strange things did happen here


Slytherin
VII rok
Czysta Krew
Pół-Wila
Klub Eliksirów
Martine Mahoney
boginem błyskawice, patronusem kruk

Najchętniej zabiłaby swojego kota, zmieniła tożsamość i wyjechała do Indii podając się za jakiegoś biedaka, bez grosza przy duszy. Gdyby oczywiście nie rodzice i Hogwart, którego nie potrafi tak po prostu opuścić i nigdy do niego nie wrócić. W wakacje próbowała uciec z domu i rzeczywiście wyjechać do Indii, jednak wpływy rodziców sięgają nawet świata mugoli. Nigdy nie powiedziała tego na głos, ale wolałaby rodziców niższych rangą, mniej rozpoznawalnych, ale kochających ją całym sercem. Kota kupiła z nadzieją, że chociaż ten zastąpi jej rodzinę, jednak okazał się najgorszym stworzeniem jakie w życiu widziała. Gdyby miała trochę więcej rozumu, to już dawno temu nakarmiłaby nim kałamarnicę żyjącą w hogwarckim jeziorze. Okrutna i wyrozumiała, choć można to rozumieć na różne sposoby. Odkąd poszła do Hogwartu, można wyróżnić w jej życiu kilka etapów. Obecnie zatrzymała się na: zrozumieć życie. W torbie zawsze kilka fiolek z eliksirami, bo nigdy nic nie wiadomo. Stara się zapomnieć o tym, że jest pół wilą i z uporem zaprzecza wszystkim, którzy ją o to pytają.
SPOD PIÓRA | INNI | DODATKOWO
__________
The Hanging Tree, tumblr
watki i powiązania TAK!
na pewno zabawię tu długo.
gg - 25602335
FC: Karlie Kloss

194 komentarze:

  1. [Witamy na blogu i życzymy miłej zabawy!]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Powiem Ci, że Martine mnie zaciekawiła, bo prawie jej nie rozumiem. Nita także byłaby nią zaintrygowana, bo idzie za stereotypem "Ślizgoni to nasienie szatana".]
    Nita

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Przyszłam powitać i życzyć miłej zabawy w naszym na razie wąskim gronie ^^
    Zaproponuję wątek chociaż nie mam zielonego pojęcia jak by te dwie nasza panie połączyć (zwłaszcza, że wątki damosko-damskie to moja słaba strona) :) ]

    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  4. [Hanging Tree (i tama) to jedna z nielicznych scen która mi się podobała w Kosogłosie.
    Jakiś wątek? Bo nie za bardzo go widzę ;( ]

    Augustus

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dlatego dla mnie podzielenie tego na dwa było nietrafionym pomysłem.
    Zaczęłabym od początku. Jakaś ciekawa interakcja podczas lekcji?]

    Augustus

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Wątek chcę :D Gorzej z pomysłami, ale ten w bibliotece mi pasuje. A co dalej to się w trakcie wymyśli ;) Chcesz może zacząć? Byłabym ogromnie wdzięczna ^_^ ]

    Mel

    OdpowiedzUsuń
  7. [ No okej, postaram się coś wyskrobać ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam starszą koleżankę z domu :)]
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  9. [Slytherin górą! :D Co do przyjaciółeczek, to może być to bardziej skomplikowane? W sensie opieka mentalna starszej koleżanki i zaintrygowanie młodszej... z obopólnymi korzyściami brzmi jakoś bardziej ślizgońsko :P]
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  10. [Tak wykorzystywać się to pewnie nie, ale na zasadzie negocjacji... to już prawdopodobne.
    - Przynieś mi książkę z biblioteki.
    - A wytłumaczysz mi transmutację?
    ...
    - Zagadaj tego chłopaka, żeby wiedzieć, czy jest wolny.
    - Butelka ognistej za przysługę.]

    OdpowiedzUsuń
  11. [To by było niezłe :P I z pewnością narobiłyby sobie sporo problemów :P]
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wrogów, powiadasz? No dobrze, ciekawa propozycja :D]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Hmmm, to będzie trudne, ale się postaram. Najwyżej pozmieniasz, co ci tam nie podpasuje :)]
    Aithne siedziała w piątkowy wieczór w pokoju wspólnym Slytherinu. Przeszła na tyle wcześnie, że udało jej się zdobyć fotel przy kominku. Wokół panował spokój, chociaż zebrało się sporo osób. Jedni rozmawiali cicho, inni grali w szachy, a na ich twarzach królowało skupienie. Jeszcze inni czytali, pisali, przeglądali gazety, całowali się... i robili wszystko to, co normalnie robi młodzież. Aithen nie chciała włączać się w ogólne rozluźnienie. Rano szykował jej się kolejny trening, a tymczasem próbowała przebrnąć przez transmutację, która zwyczajnie ją pokonywała. Przemiana przedmiotów w żywe stworzenia była złożona i... może dziewczyna po prostu za dużo o tym myślała?
    Zrezygnowana po dobrej godzinie prób, rozejrzała się. Jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem Martine Mahoney. Skinęła jej głową, żeby się przywitać. Trudno było oderwać się od jej oczywistego piękna.
    Westchnęła ciężko. Prostym zaklęciem odesłała swoją książkę do pokoju. Obróciła się do kominka i wbiła wzrok w płomienie.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  14. [A ta karta wisi tam już z kilkanaście godzin, od samiusieńkiego rana, kurczę blaszka, musiałaś się naczekać. :D Jakieś propozycje, jakoś, na coś?]

    Molly

    OdpowiedzUsuń
  15. [Walters raczej nie ocenia nikogo z góry, więc sądzę, że jak już zaczęły ze sobą raz rozmawiać, mogła się nawet do Martynki troszkę przylepić, bo przecież widzi, że wcale jej to tak naprawdę nie przeszkadza! Teraz mogą być z nich całkiem dobre koleżanki, takie wiesz, od czyszczenia brudów po kocie, nocnych ekspedycji do kuchni (chociaż, cholerka, Molly troszkę nie wypada!) i wspólnego jedzenia cukierków anyżowych (trochę fuj, ale tylko trochę), bo jak Penny przysyła siostrze całe worki, to trochę trudno tak samemu to wciągnąć. :D Chyba tyle z mojej strony, bo jestem wykończona!]

    Molly

    OdpowiedzUsuń
  16. [Trzymam za słowo i odezwę się jutro! <3]

    OdpowiedzUsuń
  17. [Tak, tak, tak! :D Proponuję jakieś powiązanie. Wolisz relację negatywną/pozytywną? Z założenia powinni się nienawidzić przez przynależność do swoich domów, ale oboje są nietuzinkowi więc mogliby się nawet lubić.]

    James

    OdpowiedzUsuń
  18. [Nienawiść nienawiścią, ale jakoś zacząć się to musiało ;) Możemy wymyślić, co takiego szczególnie się między nimi stało, oprócz tego, że jedna w Gryffindorze, a druga w Slytherinie.]

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak zawsze po skończony zajęciach i przygotowaniu wszystkiego na następny dzień, udała się do biblioteki, gdzie w ciszy i spokoju mogła zanurzyć się we własnych myślach. Nie chciała siedzieć w dormitorium, gdzie było pełno innych Krukonów. Siedzieli przy kominku, w grupie roześmiani. Melanie zawsze przemykała cicho, obok nich nie potrafiąc wpasować się w ich towarzystwo. Dlatego też zabrała ze sobą szkicownik, kota i poszła do swojej ulubionej części hogwarckiego zamku. W bibliotece kręciło się kilkoro uczniów, ale jak zawsze panował tutaj bezwzględny spokój i porządek.
    Usiadła na skórzanym fotelu w koncie skąd mogła wszystko obserwować, ale ją zbyt wiele oczu nie sięgało. Nie lubiła być w centrum zainteresowania. Wolała być nie widoczna, nikomu nie rzucać się w oczu. Po prostu żyć swoim życiem i nie musieć słuchać plotek, które krążą o niej tak jak to się dzieje w przypadku innych. Dla Melanie tak jest łatwiej, chociaż najchętniej to znalazłaby drugą słynną pelerynę niewitkę i pod nią się schowała…
    Kotka pomrukując leżała na jej kolanach, a ona spoglądała za okno, gdzie znów zaczynał prószyć śnieg. Ah tak zima się zbliża, a wraz z nią święta i odwiedziny w domu. Nie mogła już się doczekać.
    Otworzyła szkicownik, wyciągnęła z kieszeni ołówek i zaczęła rysować pierwsze co wpadło jej do głowy.

    [Nie wiem jakie długości preferujesz, ale mam nadzieję, że jako tako może być :) ]
    Melanie

    OdpowiedzUsuń
  20. [A ślizgonem nie da się mieć wątków? .-.
    A jak zapraszasz, to masz jakiś pomysł? :)]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  21. [Hm. Okej, okej. Podoba mi się początek, ale koniec bym trochę zmieniła. Może nie wyjawiła sekretu, ale wyraźnie pokazuje, że wie znacznie więcej o Ellie niż sama Ellie by chciała. Czyli na przykład wie, że Humfrey ma młodszego, pięcioletniego brata, który mieszka ze swoimi dwoma ciotkami, gdzie jedna z nich dobitnie pokazuje, jak bardzo ich nienawidzi. Mogła się jakoś przypadkiem o tym dowiedzieć i teraz wykorzystywać to przeciwko gryfonce. Co Ty na to?]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ślizgonów nigdy dosyć :)]
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  23. [Oj, rany, ja tu prawie mam gorączkę, raczej nic nie wymyślę, skoro nie zrodził się póki co we mnie jakikolwiek pomysł. :c Ale jak zarzucisz czymś ładnym, to nawet zacznę, a to przecież nigdy nie jest fajne!]

    Molly

    OdpowiedzUsuń
  24. [Nie ukrywam, że też myślałam o czymś takim :D Ale żeby było... pikantniej, może zacznijmy od tego, że James i Martine nawet przed sobą ukrywają, że się lubią, a później ta egzaltacja emocji wybuchnie jak w brazylijskiej telenoweli :D Może być całkiem zabawnie! Co Ty na to? Mogę zacząć jeśli Ci to pasuje.]

    James

    OdpowiedzUsuń
  25. [Skoro tak to czekam na propozycję :D bo u mnie z wymyślaniem jest ciężko :<]
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  26. [Zaczęłąbym raczej od pierwszego spotkania, tylko Sowiernia jest w Zamku :D może z cieplarnii albo z innego takiego miejsca, bardziej odległego]
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  27. [Nie cierpię zaczynać, ale dobrze :P]

    Ellie nienawidziła koszmarów.
    Z drugiej strony jednak, kto normalny lubi mieć koszmary? Wprowadzają one tylko niepotrzebny zamęt w życie; człowiek zaczyna się nad nimi zastanawiać, jakby miały jakieś głębsze znaczenie, głębszy sens, jakby miały nam coś pokazać, wskazać gdzieś drogę. Nurtują i męczą; trudno jest przez nie normalnie funkcjonować, gdy tyle rzeczy trzeba zrobić w ciągu dnia. Ellie jednak nic nie mogła poradzić na to, że od kilku dni, noc w noc miała ten sam koszmar. Koszmar, który ledwo pozwalał jej żyć, tak bardzo, że zaniedbała obowiązki prefekta.
    Jevon miał kłopoty. Jevon cierpiał. Jevon był sam. Jevon, Jevon.
    Wszędzie widziała przerażoną twarz swojego młodszego brata i w niczym jej to nie pomagało. Musiała się jakoś uspokoić, więc postanowiła, jak najszybciej się z nim skontaktować, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i nie ma się o co martwić.
    Wstała rano z łóżka i trzymając kurczowo list, poszła zjeść szybko jakieś śniadanie. Zamieniła z niektórymi kilka słów, pośmiała się, pożartowała i po pół godzinie już była w drodze do sowiarni, żeby wysłać białą kopertę do Jeva. Tylko jedna z ciotek wiedziała o tym, że Ellie jest czarownicą. Ta lepsza, ta, która jej pomagała i opiekowała się troskliwie bratem dziewczyny. Ta druga natomiast, starsza i zdecydowanie bardziej zgorzkniała, surowsza i o wiele mniej empatyczna, nie miała pojęcia o tym, że Humfrey jest obecnie w Hogwarcie. Nie miała pojęcia o tym, że w tym jej poukładanym świecie istnieje coś takiego, jak magia. Ellie modliła się tylko w duchu, żeby sowa trafiła do pierwszej ciotki, która przekaże go Jevonowi i oboje odpiszą jej coś, co sprawi, że odetchnie z ulgą.
    Weszła do sowiarni, odnajdując uroczą białą sowę. Po chwili odwróciła się napięcie i cała zjeżyła.
    Nie była sama.
    Martine.
    - Witaj - przywitała się bez cienia uśmiechu.

    [Krótko, bo jestem lamą i to za karę, bo musiałam zacząć :c]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Okej, a mogłabym jeszcze wyłudzić zaczęcie, czy nie mam na co liczyć? :D]
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  29. Czy istniało na całym wszechświecie coś gorszego od eliksirów ze Ślizgonami? Z całą pewnością, dla Jamesa, nie. Jednak ostatnie miesiące zmieniły w jakiś sposób ten przykry przedmiot, choć młody Potter nawet przed sobą nie chciał się przyznać dlaczego. Kiedy profesor eliksirów chodził pomiędzy stolikami w lochach i zaglądał do kolejnych kociołków, znad których unosiły się różnokolorowe - od bladożółtych po wściekle czerwone - pary, James dyskretnie zerkał w stronę przedostatniej ławki w prawym rzędzie. Siedziała tam Martine Mahoney ze swoją koleżanką i obie próbowały przyrządzić eliksir młodości. Wyglądało na to, że z całkiem niezłym skutkiem, bo para i zapach przypominały dokładnie te podane w instrukcji.
    Kiedy profesor zajrzał do kociołka Mahoney i jej koleżanki, uśmiechnął się życzliwie i powiedział:
    - Dokładnie tak jak przystało na Slytherin. - pochwalił uczennice. James nie mógł się powstrzymać i odpowiedział głośno.
    - Och, czyli wyszedł zatruty?
    Kilka osób w klasie parsknęło śmiechem, ale Jamesowi wcale nie było do śmiechu. Był zły na siebie, na Mahoney i na cały świat za to, że... była taka ładna i uzdolniona. I zakazana, bo jej domem był przecież Slytherin.

    James

    OdpowiedzUsuń
  30. [Masz spaczony mózg.]

    ellen kendall

    OdpowiedzUsuń
  31. [Zawsze można iść w relacje raczej negatywne, nie wszyscy muszą się kochać. :)
    Masz na myśli coś w stylu, że Martine się jakimś cudem dowiedziała/domyśla, czy coś bardziej skomplikowanego?]

    Jamie

    OdpowiedzUsuń
  32. Aithne powoli podniosła wzrok i złapała przypadkiem spojrzenie starzej ślizgonki. W pierwszej chwili nie wiedziała, czy to jakieś wyzwanie czy może zwykła ciekawość koleżanki. Może dlatego odprężyła, że kiedy tylko tamta poprosiła o książkę. Może „poprosiła” nie jest trafnym sformułowaniem. Kazała sobie podać książkę.
    Aithne spojrzała na żądany przedmiot, a potem na dziewczynę. Chyba Martine miała na imię. Lestrange wzięła książkę i położyła sobie na kolanach. Otworzyła ją i przejrzała dwie pierwsze strony. Uśmiechnęła się.
    - A co dostanę w zamian? - zapytała nieco zaczepnie. Zwykle nie stwarzała tylu problemów... była znudzona i ciekawa reakcji koleżanki.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  33. [Och, dziękuję bardzo. Martynka też jest ciekawa, szczególnie z tym wyjazdem do Indii, który jakoś tak mnie zaintrygował :o]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  34. Siedziała całkowicie skupiona na rysowaniu. Odcięła się od świata zewnętrznego skupiając się tylko na swojej wyobraźni, której wytwory przelewała na papier. Nie zwracała nawet uwagi na to kto się kręci. Oczywiście wszystko do czasu, bo spokój w którymś momencie ktoś musiał przerwał. Ku niezadowoleniu Melanie.
    Podniosła spojrzenie na dziewczynę, która tak przeklinała koty. Mel akurat te zwierzaki uwielbia najbardziej, więc trochę nie rozumiała narzekań dziewczyny.
    -Ale Molly jest spokojna i leniwa, nic nie zrobi.- Skomentowała jej ostatnie słowa.- A ciebie czemu tak irytują koty?- Spytała ku własnemu zaskoczeniu bo zwykle nie miała odwagi się odzywać. Z reguły ignorowała takie rzeczy, chyba, ze ktoś konkretnie zwracał się do niej. W tedy to już nie miała wyboru. Przyglądała się wręcz badawczo dziewczynie, którą kojarzyła jedynie z twarzy. Kojarzyć to akurat kojarzy wiele osób, ale znać to już nie koniecznie. Taki typ.

    OdpowiedzUsuń
  35. [ Luke chętnie pomoże jej zrozumieć życie. Nie, że coś.]

    OdpowiedzUsuń
  36. [Witam. Ten sam dom i klasa, toteż proponuję wątek, jesteś za? :)]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  37. [Mi pasuje! Przepraszam, że o to pytam, ale mam tyle wątków, że nie wyrabiam- mogłabyś też zacząć? Bardzo ładnie proszę ;-;]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  38. [A masz może w zanadrzu jakieś niewykorzystane, do których Felix by się nadawał?]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  39. [ Podbiłabym też do drugiej postaci, ale ciężko byłoby mi odejść od powtarzalności, więc zostanę chwilę dłużej przy Martine. Jak miałabyś ochotę to poprowadzić?
    Tak w tajemnicy to dzięki, że mogę tu być. Wiem, że rozumiesz o co chodzi.]

    OdpowiedzUsuń
  40. Nocna zmiana w dorywczej pracy potrafiła zmęczyć i pozbawić wszelkich resztek energii nawet najwytrwalszą jednostkę, toteż sam Anthony nie czuł się odosobniony, gdy z wolna wlókł się w stronę Zamku. Z jednej strony cieszył się, że czekają na niego dwa dni wolności, jednak poprzez ogólne wyczerpanie i pogłębiającą się senność nie potrafił w pełni docenić uroków prawdziwego weekendu. Co chwila zatrzymywał się w połowie drogi, ziewając przeciągle i odliczając w myślach minuty, które dzieliły go od przekroczenia progu Hogwartu; już dawno nie marzył o niczym więcej niż zamknięciu się w ślizgońskim dormitorium, gdzie planował spędzić całe długie godziny błogiego lenistwa. Przyśpieszył kroku dopiero wtedy, gdy przenikliwy wiatr i pierwsza kropla deszczu, która niespodziewanie spadła na jego nos dała mu do zrozumienia, iż nie jest to najlepsza pora na tego typu spokojne spacery. Poprawiając szalik w barwach Slytherinu rzucił okiem na granatowe niebo, prosząc w myślach, aby to złowrogie zabarwienie nie ziściło jego największych pogodowych obaw: burzy. Tony nie wiedział skąd dokładnie wziął się jego strach przed grzmotami, błyskawicami i piorunami, jednak na każdą z tych trzech rzeczy reagował identyczną paniką. Przebywając w szkolę w miarę możliwości zachowywał względny spokój, nie chcąc zwracać na siebie zbytniej uwagi i przede wszystkim nie wypaść w oczach obserwujących go równieśników jak skończony tchórz, jednak będąc na zewnątrz było to o wiele trudniejsze, zważywszy na ewentualne bliskie spotkanie z naelektryzowanymi piorunami. Adrenalina, którą do działania uaktywniły pierwsze dźwięki grzmotów zaowocowała tym, iż z wymalowanym na twarzy strachem rzucił się do ucieczki, nie patrząc pod nogi i biegnąc z szybkością, której nie spodziewał się nawet po kimś takim jak on. Nie obchodziło go to, iż ewidentnie nie zachowywał się jak ten typowy, obojętny i nieczuły na wszystko Ślizgon; niezłomnie pokonywał kolejne dystanse, oddychając głęboko i zatrzymując się dopiero wtedy, gdy zarejestrował wzrokiem jedną ze szkolnym cieplarni. Przeczuwał, że nie zdąży na czas, a trzaskające wesoło byskawice, które swoim zasięgiem rozświetlały ciemne niebo, tylko potwierdziły jego wszystkie obawy. Wbiegając do szklarni głośno zatrzasnął drzwi, opierając się o nie plecami i starając się unormować wciąż nienaturalnie przyśpieszony oddech, w międzyczasie rozglądając się po pomieszczeniu w nadziei, iż uda mu się tam w samotności przeczekać do końca rozszalałej burzy.
    Antek

    OdpowiedzUsuń
  41. [Wahałam się, którą z twoich pań wybrać i w ostateczności padło na Martynkę. :) Cudowne zdjęcie wybrałaś, idealna pół wila!
    Dlaczego jej kot jest taki straszny? Bo jeśli źle się zachowuje czy coś, to może tak całkiem przypadkiem Arielka by go znalazła, a on tak całkiem przypadkiem by ją podrapał, gdy próbowała go oddać właścicielce?]

