1 września 2018

I was bad, now I’m better





Charlotte Welsh
Krew znośnie czysta, tak jakby. VII rok w Slytherinie. Pani prefekt i stałe hasło kierowane do pierwszoroczniaków: sio do dormitorium, ale już. Różdżka z osiki przypominająca wyglądem kość słoniową, 13 i ½ cala, łuska widłowęża, odpowiednio giętka. Boginem bezludna wyspa. Patronusem wiewiórka. Zapach amortencji to wanilia i truskawki wymieszane z kobiecymi, kwiatowymi perfumami.


Sometimes I feel like a hostage.


Urodzona i zamieszkała w okolicach najbardziej zalesionych Enchmarsh leżącego w zachodniej Anglii. Córka pacyfistycznych hodowców drzew, zwłaszcza pokaźnych Wiggenów, z których wykonuje się różdżki. Panna Welsh może poszczycić się spokojnym dzieciństwem, nie doświadczyła na sobie problemów rodzinnych ani tym bardziej zbyt wysokich wymagań ze strony rodziców, bo te stworzyła sobie sama. W Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie Charlotte znana jest przez plakietkę prefekta, szaty Domu Węża i przeganiania pierwszaków do dormitoriów wieczorną porą pod groźbą minusowych punktów lub szlabanu. Od piątego roku z dumą nosi tę samą plakietkę, traktując ją z największą czcią, tak jakby to ona opisywała ją całościowo od stóp do głów jako idealną uczennicę z nienagannym zachowaniem. Na całe szczęście nic nie jest aż tak pozbawione rys, jak mogłoby się wydawać. Przyjęła na siebie ciężar stanowienia wzoru dla innych wychowanków Domu Węża, bo jeśli wymaga od siebie, to i od nich również, wbrew ich sprzeciwom.
Odkąd została prefektem jej młodszy brat* może poszczycić się niejako większą taryfą ulgową jako łobuz, bo dostaje co najwyżej kopa do lochów i zdzielenie różdżką z charakterystycznym świstem. Ten za to złośliwie nazywa ją dobrą ciotką, bo zawsze oprowadza pierwszoroczniaków nie tylko do lochów, ale i po zamku, jeśli zachodzi taka potrzeba. Kiedyś dzieciak na pewno za to wyłapie, pod warunkiem, że nikt nie będzie patrzył. Gdyby jednak ktoś inny zechciał go przywołać do porządku albo za to upomnieć, spotka się z wyniosłym spojrzeniem ze strony Charlotte, mówiącym dobitnie: mój brat, moja odpowiedzialność i w tym zakresie nie potrzebuje pomocy od nikogo. Czasami rzeczywiście czuje się ograniczona przez ramy, które stworzyła i towarzyszy jej nieodparte wrażenie bycia głosem rozsądku dla każdego w pobliżu, ale wcale jej to nie przeszkadza. Sama sobie na miejsce, w którym jest dzisiaj zapracowała ciężką pracą i zarywanymi nocami na uczeniu się materiału, a ktoś chciałby spisać od niej zadanie, ot tak? Chyba naprawdę musiał mocno uderzyć się w głowę…
Często przyjmuje na siebie tytuł moderatora konfliktów wszelakich, a filozoficzne czy polityczne dysputy zdecydowanie nie są dla niej. Najważniejszy jest w końcu porządek. Czystość krwi ma dla niej drugorzędne znaczenie, zwłaszcza, gdy czymś tak błahym ktoś argumentuje dokuczanie drugiemu uczniowi, bo automatycznie maleje w jej oczach bardziej niż nieśmiałek, który w tym roku z jednego z drzew Wiggen wskoczył jej do kieszeni marynarki i wyruszył na podbój Hogwartu. Niestety Charlotte zorientowała się o obecności gapowicza, dopiero po znalezieniu się w zamku, prawie przypłacając to efektowym upadkiem ze schodów. Niewielu pewnie potrafiłoby sobie wyobrazić, że poukładana i wzorowa panna Welsh może być w czymś kiepska — choć złośliwi się z tym nie zgodzą, wymieniając tysiąc jej wad — otóż uczuciowość jest jej najsłabszą stroną. Dlatego zajmuje się tym, co wychodzi jej najlepiej, pozostawiając tę sferę zaniedbaną, udając świętą, gdy tak naprawdę nie jest.

