26 czerwca 2019

Don't trust everything you see. Even salt looks like sugar.



Alexander Rainier Ducard || Slytherin || VII rok nauki || 
Czysta krew || Prefekt naczelny || Różdżka: Leszczyna, 12 i pół cala, sztywna, wąsy kuguchara || 
183 cm wzrostu || Ciemnoniebieskie, niemal granatowe oczy || Ciemnobrązowe włosy || Blada cera, lekki zarost, kilka blizn na plecach ||


   Nie pamiętał matki. Czasem zdawało mu się, że kojarzy jej zapach - złudną, słodką woń wanilii, która od zawsze wzbudzała w nim zarówno melancholię, jak i gniew. Bo matka odeszła pewnej październikowej nocy, wymykając się z ogromnej rezydencji niczym złodziej, pozostawiając swego jedynego syna na łasce jego ojca. A wszyscy, którzy słyszeli o Rainierze Ducardzie doskonale wiedzieli, że litość, współczucie czy w ogóle jakiekolwiek przejawy uczuć(może poza pogardą) nie są jego mocną stroną. 
   Zniknęła. Odeszła. Pozostawiła pustkę i setki pytań, niepewność i strach. 
   Od początku znał więc tylko dyscyplinę. Wiedział doskonale, kim był - dziedzicem potężnego, starego rodu, wcale nie tak dawno na granicy kompletnej destrucji. To właśnie ojciec Alexandra dźwignął na barkach przywrócenie rodowemu nazwisku świetności po serii niefortunnych zdarzeń, o których już nikt głośno nie mówi. Wszystkie sekrety miały pozostać w rodzinie, na wieki wieków. I niech piekło pochłonie głowę rodu, jeśli którakolwiek miałaby ujrzeć światło dzienne. 
   Jest cichy. Ostrożny. Wyważony. Skrywa pod powierzchnią opanowania własną pustkę. Dawkuje emocje bardzo ostrożnie, powoli, jak narkoman ostatnią działkę. Nie otacza się ludźmi - wtapia się w ich otoczenie, chłonie ich historię, nie wychyla się z bezpiecznego cienia.  Wynika to ze strachu, że kiedyś mógłby stać się jak ojciec - w końcu nie bez przyczyny bogin Alexadra przybiera właśnie jego postać. Jednak i on ma swoje granice, własny mur, który powoli próbuje burzyć. Jeden okruszek cegiełki po drugim, odrobina pyłu tu i tam... 
   Czasem bywa okropny. Złośliwy, sarkastyczny, wyjątkowo celnie znajdując słabe punkty przeciwnika i potrafiąc w nie celnie wycelować. A późniejsze wyrzuty umie stłumić skutecznie cwaniactwem i wymuszoną postawą luzaka. Och, jest w tym naprawdę dobry. Po prostu wie, że nie może się do nikogo i niczego przywiązać. Wychodzi z założenia, że jego rodzina jest zbyt zgniła od środka, by ktoś chciał spróbować ją( i jego) naprawić. 
   Uczy się całkiem nieźle, choć nie przywiązuje zbytniej wagi do edukacji. Kocha quidditcha i grał na III roku jako szukający, ale ojciec szybko odsunął go od tej "prostackiej formy rozrywki". Nie potrafi wyczarować patronusa - niewiele radosnych wspomnień posiadł w swym krótkim życiu, a strach przed niespełnieniem oczekiwań rodziciela - i przed nim samym - blokuje jakoby ten czar w jego wykonaniu. Jego ulubionym przedmiotem jest transmutacja, znienawidzonym opieka nad magicznymi zwierzętami. Nie posiada nawet sowy - korzysta z obecnie dostępnych w sowiarni, chociaż robi to niezwykle rzadko. Nie pisze przecież listów. 





[ tak więc witam Was serdecznie i dziękuję za przyjęcie do bloga! :D Generalnie postać... Chyba nie udało mi się opisać wszystkiego tak, jak chciałam, ale myślę, że reszta wyjdzie w praniu ;) I wybaczcie taki banalny wygląd karty, w ogóle nie ogarniam tego kodowania ;-; Zapraszam do wątkowania! ]