3 lipca 2018

i’m a lover and i live to daydream



NICO SVANIDZE
GRYFON — KOŁO ONMS — KOŁO ZIELARSKIE — VII ROK
syn walijskiej specjalistki od trolli i rumuńskiego smokologa
przyszły smokolog, który boi się rogogona węgierskiego


Od stawiania sobie celów długoterminowych zawsze wolał wybierać te mniej wybiegające w przyszłość — trochę dlatego, że jeśli ktoś urodził się leniem, to leniem też umrze, a tak głównie dlatego, że odkąd połaskotał śpiącego smoka w Rumuńskim Rezerwacie, każdy kolejny dzień przeżywał, jakby miałby być jego ostatnim. Wszyscy powtarzali, żeby nie igrać ze smoczym ogniem, ale Nico był z natury ciekawski. Ciekawość to pierwszy stopień to piekła, powtarzał przyszywany wujek Al. I rzeczywiście — poparzone przedramię bolało piekielnie i, choć zabliźniło się ponad trzy lata temu, wciąż przypomina o sobie na zmianę pogody. Po angielsku Nico (nigdy Nicolae, a już na pewno nie Nicolae Luca) mówi najczęściej z zabawnym akcentem, który może zniknąć i pojawić się w zależności od sytuacji i potrzeby. Wydawało mu się, że trafi do Hufflepuffu, bo to był dom jego mamy, ale odkąd Tiara Przydziału postanowiła inaczej, pozostała mu tylko ogromna słabość do Puchonek, które w większości jeszcze nie rozgryzły, czy rzeczywiście tutaj chodzi o nie, czy o łatwiejszy dostęp do kuchni. Z ogromnym zaskoczeniem odkrył, że Backstreet Boys potrafią uspokoić smoka, ale kolegów z dormitorium już nie. Wielu rzeczy chciałby się jeszcze nauczyć, ciężko jednak jest poznawać nowych ludzi i odkrywać nowe pasje, jeśli wszystko w swoim życiu sprowadza się do smoków (przez co rzuciły go już dwie Puchonki). Na początku nawet się tym przejmował, ale z czasem stwierdził, że jeśli już jest się pięknym i młodym, to za dobrze by było, gdyby miało się jeszcze nieskończonego farta. Na szyi nosi rzemień z pazurem chińskiego ogniomiota, zbiera smocze łuski i skorupki jaj, które traktuje jak świętość. Czasem słyszy głosy, które okazują się jedynie zdrowym rozsądkiem, podpowiadającym, że nie warto rzucać wyzwania Bijącej Wierzbie albo próbować na własną rękę dosiąść hipogryfa, a ze szkoły nie wyleciał jeszcze chyba tylko dzięki rodzinnym znajomościom. Gdzie jednak ma się podziać dusza odkrywcy, jeśli nie na kolejnej przygodzie?
Andrea Arcangeli; polnocpoludniee@gmail.com

52 komentarze:

  1. [Ale fantastycznie napisane!
    Nico nie powinien spodziewać się przydziału do Hufflepuffu, przecież jest urodzonym Gryfonem! Szalonym Gryfonem i chyba Beatrice będzie się wydawało, że równie głupim jak odważnym. Ale dla niej odwaga to głupota. No nic, dobrej zabawy! I jeśli tylko chcesz to wpadaj :)
    Beatrice Tenebris

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dziś jestem tu tylko przelotem, ale nie mogę się nie przywitać, widząc na głównej takiego Nico! Postać bezsprzecznie wzbudza sympatię i nie sposób przejść obok niego obojętnie ― sądzę, że nawet moja Archana miałaby z tym niemały problem. Jest tak pozytywną postacią, że ja się wielce dziwię tym Puchonkom, co to go rzucały w kąt, niedobrznice jedne! Trochę pożałowałam, że nie mam tu już Millie, bo pod względem ciekawości świata na pewno by się dogadali, ale gdyby była chęć, może uda nam się coś wykombinować z Archie ― zapraszam serdecznie, a póki co życzę Ci udanej zabawy. Nieskończonych pokładów weny i samych porywających wątków dla Ciebie, a dla Nico mniej niebezpiecznych i tragicznych w skutkach przygód jak ta ze smokiem w rezerwacie. ;) Cześć!]

    Archana Harper

    OdpowiedzUsuń
  3. [No cóż, trochę nam smutno, że ostatecznie Nico nie trafił do Hufflepuffu, ale skoro posiada słabość do Puchonek, jakoś to przełkniemy ;) Spryciarz, marzy mu się łatwiejszy dostęp do kuchni, lecz Addie tak łatwo słodyczy nie odda! Poza tym nie wiadomo, może tym Puchonkom jednak chodziło o dostęp do smoków? Addison na pewno z chęcią wybrałaby się na taką przygodę, u niej z tym głosem rozsądku niestety ciężej, przez co zastanawiam się, jak udało jej się przeżyć tyle lat bez trwałego uszczerbku na zdrowiu... Karta świetnie napisana, aż zazdroszczę tej lekkości i poczucia humoru! Cześć, zostań z nami jak najdłużej, napisz mnóstwo ciekawych wątków i chodź do mojego złośliwego chochlika na wątek, na pewno coś im wymyślimy!]

    Addison Hallaway

    OdpowiedzUsuń
  4. [ " Z ogromnym zaskoczeniem odkrył, że Backstreet Boys potrafią uspokoić smoka, ale kolegów z dormitorium już nie" - rozbrajające! :D Z chęcią znajdziemy z Aerys muzykę uspokajającą nabuzowanych samców z dormitorium. Witam serdecznie i życzę udanej zabawy! :D ]

    Aerys Barlow

    OdpowiedzUsuń
  5. Witamy serdecznie i życzymy udanej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Heh, nie przejmuj się, tylko czekałam, aż mnie ktoś zakryje, a wątku z tak sympatyczną postacią nie odmówię.
    Wepchnęłabym ich w jakieś kłopoty, wiążące się z poskramianiem dzikich zwierząt, gubieniem się w jakimś miejscu i stąpaniem na palcach, aby nie obudzić bestii, której mogliby chcieć coś podkraść. Mogłybyśmy wybiec poza granice Hogwartu i dać już im jakieś powiązanie, czasowo zahaczając o wakacje. :D ]

    Victorie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hej! Bree pewnie na kolejne przejawy brawury Nico tylko wywracałaby oczami (choć w odpowiednich warunkach wcale nie jest od niego lepsza!), ale byłaby wniebowzięta, gdyby mogła dla niego zaprojektować ognioodporne, wytrzymałe na pazury i kły ubrania! Zapewne nie rozumiałaby też, dlaczego nikt inny nie podziela zachwytu Backstreet Boys, chociaż bardzo chętnie poznałybyśmy historię, jak Nico został ich fanem ;) Nico jest świetny, na pewno napiszecie tu mnóstwo wątków! A w razie chęci zapraszam do siebie!]

    Bree Prescott

    OdpowiedzUsuń
  8. [Effie chętnie wykorzysta tę słabość do Puchonek! Zakochałyśmy się w Nico. Sama byłabym smokologiem, gdybym mogła. Jest cudownie. Witaj i zostań z nami długo.<3]

    Effie

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jakieś dziwne te Puchonki, że go rzuciły przez smoki. Smoki są przecież super. Uroczy ten Nico, urodzony Gryfon! Jakby chciał się przedostać do kuchni, to Lola mu pomoże bez wahania, bo sama cały czas tam łazi.]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  10. [Za to smoki to by tylko bardziej kochała, a nie rzucała. Poza tym, mam wrażenie, że oni są do siebie bardzo podobni. Tylko Effie raczej zagłuszałaby głosy zdrowego rozsądku w jego głowie, więc podejrzewam, że jak się dobiorą, to skończy się dosiadaniem hipogryfa albo ujarzmianiem Wierzby Bijącej.
    Myślę, że śmiało możemy iść w jakieś powiązanie. Co prawda, rok inny, dom inny, ale wydaje mi się, że oni oboje błyszczą na kole ONMS, a jakby Effie dostrzegła jego smoczą fascynację, a w dodatku dowiedziała się, czyim on jest synem, to by się go uczepiła na dobre, bo dla niej to jak celebryta. A że Nico oczy ma do tego takie ładne, to już inna sprawa zupełnie.
    Dlatego możemy cofnąć się jeszcze do czerwca, przedegzaminowego szału i wysłać ich na przygodę, albo umówić ich na takową, tylko wakacyjną, gdzieś w prawdziwym plenerze.]

    Effie

    OdpowiedzUsuń
  11. [Znudzenie smokami, skoro są niebezpieczne, ekscytujące i mają łuski? Lola can't relate. Pewnie kazałaby mu do znudzenia powtarzać te same historie i jarałaby się cały czas tak samo, jakby pierwszy raz słyszała. I ostrożnie z pomówieniami, że chciałaby coś w zamian za przeszmuglowanie do kuchni - ona tam w pierwszej kolejności idzie dla siebie. :D Chociaż... jakby przehandlował wizytę w kuchni pokazaniem jej Backstreet Boys, to nigdy nie wiadomo, może dwie wizyty dostałby w zapasie!]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  12. [Rzeczywiście, to bywa trudne! Ale przy odrobinie chęci i nieskończonych pokładach cierpliwości... ewentualnie przy dzieleniu tej pasji wspólnie, idzie wytrzymać. Choć Archie z magicznymi stworzeniami jest raczej na bakier, a o smokach to cieszy się, że wie tylko z książek. ;D
    Myślę, że z tej jego słabości nic dobrego by nie wyszło, przynajmniej dla Harper. Nie lubi Gryfonów, ale ten to by jej pewnie prędzej czy później złamał serduszko, jest zbyt sympatyczny. Idę o zakład, że w końcu zdołałby ją do siebie przekonać, a potem wyszłoby szydło z worka i klops, dziewczęcy dramat gotowy. A to pewnie skończyłoby się ujemnymi punktami, bo udobruchać ją ponownie byłoby mu już wtedy pewnie ciężko...]

