29 lipca 2015

TU WŁAŚNIE ZACZYNA SIĘ INNA HISTORIA, A POCZĄTEK TO PO PROSTU INNY KONIEC


GREGORIUS M. CAVENDISH
VII Slytherin, Prefekt Naczelny
zaklęcia, transmutacja, historia magii
Mahoń 11 cali, pazur kuroliszka
Bogin: barghest  |  Patronus: Puma
Kot Merlin Czarodziej
Przyszły twórca zaklęć

Wychowany na pograniczu ciepłej, matczynej miłości i chłodnego, ojcowskiego imperatywu. Radosne dzieciństwo spędzone na wsi wraz z matką niszczone było przez te kilkanaście dni w roku, kiedy musiał pojawić się w dworku ojca i jego nowej rodziny. tyle lat padał ofiarą tego, czego nie potrafił jeszcze wtedy zrozumieć. Kiedyś bardzo często i śmiało marzył, nie wstydził się swoich uczuć a w oczach zawsze kryło się zafrapowanie. Jako dziecko był nader rezolutny i roześmiany, nie posiadał żadnych uprzedzeń ani animozji, z wiekiem jednak wszystko się zmieniło, bo świat jest gorszym miejscem, aniżeli można to sobie wyobrazić. Obiecał, że nie będzie taki jak ojciec, a teraz rzeczywistość zmienia się w koszmar z dziecięcych lat. Niewinny chłopiec przepadł, marzenia roztrzaskały się o posadzkę Wielkiej Sali w asyście śmiechów, kiedy z przerażeniem spadł ze stołka a Tiara Przydziałów wykrzyczała Slytherin - nawet chwila wahania nie miała miejsca, a świat złożony z jego obietnic umknął przez szczeliny wywołane marnym próbami walki z własnymi słabościami. Są słowa oraz czyny, które potrafią nawet najsilniejszą jednostkę złamać, są iskry, które rozpalają zmiany. Paląca trwoga zamieniła się w zblazowanie, a sumienie stało się pogorzeliskiem.
Zawodzi, nawet nie przeprasza. Spuszcza głowę i wzrusza ramionami, krzyżuje palce, kiedy komuś coś przysięga i z nieukrywanym poczuciem wyższości trąca ramieniem brata, kiedy mija go na korytarzu. Wcisnął się na piedestał, przyjął cnoty ojcowskiego domu i za wszelką cenę próbuje grać Ślizgona, doprowadzając mamę do łez każdym nieodpisanym listem oraz nieodwzajemnionym uśmiechem. Odrzucił ją, jak i każdego innego w swoim życiu.
 50339065 
Pierwsza  |  Druga 
POWIĄZANIA


Wątki: Dorian Finn, Julien Vendrell, Bellamy Sangster, Rachel Morgan, Amelia Baxter, Delmare Markson, William Hartnett,  oraz Zach Williams.


52 komentarze:

  1. [Powrót szybciej niż sądziłam... ♥]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wielki kom bak, witaj opoju! ♥
    Greg to nie ta morda, Greg to Schneider ._.
    Zacznę wątek. W końcu. Kiedyś. Na pewno. XD]

    Bellamy i jego kiełbaska, oraz mrruczący Lou

    OdpowiedzUsuń
  3. [ GREGUŚ <3
    Cześć. ]


    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć! Czy w karcie czasem nie powinno zostać przekreślone słowo "naczelny", zamiast "prefekt"?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ale nam się Ślizgonów namnożyło! Chociaż, z tego co widzę, Gregorius to raczej marnotrawne bożyszcze. :D

    PS. Czy posadka naczelnego przypadkiem nie jest już zajęta? A może chodziło tu o ujęcie Grega jako naczelnego samca?]

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ojej. :< Wiesz, Amelia raczej go nie przytuli, prędzej uzna, że zrobił coś strasznego — na przykład złamał szkolny regulamin — i zacznie traktować jak element społeczny, aczkolwiek nie odrzucajmy możliwości, że mimo to nadal mogłaby go lubić.
    Chyba że limit już wyczerpany. :o]

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Musimy no.
    Pytanie... Zgodzisz się na wszystko, co moja główka wymyśli?
    Bo chce pobabrać w ich przeszłości i połączyć jakoś wspólnym dzieciństwem i początkami w Hogwarcie, dodać szczyptę dziwności i szaleństwa, no i może jeszcze coś. Apropo, ile jego brat ma lat?]