But whatever, I’m good.



To eksperyment, bądźcie wyrozumiali, pysie <3 Oddam brata* zarysowanego troszkę powyżej. Nie bijcie mnie i nie wylewajcie mi kawy, poprawię się, słowo! Gdyby ktoś potrzebował mój mail do knucia czegoś, to wpadajcie do Deucenta i piszcie śmiało, nie gryzę, ale czasem nie ogarniam <3
Żeby nie pogubić się w zeznaniach i o kimś nie zapomnieć: Eryczka, Alphonse, Halliwell

10 komentarzy:

  1. [Ja tu tylko przychodzę powiedzieć dzień dobry, piękny ten eksperyment. <3]

    Erica

    OdpowiedzUsuń
  2. [Czekam na brata, żeby zobaczyć tego małego demonka w akcji i to, jak stara się go okiełznać przekochana siostra :D Biznes, którym zajmuje się rodzina Welshów kusi mnie żeby wyżebrać jakiś subtelny rabacik i idące tym tropem powiązanie dla Vinniego, ale o to odezwę się już prywatnie ♥ Eksperyment wygląda super, co już ode mnie wiesz, mam nadzieję że równie dobrze poczujesz się z nim w tak zwanym praniu i że wreszcie nastał czas sprawiedliwych prefektów w naszych murach!]

    Greed i spółka

    OdpowiedzUsuń
  3. (Upieczesz mi szarlotkę?)

    Black

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dokulałam się i tutaj wreszcie. Szarlotka jest cudna, wciąż nie mogę sie napatrzeć, chociaż podglądałam intensywnie. Młody ma z nią dobrze. Oliverowi przydałaby sie starsza siostra w roli prefekta, bo to co on czasem odwala... Black tylko czeka by zabrać punkty za niewinność! Mam nadzieje, że ktoś Ci go przejmie. Piękny ten Twoj eksperyment ♡ Powodzenia z kolejną postacią i obyś bawiła sie dobrze z Szarlotką.]

    you know who

    OdpowiedzUsuń
  5. Wątek-niespodzianka! Końcówka zeszłego roku, albo początek bieżącego!

