Mam zimne stopy






VI Rok — Ravenclaw — Czysta Krew — Klub Pojedynków — Wesz — Ścigająca — 12 cali, cyprys, Włókno z pachwiny nietoperza — boginem kelpia — Patronusem miś polarny — przybłęda z bieguna północnego — sierota(losu)

Mel Snow
bo Amelia to nie imię
Zimne stopy, zaróżowione policzki i iskierki w oczach. To w zupełności wystarczy, żeby odgadnąć, że chodzi o Mel Snow. Krukonkę, która mimo tragedii z przeszłości, żyje jakby nic się nie stało. Psotnicę, która mimo wszystko zna granicę dobrego żartu. Ściagjącą, która za każdym razem jest tam gdzie jest potrzebna i nie chodzi tu tylko o mecze Quidditcha. Amelię Snow – słynną przybłędę z bieguna północnego, która aż do trzeciej klasy była męczona przez rówieśników, aby opowiedziała kolejną historię związaną z jej podróżami. O tym jak to spotkała Kelpię, wie już każdy w Hogwarcie. Jeśli nie bezpośrednio od Mel, to na pewno ktoś inny już mu opowiedział tą historię, lub chociaż o niej napomknął.
Tylko i wyłącznie dzięki srogiemu wychowaniu pani Simpson dała sobie radę w życiu. Gdyby nie ona, Krukonka już dawno załamałaby się, ukryła gdzieś w kącie i bała się własnego cienia. Staruszka nauczyła ją, że warto walczyć o swoje i nigdy się nie poddawać. Była uczona, żeby chodzić z wysoko uniesioną głową, wyprostowanymi plecami i w razie potrzeby poradzić sobie z przeszkodami, które już na nią czyhały. Mel nie dałaby sobie rady bez tej wiedzy w Hogwarcie, który na początku okazał się wręcz polem bitewnym, gdzie każdy przechwalał się ile może.
Już w pierwsze dni szkoły zapisała się do Klubu Pojedynków i do WESZ. Dobro innych od zawsze przekładała nad swoje. Była taka, jaką Krukonka powinna być – łaknęła wiedzy, nie tylko tej książkowej, ale i tej zasłyszanej od innych czarodziei. Już w trzeciej klasie znała połowę wymaganych zaklęć, potrafiła doskonale uwarzyć dosyć trudne eliksiry i bez trudu umiała wymienić zastosowania smoczej krwi. Całe szczęście pani Simpson nauczyła ją, żeby się nie przechwalać zdobytą wiedzą, bo inaczej Mel stanęłaby na czele typowych kujonów z Ravenclaw, co oznaczałoby prawdopodobną samotność i wybuchy śmiechu na jej widok.
Od kilku miesięcy stara się nie wracać myślami do burzliwej i niezbyt miłej przeszłości. Wspomnienia odstawiła na bok, a żale zaczęła przelewać do niepozornego dziennika, którego treść odczytać może tylko osoba, której Mel na to pozwoli. Mimo to chroni go jeszcze bardziej niż swoją różdżkę. Od lat zachwyca innych spokojem ducha, roztropnością i subtelnością. W ich oczach jest kolejną samodzielną dziewczyną, która mimo ciężkiej przeszłości stąpa twardo po ziemi. Jest natchnieniem do walki i życia mimo wielu przeszkód. Ma na imię Amelia Snow i wszyscy są przekonani, że świat czarodziei jeszcze nie raz o niej usłyszy. Każdy przepowiada jej świetlaną przyszłość, bo jest po prostu doskonała.
A Mel jeszcze nigdy nie była tak pewna swojego rychłego upadku jak teraz.
Bo nagle serce przestało się jej słuchać i zaczęło podążać własną drogą.
______________________________
tumblr, Of Monsters And Men w Więcej i Powiązania.
Mel ma zimne stopy i zamarznięte serce - ktoś pomoże?

51 komentarzy:

  1. [cześć ! jaka fajna, i jakie śliczne imię ! :>]

    Nebraska i Medea.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Amaralise może spróbować podpalić jej szatę :D Cześć, Lodowa Krukonko.] Amaralise Carucior

    OdpowiedzUsuń
  3. [Urzekło mnie to zdjęcie, a imię Amelia to bardzo ładne imię!
    Witam i cześć, jeśli jest chęć, być może też pomysł, zapraszam na wątek do Mica :)]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Kocham Krukonki, tą też :D wymarzyłam sobie z nią jakąś relację, obojętnie jaką. Ignis chętnie jej również zgnębiłby życie XD ]
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  5. [Dawno nie czytałam tak długiej karty, jeśliby liczyć tekst z więcej. A typowe kujony z Ravenclawu nie są złe :D]

    is

    OdpowiedzUsuń
  6. [Zgadzam sie z autorką Yaxleya - dawno nie czytałam tak długiej i nienużącej karty jednocześnie. Jestem pod wrażeniem zarówno jej, jak i samej postaci. Mel jest taka zwyczajna, ale strasznie smutna zarazem, aż się chce ją wytulać za całe życie i te wszystkie nieszczęścia, jakie na nią sprowadziłaś.
    Pokusiłabym się o jakiś wątek (będę wręcz nieszczęśliwa, jeśli odmówisz) i tak sobie myślę... dziewczyny w gruncie rzeczy są do siebie całkiem podobne, ale nie w ten sposób, żeby się z miejsca pozabijały. Chyba mają duż szanse, by się dogadać i zrozumieć. Najchętniej wrzuciłabym je w przyjacielskie, a nawet siostrzane relacje, ale nie wiem, jak Ty to widzisz i czy jesteś chętna na damsko-damski wątek, bo wiem, że niektórym takie nie idą, choć nie mam pojęcia dlaczego. :>
    I cześć, udanej zabawy na blogu! :D]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  7. [Cześć. Przyłączam się do zachwytów nad kartą, poza tym widziałabym ich dwójkę w takim jednym wątku, ale na razie zobaczę, jak zareagujesz na postać Brana, bo niektórzy mają uprzedzenia, których nie przeskoczą :D]

    Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  8. [Siemano. :D Malcolm chętnie ogrzeje jej stopy. ( ͡° ͜ʖ ͡°)]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć, fajna jest. Ogólnie to chyba mieszkańców hogwarckich domów pisze się z dużej literki. :D Czasami żałuję, że moja postać ma taki trudny charakter, bo ciężko o jakiekolwiek powiązania.]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  10. [a masz pomysł ? na wątek u mnie zawsze chęć jest, tylko z pomysłami gorzej. :D może jakieś powiązanko ?]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ależ proszę bardzo. :D Nie tyle skomplikowany, co po prostu trudny w obejściu, a że Mel wydaje mi się niezwykle uroczą... no ciężko tak skazywać ją na jego towarzystwo. ;D Masz jakiś pomysł, czy mam wytężać swój rozleniwiony umysł?]

    OdpowiedzUsuń
  12. [To najpierw trzeba wymyślić, jak się zakumplowali i można lecieć z wątkiem. :D Jakieś pomysły?]

    OdpowiedzUsuń
  13. [bardzo fajny pomysł. *-* Medea ? na VI, Mel też, dobrze widzę ? :3]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Nic szczególnego, tak w zasadzie. Chciałabym spróbować z wątkiem meczowym, ponieważ Brandan na ostatnim meczu z Krukonami został ofiarą tłuczka, potem leżał ze złamaną nogą w skrzydle i bardzo to przeżył wewnętrznie, gdyż nie mógł wystartować w igrzyskach. Chciałam sprawdzić się w opisach przygotowań w postaci treningów i właściwej gry. Taki pomysł się pojawił, ale nie miałam póki co gdzie się z konkretnym wątkiem przyczepić, tutaj widzę Mel, która gra w quidditcha, w dodatku jest Krukonką, więc idealnie :D
    Jak Ci nie pasuje, możemy myśleć dalej, ja jestem otwarta na wszystko :>]

    Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  15. [Akurat wątek z friendzone już mam, więc przydałby się wymyślić coś innego ;) Hmm, czy Melka byłaby w stanie zrobić od czasu do czasu kilka niewinnych żartów? Bo pomyślałam sobie, że razem z Micaiah mogliby czasami coś spsocić :D]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  16. [Na pewno nie wodzenie głodnym wzrokiem za tym i tamtym przystojniakiem z Gryffindoru ani tym bardziej wieczory pełne gorzkich łez, narzekań na kretynizm facetów i niekontrolowanych chichotów na widok nagiej klatki superaktora-czarodzieja z plakatu nad łóżkiem jednej z nich. :> Tak po prawdzie stwierdziłam zwyczajnie, że Inez przydałaby się jakaś przyjaciółka od serca, bo dawno już nie miałam takiego wątku, żeby nie umarł po kilku odpisach. Ale sęk w tym, że Amers wychowywana w towarzystwie braci nie tyle zatraciła swoją dziewczęcość, ile po prostu patrzy na pewne sprawy odrobinę inaczej, w tym także na relacje międzyludzkie. Przyjaźń nie znaczy dla niej mnóstwo cukierków i wybierania sukienek ma bal jesienny, a bardziej... hm, nie do końca wiem, jak to trafnie a zwięźle określić. Przede wszystkim chodzi mi o to, żeby dziewczyny mogły się ze sobą zżyć i żeby lubiły spędzać ze sobą czas na czymś innym niż malowanie paznokci, ale też nie były przy tym cukierkowe, niekoniecznie muszą się ze sobą zgadzać w każdej sprawie, mogą zażarcie dyskutować na wiele tematów i wręcz wyrywać sobie niekiedy włosy z głowy, pewnie dość często będą się kłócić. Ale mimo wszystkich różnic i podobieństw, które wbrew pozorom je dzielą, czułyby tę specyficzną więź, jaka między nimi jest i za nic nie chciały z niej rezygnować. Nie ukrywam, że proponuję to także z ta myślą, ny Inez miała kogoś, kogo darzy zaufaniem na tyle, ny móc się z nim podzielić swoim położeniem, sytuacją w domu, wewnętrznym rozdarciem kiedyś także, ale wszystko treściwie i bez zbędnego dramatyzmu, bo jednak gdyby próbowała to wszystko trzymać tylko dla siebie, pewnie rzuciłaby soę wreszcie na pożarcie hogwarckiemu krakenowi. To, rzecz jasna, działałoby także w drugą stronę, toteż Mel mogłaby się śmiało dzielić swoim pamiętnikiem z Inez i całą tą burzą, która się w niej kotłuje. Obie potrzebują pomocy, ale sobie nawzajem raczej nie będą w stanie jej udzielić, co nie zmienia faktu, że bez względu na to wspierałyby się i kopały po tyłkach w razie konieczności. A gdyby Amelia zdecydowała się podzielić z Amers historią swoich rodziców, mogłyby razem zacząć jakoś szukać odpowiedzi na pytanie, co się z nimi stało, bo Puchonka bez chwili wahania na pewno zaproponowałaby kumpeli swoją pomoc.
    Nie wiem, czy przedstawiłam to wystarczająco jasno, mam nadzieję, że nie jest chociaż zbyt chaotyczne.]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  17. [Zaczynamy w momencie, kiedy wchodzą na boisko, zaczyna się mecz i na początku wszystko dzieje się w normalnym trybie, aż nagle jeden z tłuczków z niewiadomych powodów zaczyna celować w obrońcę Ślizgonów, normalnie jakby był szczuty na wybrańca przez profesora Quirrela. Bran robi uniki, w międzyczasie inni gracze zostają kontuzjowani, ale nie tak jak on, który wciąż próbując grać broni się przed tłuczkiem jak tylko może, rękami i nogami, no i w nogę akurat dostaje tak, że spada z miotły i gotowe złamanie z przemieszczeniem. Masakra, jatka i ból. To jak, wchodzisz w to? W te wszystkie opisy gry, złośliwe teksty komentatora z Hufflepuffu, nieprzewidywalne manewry Lloyda itepe? :D]

