Tak bardzo lubię czuć się chory

JULIEN SKEHAN
Gryffindor * VII
powiązani
Paradoks przejawiać się może poprzez fakt, że boginem jest przerażająca wysokość wieży astronomicznej, a jednocześnie gwiazdy wydają się być czymś arcyciekawym i najpiękniejszym na świecie. Albo przez to, że można zapisać się na koło opieki nad magicznymi stworzeniami, będąc człowiekiem, od którego uciekają wszystkie futrzaki. Paradoksalny będzie też wielkouchy fenek-patronus, gdy wcale nie umie się słuchać, czy uczęszczanie na mugoloznawstwo, gdy idea głowy gadającej do nas z pudełka wydaje się absurdalna. Paradoks może przejawiać się poprzez szeroki uśmiech i serce na dłoni, gdy myśli krążą wokół własnego ja. Albo gdy, by zauroczyć koleżanki, opowiada się fantastyczne historie, choć zwykle większość z nich jest mocno podkoloryzowana lub brząka na gitarze, podśpiewując cicho nawet nie myśląc o tym, by się do chóru zapisać. Tak samo jest, gdy się coś obiecuje, a później o tym zapomina albo wżera tuzin babeczek, marudząc później, że boli brzuch. Paradoksalne jest czoło zmarszczone w nikłym grymasie po każdym nowym, drobnym, niewiele znaczącym kłamstwie, gdy tak łatwo jest powiedzieć kolejne. Tak jak nielubienie swojej osoby i bycie na niej skoncentrowanym jednocześnie. Paradoksalne są też wyrzuty sumienia, które przypominają, że przecież nie jest ani tak zły, ani tak dobry na jakiego wygląda.
Julien to mój pierwszy pan ever, więc przepraszam za wszelakie niedogodności i niedociągnięcia.
Nie wiem jak Wy, ale ja już go lubię. Karta będzie uzupełniana o różne smaczki :3
No to do dzieła! Jak zwykle w ofercie wszystko! FC: Donal Skehan

77 komentarzy:

  1. [ ❤ Chcę wąteczek! Wymyślimy coś? ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mads, jestem pod wrażeniem! Naprawdę świetnie wyszedł Ci Julien! Tak, tak; karta krótka, ale na temat, a sposób w jaki ją napisałaś sprawia, że czyta się ją bardzo lekko ;) Aż dziw bierze, że Julien to twoja pierwsza męska postać :]
    Życzę Ci kolejnych, ciekawych wątków, niekończącej weny i ochoty na pisanie oraz szczerego powodzenia wprowadzeniu kolejnej postaci! :)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  3. [Nie ma za co dziękować, stwierdziłam jedynie prawdę :) Nie winię Cię; po przeczytaniu karty dochodzę do wniosku, że Julien naprawdę jest fajny i zakładam, że będzie Ci się nim ciekawie pisać :] Sama, niestety, nie umiem się wczuć w nastolatków... Ba, Teddy jest drugą najmłodszą postacią, jaką kiedykolwiek miałam :P Ale jeśli wczujesz się w niego tak jak w Lucy lub w Ethel, na pewno sobie poradzisz xx
    Gdybyś miała pomysł i ochotę, zawsze zapraszam na wątek. Wiesz, że jestem okropna i odpisuję całe wieki, ale ostatecznie zawsze to robię :D]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Jak już chcesz frienzone to ja ich widzę w bardziej zabawnym frienzone - takim, z którego się śmieją. Albo zrobimy tak, że długo się przyjaźnili, a potem Julien wymyślił, że może by coś więcej. I najpierw był smutny, zimny frienzone, a potem nauczyli się z tego śmiać. Co o tym myślisz? ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Co do związku to muszę niestety odmówić, bo już się umówiłam z Rudą (Wredną) Paskudą na romanse i wielkie miłości ;D Moja miłość do Juliena już tu niestety nie ma znaczenia :(
    Ja jestem ostatnio trochę wyprana z pomysłów na wątki i najchętniej bym Julię ze wszystkimi przyjaźniła, dlatego też ten frienzone mi się podoba. Jakbyś wolała dramaty to można zrobić tak, że się przyjaźnili od dziecka, a np. rok temu wszystko się popsuło przez Juliena, który sobie nagle związek wymyślił. Ona go zesłała do frendzone, ale z tego nic nie wyszło i bardzo się od siebie odsunęli. No i teraz możemy ich jakoś znowu połączyć. Jak wolisz. Ja jestem bardzo otwarta :p ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Nie wiem czemu prawie wszędzie pisałam frienzone zamiast friendzone ;D Raz zrobiłam literówkę, słownik w telefonie załapał i takie są efekty. Na szczęście to nie ma znaczenia. Ale wybacz ;) ]

      Usuń
  6. [Po pierwsze, mam ogromny sentyment do imienia Julien, więc mocno serduszkuję<333
    Po drugie, doskonale pamiętam swojego pierwszego pana. I to, że po nim nie stworzyłam już żadnego innego. Dlatego mam nadzieję, że tobie pójdzie o wiele lepiej niż mnie, zwłaszcza że Julek jest świetną postacią!
    Po trzecie, chodź na wątka! ;) ]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  7. [Nie pisałam Ci tego wcześniej, bo nie miałam jak, ale... Nawet nie zdajesz sobie sprawy, do jakich łez doprowadziłaś mnie tym imieniem, pączku Ty jeden. Biorę od Ciebie wszystko, bo wiesz, że lubię bardzo ♥ no i do takich wątków... Sama wiesz, że się lubuję ♥ Pytanie tylko w którym momencie sobie zaczniemy.]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Zanim zaczniesz pisać zaczęcie to odezwij się do mnie na maila (jest podany w karcie), bo chciałam jeszcze coś ustalić i doprecyzować ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  9. [Och, tyle możliwości i jak tutaj wybrać jedną?! No nie da się! :/
    O wątkach marzeń rozmawiać nie będziemy, bo akurat nad moimi wisi jakaś klątwa – zawsze, gdy taki proponuję, postać po kilku odpisach wyparowuje, a nie chcę, by przytrafiło się to Julkowi <3 Jakoś tak się składa, że kiedy w poprzedniej odsłonie Addie była małym, szczęśliwym chochlikiem miała mnóstwo dram i wrogów, a teraz, gdy jest nieszczęśliwa, ma zdecydowanie za dużo pozytywnych relacji i przydałoby się dorzucić tutaj jakąś tragedię, więc dobrze, że napatoczył się taki elastyczny Julek, z którym możemy pokombinować nad katastrofalną, toksyczną relacją ;) Tak mi się rzuciło w oczy obrażalki, złości, wzbudzanie zazdrości w innych chłopakach, więc spróbujmy z tego coś stworzyć. Eks, z którym Addie spotykała się z bardzo niewłaściwych powodów (właśnie ta chęć wzbudzenia zazdrości i bo czuła się samotna w tłumie, a Julek wydawał się być idealnym wsparciem)? W zasadzie Skehan też mógłby być z nią nie do końca szczery i wykorzystywać ją do jakiś niecnych celów, o których ona nie miała pojęcia, a potem wszystko wyszłoby na jaw i rozpoczęłaby się wojna z powodu wzajemnych wyrzutów, rozgoryczenia i niechęci? Albo zabawa w ciuciubabkę: na zmianę jedno przyciąga drugie, ale w ostatecznej fazie któreś z nich panikuje i odpycha to drugie w bolesny sposób i tak sobie tkwią w tej dziwnej relacji. Nie potrafią być razem, lecz nikomu innemu też nie dadzą i nawzajem co jakiś czas wpadają do swojego życia niczym huragan, który jednak kończy się w mgnieniu oka. Albo jednak pójść w bardziej platoniczną relację przyjaciół, których poróżniło jakieś traumatyczne przeżycie, bo każde z nich radziło sobie z nim w zupełnie inny sposób i to ostatecznie doprowadziło do rozpadu, przez co nie potrafią nawet przebywać w jednym pokoju.
    Borze szumiący, ja wiem, że to wszystko jest bardzo chaotyczne i mało innowacyjne, ale może uda ci się z tego coś wyłuskać ;)
    P. S. Miałam cię przekonywać tym nabijaniem punktów u Puchonów, ale doszłam do wniosku, że nieładnie tak przekupywać – ty za to zrobiłaś to za mnie xD]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  10. [Wow, zrobiłaś pana!
    Ja zaraz idę Ci odpisywać u Ethel, ale przyszłam pochwalić tą kartę i pozazdrościć – nie umiem tworzyć facetów – no i w razie chęci zaprosić do Sassy, gdyby Ci było mało wątków. :D]

    Forsyth Lester / Lily Potter

    OdpowiedzUsuń
  11. Miesiąc. Miesiąc płaczu. Miesiąc wyblakłych, wymuszonych uśmiechów. Miesiąc kłamstw, że nic się nie dzieje, w które i tak nikt nie wierzył. Miesiąc złości, bólu i pustki. Miesiąc rzucania książkami. Miesiąc bezsennych nocy albo spania długo ponad normę, aby przestać w końcu myśleć. Miesiąc ciszy. Miesiąc tłumienia w sobie wszystkiego. Miesiąc przerzucania winy z jednej strony na drugą i tak w kółko. Miesiąc strachu o każdy kolejny dzień. Miesiąc gardła ściśniętego w bólu i serca, z którego wyrwana została bardzo istotna część. Serca Julii, z którego ona sama wyrwała Juliena z powodu absurdalnego strachu, którego nie potrafiła przeskoczyć. Bolało jak diabli, ale to wszystko było jej winą. Miesiąc zajęło jej nauczenie się, że nie można bez przerwy rozdrapywać tej rany i jeszcze liczyć, że nie będzie blizny. Blizna została.
    Julia już dawno doszła do wniosku, że nie może pozwolić sobie na miłość i trzymała się tego uparcie przez lata. Kiedy koleżanki wzdychały na widok słodkich chłopaków, ona była tą dziewczyną, która biegała z tymi chłopakami po zamku, zdzierała kolana i łokcie, próbując wdrapać się na najwyższe drzewo na szkolnych błoniach, spadała dziesiątki razy z miotły, marząc o tym, że kiedyś dołączą do szkolnych drużyn Quidditcha i przesiadywała w bibliotece, próbując zagonić ich do nauki. Nie chciała niczego ponad. Potrzebowała tylko swoich najlepszych przyjaciół i to było nawet więcej, niż kiedykolwiek oczekiwała. Kto by tracił czas na miłość? Ta myśl tkwiła w jej głowie latami, dojrzewała razem z nią, doprowadzając do tego, że szesnastoletnia Julia była absolutnie pewna tego, że nigdy przenigdy nie będzie czyjaś. Widziała, co miłość robi z ludźmi. Zabiera czas i zajmuje miejsce tego, co do tej pory było najważniejsze w życiu. Nie potrafiłaby strącić przyjaciół z tego miejsca dla jednej osoby, a też nie potrafiłaby być z kimś i nie dać mu wszystkiego, co tylko może. Dlatego nikomu nie pozwalała się w sobie zakochać, odtrącała wszystkich na starcie, a słowa przepraszam, ale nie z każdym kolejnym razem brzmiały na coraz bardziej wyuczone. Tylko potem zaczęło dziać się coś, co wstrząsnęło jej światem. Julia Jones się zakochała. Dobre kilka miesięcy zajęło jej uświadomienie sobie i przyznanie się przed samą sobą do tego, że tak, zakochała się w swoim przyjacielu i nic nie może na to poradzić. Na jego widok w jej czekoladowych oczach pojawiały się iskierki, fale gorąca rozlewały się po całym jej ciele, motyle szalały w brzuchu, a myśli płynęły wolniej i spokojniej. Uśmiechała się inaczej, myślała inaczej, oddychała inaczej, szybciej i intensywniej. A mimo to ukrywała to przed całym światem, bo wiedziała, że nic z tego nie będzie. Nigdy. Kto by tracił czas na miłość?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były momenty, kiedy chciała tego bardzo, przeplatane z tymi, kiedy wewnątrz aż krzyczała, że nie może być zakochana w Julienie. Musi przestać. W końcu, dla własnego zdrowia psychicznego, nauczyła się z tym żyć. Z przyspieszonym biciem serca, motylami w brzuchu, z tym wszystkim i mimo lekkiego kłucia w sercu, przyjaźnili się jak zawsze i nadal była szczęśliwa. Aż wydarzyło się coś, o czym w jakiś sposób marzyła, ale nie sądziła, że kiedykolwiek do tego dojdzie. Julien zakochał się w niej. Nie wiedziała, co robić. To wydawało się chcieć zburzyć wszystko, w co wierzyła i stawiało ją na zakręcie, na którym już nie było opcji pójścia ani prosto, ani nawet za tłumem. Była przerażona i nie umiała sobie poradzić z tym strachem. Był silniejszy niż lęk o to, że straci przyjaciela, fundament jej istnienia, jedną z najważniejszych osób. Odbyli wtedy najtrudniejszą rozmowę w życiu, po której Julia pocałowała go mocno w czubek głowy i wyszła, zaraz za drzwiami zalewając się łzami. Nie umiała uwierzyć w będzie dobrze. Myślała, że nie potrafi nawet podskoczyć, a on ją prosił, aby skakała w przepaść. Tak niesamowicie bała się go stracić. A straciła i tak. Gdy tylko przekroczyła próg, wiedziała, że to koniec przyjaźni, nawet jeśli już zawsze będzie go kochać i nigdy nie przestanie być dla niej ważny. Nie przestał. Już zawsze jego widok gasił jej uśmiech i sprawiał, że pojawiała się tęsknota. Nie obwiniała go, ale czasem zastanawiała się co by było gdyby wtedy o nią zawalczył i nie pozwolił tak po prostu uciec. Bolało ją jego milczenie i obojętność, z jaką ją mijał. Bolał jego śmiech na szkolnym korytarzu. Bolała dziura w sercu, której nigdy nie załatała. Nie umiała być szczęśliwa jak kiedyś. Nie bez niego.

      Usuń
    2. Julia nie lubiła imprez i była ostatnią osobą do wyjścia na tańce, ale kiedy tylko usłyszała o piątkowej imprezie, postanowiła, że pójdzie. Miała ostatnio w głowie zbyt wiele myśli, których nocne spacery i przesiadywanie w różnych ciekawych miejscach w zamku, nie były w stanie uspokoić. Liczyła więc na magię tłumu, głośną muzykę i alkohol, bo jeżeli taka skrajność nie zrobi jej w głowie porządku to będzie oznaczało, że wcale nie radzi sobie tak świetnie, jak jej się wydaje.
      Przyszła spóźniona, ale to dobrze, przynajmniej ominęła ją ta część imprezy, kiedy jest bardzo mało osób, w dodatku dość przypadkowych i nikt nie wie co robić. Od razu w progu dopadła ją Lucy* z kubkiem do połowy wypełnionym porzeczkowym rumem. Julia uśmiechnęła się z podziwem i wypiła dwa duże łyki. Potem usiadły na jednej z ławek, ustawionych przy ścianach i 'rozmawiały', przekrzykując zdecydowanie zbyt głośną muzykę, aż jakiś całkiem przystojny Gryfon wyrwał jej przyjaciółkę do tańca. Zaśmiała się tylko i dolała sobie rumu. Rozglądała się po sali, próbując wyłapać w tłumie znajome twarze, chociaż nadal nie była pewna czy ma ochotę z kimkolwiek rozmawiać. W końcu zdecydowała, że nie, ta impreza w niczym nie pomaga, alkohol pewnie też niewiele da i już miała dopić swój rum, wyjść i pójść do Adama, kiedy na drugim końcu sali, za rzędem filarów dostrzegła roześmianą twarz Juliena. Po tych kilku łykach alkoholu, nie była w stanie traktować go jak powietrze, tak jak zazwyczaj. Odwróciła wzrok, marszcząc brwi, z bólu jaki poczuła w sercu i ze ścisku w gardle. Cholera, tęskniła. Po tylu miesiącach, mimo iż już dawno nie była w nim zakochana, to wciąż kochała go jak przyjaciela, tak samo mocno jak kiedyś. Był ideałem, kimś, kto pasował idealnie, z kim nie kłóciła się prawie nigdy, bo znali się i rozumieli najlepiej na świecie. Tęskniła. Tak bardzo, że aż nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą. Odetchnęła głęboko, zaciskając zęby i wypiła swój rum do dna. Zeskoczyła ze stołu i ruszyła w stronę wyjścia, kiedy dłoń Lucy zacisnęła się na jej nadgarstku. Ta to dopiero potrafiła pojawić się znikąd! Julia pokręciła głową, śmiejąc się cicho i poszła za przyjaciółką. Przeszły przez rząd kolumn, a Lucy skręciła w stronę grupki uczniów, wśród których wcześniej przebywał Julien. Julia zawahała się i szybko rozejrzała się po sali. Dostrzegła go na parkiecie, w tańcu z jakąś przepiękną brunetką, więc trochę odetchnęła z ulgą, starając się zignorować wszelkie objawy tęsknoty i dołączyła do grupy.

      *pożyczam Lucy!

      [Hmm... W sumie mało wyjaśniłam z tego, dlaczego Julia nie odzywała się do Juliena po tej rozmowie, ale właściwie chyba po prostu dlatego, że on się nie odzywał i ona nie chciała naciskać na to, żeby dalej się przyjaźnili, bo to wszystko to była jej wina i według niej to do niego należała decyzja, co dalej. Poza tym chyba ciężko by im było się przyjaźnić, kiedy oboje byli zakochani w sobie po uszy. Czyli po prostu tak musiało być i koniec. Potem oczywiście doszły kwestie tych wszystkich dziewczyn, które nagle zaczęły się wokół Juliena przewijać, później Addie, no i tak jakoś wyszło, że kiedy emocje opadły, panna Jones się odkochała to już miała wrażenie, że nawet nie ma do czego wracać, a poza tym przyzwyczaiła się do faktu, że Juliena nie ma w jej życiu i nawet kiedy mijała go gdzieś w szkole to często już zlewał jej się z tłumem. Jej umysł musiał sobie znaleźć jakąś reakcję obronną i koniec :/ ]

      Julia

      Usuń
  12. [Kobieto, ty się jeszcze mnie pytasz, czy może być?! Jaram się, jaram sięmocno. Już uwielbiam to powiązanie i aż zacieram rączki, co to się będzie działo ;) Dlatego będę ci bardzo, bardzo, bardzo wdzięczna, gdy nam coś wyczarujesz, a ja czekam (nie)cierpliwie<3]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  13. Addison nie sądziła, że bycie egoistką okaże się tak trudne i wymagające psychicznie. Z Julienem nawet nie udawali, że się nawzajem nie wykorzystują; dawali od siebie jak najmniej, by potem brać jak najwięcej. Chociaż potrzebowała tego, uzależniając się od krótkich chwil wspólnej euforii, wiedziała, że łącząca ich relacja była niewłaściwa i mogła ich pogrążyć, gdy zagubią się w labiryncie utkanym z nierealnych oczekiwań, fałszywych nadziei, kłamliwych uczuć i fascynacji podszytej gniewem. Gardziła sama sobą, kiedy po długich tygodniach wymownego, niemal nienawistnego milczenia przywoływała Juliena znaczącym spojrzeniem i krótkim skinieniem głowy na korytarzu, znikając za drzwiami opustoszałej sali lekcyjnej, ale jej potrzeba bliskości była zbyt silna, by ją ignorować czy z nią walczyć. Addie podświadomie czuła, że chłopak nigdy nie będzie w stani w pełni zaoferować jej tego, czego najbardziej pragnęła, podobnie jak on nie znajdzie u niej poszukiwanych cech, mimo to ta namiastka mocnej więzi wydawała się im obojgu wystarczać, chociaż za każdym razem zanurzali się nieco głębiej i coraz trudniej było im się wyzwolić spod niespodziewanego uroku tego biznesowego układu. Bo właśnie tym dla siebie byli. Odnosili korzyści, nie ponosząc emocjonalnych strat. Więc dlaczego po każdym intensywnym okresie spędzonym w ramionach Juliena Addison kłuło w sercu dziwne poczucie straty?
    Addie była świadoma, że powinna na zawsze zatrzasnąć za sobą te przeklęte drzwi, obiecywała sobie, że to już ostatni raz i spomiędzy jej spierzchniętych warg wydobywało się ochrypłe, pożegnalne pieprz się, Skehan, jednak żadne z nich nie potrafiło tego definitywnie zakończyć. Przebiegła palcami po krawędzi stołu, w zamyśle przegryzając wnętrze policzka, przypominając sobie, jak to było wtulić się w jego bok, słuchać jego niskiego głosu pod kocem utkanym z nocnego nieba oraz gwiazd i udawać, że to wszystko działo się naprawdę, mimo że było starannie przygotowaną iluzją. Znowu oczekiwał od niej, że powtórzą swoją zabawę w oszukiwanie, nie miał żadnych wątpliwości, z góry przekonany, że nie będzie w stanie mu odmówić. Podjęła małą, drażniącą gierkę Juliena, ze zmarszczonymi brwiami zaglądając mu wyzywająco w oczy i niemal natychmiast odwracając wzrok, jakby chciała powiedzieć dosyć tego, zostaw mnie w spokoju, chociaż oboje wiedzieli, że gdy tylko chłopak wyjdzie z Wielkiej Sali, ona podąży jego śladem i pozwoli, by błędne koło zaczęło się toczyć od nowa.
    Ciaśniej owinęła się płaszczem, osłaniając się przed przenikającym ciało chłodem. Ogromnym wysiłkiem woli powstrzymała się przed rzuceniem się biegiem w kierunku domku nad jeziorem, gdzie w oddali majaczyła postawna sylwetka Juliena. Stawiała równomierne kroki, próbując rozszyfrować kłębiące się w jej wnętrzu emocje, lecz nie dochodziła do żadnych wniosków. Jej oddech przyspieszył, a serce obijało się o jej żebra w nierównym, urywanym rytmie, jednak Addison nie potrafiła uzasadnić reakcji własnego ciała. To podniecenie czy strach? Szczęście czy złość? Zadowolenie czy dezorientacja?
    Podciągnęła się na murek, patrząc na zmarszczoną taflę jeziora, po czym zaczęła się bawić odstającą nitką od płaszcza, jakby nie wiedziała, co zrobić z dłońmi. Z reguły była gadatliwa i trudno było ją zmusić do milczenia, ale... Bała się przerywać tę dziwną ciszę, która między nimi zalęgła, bo wiedziała, że wtedy nie będzie odwrotu.
    Nigdy nie było odwrotu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Dobrze się bawiłeś tak mnie dręcząc podczas kolacji? — spytała dziewczyna, znacząco unosząc brwi do góry, a kąciki jej ust drgnęły delikatnie. Podciągnęła nogi na murek, otaczając je dłońmi i opierając podbródek na kolanach. Spokojne tchnienia wiatru bawiły się jej niesfornymi kosmykami, rozrzucając je na jej czole i policzkach, gdy z boku zerkała na Juliena, analizując wyraz jego twarzy, jakby doszukiwała się tam odpowiedzi na niezadane przez siebie pytania. Co się stało? Dlaczego dzisiaj? Dlaczego tutaj? Chcesz o tym porozmawiać? Niespodziewanie do myśli Addison przedarły się gorycz i żal będące najgorszą trucizną. Nie musiała się nawet zastanawiać, czy coś się wydarzyło, bo Gryfon zwracał na nią uwagę jedynie w momencie, w którym jej potrzebował. Nie powinna robić mu z tego powodu wyrzutów, w końcu sama zachowywała się podobnie i wyszłaby na hipokrytkę, ale ta ciągła niepewność zaczynała ją męczyć. Nie wiedziała, kiedy Julien wróci do jej życia i jaki huragan ze sobą przyniesie. Spinała się za każdym razem, gdy przechodził koło niej korytarzem wystarczająco blisko, by mogła poczuć jego znajomy zapach i musnąć jego dłoń opuszkami palców, czego jednak nigdy nie robiła. Pierwsze miesiące ich układu objawiały się zdenerwowaniem wymieszanym z obezwładniającą ekscytacją, teraz górował głównie strach przeplatany z zaskakującą niecierpliwoscią. Jak można jednocześnie tak bardzo czegoś pragnąć i odczuwać do tego tak ogromny wstręt?

      Addie

      [Mam nadzieję, że może być ;) ]

      Usuń
  14. Stała w tym kółeczku zadowolonych z życia uczniów, nie odzywając się ani słowem i śmiejąc się wymuszenie z nieśmiesznych, imprezowych żartów, co jakiś czas tylko mordując Lucy wzrokiem. Niczego się nie nauczyła przez te kilka miesięcy. Nie nauczyła się, że bezpieczniej jest odwracać wzrok, udawać, że nie widzi, nie słyszy, że zapomniała. Nie powinna opróżniać plastikowego kubka, który ktoś zaraz i tak napełniał jednym, drugim czy trzecim alkoholem, bo ten tylko intensyfikował zmysły i emocje, a kiedy znajdowała się w jednym pomieszczeniu z Julienem, to była ostatnia rzecz, której potrzebowała.
    Kolejna piosenka dobiegła końca i zanim Julia zdążyła się na to przygotować, chłopak dołączył do znajomych. Sam. Bez tej pięknej dziewczyny. Jednej z wielu, które od lutego widziała u jego boku. Zapamiętała jedną - Addison Hallaway. Bo chyba była pierwsza. Julia bardzo szybko zauważyła, że coś jest między tą dwójką. Nie był jej. Nigdy nie był jej, a ona i tak nie mogła się pozbyć ukłucia bólu, kiedy gdzieś go widziała w jej towarzystwie. Nie z zazdrości. Po prostu nie mogła w to uwierzyć, bo dopiero co jej wyznał, że to ona jest najważniejsza, idealna dla niego. Powiedział, że ją kocha. A ona kochała jego. To prawda, zniszczyła to wszystko, co było między nimi, ale on nawet nie walczył, dał jej odejść, nigdy więcej się do niej nie odezwał, a ona nie umiała zrobić tego pierwsza, bo czuła jakby nie miała prawa, jakby decyzja musiała być wyłącznie jego, bo to ona była winna, skrzywdziła go i zasługiwała na jego milczenie. Ale kiedy zobaczyła go pierwszy raz z Addie i zdała sobie sprawę, że to nie jest zwykła znajomość, zabolało. Zabolało jak cholera, bo jak można przestać kogoś kochać tak szybko? Chyba, że robił to z innych powodów. Chciał ją skrzywdzić. Swoim milczeniem, mijaniem na korytarzu, jakby nie istniała, wianuszkiem dziewczyn obok i przede wszystkim Addison. Chciał ją skrzywdzić, tak jak ona skrzywdziła jego. Nie miała prawa mieć pretensji. Zasłużyła. Każda wylana łza paliła ją w policzki, bo wiedziała, że sama to na siebie sprowadziła. Nie usprawiedliwiała się tym, że to większe od niej. To nie było większe od niej. To była ona. Bała się skoczyć i to ją w jakiś sposób definiowało i usprawiedliwiało, ale ona odrzucała wszystko. Przecież powinna walczyć, a zupełnie nie umiała się na to zdobyć. Była przeklętym tchórzem, kimś, w kogo nie warto się angażować. Najtrudniej było żyć z decyzjami, które wie się, że były niesłuszne.
    Wszystkie te myśli i emocje, wspomnienia emocji, przepływały przez jej głowę, głośniejsze niż zwykle z zasługi Szanownego Pana Ogdena i jego Ognistej Whisky. Bolało. Tak cholernie bolało, chociaż powinno przestać. Czas miał leczyć rany. Wszyscy mówili, że czas leczy rany. Nagle poczuła na sobie jego spojrzenie. Wciąż ze spuszczoną lekko głową, uniosła wzrok swoich czekoladowych, błyszczących na czarno w tym imprezowym niebieskim świetle oczu i serce stanęło jej na moment, a ciche, niedosłyszalne, nawet mimo spokojnej piosenki, westchnięcie wyrwało się z jej ust. Przymknęła oczy, starając się powstrzymać łzy, chcące zebrać się w jej oczach i spłynąć po gorących policzkach. Nie spojrzał na nią od lutego ani razu. Nigdy, od tych kilku miesięcy ich wzrok nie spotkał się w ten sposób. Czuła ból w klatce piersiowej, jakby wszystkie słabo zabliźnione rany, pękły i sączyły się krwią, sprawiając, że słabła z każdą chwilą. Otworzyła oczy po kilku sekundach, kiedy Julien ruszył w jej stronę. Kiedy poczuła jego dłoń, delikatnie, ale pewnie obejmującą jej, bezmyślnie ruszyła za nim, a wszystkie szalejące myśli zatrzymały się. Tańczyli przez chwilę w milczeniu, a ruchy Julii zależały tylko od prowadzenia Juliena, bo sama nie potrafiła nawet wyczuć rytmu. Niczego nie potrafiła czuć. Nie czuła się źle, nie czuła się dobrze, nie chciała też uciekać. Chciała zostać. Chyba. Nagle usłyszała jego głos tuż przy swoim uchu. Ten sam, który od tylu miesięcy nigdy nie zabrzmiał dla niej. Zadrżała, a oczy zeszkliły jej się na moment. Odetchnęła głęboko i uniosła wzrok. Nie powiedziała ani słowa. Tego było za dużo.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mogła patrzeć na niego tak bez kontekstu, jakby to wszystko było pozbawione perspektywy, wydarzyło się w próżni. Julien to nie tylko ból, nie tylko strata, nie tylko serce połamane na kawałki. Julien to nie tylko drzwi, które sama zatrzasnęła mu przed nosem. Julien to także tysiące uśmiechów i idealnych wspomnień. Julien to ciepłe, szerokie ramiona, w których mogła bezpiecznie się ukryć i dłoń, prowadząca ją przez ciemność. Julien to magia, której nikt nie uczył w szkole. Julien to dzieciństwo i jego najpiękniejsze momenty. Julien to Julia, tak samo jak Julia to Julien. Czas nie leczy ran, jeśli ciągle je rozdrapujesz, aby nie zapomnieć. Bo nie chcesz zapomnieć. Nigdy. Bo kochasz. Bo wierzysz. I cierpisz, płaczesz, krzyczysz, kiedy nikt nie słyszy, szukasz spojrzeń, których nigdy nie dostaniesz, wysłuchujesz dźwięku, który nigdy do Ciebie nie trafi, ale dalej kochasz. Zawsze będziesz kochać i zawsze będziesz dłubać w tych ranach, żeby nie zapomnieć. Dlatego Julia nie wyrwała się, nie chciała, żeby teraz zostawił ją w spokoju. Teraz, kiedy w końcu był obok i miała jego zapach, jego spojrzenie, jego głos, jego dotyk, nawet jeśli to wszystko było wyłącznie iluzją.
    Nawet nie zauważyli, kiedy zmieniła się piosenka. Stali na krawędzi parkietu, wyrwani z tego dziwnego otoczenia, zastygli w swoich pozycjach, tak niebezpiecznie, a jednocześnie bezpiecznie blisko siebie. Dotarł do niej jego szept, mimo głośnej muzyki dudniącej w uszach. Jego głos była w stanie usłyszeć ponad każdym dźwiękiem, bo szukała go od tak dawna. Opuściła na dół ich splecione dłonie i przysunęła się jeszcze bliżej, chwilę po tym jak jego usta złożyły na czubku jej głowy delikatny pocałunek. Coś w niej pękło. Już nie potrafiła hamować emocji. Wszystkie wróciły, szalejąc jej w głowie i sprawiając, że łzy zaczęły płynąć jej po policzkach. Oparła czoło o punkt między obojczykami chłopaka, wdychając jego znajomy zapach, który przez ten niecały rok nie zmienił się ani trochę. Czuła się taka słaba, wyczerpana, a cała trzęsła się ledwo wyczuwalnie z nadmiaru emocji. Chciała coś powiedzieć, wyjaśnić, ale nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, nawet nie miała siły szukać. Wiedziała jednak, że to ona powinna prosić o wybaczenie.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  16. Bała się tak wielu rzeczy związanych z Julienem, że nie wystarczyłoby im nocy, by omówić każdy aspekt jej strachu. Bała się, że pewnego dnia wianuszek koleżanek otaczających Skehana zacznie jej naprawdę przeszkadzać. Bała się, że zapragnie sięgnąć po coś, co pozostawało poza jej zasięgiem. Bała się, że spędzone razem chwile zaczną się wydłużać najpierw do kolejnych dni, a potem tygodni. Ale największym przerażeniem napawała ją myśl, że nadejdzie dzień, kiedy któreś z nich nie będzie chciało odejść. To wzajemne odpychanie się było ich buforem bezpieczeństwa gwarantującym nietykalność duszy. Znikali na tyle wcześnie, by nie zaangażować się w pełni w ten związek, ale zostawali na tyle długo, by ofiarować drugiej osobie okruch sponiewieranego serca zdolny do zaleczenia ran oraz wygładzenia poszarpanych blizn. Każde spotkanie i zatracenie się w Julienie przybliżało ją do momentu, w którym to przestanie jej wystarczać, a przecież łączyła ich niepisana umowa zakazująca podobnego myślenia. Addison nigdy nie należała do niego, podobnie jak on nie należał do niej, jednak łatwo było o tym zapomnieć, gdy wprawiał jej ciało w drżenie zaledwie jednym, czułym muśnięciem i ciemnym spojrzeniem zdającym się pieścić jej jestestwo. Mogli wyglądać, jakby w ogóle im nie zależało, ale kiedy ich niepewne spojrzenia odnajdywały się w tłumie ludzi, Addie czuła, że Julien zyskiwał nad nią władzę. Nigdy na długo, nigdy na stałe, lecz nie potrafiła zignorować faktu, że podczas ich spotkań traciła kontrolę nad sytuacją. Budził w niej dziką impulsywność i szaleńczą radość, potrafił ukoić jej nerwy subtelnym dotykiem, którego tak wystrzegała się przez samotne tygodnie, gdy musiała stawiać czoło przeciwnościom losu. Addison wiedziała jednak, że skoro obecność Juliena potrafiła uleczyć jej złamane serce, mogła również zadać jej nieoczekiwane cierpienie. Trzymali się na dystans, próbując nie uwikłać się zbyt mocno w tę relację, ale coś wciąż przyciągało ich do siebie, jakby wokół nich wytworzyło się pole elektromagnetyczne, wewnątrz którego tylko oni potrafili się poruszać. Nie potrafiła z niego zrezygnować, nawet jeśli miało to doprowadzić ją do upadku. Nie potrafiła z nim być, ale nie potrafiła też z nim nie być. Julien wydawał się wtłaczać tlen do jej płuc, gdy zapominała jak się oddycha. Sprawiał, że robiła rzeczy, na które normalnie by się nie odważyła. Zmuszał, by opuszczała swoją strefę komfortu, rzucając się w wir doznań. Wzbudzał w niej prawdziwy rollercoaster emocji tylko po to, by po chwili zniknąć, zostawiając ją z dziwnym poczuciem pustki. Skehan miał być dla niej tylko narzędziem, niezbędnym środkiem do osiągnięcia egoistycznego celu, chwilowym rozwiązaniem, tymczasem zagościł w jej życiu jako stały, choć nieregularny element. Addison nie potrafiła powiedzieć, kim chłopak się dla niej stał, jednak znacząco wykraczało to poza rolę, w jakiej go początkowo obsadziła; nie był już tylko kompanem w samotnej rzeczywistości i lekarstwem po wyjątkowo paskudnym rozstaniu z Leonardem, który podobno wielokrotnie zdradził ją z różnymi pannami, wierząc, że Hallaway zaczęła się z nim spotykać dla głupiego zakładu z Fredem Weasley'em. Wyglądało na to, że wszystkie jej związki rozpoczynały się z niewłaściwych pobudek. Jednak sam Julien również szukał w niej jedynie zapomnienia, a choć nie potrafiła określić ich relacji, wiedziała, że znacząco wybiegli poza początkowe założenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc choć Addie z łatwością mogła przybrać pozę nieustraszonej, aroganckiej dziewczyny, obdarzając go swoim najbardziej promiennym uśmiechem i przyciągając do siebie za poły kurtki, przechyliła głowę, pozwalając, by dostrzegł w jej oczach niespodziewaną kruchość oraz niepewność. Łącząca ich obietnica zobowiązywała do bolesnej szczerości. Ich więź składała się z samych oksymoronów; udawali przed sobą i przed innymi tylko po to, by nie chować się za kłamstwami w prawdziwych momentach. A może całe wypełnione rutyną dnie zlewające się w jedno były oszustwem, podczas gdy wspólne chwile były cudowną rzeczywistością dostępną tylko dla nich? Ich relacja została oparta na kłamstwie i samolubnych pobudkach, ale wydawała się być prawdziwsza niż to, co Addie dotychczas doświadczyła w życiu.
      – Boję się, że pewnego dnia zabrniemy daleko i nie będziemy umieli się z tego wycofać. Boję się, bo wiem, że to nie może trwać wiecznie, ale nie wiem, jak mam to zakończyć. Boję się, że to nas przerośnie. Boję się, bo oboje jesteśmy mocno popaprani i nie będziemy mieli szczęśliwego finału. – Każde zdanie wypowiadała coraz szybciej i głośniej, wyrzucając z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego, jakby nie mogła sobie pozwolić na to, by dłużej tłumić własne wątpliwości. Nie wiedziała, jak ma mu wytłumaczyć, że to, co robili, było w jakiś sposób złe, ale jednocześnie wydawało się być takie dobre. Opuszkami palców śledziła zarys jego szczęki, nie będąc w stanie spojrzeć mu w oczy. Bliskość Juliena sprawiała, że coraz trudniej było jej zebrać myśli; zamiast na słowach skupiała się na jego promieniującym ciepłem ciele, na jego ramionach po jej bokach ograniczających jej ruchy, na jego obezwładniającym zapachu, na jego kuszących wargach wygiętych w półuśmiechu. – Boję się ciebie i boję się o ciebie, jeśli to ma jakikolwiek sens. Nie powinniśmy tego kontynuować – szepnęła dziewczyna, kciukiem obrysowując kształt jego warg, podczas gdy drugą dłoń oparła na jego karku. Za każdym razem mówiła to samo i za każdym razem zupełnie ignorowała podszepty rozsądku, zdając się na ogniste pragnienia. Przybliżyła się do niego, przesuwając drobnym noskiem po jego kości policzkowej. Jej ciepły oddech owiewał jego kark, a wargi sugestywnie muskały płatek jego ucha podczas mówienia. – Ale dzisiaj znowu zabiorę twój ból. Tak jak zawsze – wymruczała Addie, przymykając powieki. – Pokaż mi swoje demony, Jules. Te, które nie dają ci spać.

      Addie

      Usuń
  17. Była straszną hipokrytką. Nie tak dawno rozmawiała z Hyunem, rzucając tekstami o zaufaniu, o tym, że czasem trzeba ryzykować, uwierzyć, że będzie dobrze, schować dumę do kieszeni i wyciągnąć rękę, bo jeśli nie to straci się wszystko albo przynajmniej nic nie zyska. A teraz nie umiała zrobić żadnej z tych rzeczy. Spokojnie dała wyprowadzić się z sali, jednak zaraz za drzwiami odeszła od chłopaka na kilka kroków, kucnęła przy ścianie i ukryła twarz w dłoniach, starając się tylko powstrzymać płacz. Nie potrafiła podjąć decyzji. Teoretycznie powinna wstać, odezwać się, spróbować wszystko sobie z Julienem wyjaśnić, ale minęło tak dużo czasu. Tak dużo dni w milczeniu. Czy między nimi było coś jeszcze czy już tylko w każdym z osobna?
    Po chwili łzy przestały płynąć. Otarła policzki chłodniejszymi niż zwykle dłońmi i usiadła na podłodze, opierając plecy o zimną, kamienną ścianę. Wciąż szumiało jej w uszach od głośnej muzyki, a serce biło jak szalone z o wiele ważniejszych powodów. Uniosła wzrok, patrząc na Juliena niepewnie, jakby nie wiedziała czy w ogóle ma do tego prawo. Przecież uciekła, a on zadecydował, że ta ucieczka jest końcem. To wszystko było tak szalenie nierealne, a jednak to on to zaczął. On ujął delikatnie jej dłoń i zabrał na parkiet, przerywając nigdy nie podpisany kontrakt na to wielkie nic, w którym tkwili tak długo. Teraz chyba była jej kolej, jej ruch. Czas przestać być hipokrytką. Nie mówić, że trzeba wyciągnąć rękę, tylko zrobić to, w momencie, w którym w końcu ma się szansę.
    - Przepraszam, Julien. - zaczęła, patrząc na chłopaka. Jej głos brzmiał zadziwiająco spokojnie, zważywszy, że cała drżała od emocji. - Nie umiałam inaczej.
    Spuściła wzrok, bo było jej wstyd. Wstyd, że bała się wtedy uwierzyć, zaryzykować, dać im szansę, nawet jeśli teraz zrobiłaby dokładnie to samo. Automatycznie pomyślała o Wiktorze. To wszystko było tak podobne, nawet jeśli bardzo różne. Do niczego nie doszło, ale mimo że tego chciała, to jednocześnie nie chciała, bo wiedziała, że wtedy też nie potrafiłaby skoczyć. Wiktor był wyjątkowy, sprawiał, że serce biło jej szybciej, ale czy to wystarczało, żeby pokonać ten okropny strach, tę przeklętą blokadę? Chyba nie potrafiłaby przekonać samej siebie, że będzie dobrze i uwierzyć, że warto próbować. Zawsze myślała, że nie ma czasu na miłość, nie będzie potrafiła dać komuś tego, na co zasługiwał i co chciałaby mu zaoferować. Poza tym bała się, że nie jest wystarczająco dobra, aby stać się dla kogoś centrum wszechświata, podczas gdy sama nie będzie w stanie o tym kimś powiedzieć, że jest absolutnie najważniejszy, bo nie będzie. Chyba nie będzie.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  18. Szczerze nienawidziła tego uczucia bezradności, które otaczało coraz bardziej jej drobne ciałko. Powoli zaczynała się gubić w tych wszystkich, otaczających ją kłamstwach. Sam fakt, że nie była w stanie nic zrobić sprawiał, że nie potrafiła się na niczym wystarczająco mocno skupić. Może poza ciągłym udawaniem, idealnej panienki Moore, której uśmiech nie schodzi z twarzy. Prawda była ukryta w jej oczach i strasznie brakowało jej obok osoby, która potrafiła z nich czytać. Jedyną taką osobą, która od razu wiedziała co się z nią dzieje był oppa Jihoon, za którym Avalon szczerze tęskniła. Cholernie mocno brakowało jej, jego obecności, a Hogwart bez niego… Nie był już więcej tym samym miejscem. Ktoś mógłby powiedzieć, że przecież miała obok swojego chłopaka, tylko że nikt nie wiedział, że pomiędzy nimi atmosfera jest ostatnio odrobinę napięta. Nikt nie wiedział, bo Avalon jak zawsze musiała być perfekcją w najczystszym jej wydaniu, a wszystkie kłótnie jakie pomiędzy nimi były, odbywały się w szczelnie zamkniętych pomieszczeniach, gdzie mieli pewność, że nikt im nie przeszkodzi. Miała w tym wszystkich jeszcze Juliena… Juliena, którego musiała non stop pilnować, któremu musiała przypominać, że istnieją pewne zasady i granice, których nie powinno się przekraczać i o ile pałała sympatią do tego chłopaka, dobrze wiedziała, że ona jest dla niego, jednak on dla niej niekoniecznie. Nie przeszkadzało jej to, a przynajmniej nigdy w życiu by się do tego nie przyznała. Ostatnio, działo się tak wiele, że nawet gdyby obok pojawił się oppa, Avalon nie miałaby pojęcia od czego w ogóle powinna zacząć swoje zwierzenia.
    Siedziała w Wielkiej Sali, jak zawsze przy stole należącym do uczniów Ravenclawu, a przed sobą miała starannie ułożone podręczniki, książki z biblioteki i zwoje pergaminów. Pióra leżące po jej prawej stronie były ułożone od najbardziej cienkich po te najgrubsze, a kałamarze wypełnione atramentami zostały postawione według gamy kolorystycznej. Nie była pedantką, po prostu nie potrafiąc zapanować nad własnym życiem, próbowała zapanować nad wszystkim innym. Zamiast jednak spoglądać w książki i pisać zadane przez profesor Young wypracowanie na temat Jowisza, zamglonym i nieco otępiałym spojrzeniem wpatrywała się przed siebie. Nie potrafiła się na niczym skupić, nie umiała w tym momencie dostrzec chodzącego po stole pająka ani siedzącego przy stole Slytherinu, Arsellusa wraz z kolegami. Pewnie, gdyby ktoś zalał jej w tym momencie rozpoczętą pracę, nawet by się nie zorientowała. Natomiast wylane na nią wiadro zimnej wody z pewnością przywołałoby ją do rzeczywistości. Na szczęście zamiast wiadra pojawił się uśmiechnięty Julien, chociaż tak naprawdę dopiero po jego kolejnych słowach, zorientowała się, że usiadł przed nią.
    Spojrzała na niego wzrokiem pełnym ciepła i uśmiechnęła się subtelnie, jak to miała w zwyczaju.
    — Mógłbyś kiedyś przyjść do mnie, z jakąś wesołą nowiną. — Odezwała się spokojnie, a w jej głowie nie było słychać ani odrobiny żalu, który gdzieś tam, w środku ściskał jej serce. Przechyliła delikatnie głowę na bok. Naprawdę miał ochotę wyjść na zewnątrz? Było zimno. Zdecydowanie za zimno, westchnęła jednak cicho i skinęła głową, i zaczęła pakować książki do leżącej na ławce obok niej skórzanej torby. — Ale mi ją poniesiesz, jest strasznie ciężka. — Dodała z uśmiechem, zakręcając słoiczki pełne atramentu i wymownie spojrzała na torbę, do której szybko i sprawnie je spakowała.
    Gdy opuścili Wielką Salę, spojrzała na chłopaka tymi swoimi dużymi, ciemnymi oczami i schowała ręce do kieszeni szaty, spodziewając się uderzenia zimna, gdy tylko opuszczą mury zamku.
    — Powiesz mi już teraz o co chodzi, czy dopiero gdy będziemy sami? — Jej głos był opanowany i spokojny z cichutką nutką wesołości, tak jak zawsze. Pomimo tak wielkiego huraganu panującego w jej głowie, na zewnątrz była perfekcyjnym przykładem człowieka, potrafiącego radzić sobie ze swoimi uczuciami.

    Avie

    OdpowiedzUsuń
  19. [Aj, nie smuć się. :c
    Dziękuję bardzo, Wyatt to mój męski debiut... Ale oby. Wpadam więc tutaj, jeśli masz ochotę, a u Shade odpiszę na dniach, bo chwilowo wena na nią umarła.]

    Wyatt Belzungovich

    OdpowiedzUsuń
  20. Nigdy nie była w stanie kłócić się z prawdą. Znała Juliena doskonale, wiedziała jaki jest i przez wiele lat akceptowała to wszystko bez najmniejszych wątpliwości, bo po prostu był jej przyjacielem. Tak samo później musiała pogodzić się z tym co robił, znaleźć jakąś logikę, jakikolwiek sens i przynajmniej spróbować dostrzec prawdę, gdzieś na samym końcu tego wszystkiego. Miała na to bardzo dużo czasu.
    Teraz wiedziała już, że to wszystko było wyłącznie jej winą i nie mogła mieć do niego o nic pretensji. To ona powiedziała to niewyobrażalnie bolesne nie, ona nie potrafiła zaryzykować, chociaż tak bardzo chciała. Pragnęła go jak nikogo nigdy, chciała być bliżej niż kiedykolwiek, chciała być z nim mocniej, trudniej, odważniej, ale potrzebowała też spokoju, a jego znaleźć nie potrafiła. Nie w tamtym momencie i nie w sobie samej. Tak strasznie się bała. Marzyła o tym jednym momencie, kiedy usłyszy od niego, że kocha i chce być obok niej, tylko dla niej. W końcu to usłyszała, a każde jego słowo jednocześnie tak cudownie przyspieszało jej serce i boleśnie rozrywało je na kawałki. Ale to była jej wina. Tylko jej wina. Ona powiedziała nie i musiała zaakceptować wszystkie tego konsekwencje. Jego milczenie, obojętność, patrzenie w jej stronę, jakby jej nie widział, jakby była tylko mgiełką wspomnień, które już nic nie znaczą. Musiała pogodzić się z tym, że ma go ktoś inny, że pocieszył się tak szybko, bo najwidoczniej nie umiał inaczej. Ranił ją tym wszystkim, ale zasłużyła na każdy cios. Obydwoje musieli jakoś się bronić, zbudować mury, łapać się czegoś, co dałoby jakąkolwiek ulgę. Ulgi nie było, zapomnienia też nie. Tylko te wiecznie rozdrapywane rany i jednocześnie przypuszczenie, że może już w końcu umie się z tym żyć i wybaczyć tej drugiej osobie, nawet jeśli wciąż nie jest się w stanie wybaczyć sobie.
    Ale Julia i tak była szczęśliwa. Tylko niespokojna, jakby wciąż czekała na jakieś kolejne ciosy od życia, w którym było już zdecydowanie za dużo ucieczek, odwrotów, znajomości rozpływających się z biegiem czasu albo zepchniętych w otchłań przez cholernie głupie okoliczności. Czasem musiała zawalczyć i umiała to zrobić, czasem musiała schować dumę do kieszeni i wyciągnąć rękę, ale czasem nie była w stanie zrobić nic, musiała odpuścić, pogodzić się z tym, że kogoś po prostu już nie ma. Na szczęście zdarzało się, że ten ktoś wracał do jej życia. To było jak nadzieja. Na to, że nic nie jest ostateczne.
    Siedziała obok Juliena, patrząc w przeciwległą ścianę, jakby chociaż to mogło pozwolić jej się skupić i powstrzymać dłoń, która chciała tylko spleść się z jego, tworząc na moment iluzję, że to wszystko co się wydarzyło nie ma teraz znaczenia. Miało ogromne znaczenie i w dodatku nieodwracalne. Tylko czy gdyby ktoś pozwolił im cofnąć czas... Czy wtedy zrobiliby cokolwiek inaczej?
    - Wiem. - odparła krótko i odetchnęła z trudem, bo jej drżące płuca ledwo radziły sobie z przepływającym przez nie powietrzem. Generalnie, nie radziła sobie z tym wszystkim najlepiej, nawet jeśli wyglądała jak oaza spokoju. Bardzo smutna oaza spokoju. - Oboje zrobiliśmy.
    Westchnęła ciężko, przygryzając dolną wargę prawie do krwi.
    - Ale to ja to wszystko zniszczyłam. - powiedziała po dłuższej chwili i odwróciła głowę. Nie była w stanie patrzeć na Juliena, nawet kątem oka, bo już nie byłaby w stanie się powstrzymać. Któraś z krążących w niej skrajnie silnych emocji wygrałaby i wyleciała na zewnątrz. Pytanie: która?