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  42. Chyba dziewczyna nie sądziła, że młodsze roczniki uczą się w szkole tylko eliksirów i transmutacji? Przecież szkoła powinna przede wszystkim przygotowywać do życia, prawda? A już w szczególności wychowanków wspaniałego Slytherina!
    Kiedy Aithne usłyszała odpowiedź, parsknęła cicho i poprawiła się na fotelu...
    - Taaak? A co mi z tego? - zapytała tonem, który wyrażał zupełne znudzenie. Ponownie podniosła książkę i... zaczęła z zainteresowaniem przeglądać strony... a właściwie podziwiać elementy zdobnicze na jej stronach.

    OdpowiedzUsuń
  43. [Taka wersja wydarzeń jak najbardziej mi odpowiada. Nawet zacznę, ale dopiero jutro, bo teraz nie mam już na to siły. :(]

    Arielka

    OdpowiedzUsuń
  44. Cieplarnia z całą pewnością nie była wymarzonym schronem, lecz zdesperowany Tony nie zamierzał przynajmniej na chwilę obecną znaleźć innej, lepszej kryjówki; dobrze wiedział, że szklane ściany nie stanowią praktycznie żadnej ochrony, a błyskające na zewnątrz pioruny poradziłyby sobie z nimi bez najmniejszego problemu, jednak mimo tego miał skrytą nadzieję, że silne podmuchy wiatru i szalejące na zewnątrz błyskawice nie zniszczą tej kruchej konstrukcji, w której posiadaniu była szkolna szklarnia. Sam widok ciemnych, rozprzestrzeniających się za oknem błoni, które non stop rozjaśniane były przez dziesiątki piorunów, wywoływał na jego plecach ciarki, które dodatkowo potęgowane były dzięki odgłosom, które zazwyczaj towarzyszyły kroplom deszczu obficie opadającym na szklaną powierzchnię. Niemal podskoczył w miejscu, kiedy żółty zygzak zderzył się z rosnącym w okolicach Zakazanego Lasu drzewem, nakazując mu ruszyć się z miejsca, do którego przyrósł pod wpływem paraliżującego strachu. Zagryzając dolną wargę pobiegł go przodu, nie rozglądając się na boki, gdyż przed jego oczami widniał tylko jeden określony cel; ciasny kąt, w którym w miare bezpiecznie mógł przeczekać ten pogodowy kataklizm. W pewnym stopniu czuł się jak mały chłopiec, a nie jak prawie dorosły Ślizgon, acz poniekąd nie miał wpływu na własne lęki, które mimo wszystko chciałby przezwyciężyć. Nie wstydził się przyznać sam przed sobą, że burza wywołuje u niego chroniczne stany lękowe; wiedział, że po cichu każdy zmagał się z czymś, co stopniowo niszczyłoby jego psychikę, toteż nie przejmował się aż tak bardzo swoim stosunkowo banalnym źródłem strachu.
    — Martine? A ty co tutaj robisz? — zapytał jakiś czas później, klękając obok znajomej i wyraźnie roztrzęsionej Ślizgonki. Rzadko kiedy miał sposobność porozmawiać z tą starszą dziewczyną, dlatego też automatycznie przybrał na twarz swój wyuczony do perfekcji obojętny i przyciągający uwagę wyraz twarzy, który zniknął równie szybko jak się pojawił, zastąpiony wyrazem przerażenia, w momencie w którym cieplarnia rozświetliła się jeszcze bardziej.
    — Jak ja nienawidzę burzy... — rzucił ledwo słyszalnym szeptem, podkurczając kolana pod brodę i siadając w bliskiej odlegości od panny Mahoney.
    Antek

    OdpowiedzUsuń
  45. Rodzice Albusa nie byli idealni. Ba, do ideałów im w sumie sporo brakowało, chociaż świat czarodziejów uważał inaczej. Młody Potter jednak nie mógł narzekać na to, żeby tamci wypominali mu porażki. Nie wiedział, czy naprawdę byli z niego dumni i szczerze mówiąc, to szczerze w to wątpił. No bo w porównaniu do jego rodzeństwa... Albus był trochę jak taka czarna owca. Jego młodsza siostra była w porządku. Ją akceptował w pełni i kochał nad życie. Znaczy... Innych członków rodziny też kochał nad życie, ale wiadomo jak to jest. Najbardziej to go chyba wujek Ron denerwował. Przychodził taki do ich domu razem ze swoją wszechwiedzącą żonką i wspominał w jego obecności, że gdy on chodził do Hogwartu, to każdy ślizgon był chodzącym wrzodem na tyłku i na pewno nic się nie zmieniło. To doprowadzało chłopaka do szału.
    Z początku nie chciał wyjeżdżać z Martine, jednak po jakimś czasie, gdy z coraz większym entuzjazmem opowiadała o Indiach i tych wszystkich rzeczach, jakie się tam znajdują... Po prostu w pewnym momencie zaczął tego chcieć. Nie przyznawał się jednak i miał nadzieję, że ta ochota w miarę szybko mu minie, bo przecież nie mógł nigdzie wyjeżdżać w środku roku szkolnego! Jakby rodzice się dowiedzieli, to z pewnością nie byliby zadowoleni. Za każdym razem, gdy o tym myślał, przez jego plecy przechodził chłodny i nieprzyjemny dreszcz.
    Siedział właśnie w Wielkiej Sali, konsumując swoją owsiankę, gdy obok niego z impetem usiadła widocznie wściekła Martine, podsuwając mu pod nos jakąś kartkę. Uniósł jedną brew i przełknął owsiankę, odsuwając miskę na chwilę na bok. Zerknął na list i po chwili wybałuszył oczy, po czym popatrzył na blondynkę.
    - Co teraz zrobisz?- spytał, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  46. [ Mam chyba pomysł na relację. W sensie taki, że obydwoje obdarowują się owymi ścieżkami życia, pokazują sobie wzajemnie drogi, które dziarsko przemierzają.
    Kiedyś mogli się nie lubić, gardzić sobą i czcić odgórne zasady odnośnie relacji pomiędzy domami. Połączył ich zakład. Niech tym zakładem będzie właśnie życie. Kto pierwszy nie da rady, nie zrozumie magii danej chwili, nie okaże zrozumienia bądź nie będzie chciał go okazać, ten przegrywa. Mam jeszcze niejasną wizę o co prowadzą tak skomplikowaną walkę, ale pokładam nadzieję w tobie. Co więcej, z każdym kolejnym dniem ich wrogość będzie zastąpiona przez ciekawość, wzajemną fascynację i dostrzeżenie w sobie czegoś więcej niż pozorów. Daję ci możliwość zaczęcia od jakiegokolwiek pomysłu Luke'a, którego realizacja będzie wymagać nieco więcej pracy od twojej niewiasty. Or coś. Nie wiem, ale sądzę, że ten wątek może być całkiem niezwykły.]

    OdpowiedzUsuń
  47. Aithne uważnie słuchała starszej koleżanki. Lestrange nawet nie potrafiła się na nią rozzłościć. Wyraźnie dziewczyna nawet nie kojarzyła - chyba nawet nie zauważyła, że ma w tej chwili po swojej stronie prawie cały dom. Nie wiedziała również, że Aithne nie cieszy się popularnością w Slytherinie właśnie dlatego, że ma kontakt z wieloma osobami spoza.
    Kiedy Martine kontynuowała swoją tyradę, Lestrange próbowała się nie roześmiać. Czuła pod skórą, że faktycznie ta znajomość może jej się przydać - jako rozrywka. O ile zachowanie poważnej miny nie było trudne, to wesołość oczu już tak łatwo ukryć się nie chciała.
    - Skąd pomysł, że nie mam odpowiednich znajomości? - zapytała i uśmiechnęła się nieco szyderczo. Zauważyła kilka niechętnych spojrzeń. Ludzie myśleli, że dostała się do drużyny, bo przespała się z Izaaciem. Fakt, że się mylili nie miałznaczenia. Dzięki takim pomysłom nikt jej nie ruszał - w końcu kto chciałby się narazić kapitanowi drużyny? Poza tym quidditch był dla większości ważniejszy od jakiejś tam zbuntowanej laski.
    - Poza tym, co mi po takich hipotetycznych korzyściach. Dobra opinia jest... ale byle słodki buziak może ją zmienić w najgorszą hańbę... - powiedziała prawie uprzejmie. Urwała i czekała na reakcję rozmówczyni. Była ciekawa, co dziewczyna powie... czy zdoła zaimponować Aithne?

    OdpowiedzUsuń
  48. [Możemy zrobić tak, że kiedyś spędzali ze sobą dużo czasu, cielesny patronus wyszedł im w tym samym czasie i okazało się, że oboje wyczarowali kruka, co ich zaskoczyło, a potem, kiedy Martine się zakochała/znalazła sobie kogoś (wybacz, nie wiem, jak to Twoje love story wygląda), Felix całkowicie się od niej odsunął, bo dopiero wtedy uświadomił sobie, że ją kocha. Oczywiście nic jej nie powiedział, ani nie wyjaśnił, więc ona może próbować się dowiedzieć, co mu się nagle stało albo coś w tym guście.]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  49. [Ooooo, czy to znaczy, że mogę liczyć na specjalne względy?]

    Hart

    OdpowiedzUsuń
  50. [ Więc zacznij! O to mi chodziło, żebyś ty zaczęła od pomysłu lukowego odnośnie czegoś, na co masz ochotę. Znaczy, jeżeli jesteś w stanie to zrobić.]

    OdpowiedzUsuń
  51. Do dzwonka zostało może 5 minut, a James był coraz bardziej rozdrażniony. Przygotowywany przez niego eliksir w ogóle nie przypominał tego, który opisywał jego podręcznik do eliksirów - miał zgniłozieloną barwę i konsystencję gęstego błota. Podirytowany, rozpaczliwie próbował naprawić go wszystkimi znanymi sobie sposobami i sztuczkami.
    - Gdybyś tak ciągle się na nią nie gapił, zrobiłbyś to lepiej. - usłyszał jak przez mgłę głos Matta, jego partnera z ławki, z którym próbował uwarzyć eliksir młodości. W jego tonie dało się usłyszeć rozżalenie, bo musiał poprawiać wszystkie pomyłki Pottera, spowodowane jego rozkojarzeniem. - Przez Ciebie nie zdam eliksirów.
    - Nie gapię się na nią. - odpowiedział automatycznie James, ważąc w dłoni bladoniebieski proszek i próbując stwierdzić, czy taka ilość jest równa podręcznikowej szczypcie.
    - Umów się z nią wreszcie. - odparł Matt, ignorując całkowicie wypowiedź Jamesa. Ten jednak rzucił mu zdumione spojrzenie.
    - Zwariowałeś? To Ślizgonka. - odpowiedział oschle, sądząc, że zakończy dalsze spekulacje tym mocnym argumentem. Pomylił się jednak, bo Matt odezwał się po raz kolejny, z szyderczym uśmiechem.
    - Jakbyś nie spał już z połową szósto i siódmoklasistek ze Slytherinu.
    Było to oczywistą bzdurą. James Potter tylko raz w życiu umawiał się ze Ślizgonką, w piątej klasie. Pozostałych dziewcząt nie było w jego życiu wcale tak dużo, nie mówiąc już o partnerkach seksualnych. Nie zdążył jednak powiedzieć tego wszystkiego Mattowi, bo jego głos zagłuszył dźwięk dzwonka, obwieszczającego koniec zajęć. James spakował swoje rzeczy i bez słowa wyszedł z lochów, pozostawiając zdanie przygotowanego eliksiru swojemu koledze. Choć miał jeszcze przed sobą godzinę zielarstwa z Puchonami, nie wybierał się na tę lekcję. Wolał iść do Pokoju Wspólnego i poczytać najnowsze wydanie sportowego czasopisma, poświęconego qudditchowi.
    W tym samym czasie, Matt jeszcze w lochach bardzo dyskretnie skrobał krótki liścik do Martine:

    "Spotkaj się ze mną o 17 przed wejściem do sowiarni.
    J. Potter"

    Następnie zwinął kartkę i podał go Ślizgonce ze słowami, że James chciał by jej to przekazał. Podobny liścik napisał do Jamesa, podpisując się za Martine i wrzucając mu go do miejsca, do którego Matt był pewien, że Potter zajrzy - do jego szafki kapitana drużyny qudditcha Gryfonów.

    Punktualnie o godzinie 17, James stawił się pod wejściem do sowiarni. Był zdziwiony liścikiem jaki znalazł w swojej szafce w szatni Gryfonów. Martine chciała się z nim spotkać. Po co? Żeby opieprzyć go za jego nieprzyjemne odzywki? Nie chciał konfrontacji w cztery oczy, jednak ciekawość zwyciężyła i stawił się na spotkanie.

    James

    [Ps. Wcale nie chciałam w jakiś sposób zadecydować, że teraz Martine musi przyjść pod sowiarnię, tj tak pokierować ten wątek, żeby było po mojemu. Jeśli Ci się nie podoba taka wizja, Martine może zwyczajnie zignorować liścik :]]

    OdpowiedzUsuń
  52. Anthony rzadko kiedy był świadkiem widoku łez wylewanych przez kogokolwiek, dlatego też aktualnie czuł się nieco niezręcznie. Z jednej strony wiedział, że jako prawdziwy mężczyzna powinien jakoś uspokoić wystraszoną dziewczynę, lecz z drugiej sam był równie mocno przerażony. Głośno bębniący deszcz sprawiał wrażenie, jakby swoją siłą bez problemu był w stanie przebić się przez szklany dach cieplarni, a pojedyncze krople już bez tego sprytnie przedzierały się do ich małej kryjówki, skapując na głowę siedzącego pod ścianą Ślizgona, acz mimo wszystko to pioruny i błyski były tymi najbardziej przerażającymi. Brunet postanowił jednak wziąć się w garść, starając się przezwyciężyć strach i udowodnić, że pogoda nie zburzy jego poczucia własnej wartości, na oczach znajomej dziewczyny wypaść jak osoba, która ani trochę nie pasowała do nazywania siebie pełnoprawnym Ślizgonem. Odetchnął głęboko, odciągając myśli od szalejącej tak blisko nawałnicy i bez zbędnych wstępów zabierając się za mizernie obmyślony plan, dzięki któremu zarówno on jak i Martine mogliby w miarę bezstresowo przetrwać ich najgorszy koszmar.
    — Spójrz, już prawie się przejaśnia — zaczął, chociaż zupełnie mijało się do z prawdą, gdy jak na złość po jego słowach cieplarnia rozświetliła się jeszcze bardziej, a mrożące krew w żyłach odgłosy zwiększyły swoją intensywność. — Zresztą nieważne — dodał, wzruszając ramionami, którymi chwile później oplótł własne kolana, zwijając się tym samym w ciasny kłębek. Tony nie był żadnym pocieszycielem, co wiązało się bezpośrednio z tym, iż zazwyczaj nie obchodził go nikt poza nim samym; obecnie również nie zamierzał na siłę podnosić koleżanki z Lochów na duchu, woląc chociaż na moment pokazać prawdziwego Anthony'ego, a nie tego wykreowanego na wszelakie potrzeby.
    — Powiesz co robiłaś tutaj sama po zajęciach? — zapytał z ciekawości, wypowiadając na głos pierwsze lepsze pytanie.
    Antek

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Też mi się spodobało to zdjęcie, dlatego je wybrałam. ;) Ma fajne kolory i nie widać twarzy postaci, co jest dla mnie plusem.
    Ojojoj, to bardzo brzydko, tak chcieć zabijać koty... ]

    Winona Cheverell

    OdpowiedzUsuń
  54. [To wtedy będzie mógł się nadarzyć powód do kłótni, bo Al pewnie będzie ją od Jamesa odciągał :"D]

    Skrzywił się mimowolnie, słysząc o Jamesie. To nie tak, że nie chciał pomóc Martine, ale... Właśnie nieświadomie przypomniała mu o tym, że jest tym gorszym bratem. James miał mapę Huncwotów, James miał pelerynę niewidkę, James miał poparcie większości, James miał klasę, James był taki, James był owaki. Albus zdawał sobie sprawę, że jest na tym punkcie mocno przewrażliwiony, jednak jakoś nie mógł wyprzeć tego ze swojej głowy. No bo jak? Jak ma wyprzeć ze swojej głowy słabości i niekończącą się zazdrość, która niszczyła go od środka, kawałek po kawałeczku? Ostatnio nawet zaczął rozumieć, czemu siedzi w Slytherinie. Bo może na zewnątrz wydaje się miły i kochany, jednak w środku... W środku był po prostu zawistnym i po części okropnym człowiekiem, nieumiejącym docenić tego, co ma. Zawsze pragnącym więcej i więcej. Przerażało go to, ale o tym nie mówił.
    - Martine... Poczekajmy do świąt- powiedział cicho- Ucieknijmy na święta i zróbmy wszystkim na złość. Nie teraz. Zróbmy to wtedy, kiedy rodziny będą nas chciały w domu i pozbawmy ich tej nadziei- wymruczał pod nosem, zanim zdążył zastanowić się nad tym, co gada.
    Właściwie nie wiedział, czemu naszła go taka myśl. W sumie mógłby uciec też teraz, ale gdyby zrobili to w czasie wigilii, to chyba zrobiłoby to większe wrażenie zarówno na Potterach, jak i rodzinie Mahoney.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Pozwoliłam sobie napisać tu, bo bliższa sercu postać, przynajmniej patrząc na dom. Bardzo dziękuję za komplement i przyznam, że ilekroć zaglądałam na bloga by poczytać karty postaci i zobaczyć któż się tu kryje, zawsze miałam problem z Twoją kartą. Tak mnie urzeka to zdjęcie, że niezmiennie mam problem oderwać od niego wzrok :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  56. [ Hm… Ogólnie nie ukrywam, że do tematu przyjaciół podchodzę z pewną rezerwą, bo nie chcę nagle porobić sobie zbyt wielu dobrych relacji, które po prostu do mojego pana nie pasują. No i muszę przyznać, że wspaniałe zdjęcie to jedno, ale tym narzekaniem na kota to mi podpadasz, oj… :) Może na razie zatrzymałabym się na etapie znajomych i to całkiem niezłych? Dogadują się, zdarza się spędzać czas, ale nie jest to przyjaźń do grobowej deski. Zawsze można po drodze ich w taką relację wrobić w końcu. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  57. [Sam, sam. Widzę to tak, że Baldwin ślini się na jej widok jak reszta chłopców i kiedyś mógł się jakoś bardzo, bardzo z tego powodu skompromitować i teraz udaje, że Martine nie istnieje. Bo nie istnieje nic, co może go wyprowadzić z równowagi!]

    OdpowiedzUsuń
  58. Czuła, że wyprzedziła nieco starszą koleżankę i... poczuła pewnego rodzaju satysfakcję, ale musiała się poważnie zastanowić, czy oby na pewno wygrana jest opłacalna. Fakt, że próbuje sobie podporządkować siódmoklasistkę może się niektórym osobom nie spodobać. A wolała nie sprawdzać, do czego mogą posunąć się jej domownicy. Z drugiej strony, miała ogromną ochotę utrzeć nos tej dziewczynie. Szczególnie, że jej gniew był całkiem zabawny.
    Pytanie Martiny oznaczało, że ta runda może być wygrana dla Aithne, ale również może rozegrać to tak, żeby dziewczyna nie pała zemstą. Czy wygranie potyczki jest warte rozpętania wojny?
    - Aithne Lestrange - odpowiedziała i uśmiechnęła się lekko. Właściwie niczego od dziewczyny nie chciała. Zaprotestowała z czystej przekory.
    - Butelka ognistej na następny tydzień - odpowiedziała. Duże wymagania? Prawo zwycięzcy.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  59. - Niesamowicie cieszę się z twojego przybycia - rzekł nieco kąśliwie, ale z szerokim uśmiechem, z nagła pojawiając się gdzieś obok niej - to jedyna niepowtarzalna okazja do tego, żeby zacząć żyć. Nie imitacją życia, którą prowadzisz, ale jego najprawdziwszą odmianą.

    Oparł się o ścianę obok niej i głęboko westchnął. Właśnie rozpoczął ciąg niespodziewanych zdarzeń, którego nikt nie miał prawa zatrzymać. Nie był pewien, czy sprosta postawionym mu wymaganiom, czy da radę sprawić, by ślepiec dostrzegł światło. Ale to było silniejsze od niego. Tak bardzo chciał pomóc jej wydostać się z sideł zniewolenia, że nie baczył na to, że nie pałają do siebie chociażby cieniem sympatii. To nie miało znaczenia. Liczyło się to, co istnieje w tym momencie, a nienawiść nie miała tu wstępu.
    Nigdy nie rozmyślał o życiu zbyt głęboko. Było czymś stałym, a więc oczywistym, a rzeczy banalnych nie należało roztrząsać. Tyle, że pewnego dnia obudził się ze świadomością, że coś tu nie gra, że być może stworzony jest do czegoś więcej niż tępego wpatrywania się w ścianę i śmiania się z cudzych nieśmiesznych żartów. I tego samego dnia napotkał na swojej drodze Martine, która zmierzyła go chłodnym spojrzeniem, a potem przepadła gdzieś w odmętach niewoli.

