18 września 2018

Ja nie chce iść pod wiatr, gdy wieje w dobrą stronę


w końcu mam swój czas, to chyba dobry moment 
nie chce biec do gwiazd, biec do gwiazd

W pierwszą noc nowego roku szkolnego, stojąc po środku ciemnego korytarza uparcie zaciskał powieki. Każdy milimetr jego ciała drgał niespokojnie w kontakcie z różdżką oraz ukochaną miotłą. Paraliżujący strach nie pozwalał mu ruszyć się z miejsca. Blada dłoń nienaturalnie mocno zaciśnięta na niewielkiej walizce, delikatnie drżała. Cichy głosik z tyłu głowy stale powtarzał; To nie może być sen, Nicholas, to nie może być sen. Dwuletnia rozłąka z murami szkoły, wyryła w jego duszy tęsknotę, której ciężar piętnował go niemal każdego dnia. Masa listów od rówieśników, czy prowizorycznie kontynuowana nauka w domu, nie były mu w stanie niczego zrekompensować. Zamknięty przez dwa lata w mugolskim świecie, obarczony obowiązkiem opieki nad młodszym, bliźniaczym rodzeństwem, wreszcie wrócił. Wrócił do świata, który szczerze kocha, aby być kimś, kim tak cholernie pragnie być; czarodziejem. Szeroki uśmiech zdobi jego twarz, za każdym razem, gdy jego wzrok pada na znajome sylwetki. Nadrabia zaległości w czytaniu ksiąg z działu zakazanych w czym pomagają mu podrobione zezwolenia opiekuna domu. Nadal ryzykuje własne bezpieczeństwo, podczas zwisania głową w dół ze szkolnej wieży. Ciężko mu utrzymać język za zębami, przez co w oczach innych może uchodzić za pyskatego, co sam określa jako umiejętność prawdziwej szczerości.  Niemal wszystko potrafi obrócić w żart, posiadając niesamowity dystans względem własnej osoby. Uwielbia wyzwania, co czasem przekłada się na ujemne punkty, czy równie nudne szlabany. Już na pierwszym meczu Quidditcha po długiej przerwie zwycięsko zdobywając złoty znicz złamał nogę, zaś tydzień później to on złamał komuś nos. 
 NICHOLAS LARSSON
URODZONY W LANDSKRONIE W SZWECJI  —  DO LONDYNU WRAZ Z RODZICAMI TRAFIŁ W WIEKU 8 LAT — VII KLASA — SYN PARY MUGOLSKICH LEKARZY, KTÓRZY PONIEŚLI ŚMIERĆ W WYPADKU SAMOCHODOWYM DOKŁADNIE 2 LATA TEMU — 19 LAT — SLYTHERIN — NOWY SZUKAJĄCY — KLUB POJEDYNKÓW  —  KOŁO ALCHEMICZNE  —  PRZYSZŁY UZDROWICIEL EWENTUALNIE ŁAMACZ ZAKLĘĆ, STALE ZMIENIA ZDANIE  —  WŁÓKNO ZE SMOCZEGO SERCA, 11 CALI, JABŁOŃ, SZTYWNA  —  FUX  —  BOGINEM INFERIUS — PATRONUSEM PUCHACZ  —  FASCYNACJA IRLANDZKIMI SMOKAMI 
mam nowy chód i dźwięk
i ludzi nowych mam
niech straszy nowy duch
już nikt nie będzie spał
nowego słońca blask wypali nam powieki
zobaczymy świat nagi nagusieńki
_________________________________________________________________________________________________________
Kodowanie idzie mi jak krew z nosa, więc sięgam po gotowce :D Nie dostosowuję długości wątków do odpisu współautora. Niech każdy pisze na tle swych możliwości, a z pewnością będzie owocnie i przyjemnie :) Stwórzmy razem nieco historii oraz dobrych wspomnień :) Karta z biegiem czasu zostanie znacznie rozbudowana. Przygarniemy przyjaciół, dalekiego kuzyna, nauczyciela, a nawet dwóch, którzy udzielą Nicholasowi korków i wszystkiego, co przyniesie nam moc dobrej zabawy! :D Może nawet uda mi się zagarnąć kogoś do wątku grupowego? :)
Fc: Rafael Miller 
Wątki: ??

