dwojakość

toyotomi yoshi
SLYTHERIN // VII ROK // PAŁKARZ // KLUB ŚLIMAKA // JAPONIA

Zadziwiająco spokojna panna idealna, którą to niezwykle trudno wytrącić z równowagi. Odpowie Ci jedynie sarkastycznym uśmieszkiem, by chwilę później spoważnieć, zmierzyć Cię wzrokiem i po prostu zignorować. W końcu nie ma czasu zajmować się czymś tak mało istotnym, jak Twoja osoba. Poproszona o pomoc udzieli jej zawsze, dumna z tego, że może to robić. Jedna z tych, która nie pozwoli sobie przerwać, kiedy tylko spróbujesz wetknąć się w jej wypowiedź. Sądzisz, że świetnie manipuluje ludźmi, ale w gruncie rzeczy nigdy nie byłeś tego świadkiem.
Bo ona jest takim chłodnym powiewem. Dla jednych przyjemnym, dla drugich niezbyt. Huraganem staje się na boisku, gdzie ze spokojnej Yoshi pozostaje tylko niebywała koncentracja, ale także wtedy ponoszą ją emocje oraz adrenalina spowodowana szybką prędkością, krzykiem z trybun i bólem po użyciu pałki.
Bo ona tak naprawdę jest kłębkiem emocji, ujawniającym się tylko dla wybranych. Jest ciepła, czuła oraz niezwykle troskliwa. Tyle, że nauczyła się dosyć zgrabnie nad tym panować, by nie zaufać ponownie komukolwiek zbyt szybko. Nauczyła się bowiem, że nie warto.




odautorsko
cóż ja mogę wam powiedzieć, pojawiła się w Hogwarcie, bo musiała  z pewnych przyczyn zmienić szkołę;
pamiętajmy, że jej imię to Yoshi, nazwisko to to na T;
dziękuję także Czeklo za cierpliwość do mojego braku zdecydowania;
witam!

17 komentarzy:

  1. [Wątkujemy sobie tutaj też? Za wzmiankę w karcie, chyba mi się należy xD]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć!
    Zapraszałaś, a więc jestem!
    Podoba mi się pani i chyba na nią się skuszę. Poprawię błąd, dzięki!
    Tylko jaki pomysł?]

    Erick

    OdpowiedzUsuń
  3. [Zazwyczaj nie podobają mi się Azjatki, ale ta jest wyjątkowo śliczna! Doskonale pasuje do wizerunku, który można stworzyć sobie na podstawie opisu! Życzę powodzenia z trzecią postacią, a wraz z dziewczętami zapraszamy. (:]

    Effy DeVarden, Mary Johnson

    OdpowiedzUsuń
  4. [Przychodzę Ci powiedzieć, że chyba Cię nie lubię, bo pożera mnie zazdrość na widok tej karty. Nie dość, że zwięzła (wow!), świetnie napisana (wow!), to jeszcze ze wspaniałym wizerunkiem (tak jak sammy zwykle nie zachwycam się Azjatkami, ale serio, ten wybór jest świetny!) oraz genialną kreacją Ślizgonki jak się patrzy. Tak poważnie więc: czeeeść, baw się dobrze z Yoshi i miej dużo weny, a jeśli znajdziesz ochotę na wątek, to zapraszam, zwłaszcza, że przymierzam się do drugiej postaci. :)]

    Connor Greyback

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Jeju, jakie ona ma piękne oczy *.*
    Zgrabna, krótka karta. No i kilka ładnych metafor czyli coś co bardzo lubie. Myślę, że Eden i Yoshi mogliby się dogadać albo wręcz przeciwnie - nienawidzić. Chociaż widzę ich jak po cichu w wredny sposób komentują innych uczniów...]

    Frederick Wayland | Lee Hae-Jin

    OdpowiedzUsuń
  6. [Cześć i czołem, kluski z rosołem! Miło widzieć, że zaczyna się tu coś dziać! Ja się grzecznie witam i zapraszam na jakiś wątek, o ile, któryś z moich Panów przypadnie do gustu!]

