18 czerwca 2018

Wayward son



JUSTIN VINCENT SHELINSKY:

GRYFFINDOR | 17 LAT | KLASA VI| UR. 29.07.2004 | RODZICE CZARODZIEJE, ALE TO NIC NIE ZNACZY | PAŁKARZ | KOŁO ASTRONOMÓW | 11 CALI, CIS, WŁÓKNO Z SERCA SMOKA | POWIĄZANIA




Szczerze powiedziawszy, to Justin jest mądrzejszy niż się wszystkim niektórym wydaje. 

Wielu rzeczy był świadomy i wielu bardzo szybko się nauczył. 

Dość wcześnie odkrył, że prawdopodobnie miał więcej szczęścia niż większość jego rówieśników. Dorastał w pełnej rodzinie gdzie wszyscy go kochali i rozpieszczali. Nigdy nie brakowało mu absolutnie niczego, a już na pewno nie brakowało mu uwagi. Dodatkowo jako najmłodsze dziecko i jedyny synek miał w życiu dużo prościej. Nie musiał się zbytnio starać, żeby dostać to czego chciał. Wystarczyło opanowanie kilku prostych strategii. Mama ulegała gdy się odpowiednio uśmiechnął, tatę trzeba było zagadać, Vivienne miękła na sam widok wygiętych w podkówkę ust, Victoria wręcz przeciwnie, od razu kazałaby mu przestać się mazgaić, ale można było ją przekonać do wszystkiego odpowiednią dozą humoru i pewności siebie. Wyrosło chłopię na uroczego, ale nieco bezczelnego zuchwalca wiecznie pakującego się w kłopoty, bo w większości przypadków wszystko uchodzi mu płazem. Można by rzec, typowy Gryfon, który głupotę zatuszuje żartem albo słusznym celem.

Sprawnie liczy i nie najgorzej radzi sobie z transmutacją, ale raczej nigdy nie był wybitnym uczniem. Na koło astronomiczne zaciągnął go kolega, bo podobno były tam fajne dziewczyny. Nie zawsze wie, co robi na tych spotkaniach, ale nawet mu się tam podoba. Poza tym, kiedy tak gapi się w gwiazdy i nie wiadomo czego tam szuka, dziewczyny myślą, że jest romantyczny. Na jednej z imprez odkrył, że duże wrażenie na nich robiła jego gra na gitarze, mimo że tak naprawdę znał tylko kilka prostych akordów. Nauczył się potem kilku rzewnych piosenek, aby nie musieć się martwić o damskie towarzystwo. 

Sprawnie poszła mu nauka latania na miotle i w trzeciej klasie dostał się do drużyny. Tam poza trafnym uderzaniem w tłuczek nauczył się kątem oka obserwować przebierających się obok kolegów tak, by nikt się nie zorientował. Tą umiejętnością nie pochwalił się nigdy. Nikomu. 

Na początku piątej klasy nauczył się, że nie każda dziewczyna będzie nim zainteresowana i był w stanie potwierdzić, że złamane serce boli nawet bardziej i niż tłuczek wymierzony w genitalia i goi się dłużej. 

A potem przyszedł grudzień, w którym nauczył się, że są rany, które się nie zagoją, że śmierć nie jest sprawiedliwa. Że ludzie składający kondolencje i wyrazy współczucia chcą dobrze, ale on by jednak wolał, gdyby się zamknęli. Że nie ma takiej siły, która zwróciłaby mu ukochaną siostrę.

Potem tylko obserwował jak jego piękne, godne pozazdroszczenia życie wali się jak domek z kart.

Nie nauczył się jeszcze jak sobie z tym radzić. 

Nauczył się udawać.


