Your arms are weary but you’re trying to like this

21 I 1992, Londyn, UK –––– woźny od roku szkolnego 2021/2022 –––– Filtch 2.0
Sięgając wieczorną porą po szklaneczkę Ognistej Whisky po kolejnym – równie beznadziejnym co poprzednie – dniu, jak zwykle zastanawiasz się nad swoim życiem. Lubisz myśleć, że to takie cholernie głębokie i w ogóle fajne z twojej strony, ale prawda jest zgoła inna: nie masz w sobie zupełnie nic z egzystencjalisty i bardziej się ośmieszasz, niż zyskujesz chwałę, nieważne jak bardzo próbujesz samego siebie oszukać. Jesteś bowiem dokładnie tym człowiekiem, którym przyrzekałeś sobie, że nigdy nie zostaniesz – przedstawiasz sobą wszystkie te cechy, których niegdyś nienawidziłeś i popełniasz dokładnie te same błędy, przed którymi od lat przestrzegasz siostrę. Codziennie rano w lustrze widzisz więc niezmiennie jedno: chodzącą porażkę.
Jeszcze jako gówniarz szlajający się po hogwarckich korytarzach powtarzałeś sobie, że jeśli kiedyś znajdziesz się po drugiej stronie barykady, tej nauczycielskiej, będziesz wyrozumiały – że będziesz pamiętać, jak to jest być nastolatkiem i nikt nie powie o tobie, że masz kij w dupie. Tymczasem proszę: jako woźny, godnie piastujesz stanowisko po niezapomnianym Filtchu i ponoć jesteś niemal kalka w kalkę jak on – równie upierdliwy, równie zgryźliwy i równie nieznośny. Lubisz myśleć, że tak naprawdę nie zawiodłeś w ten sposób samego siebie, bo przecież woźny to nie nauczyciel, ale w głębi serca wiesz, że to żałosne.
Jako pierworodny syn kobiety, którą życie zniszczyło, powtarzałeś sobie, że jeśli kiedyś znajdziesz się w trudnej sytuacji, nie sięgniesz po kieliszek. Choćby miało się palić i walić, nie upodlisz się do tego stopnia, żeby ktoś musiał cię zbierać z podłogi, bo wiesz aż nazbyt dobrze, jakie to uczucie. Tymczasem proszę: pijesz niemal co wieczór i chociaż robisz to symbolicznie, bo inaczej straciłbyś pracę, tak naprawdę jesteś pijakiem jak inni – bez trunku nie wytrzymasz i dobrze wiesz, że to stanowi twoją największą słabość. Lubisz myśleć, że masz nad tym kontrolę, bo przecież nie chlejesz do nieprzytomności, ale prawda jest taka, że się uzależniłeś i nie masz sił, aby z tym walczyć.
Jako starszy brat dziewczyny, która zasłużyła na szczęście, powtarzałeś sobie, że jeśli kiedyś znajdziesz się w sytuacji, w której będzie potrzebowała przyjaciela, a nie opiekuna, nigdy jej nie zawiedziesz. Nieważne jak wielka byłaby pokusa, nie wejdziesz w rolę jej ojca ani matki, którą macie przecież beznadziejną, tylko będziesz tam dla niej na dobre i na złe. Tymczasem proszę: dla jej własnego dobra musiałeś wynieść się z Londynu, bo niemal zrujnowałeś jej życie swoją cholerną nadopiekuńczością. Lubisz myśleć, że nie wpłynęło to w żaden sposób na wasze relacje, ale w głębi serca wiesz, że spieprzyłeś na całej linii.
Dzień za dniem zadręczasz się więc tym wszystkim, ale zamiast wziąć się w garść, pogrążasz się w tej beznadziei jeszcze bardziej. Polujesz na uczniów, niemal obsesyjnie wypatrując ich potknięć, a potem ochoczo na nich donosisz, czerpiąc satysfakcję z wlepianych im szlabanów. Wieczorami zaś cholernie siebie za to nienawidzisz i przysięgasz sobie, że jutro będzie inaczej, tyle że nigdy nie jest. Nie umiesz się zmienić, tak jak nie umiesz im nie zazdrościć: tego, że mogą się uczyć, czego tobie odmówiono; tego, że mają przed sobą perspektywy na przyszłość, których ty już nie posiadasz i tego, że mogą spełniać marzenia, bo ty musiałeś o swoich zapomnieć. Zazdrościsz im i to właśnie ta zazdrość wyniszcza cię najmocniej. Szkoda więc, że nie ma na nią lekarstwa.
Hej, nie przejmuj się – jutro wcale nie będzie lepiej…

Cześć! W tytule najlepsze Vancouver Sleep Clinic, na zdjęciach przystojny Sass od najwspanialszego pirata na świecie, a poniżej moja radosna twórczość. Jak zawsze handel wymienny jest w cenie, a ja lubię, kiedy się dzieje. Chodźcie! :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz