17 lipca 2017

Naprawdę zawsze starała się patrzeć w stronę światła. Ale im dłużej człowiek wpatruje się w jasność, tym mocniej go wypala, aż wreszcie nadchodzi pokusa, aby się odwrócić i zobaczyć, jak długi, gęsty, mocny i ciemny staje się ciągnący z tyłu cień.

http://25.media.tumblr.com/1d662173d2531fd40c5c141509327b9e/tumblr_n0hd5wagmx1to9nbao3_1280.jpg
 NAM HYOJIN
VII rok, Ravenclaw | bogin — ogień | patronus — lis | różdżka — 9 cali, giętka, cedr, proszek z rogu buchorożca  | wielokrotnie określona i nazwana, zdefiniowana i ułożona w odpowiednich szufladkach, zaprojektowana do wykonywania poleceń

Stój prosto i się nie garb, używaj właściwych sztućców, uważaj aby długość sukienki była odpowiednia, uśmiechaj się i nigdy się nie krzyw, nie grymaś, używaj zawsze zwrotów grzecznościowych i nie przeklinaj, przepuszczaj starszych w drzwiach, poprzestań na jednej lampce wina, nie bądź obsceniczna i wyzywająca, zawsze pamiętaj o skromności i pokorze, złośliwe komentarze kwituj jedynie delikatnym uśmiechem i nie pozwól się sprowokować, wykonuj powierzone obowiązki sumiennie i dokładnie, bądź wzorową uczennicą, kochaną córką, życzliwą koleżanką, nie myśl o używkach i chłopcach, na to przecież przyjdzie czas. Bądź bardziej papieska niż sam papież, bardziej święta niż święci, bardziej boska niż jakikolwiek istniejący bóg.
Żyj i oddychaj zgodnie z zasadami, a potem umrzyj. Ale wcześniej zwariuj i porzygaj się całą tą sztucznością. Bo przecież ile można.

8 komentarzy:

  1. [ Jako że jestem osobą szybko się przywiązującą (ok, wcale nie, to kłamstwo i figura retoryczna semantycznie pusta, ale na potrzeby tego komentarza poudaję, że jest zgoła inaczej), to w sumie czekałam na zakwitnięcie na głównej ostatniej z moich współwisielców w szkicach! Więc hejka, naszym postaciom najprawdopodobniej po raz siódmy przyjdzie dzielić dormitorium. A ostatnie zdanie karty tak cudownie pasuje do nastoletniego buntu. ;D ]

    Sagit Wallach

    OdpowiedzUsuń
  2. [Właśnie miałam Ci odpisać pod opowiadaniem, żebyś się już publikowała, bo na widok Gain w roboczych aż mi się mordka sama rozszerzyła w uśmiechu i nie mogłam się jej tu doczekać :D Trzeba nam jakiś fajny wątek zmalować, to już postanowiłam, może z jakimś supi powiązaniem.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Mogą znać się nawet wcześniej z widzenia — a przynajmniej kojarzyć, skoro od kilku lat czasami mają ze sobą zajęcia — ale faktycznie, poznać się rzeczywiście mogliby dopiero na jakim taki wystawnym, sztywnym bankieciku, na którym znaleźli się tylko i wyłącznie przez naciski rodziców. Jakiś jubileusz na przykład, świąteczna impreza charytatywna etc., etc.
    Wolisz zacząć właśnie od tego momentu i budować im relację czy rzucić w przód, do wydarzeń z tego roku?
    Od obojga bije chłód i swego rodzaju tajemniczość, a mi się to połączenie baaaardzo podoba.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Kamień z serca? Wiesz, co ma wisieć, nie utonie, więc skoro już nie wisimy, możemy utonąć. :D
    Wątek to konieczność! (Czy to tylko ja tak mam, że łatwiej mi skompletować wątki męsko-męskie niż damsko-damskie, czy to powszechny problem?) Lubią się, nie lubią, wakacje czy szkoła? ]

    Sagit Wallach

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnie tygodnie sierpnia w kalendarzu Yeonghwana pozajmowane zostały przez jego rodziców. Nie obyło się bez krzywych spojrzeń, zniechęconych westchnień, gniewu i skrytej wściekłości, ale nie można powiedzieć, by na państwie Seo robiło to jakiekolwiek wrażenie — odkąd chłopak tylko sięgał pamięcią, zawsze ciągali go na te wszystkie wystawne kolacyjki z Ministerstwa, by od małego dorastał w otoczeniu wysoko postawionych ludzi i z tymi właśnie ludźmi się zaznajamiał.
    Z jednej strony denerwowało go to niezmiernie, a z drugiej przyznawał poniekąd swoim rodzicom rację. Z rzadka zdarzało się, by zwykły piętnastolatek, uczeń, spędzał czas z Ministrem Magii albo innymi ważnymi dla ich światka urzędnikami. A w Yeonghwanie żyła przecież gorąca chęć do poznania tych ludzi, zaznajomienia się z ich metodami działania i choć widywał ich często, niekoniecznie personalnie, to widok na żywo mógł czasem zmienić jego nastawienie.
    Tym razem teleportowali się z ojcem i matką do małego angielskiego miasteczka, tuż przed posiadłość Brentona Bode'a, jednego z Niewymownych, pracownika brytyjskiego Departamentu Tajemnic. Urządzał on przyjęcie z okazji pierwszego jubileuszu swojej pracy, a przy tym również pożegnania ze swoją kadrą, ponieważ zdecydował się na przeprowadzkę do Francji, rodzimego kraju swojej żony.
    Impreza koktajlowa, jak to ironicznie odczytał Yeonghwan, gdy tylko w ręce wpadło mu zaproszenie, wydawała się być na pierwszy rzut oka raczej uroczystością weselną, aniżeli zwykłym, cichym bankietem. W ogrodzie pełnym magicznych roślin rozstawiono kilka kremowych, jedwabnych namiotów oraz niezliczoną ilość stołów, które aż uginały się pod ciężarem półmisków z jedzeniem. Grała nawet orkiestra, choć cicho, ledwo słyszalnie.
    Po pierwszych pocałunkach na powitanie, drętwych gratulacjach i niezręcznych rozmowach o niczym, rodzice w końcu pozwolili Yeonghwanowi zająć własne miejsce wśród ludzi, których darzył choć niewielką sympatią. Chłopak chwilę rozglądał się wokół, a gdy dostrzegł Krunkonkę, kąciki jego ust uniosły się delikatnie ku górze. Zanim zrobił krok, ktoś wcisnął mu nawet kieliszek z szampanem.
    Dziewczyna siedziała sama, zapewne znudzona, choć ani po mimice, ani po pozie nie dało się tego poznać. Raz po raz pociągała ze zdobionej piersiówki, a potem chowała ją pod stół, leniwie oglądając się, czy nikt przypadkiem tego nie zauważył, nie wzbudzając przy tym podejrzeń.* Seo ruszył w jej stronę, a potem bez zbędnych, nudnych, formalnych powitań się do niej przysiadł.
    — Hyojin-a, jaki piękny mamy dziś dzień — powiedział sarkastycznie, unosząc kieliszek w celu wzniesienia toastu.

    *Tu mnie troszkę fantazja poniosła, wybacz, jeśli nie pasuje :D

    OdpowiedzUsuń
  6. — Jeszcze to mi się nie zdarzyło, ale kto wie, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetów moich rodziców — rzucił, mrużąc oczy, po czym wychylił kieliszek szampana i upił potężny łyk. Nie minęła nawet godzina, odkąd tu przybył, a już miał ochotę zwinąć się ukradkiem do domu, wymigując po drodze jakimś banalnym pretekstem.
    Seo nie miał wątpliwości, że w pewnym momencie matka zajmie się jego ewentualnym ożenkiem, niemniej teraz, gdy nie skończył nawet siedemnastu lat, to wydawało się jakimś odległym, niejasnym planem. Zresztą wizja ślubu z kobietą, której nie kochał, a z którą związek mógł przynieść mu jakiekolwiek korzyści — czy to finansowe, czy wynikające z jej pozycji — była dla niego całkiem wygodna. Jeżeli tylko jego wybranka byłaby całkowicie uległa, nie sądził, by zagrażała jego planom.
    — Znaleźli ci już jakiegoś przystojnego młodzieńca z dobrej rodziny? Czy może bardzo bogatego starca, dziedzica fortuny? — zapytał po chwili z rozbawieniem. W sumie nie powinien z tego żartować, choć z drugiej strony, co innego im zostało, gdy byli tylko pionkami w rodzinnej grze, zwykłymi obserwatorami. — Chodź, przejdziemy się. Zobaczymy, jak wygląda ten pałac Bode'a od środka.

    [Skojarzył mi się ten wątek sprzedawania ludzi na prywatkach z Get Out.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Zapraszamy więc do tulenia!
    Choć Rufi szczęśliwy nie będzie. :D]

    Rufus Riddell

    OdpowiedzUsuń