Najpotężniejszy jest ten, kto panuje nad sobą


Ilekroć obrzucał spojrzeniem własne odbicie w strzelistych zwierciadłach klasztoru Qannoubin, widział w nim tego niebieskookiego chłopca, którego gładkie blond włosy anielsko opadały na ramiona, a usta zaciekle powtarzały: to dla większego dobra. Ilekroć siadał na słomianej macie u boku pustelnika o. Dario Escobara, by ukryć się przed mufiratem muzułmańskiego ramadanu, dociekliwie przewracał pożółkłe strony Dziejów Hogwartu, oczami dalekiej krewnej Bathildy doglądając inny, a zarazem tak bliski mu świat. Zbierane przez ojca stare fotografie, z rąk do rąk podawane przy wspólnym zajadaniu tatara kibbeh nayi, niczym kadry skradzione z życia, malowały przed oczyma czar mętnej przeszłości, a słowa, choć nie tak żywe jak wcześniej, z czułością snuły niezwykłe wspomnienia. Ale entuzjazm gasł, gdy przyszło mu opowiadać o dziejach Gellerta. Gasł również wtedy, gdy przyszło mu odpowiedzieć na pytanie: dlaczego, ojcze, wciąż się boisz? Choć list już czekał, a wraz z nim spakowane księgi Bathildy, różdżka i znak, który miał przynieść mu szczęście. Jakobyś mógł pójść w jego  ślady – domniemywał.
Wschód wita potokiem ciężkiego charkania – wynikającym z, wszakże, niegdyś wyleczonej smoczej ospy – i z łykiem nalewki z Piołunu, stale wiekującej w posrebrzanej piersiówce, dźwiga się by zmielić, zebrane swego czasu w progach Libanu, liście ostrokrzewu paragwajskiego. Z kubkiem świeżego naparu w dłoni i szczękiem dziesiątek kluczy, niszczy rozległą wśród korytarzy ciszę, obrzucając chełpliwym spojrzeniem wszystkie ranne ptaszki, które nie w porę wystawiły stopę za granice dormitorium, a choć zbędnej polemiki nie praktykuje, to nie daj Boże go do tego zmusić – jako weredyk nazwie głośno to, co inni przemilczą, bądź objawi, iż pewne tematy i słowa mu nie straszne. A kaleczy angielski, jak prawdziwy Semita wychowany w skarbnicy języka arabskiego, lecz nie przez to wyrósł na małomównego, a z racji dystansu do wszystkich tych, którzy mówią więcej niżeli robią. Poza Irytkiem, bo między innymi to również dzięki niemu zahartował się w bagatelizowaniu wszelakich docinek, pozwalając im bezowocnie po sobie spływać. Pojawia się w złych dla uczniów momentach, acz nie nadużywa spostrzegawczej pary oczu, by uzupełniać listę przedmiotów zakazanych, bo ta jest już wystarczająco obszerna. A i niech go grom samego Merlina strzeli za wszystkie ułaskawione wybryki – niezauważone z powodu niechęci do szlabanów, które nie dość, że sam by zgotował, to musiał także nad nimi sterczeć. Bo w przeciwieństwie do składania obcesowych zdań, nie nauczył się marnować czasu, prosić, ani być stronniczym, choć jeśli komuś szczerze zależy na statuetce buraka, to chętnie ją wyrzeźbi i wręczy z bukietem wrzeszczących żonkili. Dobry przykład człowieka wiecznie-chodzącego, aczkolwiek jeśli przyjdzie mu odwiedzić Trzy Miotły, to tylko z karafką anyżowego Araku, wygrzebaną z szafy wypchanej po brzegi libańskimi rupieciami, dziwnymi księgami o magii, eliksirach i ziołolecznictwie. Znajdzie się tam także od czasu do czasu uzupełniany szkicownik.

69 komentarzy:

  1. [Woah, woźny na którym można zawiesić wzrok. Karta ciekawa, nieco tajemnicza, niektóre jej fragmenty wręcz mnie porwały c: I ten tytuł...Intrygujące, intrygujące. Cedar (swoją drogą, ciekawe imię) pewnie będzie miał z nim same problemy ;D ]

    Freddie, którego karta wisi jeszcze w roboczych.

    OdpowiedzUsuń
  2. [ No fajny Pan Grindelwald ;) Coś ma w sobie takiego tajemniczego i egzotycznego. A karta bardzo ładnie napisana moim zdaniem. Także życzę Ci dobrej zabawy i ciekawych wątków :) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jak przyjemnie, że można zobaczyć inwencję twórczą autorów w postaci wyjścia wyobraźnią poza Anglię. Bardzo przyjemnie, nieco tajemniczo i egzotycznie. Oby woźny został z nami jak najdłużej, bawcie się z nami dobrze. A gdyby kiedyś zupełnie przypadkiem czujny wzrok stażystki ośmielił się zauważyć coś, co woźny zbył spojrzeniem obojętności i z tegoż powodu zamierzała mu to bezczelnie wytknąć, to zapraszamy!]

    Ethel Covel/Lucy Wood

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Karta jak i postać świetna, pozazdrościć tylko. Życzę dobrej zabawy i morza weny. Myślimy nad czymś? xD ]

    Audrey Miller/Louis Wallsh/Karol Zdunk

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Ciepłe ręce Julia ma oczywiście po mnie. W zimie służę znajomym jako ogrzewacz ;)
    A co do pewności siebie to ona w wielu kwestiach taka jest, ale to nie ma z introwertyzmem dużego związku.
    Jeżeli chodzi o psy to jest to dosyć proste. Psy są zbyt energiczne. Skaczą na ludzi, ciągle chcą się bawić, więc dla Julii to jest wszystko zbyt niekomfortowe, bo zawsze to ona decyduje kto może się do niej zbliżyć.
    To miłe, że Grindelwald przymknie oko na jej spacerki, bo zdarzają jej się zdecydowanie częściej niż powinny :D Na wątek oczywiście mam ochotę, ale jak to u mnie zazwyczaj - pomysłu brak. A Ty coś masz? ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ja bym się chyba bała stworzyć kogoś z tym nazwiskiem, dlatego wielkie brawa za odwagę, a jeszcze większe za oparcie się pokusie, jaką pewnie byłoby stworzenie mrocznego osobnika o podobnych skłonnościach do Gellerta lub jego absolutnego przeciwieństwa. Cedar jest jedyny w swoim rodzaju, kusząco orientalny, możemy tylko gapić się na niego z otwartymi ustami ;) Witamy serdecznie pana woźnego (kurczę, z poprzednim Addie miała niezłe układy, ale Cedar wygląda na nieprzekupnego!), życzymy mnóstwa wątków i świetnej zabawy, a przy okazji nieśmiało zapraszamy do siebie<3]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Ale przedtem szablon na blogu był inny i pasowało wszystko bardzo ładnie. Zmieniać nie będą, a przynajmniej moje karty wrzynają się w pamięć.
    Co do wątku, to wybierz sobie postać. Moi panowie mogą nieco napsocić, przez co woźny da im jakieś prace albo to oni będą musieli mu pomóc w posprzątaniu czegoś. Cedar i Audrey natomiast mogą wytworzyć coś na wzór przyjaźni i wspólnie podkradać zioła ze szklarni, bo moja panna lubi eksperymentować w sali do eliksirów. Bierz co chcesz, a nawet wymyśl coś też :P ]

    Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  8. [Dzień dobry! :D Bardzo fajny ten Pan i taki dość intrygujący ;3 Życzę Ci masy udanej zabawy na blogu oraz wielu owocnych wątków. Zostań z nami jak najdłużej!
    Cóż przyznam, że pomysłu na wątek nie mam, ale to nie nowość o czym już chyba wiesz. Mimo wszystko zapraszam do siebie :)]

    Adam/Mathias

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Haha, wybacz, ale wcześniej wystąpiły pewne komplikacje i nie byłam pewna, czy będę mogła wejść potem na bloga, a strasznie, strasznieee chciałam oficjalnie wkroczyć znowu do Hogwartu. Jak widzisz, jednak jestem xd
    Hm, hmm, no rzeczywiście, trochę mają ze sobą wspólnego :D Myślę, że Freddie jest w stanie wyprowadzić z równowagi każdego, ale czy uda mu się to z twoim panem? Tego nie wiem. I tu zaświtałby pomysł, że Freddie mógłby popisywać się przed kumplami, troszkę nabijając się z jakże uroczego woźnego, który wszystko by słyszał, bo stałby zaraz za nim. I potem kara, ochrzan, zawiadamianie matki czy cokolwiek ci do głowy przyjdzie. :D ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  10. Alkohol? Chyba się dogadamy.

    Lenard
    ewentualnie Laura lub Aaron

    OdpowiedzUsuń
  11. [Aaaa, Ty skubańcu! Mam Cię <3 Staram się tą moją zielarską leniwą kluskę do żywych przywrócić, trochę czekam na Tedziakową, bo jakoś miałyśmy notkę napisać i tam miałam trochę wyjaśnić, a trochę u Ethel jeszcze nabroić, ale co ją motywacyjnie kopię w tyłek, to się jeszcze bardziej leni. W każdym razie dobrze, że jesteś, nie linczuję, bo za bardzo Cię lubię i również się uśmiecham do tych miłych myśli z rozrzewnieniem wspominając ;) Może spróbujemy tym razem coś na granicy jednego i drugiego? Jakiś głęboki konflikt, którego przez lata nie udało się rozwiązać, ale w sytuacji zagrożenia jedno drugie poratuje? Jeśli masz ochotę to można nawet w coś toksycznego, z jednej strony dość się różnią i często nie mogą znieść swojego towarzystwa, a w niektórych, jeszcze bardziej irytujących momentach widzą w drugiej osobie swoje własne odbicie? Jak pasuje to pokombinujmy coś w ten deseń, podpowiedz co nieco, bo w karcie tak mało uchyliłaś rąbka tajemnicy!]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  12. [Och, zdjęcie mi się niestety nie wyświetla na telefonie. Możliwe jednak jest to, że to wina tego mojego urządzenia bo one stosunkowo starej daty jest. Smoła! Jak zawsze kartę napisaną masz świetnie i nawet jeżelibym chciała się do czegoś przyczepić to najzwyczajniej w świecie nie mam do czego :C Witam Cię ponownie! Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na długo!]

    Lourdes w szkicach i cała reszta ekipy

    OdpowiedzUsuń
  13. [Och, strasznie się cieszę <3
    Spróbujmy to jakoś poplątać. Nigdzie nie dostrzegłam wieku Cedara (a może po prostu jestem ślepa, jeśli tak to bardzo przepraszam!), więc możemy nawet założyć, że są z Damienem równolatkami i znali się jeszcze z czasów szkolnych, ponieważ Damien jest sporo starszy od Addie. Moglibyśmy zaplątać ich w jakąś skomplikowaną relację – kiedyś najlepsi przyjaciele, druhowie, którzy po Hogwarcie ruszyli w roczną podróż dookoła świata, potem zaczęli się od siebie oddalać z powodu zainteresowania Hallawaya czarną magią, a Cedar wydaje się niezwykle zajętym człowiekiem, więc pewnie nietrudno byłoby im utracić tak silny kontakt. Ogólnie jednak Grindelwald mógłby czuć, że jest coś winny Addie, którą pamięta z częstych odwiedzin w ich domu (kto wie, możemy spróbować w to nawet młodzieńcze zauroczenie dziewczyny), ale jako członek Wizengamotu znajduje się między młotem a kowadłem. Damien jest jednym z najbardziej poszukiwanych przestępców w kraju, a sama Addison została właściwie bez dachu nad głową i bez grosza przy duszy - Ministerstwo okupuje jej rodzinny dwór, odcięli ją również od skrytki w banku Gringotta, by przypadkiem nie wsparła brata w ucieczce, gdy ten postanowi się z nią kontaktować. Cedar zapewne zdaje sobie sprawę z sytuacji Addie i teraz to już zależy od ciebie, jak będzie reagował na dziewczynę, zwłaszcza że wciąż może się czuć jakoś zdradzony przez Damiena. Na razie to tylko taki subtelny zarys, może uda się z tego wyłuskać coś więcej ;) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Pomysł na powiązanie mi się podoba, bardzo, bardzo. Utrata kariery była trudną sprawą dla Audrey, bo ona sama nie chciała wracać całą sobą do magii. Chciała mieć odskocznię w postaci mugolskiego świata.
    Jeśli Grindelwadl lubi sobie pomieszać w kociołku, to zapewne ucieszy się z wiadomości, że jak Miller objęła rządy nad salą do Eliksirów, to otworzyła ją siódmoklasistom, by mogli sobie ćwiczyć do zajęć i do egzaminów końcowych. Moja pani jest zdania, że teoria musi iść w parze z praktyką, więc po wyjściu z sali uczniowie muszą też ćwiczyć praktycznie.
    Podoba mi się pomysł z eliksirem mającym wpędzić ich w kłopoty. Pytanie tylko co zrobią. Proponuję, żeby jedna z postaci przygotowywała już eliksir. Cedar mógłby sporządzać eliksir, Audrey by przyszła i zaczęła go obserwować, a potem stwierdziłaby, że dodał coś źle. W efekcie zagadaliby się i woźny dosypałby czegoś, czego nie powinien i bum, coś mogłoby się wydarzyć. Nie mówię tutaj o wybuchu, ale na przykład któremuś z nich zmieniłby się kolor skóry, włosów lub cokolwiek innego. Przyznam się, że pomimo tego iż w uniwersum Pottera pisuję już ponad dwa lata, to nie przeczytałem żadnej książki i nie obejrzałem filmu, więc jak mam wymyślać zaklęcia, eliksiry lub ich efekty to zazwyczaj zmyślam lub zdaję się na wiedzę innych xD ]

    Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Dzięki Ci za to <3 Może pobawmy się z miksturą powodującą chaos w głowie. Wydaje mi się, że gdy Cedar będzie lekko rozkojarzony, to może być zabawnie. To kto zaczyna? Zgaduję, że to moja kolej xD ]

    Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dopiero teraz czytam Twoją kartę i zabawny wydaje mi się fakt, że nasza dwójka lubi trochę robić uczniom na złość. Co do samej Allie, jest faktycznie jest małą smutną wredotą, przez fakt, że czuje się porzucona przez rodziców. Tak naprawdę zginęli w II bitwie o Hogwart, o czym Collins nie ma pojęcia i wciąż ma nadzieję na odnalezienie ich żywych.
    Co do Cedara, jest on naprawdę wspaniałą postacią. Niezwykły jest dla mnie fakt, że tak świetnie wymyśliłaś mu historię. Jeszcze taką zupełnie niespodziewaną jak na kogokolwiek związanego z Hogwartem. Też chciałabym posiadać tak ogromną wyobraźnię i tyle pomysłów.
    Szczerze, byłabym bardzo skłonna skorzystać z Twego zaproszenia. Szczególnie, iż w jakimś stopniu nazwisko Twojej postaci zaczyna tworzyć mi pewien wątek. Czy istniałby jakiś powód, dla którego Cedar byłby chętny pomóc Allie w odnalezieniu rodziców (właściwie ich grobu)? Collins też zupełnie nie orientuje się w historii magii, nie wie kim był przodek Cedara, kim Voldemort, Dumbledore i inni bohaterowie czasów bardziej im bliższych. Twoja postać mogłaby Allie w tym pomóc, tu można kombinować na wiele sposobów, co działaby się dalej. Co do rozpoczęcia, to Allie mogłaby znaleźć jakieś zamknięte pomieszczenie w Skrzydle Szpitalnym, do którego ona sama nie miałaby klucza. Oczywiście, zjawi się u woźnego, Cedar mógłby nie oddać jej ot tak, tylko sam poszedłby z nią i otworzył. Tam mogłyby znajdować się rzeczy znalezione w trakcie sprzątania i odbudowywania Hogwartu, które nie odnalazły swoich właścicieli. Gdzieś tam znalazłaby się jakaś bransoletka czy pierścionek jej mamy, coś w tym stylu. Od tego mogłoby wszystko się zacząć :)
    Nie popłynęłam? Bo jakoś mam wrażenie po przeczytaniu, jakbym planowała to od dawna, co ja nawet mnie przeraża.]

    Allison Collins

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, ale Allie, a nie Allison, nikt nic nie wie przecież

      Usuń
  17. [Gdybyśmy założyły, że Cedar większość wakacji poświęcił na szukanie Damiena oraz zajmowanie majątku Addie, a sam nie odezwałby się do niej żadnym słowem, podczas gdy ona włóczyłaby się od domu jednego przyjaciela do drugiego (ponieważ część jej krewnych wyjechała za granicę w strachu przed oskarżeniem o współpracę z Mrocznymi, a druga część się do niej nie przyznaje po tym, co odkryto o jej rodzinie), na pewno miałaby do niego ogromny żal. Ponieważ nie tylko maczał w tym palce, ale nie miał też na tyle odwagi, by się jej do tego przyznać, po prostu spodziewała się po nim czegoś więcej. Na pewno liczyła na jego pomoc – jako starego przyjaciela z dostępem do Wizengamotu – a on w jej oczach mógł w ten sposób zupełnie zawieść jej zaufanie, dlatego Cedar może się spodziewać nie tylko jej uników, lecz także małych, złośliwych zemst ;)
    Z czasem Damien na pewno mógłby się do niej odezwać. Nie wiem, możemy założyć, że Ced chciałby mieć oko na Addie więc proponowałby gdzieś regularne spotkania, ale poza zamkiem, żeby nikt nie mógł ich podsłuchać. Damien nie tylko wysłałby list lub pojawił się w kominku, mógłby pójść o krok dalej – wypuścić jakąś bestię, żeby narobić zamieszania, a samemu przedostać się na teren szkoły, by porozmawiać z siostrą i akcja gwarantowana ;)
    Teraz tylko pytanie, kto zaczyna?]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  18. [Addie od pewnego czasu zamiast szukać w ludziach tego, co najlepsze, zaczęła spodziewać się tego, co najgorsze, dlatego będzie posądzała Ceda o same złe rzeczy. Na kimś dziewczę wyładować swoją frustrację musi i trafi na biednego Grindelwalda ;)
    Chyba najlepiej będzie zacząć właśnie od tego spotkania, żeby przygotować sobie grunt pod dalsze szaleństwa. Będę ci ogromnie wdzięczna za zaczęcie<3]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  19. [Dlaczego ją skrzywdziłam? Lourdes jest w zasadzie szczęśliwa sama ze sobą :D Ale pytania zadajesz, nie musisz się ograniczać w ogóle, najwyżej powiem, że coś mi nie pasuje i podsunę tego swoją wizję. No wiesz, tak jak zawsze :D A i bym zapomniała. Dziękuję ślicznie za ten link do zdjęcia, chociaż teraz siedząc już przy komputerze nie mam najmniejszego problemu z nim :D]

    Lourdes

    OdpowiedzUsuń
  20. [Biorąc pod uwagę, jak mamy zacząć, to ja zacznę, bo to logiczne.]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Bliska więź, mówisz? ;) Haha, no dobrze, chętnie się z Allie przekonamy.
    Co do Twojego komentarza, to wszystko opisane jest dokładnie tak, jak to widzę. Cieszę się więc, że tak to podobnie odbieramy :) Z tym nagrobkiem właśnie się nie zastanawiałam, ale najprawdopodobniej będzie to zapomniany grób, gdzieś na maleńkim cmentarzu, jeżeli nawet gdzieś niedaleko Hogwartu. W sumie, to byłoby chyba całkiem prawdopodobne. Jedynie ich przyjaciele mogliby ich pochować, rodziny w Londynie brak :( ]

    Allie

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ja bardzo lubię, gdy wszystko wychodzi w toku pisania. Wydaje mi się wtedy, że tak powinno być i kolejne odpisy są dla mnie bardziej zaskakujące. Jednak po szczegółowym zaplanowaniu jest to jakoś mniej ekscytujące. Ja jestem bardzo otwarta na propozycje, a już czuję, że będziesz jedną z tych osób, których odpisy będę ciepło wspominać :) ]

    Allie

    OdpowiedzUsuń
  23. [Zaczynam się załamywać pod względem mojej inwencji twórczej, która nie jest w stanie wymyślić niczego sensownego, a przynajmniej znośnego. Cóż, ogólnie poszłabym w pozytyw :D Sierra optymistyczna osóbka, ale tyłek nieźle obrabiają jej za plecami nie tylko uczniowie, ale niektórzy stażyści, którzy uważają, że wszystko co osiągnęła, to zasługa tatusia. La Torre jest świadoma zdania na swój temat, co momentami ciężko znosi, ale ma przy sobie i takie osoby, które, jednak ją wspierają i dostrzegają w niej prawdziwą Sierrę, a nie idealną córkę Ministra Magii. Co powiesz, by Cedar był właśnie jedną z takich osób? Dziewczyna z chęcią pomiętosiłaby mu to urocze futerko :D]

    Adam/Sierra/Mathias

    OdpowiedzUsuń
  24. [I jak tam, wymyśliłaś coś, czy może jednak ja mam ruszyć łebkiem? I coś zaproponować? :D]

    Lourdes

    OdpowiedzUsuń
  25. [Oh, dziękuję bardzo! A ja się zakochałam w karcie, jak również Cedarze (dobrze odmieniłam?) *,* Wątek chętnie, gorzej z pomysłami. Chyba, że Cedar będzie jej kolejnym obiektem westchnień, tym razem jeszcze bardziej niedostępnym niż jego poprzednicy ;)]

    Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  26. [Myślę, że ojciec Louders - jak najbardziej możesz nazywać ją Lou - z przyjemnością załatwiłby staż, przyjacielowi swojej córki. Jak zawsze propozycjami trafiasz w sedno. Z byłym mężem możemy sobie cudownie namieszać, ale ogólnie zdradzę Ci tajemnicę. Lea nie jest córką byłego męża, o czym ten nie wie, a Lou jeszcze biologicznemu ojcu niczego nie powiedziała - bo jej na rękę było rozpocząć wszystko od nowa, btw panna Young jest w Hogwarcie od tego roku. To co... Mam zacząć? Co Ty na to, aby ich kontakt osłabł podczas rozpoczynania nowego życia Louders? A teraz widzą się ponownie i cóż, Young niekoniecznie może być z tego powodu w stu procentach zadowolona :)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  27. [Tatia nie jest raczej nieśmiałym dziewczęciem, więc zapewne próbowałaby porozmawiać trochę z Cedarem, powpatrywać się w jego piękne oczy i cicho powzdychać. Może nawet z czasem zdobyłaby się na śmielsze kroki xD W każdym razie, oba pomysły są ciekawe i oba pasują do charakteru panny Fiodorow, więc zróbmy tak: najpierw może się do niego zgłosić po owe księgi z zaklęciami, przy czym trochę sobie pogadają, a kilka dni później (czyli pewnie w następnym wątku) może zacząć go śledzić pod postacią animaga ;)]

    Tatiana

    OdpowiedzUsuń
  28. [No proszę państwa, a co woźny robi w Wizengamocie, hm? Ethel się z dziką przyjemnością tego dowie, a nawet będzie nieco podejrzliwa względem niego ;> Myślę, że możemy zacząć od tego, że najlepszy uczeń z koła zielarskiego podbierze sobie co nieco ze szklarni. Cedar to zobaczy i sobie kolokwialnie mówiąc odbije na nim dawną krzywdę. Ethel to zobaczy, będzie wyjaśniała, że chłopak miał pisać pracę. Pożrą się między sobą jeszcze bardziej jak sobie siebie przypomną. A później okaże się, że woźny potrzebuje od stażystki co nieco, albo będzie próbował ją urobić, albo się na nią śmiertelnie obrazi i spróbuje sobie wziąć, albo będzie w inny sposób kombinować. Jeżeli chcesz dodać później do tego element komediowy, to może ją nawet śledzić, gdy pójdzie do Hogsmeade znaleźć odpowiednie nasiona, ale zrobi się poważnie, gdy kobieta zorientuje się, że ktoś za nią idzie (i nie będzie to tylko Cedar). Może dojdzie do pojedynku między Cedarem i Ethel a kimś, kto Ethel próbował zagrozić i choć się nie znoszą, będą musieli sobie pomóc? Może wyjdzie z tego takie frienemies, hm? :D]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  29. — Pragnę również przedstawić nową nauczycielkę astronomii. Profesor Young. — Skierowanie dłoni na jej osobę, głośne oklaski i kilkadziesiąt, jak nie kilkaset par oczu skierowane w jej stronę. Wstaje, kłania się delikatnie i uśmiecha się szeroko do każdego ucznia, a następnie zerka po kolei na twarze nauczycieli, którzy również się jej przyglądają. Niektórzy z szerokim uśmiechem, próbujący zachęcić ją w ten sposób do dalszej pracy, inni zerkali surowym spojrzeniem, jakby dając młodej kobiecie do zrozumienia, że najgorsze dopiero przed nią… — Profesor Young, jako nasza absolwentka, była wychowanka Ravenclawu obejmie również stanowisko opiekuna tego właśnie domu. Krukoni. Oto wasza nowy opiekun. Powitajcie należycie, profesor Louders Young!
    Zaraz po zakończeniu uroczystej kolacji udała się wraz z resztą grona pedagogicznego do pokoju znajdującego się tuż za Wielką Salą, gdzie doszło do nieformalnego powitania nowego nauczyciela. Dyrektor życzył jej jak najmniej problemów z uczniami.