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Uwaga, przygotuj się na mocne kombinowanie koligacjami rodzinnymi. Tak mnie jakoś naszło xD
    Tylko jedno pytanie, czy jesteś w stanie uśmiercić matkę jego brata przyrodniego ?
    Wiem, jestem okrutna, ale mogłabym zrobić z niej mamusię mojej Rachel, tym samym w pewien sposób spowinowacić Gregusia z moją panną, no ale jako że Rachel w przypływie szaleństwa wzięła wszystkich spaliła, albo i nie... Można też zrobić tak, że Rachel z biologiczną matką ma niemiłe wspomnienia, nie chce mieć z nią nic wspólnego i widywała się z nią tak jak Greguś z ojcem tylko kilka dni w roku, a jej mamusia wzięła się chajtnęła z ojczulkiem chłopaka i w ten sposób powili oni okropne dziecię jakim byłby znienawidzony przez nich obu przyrodni braciszek. Wiesz nienawiść łączy ludzi. A i mamy tak nie musze uśmiercać... Jedna biedaczka by się ocalała.

    OMG! ]

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Elody z przyjemnością chciałaby odnaleźć w nim znowu dziecięcą radość. Witam serdecznie :) ]

    Elody Harrison

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Właściwie to nie myślałam nad fabułą, zastanawiałam się jedynie czy umieścić ją w szkole czy na wakacjach. Warto tylko dodać że Rachel dwa lata spędziła w zakładzie zamkniętym, ale Greg chyba o tym mógł się dowiedzieć od ojca (zrozpaczonego śmiercią swojej żony mvahahahahhahahahahahahaha. )
    Kmiń nam masterwątek. ]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Pójdźmy w banał — Greg będzie miał zębate frisbee, którym będzie chciał rzucić w jakiegoś kolegę w ramach bardzo śmiesznego żartu, ale nagle na horyzoncie pojawi się Amelia i to ona oberwie. Nie będzie już tak śmiesznie, bo, na przykład, frisbee podrze jej szatę czy coś, a że Baxter szybciej mówi niż myśli, kiedy wpada w furię, palnie coś odnośnie utraty przez niego odznaki i robi się nieprzyjemnie, bo i on wytknie jej oczywistą, aczkolwiek powodującą jeszcze większą wściekłość wadę. Może nawet dojdzie do rękoczynów i rzucania zaklęciami!]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  12. [tak? znalazłam je w czeluściach internetów, więc nie wiem, jeszcze tu nikogo nie znam. :c w każdym razie cześć! :)]

    Andalusia.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Skądś znam, ale nie wiem skąd. Hej!]
    Prince

    OdpowiedzUsuń
  14. [A co ci się marzy konkretnie?]