[Witajcie! Chciałam zrobić ładną kartę, ale nie umiem w kodowanie :( To moja druga postać, tym razem męska dla równowagi. Na zdjęciu Andrew Garfield. ;)]

33 komentarze:

  1. [Wysuwany tekst nie wyświetla się cały, jakby urywał się w połowie :c tak czy siak, podglądanie kolegów mnie rozbawiło :D Może kiedyś nauczy tej umiejętności Grega. Powodzeniami z drugą postacią!]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Gdybym miała jakąś miłą panią, ta z całą pewnością by go utuliła, bo taki pozytywny kolega... Szkoda siostry, szkoda. Oby jakoś odnalazł się mimo tego i otworzył, przestał udawać, bo - to akurat Zabini może powiedzieć z całą pewnością - udawanie jest do bani.
    Miłej zabawy z drugą postacią i weny bez granic! :D ]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Cześć :) Muszę przyznać, że to wyjątkowo miły pan, choć końcówka jego historii nie należy do najprzyjemniejszych. Ból po stracie ukochanej osoby i udawanie łączy nasze postaci.
    Baw się z nim dobrze :)]

    Andromeda

    OdpowiedzUsuń
  4. [No proszę, a dziś na Polsacie "Niesamowity Spiderman" haha :) Witam razem z Alfiem na blogu Justina, kobieciarza?? ten peek w przebieralni wprowadził mnie w dezorientacje haa ;) W każdym razie fajniutki z niego chłopaczek, mam nadzieję, że jednak wyleczy się z tęsknoty!]

    Alfred Larose

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dla mnie HTML to nadal czarna magia, umiem tylko pochylić czcionkę i ją pogrubić xD koniec moich umiejętności. Gregorius najchętniej to by Justina podglądał, ale Selwyn by mu nie pozwolił :c mieliśmy nad jakimś wątkiem?]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zabini to i nawet dłużej by się poprzytulał w jakimś ciemnym kącie ;p Co do imienia - to nie taka łatwa sprawa będzie, ale próbować dociekać Justyś może, kto wie - może mu się uda...? :P]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dobra! Piszemy się na szlaban z drobnym dręczeniem kolegi jak najbardziej. W co to się rozwinie, to wyjdzie swoją drogą już myślę :D
    Ustalamy jakieś szczegóły, czy lecimy na żywioł?]

    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  8. [ To jest genialne *.* Ogólnie matka Justysia mogłaby być siostrą mateczki Gregoriusa, bo akurat ta strona rodziny jest właśnie taką ciepła. To w stylu Grzesia, że mógłby go nienawidzić z czystej zazdrości. Sytuacja rodzinną wygląda tak, że jego rodzice nie są razem. Ojciec Grega kilkanaście lat temu spotykał się z dwoma czarodziejkami jednocześnie i obie zaszły w podobnym czasie w ciążę, ale ojciec wybrał tą drugą kobiete. W efektcie ma kochaną matkę z którą spędza połowę wakacji i zimnego ojca i jego rodzinę, w tym znienawidzonego brata. Podoba więc mi się ten plan, Grzesiu w końcu będzie mógł się wykazać w roli "starszego" brata. A spoglądanie na męskie tyłki to chyba rodzinne 8) ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jesteśmy w trakcie ustaleń co prawda z Vic, ale gdybyś chciała drugi watek to daj znać. Widzę tutaj jakoś qudditchowy wątek!]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jasne, ja każdy wątasek przyjmuje z otwartymi ramionami, więc nie ma sprawy :) Pomysł też przypadł mi do gustu, lecimy od razu z tą gryfońską popijawą czy osądzimy początek np. na bloniach lub w przebieralni po meczu?]

    Alfie Larose

    OdpowiedzUsuń
  11. [Całość mi pasuje w sumie:D a ten motyw z zazdrością może wyjść ciekawie. Jestem na tak! Wzięła byś zaczęcia tutaj na siebie, a ja zajmę się tym u Vic? xd]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  12. [Cześć! Nasze postacie faktycznie mają ze sobą sporo wspólnego — życie obydwu z nich wywróciło się na drugą stronę i oboje przez to cierpią. Irene faktycznie mogłaby okazać się byłą dziewczyną Justina, która tylko niepotrzebnie dobiła go jeszcze bardziej. Pozostaje pytanie, jak mogliby na siebie trafić, by wbrew uprzedzeniom porozmawiali ze sobą trochę dłużej, może z czasem opowiedzieli by sobie nawzajem o własnych przeżyciach?
    Irene jest zapaloną fanką quidditcha, a twój pan członkiem drużyny — mogli spotkać się na jakimś meczu, niekoniecznie tym w Hogwarcie lub, biorąc pod uwagę fakt, że oboje są czystej krwi, wpadli na siebie podczas jakiegoś spotkania towarzyskiego, gdzie udali się z rodziną? Jestem otwarta na wszelkie propozycje :D ]

    Irene

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dzięki bardzo, cieszę się, że tekst z ramki kogoś poruszył. :) A Sam jest magiczny, niesamowicie wpasował się w rolę Langdona! <3
    Chętnie skuszę się na wątek, tylko nie mam pojęcia jak ich połączyć. Przeczytałam dwie karty i mam pustki w głowie. Może ty coś masz? :>

    A co do wieku, to dzięki tobie mocno to rozkminiałam sobie teraz. XD Nie doszłam do żadnego wniosku czy ja mam to dobrze, bo ja generalnie chcę go jako dzieciaka, co od września ma iść do VI klasy. Możliwe, że coś pokiełbasiłam z rokiem. Już nie wiem czy powinno być 2005 czy 2006 czy jeszcze inny teraz lol!]

    Amasai Langdon

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Hejka! Moje postaci nadal się do Skrzydła Szpitalnego nie wybierają, ale na Justina chyba łatwiej im będzie się natknąć. Jakbyś była chętna na wątek to wpadaj, coś będziemy wymyślać :) ]

    Olivia | Julia

    OdpowiedzUsuń
  15. [Cześć! Na razie wpadam bez pomysłu, bez zapowiedzi, bez niczego, ale ciekawość mnie już od dawna zżera i po prostu muszę cię o to zapytać ;) Twoi bohaterowie przypominają mi postaćki autorki, którą znałam baaardzo dawno temu, jeszcze za czasów Onetu. Prowadziłaś być moźe w przeszłości Johna i Susan Cage? ;) Jeśli nie, to bardzo przepraszam za pomyłkę, wiszę ci za to wątek, o ile oczywiście masz ochotę :) ]

    Bree Prescott

    OdpowiedzUsuń
  16. [W takim razie szykuj się na śmierć, niedobrzyńcu! Tak obudziłaś we mnie nadzieję, a później nigdy nie odpisałaś na maila, skandal! Pamiętasz jeszcze niewidomą, rudowłosą Krukonkę, Drew Hudson, z Hogwartu 1997? Tak, to ja ;) ]

    Bree, która strzela focha na bardzo niedobrą autorkę Justina

    OdpowiedzUsuń
  17. [Aż poszłam przeczytać kartę Vic, bo wcześniej jej nie widziałam... Mam nadzieję, że John z jej karty jest już szcześliwie żonaty z Drew albo przynajmniej zaręczony, inaczej będziesz w jeszcze większych tarapatach! xD W ogóle kiedy to było? Cztery lata temu pisałyśmy na blogu? Kawał czasu!
    Ty mi przestań już spamić pod kartą i mów, czy w ogóle chcesz ze mną wątek, czy jednak za bardzo się mnie boisz ;) Nie oszukuj się, nawet w azylu cię znajdę, rozgrzeszenia nie dostaniesz, ewentualnie możesz przesunąć termin egzekucji, jeśli będziesz mi ładnie odpisywała :P]

    Bree, która być może pomyśli nad ułaskawieniem, ale niczego nie obiecuje

    OdpowiedzUsuń
  18. [Jasne, mi pasuje jak najbardziej :) A mogłabyś zacząć? Bo mam już parę odpisów z którymi zalegam :/]

    Alfie

    OdpowiedzUsuń
  19. [No oczywiście, że masz rację, gapa ze mnie i źle rok wpisałam, bo miał być 2003. Dziękuję pięknie za informację. :D Przychodzę tutaj, bo coś mi się widzi, że panowie mieliby trochę wspólnego. Niestety jestem trochę niewyspana po tygodniu wstawania o drugiej rano i biegania po antycznych ruinach, z myśleniem u mnie kiepsko i konkretnego pomysłu na wątek nie przyniosę, ale jeśli Justin tak koniecznie chciałby się wszystkiego o wilczku dowiedzieć, to prawdopodobnie tylko by go spłoszył, bo biedna chłopina nie lubi, kiedy ludzie w ogóle zwracają na niego uwagę... więc można by było chyba od czegoś takiego zacząć, jeden próbuje z drugiego coś wyciągnąć, a ten drugi próbuje się po cichu opędzić i uciec w panice? :D Ewentualnie, jeśli miałabyś ochotę, to można byłoby też dorzucić tu Justinowi kolejny drobny zawód miłosny do kolekcji, ale nie naciskam, bo on już i tak taki skrzywdzony bidulek.]

