoś, czego Zab na tym etapie nie chciał, a tego z pewnością się nie spodziewała. Nie po nim. I moc odrzucenia zebrała żniwo.
    Uniosła szybko wzrok, kiedy chłopak nagle wstał i patrząc w jego plecy słuchała ostatnich zdań, które z siebie wyrzucił. A potem dała mu krótką chwilę ciszy.
    ㅡ A dlaczego właściwie tego nie chciałeś? ㅡ spytała w końcu łagodnym głosem. Nie dlatego, że nie mieściło jej się to w głowie, ale po prostu chciała wiedzieć, co było powodem zrobienia (a raczej nie zrobienia) czegoś, czego prawdopodobnie każdy, włącznie z nią samą, by się po nim spodziewał.

    Liv - raczej nie gaduła

    OdpowiedzUsuń
  39. [Zabini to by się jej spodobał, na pewno, ale by się nie przyznała i obczajała go, gdy nie będzie widział. I udawała niezainteresowaną, bo przecież u kogoś takiego nie ma żadnych szans.
    A przewrotny los może ich złączy, i Zabini poprosi ją jako towarzyszkę na balu Klubu Ślimaka?]
    Beatrice

    OdpowiedzUsuń
  40. [Dziękujemy z Lolą ślicznie!
    Lola ma słabość do zimnych dupków. Niestety, jest jedną z tych, które ciągnie do złego i pisze w głowie fanfika, kiedy wpadnie na takiego na schodach. Jako że Zabini jest ścigającym, to zdradzając sama siebie, pewnie mu kibicuje, bo mu wiatr włos rozwiewa w locie.
    Lola próbuje zostać pałkarzem od czterech lat, teraz w siódmej klasie będzie jej ostatnia szansa, żeby dostać się do drużyny, ale się biedula wstydzi swoich umiejętności. Lubi rozklejać różne pierdoły po tablicach ogłoszeń, więc pod koniec czerwca, kiedy są już egzaminy, rozwiesiłaby ogłoszenie, że szuka trenera miotłowania. Oczywiście z nadzieją, że odezwie się jakiś amant, rozgrywający w Quidditchu, na którego miotle mogłaby posadzić tyłek i odlecieć w siną dal. Koledzy, znając Lolę z jakiegoś przypału, jaki tylko ona potrafi zrobić, zaczęliby Zabiniego podpuszczać, żeby jej pomógł. On by próbował ją tu podpuścić i uwieść, a ona, chcąc zostać uwiedzioną przez Ślizgona, jak w najlepszej fantazji, stałaby się przez to oporna. Cyrk na kółkach!
    Co sądzisz? :D]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  41. [Na ogół Effie jest typową Puchoneczką, ale w sprawach sercowych to często robi za zimnego drania, bo chłopcy jej się nudzą, kiedy stają się osiągalni.
    Możemy więc pójść w stronę dziwnej relacji, w której będą próbowali sobie nawzajem złamać serce i będzie dziwnie, bo się nie uda. :D]