    Brandan Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  18. [Staaara, ja też nie prowadziłam nigdy takiego wątku, przynajmniej sobie nie przypominam, więc po prostu świetnie! Podrzuć mi tylko taki malusi początek, taki tyci-tyci, proszę, bo mi tak opornie idzie zaczynanie, że chyba powinnam napisać o tym w notce odautorskiej :D]

    Lloyd

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jakoś tak samo wyszło z tą niemową. Lubię oryginalne postaci.
    I Riley i Mel mają w serduchu mróz, a do tego są na jednym roku, co znaczy, że wątek być musi.]

    Sóley Valurdóttir

    OdpowiedzUsuń
  20. [A ja ci powiem, że mi to za nic do Baldwina nie pasuje, bo po cholerę ma z kimś siedzieć nad książkami w czasie, kiedy mógłby siedzieć nad nimi sam i mieć święty spokój? :D Myślę więc dalej, nic mi jeszcze do głowy nie wpadło, ale się zgłoszę, jeśli wpadnie. :D]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  21. [Świetnie! Hmm, tak myślę co by teraz mogli zrobić. O, a może zaszyją się w Pokoju Życzeń i tam zaczną tworzyć eliksir miłości? Później podadzą go kilku osobom i będą obserwować efekt ;)
    P.S. Proponuję imienia Micaiah w ogóle nie odmieniać, jest to chyba jedyny sposób :D]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  22. [oja, przyjaciółeczki ! <3 XD uwaga, zaczynam !]

    Do końca roku szkolnego zostało ledwo dwa tygodnie, i ta data nieuchronnie przybliżała Medeę do wakacji. Sama nie wiedziała, co dokładnie w związku z tym powinna czuć. Niby świetnie, wolne od szkoły i zajęć, które niekiedy bywały okropnie męczące. A jednak z drugiej strony Medei nie było spieszno do powrotu do domu. Chyba pierwszy raz w życiu. Nie chodziło o rodzinę, za którą zdążyła się już stęsknić ; jednakże coraz bardziej chodziło za nią poczucie, że powinna spróbować odnaleźć tą, która porzuciła ją szesnaście lat temu.
    - Hej, Mel - zagadnęła przyjaciółkę, uśmiechając się delikatnie. Siedziały na Wieży Astronomicznej, podziwiając cudowny zachód słońca i rozkoszując się - nareszcie ! - przyjemną, nie upalną temperaturą. Niebo mieniło się pomarańczą, różem i fioletem. Obraz w pamięci Medei został zapisany na zawsze i bawiło ją porównywanie kilku zachodów słońca.
    - Masz jakieś plany na wakacje ? - spytała, mrużąc oczy przed słońcem. Niedbałym ruchem poprawiła włosy, opadające na twarz i zerknęła na Mel, siedzącą obok. Miała nadzieję, że dadzą radę spotkać się chociaż parę razy.
    Ona sama wyhodowała w głowie już pewien plan, dotyczący spędzania dwóch miesięcy wolnego. Nie było to najmądrzejsze ani doszlifowane do końca, ale dziewczynie wydawało się, że akurat to powinna zrobić. Może nastąpi jakiś przełom...
    Zastanawiała się nad tym już od paru tygodni, wciąż jednak nie była całkowicie przekonana co do swojego pomysłu. Ale musiała spróbować, bo... Bo faktycznie czuła, że coś każe jej to zrobić.

    [dosyć marne mi to wyszło, przepraszam, ale ciężko pisać i rozmawiać z kimś jednocześnie. ._.]
    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  23. [To miło wrócić z urlopu i widzieć tak wiele nowych, barwnych postaci w Ravenclawie. Widzę, że Mel zdążyła się już zaprzyjaźnić z Medeą, więc nie obejdzie się bez jednoczesnych bliższych więzi z Noahem, zatem zapraszam pod kartę.]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  24. [ Poważnie? yaaaay! Dogadamy się na gg? Napisz do mnie, chyba że nie masz to na mailu najwyżej ;) ]
    Ignis

    OdpowiedzUsuń
  25. [Inez pewnie nie będzie się czuła komfortowo wśród bez wątpienia powszechnej magii w Dolinie Godryka, ale zaproszenia Mel nie odrzuci. Ubarwiłabym im tylko ten pobyt o jakąś ciekawą historyjkę, ale nie wiem, czy wolisz pomyśleć nad czymś teraz, czy pójdziemy na żywioł?]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  26. [Masz coś konkretnego na myśli?]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  27. [W pełni się zgadzam, tylko jakoś muszą się poznać, żeby się wykłócać.]
    Charlyn

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Uch, ależ tu tłok, zmieszczę się jeszcze? Jak zwykle przychodzę ostatni.
    Kartę szybko połknąłem, Mel wydaje mi się w gruncie rzeczy... ani przesadnie wesoła, ani specjalnie smutna (chociaż jej opis odczuwa się jako przygnębiający), może dlatego mi się podoba.
    Anyway, jeśli masz dla mnie jakiś wakat, to biorę w ciemno! ]
    Caleb S.