    Vincas

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć, napisz może do mnie na maila lub hg
    bowlsofhappiness@gmail.com]

    Benji

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasami po prostu nie potrafił się powstrzymać. Nauczony brać od życia to, co najlepsze, nie potrafił odpuścić sobie okazji. Jak niby miał odmówić sobie ust ładnej koleżanki, transmutacja mogła poczekać! Kiedy coś się trafiało, brał garściami, nie zastanawiając się zanadto nad konsekwencjami. A potem lądował w zakurzonym składziku bez różdżki i miał zajmować się nieswoim miotłami. Ale przynajmniej nie sam…
    Oparł się o ścianę i powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, by zaraz zatrzymać uważne spojrzenie na partnerze niedoli. Justin Shelinsky. Pałkarz Gryfonów. Chłopak z gitarą na błoniach otoczony rozanielonymi dziewczynami. Niezła technika, kolego. Skrzyżował ręce na piersi i wygiął usta w krzywym uśmiechu.
    – Cześć. – Mimowolnie uniósł prawą brew w rozbawieniu. Sytuacja zdawała się być już na pograniczu niezręczności, a nie minęło nawet pięć minut od kiedy woźny zamknął za sobą drzwi. Zabini już czuł, że będzie się dobrze bawił. – Od czegoś trzeba – mruknął, powoli mierząc go wzrokiem od stóp do głów, by zaraz odepchnąć się od ściany i jednym krokiem pokonać dzielącą ich niezbyt wielką odległość. – Pasta Fleetwooda? – rzucił, oddechem prawie że owiewając szyję Justina i sięgnął tuż ponad jego ramieniem po słoik na szafce.


    Zabini

    OdpowiedzUsuń
  22. [Zgłaszam się na zasłuchaną w gitarce panienkę! :D Justin ma w sobie coś, z wielką chęcią pokusiłabym się o jakieś może pokomplikowane powiązanie albo spontaniczny wątek. Poszalejemy?]

    Isleen Dunne

    OdpowiedzUsuń
  23. [Podejrzewam, że dostałby od jej brata albo którejś z przyjaciółek haha :D Konkretnego nie, ale zdecydowanie nie pogardzę kimś, kto by trochę pozwodził Isleen, bo to ufne dziewczę, przyda jej się trochę szkoły życia... A jak to się ostatecznie potoczny - zobaczymy ;p
    Chyba że Ty masz coś konkretnego...?]

    Isleen

    OdpowiedzUsuń
  24. [i oto jestem - wybrałam Justina bo ma większy potencjał na ognistą niż siostra - niemniej siostra w skrzydle szpitalnym też nieźle :D chcemy jakąś szorstką znajomość, jak to pałkarz z pałkarzem pałkami się okładali? :P (bez podtekstów)]

    Crowley

    OdpowiedzUsuń
  25. [Brzmi dobrze w sumie :D co prawda musiałoby to jakoś drużynowo pójść, żeby papuch się odpalił i włączył do akcji, w ramach "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego". Kto zaczyna? :D]

