Koncert Fatalnych Jędz



Od dawna wiadome było, że ten dzień zbliża się nieubłaganie. Odkąd ich wokalista Myron Wagtail odszedł z zespołu, Fatalne Jędze nigdy nie były tak blisko dna. Po wielu wzlotach i upadkach członkowie postanowili niestety zakończyć swoją działalność. Jednak Jędze zagrają w pełnym składzie po raz ostatni. Po wielu rozmowach z Myronem, zespół podał datę widowiska, które będzie miało miejsce na obrzeżach Hogsmeade dokładnie w dniu ich czterdziestolecia, czyli 8 września 2022 roku o godzinie 20:00. W wiosce jak i na samym koncercie może zdarzyć się wszystko!
Fatalne Jędze zapraszają na swój jubileuszowy koncert każdego czarodzieja, bez względu na rangę krwi czy wiek. Supportować będzie ich odkrycie roku - grupa muzyczna Szarpiśledzie!
CENNIK:
Bilet ulgowy (do 17 roku życia): 1 galeon;
Bilet normalny: 3 galeony;
Bilet VIP: 8 galeonów; Strefa VIP zapewnia również darmowe przekąski, napoje oraz możliwość zobaczenia występu słynnej Georgii Hopkirk.


KATEGORIE:
A: Wytrwały Fan, czyli ten, który od rana do nocy koczował pod sceną;
B: Mistrz Karaoke, czyli najbardziej rozśpiewany imprezowicz;
C: Łowca Głów Gwiazd, czyli zdesperowany paparazzi;
D: Niewolnik Barowozu, czyli ten, który wypił i zjadł najwięcej;

Każdy fan Fatalnych Jędz marzy o autografie swoich idoli. Członkowie zespołu ogłosili więc konkurs na najciekawszy wierszyk! Bez względu na to czy jesteś prawdziwym poetą czy marnym wierszokletą, możesz wziąć w nim udział.
Wystarczy, że dostarczysz komisji wierszyk, którego tematem przewodnim będą oczywiście Fatalne Jędze. Po koncercie wyłoniony zostanie zwycięzca, który dostanie autograf z dedykacją oraz zaproszenie na AFTERPARTY. Nie przegap takiej okazji!
START → 1 sierpnia 2015 → 18:00
Rzeczywista data koncertu: 8 września. 

Zasady te same: krótsze, dynamiczne odpisy. Administracja życzy udanej zabawy i przypomina wszystkim tym, którzy wyrazili chęci uczestnictwa o czynnym udziale w wątku, w przeciwnym razie kolejnych wątków nie będzie. Zachęcamy również pozostałych. Prosimy o niezakrywanie posta do godziny 22:00

18 komentarzy:

  1. ZADANIE DRUGIE PROSIMY WYPEŁNIAĆ POD TYM KOMENTARZEM.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejka do bramek ciągnęła się chyba w nieskończoność. Lucas zaczynał już nerwowo potupywać, mając jednocześnie wrażenie, że wypite jakiś czas temu piwo kremowe za moment zacznie napierać na jego pęcherz. Pocieszającym był więc rząd toalet ustawionych nieopodal wejścia na teren koncertu.
    Minęły wieki i w końcu przyszła kolej na Murray’a. Chłopak podał jednemu z ochroniarzy swój nieco już wymiętolony bilet, by potem, popychany przez parę zniecierpliwionych osób, przekroczyć bramkę. Nie pozwolił, by tłum porwał go w kierunku sceny. Kulturalnie poszedł się odlać na szybko, by potem nie musieć tracić ani chwili koncertu. Może najwierniejszym fanem Fatalnych Jędz to on nie był, ale jednak ostatniego koncertu tego legendarnego zespołu przeoczyć nie zamierzał. I zawsze dobrze wyszaleć się w tłumie, prawda…?
    Wyszedłszy z kibelka, chłopak ruszył w kierunku, w którym zmierzali wszyscy pozostali. Idąc, rozglądał się dookoła w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy. W gruncie rzeczy fajnie by jednak było dokooptować się do jakiejś grupki albo chociaż jednej osoby, przybyłej samotnie tak, jak to uczynił Puchon.