    OdpowiedzUsuń
  29. [Mogą i być nauczyciele, zobaczymy :D Chyba już nie ma co ustalać, więc zaczynamy! Byłabyś taka dobra i to zrobiła? ;)]

    Micaiah

    OdpowiedzUsuń
  30. [Miałem mieć, ale autorka uciekła, więc już nie mam. Pomysł na relację jak najbardziej mi odpowiada, więc gdybyś podrzuciła mi jeszcze coś odnośnie samego wątku, to zacznę. <;]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  31. [Z uwagi na to, że według ankiety igrzyska zostaną najpewniej przeniesione na wrzesień, zmieniam odrobinę koncepcję. Dla Ciebie to oczywiście żadna zmiana, więc się nie przejmuj :D]

    Brandan Lloyd nie uczył się źle, ale wciąż pozostawał młodym chłopakiem, który za nic ma marnowanie czasu w klasie, kiedy za oknem piękna pogoda. Tak samo nie potrafił wysiedzieć w miejscu, kiedy koniec roku zbliżał się krokami większymi niż normalnie, jakby pradawna siła rządząca światem i czasem, również śpieszyła się na wakacyjny wyjazd. On na pewno nie mógł doczekać się odwiedzin u rodziny, która, swoją drogą, rozproszona była po całej zachodniej Afryce, więc jedno, czego mógł być pewien, to tego, że nie będzie się tam zanudzał. Od kiedy z rodzicami przeprowadził się do Anglii, bardzo rzadko widywał tamte strony, właściwie tylko na wakacje i brakowało mu tego, do czego był tak przywiązany. Oczami wyobraźni widział siebie przechodzącego między licznymi targowiskami Dakaru; widział starsze kobiety, w tym swoją własną prywatną babcię, krzyczące coś do siebie w języku, którego nie zdążył jeszcze zapomnieć i smak orzeszków ziemnych, którymi tam mógł objadać się do woli, a które w Europie nigdy nie smakowały tak dobrze. Oglądał mugolskie wyścigi, które od niedawna na stałe wpisane były do turystycznej części Senegalu, ale też widział rzeczy, których mugolom nie dane było poznać i zrozumieć. Tak naprawdę najpiękniejsze atrakcje Senegalu spotykały człowieka, kiedy znajdował się pomiędzy tubylcami, z dala od pomarańczowego piachu na drogach i z dala od centrum. Zanim jednak miał do tego wszystkiego wrócić, musiał załatwić jedną, ale bardzo istotną dla niego rzecz.
    Quidditch. Brandan był obrońcą, Ślizgoni nie posiadali w swojej drużynie rezerwowego na jego miejsce i nie mógł uciec do Afryki przed ostatnim meczem, który miał ostatecznie zapewnić im pierwsze miejsce w tabeli. Wszyscy trenowali ciężko, w tym i on, zresztą Slytherinu charakterystyczną cechą było, że zawsze grali, aby wygrać - zupełnie przeciwnie do Puchonów, którzy często wykazywali się skrupułami i nie stosowali niedozwolonych chwytów. Lloyd nie miał problemu z tym, aby go kogoś sfaulować, jeśli tak należało zrobić. Quidditch zdecydowanie nie był sportem dla wrażliwców. Wygrana była ważniejsza od fair play. Wiwat zwycięzcy, przegrani - tfu. Chociaż ta dewiza już zdążyła go kilka razy zgubić. Na przykład kiedy bezwzględnie wykorzystał swój ostatni wynalazek do zrobienia z pewnego Gryfona idioty przed wszystkimi jego kolegami, ale zguba miała dopiero nadejść.
    Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek jakoś bardzo denerwował się przed meczem, ale nawet w jego drużynie zdarzały się przypadki, kiedy jakaś dziewczyna nie wytrzymywała presji, chociaż według Lloyda nie było czego się bać. Naprzeciw stali tacy sami ludzie, ubrani tylko w niebieskie, a nie zielone szaty i tak samo jak wszyscy, mogli przypadkiem zlecieć w miotły. Różne rzeczy działy się na stadionie, a Bran był zawsze bojowo nastawiony, może dlatego nie mdlał, kiedy przychodził czas gry.
    Dźwięk gwizdka sprawił, że ewentualne gapy oprzytomniały. Była sobota rano, a kiedy wzbili się w powietrze mogli jeszcze zauważyć otulający Zakazany Las płaszcz porannej mgiełki. Mecz rozpoczął się, w uszach graczy i uczniów zgromadzonych na trybunach zagrzmiał głos drugiego komentatora:
    – ...Tenebris podrywa się w górę, przejmuje kafla, podaje do Corteza...Cortez w brawurowy sposób wyprzedza ścigającą Snow...– mówiła Vinga Anvelt z Hufflepuffu. Brandan zastanawiał się, gdzie wywiało tego Gryfona z szóstej klasy, który tego dnia miał sprawować funkcję komentatora, ale nagle uprzytomnił sobie, że przecież to właśnie jego potraktował zamieniaczem kończyn i chłopak najprawdopodobniej siedział teraz w Skrzydle Szpitalnym. – Snow przejmuje piłkę, zbliża się do obręczy...Nie ma mowy, że ominie Lloyda, taki z niego dryblas...Pałkarz Krukonów odbija tłuczka i...O mały włos!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatniej chwili uskoczył, unikając zderzenia tłuczka z własną głową. Niestety, ceną tego było dziesięć punktów, które Mel Snow zdobyła, kiedy odsłonił bramkę. Musiał się skupić, jednak nie było to proste, bo ten sam tłuczek ciągle zawracał w jego stronę jak bumerang i chociaż pałkarze jeden za drugim odbijali go w stronę swoich przeciwników, ten wracał z podwojoną prędkością. W ten sposób Krukoni mieli okazję wbić jeszcze dwadzieścia punktów, zanim Ślizgoni zorientowali się, co się dzieje i zmienili ustawienia tak, żeby teraz nie tylko bronić obręczy, ale też odbić się w punktacji. W międzyczasie Brandan wciąż był atakowany przez tłuczka: za piątym razem uderzył w miotłę tak, że z natury potężny w budowie chłopak prawie ześlizgnął się z kija.
      – ...Snow znowu trzyma kafla....

      Lloyd

      Usuń
  32. [Coś tam zacząłem. :D]

    Kafel po raz milionowy przeleciał przez pętlę i Malcolm mógłby przysiąc, że zamigotała ona z tego powodu, jak wtedy, gdy w którymś z tych dużych, mugolskich supermarketów zakupi zrobi klient o 'okrągłym' numerze i wszyscy przy kasie zaczynają się cieszyć, odprawiając do chwytliwej muzyczki dzikie tańce i mongolskie rytuały. To pewnie przez zmęczenie, ale kiedy przyspieszył na miotle, by złapać piłkę z drugiej strony, spojrzał w górę, jakby był pewien, że z nieba zaraz spadnie konfetti. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że spędził na boisku, trenując różne zagrywki, niemal cały dzień i słońce zaczęło już zachodzić. Zaśmiał się pod nosem, przypominając sobie film, który widział w ostatnie wakacje. Stary, bo prawie dwudziestoletni, ale nadal śmieszny, z dosyć prymitywnym humorem, bawiącym niekiedy Malcolma do łez. Najbardziej zapadł mu w pamięć właśnie ten fragment, w którym jeden typek mówił, że 'Zaraz będzie ciemno!', na co nie dało się odpowiedzieć nic innego, jak tylko 'Zamknij się!', co też ludzie z jego wioski czynili. Brown postanowił sobie, że w tym roku odświeży tę pozycję, a później zebrał się do odlotu. Swoim starym zwyczajem rzucił kafla wysokim łukiem wzdłuż boiska, po czym poszybował w dół na jego spotkanie. Generalnie chodziło o to, by polecieć na tyle szybko, żeby zdążyć na ziemię przed piłką, ale też zachować zwrotność i zręczność, która pozwoli na jej złapanie. Czasem mu się to udawało, czasem nie, a zwycięstwo od porażki dzieliły ledwie ułamki sekund. Skupił się więc maksymalnie, pochylił nad miotłą, by zmniejszyć opór powietrza, przez cały czas śledząc jednocześnie lot kafla. Zmęczenie i słaba widoczność, a przynajmniej tak to sobie później tłumaczył, sprawiły, że w tym wszystkim nie zdołał spostrzec, że ktoś kręci się na dole, więc - jak łatwo się można domyślić - wpadł na niego z całym impetem, tak, że oboje wylądowali na trawie. Malcolm poczuł, że wbija komuś łokieć w żebra, toteż podniósł się, opierając się na tej nieszczęsnej ręce, którą przed chwilą poprzestawiał komuś wnętrzności.
    - Żyjesz? - zapytał, oddychając głęboko, bo sobie z kolei poobijał płuca. Gdy dziewczyna się poruszyła i zobaczył jej twarz, syknął cicho. Nie, nie pokiereszował jej Krukonce (jeszcze by tego brakowało!), po prostu ją rozpoznał. Właśnie znokautował ścigającą Ravenclawu, Mel Snow, akurat krótko przed meczem między ich drużynami.

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Witaj koleżanko z drużyny! ]
    Maya Austin

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Jako, że nigdy nie mam dosyć uprzykrzania życia moim postaciom, wybieram nienawiść : D Romans to już raczej nie, skoro mówisz, że Mel ma jakiś tam obiekt westchnień (chyba, że to Sanders byłby zauroczony Snow).
    Mam chyba jakiś pomysł, ale myślę, że zgrabniej wyjdzie omawianie go na bieżąco - mogłabyś mi, proszę, podać swój e-mail albo numer GG? Szybko tam wszystko streszczę, a może też będziesz miała coś do dodania. ]
    Caleb Sanders

    OdpowiedzUsuń
  35. [Mogłabym, jasne, że bym mogła, ja ostatnio wszystko mogę i rozdaję dużo cukierków... tylko lojalnie ostrzegam, że na 90% nie będę w stanie zrobić tego przed końcem przyszłego tygodnia, więc będziesz musiała uzbroić się w niewiarygodne pokłady cierpliwości. Jeśli chciałabyś wątek szybciej, musiałabyś zrobić to sama. Za co, swoją drogą, nie obraziłabym się wcale. :D]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Stawiam na przyjaciółki, chyba że coś sugerujesz tą tajną agentką :D ]
    Maya

