I'm about to lose my mind


VI rok ∆ Ravenclaw ∆ siedemnaście lat ∆ Klub Pojedynków ∆ Klub Wiecznej Ciszy ∆ OPCM ∆ eliksiry ∆ zaklęcia ∆ ONMS ∆ magia niewerbalna ∆ półkrwi ∆ 11 i ¾ cala, jabłoń, kieł widłowęża ∆ kotka Arkadia ∆ patronusem niedźwiedź brunatny ∆ boginem mandragora


Od czasu wypadku w czwartej klasie raczej się nie uśmiecha. Ogarnia go panika, gdy jego rozmówca odwróci się do niego tyłem. Jego serce przyspiesza do niebotycznych prędkości, a oddech staje się gwałtowny i urywany, kiedy ruchy cudzych warg zaczynają mu się mieszać, tworząc niezrozumiałe słowa. Jako chyba jedyny uczeń w Hogwarcie chciałby ponownie usłyszeć ubolewanie Jęczącej Marty. Zamiast tego słucha głosów w swojej głowie i nocami walczy o każdą godzinę snu.


Uciekam od ulic miast i przyklejam się do drzew
Celują we mnie gromy i poluje na mnie deszcz




Odautorsko

Wątki: Clemence, Addison, Lysse. Przepraszam wszystkich, których olałam, ale więcej wątków nie przyjmę.

48 komentarzy:

  1. [OMH OMH OMH, TO IMIĘ! <3 Kocham wszystkich Nathanów/Nathanielów/Nate'ów, takie spaczenie. Chciałabym coś z nim, nie wiem co, obecnie mało myślę, ale chcę go, obojętnie czy Dorianem czy Scorpem, chociaż Dorianowi przydałoby się trochę więcej wątków.]
    Dorian/Scorp

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dzień dobry wieczór! :) Życzę powodzenia w prowadzeniu głuchoniemego pana i zapraszam do wątku, jeśli jest chęć. Ja też lubię dramy :D]

    Kenzie

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Chcesz dramy, więc oto i jestem c: Chodź do mnie. ]

    William/Clemence

    OdpowiedzUsuń
  4. On nie usłyszy Irytka! // Będę go brał z zaskoczenia!

    OdpowiedzUsuń
  5. [Uwielbiam za imię i całokształt <3 i ładnego ma kota. Chce jakiegoś wątku, ale nie wiem jakiego :C]

    Hidan

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Mam tyle wątków, a ty tu tak z Nathanem kusisz.
    Fajny on jest, już go kocham <3]

    lysse/teodor

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Kolejna postać stworzona do kochania ;-; I weź tu człowieku nie pluj sobie w brodę, że masz zaległości i zero pomysłów ;-;]
    Ira Hemsworth

    OdpowiedzUsuń
  8. [Mam zbyt wielki sentyment do bohaterów ze schizofrenią. Czemu uważam, że to urocze, że boi się mandragor? Współczuję mu na zielarstwie.
    Kolejna tajemnicza postać. Kochamy sekreciki!
    I kochamy je odkrywać c: Wypadki i te sprawy... Musisz wiedzieć, że przede mną nic się nie ukryje <3
    Mam Cię na oku!
    - A
    Ach, no i cześć c:]

    Team Freddie Weasley & Evan the woźny

    OdpowiedzUsuń
  9. [Eh, to właśnie miałam na myśli, ale jakoś machinalnie napisałam 'głuchoniemy' xD]

    Kenzie

    OdpowiedzUsuń
  10. [Aj tam obrażona, poważna przez 5 sekund :3 Może mu się uda :D Jak zamknie jej usta, przez co sam będzie mógł dojść do głosu :D Czyli pozytywna relacja, tak?]
    Ira

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Ej, Lysse jest śliczna, każde jej zdjęcie jest śliczne <3
    A ja z mojej strony dziękuję bardzo, bo ona tego nie zrobi xD ]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Niczym prawdziwy wąż, Nathanie. Kiedy zrobię zaczęcie dla Albusa, pomyślę nad wątkiem. Ale może najpierw zacząć jakąś akcją w stylu: Nathe szuka swojego kota, bo mu cwany stwór nawiał na nocną przechadzkę, a przy okazji napatoczył się na mojego liska i Dori miałby mały problem. Taki luźny pomysł tylko <3]
    Dorian <3

    OdpowiedzUsuń
  13. [O BOZIUUUUU! On jest taki....po prostu nie do opisania! <333 Błagam o wątek.
    Ps. Moja pierwsza postać w blogosferze miała na imię Nathan! :')]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  14. [BIORĘ GO, ZAKLEPANY.
    Nie, nic nie masz do powiedzenia w tej sprawie :3
    My też lubimy dramy. Wymyślmy dramę stulecia i zasypujmy się smutnymi odpisami, od których pękną nam serca. Taką mam wizję.]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  15. [Aż się prosi o kochanie!]

    Onika

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Chyba podpiszę się pod pierwszym komentarzem :3 Nathan, Nathaniel, Nate, nie ważne, i tak go kocham :3 i chcę wątek! Tak, ja chcę wątek! :>]

    Bellamy / Fabian

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Cóż, coś dramatycznego... to zależy, może i by coś wymyśliła. Można zrobić coś w stylu zakazanej miłości, pełnej tajemnic, przywiązania i udawanej obojętności... Albo rodzinne powiązania, coś z zobowiązaniem i sekretem. No nie wiem, takie luźne hasła, trzeba najpierw coś określić. ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Co się dziwisz, skoro on taki wspaniały jest!
    Myślimy nad jakimś wątkiem?]