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętał, kiedy wpadł na pierwszy dowód Ich obecności. Na początku był przerażony swoim znaleziskiem. Bał się, że ktoś może chcieć zatrzeć po sobie ślady, a więc próbować do niego dotrzeć i go uciszyć. Jednak dni mijały, a nikt się u jego drzwi nie zjawiał, ale też od tamtej pory Delmare zaczął jeszcze przenikliwiej przyglądać się ludziom. Bardziej uważał gdzie i z kim rozmawia, dokąd chodzi, i na każdym kroku od tamtej chwili czuł na sobie Ich spojrzenia. Tylko w Hogwarcie czasem czuł się bezpieczny, w końcu jeżeli gdzieś mieli problem z wpuszczeniem swoich szpiegów, to właśnie tam, ale i tak pozostawał nieufny. Analizujący każdy fałszywy ruch. Czujny na każdym kroku.
    O dziwo, w tej nieprzyjemnej sytuacji dało się znaleźć pozytywy. Chociaż na początku obowiązek sprawdzania poszlak ciążył na Marksonie jak zła klątwa, czasami miło było wpaść na trop jakiejś zagadki. W ten sposób ćwiczyło się mózg bez otwierania szkolnych książek, a poza tym, zaspokajało się ciekawość. Krukon był od zawsze ciekawy świata, nawet jeśli miał przez to czuć się jakiś zagrożony. Według niego każda tajemnica była do odkrycia, jeśli być wystarczająco wnikliwym. Tylko trzeba przy tym zachowywać się ostrożnie jak lekarz, który operuje nad otwartym ciałem.
    Jedna rzecz została taka sama jak sprzed momentu przemiany Delmare'a – jego ulubionym miejscem w zamku pozostawała biblioteka. Łatwo było zaszyć się między regałami i udawać, że się nie istnieje, na wypadek, gdyby ktoś chciał go znaleźć. Czasami wybierał daną lekturę dla przyjemności, innym razem w pośpiechu przewracał stronice, poszukując niezbędnej informacji albo ukrytej wiadomości. Uważał, że mądrość płynąca z książek to niezmienna stała, tak jak czas, która zawsze była i do końca świata będzie idealnym nośnikiem informacji. Komputery były skomplikowane, poza tym często się psuły, za to książki były wieczne. Ale trzeba się im było przyglądać, żeby niczego nie przegapić. Należało traktować je indywidualnie, żeby nie umknął żaden szczegół. Czasami w taki sposób człowiek znajdował po prostu to, czego szukał, ale zdarzało się, że i to, czego nie szukał.
    Właśnie zamknął sprawę pewnej wiedźmy i zaklętego przez nią portu rybackiego, kiedy w ręce dosłownie wpadła mu pewna księga. Co prawda nie szukał nic o leprokonusach, ale skoro coś samo przypadkiem na niego spadało... Zajrzał do środka. Strona tytułowa była zwyczajna, pod tytułem zapisanym w języku angielskim był ten sam, tylko że po irlandzku. Słowa zapisane w języku, którego akurat nie znał Delmare, zawsze wyglądały dla niego jak tajne szyfry. Wyciągnął kawałek pergaminu wystającego jak zakładka i zdziwił się, bo kto zapomina wyjąć zakładki przed oddaniem książki do biblioteki? Kiedy przewrócił kartkę, znalazł kolejny skrawek z tego samego pergaminu.
    W końcu przyjrzał się skrawkom papieru. Wyglądały na bardzo stare, wyświechtane, ale wciąż można było je odczytać, chociaż to nie było łatwe w cieniu półek. Delmare przyglądał się swoim znaleziskom, kiedy usłyszał jak książka z drugiej strony regału upada na ziemię. Wyjął jeszcze kilka książek, żeby zobaczyć, kto to zrobił i (co ważniejsze) ile widział.
    – Co ty robisz? – Zapytał przez lukę między książkami, kiedy okazało się, że po drugiej stronie stoi Gregorius Cavendish. Przez siedem lat sporadycznie mieli razem klasy, więc nic dziwnego, że Markson kojarzył jego twarz.

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Seth nie tknie Doriana ( szybciej to rzuci na niego drętwotę ), obiecuję c; ]

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Słodkopierdząco mówię TAK! Zapisz mnie i mojego chłopca ochoczo ]

    William Hartnett

    OdpowiedzUsuń
  18. [Dobra, przyszłam, bo się Julien zakochał czy coś, choć teoretycznie powinien go nie lubić, bo jakoś za Ślizgonami nigdy nie przepadał. Cóż, dobrze, że to ja rządzę.]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  19. [54968465 - proszę bardzo!]
    Julien

    OdpowiedzUsuń
  20. [Mam nadzieję, że nie jest jakoś koszmarnie xD]

    - Kretyn! – warknęła pod nosem Erica, zbiegając ze schodów dormitorium i kierując się do wyjścia. – Palant! – wyzywała dalej, wciąż mając w głowie twarz Lukasa. Siedziała akurat pod pokojem przy oknie w za dużej koszulce Guns N’ Roses, gapiąc się w światło bijące od tarczy księżyca i słuchając Eminema. Stary odtwarzacz kaset był jedyną rzeczą, którą udało jej się przemycić. Raczej nie miałaby gdzie postawić samochodu, więc chociaż muzykę mogła schować. Co z tego że nagrywali ją Mugole? Odkąd nie spotkała się z Alicem Cooperem na jakiejś większej imprezie dla młodych czarownic i czarodziejów, sądziła, że ten też należy do tych przybłęd. Odtąd słuchała tego, czego chciała i każdy kto sądził inaczej, mógł jej nagwizdać. Lubiła melodię, krążącą jej w głowie podczas pełni. Nigdy nie mogła spać tego dnia w miesiącu, więc wychodziła tutaj. I też tutaj znalazł ją Lukas. Napalony kretyn. Gdy spytał, co tam ma, powiedziała prawdę, a ten grał debila i wiedział, co to było. – Na pewno znał Eminema. Kretyn! – parsknęła ponownie, wychodząc na korytarz. Pochylił się nad nią, tłumacząc się, że też chce posłuchać i przypadkowo osunęła mu się ręka, która wylądowała na jej piersi. Uderzenie w twarz, jakim go potraktowała, obudziło śpiącego na kanapie Victora i ocuciło parę osób. Jednak wszyscy już słyszeli jej wyzwiska.

