22 czerwca 2018

Tear me to pieces, skin to bone


Bywał taki nieco niepozorny, jak kilka kropel deszczu na parę minut przed burzą. Uśmiechał się odrobinę cynicznie, choć podejrzewała, że gdzieś w środku tak naprawdę się o nią troszczy, i ten grymas na jego twarzy to skryta radość z tego, że ją ma. Rzucał żartami, którymi rzucać nie przystoi, zabijając przy tym szczerością z odrobiną sarkazmu. Przypominał jej trochę ciasto jabłkowe, które ktoś chciał doprawić solą dla smaku, jednak omsknęła mu się ręka — jest nieco zbyt słone, mogłoby być znacznie smaczniejsze, jednak to wciąż szarlotka, a przecież szarlotki się nie zostawia. Miała wrażenie, że mimo słów, które czasami przecinały ją na wskroś, był dobrym człowiekiem. Wiedziała, że był. Chciała jedynie, by czasem skłamał, powiedział coś, co chciała usłyszeć, nawet jeśli nie było to prawdą. W pewnym momencie zrozumiała jednak, że pokochała człowieka przekonanego o sile swojej opinii, nie bojącego się konsekwencji wypowiadanych przez siebie sentencji, którym daleko było od kwiecistych poematów owijających wszystko w grubą warstwę bawełny. Lubił się droczyć, bo przecież tyle uciechy przynosiła mu zabawa w kotka i myszkę, szczególnie gdy wygrywał i sprawiał, że przyznawała mu rację. Bo wiedział, że ją ma, nawet gdy przedstawiał fakty w sposób zbyt okrutny dla jej wrażliwego, zachwianego poczucia własnej wartości. Lubiła jego śmiech, i niesforny ton, oraz kilka jasnych kosmyków, które wpadały mu do oczu. Czasem zdaje jej się, że wciąż za nimi tęskni, mimo że wspomnienie jego głosu przedstawiającego niewygodne fakty nadal krąży w jej żyłach niczym śmiertelna dawka trucizny.



Philip Fawley
Bangor, Walia – 3 czerwca 2001 – Nienaruszalna Dwudziestka Ósemka – stażysta mugoloznawstwa – różdżki brak – boginem jasne, zielone światło – czystokrwisty charłak – Koda
morebondsstories


Witamy się z drugą postacią, Philipek nie gryzie.
Karta po części stara, choć w nieco nowym wydaniu, więc być może ktoś skojarzy.
MAMY DO ODDANIA SIOSTRĘ I BRATA (czyli najlepsze bliźniaki z Hufflepuffu, a co) oraz panią z karty.
E-mail: unmei sakerarenai@gmail.com, gg: 10309166.
Wprowadzam limit, bo zabiegany człowiek jestem: 1/4: Pilvi.

13 komentarzy:

  1. [Cześć, bardzo ładnie zrobiona i napisana karta :) Ciekawy pomysł na postać charłaka będącego nauczycielem :) no i to miłe, że grono pracownicze się poszerza.]

    Noah & Evelyn

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ojej, jakoś przegapiłam moment Twojego powrotu - dopiero teraz widzę, że Rox też jest w linkach. Fajny pan, kojarzę jego starszą wersję... powodzenia i przyjemności! Fajnie jest widzieć stare "twarze" :D]

    Avalon i Lyall

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Och, pamiętam tego pana! Znaczy pamiętam jego wątek z babcią Zabini. Nasłuchałam się ochów i achów o nim <3
    A obecna karta jest prześliczna. Aż mam ochotę na jakiś superwciągający wątek z Philipem. Jak coś to wpadaj, może poza Liv i Roxanne coś nam się jeszcze zachce pisać :D ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  4. [On wygląda jak mój kolega z liceum xDDDD nie zmieniać to faktu, że jest to dobrze napisany tekst i ładna karta. :) powodzenia z drugą kartą! <3
    Victoria /Justin

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Bardzo dziękuję za miłe słowa i z ochotą przychodzę na wątek. Świetnie napisana karta, chociaż trochę mi panny z karty szkoda. Ale miłość to zło. :D Poza tym, uwielbiam wizerunek i chętnie skradłabym mu sweter!
    Czy masz coś, w czym chciałabyś moją Pilvi obsadzić czy robimy burzę mózgów?]