    Archana Harper

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Nie wiem jak to się stało, że pominęłam wczoraj tę kartę, ale bardzo się cieszę, że dzisiaj na nią trafiłam :) Cóż za uroczy Gryfon! Wszystko w tej karcie jest jakieś takie... urzekające. Smoki, ta taka głupia odwaga, która każe mu biec w poszukiwaniu kolejnych przygód, te oczy... I Backstreet Boys, których notabene mama mi wczoraj puszczała, bo znalazła starą kasetę. Ale zdecydowanie mnie to nie usypiało (czyli nie jestem smokiem, co należało dowieść).
    Jeśli tylko masz ochotę to wpadaj do którejś z moich postaci, mam nadzieję, że uda nam się coś fajnego wymyślić :) ]

    Olivia | Julia

    OdpowiedzUsuń
  14. [Sorry, z tym Backstreet Boys, to mi się pomysły skończyły, bo Lola serio jest bezinteresowna. :D
    Na wakacjach będzie ciekawiej, bo Lola spędza je w tak przeróżnych miejscach, w zależności od tego, gdzie wywieje jej matkę. Tu mam jeden pomysł: załóżmy, że matka Loli umawia się z jakimś smokologiem, więc jadą z nim na jakiś event smoczy, żeby się facet lepiej z córką poznał. Lola jest nim tak zainteresowana jak kurzem, bo zobaczyła s m o k i. I tu wchodzi Nico. Nico umawiał się z jej koleżanką z dormitorium, kojarzy Lolę, ale Lola się tyle o nim nasłuchała, zwłaszcza po zerwaniu, że z jednej strony jest do niego nastawiona tak meh, ale z drugiej... przecież słyszała jak on mówi o smokach! Ma dwa wyjścia: albo udawać, że go nie widzi, albo skorzystać z okazji, żeby trochę ją uwolnił od towarzystwa dorosłych i może pokazał coś fajnego, jakieś zianie ogniem, może dał dotknąć tego rzemienia z pazurem! Lola jest trochę narwana, lojalność wobec koleżanki może przegrać z wizją przygody, więc... wrzućmy ich w coś ekscytującego i niebezpiecznego, o!
    Tyle wymyśliłam. Jest konkretniej. :D]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  15. [Skoro na wakacyjne zwiedzanie rezerwatu zaprasza nas tak uroczy przyszły smokolog, jak mogłybyśmy odmówić? Co prawda Bree obecnie dość mocno zmaga się z wewnętrznymi rozterkami, czując się bardziej mugolem niż czarownicą i przeklinając wszystko to, co jest związane z magią, ale być może po zobaczeniu tych majestatycznych i śmiertelnie groźnych istot (które mogłyby ją w każdej chwili zabić, ale co tam xD) odrobinę zmieniłaby zdanie. Myślę, że przy okazji uda nam się przez przypadek uwolnić rogogona węgierskiego, zasiać panikę we wszystkich odwiedzających, spalić połowę rezerwatu i być może jeszcze wdać w jakąś smoczą walkę, ale hej, co to za przygoda bez narażania życia, odrobina adrenaliny przyda im się w życiu... xD A potem jeszcze biedaczki skończą w Ministerstwie, bo co to za używanie magii poza murami szkoły?! Chociaż przy skali zniszczeń to pewnie będzie ich najmniejszy problem.
    To taki nasz sposób na pomoc Nico w zwalczaniu strachu przed rogogonami, nie ma za co ;) ]

    Bree Prescott

    OdpowiedzUsuń
  16. [Już sama nie wiem, z jednej strony być może Addie po cichu liczyła na to, że Nico umówi ją ze słodkim Gryfonem, ale z drugiej jest na tyle szalona, że smok mógłby jej się bardziej spodobać ;) Jeżeli zaś chodzi o sianie zamętu w Hogwarcie to jesteśmy jak najbardziej na tak, przy okazji nie będziemy się powstrzymywać od przytyków i żartów na temat nieudanych, puchońskich miłostek Nicosia. Co prawda jak na czystokrwistą czarownicę przystało Addison nie zna Backstreet Boys, ale zna inne zespoły... I tak się składa, że chciałaby dostać się na pewien koncert czarodziejskiej kapeli, tylko że zgody na opuszczenie zamku nie dostała, ale przecież nie może pozwolić, by to stanęło jej na przeszkodzie, prawda? Czy w takim razie Nico nie byłby chętny na zaplanowanie diabelnie sprytnego planu ucieczki z zamku, przedostania się do Londynu na koncert, a dalej już my zadbamy o to, żeby mieli odpowiednie atrakcje i dodamy trochę katastrof do tego wypadu? ;) ]

    Addison Hallaway

    OdpowiedzUsuń
  17. [ No właśnie obie moje postaci mogą w pewnych okolicznościach pasować, dlatego może najpierw zapytam: czy masz może jakieś wolne/wymarzone/cudowne powiązanie w głowie? Może tak będzie mi prościej wybrać? :) ]

    Olivia | Julia

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć!
    Tak, rzeczywiście, miało tak być. Za niedługo to poprawię i dziękuję za czujność. ;)
    Chciałam wpaść z konkretnym pomysłem, ale moja nieomal cała wena została dziś wchłonięta przez ten wredny kod w karcie, nie zmienia to faktu, że chcę, bardzo chcę. Może ją drażnić, podnosić morale, może wszystko. :D]

    Karla Falk

    OdpowiedzUsuń
  19. [Ja wymyśliłam, więc nieśmiało powiem, że panowie przodem. :D]

    Lola

    OdpowiedzUsuń
  20. [O mój przenajświętszy Boże. Przecież on jest genialny! Sorry not sorry, ale już postanowiłam. XD Znalazłam przyjaciela dla mojego Dathana, przyszłego magizoologa i również Gryfona, którego ciekawość jest przekleństwem innych. XD Siedzi jeszcze w roboczych, ale niedługo się pojawi. Nie zawiedź mnie, bo nie odpuszczę wątku!]

    Amasai Langdon i siedzący w roboczych Dathan Adley

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Byłoby przezabawnie, gdyby Nico, syn takich rodziców!, skończył w typowo biurowej robocie i robił tabelki w Excelu. Tzn. w jego magicznym odpowiedniku. :D
    Świetna postać!!! I aż chciałoby się posłuchać jego natchnionych smokologicznych wykładów/monologów. Ale tak raz na jakiś czas, bo jeśli serio mówi tylko o tym, to aż strach się bać.]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  22. [No proszę, żaden z niego rycerz na białym koniu, płeć piękna jak zawsze musi wziąć sprawy we własne ręce i ratować sytuację xD Mogę cię ładnie prosić o zaczęcie? <3]

    Bree Prescott

    OdpowiedzUsuń
  23. [ Nico to cudowny przykład Gryfona! I to tak uroczego, że ja nie mogę. Carrie z pewnością załatwiłaby mu łatwiejszy dostęp do kuchni. ;) Z przyjemnością coś bym tutaj napisała - masz może jakiś pomysł? ]

    Caireann

    OdpowiedzUsuń
  24. [Pewnie! Zacznę nad dniach. :D]

    Karla Falk

    OdpowiedzUsuń
  25. [Nie przysięgaj, bo ja mam skłonności do rozwlekania! :D]