    [Odpisałam w dwie godzinki ;) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie był tym, czego oczekiwała ani tym, o czym marzyła w skrytości serca podczas dłużących się, bezsennych nocy, jednak paradoksalnie w tych krótkich chwilach był tym, czego najbardziej pragnęła. Zachęcająco rozchyliła spragnione pocałunków wargi, które nadal pamiętały echo ostatnich czułych pieszczot rozpalających wszystkie zmysły. Jej dłonie były zupełnym przeciwieństwem wymagających, niecierpliwych ust; podczas gdy nieśpiesznie, wręcz leniwie wsuwała palce w jego włosy, obejmując go ramieniem za szyję, by w pełni zlikwidować nieprzyjemny dystans i poczuć jego serce dudniące w klatce piersiowej tuż przy niej, jej wargi nieustępliwie, wręcz zachłannie smakowały jego skórę. Addie powinna się już przyzwyczaić do tych doznań, wielokrotnie pozwalali sobie na takie zatracenie, ale za każdym razem to pierwsze muśnięcie zupełnie ją elektryzowało i obezwładniało. Julien przekazywał jej wszystkie swoje emocje, odkrywając przed nią kolejne warstwy i burząc dzielące ich mury, a ona odpowiadała z równą pasją, otwierając przed nim drzwi do własnej desperacji, słodkiej tęsknoty, zakazanego pragnienia i niewłaściwego cierpienia. Przez kilka cudownych sekund nie musiała ukrywać rys ani pęknięć, nie chowała swojej brzydoty oraz słabości, oddała pocałunek chłopaka ze wszystkim, co było w niej dobre i złe, łącząc się z nim we wspólnym pragnieniu, które nie mogło trwać dłużej niż mrugnięcie powieką, jeśli nie chciała dać mu z siebie zbyt wiele. Mimo to pogłębiła pocałunek, rozkoszując się fakturą i smakiem jego nieustępliwych warg; wiedziała, że igrała z ogniem, balansując na granicy bezpieczeństwa, ale zawsze miała w sobie coś z ćmy, która w każdym momencie mogła za bardzo zbliżyć się do kuszącego płomienia.
    Addison odsunęła się od niego z wyraźną niechęcią. Oparła czoło o jego skroń, próbując zapanować nad gwałtownym biciem serca, niespokojnym oddechem i burzą, jaką wywołał ten pocałunek w jej wnętrzu. Za każdym razem Julien stawał się przyczyną rozległego spustoszenia, pozostawiając za sobą jedynie gorycz i pożogę. Mimo to wracała po więcej, odczuwając coraz większą nienawiść do samej siebie za to drobne uzależnienie, z którym nie miała ochoty walczyć. Obiecywała sobie, że pewnego dnia będzie wystarczająco silna, by zakończyć to za nich oboje, lecz jeszcze nie teraz. Samolubnie chciała zatrzymać uwagę chłopaka przy sobie, bo dzięki temu miała pewność, że istnieje ktoś, kto wróci do niej bez względu na wszystko, nawet jeśli nie było to bezinteresowne. Wiedziała, że Skehan w całości oddał swoje serce Julii, nawet ból odrzucenia nie był w stanie wymazać jej z jego milczących pragnień i nie oczekiwała od niego żadnych deklaracji, zwłaszcza że sama nie mogła zaoferować mu niczego w zamian. Jej dusza również należała do kogoś innego, choć nigdy nie odważyła się do tego przyznać. O ironio, Julien znalazł się tutaj, bo potrafił powiedzieć kocham, podczas gdy ona właśnie dlatego, że nie była gotowa, by to zrobić, a teraz było już na to za późno.
    – Tego wieczoru możesz wziąć wszystko, czego zapragniesz. Moje dzisiaj należy do ciebie – wyszeptała Addie, muskając jego wargi w pocałunku delikatniejszym niż muśnięcie skrzydeł motyla. Mimo to jej paznokcie mocno wbiły się w jego barki w wyrazie ostrzeżenia. Nie chciała jego przeszłości, nie potrzebowała jego przyszłości, jednak pożądała jego teraźniejszości, która boleśnie nie zwodzili ani nie obiecywała wieczności. – Ale kiedy jutro odejdę, będziesz musiał mi wszystko zwrócić, Julienie. Nie możesz mnie zatrzymać.

    Addie

    [Twój odpis był idealny<3]

    OdpowiedzUsuń
  22. Julia nie potrafiła myśleć o tym wszystkim w ten sposób. Że Julien wyciągał ręce po zbyt wiele, po coś, co nie do końca mu się należało. To już od początku było jej winą, a zwłaszcza wtedy. Zakochała się w nim długo przed tą rozmową w lutym. Musiał to zauważyć, to musiało coś zmienić. Przecież jej oczy zaczęły błyszczeć jak nigdy, kiedy on się w nich odbijał. Musiał widzieć subtelne rumieńce pojawiające się na jej policzkach, poczuć przyspieszony oddech, kiedy ją przytulał. Zauważył, że wszystko jest dziwnie inne, a potem tylko jego serce odbiło jej emocje, niczym lustro i już oboje byli straceni. Kochali, pragnęli, a potem cierpieli mocniej niż na to zasługiwali. Julien nie wyciągnął rąk po więcej niż mu się należało. Wyciągnął ręce po to, po co powinien. I tak nie mogliby przyjaźnić się wiecznie, oboje zakochani w sobie po uszy. Ta rozmowa była nie do uniknięcia, bo żadne z nich nie umiałoby po prostu się odkochać, będąc ze sobą tak blisko, jak do tej pory. Zawsze oboje chcieliby czegoś więcej. Julien wyciągnął rękę po to coś, po ich wspólne marzenie, które po prostu nagle okazało się nierealne. To wszystko było jej winą od początku do końca i nie potrafiła sobie tego odpuścić, bo nie chodziło tylko o nią. Cierpieli we dwójkę, ale już nie razem.
    - Nie dam rady. - szepnęła, przymykając oczy. Nigdy sobie z tym nie poradziła, nawet jeśli przez zdecydowaną większość czasu udawała, że wszystko jest w porządku i jakoś chyba nauczyła się z tym żyć. Ale to wszystko było tak strasznie trudne. Udawała twardą, a potrafiła rozpaść się na milion kawałków w jednej chwili.
    Oparła głowę o ścianę, jakby sama nie była już w stanie utrzymać jej prosto. Nagle poczuła na swojej ciepłej dłoni przyjemny chłód. Delikatny i niepewny dotyk innej dłoni. Tej, która kiedyś była tą dłonią, która pasowała perfekcyjnie i której tak bardzo nie chciała nigdy puszczać. Jej oddech zatrzymał się na moment, a w kącikach oczu pojawiły się pojedyncze łzy, którym tym razem nie pozwoliła wypłynąć. Powoli uniosła głowę i obróciła ją w stronę chłopaka, jeszcze bardziej niepewna niż on. Nie spojrzała mu w oczy. Skupiła wzrok na ich połączonych dłoniach, jakby nie mogła uwierzyć czy to wszystko jest prawdą. Czy ten jego kontrastujący, zimny dotyk nie jest tylko powiewem wiatru, a ona siedzi tu sama, całkowicie bezpieczna. Spokojnie splotła swoje palce z palcami Juliena, nieco mocniej ściskając jego dłoń, bo musiała w końcu uwierzyć, że to nie jest iluzja. Uśmiechnęła się z trudem, ledwo zauważalnie i przymknęła oczy. Uspokoiła się nieco, oddychała trochę wolniej, ale w jej głowie wciąż dudniło pytanie Czy to w ogóle cokolwiek zmienia?, mimo że przecież właśnie zmieniało się wszystko.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  23. Była przerażona, kiedy zauważyła, że Julien odwzajemnia jej uczucie. Miała wrażenie, że jednocześnie spełniają się jej największe lęki, ale również największe marzenia. Tylko, że wtedy marzenia nie miały znaczenia. Strach i tak zawsze zwyciężał każdą bitwę i ostatecznie wygrał i wojnę, a ona musiała zejść z pola bitwy ze spuszczoną głową i niewyobrażalnie bolesną raną, z której bardzo długo sączyła się krew.
    Uniosła delikatnie głowę, gdy zanucił piosenkę i uśmiechnęła się słabo. Pamiętała doskonale każdy element tego pięknego wspomnienia. Ciepło kominka, grzejące jej plecy i zimne powietrze, wpadające przez okno. Dwie butelki kremowego piwa, stojące, gdzieś z boku, aby nikt ich nie przewrócił przypadkiem. Zapach cynamonu, unoszący się w powietrzu, bo do Pokoju Wspólnego Gryfonów ktoś przyniósł świąteczne ciasteczka, mimo iż było dawno po Bożym Narodzeniu. Juliena, który doskonale znał tekst, ale nie potrafił zagrać melodii, bo wciąż mylił chwyty. Swoje ciche nadzieje, że ta chwila będzie trwała wiecznie i nikt i nic jej nie zniszczy.
    Kiedy ścisnął jej dłoń, uniosła niepewnie wzrok, patrząc w jego tak ciemne, że prawie czarne oczy. Poczuła ulgę. Jakby może jednak potrafiła sobie wybaczyć i jakby tęsknota, z którą jakoś nauczyła się żyć właśnie dawała o sobie znać i chciała odebrać to, na co tak zniecierpliwiona czekała. Uniosła nieco wyżej kąciki ust, kiedy zobaczyła jego uśmiech. On umiał jej wybaczyć. Widziała to w jego spojrzeniu, uśmiechu, w jego dotyku, teraz tak pewnym jak chyba nigdy. Ale zaraz puścił jej dłoń, wstał szybko z podłogi i zanim zdążyła się zorientować, ta sama dłoń wyciągnięta była w jej stronę, jak zaproszenie. Teraz była jej kolej i ona musiała podjąć decyzję.
    Spróbujesz?
    Zamknęła oczy na kilka sekund, a otwierając je pokiwała głową. Uśmiechnęła się promiennie, ale trochę nieśmiało, na moment przygryzła dolną wargę i złapała dłoń chłopaka podnosząc się z ziemi.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  24. Skinęła delikatnie głową w podziękowaniu i zerknęła na Juliena z uśmiechem na ustach, którego chłopak nie miał jak dostrzec, gdyż szalik, który przed chwilą zawinął wokół jej szyi skutecznie mu to uniemożliwiał, przykrywając połowę twarzy dziewczyny. Była zmarzluchem. Uwielbiała ciepło, a jesień i zbliżająca się zima zdecydowanie nie były jej ulubionymi porami roku, chociaż to właśnie ubiegłej zimy uległa Arsellusowi… Doskonale pamiętała tamten momenty, gdy podczas zabawy z pierwszoklasistami całkiem niechcący rzuciła w niego śnieżną kulką czego skutkiem była ich pierwsza od długiego czasu rozmowa, namawianie na wspólne spędzenie walentynek… Jej uśmiech mimowolnie się poszerzył na samo wspomnienie tamtych przyjemnych chwil. Szkoda, że teraz nie może być równie przyjemnie., przeszło przez myśl dziewczynie, jednak nie pisnęła ani słowa. Zgarnęła jedynie z twarzy srebrne kosmyki, które wprawił w ruch wiatr, który ugodził jej rozgrzane policzki od razu, gdy wyszli z zamku.
    — Zaczekaj, znowu twoje włosy straciły fason. — Zaśmiała się cicho i zatrzymując się przed siódmoklasistą wyciągnęła rękę w jego stronę, by poprawić niesforne kosmyki włosów, które i tak z pewnością wiatr ponownie doprowadzi do takiego, a nie innego stanu. — Rozmawiałeś z nią? — Zapytała zaciekawiona. Przecież doskonale wiedziała, że od roku z nią nie rozmawiał. Oczywiście, od czasu do czasu coś o dziewczynie wspominał, jednak Avalon miała jakieś wewnętrzne przeczucie. Skoro teraz tak nagle przyszedł do niej, pytając… — Aish, coś ty zrobił, Julien? — Splotła ręce na wysokości klatki piersiowej i nie odwracała spojrzenia nawet na sekundę z twarzy Gryfona. Nie chciała przegapić żadnego, nawet najmniejszego przejawu emocji rysujących się na jego twarzy. Wiedziała już jednak, że skoro sam do niej przyszedł pytając o to, czy będzie zła, a później mówi o Julii… Westchnęła cicho. Zagryzła wargę, co robiła za każdym razem gdy czymś się denerwowała. Zamiast słuchać o kolejnych sercowych problemach Juliena, pragnęła aby ktoś ją w końcu przytulił i powiedział, że już teraz wszystko będzie dobrze. Zamiast tego, to ona musiała wcielić się w role człowieka, którego najbardziej w świecie teraz potrzebowała.
    — Wiesz co, chyba nie jestem do końca pewna czy chcę w ogóle znać odpowiedź na te pytanie. — Przyłożyła dłonie do szalika w miejscu, w którym krył pod sobą jej usta i pochuchała delikatnie, w celu rozgrzania zziębniętych piąstek. — Dobra, cofam to… opowiedz mi wszystko, może jakimś cudem uda nam się naprawić twoje błędy, a jeżeli nie… — Wzruszyła ramionami. — Powiem ci coś miłego na pocieszenie, albo mniej miłego i zdecydowanie nie na pocieszenie, ale na próbę, naprawienia cię . Julien, czy ty kiedykolwiek nauczysz się czegoś na swoich błędach? — Zatrzymała się, gdy doszli do brzegu jeziora. Westchnęła cicho zerkając na spokojną taflę wody, to ją przerażało. Za każdym razem, gdy woda była zbyt spokojna wiedziała, że wydarzy się coś złego. Wypuściła powietrze przez nos, a te szybko zamieniło się w parę. Nachyliła się i wyrwała źdźbło trawy, które owinęła sobie wokół palców lewej ręki. Znów była w miejscu, które miało w sobie zachowane tak mnóstwo wspomnień. I pomimo, że to wszystko ją bolało, udawała, że nadal je lubi, że nic takiego się tu nie wydarzyło, że wcale nie płakała tu niejednokrotnie, mając żal do siebie i całego świata… Przez jej głowę przechodziło tysiące myśli, wdzierały się i odwracały jej uwagę od Juliena, wyraźnie dając o sobie znać. Prawie rok… Tak wiele rzeczy wydarzyło się na początku poprzedniego roku szkolnego, a Avalon wciąż nie potrafiła uwierzyć, że to wszystko, faktycznie miało miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami budziła się o poranku z nadzieją, że to tylko koszmar senny, że wcale nie pokłóciła się z tatą, że wcale nie podniósł na nią ręki, że wcale nie wyrzucił jej z domu do dziadków, że Arsie wcale nie bawi się czarną magią, a przede wszystkim… Że Josh, wcale jej nie zasugerował, że jej matka może żyć. Odchyliła delikatnie głowę i spojrzała na Juliena, niby go słuchając, chociaż tak naprawdę zastanawiała się co w tym momencie dzieje się w jego głowie, czy potrafi myśleć, czy na pewno wszystkie jego zmysły działają poprawnie? Wierzyła, że coś z pewnością musi być nie tak, jak być powinno. Przecież inaczej nauczyłby się tych kilku zasad, których nie można łamać. Tych kilka reguł, których warto przestrzegać. By żyło się lepiej. Nie tylko jemu, ale i otaczającym go ludziom.

      Avie <3

      Usuń
  25. Z każdym krokiem była coraz bardziej pewna. Tego, że to nie jest sen, a dłoń, z którą splotła swoją dłoń, istnieje naprawdę i nie znalazła się tam przypadkiem, a Julien jest obok, tak niewyobrażalnie obecny. W końcu, po tylu miesiącach bólu, milczenia i wyrzutów sumienia, jakiś przypadek i może odrobina Ognistej sprawiły, że w końcu jakoś się odnaleźli. On odnalazł ją. I najwidoczniej nie zamierzał puścić jej ciepłej dłoni, która teraz ściskała jego, jakby to było jedyne koło ratunkowe, jedyna szansa, która już się więcej nie powtórzy. Wzmocniła uścisk, kiedy zaczęli wspinać się po schodach na Wieżę Astronomiczną, a zrobiła to tak automatycznie, że zdziwiła samą siebie. Julien zawsze bał się wysokości. Nie łaził z nią po drzewach, nie wspinał się na dachy. Wchodził tylko na tę wieżę, z której był idealny widok na rozgwieżdżone niebo, bo ufał Julii, że warto i wierzył w każde jej słowo, kiedy mówiła, że będzie dobrze. I zawsze było.
    Kiedy znaleźli się na szczycie, Julia stanęła w miejscu, w którym ją zostawił i kątem oka obserwowała, co robi. Przerzucał różne dziwne sprzęty, aż spod wielkiej, drewnianej ekierki wygrzebał harfę, postawił ją przy ścianie i zaklęciem zmusił do grania przepięknej, spokojnej melodii. Patrzyła na niego uważnie, kiedy podchodził coraz bliżej, a subtelny uśmiech nie znikał jej z twarzy. Przeniosła wzrok na dłoń, którą chciał jej podać. Kolejny raz. Odetchnęła głęboko i wyciągnęła rękę, palcami muskając zagłębienie jego dłoni.
    - Zawsze. - szepnęła, patrząc na niego lekko zmrużonymi oczami i uśmiechnęła się nieco szerzej. To było jak obietnica, nadzieja, prawda, w którą chyba nigdy, mimo wszystko, nie przestali wątpić. Kiedy przyciągnął ją do siebie, położyła wolną rękę na jego ramieniu i zaczęli powoli, ale bardzo pewnie bujać się w rytm tej słodkiej, delikatnej melodii.
    Julia była zadziwiająco spokojna. W końcu czuła, że znajduje się dokładnie w tym miejscu, w którym powinna, z człowiekiem, który prawie od zawsze był częścią niej, a ona bardzo nie chciała tego tracić. Tęskniła za nim tak okrutnie, że teraz, gdy był obok, ledwo mogła uwierzyć. Patrzyła w jego doskonale sobie znane oczy i tonęła w nich, z każdą chwilą coraz głębiej.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  26. Była spokojna, kiedy tańczyli tak powoli, jakby świat w końcu kazał im zwolnić dla tej jednej, przepięknej chwili, na którą chyba oboje czekali zdecydowanie zbyt długo. Była spokojna, kiedy widziała delikatny uśmiech na jego twarzy, choć wciąż w jakimś stopniu wydawał jej się elementem snu. Była spokojna, kiedy patrzył w jej czekoladowe oczy, tak jakby widział w nich coś, czego nikt inny nigdy nie dostrzegł. Była spokojna, kiedy znalazł się tak blisko niej, że niemal słyszała przyspieszone bicie jego serca. Była spokojna, kiedy oparł czoło o jej czoło, a jej oczy przymknęły się tak jakby musiała wyłączyć przynajmniej jeden zmysł, żeby lepiej odbierać inne i żeby lepiej zrozumieć swoje emocje. Była spokojna, kiedy...
    Nic się nie zmieniło - usłyszała, a słowa te, choć niesamowicie ciche i delikatne, uderzyły w nią z siłą, która burzyła wszelki spokój. Nawet nie zauważyła, kiedy przestali tańczyć, bo nogi miała jak z waty i i tak nie byłaby w stanie zrobić najmniejszego kroku. Przez każdy centymetr jej ciała przepływała paraliżująca fala ciepła, a serce dudniło jej w piersi jak oszalałe. Zacisnęła usta w wąski paseczek, kiedy powoli i może trochę niepewnie otwierała oczy, ale kiedy zobaczyła, jego szczery i czuły wzrok, skierowany tylko na jej oczy, wszelkie napięcie zniknęło z jej twarzy a wargi znów wydęły się delikatnie.
    Przestała myśleć. To było zbyt silne, zbyt prawdziwe, a Julien był zbyt blisko. Tęskniła za nim tak okrutnie, że teraz każdy dotyk, każde słowo sprawiały, że chciała tylko więcej, chciała chłonąć go i czuć przy sobie. Chciała w końcu przestać tęsknić. Wewnątrz zadrżała, kiedy kciukiem przesunął po jej policzku, ale uśmiechnęła się delikatnie, sprawiając wrażenie, jakby była tego wszystkiego pewna, a nie była. Miała wrażenie, że to wszystko skończy się za moment, a ona wróci w to miejsce, w którym jest tylko pustka i rozrywający serce ból, bo właśnie do tego była przyzwyczajona. Chociaż właśnie powiedział jej, że nic się nie zmieniło, a to mogło oznaczać tylko jedno. Zauważyła, jak powoli jego wzrok przesuwa się z jej oczu na usta. Jej własna dłoń, jakby bezwiednie przesunęła się w górę po jego ramieniu, aż w końcu dotarła na jego wyziębiony lodowatym, październikowym powietrzem kark. To wydawało się takie proste, jeszcze teraz, kiedy była na tyle oszołomiona, że nie myślała prawie w ogóle. Bardzo powoli uniosła głowę, tak że ich usta prawie się połączyły, a dzieliło je zaledwie kilka milimetrów. Czuła jego ciepły oddech na skórze, a każdy powodował tylko wzmocnienie uczucia gorąca w całym jej ciele i wrażenia, jakby wypełnione było maleńkimi motylami, machającymi skrzydłami szybciej niż biło jej serce. Wciągnęła powietrze do płuc, a jej drżące wargi delikatnie musnęły jego.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  27. Addison tego się nie spodziewała. Czasami sądziła, że już go rozgryzła; wydawało jej się, że szyfr kryjący się pod literami składającymi się na jego imię i nazwisko przestawał być dla niej zagadką. A potem chłopak robił coś, co kompletnie niszczyło jego obraz w jej głowie i cała zabawa zaczynała się od nowa. Odkrywała go warstwa po warstwie, wiedząc o nim wszystko i jednocześnie nie wiedząc nic. Pokazywał jej części duszy, których nie widział nikt inny, jednak te oczywiste, wręcz przyziemne partie pozostawały ukryte przed jej łagodnymi muśnięciami.
    A teraz w brutalny sposób odzierał ją z czegoś, co wydawało jej się być pewne.
    Odsunął się. Odsunął, zostawiajac zupełnie samą na chłodnym murku, ogołoconą z godności. Szok odbił się w jej oczach jasnym płomieniem, twarz wykrzywiła w grymasie na wpół pogardliwym, na wpół urzeczonym. Kolejny puzzel nie pasujący do obrazu całości. Okrutna igraszka. Na jej policzkach wykwitł rumieniec, złość rozprzestrzeniała się w jej ciele, pochłaniając kolejne połacie jej skóry, aż został tylko trudny do ugaszenia żar rozgoryczenia, zdziwienia i cierpienia. Mniej by bolało, gdyby wymierzył jej policzek. Te chwile... Te chwile należały do nich, a teraz Skehan zrobił z tego momentu coś, czym nigdy nie powinno się stać. Nie mogła jednak pozwolić, by uwierzył, że przejął nad nią kontrolę.
    Każdy jej ruch był ostrożnie wykalkulowany. Pewnie zeskoczyła z murku. Jej kroki pełne były niewymuszonej, kociej gracji, gdy skradała się w jego kierunku, obserwując go spod przymrużonych powiek. Okrążyła drzewo, o które się opierał, poruszając się wręcz boleśnie powoli, aż stanęła przed nim, ponownie niwelując dystans.
    Na korzyść Gryfona działała odległość. Ona kuła swoją zbroję z bliskości.
    – Naprawdę chcesz w to grać, Julienie? – spytała Addie z psotnym błyskiem w oku przesuwając dłonią po jego klatce piersiowej, aż wsunęła chłodne palce pod materiał jego ubrań, muskając przyjemnie napięte mięśnie na jego podbrzuszu. Uwielbiała świadomość, że miała nad nim niesprawiedliwą przewagę, subtelną władzę, którą mogła wykorzystać, gdy zaczynał naruszać granice, igrając z wyznaczonymi zasadami. Łatwo było im ulegać złudnej chwili, zapominać o otaczających ich fasadach iluzji, jednak rzadko pozwalali sobie na tak jawne testowanie wytrzymałości drugiej osoby. Ich układ umykał logicznemu rozumowaniu, ale jednocześnie posiadał swój własny, niepisany zestaw reguł, do których się stosowali, wiedząc, że każde wykroczenie może ściągnąć na nich zgubę. Tej nocy jednak coś się zmieniło. Addison czuła to w gęstej atmosferze osiadającej na ich duszach niczym ciężka mgła, widziała w spiętej postawie Juliena, słyszała w jego głosie, gdy kolejne słowa pobudzały ją i raniły jednocześnie, smakowała w jego pocałunkach wypełnionych rozpaczliwym pragnieniem. – Myślałam, że jesteś mądrzejszy – wyszeptała mu do ucha, spragnionymi wargami ocierając się o jego kość policzkową. Jej palce bezwiednie wsunęły się w jego włosy, nieznacznie szarpiąc za jasne kosmyki, na tyle delikatnie, by nie sprawić mu bólu, ale wystarczająco mocno, by to odczuł. – Odnajdujesz we mnie odbicie własnego strachu i to cię przeraża bardziej niż cokolwiek innego. Przestań z tym walczyć, Skehan. Przestań walczyć ze mną. Nie wygrasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Addison często mówiła to, czego nie miała na myśli. Kiedy prosiła, by przestał z nią walczyć, tak naprawdę chciała, by robił to jeszcze zacieklej. Julien był tajemnicą i wyzwaniem, którego potrzebowała, by oderwać się od ponurej rzeczywistości. Wydawał się być prostolinijny, ale skrywał w sobie coś, co nieustannie pchało ją w jego stronę, mimo że były to autodestrukcyjne zapędy. On również musiał je przejawiać, skoro tak chętnie poddawał się samozagładzie w jej szczupłych ramionach. Przyciągali się, by na kilka godzin znaleźć ukojenie i odpychali, skazując się na tygodnie wypełnione wygasającym ożywieniem i rozrastającą się pustką. Za każdym razem wydłużali moment rozstania o kilka minut, aby potem przypłacić to nieznośnymi katuszami, gdy to nagle przestawało wystarczać. Ale choć Addie i jej słowa były pełne sprzeczności, wierzyła, że Julienowi nie uda się z nią wygrać. Za bardzo kochała ryzyko i głupie zakłady, żyła dla adrenaliny pędzącej w jej żyłach i kiedy ktoś rzucał jej wyzwanie... No cóż, nie przegrywała. Rywalizacja była istotą jej egzystencji, a chłopak powinien się nauczyć, że nie mógł jej bezkarnie testować, próbować naginać do własnej woli. Czasami lubiła mu się oddać, pozwolić, by przejął kontrolę wymykającą jej się z rąk, ale nie była typem, który łatwo dawał się przywłaszczać lub spętać. Była tornadem, które porywało za sobą kolejne przedmioty, nie oglądając się za siebie. Momentami nachodziło ją zmęczenie wywołane ogromnymi zniszczeniami, które zostawiała w duszach, ale nawet gdyby chciała z tego zrezygnować, nie potrafiła dać się zdominować. Lubiła, gdy Julien z nią walczył, bo to ją ożywiało, sprawiało, że jej serce niekontrolowanie dudniło w piersi, a każda emocja nabierała przytłaczającej intensywności. Nie potrafiła się do tego przyznać, jednak potrzebowała Juliena. Nie u swego boku, nie na stałe, nie jako przyjaciela, kochanka czy wroga. Potrzebowała go jako odskoczni, wytchnienia, mamiącego zmysły narkotyku. Była mu winna wszystko, a jednocześnie nie należało mu się nic. Ta swoboda była wyzwalająca, choć powoli zaczynało się w nią wkradać nieuzasadnione poczucie własności.
      – Nie podejmuj się zadań, którym nie jesteś w stanie sprostać – wymruczała Addison, nie spuszczając z niego oka. Blefował, potrafiła to rozpoznać. Był o wiele bardziej ostrożny od niej. Uwielbiała ryzyko, jednak jeśli szanse na wygraną były mniejsze niż pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, nie angażowała się, on tym bardziej. Ostatnio miała niewiele do stracenia, ale Julien... Zmieniał zasady gry i to jej się nie podobało. Nie chciała, by wiedział, jak mocno to w nią uderzyło, jednak musiała się nieco odsłonić. – Nie baw się mną. Nie w taki sposób. Nigdy.

