15 lipca 2017

Prosperity is just around the corner

Austen Burke
 Ravenclaw  siódmy rok  rodzinny biznes u Borgina&Burkesa

Nadmuchane ego, gdy uderzone, zawsze bolało więcej od tego, co kiedyś zdawało się boleć tak bardzo, że bardziej już chyba nigdy nic nie zaboli — pierwsze stłuczone kolano, wyrwany nitką i drzwiami ząb, złamany przez kolegę z podwórka nos czy skręcona na krzywym chodniku kostka. Wrogów miał szukać w innych, a patrzył w lustro i widział tego największego, któremu z oczu patrzyło dobrze, ale przekornie. Był dobry, ale przekorny. Lubił ładne rzeczy, a zdarzały mu się brzydkie uczynki. Chciał odkrywać świat, a tylko krążył palcem po mapie. Wielki świat zaczynał się dla nich i kończył na sklepowym zapleczu.
Mama gotowała dżem w kociołku po babci, tata różdżką wyganiał potwory spod łóżka, a dziadek ukradkiem podwijał rękaw i pokazywał ślady z przeszłości, a potem dawał ślazowego cukierka, czym kupował sobie milczenie. Suszone główki z kompletem ostrych zębów szczerzyły się z zakurzonych półek, ze ścian zwisały zmieniające się pod osłoną nocy obrazy, kryształy w słoiku świeciły w środku jasnego dnia, a za grubą zasłoną piętrzyły stosy drewnianych pudełek — wolno patrzeć, ale nie dotykać, bo mogło odgryźć palec (a jak dało się palec, to chcieli całą rękę, apetyt zawsze rósł w miarę jedzenia).
Er'way in-hay the oney-may, gone are my blues and gone are my tears, I’ve got good news to shout in your ears!

12 komentarzy:

  1. [ Cześć, to jaki ten wątek mam zacząć? ;D ]

    Sagit Wallach

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Pewnie, mam dwa pomysły:

    – nie wiem, jak bardzo (a właściwie: czy w ogóle) Austen zaangażowany jest w rodzinny biznes, ale zakładam, że w wakacje czasem bywa w sklepie, a i zapewne nie jest głuchy na rozmowy rodziców o pracy. Któregoś razu robili interesy z jakimś gościem, który okazał się szują absolutnie niegodną zaufania (jeszcze bardziej niż inni klienci, a podejrzewam, że tam każdemu patrzy się na ręce) i ich oszukał. Oni stracili, on zyskał cenny artefakt. Potem okazałoby się, że ten mężczyzna nie działał sam – podróżuje po świecie wraz ze swoimi kompanami, oficjalnie są trupą cyrkową, nieoficjalnie... Nie wiem, można by ich powiązać z eventem blogowym, ale to nie jest konieczne, bo w żadnych czasach nie brakuje typów spod ciemnej gwiazdy, więc mogą być dowolnymi sekciarzami.
    Może Austen zechciałby pomóc rodzinie i jakoś odzyskać ten artefakt? Wyśledziłby tę cyrkową trupę – akurat rozbiliby obozowisko w jakimś górzystym terenie (może być Anglia, ale skoro to czarodzieje, to inny kraj też wchodzi w grę, w końcu zawsze mogą się teleportować). Austen obserwowałby ich z ukrycia i nagle zostałby zaskoczony przez Sagit, która w okolicy spędzała wakacje.

    – coś z trochę wyższych sfer, nie wiem tylko, czy Burke'owie się do nich zaliczają. Filharmonia, jubileusz znanego wśród czarodziejów muzyka i przy okazji pożegnanie się z budynkiem. Ze względów bezpieczeństwa czarodzieje muszą co jakiś czas zmieniać położenie swoich przybytków kultury, nadszedł na to odpowiedni czas. Sagit i Austen mogliby zacząć zwiedzać filharmonię, zaglądać do pomieszczeń już nieużywanych, na strych, do piwnicy, do pudeł, które wkrótce mają zostać gdzieś wywiezione, może coś popsuć, może zobaczyć coś, czego nie powinni – albo spotkać kogoś, kogo mieli nie widzieć. ]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć! Bardzo ciekawy pan, ma w sobie to COŚ, czego nawet nie potrafię określić, ale właśnie TO mi się podoba. Tak wiem, masło maślane. Nieważne. Masz ochotę na wątek? Bardzo chętnie coś skrobnę! :)]

    Audrey Callahan / Tristan Jensen

    OdpowiedzUsuń
  4. [Och, lubię tego aktora, więc chwalę wizerunek. Postać jest bardzo ciekawa, więc jeśli masz ochotę, to zapraszam do siebie, może wspólnymi siłami uda nam się wymyślić coś ciekawego. Życzę też dobrej zabawy i wielu ciekawych wątków i powiązań.]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć! Życzę Ci udanej zabawy, wielu owocnych wątków i weny, a co najważniejsze gratuluję bardzo oryginalnej kreacji postaci! Zostań z nami jak najdłużej :)]