    L. Murray

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pojawiłby się na koncercie, gdyby nie to, że jego matka okazała się być jednym ze sponsorów. I gdyby nie to, że Fergie i Finley z dziką radością zaciągnęły go do Hogsmeade, dzierżąc w dłoniach vipowskie bilety. No i może jeszcze gdyby nie to, że uwielbiał zakończenia, a cóż mogłoby być lepszego niż spektakularne zakończenie kariery zespołu, który był fenomenem młodości jego rodziców.
      W końcu, po dobrej godzinie stania w niekończącej się kolejce, znalazł się na terenie koncertu. Masywny ochroniarz obmacał go wzdłuż i wszerz, sprawdzając, czy nie wnosi ze sobą żadnych łajnobomb i chwilę później Finn już mógł cieszyć się wspaniałą atmosferą jaka zwykle panuje w tych przeludnionych miejscach. Siostrzyce gdzieś się zapodziały, więc chwilowo pozostał na lodzie. Rozejrzał się dookoła w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy i już po chwili kąciki ust uniosły mu się w uśmiechu.
      - Hej, Lucas! - krzyknął na tyle głośno, że kilku innych chłopaków, widocznie o tym samym imieniu, spojrzało w jego stronę. - Lucas, jak dobrze cię widzieć. Nie myślałem, że znajdę w tym tłumie kogoś z Hufflepuffu.
      Podbiegł do chłopaka, nadal nawijając coś o swoim szczęściu. Co prawda nie znał Murray'a jakoś wybitnie dobrze, ale widok znajomej buźki zawsze działała krzepiąco.

      Prnce

      Usuń
    2. Trochę zdumiony, trochę uradowany, Lucas odwrócił się na dźwięk swojego imienia. Zmarszczył jednak czoło, gdyż z oddali nie bardzo mógł rozpoznać, któż taki go woła. Kiedy wołający chłopak zbliżył się, Murray uśmiechnął się pogodnie.
      - Hej, Finn! - powitał go uprzejmie, jak to miał w zwyczaju, czy raczej jak to przykładanie nauczyła go matka. - Zdaje się, że nikt nie wywiesił na płocie znaku "zakaz wstępu Borsukom". - Lu poruszył w znaczący sposób brwiami i wyszczerzył się.
      - Też jesteś tu sam jak palec, czy tylko zgubiłeś swoje towarzystwo? - zapytał, rozglądając się na boki z zaciekawieniem, jakby co namniej spodziewał się, że z tłumu wyskoczy zaraz banda ludzi z koszulkami zadrukowanymi twarzą Prince’a oraz napisem “Gang Finna”.
      Choć ich znajomość raczej plasowała się na poziomie średnim w kierunku niskiego, to w tej chwili Lucas cieszył się, że ma do kogo gębę otworzyć. Jeszcze chwilę temu zaczynał czuć się trochę nieswojo w otoczeniu tylu rozgadanych i rozweselonych (czy to samoczynnie, czy przy pomocy jakichś poprawiaczy nastroju) osób.

      Usuń
    3. - Mówisz o takiej kartce, jaka wisiała dobry tydzień po tym jak na eliksirach Brown wysadził swój kociołek? - zapytał Finn.
      Tę historię znała chyba cała szkoła. Augustus Brown, piątoroczna ciamajda (na swoje i wszystkich wychowanków Helgi nieszczęście - Puchon) warząc eliksir zapomnienia zapomniał pilnować odpowiedniej temperatury, w efekcie prezentując przepiękny pokaz sztucznych ogni, z tym że zamiast fajerwerków, w klasie wybuchła obrzydliwa, zielonkawa maź. Następny tydzień zajęcia odbywały się gdzie indziej, zanim skrzatom udało się wszystko doczyścić.
      - Taa, moje panny uciekły ode mnie jak tylko przekroczyliśmy barierki - westchnął. - W sumie to mogłem się tego spodziewać, bo tak to zawsze wygląda: ciągną mnie w jakieś paskudnie zatłoczone miejsce, a potem znikają, licząc na to, że nie wygadam ojcu, że mi zwiały, bo też bym oberwał. A ty? Jesteś wielkim fanem, czy właśnie przeszkadzam ci w zwyczajnej wieczornej zabawie?

