Wczoraj kwitło moje serce. Dziś jaśmin.



Nienawidzisz tego uczucia, ogarniającego cię czasem w pełnym uczniów korytarzu. Nienawidzisz go, gdy musisz usiąść, choćby na podłodze, zanim czarne plamy sprzed oczu zasłonią ci cały świat, i wtedy, kiedy świadomość nagle powraca do twojego zamroczonego umysłu. Nienawidzisz bólu, łapiącego znienacka lepkimi paluchami, jak wyłaniający się z cienia potwór. Nienawidzisz chorować, siniaczyć się z taką łatwością, z jaką innym przychodzi oddychać, nienawidzisz swojego chudego, nędznego ciała. Słabego ciała.
Nienawidzisz słabości.
Wiesz doskonale, chociaż odwracają głowy ilekroć wasz wzrok przypadkiem się spotka – zupełnie jakbyś przewodziła prąd i jakikolwiek kontakt z tobą groził śmiertelnym porażeniem – że gapią się za twoimi plecami, gapią się na wszystko: krótkie, odrastające przy uszach kosmyki, podkrążone oczy pandy i zapadnięte policzki, które kiedyś, gdy były jeszcze okrągłe, stanowiły powód do wstydu. A ty, ty tak bardzo się cieszysz, że wreszcie masz ładne, gęste włosy, zamiast nierównych, łysych placków na głowie i ciągle jeszcze wierzysz, że wygląd wcale nie jest najważniejszy. Chcesz żyć, Holly, i kurczowo trzymasz się tego życia, jakie by ono nie było.
Jesteś przecież dziewczyną, jedną z wielu zresztą, i nie wyróżniasz się z tłumu dodatkowym uchem czy choćby szóstym palcem u stopy; to pewnie dlatego podążające za tobą spojrzenia żywcem palą ci kark. Nie rozumiesz – wcale nie chcesz zrozumieć – dlaczego tak bardzo się tobą interesują, choć z większością z nich nigdy nie zamieniłaś ani słowa. Tak samo jak oni masz nos, oczy i usta, prawie zawsze wygięte w uśmiechu, masz dwie nogi, dwie ręce i, tak po prostu, oddychasz tym samym powietrzem. Wśród barwnych hogwarckich osobowości znalazłabyś o wiele ciekawsze charaktery, o wiele ciekawsze historie niż ty i twoje akta medyczne, zatem nie możesz pojąć, czemu gapią się akurat na ciebie.
Bo, tak poza tym, niczym się nie wyróżniasz. Kłócisz się z siostrą, tak jak inne siostry, martwi cię zachowanie brata, którego chciałabyś za wszelką cenę ochronić przed kłopotami; piszesz opowiadania leżąc w łóżku i zaczytujesz się w kolejnych książkach, sięgając, ku oburzeniu rodziców, nawet po te mugolskie, niepoprawne. Nauczyłaś się nie ulegać każdemu, kto cię o coś poprosi i w końcu nie czujesz się źle odmawiając; kochasz zwierzęta, warzenie eliksirów i naukę, choć bywa, że na Historii Magii przytrzymujesz opadające powieki palcami. Nabierasz coraz większego dystansu do siebie i lubisz mieć czasem święty spokój, bez nieustannej paplaniny nad głową. Nie pijasz alkoholu, śpiewasz, kiedy nikt nie słyszy, a w wietrzne dni nareszcie czujesz się wolna – i, dotykając dłońmi łopatek myślisz, że gdybyś była aniołem, właśnie w tym miejscu wyrosłyby ci skrzydła.
Nie pozwalasz na użalanie się ani sobie, ani innym, reagując, być może, nieco zbyt ostro; po prostu nienawidzisz współczucia. Słabość, litość – łączy je identyczna, drażniąca jak igła końcówka – a przecież co nawbijałaś w swoje ciało igieł, to twoje.

Holly Wilkes

uczennica VI klasy w Domu Kruka — krew czysta od pokoleń — różdżka wykonana z drzewa osiki i włókna smoczego serca, 15" — patronusem płaszczka — boginem inferius — młodsza z bliźniaczek i mała siostrzyczka dla brata — klub Eliksirów — Famma

blisko ————————  daleko

14 komentarzy:

  1. [Cześć siostra!
    Znasz już moją reakcję na temat tej wspaniałej karty, więc nie ma się co rozpisywać. :)

    Co do wątku. Zaczynamy go od kiedy? Może od zdiagnozowania choroby? To dobry punkt zaczepienia.]
    Erick