    Onika

    OdpowiedzUsuń
  19. [Dżejn też jest w Klubie Wiecznej Ciszy, ale ze względu raczej na małomówność z wyboru, nie z przymusu. Witam na blogu :D]

    Jane

    OdpowiedzUsuń
  20. [Może przyjaźń? To byłaby największa przyjaźń ever. <33 Myślałam i wpadłam na to jak to wszystko zacząć. Podstawą każdego wątku są relacje, więc czytaj: W II klasie (Isi był już na III roku) Nathan wybrałby się na spacer. Rok szkolny dopiero co by się rozpoczął, więc pogoda byłaby idealna. Chłopak spacerowałby po mostu przy jeziorze. Nagle wpadłby do wody i najzwyczajniej w świecie zacząłby się topić. Panikowałby, a to nie byłoby najlepszym wyjściem. W tym samym czasie na spacerze byłby również Isaac, który zauważając kolegę w opałach, ruszyłby mu na pomoc. Panowie byliby ze sobą na dobre i złe. A Isi nawet po wypadku Natha by go nie opuścił, a wręcz przeciwnie – ich przyjaźń umocniłaby się. Co do czasów obecnych jeszcze na nic nie wpadłam, ale zapewne to kwestia godzin. Może ty coś masz? <333]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  21. [ Dużo gada i chaotycznie gada, ale w kontaktach z nim pewnie nieco by to zmieniła, choć jednocześnie chciałaby go traktować jak normalnego chłopaka. To ja pomyślę nad jakąś relacją, bo w tej chwili nie przychodzi mi zbyt wiele do głowy, wolę zaczynać nawet jeśli mam ogromne zaległości]
    Ira

    OdpowiedzUsuń
  22. [Dobra, obiecałam epicki dramat łamiący serce, więc teraz muszę jakoś się z tej obietnicy wywiązać, sama sobie to zrobiłam:< Ale spróbujemy!
    Możemy pójść w stronę ciągle rozmijających się przyjaciół - oboje by chcieli, tylko w różnych momentach, więc nic z tego nie wychodzi. Tu on miał wypadek, więc nie chciała tego na niego zrzucać, tu ona miała chłopaka, tu ona cierpiała po rozstaniu i nie chciał naciskać, tu znowu coś i tak w kółko. Niby coś ich do siebie ciągnie, jakieś iskrzenie, ale jest między nimi też dużo żalu i niewypowiedzianych słów, bo w chwilach, gdy najbardziej siebie nawzajem potrzebowali, nagle się odpychali, nie potrafiąc dłużej udawać, żeby nie skrzywdzić tego drugiego. Jeszcze możemy dorzucić coś z przeszłości i będzie wystarczająco dramatycznie? xD]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  23. [No takie zakochanie w jej stylu. Trochę mało wyraźne, zaprzeczone, kulawe i chore. Kurde napisałabym coś konstruktywnego, ale już leżę w łóżku i na komórce jestem. Jak by to wyglądało z jego strony? Ooo, może jej ojciec miałby coś związanego z jego matką, ciotką, nwm. ]

    OdpowiedzUsuń
  24. [O, podoba mi się taka drama z przeszłości. Tuż po utracie słuchu Nathan mógłby nie do końca wiedzieć, co robi, trochę zamroczony lekami, trochę zamroczony wściekłością, dopiero obudziłby się ze snu, a Addie by się nawinęła, No i bum (trochę mi go szkoda, na pewno nie chciał otrzymać miana damskiego boksera). Na pewno później wiele razy przepraszał i mówił, że nie chciał, że to wypadek, ale raczej trudno byłoby jej znowu zaufać.
    Ha, prawie wszystko już mamy. Teraz jeszcze jakiś wątek xD]

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  25. [Heej, hej.
    Wcześniej nie wyszło, bo usunęłaś postać, więc może z tą coś wyjdzie? :)]

    //Vinga.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Mam coś, ale powiedz mi, w jaki sposób on stracił słuch?]

    Onika

    OdpowiedzUsuń
  27. [To jeszcze jedno - znali się przed tym jak go stracił?]

    OdpowiedzUsuń
  28. [To dobra wizja. :3 Myślałam jeszcze nad czymś takim, że mogliby pójść na spacer i tam porozmawiać o tym małym załamaniu Isaaca. Gdy będą obok jeziora, natknęliby się na bandę głupich Ślizgonów, którzy zamiast mózgu mieliby orzeszki. Szukaliby oni jakieś zabawy, dlatego chwyciliby Nathana i wrzucili do wody. Trochę dramatycznie by się zrobiło, bo mogłoby dojść do tego, że jego noga zaplątałaby się w glony i Isi miałby problem z wydostaniem go na powierzchnię. Co ty na takie dodatki? Powtórka z przeszłości.
    Ps. Będę mogła wyżebrać od ciebie zaczęcie? <3 Nie lubię zaczynać.]

    Isaac

    OdpowiedzUsuń
  29. [Mam nadzieję, że kończysz już prace nad moim wspaniałym pomnikiem, inaczej będzie źle.
    Możemy wykorzystać wierzbę bijącą, bo jeszcze jej nigdzie nie mam. Trochę powielimy kanon, bo tak, ale mnie do tego zmusiłaś. Poza tym my stworzymy lepszy, a co. Robimy tak: noc, pełnia. Wymknęli się, bo tak - zrobić jakiś kawał, on nagle jej potrzebował albo ona jego, tu się jakoś ściemę zrobi. Nagle wycie i strach, że wilkołak. Trochę ich wierzba zmaltretuje, w końcu jednak dotrą do przejścia i wyłonią się w strasznym domu, gdzie znajdą przyczynę - oczywiście jacyś kretyni postanowili zabawić się ich kosztem. Byliby jednak podpici, więc to by im nie wystarczyło, trochę głupich komentarzy, trochę zbyt bliskiego poznawania się, Nathan się wkurzy, wywiąże się z tego regularna bójka. Oni w końcu się wystraszą, ale tutaj Nathan będzie cały popuchnięty, złamane żebra, a do Skrzydła Szpitalnego nie, więc Addie oczywiście opatrzy jego rany. I oczywiście nawiąże się wtedy głęboka rozmowa, która nam złamie serca - trochę wyrzucania sobie błędów przeszłości, trochę uczuć, wiadomo. A żeby nie było nudno, później może wpadnie prawdziwy wilkołak.
    Wersja numer dwa: Nathan jest pijany. Pijany Nathan oznacza kłopoty i utratę kontroli. Nie spodoba mu się to, jak jakiś facet będzie patrzył się na Addison albo sposób, w jaki będzie z nim flirtowała. Zrobi się z tego bójka, później nagle cały lokal zamieni się w regularne pole bitwy na jedzenie. Addie będzie wściekła, Nathan będzie wściekły i poobijany, trochę za dużo słów w złości, później go opatrzy i przez chwilę będzie słodko, ale później znowu się pokłócą i dupa. Wybieraj albo myśl, bo ze mnie więcej nie wyciągniesz xD]