    OdpowiedzUsuń
  26. Alfie zmieniał koszulkę, gdy do środka bezceremonialnie i przy okazji zupełnie bez pozwolenia wparowała wszędobylska Pani Doktor i narobiła zwyczajowego rabanu wokół Justinka Szczylinskiego. Alfred razem z kumplami obserwowali ten popis wymieniając się nawzajem dość niewybrednymi uwagami o poszczególnych częściach składowych pielęgniarki.
    Gdy ta opuściła w końcu szatnię, Alfie rzekł do przyjaciela:
    - Skończyło się tylko na niej? Dziwne. Gdzie tłum fanów z banerami i paparazzi z Reeta Skeeter na czele? Przecież to nasz kochany Justinek wygrał sam cały mecz! – zarechotał, na co zawtórowali mu jego koledzy.
    Głośny śmiech przyjaciół nie umknął uwadze Justina.
    - Co powiedziałeś? – wypiął dumnie klatę. Stojący za nim Gryfoni, jego wymoczkowata świta, zamarła speszona czy może raczej zatrwożona. Alfie na taki widok musiał naprawdę powstrzymywać się by nie parsknąć śmiechem i tylko przez parę sekund zdołał zachować poważną minę. Przeczesał palcami mokre od potu włosy i otarł czoło wierzchem dłoni. Jego zachmurzone oblicze rozświetlił blask pełnego uśmiechu.
    - Aww Justin! – Alfie klasnął w dłonie i skinął na swoich szczerzących się kolegów. – Chłopaki, przynieście tu zaraz wieniec laurowy i medal dzielnego pacjenta dla naszego małego zwycięzcy! – zawołał, składając dłonie w sposób, w jaki trzymają je przy piersiach wzruszone matki przypatrujące się pierwszym kroczkom swoich pociech.
    Nagle ktoś pociągnął Justina za rękaw, co Alfie wyłapał i uznał za doskonały pretekst do następnego żartu. Uwielbiał to. Uwielbiał być nienawidzony.
    - Boo-hoo-hoo! Trzymajcie tego szaleńca, cóż za siła i furia… gotów jest podrapać mnie paznokciami! – Alfie z udawanym przerażeniem cofnął się o krok i teatralnym gestem zasłonił twarz rękoma.
    - O nie, tylko nie paznokcie! – zawył jeden z przyjaciół Alfiego i cała banda ryknęła śmiechem. Alfie przesunął językiem po zębach odsłoniętych w szyderczym uśmiechu, wbijając wzrok w bojowo nastawionego Justina, zupełnie jak wąż hipnotyzujący swoją ofiarę.
    - Alfie, daj mu spokój. Wiesz, przez co przeszedł… – rozległ się obronny głos zza pleców Justina.
    - Właśnie, nie umiesz robić niczego innego, tylko zatruwać ludziom życia? Idź się lecz… – skomentował drugi z rzeczników. Ha, banda wymoczków znowu w natarciu. Adwokaci za michę pomyj. Mimo obrzydzenia, które poczuł, Alfie znowu postanowił zagrać w jedną ze swoich gier.
    - A wiesz że chętnie? – odparł i strzelił palcami. – Bardzo chętnie przejdę się do tej troskliwej pielęgniarki, bo mam wrażenie, że dostałem piłką między uda. Powinna to dokładnie, naprawdę dokładnie zbadać. To może być poważne obrażenie wymagające jej specjalistycznej opieki – dodał całkowicie poważnie, nie spuszczając wzroku oczu lśniących od jadu z Justina. Salwa śmiechu znowu przetoczyła się za plecami Alfiego, który oparty nonszalancko o szafkę czekał na nieostrożny ruch Justina.

    [Wybacz za zwłokę!]

    Alfie

    OdpowiedzUsuń
  27. [Och nie! Niech nie udaje! To najgorsze ze wszystkiego! Jak będzie go trzeba nauczyć być sobą, to zgłaszam swoje postacie! Cześć, baw się dobrze na blogu!]

    Vincent // Priscilla

    OdpowiedzUsuń
  28. [Oooo... Dziękuję bardzo! :D Masz jakieś pomysły na wątek pomiędzy wendy a Justinem w takim razie? :)]
    Wendy Darling

    OdpowiedzUsuń
  29. [oooo to mi się podoba! Są na tym samym roku, więc można uzgodnić, że znają się jeszcze z pociągu i to wtedy zostali przyjaciółmi. Teraz on zaczyna sobie uświadamiać, że coś do niej czuje, a Wendy ślepa ugania się za jakimś dupkiem ze Slytherinu. Justin mógłby właśnie jakoś próbować odstraszyć tego chłopaka, albo wybić jej go z głowy, na co Wendy ze swoim temperamentem obraziłaby się na niego, bo nie rozumiałaby po co to robi. Mogłaby gdzieś pójść się ukryć, a Justin by ją znalazł i zdobyłby się na rozmowę z nią. A Wendy... W sumie zobaczymy jak zareaguje! :P Pasuje ci coś w tym stylu?]