    OdpowiedzUsuń
  2. [Dobre.
    Na święta, Erick zaczął zauważać, że jest słaba dokładnie taka jak w czasie choroby. On jest wściekły na nią i obwinia ją o to, że zachorowała, co oczywiście jest kompletnym idiotyzmem. No ale tak będzie. Erick będzie unikał siostry, ze strachu, że będzie musiał patrzeć na jej cierpienie i chorobę.
    Może zacznie się na początek świąt w Hogwarcie, później wyjadą do domu i Holly będzie zła na niego, że kompletnie ją ignoruje i że zachowuje się jak rozkapryszony książę.
    Pokłócą się, później Erick w złości pójdzie spotkać się ze swoimi nowymi kumplami, synami przyjaciół ojca. Nowi kumple Erick'a są źli i korzystają z czarnej magi. Oczywiście Holly po niego pójdzie.
    Zaczniesz? Czy pomysł ci się nie podoba?
    Zwykle szybko odpisuję. :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dzień dobry, bardzo ładna karta. Wizualnie i pod względem treści. W razie chęci zapraszam do siebie ;)]

    ARTAIR AVERY

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam serdecznie, przyjemna postać :) Życzę miłej zabawy na blogu, a jeśli pojawi się niedobór wątku to zapraszam pod swoje karty :)]

    TORI WEASLEY & NORA VANCE & CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  5. [O. Mój. Boże. Zakochałam się.]

    Roxanne/Sirius

    OdpowiedzUsuń
  6. [Wydaje mi się, że kiedyś pisałyśmy na mailu, możemy więc tam ustalić wątek :) unmei.sakerarenai@gmail.com.]

    Sirius

    OdpowiedzUsuń
  7. Erick jak zawsze wstał późno. Jednak nawet nie zamierzał się śpieszyć, wyznawał zasadę, że to inni powinni na niego czekać, bo on może się spóźnić.
    Z tymi słowami wszedł do Wielkiej Sali, zaskoczony zauważył, że Holly jeszcze nie ma. Bertie oczywiście już wychodziła. Zawsze szybko zjadała i gnała na sekundkę do dormitorium, aby jeszcze się pouczyć. Zawsze naukę zawalała. Rodzicom bardzo to przeszkadzało, sam Erick nie widział w tym nic złego, w końcu Bertie była lepsza w wielu innych rzeczach. Np. Qudditch, co dla Ślizgona było czarną magią.
    - Erick! - krzyknęła roześmiana Bertie spoglądając na brata. Poklepał ją po ramieniu i uśmiechnął się do niej pewnie. Zaraz potem usiadł koło Finneasa i Parkera. Charlie jak zwykle spóźniła się na śniadanie i za pewne zrezygnowała z posiłku. Martwiło go to. Jego najlepsza przyjaciółka musi jeść. Zgarnął rogalika i zapakował do plecaka. Charlie je uwielbiała.
    Oczami błądził po całej sali, Holly zawsze przychodziła idealnie w punkt na śniadanie, nigdy się nie spóźniała. Zawsze to Erick wpadał jak burza i zwykle przychodził, gdy już wszyscy wychodzili. Holly zawsze mu wtedy przynosiła coś do zjedzenia, co dla niego schowała. Uśmiechnął się na wspomnienie.
    Blondynka przeszła koło stołu Slytherinu, co na pewno nie było dla niej po drodze. Widać miała w tym cel. Uśmiechnęła się do Erick'a.. nie, to nie był uśmiech. To była próba zakamuflowania tego co czuła. Następnie uderzyła Ślizgona w ramię, zrobiła to tak delikatnie, że nawet tego nie wyczuł. Miała mało siły, bardzo mało. Erick nie odwzajemnił uśmiechu, tylko przyglądał jej się badawczo. Szła słabym krokiem, wyglądała jakby wszystko ją bolało. Wyglądała jak wtedy.
    Erick wstał z miejsca i nie żegnając się z kumplami postanowił zaczekać na Holly pod wielką salą. Musiał z nią porozmawiać. Musiał wiedzieć co się dzieje, musiał się przekonać, że to nie to. Że to nie nawrót tej pieprzonej choroby! Tak bardzo tego dla niej nie chciał. Czuł łzy na swoich policzkach.
    - Co się gapisz?! - wykrzyczał do pierwszoroczniaka, który wbijał w niego natarczywe spojrzenie. No tak, Erick Wilkes nie płacze. On nigdy nie płacze. Chłopczyk odbiegł wystraszony, Erick w ogóle się tym nie przejął. Przetarł oczy i zaczął szukać siostry.
    I dostrzegł ją. W stosunku do nikogo nie miał takiego zainteresowania, no chyba, że to Bertie. Bertie to w końcu jego mały skrzat. Nigdy nie dałby jej skrzywdzić nikomu. Za bardzo ją kocha i zbyt wielu dupków-chłopaków miała. No i ją najbardziej rodzice tępią. Ona potrzebuje wsparcia starszego brata. Holly też nie ma łatwo, ale akurat rodzicom w niej przeszkadza jedynie to, że korzysta z mugolskich leków. No i to, że nie jest w Slytherinie. Holly byłabyś wspaniałą Ślizgonką. A Erick? Erick zawsze był dla nich idealnym synem. Dobre oceny, Ślizgon, no i zainteresowania o których na głos się nie mówi. Przez przyjaźń z synami przyjaciół ojca z pracy dowiedział się wielu rzeczy, które zaczęły go interesować. 25 grudnia ma się spotkać z kumplami, którzy wtajemniczą go w całą historię czarnej magi.
    - Holly! - zmusił ją do podejścia. Przez chwilę pomyślał, że ucieknie, jednak nie zrobiła tego. Złapał ją za ramię, dzieliło ich ponad 30 centymetrów różnicy. On był wysoki, ona bardzo niska. Nawet Bertie ją przerosła i sięgała Erick'owi do ramion. Schylił się nieco, aby móc dostrzec oczy siostry. Wyglądał na zmęczoną. Była blada, miała podkrążone oczy. Odrastające włosy były w nieładzie. Widać, że było źle. - Holly, siadaj. - wskazał na schody, ponieważ miał dość pochylania się. - Myślę, że ukrywasz coś co ja już zauważyłem. Masz nawrót? Lekarz ostrzegał, że może się tak zdarzyć. Holly.. co się dzieje? - pytał - Wiesz, że jutro wieczorem jedziemy do domu na święta? - zapytał.