    Addison

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Hmm, hmm jesteś pewna, że chcesz, aby mój wilczek go pogonił? xD]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Tak, to brzmi fajnie, tylko trzeba ich wkręcić w jakiś ciekawy zwariowany wątek, żeby nie było nudno. ]

    lysse

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Sądzę, że Lysse prędzej byłaby zdolna do wdania się w bójkę, awanturę. Ją łatwo wyprowadzić z równowagi, a takie docinki na temat jej i Nathana mogłyby być tego przyczyną. Ona niby nie przejmuje się zdaniem innych na jej temat, bo sama go kreuje, ale taka słabość do specyficznego Krukona nie byłaby jej na rękę.
    Teraz wpadł mi do głowy głupi pomysł.
    Może wkręcimy ich w porwanie, w sensie ona wdałaby się w kłótnię z jakąś dziewczyną, która rozpowiadałaby na ich temat plotki i wpadłaby w szał i uprowadziła dziewczynę, aby zmusić ją do milczenia, a Nathan jakimś zbiegiem okoliczności by wziął w tym udział.]

    OdpowiedzUsuń
  33. Addie przechyliła lekko głowę w prawo ptasim gestem, wpatrując się uważnie w chłopaka. Wiedziała, że nigdy nie chciał jej skrzywdzić. Pielęgniarka i ich wspólni znajomi niczym mantrę powtarzali, że był to wynik silnych, otumaniających leków oraz ogromnego szoku. Nathan niejednokrotnie ją przepraszał i wiedziała, że szczerze żałuje; wiedziała, że nie był sobą, bo przecież go znała, był jej przyjacielem i ufała mu, ale nie potrafiła nic poradzić na to, że za każdym razem gdy się do niej uśmiechał i próbował do niej podejść na korytarzu, przed oczami stawała jej jego twarz wykrzywiona grymasem gniewu, tląca się w oczach furia i pięść, która mocno zderzyła się z jej głową, sprawiając, że straciła przytomność. Przez kolejne kilka dni chodziła z krwiakiem na linii szczęki i guzem u podstawy czaszki od uderzenia o podłogę, ale ból nie był najgorszy: znała go i potrafiła go oswoić. Najgorsze było poczucie zdrady, które jej nie opuszczało; świadomość, że nie będzie potrafiła traktować go tak samo jak wcześniej. Sądziła, że w końcu uciekła przed jednym ze swoich koszmarów, tymczasem on ją tu odnalazł.
    Jej ojciec zawsze był gwałtowny, to właśnie po nim odziedziczyła temperament i każdego dnia obawiała się, że stanie się nim: nieczułym, surowym, bezwzględnym człowiekiem, którego pięść poznała lepiej niż ramiona. Początkowo tylko jej bracia poznali smak ciężkiej, metalowej sprzączki od paska, ale gdy okazało się, że Addie nie jest jego idealną, małą księżniczką dołączyła do starszego rodzeństwa. Obrazy ojca i Nathana zaczęły na siebie nachodzić, chociaż rozpaczliwie próbowała je rozdzielić. Przez swoją słabość zaczęła unikać chłopaka, który przecież tyle dla niej znaczył, nie potrafiła jednak przebywać w jego towarzystwie, przynajmniej jeszcze nie teraz.
    Nie potrafiła go jednak przez cały czas unikać. Tak jak teraz nie potrafiła wstać i po prostu odejść, kiedy jego łagodne spojrzenie przesuwało się po jej sylwetce. Nie potrafiła znowu go zranić swoimi unikami. Zasługiwał na wyjaśnienia.
    - Nathan - szepnęła, patrząc na niego niepewnie, trochę jak zranione zwierzę - Musimy porozmawiać.
    Zanim zdążyła powiedzieć coś więcej, powietrze przeszyło groźne, agresywne wycie. Addie zwilżyła spierzchnięte wargi językiem, rozglądając się niespokojnie w poszukiwaniu źródła dźwięku. Mimo srebrzystego blasku księżyca w pełni łagodnie przykrywającego błonia nie potrafiła wiele dostrzec w ciemnościach, jedynie gęste drzewa poruszane lodowatym wiatrem, który plątał jej włosy i wnikał pod jej cieńkie ubranie, wprawiając jej ciało w drżenie. Znowu spojrzała na chłopaka, tym razem odszukując jego oczy w półmroku, szukając potwierdzenia, że nie oszalała, ale dopiero po chwili z całą mocą uderzyła ją myśl, że przecież Nathan nie mógł tego usłyszeć, że był zupełnie nieświadomy grożącego im niebezpieczeństwa. Przysunęła się na kolanach nieco w bok, aby światło księżyca oświetlało jej twarz, ułatwiając Krukonowi czytanie z jej warg, ale nie odważyła się podnieść, bojąc, że ktoś mógłby ich dostrzec. Słysząc kolejne wycie, skuliła się, przeklinając w myślach swoją decyzję o opuszczeniu bezpiecznego zamku podczas pełni.
    Addison delikatnie dotknęła ramienia Nathana, zwracając na siebie jego uwagę.
    - Wydaje mi się, że słyszałam wycie - wydusiła z siebie, a jej zielone, kocie oczy rozszerzyły się pod wpływem strachu. Nie była damą w opałach, którą trzeba było ratować; swoje problemy i lęki zatrzymywała dla siebie, wierząc, że sama sobie z nimi poradzi i nikogo nie potrzebuje, a większość osób wycofywała się, widząc jej wojowniczą pozę, jednak wilkołaki ją przerażały.
    - Może się przesłyszałam, może... - zaczęła Addie, ale urwała, gdy usłyszała kolejne wycie, znacznie bliżej. Przełknęła nerwowo ślinę, wiedząc, że musi zastąpić Nathanowi uszy, ona bowiem posiadała tę przewagę. Przymknęła na chwilę oczy, próbując zebrać myśli, ale przeszkadzało jej w tym mocno bijące w oszalałym tempie serce. - To coś się zbliża. Chyba z północnego zachodu.