    Mathias Rathmann/Adam Lebiediew

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Nigdy nie wpadłabym na to, żeby stworzyć spadkobiercę sklepu Borgina&Burkesa, ale może to po prostu moje postaci są z natury za grzeczne (po mnie!). Niemniej jednak bardzo podoba mi się ten pomysł, gratuluję i jeśli chcesz pozwolić mi lepiej poznać Austena to zapraszam do moich dziewcząt. ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem bawili się w znikanie i choć była to tylko gra z lat dziecięcych, zwykli traktować ją z taką powagą, jak gdyby kryło się w niej coś więcej. Jak ćwiczenie, jak wstęp do późniejszego życia, jakby przewidywali, że w którymś momencie przyszłości przyjdzie im – za cenę przetrwania – zniknąć z pola widzenia. Bądź cicho i nie rzucaj się w oczy, to było łatwe, ale nawet jeśli brat potrafił zachować milczenie i panował nad własnymi emocjami, więc ani głośne bicie serca, ani nerwowe przełykanie śliny nie mogło go zdradzić, a jego oddech był ledwie słyszalny – i chociaż niezgorzej się skradał, to w porównaniu z Sagit był dyletantem. Nigdy nie uczyła się chodzić bezszelestnie, a przychodziło jej to tak lekko, z wrodzoną łatwością i mogło się wydawać, że już w momencie, w którym stawiała pierwsze niewprawne kroki, okraszane częstymi upadkami, próżno było wysłuchiwać jakiegokolwiek hałasu. Kobiety z waszej rodziny w najwyższym stopniu opanowały sztukę bezszmerowego przemieszczania się z miejsca na miejsce, przeczytała kiedyś w jednym z miliona pieczołowicie przechowywanych starych listów. I może w tej sentencji tkwiła prawda, bo mimo że wielu ludzi potrafiła rozpoznać po samym dźwięku ich kroków, to z nagła uświadomiła sobie, że nie wie, jak brzmią te matczyne. Może to dziedzictwo, genetyczny spadek, coś jak ogniste czupryny Weasleyów, jasne włosy Malfoyów lub ciężkie powieki Blacków. Albo – nie wyniesie z domu rodowej zastawy, o którą całe życie będzie musiała drżeć, by jej nie stracić, bo wystarczy, aby dbała o wrodzoną zdolność do cichego poruszania się.

    Więc kiedy znalazła się za plecami Austena Burke’a, miał prawo jej nie usłyszeć. Zajęty był zresztą czymś innym i pomimo że najwyraźniej kogoś – lub czegoś – wypatrywał, z pewnością obiektem jego poszukiwań nie była Sagit. Mogła skorzystać z ostatniego miesiąca przed siedemnastymi urodzinami i wrazić mu różdżkę między łopatki (jeszcze nie jestem dorosła, jeszcze mogę zachowywać się niedojrzale, tłumaczyłaby później), ale nie w głowie były jej te dziecinne figle. Poza tym, nawet gdyby była w stanie zrobić mu krzywdę, nie chciałaby tego. Oprócz tego, że nie była kimś, kto rwałby się do zadawania bólu innym, to choćby Austen był najgorszy i choćby wyrywał owadom skrzydełka, był uczniem Ravenclaw, co zapewniało mu immunitet.

    Być może to kwestia charakteru, a być może burzliwej historii rodziny i krewnych porozrzucanych po całym świecie, ale Sagit nie czuła się przesadnie związana z Anglią, w której przecież się urodziła i wychowała. Patriotyczne uczucia z kraju przerzuciła na dom, w którym spędziła już sześć lat. Do Krukonów nie miała co prawda bałwochwalczego stosunku i potrafiła dostrzec ich wady; nie lubiła kogokolwiek za sam fakt bycia Krukonem i zdarzało się jej w myślach pomstować na poszczególnych przedstawicieli Ravenclaw, ale kiedy obelżywe słowa padały z cudzych ust, zwykła stawać w obronie ludzi, z którymi współdzieliła Pokój Wspólny. To trochę jak z członkami rodziny, których mogła krytykować, ale ona i tylko ona, nikt więcej.

    – Dzień dobry, panie Burke – przywitała się przyciszonym głosem. – Na co pan patrzy?