    - Jeżeli wygram, cóż, lepiej żebyś na razie tego nie usłyszała - szepnął niby w wielkim sekrecie, wypisując na pergaminie listę dziesięciu najważniejszych zasad - a jeżeli wygrana przypadnie tobie, możesz zażyczyć sobie wszystkiego. Spełnię każde twoje życzenie.

    Bardzo intymnym gestem chwycił ją za rękę i poprowadził siecią korytarzy, kierując się ku Pokojowi Życzeń. Czuł za sobą jej szybki oddech i ciche kroki, gdy pospiesznie przemykali się po wymarłych zakątkach, by uniknąć jakiejkolwiek kary. Ostatnią rzeczą o której marzył, było pokrzyżowanie ich planów i zgarnięcie kilkunastu minusowych punktów za włóczenie się nocą po nieprzeznaczonych do tego obiektach.
    Opuszkami palców musnął miękką tkaninę jej szlafroku i uśmiechnął się do samego siebie, porównując ich stroje. Nie uprzedził jej zawczasu, nie dał żadnych wskazówek, ale nie spodziewał się, że przyjdzie całkowicie nieprzygotowana, zdając się na jego łaskę. A mimo że jego włosy sterczały na wszystkie strony, czarny garnitur majestatycznie prezentował się na umięśnionej postaci platyna.

    Gdy znaleźli się na miejscu, kazał zamknąć jej oczy, a sam w skupieniu przez parę chwil tworzył im scenerię do działania. Puścił ją przodem i zamykając za sobą drzwi, obydwoje wtopili się w otaczający ich krajobraz.

    Noc pełna gwiazd, atramentowe niebo i tysiące migoczących punktów. Czarna przestrzeń dookoła i biały fortepian stojący na samym środku. I oni. Rozglądający się ciekawie, jakby dopiero teraz po raz pierwszy spojrzeli świadomie na świat.

    - Chcesz zgadnąć, czym dzisiaj mam przyjemność cię uraczyć? - zapytał, wyjmując zza pleców czerwony materiał, dziwnie błyszczący i mocno wydekoltowany. Spojrzał z przyganą na jej różowy szlafrok i wcisnął suknię w jej ręce, nie przejmując się słowami sprzeciwu - nie martw się, skarbie. Na mnie to nie działa.

    OdpowiedzUsuń
  60. [Skoro podglądałaś, to pewnie widziałaś kilka innych zdjęć : D Cześć.]

    Cece

    OdpowiedzUsuń
  61. [Pewnie, że wątek! Pomysły masz? :>]

    Kayden

    OdpowiedzUsuń
  62. [Jeżeli chcesz ze mną wątku musisz się liczyć z tym, że ostatnio nie wychodzi mi to najlepiej. Wyprana jestem. Pomysłu zabójczego mi brakuje, żeby to wszystko ruszyło. Jakiejś takiej perełki, która nada ellen sensu na tym blogu.]

    ellen kendall

    OdpowiedzUsuń
  63. [ Powiedz mi, czy Martine ma jakieś przyjacielskie stosunki z Ślizgonem z siódmego roku? Takie konkretne, mocno bardzo, że zwierzałaby mu się? Jeśli tak, to możemy pokombinować, że właśnie nie w sowiarni, ale… we własnym dormitorium o mało nie dostał śmigającą przez cały pokój książką, bo ona czekała na swojego przyjaciela, którego jeszcze nie było, szalejąc ze złości. Wtedy nijak nie mógłby jej unikać. Albo w sumie na upartego mogła się wprosić do facetów tak czy siak, bo na przykład zajęcia trwają, a w jej dormitorium przeziębiona koleżanka siedziała, więc nie mogła tam zostać sama, bo nie wyprosi. Ale u facetów… Teren czysty, potem ogarnie paroma zaklęciami gdyby się przypadkiem jakąś poduszkę rozszarpało. Ot, przykładowo, mogę myśleć dalej. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  64. [ No to możemy poczekać aż ustalisz te relacje i wtedy będziemy miały przynajmniej pewność z jakiego powodu by się Martine w dormitorium facetów znalazła. Bo chyba zgadzamy się, że logiczniejsza jest wersja z czekaniem na kogoś i jeśli jest taka możliwość to wolałabym to wiedzieć. I nie musisz zaczynać dzisiaj, spokojnie, zwłaszcza jeśli wstrzymamy się do uzyskania jasności. Bo tak, poproszę byś Ty to zrobiła, ja tonę w prawdopodobnie jeszcze większym bagnie na uczelni, więc… Lepiej się nie przerzucać kto ma gorzej :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  65. [O! Pokrewieństwo to bardzo dobry pomysł :) Mogliby być kuzynami, jego matka i jej ojciec byliby rodzonym rodzeństwem, więc wspólna irytująca babcia, święta i te sprawy. A co do wątku, hm... Może Martine miałaby coś do załatwienia w Zakazanym Lesie i to w nocy? Idąc tam, na korytarzu spotkałaby podpitego Kaydena, a wiedziałaby, że wtedy nie musi zwracać na niego uwagi, bo i tak rano nie będzie niczego przez alkohol pamiętał. Ale on pójdzie za nią i będzie gadał, że nie może, że jak jej się coś stanie to on będzie za to odpowiedzialny, a później siłą spróbuje zaciągnąć ją z powrotem do zamku :D]

    Kayden

    OdpowiedzUsuń
  66. James siedział właśnie na ostatnim stopniu schodów, prowadzących do sowiarni, kiedy zobaczył Martine. Uśmiechnął się w myślach do siebie, na przekór swojej dumie. Prawda była taka, że sam widok dziewczyny powodował, że endorfiny zalewały mózg Pottera. Chociaż słyszał jak Mahoney zaprzecza, że jest wilą, James był pewien, że po części musi nią być. Z jakiego innego powodu tak na niego działała?
    Wstał, otrzepał spodnie lekceważącym ruchem i zupełnie zapominając, że do tej pory był dla niej niemiły, posłał w jej stronę lekki, nawet przyjazny uśmiech.
    - Dziwne miejsca spotkań wybierasz, Mahoney. - odezwał się, kiedy przebyła wszystkie stopnie i znalazła się już obok niego. Do nosa Pottera dotarł jej subtelny zapach.

    Gdyby nie silna wola, chyba by się na nią rzucił.
    Przestań, Potter!


    - A więc? - zapytał, nieco spięty, patrząc jej prosto w oczy. Spodziewał się, że za chwilę usłyszy wiązankę nieprzyjemnych słów na swój temat.

    [Przepraszam, że tak krótko, ale dopóki, ani James, ani Martine nie wiedzą o co chodzi z tym ich spotkaniem, nie potrafię tego rozwinąć. :<]

    James

    OdpowiedzUsuń
  67. Aithne może i coś słyszała o alkoholu, ale obie doskonale wiedziały, że ich walka przestała być walką o realne korzyści, a stała się zwykła polityczną przepychanką, w trakcie której mogły się równie dobrze spierać o cukierka. A skoro mogła z tego wynieść butelkę ukradzioną przez kogoś innego? Czemu by nie skorzystać?
    Martine rozdrażniła Aithne, ale Lestrange miała dużo cierpliwości i opanowania. Kilka lat w Hogwarcie właśnie tego ją nauczyło. Mimo to, chciała jeszcze z dziewczyną porozmawiać, ale nie na forum. Dlatego też zagrodziła jej drogę, kiedy starsza koleżanka próbowała się zmyć. Nachyliła się do niej i szepnęła do ucha:
    - Pogadajmy gdzieś bez świadków, co? - zaproponowała. Uśmiechnęła się prawie uprzejmie i ruszyła w stronę dormitoriów. Nie wiedziała, czy dziewczyna za nią pójdzie. Jeśli nie.... to nie. Nikt nikogo nie zmusza.
    [wybacz, że tak krótko]

    OdpowiedzUsuń
  68. Początkowo, James w ogóle nie zrozumiał o co chodzi dziewczynie. W liściku? Zastanowił się przez moment. Czyż to nie ona wysłała do niego liścik z prośbą o spotkanie?
    Po krótkiej chwili, poczuł jak cała ta sytuacja jest prosta i prymitywna. Miał ochotę się roześmiać z oczywistości zachowania jego kolegi. Że też wcześniej się nie domyślił! Te koślawe pismo i liścik zostawiony w szafce w szatni Gryfonów. Przecież wiadome było, że żaden Ślizgon by tam nie wszedł. A już na pewno nie ona . Ta ostatnia myśl sprawiła, że poczuł się nieco zawiedziony.
    Myślałeś, że przyszła tu dla Ciebie? Oj, Potter, Potter... - wysyczał złośliwy głosik w jego głowie. Przyszła tu, bo myślała, że James chce ją przeprosić, ewentualnie wytłumaczyć swoje zachowanie. Jak mógł być tak głupi, że pomyślał, że sama zaproponowała te spotkanie?
    - Przepraszam za Matta. - odpowiedział jej automatycznie - i nie tylko za to. - dodał szczerze. Tak, naprawdę powiedział to szczerze. Mimo tego, że uważał, że pomysł jego kolegi był idiotyczny, wiedział, że Matt miał poniekąd rację, zwabiając tu jego i ją. Czas przyznać, że Potter po prostu stracił dla niej głowę, stąd każde jego złośliwe zachowanie, każda dziecinna odzywka w jej kierunku. Być może to była natura Jamesa, być może jednak walczył w ten sposób z czymś, z czym nie chciał się pogodzić.
    - Czasem nie wiem co mi odbija. - odpowiedział zrezygnowany i usiadł ponownie na schodkach, zaledwie metr od dziewczyny. - Czasem jestem idiotą. Czemu tu jesteś? Matt myśli, że mi się podobasz.
    I ma rację. - dodał już w myślach.

    James

    OdpowiedzUsuń
  69. [Witam i dziękuje :) Może od razu skręcimy przy okazji wątek. Co ty na to? :)]

    Ellis

    OdpowiedzUsuń
  70. [Hej, szukam kogoś ciekawego do wątku z Noah'em, chętna? :D Masz bardzo fajną postać i czuję, że się Martine i Noah się dogadaja :)]

    OdpowiedzUsuń
  71. Odwrócił wzrok, dzięki temu próbując uniknąć odpowiedzi na pytanie, które dla niego samego wydało się być nieco niewygodne. Ślizgon oczywiście nie mógł zdradzić prawdziwego powodu tak wczesnego opuszczenia murów Zamku, po raz kolejny zostając zmuszonym do nagięcia rzeczywistości i okłamania osoby, z ktorą poniekąd znalazł pewną nić porozumienia. Jak dotąd jeszcze nikt nie podzielił jego strachu przed burzą, dlatego też mimo wszystkich rzucających się w oczy minusów wolał chociaż w pewnym stopniu ujawnić przed nią swoje prawdziwe ja, raptem pozwalając sobie małe, niewinne kłamstewko, przez które nie naraziłby swojej osoby na rozchodzące się z prędkością wiatru plotki, szkodzące wizerunkowi, który ciężką pracą kreował przez całe długie miesiące.
    — Spacerowałem po błoniach — odpowiedział, wzdrygając się na dźwięk następnego już grzmotu. Machinalnie zakrył głowę rękoma, gdy spadające z nieszczelnego dachu krople deszczu coraz obficiej dawały się we znaki, co jednak i tak nie pomogło mu przed uniknięciem niekomfortowego poczucia moknięcia.
    — A to miejsce — dodał, omiatając wzrokiem cieplarnię, w całości wypełnioną najróżniejszymi roślinami, które Tony w większości widział po raz pierwszy w życiu — było jedyną alternatywą, jeśli oczywiście nie chciałbym zginąć porażony piorunem — zakończył, wzruszając ramionami i ponownie krzyżując z nią swoje spojrzenie. W dalszym ciągu systematycznie trząsł się ze strachu, acz chęć wrócenia do Lochów podsycała z nim chyba najbardziej absurdalny pomysł, jaki kiedykolwiek mógł zrodzić się w jego ślizgońskiej głowie.
    — Jak myślisz, ile czasu zajmie nam dobiegnięcie do bramy Zamku? — zapytał, chociaż perspektywa odejścia z tego świata jako osoba pokonana przez pogodowy kataklizm nie była tym wymarzonym rodzajem śmierci.
    Tony

    OdpowiedzUsuń
  72. Uśmiechnął się blado, słysząc jej słowa. Każde uważnie ważył w swoich myślach, jakby próbował przewidzieć jej zamiary i myśli. Co mogła czuć urażona kobieta, którą obrażał odkąd znał? Której przez siedem lat przebywania w Hogwarcie próbował dogryźć i sprawić, by poczuła się gorzej? By on poczuł, że ona jest kimś gorszym... dla niego? Bronił się długo przed własnymi myślami. Docinał Martine, bo chciał uwierzyć, że na to zasłużyła. Tak naprawdę, przez te wszystkie lata, nie znalazł ani jednego powodu, by jej dokuczyć - wymyślał je sam. Mahoney była piękna, inteligentna i ambitna. I zapewne słusznie go nie znosiła. A wystarczyło tylko zachowywać się jak człowiek. Jak dojrzały, odpowiedzialny, młody mężczyzna, którym James nie był.
    Kiedy zadała te pytanie, początkowo poczuł suchość w gardle. Ona już wie. - przeszło mu przez myśl. Ta satysfakcja i zadowolenie widoczne w jej oczach potwierdzały, że Martine przejrzała go na wylot. Być może wiedziała już od dawna.
    Nie odpowiedział. Wstał i podszedł do niej, po czym bezceremonialnie wbił się w jej usta swoimi wargami.
    Być może teraz go spoliczkuje, albo wyśmieje. Albo rozpowie wszystkim, jakim kretynem jest James Potter - nie ma w nim niczego ze słynnego Wybrańca. Jest po prostu niedojrzałym dzieciakiem, który stosuje chwyty jak w podstawówce. Zapewne gdyby Martine nosiła warkocze, James ciągałby ją za nie.
    Mimo wszystko było warto, bo gdy tylko poczuł dotyk jej ust, wiedział, że wreszcie odnalazł to, czego od dawna szukał. Jakby wszystkie odpowiedzi na dręczące go pytania, przyszły do niego same.

    James

    OdpowiedzUsuń
  73. [Baldwin nie pije i udaje, że jego znajomi też tego nie robią, bo przecież w szkole to nie przystoi. :D Zatem zostaje nam opcja zostania gdzieś razem, ale chyba równie interesująca. Może jakaś praca zespołowa? Muszą napisać wspólnie referat z eliksirów, jeśli Martine na nie w ogóle chodzi.]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  74. [Przy liście obecności wyczytałam nawet, że Martine również należy do klubu eliksirów, fajnie, bo to w ramach klubu mogliby coś wspólnie przygotowywać. Może nie amortencję, ale coś równie strasznego. Dostanie jakichś mdłości, hamulce puszczą i na pewno powie kilka głupotek. :D Pasuje mi wątek, ale nie pisz, że muszę zacząć. :<]

    OdpowiedzUsuń
  75. [Zróbmy z nich specyficznego friendzone. A'la obaj siebie w jakiś stopniu pragnę, chcą przekroczyć dzielącą ich przestrzeń osobistą, ale ostateczności zostaje tylko niedosyt - chaotyczne pocałunki, sypanie obok siebie, a nie ze sobą, otarcie łez, które nie płyną, itp. xD]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  76. [ Musisz mi wybaczyć, bo to najwyraźniej moje zboczenie i jestem nieźle trzepnięta, ale mam wrażenie, że nie zgramy się stylem pisania. Po prostu. I nie miej mi tego za złe, ale czasem napadają mnie takie niewyjaśnione dziwactwa, więc korzę się i gorąco przepraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  77. [ Stuk, puk, panna się już dowiedziała jak z tymi relacjami? :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  78. [Cóż, jedyne co nam pozostało to zastanowić się nad wątkiem. Może jakieś dodatkowe zajęcie indywidualne? Czy coś, przepraszam, mimo, że lubię myśleć dzisiaj jakoś kiepsko mi idzie xd]

    Ellienne Ellis

    OdpowiedzUsuń
  79. [Ano trochę... ale może coś jeszcze nam wyjdzie ciekawego. Może]
    Kiedy weszły do pokoju, Aithne potrzebowała chwili, żeby się rozluźnić. Komentarz starszej koleżanki sprawił, że się roześmiała.
    Oczywiście, że nie. To było całkiem zabawne – przyznała. - Miło było potargować się z kimś, kto nie poddaje się bez walki – powiedziała całkiem wesoło. Podeszła do okna i oparła się o parapet. - Ale nie lubię przegrywać... Choć chyba ostatecznie nie wyszłaś tak źle na tej drobnej porażce, prawda? - dodała prawie radośnie. Potem jednak opanowała swój wybuch euforii.
    A tak serio... co ty na to, żeby sobie czasem w czymś pomóc? - zapytała całkiem otwarcie. Rozmowy ze ślizgonami tym różniły się od dialogów z członkami innych domów, że ci pierwsi zwykle domyślali się połowy dodatkowych korzyści i zwyczajnie nie trzeba było udawać, że jest inaczej. - Sądzę, że obie moglybyśmy na tym skorzystać – uśmiechnęła się łagodnie.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  80. Ławka na samym końcu sali, w dodatku w kącie daje wiele możliwości. Wiesz co robią inni uczniowie, podczas gdy oni nie mogą spojrzeć na ciebie bez zwracania na siebie uwagi. Widzisz dokładnie nauczyciela i możesz wyczuć moment, w którym powędruje wzrokiem w twoim kierunku, żeby akurat wtedy spuścić głowę. Jeśli chcesz, jesteś w stanie przespać całą lekcję, jeśli nie, możesz słuchać i robić notatki. Miejsce idealne.
    Felix niejednokrotnie zjawiał się na zajęciach wcześniej, żeby wybrać właśnie je. Przed dzisiejszym zaklęciami zdążył je zająć w ostatnim momencie. Nie słuchał co prawda nauczyciela, choć ten mówił na temat, który go interesował. Jego wzrok mimowolnie wędrował w inne miejsce, a myśli biegły w złym kierunku...
    Patrzył na jej głowę pochyloną nad pergaminem, na włosy zasłaniające twarz, na odkryte ramiona i linię kręgosłupa skrytą pod ciemnym materiałem. Studiował każdy element jej ciała po raz kolejny, choć znał je już wszystkie na pamięć. Obracając w dłoni pióro, próbował dostrzec jej bystre oczy i lewy kącik ust. W jednej chwili zapomniał po co tu jest i że w koło znajdują się inni ludzie. Jego umysł wymazał wszystkich i wszystko, pozostawiając tylko ją zawieszoną w przestrzeni. W głowie słyszał jej imię. Martine.
    Kiedyś nie była dla niego nikim więcej niż przyjaciółką, którą prędzej czy później miał zranić, żeby mogła się od niego bezkarnie odsunąć i już nigdy nie przekraczać tej niebezpiecznej granicy. Spędzali ze sobą dużo czasu, ale Felix nawet nie zwracał na to uwagi, uważając to za coś naturalnego, nieprowadzącego do żadnego większego celu. Byli bratnimi duszami, których odbicie zobaczyli na jednej z lekcji obrony przed czarną magią. Kiedyś...
    Wokół Felixa rozległo się szuranie krzeseł. Lekcja się skończyła, choć on nie pamiętał, by w ogóle się zaczęła. Dopiero kiedy Martine wstała, otrząsnął się i zrobił to samo. Musiał stąd uciec, żeby nie musieć z nią rozmawiać, dlatego wepchnął zmięte zwoje do torby i wpatrując się w posadzkę, ruszył do wyjścia. Kiedyś było inaczej.