    OdpowiedzUsuń
  37. Noah wszedł do opustoszałego pokoju wspólnego Ravenclawu, a zarejestrowawszy, że nie ma w nim jeszcze ani Medei, ani Mel, usiadł na fotelu stojącym obok wysokiego regału z książkami. Szklane buteleczki, które nosił w dużej, skórzanej torbie będącej prezentem od rodziców za dobre wyniki uzyskane na SUMach, zadźwięczały, gdy sadowił się wygodnie na przestrzennym siedzisku. Zegar na ścianie wskazywał za piętnaście dziesiątą, więc dziewczyny miały jeszcze kwadrans, by zjawić się na czas. Noah znał je jak mało kto, toteż szczodrze typował, że zjawią się nie wcześniej niż za pół godziny. Sięgnął więc po jedną z książek, stojącej na półce, do której najswobodniej było mu wyciągnąć rękę i zaczął ją przeglądać, by umilić sobie oczekiwanie.
    Trafił na „Mały zbiór nietypowych roślin magicznych”, który – pomimo swojej nazwy – zawierał ponad sześćset pozycji. Była to co prawda dużo mniejsza ilość niż w „Tysiącu magicznych ziół i grzybów”, lecz z mnóstwem kolorowych ilustracji i ciekawostek. Noah bez namysłu otworzył na losowej stronie, a jego oczom ukazał się dorodny rdest ptasi, którego używał najdalej wczoraj przy swoich – jak dotąd dość miernych – próbach wydłużenia działania eliksiru wielosokowego. W rubryczce z ciekawostkami przeczytał: „Jego inna nazwa to wróble języczki” – nawet nie próbował zastanawiać się nad tym, dlaczego ktoś postanowił nazwać tę roślinę właśnie w taki sposób. Nigdy nie miał okazji zobaczenia, jak wygląda język wróbla, ale gdyby kiedyś mu się przytrafiło, z pewnością nie próbowałby porównywać go do rdestu. Zamknął książkę i spróbował jeszcze raz.
    Przeczytał kilkanaście haseł i przypisanych do niego ciekawostek, lecz żadna z nich go nie zachwyciła. To prawda, że większości z tych rzeczy wcześniej nie wiedział, ale nie sądził, by były one warte zapamiętania. Może gdyby znalazł tę książkę wcześniej, uznałby ją za ciekawą lekturę. Może. Jakieś pięć lat wcześniej.
    Spojrzał na zegar, który właśnie wybijał godzinę dziesiątą i z pewną dozą nadziei przeniósł wzrok na drzwi prowadzące do dormitoriów dziewcząt. Nie musieli iść do Hogsmeade natychmiast, ale dłuższe oczekiwanie mogło sprawić, że Medea wraz z Mel znalazłyby go martwego, a na jego nagrobku w późniejszym czasie znalazłby się napis Zginął z ręki Johna Cromwella, autora najnudniejszego zbioru roślin na świecie.

    [Z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że jeszcze się nie spotykają, tak? W takim razie powinni się wybrać do Herbaciarni u pani Puddifoot. <; A, i napisałem o Medei, bo Noah jeszcze nie wie, że źle się poczuła i nie może z nimi iść. Jest taki zabiegany, że nawet nie zauważył wczorajszego gorszego samopoczucia swojej siostry.]

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  38. [ Skoro tak, to witam i zapraszam do siebie c: ]

    Freddie Weasley

    OdpowiedzUsuń
  39. [Czeeeeść, ja tu wpadłam tak tylko zaznaczyć, że o rozpoczęciu wcale nie zapomniałam i nie olałam. Po prostu co się zabieram, to idzie mi jak krew z nosa, ale o ile chęci wciąż są i nie masz już dość czekania, to ono się kiedyś w końcu pojawi, obiecuję. Wciąż mam je gdzieś z tyłu głowy na uwadze i pamiętam.]

    Inez Amers

    OdpowiedzUsuń
  40. [To dziękuję za powitanie. ;)]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  41. [No tak, niecodzienna, ale co to wnosi do ewentualnego wątku? Nie mówię, że jestem na nie, tylko nie mam pojęcia, jakby to się dało wykorzystać do powiązania naszych postaci, żeby doszło między nimi do jakiejś interakcji. ;)]

    Emlyn

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Walka o skrzaty jak najbardziej. Przyjaźń też jak najbardziej. Przyda mi się jakiś milusiński wątek.
    Masz jakieś objekcje co do miejsca akcji pierwszych części wątku, czy hulaj dusza? <3 ]

    W. Hartnett

    OdpowiedzUsuń
  43. [To fakt. I w sumie wpadłam nawet na jakiś pomysł... mają trening quidditcha, deszcz leje, pioruny wszędzie, nic nie widać i tak się to kończy, że któreś z nich przypadkiem zrzuca drugie z miotły. Trzeba więc iść do skrzydła szpitalnego, uratować kończynę, oko, nos, cokolwiek, a że drugie czuje się winne, podąża i siedzi przy łóżku, bo to przecież takie cute. Nie wiem tylko, kto ma być poszkodowany, bo mi to obojętnie. I nie wiem też czy pasuje.]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  44. [Będę niezwykle ucieszona, jeśli zaczniesz <3]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  45. Po prostu uwielbiał latać w deszczu. Nic przecież nie motywuje człowieka tak bardzo jak mokre gacie, wizja nadchodzącego przeziębienia i kałuże w butach. Tak, Julien był wtedy największym fanem Quidditcha. Aż mu się chciało rzygać z tej miłości. Nie mówił jednak na głos, co myśli. Słuchał poleceń, bronił obręczy - a raczej chciał myśleć, że ich broni, bo w rzeczywistości nie miał pewności czy cokolwiek leci w jego kierunku. Raz coś z pewnością śmignęło mu obok głowy. Nie zareagował, bo trudno byłoby stwierdzić, co w takiej sytuacji powinno się zrobić. Zresztą, ignorancja okazała się jego hasłem dnia. Prawda była taka, że nikt nic nie widział, nawet kapitan, więc skąd mogli niby wiedzieć czy gol padł, czy też nie.
    Właśnie miał zawołać, że to wszystko nie ma sensu, że przecież szybciej się pozabijają, gdy dotarło do niego, że przez wiatr pewnie nikt go nawet nie usłyszy. Pomknął więc przed siebie i już po kilku chwilach zorientował się, że nabieranie prędkości w takich warunkach mogło nie być najlepszych rozwiązaniem. Najpierw poczuł, że na coś wpada, a później usłyszał, że to coś uderza w ziemię. Cudownie. Po prostu świetnie. Tego brakowało.
    Odrobinę przestraszony, poszybował w stronę ziemi i dopiero tam zorientował się, że to jeden z członków jego drużyny. Dziewczyna leżała na ziemi i starała się podnieść, co w sumie było całkiem niezłym znakiem po upadku z takiej wysokości. Podbiegł do niej, krzywiąc się w przepraszającym uśmiechu.
    - Nic Ci nie jest? - zapytał troskliwie, przykucając obok niej.