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  34. [Jakie ładne zdjęcie i w ogóle ładna karta :) witam, witam.]

    Ondria // Karlie

    OdpowiedzUsuń
  35. Nigdy nie sądziła, że Nathan stanie się taką blizną. Miała ich całe mnóstwo, pokrywały całą jej duszę i choć miało się wrażenie, że osoba, której zadano tyle ran, nie powinna już nic czuć, to wciąż czuła. I to nie częściowo, nie połowicznie, tylko całym swoim jestestwem, bo Addison nie potrafiła inaczej. Ofiarowywała siebie w całości albo nie robiła tego w ogóle. Po tylu latach powinna się w końcu nauczyć, że w ten sposób zostanie tylko bardziej zraniona, ale wciąż ponawiała ten sam błąd od początku, mając nadzieję, że tym razem będzie inaczej. I za każdym razem kończyło się to tak samo, choć w tym wypadku było to nieco bardziej skomplikowane. To ona odsunęła się od niego. Odwracała wzrok, mijając go na korytarzach, unikała niezręcznych sytuacji, w których zostaliby sami w jednym pomieszczeniu, udawała, że nie czuje na sobie jego uważnego, smutnego spojrzenia, powstrzymywała się od wypowiadania na głos swoich myśli, które nawiedzały ją na jego widok. Nie mogła pozwolić słowom opuścić jej ust, dusiła się nimi, trzymała je w sobie niczym skarb, choć tak naprawdę były trucizną, bo wystarczyłoby kilka jej zdań, by naprawić to, co się zepsuło. Może zostałaby szrama, ale wierzyła, że gdyby postarali się wystarczająco mocno, daliby radę wrócić do tego, co było. Znowu mogliby zakradać się do kuchni i próbować upiec ciasteczka, co ostatecznie skończyło się bitwą na jedzenie, znowu Nathan nosiłby ją na baranach, znowu kręciliby się po ciszy nocnej po zamku, bawiąc się w chowanego, a później wspólnie oglądaliby gwiazdy pokrywające nocne niebo. To wcale nie była zła wizja.
    Ale...
    Addison chwyciła za jego ciepłą, znajomą dłoń i podciągnęła się do góry, uważnie obserwując otoczenie. Próbowała zignorować fakt, że zamiast cofnąć rękę, Nathan delikatnie pociągnął ją za sobą, splatając ich palce razem. Wiatr stawał się coraz bardziej porywisty, targał ich sylwetkami. Zaczęła szczękać zębami, a jej ciało drżało; nie potrafiła jednak ocenić, czy było to spowodowane chłodem, czy może strachem przed wilkołakiem.
    - Chcesz zbliżyć się do tego zabójczego drzewa?! Przecież to samobójstwo! - krzyknęła Addison, przenosząc wzrok z Nathana na wierzbę i z powrotem na chłopaka, jakby siłą spojrzenia mogła go powstrzymać przed zrealizowaniem tego planu. Wierzba Bijąca miała gruby pień, potężne korzenie oraz długie, wąskie liście - choć z daleka sprawiała wrażenie wiekowej, nieco ospałej rośliny, atakowała każdego, kto tylko się do niej zbliżył. Nierzadko uczniowie z trudem uchodzili z życiem ze spotkania z agresywnym drzewem, którego jedynym zajęciem było zastraszanie nastolatków, a właściwie łamanie im kości. Podobno rośliny nie potrafiły myśleć, ale ta czerpała sadystyczną radość z krzywdzenia innych. W poprzednim życiu musiała być psychopatą-mordercą, który po śmierci został umieszczony w teoretycznie mniej destrukcyjnym ciele. Nawet Addie obawiała się wierzby, która była nieprzewidywalna i doskonale znała się na krzywdzeniu innych. Nikt o zdrowych zmysłach nie zbliżyłby się do niej.
    Z wyjątkiem Nathana, który nie zważając na jej protesty, ciągnął ją w kierunku drzewa.
    - No i co dalej, geniuszu? - zapytała drwiąco, gdy podeszli do Wierzby Bijącej tak blisko, na ile pozwalały im konary przecinające powietrze tuż przed nimi, ostrzegające przed fałszywym ruchem. Jednak kiedy wycie wilkołaka rozległo się tuż za jej plecami, porzuciła kpiącą pozę i bez zastanowienia rzuciła się do przodu, mając nadzieję, że okaże się wystarczająco szybka, by umknąć zarówno potworowi, jak i wierzbie. Nie przemyślała tego jednak i straciła grunt pod nogami, gdy jedna z gałązek owinęła się wokół jej prawej kostki i poderwała do góry. Nie rozumiała, co się stało: przed chwilą jeszcze biegła w kierunku grubego pnia, a teraz zwisała głową w dół, w dodatku wierzba zaczęła kręcić nią młynka. Z gardła Addie wyrwał się przeszywający powietrze krzyk, gdy próbowała nie zwrócić kolacji. Miała tylko nadzieję, że drzewo skupi swoją całą uwagę na niej, a Nathan jakoś je w tym czasie unieruchomi.

