We both know I'm the one to blame


Phileas Flitwick
Nauczyciel Zaklęć - 35 lat
Mieszanina angielskiej krwi czarodzejów, mugoli i goblinów
Potomek Filiusa Flitwicka, który odziedziczył po nim całe dobrodziejstwo inwentarza w zakresie rzucania zaklęć. Łącznie z niewerbalnymi. Magia bezróżdżkowa póki co pozostaje poza zasięgiem, przynajmniej w zakresie poważniejszych zaklęć. Wystarczy jednak by przywołać szklaneczkę Ognistej z barku, a to go jak najbardziej satysfakcjonuje.

Były Krukon, który po latach rozbijania się po świecie, wygrywaniu magicznych pojedynków dla przyjemności, powrócił do Hogwartu by, o zgrozo, zastąpić swojego wuja w nauczaniu Zaklęć. Masz do tego naturalny dar Phileasie. Tak jasne, do rzucania niewybrednych komentarzy prędzej niż do uroków, ale Longbottom nie dał sobie przetłumaczyć. Przeklęty dyrektor, robił się coraz bardziej podobny do tego upartego osła, Dumbledore'a.

Lubi to co robi, a narzeka dla zasady. Cicho mówi, głośno się śmieje. Błękitne oczy w sekundę wyłapują nieprecyzyjny ruch nadgarstka na zajęciach, jednak nie przeszkadza to w milczeniu. Uczniowie ponoszą konsekwencje swoich błędów. Oni albo ich koledzy, gdyż pozwala by młodzi adepci magii lewitowali się wzajemnie, rozbijając po ścianach. Może to dlatego jego studenci szybciej łapią to przeklęte Vingardium Leviosa, niż uczniowie jego wuja? Bada ich refleks i umiejętność odbijania zaklęć rzucając na nich z zaskoczenia Imperiusa.

- Flitwick, czyś ty oszalał do reszty?!
- A Szalonooki to mógł!
- Moody? Alastor nigdy...
- Ja nic nie mówiłem.
 

HISTORIA - POWIĄZANIA

Wyszedł jak wyszedł. 
Po przebojach ze spaloną ładowarką do komputera, nie mam chwilowo serca na dopracowanie go.
Zapraszam do wątków, bierzemy wszystko. 
Byle z sensem.
Cytaty w karcie to 'The lament of  Eustace Scrubb' by The Oh Hello's.

17 komentarzy:

  1. [Witam, witam. Ciekawy profesor. Życzę dużo dobrej zabawy i ciekawych wątków. Mam nadzieję że wena szybko Cię nie opuści. W razie chęci zapraszam do siebie c:]

    A. de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  2. [W Twoim panu podoba mi się to rzucanie Imperiusami, chociaż czy nie jest ono szalenie zakazane? Na wątek to ja zawsze i z największą chęcią, powiedz mi tylko jak widzisz naszą dwójkę, a ja postaram się coś wymyślić, bo zaczynania nie idą mi najlepiej c:]

    A. de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  3. ;>

    *autentycznie ja w tym momencie*

    Mniej ważny Daniel // najlepszy stażysta Clint

    OdpowiedzUsuń
  4. [Aż żałuję, że nie umiem wymyślać nic na relacji uczeń-profesor. W każdym razie z racji, że mi te wymyślanie nie idzie... Jeżeli Tobie wpadłoby coś do głowy to zapraszam, bo ja bardzo chętnie!]

    Artair, Avalon i Hyun

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam bardzo serdecznie na blogu, tym razem nową postacią :)
    Ciekawy ten Twój pan, dodatkowo spokrewniony jest jednym z bardziej interesujących pedagogów w książkach HP.
    Czuję się dodatkowo zaintrygowana i zaciekawiona tą wzmianką o Lupinie; chciałabyś mi coś powiedzieć? :D
    Życzę Ci udanej zabawy na blogu, a w razie chęci, wiesz gdzie mnie znaleźć xx Znikam na jakiś czas, ale gdy wrócę, to wszystko nadrobię :)]

    Teddy || Ed || Jamie

    OdpowiedzUsuń
  6. [I tak się nie znam na kanonie xD Pasuje mi to. Astaroth mógłby zakraść się do biblioteki, by znaleźć jakąś książkę, której w sumie nie powinien szukać. Tam mógłby złamać półkę regałową i kilka książek mogłoby wylądować na ziemi. Profesor mógłby zwabiony hałasem zerknąć, co to się dzieje i odkryje mojego pana stojącego nad lezącymi książkami. De Havilland mógłby wtedy powiedzieć, co robi i mógłby mruknąć o tych swoich ochronnych runach.]