    Uspokoiła się dopiero po przejściu jakiejś mili pośród korytarzy Hogwartu. Przy łazience dla dziewczyn oparła się plecami o ścianę, oddychając głęboko. Głos rapera ukoił jej nerwy. Kolejna dobra rzecz, której potrzebowała w tej szkole. Samotności. A o nią było naprawdę ciężko. Szczególnie, jeśli twoimi współlokatorkami są różowe maniaczki kotów i nauki. Erica już jakiś czas starała się o przeniesienie, ale jak zwykle jej wysiłki zeszły na niczym. Po raz kolejny przeklęła Tiarę Przydziału. Mogłaby trafić jak jej stryj do Slytherinu, ale zawsze mogło być gorzej. Gryffindor zajeżdżał kiczem i tanim bohaterstwem na kilometr, a Hufflepuff… Cóż, szkoda gadać. Zdawało jej się, że tylko grube, opóźnione dzieciaki trafiają właśnie tam. Kit był w Ravenclaw, podobnie jak jej ojciec, a wcześniej dziadek. Westchnęła na wspomnienie brata. Przełknęła ślinę, zdając sobie sprawę, że za długo stoi w jednym miejscu. Nie miała zamiaru wracać do dormitorium. W życiu. Jeśli zobaczy tam tego frajera, własnoręcznie skopie mu tyłek. Postanowiła iść dalej. Może gdzieś na wyższe poziomy, gdy usłyszała ponad muzyką równe tupanie. Zdjęła jedną słuchawkę z ucha i teraz już dobrze słyszała czyjeś kroki na posadzce.

    Erica Draven

    OdpowiedzUsuń
  21. Wychylił się za róg, żeby sprawdzić czy Irytek zniknął, ale ten – jak na złość - zdążył go zauważyć i krzyknąć coś niezrozumiałego. Prawda była jednak dość bolesna: cokolwiek by to nie było, z pewnością nie miało skończyć się przyjemnie. Zresztą, jak każde spotkanie z Poltergeistem. Julien przełknął głośno ślinę, opierając głowę o ścianę i spojrzał na Gregoriusa, jakby to była jego wina, że znaleźli się w tak marnym położeniu.
    - Jesteśmy na siódmym roku - warknął przez zęby na tyle cicho, by tylko jego towarzysz mógł go usłyszeć. - Na siódmym roku, Greg. Rozumiesz? I nadal pakujemy się w to samo bagno, co na samym początku, a to tylko i wyłącznie Twoja...
    Urwał. Dźwięki zrzucanych przedmiotów nasiliły się, co jedynie upewniło Juliena, że czas się zmywać. Pociągnął chłopaka za materiał szaty i niemalże wepchnął do pierwszego pomieszczenia, na jakie natrafili. Zamknął drzwi i wziął głęboki oddech, odgarniając kilka niesfornych kosmyków włosów z twarzy. Dopiero wtedy się uśmiechnął, jakby właśnie wygrali wojnę, a nie tylko schowali się przed Irytkiem.
    - Przypomnij mi, żebym nigdzie więcej z tobą nie szedł - upomniał go, przykładając ucho do drzwi, co by sprawdzić czy faktycznie udało im się zwiać. Wszystko ucichło, więc wydawać by się mogło, że są bezpieczni. Trudno było jednak zaufać kilkusekundowemu spokojowi, mając do czynienia z Poltergeistem.
    zirytowany Julien

    OdpowiedzUsuń
  22. [O, dziękuję! Twój pan też ma fajne imię, ale nie pasuję mi do wizerunku;)]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Nie, bo nie był on zbyt dobry tak czy siak, także zmieniaj śmiało. :D]

    Amelia

    OdpowiedzUsuń
  24. [Oo, w takim razie czeka mnie niespodzianka! Pisz, pisz. :D]

    OdpowiedzUsuń
  25. [hahahaha. Na pewno pan ze zdjęcia wygląda jak wredny Ślizgon, ale imię Greg jest chyba dla ciepłej kluchy Gryfona. xd Wątek oczywiście, że tak! I wiem skąd nazwisko Twojego Ślizgona :D]

    OdpowiedzUsuń
  26. [No tak, od cioci Wiki szlacheckie imiona, kiedyś się interesowałam i pamiętam do teraz. Jakiś tam ród, czy coś. ;) No to zacznijmy od powiązania, przyjaciele, kumple, wrogowie, wielcy wrogowie, najlepsi przyjaciele, co Cię najbardziej interesuję?]

    OdpowiedzUsuń
  27. [np. mogla to być kłótnia o dziewczynę lun coś zwykłego sama nie wiem ostra wymiana zdań w trakcie której Zack zrobiłby z Grega totalnego głąba?;)]

    OdpowiedzUsuń
  28. [ Okej. Sytuacja wygląda tak, że Rachel ma/miała psychopatię, troszku o objawach:

    >> umiejętność robienia dobrego wrażenia na otoczeniu, wzbudzania do siebie zaufania innych i manipulowania nimi;
    >> brak wyrzutów sumienia;
    >>impulsywność w reakcjach na różne sytuacje, nie branie pod uwagę konsekwencji swojego postępowania mimo znajomości zasad właściwego zachowania;
    >>nieadekwatność motywacji zachowań prowadząca do antyspołecznych przejawów;
    >>rzadkie odczuwanie lęku, na ogół brak poczucia winy.

    No i w wyniku pewnych okoliczności, szepty w głowie, nie najlepiej jej się układało z rodzicami i na jakiejś uroczystości rodzinnej, najlepiej urodzinach żeby była tam też jej mamusia wzięła i po prostu spaliła dom, a wraz z nim całą rodzinę, no i stwierdzili że ma ona nie po kolei w główce i wsadzili do zakładu.

    Coś takiegoo...]

    Rachel

    OdpowiedzUsuń
  29. Sam zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, zaciekawiony tym, co może kryć się pod białymi płachtami. Uniósł jedną z nich, dokładnie w tym samym momencie, co przyjaciel, a jego oczom ukazała się stara komoda, wypełniona przedmiotami, których Julien nigdy na oczy nie widział. Zmrużył oczy, słysząc konkluzję Gregoriusa.
    - Bystrzak z ciebie, wiesz? - mruknął kąśliwie pod nosem, dając mu kuksańca w bok. Przyzwyczajony do podobnych zaczepek, wątpił, by chłopak jakkolwiek zareagował. Znali się nie od dziś, więc jakkolwiek by się nie zachowywali, wszystko okazywało się finalnie dozwolone.
    Julien ruszył przed siebie, zdejmując kolejne prześcieradła, odkrywając tym samym tajemnice ukrytego gabinetu. Wszystko było ciekawe, a fakt, że z większością rzeczy nie miał nawet styczności, jedynie pobudzała go do wielkich odkryć. Był przecież Krukonem, zdobywanie wiedzy miało swoje miejsce w jego życiu, a więc i eskapady po opuszczonych miejscach, wzbudzały w nim niemalże podniecenie.
    - Nigdy nie widziałem tak starego fałszoskopu - powiedział, wskazując podbródkiem na urządzenie, wściekle wirujące w miejscu. Uniósł brew i przygryzając dolną wargę, rozciągnął usta w złośliwym uśmiechu. - Czyżbyś był czarnym charakterem? - dodał konspiracyjnym tonem, udając powagę związaną z zachowaniem, jakie przejawiał przedmiot. To nic, że pewnie był zepsuty. Dużo bardziej liczył się fakt, że mógł się odrobinę z Gegoriusem podroczyć. A to, jakby nie patrzeć, należało do jego ulubionych zajęć.
    Julien Złośliwy I

    OdpowiedzUsuń
  30. [BARDZO brudne. Gdyby nie to, że myśli też o swoim przeznaczeniu, Królu Edypie i ogólnie pojętym zniszczeniu, można by powiedzieć, że myśli tylko o jednym.
    Wydaje mi się, że Brandon nawet by się jakoś szczególnie nie przejął, gdyby jednak w jakiś sposób podpadł Gregowi. Takie życie :D
    Dzięki!]
    Brandon Alexander Ware

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Gregory... Gregory pijaku... O, rozlał wino i w nie wlazł. ♥ myśl. ]
    Pan Gerwant z Libii

    OdpowiedzUsuń
  32. [tak? nie czytałam nawet, chociaż klasyka i w ogóle, parę razy się zabierałam. w końcu odpuściłam, może kiedyś samo przyjdzie. :) cześć i dziękuję! :)]

    Rudy Team Avila&India.

    OdpowiedzUsuń
  33. [Ja i moje bajeranckie karty dziękują za uwagę]

    OdpowiedzUsuń
  34. [Phij, Prefekt Naczelny w łapkach Baldwina i koniec. *crucio!*]

    OdpowiedzUsuń
  35. Powinien to przewidzieć. Zna tego idiotę tyle czasu, że naturalną koleją rzeczy wydawałby się właśnie jakiś dowcip. Trudno powiedzieć, dlaczego tym razem nie był czujny. Może zawiniła ciekawość nowym miejscem. Albo spodziewał się, że nastąpi to nieco później. Finalnie został potraktowany fałszoskopem, co może i nie było najbardziej oryginalnym kawałem Grega, ale z pewnością niefortunnym zbiegiem okoliczności dla Juliena i jego wiecznych łaskotek. Zaczął więc miotać się na wszystkie strony, wyjmować koszulę ze spodni i odstawiać taniec stulecia. Zrzucił z szafek kilka przedmiotów, potknął się o jeden z nich, co spowodowało lawinę kolejnych dziwactw spadających z każdej strony. Udało mu się pozbyć urządzenia dokładnie w momencie, w którym coś wylądowało na jego głowie, powodując zawroty. Złapał się za czoło, wykrzywiając usta w grymasie i cofnął o krok.
    To również okazało się błędem, bo wpadł na to cholerne lustro. Zanim zdążył się odwrócić i zorientować, co właściwie się stało, miliony małych kawałków szkła rozpełzło się po ziemi, prusząc mu buty niczym śnieg.
    Wbił gniewne spojrzenie w przyjaciela, biorąc jednocześnie głęboki oddech.
    - Zdajesz sobie sprawę, że będziesz cierpiał w męczarniach, prawda? - zapytał, przekrzywiając na bok głowę niczym zaciekawione zwierzę. Uśmiechnął się złośliwie, co by potwierdzić swoje słowa, a potem odetchnął z ulgą, bo walka z fałszoskopem oprócz dostarczenia mu guza i wielkiej niewygody, była również zadziwiająco męcząca.
    [Wybacz mi, że trwało to tak długo, urlop mnie zabijał, choć trudno nazwać go urlopem...]Skruszony Julien

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Wróciłam z urlopu. Wciąż myśl nad wątkiem - nie poddawaj się!

    Kocham ]

    C. Newell

    OdpowiedzUsuń
  37. [Również ponownie witam :)]