18 komentarzy:

  1. Nie miał pojęcia, czy zadziałał tu jego wrodzony urok osobisty, czy po prostu Rathmann miała powyżej uszu jego jęczenia, ale w końcu udostępniła mu najmniejszą i najbardziej zagracona salę w lochach. Było tam kilka regałów, ściśniętych jak szczury w beczce, śmierdziało stęchlizną, a pająka pod oknem Jamie nazwał Alexem juniorem. Alex senior dożywał późnej starości w męskiej łazience należącej do Ślizgonów z siódmego roku. Najważniejsze jednak było, że miał swój kąt do przygotowań do egzaminów —nie OWUTEM-ów, tych Lynch się nie obawiał, przynajmniej nie z Eliksirów. Tym, do czego miał zamiar się przygotowywać intensywnie przez cały rok, były wstępne egzaminy na Akademii Eliksirowarów w Sofii. Było przy tym tak dużo pracy, papierkowej roboty, zagadnień do opracowania, opracowań do przeczytania, zakurzonych ksiąg z eliksirami, w których grzebał się całe lato, za towarzysza mając tylko pomarszczonego skrzata domowego z babcinej rezydencji. Z kurzu, którego się wtedy nałykał mógłby sobie równie dobrze utkać sweter. Ale miał to czego potrzebował do części teoretycznej, miał miejsce do ćwiczeń praktycznych i zanotował sobie, żeby podczas następnego wypadu do Hogsmade kupić profesor Rathmann czekoladę z Miodowego Królestwa. Na kolacje pobiegła jak na skrzydłach, wciskając się między kolegów z roku i pochłaniając cała górę zapiekanki. Pomiędzy jednym kęsem, a drugim zastanawiał się, co może teraz robić Nicholas. Wysłał mu sowę dwa dni temu, a dziś podczas śniadania doznał ogromnego ogromnego rozczarowania, bo jego szarego puszczyka nie było pomiędzy chmarą sów. Zwykle Larsson odpisywał mu od razu, tak samo jak on stęskniony, tym bardziej, że Jamie do swoich epopei dodawał różne ciekawostki z życia szkoły i świata czarodziejów, czego dobrze wiedział, Nicholasowi bardzo brakowało. Podczas tych smętnych rozważań stracił apetyt i tylko dopił swój sok dyniowy, po czym powlókł się do lochów. Nawet nie pamiętał jak to się stało, że przysnął na kanapie w Pokoju Wspólnym. W jednym momencie gawędził z koleżanką o następnym wypadzie do Hogsmade, w drugim ułożył się wygodniej, żeby go kark nie bolał, a potem ocknął się, na pewno jakies kilka godzin później, z kotem na brzuchu. Zamrugał, przetarł oczy i pogłaskał kota za uchem. W tym świetle, jakie padało ze świec i dogasającego kominka, nawet nie był w stanie rozpoznać czyj to futrzak. Nie to było jednak ważne, bo tuż koło niego na brzegu kanapy siedział Nicholas Larsson we własnej osobie.

    — Na workowate gacie Merlina! — wyrwało mu się., a on sam gwałtownie podniósł się do siadu. Szczęka mu opadła, wytrzeszczył oczy i uszczypnął się w ramię. Nie, to nie był sen. On naprawdę tu był. Ale jakim cudem, jak to w ogóle było możliwe.

    — Ty... ty, czemu ty mi nic nie napisałeś, co! — wybuchnął, strzelając chłopaka po głowie tym co miał pod ręką, a akurat trafiło na zieloną poduszkę. — Wiesz, że nie lubię niespodzianek — nadąsał się, ale potrafił długo utrzymać tej pozy. Oczy ciągle mu uciekały, aby tylko spojrzeć na Nicholasa, chłonąc każdy fragment jego twarzy, której widoku został pozbawiony na tak długi czas. Zmienił się, to fakt; nieco schudł, twarz zrobiła mu się jakaś taka bardziej poważna, oczy też. Wywrócił oczami na jego następne słowa, ale nic nie mógł z tym zrobić i szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy.

    — No ja myślę, straszliwie tu nudno bez ciebie — powiedział, a już po chwili otoczyły go silne ramiona, tak znajome, a Jamie przymknął oczy. Już dawno nie czuł się tak obłędnie szczęśliwy, a popołudniowe wyżebranie u profesorki lochu do ćwiczeń nie mogło się z tym równać. Nicholas wcisnął twarz w jego szyję, a Jamie obejmował go mocno, z całej siły, zupełnie jakby bał się, że tamten zaraz zniknie, zostawiając go samego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie była to bezpodstawna obawa, więc chłopak zaczął rozważać przywiązanie do siebie Larssona, jakimś sznurkiem. Najlepiej takim od Zonka, tym niewidzialnym, pięciometrowym, mega rozciągliwym, co go ostatnio oglądał w sklepie. Nikt by go nie widział na korytarzach, ludzie by się przewracali jak domino. To byłoby dobre. Jamie rozmarzył się, głaszcząc Nicholasa po włosach.

      — Nie uciekaj mi więcej, co? — poprosił cicho, ujmując twarz chłopaka w dłonie i patrząc mu prosto w oczy. To naprawdę były dwa długie, ciężkie lata, a tyle listów co przez ten czas, to Jamie nie napisał się przez całe swoje życie. Wszystkie jednak starannie segregował i chował, a czasem gdy było mu wyjątkowo smutno, przeglądał wyszukując każdego kocham cię napisanego dłonią Nicholasa, żeby tak jakoś poczuć go przy sobie. Pomagało, ale nie na dłuższą metę.

      — Skąd znałeś hasło, tak w ogóle. Podali ci? To vipera berus. Wiesz, od zeszłego roku lecimy przez atlas gadów. Rathmann nie jest zbyt kreatywny — dodał, jakby po namyśle, opierając podbródek na dłoni. Nie mógł przestać się uśmiechać od kiedy go zobaczył i był pewien, że ten stan będzie utrzymywał się jeszcze przez długi czas.

      dzban

      Usuń
  2. Witamy serdecznie i życzymy udanej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nicholas dzieli zarówno imię, jak i pasję uzdrowicielstwa z rodzicielem mojego Vincenta, dlatego naczelny krukoński wyjec miałby niezłą paranoję i tendencję do układania teorii spiskowych gdyby się tego dowiedział.
    Ponadto Larsson ma bardzo podobne nazwisko do mojej Lawson, dlatego wyobrażam sobie, że na ich wspólnych treningach gdy ktoś krzyczy jedno z tych nazwisk w celu skarcenia kolejnej agresywnej zagrywki oboje obracają się z oburzeniem i głośnym "CO?!" na ustach.
    Bardzo mnie ciekawi sprawa wspomnianego wypadku, który miał miejsce dwa lata temu, dlatego mam szczerą nadzieję że opiszesz to kiedyś, niekoniecznie w wątkach, bo najlepiej w opowiadaniu!
    Anyway, życzę powodzenia i frajdy z pisania twoim Wężem, i w razie chęci jak już wspomniałam wcześniej zapraszam do siebie :D]

    V.Greed/F.Lawson/S.Blackwall

    OdpowiedzUsuń
  4. Oboje kogoś stracili, oboje z korzeniami nordyckimi, oboje zainteresowani eliksirami, chociaż nie na pewno oboje wiążą z tym swoją przyszłość, a mimo wszystko mam wrażenie, że mogliby się razem NIE dogadać. Czasem wiele podobieństw wiąże się z niekoniecznie przyjemnym przeglądaniem się "w lustrze". Mimo wszystko, może jakiś wątek?