      Charlotte Welsh ma w sobie coś przyciągającego, prócz magnetycznych, atramentowych oczu i pięknych fal okalających jej twarz, kiedy po północy, chociaż to nie jest nawet jej dyżur, napada Cię na korytarzu i odejmuje Ci kolejne punkty dla Slytherinu, wściekła, że kolejny raz musi to robić. Jest coś uzależniającego w tym, jak bardzo lubisz budzić ją w środku nocy i drażnić się z nią. Nie mówisz jej, że wygląda uroczo kiedy przegania cię do dormitorium, z wprawą, jaką nabyła od piątego roku, odkąd została prefektem. Czasami obserwujesz ją z boku, niewinnie, tym razem nic nie kombinując. Po prostu podziwiasz profil jej twarzy i skupienie z jakim pochyla się nad pergaminem. Możesz się domyślać, że przykładnie rozwiązuje jedno z zadań. Wtedy zwykle sobie przypominasz, że ty też masz jakieś zadane, ale jakoś nie potrafisz zidentyfikować, z którego przedmiotu i na kiedy dokładnie, dlatego zwykle sobie odpuszczasz. Masz czas na przyjemności.
      Dzisiaj też masz czas. Odkładasz kałamarz i papier na bok, z łoskotem odsuwając krzesło od ciężkiego stołu. Część nadgorliwych w nauce uczniów gromi cię spojrzeniem, podobnie jak bibliotekarka, ale ty nie wydajesz się tym przejęty. Chowając ręce do kiszeni spodni, podchodzisz do stolika Charlotte, zaglądając jej przez ramię, co robi. Ona jako jedyna nie zwraca na Ciebie uwagi. Jesteś jak kot. Kiedy ktoś cię ignoruje, domagasz się jego zainteresowania. Dlatego oddychasz na czubek jej głowy, wzbijając lekko kosmyki jej włosów w powietrzu. Liczysz na to, że takiej natarczywości nie da się dłużej ignorować. Nie jesteś jednak cierpliwy. Zaraz obracasz się o 180 stopni i cofasz się dwa kroki, uderzając pośladkami o kontuar biurka, zaraz obok pergaminów dziewczyny. Patrzysz na ślizgonkę na wprost i czekasz… Masz nadzieję usłyszeć, jak na ciebie warczy stanowczym tonem. Dzień nie byłby bez tego pełen. Żeby ją szybciej sprowokować, odzywasz się pierwszy.
      — Hej, Welsh, zastanawiałem się…
      Unosisz twarz ku górze. Nie myślałeś nad niczym konkretnym, dlatego zmyślasz jakąś bajeczkę na poczekaniu, patrząc w sufit. Szukasz tam inspiracji. Żadnej nie znajdujesz. Kreatywność nie jest Twoją mocną stronę, o ile nie rozchodzi się o szukanie sobie kłopotów. Je wynajdujesz z naturalną lekkością i na to zużywasz najwięcej swojej energii.
      — … nie miałabyś ochoty napisać mi eseju na eliksiry?
      Kończysz w ten sposób, uznając, że to nawet niegłupie.

    Albus Severus Potter

    OdpowiedzUsuń
  6. Charlotte Welsh zdecydowanie była ulubionym prefektem Erici. Chociaż zwróciła uwagę na starszą Ślizgonkę po raz pierwszy dopiero, gdy dostała od niej szlaban (wciąż pamiętała, jak dziką satysfakcję czuła, kiedy uderzyła naśmiewającego się z niej chłopaka prosto w twarz), od tamtego czasu widywała ją cały czas. Na korytarzach między zajęciami, w lochach, gdy szła do pokoju wspólnego i na błoniach, gdy wracała z opieki nad magicznymi stworzeniami, słowem: wszędzie. Potem doszła pomoc w lekcjach i nim Erica się obejrzała, szukała towarzystwa Charlotte częściej i częściej. Lubiła ją i z każdą rozmową lubiła ją coraz mocniej, chociaż różniły się we wszystkim i czasem odnosiła wrażenie, że Charlotte połknęła kij od szczotki.