    [Zacząłem według wcześniejszych ustaleń. Mam nadzieję, że jest dobrze.]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  81. [ Oho, to powinnam się cieszyć, że nie roztoczyła swojego czaru na Lucasa, skoro tak sprawnie jej idzie skradanie (i przy okazji łamanie…) serc jego kolegów z dormitorium? :) Czyli zostajemy przy wersji, że czeka na kogoś by się zwierzyć i się napatoczył przypadkiem, tak…? ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  82. [Pokusimy się na dobry początek o jakiś banał, a’la Martine będzie wylewała Louisowi swoje żale… temat wybierz sobie sama, etc. :)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  83. [ A jak bardzo Ty byś nie mogła tego zrobić? Bo u mnie z rozpoczynaniem idzie więcej niż opornie, a jeszcze mam parę spraw uczelniano-towarzystkich na głowie i wiem, że przedłużyłoby się to bardzo jeśli zostawisz rozpoczęcie na moich barkach. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  84. Właściwie to pewnie dalej by się tym przejmował, jednak po chwili przypomniał sobie, że James przecież nie posiada peleryny niewidki. Ojciec za nic w świecie nie chciał mu jej oddać. Nie wiedział, jak mógł o tym zapomnieć! Uśmiechnął się tryumfalnie w duchu, jednak po paru sekundach wrócił myślami do Martine. Wiedział, że dziewczyna nie miała łatwo ze swoimi rodzicami. Jedyne, czego doświadczała w domu, to niekończące się wymagania i chora ambicja. Al nie miał lekko, fakt, ale wiedział, że rodzice go akceptują i kochają na swój własny sposób.
    - James nie ma niewidki, Martine- powiedział, zwracając się w jej stronę- Ojciec ją ma. Jak mogłem być tak głupi!- warknął.
    Niedługo miały się zacząć ferie świąteczne. Albus spodziewał się, że pewnie pojedzie do domu. Mógłby wtedy wykraść pelerynę... Jednak czy by mu się to udało? Nie wiedział, gdzie ojciec ją chował. Zmarszczył lekko brwi.
    - Gdyby udało się ją zdobyć...- mruknął pod nosem ledwie słyszalnie- Wtedy po świętach można by po prostu zniknąć...

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  85. [Biedny, niezrozumiany kot, chociaż panią ma naprawdę ładną!
    Cześć i witam, Hope nie widzę w spisie, więc przybłąkałam się tutaj z Ulfem. ;)]

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  86. [ Nie będę już zliczać ile wątków/rozpoczęć mam na w sumie wszystkich blogach, bo takie przepychanki są bez sensu. Zacznę, ale nie spodziewaj się, że zbyt szybko. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  87. [jestem za powiązaniem xd Może byli kiedyś razem, a teraz są best friends? ]

    Isaac G.

    OdpowiedzUsuń
  88. [O tak niech wpadnie na trening. Kto zaczyna?]

    OdpowiedzUsuń
  89. [ A dziękuje, twoja pani też niczego sobie i lubię ją za chęć nakarmienia kotem kałamarnicy, koty to zło.]
    Mathilda

    OdpowiedzUsuń
  90. [zaczne, zaczne tylko z moja wena cos ostatnio kiepsko]

    Isaac G.

    OdpowiedzUsuń
  91. Próbując wyminąć tłum poruszających się mozolnie uczniów, Felix nagle dostrzegł, że jego idealne miejsce ma jednak swoje wady. A było nią niewątpliwe to, że siedząc tak daleko od drzwi, nie da się szybko opuścić sali, bo każdy zdąży się przed ciebie wepchnąć i tym samym zablokuje ci jedyną drogę do wyjścia. Problem jest jeszcze większy wtedy, kiedy nie jesteś typem osoby, która lubi mieć tak bliski kontakt z rówieśnikami, a Felix zdecydowanie nie przepadał za tą formą bliskości.
    Zatrzymał się na uboczu, próbując lepiej upchnąć zwoje papieru, które piętrzyły mu się w torbie, ale szło mu to dość mizernie. Poza tym przy jednej takiej próbie usłyszał, jak coś w środku pęka, więc zaklął cicho, mając nadzieję, że to tylko pióro. Ten dzień nie mógł być chyba gorszy - przebiegło mu przez myśl i nagle, jak na zawołanie, zaczęło się robić gorzej.
    Ludzie falą wylali się z klasy, a za ostatnią z należących do tejże fali osób zatrzasnęły się drzwi. Felix zatrzymał się instynktownie i spojrzał na nie z pewną dozą nieufności. Zanim zdążył podjąć jakiekolwiek działanie, do klamki dorwała się Martine. Ślizgon spojrzał na nią z ukosa i skrzyżowawszy ręce na piersi, oparł się plecami o najbliższą ścianę. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że zostali tutaj sami. Kiedyś może cieszyłby się, że został uwięziony w klasie od zaklęć właśnie z nią, ale kiedyś - jak to już zdążył dzisiaj zauważyć - było inaczej; teraz zupełnie mu się to nie uśmiechało.
    Martine tymczasem spróbowała najprostszego i najlogiczniejszego zarazem rozwiązania, jednak jak się tego można było spodziewać, drzwi nie ustąpiły zwykłej Alohomorze. W sumie nic dziwnego - gdyby każdą klasę dało się w tak banalny sposób otworzyć, Hogwart wyglądałby teraz zupełnie inaczej, a prefekci i nauczyciele nie nadążaliby z wlepianiem szlabanów.
    - Odpuść sobie, to nie zadziała - mruknął pod nosem, jakby nie interesowało go, czy dziewczyna w ogóle go usłyszy, po czym zsunął się po ścianie i usiadł na podłodze.
    Czemu to zawsze ja muszę trafiać z deszczu pod rynnę?

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  92. [Cześć. :3 Brakuje Ci kogoś do powiązania może? Można spróbować wcisnąć Guilię.]
    Guilia

    OdpowiedzUsuń
  93. [Witam, witam, miałam małe zawirowania spowodowane moją nieuwagą. To co, tworzymy wątek ma się rozumieć, nie? Mogłyby trafić do jednej grupy podczas eliksirów i mieć zupełnie inne pomysły na to, jak przyrządzić jakiś eliksir. Wydaje mi się, że żadna nie chciałaby ustąpić, co mogłoby doprowadzić do małej katastrofy.]
    Morgana H.

    OdpowiedzUsuń
  94. [Jak mi tylko podrzucisz pomysł na powiązanie, zacznę. Bo na yolo jestem za słaba. ; /]

    Ulf

    OdpowiedzUsuń
  95. [Jasne, postaram się dzisiaj coś naskrobać ;)]
    Morgana H.

    OdpowiedzUsuń
  96. [ Tak? Czyli rozumiem, że byłaś na h76. Przepraszam, nie kojarzę po nickach. Kogo tam miałaś? ]

    June Earnshaw

    OdpowiedzUsuń
  97. [ Portia Grant... czy to taka uczennica, która wspólnie z June chciała namieszać na lekcji z pomocą kota i myszy? ;D
    Jakieś pomysły? ]

    June Earnshaw

    OdpowiedzUsuń
  98. [I takie postacie są potrzebne ;) Cześć.]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  99. Okazała idealne opanowanie, kiedy dowiedziała się, że do pary została jej przydzielona Ślizgonka, a nie ktoś z jej własnego domu. Zbierając swoje rzeczy z ławki, z dozą nieufności zerkała w stronę swojej partnerki, starając się ocenić sytuację. Pierwsze kroki w stronę dziewczyny napiętnowane były niechęcią, kolejne wahaniem, ostatnie zaś pokonała z pewnością, że wszystko dobrze się ułoży. W końcu nie taki diabeł straszny, jak go malują.
    — Morgana — rzuciła na przywitanie, opadając na wolne miejsce przy dziewczynie. Sięgnęła do swojej torby, niedbale przewieszonej przez ramię, kładąc ją na blacie stołu. — Chyba będziemy zmuszone dzisiaj współpracować — dodała, zabierając się za wypakowywanie przedmiotów potrzebnych do zajęć. — Mam nadzieję, że nam się uda.
    Dotychczas, wymawiając wszystkie słowa, tępo wpatrywała się we wnętrze swojej torby, zdając się w ogóle niezainteresowana swoją towarzyszką. W końcu jednak, kiedy ukończyła swoje małe zadanie, podniosła wzrok na Ślizgonkę i posłała jej delikatny, nieokreślony uśmiech. Całkowicie mdły i bez wyrazu, który często pojawia się na twarzach osób, które są zmuszone do tego, aby na zdjęciach rodzinnych wyglądać mniej ponuro.
    Od zawsze lubiła eliksiry, nigdy jednak nie była prymuską. Raczej instynktownie wykonywała wszystkie polecenia, rzadko kiedy wykorzystując zdobytą wiedzę. Już dawno zauważyła, że źle wychodzi na niesłuchaniu swojego serca (na słuchaniu niego też najlepiej nie wychodziła...), dlatego zdarzało jej się naginać pewne reguły i pomijać kroki w instrukcji, kiedy uznała to za konieczne. Efekt był zazwyczaj zadowalający, na tyle przynajmniej, aby zdobyć wystarczającą ocenę i móc kontynuować eliksiry. Czasami tylko zastanawiała się, dlaczego postanowiła wrzucić je do kategorii wybieralnych przedmiotach, skora ich pasjonatką nigdy jakoś szczególnie nie była.
    Kiedy nauczyciel zaczął przydzielać zadania poszczególnych duetom, zgarbiła się i oparła podbródek o dłoń, leniwie przesuwając wzrok na mężczyznę i uważnie obserwując ruchy jego warg. Tak jakby była głuchoniema i potrafiła jedynie zrozumieć polecenia z ruchów warg. Chociaż nie było tego po niej widać, niecierpliwie oczekiwała na to, jakie dostaną zadanie i jak będzie im się współpracować.

    Morgana Haade

    OdpowiedzUsuń
  100. Uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona z tego, że sprawa posunęła się we właściwym kierunku. To oczywiste, że Martine spórbuje w jakiś sposób wyzyskać taki układ, ale.... czy Aithne nie chciała tego samego dla siebie? Pomijając fakt, że kolejna znajoma osoba wśród starych roczników zapewniała jej spokój ze strony dziewczyn z dormitorium, które za Aithne nie przepadały, to z pewnością ułatwiało jej również kontakt z innymi osobami ze starszych klas i ich źródłami zdobywania towarów.
    Dziewczyna pewnie uścisnęła dłoń starszej koleżanki.
    - Aithne Lestrange - powiedziała niezwykle dźwięcznie. Podobno wszyscy w jej rodzinie są lekko szaleni, tak jak Blackowie byli czy kilka innych czystokrwistych rodów. Chyba w Aithne ta cecha się skumulowała. W jej oczach błyszczało coś niebezpiecznego, nawet kiedy starała się zachowywać przyjaźnie.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  101. Cholera, cholera, cholera! Isaac! Ty skończony idioto! Mogłeś iść wcześniej spać, ale ty jak zawsze wolałeś włóczyć się w nocy po ciemnych korytarzach Hogwartu! - krzyczał w myślach biegnąc ile sił w nogach na trening. Zaspał! Znowu!
    Sam zwołał trening i sam się na niego spóźni. Wpadł do szatni jak burza, na szczęście zdążył w ostatniej chwili. Widać było, że drużyna odetchnęła z ulgą.
    Wyszli na boisko, a Isaac już czuł to piękne napięcie i wiatr we włosach.
    Razem z drużyna oderwał się od ziemi i poszybował ku górze i z uśmiechem na twarzy.
    -Wypuścić piłki! - krzyknął i tak tez zrobiono. Trening rozpoczął się pełną parą. Is, gdy dostrzegł złoty znicz zaczął zabawę, którą tak bardzo kochał.

    [Moja wena leży i kwiczy :( Przepraszam, że tak krótko.]

    OdpowiedzUsuń
  102. [Czemu nie, Guilia ma nawet przecież brata w Slytherinie. :D Tylko jakiś konkretniejszy pomysł? Odwdzięczę się zaczęciem ;3]
    Guilia

    OdpowiedzUsuń
  103. [ Pustawo bo zamiast zapisz, kliknęłam publikuj, zczaiłam się dzisiaj i jak zobaczyłam komentarze i nie chciałam dawać do roboczych, bo powiedzieli by, że specjalnie to zrobiłam, bo nie mam komentarzy. Wydaje mi się też, że większości autorów nie chce się poznawać postaci, jeśli karta nie jest zbytnio zachęcająca, no ale to już ich strata nie moja. Zadowolę się tymi czterema komentarzami, które już mam ;p A z tej mojej Val taka nudziara wyszła, chociaż to wcale nie jest prawda.
    Również witam :) ]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  104. [ Valerie na pewno nie polubi kocura Martine, więc zapewne będzie toczyć z nim ciche wojny. Lubię zaczynać od powiązań i lubię zaczynać od czystej kartki, ale sądzę że ta druga opcja nie przejdzie, bo nasze panie po siedmiu latach nauki, muszą znać się chociażby z widzenia. Obie należą do Klubu Eliksirów, więc powiązanie gotowe. Pytanie czy się lubią czy nie.

    Ciekawa czy nie, już się stało mówi się trudno, jeszcze będą chcieli mieć ze mną wątki :) ]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  105. [Ależ są, a jakże! Gorzej z pomysłami, ale wierzę, że wspólnie coś wymyślimy :)]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  106. [Ah, przepraszam, umknęłaś mi ;/ Ostatnio byłam w kiepskiej formie i szczerze pourywałam sporo wątków, ale teraz nadrabiam już i wątek robimy :D
    Powiedz mi tylko jaką reację widzisz? ^^]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  107. [ Mam słabość do ślizgońskich dziewcząt. Innych nie umiem prowadzić.]

    Lysse

    OdpowiedzUsuń
  108. [ Dla mnie może być zarówno z powiązaniem, jak i bez. ;) A co rozumiesz poprzez posmakowanie życia? ]

    June Earnshaw

    OdpowiedzUsuń
  109. [ Nie pasuję mi na wrogów, a moja Lysse przyjaciółek nie ma, może coś bardziej w stylu przymierza dwóch Ślizgonek, w sensie że się ze sobą trzymają i Lyss nie wykorzystuje jej jako popychadło tak jak innych. Mogą być w tym samym dormitorium. Oczywiście charakter mojej panny na pewno sprawiłby że często zdarzałoby jej się powiedzieć kilka słów za dużo, bo jest strasznie szczera ale akurat twoja by to niezwykle akceptowała. ]

    OdpowiedzUsuń
  110. [Właściwie to już mam podobną relację, więc wolałabym wykombinować coś innego :) Znaczy, jakimiś kuzynkami mogłyby być, jak najbardziej! Spotykałyby się na świętach czy jakichś imprezach rodzinnych, a że resztę kuzynostwa obie by nie trawiły, trzymałyby się razem i często reszcie dokuczały. Takie dwa naczelne rodzinne łobuzy. Z czasem na owe święta zaczęłyby nie przyjeżdżać, bo uważałyby to za głupotę, ale w Hogwarcie kontakt nadal by utrzymywały i jak któraś potrzebowałaby towarzystwa w jakiejś głupocie (włamanie do działu Ksiąg Zakazanych, nocny wypad do kuchni, kradzież składników do nielegalnego eliksiru), od razy biegłaby do tej drugiej. Oczywiście, mimo współpracy by się kłóciły, bo z Maisie nie da się inaczej, a ponad to Gryfoni i Ślizgoni powinni się nie trawić, prawda? ;)]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  111. [ Może coś w stylu iż Lysse poirytowana zbliżającymi się świętami a co za tym idzie zwiększonym natężeniem w szkole kociej sierści zrzucanej przed zimą przez liniejące kocury, zdenerwowana zaczęłaby w jakiś sposób wyżywać się na wszystkim w ich dormitorium włącznie ze współlokatorką ponadto podminowana tym iż kot Martine zabrał gdzieś jej bransoletkę i może ruszyłyby na poszukiwania etc. coś takiego? ]

    OdpowiedzUsuń
  112. [ Brzmi fajnie, więc czekam do jutra. Chcę tylko nadmienić że Lyssa ma alergię na koty, więc tym bardziej pała do nich nienawiścią. ]

    OdpowiedzUsuń
  113. Przyjaźń? Aithne nie była materiałem na przyjaciółkę w ogóle. Jedyną osobą, która była w stanie z nią wytrzymać, był Issac. Lestrange nie potrafiła wyjść z podziwu dla niego z tego powodu. Prawa była taka, że też na innego przyjaciela nigdy by go nie wymieniła i smutno było pomyśleć, że dwa lata przyjdzie jej się męczyć w Hogwarcie bez niego.
    Spojrzała zdziwiona na dziewczynę. tak szybko? Roześmiała się tylko.
    - Jestem ciekawa.. - powiedziała i już zniknęła z drzwiach. Ubrała się i poszła w umówione miejsce.
    Kurtka oznaczała wyjście na dwór. Nikogo raczej nie bawią przechadzki po błoniach, więc Martine prawdopodobnie miała bardziej.... interesujący plan. Hogsmaede czy Zakazany Las? Na ile odwagi starczy starszej koleżance?
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  114. Jakim cudem znalazła się na imprezie w pokoju wspólnym Ślizgonów? Tego nie wiedziała, ale miała znajomości, aby ją tam wpuszczono. Co nie zmienia faktu, że konkurencja między Slytherinem a Gryffindorem była tak ogromna, że włoszki wcale nie powinno tam być, jednak ze względu na to, że jej brat bliźniak nosił srebro i zieleń… Cóż. Zdarza się i tak.
    Nie to było jednak ważne, chociaż Gaspare wciąż miał swoją kochaną siostrzyczkę na oku. Ważne było to, że Vespucci znalazła tam kilka całkiem równych osób – nie spodziewała się, że Ślizgoni potrafią być tak wyluzowani jak dziś. Polał się alkohol i nie był już ważny cel spotkania, po prostu każdy pił, aby pić, aby się bawić jeszcze lepiej. Nic dziwnego, że niedługo potem kilka osób zostało wyniesione do dormitoriów i łazienek.
    Dla Guilii był to czas, aby wymyślić coś głupiego. Czuła już zawroty w głowie, ale komu by to przeszkadzało, mając w głowie genialny pomysł podboju jeziora hogwarckiego? Doczłapała się więc do nowo poznanej dziewczyny, Martine, jeśli dobrze zapamiętała, i opadła na fotel obok.
    - Masakra, jak tu gorąco – jęknęła i przeczesała jedną dłonią włosy. – Chętnie bym wyszła się przewietrzyć. A ty?

    [Wybacz za to coś, ale coś mnie przeziębienie dopadło i nawet zapomniałam o której mam wsiąść w tramwaj na uczelnię. :<]
    Guilia

    OdpowiedzUsuń
  115. To miał być jeden z tych spokojnych dni gdy nie dzieje się nic niepotrzebnie zawracającego głowę. Żadnych zajęć dodatkowych, tylko chwila odetchnięcia nim sam sobie znajdzie jakieś wyczerpujące zajęcie, uciekając przed nudą i rozleniwieniem. Trwał jeszcze tydzień szkolny, ale powoli dobiegał końca, a w sobotę rano spora część uczniów wsiądzie w Ekspres Hogwart i uda się do domów na Święta, by spędzić ten szczególny czas z rodziną. Lucas nie należał do tego grona, poinformowany przez rodziców o tym, że wyjeżdżają do obecnego miejsca pracy jego starszego brata, by tam dla odmiany świętować. Już nawet nie pamiętał czy to było Peru czy Chile, gdzieś tam łamał zaklęcia, włamując się do kolejnych piramid. Tak czy siak, wracając do swojego dormitorium skoro odwołano mu ostatnie zaklęcia ze względu na wyjazd nauczycielki na jakąś magiczną konferencję, nie spodziewał się, że zastanie tam kogokolwiek. Jego koledzy udali się teraz na swoje zajęcia i myślał, że ma trochę czasu dla siebie. Jakież było jego zdumienie gdy otwierając drzwi usłyszał cichy szloch, z pewnością nie należący do żadnego z zamieszkujących je chłopaków. Przystanął, wodząc wzrokiem po okrągłym pomieszczeniu skąpanym w zielono-srebrnych barwach, aż odnalazł wzrokiem sylwetkę skulonej dziewczyny, siedzącej na łóżku koło jego własnego.
    ― Martine? ― Nietrudno było rozpoznać jasnowłosą dziewczynę, która wybrała sobie to konkretne miejsce. Nie mógł powiedzieć by darzyli się wielką zażyłością, choć naturalnie jej imię często przewijało się w obrębie tego pokoju, w akompaniamencie rozmarzonych westchnień siódmoklasistów. Czy była ostatnią osobą jakiej mógł się tutaj spodziewać? Raczej nie, choć ta sytuacja w ogóle była dla niego pewnym zaskoczeniem. Czuł się przy tym niezbyt komfortowo, wiedząc, że wypadało coś zrobić, choć przecież nawet jeśli na kogoś czekała, to z całą pewnością nie na niego. Odetchnął jednak głębiej i mając na względzie ich koleżeńskie stosunki, podszedł do swojego łóżka, siadając na nim. Znajdował się dzięki temu tuż koło niej i bez problemu mógł dostrzec łzy spływające po jej twarzy. ― Coś się stało?