      Usuń
    4. Lucas wyszczerzył się na wzmiankę o słynnej akcji jednego z wychowanków Helgi. Cóż, Murray poniekąd współczuł wtedy Brownowi, bo sam nie był orłem w eliksirach, jednak jeszcze nigdy nie doprowadził do żadnej eksplozji. Jego eliksiry zazwyczaj ewoluowały w bezkształtne gluty na dnie kociołka, tym samym uzupełniając jego rządek ocen o kolejne T. Naprawdę powinien był rozważyć rezygnację z eliksirów, bo zdanie OWTM-ów z tego przedmiotu nawet nie figurowało na jego liście marzeń.
      - Cóż, może i mam tę koszulkę oraz znam trochę tekstów, ale w szalone pogo raczej się nie rzucę - odpowiedział, wzruszając ramionami i jednocześnie wskazując na swój sprany T-shirt z wizerunkiem grającego dzisiejszego wieczora zespołu.
      - Poza tym… nie wiem, czego się spodziewać po… no trochę już podstarzałych muzykach, jeśli wiesz, co mam na myśli - Puchon pokiwał lekko głową. - No i zdaje się, że nie wyglądam na szczególnie wkręconego w zabawę, więęęęc… bez obaw, nie przeszkadzasz mi. - Uśmiechnął się zachęcająco. - Może na dobry początek strzelimy po kremowym piwku? - zaproponował, podbródkiem wskazując na budkę z przekąskami i napojami.

      Usuń
  3. To tata uznał, że musi zobaczyć ten koncert, bo za młodu nigdy nie miał okazji. Zabranie ze sobą Amelii usprawiedliwiał chęcią spędzenia wspólnie czasu, ale plan Jeremiaha Baxtera spalił na panewce już po wejściu, bo mężczyzna odbiegł w stronę straganów z gadżetami, na odchodnym krzycząc jedynie "Zobaczymy się pod sceną!".
    Taa. No cóż, trzeba znaleźć sobie zajęcie, bo do koncertu Jędz zostało jeszcze trochę czasu, a nie znała grupy występującej jako support. Szarpiśledzie. Grali całkiem nieźle, ale to nazwa sprawiała, że zapłaciłaby za ich występ nawet galeona więcej.
    Przepchanie się pod scenę wydawało się w tej chwili niemożliwe, więc Baxter postanowiła przejść przy straganach z koszulkami, rozetkami i podobnymi drobiazgami, mając nadzieję, że może przy którymś natknie się na tatę.

    Amelia Baxter

    OdpowiedzUsuń
  4. Chociaż, od kiedy tylko usłyszała o koncercie Fatalnych Jędz, zbierała każdy grosz, nie udało jej się zaoszczędzić tyle, aby móc zafundować sobie bilet VIP. Nie zależało jej na dodatkowym występie, raczej ostrzyła swoje pazurki na nielimitowaną ilość jedzenia, teraz musiała jednak obejść się smakiem i zadowolić się podstawowym pakietem dóbr i usług.
    Nie ustawała jednak w próbach uszczknięcia sobie najwięcej, jak mogła. Kiedy tylko pojawiła się na terenie koncertu, zaczęła krążyć między ludźmi, obserwując ich z tak wielkim zainteresowaniem, jak gdyby byli samymi członkami zespołu, który miał zaraz wystąpić. Ktoś z nich musiał mieć vipowski bilet i na tyle dobre serce, aby podzielić się swoimi przywilejami z tymi biedniejszymi. Nadzieja ponoć umiera ostatnia, a Oona potrafiła być naprawdę przekonująca, kiedy czegoś bardzo pragnęła.
    Bo jak tak bawić się o suchym pysku? Omijała ją połowa przyjemności.

    Oona Griffith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy Liwia usłyszała o ostatnim koncercie Fatalnych Jędz, wcale nie miała ochoty się na niego wybrać. Ich muzyka jej nie pociągała i, chociaż co najmniej połowa Hogwartu miała się tam pojawić, Liwia nie zamierzała marnować pieniędzy na te bzdury. Dopiero kiedy następnego dnia w jej domu zjawił się Jacek Stępień, po długich namowach ustąpiła przyjacielowi i zgodziła się pojechać z nim na ten koncert.
      Nie mieli nawet najmniejszych problemów z załatwieniem biletów dla VIP-ów; nagle cały koncert wydał się Liwii niezgorszym pomysłem, gdy dotarło do niej, że będzie miała darmową wyżerkę.
      Wszystko byłoby wspaniale, gdyby przez tłum napierający w stronę sceny panna Marzęda nie zgubiła po drodze swojego przyjaciela. Oczywiście, to wcale nie była jej wina, że zagapiła się na jakiegoś niezwykle przystojnego faceta, o nie! To Jacek zostawił ją na pastwę rozwydrzonego tłumu i ona zamierzała go za to ukarać.
      — Jacuś, zabiję cię! — warknęła do samej siebie i zaczęła łokciami torować sobie drogę w stronę sceny. Po chwili stwierdziła, że to nie ma sensu, bo choćby chciała, to i tak przyjaciela nie znajdzie; w o wiele gorszym humorze ruszyła w stronę barowozu, gdzie znajdowały się wszystkie przekąski i napoje.

      Liwia Marzęda

      Usuń
  5. Fatalne jędze działały mu na nerwy, odkąd tylko usłyszał ich po raz pierwszy, więc logicznie rzecz biorąc nie powinno go tu być. Nie potrafił jednak odmówić grupce znajomych, którzy wyciągnęli go na koncert, obiecując w zamian darmowy bilet VIP i zapewnienia, że będzie mógł najeść i napić się do syta, a tego nigdy nie odmówi, tym bardziej, że nie będzie kosztować go to żadnego, najmniejszego galeona.
    Chodził i przepychał się pomiędzy ludźmi już od kilku minut, szukając znajomych twarzy i podpytując o kumpli, którzy mieli czekać na niego przy wejściu. Spóźnił się o kilka minut, to fakt, ale żeby nie zaczekać na niego tej krótkiej chwili? To już mała przesada, tak więc od początku imprezy nerwy go nie ominęły. Na całe szczęście, choć zapomniał telefonu, w ostatniej chwili wsunął do kieszeni portfel, także pomimo niedociągnięć dostał się na koncert z normalnym biletem i przynajmniej nie zmarnował swojego czasu.
    Kupił bezalkoholowe piwo smakujące jak popłuczyny, jednak nie mógł pozwolić sobie na procenty, bo cwaniacy zażądali od niego dowodu. Przy okazji dali mu w gratisie kolejną dawkę nerwów, a jakżeby inaczej. Chwycił plastikowy kubek i ruszył w stronę ludzi, którzy kotłowali się i szturchali wzajemnie coraz bardziej, kiedy powoli zmierzał w stronę sceny. Napój niebezpiecznie przelewał się z jednej strony na drugą, i tylko cud mógł sprawić, że wypije go zanim piwo nie wyląduje na ziemi albo - co gorsza - na nim.

    Kaiden Lynch

    OdpowiedzUsuń
  6. To, że Fatalne Jędze wystąpią po raz ostatni w karierze, było wiadomo już od dawna. Delmare nie był fanem ich muzyki, więc właściwie nie traktował tego wydarzenia jako wyjątkowe. Impreza w stylu balu bożonarodzeniowego. Planował, że pójdzie, ale tylko ot tak, żeby się nie okazało, że coś ważnego przeoczył, w końcu taka okazja była wprost wymarzona, jeśli ktoś chciał trochę namieszać. Intuicja nie zawiodła Marksona. Tydzień przed dniem koncertu dostał sowę od swojego poufnego źródła. W liście twierdzono, że wokalista Fatalnych Jędz jest aktualnie więziony głęboko pod wodą jeziora na błoniach Hogwartu, a sobowtór, który za niego wystąpi, nie będzie działał z dobrymi intencjami.
    Stać go było na bilet z darmowym wstępem na afterparty, więc korzystał z tego. Kiedy przyszedł dzień koncertu, Delmare wciąż nie wiedział, czego spodziewać się po podejrzanym. Jeżeli będzie siedział za kulisami, to łatwiej go będzie namierzyć, a jeśli będzie kręcić się między ludźmi, będzie go można mieć na oku przez cały czas. Niestety, wszystko wskazywało na to, że sobowtór Myrona wybrał pierwszą opcję. Kiedy Markson porzucił wszelkie nadzieje w dostaniu się za kulisy, dał za wygraną i postanowił po prostu mieć oczy szeroko otwarte. Szarpiśledzie grały drugi bis, a on przeciskał się między tańczącymi ludźmi, osłaniając aparat, który był mu niezbędny dzisiejszego wieczora. Jednocześnie rozglądał się na wszystkie strony, szukając czegoś podejrzanego.