    Bellamy Sangster/Louis Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Na ogół nie przepadam za postaciami z Azji, zbyt wiele chyba widziałam w swoich życiu naprawdę złych kart i podchodzę do nich przeważnie jak jeż do czesania, ale podoba mi się Twoja kreacja, odzyskuję powoli wiarę w osoby z korzeniami z orientu. Gratuluję również sposobu przedstawienia Yoshi, który przez swoją niejednoznaczność zmusza do zastanowienia się jaka jest naprawdę ;) Jak zwykle zapraszam do siebie w razie niedoboru wątków, ciężko idzie mi wymyślanie, ale chętnie zacznę :)]

    TORI WEASLEY & NORA VANCE & CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  8. Gdy tylko wyciągnął głowę spod kołdry ujrzał na zegarze dziewiątą pięć. Pięć minut spóźnienia na sobotni trening Slytherinu. Erick nienawidził tego, że nawet w sobotę po cholernych pięciu dniach nauki nie ma czasu wolnego.
    Charlie, jego najlepsza przyjaciółka spędzała sobotnie poranki na nie robieniu niczego. A on? A on musiał lecieć z jęzorem na nikomu niepotrzebne treningi.
    Erick prędko wyciągnął strój i ubrał go na siebie. Spodziewał się, że za pięć minut dostanie wyjca od kapitana, co często robił, gdy tylko Ślizgon się spóźniał. A spóźniał się zawsze.
    Ubrany wybiegł z dormitorium, zaraz potem pojawił się na korytarzu i na ruchomych schodach z trudem się nie przewrócił. Na szczęście poradził sobie.
    A więc Erick spóźniony pojawił się na boisku do gry w Qudditch'a. Nigdy nie przykładał specjalnej wagi do treningów. Zawsze był żywiołowy - robił wszystko nie myśląc nad tym specjalnie. Porażkami się nie przejmował, olewał je...
    chyba, że dotyczyły one jego przyszłości. Wtedy porażek nie mógł popełniać.
    Spojrzał na towarzystwo. Cały zespół z zadowoleniem rozgrzewał się na boisku. Erick idąc ich drogą zaczął rozgrzewać wszystkie swoje mięśnie z dala od nich. Kapitan nawet na niego nie spojrzał, widać był zły za jego spóźnienie. Och, typowe dla tego rodzaju człowieka. Czyli najbardziej marudnego i wnerwiającego człowieka.
    - Erick? - kapitan wreszcie podniósł na niego wzrok. W takich momentach jak ten Erick zastanawiał się po jaką cholerę pchał się do tej drużyny?
    I wtedy przypominał sobie, że jest tutaj i użera się z tymi głąbami dlatego, że chce uzyskać dobrą pracę, a do tego liczy się wiele czynników.
    - Tak, kapitanie? - uprzejmie zamrugał.
    - Nie podlizuj się. Jeszcze jedno spóźnienie, a wylatujesz. - wysyczał na niego. Erick prychnął zirytowany.
    - Zawsze tak gada. - wyszeptał do siebie.
    - Słyszałem to! - ryknął kapitan. Odwrócił się za siebie, Toyotomi, czyli jeszcze bardziej wnerwiająca Erick'a osoba śmiała się z jego sprzeczki z kapitanem. - Yoshi, Erick na ławkę. - warknął na dwójkę. Ślizgon wściekły rzucił się na ławkę i wpatrywał się tępo w niebo.
    - Wspaniale, Yoshi. Cudownie. Skazani na siebie. - prychnął na dziewczynę siadającą koło niego. Tak to już z nimi było, nigdy za sobą nie przepadali. Ona dla niego była suką, a on dla niej dupkiem. Często się wyzywali co było bezsensowne, ale jednak z jakiegoś powodu Erick to lubił. Uwielbiał, gdy jej policzki wrzały z wściekłości. Uwielbiał, gdy zirytowanym wzrokiem mu się przyglądała. Czuł wtedy pewien rodzaj satysfakcji.

    [Zaczęłam trochę z innej beczki.
    Może na meczu Erick i Toyotomi nie będą wiedzieli co mają robić, ponieważ na treningu kompletnie nie słuchali, tylko sobie dogryzali, a drużyna obmyśliła nową strategię?
    Mogą się wtedy zacząć obwiniać o przegraną Ślizgonów?]

    erick

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Ojej, to Yoshi pewnie często musiałaby mówić to Edenowi, bo on ma własną moralność xd A co do kłótni to może ee Eden zapomni o ich spotkaniu albo będzie wredny dla innych bardziej niż zwykle (przechodzi dość ciężki okres i nikomu o tym nie mówi) i Yoshi stwierdziłaby, że się od siebie oddalają czy co? Taka drama. ]

    Eden

    OdpowiedzUsuń
  10. Erick zaśmiał się pod nosem. Yoshi jak zwykle była na niego cięta. Lubił takie dziewczyny, takie które nie bały się mówić szczerze co myślą. Ostry język. To w niej lubił, ale i nienawidził. Gdyby tylko nie to, że tak go irytuje to może by się przyjaźnili? Kto wie.
    - Yoshi.. Toyotomi.. bez zbędnych wyzwisk szło by nam o wiele lepiej. No wiesz.. - poruszył brwiami i spojrzał na nią z szerokim uśmiechem. Tym uśmiechem dla pospólstwa, tym którym raczył zwykłych ludzi. Nie bliskich swemu sercu, a tym dalekim. Tym, którzy według niego nie mają z nim żadnych szans. Tym którym nigdy nie pokazałby swojej prawdziwej twarzy. - Seks. Świetnie wiem, że na mnie lecisz, nawet się nie ukrywaj. Dobrze wiem jak bardzo chciałabyś ujrzeć mnie w swoim łóżku. Pewnie nawet o mnie śnisz. Mam nadzieję, że w Twoich snach jestem dobry w te klocki. - zaśmiał się. Oczywiście, że Yoshi na niego nie leci, świetnie to wiedział. Ona w życiu by na niego nie spojrzała w ten sposób. Byli po prostu poza swoim zasięgiem. Erick nigdy by nie podejrzewał, że taka dziewczyna może chcieć mieć z nim cokolwiek wspólnego. Każda mogła na niego lecieć, ale nie Yoshi. Ona nie była dla niego, a on nie był dla niej.
    Powiedział to tylko i wyłącznie dlatego by ujrzeć jej wściekłe spojrzenie i zaróżowione policzki. Uwielbiał jej napady złości. Tylko czekał aż w końcu nie wytrzyma i palnie go w twarz. Parę razy dochodziło między nimi do poważniejszych spięć, ale on nigdy by nie uderzył dziewczyny. Mógł zrobić wszystko. Pobić chłopaka nawet do wykrwawienia, ale nigdy, nigdy nie uderzyłby dziewczyny, to po prostu.. nie, to kojarzyło się dla niego z potworami. Kto byłby w stanie skrzywdzić tak niewinną istotę, tak dobrą jak kobieta? Każda z nich jest dobra, każda. Nawet te okrutne z Slytherinu, ponieważ każda z nich przynajmniej pięć razy w życiu płakała. Każdy facet mógł płakać, ale łzy mężczyzny nie mają nic wspólnego z bólem kobiet. Erick nigdy nie uważał, że faceci nie płaczą. Sam wiele razy płakał. Gdy rodzice zostawiali biedną Holly na operacjach samą, gdy sam odwiedzał siostrę chorą na białaczkę. Nienawidził swoich rodziców, za każdą wylaną łzę, którejś z sióstr. Ten który doprowadza kobietę do łez to nie jest prawdziwy mężczyzna, to jakiś pieprzony skurwiel i nic poza tym. Żadna kobieta nie powinna mieć powodów do łez. Nawet jego kurewsko okrutna matka, która i tak już wiele razy płakała przez ojca. Jego matka po prostu nie nadawała się na rodzica, ale była dobra, gdyby tylko nie ojciec to pewnie Bertie, Holly i Erick mieliby z nią dobrze. Jednak nie, ona bardzo słuchała ojca, jego słowo ceniła nad wyraz. Zależało jej na jego męskim spojrzeniu, na tym by ją zauważał spośród sterty papierów w swoim gabinecie. Oboje zatracali się w pracy i nie martwili się co u dzieci. Erick miał wszystko na głowie. Chorą Holly i szalejącą Bertie. Mimo to nie oddałby niczego za nie. Za swojego małego skrzata i za swoją księżniczkę. Kochał je, były mu tak bliskie. Były ważne.
    - No, no Yoshi, coś długo milczysz. - zaśmiał się Erick i zastukał palcami po ławce. Ślizgonka nic nie mówiła, a go to denerwowało. Czyżby zbierała myśli, czy może po prostu znudziło jej się gadanie? Albo go ignorowała? Och, tego by nie ścierpiał!
    Wielokrotnie obrażał Yoshi i Yoshi obrażała go, ale przecież to właśnie to co ich ze sobą w jakiś drobny sposób łączyło, coś co dzieliło i denerwowało zespół. Prawda jest taka, że często na treningach, a nawet meczach Yoshi i Erick tak bardzo przeszkadzali, że kończyło się przerwą bądź przegraną. Kapitan często groził nawet wyrzuceniem, któregoś z nich z drużyny. Tylko czy Erick dałby sobie radę bez Yoshi? Była pałkarzem i świetnym wrogiem, nie arcy wrogiem, a zwykłym wrogiem i może w pewnym sensie i dobrą znajomą, nie.. to zdecydowanie zbyt wiele, a może nie? Erick spojrzał na nią i długo milczał, zastanawiał się kim tak naprawdę dla niego jest Toyotomi Yoshi. Czy naprawdę aż tak jej nie lubi jak mu się zdaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy może mógłby ją polubić? To raczej byłoby trudne, ale od pewnego czasu sam czuł, że bardziej śmieją się ze swoich obelg, niż ubolewają nad tym.
      erick