    Addie

    OdpowiedzUsuń
  36. Życie nigdy nie dawało mu taryfy ulgowej. Na każdym kroku przekonywał się, że jego jedynym celem jest cierpieć i znosić upokorzenia ze strony nie tylko obcych ludzi, ale również z ręki własnej rodziny, która według niego wykruszała się coraz bardziej. Z pozoru była to spokojna, kochają się rodzina, która wciąż miała zmagać się z bólem po stracie ukochanej żony i matki. Pozory jednak mylą, a prawda zdaje się być gorsza niż wytoczone w twoją stronę działa. W środku tego murowanego domku z pięknym ogrodem dzieje się tragedia, która dotyka prawie połowę społeczeństwa. Przemoc zawsze była i będzie, więc jedyne co pozostaje człowiekowi to sprytne maskowanie się. Ukrywanie siniaków, poprzez naciąganie na siebie swetrów i innej odzieży, zaklejanie ran plastrami, po których i tak przyjdzie ci się tłumaczyć. Isaac wyuczone na pamięć miał wymówki, którymi obdarowywał ciekawskich sąsiadów i przechodniów, bardziej zainteresowanymi jego losem niż opieka społeczna. Najlepszym wyjściem z tej sytuacji wydawało mu się trafienie do opieki społecznej, gdzie odciąłby duszącą linie, łączącą go z ojcem. Próbował wielu sposobów, aby zwrócić na siebie uwagę różnych organizacji, ale jego opiekun miał w rękawie kilka kart. Gdy w ich domu pojawił się urzędnik, pan Sundby udawał kochającego rodziciela, który wszystkie zadrapania syna tłumaczył młodzieńczymi wybrykami. Wreszcie, gdy po wielu nieskutecznych próbach błagania o pomoc, wyzbył się ostatniej kropli nadziei. Zdawał sobie sprawę, że wszystkie furtki, który pozwoliłby mu wyrwać się ze szponów rodzinnego tyrana, zostały zamknięte. Pewnej nocy, gdy poczuł na swojej skórze smak nowego, skórzanego paska, ponownie nabrał chęci wyrwanie się z tego piekła. Wiedział, że znów napotka się z oporem i siłą perswazji opiekuna, więc postanowił działać skuteczniej niż zwykle. Tak naprawdę od wolności dzieliła go tylko jedna rzecz. Bariera pomiędzy życiem, a śmiercią. Isaac wykorzystując moment nieuwagi starszego Sundby’ego, przeciął żyły wzdłuż nożem kuchennym, którym kiedyś straszył go ojciec. Wykrwawiał się szybko, ale zbyt wolno, aby zakończyć swoje męki. Mężczyzna zdążył na ostatni moment i ocalił życie syna. Od tamtej pory ich relacje uległy zmianie. Jedyna cząstka miłości wyparowała w powietrze i pozwoliła zastąpić się nienawiścią.
    Tamtego dnia przybiła go wiadomość o zbliżających się świętach Wielkiej Nocy, które będzie musiał spędzić w domu. Wielkimi krokami zbliżał się czas, gdy ich drogi znowu się skrzyżują. Isaac na samą myśl o tym tygodniu drżał. Strach przenikał każdy centymetr jego posiniaczonego ciała i powodował nawrót depresji. Chłopak nie miał ochoty na nic, więc zaszył się w dormitorium i postanowił traktować wszystkich jak powietrze. Nawet, gdy w sypialni pojawił się jego przyjaciel – Nathan, chłopak postanowił go zignorować. Wiedział, że jeśli będzie chciał się wydostać spod ręki smutku, zwróci się właśnie do tego Krukona. Łączyła ich niesamowita więź, która umocniła się po wypadku młodszego kolegi. Od tamtej pory stanowią dla siebie podporę, gdy nachodzi ich chwila zwątpienia. Cierpienie i ból stały się łącznikiem ich przyjaźni.
    - Wolałbym być zombie. – mruknął, gdy słowa Natha wreszcie do niego dotarły.
    Początkowo nie chciał przystać na jego propozycje o wyjściu na świeże powietrze, ale wreszcie chęć zaciągnięcia się czymś innym niż własnych smród, była niepohamowana. Przegrał wewnętrzną walkę i w ciągu kilku minut był przygotowany do drogi. Jedyne o czym zapomniał i co przypomniało mu się przy wyjściu z dormitorium, było zabranie różdżki. Myśl - Życie jeszcze nie raz kopnie Cię w dupę, towarzyszyła mu już od bardzo dawna, więc postanowił nie ryzykować.
    W Pokoju Wspólnym stawił się równo po piętnastu minutach. Mimo, że wyraz jego twarzy był obojętny, w oczach można było zobaczyć tańczące iskierki.
    - Idziemy? – starał się brzmieć normalnie, ale nutka podekscytowania i tak wkradła się w ton jego głosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Wybacz, że tak długo musiałaś czekać, ale mama zalała mi klawiaturę i musiałam wykorzystać kogoś, aby użył mi komputer. Jakoś też nie powalająca i niesprawdzone błędy, ale musiałam się śpieszyć, aby odrobić zaległości.]
      Isaac

      Usuń
  37. [Bardzo chętnie powątkuję z Nathanem, nawet pewnie prędzej dogadałby się z Liu niż Albus. Jaka relacja się interesuje, to pomyślę nad czymś? :D]
    Franek/Liu

    OdpowiedzUsuń
  38. Lysse była popularną w szkole osobą. Miała swoją reputację, którą budowała każdego dnia i nie pozwalała jej nadszarpnąć. Nie dawała innym zmysłom przezwyciężyć rozumu, chociaż swoją porywczością i niecierpliwością często mogła sprawiać wrażenie, że kieruje się emocjami.
    Jednak była tylko nastoletnią dziewczyną i zdarzały jej się chwile słabości i danie poniesienia się. A kiedy w grę dodatkowo wchodził alkohol, to gwarantowane były dziwne rzeczy, ...rzeczy, których żałowała następne miesiące.
    Taka też sytuacja przydarzyła jej się w wakacje, prześladując ją teraz w myślach i kiedy już zapominała, przypominając o sobie za każdym razem, kiedy Ślizgonka spoglądała na napotkanego przypadkiem Nathana – Krukona, który siedział jej w głowie od tamtego feralnego dnia i który nie chciał dać o sobie zapomnieć.
    Jednak powoli wracała do normalności. Już zdawało jej się, że wszystko się w jej głowie układa i powraca na właściwy tor, nie przejmując się zdarzeniami, które miały miejsce w czasie sierpniowej chwili słabości.
    Właśnie, zdawało...
    Dopóki jeden ze Ślizgonów nie ujawnił jej powodu, dlaczego od rana wszyscy uczniowie nie spuszczają z niej wzroku i powodem tego nie była bynajmniej jej popularność, a coś niesamowicie strasznego...
    – Co?... Nie!... Kto to rozpowiada?! Kto?... Zabiję, zabiję tę parszywą szlamę! – te słowa jedynie udało jej się wykrztusić, dowiedziawszy się o plotce, która zdążyła obiec już całą szkołę.
    Sekret, który skrywała przez tyle miesięcy, ujrzał światło dzienne. Wszyscy dowiedzieli się o niej i Nathanie, ale Lysse miał zamiar wyplenić to w zarodku.
    Nikt nie niszczy reputacji Lysse Rookwood, a kiedy tylko spróbuje to zrobić, to gorzko tego pożałuje.
    Niemal biegła korytarzem, potrącając po drodze nikomu winne osoby, zmierzając w miejcie, gdzie miała przebywać dziewczyna, która rzekomo rozpuściła tę plotkę. Ślizgonka była zła, nie... była wściekła. Na horyzoncie zauważyła, stojącego ze zmartwioną miną Krukona, nie myśląc długo, podeszła do niego i złapawszy go za rękę, wciągnęła go za sobą do opustoszałego korytarza.
    – Mniemam, że słyszałeś. Pomożesz mi się rozliczyć z tą fałszywą imitacją czarodzieja. Już ona pożałuje, że się urodziła. – odparła Lysse, spoglądając na zdezorientowaną twarz chłopaka, która sprawiła, że dziewczyna lekko się uspokoiła.