    Brachol

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! Chyba mignęła mi kiedyś Twoim karta na innym blogu, ale pewności nie mam... Biedna ona jest, dużo zdrówka i sił życzymy! Wątek bym chciała zaproponować, ale niestety brakuje mi pomysłów jakby połączyć Holly z jedną z moich pań. Gdybys jednak Ty miała choćby jakiś zarys to serdecznie zapraszam! Tymczasem życzę Ci mnóstwo fajnych wątków i powiązań, ciekawych pomysłów i jak najwięcej zabawy. c:]

    CHLOE G. & URSULA N.

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Jaka ona piękna, omg ;-;
    Karta napisana ślicznie, a miłość do zwierząt to oh ah <3 Zapraszam do siebie jak coś, na pewno coś wymyślimy, przyjmuje wszystko c: ]

    Frederick Wayland | Lee Hae-Jin

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam z powrotem na Kronikach! Miło widzieć Cię znowu na blogu :)
    Jak zawsze bardzo ładnie przedstawiona i dopracowana postać; kartę naprawdę miło się czyta, a o to wcale nie tak łatwo ;) Dodatkowo, urocze zdjęcie, będące taką wisienką na torcie w tym wszystkim :] Ano, i piękny kociak, doprawdy!
    Życzę Ci wielu ciekawych wątków, a przede wszystkim udanej zabawy na blogu! :) Mam nadzieję, że zostaniesz z nami na dłużej, a w razie chęci zapraszam do siebie...]

    Teddy Lupin || Ed Bones

    OdpowiedzUsuń
  11. [Myślę, że możemy postawić na słodko-gorzki sentyment, bo Ulka raczej nie czułaby niechęci do chorej uczennicy (tu pojawia się pytanie: miałaby od razu dowiedzieć się o jej chorobie czy po jakimś czasie?), raczej czułaby współczucie i chęć pomocy, wsparcia Holly. Mogłaby dodać jej sił, chociaż nie jestem pewna czy Twoja Pani tego potrzebuje, w końcu sama mówiłaś, że zawsze idzie pod prąd! ;D Hmmmhm, pomysł na sam wątek masz?]

    URSULA N.

    OdpowiedzUsuń
  12. [O, taki pomysł mi się podoba. I omdlenie i krwotok z nosa mogłoby wyjść fajnie, wtedy Ursula mogłaby ją zabrać do pielęgniarki. (: Wiem że dałaś pomysł, ale miałabyś coś przeciwko napisaniu zaczęcia? Oczywiście jeśli nie chcesz to ja się tym zajmę, tylko będziesz musiała troszke poczekać bo mam jeszcze kilka odpisów do zrobienia. <;]

    URSULA N.