    Frea Ragnarsson

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Kupił mnie hogwarcki rap, co będę dużo mówić ♥ Chodź się z nami pojedynkować w Klubie, a my z Oliverem obiecujemy szybko pomóc nadrobić ostatnie dwa lata nieobecności w szkole, pod względem plotek, ważniejszych przewinień uczniów, które odbiły się echem w całym zamku, a których Johnson i Greed byli niewątpliwą częścią. A jak potrzebujesz przyjaciółki to mam Joy w swojej kolekcji, chyba, że wolisz być tym uczniem który męczy gajowego o te smoki, to zapraszam do Eda. Polecamy się.
    Weny życzę, fajnych wątków i baw się dobrze!]

    Oliver Johnson, Joy Hamilton & Edward Stone

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć! Nie odstępuje mnie wrażenie po zapoznaniu się z treścią karty, że w bardzo obrazowy sposób przedstawiłaś nam swojego bohatera, tak, że zdaje się on niemalże namacalny. Jeśli Nicholass stale zmienia zdanie i utwierdza się w swej niepewności, to Letherhaze chętnie je rozwieje, gdyby w jego subiektywnej opinii nie nadałby się na łamacza klątw bądź odwrotnie: zachęcił, by szedł właśnie w tym kierunku. Chyba że bardziej widziałabyś na wspólnej fabule i w którymś powiązaniu Nevella, to również nie dostrzegam przeciwwskazań na takowe połączenie.]

    Malcolm Letherhaze & Nevell Milsent

    OdpowiedzUsuń
  7. [Hm, jak najbardziej da się w tym polu umieścić Malcolma, jednakże problem stanowi pojęcie tygodnia, ponieważ zgodnie z wydarzeniami fabularnymi Letherhaze doucza w wymiarze pięciu godzin codziennie (w ramach kary) jednego z uczniów i ma jeszcze na głowie Klub Pojedynków, więc ciężko byłoby to pogodzić tuż po zajęciach. Jeśli jednak Nicholas byłby skłonny poświęcać te dwie, góra trzy godziny na spokojnie w weekend to nie widzę przeciwwskazań, aby to właśnie profesor zaklęć i uroków przejął nad nim pieczę edukacyjną i między innymi zachęcił go do zostania łamaczem klątw. Dodatkowo jeśli Larsson zna nazwiska osób zajmujących się tą profesją, mógłby liczyć na wyciągnięcie od Letherhaze'a ciekawszych opowieści związanych z tym zawodem.]

    Malcolm Letherhaze

    OdpowiedzUsuń
  8. [Czy to brzmi jak pomysł na wątek? Tak, to brzmi jak pomysł na wątek :D
    A Vinny wydałby cały swój wakacyjny budżet na zamawianie żarcia, bo mimo, że mama przygotowała mu prowiant, to jej umiejętności kulinarne pozostawiają wiele do życzenia. I potem płakałby w pierwszych miesiącach szkoły, że nie ma drobnych na ognistą w Hogsmeade...]

    Vinny

    OdpowiedzUsuń
  9. [Olivier to taka pocieszna kuleczka - Oliver ma depresję i czuje się gruby, jak mogliście! Nie wiem, nie wiem, losie nie wiem, ja w sumie stawiam na Olivera albo na Eda, bo męsko-męskie to moje życie, a Joy jest eksperymentem, ale chętnie ją sprawdzę w dalszej grze, więc no. Nie pomagam wiem, Myślę, że z całą trójką można coś wymyślić, zależy tylko czego potrzebujesz i co chcesz napisać. Z Oliverem to polecam jakąś przyjacielską relację, tak jak z Joy. Natomiast Ed to inna historia, bo on nie lubi uczniów mocno, ale może te smoki... i ta Ognista raz czy dwa. No i Ed to były ślizgon, jakaś lojalność domowa może obowiązywać, chociaż po wojnie Ed przestał w to wierzyć, ale! Skoro chce być przyszłym uzdrowicielem, polecamy podjęcie się próby wyleczenia nerwicy gajowego.

    Ollie/Joy/Ed

    OdpowiedzUsuń
  10. [W zasadzie możemy zacząć dokładnie od tego, ponieważ młody Larsson musi jednak pałać do tego Malcolma jakąś sympatią, skoro tak chętnie pognałby na te zajęcia wyrównawcze. W tym miejscu pozostaje, rzecz jasna, najważniejsza sprawa: mianowicie kto zacznie. Podejrzewam, że jeśli spadłoby to zadanie na moje barki, to jednak odwlekłoby się to sporo w czasie i mogłoby wyjść z tego lekkie lanie wody, zanim przeszlibyśmy do konkretów. Pozostawiam jednak wolny wybór w tej materii. Nie zdradzę natomiast, czy Letherhaze’a mogłoby to zirytować, niemniej Nicholas będzie miał okazję się przekonać o tym podczas rozgrywki.]

    Malcolm Letherhaze

    OdpowiedzUsuń
  11. [Dłuższe oczekiwanie nie stanowi dla mnie większego problemu. Nie mam w zwyczaju poganiać graczy, więc zacznij na spokojnie, kiedy będziesz mieć zarówno czas, jak i ochotę. Nigdzie się nie wybieram. >D]

    M.L.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Hej! Czy mogę prosić Twojego maila, żeby tam rozpisać relację dla naszych postaci? Nie lubię za bardzo śmiecić ludziom pod kartami ;)]

    Oliver Johnson

    OdpowiedzUsuń
  13. [Och historia napisana tak ładnie zgrabnie a przekazane treści takie smutne...bije od niego niezwykła dojrzałość i to mi się podoba. Nawet bardzo. Oj ukocham za wątek jakiś. Rose ciągnie do takich postaci, wręcz jej syndrom wczesnego dorastania sprawił, że jedynie z takimi osobami potrafi przebywać. ten pan nie potrzebuje przypadkiem korepetycji? Rose ze swoją rozległą wiedzą chętnie go wspomoże, może też go wysłuchać jak coś mu na serduszku będzie leżeć, czy postarać się zrozumieć. By the way - nie chce on zobaczyć rogogona węgierskiego? Rose ma dojścia do pewnej osoby sprowadzającej smoki z Bułgarii (wujek Charlie taki cudowny). Jak z nią w zgodzie żyć będzie to mu załatwi. Może nawet wlepiać w niego swoje maślane oczy, zachwycając się jego postawą. Jest zbyt dla niej idealny ]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Och taki książę z bajki jej się przydał, poduszka również, więc jakby chciał być i tym i tym, to Rose będzie w siódmym niebie! Nie wiem wprawdzie czy jest gotów stać się obiektem obserwacji jej licznej rodziny, ale o ile ich wzrok go nie zrazi to Rose mu wręczy koronę. Ba, może nawet załatwi białego konia.
    Żarty żartami ale na błoniach mogą odpoczywać jednocześnie się ucząc , gdy nagle spadnie deszcz, a bliżej im będzie do pustego stadionu niżeli do szkoły, więc tam by się mogli schować. Co ty na to? Mogli dostać za to szlaban, bo to w końcu długi czas poza murami]

    Rose

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Czy uda mi się upichcić jakiś wątek z kolegą z drużyny? ]

    Amelia Rathmann

    OdpowiedzUsuń
  16. W domu Johnsonów panował typowy dla porannej pory rozgardiasz. Młodsze siostry Olivera przekomarzały się o coś przy kuchennym stole, pałaszując śniadanie. Z kolei te starsze od niego, piły kawę na tarasie, korzystając z promieni słonecznych, zalewających niemal cały Londyn. Mark Johnson dopijał właśnie własną kawę i całując żonę w policzek, wyszedł na podjazd, gdzie stał ich rodzinny samochód, nieustannie wymagający naprawy. Mało kto wiedział, że pan prawnik ma również smykałkę do mechaniki samochodowej, traktując ją jako swoiste hobby po całej swojej papierkowej pracy z aktami, kodeksami i rozporządzeniami.
    W pokoju na piętrze Oliver właśnie przeciągał się we własnym łóżku, zbudzony terkotaniem staromodnego budzika. Tylko taki potrafił go wyrwać z krainy Morfeusza. Telefon z zasady lądował pod łóżkiem, z wyłączonymi dziesięcioma alarmami, które miał w zwyczaju ustawiać co wieczór. Młody Johnson usiadł na łóżku, pocierając zaspane oczy palcami i przeklinając cicho pod nosem. Wakacje to nie był ten czas, kiedy powinien wstawać przed dziesiątą, ale te dobiegały końca i dzisiaj już naprawdę powinien udać się na Pokątną, skompletować wszystkie rzeczy potrzebne mu na ostatni rok w Hogwarcie.
    Dodatkowo wczoraj w ich domu pojawił się Nicholas. Larsson był synem przyjaciół jego mamy, którzy zginęli w wypadku i mniej więcej od tamtego momentu Oliver przestał widywać go w szkole. Od czasu do czasu pojawiał się w ich domu, a jeszcze częściej to jego mama zaglądała do Nicholasa, roztaczając nad chłopakiem i jego rodzeństwem niemal matczyną opiekę. Dwa tygodnie temu Oliver dowiedział się od rodzicielki, że Nicholas wraca do szkoły, dokończyć swoją edukację, a Ollie z miejsca zgłosił się jako wolontariusz do wspólnego pojawienia się na pokątnej w celu zrobienia zakupów i jako towarzysz w drodze do szkoły, by przyjaciel czuł się nieco raźniej, wracając w dobrze znane mury, jednak nie z własnym rocznikiem, który opuścił je dwa lata wcześniej.
    Zaklął kolejny raz dzisiejszego poranka, kiedy wkładając obcięte w kolanach, dżinsowe spodnie, boleśnie zderzył się z nogą łóżka i to nie czym innym, tylko małym palcem u stopy. Kuśtykając i zagryzając zęby, wyciągnął z szafy czystą koszulkę z logiem Batmana i przeczesując rękami lekko kręcące się włosy, wyszedł z pokoju. Efekt był taki, że kiedy stawał przed drzwiami gościnnego, w którym rezydował obecnie Nicholas, wyglądał, jakby nie czesał się od miesięcy, a nie zaledwie od wczoraj, ale przed pierwszą kawą nie miał zamiaru zmieniać tego stanu rzeczy.
    Zapukał cicho do drzwi i nastawił uszu, nasłuchując.
    — Nicholas? — zapytał — Wstałeś już?
    Zza drzwi dobiegł go cichy szmer, jakby czyjegoś ruchu, jednak mimo swojej wrodzonej niecierpliwości Oliver nie zdecydował się na naciśnięcie klamki i wetknięcie głowy do pokoju, by sprawdzić na własne oczy czy Larsson jeszcze leży w łóżku, czy nie. Normalnie nie miałby takich oporów, przed którymkolwiek innym znajomym. Normalnie większość z nich i tak nie chciała korzystać z gościnnego, radząc sobie doskonale na materacu w jego pokoju, jednak mama nalegała, by Nicholas zamieszkał w osobnym pokoju, a Oliver dostał wcześniej jasno i wyraźnie do zrozumienia, że ma szanować prywatność tego chłopaka.
    — Zrobię kawę i czekam na dole ze śniadaniem. Lepiej wstawaj, zanim zamiast mnie, stanie tu moja mama! — Ollie zawołał przez drzwi z lekkim rozbawieniem, doskonale znając możliwości własnej rodzicielki i to jak bardzo potrafiła być marudna i siać zamęt, że z pewnością nie zdążą dzisiaj wszystkiego załatwić, kiedy będą ruszać się jak muchy w smole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oliver zszedł na dół, człapiąc bosymi stopami na drewnianych schodach. Przywitał się z niemal całą swoją rodziną, gdyż nigdzie nie mógł zlokalizować taty i od razu zabrał się za robienie dwóch kaw, włączając ekspres. Margaret widząc, jak bardzo syn jest nieprzytomny, wykazując litość nad własną pociechą, zaproponowała, że zrobi jajecznicę, na co jej jedyny syn tylko skinął głową i usiadł przy stole, podpierając policzek na zwiniętej w pięść dłoni, niewidzącym spojrzeniem gapiąc się w telewizor, który oglądały jego starsze siostry.

      Oliver

      [Wybacz, że to tyle trwało, ale życie nie pozwoliło mi pisać wcześniej. Mam nadzieję, że mi wybaczysz tą zwłokę.]

      Usuń