      Addison

      Usuń
  28. To nie był jej pierwszy pocałunek, a mimo to właśnie ten już na zawsze będzie pamiętała. Kiedy poprzedni pierwszy pocałunek zniknie z jej pamięci, zakopany przez inne błędy młodości i pomyłki nastoletniego umysłu, ten zostanie. Jako pierwszy prawdziwy, pierwszy wyjątkowy i pierwszy absolutnie przepiękny. Taki, którego nigdy nie będzie chciała zapomnieć i nigdy nie nazwie go błędem, bo to było pewne i świadome. Każde muśnięcie jego ust, każdy czuły dotyk, tak jakby wszystko było dokładnie przemyślane i umieszczone na swoim swoim miejscu. W końcu. I jeszcze tego nie wiedziała, ale już na zawsze miała zapamiętać smak jego miękkich warg, a nawet spokojny dźwięk harfy, która grała za jej plecami.
    Julien powiedział, że nic się nie zmieniło, ale nawet nie miał pojęcia jak bardzo się mylił. Gdyby nic się nie zmieniło, nie znaleźliby się w tym miejscu, a on nie trzymałby w ramionach dziewczyny, którą kochał. Nie miałby siły zawalczyć, kiedy ona znowu chciałaby uciec. Tyle że tym razem ona nie chciała nigdzie uciekać, bo to nie tak, że nic się nie zmieniło. Oni się zmienili.
    Kiedy przyciągnął ją do siebie tak blisko jak nigdy dotąd, poczuła bicie jego serca tuż przy swoim i miała wrażenie, że oba właśnie zaczęły dudnić w tym samym tempie, w idealnej, choć zdecydowanie zbyt szybkiej harmonii. Tak jakby ostatnie puzzle połączyły się, tworząc idealną całość.
    Zatrzymał się czas. Julia zawsze walczyła z czasem, zawsze chciała go więcej, chciała go przewinąć, chciała go zatrzymać, ale wciąż czuła, że ucieka jej przez palce. Aż do tego momentu, kiedy Julien sprawił, że czas stanął w miejscu, tylko dla nich, a jej niespokojny umysł nie biegł donikąd, bo ta chwila była najpiękniejszą z możliwych i nie chciała być teraz nigdzie indziej. Nie pamiętała o wszystkich książkach, które chce przeczytać, esejach, które musi napisać, pracach domowych, które należy dokończyć, ludziach, z którymi chce się spotkać, wszystkich miejscach, w których chciałaby lub powinna być, a nie może, bo przecież się nie da. Teraz chciała być tylko tu.
    Odwzajemniała jego delikatne pocałunki, zupełnie bez wątpliwości, jakby intuicja mówiła jej jak to się robi, bo sama nie miała pojęcia. Jej wolna dłoń powędrowała na plecy chłopaka, ale nie mogła przyciągnąć go bliżej, bo pomiędzy ich rozgrzane od środka ciała, nie mógł wślizgnąć się nawet lodowaty wiatr. Całując jego, smakujące jeszcze trochę whisky, usta, uśmiechała się delikatnie, bo czuła jakby w końcu, po tych zbyt wielu miesiącach, była naprawdę szczęśliwa. Tak oszałamiająco, że niemalże nie dosłyszałaby cichych słów, które Julien wypowiedział między pocałunkami, a które chciały rozpłynąć się w powietrzu zdecydowanie zbyt szybko. Kocham Cię.
    Jej serce stanęło na moment, a dłoń znajdująca się na plecach chłopaka opadła luźno. Julia odsunęła się odrobinę. Była przerażona, a jej oczy oddawały to doskonale, choć ciało nawet lepiej. Wydawało jej się jakby ledwo utrzymywała się na nogach, jakby ktoś zabrał spod nich grunt i tylko pewny uścisk Juliena sprawiał, że nie osunęła się na ziemię. Spojrzała niepewnie w jego niemal czarne oczy, z których wciąż potrafiła czytać jak z otwartej księgi i wtedy wiedziała jedno. Że podczas gdy zmieniło się wszystko to jednocześnie nie zmieniło się nic, a on wciąż kochał ją nie mniej niż tamtego zimowego dnia. Jej druga dłoń przesunęła się na klatkę piersiową chłopaka, podczas gdy wciąż nie odrywała spojrzenia od jego oczu. Nie mogła uwierzyć, a jednocześnie była pewna. Kochał ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odetchnęła głęboko, chociaż miała wrażenie, że nawet tego już nie potrafi, bo tak samo nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa. Myśli przelatywały przez jej głowę w szalonym tempie, jakby na gałązce obrośniętej zielonymi listkami po obu stronach, grały w jakąś potwornie realną wersję kocha, nie kocha, tylko że tym razem chodziło o nią. Czy ona kocha? Odpowiedź, która kształtowała jej się w głowie, była jednocześnie bardzo trudna, ale też oczywista, więc utknęła jej w gardle. Zacisnęła delikatnie zęby na dolnej wardze, która naznaczona była delikatnym smakiem whisky, i wciąż patrząc w oczy Juliena z przerażeniem, uśmiechnęła się szeroko, bo uczucie strachu i serca wyskakującego z piersi nigdy nie było tak przyjemne. Wypuściła powietrze z drżących płuc, kręcąc delikatnie głową i przymykając oczy, w których zaczęły zbierać się łzy, ale uśmiech wciąż nie schodził z jej twarzy. W końcu otworzyła je, a Julien mógł dostrzec w nich nie tylko przerażenie, ale także radość i wzruszenie.
      - Ja ciebie też. - powiedziała cicho, ale pewnie, zarzuciła chłopakowi ręce na szyję i pocałowała go tak, jakby dopiero teraz ta cała tęsknota, która zbierała się w niej przez miesiące, wypłynęła na powierzchnię. Motyle szalały w jej brzuchu, a ona nie chciała, żeby przestały. Chciała, żeby Julien stał się dla niej centrum wszechświata, chociaż nigdy nie chciała nikogo na tym miejscu. Nikogo i nigdy.

      Julia

      Usuń
  29. Podążyła za jego krokami, a kiedy jej plecy nagle obiły się o zimny mur, westchnęła cicho między pocałunkami, które z każdą sekundą stawały się coraz mniej niewinne. Wplotła palce we włosy chłopaka przyciskając go do siebie mocniej, ale prawie niezauważalnie, bo przecież wcale nie musiała tego robić. On i tak znajdował się bliżej niż kiedykolwiek, tak blisko, że kiedy jego usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu, poczuła to zamiast zobaczyć. To było nowe i niesamowite, czuć czyjś uśmiech pod swoimi pocałunkami, skradanymi w pełnym tęsknoty pośpiechu, jakby zaraz świat miał się skończyć. Musnęła jeszcze powoli i bardzo delikatnie dolną wargę chłopaka po czym odsunęła się na zaledwie kilka centymetrów, uśmiechając trochę onieśmielona, a trochę po prostu szczęśliwa. Oparła czoło o jego czoło i wciąż nie otwierając oczu, oddychała powoli i głęboko, starając się uspokoić całkowicie.
    - Nie wierzę. - mruknęła, śmiejąc się cicho, otworzyła oczy i delikatnie trąciła nos chłopaka swoim, po czym odchyliła głowę do tyłu, opierając ją o ścianę, tak że mogła w końcu, po tej szalonej serii pocałunków spojrzeć na Juliena. Pokręciła głową z niedowierzaniem, uśmiechając się trochę łobuzersko i delikatnie przygryzając dolną wargę.
    - Kocham Cię. Serio. - powiedziała bardzo spokojnym i pełnym wzruszenia głosem, jakby również samą siebie chciała przyzwyczaić do tej myśli, bo przez te kilka miesięcy tęsknoty i bólu, zdążyła zapomnieć. Jedna jej dłoń powoli przesunęła się na jego znów zimny kark, a drugą uniosła i dwoma palcami czule odsunęła z jego twarzy jakiś zbłąkany kosmyk włosów, po czym ułożyła ją na klatce piersiowej chłopaka, gdzieś niedaleko mostka, więc czuła doskonale przyspieszone bicie jego serca.
    - Spokojnie. Damy radę. - powiedziała, palcami zataczając małe kółeczka na torsie Juliena i mrugnęła do niego pokrzepiająco, mimo że jej własne serce wcale nie biło wolniej. Dawno nie była tak przerażona, ale nie chciała nigdzie uciekać, bo strach wymieszał się z tęsknotą, szczęściem i pewnością w takiej proporcji, że ostatecznie chciała być tylko tu, tylko blisko niego. Ale bała się i tak, dlatego że to, co udało im się zrobić do tej pory było niczym w porównaniu do tego z czym jeszcze będą musieli się zmierzyć, bo przecież to nie mogło być takie proste. Chociaż obydwoje w jakiś sposób byli pewni tego wszystkiego to w rzeczywistości stąpali po bardzo kruchym lodzie, gdzie jedynym pocieszeniem było to, że przynajmniej w końcu idą po tej cienkiej tafli z dłońmi splecionymi w mocnym i świadomym uścisku. I mogli dzielić swoją tęsknotę i strach i niepewność i każdego dnia walczyć, aby grunt pod nogami nie zaczął im jednak pękać.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  30. Mylił się. Dostał jej miłość właśnie dlatego, że mu się należała, a Julia w żaden sposób nie mogła tego kontrolować. Znali się od dziecka, wybrała do na swojego przyjaciela albo po prostu los ją popchnął w jego stronę, ale to nigdy nie były całkowicie racjonalne decyzje. We wszystkim tym to emocje pchały ją do przodu, a na nie wpływ miał właśnie Julien. To on sprawiał, że ciągle chciała się z nim przyjaźnić, on dał jej się poznać, on był przy niej, on sprawił, że to, że go kocha było tak oczywiste, że skoczyłaby za nim w ogień. A potem się w nim zakochała i nie dlatego, że chciała. Zakochała się pomimo tego, że nie chciała. I jasne, że mu się to należało, bo zasłużył na to każdym miesiącem ich przyjaźni, podczas gdy zbudowali taką więź, która nie rozpadła się nawet w momencie, kiedy oboje myśleli, że wszystko jest stracone. Dlatego kochała Juliena, kochała go teraz, stojąc przed nim jednocześnie silna i bezbronna, bo on całym sobą na to zasłużył. Był jej pewnością, jej ideałem, jej marzeniem, które teraz się spełniało, nawet jeśli chcąc tego równocześnie tego nie chciała. Jej rozum naprawdę nie miał nic do gadania, kiedy serce zaczynało się mieszać. A jej sercem władał teraz Julien Skehan i choć nie lubiła być kontrolowana to ta kontrola była podniecająca jak diabli.
    Zaśmiała się, kiedy tak uroczo przeczesał palcami włosy, bo zawsze to robił. Wplotła palce w jego dłoń i znów przyciągnęła go do siebie, jakby te pół kroku, które ich dzieliło to było za wiele. To tandetne, ale naprawdę czuła się, jakby przez te kilka miesięcy błądziła po pustyni i teraz, w końcu odnalazłaby wodę. Była spragniona i chciała pić, powoli i spokojnie, nigdzie się nie spiesząc, bo było to tak piękne, że nie chciała mieć dość zbyt szybko.
    Przymknęła oczy, kiedy zaczął palcem obrysowywać krawędzie jej ust, trochę bezczelnie i prowokująco, bo przecież jeszcze przed chwilą to jego cudownie miękkie wargi pieściły te usta. Uśmiechnęła się delikatnie, a na jego słowa uniosła powieki i spojrzała uważnie w jego ciemne oczy. Te oczy! Utonęła w nich całkowicie. Pokiwała głową, delikatnie się przysunęła, aby skraść mu relatywnie szybki, ale czuły pocałunek, po czym znów oparła się o ścianę. Ona nigdy nie potrafiła nazwać Hogwartu domem, mimo iż spędzała tam 10 miesięcy każdego roku. Dom był tam, gdzie była jej rodzina, gdzie był Matt, bo bez niego nigdy nic nie było całkowicie na swoim miejscu. Chociaż z czasem nauczyła tego, że przecież jej brat zawsze w jakiś sposób jest obok, bo przecież prawie nigdy jej nie zawiódł i zrobiłby dla niej wszystko. Wystarczyło poprosić, a czasem nawet i nie. Ale i tak rozumiała, co Julien ma na myśli, bo ona też czuła jakby wtedy, w lutym zmieniło się zbyt wiele, żeby nazwać to normalnością i Hogwartem, takim jak wcześniej.
    - Chcę, żebyś mnie przytulił i stąd zabrał, bo zaraz zamarznę. - odparła, marszcząc brwi, ale z uśmiechem na ustach. Było potwornie zimno i nawet Julia, która nie należała do zmarzluchów, zaczynała się trząść i nie zmieniały tego nawet fale gorąca, które wywoływał w niej ten chłopak. Jej chłopak. - A potem oczywiście wracamy na imprezę, bo jak nie to Lucy mnie zabije, a poza tym mam zamiar przetańczyć z Tobą wszystkie wolne, a między wolnymi wypiję więcej whisky niż powinnam, bo może jak się upiję to łatwiej mi będzie w to wszystko uwierzyć, bo jak na razie...
    Nie dane jej było dokończyć tego przydługiego zdania, bo Julien zamknął jej usta pocałunkiem, który odwzajemniła z uśmiechem i wielką rozkoszą, a zimno, które przed chwilą powodowało, że drżała, momentalnie gdzieś zniknęło.
    - Okej, chyba jednak nie wracamy na imprezę. - mruknęła, gdy już się od siebie oderwali i uśmiechnęła się łobuzersko.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  31. Julia miała absolutnie cudowne i szczęśliwe dzieciństwo. Z kochającymi rodzicami. Z bratem, dla którego była oczkiem w głowie i księżniczką, której przysiągł, że zawsze ją przed wszystkim obroni i będzie ją wspierał z całych sił, niezależnie co się wydarzy. Bez tuzina męczących koleżanek, które zazdrościłyby jej starszego brata, bo o księżniczkach mogły czytać tylko w bajkach. Był za to Julien, który na początku był tak niemiły i bezczelny, że po prostu nie mogła się z nim nie zaprzyjaźnić. Z resztą ona też była bezczelna, musiała być, żeby nikt nie wszedł jej za bardzo na głowę, bo nawet wtedy chciała radzić sobie ze wszystkim sama. Później jeszcze w jej życiu pojawił się najlepszy przyjaciel Matta – Adam i to właśnie Ci trzej chłopcy stali się najważniejszymi osobami w jej dzieciństwie, jeszcze przed rozpoczęciem szkoły. W Hogwarcie na początku było tylko gorzej. Udawała odważną i spokojną, kiedy tiara wskazała jej Ravenclaw, ale mimo że, jako zaczytana i ciekawa świata dziewczynka, pasowała tam idealnie, to w pierwszej chwili była przerażona i czuła, że nie pasuje tam zupełnie. Pasowałaby w Slytherinie z Mattem i Adamem albo w Gryffindorze z Julienem. Jako Krukonka została sama, a właściwie bała się, że została sama, bo chłopcy nigdy nie dali jej tego odczuć. Dzięki nim dostrzegła, że granice między szkolnymi domami nie są aż tak wyraźne i wcale nie tak trudno je pokonać, a do każdego Pokoju Wspólnego naprawdę łatwo się dostać. Biegała nocami po szkolnych korytarzach, zarabiając szlaban za szlabanem, aż w końcu nauczyła się ostrożności. Zrezygnować z tych wycieczek nie zamierzała, gdyż było to perfekcyjną szansą na spotkanie z kimś bliskim w kojącej ciszy i bez codziennego zgiełku. Tak właśnie płynęły dni w szkole – szybko, uciekając przez palce. W międzyczasie pojawili się nowi przyjaciele, niektórzy znikali, niektórzy zostawali, ale Julien niezmiennie był obok, nie pozwalając jej na samotność, nawet wtedy gdy Matt i Adam skończyli szkołę, a ona myślała, że z tęsknoty zwariuje. Ale jej świat się nie zawalił. Teraz była w ostatniej klasie. Matt mieszkał po drugiej stronie oceanu i mimo iż wpadł w lekki pracoholizm, to Julia dalej była księżniczką, Adam wrócił do jej życia po kilku latach braku kontaktu, miała jeszcze Freddiego, który był jej cudownym przyjacielem, nieważne co się działo, miała Lucy, która pomimo bycia dziewczyną i osobą, która w każdej chwili może gdzieś zniknąć, absolutnie skradła Julii serce, niedawno pojawił się Mathias, z którym jej więź z każdym dniem stawała się mocniejsza i był Julien. Julien, którego już myślała, że straciła na zawsze i naprawdę nie wierzyła w to, że wróci, mimo ogromnej nadziei. A teraz pojawił się, mieszał jej w głowie, mieszał jej w sercu, a ona jak na razie mu na to pozwalała. Bo to był Julien. Nie mogła znowu nie skorzystać z tej szansy, bo kolejna prawie na pewno by się nie pojawiła. A w międzyczasie Julia trochę dorosła i on również dorósł, bo wszystkim co zrobił lub nie zrobił tego wieczoru, zburzył mur, który budowała wokół siebie przez lata. Zburzył go stanowczo, ale delikatnie, nie krzywdząc jej i sprawiając, że w całej swojej niepewności, znowu była pewna. Tego, że będzie dobrze, tak samo jak uwierzyła mu, że będzie dobrze, kiedy została Krukonką, zamiast trafić do Gryffindoru razem z nim.
    Uniosła brwi, kiedy odsunął się od niej, uśmiechając się zadziornie. W rzeczywistości poczuła jak jego język musnął delikatnie jej górną wargę, bo przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz lekkiego podniecenia. To było coś nowego i w tamtym momencie już miała pogłębić pocałunek, kiedy nagle chłopak zwyczajnie go przerwał, zostawiając jej wilgotne jeszcze przez chwilę usta, samotnie na tym zimnym, październikowym powietrzu. Bezczelne i niemiłe, czyli typowy Julien (w wieku siedmiu lat). Był czas się przyzwyczaić, chociaż jeszcze nigdy w takiej sytuacji. Nie przejęła się, bo wiedziała, że prędzej i później będzie okazja, aby się za to zemścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uśmiechnęła się szerzej na jego słowa, a kiedy otoczył ją ramieniem, objęła go w pasie i dała się prowadzić w stronę schodów. Wizja chorowania, kiedy Julien byłby obok, gotowy robić jej trzydzieści herbat dziennie wydawała się tak cudowna, że prawie miała ochotę zostać na wieży i jeszcze trochę pozamarzać.
      - I tak możesz donosić mi ciepłe herbaty. - mruknęła, unosząc głowę i zimnym noskiem delikatnie przesunęła po żuchwie chłopaka. - Tyle, że do biblioteki, a nie do łóżka.
      Gdy tylko pokonali kilka schodów w dół, Julia nagle wyrwała się z jego objęć i wbiegła z powrotem na górę, wyciągając różdżkę. Machnęła nią w stronę harfy, a kiedy ta przestała grać, odłożyła ją w pośpiechu na miejsce i biegiem wróciła w objęcia Juliena. Mogli łatwo zapomnieć, bo gdy przestali tańczyć, muzyka stała się tylko i wyłącznie tłem do ich stęsknionych czułości, których rytm nie wyznaczała spokojna melodia, a raczej oszalałe bicie ich serc.
      Kiedy znaleźli się na dole, obkręciła się tak, że znalazła się po drugiej stronie Juliena i delikatnie wplotła palce w jego zwisającą luźno dłoń.
      - Z przyjaciółmi nie chodzę za rączkę. Chcesz być wyjątkowy to bądź. - odparła cicho, bezwiednie nieco kokieteryjnym głosem i posłała mu już świadomie kokieteryjny uśmiech, po czym ruszyła w stronę schodów, pociągając chłopaka za sobą.
      Prawda była taka, że Julia była bardzo przytulaśną osóbką i wtulona w kogoś bliskiego czuła się najlepiej, najbezpieczniej i najspokojniej, więc tak jakoś wychodziło, że z przyjaciółmi bardzo często chodziła objęta właśnie tak, jak przed chwilą z Julienem albo wcale, ale z nimi prawie nigdy nie chodziła tak po prostu za rękę, bo właściwie to nie miało konkretnego celu i sensu. Natomiast w miłości robiło się dużo rzeczy pozornie bez sensu, dlatego takie niby zwyczajne trzymanie się za rękę pasowało idealnie. Tak jak ich dłonie pasowały do siebie idealnie, bo Julii była prawie zawsze ciepła, a Juliena prawie zawsze zimna.
      W końcu korytarzem doszli do jego rozwidlenia, więc Julia zatrzymała się i spojrzała na chłopaka z uśmiechem, który bez przerwy cisnął jej się na usta.
      - To co? Dokąd mnie teraz zabierasz? - spytała, stając naprzeciwko niego i poruszyła dwukrotnie brwiami.

      Julia

      Usuń
  32. Julia zawsze rozumiała Patricka, bo ją również interesował mugolski świat, a dostrzegła, że wiele jego elementów może się przydać, nawet jeśli ma się w kieszeni czarodziejską różdżkę. Jak na przykład samoloty, którymi Julia latała w wakacje do Nowego Jorku i z powrotem, bo nie znosiła magicznego transportu. Rodzice nie do końca rozumieli co ona konkretnie robi i dlaczego podróż trwa kilka godzin zamiast kilku sekund, ale miała to gdzieś. Wolała nauczyć się korzystać z mugolskiego transportu niż musieć używać teleportacji albo innej strasznej formy przemieszczania się.
    To smutne, ale czarodzieje mieli skłonności do bagatelizowania tego, co niemagiczne i dziwne, ale według Julii to wszystko było nie mniej fascynujące niż nauka o magicznych stworzeniach, a w wielu sytuacjach mogło się okazać przydatne. Poza tym poszerzało horyzonty, nie było się już typowym czarodziejem, zamkniętym na własny świat, gdzie tylko za pomocą magii można coś osiągnąć, a kto jej nie używa jest słabszy, gorszy i na przegranej pozycji. Mugole byli inni, ale to nie czyniło z nich ludzi drugiej kategorii i Julia nigdy nie potrafiła tak o nich myśleć. Świat jest duży i wszyscy się na nim spokojnie zmieszczą, jeśli tylko będą akceptować różnice między sobą.
    Julię rozsadzała energia. Od kiedy przyszła kilkadziesiąt minut temu na imprezę aż do teraz, jej nastrój zmienił się od melancholijnego znudzenia, skrytego za bladym uśmiechem do szczerego uśmiechu, doskonale korespondującego z iskierkami w jej oczach, bo naprawdę czuła się szczęśliwa i podekscytowana każdą kolejną minutą, która miała nadejść.
    Po tym co powiedział Julien, jej oczy zmrużyły się z zaciekawienia, a na lekko rozchylone usta wkradł się subtelny uśmiech. Poczuła jakby żołądek przewrócił jej się do góry nogami, bo ona zwróciła uwagę na słowo moja i napawało ją co najmniej takim samym podekscytowaniem, co przerażeniem. Była jego, chciała być jego, ale jednocześnie bała się, że nie będzie potrafiła być czyjaś. Teraz wydawało się to niesamowicie proste, kiedy przez chwilę byli się tak cudownie oderwani od rzeczywistości, ale to nie mogło trwać wiecznie. Rzeczywistość zawsze wraca, a Julia wcale nie miała ochoty się od niej odrywać i nie zrobiłaby tego nawet dla Juliena, mimo że kochała. To wszystko wciąż nie było tak proste, jak oboje by tego chcieli.
    Przysunęła się do chłopaka powoli, patrząc mu w oczy, a rozbawiony uśmiech rozświetlił jej twarz. Jej druga dłoń odnalazła jego i splotła się z nią w pewnym, ale delikatnym uścisku. Wspięła się na palce, a ich usta szybko znalazły się na tym samym poziomie, milimetry od siebie.
    - Dama odprowadzi się sama. - szepnęła cicho, a jej miękkie wargi z każdym słowem prowokacyjnie muskały jego, jak obietnica, której już dziś miała nie spełnić, bo odsunęła się i z zadowolonym z siebie uśmiechem na ustach ruszyła w stronę Wieży Zachodniej. Po kilku szybkich krokach, odwróciła się na moment. - Dobranoc. - powiedziała, śmiejąc się bezgłośnie i zniknęła za rogiem.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  33. Julia zasnęła jak dziecko. Po powrocie do dormitorium wzięła zimny prysznic, zdecydowanie dłuższy niż zwykle, jakby niska temperatura miała jej uświadomić, że to wszystko nie było tylko wyobrażeniem, tylko iluzją, tylko snem. Nie było, bo mimo iż w powietrzu unosił się mocny kwiatowy zapach, to Julia wciąż wspominała zapach Juliena, a na ustach niemalże czuła jeszcze jego smak i wciąż jeszcze nie była w stanie myśleć racjonalnie. Z jej twarzy jeszcze długo nie schodził delikatny rumieniec, aż w końcu zasnęła z nim, chwilę po tym jak położyła głowę na poduszkę, a kołdrę podciągnęła aż po uszy. Rzadko miała problemy z zasypianiem, raczej w ogóle z położeniem się do łóżka, bo zazwyczaj musiała jeszcze zrobić miliard niezwykle ważnych rzeczy. Tym razem jednak nawet nie spojrzała na stertę książek i zwojów pergaminu przy łóżku i zasnęła tak spokojnie, jakby nic już nie miało znaczenia.
    Poszła spać tak wcześnie (jak na siebie), że obudziła się nawet chwilę przed wschodem słońca i od razu poczuła jakby teraz mogła latać. Aby rozładować ten nadmiar energii i uspokoić szalejące myśli, ubrała się ciepło i wyszła pobiegać. Obiegła jezioro z jednej strony, a kiedy w końcu wróciła do zamku, niedługo przed śniadaniem, była już trochę bardziej spokojna, trochę bardziej pewna i trochę prościej szczęśliwa. Wróciła do Wieży Zachodniej i ogarnęła się tak szybko, że na śniadanie dotarła jeszcze zanim Wielka Sala została otwarta. Oparła się więc o kolumnę i wyciągnęła z torby książką, na której treści ledwo mogła się skupić. Wiedziała, że ma sporo do przemyślenia, a jednoczenie zupełnie nie mogła uporządkować myśli, zbyt rozproszona przez podekscytowanie każdą chwilą, która była przed nią. Każdą chwilą z Julienem.
    Nagle poczuła czyjś oddech na swojej szyi i usłyszała cichy głos, na którego dźwięk motyle w jej brzuchu znów zerwały się do lotu. Opuściła dłoń, która trzymała książkę i uśmiechnęła się delikatnie, odwracając głowę w stronę chłopaka.
    - Hej. - szepnęła i delikatnie przygryzła dolną wargę.
    Rozejrzała się po Sali Wejściowej, a kiedy nie dostrzegła wokół nikogo, obróciła się, wspięła lekko na palce i na ustach Juliena złożyła długi, stęskniony pocałunek, równie delikatny, co intensywny, a zakończyła go szerokim uśmiechem i jeszcze jednym, drobnym muśnięciem warg chłopaka, po czym stanęła stabilnie na ziemi i ukryła twarz w dłoniach, chcąc zasłonić delikatny rumieniec, pojawiający się na jej policzkach. Po krótkiej chwili znów spojrzała na Juliena, a jego tak granatowe, że niemal czarne w tym świetle oczy, sprawiły, że jej dziwnie zakłopotany wyraz twarzy trochę przygasł i wyglądała po prostu uroczo, a każdy kto ją lepiej znał od razu powiedziałby, że promienieje.
    - Zjadłabym tosta z miodem, wiesz? - oznajmiła, śmiejąc się, bo zupełnie nie wiedziała co innego może teraz powiedzieć. Co się mówi swojemu przyjacielowi od dziecka, w którym się zakochało, a kiedy on się zakochał to się uciekło, a potem nie ozywaliście się do siebie przez kilka miesięcy, a potem nagle bum i jesteście razem? Ratunku! Co się mówi następnego dnia rano? Jasne, z pewnością mówi się o tostach z miodem!