    OdpowiedzUsuń
  30. - No dalej książęta, biegnijcie za swoją królewną, bo jeszcze się zaleje łzami w swej samotni! – zakpił w stronę przyjaciół Shelinskiego, którzy obrzucili go nienawistnymi spojrzeniami i zaczęli wykrzykiwać wyzwiska, naiwnie myśląc, że Alfiego ruszy sumienie, zreflektuje się i przeprosi. Tymczasem nieświadomie sprawiali mu satysfakcję, kiedy burza przetaczała się nad jego głową i wiedział, że dopiekł nie tylko Justinowi, ale też całej jego równie ciotowatej jak on sam brygadzie.
    Zmieniając koszulkę i pakując torbę usłyszał zdania dotyczące tragicznej śmierci siostry Justina. Okropna historia, doprawdy poruszająca. Chłopak przecież przeżył piekło na ziemi… Pokręcił głową z uśmiechem i wyszedł z szatni.
    Niektórzy tak długo siedzą w piekle, że stają się demonami.
    ~~
    Wieża Gryfonów stała się jedną wielką pijalnią Ognistej Whisky i zarazem miejscem schadzek. Nie tylko Gryfonki, ale też Krukonki, Puchonki i nawet dwie Ślizgonki zawitały dziś w legowisku Lwów, dzieląc z chłopcami swój entuzjazm dotyczący ich wygranej. Na kolanach Alfiego siedziała… wypuścił dym spomiędzy warg i przyjrzał się roześmianej dziewczynie, ale nie potrafił powiedzieć kim jest i szczerze niewiele go to obchodziło. Jej ciepłe uda oplatały jego nogi, położyła dłoń na jego piersi, ale Alfie tylko machnął ręką, zaciągając się papierosem. Ognista Whisky była o tej porze mdła, dobra dla trzecioklasistów, ale on potrzebował czegoś mocniejszego. Dziewczyna uniosła brwi i zacisnęła usta, ale posłusznie wstała. Alfie odstawił szklankę i skierował się do wyjścia.
    Jego kumpel Henry klepnął go w plecy. Po obu jego stronach stały młodziutkie blondwłose Gryfonki, które obejmował w talii.
    - Gdzie lecisz, ogierze? – zagaił Henry, a dziewczęta zachichotały.
    - Nie wiem, odlać się – rzucił Alfie przez bark.
    - Wracaj szybko, panienki nie będą czekać wieczność! – Usłyszał jeszcze za sobą Alfie i strzelił palcami, przyznając przyjacielowi rację, ale tak naprawdę w tym momencie obchodziło go tylko jedno. Palcami ukrytymi w kieszeni lekko muskał czubek igły. Miał lekkie kroki i lekkie myśli, więc nawet nie zorientował się, kiedy stanął przed drzwiami klasy leżącej od dawna odłogiem. Czasem tam wpadał, kiedy dostał mocniejszy towar i zawsze dobrze wspominał swoje doznania z tej sali.
    - Kurwa, to też chcesz mi zniszczyć? – usłyszał od progu. Wytężył wzrok w zalegających ciemnościach. Nie zaskoczyła go obecność Shelinskiego; często natykał się tu albo na pary przyłapane w szczególnie sprośnych pozycjach albo na płaczliwe cioty pociągające ognistą z butelki. Dziś padło na drugie. Alfie tylko otaksował go krótko zmęczonym wzrokiem, westchnął i usiadł za drzwiami.
    - Luzik mała, zaraz stąd spadam – odparł obojętnie. Powoli zaczął przygotowywać sobie pasek i strzykawkę. Niebieskawe światło księżyca wpadające z okna oświetlało jego poczynania, jak się domyślał Alfie obserwowane przez Justina, jednak chłopak podejrzewał, że nawet taki smark jak Shelinsky nie podkablowałby nauczycielom w jaki sposób po godzinach bawi się Larose. Gryfoni w większości są tępymi osiłkami, ale mają w zwyczaju lojalność, nawet jeśli nie darzą się sympatią, i to była jedyna cecha, którą Alfie w tym domu szanował. Bez ogródek zacisnął więc pasek na przedramieniu, trzymając go zębami, i powoli wtłoczył heroinę do krwioobiegu. Rozluźnił uścisk i odrzucił strzykawkę w kąt pokoju. Oparł głowę o ścianę.
    To był jego sposób na przetrwanie – nigdy nie być na tyle przytomnym, żeby kontrolę nad umysłem przejęło prawdziwe życie.