    Anakin

    OdpowiedzUsuń
  38. Biblioteka Hogwartu była ogromnym pomieszczeniem umeblowanym w regały sięgające niemalże sufitu i zapełnione licznymi księgami, nowszymi i starszymi tytułami. Nie widać było tu ścian, bo każdą przysłaniał jakiś mebel z ciemnego, dębowego drewna tworząc przyjemną atmosferę powagi i nadając miejscu specjalny klimat. Wchodząc do biblioteki chciało się zamilknąć nie tylko przez specyfikę pomieszczenia, ale także, a może głównie ze względu na to jak wpływała na umysł. Zupełnie jakby wchodziło się do nowego świata. Dla Tove było to wyjątkowe miejsce i jeżeli ktoś kiedyś chciał ją znaleźć - nie ważne w jakim celu - najpierw udawał się do biblioteki, a nie znalazłszy jej tam dopiero wtedy kierował się do Pokoju Wspólnego Ślizgonów.
    Dziewczyna miała iście krukońskie podejście do nauki i nie dlatego, że lubiła być najlepsza w klasie i chwalić się swoją wiedzą. Ona po prostu lubiła się uczyć. Lubiła wiedzieć. To tak jakby nauka mogła stać się hobby, któremu oddawała się w każdej wolnej chwili i nie znosiła, gdy ktoś jej przeszkadzał zawracając głowę rzeczami, które według niej i dla niej nie miały żadnego znaczenia.
    Rzuciła spojrzeniem w stronę dziennika, który Gregorius Cavendish podsunął pod jej nos, nie komentując ani słowem jego wyjaśnień na temat roślin, jakby faktycznie sądził, że mogła o nich nie wiedzieć. Śmieszny. Tove cierpliwie go wysłuchała zamykając swój wolumin o tytule „Przewodnik po średniowiecznych zaklęciach” i odkładając pergamin z esejem, który Cavendish wyrwał z jej rąk.
    - Zwykle gdy ktoś coś ode mnie chce zaczyna od przekupstwa, a nie od wyjaśnienia problemu - skomentowała jego przydługi wywód. - A ciebie nie stać na moje usługi i nie masz niczego, co mogłoby mnie zainteresować. Dziennik, owszem, ciekawy, ale nic z tego nie ma dla mnie teraz żadnego znaczenia. - wzruszyła ramionami. Może podjęła decyzję zbyt pochopnie, kusiło ją żeby przejrzeć przepisy, uważyć niektóre eliksiry. Z drugiej strony Tove bardziej dbała o to, co działo się teraz, nie myślała przyszłościowo, a z pewnością nie była tak pewna siebie, by pracować z Gregoriusem Cavendishem, którego opinia wyprzedzała z prędkością światła. Jansson nie bez powodu trzymała dystans i nie ufała chłopakowi. 
 - Poza tym - dodała z rozbawionym uśmiechem, który miał przekonać chłopaka, że naprawdę nie jest zainteresowana - oczekujesz pomocy od piętnastolatki, dla której topowe tematy to nowy numer czarownicy, chłopcy i praca domowa. Musisz albo bardzo zdesperowany, albo wyjątkowo znudzony.

    OdpowiedzUsuń
  39. [cześć i dziękuję! podobno Leah Lynn jest podobna do mnie. :D]

    Leah Lynn.

    OdpowiedzUsuń
  40. [nie, zielonkawo-pomarańczowe. :D i nikogo nie kopię, bo ze mnie jest mały, słaby człowieczek. Lily też morduje tylko w swojej głowie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Z chęcią skorzystam z zaproszenia i skuszę się na wątek! :)]

    Malachai

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Rodzonego nie zakładałam, ale przyrodni może być :) ]

    Rachel lekko aktualnie śpiąca autorka

    OdpowiedzUsuń
  43. [Jestem kiepska w zaczynaniu, ale umowa stoi! :D]

    OdpowiedzUsuń
  44. [A dziękować. O Klubie pewnie będzie coś w notkach, jak zmuszę mózg do pracy :D
    Pomysł już masz, czy myślimy razem?]

    Thomas Spencer

    OdpowiedzUsuń
  45. Weszła do męskiego dormitorium rzucając nastroszonego w złości kota na łóżko chłopaka. Nie byle jakiego, bo konkretnie Gregoriusa. On, zdaje się, należał do odrębnej tej kategorii, dla której trzeba było nadpisać nowy gatunek. Fatalna gnida, czy jakkolwiek inaczej Mirabelle zwykła go nazywać. Natomiast ta jego kudłata kulka stała teraz nastroszona i wściekła, prychając na nią gniewnie. Spiorunowala czworonogie bydle spojrzeniem, zanim ze złością podeszła do chłopaka, zrzucając mu z kolan książki, świerszczyki, czy co tam właściwie teraz przeglądał. Oparła ręce na jego kolanach, patrząc na niego z niewielkiej odległości, wręcz buchając ogniem z oczu, wbrew wszystkiemu nie marszcząc w złości brwi, co by Cavendish nie poczuł za dużej satysfakcji.
    — Pozwól jeszcze raz temu zapchlonemu sierściuchowi dorwać się do moich ciuchów, a jego futro rozciągnięte krwawym pasmem po całej długości dziedzińca stanie się Twoim najmniejszym problemem — ostrzegła go, wbrew wszystkiemu wcale nie podniesionym i rozdrażnionym, a bardzo zimnym tonem. Zwierzęta i Mira się nie lubiły. A przynajmniej to zwierzę i Mira się nie lubiło. Zacisnęła szczupłe palce na kolanach chłopaka, nie w nerwach, a raczej w niemym ostrzeżeniu dla tego, co faktycznie byłaby w stanie zrobić za kolejne takie wybryki wrednej bestii Gregoriusa.
    — Kiwnij głową czy zrozumiałeś, skoro mowa nie jest Twoją mocną stroną — zadrwiła po momencie, korzystając z faktu, że być może, jeśli chciał, zabrał się za odpowiedź o kilka sekund za późno. Dopiero rozjaśniając mu tą kwestię, bezwiednie podążyła spojrzeniem za rzeczami, które zrzuciła z jego kolan. Może warto było wiedzieć, co taka namiętnie studiował, skoro ostatnio jej największą ambicją było prześcignięcie go w każdej możliwej dziedzinie, w jakiej przyszło im przez te siedem lat w Hogwarcie konkurować.

    Mira

    OdpowiedzUsuń
  46. — Tego poziomu wymyślne problemy do generowania może pasują do Ciebie. Ja włożyłabym w to więcej finezji — mruknęła sucho, chociaż sama wewnętrznie była rozdrażniona jego słowami. Jak zresztą większością zań, jakie spływały z jego ust. Uśmiechnęła się kątem ust, zachowując jednak pozę, jakby ją to obeszło, jedyne rozdrażnienie pokazując w lekkim, niepotrzebnym szarpnięciu głową, żeby pozbyć się włosów z policzków, zarzucając je tym ruchem na plecy. Ta chwila nieuwagi została, jak zawsze, z niekorzyścią dla niej, wykorzystana przez chłopaka. Spuściła wzrok na przeguby swoich rąk, odciągane od jego kolan. Nie dość, że nie zdążyłaby zatęsknić za poprzednią pozycją, to zwyczajnie było jej obojętne co jego niedopieszczone kolana teraz poczną bez dotyku jej rąk. Naturalnie, po prostu nie spodobała jej się wizja, w której Gregorius próbował przejąć kontrolę nad sytuacją. Nawet w tak błahej sprawie, jak ta. Wyrwała ręce z jego uścisku chyba niepotrzebnie, bo i tak dość szybko je uwolnił. Akurat żeby mogła go strzelić otwartą dłonią w twarz. Nie ulegała jednak pokusie. Zadowoliła się samą wizją, narodzoną w głowie, uważając tak prymitywny gest za coś poniżej jej godności. Jedynie obserwowała ruchy chłopaka, spoglądając na zbierane przez niego dzienniki. Gdyby próbowała pokazać, co o tym sądzi, najpewniej przewróciłaby oczami. Tymczasem bez zastanowienia wyciągnęła różdżkę, mrucząc krótką formułę zaklęcia.
    — Depulso — notatki i dzienniki wróciły na swoje miejsce na łóżku, choć wyraźnie, pewnie nie w takiej kolejności w jakiej by to sobie życzył. Zupełnie przypadkowo nakładając się na siebie. Posłała mu zimny, wyrachowany uśmiech przepełniony czymś na kształt zajadliwości, zanim przejechała różdżką wzdłuż swoich przedramion, uzywając protego aklęcia „Fringere”, łagodzącego zadrapania po kocie. Nigdy nie była dobra z uzdrawiania, więc wcale się nie zdziwiła, ze nie zadziałało. Uniosła leniwie wzrok z nad swoich rąk do jego oczu, chwilę milcząc niepokojąco.
    — W takim razie powinieneś mi być wdzięczny. Twój autorytet może na tym tylko zyskać.
    Siadła na przeciwległym łóżku, wcześniej zgarniając sobie kilka jego kartek w dłoń, opierając się na jednej ręce za sobą, patrząc wprost w jego tęczówki z tego dystansu, a mimo wszystko jej spojrzenie nie wydawało się wcale namolne, a jakby wyzbyte z nawet najprostszych emocji.
    — Nie mam żadnych, żeby Ci się z tego tłumaczyć. Już Ci wyłożyłam kwestię kota. Ale już dawno zauważyłam, ze pewne kwestie po prostu do Ciebie nie docierają.
    Spuściła spojrzenie na pergamin z jego notatek, czytając najpewniej jakieś prywatne zapiski. Zanim zdążył jej tą kartkę wyrwać, oparła drugą rękę za sobą, przygniatając papier lekko do pościeli. Wbrew temu, jak to wyglądało, wcale nie chciała jej mocno wygnieść.
    — Nie ogarniesz tego — rzuciła wprost. Zgodnie z tym, co o tym myślała. Tworzenie zaklęć wymagało dużego wysiłku i samozaparcia. Podkopałaby własne ego, gdyby spodziewała się po nim takiego geniuszu.

    Mira

    OdpowiedzUsuń