    OdpowiedzUsuń
  46. [hej, Mel. :3 przepraszam, kompletnie zapomniałam o tym naszym wątku. może masz ochotę stworzyć coś od nowa? słyszałam, ze spotykasz się z moim bratem !]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  47. [jasne, rozumiem. nie, nie musimy nawiązywać do tego, możemy stworzyć coś kompletnie od podstaw. chętnie zostałabym przy przyjaźni, skoro są w jednej klasie i tak dalej. może jakieś wspólne wakacje i... trochę nawiązania do tego, co pisałyśmy wcześniej, o matkach i tak dalej. :) chyba nawet wiem, jeśli Ci się spodoba, możemy je wysłać razem na jakiś jednodniowy biwak albo tygodniowy. :D i byłabym wdzięczna za zaczęcie ! <3]

    Medea.

    OdpowiedzUsuń
  48. [To mój pierwszy odpis od jakiegoś czasu, więc coś może zgrzytać, wybacz.]

    Noah zdecydowanym ruchem zatrzasnął książkę, tym samym wzbijając w powietrze drobinki kurzu, które zatańczyły we wpadającym przez wysokie okno świetle. Wraz z ich opadnięciem na ciemnoniebieski, upstrzony gwiazdami dywan odłożył wolumin na miejsce, na którym miał stać przez najbliższy – zapewne dość długi – czas, wystarczający, by znowu okryć się warstewką duszącego pyłu. Norton bynajmniej nie zamierzał sięgać po niego po raz kolejny i był przekonany, że każdy inny Krukon mający więcej niż jedenaście lat postąpiłby tak samo.
    Przeczesał palcami przydługą grzywkę, co przywiodło mu na myśl, że powinien w końcu wybrać się do fryzjera. Ostatnio – dobrze, nie oszukujmy się, przecież było tak, odkąd trafił do Hogwartu – nie miał czasu na takie przyziemne sprawy, ale skoro udało mu się zagospodarować go choć tyle, by wyjść z dziewczynami do Hogsmeade, powinien go również znaleźć na okiełznanie kilku kosmyków, zwłaszcza, że wchodząc mu do oczu, przeszkadzały w jego bardziej ambitnych sprawach. Takie wytłumaczenie przekonywało go dużo bardziej niż słowa pewnej rok młodszej wychowanki Ravenclawu, która z rozbawieniem stwierdziła kiedyś, że „gdyby tylko przefarbował włosy na czarno, wyglądałby jak emo”, cokolwiek by to nie znaczyło. Wiedział, czym jest emu, ale odnosił dziwne wrażenie, że dziewczyna nie miała na myśli dużego ptaka podobnego do strusia. Zresztą trudno przejęzyczyć się w trzyliterowym wyrazie, będąc – bądź co bądź – elokwentną Krukonką. A jeśli o nich mowa…
    - Cześć Mel – rzucił na przywitanie, od razu zauważając, że coś jest nie tak. Ona i Medea zawsze wychodziły razem, więc brak którejś z nich musiał coś oznaczać. Noah nie czekał długo na wyjaśnienia. – Naprawdę? Ale wczoraj… ach, faktycznie, miałem się z nią zobaczyć, ale w końcu nie przyszedłem, bo musiałem pilnie coś dokończyć. Mam nadzieję, że to nic poważnego – dodał, marszcząc nieznacznie brwi. Mel pewnie powiedziałaby, gdyby Medea potrzebowała jego pomocy, choć z drugiej strony, jak znał swoją siostrę, to mogła poprosić ją, by nic nie mówiła, żeby go nie martwić. Nie zastanawiał się nad tym jednak, słysząc co jeszcze Mel chciała mu zakomunikować. – A czemu miałoby mi nie pasować? – spytał z uśmiechem i wstał, a fiolki w jego torbie zadźwięczały jak na komendę. – Chodźmy. Chyba że… - zawahał się, po czym odwrócił w pół kroku, by spojrzeć Krukonce w twarz. – To ty nie chcesz iść ze mną. Wiem, że wychodzimy razem głównie ze względu na Medeę, więc skoro jej nie ma to…