    [ Ależ oczywiście :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  116. [Love story nawet by nie przeszło, bo Noah ma swoje małe love już ;p Można zrobić takich zwykłych przyjaciół z nich, na bezpiecznym poziomie ;) Może na początku nie komplikujmy im tak bardzo życia? xD]

    OdpowiedzUsuń
  117. Felix schował twarz w dłoniach, po raz kolejny zastanawiając się, jak to jest możliwe, że sytuacje takie jak ta przydarzają mu się niemal codziennie. Kim był, że na to zasłużył? Co takiego czyniło go gorszym od innych? Tak naprawdę była bardzo długa lista rzeczy, które mogłyby na to wskazywać, lecz White nie dopuszczał do siebie jej istnienia. Nie chciał pogodzić się z faktem, że nieuchronnie staje się degeneratem. Nie mógł przecież powtórzyć błędów ojca, a cały czas małymi kroczkami odtwarzał to, czego on niegdyś się dopuszczał.
    Chłopak otworzył oczy, a ręce oparł o podciągnięte do góry kolana. Spojrzał na Martine; jego twarz wyrażała głęboką udrękę, której już nie starał się ukryć. Wiedział, że jego wysiłki i tak spełzłyby na niczym. Dziewczyna za dobrze go znała, zauważyłaby, że coś jest z nim nie tak, nawet gdyby przywdział na usta swój najładniejszy uśmiech. A może zwłaszcza wtedy. Przecież już od dawna nie uśmiechał się szczerze.
    - Chyba nie - zgodził się z nią, choć nie do końca był co do tego przekonany. Wolałby przemilczeć tę noc i wewnętrznie znieść cierpienie spowodowane jej obecnością niż powiedzieć coś nieodpowiedniego. Nie chciał jej zranić, a przynajmniej nie bardziej niż swoją dotychczasową ignorancją i zachowywaniem dystansu. Nie wybaczyłby sobie tego.
    - Przepraszam - powiedział głosem pełnym bólu, bo to słowo już od dawna cisnęło mu się na usta.
    Przepraszam, że tak cię traktuję. Przepraszam, że więcej nie mogę ci oferować. Przepraszam, że musiałaś mnie poznać. Przepraszam...
    Odwrócił wzrok, gdyż patrzenie na nią było dla niego zbyt trudne. Pragnął stąd uciec, odgrodzić się od ludzi i przemyśleć to wszystko w samotności. A przynajmniej w miejscu, w którym nie byłoby Martine.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  118. [A może, by tak znowu się zeszli? xD]

    Obecność Martine sprawiała, iż Is czuł się pewniej na boisku. Byłą jego oazą spokoju, wiedział, że zawsze może na nią liczyć. Nikt nigdy nie poświęcał mu tyle uwagi, czułości, troski i miłości jak robiła to Martine. Coraz częściej żałuje, że się rozstali. Uczucia w stosunku do dziewczyny wcale nie wygasły. Co go do cholery skłoniło, by się rozstać?
    Po skończonym treningu poszedł na trybuny, gdzie siedziała dziewczyna. Objął ją ramionami i czule pocałował w czubek głowy.
    -Chodźmy do zamku, bo zmarzniesz - wydukał i uśmiechnął się do niej, po czym nadal obejmując ją ramionami zaprowadził ich do pokoju wspólnego Ślizgonów, gdzie dorzucił do kominka, a w pomieszczeniu od razu zrobiło się jeszcze cieplej.
    Is potarł zmarznięte dłonie i objął się ramionami, gdy usiadł obok dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
  119. [ Moja pani strzela do kotów z procy, ale ich nie zabija, bo to w końcu żywe stworzenia. Niech wyginą same ;p ]

    Valerie

    OdpowiedzUsuń
  120. Była ciekawa, co takiego wymyśliła dziewczyna. Aithne była zdolna do wielu rzeczy i nie obawiała się wyzwań, ale... wyglądało na to, że starsza koleżanka miała już wcześniej coś do zrobienia, a pomoc spadła jej jak z nieba.
    Niestety nie udało jej się zajrzeć w notatki Martine, żeby dowiedzieć się, o co konkretnie chodziło. Jakiś eliksir?
    Parsknęła cicho. Takimi bajkami o wilkołakach to się dzieci straszy. Każdy wie, że wilkołaki przez większość czasu są ludźmi, więc nie mogliby mieszkać w Zakazanym Lesie. Owszem, teren ten zamieszkują groźne stworzenia, ale, jeśli tylko mogą nie wchodzą ludziom w drogę. Trzeba mieć pecha, żeby na kogoś takiego wpaść... albo samemu pchać się tam, gdzie nie trzeba.
    - Mam iść z tobą, bo brakuje ci odwagi? - zapytała złośliwie.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  121. Albus przełknął ślinę. Nie był pewien, czy potrafi się aportować. Robił to raz w życiu i wylądował kilkadziesiąt kilometrów od swojego celu. Ojciec powiedział mu, że było to niesamowicie nieodpowiedzialne i miał szczęście, iż jego ciało nie podległo rozszczepieniu. Na samą myśl o tym dostawał dreszczy. Ile to razy nie słyszał od wuja Ronalda, jaki niesamowity ból sprawiało mu rozszczepione ramię. Zerknął na Martine. On był dopiero w piątej klasie, teleportacji będzie się uczył w szóstej. W sumie to i tak dobrze, że umiał to robić jako tako (dzięki pomocy rodziców).
    - Nie umiem się teleportować, Martine- powiedział, choć to nie do końca była prawda.
    Może i był tchórzem, ale... Po prostu zżerał go strach. Nikt nie wiedział, jakiego Albus miał bogina. A nim było właśnie rozszczepione ciało. Głębokie rany i oderwane kończyny. Zawartość żołądka podeszła mu pod gardło. Odsunął od siebie owsiankę i sięgnął szybko po szklankę wody.
    - Możesz się teleportować, a ja polecę na miotle- powiedział, marszcząc brwi- Tylko będziesz musiała trochę na mnie poczekać...

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  122. [ A być może, dziękuję serdecznie. On przede wszystkim jest jednak psycholem.]

    OdpowiedzUsuń
  123. [ Upijanie się i szukanie facetów do June średnio mi pasuje, mam już jeden wątek powiązany ze skakaniem po dachu, ale mogę wychlać jakiś wywar i iść do Zakazanego Lasu, aby zrobić nasze małe Indie. ;D ]

    June Earnshaw

    OdpowiedzUsuń
  124. [Przepraszam za zwłokę, już nadrabiam :) Jeśli przesadziłam, krzycz :D]

    Był oszołomiony i przytłoczony wszystkim tym, co zaszło przed drzwiami sowiarni w ciągu kilku ostatnich minut. Niewerbalnie wyznał Martine swoje uczucia, pocałował ją, a ona oddała mu pocałunek. I to nie byle jaki. Nawet kretyn zorientowałby się, że Mahoney odwzajemnia zainteresowanie Pottera.
    Serce waliło mu jak oszalałe, kiedy się od siebie oderwali. Przecież miała... miała zachować się zupełnie inaczej! Nakrzyczeć na niego. Spoliczkować. Wyśmiać go. Uciec. James nie spodziewał się czegoś takiego i w tamtej chwili poczuł się jak główny bohater idiotycznego melodramatu. Czy to oznaczało, że teraz będą chodzić ze sobą za ręce, umawiać na randki i mówić wszystkie sekrety? Przecież był Jamesem Potterem, do cholery! On nie robił takich rzeczy! Nie, bo nie. I już.
    Dlatego kiedy Martine poprosiła go by usiadł obok niej, on wyprostował się i odsunął o dwa kroki. Przyglądał jej się szeroko otwartymi oczyma, jakby nie do końca wiedział co się właściwie stało. Jego uczucie do niej nie zmniejszyły się nawet odrobinę, jednak nie potrafił zrobić kolejnego kroku. Nie potrafił zaangażować swojego mózgu i swojej dumy, swojej woli i uporu, które gdzieś tam na dnie krzyczały, że to jak właśnie postępuje, nie jest w stylu Jamesa Pottera. Owszem przeżył już wiele zauroczeń, ale były one bezpieczne - albo on nie odwzajemniał uczuć, albo jego wybranka. Nigdy nie doszło do poważniejszych zobowiązań. Spodziewał się dokładnie tego samego w przypadku Martine. Pierwsze spełnione uczucie? Jeśli tak to miało wyglądać, to James chciał się go pozbyć. Po prostu miał wrażenie, że jego mózg został chwilowo wyłączony i niezbyt dobrze odbiera rzeczywistość. Wcale mu się to nie podobało.
    - Muszę iść. - powiedział chłodno. Nie czekał na jej odpowiedź, po prostu zbiegł po schodach sowiarni i zniknął w ciemnym korytarzu.

    Unikał jej przez następne dwa tygodnie, co było wyjątkowo trudne, zwłaszcza, że mieli wspólne zajęcia. Pilnował się jednak, by przychodzić do klasy spóźnionym i wychodzić pierwszym - wszystko po to, by uniknąć tłumaczeń, wyjaśnień. Jednak wydawało mu się, że Martine przestała ich oczekiwać bardzo szybko. Wcale nie wyglądała na taką, która chciała mu się narzucać, gdy ten próbował jej uniknąć. Tęsknił za nią jak diabli, rozmyślając po nocach, jak powinien się zachować. Bał się związków, choć nikomu w życiu by się do tego nie przyznał. Jak mógł tak po prostu wprowadzić drugą osobę do swojego życia i pokazać całego siebie? Sprawy nie ułatwiał też nieszczęsny pocałunek, który palił jego usta, za każdym razem, gdy sobie o nim przypomniał. Ta dziewczyna nim zawładnęła i doprowadziła go do skraju wytrzymałości. Cholerne uczucie! Nigdy nie spodziewał się, że miłość może być tak męcząca.

    Była późna noc. Siedział właśnie w swoim dormitorium i po raz setny tego dnia obserwował na mapie Huncwotów Martine. Co robi? Z kim właśnie przebywa? Może z jakimś facetem? Zazdrość zalewała jego mózg. Martine jednak wyraźnie zmierzała w stronę wyjścia z lochów - co znaczyło, że wcale nie zamierzała iść spać, bowiem dormitorium pozostawiła daleko za sobą. James nie pozwolił, by zwyciężył jego rozsądek. Szybko naciągnął na siebie dżinsy i koszulkę, po czym wypadł na schody. Stamtąd zbiegł już na korytarz, gdzie jeszcze kilkanaście sekund temu była Martine.
    Zobaczył ją już z oddali, po czym podszedł do niej bardzo blisko. Kiedy stanął z nią twarzą w twarz jednak... znów zabrakło mu słów. Gapił się w nią więc z wyraźną rozpaczą w oczach.

    James

    OdpowiedzUsuń
  125. [Wybacz, że tak długo, ale żywot studentki nie jest łatwy :c]

    Święta to okres, którego Maisie wręcz nienawidziła. Owszem, jako mała dziewczynka je uwielbiała, bo to oznaczało prezenty, ale z roku na rok dostawała coraz gorsze i już nie miała z czego się cieszyć. Kolędy przyprawiały ją o ból głowy, zaś wszystkie świąteczne ozdóbki o odruchy wymiotne. Na szczęście, od jedenastego roku życia mogła sobie odpuszczać rodzinne święta i zostawać w Hogwarcie, jednak tego roku jej rodzicom coś odbiło i nakazali jej wrócić do domu. W przeciwnym razie mogła pożegnać się z kieszonkowym, które przecież było jej niesamowicie potrzebne. Chcąc nie chcąc, musiała więc wsiąść w pociąg i wrócić do Londynu, aby spędzić święta ze znienawidzoną rodziną. Już słyszała te wyrzuty ze strony babć i narzekania ciotek na jej zachowanie oraz żałosne docinki podchmielonych wujków. Najgorsze z tego wszystkiego było jednak jej kuzynostwo, które miała ochotę wytopić za każdym razem, gdy tylko je widziała. Część, ku jej wielkiej rozpaczy, uczęszczała już do Hogwartu i choć bardzo chciała, nie zawsze udawało jej się uciec, więc czasami można było ją zobaczyć z uczepionym do jej płaszcza bachorem. Reszta była albo już dorosła i miała pracę, albo za młoda, aby uczyć się w Hogwarcie. Wróć, istniał jeden, jedyny wyjątek, którym była Martine, rok od niej starsza Ślizgonka, którą tolerowała najbardziej z całej swojej rodziny.
    Panna Fletcher była taką osobą, która najczęściej robiła wszystko na ostatnią chwilę. I tak, kiedy wszyscy wystawili już swoje bagaże w Pokoju Wspólnym, ona dopiero się pakowała, a wyglądało to tak, że po prostu wrzucała do kufra wszystko, co wpadło jej do rąk, aby na końcu upchać to na siłę, coby mogła domknąć wieko. Cudem jakoś jej się to udało i jako jedna z ostatnich dotarła na peron i wrzuciła swój bagaż do pociągu, aby szukać wolnego miejsca. Niestety, pustych przedziałów już nie było, więc musiała się do kogoś dosiąść, co niezbyt jej się podobało. Kiedy jednak zobaczyła przedział, w którym siedziała tylko jedna osoba, a tą osobą okazała się być Martine, od razu otworzyła drzwi i weszła do środka.
    – Powiedz mi, kto w ogóle wymyślił te cholerne święta? – mruknęła niezadowolona, sadowiąc gruby tyłek na miejscu naprzeciwko kuzynki. Wyjęła różdżkę z tylnej kieszeni i stuknęła nim o swoją czarną bluzę, na której zaczął migać czerwony napis 'Merry kiss my ass'. – Jak myślisz, co powie rodzinka jak pojawię się w niej na święta? – spytała rozbawiona, wyciągając nogi przed siebie.

    Maisie

    OdpowiedzUsuń
  126. [Jaki masz pomysł na ten nasz wyśniony wątek?]

    Shane

    OdpowiedzUsuń
  127. [Hej, dziękuję pięknie za zaczęcie. Niestety nie będę w stanie odpisać - chodzi chyba o poprawność. Mam na tym punkcie spore zboczenie (nie mówię, że sama nie popełniam błędów i tak dalej) i no... nie dam rady odpisać w jakiś interesujący sposób.
    Przepraszam!]

    B. Fortescue

    OdpowiedzUsuń
  128. [O rany, przepraszam! Zginęłaś mi gdzieś w komentarzach, zapomniałam kompletnie. Odratuję to jakoś zaczęciem, ale nie mogę niczego obiecać w najbliższym czasie, bo święta to porządki. Ale ogarnę coś dla Ciebie jak znajdę czas i pomysł, także chyba wybaczone? :D]

    Molly

    OdpowiedzUsuń
  129. [Mogłabyś podać mi swojego maila? <;]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  130. [Napisałem wiadomość, odpowiedź na Twoje pytanie też tam jest.]

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  131. [Nie ma sprawy :)]
    Oczywiście, że nie usiały się sobie z niczego tłumaczyć. Aithne może nie była z natury ciekawska, ale lubiła być świadoma tego, dlaczego coś robi. Szczególnie wtedy, kiedy musi złamać kilka zasad - wolała wiedzieć, co jest tak ważne, żeby ryzykować. Oczywiście ocena wartości jest sprawą subiektywną. Ostatnio z Isem wykradali się po piwo i uważali, że właśnie to jest ich priorytet. Może i był. Musieli się jakoś rozluźnić po trudnym dniu...
    Kiedy Martina tłumaczyła, że muszą zachować ciszę... Ai miała ochotę użyć przemocy i walnąć ją jakimś zaklęciem. Przecież każdy wie, że nie należy hałasować, kiedy się wykrada z zamku... A tym bardziej nie jest bezpiecznie. Nauczyciele, magiczne stworzenia, rośliny... a czasami nawet zbłąkane uroki - wszystko to mogło uderzyć na człowieka niespodzianie i wszędzie.
    Kiedy wyszły z zamku, Aithne rzuciła na siebie czar ogrzewający. Nie uczyli go w Hogwarcie, jakby wychodzili z założenia, że każdy uczy się tego w domu... widocznie nie każdy. Ai sama dość późno znalazła to proste w gruncie rzeczy zaklęcie, w jednej z ksiąg. Zaklęcia były jej ulubioną dziedziną i była z niej naprawdę utalentowana... w przeciwieństwie do takiej... transmutacji...
    Spojrzała na Martinę, kiedy dziewczyna odezwała się do niej w Zakazanym Lesie. Wyprostowała się i uśmiechnęła...
    - Piątej - odpowiedziała. - A ty niby taka dorosła... - mruknęła. Wyciągnęła różdżkę i i rzuciła ogrzewający czar na siódmoklasistkę.
    - Zaraz poczujesz się lepiej - rzuciła i schyliła się, żeby wyciąć roślinkę.
    Aithne

    OdpowiedzUsuń
  132. Trudno było przeoczyć, że wszedł w niezbyt dobrym momencie. Nawet jeśli w pierwszej chwili zawahał się czy w ogóle skierował się do właściwego dormitorium. Jednak chaos i leżące na łóżkach prywatne rzeczy jego i współlokatorów wyprowadziły go z błędu. A raczej uświadomiły, że się nie pomylił. To jeden problem rozwiązany, teraz tylko należało zastanowić się jak delikatnie i taktownie rozwiązać sytuację z Martine. Nie był specem od pocieszania, zdarzało mu się to niezwykle rzadko… Teraz z kolei znalazł się w przedziwnej sytuacji, z której nie miał pojęcia jak wybrnąć.
    ― No dobrze… ― odchrząknął, mając jeszcze większą pustkę w głowie. Przede wszystkim dlatego, że Lucas nie był typem lubiącym się narzucać i wypytywać o czyjeś życie prywatne. Tak więc z chwilą gdy panna Mahoney wprost powiedziała, że nie muszą poruszać tematu otrzymanego przez nią listu, ani myślał proponować zagłębianie się w to co on zawierał. Nie byli przyjaciółmi i ani ona nie miała pewnie ochoty mu się zwierzać, ani… Jakkolwiek okrutnie by to nie brzmiało, zupełnie nie interesowało go co wywołało taką, a nie inną reakcję u ślicznej Ślizgonki, do której wzdychali wszyscy jego koledzy. Zapewne to na jednego z nich właśnie czekała. Bo przecież nie wybrałaby tego dormitorium przypadkowo? Oparł dłonie na udach, powoli podnosząc się i podchodząc w stronę jednej z szafek. Dobrze wiedział, że znajdzie na niej pudełko z chusteczkami. Współlokator, który dostał się do Slytherinu chyba tylko ze względu na arystokratyczne pochodzenie i zamiłowanie do podkreślania statusu swej czystej krwi, będący w rzeczywistości życiową ciamajdą i ofermą, niezmiernie miał pełno takich. Chłopacy kpili sobie do czego, ale… No cóż, teraz może przynajmniej się faktycznie przydadzą. Zaoferował Martine je, by mogła wytrzeć twarz i wydmuchać nos. Nie wyglądała dobrze, a w przypadku półwili takie sytuacje musiały zdarzać się niezmiernie rzadko. ― Jeśli chcesz zostać sama, mogę iść do Pokoju Wspólnego. ― Co prawda przyszedł tutaj szukając spokoju, ale mało prawdopodobne by skupił się w akompaniamencie jej pochlipywania. Nie łączyły ich też bliskie relacje, więc jeśli dzięki temu dziewczyna poczuje się swobodniej, nieskrępowana obecnością Ślizgona, to mógł pozbierać swoje manatki i wynieść się z dormitorium.

    [ Sama jestem zabiegana przed Świętami i rozumiem małe opóźnienia w odpisywaniu :) Z góry uprzedzam, że z mojej strony także mogą takie następować. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  133. Siedziała na swoim szkolnym łóżku i machała różdżką nad nadwyrężonym nadgarstkiem, uprzednio zdjąwszy z niego ulubioną bransoletkę, którą dostała od jednego z zadurzonych w niej niegdyś chłopaków, a która wyjątkowo przypadła jej do gustu, mamrocząc pod nosem tylko jej znane słowa zaklęć leczących. Co chwila musiała przerywać, aby podrapać się po karku lub kichnąć. Jej nos nieustanne męczył ją, a ręcę lekko spuchły.
    To znak, iż paskudny, zapchlony, tchórzliwy, wredny i znienawidzony przez nią kocur współlokatorki włóczy się gdzieś w pobliżu.
    Usłyszawszy jakieś szmery i szepty w pobliżu, skierowała w tamtą stronę wzrok i zauważywszy tego potwornego zwierzaka koleżanki bawiącego się jej własnością, ledwo powstrzymała się od natychmiastowego rzucenia w jego stronę zaklęcia niewybaczalnego, do czego była zdolna i nie byłby to jej pierwszy raz w takowym wyżywaniu się na zwierzęciu. Zamiast tego zrobiła się czerwona i zaniechawszy czynność, którą do tej pory była zajęta, podniosła się z łóżka.
    – Martine! – wrzasnęła, a wcześniej wspomniany kocur, jakby przeczuwszy zagrożenie uciekł z pokoju razem ze swoją zdobyczą.
    - O nie! Zabiję tego zawszonego czworonoga, obedrę go ze skóry i rzucę na pożarcie wężowi tego czwartorocznego Ślizgona, ale najpierw zabiję ciebie, Martine, wydrę ci wszystkie włosy i tak oszpecę twoją, już i tak niepiękną twarzyczkę, że żaden chłopak, nawet ten nieudacznik z Ravenclawu, który nosi okulary ze szkłami jak stąd do Londynu, na ciebie nie spojrzy! - wykrzyczała na jednym wydechy Lysse, po czym rzuciła w Ślizgonkę skarpetą.