    Następnego dnia, miała już swoje pierwsze zajęcia z pierwszorocznymi. Zastanawiała się kto tak naprawdę denerwuje się bardziej. Ona czy świeżo upieczeni pierwszoklasiści? Wśród uczniów znajdowało się kilku mugolaków, którzy byli zachwyceni dosłownie wszystkim. Ich obecności zdecydowanie działa na korzyść samopoczucia Louders. Była również wdzięczna, że pierwsze zajęcia jakie prowadzi są właśnie z pierwszakami… Jedenastolatki są zdecydowanie spokojniejsze i znacznie łatwiej nad nimi zapanować. Doskonale pamiętała jaki był Noel w starszych klasach i jak potrafił traktować profesorów. Bała się, że trafi na niejednego takiego ucznia i… Nie poradzi sobie, a przecież nie bez powodu znalazła się ponownie w Hogwarcie. Uśmiechnęła się delikatnie tłumacząc uczniom czym tak właściwie będą się zajmowali podczas trwania lekcji astronomii.
    Gdy tylko lekcja się zakończyła, Young nie opuściła wieży astronomicznej. Weszła na sam jej szczyt i podeszła powolnym krokiem do barierki. Chwyciła mocno dłońmi poręcz balustrady i wychyliła się delikatnie poza jej granicę. Czując, jak krótkie kosmyki są rozwiewane przez wiatr. Doskonale pamiętała, jak wykradała się wraz z Noelem nocami, często wtedy przesiadywali właśnie w tym miejscu. Podczas jednej z ostatnich ich ucieczek, postanowiła, że będzie uczyć innych astronomii… Jej losy potoczyły się jednak zupełnie inaczej. Znajdując się teraz w tym miejscu… Nie mogła w to uwierzyć. W końcu osiągnęła coś, o czym marzyła przez całe życie. Dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę ze stresu, jaki ją ogarniał. Czy, aby na pewno dobrze zrobiła zostawiając wszystko za sobą? Czy Hogwart był odpowiednim miejscem właśnie dla niej? Westchnęła, śmiejąc się cicho do samej siebie. Chyba po raz pierwszy od długiego czasu poczuła, że w końcu wszystko idzie w dobrym kierunku.

    Louders,
    wybacz mi to powyżej. Następne będą lepsze! ♥

    OdpowiedzUsuń
  30. Jej cytrynowe trampki ślizgały się na wilgotnym, błotnistym podłożu i kilka razy niebezpiecznie się zachwiała na zboczu wzgórza, ale jedynie zacisnęła zęby w wyrazie frustracji i ciaśniej owinęła się kurtką, próbując zapanować nad dreszczami przeszywającymi jej ciało. W końcu dobrnęła na szczyt mrocznego wzniesienia targana za ubrania przez silne podmuchy wiatru, które w pierwszej chwili wydusiły z jej płuc powietrze. Razem z bezlitosnym smaganiem lodowatego powietrza czuła na twarzy wilgoć marznącej mżawki. Noc wydawała się być niemal bezgwiezdna, ciężka mgła wisiała wysoko nad horyzontem, skrywając przed jej zmęczonymi oczami gwiazdozbiory, których nazwy musiała znać na pamięć, a czerń nieboskłonu była tak nieprzenikniona, że wydawała się być nieskończona; stała otuleni przez ciemność, która wydawała się być żywym stworzeniem. Czerń falowała, przybierając kształty rozmaitych koszmarów z dzieciństwa, lecz Addison skutecznie odpierała jej zakusy, wiedząc, że nie miała nikogo, do kogo mogłaby się zwrócić.
    Nie musiała długo czekać, aż spomiędzy drzew wyłoni się Cedar w ludzkiej postaci. Wyglądał na nadzwyczaj rozluźnionego, jeśli wziąć pod uwagę okoliczności ich spotkania przy Kamiennym Kręgu; na pewno miał przygotowaną wymówkę na wypadek, gdyby ktoś ich dojrzał i próbował się dowiedzieć, co woźny robił z uczennicą na szczycie wzgórza, lecz mężczyzna mógł okazać choć trochę zdenerwowania, skoro tą podopieczną była pozbawiona, między innymi dzięki jego zasługom, wszelkich praw siostra jego najlepszego przyjaciela, którego prawdopodobnie sam Grindelwald skaże na pocałunek dementora, jeśli aurorom uda się złapać Damiena. Addison nie wiedziała, czego się spodziewać, dlatego przybrała wojowniczą pozę; została nauczona, by niepewność maskować agresją i nadmierną bezczelnością. Splotła dłonie na klatce piersiowej, jednocześnie ukrywając ich drżenie, uniosła dumnie podbródek do góry i zdusiła odruch, jakim było przegryzienie warg, gdy się mocno nad czymś skupiała oraz była zaniepokojona. Musiała wyeliminować ze swojego zachowania wszystkie drobne wskazówki, które informowały jej przeciwnika o targających nią wątpliwościach czy emocjach. Dawno temu był czas, kiedy Addie otwierała się przed Cedem niczym kwiat spragniony ożywczego deszczu, fascynował ją swoją odmiennością i tajemnicą w oczach wskazującą na to, że wiedział i widział więcej niż przeciętny śmiertelnik. Teraz ostatnie tygodnie spędziła, unikając go niczym najprawdziwszy tchórz, na jego widok umykając w drugą stronę korytarzem lub wskakując do pustych klas i modląc się, by pozostała niezauważona. Nie była przygotowana na to starcie. Miała wystarczająco dużo problemów z uczniami szukającymi na niej zemsty za działania jej rodziny; nie była w stanie mierzyć się również z Cedarem, który w jej oczach stał się zdrajcą. Zawsze sądziła, że mężczyzna jest inny, przede wszystkim odporny na wpływy, tymczasem wraz z resztą tego cyrku zwanego Wizengamotem pozbawił ją nie tylko teraźniejszości, lecz również przyszłości. Bolało to tym bardziej, że Grindelwald znał ją od małego, a nie miał w sobie wystarczająco dużo przyzwoitości, by choćby poinformować ją o wyroku osobiście, patrząc jej prosto w oczy; właściwie nie widziała go od czasu III wojny. Im dłużej trwała ich rozłąka, tym bardziej wściekła się stawała, a gdy ujrzała go w szacie woźnego... No cóż, IV wojna była bardzo blisko. Nawet nie potrafiłaby określić, jak bardzo rozczarowana nim była, jak wielkim ciosem okazała się podobna zdrada ze strony Ceda. Nie tylko w stosunku do niej, ale również do Damiena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Addison nie wiedziała o planach jej rodziny, o przynależności do Mrocznych, o tym, że jej brat jest tak naprawdę bezlitosnym mordercą. Przez swój ród straciła wszystko, stała się wyrzutkiem wytykanym palcami i szykanowanym, czarownicą bez dachu nad głową i bez grosza przy duszy, ale Cedar się mylił. Gdyby Damien poprosił ją o pomoc, nie wahałaby się. Wiedziała, że skrzywdził wiele osób, jednak to wciąż był ten sam chłopak, który ciągnął ją za włosy, spychał z pomostu do wody i leżał z nią w łóżku, nucąc kołysankę, gdy nie mogła zasnąć z powodu szalejącej burzy za oknem. Był jej opoką, partnerem w zbrodni i bratem. Żadne jego działania nie były w stanie tego zmienić. Najwyraźniej Grindelwald nie był w stanie zrozumieć podobnej lojalności i zażyłości.
      — Załatwmy to szybko, nie chcę przebywać w twoim towarzystwie dłużej niż to konieczne — rzuciła oschle Addie, mrużąc nieznacznie oczy. — Czego ode mnie chcesz? Co ty w ogóle robisz w szkole? Jakoś trudno mi uwierzyć, że nagle znudziło ci się odbieranie niewinnym osobom majątku oraz domu, skazując ich na włóczenie się po mieszkaniach znajomych i udawanie, że wszystko jest okej, podczas gdy tkwi się po uszy w gównie! Przecież to świetna rozrywka! — parsknęła, a kąciki jej ust uniosły się w nieprzyjemnym, drwiącym uśmiechu.

      Addison

      [Nie przepraszaj za długość, jak widzisz sama nie jestem lepsza ;) Strasznie chaotyczne to wyszło, ale obiecuję poprawę!]

      Usuń
  31. [W zasadzie Sierra mogłaby go traktować jak starszego brata :D Wszystko, co zaproponowałaś jak najbardziej mi pasuje :) W zasadzie oboje mogą być zaczepienie, zgrzyt Cedara dosięgnie Sierrę, na której owy delikwent chciał na dłużej zwiesić oko w niekoniecznie miły i odpowiedni do tego sposób :D]

    Sierra/Adam/Mathias

    OdpowiedzUsuń
  32. Ciche westchnienie wyrwało się z nieco bladych usteczek, a drobne dłonie przetarły wyraźnie zmęczoną twarz. Dzisiejszy dzień nawet przez chwilę nie oszczędzał Sierry. Ciągłe szepty za jej plecami, spekulacje i plotki powoli ją wykańczały. Była pewna swojego sukcesu i tego w jaki sposób go osiągnęła, jednakże każdy ma swoje granice, a granica panny La Torre dawno przestała istnieć. Została zmiażdżona przez falę zazdrości. Zazdrości o wygląd, zazdrości o wiedzę, zazdrości o to, że w ogóle Sierra żyje i stale pnie się ku górze zyskując uznanie w oczach dyrektora, niektórych nauczycieli oraz najważniejsze w oczach własnych rodziców, którzy mimo niezbyt kolorowego startu w rodzicielskim rozdziale, jaki zaczęli dokładnie dwadzieścia trzy lata temu, wychowali córkę tak jak należy. Zamknięta w kopule, wiecznie skrępowana Sierra wyrosła na kogoś godziwego uwagi. Kogoś kto zna własną wartość, kogoś kto realizuje się w pełni mimo porażek, kogoś kto umie nastawić drugi policzek w razie ataku i z zaciśniętymi zębami przejść dalej. Z cichym westchnieniem na ustach wyszła ze swojego pokoju poprawiając płaszcz spoczywający na jej smukłych ramionach. Upewniwszy się, że drzwi zostały zamknięte z delikatnym uśmiechem na twarzy, ruszyła pustym korytarzem na miejsce spotkania z Cedarem. Na jej twarzyczce pojawił się nieco większy uśmiech, gdy w jej głowie pojawiły się wspomnienia związane z mężczyzną. Do dziś bardzo dobrze pamięta chwile, w których gościł w jej mieszkaniu oraz kiedy wspólnie pogrążali się w długich, niekończących się rozmowach. Był jedną z niewielu osób, którym mogła otwarcie się wyżalić, czego potrzebowała w okresie nastoletniości znacznie częściej niż przeciętna osoba w jej wieku. Czuła się wtedy taka nierozumiana i zagubiona. Miała wrażenie, że rodzice jej nie kochają, że zależy im tylko, by napakować jej masę wiedzy do głowy i zrobić z niej kolejnego, sztywnego urzędasa. Nie zwracali uwagi na jej plany oraz marzenia. Momentami miała ochotę uciec z domu. Teraz wiedziała, że robili to dla jej dobra. Po tylu latach udało jej się docenić trud rodziców.
    Zaczesała włosy do tyłu, gdy w tym samym miejscu co zawsze dostrzegła mężczyznę. Musiała przyznać, że robiło się na zewnątrz bardzo chłodno, a cóż, ona była ogromnym zmarzluchem. Lubiła te ich maleńkie spotkania, które zawsze różniły się od poprzednich. Mogła się wygadać, a zazwyczaj podczas rozmów z Cedarem gadała jak najęta. Dziwiła się, że nie uznał jej za wariatkę.
    - Cześć – rzuciła podchodząc do niego, po czym wspięła się na palce i ucałowała go czule w policzek. Mężczyzna był znacznie wyższy od niej, co momentami wyglądało niezwykle zabawnie.
    - Powiedz proszę, że chociaż ty miałeś lepszy dzień niż ja – wydukała cichutko pozwalając sobie na moment przykleić się do niego. Robiła tak zawsze, gdy było jej źle, gdy myśli nie dawały jej spokoju, a wszystko wokół nadzwyczaj irytowało. – Jakieś nowości? Plotki, ploteczki? – spytała unosząc głowę do góry, by móc na niego spojrzeć. Nie lubiła słuchać plotek bo w zasadzie sama była jedną, wielką plotką, która stale krążyła po Howarcie doczepiając coraz to nowsze łatki. – A może znowu się dowiedziałeś coś ciekawego na mój temat? Tylko szkoda, że nie ode mnie.
    Ponownie przetarła twarz dłońmi. Czuła się nieco przytłoczona. – Gdzie idziemy? – zadała kolejne pytanie już nieco weselszym tonem głosu, a kąciki jej ust drgnęły ku górze.