    Pilvi

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć i czołem! Ale fajna postać. Zupełnie nie spodziewałam się charłaka, ale pomysł naprawdę fajny *.* Karta wygląda cudownie <3 Uwielbiam takie dopracowane i ładnie napisane karty. Życzę miłej zabawy na blogu!]

    Holly A.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Woah... Szkoda, że moja pani nie nadaje się zupełnie na panią z karty, bo przyznam, Philip jest genialną postacią... Hm, chyba zapiszę Isię na mugoznalstwo ;> Mega pomysł z tym, żeby to charłak uczył mugoznalstwa, brawka :D No i ma pięknego psa <3
    Miłego wątkowania, a jak coś to skromnie zapraszam do mnie ;)]

    Isleen Dunne

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ojoj Vee... ależ to ładne, ojejku! Chodź do mnie! Bardzo Cię proszę!]

    Vincent // Priscilla

    OdpowiedzUsuń
  9. [Miałam Cię ukochać przedwczoraj, ale przyszłam dzisiaj. I kocham go bardzo, i chcę z nim wątek, i mam w nosie, że obie mamy mało czasu, bo się zakochałam. Tak.
    A tymczasem lecę do Roxanne.]

    Twój Ulubiony

    OdpowiedzUsuń
  10. [Gwałtowne, krótkie bóle głowy. Dziury w pamięci, przypominające trochę początki Alzheimera, no i ta utrata słuchu, której się chyba najbardziej wstydzi.
    Chylę czoła przed kartą. Jest świetna, podobnie zresztą jak pomysł na postać Philipa. Bardzo chciałabym ich jakąś powiązać i napisać coś szalonego między nimi, szczególnie, że Kay ostatnio coraz bardziej boi się używać różdżki. Nie mam tylko pojęcia, jak to ugryźć.]