    [nie umiem w długie odpisy help :c]

    Alfie

    OdpowiedzUsuń
  31. [Teraz ja nie wiem jak to się stało, że przeoczyłam, ale jestem sierotą, więc też nie jestem zdziwiona. :D
    Widzę to, przydałby mi się taki wątek, szczególnie, że Amasai ma takie szczęście, że szybko by się w takiej sytuacji znalazł. Na pewno unikałby tematu jego zmarłej siostry, bo sam stracił matkę i aż takim dupkiem nie jest. Ale faktycznie mógłby rzucić jakiś komentarz na temat jego siostry pracującej w szkole. Spróbuję coś wyłapać z karty. :)]

    Amasai Langdon

    OdpowiedzUsuń
  32. [Jestem dla ciebie zdecydowanie za dobra i masz zaczęcie w ramach niespodzianki! Jak za starych dobrych czasów jedziemy na żywioł i zobaczymy, jak nam to pójdzie xD Tylko miej na uwadze, że nie znoszę zaczynać i kiepsko mi to wychodzi!

    Bree była nieustraszona.
    Można było to uznać zarówno za jej największą zaletę, jak i najgorszą wadę. Nie bała się mówić tego, co miała na myśli; nie bała się walczyć o to, co uważała za słuszne; nie bała się przeciwstawić większości, samodzielnie wybierając swoją drogę; nie bała się włożyć kija w mrowisko, a już na pewno nie bała się przemieszczać samodzielnie późno w nocy po ciemnych uliczkach Hogsmeade. Wiedziała, że o tej porze nie powinna znajdować się poza murami zamku, lecz czarodziejskie miasteczko kusiło ją swoim wieczornym urokiem. Początkowo miała zamiar jedynie wrócić po swoją ulubioną kurtkę z poruszającym się lwem na plecach i czerwonymi rękawami – nawet jeśli tak oczywista reprezentacja jej domu była dla niektórych zbyt pretensjonalna, ona uwielbiała skórzane okrycie ponad życie – i od razu skierować się w stronę Hogwartu, ale pięknie oświetlone witryny i śmiech dobiegający z pubów sprawił, że się zawahała. Podejrzewała, że nauczyciele nawet nie zauważyli jej nieobecności, byli zbyt zajęci trzymaniem w ryzach rozbrykanych uczniów po wypiciu kilku kremowych piw, a dziewczyna mogła już nie dostać drugiej takiej sposobności. Uwielbiała wieczorne spacery, chociaż sama bardzo rzadko brała udział w nocnym życiu miasta, kochała oglądać je z boku, zachwycać się atmosferą, która znacząco różniła się za dnia i po zmroku. Zwiedzała Hogsmeade, sunąc dłonią po chłodnych murach budujących urokliwe domy, zaglądała w zakamarki, których wcześniej nie mogła odkryć, trzymając się atrakcji czarodziejskiego miasteczka przy głównej alei, chwilowo nie przejmując się konsekwencjami. Nie bała się w końcu ulic Londynu, więc dlaczego miałaby się mieć na baczności w podobnym miejscu? Jej ojciec zaczął uczyć Bree i Bailey kickboxingu od piątego roku życia, dlatego ufała swoim umiejętnościom. Co prawda nie dorastała swojej siostrze bliźniaczce do pięt, która była wzrastającą gwiazdą tego sportu i prawdopodobnie będzie kontynuowała rodzinną tradycję, podobnie jak pan Prescott zdobywając mistrzostwo kraju, lecz Bree potrafiła się bronić, choć treningi mogła odbywać jedynie w trakcie wakacji pod czujnym okiem swojej rodziny, która wciąż martwiła się jej bezpieczeństwem w zamku, nie rozumiejąc do końca zasad panujących w czarodziejskim świecie.
    Bree po raz ostatni zrobiła rundkę po uliczkach, wiedząc, że czas wracać, jeśli nie chciała narobić sobie większych kłopotów. Akurat kiedy przechodziła koło gospody Pod Świńskim Łbem, ze środka wytoczyła się grupka pijanych chłopaków. Bree zmarszczyła brwi; wyglądali na siódmoklasistów ze Slytherinu lub dopiero co skończyli szkołę, na pewno było w nich coś znajomego, ale nie potrafiła określić coś takiego. Rzucali niewybredne komentarze w kierunku młodych czarownic przechodzących przez ulicę i dziewczyna bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, lecz ostatecznie zdrowy rozsądek wygrał, ona jedna przeciwko pijanej grupce – nie zapowiadało to jej wygranej, a nawet ona miała w sobie wystarczająco dużo powściągliwości, by wiedzieć, że przegranych walk nie podejmuje się na otwartym polu. Spuściła więc głowę w dół i starała się ich jak najszybciej wyminąć, aby dotrzeć do Hogwartu. Na jej nieszczęście jednak jeden z chłopaków zatoczył się w bok i wpadł prosto na nią. Wymamrotała krótkie przeprosiny i odwróciła się, gotowa odejść, ale on złapał ją mocno za ramię, zatrzymując.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. – Bree? Bree Prescott? – powtórzył, zaciskając palce. Dziewczyna syknęła przez zęby, już czując, że będzie miała na następny dzień siniaki. Próbowała wyszarpnąć ramię, lecz Ślizgon nie chciał jej puścić. – Nie pamiętasz mnie? Dałaś mi kosza. Na oczach całej szkoły. – Odwrócił się do kolegów, śmiejąc się. Słyszała w jego głosie niebezpieczną nutę i wiedziała, że musiała jak najszybciej się stąd zwinąć. – Wyobrażacie to sobie? Ta gryfońska dziwka, ta szlama odważyła się mnie odrzucić! Jest taka brudna, że chciałem jej dać szansę i trochę się z nią zabawić, ale ta niewdzięczna suka potraktowała mnie jak śmiecia! A teraz spotykamy się w takich okolicznościach! Co za niespodzianka! Nigdy nie miałem okazji odwdzięczyć ci się za to, co zrobiłaś, ale teraz... – Chłopak szarpnął ją za rękę, zmniejszając między nimi dystans. Bree zmarszczyła nos, gdy nieprzyjemna woń dotarła do jej nozdrzy; cały śmierdział alkoholem i potem. Wolną dłonią przesunął po jej policzku, gładząc kciukiem jej skórę. – Jeszcze wyładniałaś, Prescott. Nie możemy pozwolić, żeby taka uroda się marnowała. Szkoda, że jesteś szlamą, ale z drugiej strony... Wtedy nikt nic nie powie, jeśli troszkę się z tobą pobawię, prawda? Komu uwierzą, mugolaczce czy młodemu paniczowi czystej krwi z Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki?
      Ślizgon pochylił się, jakby chciał ją pocałować i Bree wykorzystała ten moment zniwelowanej różnicy wzrostu, aby uderzyć go głową, jednocześnie podstawiając nogę z tyłu. Kiedy z jękiem odsunął się od niej, łapiąc za prawdopodobnie złamany nos, z którego wytrysnęła fontanna krwi, potknął się o jej stopę i runął w błoto. Chociaż widziała mroczki przed oczami od silnego uderzenia, wiedziała, że nie mogła marnować czasu; rzuciła się do ucieczki, prześlizgując się między uliczkami.
      – Na co czekacie, idioci?! Łapcie tę dziwkę!
      Była szybka i zwinna, ale przeciwnicy mieli przewagę liczebną, rozbiegli się w rożne strony. Słyszała za sobą głośny tupot stóp, skręciła w lewo, ale na końcu zaułka już czekał na nią jeden z napastników, szybko się wycofała i ruszyła inną drogą, by po prawej zaraz zobaczyć gwałtowny ruch, w ostatniej chwili uchyliła się przed zaklęciem, które miało powalić ją na ziemię. Wiedziała, że wkrótce osaczą ją niczym myśliwi zwierzynę, musiała ich przechytrzyć, jeśli miała uciec, ale ciężko jej się myślało, gdy jednocześnie próbowała utrzymać szaleńcze tempo, mimo kłującego bólu w boku i rwania w łydkach, pot obficie zrosił jej skórę i spływał do oczu, przez co droga przed nią była zamazana. Próbując się uchylić przed kolejnym urokiem, Bree nie zauważyła kamiennej doniczki; zawadziła o nią i wywróciła się na ziemię, zdzierając skórę z dłoni i z kolan. Zaklęła pod nosem, ponownie zrywając się do ucieczki, lecz było już za późno; Ślizgoni otoczyli ją ciasnym kołem, odcinając możliwe drogi ewakuacji...

      Bree Prescott

      Usuń