    [Będzie lepiej, postaram się! <3]

    Sierra

    OdpowiedzUsuń
  33. Słysząc dźwięk upadającego naczynia, wzdrygnęła się, automatycznie mocniej zaciskając dłonie na poręczy. Odsunęła się od balustrady i już miała się odwrócić, aby spojrzeć kto narobił takiego hałasu, gdy nagle do jej uszu dotarł znajomy głos. Zmarszczyła delikatnie brwi, jakby szybko próbowała go przypisać do odpowiedniej osoby. Cedar? To nie może być Cedar… Odwróciła się gwałtownie na pięcie i zaniemówiła. Przed nią stał znajomy blondyn o niebieskich oczach, z którym jeszcze kilka lat temu miała jakiś kontakt. Przechyliła delikatnie głowę na bok i wpatrywała się w niego przez chwilę w całkowitym milczeniu. Dopiero po upływie kilkudziesięciu sekund dotarło do niej, że przecież Ced się do nie odezwał. Nie miała pewności jak się zachować. Ostatni raz widzieli się… Dawno, a ich spotkanie było ciężkie do zdefiniowania.
    — Tyle lat… — Przemówiła w końcu, próbując szybko przeliczyć jak długo się nie widzieli. Lea miała już cztery lata, a mężatką była rok przed jej narodzinami. Uśmiechnęła się subtelnie, potrząsając ostrożnie głową. — Co ty tak właściwie tutaj robisz? — Dopiero teraz na jej twarzy pojawiło się zdezorientowanie. Przecież pracował dla Ministerstwa Magii, co takiego robił w Hogwarcie? Z konewką w dłoni, na szczycie wieży astronomicznej? Puściła poręcz, a dłonie ułożyło blisko siebie. Wykonała niepewny krok do przodu, cały czas, rozmyślając intensywnie nad tym co takiego właściwie się tutaj dzieje. Cedar… Najlepszy przyjaciel, dopóki w jej życiu nie pojawił się Billy, z którym już na zawsze pozostanie w pewien sposób połączona czy tego chce, czy nie. Od samego początku wiedziała, że mężczyźni nie mogą się ze sobą dogadać, ale nigdy nie spodziewała się, że ostatecznie konflikt zakończy się przerwaniem przyjaźni. Inaczej tego nie można było określić. Dobrze wiedziała w którym momencie urwał im się kontakt i jakie wydarzenie przeważyło. Domyślała się… Nie. Wiedziała czego takiego chce Cedar, ale ona sama nie była na to gotowa. Bała się zaryzykować. Bała się, że gdyby ich znajomość przeszła na kolejny, wyższy stopień wszystko by się rozpadło. Decyzje jakie podjęła, doprowadziły do ostatecznej rozłąki, ale… Może tak właśnie było lepiej? Ich drogi rozeszły się, bez uczucia nienawiści.
    Stojąc teraz przed Grindelwaldem nie była pewna co czuje. Żal? Smutek? Może gdyby wtedy zdecydowała inaczej… Kto wie, być może staliby teraz w zupełnie innym miejscu, a ta paroletnia przerwa w ich kontaktach w ogóle nie miałaby miejsca.
    — Miło cię widzieć, ale… To niemałe zaskoczenie widzieć ciebie tutaj ponownie. Jeszcze chwila, a poczuję się jak za dawnych, szkolnych czasów. — Nie chciała poruszać nieprzyjemnych tematów, nie chciała w żaden sposób odbierać temu miejscu spokoju. W końcu to właśnie tutaj będzie spędzać najwięcej czasu. Nie chciała budować sobie już na wstępie negatywnych wspomnień.

    Lourdes

    OdpowiedzUsuń
  34. Nigdy nie przypuszczała, że nastąpi dzień, w którym jej noga po raz kolejny postanie w Hogwarcie. Dokładnie pamiętała swój ostatni dzień w szkole. Zapewne jak każdy opuszczający mury zamku uczeń, tak i ona była pewna, że żegna Hogwart raz na zawsze. Cóż, wielokrotnie się przekonała, że życie potrafi zaskoczyć i spłatać takiego figla, o którym nawet się nie śni. Audrey jako uczennica nie planowała, żeby jej życie potoczyło się w taki sposób. Jej rodzina nie była zbyt dumna z faktu, że dziewczyna chciała śpiewać. Wśród czarodziejskiej społeczności, zwłaszcza z tych starszych rodów, nie w smak było paranie się niepraktycznymi zawodami. Według ojca Miller, rola piosenkarki była dobrą decyzją, ale dla osoby, która poza śpiewaniem nie potrafi robić już nic. Audrey jako niezależna kobieta, która za nic miała uwagi i opinię innych, a tym bardziej swoich staruszków, postanowiła zrobić po swojemu. Co z tego, że ta decyzja niemal pozbawiła ją dobrego imienia i opinii?
    Nieoczekiwany zwrot akcji, spowodowany niedopilnowaniem, sprawił, że blondynka na nowo postawiła swoje nieszczęsne stopy na zimnej posadzce zamku. Czuła się beznadziejnie, ale jednocześnie była wdzięczna za to, że jednak dano jej szansę na odkupienie win. Matka jej powtarzała, że przecież mogła skończyć znacznie gorzej. Ujawnienie magii w świecie mugoli było wysoko karane. Na szczęście wyczarowany przez nią patronus został uznany jako zmyślny efekt świetlny, przez co niemagiczni po krótkim czasie stracili nim zainteresowanie i tylko to miało łagodzący wpływ na wyrok. Fucha nauczycielki, którą jej powierzono ze względu na niebywałe osiągnięcia z dziedziny eliksirów, nie była zła. Kobieta była szanowana, jej prośby i zmiany akceptowane przez dyrektora, a dość ekscentryczny wygląd i sposób bycia tolerowany.
    Jej pokój był bardzo przytulny. Jako uczennica wielokrotnie zastanawiała się, jak wygląda mieszkanko nauczycieli. Wyobrażała sobie, że jest ono tak samo obskurne, jak nieprzyjemni wydawali jej się wszyscy wykładowcy. Jak się jednak okazało, to wcale nie było tak źle, a Miller musiała donieść tylko kilka kwiatków, żeby nieco upiększyć wnętrze.
    Wyszła z pokoju. Lubiła spacerować w lochach. Pomimo tego, że dla normalnego człowieka miejsce to mogłoby się wydawać straszne i ponure, tak dla niej wcale takie nie było. W końcu to właśnie tam się wychowała. Slytherin był jej domem, który był dla niej bliski nawet teraz. Z dumą nosiła zielone barwy i srebrnego węża na piersi. Właśnie przechodziła obok swojej sali. Cały czas nie mogła wyjść z podziwu, że jej pomysł na pozostawienie otwartej sali uczniom siódmej klasy faktycznie przeszedł. Nie miała nawet zamiaru wchodzić do środka sali, gdyż uważała, że powinna dać uczniom odrobinę swobody. Wiedziała, że niektórzy mogą się peszyć i czuć skrępowanie na myśl, że nauczycielka miałaby ich obserwować i patrzeć na ręce. Ona sama tego nie lubiła.
    Dopiero wracając ze swojego spaceru, przystanęła przy sali na nieco dłużej. Zamiast jednak usłyszeć ucznia, to do jej uszu dotarł wyraźny, męski głos. Pchnęła drzwi i po chwili znalazła się w środku.
    – Co robisz? – zapytała z zaciekawieniem, widząc woźnego krzątającego się wokół kociołka. Lubiła obserwować, jak ktoś sporządzał eliksiry. Ona sama kochała zajęcia z przygotowywania różnych wywarów. Dobrze sobie z nimi radziła. Zerknęła do kociołka na miedzianą ciecz.

    Audrey Miller

    OdpowiedzUsuń
  35. — Nie przesadzaj. — Uśmiechnęła się na jego uwagę. Dobrze wiedziała, że miał to być komplement. Wyciągnęła dłoń i wsunęła za ucho jeden z kosmyków, który przez wiatr przykleił się do kącika jej ust. Tęskniła za tym miejscem. Cholernie mocno, jednak nie potrafiła się wcześniej do tego przyznać. Tęskniła za wszystkim tym, co działo się wówczas w jej życiu. Mimo, że zazdrościła Noelowi, przynajmniej mogła się do niego odezwać. Żałowała wiele rzeczy z przeszłości, w niektórych sprawach była w stanie coś zrobić, aby poprawić swoje samopoczucie, ale zostawały też te… Na które już w żaden sposób nie mogła wpłynąć.
    — Z pewnością miałeś dużo rzeczy do zrobienia. — Powiedziała spokojnie. Nie miała do niego żalu, że nie pojawił się wczoraj. Z pewnością nie zrezygnowałaby z pracy tutaj, gdyby tylko wcześniej wiedziała, że Grindelwald też obecnie pracuje w Hogwarcie. Westchnęła cicho, rozglądając się uważnie dookoła. Tak, jakby bała się przez dłuższy czas wpatrywać w twarz mężczyzny. Z drugiej strony widok ze szczytu Wieży Astronomicznej był tak piękny, że rozproszenie nie wzbudzało podejrzeń. Nadal nie mogła uwierzyć, że od dziś o każdej porze dnia i nocy będzie mogła tutaj przyjść, w końcu legalnie, i podziwiać ten krajobraz tak długo, jak tylko będzie chciała. Na jej usta, mimowolnie wkradł się subtelny uśmiech. Miała do Cedara mnóstwo pytań, jednak tak jak za szkolnych lat, nie była w stanie ocenić czy są one odpowiednie i taktowne. Wiele zmieniło się w jej życiu, ale niektóre elementy pozostały niezmienne. Jej rodzina ciągle sprawnie posługiwała się słowem, a ona sama nadal miała z tym problem, szczególnie, kiedy chodziło o rozmowy prywatne. Pozbawione jakichkolwiek formalności. Stanie przed grupą uczniów i wykładanie na temat ukochanej dziedziny nie powodowało u niej żadnej krępacji. Gdyby sprawnie przenieść temat rozmowy na astronomię, Lourdes jak zawsze miałaby mnóstwo do powiedzenia. Rozmawianie jednak o życiu, jak zawsze do łatwych nie należało.
    — Skontaktowałam się z dyrektorem… Wiesz myślę, że udało mi się to przez moje kwalifikacje, Cedar. — Zaśmiała się cicho, chociaż doskonale wiedziała, że nie to miał na myśli. Słysząc o bratniej duszy pokiwała delikatnie głową. — Naprawdę nie będziesz wypowiadał jego imienia? — Odwróciła się bokiem, łokciem podpierając się o balustradę. — Ile masz lat, aby bawić się w te chłopięce zachowania? — Wlepiła spojrzenie swoich ciemnych tęczówek w twarz Cedara, uważnie mu się przyglądając. Chciała dobrze widzieć reakcję mężczyzny na słowa, które miały zaraz paść z jej ust. Wzięła głęboki oddech tylko po to, by po chwili westchnąć cicho i ubrać swoją twarz w delikatny uśmiech. — Okazało się, że wcale nie jest… Moją drugą połówką. — Wstrzymała na chwilę oddech, nie spuszczając nadal spojrzenia z blondyna. — Rozwiedliśmy się. Pewnie pojawiłabym się w Hogwarcie wcześniej, ale chciałam pozamykać kilka spraw nim ponownie bym się tutaj zjawiła. — Mówiąc o tym wcale nie było jej smutno, nie było jej nawet żal tych kilku lat, bo mimo wszystko nie uważała ich za stracone. Wydarzyło się w tym czasie wiele dobrych, jak i gorszych momentów jednak każdy z nich nauczył ją czegoś, czego nie nauczyłaby się nigdzie indziej, ani przy nikim innym. Jedyne co ją męczyło to tęsknota za córką. Kochała ją z całego swojego serca, jednak zdawała sobie sprawę, że to przy Billym będzie jej zwyczajnie lepiej. Naprawdę ją kochała, ale… Nie była szczęśliwa. Po prostu nie nadawała się na matkę. To nie była rola stworzona dla niej.