    kochana
    Lysse
    i cały ten
    chaos

    OdpowiedzUsuń
  39. Mecze Quidditcha były dość ciekawym wydarzeniem dla Clémence, ale tylko wtedy gdy sama brała w nich udział, a nie gdy siedziała na wierzy obserwacyjnej i obserwowała to co dzieje się na boisku. Prawda była taka, że dziewczyna przychodziła na mecze tylko i wyłącznie wtedy, gdy grała jej własna drużyna, której sama była członkinią i której nie mogło zabraknąć, bo to w końcu od niej w dużej mierze zależało to, na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa. Złapanie Złotego Znicza i zgarnięcie stu pięćdziesięciu punktów zazwyczaj powodowało zwycięstwo, dlatego właśnie uważała, że jej rola była najważniejsza.
    Będąc na miotle czuła się jakby nic innego się nie liczyło. Najważniejsze było złapanie Znicza i zakończenie rozgrywki. Nie przeszkadzał jej tłum gapiów, który był w nią wpatrzony i wstrzymywał oddech, gdy tylko jej palce musnęły gładką, złotą powierzchnię nieuchwytnej, skrzydlatej kuleczki. Krzyki i hałas panujący na trybunach były tłumione przez wiatr świszczący w uszach. Zimne powietrze powodowało, że na bladej twarzy dziewczyny pojawiały się czerwone rumieńce.
    Było cudownie, jednak już po jakimś czasie Clémence wiedziała, że ta rozgrywka nie skończy się tak, jakby sobie tego życzyła. Miała takie przeczucie, jednak nie wiedziała, co mogło się wydarzyć. Sekundy dzieliły ją od pochwycenia Znicza, jednak przed tym powstrzymał ją jeden z tłuczków, który nagle pojawił się tuż przed nią. Hollande zrobiła szybki unik, lecz gdy powróciła do poprzedniej pozycji, to upragnionej kuleczki już nie było, gdyż znajdowała się kilka metrów wyżej. Dziewczyna bez wahania skierowała tam swoją miotłę, ale będąc już na miejscu z jej drewnianą przyjaciółką stało się coś dziwnego. Wydawało się, że Puchonka traci nad nią kontrolę. Trzonek miotły wyrywał się raz do przodu, raz do tyły, na prawo i na lewo, jakby specjalnie chciał strącić siedzącą na nim dziewczynę. Gdy już myślała, że odzyskała panowanie miotła zaczęła niebezpiecznie lecieć w dół. Z każda chwilą jej prędkość się zwiększała i gdyby nie to, że nauczyciel latania za pomocą magii spowolnił upadek, to z panny Hollande zostałaby mokra, czerwona plama.
    Puchonka, widząc, że miotła leci prosto w kierunku jednej z pętli, zeskoczyła z niej. Upadek okazał się boleśniejszy niż dziewczyna przypuszczała, a spodziewała się, że będzie bardzo boleć. Na kilka sekund straciła kontakt z rzeczywistością, a ostatnie co udało jej się zarejestrować, to to jak jej miotła rozbija się i łamię o metalową podstawę pętli. Potem straciła przytomność.