    Julka

    OdpowiedzUsuń
  34. — Co? Nie… Znaczy tak, słucham cię. — Szepnęła odrywając wzrok od spokojnej tafli jeziora i przenosząc go na twarz Juliena. Uśmiechnął się delikatnie, gorączkowo próbując sobie przypomnieć wszystkie słowa, które padły z jego ust. Zmarszczyła lekko brwi, przez co na jej czole pojawiły się dwie, małe zmarszczki. Nie słuchała go uważnie, jednak wpadło do jej głowy i pozostało w jej myślach kilka kluczowych słów. Słów, które wcale jej się nie podobały, nie wiedziała tylko jak ma mu delikatnie powiedzieć, że to co robi jest nieodpowiednie. Przecież już niejeden raz mu tłumaczyła pewne zachowania, a on… On nie słuchał. Był obok niej, opowiadał wszystko co potrzebował z siebie wyrzucić, a później niby czekał na jej komentarz, który miał go nakierować. Avalon zaczynała się zastanawiać po co tak właściwie traci swój czas na Juliena, skoro on i tak niczego się nie uczy, niczego nie słucha… A nawet jeżeli, to nie rozumie. Nie wyciąga odpowiednich wniosków i dalej działa według swoich, już utartych schematów, które w mniemaniu srebrnowłosej były beznadziejne. Zagryzła wargę i westchnęła cicho.
    — Jeżeli chcesz ugrać coś z Julią to przede wszystkim musisz skończyć te spotkania z tą drugą dziewczyną… — Powiedziała w końcu, chociaż jej ton głosu wcale nie brzmiał przyjemnie. Wręcz odwrotnie. Była zmęczona, szczególnie tą opowieścią, bo dla niej sprawa była jasna. Jeżeli mu zależało na Krukonce, powinien wybić sobie z głowy wszystkie inne dziewczyny, chyba, że uczucie kierowane do Juli nie było tym prawdziwym, wówczas najlepiej by było, gdyby wybił sobie z głowy obie te dziewczyny, dając im święty spokój. Spokój, którego zapewne obie pragnęły. Tak przynajmniej wydawało się Avalon, bo tego ona właśnie sama pragnęła najbardziej. — Jesteś śmieszny, Julien. — Dodała jeszcze, z pewnością niepotrzebnie, jednak gdy zorientowała się co takiego właściwie mówi, było za późno. Słowa padły z jej ust i z pewnością dotarły do uszu Gryfona. — Chodzi mi o to… Gdybyś naprawdę czuł coś do Julii, nie byłbyś w stanie myśleć o innej. — Dodała tłumacząc, jakby chciała cofnąć swoje poprzednie słowa, chociaż dobrze wiedziała, że to na nic.
    Moore miała swoje problemy, o których nikomu nie mówiła. Miała w głowie tak wiele myśli, nad którymi nie była w stanie zapanować. W jej krótkim życiu wydarzyło się tak dużo… ale dziewczyna zdecydowanie nie była gotowa to podzielenia się wszystkimi przeżyciami. Jeżeli postanawiała już coś powiedzieć, starannie wybierała fragmenty, które po prostu nadawały się do opowiedzenia. — Pomyśl sobie, spotykam się z Arsellusem. Myślisz, że gdybym dowiedziała się, że ugania się za inną byłabym szczęśliwa? Nawet gdyby to mnie wyznał miłość, ale co jakiś czas musiałby się spotkać z tą drugą? Oczywiście, że nie. — Miała nadzieje, że wyraźnie zobrazowany przykład dotrze do jego makówki i sprawi, że zrozumie swoje postępowanie. Po chwili zapytała go jeszcze czy w ogóle jest w stanie jasno określić swoje uczucia względem obu dziewczyn. To również było ważne, chociaż Avalon nie lubiła zabawy w swatkę nie chciała zostawiać go bez rady, której tak bardzo oczekiwał. Nie chciała go też zostawiać samego sobie bo dobrze wiedziała jak to jest… Sama znajdowała się w takiej sytuacji i szczerze tego nienawidziła. Nienawidziła tego, że nie ma do kogo odezwać się słowem, że nikt nie widzi jej jako osoby, która również potrzebuje pomocy. Owszem, nie była wylewna, nigdy sama do nikogo nie podeszła sugerując, że ma problem i potrzebuje z kimś chwilę porozmawiać, ale również tego potrzebowała. Wszyscy o tym zapominali, a ona dusiła w sobie wszystko. Z każdym kolejnym dniem coraz więcej i chociaż były momenty gdy była szczerze szczęśliwa, ostatnio było ich znacznie mniej. Odwróciła głowę na bok i zerknęła ponownie na wodę. Zamrugała szybko powiekami, starając się w ten sposób zahamować łzy, które zaszkliły jej oczy. Pociągnęła delikatnie nosem i uśmiechnęła się, odwracając się w stronę Juliena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. — Najlepiej chyba będzie, jeżeli zrobisz to, co podpowiada ci serce. — Odezwała się spokojnie, zastanawiając się nad tym czy sama powinna zastosować się do swojej rady. Tylko, że Avalon nie była pewna co takiego podpowiada jej serce. Miłość jej życia stała po przeciwnej stronie barykady i robiła dokładnie to, czego Avalon nienawidziła najbardziej na świecie. Jej morale zostały wystawione na próbę, a ona… Ona była zagubiona. Zabłądziła w tym wszystkim, nie mając pojęcia co robić, jak robić i… Czy w ogóle robić. Zacisnęła delikatnie pięści i spojrzała w końcu proszącym o pomoc, wręcz błagalnym spojrzeniem na Juliena. Tylko nie potrafiła mu przekazać, w jakiej paskudnej znajduje się sytuacji. Nie umiała się przyznać, że jej chłopak robi coś, czego robić nie powinien, coś co powinno zostać zgłoszone, ale… Co ona niby miała zrobić? A może… Może faktycznie nie było tak źle, nie było jeszcze tak niebezpiecznie. Ponownie odrzuciła od siebie złowrogie myśli i wróciła do spraw Juliena.
      — Musisz wybrać jedną. Nie możesz iść do Julii do póki nie zakończysz sprawy z tamtą dziewczyną… Mówiłeś, że jak jej na imię? — Zerknęła na Julilena, próbując sobie przypomnieć czy ten w ogóle wspominał kim konkretnie jest tamta Puchonka.

      Avalon

      Usuń
  35. Była szczęśliwa. Oczywiście, że była szczęśliwa. A przede wszystkim była szczęśliwsza niż przez ostatnie kilka miesięcy, bo na widok Juliena już nie czuła bólu, smutku i paskudnej tęsknoty. Teraz był znowu obok i jakkolwiek nierealne się to wydawało, to z pewnością było prawdziwe. Ale Julia nie była szczęśliwa bez wątpliwości. Nie potrafiła być, bo to nie tak, że Julien w jednej chwili ją naprawił i spowodował, że wszystko stało się dla niej nagle proste i oczywiste. Stało się możliwe i to bardzo wiele, ale wciąż to tylko czubek góry lodowej. Julia nie zmieniła myślenia. Nadal bała się związków, bała się tego związku, bała się jakiegokolwiek poważnego zobowiązania, bała się być czyjaś, bała się tego, że ktoś będzie jej, a jednocześnie wydawało jej się, że wszystko jest dokładnie na swoim miejscu, a ten chłopak jest tym, o którym marzyła, tym, który jest dla niej idealny. Ale wciąż była pełna wątpliwości i chorych kontrastów, bo znów stała z Julienem nad przepaścią, w którą właściwie obydwoje skoczyli. Bo myślała, że umie latać, ale czuła jakby jednak brakowało jej skrzydeł. Bo wiedziała, że będzie dobrze, mogąc się jednocześnie zakładać, że w końcu roztrzaskają się o kamieniste dno. A kiedy patrzył w jej oczy i był obok czuła się tak samo przerażona, co spokojna. Wszystko było sprzeczne. I na razie po prostu poddała się temu, bo poza tym, że kocha, nie miała zielonego pojęcia co dokładnie czuje i musiała uwierzyć w intuicję i instynkt i serce.
    Wzdrygnęła się, gdy drzwi do Wielkiej Sali zaczęły się otwierać i znów rzuciła uważne spojrzenie na otoczenie. Pojedyncze grupki uczniów, głównie pierwszoklasistów, zmierzały na śniadanie, a z każdą chwilą z różnych stron wychodziło więcej osób i więcej. Julia nie chciała publiki. Nie chciała, żeby ktoś widział ją z Julienem i była pewna tego, a równocześnie było jej głupio, że tak myśli. Chyba nie powinna. Ale nie chciała, żeby jej przyjaciele dowiedzieli się w ten sposób. Nie chciała, żeby ktokolwiek się dowiedział, podczas gdy ona sama była jeszcze tak przerażona i pełna wątpliwości, nawet jeśli wydawała się spokojna, bo właściwie spokojna też była. To chore. Głupie. Bezsensowne. Ale bardzo nie chciała stać się nagle obiektem plotek, nie chciała być kolejną szkolną parą, o której wszyscy wiedzą. Nie chciała tego ujawniać, bo było zdecydowanie za wcześnie. Chciała, żeby na razie to było tylko ich, dopóki sama nie oswoi się z tą myślą. A on nagle ujął jej dłoń i ruszył w stronę wejścia do Wielkiej Sali. Nie umiała tej dłoni tak po prostu wyszarpnąć. Jakaś gulka dyskomfortu pojawiła się nagle w jej gardle. Nie wiedziała co robić. Kiedy ucałował jej skroń, na chwilę zrobiło jej się lepiej, ale to był tylko krótki moment, bo ten uroczy, ale publiczny gest zaraz sprawił, że poczuła się jeszcze gorzej. Ruszyła za nim powoli i chyba na tyle niepewnie, że zaraz wyczuł, że coś nie gra. Zatrzymała się, spojrzała w błękitne oczy Juliena i odetchnęła głęboko. Nie chciała go zawieść, ani krzywdzić, ale musiała być z nim szczera, bo zasługiwał na to. Pokręciła głową, spojrzała na ich splecione dłonie i bardzo powoli i delikatnie, wyswobodziła swoją rękę z jego uścisku.
    - Porozmawiamy o tym później, jeśli chcesz. - powiedziała lekko drżącym z nerwów głosem i odsunęła się odrobinę. - Jestem twoja, ale nie chcę, żeby cały Hogwart o tym wiedział.
    Spojrzała na niego przepraszająco i uśmiechnęła się słabo. Miała nadzieję, że zrozumie, nie będzie zły, nie poczuje się zawiedziony. Chciała to zrobić powoli i jak należy.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  36. Kiwnął głową, uśmiechnął się, powiedział coś więcej niż aha, a Julia i tak czuła się, jakby robiła źle, jakby właśnie go krzywdziła i była najgorszym człowiekiem na świecie. Przecież kochała tego chłopaka i powinna chcieć wykrzyczeć to całemu światu albo przynajmniej mieć gdzieś świat i zaakceptować to, że teraz on jest jej światem. Ale to było coś, z czym zawsze wiedziała, że będzie miała problem i również to ją blokowało. Teraz boleśnie okazywało się, że miała rację i nie potrafi tak po prostu uznać, że on jest dla niej najważniejszy, że jest numerem jeden i centrum wszechświata. Musieli porozmawiać o tym wszystkim, bo może potrafili całkiem nieźle czytać swoje emocje, ale myśli już niekoniecznie.
    - Jasne, że możesz. - odpowiedziała ciepłym głosem, uśmiechając się nieśmiało i patrząc z lekko zmarszczonymi w zmartwieniu brwiami na dziwnie nieprzeniknioną twarz Juliena, bo jedyne co było na niej widać to to, co wisiało nad nimi już od dłuższej chwili. To, że nie wszystko jest w porządku.
    Kiedy wspomniał o tostach, przez moment myślała, że przynajmniej na razie może już przestać o tym myśleć, że jego to aż tak nie dręczy, a wrócą do tematu na spokojnie wieczorem. Ale on nagle poruszył się, jakby chciał ją pocałować, a ona zrobiła coś tak odruchowo, że sama nawet nie wiedziała, kiedy to się stało. Odsunęła się. Odwróciła wzrok, widząc jego zmarszczone brwi. Nie potrafiła spojrzeć mu w oczy, bo było jej głupio. Chciała go pocałować, chciała to zrobić w każdej chwili, a mimo wszystko odsunęła się, jakby atakował ją nożem.
    Po chwili uśmiechnęła się łobuzersko pod nosem, bo w jej głowie pojawił się pomysł. Zły, ale wystarczająco dobry, aby zniszczył tę okrutnie ciężką atmosferę między nimi. Rozejrzała się dookoła, ale nie dostrzegła nikogo znajomego, więc złapała chłopaka za nadgarstek i pociągnęła za sobą za najbliższą kolumnę, która jakkolwiek odgradzała ich od wzroku uczniów. Przycisnęła plecy do zimnego kamienia i spojrzała w znów niemal czarne oczy chłopaka, które mówiły wszystko i nic jednocześnie. Ona chciała tego wszystko. I chciała zabrać ból, i wątpliwości, i tęsknotę, i każdą złą emocją, przemykającą przez jego dobre oczy. Tego akurat była pewna i teraz nie czuła, że żołądek ma przewrócony do góry nogami, bo ukryta za szeroką kolumną mogła być tylko jego, chociaż na moment.
    Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała, jakby właśnie co najmniej wbiegła na szczyt Wieży Astronomicznej, a w jej brzuchu znów przyjemnie latały motylki. Nie drgnęła, nie zwilżyła warg jakby w zaproszeniu, nie rozchyliła ich delikatnie, nie przysunęła Juliena do siebie. Patrzyła jedynie w jego oczy, czekając na jego ruch, jego reakcję i jego decyzję, a z każdy kolejny ułamek sekundy jego, skierowanego na nią spojrzenia, sprawiał, że jej ciało rozpalało się wewnątrz do czerwoności.
    - Kończę o osiemnastej. - odparła cicho, ale nawet jej własne słowa szumiały jej w uszach w taki sposób, jakby wcale to nie ona je wypowiedziała, bo cała jej uwaga skupiała się na Julienie i nie słyszała gwaru uczniów za swoimi plecami, przesuwanych w Wielkiej Sali talerzy, sztućców uderzających od siebie, bez jakiegokolwiek rytmu. Słyszała tylko krew dudniącą jej w skroniach, a Julien był w tym momencie wszystkim, na czym skupiała swoją uwagę.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  37. Była zła, chociaż zasłużyła. Ale to było jak tortury, jakby na jej rozgrzane słońcem ciało ktoś wylał nagle kubeł lodowatej wody. Czekała na jego reakcję, która wydawała jej się w tamtej chwili tak oczywista, że gdy nagle nie nastąpiła, ekscytacja zamieniła się w złość.
    Jego ciche słowa, wypowiedziane miękkim, łagodnym głosem, sprawiły, że w całym tym napięciu, rozluźniła się, a nogi niemalże zaczęły się pod nią uginać. Potem stanął bliżej, nachylił się nad nią, a jej serce wydawało się chcieć wyskoczyć z piersi. Następnie delikatnie ujął jej podbródek i spojrzał tak głęboko w oczy, jakby był w stanie zerknąć do jej duszy i dowiedzieć się o niej wszystkiego, a ona tonęła w jego oczach, czując w głowie jakiś idealny spokój, chociaż na moment. Ale później, kiedy już myślała, że w końcu pokona te dzielące ich kilka cali i złoży na jej ustach obezwładniająco piękny pocałunek, on odwrócił jej głowę i delikatnie musnął ustami jej policzek, po czym odsunął się, puścił jej bezczelnie oczko, uśmiechnął się zadowolony i wyminął ją w drodze do Wielkiej Sali, zanim w ogóle na jej twarzy pojawiło się cokolwiek poza zaskoczeniem. Zmarszczyła brwi, kręcąc głową z niedowierzaniem i jeszcze chwilę stała, oparta o filar, aż w końcu jej ciało uspokoiło się na tyle, że była w stanie zrobić cokolwiek i udawać, że nic się nie dzieje. Ruszyła szybkim krokiem do Wielkiej Sali i od razu usiadła przy stole Krukonów, na wszelki wypadek tak, aby nie mieć Julena w zasięgu wzroku, bo jakaś część niej miała ochotę rozszarpać go na strzępy. Na szczęście przez kolejne kilka godzin nie miała na to szansy, bo nie widzieli się nawet na chwilę, aż do wieczora. Trening zakończył się chwilę po osiemnastej i kiedy Julia wylądowała na ziemi, Julien już tam był. Podeszła do niego na odległość kroku i zaczekała, aż ostatni zawodnik zniknie za drzwiami szatni. Jej twarz była zupełnie pozbawiona emocji, jakby złość ukryła je wszystkie w środku. Ale potem spojrzała na chłopaka i zmarszczyła lekko brwi. Takie jakby zawieszone w powietrzu pocałunki były wprawdzie ekscytujące i elektryzujące, ale pozostawiały niemal zupełnie bez satysfakcji i kiedy działo się to zbyt często, chyba potrafiły wkurzać. A przynajmniej ten jeden wkurzył Julię. Chociaż chyba ona również powinna się w końcu nauczyć, że nie zawsze dostaje się to, czego się chce.
    - Nie rób mi tego więcej. - powiedziała poważnym tonem, ale zaraz uśmiechnęła się lekko. - To znaczy rób, ale... nie za często. Bo oszaleję.
    Z każdym słowem przysuwała się bliżej do niego, aż w końcu stałą tak blisko, że ostatnie zdanie mogła wypowiedzieć szeptem.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  38. Julia nie miała pojęcia czego chce. Wiedziała w lutym. Wtedy potrafiła podjąć decyzję, była jej pewna od początku do końca i jak na tym wyszli? Tak, że przez ponad osiem miesięcy każdy cierpiał osobno i kochał osobno i tęsknił osobno i chciał czegoś i czegoś nie chciał i wcale nie było fajnie. A teraz nie wiedziała czego chce i dla niej samej to była nowość, bo zazwyczaj miała inaczej. Podejmowała raczej rozsądne decyzje, w miarę twardo stąpała po ziemi, umiała powiedzieć nie, umiała wyrazić swoje zdanie i się go trzymać. A teraz była cholernie niepewna i w tej całej niepewności szczęśliwsza niż zwykle. I wewnątrz czuła jakiś spokój, bo Julien to nie był ktokolwiek, pierwszy lepszy chłopak, którego właściwie poznała tydzień temu i są razem, bo jest przystojny i świetnie całuje. Julien był jej przyjacielem i mogła mu bezwzględnie zaufać. No i poza tym był przystojny i świetnie całował. Ale nie o tym!
    Julia nie chciała zawsze dostawać od Juliena tego, czego chce. Nie była księżniczką, która w przeciwnym razie zrobi aferę na cały zamek, a później się teatralnie rozpłacze i trzaśnie drzwiami do swojej komnaty. To wszystko było o wiele bardziej skomplikowane i na początku nie miała pojęcia jak ująć to w słowa i w ogóle od czego zacząć. Pokiwała głową na jego słowa i postanowiła zacząć od początku. Czyli od powitania. Wspięła się na palce i pocałowała swojego chłopaka w policzek.
    - Dobrze, że jesteś. - powiedziała cicho i uśmiechnęła się delikatnie, ze szczerą wdzięcznością, błyszczącą jej w oczach. Jeszcze przez chwilę patrzyła na niego w ciszy, aż w końcu ruszyła w stronę szatni i po drodze złapała go za rękę. Potwornie zimną rękę. Uścisnęła ją mocniej, jakby chciała mu oddać całe swoje ciepło. - Chodź do szatni, bo zamarzniesz mi tutaj i to ja będę Ci musiała robić herbatę. A ja nie mam czasu na głupoty.
    Uśmiechnęła się tak, że od razu było widać, że kłamie i robiłaby mu nawet sto herbat, jeśli tylko byłaby taka potrzeba. Puściła jego dłoń pod pretekstem otwarcia drzwi, ale oboje wiedzieli, że nie o to chodzi. Julia weszła pierwsza, wskazała Julienowi miejsce na ławce, a sama poszła odstawić miotłę na miejsce i zdjąć niepotrzebne elementy stroju. Niektórzy członkowie drużyny poszli już do zamku, a reszta brała jeszcze prysznic albo robiła jakieś inne zwyczajne rzeczy, na szczęście nie zwracając na Gryfona większej uwagi, bo nie chciałoby jej się teraz dyskutować o tym, że jej chłopak, o czym właściwie nikt nie wiedział, nie jest szpiegiem. Wróciła do niego i usiadła obok.
    - Nie chcę, żebyś zawsze dawał mi to, czego chcę. - odparła cicho, bo i tak nikt nie zwracał na nich uwagi, a z tego zakątka szatni raczej nie było ich słychać. Wszyscy, którzy zostali krzątali się w okolicy kominka i drugiego wyjścia, bo to przy którym oni siedzieli, prowadziło tylko na stadion i nie było tamtędy przejścia do zamku, chyba że bardzo na około. - Chcę, żebyś robił tylko to, czego Ty chcesz. Mi nie będzie w tym dobrze, jeśli Tobie nie będzie.
    Nie chciała być księżniczką i zawsze decydować. Chciała, żeby czasem ktoś podjął decyzję za nią, ale to akurat jakoś głupio było powiedzieć głośno.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  39. Po tym co wyszeptał jej do ucha pokręciła głową, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, on kontynuował, a ona nawet nie zamierzała mu przerywać. Tylko siedziała, wpatrując się w niego uważnie kątem oka, a wewnętrznie wkurzała się na siebie za swoje słowa, bo były zdecydowanie zbyt nieprzemyślane i chyba to, że ona wiedziała co ma na myśli nie oznaczało od razu, że on będzie wiedział, bo nie ćwiczył legilimencji. Chociaż właściwie nawet gdyby umiał czytać w myślach to i tak zaraz zgubiłby się w tym bałaganie, jaki Julia miała w głowie, bo dla niej samej nie było łatwo.
    Jego słowa, choć wypowiadane łagodnym głosem i z delikatnym uśmiechem na ustach, brzmiały dla niej jak atak, który przyjmowała spokojnie, bo czuła jakby na niego zasłużyła. Tylko, że ten atak przy okazji niósł za sobą całkiem poważny i odważny przekaz. Taki, że dla niej chce się zmieniać i było to jednocześnie wspaniałe i niebezpieczne, bo pokochała go dokładnie takim, jakim był, a on chyba sobie ubzdurał, że jest jakkolwiek niewystarczający. A był idealny. Ze wszystkimi jego wadami i zaletami, akceptowała go od kiedy poznali się w piaskownicy i nie chciał jej pożyczyć łopatki czy tam czegoś. I później również, nawet jeśli się kłócili, wkurzali, Julia chodziła obrażona to i tak wracała, bo akceptowała w nim dużo więcej niż on wiedział. Nie była pewna czy chce go jakkolwiek zmieniać, chociaż zdanie, że samolub chce słuchać tego, co ona ma do powiedzenia, nawet jeśli wypowiedziane jakimś dziwnie atakującym według niej tonem, brzmiało rozczulająco.
    Po jego ostatnich słowach, zmarszczyła brwi w lekkim grymasie, ale wyraz jej twarzy złagodniał, gdy poczuła subtelny i czuły dotyk na swoim policzku, jakby to wszystko co się dzieje było dziwną paradą sprzeczności, która wbrew pozorom miała w sobie jakiś sens. Przeniosła wzrok z podłogi na oczy chłopaka i uśmiechnęła się słabo, mimo spojrzenia wyrażającego coś pomiędzy smutkiem a zmartwieniem, ale oczy Juliena jak zwykle mówiły jej, że będzie dobrze i dadzą radę.
    - Nie wiem co powiedzieć. - odparła i odetchnęła głęboko, przenosząc wzrok znów na ścianę przed sobą, jakby nie chciała, żeby cokolwiek ją rozpraszało. - Strasznie ciężko mi dzisiaj ubrać w słowa to co myślę.
    Schowała na moment twarz w dłoniach, śmiejąc się cicho z zażenowania. Zaraz jednak spoważniała.
    - Po pierwsze, wiem, że to działa w dwie strony, bo... - jęknęła cicho, bo sama już nie wiedziała co mówi. W głowie miała mętlik, a w dodatku była potwornie zmęczona po treningu i to naprawdę nie było dobrą mieszanką. - Dobra, zacznę od końca. Jeżeli chodzi Ci o to, co się działo rano to to nie jest tak, że ja chcę Ci czegokolwiek zakazywać. Tak jak powiedziałam wtedy, jestem Twoja, ale nie jestem gotowa na to, aby wszyscy o tym wiedzieli, zwłaszcza, że nie wiedzą o tym moi przyjaciele i nie pozwolę, aby dowiedzieli się w inny sposób niż ode mnie, bo to nie jest fair.
    Zrobiła chwilę przerwy, jakby na oddech, bo mimo że mówiła spokojnie to jednak dość szybko. Tak naprawdę musiała uporządkować myśli. Przynajmniej niektóre.
    - To co wydarzyło się wczoraj... To było cudowne i cieszę się, a jednocześnie dawno nie bałam się bardziej. - przełknęła ślinę z trudem i spojrzała na Juliena. Potrzebowała kolejnej porcji będzie dobrze, bo to naprawdę nie były łatwe słowa do wypowiedzenia. Już raz strach zniszczył między nimi wszystko i teraz byli zarówno daleko od tego, jak i blisko. - Boję się, że znowu nie dam rady, wszystko popsuję, skrzywdzę Cię i Cię stracę.
    Jej oczy zalśniły od łez, bo jej własne słowa przywołały niełatwe i bolesne wspomnienia.
    - Nie chcę Cię tracić. - jej głos drżał. Przymknęła oczy na moment i zaraz otworzyła je, wcale nie silniejsza. Była słaba, delikatna i mogłaby wystraszyć się teraz nawet własnego cienia. Przeniosła spojrzenie na szatnię, a kiedy nie zobaczyła nikogo, wstała i poszła, aby się upewnić. Byli sami, a klucz leżał na stole przy wyjściu. Wróciła do Juliena, usiadła obok, wplotła palce w jego dłoń i patrzyła na nią, jakby to właśnie tam miała odnaleźć upragniony sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Nie masz wrażenia, że to jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe? - spytała, ale kontynuowała, zanim zdążył odpowiedzieć, a na jej usta nawet wkradł się uśmiech. - Bo ja tak. Nawet teraz nie mogę uwierzyć, że to się dzieje.
      Mocniej ścisnęła jego dłoń, jakby samą siebie musiała przekonać po raz kolejny, że Julien jest obok.
      - Nie jestem gotowa na to, żeby cała szkoła o nas wiedziała. Najpierw to musi dotrzeć do mnie. - uniosła lekko jeden kącik ust w krótkiej chwili przerwy. - I nie chcę Ci nic zakazywać. Nie chcę, żebyś robił coś tylko ze względu na mnie, jeśli Ci się to nie podoba. Ale przede wszystkim najpierw musimy rozmawiać, żebyś wiedział co myślę i dlaczego. Jeśli nadal się ze mną nie zgodzisz to okej, znajdziemy jakiś kompromis, ale nie możesz robić nic wbrew sobie, tylko dlatego, że ja czegoś chcę.
      Zrobiła kolejną pauzę, ale właściwie chyba już skończyła. Reszta myśli dalej była w chaosie i nie chciała ubierać się w jakiekolwiek logiczne zdania.
      - Kocham Cię, Julien. - powiedziała wstając z ławki, ale uklękła jeszcze na niej jednym kolanem, wplatając delikatnie palce we włosy chłopaka, z tyłu jego głowy, a kciukiem powoli gładziła go po skórze za uchem. - I chyba tylko to jest jakkolwiek proste i oczywiste.
      Wzruszyła lekko ramionami z uśmiechem i patrzyła przez chwilę chłopakowi w oczy.
      - Pójdę tylko pod prysznic i zaraz wracam. - oznajmiła cicho i ruszyła w stronę łazienki. Potrzebowała tego tak bardzo i to nie tylko dlatego, że czuła się zupełnie niekomfortowo siedząc obok Juliena mokra od potu. Była wyczerpana po treningu, wyczerpana po tej rozmowie, w której odsłoniła więcej emocji niż myślała, że jej się uda, a teraz zgnieciona przez nie wszystkie i nadal będąc przeciwieństwem wewnętrznego porządku, chciała kilku minut sama ze sobą pod zimnym prysznicem, który może przynajmniej uspokoi jej napięte ciało, a jak dobrze pójdzie to może uspokoi również jej głowę.