    Kayleigh Preston

    OdpowiedzUsuń
  11. Addison słynęła z ekscentrycznego gustu muzycznego. Jej drobna postura, słoneczny uśmiech, cytrynowe trampki i wesołe ogniki w oczach sprawiały, iż nikt nie podejrzewał, że była miłośniczką cięższego, alternatywnego brzmienia. Krzykliwe Nietoperze, Podziemne Trolle, Wyjce czy Zawodzące Wiedźmy to zaledwie ułamek zespołów, których słuchała na co dzień na pełny regulator, wprawiając ściany rodzinnej posiadłości w drżenie. Złośliwi twierdzili, że tego łomotu nie dało się nawet nazwać muzyką, jej bracia nieustannie naśmiewali się z jej miłości do kolejnych wokalistów kapeli, twierdząc, że nie tylko ich zawodzenie przypominało wilkołaka, ale także ich wygląd. Na szczęście w tej kwestii już dawno przestała się przejmować opiniami innych i namiętnie wynajdywała coraz to bardziej skandaliczne zespoły, doprowadzając tym samym swoją matkę do apopleksji. Pani Hallaway chyba wciąż żyła złudzeniem, że uda jej się utemperować charakter Addie i stworzyć ją od nowa na swoje podobieństwo; zawsze marzyła bowiem o córce, która byłaby jej miniaturową kopią, której mogłaby zaplatać warkocze, stroić w sukienki, przygotować do roli dobrze wychowanej, dystyngowanej panienki z dobrego domu i przede wszystkim wpoić jej wszelkie wartości wyznawane przez jej czystokrwisty ród. Addison często myślała o swojej matce jak o skamieniałości pochodzącej z poprzedniej epoki. Świat czarodziejów powoli się zmienił, a ona wciąż żyła w przeszłości, po cichu popierając poglądy Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać i próbując wpoić swoim dzieciom umiłowanie do czystej krwi, a przy tym pogardę dla mugoli, mugolaków i charłaków. Chociaż Addie robiła wszystko, co w swojej mocy, żeby uwolnić się spod władzy matki, miała jedynie piętnaście lat i wciąż musiała żyć pod jej dachem, znosząc nudne, wystawne przyjęcia, ciągłe strofowanie i próbę znalezienia jej odpowiedniego narzeczonego, najlepiej z innej, wpływowej rodziny należącej do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki. Wcześniej jedynie wywracała oczami, słysząc groźby matki, przekonana, że aranżowane małżeństwa w XXI wieku nie miały prawa istnieć, lecz ostatnimi czasy pani Hallaway coraz mocniej zaczynała naciskać i niepokój Puchonki powoli przechodził w realny strach. Mogła liczyć jedynie na swoich starszych braci, jednak wiedziała, że Damien i Jeremy nie byli w stanie wiecznie jej chronić. Wiedziała też, że jej ojciec żył w kompletnie innej rzeczywistości; czasami miała wrażenie, że nie pamięta jego twarzy, tak rzadko go widywała. Zamykał się w gabinecie lub wyjeżdżał w długie, służbowe podróże. Wyglądał na kogoś, kto dawno stracił wolę do walki, jakby nie miał nawet siły podnosić się z łóżka i tylko resztką sił wciąż funkcjonował. Addison bała się, że pewnego dnia zamieni się w swojego ojca, jeśli jej matka wygra. Od czasu do czasu pan Hallaway miewał przebłyski wyrzutów sumienia i w tych nielicznych chwilach starał się wynagrodzić córce swoją nieobecność, a choć czuła się z tym źle, skrzętnie wykorzystywała te momenty słabości tak jak teraz, zdobywając zgodę na pojechanie na jeden z największych festiwali muzycznych na Wyspach. Jej matka była przekonana, że kilkudniowy wypad był związany z wakacyjnym zlotem członków Klubu Ślimaka, podczas gdy w rzeczywistości Addie skorzystała z okazji, by zatrzymać się w rezydencji Fawley’ów.
    Jej matka najpewniej padłaby na zawał, gdyby tylko się dowiedziała, że utrzymuje kontakty ze zdrajcami krwi i ich diabelskim, niemagicznym nasieniem.
    Czasami Addison zastanawiała się, czy nie była dawno zaginionym dzieckiem Fawley’ów, zupełnie przypadkowym i nieszczęśliwie podrzuconym na próg willi Hallaway’ów. Z jasnymi włosami, zielonymi oczami, huffpride i wszystkim, co się z tym wiązało, niemal idealnie wpasowywała się w ten rodzinny obrazek, choć jeśli miała być szczera, czasami myślała, że mogłaby pasować do każdej rodziny, tylko nie do swojej. Nawet jeśli za chwilę odczuwała wyrzuty sumienia z powodu takiego myślenia, nic nie mogła poradzić na to, że często czuła się obco we własnym domu i święta wolała spędzać w Hogwarcie lub w przytulnej rezydencji Weasley’ów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Nie spodziewałam się tylu osób! – Addie starała się przekrzyczeć tłum, podążając za Philipem, który starał się podprowadzić ich bliżej sceny. W jej gronie znajomych niewiele osób podzielało jej gust muzyczny, dlatego nie spodziewała się takiej frekwencji na festiwalu; przez chwilę wydawało jej się nawet, że widziała znajomą twarz, lecz szybko zniknęła z jej pola widzenia. Wśród gwaru rozmów Puchonka wychwytywała nie tylko różne akcenty świadczące o pochodzeniu z różnych miejsc Wielkiej Brytanii, słyszała także obce języki, których nie była w stanie nazwać. – Szkoda, że nie udało nam się przemycić bliźniaków! O, popatrz, sprzedają tu koszulki! I Ognistą Whiskey! Co? Pięć galeonów za kubek?! Oni oszaleli! – Zanim Philip zdążył cokolwiek powiedzieć, dziewczyna zaczęła go ciągnąć od stoiska do stoiska, narzekając na wygórowane ceny i robiąc maślane oczy do Phila za każdym razem, gdy znalazło się coś, co chciała dostać.

      Addie

      Usuń