    Od pewnego czasu lubiła ją o wiele mocniej, niż kogokolwiek przed nią. Nigdy wcześniej Erica nie zastanawiała się nad swoją orientacją seksualną, bo i nie miała ku temu okazji — nikt w jej otoczeniu nie interesował jej wystarczająco mocno, by choć przez chwilę rozważyć opcję spotykania się z tą osobą, przy nikim też nie czuła tych motylków, na których temat rozwodzono się w książkach dla nastolatek. Do czasu. Bo Charlotte w całym tym swoim trzymaniu się zasad i wyznaczonych sobie samej ram była uzależniająca i nijak nie dawała o sobie zapomnieć.
    Niestety, Erica nie mogła powiedzieć, że jej sympatia była odwzajemniona — a przynajmniej nie w ten sposób. Bo owszem, czekała teraz pod wieżą zegarową na Welsh, ale ich spotkanie, pomimo prostego tak, mam na myśli randkę, Lotte, miało być jedynie spotkaniem dwójki znajomych, niczym więcej.
    Erica nie mogła powstrzymać nadziei, że jednak będzie z tego coś więcej.
    Ponieważ na co dzień chodziła w szkolnych szatach, postanowiła wykorzystać wyjście do Hogsmeade i ładną pogodę, i założyć coś oszałamiającego. Stojąc na kufrem i wybierając strój spędziła więcej czasu, niż planowała, ale ten jeden raz w życiu nie chciała wyglądać, jakby ubierała się w pospiechu, wkładając przypadkowe rzeczy (co nie odbiegało zbytnio od prawdy).
    Koniec końców zdecydowała się na zwykły biały top bez ramiączek, również białą, obcisłą spódnicę przed kolano i dżinsową kurtkę. Przynajmniej pięć raz sprawdziła w lustrze, czy jej włosy wyglądają dobrze (co z ich objętością i strukturą było ciężkie do osiągnięcia), włożyła na stopy nieco znoszone adidasy i wyszła. I kiedy mijała innych uczniów, z których część patrzyła na jej strój z mieszaniną zdziwienia i niechęci, zaczęła zastanawiać się, czy Charlotte w ogóle zwróci uwagę na jej starania.
    I jeśli zwróci, może przemknie jej przez myśl, że randka to wcale nie taki zły pomysł.
    Musiała powtórzyć sobie parę razy w myślach, że Charlotte nie była nią zainteresowana — stwierdzenie, z którym ani trochę się nie zgadzała, ale nie zamierzała też zarzucać koleżance kłamstwa — by pozbyć się zdenerwowania i uspokoić bicie serca. Nie zawali tego. Jeśli Charlotte chce, by było to jedynie przyjacielskie spotkanie, to właśnie takie będzie — Erica nie chciała wprawić Welsh w zakłopotanie, jak miało to miejsce jednego wieczora, kiedy powiedziała jej, że jest nią zainteresowana (Tak, Lotte, podobasz mi się. Bardzo). Poza tym, tak długo, jak długo Charlotte chciała z nią rozmawiać, istniała nadzieja, że jeszcze odwzajemni jej uczucia.
    Erica uśmiechnęła się szeroko na widok dziewczyny i mrugnęła do niej.
    — Cześć, Lotte! Jesteś gotowa na najlepsze popołudnie w twoim życiu?

    Erica <3

    OdpowiedzUsuń
  7. // W sumie chcialam przeprosic, ze tak szybko i bez uprzedzenia usunelam Albusa, zwazywszy na to, ze zaczelysmy watek i zapowiadal sie ciekawie. Wybaczysz? :(

    Frea

    OdpowiedzUsuń
  8. Halliwell Shanter przyjrzał się zadrapaniu na wewnętrznej części ręki, które powstało w wyniku kontaktu skóry z kocimi, świeżo naostrzonymi pazurami. Muscat znów zademonstrował swoja wyższość nad innym formami życia, drapiąc swojego właściciela aż do krwi, ale tym razem z ust Ślizgona nie podło chociażby pojedyncze przekleństwo, ani żadna groźba o treści zapomnij o dzisiejszej porcji swojej ulubionej karmy, gdyż wiedział, że ta przebrzydła bestia nauczyła się od najlepszych wykorzystywać swoje wdzięki, zwodniczy wygląd i zawsze dostawał to, co chciał, odwiedzając damskie dormitorium w poszukiwaniu nowych karmicielek, a takich nie brakowało w żadnym zakątku zamku.
    Leżąc na plecach, wyciągnął dłoń na wysokości oczu i patrzył jak sącząca się z rany krew skapuje po kolejnych partiach dłoni, jakby nie miał lepszych rzeczy do roboty. Nawet nie przyszło mu do głowy, by skarcić humorzastego kocura, który w gracją wskoczył na łóżku Dashiella, zwinął się w kłębek i zasnął. Zastanawiał się natomiast, jak zabić towarzyszącą mu nudę, ale plan szybko ukształtował się w jego głowie, gdy do pokoju wpadł jednej z jego współlokatorów. Wysłał mu krótkie, rozbawione spojrzenie i usiadł na swoim posłaniu.
    — Widziałeś w Pokoju Wspólnym Charlotte Walsh? — podpytał, przypominając sobie o słodkim obowiązku nałożonym przez nauczyciela transmutacji. Usta Shantera w tym celu wykrzywiły się w psotnym grymasie, bo nic nie zajmowało mu czasu tak bardzo, jak denerwowanie pani prefekt, która... no cóż, była niemal bezbronna w kontakcie z jego bezceremonialnymi zagrywkami i bezpośrednim temperamentem.
    — Chyba jest —odparł tylko, obojętne, zbyt skupiony na swoim kufrze, w którym grzebał zawzięcie. Jego postawa mówiła jasno i wyraźnie: Nie zawracaj mi głowy, Shanter, ale Hallie nie miał zamiaru go szukać i gdyby tylko chciał, zadałby mu kolejne tysiąc innych pytań, ale nie chciał. Ten dupek nie leżał w jego zainteresowaniach.
    — Doskonale — mruknął pod nosem, bo właśnie to chciał usłyszeć. Założył buty i wyszedł z dormitorium, zmierzając wprost do surowo urządzonego salonu.
    Stojąc w jego progu, omiótł go spojrzeniem dopóty, dopóki nie zlokalizował nim obiektu swojego tymczasowego zainteresowania, to zajęło odrobinę czasu, gdyż teraz takowy był po brzegi wypełniony Ślizgonami, ale przynajmniej dzięki temu wytworzył się odpowiedni hałas. Podszedł do niej niemal bezszelestnie, a uśmiech na ustach jedynie się poszerzył. Jego oddech ułożył się na skórze pani prefekt, kiedy pochylił twarz nad uchem zaczytanej dziewczyny i wyszeptał cichym, niemal konspiracyjnym szeptem:
    — Doszła do mnie wesoła nowina, że mamy wspólnymi siłami napisać esej w ramach pracy zespołowej, Charlie. W tym celu proponuję randkę w odosobnionej części biblioteki, by nikt nie mógł na przeszkodzić w tej przyjemności co ty na to?
    Wykrzywił usta w szelmowskim uśmiechu, zakleszczając palce nań ramieniu. Usiadł obok niej, tym samym jeszcze bardziej zaburzając przestrzeń osobistą, którą sobie zagwarantowało, zajmując miejsce w jednoosobowym fotelu. W międzyczasie wolną dłoń zaczesał jeden z jej opadających kosmyków za ucho, przy okazji dotykając opuszkiem jednego z palców gładką powierzchnie skóry na dziewczęcym policzku. Nie spodziewał się, że zacznie skakać z radości, ale natomiast oczekiwał, że jej policzki pokryją się czerwienią.