    Spojrzała Austenowi przez ramię. Oni znajdowali się na surowym terenie, nieprzyjaznym roślinności; skały otulały tylko najwytrzymalsze wrzosy. Naprzeciw, jednak sporo niżej, po dolinie krążyli jacyś ludzie, z których poczynań można było wywnioskować, że zamierzają się w tym miejscu zatrzymać na trochę dłużej, przynajmniej na całą noc. Kiedy kilka godzin wcześniej Sagit przechodziła nieopodal, oni już tam byli, teraz, kiedy wracała, wciąż nie zmienili położenia. Wcześniej wydawało jej się, że w gronie obcych rozpoznaje jedną znajomą twarz – o kilka lat starszego absolwenta Hogwartu, który znajdował się na siódmym roku, kiedy ona rozpoczynała naukę w szkole. Teraz nie mogła go odszukać. Albo się oddalił, albo ona znajdowała się za daleko – lub rankiem coś się jej przewidziało.

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Ja nie myślałam o tym, bo panów Borgina i Burkesa wyobrażałam sobie jako starych kawalerów, prowadzących jakiś szemrany biznes w pewnym ciemnym zaułku. W życiu nie wpadłabym na to, aby obsadzić ich w roli głów rodziny i... ojców. Nope. Ale fajnie, fajnie :)
    Jeśli chodzi o wątek to zajrzyj do zakładki "powiązania" u Olivii, tam rozpisałam kilka pomysłów, może coś Ci się spodoba, a u Julki trzeba bardziej pokombinować, ale z kolei ona jest bardziej... optymistyczna. Chociaż w sumie też nie zawsze.
    A, i wspomnę jeszcze tylko, że Olivia była na VII roku przed wakacjami i już właściwie skończyła szkołę, ale jak chcesz to możemy pisać cofnięty w czasie wątek z jej VII roku, to nie ma najmniejszego problemu ;) ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  9. [Tak, raczej będzie na VI roku, bo nie zdążył się jeszcze nim nacieszyć. Co do wątków i relacji, to nie mam jeszcze nic, więc Sirius to czysta kartka, wezmę wszystko, co Ci w głowie siedzi.]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  10. [O, również przybijamy piątkę i dziękujemy ślicznie za powitanie, o ile Rufuś dosięgnie. Na wątek chęci mamy mnóstwo, tylko z pomysłami nieco gorzej, jak zwykle. Pogłówkujemy.]

    Rufus Riddell

    OdpowiedzUsuń
  11. Chociaż bezceremonialne zachowanie Austena nie było jej w smak, nie zrobiła nic, by utrudnić mu życie. Kiedy nakazał jej paść na ziemię, a za słowem poszedł czyn, poddała się poleceniu i nawet nie próbowała walczyć z jego siłą, a kiedy już leżała w trawie, to chociaż z czystej tylko przekory mogła na powrót wstać, nie zrobiła tego. Byłaby zapewne krytycznie skomentowała jego postępowanie, ale wiedziała przecież, że to niczego nie zmieni. Poza tym ten rozgorączkowany Austen, który poza stworzeniem jakiejś teorii spiskowej jej dotyczącej zajęty był niewiadomej tożsamości sprawą, nieco ją rozbawił.

    Miała wrażenie, że czegokolwiek by teraz nie powiedziała, to i tak każde jej słowo byłoby podawane w wątpliwość. Jeśli chciał myśleć, że jest śledzony, nie zamierzała wyprowadzać go z błędu; może najzwyczajniej w świecie lubił się mylić, choć nie była to zbyt krukońska cecha. Za to rozbuchane ego, którego echa doszukiwała się w jego podejrzeniach, już tak – musiał najwyraźniej uznawać się za kogoś atrakcyjnego w ten czy inny sposób, jeśli uważał, że ktokolwiek chciałby marnować wakacje na obserwowaniu każdego jego kroku.

    Zbytnio sobie pochlebiał.

    Należało jednak przyznać, że to wyobrażenie prezentowało się odrobinę bardziej fascynująco niż rzeczywistość, która przedstawiała się w ten sposób, że Sagit w hrabstwie Yorkshire wylądowała na wakacjach, w dodatku przez wielu mogące być uważane za mało porywające, bo nie obfitowały w szalone imprezy i wyprawy ze znajomymi. Przyjechała tutaj z mamą i bratem. Kiedy byli młodsi, wspólne wyjazdy – często bardzo długie, nierzadko w trakcie wolnych dni od szkoły i pracy w ogóle we własnym domu nie przebywali – wydawały się czymś tak naturalnym jak oddychanie, z biegiem lat sprawa się skomplikowała, bo oboje – i Sagit, i brat – skorzy byli do włóczęg, czasem samotnych, czasem odbywanych wraz z przyjaciółmi. W dodatku im byli starsi, tym bardziej czas rozłaził im się w dłoniach, przeciekał przez palce jak piasek przez sito. Nie zdarzyło się jednak, aby cała trójka w trakcie letnich dwóch miesięcy nie znalazła nawet tygodnia, który spędziliby we własnym gronie. Choć każde z nich miało w sobie głód poznawania świata i odkrywania nowych miejsc, od kilku lat zwykli odwiedzać Kornwalię, w której rozpoznali swój Eden.