    A. de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dostaniesz zaczęcie w weekend c:]

    de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  8. [A mi się kartę czytało bardzo przyjemnie! Cześć, dziękuję za powitanie :)
    Jakoś nigdy nie próbowałam pisać wątku uczeń-nauczyciel, ale myślę, że możemy spróbować, a może coś nam z tego wyjdzie. Chyba mam nawet jakiś tam pomysł, ale to na razie nic konkretnego.
    Otóż Charlie nie mogąc znieść tego, że winni śmierci jego brata nadal chodzą beztrosko po tym świecie, chciałby się na nich odegrać. Z racji tego, że ma problemy z refleksem, a jego różdżka nie zawsze jest mu posłuszna, zwróciłby się o pomoc do zaufanego nauczyciela zaklęć. I to jedyne, na co udało mi się wpaść, ale może ty masz jakiś inny pomysł?]

    Charles Griffith

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witaj! Skoro Phileas jest nauczycielem zaklęć, a moja Wiera ich stażystką to mam nadzieję, że uda nam się razem stworzyć coś ładnego. W razie chęci zapraszam!]

    Wiera Sokołow.

    OdpowiedzUsuń
  10. [O, no i dogadałyśmy się! Charlie byłby strasznie niepocieszony faktem, że nauczyciel każe mu przychodzić na dodatkowe treningi, no ale skoro miałoby to poprawić jego umiejętności, zbyt długo by nie narzekał :') ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mamy! Ja mogę, ale pewnie podesłałabym zaczęcie dopiero jutro, ewentualnie w czwartek.]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  12. [Wybacz, nie przepadam za zaczynaniem. Później będzie duuużo lepiej.]

    Biblioteka wieczorami była pięknym miejscem. Oczywiście tylko i wyłącznie dla osób, które potrafiły ten cały urok dostrzec. Dla niewprawionego oka, pomieszczenie wydawało się stare i zakurzone, jednakże Astaroth potrafił pod warstewką kurzu i w przygaszonym świetle dostrzec delikatne zdobienia regałów, małe rysunki na ścianach i stosy ksiąg, które czekały na to, by ktoś otworzył je po raz kolejny. Była w nich zapisana wiedza kilkunastu pokoleń, coś na co nie mógłby pozwolić sobie zwykły śmiertelnik. Były tam opisane początki magii i historie pierwszych wielkich czarodziejów.
    Krukon lubił przesiadywać w bibliotece głównie ze względu, że mógł wtedy pobyć sam ze swoimi myślami, które dopiero wtedy mogły się uspokoić i poukładać, gdyż na co dzień szalały chaotycznie po głowie. Dużo myślał, więc potrzebował trochę czasu, by móc to wszystko ogarnąć.
    Siedział przy jednym ze stolików, na którym otwarte były podręczniki do zaklęć i starożytnych run. Próbował wymyślić sposób, dzięki któremu udałoby mu się połączyć jedną runę z konkretnym zadaniem. Nie wiedział jeszcze, jak mógłby to zrobić, ale miał nadzieję, że uda mu się to wykonać przed śmiercią. Postawienie sobie za zadanie wynalezienie runy ochronnej na ciało było nie lada wyczynem. De Havilland wiedział, że przysłużyłoby się to jego rodzinie, która i tak miał już kilku ciekawych osobników w swoich szeregach, takich jak rodzice chłopaka czy jego praprababka, charłaczka, która z braku możliwości studiowania magii rzuciła się w inną pasję – aktorstwo. Zdobyła przy tym kilka Oskarów.
    Nie wychodziło mu nic. Nie potrafił odnaleźć odpowiedzi na pytanie, które jego zdaniem wydawało się być banalne. Gestem frustracji zatrzasnął podręcznik do zaklęć i ze swojego zeszytu wyrwał kartkę, na której znajdowały się pokreślone znaczki, będące kombinacją kilku run. Kilka godzin poszło na marne, a on ponownie został z niczym. Postanowił rozprostować nogi. Wstał więc z krzesła, na którym siedział i przeciągnął się, po czym ruszył przed siebie. Bardzo szybko znalazł się w korytarzu prowadzącym do działu z podręcznikami zawierającymi spisy znaków magicznych. Przystanął nad jednym z nich i zaczął obserwować książki, oświetlając półki różdżką. Po kilku minutach znalazł odpowiednią księgę. Była ona jednak zbyt wysoko. Stanął jedną stopą na półce, a rękę wyciągnął przed siebie. Nim się obejrzał, zaczął się wspinać po regale.
    Wszystko szło dobrze, do czasu, gdy nie stracił równowagi. Ratując się, przeskoczył nogą z jednej półki na drugą, przez co ta pękła. W mgnieniu oka znalazł się na ziemi z bolącym tyłkiem, a obok niego zaczęły spadać grube i ciężkie tomiska, zsuwające się z regału.