      Julia

      Usuń
  40. Dopiero gdy zamknęła za sobą drzwi łazienki, dotarło do niej jak trudna to była rozmowa. Odsłoniła przed Julienem swój strach – coś, co zawsze chowała w sobie i starała się nie okazywać, bo nigdy nie chciała czuć się słaba albo bezbronna. A dzisiaj była słaba, bezbronna i w dodatku bezsilna, bo nie mogła znaleźć prostego, jednoznacznego rozwiązania, bo takie nie istniało. To nie był test z transmutacji. Jak w ogóle miała dokonywać słusznych wyborów, jeśli strach wymuszał na niej dbanie o samą siebie, a jednocześnie to na Julienie zależało jej bardziej niż na sobie? I nie miała tak tylko z nim, bo było jeszcze kilka osób, za którymi skoczyłaby bezwarunkowo w ogień, ale w przyjaźni to było jakby prostsze, chociaż tak naprawdę tak jej się tylko wydawało. Przyjaźń nie różni się od miłości aż tak. Związek wymaga większego zaangażowania, zawsze czegoś więcej, ale w gruncie rzeczy opiera się na bardzo podobnych emocjach i być może bardziej ekscytujących, może unoszących nad ziemię, może czasem trudniejszych, ale to wszystko miało bardzo podobną podstawę i gdyby Julia od razu zdała sobie z tego sprawę, byłoby prościej. Bo przyjaźnić się umiała, a być z kimś nie. I w każdej chwili, a najbardziej wtedy, kiedy oparła się o łazienkowe drzwi i osunęła się pod niech na ziemię, czuła jakby błądziła w ciemności – bezsilna, niepewna, wystraszona każdym krokiem. Dawno zbierające się w kącikach oczu łzy, w końcu spłynęły po jej policzkach, a ona pozwalała im płynąć, nawet nie chowając twarzy w dłoniach, bo przed samą sobą nie musiała. I tak nie mogła od siebie uciec. Całe jej ciało drżało, a serce dudniło w jej piersi tak mocno, że wydawało jej się, że zaraz pęknie i przestanie bić. Nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku. Tylko płakała przez kilka minut w absolutnej ciszy, nie myśląc zupełnie o niczym, bo myśli przyciskały ją do ziemi, a ona musiała wstać i biec dalej, jakkolwiek trudne by to nie było, mimo że jednocześnie wyjątkowo proste.
    W końcu podniosła się, zdjęła ubranie i weszła pod kojący strumień zimnej wody. Umyła szybko całe ciało i włosy, robiąc to jakby automatycznie, a potem stała jeszcze chwilę, oddychając już znacznie wolniej, kiedy miliony kropli otulały jej skórę i gasiły ogień, który pod nią płonął. Czuła się lepiej, spokojniej, chociaż to było trochę zbyt odrywające od rzeczywistości, do której za moment miała wrócić. Wyłączyła wodę, włosy zawinęła w turban, a ciało osuszyła ręcznikiem powoli, niespiesznie, dając sobie jeszcze chwilę czasu poza realnością. Zaraz jednak ubrała się, rozpuściła mokre, ale już nie ociekające wodą włosy, które rozczesała lekko dłońmi i wyszła niepewnie z łazienki, bojąc się, że po tym zimnym prysznicu zaraz uderzy ją obezwładniające ciepło kominka, które zwali ją z nóg. Ale pomijając metaforę, odetchnęła tylko głęboko, kiedy poczuła jak jej płuca wypełnia świeże powietrze, dochodzące z krótkiego korytarza na stadion, w którym zostawiła Juliena. I było jej jednocześnie zimno i ciepło, bo wokół odbywała się cudowna walka ognia w kominku z październikowym chłodem, tworząc idealną kombinację, w której Julia czuła się najlepiej. I czuła się spokojnie, stabilnie, nic jeszcze nie zwaliło jej z nóg.
    Wyszła zza rogu i już miała podejść do chłopaka, kiedy nagle zaczął mówić. Stanęła, oparta ramieniem o ścianę, dając mu przestrzeń, której być może potrzebował. Słuchała jego słów uważnie i w dziwny sposób nie martwiła się o kolejne, jakby zaufanie było silniejsze, bo i tak będzie dobrze. Nagle odwrócił się, a na jego jednocześnie bliskiej, ale przecież tak odległej twarzy dostrzegła strach, o którym mówił. Przykryty maską odwagi, ale strach. Nie mniejszy niż gdyby teraz miała zabrać go na wysokie drzewo, tak jak niejednokrotnie chciała, gdy byli dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde jego kolejne słowo sprawiało, że wielka gula rosła w jej gardle, również dlatego, że w jego wyrzucanych na zewnątrz myślach, potrafiła odnaleźć siebie. Bo ona też bała się siebie. Obserwowała go jak zbliża się do niej powoli, aż zatrzymał się kilka kroków przed. Kiedy powiedział, że ją rozumie, uśmiechnęła się łagodnie w odpowiedzi, ale później...
      Nigdy sobie tego nie wybaczę. I ujął w tym cały swój strach i cały jej strach i wątpliwości, a ona chciała tylko podejść i go przytulić, choć dała radę jedynie oderwać ramię od ściany. W jej oczach znowu pojawiły się łzy, którym nawet nie zamierzała dać spłynąć. Podszedł blisko, tak że widziała jak jego klatka piersiowa unosi się i opada, starając się nadążyć za niespokojnym sercem. Uniosła dłoń i delikatnie musnęła opuszkami palców okolice jego mostka, wpatrując się przez chwilę w ten punkt, jakby oderwanie wzroku od oczu Juliena, pozwalało lepiej jej się skupić na słowach, które wypowiadał trochę z pewnością, a trochę z niemniejszym trudem niż ona wcześniej swoje. Kiwnęła głową na jego prośbę, pokazując, że się zgadza. Dotyk jego chłodnej skóry na jej policzku sprawił, że poczuła ulgę, bo bliskość rzeczywiście nie powodowała już większego zagubienia. Julii dawała większą pewność i może troszkę odwagi. A potem usłyszała jego ostatnie zdanie. Uniosła wzrok, pełen wzruszenia i zrozumienia, bo miała wrażenie jakby doskonale zrozumiała przekaz i tak było. To była obietnica. Że cokolwiek się nie stanie, jakiejkolwiek decyzji nie podejmą, ona go nie straci. Będzie kolejny raz gotowy powiedzieć, że nic się nie zmieniło. Bo będzie kochał i tęsknił i będzie jej. A to było jednocześnie uspokajające i przerażające, bo tak bardzo nie chciała aby cokolwiek się stało i aby własny strach ją po raz kolejny pokonał.
      Zrobiła maleńki krok w stronę Juliena, tak że stała maksymalnie blisko. Oderwała spojrzenie od jego oczu i wtuliła się w zagłębienie tuż przy jego szyi, przymykając powieki i wdychając subtelny zapach jego skóry. Jedną ręką delikatnie objęła go w pasie, a drugą błądziła gdzieś spokojnie w okolicy jego żeber, zataczając między nimi maleńkie kółeczka. Oddychała powoli, jakby teraz to przynajmniej ona miała być spokojna i w jakiś sposób była. Nie czuła tych cholernych motyli w brzuchu jak zakochana nastolatka. Czuła, jakby była dokładnie w tym miejscu, w którym powinna. Nawet jeśli to miejsce było nad wielką, straszną przepaścią.
      Po długiej chwili podniosła lekko głowę, na tyle aby móc coś powiedzieć. Bo przecież miała mówić mu wszystko.
      - Nie chcę Cię skrzywdzić. - powiedziała, a jej wcześniej spokojna dłoń znów zaczęła powolutku błądzić po jego skórze, jakby to w jakikolwiek sposób pozwalało jej poukładać myśli. - Dlatego musisz wiedzieć wszystko od razu.
      Odsunęła się odrobinę, jakby chciała dać chłopakowi szansę, aby po jej słowach mógł swobodnie wyminąć ją i odejść, chociaż jednocześnie wiedziała, że tego nie zrobi.
      - Jesteś dla mnie ważny, ale nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie powiedzieć, że jesteś dla mnie najważniejszy. - głos jej drżał, a miała wrażenie, jakby jej słowa brzmiały tak okrutnie, że nie powinna ich w ogóle wypowiadać. I znowu cichy głos z tyłu jej głowy, mówił, że jest najgorszym człowiekiem na świecie i na nikogo nie zasługuje. - Nie będziesz całym moim światem. Nie będziesz miał mojego serca w całości. I pewnie nawet nie będę miała dla Ciebie tyle czasu ile oboje chcielibyśmy mieć, bo nie zmienię dla Ciebie całkowicie mojego życia. To jest wiecznie jadący pociąg, do którego możesz wskoczyć, ale on się dla Ciebie nie zatrzyma. I ja wiem, że to nie będzie łatwe, dlatego musisz to wiedzieć.
      Odetchnęła głęboko, patrząc na Juliena w oczekiwaniu na odpowiedź, której potwornie się bała. Chciała dodać kocham Cię, wykrzyczeć to, użyć jako jakiegokolwiek argumentu na swoją korzyść, ale wiedziała, że nie powinna. Uśmiechnęła się lekko i wyglądała tak bezbronnie i spokojnie, a jednocześnie niespokojnie, bo lęk odbijał jej się w oczach, wpatrzonych w jego oczy.

      Julia

      Usuń
  41. [Będę miała pomysł na wątek, będzie emocjonalnie, tak jak lubisz <3}

    Jszcze tworzący się Pan szuja idealny.

    OdpowiedzUsuń
  42. W lutym nic nie runęło tak po prostu. Na silnym fundamencie przyjaźni pojawiła się miłość, na którą żadne z nich nie było wtedy gotowe, a Julia zwłaszcza. Teraz trochę dojrzali, on potrafił walczyć, ona uznała, że chyba woli spróbować niż cierpieć przez kolejne kilka miesięcy. I brzmiało to jak niebezpieczne eksperymenty, ale właściwie nie mieli innego wyjścia. To znaczy mieli, ale ono było beznadziejne, więc łapali szansę, która się pojawiła, starając się jak najmniej myśleć o tym jak to się może skończyć.
    Zaśmiała się, kiedy zaczął mówić, bo to zdanie było urzekająco szczere i brzmiało, jakby oboje byli siebie warci, mieli miliony wad i musieli z nimi żyć, chociaż to, że ona nie będzie miała dla niego czasu na przykład przez spotkanie z przyjacielem i to, że on był irracjonalnym zazdrośnikiem trochę się wykluczało. Jednak nie o tym teraz myślała, bo Julien spoważniał i ona również, spokojnie słuchając jego słów. Ale kiedy skończył uśmiechnęła się szeroko i znów przesunęła się bliżej, aby zaraz powoli i delikatnie objąć go jedną ręką w pasie.
    - Jesteś okropnie irracjonalnym optymistą. - mruknęła, unosząc brwi w rozbawieniu, ale zaraz odrobinkę spoważniała, kiedy usta chłopaka musnęły jej czoło. Spojrzała mu w oczy, a wtedy usłyszała potwornie oklepane, a jednocześnie cudownie piękne słowa i uśmiechnęła się lekko, jakby zadowolona z siebie.
    - Wiem. - odparła i przekręciła się tak, że stała już przodem do niego. Znajdowała się na tyle blisko, że do jej brzucha wróciły znajome motylki, a ciepło rozlało się po jej ciele, mimo iż zimny wiatr wciąż wpadał do szatni przez otwarte drzwi. Po chwili jej ręka, obejmująca chłopaka w pasie opadła powoli, a Julia obie dłonie wsunęła do tylnych kieszeni spodni [chodzi o jej spodnie, oczywiście :-) ] i spojrzała na Juliena z mieszaniną rozbawienia i zakłopotania.
    - Pocałujesz mnie w końcu? - spytała, unosząc brwi w prowokacyjnym geście, a na jej ustach pojawił się lekko łobuzerski uśmiech, świetnie współgrający z iskierkami w oczach.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  43. Ogień w kominku dawno zgasł, a przez wszelkie ewentualne szczeliny w drzwiach i oknach krukońskiej szatni, wpadało do środka zimne, październikowe powietrze o ciężkim zapachu gnijących liści. Deszcz dudnił uparcie o szyby, jakby chciał przypomnieć, że istnieje jakiś świat poza tym spokojnym o tej porze miejscem, w którym właściwie nikogo nie powinno być. I dudnił na tyle głośno, że w końcu zmusił Julię do uniesienia powiek i przypomnienia sobie o rzeczywistości. Rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby zupełnie nie miała pojęcia jak się tu znalazła, chociaż wiedziała doskonale. Jej wzrok zatrzymał się dopiero na wielkim, srebrnym zegarze wiszącym przy wejściu. Dochodziła szósta. Mieli jeszcze czas. Jeszcze moment. Uśmiechnęła się lekko, a jej palce zaczęły spokojnie i delikatnie błądzić po klatce piersiowej chłopaka, pokrytej miękkim materiałem jego granatowej bluzki. Za moment poczuła jak nieco mocniej przyciska ją do siebie, więc uniosła głowę i spojrzała w jego niesamowite oczy. Wczoraj wieczorem, podczas długich rozmów i chwil milczenia, kiedy leżała, wtulona w niego dokładnie tak jak teraz, mogłaby przysiąc, że jego oczy są ciemnogranatowe, a gdyby nie patrzyła na niego z odległości kilku centymetrów, z pewnością wydawałyby jej się czarne. W tym momencie, kiedy łagodne światło dnia wpadało przez okna, oczy Juliena były po prostu niebieskie, a wiedziała, że jeśli wyszliby na dwór i zaświeciłoby słońce, stałyby się szarobłękitne.
    - Dzień dobry. - szepnęła, patrząc na niego leniwym wzrokiem i delikatnie pocałowała jego odsłonięty obojczyk, mrużąc przy tym lekko oczy. - Zaraz musimy lecieć. Mam do napisania esej z eliksirów.
    Uśmiechnęła się, nieco rozbawiona, bo planowała to zrobić wczoraj, tylko ktoś zajął ją na cały wieczór i przypadkiem również noc. Julia nie znosiła zmieniać planów, ale teraz nie była nawet odrobinę zdenerwowana. Ostatecznie miała jeszcze czas.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  44. Dzień dobry, kochanie. Kochanie. To ostatnie słowo brzmiało tak przerażająco poważnie. Tak jakby byli ze sobą zdecydowanie dłużej niż...niecałe dwa dni. I mogłaby wzdrygnąć się lekko. I zmarszczyć brwi. Albo schować dyskomfort, udawać, że nic się nie stało i być jego kochaniem. Zamiast tego schowała strach i odpowiedziała Julienowi zupełnie spokojnie, bo przecież wszystko się zmieniło. Teraz nie uciekała, jak zaczynało się robić niebezpiecznie poważnie. I może wolałaby, aby to było lżejsze, mniej na serio, ale jednocześnie to właśnie w jakiś sposób sprawiało, że mogła być choć trochę pewna. Przynajmniej czasami. A cichy głos w jej głowie, mógł mówić, że jest za wcześnie na kochanie, o pięć lat za wcześnie, że to brzmi zbyt dorosło, zbyt dojrzale, ale ona wydawała się tego nie słyszeć. Słuchała serca, przekrzykującego ciche i nieśmiałe głosy umysłu.
    Podniosła rękę, żeby poprawić chłopakowi włosy, które okrutnie rozczochrał, ale wtedy on złapał ją mocniej i obrócił tak, że znalazła się pod nim, z jedną dłonią uniesioną nad głową, a drugą przylegającą do jej boku. Najpierw zaśmiała się głośno, ale kiedy Julien znalazł się tak blisko niej, że jego niesforna grzywka dotykała już jej czoła, spoważniała. Spomiędzy jej rozchylonych warg, wydobywał się płytki oddech, a serce już zaczęło nieco przyspieszać. Dopiero się obudziła, nie zdążyła jeszcze zacząć normalnie funkcjonować, a jej rozleniwiony snem organizm od razu został zmuszony jakby do biegu. Przekrzywiła nieco głowę, nie odrywając spojrzenia lekko przymrużonych oczu od oczu Juliena, a na jej twarzy pojawił się subtelny uśmiech. Nie chciała już mieć kontroli. W tej sytuacji wolała, aby on ją miał, a jej wydało się to nawet bardziej ekscytujące. I miała nadzieję, że nie będzie musiała tego zmienić. Nie będzie musiała wyszeptać cicho, wprost w jego usta słów ”Pocałujesz mnie w końcu?”, chociaż chciała, bo każdy kolejny ułamek sekundy oczekiwania, sprawiał, że była bliżej uczucia, że krew w jej żyłach zamieniła się w lawę i płynie przez cały organizm, rozpalając go od środka. Całe jej ciało napięło się lekko w oczekiwaniu, które mimo że nie trwało więcej niż kilka sekund, wywoływało w Julii wrażenie, że dłużej już nie wytrzyma. Spędziła całą noc w ramionach tego chłopaka, a teraz wydawała się wciąż pragnąć jego bliskości, jakby odrywała się dzięki temu od ziemi i mogła lepiej uwierzyć w to, co się na niej dzieje. Absurd. Nie wiedziała czy kiedykolwiek uwierzy. To było zbyt piękne, aby było prawdziwe.

    Julka

    OdpowiedzUsuń
  45. [Dziękuję serdecznie za powitanie! Przeglądnełam karty, i niestety doszłam do wniosku że nie mam zielonego pojęcia jak połączyć nasze postaci, ale jak tylko coś wymyślę obiecuję wrócić ;>]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  46. Oczekiwanie nie stało się nieznośne nawet na moment. Choć prawdopodobnie była już u szczytu ekscytacji, kiedy w końcu Julien nachylił się jeszcze niżej i delikatnie musnął jej usta. Uśmiechnęła się lekko przez pocałunek, a jej dłoń powędrowała na tył głowy chłopaka. Wplotła palce w jego włosy i przycisnęła do siebie nieco mocniej, jakby w ogóle istniał jeszcze jakikolwiek dystans, który należałoby pokonać. Czuła się wyjątkowo szczęśliwa. Jakby nie przytłoczyła ją rozmowa dnia poprzedniego i fakt, że, o cholera!, była w związku. To wszystko było wyjątkowe i pierwsze, ale dobre. Wśród miliona wątpliwości była pewność i sens. I te oszalałe z podekscytowania motyle w brzuchu. I usta pragnące drugich ust. I wszystko.
    A Julia jednocześnie potrzebowała delikatności i jej nie chciała. Bo może i była krucha jak szkło, ale wolała nie być traktowana, jakby miała za moment stłuc się na milion kawałków. Ulubiony kubek pierwszy spada na ziemię, bo im bardziej uważasz, tym bardziej los chce spłatać Ci figla.
    Ledwo oddychała, kiedy się od niej odsunął. Jej oddech spłycił się tak, jakby płuca zapomniały jak mają funkcjonować. Wciągnęła w nie powietrze powoli i spokojnie, dając im kolejną szansę. Powinny się przyzwyczajać. Bo takich sytuacji miało być teraz więcej. Dużo więcej. Westchnęła cicho i oblizała dolną wargę, która wciąż w jakiś magiczny sposób smakowała nim. Zaraz przesunął po niej kciukiem, a dotyk ten jednocześnie chłodził jej gorące usta i rozgrzewał je bardziej. Patrzyła mu w oczy, delikatnie mrużąc swoje. Nie mówiła ani słowa. Chciała przedłużać ten moment tak długo jak będzie się dało. Ale w końcu zegarek Juliena wrzucił ich oboje z powrotem do rzeczywistości. Ujęła wyciągnięte ręce chłopaka, usiadła naprzeciwko niego i uśmiechnęła się szeroko. W końcu nachyliła się w jego stronę i złożyła na jego ustach krótki, ale niemalże namiętny pocałunek, który był jak pożegnanie i jak obietnica, pod którą mogło kryć się wszystko. Wstała szybko z podłogi i tym razem to ona wyciągnęła rękę w stronę chłopaka.
    - Esej sam się nie napisze. - powiedziała z delikatnym uśmiechem na ustach, a w jej oczach jeszcze błyszczały resztki tych charakterystycznych iskierek, których nikt do tej pory nie potrafił rozpalić. Julien sprawiał, że mogły wybuchać.
    Kiedy wstał, chciała znów pokonać dzielące ich pół kroku, ale zamiast tego puściła jego dłoń i sięgnęła po różdżkę. Machnęła nią, aby całkowicie wygasić żar w kominku, po czym zaszła jeszcze na moment do łazienki, aby sprawdzić jak bardzo, w skali od jeden do dziesięć, wygląda tragicznie. Zasługiwała na dobre sześć. Jej włosy może i wyglądały całkiem uroczo, ale dla Julii to był nieład nie do zaakceptowania. Przeczesała je palcami, jakby to miało w czymkolwiek pomóc i wróciła do Juliena, kręcąc głową z lekkim rozbawieniem.
    - Nie jestem dziewczyną, która nosiłaby ze sobą całą kosmetyczkę, ale chyba muszę zaopatrzyć się przynajmniej w podręczną szczotkę. - oznajmiła rozbawiona, przeczesując jeszcze splątane kosmyki włosów, ubrała się szybko w płaszcz i gruby szalik, narzuciła torbę na ramię i ruszyła w stronę wyjścia. Podniosła klucze z szafki, na której ktoś z drużyny je zostawił i wyszła na zewnątrz. Odetchnęła głęboko, gdy poczuła otaczające ją zimne powietrze. Uwielbiała świeżość poranków, nawet w takie okropnie, zachmurzone dni, kiedy deszcz wydawał się chcieć zalać cały świat. Zaczekała na Juliena i zamknęła drzwi, po czym spojrzała na niego z jeszcze bardziej łobuzerskim uśmiechem niż zazwyczaj.
    - Ostatni stawia piwo. - oznajmiła w końcu i rzuciła się biegiem w stronę zamku.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  47. Oczywiście, że dobiegła pierwsza. I to że wystartowała pierwsza nie miało znaczenia. I torba Juliena nie miała znaczenia. Ale przecież go kochała, nie mogła go wyprowadzać z błędu, mówiąc, że ona jest po prostu lepszym biegaczem. Zarzuciła mu tylko ręce na szyję i na osłodzenie porażki, pocałowała delikatnie jego zmarznięte wargi, a uśmiech nawet na moment nie schodził jej z twarzy.
    Kolejne dni były dla Julii jak szaleńczy wyścig, w którym każda sekunda była na wagę złota. Wiecznie gdzieś pędziła, a nawet jeśli nie, to robiły to jej myśli, bo plan po prostu ledwo dopinał się w tych dwudziestu czterech godzinach, które dawała jej jedna doba. Lista książek do przeczytania wcale nie była krótsza, prace domowe nie obrabiały się same, a przygotowanie do zajęć już nie mogło zostać bardziej usprawnione. Między to wszystko Julia wplatała spotkania z fajnymi ludźmi, a nikt, poza Freddiem, nie miał pojęcia o niej i Julienie. Freddiemu powiedziała niemal od razu. Było to w jakiś sposób naturalne i oczywiste, ale mówienie innym...nawet nie wiedziała jak zacząć, więc wstrzymywała się jak na razie. I było to jednocześnie tą łatwiejszą opcją i cholernie trudną, bo przez to nadal utrzymywali swój związek w tajemnicy. Związek, w który Julii wciąż ciężko było uwierzyć. Ale było coś zabawnego w tym całym ukrywaniu się, bo musieli czasem nieźle kombinować, dużo improwizować i działać zupełnie bez planu, ponieważ i tak w każdej chwili mógł on się zawalić.
    Minęli się na pustym korytarzu. Chwila z pozoru idealna, poza tym, że każdy, w dowolnej chwili mógł wyjść z któregoś rogu. Zatrzymała się i uśmiechnęła na jego słowa, tak że na jej policzkach pojawiły się delikatne dołeczki. Przewróciła oczami na jego, no pewnie, że bezczelne, mrugnięcie i rzuciła okiem na świstek papieru, który jej wręczył. Kuchnia, 19:00. Zaśmiała się cicho.
    - Ładnie piszesz, ale nie mogłeś mi tego po prostu powiedzieć? - spytała rozbawiona i ignorując jeszcze przez moment dźwięki zbliżającego się tłumu, jak zwykle balansując na granicy, pocałowała Juliena w policzek. To ona trzymała go w niepewności. Sama miała za dużo do roboty, a jeszcze koniecznie chciała odwiedzić Mathiasa. Nie miała czasu na ekscytację. I to było zarówno przykre, jak i bezpieczne, bo gdyby za dużo myślała o Julienie, jej produktywność spadłaby o kilkadziesiąt procent. Pół popołudnia spędziła więc w bibliotece, a drugie pół u ulubionego kuzyna w pokoju, leżąc na jego łóżku, z nogami w górze, zaczytana w książce o stu dwudziestu sposobach leczenia ran różnego pochodzenia, bo właśnie miała fazę w stylu Ej, zostanę uzdrowicielem, która za dwa tygodnie spokojnie mogłaby zmienić się w fazę Tak to było z Julią. Decyzje co do wyboru drogi życiowej zmieniały się w zależności od tego, jaką książkę wzięła akurat do ręki, bo jeszcze niedawno mówiła, że przecież zostanie słynnym alchemikiem i jest to jasne jak słońce.
    Zerwała się z łóżka pięć minut przed dziewiętnastą, pocałowała pana profesora w czółko i wyszła, zdecydowanie odmawiając odprowadzenia do dormitorium. Biegiem udała się do kuchni i zwolniła dopiero kilka metrów przed wejściem. Była tam wiele razy. Przyjaźniąc się z Lucy naprawdę nie dało się nie być w tego typu miejscach. Dziewczyna miała wybitny talent do znajdowania ciekawych miejsc i wtykania nosa tam, gdzie teoretycznie wtykać się go nie powinno. I może Julka zawsze trochę protestowała, ale ostatecznie grzecznie jej towarzyszyła, bo z Lu i tak było super. Nie bez powodu była jej jedyną przyjaciółką.
    Weszła do kuchni i niemal od razu wybuchnęła śmiechem na widok Juliena, który nagle zaczął robić wokół siebie jakieś dziwne zamieszanie.
    - Tak, uwierzyłabym. - odpowiedziała, wciąż ledwo powstrzymując śmiech, po czym podeszła bliżej chłopaka i wskoczyła na blat. - Przyjaźnię się z Lucy Wood, to zobowiązuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokiwała głową, tak jakby ten argument załatwiał wszystko. Bo właściwie tak było. Rzuciła okiem na stojące obok niej butelki i znów uśmiechnęła się szeroko. Sięgnęła do szuflady po otwieracz i odkapslowała dwie od razu. Upiła łyk i westchnęła błogo.
      - Smak zwycięstwa. - mruknęła, przymykając oczy i oblizała wargi. W rzeczywistości bardziej cieszyła się z Juliena niż z tego, że wygrała cokolwiek. Tęskniła.