    W tym roku byłoby podobnie, gdyby nie burzliwy okres w pracy brata, któremu przez jakiś czas wydawało się, że nie będzie mógł wziąć nawet krótkiego urlopu. Na szczęście się udało, na nieszczęście i dni (pozornie) wolne obwarowane były zawodowymi obostrzeniami – i tak też musiał spotkać się z pewnymi czarodziejami, z którymi umówiony był właśnie w Yorkshire. To nie była co prawda Kornwalia, ale Sagit nie narzekała, bo przecież chodziło przede wszystkim o bycie razem z rodziną, a i wyłuskane chwile tylko dla siebie z powodzeniem można spożytkować w miły sposób.

    Pod którym rozumiała bardziej wędrowanie po okolicznych górach i wzniesieniach, a nie leżenie w wilgotnej trawie tuż obok niezadowolonego niespodziewanym towarzystwem Austena Burke’a. Mimo wszystko nie zamierzała go usłuchać i się wycofać. Obserwując wspinającą się na swoje zielone Mount Everest mrówkę, pod której ciała ciężarem (ha!) chwiało się źdźbło trawy, mruknęła:

    – Nie rozumiem, dlaczego tutaj ślęczysz, zamiast poszukać kontaktu z Robertem.

    Nie miała pojęcia, co Austen tutaj robi – ale tylko w konkretach. W ogółach było o wiele łatwiej, średnio rozgarnięty człowiek zdołałby dodać dwa do dwóch i połączyć obecność wyglądającego zza skałek chłopaka z przebywającą po drugiej stronie grupą. Nie wiedziała, dlaczego są oni warci jakichkolwiek obserwacji i co ich z Austenem łączyło, ale to już nie był jej problem. Oczywiście, cała ta zabawa wzbudziła w niej ciekawość, którą chętnie by natychmiastowo zaspokoiła, ale nie bez podstaw przeczuwała, że zadanie bezpośredniego pytania spotkałoby się albo z opryskliwą, nierzeczową odpowiedzią, albo milczeniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślała, że mogło być to powiązane w jakiś sposób z biznesem Borgina&Burkesa. Powodów było kilka, przede wszystkim – Sagit bardzo rzadko zapuszczała się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu, a już słynnego sklepu nie odwiedziła nigdy. Nie mogła go nie znać, był zbyt ważny dla pewnych kręgów, żeby nie pojawiał się w różnych historycznych zapiskach i opracowaniach, ale same tylko poznanie z dokumentów tekstowych, bez poparcia go rzeczywistym doświadczeniem, w zupełności jej wystarczało. O ile lubiła przechadzać się po sklepach – zarówno tych największych, jak i całkiem niepopularnych, a także targach różności i dziwnych wystawach – o tyle całkowicie jej nie ciągnęło do miejsc związanych z szeroko pojmowanym mrokiem… Chyba że były to zabytki czy muzea, w każdym razie nie coś, co można było powiązać z praktykowaniem czarnoksięstwa. I chociaż miała świadomość, że Borgin&Burkes to nie – przynajmniej nie tylko – przedmioty czarnomagiczne, nie zapowiadało się, aby w najbliższym czasie miała się tam wybrać.

      Poza tym nawet jeśli Austen nosił nazwisko Burke, to w najlepszym wypadku biznes należał do jego rodziców, nie do niego. Rodzinne powiązania, tradycja i ogólne zainteresowania dziejami swego rodu były jej bliskie. Wręcz kolekcjonowała wszelkie teksty – zarówno te, które ukazywały się w szerokim obiegu, jak i niepublikowane dzienniki, pamiętniki i inne zapiski – które dotyczyły jej przodków, utożsamiała się z ideami na przestrzeni wieków im przyświecającymi, więc gdyby ktoś się zachowywał podobnie, nie mogłaby się zdziwić. Jednak dziwne byłoby myślenie o nastolatku w pierwszej kolejności jako o kimś, kto przejmuje schedę po swoich krewnych.

      Zresztą, skojarzenie ze sklepem nie nasuwało się od razu też dlatego że rzucenie okiem na obozującą grupę nie wystarczało do stwierdzenia, że to na pewno ludzie spod ciemnej gwiazdy.

      – Ach, tak – dodała po kilku sekundach. Szeptała, ale choć bynajmniej nie był to szept sceniczny, to wystarczająco wyraźny, aby Austen mógł ją usłyszeć. – I tak by cię zignorował.

      Pewnie to była prawda. Dlaczego ten tak w latach edukacji uwielbiany Robert miałby zadawać się z sześć czy siedem lat młodszym Krukonem. Prawdopodobnie łączyło ich tylko tyle, że jeden był absolwentem, a drugi uczniem tej samej szkoły, Hogwartu.

      Usuń