    A. de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dziękuję pięknie za tyle miłych słów. Cieszę się, że historia się podobała, trochę się nasiedziałam, żeby wyszukać wszystkie informacje. :)
    Mnie za to zafascynował pan Flitwick. Pomińmy już fakt, że jest cudownym stworzeniem dla oczu, zdaje się też bardzo interesującą postacią, z dość ciekawym charakterem.
    Z ogromną chęcią porwałabym go na wątek, chociaż na razie przychodzę z pustymi rękami, jeśli oczywiście znajdą się chęci. :)]

    Ester Shafiq

    OdpowiedzUsuń
  14. Zamknął oczy, w gotowości czekając na uderzenie tomu. Miał mało czasu by w jakikolwiek sposób zareagować i uchronić się przed lecącym prosto na niego tomem. Zmrużył oczy instynktownie, jakby to miało załagodzić jego ból wywołany uderzeniem. Głupie myślenie. Wiedział przecież, że wcale tak nie będzie i że przez kilka dni będzie musiał paradować z guzem wielkości drugiej głowy. Na szczęście nic takiego się nie stało.
    Powoli otworzył oczy. Pierwszym co zobaczył była sterta porozrzucanych książek i pęknięta półka regału. Ależ miał teraz kłopoty. Dobrze że bibliotekarka nie wiedziała, że on w ogóle siedział w bibliotece i że to on jest sprawcą tych szkód. Chciał uciekać i udawać, że nic się nie stało. Jego nogi miały ochotę biec, ale oczy napotkały wtedy stopy kogoś innego.
    Astaroth zaklął w duchu, gdy przesunął po sylwetce profesora. Nie spodziewał się, że może spotkać jednego ze swoich ulubionych profesorów w takich okolicznościach. Zrobiło mu się nieco wstyd i czuł, jak jego policzki zaczynają robić się coraz cieplejsze. Miał tylko nadzieję, że nie widać po nim, jak bardzo jest czerwony. Zrozumiał szybko, że to właśnie nauczyciel uratował go, przed bliskim spotkaniem z którymś z tomów. Skorzystał z pomocy mężczyzny i wstał z ziemi. Otrzepał się z kurzu, który spadł na niego razem z książkami. Gdy kłęby paskudztwa uniosły się ponownie w powietrze, to kichnął kilka razy.
    – Chciałem tylko poszerzyć swoją wiedzę – odpowiedział, co było tylko częściowym zatajeniem prawdy. Nie chciał mówić profesorowi, po co dokładnie odwiedził bibliotekę, Grzebanie po Dziale Ksiąg Zakazanych było nielegalne i niedozwolone. Miałby kłopoty, gdyby Flitwick przyłapał go właśnie tam. Nie to, że teraz nie miał problemów. Doskonale wiedział, że dobrze radził sobie z Zaklęciami. Często słyszał, że był dość zwinny i szybki w machaniu różdżką i wypowiadaniu odpowiednich zaklęć. Nie miał też problemów z kontratakiem i obroną. Nie sądził jednak, że był na tyle dobry, by szukanie pomocy w doskonaleniu się wśród bibliotecznych zasobów było głupim usprawiedliwieniem. – Trochę się tutaj zasiedziałem i nie wiedziałem, że jest już tak późno. Nie myślałem logicznie, byłem zmęczony i gdy zauważyłem tę książkę na regale to postanowiłem się po nią wspiąć i półka się pode mną złamała – wyjaśnił szybko, tłumacząc zniszczenia swoim zmęczeniem. Nie był przekonany, że nauczyciel to łyknie, ale chyba warto mieć nadzieję?
    Po chwili, gdy oszołomienie zdarzeniem nieco zmalało, przypomniał sobie, że jego notatki i inne książki wciąż były na bibliotecznym stoliku, znajdującym się niedaleko. Musiał po nie iść, bo nie chciał dopuścić do tego, by ktokolwiek zobaczył, nad czym pracuje. W świecie czarodziejów trzeba było uważać, gdyż każdy chciałby zapisać swoje nazwisko na kartach historii, więc sporo osób miałoby chrapkę na rozpoczęte badania Astarotha. Młody czarodziej wiedział, że nikt nie uwierzyłby marnemu nastolatkowi mówiącemu, że to on wpadł na pomysł z ochronnymi tatuażami, jeśli jego oponentem był dojrzalszy czarownik.