    Clemence

    OdpowiedzUsuń
  40. Addie czuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła, gdy Bijąca Wierzba okręcała ją w powietrzu i tylko nadludzkim wysiłkiem udało jej się nie zwymiotować. Żadna kolejka górska wybudowana przez mugoli nie mogła się równać z siłą magicznego drzewa kręcącego nią młynka w powietrzu. Pozostałe gałęzie, o które zahaczała, zostawiały na jej odsłoniętej skórze krwawe pręgi, ale to pieczenie nie mogło się równać jej przerażeniu, gdy widziała, jak Nathan próbuje dostać się do tajemniczego punktu na korze wierzby, który miał ją uspokoić. Z jej gardła wydobył się kolejny krzyk, kiedy jeden z konarów uderzył w jego brzuch z porażającą siłą, prawdopodobnie miażdżąc mu kilka żeber, ale on się nie poddawał.
    Addison poczuła, jak mocne uderzenie o ziemię odbiera jej dech w piersiach. Zaczęła rozpaczliwie walczyć o powietrze, ale siła upadku sprawiła, że jej płuca nie chciały nabrać wdechu, a ona coraz bardziej pogrążała się w panice i nieprzeniknionej ciemności, która obłapiała wszystkie jej zmysły, rozpoczynając od wzroku. Wciąż słyszała jednak rozpaczliwe nawoływania Nathana, a później dotyk jego dłoni na swoich ramionach, gdy potrząsał nią delikatnie, próbując wydostać z otchłani, do której spadała. Zacisnęła mocniej powieki, ale nie wiedziała, czego tak naprawdę chce - powrotu do strachu, krzyku i niepewności czy pochłonięcia przez pulsującą, dziwnie ciepłą ciemność. Przewróciła się na bok, odsuwając się od chłopaka, a wtedy jej klatka piersiowa w końcu zaczęła unosić się i opadać w regularnym rytmie, ożywiając jej ciało. Przez chwilę leżała zdezorientowana, czując tępy ból w całym ciele, który przenikał przez skórę aż do jej kości, ale z jej ust wydobył się jedynie słaby jęk świadczący o torturach, jakie przeżywał jej organizm. Musiała upaść z naprawdę niezłej wysokości, jednak nie potrafiła ocenić, czy coś sobie złamała ani czy uszkodzenia były trwałe. Mimo fal bólu zalewających jej umysł, udało jej się otworzyć zielone oczy i zauważyła pochylającego się nad nią Nathana, na którego twarzy malowała się troska i przerażenie. Wydawało jej się, że historia zatoczyła koło, znowu leżała nieprzytomna na twardym podłożu, a on pochylał się nad nią, tym razem jednak w jego oczach nie dostrzegła poczucia winy, a jedynie zagubienie. Addison niepewnie wyciągnęła dłoń w jego stronę, ale się zawahała, pozwalając ręce zawisnąć między nimi tak samo jak wszystkim niewypowiedzianym słowom. To ona wybudowała między nimi mur i to ona mogłaby go zburzyć.
    Ostrożnie przyłożyła dłoń do jego policzka, kciukiem gładząc jego skórę. Zmarszczyła lekko brwi, nie wiedząc, do czego może to ich doprowadzić, ale w tej chwili nie myślała racjonalnie, otumaniona przez ból i strach.
    - Jesteś tak strasznym głupkiem. Jak zawsze musiałeś zgrywać bohatera - warknęła, ale chociaż jej głos sprawiał wrażenie wściekłego, jej spojrzenie było łagodne.
    W końcu podniosła się z ziemi z pomocą Nathana i rozejrzała w poszukiwaniu potwora. Wierzba Bijąca wpadła w jakiś letarg, delikatnie kołysząc konarami i nie wykazując swoich morderczych zapędów. Oboje byli poobijani, ale musieli się stąd jak najszybciej wydostać, wtedy zajmą się swoimi obrażeniami. Adrenalina wciąż krążyła w żyłach, pobudzając ją do działania i wyciszając pulsujący w jej ciele ból, miała nadzieję, że uda im się dotrzeć jak najdalej, zanim utraci panowanie nad sobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. - Musimy stąd spadać - powiedziała, zwracając się twarzą do Nathana, pewnie ruszając w kierunku drzewa, mimo że w środku cała drżała. Zaczęła dotykać poszczególnych korzeni wierzby, aż w końcu udało jej się znaleźć ukryte pod śliskim poszyciem z liści stare, zardzewiałe drzwi. Dopiero z pomocą chłopaka udało je się otworzyć, gdy napierali na nie ramionami. Ponownie złapała go za rękę, widząc, jak ciemny jest tunel i ostrożnie weszła do środka, zdzierając pajęczyny okrywające ściany. Udało jej się znaleźć pochodnię, którą zapaliła różdżką.
      - Wiesz, dokąd prowadzi to przejście? - zapytała, mrużąc oczy, próbując dostrzec, co znajduje się na końcu korytarza ukrytego pod drzewem. Nie wiedziała kto ani dlaczego umieścił w tym miejscu tajemne przejście, ale to była ich jedyna szansa.
      - To chyba Wrzeszcząca Chata - wyszeptała Addie, gdy wydostali się przez klapę w podłodze do ciemnego salonu. Wspaniale, z deszczu pod rynnę.

      Addie

      Usuń
  41. [Moja miłość do Isaaca wyparowała, gdy klawiatura była w naprawie [*]. Długo się wahałam i jednak go usunęłam. :< Może kiedyś wróci. A Nathan w dalszym ciągu cudowny. <33]

    Fabien

    OdpowiedzUsuń
  42. [ Jasne, śmiało, Lysse będzie zaszczycona <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  43. [<3 A Nathan taki cudowny.]

    Amnesia (i Liwia)