      Usuń
  11. [Widzę, że ci się pogarsza. Skoro boisz się ze mną męsko-męskich, to zdecyduj czy mam myśleć nad negatywem czy pozytywem.]

    podpis

    OdpowiedzUsuń
  12. Erick stłumił uśmiech na słowa Yoshi. Nie chciał jej dawać satysfakcji, nie chciał, aby wiedziała, że ją rozbawił. Nie odkrywał wszystkich kart. Nigdy tego nie robił. Mógłby się otworzyć i pozwolić wszystkim na krzywdzenie swojej osoby, tylko po co? Lepiej udawać dupka i chronić swoją skórę niż być żartownisiem i mówić o sobie wszystko. Nie zamierzał odkrywać kart. Nie zamierzał.
    - Wiesz mam oczy i zwykle służą one do patrzenia. A to, że tylko taki brzydal jak ty mi się trafił nie oznacza, że muszę mieć oczy zamknięte. Choć przyznam, że jesteś tak brzydka, że aż boję się, że oślepnę. - powiedział. Wcale nie sądził, że Toyotomi jest brzydka. Uważał nawet, że jak na Azjatkę jest dość pociągająca. No ale jak to mówią koledzy z dormiotrium - Erick nigdy nie miał dobrego gustu.
    Toyotomi była pociągając dla Erick'a, ale chyba głownie z tych powodów, że była niedostępna dla niego. Że była zołzowata i miała cięty język.. Erick właśnie takie dziewczyny lubił najbardziej. Szkoda tylko, że wzdychały do niego same słodkie idiotki.
    Kapitan posłał im pełen złości wzrok. Najpewniej dlatego, że rozmawiali. Podobno drużyna opracowuje jakąś nową taktykę. Ericka nie wiele to obchodziło, jakby nie było jego zadanie zawsze było takie same i nigdy się nie zmieniało. Robił to co zwykle, latał za zniczem.
    Ciężko było wytrzymać w ciszy z Yosi, była ona tym typem osoby, którą uwielbiał wnerwiać i prowokować. Uwielbiał słuchać jej krzyków, syków i warknięć. Na tak wiele sposobów potrafiła być zirytowana jego zachowaniem, że aż jej zazdrościł. Mimikę to ona miała.
    Była dobra w wielu rzeczach, których Erick jej zazdrościł, ale głownie takich do których Erick by się nie przyznał, ze jest gorszy od niej. W końcu jest dziewczyną, której dodatkowo nie lubi. To daje wiele do myślenia. Nie można być gorszym od dziewczyny. Koledzy by go wyśmiali.
    Gdy dziewczyna przerwała ciszę zdziwił się. Zaatakowała go z zaskoczenia przez co kompletnie nie wiedział co powinien jej odpowiedzieć. Jak na złość nic nie wpadało mu do głowy. Mógłby powiedzieć coś w stylu: Chyba ty, albo Jesteś głupia.. ale wtedy byłby na poziomie pięciolatka. Spadłby w hierarchii. Nie chciał maleć w jej oczach. Sam nie wiedział z jakich powodów. W zasadzie nic dla niego nie znaczyła. Kompletnie nic.
    - Mam rozumieć, Yoshi, że to zachęta, tak? - zaśmiał się - Chcesz, abym Cię przeleciał? No cóż, nawet gdybyś była w moim typie nie zrobiłbym tego. Twoje skośne oczy owszem są seksowne, ale cała reszta.. - teatralnie zmierzył ją wzrokiem - No cóż.. ja na Twoim miejscu schowałbym się do szafy, ale ciebie pewnie na nią nie stać. Mogę Ci oddać swoją szafę, chcesz? - zaśmiał się. Zazwyczaj właśnie tak było, że śmiał się ze swoich żartów. Zwykle tylko go je bawiły, a no i jego osiłki też pękali ze śmiechu.