    OdpowiedzUsuń
  13. [ Awwuu, jestem za. Freddie potrzebuje damskich przyjaciółek <3 Widzę, jak mówią do siebie po nazwiskach, rzucają wrednymi tekstami, ale jak ktoś inny jest złośliwy dla jednego yo drugie od razu rzuca się z pazurami do obrony c: Pytanie czy robimy z tego wątek czy na razie zostawiamy samą relacje? ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wierzył w to - nie wierzył w tą beztroskę w zachowaniu Holly. Zachowywała się dokładnie tak jakby nic się nie działo.. a przecież nie był głupi - świetnie wiedział, że siostra dobrze się nie czuje. Wiedział, że jest jej coraz gorzej. Chodzi słaba, zmęczona, czasem bał się, że przewróci się gdzieś na korytarzu i że nie będzie w stanie jej pomóc.
    Jej słowa podziałały na niego jak płachta na byka. Święta idą? Zachowywała się śmiesznie. Mówiła o czymś co kompletnie, w jej stanie, nie było ważne. Spojrzał na nią i wstał, zrobił parę okrążeń i zastanawiał się jak nisko można upaść symulując swój dobry stan.
    - Holly, co mnie obchodzą święta? - zapytał ją i dotknął jej jasnych włosów, odrastały. Powoli, ale odrastały. Pamiętał jak ciężko jej było po chemioterapii.. nie potrafił wtedy na nią patrzeć, na jej ból i brak świadomości w to co się dzieje. Wyglądała wtedy bardzo mizernie. Była blada, oczy miała przekrwione, sine. Wyglądała tak jakby codziennie płakała, to nawet było możliwe. Przechodziła wtedy przez piekło. Jego mała księżniczka, maluszek. Bolało go, że nie chce się przed nim otworzyć. - Co mnie obchodzą święta? Holly, proszę.. powiedz mi jak się czujesz. - powiedział do niej zirytowany. Nie wyobrażał sobie tego jak można nie być szczerym z swoją rodziną. Sam powiedziałby nawet matce, która była podłą ropuchą, jak się czuje. Dlatego, że rodzina po prostu powinna wiedzieć takie rzeczy. Powinna sobie mówić wszystko, w rodzinie nie ma przecież tabu. W rodzinie każdy sobie wszystko mówi. W rodzinie nie ma żadnych tajemnic. W rodzinie każdy o sobie wszystko wie.
    - Pamiętasz jak byłaś chora? - zaczął - Pamiętasz jak leżałaś w szpitalu przed chemioterapią, jak bałaś się jak przyjmiesz chemię? Pamiętam, że ciężko było mi patrzeć na Twoje łzy. Serce mi się krajało. Jedyne czego wtedy pragnąłem to Twojego zdrowia, a jak na złość nic Ci nie pomagało. Pamiętam, że fatalnie to wtedy przyjmowałem. Myśl, że choroba tak bardzo Cię wyniszcza. Ja tyle razy uciekałem przed odpowiedzialnością.. uciekałem przed Twoim widokiem, nie chciałem na Ciebie patrzeć, to za bardzo bolało.. dlatego tak często spotykałem się z Parker'em i Josh'em. - mówił. Po raz pierwszy od wielu lat przyznał się, że było mu wtedy ciężko. Momentami wydawało się, że on bardziej to wszystko przeżywał niż cała rodzina łącznie z Holly. - Pamiętasz jak Bertie uciekła ze łzami w oczach? Nie wytrzymała presji, mi też było cholernie ciężko. Wtedy popłakałaś się. Pamiętasz jak otarłem Ci łzy, gdy weszła pielęgniarka? Pamiętasz co Ci wtedy powiedziałem? - zapytał spoglądając na nią z nadzieją. To było jedno z jego największych wspomnień. To było jedno z tych najbardziej bolesnych wspomnień. Ale za nic w świecie nie chciałby stracić tego wspomnienia, to było bardzo mocno wspomnienie i bardzo ciężkie. Często rozmyślał nad tym jak się zachował.. wtedy po raz pierwszy od dłuższego czasu nie wstydził się za to jakim był bratem. Wtedy po raz pierwszy zachował się odważnie i tak jak na starszego brata przystało.Wtedy był z siebie dumny i dumny z Holly, że mimo wszystko, mimo, że nie było przy niej rodziców dała radę. Poradziła sobie z wszystkim, z samotnością, z bólem i ze strachem. Bo na pewno była przerażona, każdy na jej miejscu by był. Nikomu nie mogłoby być łatwo w takiej sytuacji.. pewne sytuacje nie są nawet do przejścia.. a ona je przeszła. Dlatego tak bardzo nie chciał, by przyszedł nawrót. Bał się, że mogłaby sobie z nim nie poradzić. W końcu zbyt wiele sił straciła w czasie przyjścia choroby.

    braciszek

    OdpowiedzUsuń