    Lourdes

    OdpowiedzUsuń
  36. [Jej... Jaka ładna karta. Bardzo, ale to bardzo podziwiam łatwość, z jaką porywasz czytelnika.
    Życzę miłej zabawy i w razie chęci zapraszam do siebie.]

    Nymphaea Shadow

    OdpowiedzUsuń
  37. [Skądże, w żadnym wypadku nie wyklucza! Ach, jak mi miło! <3 Nie wiem, może nie trafiłam w czas, gdzie byłoby dużo autorów... a może po prostu mnie nie lubią. :D
    Shade jest nowa w szkole, dopiero zaczęła pierwszy rok na stażu, jeśli to coś pomoże. Masz może pomysł na to, jak zacząć ich wątek, czy kombinujemy jakoś razem?]

    Nymphaea Shadow

    OdpowiedzUsuń
  38. [Właściwie wpadło mi coś do głowy... Jeżeli on pracował w Hogwarcie w momencie, gdy Shade była jeszcze uczennicą, to w swoich latach szkolnych mogła być jego wielkim utrapieniem; wredna Ślizgonka, skłonna do złośliwych żartów, dodatkowo z powodu niskiego wzrostu i przeraźliwej chudości często dokuczali jej rówieśnicy, a że mściwa jest, to i w tarapaty się ładowała. Nieraz podkradała woźnemu coś z kantorka, nauczycielowi eliksirów z pracowni... Generalnie nie była lubiana wśród profesorów. Więc można się cofnąć do pierwszego września, gdy Nymphaea (która raczej nie interesuje się znanymi osobistościami, tak tylko wyjaśniam) pojawia się w progach Zamku i zostaje przedstawiona jako stażystka Eliksirów. Cedar, mając w pamięci jej niepohamowany, iście piekielny charakterek i wybryki wszelkiego rodzaju, mógłby być przeciwny jej przyjmowaniu na to stanowisko i wyjątkowo oschły w stosunku do Shadow. Co Ty na to?]

    Nymphaea Shadow

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie mogła się skupić, wszystko leciało jej z rąk. Ale nie mogła nic poradzić, że profesor Cortez poprosił ją o dopieszczenie kilku roślin w cieplarni. Po zajęciach na ochotnika zgłosił się uczeń, który żywo zainteresowany był dołączeniem do koła zielarskiego od przyszłego roku. Ethel była marudna, wybredna. Nie od razu pozwalała uczniom dołączyć do koła. Jej zdaniem to właśnie rośliny wymagały najwięcej cierpliwości i czasu ze wszystkich sztuk magicznych, zatem i uczniowie, którzy chcieli się tym zajmować, musieli wykazać się wytrwałością.
    Poleciła mu przycięcie nieco liści blekotu. W tym czasie postanowiła wyjść za szklarnię i uporządkować doniczki. Z jednej strony miała go na oku, ale z drugiej nie widziała co chłopak dokładnie robi. Postanowiła wpaść za parę chwil i skontrolować postęp prac. Gdyby zauważyła, że nie przycina liści, a kwiaty… Może to chyba lepiej dla niego, że do cieplarni właśnie zawitał woźny? Wyprostowała się, widząc, że na tle bladego światła pojawiła się druga sylwetka. Skrzywiła się lekko, czując lekki, ale tępy ból w plecach. Podeszła bliżej tak, by słyszeć rozmowę i porozmawiać z woźnym. Można wyobrazić sobie jej zdziwienie, gdy nie ujrzała starego pana Wrighta, a kogoś… kogoś dziwnie znajomego, ale tak nikle, że nie była w stanie zbyt dobrze przypomnieć sobie o co właściwie chodziło.
    - Pan Branson jest tutaj z mojego polecenia – wyjaśniła, podświadomie starając się wyglądać na większą niż była w rzeczywistości. Choć aktualnie miała dużo ważniejsze rzeczy na głowie, usilnie starała się wyrzucić natłok myśli poprzez sumienne wypełnianie swoich obowiązków. Ale nawet wtedy nie można było uciec przed czujnym wzrokiem woźnego.
    - Dziękuję panu za pomoc panie… - zawiesiła dłużej wzrok na mężczyźnie i poczuła, jakby jej ktoś przyłożył głowę. Pamiętała to rozczarowane spojrzenie, zawistną minę. Pamiętała jak on sam kiedyś był na miejscu takiego Bransona. Przez ułamek sekundy wydawała się gapić na niego, jakby się nogi pod nią ugięły. Zaraz jednak chrząknęła, jakby wracając do teraźniejszości - …panie Grindelwald. Tak, dziękuję. – rzekła nieco bardziej oschle, niż zamierzała, wskazując mu dłonią wyjście z cieplarni.
    Może i nie spojrzała na ucznia, który zamiast liści, ścinał kwiaty i pewnie coś kombinował. Ale uważała jednocześnie, że jest to jej terytorium, a człowiek, na którego doniosła jej przyjaciółka, właśnie zamierzał tu sam wymierzać sprawiedliwość. Pewnie nie chciała wszczynać kłótni, ale cała ona mówiła teraz: zalazłeś mi za skórę. Jej głos, postawa, mina, niemalże zaciśnięte pięści. Trzecioklasista zdawał się niknąć w jej cieniu, mimo, że nie była od niego wiele wyższa.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  40. [Daję tylko znać, że odpiszę Ci jutro lub najpóźniej w sobotę, nie gniewaj się za ten przestój ♥]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Chciałam się tylko nieśmiało przypomnieć. c:]

    Shadow

    OdpowiedzUsuń
  42. [Cóż za niebanalna postać, tylko pogratulować! Nietypowe imię i nie byle jakie nazwisko czynią Cedara jedynie jeszcze bardziej ciekawym :]
    Gdyby tylko była chęć na wątek z Twojej strony, zapraszam do siebie. Sądzę, że nasi panowie całkiem nieźle się dogadają ;)]

    Ted Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  43. Nigdy nie należała do dziewczynek drżących jak liście osiki z byle powodu. I chociaż nie odznaczała się odwagą typową dla Gryffindoru – lew, który w swej głupocie rzuca się na myśliwego, zostaje zastrzelony – nie sposób powiedzieć o niej, iż była tchórzem. Fakt, że wolała myśleć o ratowaniu swojej własnej skóry wynikał po odrobinie z nastoletniego egoizmu, po odrobinie z zasady "licz na siebie". Dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że chociaż w jednej chwili wyciąga się do ciebie tysiąc pomocnych dłoni, gdy będziesz ich naprawdę potrzebować nie zostanie już ani jedna. Od najmłodszych lat, dzięki własnym obserwacjom, rozumiała, iż ludzie niosą pomoc nie dla tego, kto jej potrzebuje, lecz dla siebie, by poczuć się lepiej. Przynoszą tony jedzenia choremu człowiekowi, zapiekanki makaronowe kobiecie, która pochowała męża i puszyste, kruche ciasta dla dziewczynki ze złamaną nogą. Robią to, żeby uspokoić własne sumienie, odwrócić klątwę, która przypadkiem mogłaby dotknąć także ich.
    Shadow zawsze mawiała, że gdyby naprawdę chcieli pomóc, to wykłócaliby się o ubezpieczenie w imieniu rodziców tamtej dziewczynki, przygarnęliby do siebie bezdomną staruszkę, zamiast wciskać jej ciasto z obiadu albo pożyczyli pieniądze owdowiałemu sąsiadowi z małym dzieckiem. Żywność to ekwiwalent pomocy.
    W każdym razie Nymphaeę Shadow ciężko byłoby nazwać strachliwą kobietą.
    Nie rozumiała tylko, dlaczego z dniem pierwszego września, czując wlepione w siebie prawie trzysta par oczu, czuła drżenie dłoni, ukrytych w kieszeni szaty i odnosiła wrażenie, jakby miała zemdleć. Pamiętała ich, przynajmniej niektórych, jeszcze z własnych lat szkolnych, z tym, że ponieważ szkołę ukończyła dwa lata temu, większość tamtych dzieciaków miała jeszcze wówczas pyzate buzie i dwa warkoczyki z kokardkami na końcach. Teraz z trudem rozpoznawała niektórych z nich.
    Siadając, odetchnęła z ulgą. Nie bardzo chciało jej się jeść, choć potrawy wyglądały równie zachęcająco, jak za dawnych czasów. Parę chwil mierzyła swój talerz chłodnym spojrzeniem, po czym przeniosła wzrok na siedzących przy stole nauczycieli. Wychwyciła nieprzychylną aurę jednego z profesorów, którzy uczyli ją, gdy była młodsza, i coś w niej poderwało się do ataku jak kobra, chociaż ona sama pozostała w miejscu. Musiała nauczyć się opanowywać swój wybuchowy charakter; lecz mimo to, nie jest niczym przyjemnym świadomość, że ktoś cię nie chce.
    Może poczułaby się lepiej, kiedy po uczcie i wszystkich związanych z nią zawiłościach, znalazła się wreszcie we własnym pokoju – ale nie, jako nowa musiała odbębnić obowiązkowe nieformalne spotkanie personelu, bo przecież tak wypada. Znajomy głos wyrwał ją z letargu, mrożąc krew w żyłach; równie mroźne było spojrzenie, którym przeszyła mówcę, jakby chcąc wniknąć w jego myśli i coś tam pozmieniać.
    – Przepraszam, jeśli masz ze mną jakiś problem, zapraszam na korytarz, wyjaśnimy to na osobności – odezwała się jadowicie uprzejmym tonem, przywołując na twarz słodki uśmieszek, chociaż w środku kipiała z wściekłości. Fakt, nie była grzeczną uczennicą; mimo wszystko była jednak uczennicą d o b r ą, a to powinno wystarczyć, by nie dawać im powodów do żartów czy kąśliwych docinków. Przecież ludzie się zmieniają, a oni przez te dwa lata nie mieli z nią żadnego kontaktu. Skąd mogą cokolwiek o niej wiedzieć?
    – No, proszę – dodała, wstając i całym swoim godnym metr pięćdziesiąt wzrostu prezentując chęć wyjaśnienia owej sprawy, podczas gdy tak naprawdę miała ochotę wyłącznie potraktować go wyjątkowo nieprzyjemną klątwą lub zwyczajnie, po mugolsku, dać w twarz.

    [W porządku, tak się tylko chciałam upewnić. c:]
    Nymphaea Shadow

    OdpowiedzUsuń
  44. [Cześć! :)
    Szczerze? Nie poznałam Cię po nicku, aż mi wstyd! o.O Ale miło widzieć Cię z powrotem; już sądziłam, że zniknęłaś nam na dobre... Vlado był bardzo fajną postacią, ale Cedar szczerze mnie urzekł :]
    Teddy jest w sumie taki sam, jak wcześniej; tylko jeszcze bardziej spaczony, o ;) No i, w końcu przedstawiłam go w KP tak, jak chciałam. Z początku się wahałam, dlatego karta wyglądała inaczej, ale po długiej przerwie stwierdziłam, że jeśli wrócić, to w odpowiednim stylu ;)
    Ok, czyli chciałabyś w wątku coś pozytywnego... Hmm, jedyne, co mi do głowy przychodzi, to wspólne picie, lol. Serio, Teddy zaczął mnie słabość do alkoholu, a przez brak snu i częste migreny tłumaczy to sobie jako pomoc w przetrwaniu każdego, kolejnego dnia... Ale jeśli Tobie cokolwiek wpada do głowy - dawaj śmiało :D Wiesz, że jestem otwarta na wszelkie propozycje ;)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  45. Westchnęła tylko cicho na jego słowa, jej samej w zasadzie nie było przykro. Uważała, że całkiem dobrze się stało, iż się w końcu rozstali, bo tak właściwie po co mieli męczyć się ze sobą wzajemnie? Ostatnie dni przed podjęciem tej decyzji to istny horror, za każdym razem jednak próbowali łagodzić sytuację, bo przecież Lea wszystkiego słucha i wszystko widzi. Męczyli się ze względu na czteroletnie maleństwo, które nie miało jeszcze zielonego pojęcia czym jest życie, nie chcieli burzyć tej harmonii… Niestety, było to nieuniknione, tak po prostu. Musieli zepsuć jej mały światek, by przyszłościowy świat był w stanie dobrym, Lourdes uważała, że tak będzie po prostu lepiej, że później, z biegiem czasu mała Lea wszystko zrozumie. Będąc tutaj, mówiła sobie dokładnie to samo, że Lea wszystko z czasem zrozumie. Inaczej, jak mogłaby znajdować się tak daleko od swojej córki?
    — To nie jego wina, Cedar. To po prostu życie. — Powiedziała w końcu, z największym spokojem, na jaki było ją w tym momencie stać. Obecność Grindelwalda działała na nią chyba bardziej stresująco niż temat rozmowy, przyzwyczaiła się do tego, że jej druga połówka jabłka okazała być się gruszką. Oparła się ponownie o balustradę i jeszcze raz, powoli rozejrzała się dookoła. Widok z Wieży Astrnonomicznej zawsze był cudowny. Nie ważne jaka była pora roku, jaka panowała na zewnątrz pogoda i w jakim wieku była… To wciąż ją zachwycało, przywołując tak wiele, najróżniejszych wspomnień. Tych dobrych jak i złych chwil spędzonych w Hogwarcie, lata temu.
    — Oczywiście, że ci nie zabronię. — Uśmiechnęła się. — Jakbym mogła… Dobrze wiemy, że nie jesteś jedynym, który tutaj przesiaduje. Zwyczaje uczniów na pewno nie zmieniły się tak bardzo, odkąd my zakończyliśmy naukę. — Te miejsce było świadkiem wielu wydarzeń, z pewnością nie tylko z jej czy z Cedara życia. Miało w sobie coś niesamowitego, tę energię i atmosferę, które działały na wszystkich. Słysząc kolejnego jego pytanie, odepchnęła się delikatnie od balustrady i weszła w głąb pomieszczenia, cały czas, uważnie rozglądając się dookoła. Jakby wciąż nie mogła uwierzyć, iż ponownie znajduje się w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi.
    — Nie mam pojęcia Cedar… — Wzruszyła delikatnie ramionami, w geście niewiedzy lub obojętności. Sama nie była pewna. Może czekała, aż zaproponuje jej wspólne wypicie kremowego piwa, jak za dawnych starych lat. — Myślisz, że to przeznaczenie? — Zapytała nagle, odwracając się przodem do mężczyzny. — Że znowu na siebie trafiamy… i to dokładnie w tym samym miejscu? — Uśmiechnęła się, wracając wspomnieniami do ich pierwszego spotkania.

    Lourdes

    OdpowiedzUsuń
  46. [O, a ja będę miała jeszcze takiego pomysła, że jak już zostaną na siebie skazani i wywiąże się wrogo-sojusznicza relacja, to Ethel może zainteresuje się faktem, że Cedar siedzi w Wizengamocie i będzie próbowała wyciągnąć od niego, dowiedzieć się czegoś o śledztwach prowadzonych w czasie, gdy zabito jej matkę? Kobita ma przeczucie graniczące z pewnością, że to nie był zwykły atak pijanego mugola. Co o tym myślisz? ]

    Była istotą na tyle obecnie skupioną na tym, co działo się w jej obecnym życiu, że nie przypuszczała nawet iż ton jej głosu mógł kogokolwiek przyprawić o reakcję podobną do zjeżonej sierści u nerwowego kota. Że chłodny ton jej głosu może docierać w ten przejmujący sposób do zakamarków duszy, które wywołują nieprzyjemne wspomnienia. Owszem, patrząc wprost w niebieskie oczy mężczyzny widziała oczami wyobraźni jego wzrok, który z niebywałym rozczarowaniem i złością skierowany był w jej stronę, gdy potwierdzała słowa przyjaciółki. Ethel mówiła prawdę. Jedyną osobą na świecie, którą okłamywała była ona sama.
    Choć byli z jednego domu to była dla niej potężna lekcja tego, jak działają ludzie. Gdy patrzyła wtedy na niego, zadzierając lekko głowę do góry, nie miała na myśli ani go pogrążyć, ani zrobić mu na złość, ani tym bardziej dać mu nauczki. Zapytano ją o coś, a ona wyszła z do bólu logicznego założenia, że jeśli Cedar coś zrobił, jeśli podjął decyzję o tym, że coś sobie przywłaszczy, to był gotowy na konsekwencje takiej decyzji. Bolesna logika tkwiła teraz między nimi, niczym głęboko zakopany korzeń, o który tak łatwo się potknąć.
    Patrzyła na niego o kilka ułamków sekundy za długo. Na tyle za długo, by zadrżeć, gdy, jakby na jego słowo, przejmujący przeciąg wdarł się przez uchylone drzwi. Wybita lekko z rytmu, otuliła się ciaśniej płaszczem, odwracając wzrok, jakby z jednej strony uprzejmość mężczyzny w połączeniu ze zdradzieckim wiatrem stanowiła paradoks, którego nie potrafiła pojąć. A bardzo nie lubiła znajdować się w sytuacji, której nie rozumiała. Na jego kolejne słowa spojrzała na Cedara spod zmarszczonych lekko brwi. Obejmując się ramionami, czekała na to, co powie, do czego zmierza. W lot pojęła tą kropelkę uszczypliwości w morzu słów. Słów, po których spojrzała na ucznia. Przez jej chłodną twarz przemknął cień, który zauważony mógł zmrozić krew w żyłach. Uczeń stanął w sposób, który zasłaniał jej obcięte elementy rośliny. Poczuła jakby jej serce stanęło, nieczułe w tym konkretnym momencie na poczucie winy. Kłamstwo było kłamstwem.
    - Zapraszam do Pokoju Wspólnego panie Brenson – głosem tak boleśnie wypranym z czegokolwiek, zwiastującym uczniowi nieprzespaną noc w obawie jakie konsekwencje zostaną wyciągnięte dnia następnego. – Teraz.
    Nie odprowadziła chłopaka wzrokiem. Zamiast tego podeszła do stołu. Choć Cedar nie mógł w tej chwili tego zobaczyć, kobieta poczuła się tak słaba i wątła jak ścięte kwiaty. Położyła dłoń na stole, teoretycznie by zebrać je i wrzucić do słoika z wodą. Niektóre puszczą odnogi, inne trzeba będzie dać nauczycielowi eliksirów. Ale tak naprawdę przytrzymała się, by nie osunąć się na ziemię. Wiedziała, że przygniata ją własna bezradność, ale nie spodziewała się takiego uderzenia właśnie teraz. Wzięła wdech i wyprostowała się. Odwróciła się do woźnego, wiedząc, że musi spojrzeć mu w oczy.
    - Niewiele się zmieniło – powiedziała, wcale nie chcąc mu udowodnić, że się mylił. Jej ton głosu wskazywał na to, że historia lubi się boleśnie powtarzać. Odchrząknęła, jakby tym samym miała siebie doprowadzić do porządku. – Proszę mi wybaczyć. – w tym zdaniu zawierało się wszystko. I teraźniejszość i przeszłość, bo Ethel z uporem maniaka szukała tego supła, tego błędu, który trzymał ją w przeszłości niczym łańcuch. I nie potrafiła go znaleźć.

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  47. Klucze cichutko dźwięknęły po raz enty, gdy drobne dłonie przebierały wśród stworzonego z nich małego pęku. Metal formowany w różne, choć zbliżone kształty zaczynały powoli ogrzewać się od ciepła ludzkiej skóry, która co rusz ocierała się o powierzchnię. Allie zdając sobie sprawę z tego, że nie oszuka ani siebie, ani zamka, do którego tak uporczywie szukała pasującego klucza, westchnęła. Przyjrzała się twardemu kłębkowi, składających się z raptem kilku kawałków stali. Jedne były nowsze, drugie zdecydowanie służyły Hogwartowi od jego powstania. Na pewno ten największy, ale i najładniejszy, bo główkę klucza zdobiły piękne żłobkowania, które po dłuższym zastanowieniu formowały się w motyw roślinny. Mocno zatarte i lekko zaśniedziałe wzory wciąż cieszyły oko ludzkie, kiedy klucz lądował w dłoni. Tym razem niósł za sobą lekkie rozczarowanie, chociaż kobieta była bardziej niż pewna, że ten na pewno nie udostępni jej przejścia do wciąż zamkniętych drewnianych drzwi. Nie miała dostępu do środka, od momentu, gdy tylko się tu pojawiła. Położenie miały dosyć dziwaczne: w jej własnym pokoju, po drugiej stronie pomieszczenia. Skrzydła były spore, na pewno miały swoją wartość. Tu również pojawiały się płytkie płaskorzeźby roślin, tu i ówdzie rzucając nieznaczny cień lub w dość subtelny sposób odbijały padające na nie światło. Zastawione były solidnym biurkiem, które od dłuższego czasu stało już w drugim kącie, nie stawiając przed ciekawością Collins żadnego oporu. Zrobił to dopiero zamek, gdy uparcie nie chciał współgrać z jakimkolwiek posiadanym przez uzdrowicielkę kluczem. Zaklęcia również nie ułatwiały zadania, bo drzwi były w stanie je odbijać, co kobieta zrozumiała dość dobitnie, gdy fala uderzeniowa ścięła ją z nóg. Jedyna opcja, jaka jej wtedy pozostała zmuszała ją, do proszenia o pomoc drugiego człowieka. Allie nie była z tych łatwych w obyciu: wolała wszystko sama, swoim tempem, swoją inteligencją. Jednak jakby nie wytężała umysłu, zdolności i pomysłów – drzwi po prostu ją blokowały. Zrezygnowała rzuciła kluczami w kierunku stołu, który chwilę później zabrzmiał ciężkim odgłosem, kontrastując go z dzwoniącą stalą. Szła do osoby mało jej znanej. Cedara znała jedynie z imienia, bo nazwisko od początku roku gdzieś przez te kilka miesięcy uciekło kobiecie z pamięci, pozostawiając tam ciemną nicość. Zresztą, nie było jej zbyt bardzo potrzebne, bo nawet nie miała zamiaru go używać. Mężczyzna wyglądał na kogoś w jej wieku, a dodatkowo była kobietą – w tym przypadku miała pełne pole swobody, a przynajmniej tak sobie to ustaliła.
    Droga trochę jej zajęła, bo na jednym z korytarzy musiała rozdzielić dwójkę pierwszoroczniaków, przy okazji uświadamiając ich, że nie mają u niej zapewnionej opieki medycznej za bycie tak denerwującymi osobnikami. W końcu jednak dotarła pod pożądane drzwi, za którymi krył się człowiek mogący pomóc jej w tak beznadziejnej sytuacji. Zapukała bez chwili namysłu, bo nie miała czasu na zastanawianie się. Drzwi odezwały się głuchym dźwiękiem, niosąc echo po połowie korytarza, na którym, o dziwo nie było żywej duszy. Potem zapanowała cisza. Przerwało ją ponowne pukanie, po którym niewiele się zmieniło. Cisza stłumiała westchnięcie Allie, rozczarowanie wypełniło korytarz, a nadzieja spłynęła na posadzkę, niknąc w fugach między płytkami. Następnie rozległy się miękkie kroki drobnej kobiety, która powoli odchodząc utkwiła wzrok w milczących drzwiach.

    [Jestem, jestem. Bądźmy dla nich delikatnie złe :) ]

    OdpowiedzUsuń
  48. Dźwięk otwieranego zamka wypełnił pusty korytarz, wypierając z powietrza rozczarowanie Allie. Przystanęła. Zza drewnianych drzwi wyłonił się wysoki blondyn, znany kobiecie wyłącznie z imienia – Cedar. Zlustrował ją wzrokiem, by po dość krótkiej chwili zatrzymać się w końcu na jej oczach. Nienawidziła owego zachowania. Było to dla niej okazem braku szacunku dla drugiej osoby i próbą oceny już z samego wyglądu człowieka znajdującego się tuż przed. Jakby słowa, których jeszcze nie zdążyła z siebie wyrzucić miały mniejsze znaczenie, niżeli to, co ujrzał mężczyzna. Blondynka na usłyszane zdanie skrzyżowała ręce na piersi. W jej głowie miało wytworzyć to, swego rodzaju barierę ochronną. Przed czym? Nie za bardzo zdawała sobie z tego sprawę, po prostu zachowanie Cedara wywołało w Allie odruch obronny, chociaż nie miała się przed czym bronić. Nikt nie chciał przecież zrobić jej krzywdy.
    – Naprawdę uważasz, że fatygowałabym się do ciebie ze Skrzydła Szpitalnego tylko po to, by oznajmić, że dzisiejsza pogoda nie jest satysfakcjonująca? – zapytała lekko nerwowym głosem. Dzień nie należał do tych udanych, kiedy Allie ze spokojem mogła odprężyć się we własnym przytulnym fotelu z kubkiem herbaty w dłoniach. Przez nieudane próby otworzenia tajemniczych drzwi, ręce drżały jej w momentach, w których nie powinny, a przecież to ona opiekowała się całym Hogwartem od strony medycznej. W tym miejscu na nudę nigdy nie mogła narzekać, a jej charakter perfekcjonistki wymuszał na Collins nienaganne opatrunki, szwy, zaklęcia oraz stuprocentową zgodność eliksirów do zdiagnozowanej przyczyny. Dodatkowo wydźwięk wypowiedzi Cedara przysporzył jej kolejnego powodu do nerwów, które nagle ustąpiły. Ustąpiły z myślą, że na chwilę obecną rzucanie sarkazmem w stronę osoby, która najprawdopodobniej jako jedyna mogła jej pomóc, było złą decyzją. Allie przymknęła oczy i wypuściła powietrze z ust. W ten sposób była w stanie pozbierać swoje myśli, które przez ostatnich kilka sekund zdążyły zapełnić owy pusty korytarz, ze stojącą uzdrowicielką na samym środku. – Pewnie głupio to zabrzmi, ale mam problem z otworzeniem jednych z drzwi w swoim pokoju – tak, niewątpliwie zabrzmiało to mało inteligentnie.
    Głos Collins zmienił się diametralnie. Od nerwowego nagle przelał się w morze spokoju i zrezygnowania, gdzie istniała głównie nadzieja na cudzą pomoc. Rzadko używała tej tonacji. Miała trochę wrażenie, że jest wtedy słabsza, bardziej krucha. Dokładnie taka, jak postrzegali ją inni zanim nie poznali Allie Collins znacznie bliżej.
    - Żaden z kluczy, które dostałam nie pasują, a same drzwi zabezpieczone są zaklęciem bliżej mi nieznanym. Nie ukrywam, że miałabym nadzieję, iż uznasz to za coś ważnego i mi z tym pomożesz – wciąż stała w tym samym miejscu, nerwowo przechodząc z nogi na nogę. Patrzyła na Cedara ze wzrokiem pełnym przeświadczenia jego dobrej woli. Czy prosiła o tak wiele? Nie wiedziała. Równie dobrze on sam mógł mieć ciężki dzień, którego ona wcale mu nie ulepszyła, a wręcz przeciwnie. Znacząco pogorszyła samą swoją obecnością.

    [Nie ma sprawy. Dobrze, że już jesteś :) ]

    Allie Collins

    OdpowiedzUsuń
  49. [Nie ma za co przepraszać, doskonale to rozumiem. Wierz mi, aż taką hipokrytką nie jestem; chyba nikt nie odpisuje dłużej ode mnie :P
    Ach, takie buty; już się obawiałam, że Cię nie rozpoznałam i aż mi się łyso zrobiło o.O
    Hmm... Nie jestem pewna, ile Cedar ma lat, przyznam szczerze. Widzę, kiedy ma urodziny, ale nigdzie nie wyczytałam, w którym roku się urodził. Wybacz, jeśli to moje niedopatrzenie xx
    Pasuje mi bardzo by byli przyjaciółmi; nie takimi bliskimi, czy najlepszymi jak był z Vlado, ale i tak, na szczerze przyjaznych warunkach ;) Teddy miał w czasach szkolnych trójkę braci z wyboru; nieżyjącego już Gryffona Daniela (rocznik koniec '96), Ślizgona Jamesa, który ma bar w Hogsmeade (rocznik '97) i Krukona Damiena (rocznik '98), który okazał się być Mrocznym i przyczynił się do śmierci paru bliskich Lupinowi osób, w tym Dana. A mówię Ci o tym, bo którymś z nich Cedar mógłby się lepiej znać, o ;)
    No, pozostaje chyba tylko się na lokalizację zdecydować... Spokojnie mógłby Cedar gdzieś na korytarzu znaleźć; Ted ostatnimi czasy pije sporo, je bardzo mało, a śpi jeszcze mniej, więc pewnie w któryś weekend by przesadził, już nawet nie dbając o to, gdzie by pił. Byłby to zapewne środek nocy, więc byłby zdania, że nawet przyłapie go uczeń, to Teddy i tak byłby na wygranej pozycji :P]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  50. [A dziękuję pięknie :) Chęć na wątek jest, nawet pomysł się znalazł! Otóż, Kalia mogła zgubić gdzieś swój notes z wierszami, serduszkami do pewnego nauczyciela i innymi swoimi bazgrołami i na pewno chciałaby go bardzo odzyskać. Mogłaby najpierw sama go szukać, a gdy go nie znajdzie, pójdzie do woźnego z nadzieją, że może on go znalazł, a kiedy okaże się, że nie, zapewne będzie go męczyć, aby pomógł jej w poszukiwaniach :)]

    Kalia

    OdpowiedzUsuń
  51. [Zaniedbałam odpowiedź, przepraszam! Ale uniwersytet, tak zauważyłam, za bardzo wysysa życie z ludzi. Wraca się z niego będąc sobą tylko w połowie. Pozostaje jedynie chwila na kawę i ciacho, a potem to już tylko łóżko i sen.
    Poza tym bardzo chętnie poprowadziłabym wątek z Grindelwaldem! Gellert był jedną z bardziej tajemniczych postaci. Zresztą cała historia Dumbledora, Ariany i Jego właśnie, była szalenie ciekawa. Ani ciemna, ani jasna, jeśli wiesz co mam na myśli.
    Jeśli propozycja jest nadal aktualna, mogłabym podsunąć propozycje relacji.]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  52. [Chciałam pisać na mejla, ale że go nie znalazłam, to dostaniesz mój nieskładny wywód właśnie w tym miejscu.
    Pierwszy nazwę hieną dziennikarską, choć smutno mi się robi na sercu, ponieważ jakoś dziwnie pałam sympatią do Virginii. Mianowicie: nasza dwójka mogła poznać się jakiś czas temu, rok, dwa lata wstecz. Kierowana ambicją i potrzebą wiedzy, Virginia dowiedziała się przez swego znajomego z Ministerstwa, iż Cedar jest potomkiem Tego Grindelwalda. Spotkawszy Twojego bohatera przypadkiem w Trzech Miotłach czy w innym pubie, kawiarni, wdała się w długą, w ogóle niezwiązaną z jego przeszłością rozmowę. Oboje mogli się wtedy borykać z codziennymi problemami - jakimi? Pewnie wyszłoby w fabule. Po jakimś czasie przypadkowych i nie- spotkań, Cedar dowiedział się o pierwotnych intencjach Virginii oraz zleconym przez "Proroka Codziennego" tekście. Mogli albo rozstać się w gniewie, w smutku, nieoficjalnie - poprzez nagłe porzucenie relacji, bez słowa. Nasz wątek rozpoczęłabym od spotkania z musu, w celu załatwienia wzajemnych, oficjalnych spraw. (Można urozmaicić, a wręcz na to liczę).
    Drugi z pomysłów wiąże się z ojcem Cedara, smokologiem. Wyszłam z założenia, że matka Virginii, będąc potomkinią Lorda Stoddarda Withersa, hodowcy skrzydlatych koni, zajmowała się smokami. Mogła znać ojca młodego Grindelwalda, a i nawet być jego kobietą przez jakiś czas. Oczywiście oboje się rozeszli, całkiem spokojnie. Nie wpisałam tego w kartę, ale to przecież opis młodej Withers, a nie starej, ale matka Virginii cierpi na amnezję dysocjacyjną. Córka chciałaby się jak najwięcej dowiedzieć o jej przeszłości, w ten sposób trafiając na Cedara.
    Trzeci pomysł, wykorzystujący wzmiankę o Wizengamocie. Virginia mogłaby zostać powołana na świadka w sprawie złamania przez jej matkę zasadniczego zakazu ze świata czarodziejów - nie ujawniania się w kontakcie z mugolami. Chorująca kobieta doznaje tak zwanej poriomani. Tak zwany popęd do bezustannej podróży, podczas której odrywa się od problemów. Wychodząc z domu, zdarza jej się użyć zaklęć obronnych w kontakcie z mugolami. Podobne procesy są w przypadku Leny Withers bardzo częste, jednak do tej pory unikała konsekwencji ze względu na status jej córki - znanej magizoolożki i tak dalej. W końcu jednak Wizengamot chce umieścić kobietę w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Szpitala Świętego Munga. Nasi bohaterowie mogą poznać się przy tej okazji i chyba dla mnie jest ona najciekawsza.
    Skończyłam, przepraszam z góry za składnię i czekam na Twoją reakcję! Od razu dodam, że nie uwzględniałam emocjonalnych wątków, ponieważ uważam, że te mogą wytworzyć się w trakcie: miłość, nienawiść, przyjaźń, zauroczenie, zobaczymy!]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  53. [Ładnie Pan pisze! Chwilę na odpis znajdę w czwartek, dobrze?]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  54. [Nie myśl sobie, że zapomniałam o naszym wątku, przypadkiem! Odpiszę przed świętego Marcina ;)]

    Lourdes <3

    OdpowiedzUsuń
  55. [Odpisałam, nie chcę kokietować, ale że sobie dziergałam tekst w pracy, nie wyszedł przecudny. Postaram się lepiej następnym razem.]

    Virginia

    OdpowiedzUsuń
  56. [Danny był naprawdę świetnym człowiekiem i mimo bycia napiętnowanym przez wilkołactwo, bardzo charyzmatycznym i takim... iście gryffońskim, jak na jego dawny Dom przystało, o ;)
    Pewnie, Teddy co nieco zapewne wspomni, acz ominie szczegóły, gdyż nawet po pijaku nie jest aż tak wylewny... No, z 99% populacji xD
    Tak, sądzę, że rozsądniej byłoby nasz wątek zacząć już z wyraźnie podpitym Lupinem :D I z góry dziękuję za rozpoczęcie! xx]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  57. [A jak najbardziej można coś skrobnąć :D Może Grace jest byłą żoną kuzyna czy kogoś tam innego z rodziny Cedara? Ewentualnie z kręgów jego znajomych? Ogólnie rozstała się z nim bo był z niego niezły tyran. Opcji jest wiele i z pewnością do czegoś dojdziemy :D]

    Grace

    OdpowiedzUsuń
  58. [ Jeśli masz ochotę coś pisać, to ja mam pomysł na wątek. Jakiś. A konkretnie taki, że Julia, podczas jednej ze swoich nocnych przechadzek, znajdzie jakiś podejrzany przedmiot i postanowi zanieść go do swojego ulubionego woźnego, bo właśnie w takie 'powiązanie' chciałabym go wkręcić. Sama mówiłaś kiedyś kiedyś, że Cedar raczej odpuszczałby Julii nocne spacery, a ona z pewnością by to doceniła, bo właściwie to jest bardzo miłe w jakiś pokrętny sposób. Więc możemy zrobić tak, że czasami wpadają gdzieś na siebie w nocy, trochę gadają i jest fajnie. Julia uparcie mówi do niego po imieniu (bo tak jakoś wyszło), czasem przychodzi na herbatę, żeby pogadać o książkach, dowiedzieć się o nieznanych jej tajemnicach Hogwartu albo po prostu być i dać sobie nawzajem coś więcej niż codzienność. Taka bezsensowna z pozoru znajomość, ale w tych okolicznościach być może nawet naturalna i logiczna. Co Ty na to? Bo równie dobrze możemy wszystko pozmieniać. Jestem otwarta ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  59. [Wylądowałam w szpitalu, ale wrócę. Nie wiem tylko kiedy. Chciałabym również przeprosić, ale jednak nie mam serca do postaci kobiecych. Wydają mi się wychodzić strasznie płasko. Postanowiłam więc, z wielkim bólem serca, rozstać się z Virginią. Niemniej zapraszam do moich Panów.]