      Julia

      Usuń
  48. Na jego oburzenie zaśmiała się odrobinkę szyderczo. Naprawdę odrobinkę! Bo zaraz spojrzała na niego, jakby musiała go pocieszyć za wszechobecną niesprawiedliwość świata, a on był tylko małym chłopcem, który nie wiedział jeszcze, że sprawiedliwie nie znaczy po równo. W ogóle niewiele wiedział.
    Kiedy Julien machnął różdżką, aby zapalić ogień, ona machnęła swoją i otworzyła lekko okno, zanim chłopak w ogóle zdążył się odwrócić. Teraz miało być idealnie. Suche, gorące powietrze z kominka mogło mieszać się z chłodnym i wilgotnym powietrzem z dworu, dając jednocześnie ciepło i świeżość. Nie mogło być lepiej. A przynajmniej dla Julii, która najwidoczniej miała dzień stawiania na swoim.
    - To się nazywa kompromis. - powiedziała rozbawiona, otwierając szeroko usta, bo spomiędzy nich nie wydobywał się żaden dźwięk, a wyglądało to jakby zdradzała mu wielką tajemnicę, której powaga została momentalnie zburzona, kiedy Julia wystawiła język i zaśmiała się cicho. To chyba nie do końca był kompromis.
    Chwilę później Julien stanął przed nią i zbliżał się powoli, co, poza lekkimi, zwyczajowymi motylkami w brzuchu, nie wywoływało w niej żadnej większej reakcji, bo nauczyła się, że zmniejszanie dystansu jeszcze nic nie znaczy. Teraz już nie pytała Pocałujesz mnie w końcu?, bo albo robiła to sama, albo czekała grzecznie, już nie tak niecierpliwa. Julien miał idiotyczną skłonność do psucia wszystkiego, bo nie raz jeszcze było tak, że zostawiał Julię gdzieś na granicy wytrzymałości, jeżeli chodzi o dystans między nimi i to, że jego zmniejszanie często do niczego nie prowadziło. Nie denerwowała się, nie robiła afery, po prostu przyzwyczaiła się. I teraz nie czekała na nic, bo nie była aż tak spragniona jego dotyku, jego pocałunków, aby o nie walczyć. Tęskniła za nim, za jego obecnością, a bliskość była tylko dodatkiem. Cholernie przyjemnym dodatkiem.
    A jeżeli chodzi o łódkę to absolutnie nie było dyskusji i maślane oczka Juliena zdawały się tracić swoją moc. Nie pozwalam i koniec. Nawet nie miała zamiaru kraść z nim szkolnych łódek, wypływać w taką przepiękną, ale jednocześnie okropną pogodę na środek jeziora i jeszcze udawać, że bardzo się z tego powodu cieszy. Nie ma mowy. Dlatego nawet tego nie skomentowała.
    Oczywiście, że Julien wszystko zepsuł, znowu jej nie pocałował, nawet jeśli był tak blisko. I tylko stuknął delikatnie szyjką swojej butelki o jej. Uśmiechnęła się szeroko, kręcąc głową z lekkim niedowierzaniem, które mogło zostać odebrane na miliard różnych sposobów i znając życie na pewno nie na ten prawidłowy, a potem wypiła kilka drobnych łyków piwa, które już nie smakowały jak zwycięstwo. Potem przekrzywiła delikatnie głowę i spojrzała w oczy swojego chłopaka z lekkim rozmarzeniem. Czuła się cudownie. Spokojnie. Trochę jakby wszystko, co dla tego wieczoru nieistotne, zostawiła za drzwiami.
    Alkohol powoli zaczął działać, a Julia przypomniała sobie z jakiego powodu daje o sobie znać tak wcześnie. Nie jadła nic od obiadu, bo na kolacji nawet nie raczyła się pojawić. Odstawiła piwo na bok i zrobiła uroczą minkę, wciąż nie odrywając wzroku od oczu Juliena.
    - Zrobisz mi jakieś dobre jedzonko? - spytała, pokazując ząbki w promiennym uśmiechu, ale zaraz przygryzła dolną wargę i uniosła brwi. - Chyba, że chcesz, żeby Twoja dziewczyna była bardzo szybko bardzo pijana.
    Powiedziała to w taki sposób, że rzeczywiście chłopak mógłby się skusić, chociaż miała nadzieję, że nie. Ale... w sumie mogłoby wyjść ciekawie. Absolutnie nie rozsądnie, ale ciekawie.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  49. Sama zmniejszyła dzielący ich dystans, ale bliskość Juliena w ułamku sekundy stała się dla niej nie do zniesienia; jakby jego palce pokryły się rozgrzaną do czerwoności stalą zostawiającą bolesne oparzenia na jej skórze, po których niewątpliwie pozostaną blizny. A Addison nie chciała, by chłopak stał się kolejnym śladem na jej duszy, kolejnym wspomnieniem wypełnionym mrokiem. To, co ich łączyło, nigdy nie było proste, jednak zawsze wiązało się z rozkosznym zapomnieniem, przyjemną udręką. Nienawidziła tej dziwnej współzależności, ale jednocześnie rozpływała się w jego ramionach, odnajdując ukojenie w łapczywych wargach, zmieszanych oddechach i cichych słowach. Tym razem proporcje się odwróciły; Julien przejmował kontrolę, napawał się poczuciem własnej siły, delektował momentem dominacji, która nie powinna wyglądać w ten sposób. Okradali się nawzajem z poszczególnych emocji, tworzyli fasady i iluzje, lecz to miało swój początek i koniec, mimo wszystko niosąc ze sobą kilkugodzinną ekstazę dla nich obojga. Nawet jeśli Skehan pojawił się tutaj dzisiaj, aby coś od niej zabrać, sytuacja wyjątkowo umknęła pierwotnemu scenariuszowi; przestał od niej brać, a zaczął niszczyć.
    Addie na drżących nogach cofnęła się do tyłu. Związała jasne kosmyki w kucyk na czubku głowy, przyjmując na twarz beznamiętną maskę. To był jej tryb wojowniczki, zaledwie ułamek sekundy, w którym przeistaczała się z normalnej dziewczyny w zaciekłą bestię. Niezdolną do współczucia i wycofywania się, gotową ruszyć po trupach do celu, odporną na obelgi i zamkniętą na empatię. Każdy wiedział, że gdy Addison Hallaway wiązała włosy, należało uciekać.
    Schyliła się i podniosła z ziemi kamień większy od jej zaciśniętej pięści. Dzięki długim, wykańczającym treningom Quidditcha miała umięśnione ramiona i bez problemu rzuciła skałę na odległość kilkunastu metrów, podczas gdy z jej gardła wydobył się ochrypły, dziki wrzask. Z głuchym pluskiem kamyk zanurzył się w wodzie, na której zaczęły pojawiać się coraz szersze okręgi, ale to jej nie uspokoiło. Chciała coś zniszczyć, a zburzyła jedynie spokojną, niemal czarną taflę jeziora, która nagle straciła cały swój urok.
    Mówią podążaj za swoim sercem, ale jeśli twoje serce zostało rozbite na milion kawałeczków, za którym masz podążać?
    Nigdy nie chciała dopuścić Juliena do siebie. Nie chciała, by zaczął dla niej cokolwiek znaczyć, bo wiedziała, jak łatwo będzie mu później ją zranić. Udawali, że ich spotkania były niewinnym ratunkiem, że w żaden sposób nie dotykały ich wnętrza, ale Addie dopiero teraz zrozumiała, że w pewnym momencie zbyt mocno się odsłoniła. Sądziła, że wszystko, co dotyczyło Skehana, będzie jej zupełnie obojętne; że gdy zacznie się między nimi psuć i będą musieli ostatecznie odwrócić się do siebie plecami, będzie na to gotowa i nie zrobi to na niej wrażenia. Jednak z jakiegoś powodu zachowanie Juliena ją przerażało i bolało. Miała nie być naiwna. Miała się nie oszukiwać. Miała przestać podejmować ryzyko, które nie mogło jej się opłacić, ale zrobiła to. Musiała za to teraz zapłacić, tak jak tygodniami płaciła za kilka godzin ich wspólnej iluzji. Łatwo było zatracić się w chłopaku i tym, co mógł jej zaoferować, choć bez zbędnego zaangażowania. Teraz musiała ponieść odpowiedzialność za własne decyzje. To właśnie jest odwaga – stawianie czoła konsekwencjom własnych błędów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była na siebie wściekła, ponieważ nie potrafiła rozgraniczyć tych dwóch rzeczy. Tego, że Julien był dla niej jednocześnie nikim i kimś. Tego, że nigdy mu na niej nie zależało, ale czuł się swobodnie z tym, by zwracać się do niej, chociaż mógł wybrać z tysięcy innych osób. Tego, że nikt nigdy nie chciał jej dla tego, kim była, a jedynie dla tego, co mogła dać. Wykorzystywali się wzajemnie, lecz jednocześnie Addison wykorzystywała samą siebie. Nikt nie mógł jej skrzywdzić, jeśli wcześniej nie dała mu na to przyzwolenia. Gdzieś między ukradkowymi spojrzeniami w Wielkiej Sali a niemrawym cześć, gdy wbrew swoim pragnieniom zostawali partnerami na zajęciach lekcyjnych, musiała ulec impulsowi. Była taka głupia...
      – Skończyłeś już? – spytała ostro Addie, specjalnie omijając wzrokiem jego sylwetkę i skupiając się na drewnianych łódkach, które kołysane wiatrem wydawały z siebie co jakiś czas cichy stukot, kiedy zderzały się burtami. Nie chciała go dłużej słuchać. Nie chciała czuć na sobie jego dotyku, który choć zawsze był rozpaczliwy, był również czuły, a dzisiaj łagodność została zastąpiona przez brutalność. Nie chciała patrzeć w jego oczy i widzieć to, co jeszcze przed chwilą w nich lśniło. Czuła się... oszukana, a przecież nie miała prawa tak się czuć. Splotła dłonie na klatce piersiowej, ignorując blask księżyca padający na jej twarz, która wydawała się być w tej chwili wykuta z marmuru. – To było pomyłką.
      Nie była już nawet pewna, czy mówiła jedynie o dzisiejszej nocy, czy również o wszystkich poprzednich nocach.

      Addison

      Usuń
  50. Julii podobała się ta równowaga, sprawiająca, że nie musieli co chwilę padać sobie w ramiona, bo wystarczyło po prostu być. Ale jednocześnie wciąż chciała padać Julienowi w ramiona, bo były to te ramiona. Jego ramiona. I jakaś obezwładniająca siła wciąż ją ku nim pchała, nawet jeśli starała się ją nieco powstrzymać. Nie chciała zawsze być iskrą, inicjatorem, jakby wolała, aby to Julien przejmował inicjatywę. Kiedy to robił, cała fizyczna tęsknota, zbierająca się w niej przez, jej zdaniem, nieco zbyt długo, dawała o sobie znać z czułą namiętnością. Tak to wyglądało, a ona nie miała ochoty protestować przeciwko czemukolwiek. Przecież i tak czuła się niesamowicie szczęśliwa. Było spokojnie i czasem oboje właśnie tego potrzebowali, o czym Julien wiedział lepiej niż ona. Dla niej wszystko było zbyt pierwsze, zbyt nowe i zbyt wyjątkowe i chciała to chłonąć całą sobą, chociaż może nie powinna.
    Zaśmiała się na jego odpowiedź, która jasno dawała do zrozumienia, że oczywiście, że by śmiał, ale jednak wolał nie. Delikatnie zmarszyła nosek, kiedy trącił go swoim i zaczęła śledzić wzrokiem poczynania Juliena, który przeszukiwał kuchnię w kulinarnym szale kreatywności. Otworzyła szeroko oczy, kiedy usłyszała o kakaowych babeczkach i uśmiechnęła się jak mała, zachwycona dziewczynka. Był to wyjątkowy smak dzieciństwa, przywołujący masę wspaniałych wspomnień, a dodatkowo, nikt nie robił lepszych babeczek niż mama Juliena. Nikt poza nim samym, o czym jakoś nigdy mu nie wspomniała. Jeszcze tego brakowało, żeby jego samoocena wskoczyła na kolejny poziom! Nie ma mowy!
    Spojrzała na dynię, którą położył na blacie i zmarszczyła lekko brwi, bo po tym jak przypomniał jej o tych kakaowych cudach, nie miała zamiaru odpuścić. Bo przecież nic lepszego nie mógłby zaproponować. I wtedy właśnie to zrobił. I to jak! Julien Skehan i jego badziewne teksty, część tysiąc sześćset ósma.
    - Idiota. - mruknęła z uśmiechem, zanim ich usta się połączyły, a później trochę niepewnie odwzajemniła pocałunek. Westchnęła cicho, kiedy przyciągnął ją do siebie tak, że niemal zsunęła się z blatu i być może spadłaby, gdyby biodrami nie przywarła do podbrzusza Juliena. Nie było już centymetrów między nimi, które dało się pokonać, a bliskość ta powodowała dokładnie to, co powinna. Wrażenie, że uczucie latania bez magii jest im bardzo dobrze znane, bo doświadczają go w każdym takim momencie i warto na niego czekać. Julia pogłębiła pocałunek, a z każdą chwilą coraz bardziej czuła jakby temperatura się podnosiła i bynajmniej nie była to zasługa kominka. Oderwała od blatu dłonie, na których była oparta, bo już nie musiała być. Julien trzymał ją mocno w talii i wydawał się nie chcieć puścić. Wplotła palce w jego włosy i oddała słodkiej rozkoszy, jedynej, której nie wymieniłaby na kakaowe babeczki.
    I mogłaby tak cały dzień, gdyby nie to, że zrobiło się tak intensywnie, że zabrakło jej oddechu. Oparła się dłońmi o blat za swoimi plecami i wygięła plecy w lekki łuk, tak że mogła bez problemu doskonale widzieć Juliena, jednocześnie wciąż będąc blisko. Uśmiechnęła się jak zadowolony kociak, uspokajając stopniowo oddech.
    - Babeczki. - zadecydowała w końcu po dłuższej chwili bezczelnego wpatrywania się w oczy chłopaka i mrugnęła do niego wesoło.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  51. Westchnął ociężale stawiając kolejne kroki po błotnisto-trawiastych błoniach. Pogoda już przy końcówce października była okropna, jednak to co stało się na dworze wraz z pierwszym dniem listopada, było czystym absurdem. Zdecydowanie nazwę tego miesiąca można by zmienić na liściopad, bo drzewa prawie w jednej chwili stały się łyse, smętne, na sam ich widok człowiekowi humor znacznie się obniżał. Artair nie był typem człowieka, który przejmowałby się takimi drobiazgami, jednak tak gwałtowna zmiana sprawiła, że nawet i on to odczuł. Na szczęście Zakazany Las wciąż był pełen liści, jednak te drzewa nigdy nie wyglądały przyjemnie. Artair czasami zastanawiał się jakim cudem, niebezpieczne stworzenia mające w nim swoje schronienie wciąż tam są. Biorąc pod uwagę częstotliwość uczniowskich wycieczek w głąb zakazanego miejsca, dyrekcja już dawno powinna coś tym zrobić. Przecież przetransportowanie tych wszystkich stworów nie mogło być tak trudne dla czarodziejów z Ministerstwa Magii, a i nielegalne wycieczki z pewnością znacznie by się ukróciły. W każdym razie, Artair wcale nie był lepszy, bowiem stawiając swoje kroki, kierował się wprost do Zakazanego Lasu, w którym go z pewnością o tej porze być nie powinno. Założył się jednak z jednym, ze Ślizgonów, że przyniesie pewien kwiat, pełen magicznych zdolności. Przecież nie mógł stchórzyć, nawet jeżeli miał być tam całkiem sam. Bez wsparcia, bez otuchy… Chwila. Przecież to Avery. Nie potrzebował niczego, ani nikogo. Jedyne o co musiał dbać to opinia publiczna, a rezygnując z wyjścia do lasu z pewnością ta strasznie by podupadła, a na to pozwolić nie mógł za żadne skarby.
    Zmierzając przez Zakazany Las uważnie rozglądał się dookoła, zerkając co jakiś czas pod nogi. W dłoni trzymał swoją mahoniową różdżkę, której trzonek skierowany miał w dół, a z którego wydobywało się delikatne światło z pomocą zaklęcia lumos. Najbardziej obawiał się, że w lesie spotka jakiegoś stwora, z którym nie będzie w stanie sobie poradzić. Wierzył, że przemknięcie niezauważonym przez szkolne korytarze to jego najmniejsze zmartwienie, w przeciwieństwie do lasu. Avery był dobry w zaklęciach jednak na opiece nad magicznymi stworzeniami najczęściej przysypiał, zajmował ostatnie ławki i gdy nie zamykał oczu, tylko udawał, że słucha co takiego właściwie działo się na zajęciach, nie miał pojęcia. I w tym momencie tego żałował. Gdy usłyszał szelest, zacisnął mocno palce na różdżce, aż knykcie mu pobladły. Napiął wszystkie mięśnie i zatrzymał się na chwilę, by rozejrzeć się dookoła, poszukując sprawcy odgłosów. Wstrzymał powietrze, starając się wyłączyć myśli. Próbował skupić się maksymalnie na otoczeniu. Zrobił niepewnie krok do przodu, uważając, gdzie kładzie stopy. Omylnie nadepnął na spróchniałą gałąź, której odgłos pęknięcia był znacznie głośniejszy niż powinien, albo po prostu kontrastował tak mocno z leśną ciszą. Zatrzymał się i przybrał pozycję do ataku, gdy zza krzaków dostrzegł dwie, świecące kropki. Z pewnością były to oczy jakiegoś zwierza, które świeciły dzięki odbitemu światłu pochodzącego z różdżki Artaira. W tym samym momencie chłopak długo nie myśląc, zerwał się ile sił w nogach i ruszył biegiem w przeciwną stronę. W takich momentach cieszył się, że był sam. Przynajmniej nikt nie będzie mógł ośmieszyć go zarzutami tchórzostwa. Gdy biegł pospiesznie przez las, zatrzymał się dopiero w momencie, gdy dostrzegł z naprzeciwka czyjąś sylwetkę. Kurwa, przeszło mu przez myśl, gdy zdał sobie sprawę, że znajduje się zdecydowanie za blisko majaczącej postaci by uciec, bo i ta z pewnością już go zauważyła.

    nadęty buc, ociekający zajebistością. Bez pozdrowień, Artair Iver Avery.

    OdpowiedzUsuń
  52. Niestety Julia miała trochę inne podejście. Wiedziała, że te kilka miesięcy braku kontaktu, stworzyło między nimi przepaść, która przykryta gałęziami i liśćmi, wydawała się nie istnieć, ale tam była. I znowu byli świetnymi przyjaciółmi, a jednocześnie wcale nie, bo byli tak zatraceni w sobie i w tym co działo się między nimi, że Julien miał mgliste pojęcie o tym, co u Julii i odwrotnie. Czasem po prostu zachowywali się, jakby świat znikał, jakby nie było nic wokół i nawet problemy potrafili zostawiać za drzwiami. Julia to widziała, chociaż nie chciała widzieć. W jakiś sposób wolałaby myśleć, że wszystko jest perfekcyjnie, ale nie było. Musieli znów nauczyć się przyjaźnić, bo jeśli nie to bańka mydlana, w której fruwali nad ziemią, mogła pęknąć szybciej niżby chcieli.

    Chciała, żeby Julien wiedział, że może. Jeśli tylko nie otaczali ich ludzie to zawsze mógł. Nie musiał pytać, prosić, uważać na cokolwiek, czekać na sygnały. Była jego. Już raz to powiedziała i myślała, że nie musi powtarzać. Mógł sięgać bezceremonialnie po to na co miał ochotę. Bo kiedy to robił, trafiała na chwilę do nieba. W niebie nie ma miejsca na bunt.
    Kiedy odsunął się od niej, przeniosła się na koniec blatu, aby nie przeszkadzać. Wcześniej miała plan, aby mu pomóc, w końcu też gotowała całkiem nieźle, ale ostatecznie jak zahipnotyzowana obserwowała jak on to robi. Było w tym coś rozbrajającego. I słuchała go uważnie, śmiejąc się co chwilę, i w najmniejszym stopniu nie przeszkadzało jej, że na jej policzku pojawiła się smuga z mąki, i nawet nie odezwała się w niej typowa złośliwość, bo normalnie prawdopodobnie odwdzięczyłaby się za to Julienowi z nawiązką, a wszystko skończyłoby się wielką bitwą. Tym razem była grzeczna. Dopiero, gdy chłopak podszedł do niej ze słoiczkiem wiśni, zaśmiała się, przewracając oczami.
    - Ogarnij się, Skehan. - mruknęła, ale odebrała od niego łyżeczkę i zjadła przepyszną wiśnię, którą jej zaproponował. Silna, niezależna kobieta. Umie sama jeść. I co z tego, że czasem odzywa się w niej mała, krucha dziewczynka, którą trzeba mocno przytulić, aby się nie rozpadła? Ale przynajmniej lubi brokuły. To się w życiu liczy!
    Odłożyła łyżeczkę na blat, zsunęła się z niego i stanęła bardzo blisko Juliena. Wyjęła słoik z jego rąk i odstawiła na bok. Widziała jak na nią patrzył. Znała te iskry w jego, teraz cudownie granatowych, oczach, których niemal nie mógł oderwać od jej ust. Przygryzła lekko dolną wargę, czując się przyjemnie połechtana od środka. Bo mimo że zazwyczaj wydawało jej się, że nie zasługuje na to wszystko, że nie zasługuje na niego, to kiedy patrzył na nią w ten sposób...
    Delikatnie wplotła palce obu dłoni w jego dłonie, przysuwając się bliżej, aż w końcu dzieliły ich tylko centymetry. Uniosła głowę i pocałowała go. I może, gdy siedziała na blacie było o wiele wygodniej, ale nie umiała o tym myśleć. Nie wtedy. Całowała go niespiesznie, spokojnie, dając mu powoli rozsmakowywać się w jej ustach o smaku wiśni. I chyba nigdy nie pasowali do siebie tak idealnie jak teraz. Bo Julien oczywiście podjadał ciasto na babeczki i teraz byli wiśniami i czekoladą. Wiśniami z czekoladą.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  53. Jej również zależało na tej ich układance, bo to ona sprawiała, że dręcząca ich od początku niepewność nieco się oddalała. Ale wydawało się jednocześnie, że to jest gra bez końca, a stos kloców, czekających na dotarcie na odpowiednie miejsce, wcale się nie zmniejsza. Bo może i znali się od kilkunastu lat i mogli mieć wrażenie, że wiedzą o sobie wszystko, ale nigdy nie byli w takiej sytuacji i teraz uczyli się siebie nawzajem, w niektórych kwestiach tak samo, jakby poznali się niedawno. I musieli również znaleźć miejsce dla klocków, które wcześniej w ich własnej układance były, a gdzieś w międzyczasie wypadły. Tak jak mocno przyjacielski, być może żółty, klocek z napisem mów mi co u Ciebie, który ciągle i ciągle był odkładany na bok, bo może nie padali sobie co chwilę w ramiona, ale jednak. I spragnieni bliskości, nieco zatraceni w sobie i zachłyśnięci wszystkim co nowe, zapomnieli o tym co stare, gdzieś po drodze gubiąc zwykłą umiejętność rozmowy. Może i na to miał przyjść czas, Julia wierzyła, że znalezienie miejsca dla tego klocka nie będzie trudne, ale teraz... Teraz miała gdzieś żółte klocki. Miała do poukładania przepiękny, błyszczący stosik klocków czerwonych, które sprawiały, że serce biło jej szybciej. Teraz czuła, że właśnie tymi powolnymi, spokojnymi pocałunkami doprowadza swojego chłopaka do szaleństwa i kiedy jego zęby delikatnie zacisnęły się na jej dolnej wardze, poczuła dziwną satysfakcję. I może troszkę zachowywała się jak hipokrytka, bo kiedy on skazywał ją na takie tortury, miała ochotę go zabić, bo jednocześnie chciała się odsunąć, wyjść i nie zgadzać na półśrodki, a z drugiej strony nie miała ochoty się odsunąć i w tym zabójczym pragnieniu więcej, uginały się pod nią nogi i nie mogła się ruszyć nawet o krok. Kto by pomyślał, że w takiej delikatności może być największa kontrola? I kiedy zapytał czy chce, żeby oszalał, uśmiechnęła się tylko tajemniczo, mrużąc lekko oczy, musnęła jeszcze raz jego usta i stanęła stabilnie na ziemi. Teraz znowu miała ochotę na babeczki, a jej żołądek już dawał znać, że jeszcze chwila, a strawi sam siebie i tyle z tego będzie. Już chciała sięgnąć po jedną, kiedy Julien zabrał talerz i odłożył go na stolik. Zrobiła karykaturalnie smutną minkę, ale zaraz znów zaśmiała się, kiedy chłopak podniósł ją i obrócił. Chyba nie wiedział, że normalnie Julię denerwuje, kiedy ktoś ją podnosi, bo może i jest księżniczką, ale taką, która nie pozwala, aby ją nosić na rękach. No silna i niezależna kobieta i koniec. Ale tym razem poddała się temu zupełnie, nie powiedziała ani słowa, a Julien nie dostał po głowie. I może rzeczywiście, kiedy zaraz opadł na kanapę w taki sposób, że Julia siedziała na jego kolanach, przodem do niego, patrzyła mu w oczy z lekkim politowaniem, ale nie było w tym cienia wyrzutu, a jednak więcej rozbawienia. Nie spoważniała za szybko. Z uśmiechem błądziła palcami po miękkiej skórze na skroni i policzku chłopaka, czując jak z każdą chwilą napięcie między nimi rośnie, a każdy dotyk elektryzuje, jakby był tym pierwszym. W końcu ułożyła dłoń tuż za jego uchem, oblizała powoli i dokładnie wargi, aby zaraz mu je oddać. Bez kontroli i jakiejkolwiek dominacji. Chciała w tym tonąć tak samo jak on.
    Serce dudniło jej w piersi jak oszalałe. Po długiej chwili odsunęła się odrobinę, tylko na tyle, aby spojrzeć w oczy Juliena. Jej dłonie naturalnie opadły po jego szyi, zatrzymując się dopiero na guzikach koszuli. Otworzyła lekko usta, jakby chciała zapytać czy może, ale zamiast tego odetchnęła głęboko, uśmiechnęła się delikatnie, a w jej ciepłych, czekoladowych oczach, było chyba więcej pewności, ale też ekscytacji niż kiedykolwiek. Spokojnie rozpięła pierwszy guziczek, potem kolejny i kolejny, w międzyczasie nachylając się nad chłopakiem, aby znów, chociaż poprzez delikatne muśnięcie, posmakować jego ust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy rozpięła koszulę mniej więcej do połowy, jej dłonie wślizgnęły się pod materiał i powoli przesunęły po miękkiej, ciepłej skórze torsu chłopaka, jednocześnie nieco zachłannie badając każdy odkryty centymetr. Całkowicie nowe i nieznane do tej pory dla Julii uczucie ciepła rozlało się po jej podbrzuszu, a ona chciała tylko więcej. Nie przerywając pocałunku już miała wrócić do reszty guzików i odrzucić w końcu tę koszulę na bok, gdy nagle usłyszała niepokojący dźwięk. Wyraźny dźwięk kroków tuż za drzwiami kuchni. Momentalnie zeskoczyła z kolan chłopaka, podbiegła do miejsca, w którym zostawili torby, podała Julienowi jego, a swoją od razu przerzuciła przez ramię, po czym złapała jeszcze dwie babeczki oraz dłoń Gryfona i pobiegła z nim na drugi koniec kuchni, słysząc już za plecami dźwięk drapania w obraz. Julia zdążyła jeszcze tylko otworzyć niewielkie drzwi, znajdujące się pomiędzy półkami z przetworami, wepchnąć chłopaka do niskiego i dość wąskiego korytarza, wślizgnąć się tam za nim i zamknąć drzwi, zanim ktokolwiek mógłby ich dostrzec.
      Odetchnęła głęboko, patrząc na Juliena z zadowolonym z siebie, ale trochę zdenerwowanym uśmiechem i kiwnęła głową, pokazując mu, aby szedł dalej. Musieli iść mocno skuleni, bo pierwsza część tunelu była przeznaczona dla skrzatów i dopiero później docierała do normalnej wielkości podziemnego korytarza, którym można było dojść na przykład w okolice Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Gdy w końcu sufit się podniósł, Julia wyprostowała się i z tryumfalnym uśmiechem wręczyła Julienowi jedną z dwóch ocalonych babeczek.
      - Lepsze to niż szlaban. - powiedziała cicho, rozglądając się wokół, bo tunel zdecydowanie nie wyglądał jak idealne miejsce na randkę. Było wilgotno, chłodno i nawet pająki nie miały ochoty tu zaglądać. Na szczęście Lucy miała ochotę i Julia w tej chwili nie mogła być jej bardziej wdzięczna.

      Julia

      Usuń
  54. Zaśmiała się, przyglądając się Julienowi uważnie i wcisnęła swoją babeczkę w jego dłoń, tak że tylko jego mały palec chronił ich przed największą tragedią na świecie, czyli spadnięciem tego kakaowego cudu na ziemię. Przygryzła lekko dolną wargę w skupieniu i myśląc o ciepłej skórze chłopaka, pod którą wyraźnie szybciej niż zwykle dudniło jego serce, zapięła dokładnie wszystkie te guziki koszuli, które były zapięte wcześniej, zostawiając tylko dwa tuż przy szyi. Wciąż niemal czuła na sobie jego rozpalający dotyk i z każdym momentem coraz bardziej namiętne pocałunki. Nie była rozczarowana. Była spokojna. Na wszystko mieli czas. Powoli poprawiła mu jeszcze kołnierzyk, a później włosy, które przecież sama rozczochrała i jakby na zakończenie tego rytuału ogarniania swojego chłopaka, pocałowała go szybko, zabierając babeczkę z jego dłoni.
    - Pięknie. - podsumowała, zadowolona z siebie, a jej oczy śmiały się nawet wyraźniej niż usta. Kiwnęła głową na jego pytanie i ruszyła z nim tunelem ramię w ramię, bo na tym odcinku był już dość szeroki. - Jasne, że Wood. - mogłaby jeszcze dodać „Któż by inny?”, ale się powstrzymała, próbując przypomnieć sobie dokąd właściwie jeszcze prowadzi ten tunel. - Na pewno jest niedaleko jedno wyjście obok Pokoju Wspólnego Ślizgonów, ale mam wrażenie, że te korytarze mogą prowadzić do dowolnego miejsca w zamku, bo są naprawdę ogromne, a widziałam też sporo drabinek na górę.
    Jakoś nie czuła większej ekscytacji na myśl o podróżach po ukrytych korytarzach Hogwartu. Może dlatego, że już tu była. A może dlatego, że większą ekscytację przeżyła przed chwilą, w trochę mniej ukrytej szkolnej kuchni. W każdym razie i tak z większym podekscytowaniem wgryzła się w kakaową babeczkę, którą trzymała w dłoniach. I mimo że znała już jej smak, bo jeszcze niedawno był to smak Juliena, to gdy tylko ten uwolnił się w jej ustach, poczuła się, jakby na moment znalazła się w niebie. Albo w domu państwa Skehan, siedząc chyba trochę niekulturalnie (ale nikogo to wtedy nie obchodziło) na kuchennym blacie, wymachując nogami i zajadając te pyszne słodkości.
    - Mmm... - mruknęła, oblizując usta z ewentualnych okruszków i grzecznie dała się złapać za rękę. - Mówiłam już, że Cię kocham?
    Pogłaskała Juliena kciukiem po wierzchu dłoni i powoli dokończyła babeczkę, delektując się każdym kęsem, aż w końcu znaleźli się przy znajomym wyjściu z tunelu. Były to drzwi, ukryte za wąskim obrazem, który wisiał w korytarzu bez wylotu, zaraz za zakrętem przy Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Julia puściła dłoń chłopaka i niepewnie nacisnęła klamkę. Przez niewielką szparę nasłuchiwała ewentualnych dźwięków, ale nie dotarło do niej nic niepokojącego, więc popchnęła drzwi i opuściła nieprzyjemny ukryty tunel.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  55. [Ach, ja nie umiem tworzyć takich śmieszków, niestety; chociaż i tak podołałam i stworzyłam pierwszego w karierze faceta. Chętnie zrobiłabym z nich jakichś kumpli, przyjaciół albo wrogów, choć mój Lys raczej nie nastawia się wrogo do ludzi.. i Julek też na takiego nie wygląda. :D]

    Lysander Scamander

    OdpowiedzUsuń
  56. Julia na eliksirach nie wysadzała kociołków, nie biegała za składnikami, które jeszcze się ruszały i korzystając z tego postanowiły uciec, a po prostu robiła to co do niej należy. Jeśli zadanie było dość łatwe to po prostu świetnie się przy nim bawiła, a jeśli okazywało się trudne albo mocno złożone, pracowała w skupieniu, trochę zamykając się w swoim alchemicznym świecie. Przedłużone zajęcia, na których warzyli skomplikowane i zajmujące więcej czasu eliksiry, potrafiły wytrącić Julię z równowagi, bo zazwyczaj opierały się na pracy w losowo dobranych parach, a jak się szybko okazywało, z niektórymi ludźmi naprawdę ciężko było dojść do porozumienia albo poziom w grupie był zupełnie nierówny. Tym razem jednak problem był zupełnie inny. Nie trafiła do pary z alchemicznym idiotą. Nie trafiła do pary z kimś, kto odrzucał każdą jej propozycję i zupełnie nie potrafił słuchać. Nie trafiła do pary z osobą, stawiającą własny interes ponad wszystko. Z wielkiej kuli, służącej do losowania partnera, wyciągnęła krzywo wyciętą karteczkę z napisem Julien Skehan. Zaklęła w myślach, jednocześnie się ciesząc, a była to najgorsza kombinacja uczuć, której od jakiegoś czasu miała okazję doświadczać zdecydowanie zbyt często. Zacisnęła usta w wąski paseczek i podeszła do stolika, przy którym stał chłopak. Widziała błysk w jego oczach i to jak zadowolony był z takiego doboru w pary. Uśmiechnęła się lekko, ale wyraźnie było widać na jej twarzy zaniepokojenie. Zadrżała, gdy dotknął jej dłoni, wciskając w nią mały świstek papieru, ale zaraz rozłożyła go dyskretnie i przeczytała wypisane na nim słowo. Przeznaczenie. Taaa...
    Podeszła bliżej chłopaka i oparła jedną dłoń o blat, tuż przy desce, na której zaczął kroić pierwsze składniki i to nawet poprawnie.
    - Nie wiem co Ty masz z tymi karteczkami. Jak nie będziesz się drzeć na całą salę, że mnie kochasz albo inne takie cuda, to serio możesz ze mną rozmawiać. - wyszeptała, uśmiechając się lekko. I tak nikt ich nie słyszał, bo w sali panował niezły harmider, a Julia miała nadzieję, że również nikt ich zbyt dobrze nie widział, bo palcami delikatnie przesunęła po przedramieniu chłopaka. Niby przypadkiem, niby tak po prostu, odchodząc na drugą połowę stołu, aby zająć się dokładnym odmierzaniem kolejnych składników, o ironio, eliksiru miłosnego, który był ostatnim, jakiego teraz potrzebowali. Bo miłość już mąciła im w głowach, odbierała koncentrację i Julia miała wrażenie, że jak sobie wszystkiego dokładnie nie rozpisze na kartce to zamiast amortencji wyjdzie im wywar żywej śmierci. Całkiem romantycznie.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  57. Nie zamierzała zagłębiać się w łączącą go z dziewczyną relację, chociaż, gdyby pewnie wiedziała co się dzieje stanowczo, próbowałaby mu to wybić z głowy jeszcze bardziej niż teraz. Może i sama nie tkwiła nigdy w czymś takim samym, ani troszeczkę podobnym, jednak… Relacja, jaka łączyła ją z Fredem Weasley’em z pewnością nie należała do najłatwiejszych. Wręcz przeciwnie. Niby się kochali, chociaż tak naprawdę, wzajemnie się wykańczali. Każdego dnia, próbując w końcu uwolnić się od siebie, było tylko coraz gorzej. Każdy dzień był katorgą. Dokładnie pamiętała ile łez wylała w tamtych chwilach. Jak bardzo musiała walczyć z samą sobą, aby nie pojawić się na zajęciach z opuchniętymi od łez oczami, jak przemykała bokami korytarzy by przypadkiem nie natknąć się na kogoś, gdy wychodziła z łazienki, jeszcze ze śladami po łzach, lub jak do niej zmierzała, już ze łzami na policzkach. Wykańczali się, chociaż początkowo wszystko było piękne i idealne. Trwali w cudownej bajce, która miała należeć tylko i wyłącznie do nich, jednak los chciał dla nich inaczej. Wtedy, nawet Julien mógł coś zauważyć, chociaż nie musiał wiedzieć dlaczego, nagle wszystko w Avalon się zmieniło. Dlaczego już więcej nie jadła wiśniowych ciastek, które pochłaniała w nieograniczonych ilościach, dlaczego nie chodziła już w swojej ulubionej bluzie, która tak naprawdę była ulubioną bluzą Freddiego. Dlaczego po zajęciach nie przebywała już tak często w pobliżu stadionu Quiddichta, lub po prostu przestała pojawiać się w Pokoju Wspólnym Gryfonów… a nawet zmieniła swoje ulubione perfumy. Później, później pojawił się Arsellus, który na nowo wywołał uśmiech na jej twarzy, a wszystko sprawiało wrażenie, że wraca do normy, że jest dokładnie tak, jak być powinno, chociaż tak naprawdę nic nie było już takie same. Kochała Arsellusa, jednak ich relacja wyglądała zupełnie niż ta łącząca ją z Fredem. Moore była ostrożniejsza, stąpała delikatnie po gruncie, który dopiero co poznawała na nowo. A teraz? Teraz pojawił się konflikt, który sprawił, że Avalon musiała stanąć z miłością swojego życia po dwóch stronach barykady. W dodatku, Arsie postawił Avie przed trudnym, moralnym dylematem. Sprawił, że była rozpołowiona. Jedną nogą stała w czymś dobrym, a drugą… Drugą pozwoliła pochłonąć czemuś złemu, czemuś sprzecznemu z własnymi opiniami, z własnym zdaniem. Właśnie dlatego ostatnio była taka nieswoja, taka rozdarta, taka… Zupełnie inna niż zawsze. Niby uśmiechnięta, niby słuchająca, ale… Całkowicie nieobecna.
    — To nie zawracaj Julien, tylko później, nie przychodź proszę do mnie z płaczem. — Nie zastanawiała się nad swoimi słowami, nie zastanawiała się nad skutkiem, jakie mogą za sobą nieść. Nie myślała o tym, co będzie później. W tym momencie liczyła się tylko chwila obecna i nic więcej. — Idź i rób co chcesz, słuchaj serca, rozumu albo zdrowego rozsądku. Ale chociaż raz w życiu posłuchaj czegoś. Wsłuchał uważnie się w coś i podejmij tę ostateczną decyzję bo inaczej będziesz cierpiał, zastanawiając się co by było gdyby. Tak nie można. Trzeba coś zrobić. — Mówiła szybko, nie robiąc prawie w ogóle przerw na oddech, a gdy w końcu do nich dochodziło, łapała haustami powietrze by jak najszybciej wyrzucić wszystko z siebie. Tak naprawdę, jej samej przydałyby się takie słowa. Przecież… Sama musiała w końcu coś zrobić, podjąć jakąś decyzję. Zrobić cokolwiek.

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  58. Przygotowała wszystko bardzo dokładnie. Składniki ułożyła w rzędzie, w kolejności dodawania do wywaru i wydawała się nawet kontrolować sytuację, chociaż tak nie było. Chyba nigdy nie warzyła eliksiru w takich warunkach. Kiedy jej serce biło niespokojnie w piersi, a wzrok ciągle uciekał na bok, łącząc się z jego wzrokiem. Z czasem było trochę lepiej, jakby odnalazła się już w tej dziwnie niekomfortowej sytuacji i mogła w końcu skupić na amortencji. Z Julienem dogadywała się niemal bez słów. Każde robiło swoje, ufając drugiemu, że nic nie spieprzy i rzeczywiście, wyszło całkiem nieźle. Julia mogłaby nawet zaryzykować i użyć tego eliksiru, gdyby nie fakt, że przecież była sobą i nie uciekała się do takiego oszukaństwa. Poza tym, dla niej to nie był najpotrzebniejszy eliksir na świecie. Na pewno nie teraz.
    Stanęła z Julienem nad parującym kociołkiem i kiwnęła głową z uśmiechem, kiedy złapała jego niepewne spojrzenie.
    - Podgrzać. - podpowiedziała mu cicho, a kiedy potwierdził to informacją z książki, wsypała perłowy pył do wywaru. - Brawo, kochanie. - dodała cicho i spojrzała na Juliena tym wzrokiem. Zacisnęła usta w wąski paseczek, jakby tylko ten drobny ruch miał powstrzymać ją przed skradnięciem swojemu chłopakowi buziaka. Zaraz jednak uśmiechnęła się szeroko i wypełniła fiolkę gotowym eliksirem, moment przed tym jak przy ich biurku pojawił się profesor. Nachylił się nad kociołkiem i przymykając lekko oczy, wciągnął do płuc powietrze pachnące... No właśnie. Czym? Dla każdego amortencja pachniała inaczej. Ale zawsze cudownie. Zapach, który czuła Julia sprawiał, że miała ochotę zamknąć oczy i utonąć we wspomnieniach, marzeniach i odczuciach, które wcale nie były aż tak odległą przeszłością. Spojrzała na Juliena kątem oka, a z zamyślenia wyrwał ją głos profesora.
    - A tak z ciekawości, czym dla Państwa pachnie ten eliksir? - spytał, unosząc lekko brwi, jakby odpowiedź miała świadczyć o zaliczeniu tego zadania. Padła natychmiast, z ust Juliena i Julii, dokładnie w tym samym momencie, dokładnie taka sama. Wiśniami z czekoladą.
    Julia poczuła się, jakby miała zaraz zapaść się pod ziemię. Zrobiło jej się gorąco, oddech przyspieszył, a na policzkach pojawiły się delikatne rumieńce. Z nerwów zacisnęła zęby za dolnej wardze i patrzyła na nauczyciela wzrokiem, wyrażającym jednocześnie złość, speszenie i przerażenie. I sama już nie wiedziała, co myśleć. Bo powinna się cieszyć, uznać to za słodkie, urocze, a czuła po prostu dyskomfort. Tak jakby cały plan nagle upadł, chociaż wcale tak nie było.
    - Interesujące... - mruknął nagle profesor, uśmiechając się łagodnie w ich stronę. - W każdym razie jest to doskonale uwarzona amortencja. Najwyższa ocena!
    Machnął szybko różdżką, a eliksir, który w pocie czoła tworzyli przez ostatnie kilka godzin, zniknął momentalnie z kociołka. Profesor pochylił się nad nim, otworzył szeroko oczy i konspiracyjnym szeptem dodał:
    - Państwu i tak ten eliksir nie jest chyba potrzebny. - puścił oczko do Juliena i odszedł, krokiem niemal tanecznym.
    Julia przysiadła lekko na stole, zamknęła oczy na kilka sekund, oddychając głęboko, a potem odwróciła wzrok, jakby każde, nawet najmniejsze spojrzenie, skierowane na Juliena, miałoby zdekonspirować ich zupełnie. A tego nie chciała. Na razie. Jeszcze przez jakiś czas. I czuła się z tym źle, tak jakby go zawiodła. Jakby zawodziła go za każdym razem. Czasem też była egoistką, ale w tym przypadku jeszcze nie umiała inaczej. Uczyła się powoli, stawiając niewielkie kroczki, ale efekty gubiły się gdzieś po drodze, stając się zupełnie niewidocznymi.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  59. [Ale on jest cudowny! Przychodzę po wątek. Tylko jeszcze nie bardzo wiem, co by tutaj z naszymi postaciami wykombinować. Może Tobie wpadnie coś do głowy? Szczerze mówiąc chyba wyczerpałam limit pomysłów na dzisiaj, ale, jedno wiem na pewno. To nie może być coś zwykłego! :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  60. [Nasze postacie musiałyby się znać od pierwszego roku i często ze sobą przebywać, aby faktycznie Amelia nie bała się nazwać go swoim przyjacielem. Kto wie, może czasem nawet byłaby w stanie dzielić się z nim tymi swoimi pięknymi chwilami, a później ubolewać nad ich utratą... W każdym razie ja oczywiście z chęcią pomyślę nad czymś konkretnym. Wycieczka do Wrzeszczącej Chaty brzmi fajnie. Można im tam ufundować jakieś dodatkowe, ciekawe przeżycia. Nie wiem na ile to możliwe, ale może coś by się zablokowało i nie mieliby jak opuścić pomieszczenia? Wtedy właśnie Amelia mogłaby się zdecydować odrobinę ponarzekać na jego brak czasu dla znajomych i przyjaciół. Aby miało to sens, można rozegrać wątek tak, że wpadają na siebie w Hogsmeade całkiem przypadkowo i dalej idą już razem :) Albo pomyśleć nad czymś zupełnie innym, ale to już dopiero jutro.]

    Amelia Mulicber

    OdpowiedzUsuń
  61. [Wątkowy człowiek-guma brzmi tak dobrze, że aż szkoda byłoby tego nie wykorzystać tworząc jakiś zwykły wątek. Amelia często się boi, a ten lęk z roku na rok narasta coraz bardziej. Sama dokładnie nie umie określić czego tak właściwie się boi, ale wciąż to odczuwa. Ten nieprzyjemny skurcz i ucisk. Poprzednio nie miałam szansy się wykazać, bo była zdecydowanie za późna, jak dla mnie godzina, astmę dziś powinno być już lepiej z moimi pomysłami. Przyznam też od razu, że lubię stwarzać sytuację niekoniecznie łatwe. Lubię gdy jest dużo różnych, często wstecz wybuchowych mieszanek emocji. Wiem też już od autorki Julii, że jej i Twoja postać tworzą związek, o którym raczej nie wiele osób wie. Broń panie boże nie chcę, abyś sobie pomyślała, że się wtrącam z buciorami (dobra, troszkę może tak, ale przecież to tylko luźna propozycja którą można na każdy możliwy sposób przerobić) ale wpadł mi do głowy taki pomysły...(jak coś to krzycz) Amelia mogłaby być jedną z tych osób, które o ich związku pojęcia nie mają. Ani nie przyjaźni się z Julią, ani też nie interesuje się życiem innych. Pomiędzy Amelią i Julienem zrobiłabym relacje koleżeńską. Są na tym samym roku, na pewno mieli jakieś zajęcia razem itp., w każdym razie mogłaby widzieć, że jest on ostatnio bardziej szczęśliwy niż do tej pory, ale ze względu na własne problemy nie wynikała by w to, no w dwa, nie interesuje jej specjalnie życie innych. W każdym razie oboje mogli być w Hogsmeade, Amelia ma byłego chłopaka, któremu specjalnie robi na złość, a w szczególności gdy widzi go z inną. Dostrzegając Juliana wychodzącego samotnie z jakiegoś sklepiku i widząc byłego, mogłaby podejść do Gryfona jak gdyby nigdy nic i zacząć udawać że spotkali się razem, że są na randce ;) Ten chłopak mógłby do nich podejść i zasugerować wspólną kawę/herbatę. Julien mógłby chcieć się wycofać, tak samo jak Amelia, ale w momencie gdyby chłopak zasugerował, że mogłaby się nie pogrążać, poszłaby w zaparte i nawet siłą zaciągnęłaby Juliana do tej kawiarenki. Później mogliby kombinować jak się szybko urwać z "randki" a gdyby im się to już udało wpadliby do Wrzeszczącej Chaty, gdzie znaleźliby jakieś ślady po wilkołaku? Julien w między czasie mógłby jej powiedzieć, że nie może udawać jej chłopaka bo jest z kimś innym, ale Melka nie chciałaby tak łatwo odpuścić, aby nie wyjść na kłamczuchę przy byłym. :) Jak chcesz coś dodać, zmienić lub cokolwiek to śmiało. A jeżeli poniosła mnie wyobraźnia to przepraszam :)]

    Amelia Mulciber

    OdpowiedzUsuń