    [ Za błędy, jeśli takowe się pojawią, przepraszam, ale już nie chciało mi się sprawdzać. No troszynkę mnie , a raczej Lysse, poniosło, ale musisz się przyzwyczaić do tej porywczości.]

    OdpowiedzUsuń
  134. [ Jak się ogarnę ze świątecznymi przygotowaniami i tak dalej, to zacznę. ;) ]

    June Earnshaw

    OdpowiedzUsuń
  135. [Sorrki, że prawie po dwóch, trzech tygodniach, ale tak - pomysł niezły. Tylko czy wolisz być totalnym beztalenciem, a może talentem? :) :D]

    Ellis

    OdpowiedzUsuń
  136. Nie zdążył nic odpowiedzieć, a Martine pociągnęła go za rękę, odciągając chłopaka od stołu Ślizgonów. Poszedł za nią, wdzięczny w duchu. Nie musiał się tłumaczyć ze swojego małego kłamstewka. Podążał za dziewczyną, nie do końca wiedząc, gdzie zmierzają. Ściany Hogwartu wydawały się dokładnie takie same jak zawsze, dlatego też nie do końca zdawał sobie sprawę, co takiego mogło odciągnąć ich myśli od rodziny i zbliżającej się wielkimi krokami kolacji wigilijnej. Dopiero, kiedy usłyszał podekscytowany głos przyjaciółki, dotarło do niego to, gdzie się kierowali. Pokój Życzeń... Słyszał o nim tyle od swojego ojca, że aż żal byłoby się tam nie wybrać. Więc jednego razu Al poszedł tam całkowicie sam. Ciężko było nazwać to, co tam zastał. Po prostu spokój. Pusty pokój z kominkiem na środku, fotelem tuż obok oraz malutkim stolikiem z kubkiem kakao. Więcej tam jednak nie wrócił. Uznał, że jeśli będzie tam chodził zbyt często, to wtedy to miejsce straci cały swój urok.
    - Tak, raz- odrzekł, widząc przed sobą znajomą mu ścianę.
    Wiedział, że znajdują się tam ukryte drzwi.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  137. [<3]

    Jej słowa wywoływały w nim sprzeczne odczucia. Bolało go to, w jaki sposób Martine traktowała ten rodzaj rozłąki i jak bardzo cała ta sytuacja ją dotknęła, a jednocześnie gdzieś w środku cieszył się na myśl, że naprawdę za nim tęskniła. Potrzebowała go, a on potrzebował jej. Mógł temu zaprzeczać i nadal próbować się izolować, ale prawda była taka, że już nie miał na to sił.
    Patrzył w kierunku pustych ławek, lecz nawet ich nie widział. Przed oczami przebiegały mu obrazy przedstawiające nieco zniekształcone wspomnienia, które dzielił wraz ze Ślizgonką. Radosne, szczere i tak do niego niepodobne, że teraz wydawały się tylko odległym snem...
    Felix potrząsnął głową, po czym oparł czoło o kolana, a głowę otoczył ramionami, jakby to miało go uchronić przed niesprawiedliwością tego świata. Nie wiedział, co ma powiedzieć.
    Prawdę? Kłamstwo? Czy może lepiej nie mówić nic?
    - Pytaj - wymamrotał w końcu w materiał szaty w nadziei, że ten go zagłuszy i Martine nie skorzysta z danego jej właśnie przywileju.
    Jakby nie patrzeć, znalazł się właśnie między młotem i kowadłem; każde rozwiązanie było złe, a on musiał wybierać, które wyrządzi mniej szkód. Żałował, że nie istnieje opcja sprawdzenia ich obu, żeby później łatwiej było oszacować straty i dopiero wtedy dokonać wyboru. Wszystko i tak wystarczająco się już zagmatwało, a to, co chciała usłyszeć dziewczyna - powód jego wyobcowania - mogło, a wręcz musiało skomplikować to jeszcze bardziej. Sam nie zamierzał o tym decydować. Wolał poczekać, aż Martine sama zada odpowiednie pytanie.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  138. Nie miała czego się wstydzić. Oczywiście, pewnie większość osób kojarzących ją chociażby z twarzy przy okazji mijania na korytarzach byłoby srodze zaskoczonych widząc dziewczynę w takim stanie. Ale paradoksalnie Lucas dopiero teraz w jej pięknym obliczu dostrzegał prawdziwość. Owszem, nie mieli szansy się poznać bliżej, mimo że byli na jednym roku i łączył ich także dom. Mimo to przez cały ten czas, wydawała mu się zbyt idealna. Otoczona często tłumem adoratorów, wzdychających mniej lub bardziej otwarcie do jej aparycji, zdawała się nie mieć przyziemnych problemów. Teraz ta maska nierealnej perfekcji, którą zawsze widział, opadła, odsłaniając zranione oblicze dziewczyny takiej, jak każda inna siedemnastolatka mierząca się z familią i troskami życia codziennego. Dał jej mimo wszystko chwilę, pozwalając by wróciła do siebie, krążąc po dormitorium. Sam w tym czasie usiadł na swoim łóżku, w milczeniu obserwując jak przemierza kolejne metry w tą i z powrotem. Zapowiadało się na uspokojenie niezbyt dobrej sytuacji, gdy zrobiła najgorszą rzecz jaką tylko mogła. Luke nie był głupi i zbyt wiele zdążył się dowiedzieć o różnych aspektach magicznego świata, czy to z doświadczenia, czy też książek, by nie wiedzieć jak działa urok wili. A także by nie być świadomym tego, że kontakt fizyczny tylko wzmacnia jego działanie. Wyczuł więc co się święci w chwili gdy spojrzała na niego tak inaczej, a męska natura wewnątrz niego odezwała się, podsuwając niepodobne do niego myśli by zrobić wszystko by ukoić jej ból. Pośpiesznie odwrócił wzrok, wbijając go w narzutę na łóżku obok i zaciskając zęby by nie palnąć czegoś niemiłego. Odetchnął głębiej, licząc w myślach do pięciu.
    ― Martine, zostanę z tobą, ale nigdy więcej tego nie rób. Żadnego rzucania uroku jeżeli nie chcesz bym cię stąd wyprosił ― powiedział dość oschle, starając się jednak mimo wszystko nie zareagować tak negatywnie, mając w pamięci stan w jakim ją znalazł przychodząc tutaj. Nade wszystko cenił sobie jasność umysłu i nie zamierzał pozwolić by zmąciła mu osąd swoimi nietypowymi umiejętnościami, wobec których z góry skazany był na porażkę ze względu na swą płeć. Oczywiście musiało jej się to przydawać w najróżniejszych momentach, ale podobnymi sztuczkami nie zaskarbi sobie jego sympatii. ― Jeśli już w tym dormitorium spotykam jakieś dziewczyny, to przeważnie przyszły tu z bardzo konkretną wizytą do jednego z moich kolegów. I nie, nie są wtedy zapłakane. Raczej nieubrane. ― Nie było tajemnicą, że także w Hogwarcie było parę takich panien, które nie przejmowały się najwyraźniej swoją reputacją, lgnąc do starszych kolegów tylko w wiadomym celu. Ale miała rację, że takiego przypadku jak teraz, diametralnie różniącego się powodem przyjścia, jeszcze nie miał okazji spotkać.

    [ Ano widziałam, że po Martine była Carol, a teraz znów powrót do pierwszej panny… Planujesz jeszcze jakieś zmiany? :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  139. [Ten czerwonym dopisek pod kartą trochę mnie onieśmiela, ale zapytać zawsze warto (gdyż Carol, gdy jeszcze istniała, proponowała Vidarowi wątek, tak tylko przypominam). Nadal jesteś zainteresowana wątkiem?]

    Vidaron

    OdpowiedzUsuń
  140. Bezsilnie wciskając twarz w kolana, słyszał przemieszczanie się Martine, a potem całym sobą czuł jej obecność tuż naprzeciw niego. Jej oddech zdradzał mu, że jest zdenerwowana, a milczenie - że nie wie od czego zacząć. Wcale się jej nie dziwił. Rozmowa po tak długim okresie unikania się już sama w sobie była trudna, a ta w dodatku wynikła z przypadku i oboje zcięła z nóg. Gdy w końcu Martine zadała swoje pytanie, Felixa w środku aż coś ścisnęło. Spodziewał się czegoś prostszego, łatwiejszego do ominięcia, mniej wiążącego. Ale to była przecież cała Mahoney - potrafiąca tak umiejętnie do niego trafić, że nie umiał się przed tym obronić, mimo że zamykanie się na ludzi miał niejako we krwi. Przy niej momentalnie tracił swoją moc i choć ciągle temu zaprzeczał, to było niewątpliwie coś dobrego.
    Podniósł powoli głowę i z bólem spojrzał na jej zaszklone oczy. Miał wrażenie, że w ciągu godziny sprowadził na nią o wiele więcej cierpienia niż doświadczała go podczas tych wszystkich dni, w których go nie było. I to było dla niego takie straszne. Czuł się okropnie.
    Nie mogę ci tego obiecać, Martine - pomyślał, ale zamiast tego pokiwał tylko głową. Powoli, jakby niepewnie. Wyciągnął rękę, żeby chwycić jej dłoń, ale w ostatniej chwili cofnął ją gwałtownie i ponownie splótł z drugą, otaczając w ten sposób swoje kolana.
    - Martine... - wypalił wbrew swojej woli, nie wiedząc nawet co chce powiedzieć. Szybko jednak się opanował. - Proszę, nie płacz.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  141. [Pomysł na wątek mam, próbuję go zrealizować od roku, ale zawsze w pewnym momencie albo współautor znika, albo blog upada.
    Chciałabym coś takiego. Bardzo zły na Martine z jakiegoś powodu Vidar rzuci się na nią (albo na odwrót), gdzieś, gdzie będzie sporo osób. Wywiąże się coś w rodzaju bójki (ale takiej na zaklęcia, bo Vidaron w życiu by kobiety nie uderzył). Zgromadzeni tam uczniowie zaczną im kibicować, wszystko zacznie się robić groźne, aż tu nagle skądś pojawi się któryś z surowszych nauczycieli albo sam dyrektor. Oburzony tym wszystkim wymierzy karę, siedzenie na dziecińcu, do końca dnia oraz trzymanie się za rączki w geście pokazania wszystkim, że żałują swojego zachowania. Manifestacja miłości i przyjaźni, bo w Hogwarcie nie ma miejsca na waśnie.
    Vidar nie przejąłby się za bardzo taką kompromitacją, raczej starałby się obrócić wszystko przeciw Martine. No i pewnie próbowałby wymyślić jakiś plan ucieczki. Albo zagadywać ją o jej życie, nie wiem. ;D]

    Vidaron

    OdpowiedzUsuń
  142. Martine ot tak zbliżyła się do niego i przytuliła. Choć gdy byli przyjaciółmi (i powinni być nimi nadal, prawda?), taki gest był dla Felixa normalny, tak teraz całkowicie go zaskoczył. Miał złudne wrażenie, że każda czułość z jej strony jest zarezerwowana dla kogoś innego i on nie tyle, co na nią nie zasługuje, tylko zwyczajnie nie powinien jej dostać. Przez chwilę drętwo pozwalał, by tylko ona obejmowała go ramionami, ale powoli uniósł też swoje i opłótł wokół dziewczyny. Czuł zapach jej perfum, tych samych, których używała kiedyś, ale dopiero teraz dziwnie odurzających i szamponu do włosów, które łaskotały go w twarz, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Nie potrafił już nazywać ją przyjaciółką, bo teraźniejsza Martine, choć pozornie taka sama, różniła się od Martine z czasów ich przyjaźni. A to dlatego, że Felix zupełnie inaczej ją postrzegał.
    - Tak, ja też - wymamrotał, żeby dodać jej otuchy, mimo iż miał świadomość, że jutro wszystko może się zmienić. Wiedział, że jedna noc spędzona w zamkniętej klasie to za mało, żeby naprawić ich relacje, które rozpadły się tylko i wyłącznie z jego winy. Bo w obecnej formie za bardzo go raniły, a broniąc się przed tym bólem, z pewnością zraniłby Martine.
    Ślizgonka oderwała się od niego, więc opuścił ręce i położył je na chłodnej podłodze. Mimo to, na palcach wciąż czuł ciepło bijące od jej ciała.
    O co mógł ją spytać? Każde pytanie wydawało mu się w tej chwili głupie, banalne albo zupełnie niepotrzebne. I wtedy do głowy wpadło mu to jedno, jedyne, na które zapragnął poznać odpowiedź, więc bez dłuższego przemyślenia go wypalił:
    - Znalazłaś sobie kogoś?
    I odwrócił od niej wzrok, zastanawiając się, czy bardziej chce, żeby odpowiedziała tak, czy woli, by powiedziała nie.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  143. Cenił swój jasny i niezmącony głupstwami umysł, stąd dość gwałtowna reakcja gdy zauważył, że próbuje wywrzeć na niego wpływ swoim urokiem. Może przesadził, ale nawet jeśli, do siebie pretensji mieć nie zamierzał, a tym bardziej z jego strony nie pojawią się żadne przeprosiny czy skrucha. W swojej opinii miał rację, podejmując taką decyzję. Dziewczyna dzięki swojemu nietypowemu pochodzeniu zyskiwała szczególną władzę nad męskimi odczuciami, nic więc dziwnego, że w niektórych momentach lepiej dmuchać na zimne, by później nie zorientować się, że to co mówił czy czynił, nie było w skutek podjętej przez niego w pełni świadomie decyzji.
    — Że masz w sobie krew wili? To chyba nietrudne do odgadnięcia jeżeli wie się na ten temat choć trochę — odparł, wzruszywszy lekko ramionami. Przyzwyczaił się, że interesuje się sprawami, które dla innych zdają się być całkiem nieistotne. To co dla niego czasem wydawało się całkowicie naturalne i oczywiste, dla innych mogło stanowić zagadkę. — Jak kiedyś będziesz miała lepszy humor i chwilę to chętnie spytam cię o parę spraw, o których nie ma w książkach — dodał, dostrzegając niecnie w skruszeniu swojej rozmówczyni pewną szansę. Oczywiście, łatwo było o relacje osób postronnych, będących pod czarem tych pięknych stworzeń, a jednak spojrzenie z drugiej strony to zupełnie coś innego, również w dużej mierze fascynujące go i warte zwrócenia uwagi. Ale to niekoniecznie teraz, czas im nie umyka. Może wtedy nawet zasugeruje by roztoczyła swój czas, a on będzie miał okazję w praktyce przekonać się jak to jest. Potem, na razie byli tu i teraz, a ona chyba z każdą chwilą czuła się pewniej, dzięki czemu znikało to niezbyt przyjemne skrępowanie.
    — Ani mnie nie można nazwać duszą towarzystwa, ani ty chyba nie narzekasz na samotność by szukać sobie nowych kompanów. W tym bym upatrywał obecnej sytuacji — odparł z nutą rozbawienia w głosie. Do Lucasa trzeba było mieć spore pokłady cierpliwości. Nie potrafiłby tak jak Martine bez problemu mówić o kłopotach z rodzicami gdyby je miał, a już na pewno nie przed obcą osobą. Bo w gruncie rzeczy przecież tak było, nie byli bliskimi znajomymi, a wiedzieli o sobie raczej mało. Tak więc nim przekonał się do danej osoby na tyle by do siebie dopuścić dość blisko, mijało sporo czasu, zwykle więcej niż ta druga strona byłaby w stanie zaakceptować. — Czekałaś tu na kogoś, prawda? — spytał, pamiętając, że przecież dziewczyna zjawiła się w jego dormitorium nie bez powodu i raczej na pewno powodem tego była chęć wypłakania się w ramię któregoś z jego współlokatorów.

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  144. Już chciał wejść do środka, gdy Martine uprzedziła go, aby zamknął oczy. Wywrócił nimi, wzdychając cicho, jednak po chwili zrobił to, o co poprosiła go przyjaciółka. Usłyszał dźwięk otwieranych drzwi i zduszony okrzyk dziewczyny. Uchylił powieki, kompletnie nie spodziewając się tego, co zobaczył. Jego oczy wytrzeszczyły się w wyrazie zdumienia, jednak już po chwili na twarz Albusa wpłynął łagodny uśmiech. Gdy był mały, chodził na łyżwy ze swoim mugolskim kolegą i był pewien, że nie zapomniał, jak się jeździ. Bo takich rzeczy po prostu nie da się zapomnieć, tak samo, jak magii. Wszedł tuż za Martine, stąpając ostrożnie na lodzie. Podszedł za nią do kanapy, obserwując zamykające się za nim drzwi do Pokoju Życzeń. Usiadł i wziął swoją parę łyżew. Były ładnie wykonane, nowe i chyba skórzane, chociaż o to Al nie był w stanie się założyć. W każdym razie ich brązowy kolor na pewno przywoływał obraz skórzanego obuwia, które dość często zwykł widzieć wśród rówieśników i nie tylko. Założył szybko swoje łyżwy i wstał, przez chwilę chwiejąc się na nogach. No dalej, przypomnij sobie, pomyślał, odpychając się niepewnie od powierzchni. Zachwiał się niebezpiecznie, wymachując rękami, jednak po dłuższej chwili nabrał pewności ruchów i zaczął jechać coraz szybciej i sprawniej. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, po czym odwrócił się i zerknął na Martine, która wciąż stała niepewnie przy kanapie. Podjechał do niej z niekrytym zadowoleniem.
    – Nigdy nie jeździłaś? – spytał, unosząc jedną brew.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  145. [Moje gg to 10309166. Odpiszę po południu, a tymczasem dobranoc :)]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  146. [Nic nie szkodzi, byłam po prostu trochę oszołomiona, że Josie zniknęła tak szybko i nagle, przeszukałam dwa razy linki, by się upewnić, czy wzrok nie płata mi figli ;) Możemy, why not, o ile masz ochotę, bo nie ma co pisać na siłę ^^]


    A.

    OdpowiedzUsuń
  147. [W zasadzie zaufany spowiednik Alowi się przyda, bo mój chłopaczek ma wiele na sumieniu (a przy Ognistej mowa mu się puszcza), ale i też wysłucha, chociaż jego rady mogą być durne i opłakane w skutkach, ostrzegam :D]

    Alastair

    OdpowiedzUsuń
  148. Podobno łatwiej otworzyć się przed obcą osobą niż przed kimś bliskim. Ten, kto nas zna na wylot najczęściej spodziewa się oczekiwanych reakcji i ich będzie wymagał. Dla zupełnie nieznanego sobie człowieka jesteśmy anonimowi. Cokolwiek powiemy, nigdy nie dowie się czy było prawdą i najprawdopodobniej za dwie godziny od rozejścia się każdy w swoją stronę, po prostu zapomni. On nie lubił mówić o swoich problemach w ogóle. To ten irytujący, nieznośnie uparty typ przekonany, że sam doskonale da sobie radę i nie ma sensu obarczać innych własnymi problemami czy rozterkami. Przyjaciele nie mieli z nim łatwo, choć trzeba Lucasowi przyznać, że zarówno obserwatorem jak i słuchaczem był wybornym. Może dlatego, że sam tak dużo nie mówił, nie przerywając, a zamiast tego skupiając się jedynie na odbiorze.
    Tak naprawdę nie powiedziała mu dużo. Nie zdradziła przecież co takiego było w tym liście, ani w ogóle czego dotyczył bądź od kogo był otrzymany. Wywnioskował, że mowa o rodzicach w momencie gdy chwilę temu żachnęła się z wyraźną niechęcią, a wtedy jasnym się stało, że te dwie reakcje, wcześniejsza niemalże rozpacz, i obecna potem złość, nie mogły pojawić się jakby osobno, nie mając tej samej przyczyny. Milczał jednak, nie zadając niepotrzebnych pytań, na które być może wcale nie chciała odpowiadać. I nie było nic głupiego w tym, że miała już zaufane grono ludzi wokół siebie. On przecież podobnie, a to, że nie mieli wcześniej większego kontaktu było spowodowane działaniem z dwóch stron, a nie tylko z jej. Nie da się przecież utrzymywać relacji z wszystkimi, to niewykonalne i przede wszystkim – przynajmniej według niego – niepotrzebne.
    — Wydaje mi się, że powinien niedługo wrócić, ale pewności nie mam — odparł, nie wiedząc przecież czy jego współlokator nie zdecyduje się po drodze gdzieś zatrzymać, jak chociażby w Pokoju Wspólnym. Pewnie był nieświadom tego, że ktoś tu na niego czeka. — Martine, to twoja decyzja, ja nie będę ci mówił co masz robić — uświadomił ją. Nie mogła liczyć na to, że powie jej by została czy by sobie poszła. Zaproponował już trochę pod wpływem emocji, że z nią poczeka i mógł to zrobić. Gdyby chciał ją wyprosić, również nie miałby większych problemów z uczynieniem tego.

    [ Ustalmy po prostu, że piszesz takie wątki jakie akurat Ci pasują czy wychodzą najlepiej i za nic mnie nie przepraszasz co drugi odpis, okej? Bo naprawdę nie ma powodu :) ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  149. [Wszystko pasuje xD A mogłabym tym razem ciebie prosić o zaczęcie? ;)]

    Al.