    Jovan, Virginia, Francis

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Tak, raczej tak. Chociaż w sumie chyba logiczniej by było w tym konkretnym wątku, żebym to ja zaczęła, ale ostatnio jakoś ciężko mi się zabrać do zaczęć, więc już jak wolisz :) ]

    Julia Jones

    OdpowiedzUsuń
  61. Powoli zaczynała tracić cierpliwość. Znacznie bardziej wolałaby usłyszeć stanowcze „nie Allie, nie pomogę ci z tym”, niż tracić kolejne nerwowe dla niej minuty na słuchanie niepotrzebnych, jej zdaniem słów. Czuła się trochę zawiedziona, ale na swoje szczęście po kilku chwilach Cedar zdecydował się w końcu na pomoc, co wywołało subtelny, aczkolwiek szczery uśmiech Collins. Dorównała mu kroku, gdy po zamknięciu drzwi od swojego biura, ruszył w stronę Skrzydła Szpitalnego. Kiedy mężczyzna przeniósł wzrok z niej samej na spoczywający w jego ręku pęk kluczy, uśmiechnęła się szerzej pod nosem. Nagle woźny wydał się kobiecie znacznie milszy i przyjemniejszy, niż jeszcze kilka chwil temu. Może narzekający na niego uczniowie tak naprawdę nie mieli racji, a sam Cedar pod maską wredoty ukrywał swoją przyzwoitą naturę? Z drugiej strony sama Collins coś o tym wiedziała. Zdążyła nasłuchać się plotek na swój temat, które krążyły po Hogwarcie. Głównie dlatego, że zjawiła nagle, w dodatku mówiła z francuskim akcentem i nie była tak miła, jak poprzednia uzdrowicielka piastująca to stanowisko jeszcze rok temu. Te pomówienia niewiele interesowały samą Allie, ponieważ nie planowała zostać w tym miejscu na długo. Można było rzec, że Hogwart był po prostu kolejnym przystankiem jej poszukiwań, aczkolwiek znienawidzone przez nią drzwi utrudniały dalsze poszukiwania.
    Droga po korytarzach minęła obojgu we względnej ciszy, oczywiście nie licząc szkolnego gwaru, którego Allie zazwyczaj starała się unikać. Kilka dzieciaków odprowadzało ich wzrokiem, widząc tak dziwną rzecz, jak wspólne przejście swoich średnio lubianych pracowników Hogwartu. Sama Collins po raz pierwszy poczuła się mniej samotnie, niżeli zwykle – zupełnie jakby Cedar był w stanie dzielić problem spoczywający na barkach kobiety. Brak bratniej duszy, na dłuższy okres czasu bardzo męczył. Szczególnie, kiedy Allie nie miała komu opowiadać o celu przez który zjawiła się w szkole, postępach, porażkach. Miała siebie, jednak z każdym dniem zdawała sobie sprawę, że to za mało.
    - Naprawdę nie wiem, co dzieje się z tymi drzwiami – zaczęła mówić dopiero, gdy w końcu dotarli do, jak to zdarzało się kobiecie określać, jej pokoju względnego spoczynku. Wszystko poustawiane było w pedantycznym porządku, a każda rzecz miała tu swoje miejsce. Pomieszczenie na pierwszy rzut oka sprawiało dziwaczne wrażenie sterylności, jakby nawet skrawek kurzu nie unosił się w świeżym powietrzu. Jedyną anomalią było przewrócone krzesło z na wpół przełamaną nogą. Do niego Allie podbiegła jako pierwsza, jeszcze w biegu machając różdżką. Zniszczone drewno natychmiast powróciło do swojego uprzednio znakomitego stanu, a sama uzdrowicielka schyliła się po nie, by następnie ustawić je w swoim miejscu. – Tak, próbowałam je dzisiaj jeszcze raz otworzyć – skwitowała, nawet nie patrząc na woźnego. Nigdy nie potrafiła przyjąć do siebie faktu, że czegoś nie potrafi zrobić. – Te drzwi odbijają każde zaklęcie, jakie się na nie rzuca i tak, wiem, że najczęściej tylko dlatego, że można otworzyć je jedynie z klucza, ale spójrz – przerwała, wyciągając z własnej kieszeni znacznie mniejszy pęk stalowych kluczy. – To żaden z nich – podeszła do Cedara, ukazując mu na swojej drobnej dłoni kilka kawałków metalu.
    Za tymi drzwiami znajdowało się coś, co mogło w końcu ruszyć jej poszukiwania, a przynajmniej je sprecyzować. Te zamarły w miejscu kilka tygodni temu, gdy ścieżka przywiodła Collins ponownie do Hogwartu. Zdążyła wypytać kilku nauczycieli o wojnę, która miała tu miejsce dosyć krótki czas, jednak większość z nich zgrabnie omijała temat. Ona sama nie miała też tyle czasu, by zgłębiać się w historię szkoły, a dla samego względnego spokoju z listy poszukiwań chciała odhaczyć te upiorne drzwi. Za nimi było coś, albo nic, a Allie za bardzo zależało, żeby zostawić je bez wyjaśnienia.


    Allie

    OdpowiedzUsuń
  62. [ Cześć! Dziękuję za komplementy choć ja nadal obstaję przy swoim. Karty jakoś nigdy mi nie wychodziły. Nadmienię że twoja bardzo mi się podoba i, bądź co bądź twój pan też jest oryginalną postacią. W szczególności zwróciła moją uwagę historia- ciekawa u zachęcająca. Pozachwycam się nią trochę.
    I przytruchtałam po wątek. Coś takiego poza murami szkoły w końcu Ronnie nie jest za chętna by się ram pojawić. Tak się zastanawiam...Hogsmeade ro mała wioska a skoro i tak bywa w Trzech Miotłach to znać ją zna chociażby z widzenia szczególnie że samotna matka z dzieckiem nieco wyróżnia się z tłumu...chym...proponuje burzę mózgów 😊 ]

    Ronnie

    OdpowiedzUsuń
  63. [Czy pan woźny się obrazi, jeśli porwę go do wątku?]

    Rosalie Bright

    OdpowiedzUsuń
  64. To nie była noc do przespania w ciepłym łóżku, pod kołdrą sięgającą uszu, kiedy jedynymi dźwiękami były ciche oddechy koleżanek i wiatr szalejący za oknem, roznoszący wokół wprost niemożliwe ilości śniegu. To nie była noc do spokojnego siedzenia w Pokoju Wspólnym nad książką, skoro i tak sen nie chciał nadejść. To była noc, kiedy zwyczajnie nie dało sie usiedzieć w miejscu. Julia cały wieczór pisała esej z eliksirów, ale temat był tak ciekawy, że nie mogła się oderwać. I tylko czytała więcej i więcej i przynosiła kolejną książkę i kolejną, aż bibliotekarka zamknęła jej w końcu drzwi przed nosem. O nie! Nawet nie ma mowy. Czuła się, jakby rozwiązywała zagadkę, dostała zadanie, przy którym w końcu nie musi tylko sobie czegoś przypomnieć i doczytać, a naprawdę zaczęła dochodzić do czegoś ważnego. Na szczęście zamknięte drzwi biblioteki już dawno przestały być przeszkodą, a Julii jakoś udawało się wciąż omijać patrolujących korytarze nauczycieli. Poza tym, z tego co wiedziała, tej nocy dyżur miał jej ulubiony pan stażysta Lebiediew, więc szlaban zupełnie jej nie groził.
    Wyszła z dormitorium i, jednak dość cicho i dyskretnie, udała się do biblioteki. Jednym zaklęciem (Ach! Te szalone systemy antywłamaniowe!) otworzyła drzwi i weszła do środka. Od razu ruszyła w stronę działu z książkami o eliksirach i zaczęła wyjmować te, wydawało się, że najciekawsze i najbardziej, w tym przypadku, odpowiednie. Przeglądała każdą z grubsza, a na stoliku między regałami zdążyła zebrać się już ich całkiem spora sterta. Nagle, kiedy wyjęła ciężkie tomiszcze o historii współczesnej alchemii, za rzędem książek, tuż przy tylnej ściance regału dostrzegła niewielkie pudełko biżuteryjne. Podniosła je i podeszła do okna, by obejrzeć je dokładniej przy, wyjątkowo jasnym tej nocy, świetle księżyca. Pudełko wykonane było z twardego, lakierowanego na czarno drewna, a na wieczku miało wygrawerowany na złoto wizerunek węża. Węża pożerającego własny ogon, tworząc tym samym idealne koło. Julia zmarszczyła brwi w skupieniu i zaciekawieniu, a zaraz delikatnie otworzyła pudełko. Westchnęła cicho, gdy ujrzała jego zawartość. Z małego zagłębienia w poduszeczce, pokrytej czarnym aksamitem, wystawał złoty pierścionek z małym kamieniem przypominającym bardzo przejrzysty bursztyn. Wyciągnęła go powoli i jeszcze bardziej zbliżyła się do okna, przyglądając mu się z uwagą, ale także podekscytowaniem. Tak jakby właśnie odkryła tajemnicę. Sekret, ukryty pomiędzy starymi książkami, w starym zamku i być może mający tak samo starą historię jak wydawało się to na pierwszy rzut oka. Odstawiła pudełko na stół i podniosła różdżkę, aby bardzo dokładnie przyjrzeć się pierścionkowi. Po licznych zadrapaniach i przebarwieniach wyraźnie było widać upływ czasu. I jednocześnie wyglądał na typowy pierścionek zaręczynowy – bardzo klasyczny i delikatny, ale kamień w nim umieszczony całkowicie temu przeczył. Nawet po krótkim przyglądaniu się mu, można było dojść do refleksji, że właśnie w tym momencie ma się styczność z czymś wyjątkowym, niecodziennym, tak jakby pochłaniał on światło, zamiast je odbijać. Julia wahała się przez krótką chwilę, ale zaraz wsunęła pierścionek na palec serdeczny lewej dłoni. Był za duży, ale po krótkiej chwili zaczął się kurczyć, a zanim Julia zdążyła nawet podnieść drugą rękę, aby go ściągnąć, dopasował się idealnie do rozmiaru jej palca i 'uspokoił'. Prawdę mówiąc, serce przyspieszyło jej momentalnie w tamtej chwili. Od razu chciała zdjąć pierścionek, ale, mimo iż nie cisnął jej nawet w najmniejszym stopniu, nie zsunął się też z palca ani o milimetr. Julia zaklęła w duchu, rzuciła kilka zaklęć, które przyszły jej do głowy, ale nic to nie dało. Wrzuciła drewniane pudełko do torby, wszystkie ułożone na stole książki jednym machnięciem różdżki skierowała na ich miejsca i niemal wybiegła z biblioteki. Skierowała się w pierwsze, bo najbliższe, miejsce jakie przyszło jej do głowy – pokój szkolnego woźnego. Bo jemu, co może dość zaskakujące, czuła, że może zaufać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapukała do drzwi i odetchnęła z ulgą, kiedy ujrzała przed sobą Grindelwalda.
      - Cześć. - powiedziała cicho, sama zdziwiona faktem, że aż tak drży jej głos. - Mogę wejść?
      Minęła mężczyznę w drzwiach i od razu usiadła w stojącym niedaleko fotelu. Rozejrzała się dookoła, tak jakby wcale nie była tu już nasty raz. Pokój znacznie różnił się od pomieszczeń należących do reszty pracowników Hogwartu, a każdy jego element, od mebli po unoszący się w powietrzu egzotyczny zapach, był niczym obietnica zupełnie nowego przeżycia, obietnica, że właśnie ma się przed sobą świat całkiem inny od tego pozostawionego za drzwiami. Lecz tym razem ani ten klimat, ani zapach yerba mate nie spowodował, że zapomniała o tym co się stało. Wyjęła z torby pudełko i podała Cedarowi.
      - Znalazłam je w bibliotece. - powiedziała szybko, a zaraz uniosła lewą dłoń, żeby zaprezentować pierścionek. - A w środku było to. Teraz nie mogę go zdjąć, a gdy go założyłam, rozmiarem dopasował się do mojej dłoni. Coś tu jest cholernie, cholernie nie tak.

      Julia

      [Przepraszam, że tyle to zajęło, ale najpierw straciłam wenę na ten wątek, a jak już odzyskałam to musiałam trochę pokombinować przy nim :) Mam nadzieję, że wybaczysz. W końcu są święta! <3 ]

      Usuń
    2. [ A tak jeszcze dla rozjaśnienia: Ten kamień jest jakimś cudem kamieniem filozoficznym (a raczej resztką tego, co z niego zostało), chociaż oni mogą tego nawet nie odkryć. Albo mogą :) W każdym razie taki jest zamysł. ]

      Usuń