    OdpowiedzUsuń
  7. AHA BIERZE ZADANIE PIERWSZE W PUNKTACH B ORAZ D

    Huknęło.
    Gregorius nienawidziły przemieszczać się za pomocą świtokilków, naprawdę. Sam nie wiedział czemu nie mogli się teleportować jak normalni czarodzieje do Hogsmeade, tylko za pomocą tego magicznego rupiecia dać się wciągnąć w wir, który wypierdzielił ich prosto na środku drogi. Poczuł szarpnięcie i wylądował na twardej powierzchni, a jakby tego wszystkiego było mało, Finn wylądował na nim!
    - Wypierdzielaj, skarbie – wycedził przez zęby, kiedy zderzenie z chłopkiem wydusiło z jego ciała prawie całe powietrze. Jękną dodatkowo i zepchnął z siebie młodszego Ślizgona. Czyn ten nie należał do delikatnych i subtelnych, jeśli zarobi kilka dodatkowych siniaków, to późnym wieczorem zaproponuje mu, że wklepie mu maść w obolałe miejsca. Obecnie jednak nie miał ochoty na pieszczotliwe przekomarzania. Kiedy już Dorian znalazł się tam gdzie powinien, czyli na glebie, Greg wstał i zaczął otrzepywać swoje ubranie z kurzy, nie dbając o to czy piasek i inne paprochy nie polecą w bujne włosy Finna.
    - Wstawaj, duporożcu. Scorpius i Bell nie będę czekać na nas wiecznie pod Świńskim Łbem.
    Nie czekając aż ten ruszy swoją arystokratyczną rzyć, sam powędrował w stronę pubu, pod którym umówili się z kolegami ze strychu. Mieli razem wybrać się na koncert, ale nim to zrobią, muszą jakoś uczcić pierwszą miesięcznice Gregoriana.

    Gregorius, Dorian's new boyfriend

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PODBIJAMY ZADANIA OD NACZELNEGO MOCZYMORDY
      – Na ciebie może nie, na ich miejscu też bym poszedł, tylko zapomniałeś, że umówili się też ze mną – odparł z godnością podnosząc się z ziemi. Dalej nie pojmował, jakim cudem wytrzymywał z Gregiem, ale uparcie obstawał przy swoim standardowym stosunkiem do Cavendisha. Niech Moczymorda sobie nie pozwala. Otrzepał się jeszcze z piasku i kurzu i ruszył przed siebie szybko zrównując się z Gregiem. Z wielką ochotą kopnąłby go teraz w cztery litery, ale sam siebie powstrzymał. Po koncercie może mieć wobec tej części ciała Mendy inne plany i nie chciał, żeby zniszczyły je narzekania, że ta dupa już jest obolała.
      Koncert zapowiadał się obiecująco, trochę darcia mordy, Ognistej i rozrywki. Może i by się nie przyznał, ale z Moczymordą wydawało się to jeszcze lepsze, przynajmniej po koncercie będzie mógł jeszcze trochę się rozerwać na swój własny sposób.
      – I przysięgam, jeszcze raz tak mnie z siebie zrzucisz, a na ostrym dyżurze w Świętym Mungu ci nie pomogą – warknął rozcierając obolały od upadku bark. Za to też będzie musiał się odegrać, nie wiedział jeszcze jak, ale miał na wymyślenie planu cały dłuuuugi wieczór.
      Pod Świński Łeb dotarli jeszcze zanim Moczymorda zdążył go znowu zirytować. Na początku miał nadzieję, że Malfoy i Sangster będą czekać gdzieś w okolicach gospody, ale ani jednego z duetu nieogarniętych gołąbeczków nie było nigdzie w okolicy. Przekaz był bardzo wyraźny, Greg znowu coś uknuł!
      – Jeśli oni są w środku, a ty masz z tym coś wspólnego przysięgam, że... – zaczął starając się mówić jak najspokojniej, ale przy końcu zdania z gardła wyrwał mu się okrzyk zaskoczenia. Greg, menda niewydarzona, wciągnął go do środka!
      Dorian, facet w tym chorym związku

      Usuń
    2. Od kiedy Bellamy dowiedział się, że Fatalne Jędze zagrają ostatni koncert w starym składzie, nie przestawał truć Scorpiusowi, że ewidentnie MUSZĄ na niego pójść. Nie byłby w stanie przepuścić tej okazji, a sam nie mógłby się tam pojawić, bo nikt nie wziąłby na poważnie chłopaka jego pokroju. Dlatego konieczne było, aby ktoś poszedł z nim. A na tą chwilę, Bellamy nie wyobrażał sobie pójść tam z kimkolwiek innym niż Scorp.
      Jego misja zakończyła się powodzeniem, a dodatkowym argumentem jaki przedstawił przed Scorpiusem było to, że dwie oślizgłe jaszczurki mają zamiar się do nich dokooptować. Mieli w dodatku świętować miesięcznice tych żmij! Toż to okazja do świętowania niesamowita, bo Bellamy był pewien, że już po pierwszym tygodniu poodrywają sobie łby.
      W Gospodzie Pod Świńskim Łbem byli piętnaście minut przed czasem. Pewnie by się spóźnili, gdyby Bellamy nie pogonił wpatrzonego w swoje odbicie Malfoya. Kilka dni wcześniej zamówili własny boks, z dwoma ławkami i stolikiem. Bell ówcześnie się potykając, usiadł na swoje miejsce pod ścianą i posłał nieśmiały uśmiech stojącemu nad nim Scorpiusowi.
      - Mam nadzieję, że nie przegapią świstoklika – bąknął, rozsiadając się wygodniej i układając głowę na rozłożonych na blacie rękach. Postukiwał ciężkim glanem o drewnianą podłogę i co jakiś czas, ukradkiem spoglądał na Malfoya.

      Bellek kartofelek, nie dodam nic o jego statusie, bo on i Malfoy to debile i nie wiedzą czego chcą, nawet jeśli jeden dał drugiemu dupy

      Usuń
    3. Scorp nie miał zamiaru przepuścić koncertu Fatalnych Jędz. Może i gryfońska Bestyjka Sangster nie był tego zbyt świadomy i w kółko na nowo go namawiał, żeby z nim poszedł. Malfoy nie przegapiłby takiej imprezy, tym bardziej, że Sangster bardzo nalegał na jego obecność. Samo to, że Bellamy upierał się, że chce iść na koncert właśnie z nim miło połechtała jego ego. Nadal nie potrafił dokładnie zidentyfikować powodów, dla których tak bardzo lubił przebywać w towarzystwie tego konkretnego chłopaka, ale nie potrafił odmówić ani sobie ani jemu. I miał nadzieję, że tym razem nie zrobi niczego, co przekraczałoby wyznaczoną mu przez samego siebie granicę przyzwoitości. Już samo to, że chciał ową przyzwoitość zachować było dziwne.
      Pod Świńskim Łbem znaleźli się trochę przed czasem, co już było dla niego trochę niewygodne. Jeszcze te dwie oślizgłe gadziny pomyślą, że Scorp jakkolwiek przejmuje się ich związkiem. Nic go nie obchodziło z kim sypiał Finn, a Gregorius już w ogóle zwisał mu i powiewał. A mimo to chciał brać udział w tym przedstawieniu, bo dawało ono niepowtarzalną okazję, żeby obu Ślizgonów poirytować.
      – Jak przegapią, to ich problem, skoro woleli się migdalić... – odparł zajmując miejsce naprzeciwko Bella, uśmiechnął się przy tym z niekrytą złośliwością i mrugnął do chłopaka. – Chcesz się czegoś napić? Ja stawiam – dodał jeszcze samego siebie zaskakując propozycją, ale jak szaleć to szaleć, Sangsterowi może coś postawić i miał nadzieję, że tego wieczoru będzie to się odnosić jedynie do kilku butelek Ognistej.
      Hojny jak diabli Malfoy

      Usuń
    4. - Przestań jęczeć, pieprzona księżniczko – mruknął niemiło, popychając Doriana w stronę wejścia. Nie miał ochoty kontynuować rozmowy, która poziomem dorównywała budowie gumochłona. Nadal nie miał pojęcia jak to się stało, że ten egoistyczny gad stał się jakąś częścią jego życia, a teraz razem mieli wybrać się na ostatni koncert czarodziejskiego zespołu. Całe szczęście, że nie będą tam sami, bo jeszcze ktoś by niechybnie pomyślał, że wybrali się tutaj na randkę. Jeszcze raz pchnął chłopaka, tym razem by nakierować go na odpowiedni stolik. Kolejną nierozwiązaną zagadką było to, że na widok blond lalusia i Sangstera uśmiechnął się. Nawet ich polubił. Stawiał prawdziwą ognistą, że oni jeszcze raz ze sobą będą. Gregorius prychnął rozbawiony łapiąc ich na posyłaniu sobie maślanych spojrzeć.
      - Cześć, gołąbeczki. - powiedział zajmując miejsce obok Bella – Spóźnienie z winy tej mordy, przebierał się kilka razy, choć i tak wygląda jak wypindrzona wiedźma na czwartkowym sabacie.

      Wróżka Cavendish

      Usuń
    5. – Na twoim miejscu nie mówiłbym tyle o pieprzeniu – syknął do Grega jeszcze zanim dotarli do stolika. Nie miał zamiaru się tu z Mendą wykłócać, po prostu uprzejmie ostrzegał, że jeszcze trochę, a dupa Cavendisha będzie błagała o litość. Po kolejnym pchnięciu, tym razem w stronę stolika przysiągł sobie, że przy najbliższej okazji się odegra. Na widok Malfoy'a i Pana Uroczego musiał się powstrzymać od parsknięcia śmiechem. Mogli nie wiedzieć, ale obstawił kilka galeonów, że jeszcze góra miesiąc i będą jedną z tych wkurwiających parek, które na każdej przerwie próbują wylizać sobie gardła.
      – Wybaczcie, papużki nierozłączki, Cavendish ostatnio zajmuje się opowiadaniem bajek. To jego wina, panienka dostała okresu i zachciało jej się opieprzać świstoklik – parsknął złośliwie. Siadając posłał Gregowi pełne jadu spojrzenie, że też musiał zmusić go do siadania obok Malfoya!
      – I tak was uświadomię, że mieliśmy iść na koncert, więc nie mam pojęcia po cholerę tu siedzimy – dodał wyciągając ręce na blacie stołu. Nie było to coś, na co zwracałby uwagę, ot lisi nawyk, po prostu chciał się przeciągnąć. Nie potrafił się też powstrzymać i zaczepnie kopnął Grega pod stołem. Ostatnio czepiał się, że Dorian nie okazuje mu zbyt wielu uczuć, no to się doczekał. Według Finna już sam fakt, że nie robił tego na serio był czymś znaczącym.
      – Zamów nam coś, Mendo.

      Niezwykle czuły Dorian

      Usuń
    6. Bellamy odpowiedział nieśmiało na uśmiech Scorpiusa. Ułożył dłonie na blacie stołu, splatając je w koszyczek i po chwili zastanowienia, ponownie zerknął na siedzącego naprzeciwko chłopaka.
      - Póki co poproszę wodę – odezwał się, nie mając kompletnie nic przeciwko temu, aby Scorp postawił mu coś do picia. Bellamy wyznawał zasadę „Jak dają to bierz, jak biją to spierdalaj”. – Chyba, że upierasz się przy czymś mocniejszym – dorzucił na dokładkę, a kącik jego ust niezaprzeczalnie drgnął, jakby z trudem powstrzymywał się przed uśmiechnięciem się.
      Nagle jak na zawołanie do Gospody wpadła dwójka oślizgłych jaszczurek, na widok których Bellamy nie wiedział czy powinien się cieszyć, czy raczej uderzyć głową o blat. Już z daleka dało się wyczuć tę miłość, którą się darzyli… Okej, jedyne, co czuł Bell to zapach kremowego piwa i drapiący go w nos kurz, a tak raczej nie pachnie miłość.
      - Cześć wam – bąknął, czując jak na ich standardowy komentarz, jego policzki pokrywają się dorodnym rumieńcem.
      Już jakiś czas temu zrozumiał, że nigdy nie będzie potrafił na trzeźwo przebywać wśród tej trójki i nie krępować się, ani nie rumienić. To było zdecydowanie niemożliwe i Bell nawet przestał się przejmować udawaniem kogoś, kim nie jest.

      Wiecznie ciapowata cipucha, Bell

      Usuń