    Effie

    OdpowiedzUsuń
  42. [Wydaje mi się, że nie, co ważne, już jest, a drobiazgi lubię, jak wychodzą w wątku. Achhh, dałam pomysł, więc sprawiedliwie by było, jakbyś zaczęła. :D]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  43. Bree nieznacznie się skrzywiła, kiedy poczuła obejmujące ją ramię w pasie, ale zmusiła się do tego, by stać nieruchomo i nie uciekać przed obcym dotykiem. Jedynie kiedy dobrze kogoś znała i czuła się przy nim komfortowo, pozwalała na podobną bliskość, lecz teraz znalazła się w trudnej sytuacji i skoro zaczęła tę grę, nie mogła się już z niej wycofać. Kiedy Zabini spytał ją, czy prefekt robił jej problemy, wydęła dolną wargę, co podpatrzyła u pozostałych dziewczyn i lekko pokiwała głową, spod przymrużonych powiek wściekle wpatrując się w Ślizgona, który stał się przeszkodą w realizacji jej celu. Ze zdumieniem obserwowała, jak zadzierający nosa prefekt nagle staje się potulny niczym baranek w obecności Zabiniego, najwyraźniej bojąc się podważyć autorytet młodszego od niego kolegi. To było coś nowego. Teraz nie miała jednak czasu się nad tym zastanawiać, bo chłopak chwycił ją za rękę i pociągnął za sobą. Chciała się od niego jak najszybciej uwolnić i zniknąć, lecz szczęście wyraźnie dzisiaj jej nie dopisywało. W jednej chwili przedzierali się przez tłum, w drugiej usłyszała głuche plask i zarejestrowała, jak głowa Ślizgona odskakuje lekko do tyłu pod wpływem uderzenia. Atria znowu uniosła rękę do góry. Zanim jednak dziewczyna zdążyła zadać drugi cios, Bree złapała ją za nadgarstek, uniemożliwiając wymierzenie kolejnego policzka Zabiniemu. Być może nie powinna się wtrącać. Być może Ślizgon faktycznie zasłużył – nawet taka osoba jak Prescott, która była do tyłu ze wszystkimi nowinkami w zamku i nie interesowała się za bardzo plotkami, znała reputację Zabiniego i wiedziała, że złamał on wiele niewieścich serc, w końcu sama w Pokoju Wspólnym nierzadko widziała zapłakane Gryfonki, które wyzywały go od najgorszych, by zaraz zacząć zawodzić, że wciąż za nim tęsknią i nie wyobrażają sobie życia bez niego, choć najlepsze lata miały dopiero przed sobą. Nie mogła jednak stać bezczynnie z boku i przyglądać się, jak Atria okłada pięściami chłopaka. Nie wiedziała, co takiego zrobił, lecz Bree miała zamiar trzymać się swojej zasady i nie oceniać nikogo jedynie po jego domie, statusie krwi czy właśnie reputacji. Społeczność czarodziejów jej również przykleiła łatkę na samym starcie, dlatego nie miała zamiaru tego robić innym.
    Bree w ostatniej chwili uchyliła się przed kolejnym ciosem, tym razem wymierzonym w jej stronę. W duchu podziękowała ojcu za treningi kickboxingu w każdej wolnej chwili, dzięki czemu wyrobiła sobie dobry refleks, inaczej na jej policzku również wykwitłby czerwony odcisk dłoni, podobny do tego na skórze Zabiniego.
    – Hej, uspokój się i przestań robić scenę – mruknęła Gryfonka do szarpiącej się, wściekłej Atrii, która próbowała uwolnić się z uścisku. Na szczęście większość uczniów uczestniczących w bankiecie wciąż nie zauważyła, co się dzieje, ale niektóre wścibskie spojrzenia zaczęły kierować się w ich stronę.
    – Natychmiast mnie puść, ty brudna szlamo! – warknęła Ślizgonka, po czym splunęła Bree w twarz. W pierwszej chwili poczuła, jak krew się w niej zagotowuje, jej twarz stężała w wyrazie kamiennego, śmiertelnie niebezpiecznego spokoju, podczas gdy jej palce nieco mocniej zacisnęły się na wątłych nadgarstkach dziewczyny. – Czy ty wiesz, kim ja jestem?! Jak śmiesz mnie dotykać, ty...
    – Nie, nie wiem, kim jesteś. Może mnie oświecisz? – spytała Bree z miną niewiniątka, uśmiechając się słodko. Atria wygladała, jakby zapowietrzyła się z oburzenia. W tym czasie Prescott zerknęła kątem oka na Zabiniego, starając się wybadać jego reakcję. – To twoja... dziewczyna? Słyszałam o tobie różne rzeczy, lecz wydaje mi się, że stać cię na kogoś lepszego. Ale to nie moja sprawa. Możesz jakoś nad nią zapanować z łaski swojej? Bo jestem prawie pewna, że w momencie, w którym ją puszczę, zacznie mnie dusić, a wolałabym tego uniknąć. Tylko radzę ci się pospieszyć, bo wydaje mi się, że nauczyciel eliksirów właśnie kieruje się w tę stronę.

    Bree

    OdpowiedzUsuń
  44. [ Heeeej, Cup! <3 Dzięki za powitanie i bardzo miłi Cię tutaj widzieć! Chodź na maila, ustalimy sobie jakiś wątek. Najlepiej dramę. XDD ]

    Caireann

    OdpowiedzUsuń
  45. [Widze, ze limit juz przekracza granice zdrowego rozsadku, ale i tak przychodze po watek! Postac Zabiniego bardzo mi sie podoba, mam slabosc do takich aroganckich i przystojnych dupkow z dobrego domu :D Pomyslalam sobie, ze skoro nasze postacie tak duzo laczy - oprocz pochodzenia, domu, charakteru nawet umiejetnosci - to mogliby wytworzyc relacje oparta na wzajemnym szacunku. Powiedzmy, gdy Zabini okazuje sie najlepszy na zajeciach z klubu eliksirow, Antoinette pokonuje go w pojedynku itd., itd, i tak przez lata zawiazuje sie pomiedzy nimi cos w stylu luznej przyjazni - szanowali siebie jako przeciwnika tak dlugo, ze do tej rywalizacji sie po prostu przyzwyczaili. Widze pomiedzy nimi jakas drame, ale luznym watkiem tez nie pogardze. W razie checi zapraszam do siebie, to juz bardziej szczegolowo cos zaplanujemy!]

    Antoinette d'Artois-Gore

    OdpowiedzUsuń
  46. [knock, knock czy mam czuć się zignorowana? ;) ]

    Nancy Stewart

    OdpowiedzUsuń