    - Nie bierz tego do siebie, no ale wiesz.. wolę swoje dzieci bez defektów w postaci oczu Yoshi. - uśmiechnął się do niej ironicznie. - Ale jak jesteś bardzo zdesperowana to coś się wymyśli.. mam paru kolegów. Kojarzysz Johnny'ego? - zapytał pękając już ze śmiechu. Johnny to taki grubszy chłopak, z którym kumplował się w pierwszej klasie. Był całkiem zabawny, no ale jednak Erick musiał zakończyć z nim przyjaźń, gdy postanowił celować wyżej. Gdy chciał, aby jego ojciec był z niego dumny. Musiał wyzbyć się wszystkich, którzy ciągnęli go w dół. Musiał być najlepszy we wszystkim. Johnny taki nie był. Dodatkowo był mugolakiem. Jego ojciec się ich brzydził.
    - Zgadzam się, że wiele dziewczyn śni o mnie, ale uwierz, że są one zadowolone. - uśmiechnął się szeroko. Prawda jest jednak taka, że Erick kochał tylko jedną dziewczynę i tylko raz to zrobił. Nie był chłopakiem, który kocha się z każdą dziewczyną. On wolał, aby wszyscy myśleli, że taki jest. Najważniejsze jednak było to, że on wiedział, że taki nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie pieprzył się z każdą lepszą. Dla niego to wszystko wtedy traciło na znaczeniu. Według niego tylko z miłości można to robić, dla niego to jedyny powód, aby się z kimś przespać. - Szkoda tylko, że ty nigdy nie będziesz miała okazji pieprzyć się z kimś takim jak ja. Nie Twoja liga.

      Erick

      Usuń
  13. [Szczerze? Nie mam pomysłu na wątek rozbudowany jakoś, ale chciałbym po prostu jak z koleżanką z domu zbudować realcję. Nie mówię, że jakąś głębszą, ale z korzyścią dla ich obojgu :P czyt. sztamę na obronę,ploty chodzące po szkole, etc. Może nawet jakąś, która już trwa, ale fajnie by było to rozrkęcić. So?]

    Philip Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  14. [Jejku, jakich fajnych znajomych na roku ma ten mój pan teraz! Karta jest świetna, jeszcze parę tygodni wcześniej przeglądałam ją ze świecącymi się oczkami, myśląc o tym, że musimy mieć ze sobą wątek. Poza tym piękna pani na zdjęciu! Makijaż mi jednak podpowiadał, że jest Koreanką, nie Japonką, i faktycznie :D
    Jako że Seo stara się mieć dobre relacje ze wszystkimi swoimi znajomymi z roku (w razie gdyby kiedykolwiek mogłoby mu się to do czegoś przydać), myślałam o czym lekkim i swobodnym dla tej dwójki. Potem przeczytałam jeszcze raz kartę i doszłam do wniosku, iż to niespecjalnie pasuje do Twojej panny... Więc może wrzucimy ich w jakąś sytuację bez wyjścia, drobne zagrożenie?]

    OdpowiedzUsuń