    OdpowiedzUsuń
  44. Spektakularny upadek Addie wyglądał strasznie, przynajmniej tak wnioskowała z reakcji chłopaka, ale jak na te okoliczności czuła się zadziwiająco dobrze. Była w stanie chodzić bez większego bólu w kończynach, jej kręgosłup był w całości, jedynie kark dawał o sobie znać dziwnymi odgłosami, gdy próbowała kręcić głową na boki i musiała się czegoś przytrzymać, by nie upaść na podłogę, kiedy pojawiły się nieprzyjemne zawroty głowy oraz mdłości, poza tym jednak wszystko wydawało się być w porządku. Była niczym kot, chodziła własnymi ścieżkami, nie przejmując się opiniami innych, ale również lądowała na czterech łapach, wychodząc z najbardziej niebezpiecznych sytuacji bez szwanku. To stanem Nathana się martwiła. Chwiał się na nogach, a z jego płuc wydobywało się nieprzyjemne rzężenie, gdy z trudem wciągał powietrze, a to nie mógł być dobry objaw. Addison najchętniej natychmiast opuściłaby Wrzeszczącą Chatę, bo chociaż nie była strachliwa, różne legendy i straszne opowieści wciąż były żywe w jej pamięci, wiedziała jednak, że Nathan nie da rady dalej iść, a jeśli spróbuje, jego stan może tylko się pogorszyć. Lekko skinęła głową, zwinnie poruszając się w ciemnościach salonu, sprawdzając, czy nikt nie czai się za drzwiami. Udało jej się znaleźć świeczkę, którą zapaliła zaklęciem i postawiła koło na wpół leżącego Nathana, oświetlając jego twarz ciepłym, złocistym blaskiem płomienia. Z jego twarzy odpłynął cały kolor, był nienaturalnie blady, a jego skórę pokrywał zimny pot. Addie ujęła jego twarz w dłonie, zmuszając go, by na nią spojrzał i uśmiechnęła się delikatnie.
    - Teraz zajmę się twoimi żebrami, dobrze? Oddychaj spokojnie. Jestem przy tobie.
    Gdy upewniła się, że jest skupiony i nie odpłynie do krainy snów, co teraz byłoby wyjątkowo niebezpieczne, rozpięła guziki jego koszuli i pomogła mu ją zdjąć z ramion. Uklękła tuż przy nim tak, że jej kolana stykały się z jego udami i ostrożnie przyłożyła zimne dłonie do jego brzucha, czując, jak jego mięśnie napinają się pod jej dotykiem.
    - Spokojnie, Nathanie. Nie zrobię ci krzywdy - powiedziała cicho, nie patrząc na niego, bo nie chciała zobaczyć jego miny, nie chciała natrafić na spojrzenie jego oczu, bo nie wiedziała, co mogłaby tam wyczytać, a co gorsze: co on mógłby wyczytwać w jej zielonych tęczówkach. Od tak dawna go nie dotykała, a teraz muskała jego nagą skórę, czując, jak między nimi przepływa prąd, dziwna elektryczność. Badała jego brzuch w poszukiwaniu obrażeń, a później przeniosła się wyżej, po kolei sprawdzając jego żebra i klatkę piersiową. Chciała upewnić się, że Nathan przeżyje i robiła to tylko i wyłącznie dla jego dobra, ale nie potrafiła pozbyć się z głowy myśli, że jest naprawdę dobrze zbudowany. Podejrzewała, że całe mnóstwo dziewczyn zabiłoby, aby teraz zająć jej miejsce i choć przez chwilę móc go dotknąć.
    Addie poczuła, jak na jej policzki wypływa zdradziecki, szkarłatny rumieniec, ale miała nadzieję, że Nathan go nie zauważy w nikłym świetle rzucanym przez świecę. Przecież był tylko jej przyjacielem, a nie była pewna, czy powinna go tak nazywać po tym, jak się od niego odcięła. Między nimi nic nie mogło się pojawić! Więc dlaczego miała wrażenie, że ten dotyk stał się nieco zbyt intymny, a w powietrzu pojawiło się dziwne napięcie?
    Kiedy usłyszała ciche syknięcie, gwałtownie odwróciła twarz w jego stronę.
    - To tutaj? - zapytała dla upewnienia. Ponownie przeniosła spojrzenie na jego klatkę piersiową, macając palcami w poszukiwaniu złamania. Na jego skórze powoli wykwitały ciemne krwiaki, co tylko napawało ją większym przerażeniem, zwłaszcza, gdy usłyszała ciche trzeszczenie. - Złamałeś piąte i szóste żebro, ale to nie jest najgorsze. Złamana kość mogła uszkodzić płuco. Nie chcę ryzykować.
    Addie przegryzła dolną wargę, odwracając wzrok. Po jej policzku spłynęła łza, którą gniewnie otarła rękawem bluzy.
    - Przepraszam, to wszystko moja wina...

    Addison

    OdpowiedzUsuń

  45. Kiedy chłopak położył dłonie na jej ramionach, wzięła głęboki wdech, starając się odrobinę uspokoić i opanować przepełniającą ją od stóp do głów złość. Pragnęła zemsty, a ta żądza, tak okrutna i nieustępliwa, przesłoniła jej umiejętność racjonalnego myślenia. Ale musiała choć odrobinę powrócić do opanowanego i obojętnego na innych stanu. Wtedy obmyśliłaby plan idealny.

    Zniszczę tej Gryfonce z niewyparzonym językiem życie, sprawi że będzie cierpieć, będzie błagać o litość, odszczeka wszystko, nie zadziera się z Lysse Rookwood!

    Przyjrzała się mu uważnie, przypominając sobie chwilę słabości, która między nimi zaistniała w wakacje. Mimo dużej ilości alkoholu, który wtedy wypiła, teraz ten obraz nie był już osnuty mgłą, pamiętała wszystko niemal idealnie, chociaż tak bardzo pragnęła zapomnieć. W takich chwilach przeklinała to, że nigdy jej się nie zdarzało mieć luk w pamięci, niestety.

    Stali tak przez dłuższą chwilę, do momentu kiedy na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek, zwiastujący to, iż dziewczyna powróciła z krainy własnego umysłu i wyrwała się z pochłaniającego ją i odcinającego od rzeczywistości zamyślenia.
    – Na Merlina! Musiałam być naprawdę pijana. – odparła, komentując na głos swoje wspomnienia, czując, że w pewien sposób może tym urazić chłopaka, lecz nigdy nie potrafiła w takich chwilach ugryźć się w język.

    Usłyszawszy jakieś szepty dobiegające z okolicy i wnioskując, iż dotyczą one ich dwójki, ponownie ogarnął ją gniew, który lada chwila ponownie mógł przemienić się w furię. Wzniosła wzrok do sufitu i przewróciła oczami, powoli wypuszczając przy tym ze świstem powietrze, po czym wbiła wzrok w niebieskie* tęczówki Krukona.

    – Zabiję tę szmatę. – wysyczała. Wiedziała, kto rozpowiedział te plotki. W szkole była tylko jedna osoba, która tak pragnęła wywlec na temat Lysse jakieś brudy, że cały wolny czas poświęcała na węszenie wokół jej życia. Tą osobą była pewna znienawidzona przez nią Gryfonka, z którą od zawsze panna Rookwood była na wrogiej ścieżce.

    – A ty mi w tym pomożesz, bo nie mam zamiaru wtajemniczać w sprawę postronnych osób, narażając się tym samym na wyjawienie szczegółów naszej „znajomości”.
    I nie trzęś tak portkami ze strachu Nathan. – wypowiedziała ostatnie słowa, widząc, iż chłopak nie do końca przekonany jest, co do jej złowieszczego planu zemsty.

    – Rany! Bądź mężczyzną Calnin!



    *dobra nie wiedziałam jaki on ma kolor oczu, a ja ubóstwiam niebieskie, więc ma niebieskie

    ukochana Lysse

    OdpowiedzUsuń
  46. [A ja kocham Nathana! Wątków nie przyjmujesz, więc tylko podziękuję i ładnie się przywitam, cześć! :)]

    Emily

    OdpowiedzUsuń