    — Loli-ta, spójrz na to!
    Lola wywróciła oczami, a później odwróciła się już z cierpliwym, życzliwym uśmiechem w stronę nowego wielbiciela swojej matki. Stali pośrodku placu zapełnionego namiotami, stoiskami i klatkami ze stworzeniami, które spuszczone ze smyczy mogłyby obrócić w proch jakieś małe miasteczko. Rumuński znawca smoków, czy kim on tam był, a na imię to już w ogóle nie wiedziała jak miał, ze świecącymi oczami wgapiał się w jakiegoś smoka. Lola z zaciekawieniem też by na niego spojrzała — miał rudawe łuski, cudowny, majestatyczny pysk i przypominający ostrokąt ogon, którym co jakiś czas uderzał o słupki swojego więzienia — gdyby nie została nazwana „Loli-tą”. Zęby kruszyły jej się z irytacji na sam wydźwięk tego zdrobnienia. Marzyła o tym, żeby faceta wyleviosować z powrotem do Rumunii, ale obok niego matka głośno zachwycała się smokiem. A przynajmniej przekonująco udawała. Lola nie potrafiła. Zepsuł jej go.
    Pierwszy miesiąc wakacji spędziła w parnej Kolumbii, jeżdżąc z ojcem po miastach wokół Bogoty. Ojciec nie mówił w ogóle po angielsku, a tylko po hiszpańsku i zwracał się do niej „Dolores” z zadziwiającą czułością, jak na kogoś, kto widywał ją raz w roku, bo inaczej jej matka kazałaby mu lewitować nad urzędem miejskim stolicy. Lola uważała ten układ za całkiem dobry, bo nie nudziła się w tym mugolskim świecie, a z różdżki mogła swobodnie korzystać od marca, więc robiła to po kryjomu. Kiedy jednak wróciła do domu, opalona i całkiem zadowolona z życia, matka przedstawiła jej jakiegoś smokologa, który co chwila poprawiał okulary na nosie i zasypywał dziewczynę nic nie mówiącymi nazwami. Musiała przed nim uciekać do swojego pokoju. Ucieszyła się, kiedy zaproponował wyjazd na jakiś zjazd Czarodziejów Podjaranych Smokami, jak mówiła na złość matce. Sądziła, że wtedy uwolni się od jego paplaniny starego fanatyka i będzie mogła pochodzić wśród zwierząt, kupi sobie jakiś rzemyk odganiający złe duchy, może zje coś lokalnego. Jak bardzo się pomyliła!
    Byli na terenie zlotu od dwóch godzin, osiem razy została nazwana „Loli-tą”, a facet pokazywał tylko smoki niegroźne, które wręcz można było pogłaskać. To znaczy, ona bardzo by chciała, ale kiedy zaproponowała to rumuńskiemu amantowi, o mało nie zachłysnął się własną śliną, próbując jej to wyperswadować. W tym momencie wiedziała, że uwolni się od niego, choćby miała zostać porwana przez rogogona węgierskiego i pożarta w ułamku sekundy. Kiedy matka wysłuchiwała ciekawostek mężczyzny, Lola zacisnęła palce mocniej na ramiączkach plecaka i wycofała się rakiem. Wtedy właśnie (w końcu!) wyciągnęła podręczną skrzyneczkę śniadaniową z powiększonym środkiem. Wzięła jedną z kanapek z żurawinowym dżemem, jaki przywiozła sobie z zagranicy, a potem, bo była już gotowa na przygodę, zaczęła lawirować między stanowiskami, wolna od balastu w postaci dwojga dorosłych wyznaczających ścieżkę.
    W trakcie swojej wycieczki, Lola kupiła dwa talizmany na szczęście („smoczy ratunek dla beznadziejnych przypadków, tylko dwa galeony!”), niby przypadkiem zbadała opuszkami palców ogon jakiegoś rdzawego smoka, a potem uciekła. Tym, co finalnie zatrzymało ją przy sobie, był długopysk portugalski. Urzekły ją jego jasnozielone łuski i wielkie, czarne ślepia, którymi co jakiś czas mrugał, niemal w zwolnionym tempie. Żałowała, że zna hiszpański, a nie portugalski, bo mogłaby mu powiedzieć, jaki jest piękny. Nie wiedziała, czy by zrozumiał, ale chciała, by wiedział. Przyglądała mu się, przekrzywiając głowę i jedząc kanapkę. Była ciekawa, czy gdyby go poczęstowała, to zrobiłby z jej głowy czubek zapałki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy usłyszała za sobą szept, drgnęła. Myślała, że to znowu ten facet matki, ale kiedy gwałtownie odwróciła głowę, uderzając samą siebie włosami w policzek, z zaskoczeniem odkryła, że się pomyliła. Przed nią stał Nico Svanidze. Od razu go rozpoznała. Przez ostatni rok musiała posłusznie na niego zerkać, kiedy jej współlokatorka cedziła przez zęby „patrz, idzie ta smocza paszcza”. Nasłuchała się o nim takich rzeczy, że mogłaby napisać książkę. A mimo to ucieszyła się na jego widok. Lojalnie powinna go trzasnąć jakimś zaklęciem, bo wszystkie złe rzeczy, jakie o nim usłyszała, pochodziły od jego byłej dziewczyny. Po swojemu jednak poznała go tylko przez podsłuchiwanie jego opowieści o smokach. Nie zanudzał ani nie cedził ich nazw, jakby zaraz miał paść na zawał z ekstazy.
      Ostentacyjnie wzięła gryz kanapki i zmrużyła oczy.
      — Powiedział mi właśnie, że bardziej smakują mu Gryfoni.
      Psując groźny wydźwięk swojej odpowiedzi, uśmiechnęła się lekko.

      Usuń
  26. [Na poczatku chcialam tu zostawic tylko ochy i achy i rozplywac sie nad tym, jak cudowna karte stworzylas (jest swietna, naprawde - zaczelam sie lekko usmiechac juz na poczatku czytania, a teraz szczerze sie jak glupia do telefonu), bo tez nie bardzo wiedzialam, w jaki sposob moznaby nasze postacie polaczyc... Ale teraz sobie tak mysle, ze skoro zadne powiazanie nie wchodzi w gre, to wyjsciem mogloby byc wrzucenie ich w sytuacje, w ktorej byliby zmuszeni ze soba przebywac. Kiedys juz wykorzystalam pomysl, ktory pasowalby calkiem do nich - "magiczne podchody" zorganizowane przez nauczyciela OPCM. Uczniowie podzieleni w grupy musieliby z mapami chodzic po Zakazanym Lesie, zahaczyc o kilka punktow (gdzie czekalyby na nich rozne przeszkody, np. w postaci magicznych stworzen itd), a potem dostac sie do mety. Nico moglby wyladowac w parze z Antoinette. A przy okazji w obliczu zagrozenia mogliby sie o sobie dowiedziec o wiele wiecej, niz przez przypadkowe, bardziej towarzyskie spotkanie. No i z kim byloby mojej panience lepiej, jak nie z zakreconym na punkcie zielarstwa i magicznych stworzen Nico. Co Ty na to? :D]

    OdpowiedzUsuń
  27. [No cóż, na pewno nie byłoby fajnie, gdyby próbowali pożreć się w całości. W każdym razie, jeżeli mnie kiedyś najdzie ochota, by zrobić postać innego rodzaju, bardzo chętnie przyjdę znów pomęczyć Cię o jakiś wątek :D]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ E, tam! Ja jestem bardzo chętna na zajęcie któregoś z tych powiązanek, szczerze mówiąc. No ale takie powiązanie może przecież wyjść z wątku, który zaproponowałaś!
    To co robimy? W razie czego zapraszam na maila (ketsurui567@gmail.com). <3 ]

    Caireann

    OdpowiedzUsuń
  29. [ Dobry ziomek Jim nawet w chwilach największej irytacji wyobrażałby sobie raczej, że zakneblowany Nico ląduje w rezerwacie smoków, a nie w Zakazanym Lesie. Niech przynajmniej się raduje! Swoją drogą, od częstych smoczych monologów samych w sobie bardziej by mu przeszkadzało sprowadzanie do nich każdego tematu. Wiesz, coś w stylu:

    – Echh, facetka z transmy nie ma serca, tyle pracy domowej!!!
    – No... ostatnimi czasy jest rozdrażniona prawie jak samica ogniomiota katalońskiego, gdy pilnuje młodych! [natchniony wykład]

    A tak poza tym... Nico jest fajny, więc trudno go nie lubić, nie? Jim ma też to szczęście – albo i pecha –że nie jest długonogą Puchonką, której można złamać serce. ;D]

    Jim Ryer

    OdpowiedzUsuń
  30. [Mnie to jak najbardziej pasuje! Skoro to od Nico ma wyjść propozycja wspólnego wyjścia na koncert, byłoby lepiej, gdybyś nam zaczęła. Chyba że wybitnie nie lubisz zaczynania, wtedy ja spróbuję nam coś stworzyć, choć wtedy to będzie duże lanie wody xD Więc jak wolisz.]

    Addison Hallaway

    OdpowiedzUsuń
  31. [Tak! Jak najbardziej! Kay mogła być jego towarzyszką w tych mało rozsądnych przygodach w pierwszych latach ich nauki. Teraz nie w głowie jej żadne wyprawy, ale może Nico jej przypomni, jak bardzo interesujący może być świat? :D]

    Kayleigh Preston

    OdpowiedzUsuń
  32.   Wyciągnęła paczkę zapałek. Była nieźle sponiewierana; nosiła na sobie ślady używalności, a raczej niedbalstwa swojej właścicielki o rzeczy natury martwej. Karla była zainteresowana czymś innym; spojrzała na paznokcie lewej ręki. W palcu wskazującym jeden z nich był obgryziony niemalże do krwi. Wzdrygnęła się. Musiała zacisnąć na nim zęby w nocy, kiedy we śnie przemierzała ściółkę leśną, czując pod nagimi stopami miękki mech, zapadający się lekko pod ciężarem ciała.
      Usiadła na szerokim parapecie, odganiając jedną ze sów. Ptak najwyraźniej dopiero co powrócił z nocnego polowania, gdyż w dziobie trzymał zdechłą mszę, a w piórach znajdowała się krew; skleiła ze sobą pierza, dlatego tak bardzo posoka rzuciła się jej w oczy. Zamknęła w pięść pudełko zapałek. Dłonie jej drżały. Przymknęła powiekę, by pozbyć się nieprzyjemnego obrazu z głowy, a po chwili odetchnęła, jakby chwila rozluźnienia naprawdę się pojawiła, choć tym gestem chciała sobie dodać przede wszystkim otuchy .Wyciągnęła z szkolnej torby papierosa i wsunęła go sobie do ust, zaciskając mocno na jego filtrze zęby. Zapomniała nawet o istnieniu szminki na swoich świeżo pomalowanych ustach; rozmazała się lekko w ich kącikach po wykonaniu tej czynności, ale to nie było w tym momencie ważne. Ważne było to, że czuła potrzebę konsultacji płuc z nikotyną. Otworzyła paczuszkę z zapałkami, ale zaraz owy przedmiot wyleciał z jej dygoczącego uścisku. Syknęła pod nosem, gdy zawartość pudełka rozsypała się pod jej nogami. Zgniotła jedną z zapałek pod podeszwą buta, ale nie pochyliła się, żeby po sobie posprzątać. Zrobię to później, wy szeptała do własnych myśli, mając jednak przeczucie, że to kłamstwo. Zapomnij albo świadomie zignoruje i sobie pójdzie, a rozrzucone zapałki zostaną na podłodze.
      Wbiła spojrzenie w zachmurzone niebo, czując na policzkach dotyk wiatru. Było chłodno, a ona miała na sobie zaledwie koszulę, spódnice, podkolanówki i nieszczęsne buty obcierające piętę. Reszta mundurka w postaci szaty nadal znajdowała się w dormitorium; całkowicie o niej zapomniała, zbyt przejęta tym, by przed śniadaniem zdążyć do sowiarnii, chociaż listów nie pisała dużo, w zasadzie wcale nich nie pisała. Musiała ochłonąć i wolała to zrobić na własny rachunek, chociaż domyślała się, że terapeutka, a może nawet matka nie będą tak wyrozumiałe i wreszcie jedna z nich wyślę do niej sowę. Na razie nie chciała myśleć o tym scenariuszu, lecz wiedziała, że była zmuszona składać im relacje, jednak ochoty, by spowiadać się z każdego dnia ją opuściła. Nie chciała być rozliczana z każdego kroku.
      Wyciągnęła ze skórzanej torby różdżkę i zapaliła odpowiednim zaklęciem końcówkę papierosa, chociaż czuła się przy tym bardzo nieswojo. Przywykła, że do tej czynności używała zapałek. Zaciągnąwszy się, odchyliła do tyłu głowę i wypuściła niemal natychmiast dym. Patrzyła jak usiłował podlecieć pod sufit, ale ostatecznie wiatr rozszarpał go na kawałki. Pogryzł go tak, jak ją gryzło sumienie. Westchnęła głęboko i znów się zaciągnęła. Chwilami żałowała, że zgodziła się na przeprowadzkę. Nie miała tutaj nikogo, ale może dlatego faktycznie łatwiej będzie pogodzić się ze stratą. Chciała w to wierzyć, lecz wcale nie wierzyła. W natłoku rozmyślań, nie dosłyszała echa zbliżających się do wieży kroków. Nucąc pod nosem, zaczęła kołysać się odrobinę na boki, by w tym stanie poszukać spokojniejszych chwil. Niedługo po tym nawet pohukiwanie sów ucichło. Była tylko ona i towarzyszący jej papieros, a przynajmniej tak usiłowała sobie to poukładać w głowie.

    [Jest brzydko, ale będzie ładniej, zobaczysz. ;)]

    Karla Falk

    OdpowiedzUsuń
  33. [Super! :D Cierpliwie na niego w takim razie czekam ;)]

    Karla Falk

    OdpowiedzUsuń
  34. [Dziękuję za miłe powitanie! Chyba mi tak ilość cukru zalegnie w biodrach, ale trudno - połechtane ego oznacza zadowoloną i gotową do pracy autorkę!
    Ukochajmy ich i zaprzyjaźnijmy. Lenie z nich są śmierdzące, więc niech się lenią razem na błoniach. Poza tym Bernie może go kilka razy sieknąć za łamanie dziewiczych serc i takie paskudne traktowanie - feminizm i te sprawy, obrończyni prawości się znalazła...
    Mogą sobie również robić wieczorki karaoke i wyć do księżyca. Mogą też spróbować się pocałować, co wywoła dość niezręczną sytuację i lawinę dziwnym zdarzeń (może być śmiesznie jak zamkną się w kanciapie woźnego, albo przez przypadek podczas kłótni wpadną do klasy czy coś w ten deseń). Dużo tego :) ]

    Bernie ]

    OdpowiedzUsuń
  35. [Hahaha - mury się zatrzęsą, o ile nie runął. Idę na to. Teraz mi powiedz tylko czy chcesz ustalić jakąś akcję wiodącą, czy lecimy na żywioł? ]

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  36. [No dobra - przyjęłam. Mam zacząć? ]

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  37. [Zaczęłam wątek w szkole, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Może być trochę śmiechu, i szok ale zobaczysz o co mi chodzi jak skończysz czytać :) ]

    Była podirytowana. Jeszcze nie zdenerwowana, ale i nie wytrącona z równowagi. Długotrwale utrzymujące się w jej ciele napięcie skłoniło ją do podjęcia bardziej radykalnych kroków, których celem było zniwelowanie owego uczucia.
    Echo jej kroków niosło się po korytarzu, zapowiadając jej nieuchronne przyjście. Co sprawniejszy obserwator mógłby stwierdzić, że gdy jej trampki stykają się z podłożem, to generują iskry. Może i tak było – Bernie nie patrzyła sobie pod nogi z obawy przed bliskim kontaktem z ziemią. Zawsze miała problem z chodzenia na prostej drodze. Akurat dzisiaj wolała uniknąć wywrotki, dlatego głowę trzymała wysoko. Nawet nie rozglądała się na boki. Za bardzo skupiona była na, w swoim jedynie mniemaniu, genialnym planie.
    Naszło ją to nagle. Podczas śniadania zerknęła na Nico, i już wiedziała że to wypali. Chłopak nie miał pojęcia, że go obserwowała od dłuższego czasu, dokładniej od momentu o którym szczerze wolałaby zapomnieć, gdyż na samo jego wspomnienie robiło jej się gorąco. Wtedy, jak na zawołanie, jej policzki robiły się purpurowe, a głos chował się głęboko w czeluściach krtani.
    Musiała skończyć z tym pielęgnowaniem bezsilności w jego obecności. Dlatego ostatnimi czasy myślała w osamotnieniu jak tu się tego pozbyć, aż w końcu wymyśliła. Nagle wróciły jej siły i zapał, a i nawet uśmiechnęła się kilka razy. Żałowała tylko, że z nikim się nie podzieliła swoim pomysłem – może ktoś by jej jeszcze pomógł w modernizacji tego planu, albo podsunął lepsze wyjście. Kto wie?
    Wparowała do pokoju wspólnego gryfonów. Na szczęście, poza nią i jej ofiarą w pomieszczeniu nie było żywej duży. Ciężko się temu dziwić, pogoda była przecudna, i aż szkoda było człowiekowi zalegać w chłodnych murach zamku. Tylko największe lenie śmierdzące zostały w szkole. Do ich zaszczytnego grona należał Nico.
    Bez słowa przeskoczyła przez oparcie fotela i zarzuciła swoje nogi na kolana Nico. Nie krępował ją zbytnio fakt ich bliskości. Gdzieś w biegu ich przyjaźni zdążyła o niej zapomnieć (poza ta jedną, pamiętną sytuacją, o której chciała zapomnieć i jednocześnie ją powtórzyć). Był on i ona – dwa bezpłciowe stworzeniania które starały się pokazać światu, że przyjaźń damsko-męska istnieje i trzeba się z nią liczyć.
    No może przesadzała z tym brakiem płci. Doskonale zdawała sobie sprawę, że niedługo Nico będzie mężczyzną. Widywała u niego czasami zarost, coraz częściej zwracała uwagę na jego głos, który jak na jej gust, był nieco zbyt chrapliwy. Często obserwowała jak się rusza, bądź trzyma jakiś przedmiot w dłoniach (mały stalker). A to wszystko dlatego, że się zmieniał i ona dostrzegała te zmiany. Większość się jej podobała, kilka mogłaby przywrócić do ustawień pierwotnych. Obydwoje dojrzewali…no, może tylko rośli.
    Rozłożyła się leniwie na kanapie. Odchyliła głowę na zagłówku.
    - Zostań moim chłopakiem – rzuciła od niechcenia.
    Nie wiedzieć czemu jej policzki postanowiły zmienić kolor. Czy powiedziała coś niewłaściwego? W jej mniemaniu, nie. W końcu chemia w związkach zawsze wyparowuje, więc może ta, stworzona między nimi, której chyba żadne z nich za bardzo nie chciało, również ulegnie destrukcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Musimy zakończyć te nasze podchody i dziwne fazy ciszy. Nie podoba mi się to. Jest dziwnie. Dlatego, uważam że taka opcja jest dobra – dodała nieco pewniej.
      Możliwe, że gdyby ktokolwiek poinstruował ją odnośnie relacji damsko-męskich, tą rozmowa nigdy nie miałaby miejsca. Z dużym prawdopodobieństwem nawet przez myśl by jej nie przeszło, aby wygłosić takowy monolog, i wierzyć w jego słuszność i normalność .
      - Będziemy dalej robić to co robiliśmy do tej pory razem, ale nasz nowy status sprawi, że zapomnimy o tym dziwnym napięciu oraz o abstrakcyjności TAMTEGO zdarzenia. Co o tym myślisz?

      Bernie

      Usuń
  38. Oburzona jego stwierdzeniem zdzieliła go po głowie poduszką. Kto by przypuszczał, że ktoś taki jak Nico nie rozumie jej geniuszu. Ba, jeszcze ją wyśmieje.
    - Wody z jeziora zaraz sam się napiszesz, jak cię do niej wrzucę głupku – bąknęła urażona.
    Ręka ją trochę bolała od tego niefortunnego uderzenia – wujek zawsze jej mówił, że bić to trzeba umieć a nie lecieć na chama i okładać kogoś pięściami. Fakt, tutaj nie zdążyła nawet zacisnąć porządnie palców, ale i tak nie powinna tego robić bez gruntownego zastanowienia się nad techniką, odpowiednim kątem i punktem przyłożenia swojej dłoni.
    Może owy brak zastanowienia wynikał z tego, żę tak naprawdę nie chciała go za mocno uderzyć, choć na to zasługiwał. W końcu nadal nie życzyła mu ciężkich tortur ani śmierci. Nad drzazgą może i by się zastanowiła, bo czasami Nico przeginał, ale zapewne doszłaby do wniosku, że to i tak byłoby dla niego za dużo. Zapewne nie chciałoby mu się jej wyjąć, do rany wdałoby się zakażenie i koniec końców musieliby mu amputować kończynę.
    Nie. Absolutnie nie życzyła mu drzazgi.
    Z początku nie zwróciła uwagi na jego dłoń. Może dlatego, że była zbyt skupiona na użalaniu się nad sobą i myśleniu o planie zemsty. Dosypanie gryfonowi czegoś do jedzenia nie wchodziło w grę, bo może i by chorował potem, ale jego wymiociny znajdowałyby się wszędzie, również w pokoju wspólnym, w którym tak bardzo lubiła przebywać.
    - Jesteś bardzo mocno ograniczony i staroświecki – rzekła bez ogródek. Umyślnie pominęła kwestię nazwania jej tchórzem, odnotowując w myślach, by podrzucić mu w nocy do łóżka ropuchę, albo zdjęcie woźnego w samych pantalonach. Takowe miała schowane na czarną godzinę dla kogoś, kto wyjątkowo zalazłby jej za skórę. Nico powoli wygrywał te zawody. – Uznaj to za test mój drogi. I nie, TAMTO wydarzenie nie było żadną randką. Rzuciłeś się na mnie z łapskami w mało korzystnej scenerii, wykorzystując fakt, że było mi – zawahała się na chwilę, zdając sobie w końcu sprawę, że brzmi jak niespełna rozumu osoba – zimno. Tak, że było mi zimno. Dokładnie to chciałam powiedzieć.
    Nie wiedzieć czemu na jej policzkach wykwitł rumieniec. Dopiero wtedy zorientowała się, że jego dłoń nadal spoczywa na jej noce. Miejsce w którym stykała się z jej skórą było niemożliwe do wytrzymania ciepłe.
    - Przestań generować ciepło na mojej nodze – fuknęła, jednak nie zabrała jego dłoni, czekając aż sam to zrobi. – Ja proponuję prosty układ bez haczyków, a ty chcesz mnie potraktować jak te wszystkie laski na dwa tygodnie. Nie mam zamiaru lizać ci tyłka i skakać jak mi zagrasz, bo zmieniliśmy status, co to, to nie!
    Może za bardzo dała ponieść się emocjom, może nie powinna podnosić głosu – jakoś ją to obeszło. W jakiś pokrętny nawet jak na nią sposób starała się wymóc na nim posłuszeństwo i ugodę, co nie do końca jej wychodziło. Poza tym, prawda była taka, że Bernie nie za bardzo rozumiała definicje słowa związek, bo nigdy w takim nie była. Może dlatego nie widziała absurdu wytworzonej przez nią sytuacji.
    - Poza tym zdefiniuj stwierdzenie „pójść na całość”. To brzmi bardziej jakbyśmy mieli razem skakać z czwartego piętra, ujeżdżać hipogryfy i kraść krasnalom ich garnki, wiedząc, że nie ma w nich złota. Albo nie – schowała twarz w dłoniach - nie mów. Jeszcze zbezcześcisz mi mój czysty umysł jakąś zbereźnością nie będę mogła spać po nocach. Moja propozycja jest nadal aktualna. Chcę zobaczyć, co się po tym stanie.

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  39. Jej złość gromadziła się powoli pod jej skórą. Może, gdyby postawiła stopy na ziemi spod jej butów wyleciałyby iskry. Malutkie i niepozorne, jednak przy zbliżeniu bardzo agresywne.
    Nie denerwował jej fakt, że Nic miał inne zdanie. Mógł je mieć, nigdy mu tego nie zabraniała, a wręcz po cichu namawiała do wykrzesania z siebie siły i stanięcia na swoim. Jej irytacja była związana z brakiem zrozumienia kierujących nią motywów. Przecież powiedziała, co ją gryzie i przedstawiła plan, aby im obojgu było lepiej. Każde z nich miało z tego skorzystać – dlaczego więc otwarcie się z niej nabijał i na starcie odrzucał stworzoną przez nią koncepcję?
    - Jesteś głupi. Tyle ci powiem – mruknęła. – Po prostu słuchasz a nic nie rozumiesz. I nie mamrocz pod nosem jak ze mną rozmawiasz, bo i tak wszystko słyszę – bąknęła urażona.
    Odetchnęła głęboko chcąc pozbyć się natłoku niepotrzebnych myśli. Wbrew sobie policzyła do dziesięciu, niemo przeklinając ludzi którzy wymyślili tak nieefektywną metodę na uspokojenie. Musiałaby chyba liczyć do tysiąca, by poczuć jakakolwiek zmianę. Nie miała na to czasu.
    - Ja chcę by było jak wcześniej – zaczęła niepewnie. – Może ciebie TAMTO zdarzenie cię obeszło, ale ja mam przez nie nieustające bóle brzucha i dziwne myśli. I robi mi się gorąco. Nie wiem co się dzieje i martwi mnie to. Może powinnam pójść do pielęgniarki?- Spojrzała na niego z ukocha, po czym westchnęła ciężko.
    Wykorzystując fakt, że ich rozmowa zboczyła z toru i przeszła na nieco, przynajmniej w jej odczucie, delikatniejsze tony, zmieniła pozycję tym razem podciągając kolana pod brodę. Objęła nogi ramionami i spojrzała na Nico. W takiej pozycji miała okazje zachować miedzy nimi większą odległość. Choć jej stopy bez butów, których lokalizacji aktualnie była świadoma, dzieliły jedynie centymetry od nogi chłopaka, to i tak dystans miedzy nimi zdawał jej się być przyzwoity. Ani za blisko, ani za daleko.
    - To krępujące – rzuciła nagle, doznawszy olśnienia. - Może nie powinnam ci proponować związku. Może powinnam poszukać kogoś innego? Nie będziemy między sobą nic zmieniać i w końcu wszystko wróci do normy, a z tym kimś innym ogarnę to co aktualnie dzieje się w mojej głowie. Może przestanę mieć o tobie dziwne myśli i w ogóle… – bezwiednie wzruszyła ramionami i zagryzła policzek ze zdenerwowania. Jej policzki nadal były czerwone, choć teraz przyczyną zmiany ich barwy nie była złość, dziewczęcy wstyd.
    Po dłuższych przemyśleniach ten pomysł nawet jej podobał. Może odciągnięcie jej uwagi od chłopaka było kluczem do sukcesu. Zamiast szukać rozwiązania z udziałem jego osoby być może powinna skupić się na kimś innym, kto również byłby w stanie wywołać w niej podobne emocje, dzięki czemu mogłaby zapomnieć o tych, które przeżywała od TAMTEGO wydarzenia. Albo to, albo kółko szachowa – innych opcji nie widziała.
    - Nie powinnam mówić o tych laskach. Przepraszam, to było nie na miejscu. Po prostu jestem zła, że ty nie rozumiesz. Dla mnie TAMTO nie było niczym, tylko czymś. I nie wiem jak sobie z tym poradzić.
    Gadała jak potłuczona. Ale cóż - Bernie po prostu tak miała.

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  40. Choć podobno dużą część dzieciństwa spędziła w Walii, Eirlys pamiętała głównie wszystko to, co poza nią – Rumunię, Węgry, mroźną północ Norwegii, wschodnie wybrzeże Chin i całą resztę miejsc, w które zabierał ją ojciec, kiedy wyjeżdżał do pracy. Po śmierci żony nie potrafił się rozstać z córką, a z perspektywy czasu Eirlys nie miała pojęcia, jak dopuścili do tego jej dziadkowie. Cieszyła się jednak z dzieciństwa spędzonego w drodze. I z przyjaźni, która połączyła jej ojca z pewnym rumuńskim smokologiem, dzięki któremu ona sama zyskała swojego partnera w zbrodni. Swoją drugą połówkę, jak lubiła mówić za młodu, zanim dowiedziała się, jakie zabarwienie ma to określenie.
    I taki lipiec, jak ten, był spełnieniem jej marzeń. Kochała Quidditcha, ale przez ostatni miesiąc była skłonna uwierzyć, że mogłaby tak spędzić życie. Wiedziała, że uszczęśliwia to jej ojca, który zawsze powtarzał, że ze swoją ciekawością i umysłem nie powinna poświęcać się karierze sportowej. Sądziła, że kieruje nim przede wszystkim ojcowska miłość, a nie obiektywny osąd, jednak fakt, że przez cały ten długi miesiąc nie zatęskniła za swoją miotłą, dał jej do myślenia.
    Oczywiście, kiedy tylko dorwała ją w domu, spędziła w powietrzu długie godziny, ale to już nieco inna historia.
    Leżała w domku na drzewie, złożona niemal na pół, z nogami na suficie, korzystając z tego, że w końcu deszcz nie kapał jej spomiędzy desek na głowę. Zabawne, że tak samo dziesięć lat temu, jak i teraz snuli z Nico w tym miejscu plany o własnej hodowli, którą kiedyś, w końcu uda im się przepchnąć w Górach Kambryjskich. Na pewno. Jeśli nie ich ojcom, to właśnie im z pewnością.
    Odchyliła głowę, żeby spojrzeć na wspinającego się do środka Nico. Uśmiechnęła się szeroko.
    – Zawsze wiedziałam, że przed tobą nie muszę się chować – odparła, przenosząc wzrok z powrotem na sufit i przebijające przez dziurawy dach promienie słońca. Zaśmiała się cicho, słysząc tę propozycję nie do odrzucenia i od razu przekręciła się na brzuch. – Z każdym rokiem jest trudniej, bo wszystkie gnomy w okolicy już nas znają – Złapała go za rękę i podciągnęła się w jego stronę, a tym samym do zejścia z domku, odgarniając warkocz na plecy. – Dzięki temu jest też ciekawiej – kontynuowała, schodząc za nim po drabince, aż w końcu znaleźli się w bujnej trawie dziadkowego ogrodu. – Stary Dai twierdzi, że kilka dni temu widział przelatującego okolicą Memortka. Chyba musimy sprawdzić czy to możliwe, że zapuścił się tak daleko na południe? – Uśmiechnęła się zadowolona. – Myślę, że jakieś gnomy po drodze też się znajdą. I kto wie, co jeszcze... – Niespiesznie ruszyła w stronę płotu, z północnej strony, gdzie od lat mieli swoje wyjście, o którym cała rodzina musiała wiedzieć.

    [Jeszcze lepiej? <3]

    Eirlys

    OdpowiedzUsuń
  41. Z zewnątrz ta sytuacja musiała wyglądać absurdalnie. Czy normalne było takie wchodzenie w związki? Trzeba by chyba najpierw zdefiniować ten termin. Z książek które Bernie zdążyła pochłonąć w swoim życiu o związkach wiedziała tyle, że się rozpadają. Motywu doprowadzenia do jego powstania nigdy nie miała okazji przeczytać. Gdyby zajrzała do pierwszej lepszej książki z biblioteki zapewne dowiedziałaby się, że nie jest to taka prosta sprawa jak jej się wydawało, lecz zakrzywione spojrzenie i zbyt duże pokłady dumy nie pozwoliły jej się dokształcić w tym zakresie. Owszem mogła porozmawiać wcześniej o tym z siostrą, ale zbyt nie przypadała za jej mało skromną osobą, a jej rady uznawała za nic nie warte. Po co więc by miała marnować swój czas i energię na niepotrzebną konwersację?
    Słysząc jego zgodę wyrzuciła ręce w górę i machinalnie rzuciła mu się na szyję, po chwili całując go w policzek. Szybko jednak pohamowała swoją euforię i odsunęła się od niego na bezpieczną odległość. Mimo tego jednak uśmiech nadal zdobił jej twarzy. Po raz pierwszy w życiu nie miła ochoty mu przywalić. No może gdzieś z tyłu głowy miała jeszcze to jezioro (perspektywa zobaczenia go w mokrych ciuchach była niezmiernie kusząca) oraz kilka mniejszych złośliwości, lecz jakimś cudem zepchnęła je na dalszy plan skupiając się na chwili obecnej.
    Powoli wracając do normalnego stanu z teatralną elegancją przyjęła jego dłoń. Na tym jednak skończyła się aktywność jej jako damy. Szybko wstała z kanapy zrzucając przy tym parę poduszek. Nawet nie wysiliła się by je podnieść, tylko od razu chwyciła chłopaka za ręce i pociągnęła go w kierunku wyjścia z pokoju wspólnego.
    Przystanęła dopiero w połowie drogi na błonia.
    - Słuchaj, Ni – zaczęła niepewnie. Odruchowo chwyciła jeden kosmyk w palce i bawiąc się nim starała się sformułować jakieś jedno logiczne zdanie. – Co robią pary? W sumie się nad tym nigdy nie zastanawiałam, skupiłam się tylko na tym końcu, a nie wiem co jest pomiędzy. Możesz mnie oświecić?
    Dziwne to było zjawisko – Bernadetta Willows czegoś nie wiedziała. Zrozumiałe to by było, gdyby chodziło o rzecz związaną z nauką. Jednak związki były czymś normalnym, Jednak Bernie nigdy one nie obchodziły. Widziała tylko jak ludzie się schodzą i rozchodzą. Co robili w trakcie pozostawało dla niej tajemnicą.
    Nie czekając na jego odpowiedź znowu chwyciła go za rękaw pociągnęła za sobą. Teraz szła już wolniej, zrezygnowała z pędzenia na zbyty pysk, co by przypadkiem nie zaliczyć bliskiego kontaktu z podłoga. Wolała uniknąć wizyty u pielęgniarki – ich gusta smakowe sporo się różniły.
    - Musisz mi powiedzieć wszystko, to w sumie strasznie ciekawe. Trochę jak smoki. Jak to jest u smoków? Co one mają? – trajkotała jak najęta.

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  42. Zawsze zadziwiało ją to, jak szybko złapali porozumienie. Eirlys, choć była wesołym, odważnym dzieckiem, nie miała zbyt wiele do czynienia z ludźmi, nie licząc ojca i jego współpracowników. Przez pierwsze kilka lat życia jej jedynymi przyjaciółmi były zwierzęta, a rodzina zaczynała się martwić, czy dziewczynka będzie w stanie nawiązać relację z rówieśnikiem. Dzieci z sąsiedztwa dziadków trochę się jej bały, ale ona nigdy się tym nie przejmowała i nie zabiegała o ich sympatię. Jej najlepszym przyjacielem był jej ojciec. A wtedy poznała Nico i wciąż pamiętała ich pierwsze spotkanie. Może dlatego, że miała wrażenie, że wcale nie było pierwsze; tak doskonale zdawali się rozumieć. Bez słów, co zresztą zostało im do dzisiaj, bo Nico miał dla niej zawsze to, czego najbardziej potrzebowała – kremowe piwo, dodatkowy atrament, cytrynowe ciastka czy po prostu własne ramię po nieudanym meczu czy tamtym bożonarodzeniowym balu w piątej klasie, kiedy przeżyła swój pierwszy zawód miłosny. Więcej się w to nie bawiła.
    Roześmiała się szczerze na jego wspomnienie.
    – Ja po prostu naprawdę pokochałam tę bibliotekę! Dlaczego wciąż w to nie wierzysz? – zapytała rozbawiona, kręcąc głową. Ale faktycznie, ojciec dość szybko rozwinął w niej miłość do książek, a jedenastoletniej Eirlys trochę odbiło na widok tych wszystkich, zawalonych książkami półek w szkolnej bibliotece. Później już lepiej dysponowała własnym czasem, zwłaszcza po dostaniu się do drużyny.
    – Nicky i Lys, cisi bohaterowie, odgnamiacze mugolskich ogrodów. A te niewdzięczniki, niczego nieświadome, i tak wyzywałyby nas w wiosce od dziwaków. – Westchnęła ciężko z udawanym cierpieniem, zaraz jednak wróciła do swojego uśmiechu, wciąż trzymając Nico za rękę. Doskonale dałby sobie radę, gdyby musiał iść sam, ale tak go złapała i pociągnęła, że już nie puściła, bo też nie miała takiego odruchu. Nie taką bliskość dzielili jeszcze parę lat temu.
    Podekscytowana ścisnęła nawet jego dłoń, słysząc jego reakcję na wieść o rzekomo widzianym Memortku. Reakcje Nico nigdy jej nie zawodziły.
    – Chyba że Memortki rozwinęły jakieś zdolności pragmatyczne. Albo sadystyczne, i najpierw odgryzają elfom nogi i skrzydła, żeby nie mogły latać, a resztę zostawiają na później. – dodała pół-żartem, pół-serio, bo brzmiało to niewiarygodnie, ale nie takie cuda natura widziała. – Ja bym tak pewnie robiła. – Wzruszyła nonszalancko ramionami z przebiegłym uśmiechem. – Dobrze, że zabrałam aparat i coś do pisania. To byłby całkiem niezły temat na naszą pierwszą wspólną publikację, nie sądzisz? A gdyby jeszcze udało nam się je tutaj trochę poobserwować. – Westchnęła rozmarzona już na samą myśl o potencjalnych obserwacjach i badaniach. Taki sierpień byłby zdecydowanie ciekawszy. – A gdyby udało nam się go usłyszeć?! – pisnęła z ekscytacją, spoglądając na Nico błyszczącymi oczami i aż przyspieszyła, jakby Memortek czekał na nich tuż za rogiem. Nie były to smoki, ale Eirlys cieszyła się tym, co miała. Wzorem ojca, kochała wszystko, co żyło. Na czele ze smokami, ale nie zamierzała gardzić Memortkiem. Ani gnomem. Czy Czerwonym Kapturkiem.
    Niestraszne jej były ciemne chmury, w końcu miała na nogach ulubione tęczowe kalosze, a w worku na plecach kurtkę – i dla siebie, i dla Nico, bo w całym ich szaleństwie trochę częściej myślała o takich rzeczach.
    – To jest Walia. Nigdy nie wiesz, co spotkasz za kolejnym drzewem. – Zbliżyła się do niego, dodając to konspiracyjnym szeptem. – Może jakiś wściekły Czerwony Kapturek? Nigdy nie wiesz, Nicky. Nigdy.