    Noah

    OdpowiedzUsuń
  49. Ignis uwielbiał nękać ludzi. Strach wymalowany na ich twarzach dawał mu ogromną satysfakcję. Chciał zrozumieć co oni czują i jak wygląda ból psychiczny. Podobno jest znacznie gorszy od fizycznego, ale życie nie pozwoliło mu tego doświadczyć. Miał nadzieję, że nigdy ta sytuacja nie ulegnie zmianie.
    Dlaczego uwziął się na biedną Mel Snow? Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Prawdopodobnie powodem tego był fakt, że dziewczyna znacznie bardziej niż inni przejmowała się jego docinkami na temat jej rzekomo zmarłych rodziców. On w to nie wierzył. Jest ciało – jest udowodniony akt zgonu.
    Tego pamiętnego wieczoru postanowił zapalić papierosa na Wieży Astronomicznej, w całkowitym spokoju. Jego ciśnienie znacznie się podniosło, kiedy ujrzał Mel stojącą tuż przed barierką trzymającą swój śmieszny dziennik w ręce. Ile on się namordował, żeby w końcu go przeczytać, niestety bezskutecznie. Dziewczyna stała do niego odwrócona tyłem i nie zdążyła jeszcze go zauważyć. Usłyszał jej cichy szloch i przewrócił oczyma. Mel zawsze była zbyt słaba, by móc mu się przeciwstawić. Najciszej jak mógł podszedł do Krukonki i wyrwał jej z ręki pamiętnik tym samym zatrzymując ją przed przejściem na drugą stronę barierki. Jej poczynania nie umknęły jego uwadze, ale postanowił póki co zignorować ten fakt. Snow odwróciła się a na jej twarzy widać było jedynie płynące stróżki słonych łez. Uśmiechnął się do niej złośliwie i otworzył dziennik na ostatniej zapisanej kartce.
    - „Żegnajcie”? – przeczytał po czym roześmiał się głośno. Spojrzał na nią spod byka. – Taka jesteś słaba? Zamierzasz się zabić? – warknął podchodząc do niej na niebezpiecznie bliską odległość. –Aż tak bardzo boisz się Ignisa Femorisa? – spytał retorycznie po czym przeleciał wzrokiem kilka innych zapisków śmiejąc się przy tym aż do bólu brzucha. – Dziewczyno ale Ty jesteś żałosna. – skomentował wpisy i zamknął z cichym hukiem pamiętnik po czym wyrzucił go przez barierkę. – Tacy ludzie jak Ty nie powinni się wcale urodzić. Nie nadajesz się do życia skoro kilka moich docinków sprawia, że chcesz się zabić. A może to i lepiej. – mruknął i odpalił papierosa mocno zaciągając się dymem. Dmuchnął jej w twarz sprawiając, że oczy zaczęły jej mocniej łzawić.

    przepraszam najmocniej za zwłokę... poprawię się
    Ignis Femoris

    OdpowiedzUsuń
  50. Słowa dziewczyny sprawiały mu jedynie przyjemność łechcąc jego ego. Uśmiechał się coraz szerzej ciesząc, że udało mu się doprowadzić kogoś do załamania nerwowego. Tak, był okropną osobą i zdawał sobie z tego sprawę w stu procentach. Nie był przekonany, że dziewczyna jest w stanie to zrobić. Może nie była aż tak tchórzliwa jak sądził. Podniósł do góry jedną brew nie wiedząc jak się zachować, kiedy Mel zrobiła pewny i zdecydowany krok w przepaść. Odchrząknął mimowolnie rzucając papierosa na zimną posadzkę. Nie zawracał sobie głowy zgaszeniem niedopałka. Był w dziwnym szoku. Podszedł do barierki zaciskając zęby. Zawahał się przez krótki moment, po czym wyjrzał mrużąc oczy, by przyzwyczaić je do ciemności panującej na dole.
    Ignis nie potrafił ocenić co w tym momencie czuje. Te emocje były dla niego zupełnie nowe i musiał przyznać przed samym sobą, że nie należały one do przyjemnych.
    Przyłapał siebie na odetchnięciu z ulgą, po czym w myślach skarcił się za ten brak opanowania. Mel na szczęście, bądź nieszczęście spadła na jakiś wóz. Nie mógł z tej odległości ocenić co przewoził. Ignis rzucił się do ucieczki po drodze zdeptując nadal tlącego się papierosa. Biegł wprost do lochów, by zamknąć się na cztery spusty we własnym dormitorium. Krzyknął ze złości trzaskając drzwiami i kopnął w nie z impetem. Usiadł na łóżku próbując zrozumieć sytuację, w której przed chwilą znalazł się wraz z Mel Snow. Krukonka była jedną z ulubionych zabawek do dręczenia. Nie zdawał sobie sprawy, że dziewczyna aż tak głęboko przeżywała jego docinki. Położył się na miękkiej pościeli i dręczony wyrzutami sumienia zasnął niespokojnie.
    Następnego dnia Ignis nie mógł przypomnieć sobie czy wydarzenia poprzedniej nocy były jedynie snem, czy jawą. Jednak plotki, które rozeszły się po Hogwarcie szybko uderzyły i do Ślizgońskiego stołu w Wielkiej Sali.
    - Mel Snow, ta Krukonka wczoraj próbowała popełnić samobójstwo! – słychać było praktycznie z każdej strony. Niektórzy wzruszali ramionami dalej zajadając śniadanie, inni zatykali usta ze zdziwienia, kolejni siedzieli w zadumie bawiąc się jedzeniem lub pytali kim ona jest. Ignis bez słowa wstał i udał się do Skrzydła Szpitalnego. Sprawdził czy ktoś siedzi przy dziewczynie i poczekał na zaczęcie zajęć. Wiedział, że wtedy wszyscy wyjdą z Sali zostawiając dziewczynę samą. Nie rozumiał tej dziwnej niewidzialnej siły, która popchnęła go do tych odwiedzin. Czuł po prostu, że musi tam wejść i zobaczyć czy z Mel wszystko w porządku.

    mam nadzieję, że jeszcze tutaj jesteś.
    Ignis

    OdpowiedzUsuń