    Shanter

    OdpowiedzUsuń
  9. Shanter nie przejmował się jej antypatią, ani brakiem uprzejmości. Naprawimy to, Charlie, mówił za każdym razem, gdy dziewczyna demonstrowała względem niego niechęć, ale wbrew jej stopniom, Walsh broniła się przed tą tajemną wiedzą rękoma i nogami. Robiła wszystko, by pogłębić niechęć do jego osoby. Może była nieśmiała, a może po prostu lubiła, jak adoratorzy walczyli o jej względny. Problem tkwił w tym, że Halliwell nie był jednym z nich. Robił to dla sportu i rozrywki, z tytułu zbyt dużej ilości wolnego czasu.
    — Na Salazara, Charlotte, skąd przyszło ci do głowy? Muscat mnie uwielbia i nigdy by mnie nie krzywdził. A ta dłoń... Och, chciałem ci zobrazować, jak wygląda moje serce, gdy mi odmawiasz. Widzisz? — Pomachał jej skaleczona dłonią przed zgrabnym nosem, nie ukrywając teatralność tego gestu. — Przyjrzyj się, zapamiętaj ten widok, bo to ono, gdy ciągle wymawiasz nie. Musisz w końcu nauczyć cię wypowiadać „tak” z takim samym przekonaniem. To nie jest trudne.
    Wiedział, że Walsh należał do jednej z tych dziewcząt, do których ten zadufany w sobie kocur przychodzi po jedzenie, dlatego nie miał zamiaru przyznać się do tego, że Muscat znów przeprowadził zamach na jego życie, chcąc przebić się do naczyń krwionośnych. Shanter nie miał wątpliwości, że właśnie taki był zamiar sierściucha, Zapewne uświadomił sobie, że jego właściciel może mu ukraść tytuł najbardziej urokliwej istoty w lochach, zatem w duchu zasady wszystkie chwyty dozwolone, za punkt honoru obrał sobie terroryzowanie go na każdym kroku. Halliwell miał się na baczności - ba! - miał pewne obawy, że zwierzę w akcie zazdrości wydłubie mu kiedyś oczy, ale teraz... Teraz to nie ta podła małpa załadowała się w zasięgu jego zainteresowań.
    Pokręcił głową w ramach dezaprobaty, a potem – bezceremonialnie - objął drobne biodra w objęcia i usadowił sobie drobną osóbkę na kolanach. Przyszło mu to z niebywałą łatwością. Była lekka niczym piórka. Ledwie odczuwał jej ciężar. I robił to tyle razy, że dziewczyna powinna do tego przywyknąć, ale stłumił jej ale w zarodku. Otóż, nie chcąc wsłuchiwać się w jej protesty, ułożył palec wskazujący na jej ustach.
    — Nie mów nic więcej, moja najdroższa Charlie — wyszeptał, ledwo poruszając przy tym wargami, swoją wypowiedź utrzymując ni to w enigmatycznym, ni to dramatycznym tonie. Z ledwością powstrzymywał się przed okazaniem rozbawienia w postaci wykrzywionego na ustach uśmiechu, ale wyćwiczona na przestrzeń lat samokontrola zrobiła w tym zakresie swoje. — Twoje słowa mnie onieśmielają, kochanie, i jednocześnie sprawiają, że czuje motylki w brzuchu. Jestem o krok od zakochania się w tobie. Jesteś pewna, że na pewno tego chcesz? — zapytał, a mówiąc to, nawet nie mrugnął, nadal patrząc jej prosto w oczy, a w myślach chichotał opętańczo. Jak chochlik. Ale nie dał tego po sobie poznać. Zachował powagę. I zadbał o to, by chociażby pojedynczy mięsień twarzy mu nie zadrżał. — Powiem to tylko raz. Jeśli nie napiszemy tego eseju razem — tu ujął w palce jej dłoń — wtedy niechybnie zostaniemy nagrodzeni trollem. Moja średnia ocen nie zniosłaby tego zniesławienia. Zgaduje, że twoje również, dlatego — uniósł jej dłoń na wysokości swoich poruszających się w rytmie wymawianych słów usta — nie możemy do tego dopuści. — Wysłał jej delikatny, nietypowy dla niego uśmiech, który nie był ani bezczelny, ani ironiczny. — Los naszych wyników w nauce składam na twoje drobne dłonie, Charlie. Jako prefekt i wzorowo uczennica nie możesz mi odmówić.

    Shanter

    OdpowiedzUsuń
  10. [W sumie Junie nie ma przyjaciółek, siostra wszystkie ukradła, toteż my się bardzo chętnie na przyjaźń zapiszemy. Jej jest wszystko jedno, czy ktoś jest sztywny, czy bardziej zabawowy, byleby był i potrafił słuchać, no a wiadomo, że starsze koleżanki to zawsze jakiś prestiż, zwłaszcza w okresie małoletnim. :D Plus, jeśli Charlotte jest naprawdę czystej krwi, to możemy zawsze stworzyć jakieś powiązania genetyczne. :D]

    Junie Vanhatten

    OdpowiedzUsuń