    OdpowiedzUsuń
  150. [Niech próbuje, Faust to zakała Hogwartu, cały zastęp niebieski pewnie by sobie z nim nie poradził.]/Everitt Faust

    OdpowiedzUsuń
  151. Nie minęło więcej niż kilkanaście sekund, odkąd Felix zadał pytanie, a on już miał wrażenie, że cisza, która pomiędzy nimi zawisła, trwa całe wieki. Każde pojedyncze uderzenie serca rozciągało się w czasie, dając złudne wrażenie, iż trwa co najmniej godzinę. Ślizgon zdążył się nawet skarcić w myślach, że w ogóle zapytał o coś takiego, ale gdy już miał przeprosić za swoją zuchwałość i zmienić temat, Martine uśmiechnęła się, tak uroczo i radośnie, po czym pokręciła głową. Nie bardzo wiedział, jak ma odczytywać ten uśmiech, skoro odpowiedź ostatecznie brzmiała nie. Czyżby coś przed nim ukrywała?
    Niemniej jej zapewnienie, że nadal jest sama, sprawiło, że kamień spadł mu z serca, równie kamiennego lub - ewentualnie - okutego w lód. To dziwne, bo chciał jej szczęścia, ale jednocześnie nie potrafił wyobrazić jej sobie u boku kogokolwiek. Takie wizje niemal natychmiast wzbudzały w nim niechciane emocje, których w dodatku nie umiał określić. Zazdrość?
    - Powinnaś się zastanowić - odparł, gdy już miał pewność, że w połowie zdania nie zatraci zdolności mówienia. - Zasługujesz na wszystko to, co najlepsze, Martine.
    Uśmiechnął się blado i uniósł dłoń, żeby odgarnąć kilka kosmyków włosów z jej twarzy. Były takie miękkie i delikatne... Jak ona cała.
    - Możemy spróbować - powiedział, gdyż zdawał sobie sprawę, że taka postawa poprawi jej humor. Skoro mu już nic nie mogło pomóc, to nie mógł odmówić tej odrobiny życzliwości Martine. Zasługiwała na nią, tak jak na wszystko inne.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  152. Obserwował nieudane starania Martine i uśmiechnął się mimowolnie. Wyglądała nieporadnie, stojąc na dwóch lekko drżących nogach i starając się nie dać po sobie poznać, że po prostu nie potrafi jeździć. Albus pokręcił głową z dezaprobatą.
    – Chodź, powoli – powiedział, chwytając lekko obie ręce dziewczyny.
    Dawno nie jeździł, jednak mimo tego poruszanie się po lodowisku do tyłu okazało się być równie proste, co do przodu. Wiedział, że takich rzeczy się nie zapomina i miał rację. Pociągnął lekko dziewczynę, starając się przesuwać po lodzie jak najwolniej potrafił.
    – Eee… No to po prostu się odpychaj nogami od podłoża i… no ten… powinnaś w końcu to załapać – stwierdził, zastanawiając się co chwila nad doborem słów.
    Dobrze, że nie planował kariery nauczyciela, bo był naprawdę beznadziejny w tłumaczeniu. Na szczęście wiedział, że dziewczyna nie będzie mu miała tego za złe. W końcu się przyjaźnili, więc dziewczyna na sto procent zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo Albus nie potrafi tłumaczyć. Może to dlatego w ogóle nie opowiadał o tym, jak się czuje? Po prostu nie do końca wiedział, jak to wszystko wyjaśnić, bo sam gubił się we własnych myślach. Lepiej było udawać, że jest się wiecznie ze wszystkiego zadowolonym, a jak miało się dosyć, najtrafniejszym rozwiązaniem okazywał się sen.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  153. Alastair coraz częściej utwierdzał się w przekonaniu, że powrót do Hogwartu nie był najlepszym z możliwych wyborów, a jednym argumentem przemawiającym za tę decyzję był jego ukochany przedmiot i ewentualnie władza nad uczniami zagwarantowana przez fałszywy, lecz satysfakcjonujący tytuł „profesora”, który postrzał go o parę lat, ale przy tym dodawał prestiżu. Dzisiejszy wieczór miał zamiar spędzić na romansowaniu z esejami uczniów piątej klasy, choć ta perspektywa nie napawała go optymistycznymi wizjami, spodziewając się jednego wybitnego i góra dwóch powyżej oczekiwań. Reszta klasy balansowała pomiędzy zadowalającym, a okropnym, a przecież on sam nie wymagał nic poza narzucony przez szkołę program nauczania, nie będący bogatą encyklopedią wiedzy, a samymi podstawowymi dla użytkowników na poziomie podstawowym, dopiero w dwóch ostatnich klasach zaczynały się schody w charakterze zawansowanych kombinacji i trudnych do rozszyfrowania runicznych znaków, którymi mogli sprostać tylko niektórzy, ci najbardziej uzdolnieni, najbardziej skrupulatni, wkładający w naukę nie tylko wysiłek, ale również fragment samych siebie.
    Skapitulował po kolejnym wstawionym przez siebie „okropnym” ze swoimi podpisem i uwagami w zestawie, na uroczyste zakończenie dnia korzystając z konsultacji swojego nałogu w postaci przechowywanej w biurku Ognistej, wpływające zbawiennie na jego nieistniejący entuzjazm i przedwczesny kryzys wieku średniego, w którym główną rolę odgrywał jego ukochany, starszy brat. W ramach dobrego wychowania razem z butelką, wyciągnął szklane naczynie i nalał do niego szczodrze bursztynowego płynu, by pochwali delektować się jego smakiem i zapachem. W pierwszym odruchu wzdrygnął się delikatnie, mamrocząc pod nosem kilka przekleństw związanych najprawdopodobniej z szalejącymi w nim myślami, ukierunkowanymi w stronę Pandory, która od dwóch dni demonstrowała złość, nie odzywając się do niego i konsekwentnie omijając jego zajęcia w akompaniamencie zawistnych, chłodnych spojrzeń. Przeklęte hormony!
    — Puka się, do cholery — prychnął pod nosem, gdy drzwi przywitały nieproszonego gościa tym swoimi charakterystycznym zgrzytem, będącym skutkiem nienaoliwienia i starości; miał niejasne wrażenie, że były jeszcze przedwojenną pamiątką, awansującą z kilkanaście lat w hierarchii przedmiotów na honorowe miejsce historycznego antyku.
    Zerknął w tamtą stronę, łapiąc łapczywie do płuc powietrza, obawiając się ujrzeć tam Marvolo w swojej skromnej, beznadziejnej, doprowadzając do skraju załamanie nerwowego osobie. Zmrużył oczy, aby przystosować je do panującej w pomieszczeniu ciemności i dostrzegł w niej zarys kobiecej sylwetki.
    — O, Martine. — Wykrzywił usta w imitacji uśmiechu, w pierwszej próbie zobaczenia mając problem z jej rozpoznaniem. — Wybacz, ale nie wstanę, by powitać cię należycie, to mogłoby być tragiczne w skutkach — odparł, zaprzyjaźniając się z kolejną szklaneczką alkoholu. — Ale siadaj i opowiadaj — zachęcił, zaciskając zęby na brzegu szklanki. — Napijesz się?

    Alastair

    [Tragizm tego odpisu mnie boli.]

    OdpowiedzUsuń
  154. Kobiece łzy to tajemna broń przeciw której zdecydowana większość samczego rodu jest żałośnie bezsilna. Nie pozostawał w tym przypadku odosobnionym wyjątkiem, również czując dziwny ścisk gdy widział jak spływają po jej zarumienionych od emocji policzkach. Nawet nie będąc ich powodem, nadal czuł wobec tych małych kropel słonej wody szczerą nienawiść. Ulżyło mu gdy przestała płakać, rozpogadzając się chyba już na dobre. Roztropnie tematu rodziców poruszać nie zamierzał by nie sprowokować powtórki z rozrywki. Zwłaszcza, że nie do końca zrozumiałby jej decyzję… Sam wzrastał w domu gdzie pewne naciski ze strony matki były wyczuwalne, ale nic sobie z nich nie robił. A nawet jeśli nie on, to już w ogóle jego szanowny starszy brat popisał się ładnym brakiem poszanowania dla zagrożenia zawału jaki o mało nie nastąpił zarówno w momencie gdy zrobił swój pierwszy tatuaż, a także gdy oznajmił iż nie podejmuje pracy dla Ministerstwa Magii. A przynajmniej nie takiej jakiej by oczekiwano po złotym chłopcu. Luke… On miał ułatwioną drogę.
    — Tylko ty byś czuła się niezręcznie milcząc, Martine — parsknął śmiechem, rozkładając się wygodniej na swoim łóżku. Oparł o jedną z miękkich poduszek, nie odrywając jednak spojrzenia od dziewczyny. Nie musiała obawiać się patrzenia na niego. Coś mu podpowiadało, że wyczuje gdy ktoś mu zacznie mącić w głowie, ale może być zbyt pewny siebie i swojej samoświadomości. Prawdą jednak było, że niekoniecznie krępowała go sytuacja w której siedzieliby nie odzywając się do siebie ani słowem. Najpewniej zająłby się sobą, bo i w końcu był we własnym dormitorium i miał prawo czuć się w pełni swobodnie? Niemniej jednak możliwość skorzystania z nadarzającej się okazji była aż nadto nęcąca i ledwie powstrzymał się przed zatarciem z uciechy dłoni, gdy usłyszał co takiego mu zaproponowała. Nie spodziewał się tak szybkiej zgody ze strony dziewczyny, a i nie wiedział ile czasu minie nim pojawi się Felix i przerwie wywiad. Odetchnął jednak, zbierając rozbiegane myśli, rozentuzjazmowane podobną sposobnością. — Widzisz, zawsze czytając książkę można natknąć się na spostrzeżenia osób będących pod wpływem uroku wili. Domyślasz się pewnie jednak, że niezwykle trudno jest przekonać jedną z wil czy też jej potomkiń do opowiedzenia jak to wygląda z ich perspektywy. Takie książki są rzadkie i w Hogwarcie nie udało mi się na nic podobnego natknąć. Przechodząc jednak do sedna. Rozumiem, że możliwość rzucania uroku jest dla ciebie jak najbardziej naturalna. Ale właściwie… Jak to się odbywa? Bo nie roztaczasz tego mącącego w głowach czaru zawsze, on jest w pewnym momencie uruchamiany. Dzieje się to konkretnie w momentach gdy sobie tego życzysz, czy koniecznym były próby opanowania go by nie wymykał się spod kontroli na przykład w towarzystwie chłopaka, który ci się podoba? — Zamilkł, domyślając się, że dość pytań jak na tą chwilę. Najpierw chciał dać jej możliwość odpowiedzenia na wszystko nim znów zasypie ją kolejnym gradem, w którym już po chwili mogą zacząć powoli tonąć.

    [ To raczej kwestia tego, że czasem po prostu trudniej mi się zmieścić ze słowami, nie robię tego na siłę czy na przekór. Wiem, że niektórzy wolą pisać krótsze/dłuższe wątki, ja staram się robić akurat tak, jak mi wychodzi. I bardzo ładna karta, ciekawy zapis. ]

    Lucas

    OdpowiedzUsuń
  155. [Faust to gej. Traktuje każdego z równą obojętnością i arogancją. Nie wiem czy na geja zadziała magia wili. Może faktycznie obiecać komuś go ujarzmić, natomiast nie wiem jak to się dla niej skończy. Faust potrafi być charyzmatyczny i przekonywać nudzi do swoich racji - w tym, że to on jest górą, a nie reszta szkoły.]/Faust

    OdpowiedzUsuń
  156. [Długo się nad tym zastanawiałam, ale ostatecznie uczepiłam się tego: Jeden ze Śmierciożerców po złapaniu Harry'ego, Rona i Hermiony w siódmej części, powiedział, że "w Slytherinie nie ma zbyt wielu szlam"). Zawsze mogę coś zmienić, bo jeśli o to chodzi, to postanowiłam po prostu skoczyć. c:
    Dobrze trafiłam?]

    Zara

    OdpowiedzUsuń
  157. [Każdy przyjaciel jej się przyda, nawet taki pseudo. Wystarczy, żeby miała się do kogo odezwać. Znaczy, ja tego chcę, ona niezbyt, ale na takiej zasadzie, że nie umie się przyznać. Mniej-więcej coś mi przyszło do głowy, ale mam wrażenie, że to oklepane. Zdradzę, jeśli Ty nie będziesz miała czegoś do zaoferowania. Późno już. Nie moja pora na myślenie.]

    Zara

    OdpowiedzUsuń
  158. [Specjalnie sprawdziłem i nie widzę, żeby czegoś brakowało. :)]

    Usłyszawszy jej pytanie, uniósł lekko kąciki ust do góry, tworząc coś na kształt uśmiechu. Szczerze rozbawiła go bijąca od niego niewinność, ta wcale nie narcystyczna chęć bycia tą jedyną i niezastąpioną. Jakby czuła się w swojej roli niepewnie i potrzebowała potwierdzenia: tak, jesteś najlepszą przyjaciółką, Martine, bo samo to, że spędzał z nią więcej czasu niż z innymi nie wystarczało, by ją przekonać. Zawsze zadziwiało go, jak mimo tej pewności siebie, która czyniła ją Ślizgonką, może być zarazem tak nieufna wobec wszystkich, którzy prawili jej komplementy. Miał wrażenie, że Martine uważa, iż wcale na nie nie zasługuje, a jednocześnie gdzieś tam w środku chce, żeby okazały się szczere. Nawet w tych oczywistych sprawach potrzebowała potwierdzenia.
    - Nie - odparł niemal beztroskim tonem. Myślenie o niej ukoiło nieco jego nerwy, które paradoksalnie również dotyczyły jej osoby. Nie chciał jednak teraz zastanawiać się nad tym, co będzie dalej. Na jedną krótką chwilę pozwolił sobie o tym zapomnieć. - Ani po tobie, ani przed. Nikt nie jest tak szalony, żeby próbować zająć to miejsce.
    Uśmiechnął się, a mięśnie wokół jego ust zadrżały, jakby nie używał ich całe wieki. Już zapomniał, jak to jest, gdy robisz to prawdziwie, a nie tylko na pokaz, by utwierdzić ludzi w przekonaniu, że wszystko jest w porządku.
    - To teraz ja, tak? - spytał retorycznie, zastanawiając się, czego chciałby się od niej dowiedzieć. Tak naprawdę wielu rzeczy dowiadywał się z obserwowania jej mimo woli, czy to w pokoju wspólnym, czy na zajęciach, czasem nawet umiejętnie zadawał pytania jej koleżankom, żeby rozmowa zeszła na taki tor, by same z siebie zaczęły mówić o Martine. Udawało mu się na tyle, by wiedział, że jest cała, zdrowa i pełna energii jak zawsze, szkoda tylko, że jednocześnie zdawał sobie sprawę, ile rzeczy Martine potrafi ukryć i jak naiwne są jej współlokatorki, skoro nawet mieszkając z nią, tego nie zauważają. Postanowił więc pójść właśnie w tę stronę. Poznać prawdę od samego źródła. - Powiedz mi, jak się czujesz. Martine, ale tak szczerze?
    Nie było to zbyt szczegółowe pytanie, ale o to właśnie mu chodziło. By mogła mówić do niego wszystko to, co bała się powiedzieć innym.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  159. [Ogólnie to Zarze kiepsko idzie praktyka. Pomyślałam sobie, że mogłaby do późna siedzieć w Pokoju Wspólnym z książką i fiolkami, bo powiedzmy byłyby to eliksiry. No i zrobiłaby jakiś błąd i narobiła bałaganu. Mogłaby to też robić w klasie, jeszcze za dnia i trudzić się tym przepisem i zbłaźnić się na oczach całego koła, bo akurat weszliby, kiedy coś by buchnęło i w ogóle. Możliwe, że ledwo możesz poskładać w całość to, co napisałam, ale jestem zmęczona dzisiejszym dniem i trochę nie myślę. Przepraszam.]

    Zara

    OdpowiedzUsuń
  160. [Ciężko mi było się zebrać po tak długim niepisaniu, ale w końcu mi się udało. Możemy spróbować go uszczęśliwić, ale podejrzewam, że z początku to go przerazi jeszcze bardziej niż fakt, że to on kocha ją. ;>]

    Dla niego Martine była doskonale dopasowującą się aktorką, taką, która zmieniała maski w zależności od tego, jaka sztuka toczyła się dookoła niej. Zwykli widzowie, nawet ci z pierwszych rzędów, nie potrafili dostrzec, kiedy to robiła i dlatego jej gra była taka przekonywująca. Felix w pewnym sensie doceniał ten talent, szlifowany nieustannie przez lata, ale prawda była taka, że szczerze nienawidził tych masek. Za każdym razem chciał widzieć tylko twarz Martine, nawet gdyby miała śmiać się z toczącej się obok tragedii albo płakać w samym środku komedii.
    Zdawał sobie sprawę, że pytanie, które jej zadaje, jest trudne. Ciężko wyjść z nawyku odpowiadania: dobrze, nieźle, w porządku i ułożyć w zdania to, co tak naprawdę dzieje się w nas samych. Jeśli nie robi się tego zbyt często, nie ćwiczy, to umiejętność dzielenia się swoimi emocjami gdzieś zanika, a rzucanie zdawkowych odpowiedzi wydaje się najprostsze i najlepsze dla obu stron, choć w gruncie rzeczy szkodzi zarówno osobie, która się wypowiada, jak i tej drugiej, jeżeli jej zależy. Czasami trzeba mieć odwagę to przerwać, zanim będzie za późno i teraz była na to okazja. Felix nie mógł jej nie wykorzystać i wierzył, że Martine również to zrobi.
    Jej słowa zabolały. Myślał, że jest na nie przygotowany, ale kiedy wyobraził ją sobie taką bezbronną, jak rozsypuje się na drobne kawałeczki niczym szklany wazon, coś ukłuło go w serce, jeżeli jeszcze jakieś miał.
    - Każdy się zmienia, Martine - powiedział, odwracając głowę w jej stronę. - Otoczenie, ludzie, zdarzenia ciągle w jakiś sposób na nas wpływają i kształtują naszą osobowość, ale dopóki czujesz się w zgodzie ze sobą, masz pewność, że postępujesz według swojej opinii właściwie, to jesteś tą samą Martine. Nikim innym.
    Spojrzał w stronę sufitu i zwieszonych z niego, zakurzonych lamp. Na jednej z nich wisiała duża, misternie spleciona pajęczyna, a po cienkiej nictce wchodził malutki pająk. Artysta, rzeźbiarz swojego losu.
    - Też zdarza mi się o tym myśleć. Wracam do domu z obowiązku, nigdy z tęsknoty za matką i choć to nie w porządku, nie umiem jej tego powiedzieć. Ona nie robi niczego złego, a mimo to, nasza relacja jeszcze bardziej się pogarsza. A ojciec - starał się wypowiedzieć to słowo normalnie, ale i tak wyszło dość plugawie - sam nie wiem... Żeby spać spokojnie, musiałbym go zabić.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  161. [Tez go uwielbiam, dlatego pojawił się na tym blogu w takowej odsłonie :) Wątek, powiązanie- chętnie ale musisz zarzucić jakimś pomysłem, bo ja czytając kartę nie mogłam znaleźć jakiegoś punktu zaczepienia. Przyjmę wszystko więc wal śmiało :)]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  162. [Jestem za. :) I wybacz, że tak późno, walczyłem z sesją.]

    Wiele osób na takie wyznanie zareagowałoby zaskoczeniem, może strachem albo chociaż niepokojem, który kazałby im uważać na to, co odpowiedzą. W końcu nie codziennie spotyka się kogoś, kto z taką łatwością mówi o popełnieniu morderstwa, zwłaszcza na osobie tak bliskiej, jakim jest - a przynajmniej powinien być - rodzic, nie mówiąc już o byciu uwięzionym z człowiekiem o podobnych zamiarach w pustej sali. Martine znalazła się właśnie w takiej sytuacji, ale jej reakcja była zgoła inna.
    Usłyszawszy jej słowa, Felix roześmiał się szczerze, kręcąc przy tym głową.
    - Dzięki Martine, ale nigdy bym cię o to nie poprosił. Gdybym miał to zrobić, zrobiłbym to sam.
    Często rozmyślał nad tym, co by było, gdyby zdecydował się na ten krok. Nie miał pojęcia, czy pozbycie się ojca cokolwiek by zmieniło. Czy poczułby ulgę, czy może większy niż dotychczas wstręt do samego siebie? W końcu takie zachowanie jeszcze bardziej upodobniłoby go do starszego White'a. Nie myślał jednak o tym w tej chwili - obecność dziewczyny skutecznie wypierała z jego głowy czarne scenariusze, których był autorem.
    - Gdzie trafię? - powtórzył za nią cicho, starając się w głowie w odpowiedni sposób ułożyć odpowiedź na to pytanie. Żadne słowa, których potrzebował, nie chciały jednak zaszczycić go swoją obecnością. - Nie wiem. Tam, gdzie poprowadzi mnie los, nie mam konkretnych planów.
    Gdy to mówił, odruchowo spojrzał w stronę pająka, który zdążył się już wspiąć na swoje misternie splecione dzieło. Chciałby choć na chwilę być taki jak on. Nie myśleć o niczym, nie wspominać, tylko działać i iść przed siebie, nie martwiąc się tym, co będzie później. Nawet, jeśli jego żywot miałby się skończyć pod podeszwą czyjegoś kapcia.
    - A ty, Martine? Wiesz już, co chcesz robić? - zapytał o to samo, przenosząc na nią wzrok. Nie mógł uwierzyć w to, że za każdym razem, kiedy na nią spoglądał, wydawała mu się piękniejsza. Jakby zmieniała się z każdą chwilą, z każdym mrugnięciem oczu i z każdym uderzeniem serca.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  163. [ Chym...tylko wydaje mi się to takie naciągane lekko zwłaszcza ze i Lupin i Tonks byli jedynakami, tak samo jak rodzice Lupina, więc musiało by być to pokrewieństwo od strony jego mamy czyli rodu Blacków bądź Mafoyów. Wybacz że tak się czepiam nawet jesli już zapodałaś pomysł :/]

    Teddy

    OdpowiedzUsuń
  164. [Wiesz co, myślę ze ten pomysł z poszukaniem jakiegoś wątku Veronica | Martine nie jest taki zły...W sumie zacznijmy tego, że przyznajmniej z mojej strony mogę zapewnić, że Wiewióra raczej nie będzie pałać sympatią do ślizgonki, mało tego jeśli z wzajemnością, to zapewne dopóki jej ktoś nie przypomni nawet nie będzie pamiętać takiego nazwiska jak Mahoney (wysoko posunięta skleroza oraz brak pamięci do nazwisk), co dodatkowo może zaostrzyć pomiędzy nimi konflikt. Poza tym myślę, że gryfonka z przyjemnością będzie farbować na przeróżne kolory włosy ślizgonki, zmieniać jej kota, która tak nie lubi w jeszcze większego i bardziej irytującego zwierzaka oraz rzucać w nią orzechami z drzewami, bądź też specjalnie dla niej wyczaruje burzową chmurkę nad jej głową :) A Lupin? Lupin może pilnować im szlabanu jak skoczą sobie do gardeł ]

    OdpowiedzUsuń
  165. [Nie ma problemu, choć nie ukrywam, że mam nadzieję na to, że blog jednak przetrwa. :)]

    Gdy tylko usłyszał jej słowa, wezbrał w nim gniew tak silny, że musiał zacisnąć zęby, żeby ten nie wydostał się na zewnątrz. Nie znał zbyt dobrze rodziców Martine, a przynajmniej nie ze swoich doświadczeń, gdyż nie widywał ich za często. Ich wizerunek klarował mu się głównie poprzez opowieści dziewczyny, które nierzadko nacechowane były negatywnie i z tego też względu Felix szczerze tej dwójki nienawidził, choć pozornie wyglądało to tak, jakby nie miał ku temu żadnego konkretnego powodu. Prawda była jednak taka, że chłopak widział, a nawet czuł, jak oni krzywdzą Martine, a stąd już niedaleko do szybkiego rozwinięcia się płomiennej nienawiści.
    Felix skrzywił się, w duchu starając się uspokoić. Widok Martine uspokajał go, ale jednocześnie, gdy na nią patrzył i widział jej smutek, jeszcze bardziej się denerwował, przez co bał się, że za chwilę wybuchnie. Że wstanie, pięściami wybije szybę w oknie, po kamiennej ścianie zamku zejdzie na dół i natychmiastowo uda się do domu państwa Mahoney, żeby...
    Żeby co? Czy zrobiłby im krzywdę, gdyby ich zobaczył? Bardzo możliwe. Tylko skąd miał mieć pewność, że to nie pogorszy samopoczucia Martine zamiast jej pomóc? Tego nie mógł być pewien i chyba tylko dlatego zachował spokój. Zamiast na rodzicach dziewczyny, skupił się teraz wyłącznie na niej.
    - Nie mów tak - powiedział cicho, na zimnej posadzce odszukując jej rozedrganą dłoń. Złapał ją delikatnie i splótł ich palce ze sobą. Drugą ręką w tym czasie ujął jej twarz, odwracając ją w swoją stronę i kciukiem otarł łzy spływające po policzku ślizgonki. - Wszystko jest z tobą w porządku, Martine. Twoi rodzice muszą być niewyobrażalnie głupi, skoro nie doceniają tego, jak wspaniałe dziecko mają. Spójrz na mnie - poprosił, próbując wyłapać jej spuszczony wzrok spowodowany płaczem. - Nigdy nie staraj się zmieniać, nie rób czegoś tylko dlatego, że oni tego chcą. Miłości nie da się kupić spełnianiem oczekiwań, więc jeśli ktoś cię kocha, to będzie akceptował cię taką jaka jesteś bez względu na wszystko.
    Patrzył jej w oczy, jakby chciał w nich zobaczyć odbicie jej duszy.
    Ja będę.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  166. [ Piękna karta, ja nie jestem mistrzem HTML, więc mam nijaką. Tak, to jest Lucky Blue, on jest cudny. Człowiek codziennie uczy się czegoś nowego c: ]

    William

    OdpowiedzUsuń
  167. [Mia mamusię caciukała, a z kochanym tatusiem praktycznie kontaktu nie ma. Przyjaciółkami jasne, że mogą być. Ślizgoni trzymają się razem, a dziewoje tym bardziej. Jakiś konkretny pomysł na wącisz? ]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  168. [ Co ty na to, żebyśmy jednak spróbowały? Byłam nieco nieuprzejma i teraz najwłaściwsze byłoby kazać mi spadać, ale chyba wszystko przemyślałam i sądzę, że ten wątek wciąż może okazać się czymś naprawdę dobrym.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  169. [ Och, bardzo niewygodne pytanie! Nawet nie mam na nie odpowiedzi. Z tego, co pamiętam siadłam przed opisami, wstając uprzednio lewą nogą i naskoczyłam na połowę autorów, z którymi pisałam. To zdecydowanie nie był mój dzień. Bardzo mi wstyd, ale jestem pewna, że się nam uda, tylko musimy ustalić co i jak.]

    Luke

    OdpowiedzUsuń
  170. [No to plan z tym, że kiedyś tam Mia była z Felixiem, bardziej pasuje, zwłaszcza, że ona raczej nie należy do takich, które by wzdychały zbyt długo do zajętego czy takiego, który ma ją w dupie. Ale może być tak, że po tym ich rozstaniu utrzymują przyjacielskie stosunki i się Mia z Martine na początku pokłóciły jak to baby, o to że ona z jej byłym, potem by się grzecznie pogodziły, tylko by dla Martine sceny gdzie oni coś tam wspominają, były by takie auć. Matko boska, zawsze chaotycznie opisuję jak zdenerwowana jestem.]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  171. [Wrócił, jestem strasznie sentymentalna ;) Również pamiętam i byłem, i jestem na TAK. Dodajmy jeszcze, że czasem łamią granice zwykłej przyjaźni, choć ona sama w sobie nie jest zwykła w postaci drobnych gestów świadczących, że jest pomiędzy nimi coś więcej, ale znają bardzo dobrze granicę ;)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  172. [Zacznę, ale w zamian podsuń mi pod nos jakieś okoliczności, proszę. ;)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  173. [Może być Felix, może być delikatna dramcia związana nieświadomą, luoisową zazdrością, ale powiedz mi o czym konkretnie byłyby te zapiski ;)
    Kuruj się i wracaj szybko do zdrowia :)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  174. [ Poprzedni wątek był interesujący, nie mam mu kompletnie nic do zarzucenia. Możemy cofnąć się do samego początku, chociaż pamięć mnie trochę zawodzi i pamiętam jedynie, że skupiłyśmy się na doznaniach Martine, czyż nie? Daję ci pole do popisu, Luke wciąż musi się rozruszać po długim urlopie, więc jeżeli mogę, proszę cię o zaczęcie, dając ci kompletną dowolność.]

    OdpowiedzUsuń
  175. [Skoro mam za sobą już wszystkie ustalenia, jutro wyczekuj zaczęcia ;)]

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  176. Czuł się swobodnie, dotykając jej dłoni, twarzy i włosów, jakby kontakt z nią był najnaturalniejszą rzeczą w jego życiu, ale kiedy to ona się do niego zbliżała, całkowicie świadomie, od razu o tym zapominał i zaczynał myśleć, że to nie w porządku. Nie chciał jej skrzywdzić, nie chciał być dla niej taki jak jej rodzice. A coś nieustannie powtarzało mu, że tak właśnie będzie, że wiązanie się z nim każdemu przynosi jedynie kłopoty i niebezpieczeństwo. Pozwolił jej jednak się przytulić, bo wiedział, jak bardzo teraz tego potrzebuje. Odczekał kilka chwil, wdychając piękny zapach jej perfum albo szamponu do włosów - nie był pewien, po czym powoli i ostrożnie, w sposób tak do niego niepodobny odsunął się od niej i usiadł tak jak wcześniej. Gdyby była kimś innym, mógłby nawet odskoczyć od niej jak poparzony, ale teraz jakoś zdołał się opanować. Martine działała na niego lepiej niż jakikolwiek środek na uspokojenie, wliczając w to zarówno mugolskie tabletki, jak i czarodziejskie eliksiry. A to tylko sprawiało, że jeszcze bardziej chciał mieć ją blisko siebie, bo była jego nadzieją na lepsze życie i na zmiany, których sam nie potrafił w sobie dokonać.
    Czy to nie egoistyczne podejście?
    Puścił jej dłoń, skrzyżował ręce na piersi i spojrzał gdzieś w bok, szukając jakiejś drogi ucieczki. Starał się zachowywać tak jak za czasów ich przyjaźni, ale nie umiał sobie nawet przypomnieć, jak się wtedy czuł i w jaki sposób postrzegał Martine. To, co widział w niej teraz, całkowicie przyćmiło mu obraz sprzed kilku lat, kiedy dopiero zaczęli ze sobą rozmawiać. Jakby teraz była zupełnie inną osobą.
    - Pytanie - powiedział w końcu, wpatrując się w regał obładowany starymi książkami. Starał się dostrzec ich tytuły, ale z tej odległości nie były zbyt wyraźne. - Teraz twoja kolej, żeby jakieś mi zadać - dodał, zdając sobie sprawę, że to, co powiedział dla Martine mogło nie być tak jasne i oczywiste.

    Felix

    OdpowiedzUsuń
  177. [Zdecydowanie jestem za :3 Tylko mam prośbę, bo w sumie to jest wbrew zasadzie, której sama się trzymam: mój pomysł, ty zaczynasz i na odwrót, bo w sumie ty dałaś dokładniejszy zarys jak to ma wyglądać, ale bym cię chciała poprosić o zaczęcie, bo jestem nowa na blogu i bym chciała mieć jakiś pogląd jak tu wątki wyglądają, bo co blog to inaczej.]

    Mia

    OdpowiedzUsuń
  178. [ Możemy szukać, tylko ja po studniówce nie myślę za dobrze, więc muszę zdać się na Ciebie c: ]

    William

    OdpowiedzUsuń
  179. [Aż tak przygnębiający to on chyba nie jest, żeby go od razu pocieszać :)]

    Flynn

    OdpowiedzUsuń
  180. [Muszę przyznać, że to zdjęcie od samego początku mi się podobało i nie widziałam innej opcji niż dodanie go do karty. Z kolei widząc gif, który ty masz, zrobiłam się głodna!
    Zaproponuję wątek i od razu rzucę pomysł. Myślę, że relacje naszych postaci mogłyby być nie za ciekawe, ponieważ dziewczyny mogłyby rywalizować o to, która jest lepsza w eliksirach. Czasem zdarzałoby się, że Krukoni i Ślizgoni mieliby razem te zajęcia i wtedy dochodziłoby miedzy nimi do starć, które różnie by się kończyły. Pewnego razu jedna z nich miałaby dość tych ciągłych potyczek i zaproponowałaby, że raz na zawsze mogą rozstrzygnąć, kto jest lepszy. Przypuśćmy, że wymkną się podczas obiadu/kolacji do klasy, ale przyrządzając wywar coś mogłoby pójść nie tak. Co ty na to? Wybacz, że walę do Ciebie z grubej rury, ale później pomysł mógłby mi uciec z głowy,a w dopisku od autorskim piszesz, że wątki i powiązania na Tak, więc od razu postanowiłam to napisać.]

    Ellie

    OdpowiedzUsuń
  181. [Przyda mu się jakaś przyjaciółka, więc może relacje takie czysto kumpelskie]

    Flynn

    OdpowiedzUsuń
  182. [ Jasne, pasuje mi coś takiego. Masz jeszcze jakiś pomysł na wątek? Chętnie zacznę c: ]

    William

    OdpowiedzUsuń
  183. [To może pomyślimy później razem na spokojnie, bez pośpiechu^^ powodzenia w nauce :)]


    Flynn

    OdpowiedzUsuń
  184. [No właśnie jakoś przeglądałam karty i w oczy rzucił mi się cytat z piosenki, którą tak jakby się inspirowałam robiąc całą kartę +moja ukochana Karlie <3]

    Ondria

    OdpowiedzUsuń
  185. [Och, Karlie chcesz zostawić? :( A mogę wybrać wszystko naraz z naciskiem na dramę?]

    Ondria

    OdpowiedzUsuń
  186. [Z tego, co pamiętam, ustalaliśmy, że w klasie Martine jeszcze się nie dowie, więc tego się trzymam. Zresztą mój wątek z Mią ma się opierać na tym, że ona zauważy, że Felix inaczej się zachowuje w stosunku do Martine, więc nielogiczne byłoby, gdyby Mahoney już wiedziała, bo raczej podzieliłaby się tym z przyjaciółką i ten wątek nie miałby sensu. Po prostu pociągnijmy to jeszcze trochę, zróbmy przeskok w czasie (zasnęli, nauczyciel rano ich uwolnił), a potem zacznijmy coś nowego. :>]

    Tytuły książek, i tak niezbyt wyraźne, rozmyły się zupełnie, a później to samo stało się z ich okładkami, na końcu zaś z całym regałem. Felix cały czas patrzył w jego stronę, ale zamiast starego mebla widział Martine, stojącą gdzieś na błoniach wśród grupki koleżanek.
    Zajęcia skończyły się tamtego dnia wcześniej z powodu choroby nauczycielki od zaklęć, więc wszyscy korzystali z ładnej pogody. Było ciepło i naprawdę słonecznie, choć wcześniej cały tydzień padało, dzięki czemu trawa pachniała tak świeżo. Felix nie zważał jednak na idealny krajobraz natury rysujący się wokół niego. Gdy wyszedł z zamku, wzrokiem od razu powędrował w stronę Martine, Mii i reszty, w końcu z nimi zwykle spędzał wolny czas. Mahoney zobaczył wtedy jako pierwszą. Śmiała się i to szczerze - Felix rozpoznał to po sposobie, w jaki to robiła, choć wcześniej nawet nie przypuszczał, że potrafi dostrzec taką różnicę. Jej włosy i cera lśniły w promieniach słońca i po raz pierwszy od początku ich znajomości przyszło mu do głowy, że są bardzo ładne. Ktoś, nie pamiętał dokładnie kto, pchnął go wtedy w ramię, rzucając do niego „Hej Felix, co tak stoisz jak wryty, zakochałeś się czy co?” i śmiejąc się, odszedł dalej. White z kolei, choć sam nie wiedział dlaczego, odwrócił się i poszedł do zamku, by spędzić w nim resztę tego dnia. Nie myślał wtedy o zbyt wielu rzeczach, bo wiedział, że gdy zacznie się w to zagłębiać, może źle skończyć. I wszystko szło zgodnie z planem, rozmawiał z Martine zupełnie normalnie, nie zważając na fakt, iż część jego podświadomości przygląda się piegom na jej twarzy, jakby były jakimś ciekawym dziełem sztuki. Ignorował to, tak po prostu. Lecz jakiś czas później, zbyt krótki, by był w stanie wyleczyć się z tego stanu, Martine zaczęła mówić o jakimś chłopaku. Wyszedł wtedy niepostrzeżenie, tłumacząc, że musi coś dokończyć; w pokoju wspólnym było jeszcze sporo osób, więc Mahoney nie zwróciła na to uwagi, zresztą była tak zauroczona tym... o kimkolwiek wtedy opowiadała, że prawdopodobnie nie spostrzegłaby nawet ataku dementorów. Nie wiedział, co ze sobą zrobić. Krążył po dormitorium, tłukł pięściami w ścianę i zrzucał różne przedmioty z szafek, lecz to go nie uspakajało. Nie chciał zakochiwać się w żadnej dziewczynie, a zwłaszcza w swojej najlepszej przyjaciółce. Nie teraz, kiedy każda jego relacja rozpadała się jak domek z kart - nagle, gwałtownie i całkowicie. Już wcześniej myślał o tym, że przez swoje zachowanie może ją stracić, ale wtedy tak się tego nie obawiał. Teraz miał pewność, że to się stanie, czy to przez bycie egoistą, agresywne zachowania, czy w końcu przez chorobliwą zazdrość. Wiedział, że choćby starał się najlepiej jak umie, nie wytrzyma i coś jej zrobi. Coś, co z pewnością skrzywdzi ją bardziej niż to, gdyby po prostu... się od niej odsunął. Więc zrobił to, myśląc, że w ten sposób postępuje słusznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mógł jej jednak tego wszystkiego powiedzieć. Martine nie zrozumiałaby, jak wielkim jest dla niej zagrożeniem. Mówiła, że zrozumie, ale nie miała racji... Była na to za dobra i zbyt dobrze go postrzegała. A to wszystko dlatego, że nie wiedziała, do czego tak naprawdę jest zdolny.
      - Miałem problemy z opanowaniem gniewu. Wiesz, często je miewam, ale wtedy to się nasiliło - powiedział, jakby na to nie patrzeć, zgodnie z prawdą. - Nie chciałem cię skrzywdzić, a bałem się, że mógłbym.
      Spojrzał na nią z żalem w oczach. Nie mówił jej wszystkiego, ale to, co wyznał, było prawdziwe. I naprawdę czuł z tego powodu skruchę.
      - W końcu jesteś moją przyjaciółką, Martine, ostatnie, czego bym chciał, to twojej krzywdy - dodał, dość mocno akcentując słowo przyjaciółka. Miał nadzieję, że dziewczyna nie będzie go dalej naciskać w tej sprawie. - Przepraszam.

      Felix

      Usuń
  187. [Załamuję na tym ręce.]

    Kartka, która pojawiła się w jego torbie w towarzystwie notatek Martine, sprawiła, że na jego czole pojawiła się mało atrakcyjna zmarszczka, a z pomiędzy zaciśniętych warg wydobył się pojedynczy, agresywny, a przede wszystkim niczym nieuzasadniony warkot, wywołując parę kolejnych. Prychnął pod nosem jak rozjuszony kot, wysyłając gniewne spojrzenie w kierunku pierwszorocznego, próbującego wypytać go o drogą. Zgniótł trzymane w ręce zapiski rodem z kartki z pamiętnika, próbując zmaterializować sobie przed oczami niechciany obraz wspomnianego w niej Felix, ale prócz mglistych oparów, prezentowała się przed nimi karykatura Ślizgona. Przywilej chodzenia z nim do tej samej klasy nie pozwalał na niezapamiętanie jego twarzy, zwłaszcza przez kogoś tak pamiętliwego jak Louisa, który fundamenty swojej egzystencji opierał na przyswajaniu sobie krajobrazu i elementów na niego przypadających.
    Och, Lou, kiedy zacząłeś zwracać uwagę na innych?, westchnął w myślach, czując się w obowiązku sprawdzenia tych szemranych zapisków niewątpliwe pochodzących spod pióra ukochanej przyjaciółki. Musiał dbać o jej reputacje. W tym celu obszedł zamek wzdłuż i wrzesz, by znaleźć właścicielkę zgrabnego pisma, przy okazji dbając o to, aby nikt nie zakłócił jego względnego spokoju, który pojawił się wraz z tamtą myślą. Dostrzegając znajomą czupryną, wykrzywił usta w swoim zwyczajowym uśmiechu, by nie wzbudzać podejrzeń wśród jej koleżanek, a także w niej samej, znającej go — o zgrozo — na wylot.
    — Porywam — oświadczył bezkompromisowo, łapiąc ją pod ramię i ciągnąć w bliżej nieokreślonym kierunku.

    Lou

    OdpowiedzUsuń
  188. [Tak, tak, kuzynki :D I z tego co pamiętam, to miała być jakaś wielka, rodzinna impreza, na której we dwie chowają się po kątach i dokuczają rodzince ;>]

    Maisie

    OdpowiedzUsuń