    Eirlys

    OdpowiedzUsuń
  43. Z konsternacji zmarszczyła nos. Opis związku przedstawiony przez Nico wydawał jej się być czysto absurdalną kserokopią ich relacji. Być rzeczywiście zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, którym lata spędzone razem przyniosły jedynie siwe włosy oraz zszargane nerwy, jednak nawet w najlepszych marzeniach nie wyobrażała sobie w taki sposób normalnego związku. Może były od tego jakieś odstępstwa, zresztą widywała je na korytarzach – pary które trzymały się za ręce, szeptały coś między sobą po kątach, czy wymieniały się śliną – jednak do tego momentu zdawało się jej być to normalne. Całe szczęście, że jakże kochany i szczery z nią zawsze Nico przybliżył jej tą trudną do pojęcia kwestię. Mogła na niego zawsze liczyć. Zuch chłopak!
    - Czyli wychodzi na to, że jesteśmy związkiem od zawsze. Przecież opisałeś tu nasza relację! – mimowolnie z radości wyrzuciła ręce w górę. Cieszył ją fakt, że nie musi robić tego wszystkiego co te inne, dziwne pary. Choć nie miałaby w sumie nic przeciwko gilgotaniu. Na pocałunek może i też by miała ochotę. Może na dwa. Maksymalnie cztery z poślizgiem do pięćdziesięciu. Ten pierwszy w jej karierze, podczas TEGO zdarzenia wyjątkowo jej się spodobał i była święcie przekonana, że kolejne będą jeszcze lepsze. Przynajmniej nie będzie próbowała odgryźć chłopakowi języka. Zawsze jakiś pozytyw.
    - Ale to jest dziwne – jęknęła po chwili. Jej humor zmienił się diametralnie. – Naprawdę. Skoro tak to wygląda, to znaczy, że mnie zdradzałeś. I co ja mam teraz zrobić. Powinnam cię rzucić na miejscu. Tak się chyba kończą związki…dlaczego nie stworzyli do tego jakiegoś podręcznika. Bieda z nędzą.
    Słuchała go dalej nie kryjąc swojego znudzenia. Spędziła z nim tyle czasu, że znała smoki chyba tak samo dobrze jak on. Oj nasłuchała się o nich – nie było tajemnicą, że Nico miał na ich punkcie hopla. Uwielbiał je chyba tak samo mocno, jak się nich obawiał. Bądź co bądź były to potężne, i nieokiełznane bestie. Tylko dureń nie odczuwałby w stosunku do nich respektu.
    - Nie wiesz, że kobiety również produkują jaja? W zasadzie jajeczka, i mamy ich ograniczoną ilość ustaloną w dniu narodzin. No i z tych jajeczek powstają dzieci. Oczywiście w połączniu z plemnikiem. Jak mogłeś tego nie wiedzieć? – Pokręciła głową niedowierzając jego brakom w nauce. – Czego cię w domu uczą to ja nie wiem.
    Przecież to były podstawy biologii! Wprawdzie o tych sprawach wiedziała jedynie z opowieści pijanych kuzynów, jednak uznawała to za podstawy potrzebne do rozpoczęcia jakiejkolwiek dyskusji. Przecież każdy to wiedział. Albo powinien wiedzieć.
    - Poza tym ja wiem o tych sprawach dużo. Przecież prokreacja jest naturalna, nie wiem dlaczego w twojej głowie jest to temat tabu. Rodzicie tłumaczyli ci to na ptaszku i gniazdku? Ha. Lama.
    Nim się spostrzegli byli już na zewnątrz. Ciepły powiew wiatru rozwiał ułożone włosy Bernadetty, przez co była zmuszona wyplątać z nich gumkę, która wcześniej spinała je na czubku jej głowy. Postanowiła jednak nie układać ich na nowo, świadoma bezsensowności owego czynu,. I tak za kilka chwili znowu żyłyby własnym życiem. Po cóż więc miała marnować energię na próbę ich okiełznania?

    [tu nie ma sarkazmu. Ani trochę. Wcale (może trochę, dzieci mnie zniszczyły przez ostatni tydzień)]

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  44. - Lama do kwadratu – mruknęła gdy zbył ja marnym tekstem.
    Czy było coś złego w chęci poszerzania własnej wiedzy? Gdyby pytała się go o smoki odpowiedziałby od razu, a z tematu o związkach robił temat tabu. Zdawało się jej to dziwne, lecz postanowiła nie drążyć tematu, gdyż groziłoby to im licznymi nieporóżnieniami, których wolała uniknąć. Wystarczył jej ten jeden raz. Na szczęście wszystko sobie wyjaśnili i było jak dawniej, prawda?
    Nie kontrolowała się, po prostu odepchnęła chłopaka, przy okazji uderzając go mocno w bark pięścią. Mógł być bezczelny, ona też była, lecz wywoływanie u niej zakłopotania jednym głupim ciągiem czterech słów stanowiło przegięcie nie z tej ziemi!
    - Żadnych plemników od ciebie nie chcę, ty łachudro! Tylko jedno ci w głowie, i nie jest to siano – krzyknęła. Fuknęła jeszcze kilka razy, potupała nogami aż w końcu odetchnęła doprowadzając swoje nerwy do porządku. Dopiero tak uspokojona mogła mówić. – Nie będę ci nic wyjaśniać, gdyż mój drogi nie jestem odpowiednim organem do edukowania cię w tej kwestii. Przeczytaj książkę albo porozmawiaj z jakimś profesorem. Ostatecznie mogę ci skombinować Świerszczyka, to się wyedukujesz – bąknęła.
    Mało reformowalny to on był z całą pewnością był. Bernie wielokrotnie zastanawiała się, co matka natura chciała osiągnąć tworząc takie pokraczne coś jak Nic. Niby to jakieś przystojne wybitnie nie było, ani inteligentne czy zalotne, ale jeśli chodziło o głupotę czy niewyparzony jęzor mielący na praco i lewo, to przewyższał nawet ją. Możliwe, że podczas jego produkcji ktoś zamienił słoiki i zamiast rozumu dostał nadwyżkę ignorancji. Albo po prostu taki był i nie trzeba było dorabiać do tego zbędnych teorii zaśmiecających jej głowę.
    Zanim jeszcze dotarli do jeziora, położyła się na trawie. Doturlała się do plaży, żałując, że wybrała sobie tak długi kawałek drogi. W głowie jej się kręciło, i gdzieś chyba zahaczyła o kamień, gdyż z jej bark przeszył ból. Nie robiła sobie nic z tego. Podniosła się, ledwo utrzymując równowagę. Mrugała kilka razy, lecz to nic nie dało i już po chwili znowu leżała na ziemi, wpatrując się w błękitne niebo. Gdyby nie ciągle ruszający się obraz mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że było piękne.
    - A więc tak czują się ludzie pijani – rzekła, zerkając na Nico. – Musisz tego spróbował. Tylko wymiotuj nie na mnie a w druga stronę. Nie zniosę twoich wymiocin na swojej nowiutkiej koszulce. Musiałabym cię zamordować, albo nawet gorzej. Zagoniłabym cię do prania. Ciekawe jakbyś wyglądał w lateksowych rękawiczkach, z bandamką na głowie i uroczym, różowym fartuszku. Musimy ty sprawdzić – rzekła.
    Na jej twarzy momentalnie pojawił się szatański uśmiech. Miała dobrą passę.

    Bernie

    OdpowiedzUsuń
  45. [Hej! Masz to, co zawsze uwielbiałam w autorach: styl i lekkość języka, dzięki której czytane tej karty było czystą przyjemnością, serio. Zachwycił mnie początek karty (obawy przed smokiem) i wspaniałe nawiązanie do kuchni niedaleko Puchonów, na Backstreet Boysach kończąc. Wow! :) Gratuluję karty i gratuluję pomysłu, a przede wszystkim bardzo dziękuję za powitanie i za miłe słowa. Jeśli chodzi o Billie, to ona bardziej tę pomoc światu traktuje jako… hm, spłacenie swojego długu, albo nawet przekupienie sił nad nim panujących. Pewnie masz rację, że zbiłaby na tych wypracowankach interes, ale biedna wcale na to nie wpadła! :D Jeśli chodzi natomiast o mnie, to ja bardzo, ale to bardzo chętnie napiszę coś wspólnego. :)
    W sumie to czytając, miałam taką wizję, że na jakichś wspólnych zajęciach (co tam chcesz), Nico faktycznie był do tyłu z jakimś wypracowaniem. W karcie wyraźnie widać, że ma trochę na bakier ze szkołą, więc pomyślałam, że sytuacja mogłaby się stać gorąca, nauczyciel już stoi nad nim z tym mrocznym spojrzeniem pod tytułem „zawiodłeś mnie, panie Svanidze” i już mu grożą poważne kłopoty, z których próbuje jakoś elokwentnie wybrnąć, kiedy Billie siedząca gdzieś nieopodal, wyrywa się ze standardowego działania po tajniacku i mówi „przepraszam? Nico, musiałam przypadkiem zabrać twoje wypracowanie z biblioteki, po tym jak skończyliśmy się uczyć. Dopiero teraz zauważyłam…” i wręcza wypracowanie, które jest podpisane jego imieniem i nazwiskiem, ba, podpisane bardzo dobrze, a ona ma świetną opinię, więc nauczyciel musi to kupić. To mógł być pierwszy raz, kiedy ona uratowała go oficjalnie, a wcześniej… nie wiem, zdarzyło się to raz czy dwa, więc mógłby połączyć kropki i zechcieć z nią o tym porozmawiać.
    Daj znać, co myślisz!]

    Billie Eckford

    OdpowiedzUsuń
  46. Było jej nie dobrze. Jeżeli ktoś kiedykolwiek chciałby jej wytłumaczyć jakie rzeczy dzieją się na kacu to zdecydowanie powinien przywołać jej nieudolną próbę zrobienia śmiesznej rzeczy i zarazem powrotu do dzieciństwa. Kręciło jej się w głowie, obrazy przelatywały jej przed oczami.
    Pogorszyło się jej, gdy nagle jej ciało zostało brutalnie poderwane do góry. Z początku myślała, że to jedynie efekt uboczny zaburzeń błędnika. Kiedy jednak uchyliła powieki, żałując tego po chwili bo te obrazy nie powinny podskakiwać jak kauczukowa piłeczka, szybko zorientowała się że cos jest nie tak. Nie powinna tak gnać, nie powinna być nad ziemią i czyjeś ręce nie powinny jej dotykać.
    - Jestem samolotem! – krzyknęła rozpościerając ręce.
    Jego ramię wbijało jej się w brzuch. Mało brakowało, aby wcześniej zjedzony przez nią obiad zaszczycił trawę swoją obecnością. Ledwo przełknęła pokarm – może to i lepiej. Wystawiając się na takie pośmiewisko mogła jedynie sobie zaszkodzić. W końcu kiedyś Nico wykorzystałby ta sytuacje i przekręcił na jej niekorzyść. Miałby na nią haka – kolejnego do kolekcji a i tak miał o kilka za dużo. Mogła go zniszczyć ujawniając jego sekrety, albo przyjaźnić się z nim do końca życia. Wolała tą drugą opcję.
    Otrzeźwiała w wodzie. Momentalnie wrócił jej zdrowy rozsądek, ośrodek równowagi w końcu przestał ją zawodzić a myśli stały się niezwykle przejrzyste. Dodała dwa do dwóch w chwili gdy wynurzyła się z zimnej wody. Była cała mokra – koszulka ciasno przylgnęła do ciała, tak samo jak reszta ubrań. Nie zwracała jednak na to uwagi. Skupiła ją całą na postaci, która była przyczyną tej sytuacji.
    Odgarnęła mokre włosy z twarzy i wycelowała palcem w chłopaka.
    - Nie żyjesz – warknęła, po czym wybiegła z wody i puściła się biegiem w kierunku chłopaka. Dobiegłszy do niego skoczyła mu na plecy i przylgnęła do niego całym ciałem. Mokrym. Teraz i z niego lała się woda. – Masz za swoje!
    Pociągnęła go w kierunku wody. Zeskoczyła w momencie, gdy woda obmywała ich stopy, starając się wyprowadzić chłopaka z równowagi. Od razu przystąpiła do ataku. Wysunęła różdżkę z kieszeni i puściła na chłopaka prąd wody. Umknęła przed nim w głąb jeziora i powtórzyła ten zabieg.
    - Aha, teraz ja wygrywam! – krzyknęła zadowolona z siebie.

    Bernie, postanowiła postawić na odnowę i nieco modernistyczna wersję swojej karty - czas wejść w html!

    OdpowiedzUsuń
  47. [A to szanuję. :D Osobiście dopuszczam jeszcze wino w zamian za czekoladę. :D
    Billie gotowa nie jest, absolutnie. Może byłaby jeszcze jakiś czas temu, ale teraz to absolutnie. Ona bardzo chciałaby być niezauważalna. Ale... dla niej to będzie bardzo dobre! <3 Także wbrew jej woli, ja bardzo chętnie ją na to skażę! :D W dodatku, to daje nam pole do rozwijania relacji. :)
    Czy mogę liczyć na rozpoczęcie, czy wolisz, abym to ja zaczęła? :)]

    Billie

    OdpowiedzUsuń
  48. Napawała się swoim zwycięstwem dość długo. Z początku dość ostrożnie podchodziła do całej tej sytuacji, w końcu dziwne by Nico od tak dał jej wygrać. Takie szybkie poddanie się nie było w jego stylu. Chyba, że włączyła mu się faza lenia – wtedy mogłaby przychylić się do jego wniosku.
    Zmrużyła oczy groźnie i założyła ręce na piersi. Nie mogła dać się wrobić w jego intrygę, co to to nie! Głupia nie była.
    - Ta jasne, a ja mam brodę jak Merlin – fuknęła.
    Chwilę jeszcze stała w wodzie spoglądając nieufnie na chłopka. W końcu jednak chłód idący od wody zdołał przekonać ją do jak najszybszego opuszczenia jeziora. Wyminęła gryfona, stanęła na brzegu i strzepała z siebie nadmiar wody. Szybko wyciągnęła różdżkę i jednym jej machnięciem wysuszyła mokre ubrania.
    - Zawiodłam się na tobie Svanidze – rzekła. Zdążyła jeszcze poprawić włosy i obrzucić chłopaka ironicznym uśmiechem. – Miękniesz.
    Nie zdawała sobie sprawy z jego problemu. W sumie nawet nie zastanawiała się dłużej nad motywami jakie nim kierowały. Z góry założyła, że po prostu nie chce mu się z nią bawić. Może był głodny? Podobno, gdy mężczyźni są głodni, to zachowują się w sposób iście irracjonalne. Z tym, że on był chłopakiem a nie mężczyzna – to była znacząca różnica.
    - Mogłeś się chociaż postarać – bąknęła niezadowolona. – Nie możesz od tak się poddawać, o nie fair. Przez ciebie moja wygrana nie ma sensu – dodała, tupiąc przy tym nogami jak małe dziecko.
    Niezadowolona Bernie również mogła dawać w kość, a w jej głowie zaczął się pojawiać szatański plan uprzykrzenia życia gryfonowi, choć może to nie było adekwatne do słowo do jej pomysłu. Chciała zaszaleć, zabawić się w jego towarzystwie, ale jednocześnie sprawić, ze na jego policzkach pojawi się rumieniec zawstydzenia. Problem polegał na tym, że było za chłodno – jak miała go zawstydzić, gdy nawet pogoda była przeciwko niej?
    - Chodźmy na randkę – powiedziała po chwili. – Pary chodzą na randki. Takie prawdziwe, dziwne spotkania, prawda? My też na nią chodźmy.

    Bernie, ja też ale mi znikło więc znalazłam inne :) Poszukam jeszcze starego

    OdpowiedzUsuń
  49. Wiele osób mogłoby zarzucić pannie Eckford fałszywą skromność, ale nie mogliby się oni bardziej co do niej pomylić. Billie bowiem nie udawała, że to nic takiego, że cyklicznie ratuje tyłki kolegom i koleżankom z różnych hogwarckich domów. Dla niej to naprawdę nie było nic wielkiego – rzecz właściwie oczywista, tym bardziej, że czuła, że ma ogromny dług wobec świata. Niczego nie pragnęła równie mocno, co spłacenia go.
    W chwili więc, w której podczas spotkania koła ONMS podszedł do niej Nico – ten sam Nico, za którym ostatnio wstawiła się na zajęciach – była kompletnie zaskoczona. Nie tylko bowiem się tego nie spodziewała – raczej nie była przyzwyczajona do podziękowań, bo przecież znakomitą większość swojej działalności charytatywnej robiła po cichu – ale i w pewnym stopniu zdążyła już zapomnieć o tym, że coś dla niego zrobiła.
    A już najbardziej dziwne było to, że jak nigdy dobrał się z nią w parę i właśnie wciskał dżdżownicę chrobotkowi, którego trzymała na rękach.
    Spojrzała przed siebie spłoszona, szybko oceniając, z kim ma do czynienia, a potem natychmiast odwróciła wzrok, bo ona przecież nie potrafiła utrzymać kontaktu wzrokowego. W myślach beształa siebie za to ostro, a w piersi poczuła paskudny ucisk, przez który miała wrażenie, że nie może zaczerpnąć tchu, ale nic nie potrafiła na to poradzić. Patrzenie ludziom w oczy ją przerastało.
    – J-ja… – odchrząknęła, bo próba sformułowania jakiejkolwiek logicznej wypowiedzi spełzła na niczym; jej narządy artykulacyjne nie chciały z nią współpracować. – Ja – ponowiła, skupiając spojrzenie na czuprynie chłopaka, kiedy nagle jej oczy otworzyły się szeroko w wyniku zarówno zaskoczenia, jak i przerażenia. Cholera jasna, dlaczego ją to spotykało? – Żarłok! – Krzyknęła, wyjątkowo pewnym głosem. – Nie! – Zabroniła stanowczo, ale jej, można powiedzieć, pupil, ani myślał słuchać. Opadł z gracją na włosy Nico i wyciągnąwszy swoją długą szyję, pochylił się tak, aby móc zajrzeć w jego oczy.
    A potem, ku rozpaczy Billie, dziabnął go w nos.
    – Matko jedyna, Żarłok! – Chciała się poderwać i go przepędzić, ale w porę przypomniała sobie o trzymanym w dłoniach chrobotku. – Zaraza, przepraszam… tak bardzo przepraszam! – Wybąkała całkowicie zawstydzona, a jej policzki pokryły się wyraźnym rumieńcem. Poczuła się tak źle, że nawet nieopatrznie zerknęła w oczy chłopaka, żeby się przekonać, jak w skali od jeden do miliona jest na nią wściekły, bo obstawiała, że milion, ale oczywiście przypłaciła to jeszcze czerwieńszymi policzkami. – Nie miałam pojęcia, że to zrobi… przepraszam, naprawdę… naprawdę przepraszam – zarzekała się, spoglądając z wyrzutem na winne zamieszania stworzonko. – Nic ci nie jest? – Zapytała z troską, chociaż w głębi duszy wiedziała, że nie.
    Żarłok był przecież tylko jedną z jej figurek orgiami, z którymi się nie rozstawała. Co prawda, miał imponujące rozmiary, bo wielkością odpowiadał większości podręczników, ale w gruncie rzeczy, był sporą kartką papieru poskładaną w odpowiedni sposób, w którą tchnięto odrobinę magii. Najwyraźniej – za dużo, bowiem dumny z siebie wylądował właśnie na ziemi tuż obok nich i zionął skrawkami papieru, imitującymi ogień.
    Psiakrew, co też ją podkusiło do zabrania ze sobą na koło ONMS figurki smoka?!
    Billie marzyła o tym, aby zapaść się pod ziemię. Najlepiej natychmiast.

    Billie Eckford

    [Dziękuję za rozpoczęcie!]

    OdpowiedzUsuń
  50. [Jesteśmy kolegą z dormitorium i lubimy Backstreet Boys, do tego mamy fioła na punkcie niemoralnego traktowania zwierząt (smoków, choć to większy kaliber, również). Czy to wystarczająco dużo, żeby do nas zaprosić?]

    Alphie Krosicki

    OdpowiedzUsuń