    A. de Havilland

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ach, dziękuję, tak miło mi się zrobiło. C: Ja tu natomiast widzę bardzo, bardzo fajnego pana profesora... więc jeżeli masz chęć na wątek, to zapraszam serdecznie, czy to do Hugusia, czy do którejkolwiek innej mojej postaci.]

    Eulalia Hoppes / Milo Dawson / Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  16. [Czegoś tam się nauczyła, ale Flitwick mógłby ją podszkolić, albo wziąć pod swoje skrzydła. Co Ty na to? c:]

    Wiera S.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hm, zastanawiałam się jak to ugryźć, ale ciężko jest te pomysły odwrócić, aby miały taki sam charakter. Wątków co prawda nie odmawiam, ale propozycje trochę gryzą mi się z ponadrocznym konceptem tej postaci. Może nie jest to tak czytelne, aczkolwiek Arsellus jest tym ciężkim przypadkiem, że on w swoim zainteresowaniu zaklęciami i czarami przeszedł już ponad granicę wymaganą na szóstym roku, o ile nie jest jeszcze dalej. To taki typ, który jest tak cholernie ambitny, że w tym swoim zafascynowaniu tą konkretną niszą przewyższa swoich rówieśników. Nieoczekiwanie na piątym roku doszło mu zafascynowanie czarną magią i się w to wciągnął, ale on się tym nie chwali. Langhorne jest arogancki, bo wie, że dzięki swojej samodzielnej pracy i nauce (poniekąd również wchodzi w to wkradanie do Działu Ksiąg Zakazanych i wykorzystywanie jej zasobów, a także wejście w posiadanie księgi Mirandy Goshawk, która tworzy pola treningowe w swoim wnętrzu) wszedł na taki poziom, na którym nie są jego rówieśnicy i to daje mu podstawę do bawienia się tym typem magii. Jednakże nie jest pyskaty, ale potrafi się unieść, bardziej wydaje się lekceważący dla innych, kiedy wie, że jest w czymś o wiele lepszy. To co tutaj napisałam wskazywałoby na to, że Grudniowy zna już materiał szóstego roku do perfekcji i to jest jedyny punkt zaczepienia, w którym mógłby zainteresować Flitwicka. Ars zdaje sobie również doskonale sprawę z tego, że jest to bardzo „niepopularne”, choć może trafniej w opinii innych niestosowne lub niewłaściwe, więc w Klubie Pojedynków nie popisuje się. On nie czuje potrzeby imponowania komuś ze względu na to, że zna własną wartość to raz, a dwa łamie nagminnie regulamin i nie czuje szczególnej potrzeby, aby ktoś go chwalił.]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń