You can't turn around and say goodbye

Christopher   Zabini
genialny pałkarz | idealny wnuczek | była duma rodziny
VII rok | Slytherin | 13.02
cis, włókno ze smoczego serca, 13 cali, wyjątkowo giętka

| koligacje | fakty | historia |

Podczas meczy wymachuje pałką jak zawodowiec, powietrze zdaje się jego żywiołem, a miotła - częścią jego samego. Podziwiasz go. Na korytarzu widujesz go zazwyczaj otoczonego gromadką wielbicieli (obojga płci) rozdającego co po niektórym uśmieszki. Innym razem dostrzegasz go z paczką kumpli żartującego z jakiegoś nieudolnego młodszego mugolaka. Na spotkaniach Klubu Ślimaka pojawia się z kpiącą miną - o ile w ogóle się zjawia. Kiedy się spóźnia, wchodzi na zajęcia jak gdyby nigdy nic. Zazdrościsz mu tej swobody, totalnego olewania. Sprawia wrażenie, jakby nic go specjalnie nie obchodziło, wszystko przychodzi mu samo z siebie, jakby nigdy w życiu nie musiał się o nic starać. Błyszczy na eliksirach, jego talent podziwiasz na Klubie, nie znasz nikogo, kto z taką sprawnością dodaje składniki i uzyskuje tak idealne wyniki. Trafienie na niego jako partnera podczas Klubu Pojedynków można uważać za traf losu jak również i za nieszczęście. Wymachuje różdżką jak szermierz, zaklęciami rzuca jak z rękawa. Często obserwujesz jego ruchy, próbujesz naśladować, ale wszystko wygląda karykaturalnie. Nie znajdziesz drugiego takiego jak on.
Ale zauważasz również, jak często zerka na stół Gryfonów, jakby kogoś szukał...
I chociaż obserwujesz go tak często, nie wiesz, że w kącie dormitorium bawi się w wynalazcę. Nie masz pojęcia o jego fascynacji Dowcipami Weasley'ów, nie wiesz jak pasjonuje się majsterkowaniem. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak osobliwe jest jego ulubione danie. Nawet nie domyślasz się, co może widzieć w Ain Eingarp ani czym pachnie mu amortencja. Nie masz pojęcia, czemu tak bardzo nienawidzi swojego imienia. Nie znasz jego historii, nie znasz go wcale.

Ognista najlepszym lekarstwem | Chodząca sprzeczność | Bilard nałogiem
Hipnotyzujące brązowe tęczówki | Podrywacz po babci
Klub Pojedynków | Klub Eliksirów | Klub Ślimaka
właściciel przemyconego leminga górskiego
Serce skradzione pewnego wieczoru

____________
Taki sobie Zabini w nowym wydaniu, oczywiście dość minimalistycznym (chociaż jak na mnie to tu sporo tekstu!). Kochajcie, nienawidźcie, on i tak bedzie Was uwodził - wszystko przez babcię! Kartę sponsorują: Colton Haynes, zespół The Baseballs (z coverem piosenki Follow me Uncle Krackera). Jesteśmy zapracowane i nierozgarnięte zwierze, więc limicik wprowadzamy i kolejki się nie trzymamy. Wolimy zaczynanie niż wymyślanie, bo chyba w kolejce po kreatywność tośmy nie stali. Poprzednią kartę znajdziecie tutaj, a kontakt ze mną najprzyjemniejszy przed gg: 40111584, ewentualnie przez maila: ladychocolatecupcake@gmail.com
Mistrza Gry oczywiście serdecznie zapraszamy!
Wątki (4/5): Fred Weasley, June Millward, Roxanne Weasley, Dakota Washington

53 komentarze:

  1. [ Dzień dobry, majsterkowiczu ♥ ]

    Tańczący po pokoju Freddie

    OdpowiedzUsuń
  2. [Fajnie zobaczyć odświeżoną kartę Zabiniego! Witanie Cię chyba nie ma najmniejszego sensu :D]

    Louis

    OdpowiedzUsuń
  3. [Śmiem twierdzić, że Zabini i Avalon są do siebie tak podobni, a zarazem tak różni! Albo wysoka temperatura nie pozwala mi już myśleć i piszę bzdury. Tak czy siak podoba mi się Twoja postać, jest ciekawa. Jakby była chęć na wątek to zapraszam. Aczkolwiek przyznaję od razu, że wymyślanie relacji nie zawsze mi wychodzi, więc no. Jakaś burza mózgów, coś. O ile oczywiście chęci są ;)]

    Avalon

    OdpowiedzUsuń
  4. [Nie chciałabym wpychać się po wątek, skoro jednak masz limit i ograniczony czas, ale w oczy rzucił mi się ulubiony kolor czcionki. Nie będę chwalić karty, bo wyjdzie jeszcze, że chce wbić się w kolejkę. Gdybyś jednak wyrażała chęci na wspólny wątek to coś nam wymyślę, bo chyba nie miałyśmy okazji gdzieś na siebie wpaść. Tylko musisz określić mi czy akcja ma rozgrywać się stricte w szkole czy poza jej murami :)]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ars, nie udawaj, przecież widać, że się wbijasz :D ]

      Usuń
    2. [Cavendish, Ty lepiej kończ notkę, bo czekam, a nie stalkujesz nałogowo :D]

      Usuń
  5. [Gregs, jednak uświadomił wszystkich, że się wpycham, cóż. Nie mam nic w tej sprawie więcej do powiedzenia, jakby co. Niech się stalkery z tego tłumaczą, bo nie biorę za to odpowiedzialności, o! XD
    No, ale trudno już sobie zaklepują miejsce w takim razie, Żabini... Wybacz, nie mogłam się powstrzymać! Dobra, przechodząc jednak do konkretów. Mi akurat bardziej leży rozciągnięcie akcji na tereny w okolicach zamku lub w ogóle poza nim, dlatego większość moich propozycji będzie tego dotyczyć. Nie wiem czemu, ale mam więcej pomysłów na taką rozgrywkę. Na wstępie: wybierz co chcesz, łącz jak sobie życzysz, dodawaj cokolwiek uznasz za interesująca. Zacznę od możliwym powiązań, więc wybierz co tylko chcesz:
    1. Co powiesz na to, aby Ars i Zabini znali się od dziecka? Załóżmy, że ich rodzice się znali i przyjaźnili. A zatem na pewno spotykają się częściej niż pozostałe znajome sobie rodziny czarodziejów. Tak też poznałyśmy naszych chłopaków. Tutaj są jednak dwie możliwości – przyjaźń lub nienawiść. Zacznijmy od końca. Mogli się nie znosić, bić i grozić sobie jeszcze zanim wpadły im do ręki prawdziwe różdżki (czytaj: walka na wszystko co znalazło się w zasięgu małych, wrednych łapek), a teraz częściej rywalizowaliby ze sobą w Klubie Pojedynków. Albo mogli być swoimi najlepszymi druhami i dziecinnymi, czasem złośliwymi żartami doprowadzać rodziców do szału. Może wówczas spędzali ze sobą wakacje i miło spędzali czas. Dzisiaj też utrzymywaliby dobre relacje. Kto wie? Może te psikusy zostałyby im do dzisiaj.
    2. Frenemies w przypadku mojego Pana-Nie-Wchodź-Mi-W-Drogę-Łamię-Regulamin i Twojego Pana-Nie-Mów-Do-Mnie-Po-Imieniu byłoby to ciekawe połączenie. Mogliby się wówczas poznać dopiero w pociągu, kiedy pierwszy raz Ars wyruszał do Hogwartu. Oczywiście, tylko rocznikowo jest od Zabiniego młodszy, ale znaleźliby wspólny język. Może coś wówczas kolekcjonowali albo kibicowali innym drużynom Quidditcha i doszłoby wówczas do sprzeczki, której już dzisiaj żaden z nich nie pamięta, ale nie zmienia to faktu, że odraza została. Jedyne co ich połączy do nienawiść do kogoś – nauczyciela, ucznia, kogokolwiek – i to właśnie połączy ich w jednym celu – pokazania ów osobnikowi, gdzie jego miejsce. Niżej w hierarchii niż nasi panowie, rzecz jasna. Albo cokolwiek innego, ale również w klimacie Frenemies, gdzie jedno jest zależne w pewien sposób od drugiego. Przykładowo – Zabini wie, że Ars wymyka się tu i tu, studiuje czarną magię w najciemniejszych kątach Działu Ksiąg Zakazanych i co będzie chciał Twój Pan w zamian to już zależy od Ciebie. Lub odwrotnie to Ars trzyma Zabiniego w szachu i czerpie z tego jakąś korzyść, nawet postaci złośliwej satysfakcji.
    3. Tu najkrócej, ale nie widzę sensu, aby się tutaj zbytnio rozpisywać – kumple od kieliszka słynnej ognistej. Spotkania po kryjomu wiadomo w jakim celu – alkoholowe libacje Ślizgonów.
    Dopiero po ustaleniu powiązania rozpiszę Ci pomysły, bo nie będę się tutaj rozciągać na dwa okienka, rozpisując to co mi chodzi po głowie na każdą z opcji c:]

    Ars

    OdpowiedzUsuń
  6. [Jejku, czyżby właśnie została zmuszona do wyprodukowania pomysłu? Chętnie powątkuję z Krzysiem, ale powiedź mi, jaka relacja cię interesuje, a może jakieś ci brakuje, chętnie uzupełnią z Lou te braki :D]

    Louis Weasley

    OdpowiedzUsuń
  7. [Po obejrzeniu filmów mam dziwne skrzywienie, że Zabini był... ciemnoskóry. Jak to dobrze, że u Ciebie jego wnuk jest biały. Może zatrę to nieprzyjemne wrażenie. I gratuluję wątku z pewną postacią, która naruszy skostniałe tradycje mieszanego romansu. Pozdrawiam.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Możemy to połączyć w jedno: znają się od dziecka (nienawiść i tendencja do wymachiwania małymi, wrednymi łapkami + walka o terytorium zależnie od miejsca spotkań – czyj dom tym większa rywalizacja o dominację). Trochę się Langhorne'owi zapomniało i Zabiniemu tej wzajemnej niechęci, ale poprawili to podczas spotkania w pociągu, gdzie już obojętne o co im poszło (może o te karty kolekcjonerskie albo jakąś drużynę, whateva). Teraz nasi dzielni Ślizgoni zostają połączeni przez tego kogoś (nauczyciel/woźny/uczeń, którym gardzą) i muszą działać w jednej drużynie, więc frenemies układają plany przy Ognistej, ale oczywiście, pewnie będą się sprzeczać i robić wyrzuty drugiemu, jak coś spieprzy. A już pełne propozycje rozegrania akcji rozpiszę dopiero jak wrócę z wykładów :D]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jak ktoś tam wspomniał wyżej, mi też zawsze "ten Zabini" pojawiał się w głowie jako czarnoskóry, przystojny i elegancki chłopak (nie jestem pewna, czy sama Rowling tego nie potwierdzała), ale i Twoja interpretacja Christophera mi się bardzo podoba. Wątku nie zaproponuję, bo nie mam pomysłów, chciałam tylko się ładnie przywitać :) Gdybyś jednak wpadła na coś, to zapraszam pod karty!]

    Jihoon/Abigail/Seunghyun/Alexander

    OdpowiedzUsuń
  10. [A wiesz, że mi umknęło, że w książce Zabini także był czarnoskóry. Nie wiem dlaczego nigdy nie wróciłam na to uwagi, ale mniejsza. :) A co do gratulowania - wydawało mi się, że gdzieś w komentarzach mignął mi męsko-męski romans. Dopiero, kiedy zapytałaś o powód gratulacji sprawdziłam co i jak z tym łamiącym stereotypy romansem i zauważyłam, że to nie do końca tak, jak myślałam. :) Na koniec dziękuję za komplementy dla mojego Pieguska. :) Mam słabość do tego modela i mój Arveluś nie mógł mieć innej twarzy. Gdybyś miała ochotę na wątek - zapraszam do siebie. Oferuję szeroką gamę wyboru relacji, lokacji wątku oraz innych.]

    OdpowiedzUsuń
  11. Nienawidził go.
    Nienawidził sposobu, w jaki sięgnął po kolejną szklankę z alkoholem. Nienawidził drastycznej zmiany w jego spojrzeniu. Tego jak słowa wylewały się z niego niepowstrzymanym strumieniem, jak nie potrafił nad nimi zapanować. Najbardziej jednak nienawidził własnych myśli. Dlaczego to zrobiłeś? Po co ci to było? I tego sztucznego uśmieszku, który wkradł się na gryfońską twarz. Cierpliwie zaciśniętych, milczących warg, nie pozwalających powiedzieć nic więcej, mimo że wewnętrznie miał ochotę krzyczeć.
    Pierwsze oskarżenie było jak kopnięcie w piszczel. Zapominał języka w gębie przy jakiejś panience? Trudno w to uwierzyć. Teraz także nie potrafił się odezwać. Czuł jak policzki zalewa mu fala czerwieni, jak upokorzenie i zawstydzenie ściskają jego gardło. Był w stanie jedynie kiwać z zażenowaniem głową i obserwować jak każdy najmniejszy mięsień Zabiniego spina się w odruchu obronnym, budując mur między ich dwójką. I udawać, że niczego nie dostrzega.
    — Wiesz, no… są takie osoby, przy których… no…
    Nie potrafił dokończyć wypowiedzi. Jego myśli się plątały, jego słowa się plątały, ale nie potrafił odwołać tego, co powiedział wcześniej. Nie sądził, że aż tak wszystko zepsuje. Chciał tylko odrobinkę się odizolować, chciał się odsunąć, rozluźnić atmosferę. Zabini kontynuował tyradę.
    Kim była jego wybranka? Nie wiedział. Głupie kłamstwo wymyślone na poczekaniu wywołało więcej zamieszania niż mógłby spowodować nadmiar alkoholu w jego krwi. Nie spodziewał się, że Chris zareaguje tak gwałtownie, że zacznie rzucać oskarżeniami. Fred mógł tylko siedzieć z pustą szklanką zaciśniętą w dłoni i uśmiechać się głupio, jakby wcale nie wiedział dlaczego Ślizgon aż tak się unosi. Czy… nie, sam taki pomysł był absurdalny i głupi. Żadne zauroczenie nie mogło być przyczyną takiego ataku. Z resztą – ten Zabini? W tym Weasleyu? Nie było takiej opcji.
    Łagodnie przesunął dłonią po blacie w jego kierunku, jakby chciał go złapać, powstrzymać, uspokoić. Ale było to tak bezsensowne i absurdalne, że niemal momentalnie się zatrzymał. Paliło go w gardle. Musiał się napić. Rozejrzał się bezradnie dookoła, a Chris bezceremonialnie wstał. Serce Freda przestało bić – nie czuł absolutnie nic, tylko pustkę. Ostatnie prychnięcie, ostatnie wypowiedziane zdanie. I już. Awanturujący się Ślizgon zniknął bez praktycznie żadnego śladu, pozostawiając za sobą jedynie słodki aromat mieszaniny drogocennych perfum i whisky. Weasley milczał, wpatrując się w nicość, w puste krzesło, na którym jeszcze przed chwilką siedział jego prawie-dobry-przyjaciel-Zabini i doszedł do najbardziej oczywistych z oczywistych wniosków.
    — Albo jestem szalony, albo głupi — szepnął i zerwał się gwałtownie z miejsca, przepychając się przez tłum rozentuzjazmowanych gapiów.
    Ognista pulsowała mu w żyłach, obraz kiwał się na boki, wszystkie zapachy docierały do niego ze wzmożoną intensywnością. Był pijany, ale nie dbał o to. Nie po to przychodził na tę imprezę. Nie po to się tak szykował, nie po to planował rozmowę z „gospodarzem”. Nie miał się z nim kłócić. Miał go lepiej poznać, może się z nim zaprzyjaźnić, może… może… może…
    Zobaczył go przed sobą próbującego przedostać się przez korowód tańczących do schodów prowadzących w stronę dormitoriów. Nie miał czasu, musiał go złapać, jeśli nie chciał potem gonić za nim aż do jego sypialni. Do jego sypialni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prześlizgnął się pod czyimś wyciągniętym ramieniem i pociągnął za koszulę Zabiniego, próbując zatrzymać go w miejscu. Ktoś go popchnął, w efekcie czego wpadł na Chrisa, nieumyślnie pociągając go ze sobą na podłogę. Wylądował na miękkim dywanie przygnieciony ciężarem ciała chłopaka z twarzą wciśniętą w jego szyję. Mimowolnie zaśmiał się, dłońmi przesuwając wzdłuż tułowia Ślizgona, jakby chciał wygładzić jego ubranie. Pod opuszkami palców czuł zarys idealnych mięśni. Po ciele przebiegły mu ciarki. Chichot uwiązł mu w gardle, jego myśli przyćmiło słabe światełko. Byli w skrzydle szpitalnym? Cichy szept, chichot i ten słodki smak w ustach, jakby dopiero co ktoś skończył go całować. „Grozisz czy mi obiecujesz?” Ocknął się. Serce waliło mu jak opętane, Zabini gramolił się z podłogi, jakby niechętnie wyciągając dłoń w jego stronę. Fuknął coś pod nosem, ale Fred był zbyt oszołomiony, by jakoś logicznie na to odpowiedzieć. Podniósł się, jego policzki były jeszcze bardziej czerwone niż poprzednio, myśli szukały jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia, na to, co przed chwilą udało mu się zobaczyć. Czuł drżenie własnych rąk, kiedy jego wzrok padł na zdezorientowaną twarz Christophera. Westchnął ciężko, ktoś znowu go szturchnął, wyrywając z ogromnego zamyślenia. Potrząsnął głową i skinął w stronę najbliższego wolnego kąta w zaludnionym pokoju wspólnym, dając Zabiniemu do zrozumienia, że powinien iść za nim.
      — Chodź, musimy porozmawiać — krzyknął, próbując zagłuszyć dudniącą muzykę.
      Wyślizgnął się z tłumu tańczących ludzi i z ulgą oparł się o ścianę, przymykając powieki i próbując doprowadzić się z powrotem do stanu używalności. Usłyszał, że chłopak zbliżył się w jego stronę, ale nadal nie miał siły otworzyć oczu. Nie był pewien, co mogłyby one wyrażać. Bał się, że Chris zobaczy w nich, to, co widział on sam, leżąc na podłodze. To byłoby samobójstwo. Odetchnął i zacisnął pięści, próbując zebrać szalejące myśli.
      — O co ci w ogóle chodzi, Zab? — mruknął, niepewnie unosząc powieki i wbijając wzrok w ziemię.
      Nie był w stanie na niego spojrzeć. Nie, jeszcze nie. Nie po tym, co sam przed chwilą przeżył. Nie po tym jak zapragnął poczuć, co takiego w tym Zabinim widzą te wszystkie dziewczyny. Nie po tym jak chciał go pocałować.

      Twój już-prawie-nie-aż-tak-ślepy-ale-nadal-jednak-głupituki-Freddie <3
      Uhuhuhuh, dzieje się.

      Usuń
  12. [Wracam punktualnie po tygodniu, bo nie zawsze uda mi się pogodzić zamierzenia z nagłą sennością złapaną na wykładach, więc nie marnuję czasu na ustalenia kto będzie ich wrogiem, tylko wsadzę te opcje bezpośrednio w pomysły, które dla Ciebie przygotowałam:
    1. Wrogiem okazuje się dorosły, dwulicowy czarodziej… Co to oznacza? Widzę to raczej jako spotkanie na większą skalę niż tylko na Langhorne’ów czy Zabinich, więc byłby to swoisty zlot ważniejszych rodzin w magicznym świecie. W formie dyskusji politycznych, przyjęcia mniej lub bardziej kameralnego to już dla mnie bez znaczenia. Dwulicowy czarodziej to ktoś wielce ważny coś w rodzaju takiej szumowinki jak Gilderoy Lockhart, który uważa się za niezwykle powabnego i cudownego, a w rzeczywistości nie potrafi zbyt wiele. W tym wypadku najpierw naraziłby się jednemu z naszych panów, a potem drugiemu. Okazałoby się jednak, że dwaj zaciekli wrogowie z dzieciństwa muszą połączyć swoje niecne, ślizgońskie siły, by nie tylko wyciągnąć na światło dzienne wszystkie słabości szemranego typka, ale i również dokopać mu tak jak jeszcze nikomu innemu się nie udało. Musiałybyśmy rozłożyć sobie to – tak jak każdą z poniższych opcji– na kilka etapów, żeby naszym chłopcom nie poszło zbyt łatwo, zdążyli zrobić sobie posiedzenie z Ognistą i mogli się wzajemnie za jakieś niepowodzenia poobwiniać.
    2. Wrogiem okazuje się chamski nauczyciel… Czy w Hogwarcie byli idealni? Nie… Belfrowie nie zawsze są mili względem swoich uczniów. Ten nauczyciel na pewno, by nie był. Zarówno Ars, jak i Zabini traciliby punkty z konta Ślizgonów właśnie przez widzimisię tego belfra oraz jego zmiennych jak pogoda humorów. Oczywiście o tryliardowych zadaniach domowych nie mówię i o pytania na zajęciach non stop, nie wspominając.
    3. Wrogiem okazuje się sklepikarz w Hogsmeade lub (jakieś miejsce, gdzie nasi panowie byliby na wakacjach/wycieczce z rodzinami – pełna dowolność)… Znów jakiś podejrzany typek? Czemu nie? Wspólne śledztwo? Droga wolna. Langhorne i Zabini odkryliby coś nieprawdodpobdobnego – może czarodziej jest hodowcom jakichś zwierząt, zbiegiem z Azkabanu albo jakąś szaloną gwiazdą, która ukrywa się przed światem albo nieudolnie próbuje. To co z tymi informacjami zrobią nasi panowie zależy od tego jak byliby traktowani. Jeśli źle – nie widzę innej opcji jak zniszczyć go. Jeśli w miarę dobrze – zyskają dodatkową znajomość, trochę sekretną i to może zrobić z nich tymczasowych sojuszników, co stanowi lekki zwrot akcji.
    4. Wrogiem okazuje się dorosły czarodziejski cukiernik… Na Pokątnej znikają najlepsze babeczki? Ars słodyczy nie lubi, ale jego matka na pewno. Zapewne pani Zabini również, więc nie zawahałyby się przed wykorzystaniem swoich synów w formie gościa na posyłki. To zabrzmi idiotycznie, ale co tam – zagadka znikających, magicznych babeczek z czegoś tam i może z wróżbą. Cukiernik za każdym razem tylko naszym panom odpowiada, że ich nie ma, a chwilę potem sprzedaje je komuś innemu.
    5. Wrogiem okazuje się uczeń Hogwartu… Czy Zabini również nie lubi pewnego Puchona? Ars na pewno. Jeśli ów młody czarodziej zalezie za skórę i Zabiniemu i Langhorne’owi to nie wie na wojnę jakiego kalibru się wybiera. Nie wie zapewne, że te nie cierpiące się jednostki mogą zawiązać sojusz i swoisty spisek na ów Puszka.]

    Arsellus Langhorne

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miał pojęcia, co się z nim działo. Każdy najmniejszy fragment jego ciała drżał, doprowadzając go do obłędu. W głowie mu szumiało, oddychał ciężko i za nic w świecie nie potrafił wyrzucić z myśli tej dziwacznej wizji. Gdy tylko zamykał oczy, pod powiekami widział zarys umięśnionego ciała, słyszał ciche westchnięcia i czuł niepokojące szarpnięcia w okolicach żołądka. Automatycznie robiło mu się gorąco. Nie mógł pozwolić, by niespokojne emocje nad nim zapanowały, nie chciał dać po sobie poznać, że ten krótki moment na dywanie zmienił cokolwiek w jego zachowaniu. A zmienił. Obrócił tok jego myślenia o sto osiemdziesiąt stopni. Gryfon nie potrafił już powiedzieć, czy na pewno dobrze mu się wydawało, że to Zabini pragnie jego bliskości. Co jeśli on sam tego chciał, tylko w żaden sposób nie potrafił się do tego przyznać? Co jeśli się bał? Tak trudno uwielbiać dziewczyny, kiedy po głowie plączą się myśli dotyczące chłopaka.
    Niepewnie uniósł spojrzenie, umyślnie szukając nim wzroku Christophera. Nie mógł dłużej przyglądać się nękającym wizjom, siejącym zamęt w jego umyśle. Chciał znać odpowiedź na nurtujące go pytania, chciał mieć pewność, że to wszystko, to tylko jakieś niepokojące zwidy, halucynacje wywołane nadmiarem alkoholu krążącego w jego krwi. Ale Ślizgon jak na złość celowo unikał jego wzroku. Mówił szybko. Zwięźle, bardzo dobitnie. Każde wypowiedziane słowo powleczone było otoczką zbudowaną z niepewności i swego rodzaju agresji. Jakby jeden mur postawiony między nimi przy barze nie wystarczył. Jakby trzeba było zbudować kolejny, ponieważ tamten po wypadku na dywanie uległ naruszeniu. Z początku Fred nie zdawał sobie z tego sprawy, ale po dłuższej chwili zorientował się, co za dziwne uczucie gwałtownie i nieoczekiwanie zawładnęło jego ciałem, doprowadzając go do prawie całkowitego szaleństwa. Ból. Słowa Zabiniego go bolały.
    Zacisnął pięści, jeszcze mocniej wbijając paznokcie we wnętrze swoich dłoni. Przyglądał się Chrisowi, uważnie kalkulując wszystkie możliwości. Dlaczego tak kłamał?
    — Więc chcesz mi wmówić, że ten Zabini ma dość jakiejś imprezy? — Przez jego twarz odruchowo przebiegł cień rozbawionego uśmiechu, lecz szybko znikł, przykryty ponownie maską uporu i rozdrażnienia. — To takie zabawne. Chris, czy ty się w ogóle słyszysz? To kompletny absurd.
    Niechciany śmiech wyślizgnął się z jego ust, powodując, że ponownie po jego ciele przebiegły dreszcze. Nie chciał z niego szydzić, chciał się czegoś dowiedzieć, a zirytowany chłopak obok niego w niczym nie ułatwiał mu tego zadania.
    — Zakładasz, że ci uwierzę? Sądzisz, że dam się nabrać na jakieś głupie gierki? Nie będę bawił się z tobą w kotka i myszkę, Zabini. Jesteś facetem, a nie dramatyzującą laleczką, weź się w garść i po prostu wyrzuć to z siebie.
    Wypuścił głośno powietrze. Czuł jak złość gotuje się w jego wnętrzu, kotłuje w całym organizmie. Był wściekły. Rzucał w chłopaka oskarżeniami, chociaż sam tak naprawdę zapoczątkował całą tą sytuację. Jednym zdenerwowanym gestem odwiązał gryfoński krawat i niestarannie przerzucił go sobie przez szyję. Miał ochotę się kłócić, miał ochotę krzyczeć, ale zamiast tego po prostu uśmiechnął się smutno i nie hamując już dziwacznego żalu, szepnął cicho, ponownie przymykając powieki.
    — Miło, że z Freda z taką łatwością przeskoczyłeś do Weasleya.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością w tamtej chwili stanowił czysty obraz nędzy i rozpaczy. Trząsł się, chociaż nie miał pojęcia czemu. Z niewiadomych sobie przyczyn zwyczajnie poczuł się odrzucony, nie wiedział jak zareagować. Czuł się ignorowany przez Ślizgona, jakby nagle zupełnie przestał istnieć, wszystko docierało do niego z wzmożoną intensywnością, każdy śmiech w przestronnym pokoju, liczne żarty i żarciki. Nie miał pojęcia czy ludzie ich obserwują, wiedział tylko, że nie potrafi już dłużej powstrzymywać wypełniającego go żalu. Zerknął na Chrisa i przygryzł wargę, w głowie analizując wszystkie możliwe opcje zwrócenia na siebie uwagi. Ślizgon wyglądał jakby miał ochotę uciec… albo się rozpłakać. Ale dalej umyślnie unikał jego wzroku. Fred nie wytrzymał.
      W jednej chwili odepchnął się od ściany, odwrócił się przodem do chłopaka i oparł ręką o płaską powierzchnię tuż koło głowy Zabiniego w taki sposób, że wyglądał jakby się nad nim pochylał. Odległość między nimi znacząco zmalała. W porywie emocji wyciągnął dłoń i ujął w nią podbródek chłopaka, zmuszając go, by ten delikatnie uniósł głowę.
      — Spójrz na mnie.
      Sam nie wiedział czy był to rodzaj desperackiego szept, czy natarczywy rozkaz. Nie miał pojęcia, co się z nim działo, wszystko w nim buzowało. Oddech mu przyspieszył, wzrok ślizgał się po twarzy Chrisa, szukając w niej jakiejś wskazówki, jakiejś podpowiedzi.
      — A co jeśli bym ci powiedział, że żartowałem z tą dziewczyną?
      Ich oczy się spotkały. Świat zawirował. Serce Freda stanęło.
      Weasley nie miał pojęcia czy chłopak ma się ochotę na niego rzucić z pięściami, czy patrzy na niego ze swego rodzaju błyskiem nadziei. Mógł mieć tylko nadzieję, że w najbliższym czasie nie skończy ponownie w skrzydle szpitalnym.
      Chyba, że z Zabinim. W tamtej chwili mógł skończyć z nim dosłownie wszędzie.

      Fred dorwał się do klawiatury, ja krzyczę, że jest pijany w trzy tyłki.
      Low ja, tyle emołszyns, że oł maj Gasz. Czyżby ten debil odślepnął? Dum dum dum…

      Usuń
  14. Po co miałby żartować w tak debilny sposób? Po co? No właśnie, po co?
    Po to, żeby zyskać odrobinę swobody. Po to, żeby sprawdzić jak Zab na to zareaguje. Dlatego, że potrzebował pewności, że między nimi nie ma niczego niepokojącego. Dlatego, że bał się tego, czego właśnie w tej chwili sam szukał. A to było dobre. Dobre, choć tak cholernie niebezpieczne.
    Patrzył w jego brązowe oczy, uparcie szukając w nich odpowiedzi na skierowane do niego pytanie. Oddech rzęził mu w płucach. Myśli błąkały się w nieznanym mu dotąd kierunku. Uciekały do przestronnego białego pomieszczenia. Porywały go całkowicie, odrywając od rzeczywistości. Odrywając od szukania racjonalnych rozwiązań. I nie przeszkadzało mu to. Całkowicie zatracił się w ponownie przywołanej wizji. Wspomnieniu ciepłego oddechu na twarzy. Słodkiego ciężaru na nogach. Parzącego dotyku na skórze. Rozkosznego szeptu w uszach. A to wszystko przez te brązowe oczy. O co mu chodziło?
    O dotyk. O to, że nie miał pojęcia, co się z nim działo. O to, że nie czuł się w tak specyficzny sposób od czasów… nie chciał tego rozpamiętywać. To zbyt bolało, zbyt mocno działało na jego psychikę. A Zabini potrafił ponownie przywrócić uśmiech na jego bladą twarz. Znał tajemniczy sposób, by wprawić jednym spojrzeniem jego ciało w drżenie. Chodziło mu o dotyk. Namacalny i nienamacalny. O dreszcze. Słodkie. Wyjątkowe. O dłonie. O mętlik w głowie. O obłęd, do którego stopniowo go doprowadzał. O niego. O niego całego.
    Nie ma nikogo lepszego, Chris. Nie chcę nikogo lepszego.
    Głos uwiązł mu w gardle. Ból w tęczówkach chłopaka stał się niemal namacalny. Dłonie błądzące po ciele Freda sprawiły, że całe jego ciało się spięło w nerwowym oczekiwaniu. Wszystkie jego myśli wyrywały się ku temu, co mogło się zaraz stać. Byli tak blisko… tak blisko. Jego serce pękło.
    Siła rąk Zabiniego odepchnęła go do tyłu. Zatoczył się nieporadnie, z ogromnym trudem utrzymując równowagę. Nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Każdy jego mięsień drżał. Oczy niespodziewanie zaszły łzami, jakby kompletnie już nie kontrolował swojego organizmu. Do jego umysłu wdarły się ponure myśli. Teraz już wiesz. Teraz masz pewność. Nic was nie łączy. Nic między wami nie ma. I nigdy nie będzie. Powinien się cieszyć. Powinien uśmiechnąć się i odejść. Osiągnął swój cel. Uzyskał odpowiedź. Ale nie mógł się ruszyć. Wpatrywał się w Christophera z lekko rozchylonymi wargami. Nie wiedział, co się z nim działo. Wszystko się w nim trzęsło, chciało uciekać jak najdalej. Jak najdalej od źródła bólu. Jak najdalej od niebezpieczeństwa. Jak najdalej od cierpienia. Jak najdalej od Ślizgona. Ale nie mogło. Wrosło w ziemię, nie pozwalając ruszyć mu się dalej chociażby o malusieńki krok. Nie mógł odwrócić wzroku, chociaż nic już nie widział. Nie mógł odwrócić głowy, chociaż nie miał po co kierować ją w tamtą stronę. Nie mógł nic powiedzieć…
    …bo czyjeś wargi nagle przylgnęły do jego ust.
    Przez krótką chwilę stał kompletnie oszołomiony, nie potrafiąc zareagować w żaden racjonalny sposób. Ale nagle zrozumiał. Nagle do jego nosa dotarł rozkoszny zapach perfum zmieszanych z aromatyczną wonią whisky. Nagle słodki ciężar zwalił się na niego ponownie, ale było w tym tyle namiętności i rozkoszy, że nie mógł powstrzymać napierającego na niego ciała. Ściana pod plecami stanowiła dla niego idealne oparcie. Kręciło mu się w głowie. Jego palce odruchowo znalazły jasne włosy, oddech przyspieszył. Motylki zakotłowały się w jego brzuchu. Usta rozchyliły się delikatnie w celu oddania pocałunku. Kąciki warg uniosły się ku górze. Przecież się udało. To było tak subtelne i niepewne. Tak łagodne i ostrożne, a zarazem tak namiętne. Chciał to odwzajemnić. Lecz nie mógł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie potrafił określić jakim cudem znalazł się pod dormitorium Zabiniego. Nie wiedział jak długo stał pod jego drzwiami, nawalając w nie pięściami i wykrzykując pod adresem Ślizgona rozmaite groźby. Nie zorientował się, kiedy usiadł koło wejścia, opierając się plecami o ścianę i przymykając powieki. Robiło mu się niedobrze, ale jeśli Chris sądził, że sobie odpuści, to był w ogromnym błędzie. Weasleya kompletnie nie obchodziło to, czy chłopak spał, kąpał się czy załatwiał swoje potrzeby. Musiał tam wejść bez względu na wszystko. A nie chciał wpadać do pomieszczenia na siłę. Nie miał zamiaru używać zaklęć. Marzył o tym, by to właśnie on - ten Zabini - otworzył mu drzwi. By zajął się nim – takim zmarzniętym, bezbronnym i biednym. Ale nic się nie działo.
      Cisza przeciągała się w nieskończoność. Fred czuł, że jeśli wkrótce nie osiągnie upragnionego celu, będzie zmuszony użyć siły. Muzyka na dole dudniła niepokojąco głośno. W sypialni Christophera panowała niemalże grobowa cisza. W połączeniu miało to bardzo usypiający efekt. Głowa Weasleya opadła łagodnie do jego ramienia. W pustym, przyciemnionym korytarzu, siedząc samotnie pod zamkniętymi drzwiami z pewnością stanowił prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy. Nie miał pojęcia, ile czasu minęło, gdy w końcu za ścianą rozległy się pierwsze nerwowe, przytłumione kroki. Gryfon powoli liczył swoje oddechy, próbując się uspokoić. Po długim oczekiwaniu klamka się poruszyła, a w progu pomieszczenia pojawiła się zmęczona, jakby totalnie zapłakana twarz Zabiniego. Freddie podniósł się z ziemi i stanął naprzeciw niego, czując jak serce próbuje wyrwać mu się z piersi. Nagle zdał sobie sprawę z jednej bardzo istotnej rzeczy: tak potwornie żałował wszystkiego, co do tej pory zrobił. Zachrypnięty głos przerwał jego gorączkowe rozmyślania. Ślizgon uśmiechnął się szeroko, zerkając na niego niepewnie.
      — Wiesz… Fred. Wiesz, że my się w ogóle nie znamy?
      To jedno zdanie podziałało na niego niczym impuls nerwowy. Jedno żałosne spojrzenie wystarczyło, by Weasley podjął jedną z najbardziej szalonych decyzji jego życia. Nie miał w tamtej chwili nic a nic do stracenia.
      Niewiele myśląc, z prędkością światła pokonał dzielącą ich odległość i wpił stęsknione wargi w usta chłopaka. Siła impetu wepchnęła ich do pokoju. Fred nie patrzył już na nic. Jednym kopnięciem zatrzasnął drzwi dormitorium i ponownie przyciągnął do siebie Chrisa, zasypując jego twarz pocałunkami, zupełnie jakby nie był sobą. Wplótł palce w jego włosy, obrócił go i przycisnął do ściany, ustami prędko odnajdując drogę do jego szyi. Oddech mu przyspieszył, serce galopowało w zawrotnym tempie. Kiedy pierwsza fala emocji opadła, łagodnie odsunął się od chłopaka, zerkając na niego przepraszająco i uśmiechając się do niego niewinnie, niczym dziecko przyłapane na złym uczynku.
      — Jestem Fred. Fred Weasley. Ścigający w drużynie Gryfonów. Kocham zielony kolor. Nienawidzę sów. Uwielbiam Twoje perfumy. Mam młodszą siostrę. Ubóstwiam czekoladę. Teraz Ty.
      Zagryzł niepewnie wargę, wypuszczając cichutko powietrze z płuc. Był świadom tego, co może teraz nastąpić. Spodziewał się odrzucenia. Spodziewał się cierpienia. Ale w żaden sposób nie żałował tego, co zrobił. Był tam. Z nim. I chociaż przez chwilę mógł cieszyć się ciepłem jego ciała. Nieważne jak pokręcone i niemoralne było to zachowanie. Chociaż przez chwilę poczuł się szczęśliwy. Tak naprawdę.

      Beznadziejny jest ten odpis. Opętany Freddie <3

      Usuń
  15. [A (nie)dziękuję bardzo! To jak masz ochotę na wątek, coś by trzeba było wymyślić. Możemy ich zetknąć ze sobą na spotkaniu Klubu Ślimaka, albo, powiedzmy, jakieś pomeczowe spotkanie wszystkich drużyn? A może masz coś lepszego? Mają się znać i nie znosić, czy też nie? :)]

    Adam Griffin

    OdpowiedzUsuń
  16. [Dziękuję bardzo! Również chwalę i postać i kartę - ciekawy Ślizgon :)]

    Lavonne Rinemore

    OdpowiedzUsuń
  17. [ Witam również serdecznie i mam pytanko.Co jeśli mam chęć na wątek, a nie mam pomysłu? xD U mnie z wymyślaniem kiepsko i może uda nam się coś skleić razem? ]
    Molly

    OdpowiedzUsuń
  18. Molly krążyła po korytarzach nie wiedząc co z sobą począć. Nie miała ochoty na żadne wygłupy, a tym bardziej na naukę. Każdy kogo znała był czymś zajęty i tylko ona została z niczym. Wyszła z zamku i ruszyła w stronę trybunów. Jak się nie myliła to w tym momencie trening powinni mieć Ślizgoni. Nie mając nic innego do roboty postanowiła przyjrzeć się ich grze. Była wielką fanką Quidditha, a możliwość zobaczenia rozgrywki kogokolwiek sprawiała jej radość. Gdy dotarła na miejsce od razu zauważyła zawodników w zielonych szatach szybujących po niebie na swoich miotłach. Na trybunach jak zawsze zresztą siedziały rozchichotane czwarto i piąto klasistki. Przez chwilę Molly zastanawiała się czy nie usiąść koło nich i wtopic się w tłum. Jednak szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Nie byłaby w stanie słuchać tych wszystkich westchnień, wyznań miłości i obgadywania zawodników. W końcu zdecydowała usiąść z boku, tak by nie rzucać się w oczy. Choć z jej rudymi wlosami było to wręcz niemożliwe. Siedziała tak przez jakiś czas aż w końcu trening się skończył. Miała już się zbierać gdy zauważyła, że jeden z Ślizgonów - Zabini - leci w jej stronę.
    - Co Zabini? Chciałbyś jakaś cenną wskazówkę odnośnie gry? Z chęcią ci jej udzielę - zawołała z szerokim uśmiechem na ustach. Może wreszcie zacznie się coś dziać!

    [Mam nadzieję, że może być :) ]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jej, dziękuję! <3 Zamierzam się wbić z moją postacią w limit twoich wątków. Da radę?
    I masz jakieś specjalne życzenia, czy mam cię czymś zarzucić od razu? ]

    Ambrosia

    OdpowiedzUsuń
  20. [ Złość to pożywienie Bowen, nie może się jej wyzbyć!
    Dziękuję, faktycznie rozciągnęłabym dobę do 48 godzin :< ]
    T. Bowen

    OdpowiedzUsuń
  21. [Bo tam miała być sprzedawczyni, ale się pomyliłam XDXD
    Dziękuję w każdym razie za poprawkę i za uzmysłowienie błędu. ;)]
    Zdjęcie postaci idealnie pasuje do opisu, aż mam ciarki!
    Pozdrawiam ciepło!]
    Laura McCutcheon

    OdpowiedzUsuń
  22. Jego rozbawiony wzrok błądził od klatki z niewielkim, futrzanym lokatorem do dużych, błyszczących oczu Ślizgona, w których raz po raz błyskały wesołe ogniki. Po ciele Freda nieustannie przebiegały dreszcze, a ciepło rozchodzące się od dłoni trzymanej na jego boku pochłaniało cały jego organizm, sprawiając, że każda najdrobniejsza komóreczka płonęła, doprowadzając go do szaleństwa. Szalał przy Zabinim. Czuł pęczniejącą w jego wnętrznościach kulkę gorąca, która jakby rosła do wykraczających poza normę rozmiarów i łaskotała go w brzuch, wywołując kolejną falę niepożądanej gęsiej skórki. Bo przecież nie chciał drżeć za sprawą dotyku Ślizgona, nie chciał ulegać jego czułemu szeptowi, nie chciał, by na dźwięk jego głosu po prostu miękły mu kolana. Nie chciał, prawda? Ale nie potrafił nad tym zapanować.
    Kąciki jego ust powędrowały nieznacznie w górę, kiedy ukucnął, zniżając się do poziomu goszczącego w przestronnym schronieniu leminga. Wyciągnął niepewnie dłoń i delikatnie przesunął nią wzdłuż ścian klatki, nie chcąc robić zbyt wielkiego zamieszania, ale jak na złość zwierzak odskoczył energicznie w drugą stronę ciasnego pomieszczenia, wydając z siebie dziwny, donośny odgłos przypominający piszczenie. Fred poczuł, że ogień ponownie trawi jego policzki, więc chcąc zatuszować zmieszanie, przeczesał nerwowo włosy palcami, próbując przywrócić swoim ruchom nieco naturalności. Przełknął ślinę, starając nie speszyć się za nadto, ale nie potrafił już opanować drżenia własnych rąk. Jego serce waliło jak oszalałe.
    — Merlinie, przepraszam… ja naprawdę nie chciałem, przepraszam — mruknął zmieszany, niepewnie podnosząc się z powrotem do góry.
    Skrzyżował ręce na piersi, jakby próbował uchronić się przed krytycznym spojrzeniem Zabiniego, ale zerkając na niego kątem oka, ze zdziwieniem zauważył, iż ten przygląda mu się ze swego rodzaju rozbawieniem. A może i nawet rozczuleniem. Fred wyciągnął dłoń i przejechał nią po swojej twarzy, jakby próbował zmyć z siebie całe to upokorzenie i uśmiechnął się niewinnie, jak dzieciątko, które zostało przyłapane na robieniu czegoś, czego robić nie powinno.
    — Nie miałem zamiaru go wystraszyć, chciałem… nie wiem, czego chciałem. Przepraszam.
    Zagryzł wargę, posyłając kolejne niepewne spojrzenie lemingowi, który jakby w szale biegał w tę i z powrotem wzdłuż klatki, piszcząc i waląc pazurkami o wyłożoną siankiem podłogę. Fred zmarszczył brwi, intensywnie rozmyślając nad tym, jak uspokoić zwierzaka, kiedy poczuł opadające na swoje biodra dłonie i odwrócił wzrok, trafiając nim na roziskrzone tęczówki stojącego przed nim chłopaka.
    Jego ciało stanęło w ogniu. Nie był pewien czy ktoś celowo zatrzymał czas, czy była to tylko kwestia złudzenia, ale miał wrażenie, jakby w tamtej chwili upływające sekundy, minuty, godziny, nie miały najmniejszego znaczenia. Dopóki Christopher stał przed nim, wpatrując się właśnie w jego oczy, ktoś mógłby ogłosić nadejście końca świata – jemu byłoby wszystko jedno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyciągnął dłoń, niepewnie przesuwając opuszkami palców po rozgrzanym policzku chłopaka, niemalże czując rozkosz, z jaką ten wtula twarz w jej wnętrze. Wargi Zabiniego umyślnie bądź nie przemknęły po jego delikatnej skórze, zahaczając przy tym o nadgarstek Gryfona. Freddie nie potrafił dokładnie określić, w którym momencie ich wargi ponownie się zetknęły. Miękka struktura ust Ślizgona działała na jego zbolałe serduszko niczym najlepszy w świecie miód. Palce plączące się wśród jego włosów zdawały się wzywać go do posłuszeństwa w sposób, w jaki nikt inny jeszcze tego nie czynił. Freddie czuł, że tonie. Zatraca się w niezrozumiałych, niepojętych wcześniej przez niego emocjach, oddając się nieziemskim rozkoszom. Oddając się tym rozkoszom z chłopakiem. I smakowało to lepiej niż niejeden zakazany owoc.
      Energicznie odwrócił się, wciąż trzymając Chrisa w swoich objęciach. Nie panując nad sobą, wyciągnął przed siebie dłonie, odpychając wstawionego chłopaka w taki sposób, iż ten wylądował plecami na stojącym za nim łóżku. Nie minęła nawet sekunda, a Fred wisiał już tuż nad nim, powolnym ruchem odpinając pierwszy guziczek jego koszuli, wargami błądząc po szyi Ślizgona, szczypiąc ją zębami i drażniąc, pozostawiając na niej wilgotne ślady. Jego oddech przyspieszył, ale ciało zgubiło gdzieś nerwowość ruchów. Dominowało teraz nad Zabinim, ze stoickim spokojem zadając mu więcej rozkosznych tortur. Mieszanina słodkich oddechów unosiła się w powietrzu, tworząc wraz z kwaśnym aromatem ulatniającego się alkoholu mieszankę wybuchową. Weasley wyprostował się, nabierając powietrza i przyglądając się leżącemu pod nim chłopakowi z zamyśleniem. Zaraz uśmiechnął się nonszalancko, jakby właśnie przed chwilą wcale nie zaczął się do niego dobierać, przeczesał niewinnie włosy palcami i rozejrzał się po pokoju, ignorując palące go w gardle pragnienie.
      — No więc… jak nazywa się Twój leming? Zdaje mi się, że o tym nie wspominałeś — przechylił zabawnie głowę i zsunął się z nóg chłopaka, opadając na łóżko tuż obok niego.
      Wyciągnął się na miękkim materacu, wpatrując w pokryty zielenią sufit i uśmiechając się jednym kącikiem ust z nieskrywaną satysfakcją. Leżał przez jakiś czas, nie myśląc o niczym, by po chwili wyciągnąć dłoń i przekręcić się na bok w stronę Zabiniego, przebiegając opuszkami palców po jego ramieniu.
      — I nie podobno całkiem niezły — mruknął, jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z czegoś naprawdę bardzo istotnego — bo gdybym podczas najważniejszego meczu w moim życiu mógł wybrać jednego pałkarza z całego świata, by bronił mojego bezpieczeństwa, to byłbyś nim właśnie ty — uśmiechnął się, na chwilę z błogością przymykając powieki. — No, ty albo Connolly. Ale on lata świetności ma już za sobą, niezapomniane mistrzostwa w dziewięćdziesiątym czwartym... więc zapewne byłbyś to ty.
      Wyszczerzył się wesoło, otwierając oczy i zerkając na niego z nieskrywaną radością. W jego brzuchu ponownie stado motyli poderwało się do lotu, ale w tamtej chwili nic nie miało już większego znaczenia, nie licząc tych ciemnych tęczówek, wpatrujących się w niego z przeciwnej strony łóżka. Tak oto Freddie Weasley znalazł się w swoim własnym raju.

      [ Wiem, że jesteśmy okropni, a wy nieco zazdrośni, ale to działa w obie strony.
      Gdybyśmy was nie kochali, nie pisalibyśmy dla was od piątej rano. ]

      Ten jedyny, niepowtarzalny i tylko twój

      Usuń
  23. [Spokojnie, nie ciebie jedyną kusi. :D Po prostu wiem jak sprzedać swoją postać.
    Zabini cudowny jak zawsze, chociaż leming pobił go swoją cudownością. Obawiam się, że te wszystkie dziewczyny i nie tylko dziewczyny, które kiedykolwiek się nim zainteresowały, to ze względu na leminga. Na pewno właśnie tak było! (Z Freddiem też, chociaż on sam jeszcze o tym nie wie, noale...)
    Dziękuję za powitanie!]

    LALA

    OdpowiedzUsuń
  24. [Wolisz zaczynać, dla mnie miodzio <3
    Więc może polecimy trochę po szczeniacku na zasadzie 'kto się czubi ten się lubi'? Przynajmniej ze strony Willow, bo on bardzo fajny jest jako materiał na friendzone dla mojej księżniczki. A reszta to już od niego zależy. Co ty na to?]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  25. [Klasycznie - jakaś impreza u ślizgonów, tudzież zakazane wyjście do Hogsmeade, pokój życzeń, lub korytarz w nocy, ale osobiście impreza u ślizgusiów wydaje mi się najlepsza na wątek tego typu]

    Willow

    OdpowiedzUsuń
  26. [Bardzo ładna karta. Widzę, że masz już kilka wątków. Chcesz zacząć nowy, z moją umieralnią?

    Die

    OdpowiedzUsuń
  27. [ Coś mi się nie klei w tych ostatnich zdaniach, ale who cares? Xd Enjoy! ]

    Ciepły dotyk nosa na jego brodzie sprawił, że na ułamek sekundy zamarł, wstrzymując oddech. Fala gorącego powietrza owionęła jego szyję, wprawiając jego ciało w ledwo zauważalne drżenie. Bliskość chłopaka doprowadzała go do obłędu, a czułość pobrzmiewająca w jego głosie zmiękczała serce Weasleya, tłumiąc zdrowy rozsądek, który od dobrych kilkunastu minut teoretycznie powinien bić na alarm.
    — Mówisz, że będziesz mnie chronił…? — Szepnął cichutko, rozciągając usta w uroczym uśmiechu. Spokojnym ruchem musnął opuszkami palców jego policzek, przysuwając się możliwie jak najbliżej jego ciała. — W takim razie muszę chyba mianować cię swoim rycerzem. Księżniczce w końcu przyda się obstawa.
    Dotyk rozgrzanej dłoni na jego brzuchu sparaliżował go na ułamek sekundy. Na jego policzki wstąpiły mocno widoczne rumieńce, spomiędzy jego warg wydobyło się łagodne westchnięcie i delikatnie niczym skrzydełka motyla musnęło usta Zabiniego. Błądzące palce rozproszyły go na tyle, że nie zorientował się, w którym momencie jego dłoń zacisnęła się na udzie leżącego obok chłopaka. Powietrze płonęło, podsycane kolejnymi przeskakującymi między nimi iskierkami. Nagły zwrot akcji wyparł oddech z płuc Freda, posyłając go tym razem w zwiększającą się między nim a Chrisem przestrzeń. Wyciągnął dłonie, chcąc powstrzymać go przed odsunięciem się, ale szok był tylko chwilowy. Po kilku sekundach silne ręce oparły się o materac tuż koło jego ramion, delikatnie łaskocząc jego skórę. Ich usta złączyły się w słodkim pocałunku. Gryfon przymknął powieki, rozkoszując się tą krótką chwilą błogości i mruknął z zadowoleniem prosto w wargi Christophera, wsłuchując się w rytm bicia ich niespokojnych serc. A potem jego świat stanął na głowie.
    Fredziak. Fredziak. Fredziak.
    Z cichym jękiem przyciągnął go do siebie, ignorując turlające się po podłodze guziki. Tors Zabiniego naparł na jego nagą pierś, drażniąc łagodną skórę bawełnianym materiałem. Weasley prędko odnalazł dłońmi nieodpięty fragment koszuli i z zaskakującą, niemalże zwierzęcą siłą pozbawił chłopaka górnego odzienia, zdzierając mu je bezpośrednio przez głowę. Jego wzrok zatrzymał się na moment na umięśnionym brzuchu chłopaka, musnął gorącem jego perfekcyjne ramiona i ześlizgnął się po idealnym torsie. W ustach mu zaschło, kiedy przymykając powieki, pozwalał Chrisowi całować się kolejno wargach, brodzie, szyi... Uniósł rękę i splótł palce z prawą dłonią Ślizgona, pozwalając przycisnąć się bardziej do materaca. W głowie mu huczało. Wplótł palce we włosy chłopaka i nieco zbyt brutalnie odciągnął go kawałek od siebie jedynie po to, by móc spojrzeć mu w oczy. Ciemne tęczówki wpatrywały się w niego z nieopisanym wyrazem. Mrok pochłaniał chłopięcą sylwetkę, ale jego spojrzenie zdawało się lśnić, roztapiać wszystkie narządy Freda, pożerać jego wnętrzności, wykręcać organy. Weasley płonął i nie potrafił nad tym zapanować. Czuł jak pożądanie przejmuje nad nim kontrolę, jak stopniowo chłonie widok Ślizgona, bezkarnie lustrując jego półnagie ciało i pozwalając, by uczucie błogości powoli nim zawładnęło. W tamtej chwili miał coś, o czym marzyło tyle nastolatek i nastolatków w całym Hogwarcie. Miał Chrisa Zabiniego. Całą jego uwagę. Na wyłączność. Tylko dla siebie. I mógł zrobić z nim wszystko, na co tylko miał ochotę. Był jego księżniczką. Na wyłączność. Tylko jego. I o dziwo nie chciał, by taki stan rzeczy w najbliższej przyszłości uległ zmianie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekrzywił głowę, próbując powstrzymać drżenie kącika ust. Christopher przypatrywał mu się z pewnego rodzaju niepokojem, ale i ciekawością. Freddie delikatnie wypuścił jego włosy z uścisku, leciutko kciukiem pocierając wierzch wciąż trzymanej dłoni chłopaka. Wolną ręką, łagodnie ujął jego podbródek i uniósł się na łokciach, niepewnie trącając wargami jego usta, a następnie bardzo powoli złączając je w pocałunku wraz ze swoimi. Chłopak nadal siedział na nim okrakiem, więc Fred nie mógł zbyt długo utrzymać się w półleżącej pozycji. Opadł na materac, śmiejąc się cicho. Zerknął na Zaba, kusząco zagryzając wargę. Przesunął palcami po brzuchu Ślizgona, wzrokiem śledząc ruch jego mięśni spinających się nerwowo pod wpływem gorącego dotyku. Następnie ponownie podniósł się do pozycji siedzącej, zbliżając usta do jego ucha i zębami leciutko, jakby precyzyjnie nękając jego płatek. Jego ręka zacisnęła się na jego udzie. Westchnął, wyczuwając jak ten powstrzymuje się od sapnięcia z rozkoszy i uśmiechnął się spokojnie, muskając wargami jego policzek.
      — Za tego leminga… — szepnął, celowo przedłużając chwilę napięcia. Jego serce waliło jak opętane, myśli płynęły niekontrolowanie w przód. Oddech przyspieszył. Fred zacisnął powieki, śmiejąc się i niezamierzenie łaskocząc go nosem po delikatnym zaroście. Jeszcze raz wstrzymał oddech, a następnie spuścił głowę.
      — Całuj mnie — mruknął, powoli analizując wszystkie swoje myśli — całuj mnie, Chris. Bo zasłużyłeś na to jak nikt inny. Bo dzisiaj pragnę tego, jak nikt inny.
      I spokojnym ruchem przesunął dłonią wzdłuż jego nogi, jednocześnie chowając nos w zgięciu jego szyi. Powoli zaciągnął się subtelnym aromatem alkoholu i nęcących perfum. Uśmiechnął się, czując jak coś delikatnie kłuje go w serce. Zagryzł wargę. I cichutko jęknął. Zapach był oszałamiający. Nękał jego zmysły. Przyprawiał o zawrót głowy. Dusił, podniecał i uspokajał. Pociągał. Fred wstrzymał oddech, delikatnie wbijając paznokcie w kolana Ślizgona. Christopher Zabini pachniał amortencją.

      Wiesz kto.

      Usuń
  28. Kręciło mu się w głowie. Zbyt wiele emocji, zbyt wiele myśli kłębiło się w jego wnętrzu, szarpiąc jego organy, krępując wszystkie zmysły. Ogromna słodycz zalewała jego organizm, ograniczając mu dostęp tlenu. Czy to właśnie dlatego tak ciężko i głośno oddychał?
    Rozpalone wargi muskały kolejne elementy jego ciała, a on nie potrafił pojąć w jaki sposób te drobne gesty, mogą tak brutalnie odbierać mu zdolność logicznego rozumowania. Każde jedno ugryzienie, każdy dotyk był kolejnym ciosem, następną sztuczką mającą sprawić, by po wszystkim Fred nie był już w stanie funkcjonować jak normalny człowiek. Powietrze stawało się coraz cięższe, między dwoma ciałami przeskakiwały rozpalone iskry. Zanosiło się na burzę.
    A jednak mimo głośnego grzmotu jego serca, świszczących, donośnych oddechów był wstanie usłyszeć zadane mu pytanie. No właśnie. Skąd wiedział? I czy mógł do tego się przyznać?
    Zagryzł wargę, analizując w głowie wszystkie możliwe odpowiedzi, które nie powinny wypaść w tej sytuacji dziwnie. Nie mógł… nie był w stanie wyznać mu, że zapach jego skóry kojarzy mu się z najsilniejszym miłosnym eliksirem w historii czarodziejów. Nie potrafił powiedzieć, że idealnie komponowałby się z jeszcze dwoma składnikami, które bez trudu rozpoznawał na lekcjach eliksirów. Nie umiał przyznać się do tego, że Zabini jest zagubionym elementem układanki, którą próbował złączyć w całość od momentu, kiedy po raz pierwszy w życiu poczuł zapach amortencji.
    — Nie wiem — szepnął zmysłowo, zatapiając palce w jego włosach, drugą ręką sunąc po jego udzie —dziś to ja jestem twoją księżniczką. Więc nikt nie ma prawa pragnąć cię bardziej.
    Westchnął, składając przelotny pocałunek na jego policzku. Wargi Ślizgona sunęły dalej wzdłuż jego ciała, wprawiając cały gryfoński organizm w drżenie. Słodko zaciśnięte na bokach dłonie zostawiały po sobie czerwone ślady. Czuł jak usta Chrisa układają się w uśmiech, a chwilę później…
    Jego plecy wygięły się w łuk, cała rozkosz towarzysząca niewielkim muśnięciom przebrała w tamtej chwili miarę. Jego ciało eksplodowało gorącem, z rozchylonych warg wydobył się cichy jęk. Przymknął powieki i mocno zagryzł usta, powstrzymując się od kolejnych okrzyków zachwytu, ale momentalnie odczuł jak wszystko w nim się spina. Miał wrażenie, że nawet ubrania zrobiły się na niego za ciasne.
    Zabini odsunął się z wyraźną satysfakcją, czerpiąc radość z zadawanych mu tortur. Fred wziął głęboki oddech, mimowolnie wędrując dłonią do pieszczonej sekundę wcześniej klatki piersiowej, a następnie westchnął. Poczuł jak w jego podbrzuszu zbiera się ogromna, ognista kula. Usta Christophera zmierzały właśnie w tamtą stronę. Niezauważalnym ruchem wplótł dłoń w jego włosy i w momencie, w którym Zabini musnął językiem jego pępek, zacisnął na nich palce.
    Nie potrafił określić, co działo się dalej. Rozpięty pasek od spodni, pogryziona skóra, przyciskający go do materaca i warczący niczym tygrys Zabini. Fred na górze. Fred próbujący ze śmiechem odpiąć guzik od jego spodni. Fred opadający na nagą pierś Ślizgona, bo jest zbyt pijany, by panować nad tym, co robi. Fred gryzący skórę Zabiniego. Fred zostawiający czerwone, idealnie okrągłe ślady na szyi Ślizgona. Fred całujący go namiętnie. Fred błądzący dłońmi po każdym możliwym miejscu ciała starszego chłopaka. Fred zaciskający palce na jego lewym pośladku. Fred warczący mu do ucha. Fred…
    Od tego wszystkiego kręciło mu się w głowie. Pokój wirował z każdym kolejnym dotykiem, z każdą salwą śmiechu. Z każdym czułym słowem zamieniał się w kolejkę górską, albo w pędzący z niewyobrażalną szybkością diabelski młyn. Było mu niedobrze, ale był potwornie szczęśliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zsunął się z ciała chłopaka i ułożył koło niego, przebiegając opuszkami palców po jego nagim torsie. Uśmiechnął się nieśmiało, zagryzając delikatnie wargę i zerkając w oczy chłopakowi, którego w zasadzie praktycznie nie znał. Westchnął.
      — Zdaje mi się, czy pytałeś mnie o to, czym sobie na to wszystko zasłużyłeś?
      Mruknął, oblizując lekko usta i przymykając z błogością powieki. Wyciągnął dłoń i musnął opuszkami palców linię jego szczęki.
      — Jesteś…
      Głośne pukanie do drzwi i krzyk z korytarza nie pozwoliły mu dokończyć wypowiedzi. Zerwał się do pozycji siedzącej, lekko się zataczając i w pośpiechu zapiął pasek swoich spodni. Przeczesał włosy palcami i wzrokiem odnalazł leżącą na podłodze koszulę.
      — ZABINI, JEŚLI ZARAZ NIE OTWORZYSZ TYCH PIEPRZONYCH DRZWI, TO WTARGNIEMY TAM SIŁĄ! I gówno mnie obchodzi czy akurat kogoś posuwasz. Przynajmniej będzie na co popatrzeć.
      Fred podniósł się z łóżka i zarzucił na siebie ubranie pozbawione guzików, zerkając niepewnie w stronę wyraźnie zakłopotanego Chrisa. Nagle momentalnie otrzeźwiał. Uśmiechnął się przepraszająco i sięgnął po swoją torbę leżącą w nogach łóżka.
      — Nie będę przeszkadzał. Współlokatorzy mają tu większe prawa — szepnął.
      — LICZĘ DO TRZECH!
      Jeszcze raz uśmiechnął się, tym razem płonąc rumieńcem pod wpływem zawiedzionego ślizgońskiego spojrzenia. Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi, gotów tłumaczyć zdenerwowanym nastolatkom, że tak bardzo upili się z Zabinim, że nie byli w stanie ruszyć się do klamki. Zanim jednak zdołał otworzyć wejście, odwrócił się jeszcze i łagodnie uniósł kącik ust w górę. Wiedział, że to był pierwszy i ostatni raz. Wiedział, że będzie musiał udawać, że nic się nie stało. Wiedział, że będzie musiał o tym zapomnieć.
      Będzie musiał zapomnieć o swojej własnej amortencji.
      Po raz kolejny.

      Głupi Fred, głupia Kath, wszystko psuję, falalalalalal.
      Też Cię kocham <3

      Usuń
  29. Zacisk dłoni na jego nadgarstku w momencie, kiedy już miał złapać klamkę, zadziałał na niego otrzeźwiająco. Zabini szarpnął nim mocno, sprawiając, że ten lekko się zachwiał, jednak chwycił go w ramiona tak silnie, iż praktycznie w ogóle nie było tego widać.
    Słowa Ślizgona stuprocentowo zbiły go z tropu. Ale czy właśnie nie miał takiego planu? Chciał wydostać się z dusznej sypialni naznaczonej słodkim grzechem, który popełnił po raz kolejny zatapiając się w chłopięcych ustach. To wcale nie było tak, że Fred nie pamiętał absolutnie niczego ze szpitalnego skrzydła. Pamiętał więcej, niż by chciał, ale jego umysł skutecznie wypierał wszelakie wspomnienia związane z ponadprzeciętnie przystojnym, starszym o kilka miesięcy chłopakiem. Wypierał uczucie ciepła, które towarzyszyło mu zawsze, kiedy ten musnął go choćby dłonią. Ignorował gorące spojrzenia, które gdyby tylko mogły, z pewnością za każdym razem pozbawiałyby Freda ubrań. Zbywał ton głosu i zachowanie Zabiniego, uznając to za czystą grę, zwykłą rozrywkę. Zawsze, kiedy alkohol otępiał jego zdolność logicznego myślenia, to wszystko powracało, zalewało go falą rozkoszy, omamiało słodkością bliskości osoby, która była tej samej płci. Skłaniała go do złego. A on następnie sprytnie od tego uciekał. Podstępnie się wyswabadzał, zrzucał winę na wysokoprocentowe trunki i zapominał. Zostawiał zamknięte w swoim mózgu na klucz. Uciekał od odpowiedzialności. I rano faktycznie o niczym nie pamiętał.
    Co jeśli teraz stanie się inaczej?
    Jęknął, kiedy ich usta złączyły się w słodkim pocałunku i ponownie zatracił się w ogarniającym go uczuciu błogości. Nie trwało to jednak długo. Szybkie popchnięcie go w stronę łóżka, jakby szarpnęło jego wnętrznościami. Zatoczył się delikatnie, a następnie widząc, że drzwi od pokoju już są uchylone, wyprostował się gwałtownie, wkopał rozsypane po podłodze guziki pod łóżko, a sam opadł na stojące nieopodal krzesło, niewinnie przeczesując włosy palcami i próbując zatuszować fakt, iż jego koszula jest całkowicie rozpięta, pozbawiona guzików i wymiętoszona. Kiedy usłyszał swobodny ton głosu chłopaka, momentalnie poczuł jak na jego policzki wkrada się zdradliwy rumieniec, nadając jego twarzy ponownie wyrazu chłopczyka, który został przyłapany na gorącym uczynku. Musiał szybko się opamiętać.
    Kiedy zdezorientowana grupka czarodziejów w jego wieku wkroczyła do pogrążonej w mroku sypialni, a Zabini rzucił swój wyzywający komentarz, Fred roześmiał się perliście, próbując stwarzać pozory wyluzowanego. Założył nogę na nogę i posłał Christopherowi najlepszy ze swoich szelmowskich uśmiechów, mówiący dosłownie: Och, tak, jestem po kilku drinkach, ale nadal umiem zachować klasę. Westchnął wzruszając ramionami i uniósł brew, lustrując chłopaka prowokującym wzrokiem. Zdawało mu się, czy było w tym spojrzeniu coś pożądliwego?
    — Nic oprócz twojej przerażonej miny, Zabini — prychnął, podnosząc się z krzesła i przeciągając się porządnie — i tego, że piszczałeś mi do ucha, kiedy spadaliśmy w dół — roześmiał się robiąc kilka kroków w przód, by uścisnąć rozbawionym kolegom Chrisa dłoń na powitanie. Kiedy już to zrobił, odwrócił się przodem do chłopaków, wskazując palcami na swoją rozprutą koszulę. — Czy któryś z was byłby tak dobry i raczyłby pożyczyć mi coś ze swojego górnego odzienia? Rzuciła się na mnie jedna napalona laska i… no wiecie. Nie chcę, żebyście czuli się przy mnie onieśmieleni.
    Wyszczerzył się ponownie zadziornie i puścił oczko w stronę Zabiniego, nie przejmując się tym, jak zostanie to odebrane. Odchrząknął, zsuwając z siebie jasny materiał i rzucając go na krzesło, na którym wcześniej siedział. Czuł na sobie uważne spojrzenie współlokatorów Ślizgona i miał wrażenie, że widok praktycznie nagiego Chrisa nie robi na nich najmniejszego wrażenia. W tamtej chwili mógłby się założyć, iż nie raz widzieli go w takim – jeśli nie gorszym stanie, przez co o dziwo Weasley niemalże poczuł gdzieś w sobie ukłucie zazdrości. Niemalże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czekając na najmniejsze pozwolenie, obrócił się w stronę stojącego w kącie pokoju prowizorycznego barku i bezceremonialnie otworzył go. Wnętrze prezentowało się nienagannie. Jednym ruchem wyjął ze środka butelkę ognistej, otworzył ją, powąchał zawartość, a następnie pociągnął pokaźnego łyka, krzywiąc się przy tym jedynie delikatnie. Westchnął, odwracając się znowu przodem do ludzi. Oparł łokcie o barek i wyciągnął w ich stronę butelkę, ale kiedy dostrzegł jedynie zniesmaczone spojrzenia, uśmiechnął się smutno.
      — Och. No dobrze, skoro mnie odtrącacie… może powinienem wyjść? Może powinienem zrobić dramę, powiedzieć wszystkim na dole, że wyrzuciliście mnie z pokoju Zabiniego, chociaż próbowałem pomóc odzyskać mu pamięć? — prychnął i rozzłoszczony postawił butelkę na barku z głośnym brzękiem.
      Skrzyżował dłonie na piersi i zmierzył ich wszystkich naburmuszonym spojrzeniem. Skoro miał być księżniczką, musiał zachowywać się jak księżniczka. A księżniczce należą się wszystkie przywileje.
      Po plecach przebiegły mu ciarki, kiedy usłyszał śmiech Zabiniego, który momentalnie rozluźnił napiętą atmosferę panującą w pokoju. Zagryzł wargę i wbił spojrzenie w podłogę, ignorując teraz wszystko, co działo się dookoła niego.
      Czuł jak opuszczają go wszystkie emocje, a alkohol ponownie zaczyna płynąć w jego żyłach. Miał ochotę usiąść i się rozpłakać. Dawno nie był tak pijany. Nie był pewien, czy dobrze zrobił, zachowując się tak, jak się zachował, ale w tamtej chwili było mu wszystko jedno. Świat wirował. Podłoga się kręciła.
      — Niedobrze mi — rzucił tylko — będę rzygał —i zaraz przepchnął się między Ślizgonami, torując sobie drogę w kierunku okna.
      Dopadł parapetu, pociągnął za klamkę i wychylił głowę na zewnątrz. Momentalnie poczuł jak wraz ze spożytym alkoholem uchodzi z niego całe napięcie. Wyrzucił wszystko. Od wypitej ognistej, przez spożyte rano kanapki po samo poczucie winy. Czuł czyjąś ciepłą dłoń na swoich plecach, która zdawała się rozpalać jego skórę do czerwoności. I nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł się tak wolny.

      Nie pytaj, ahahahha. Twój <3

      Usuń
  30. Słyszał krzyki dochodzące z pokoju Ślizgona, ale nie potrafił ogarnąć się na tyle, by odwrócić się o własnych siłach i wrzasnąć na z pewnością kpiącą z niego grupkę uczniów. Wylatywało z niego dosłownie wszystko. Fred w pełni świadomy tego, co się dzieje, jednakże niemogący zapanować nad własny organizmem, wisiał tak sobie przerzucony przez framugę okna i zastanawiał się, który biedny skrzat będzie musiał następnego ranka po nim sprzątać. A może padnie na woźnego? W duchu modlił się tylko, by nikomu jego niespodzianka nie spadła na głowę.
    Kaszlnął, kiedy poczuł, że wszystko, co tego dnia wypił lub zjadł, zdążyło opuścić już jego organizm. Jęknął z rezygnacją powoli przecierając twarz dłonią i wzdychając ciężko. Delikatny, troskliwy dotyk zdobił jego plecy i zdawał się rozchodzić wraz z otaczającą go wiązką ciepła po całym ciele. Świeże powietrze działało na niego kojąco. Westchnął, zwieszając głowę i kręcąc nią powoli w akcie rezygnacji.
    — Przepraszam, Zab. Nie chciałem, ja…
    Oparł dłonie o parapet i wyprostował się, chwytając się jednak prędko barku chłopaka, zdając sobie sprawę z tego, iż długo o własnych siłach nie ustoi. Z wdzięcznością przyjął od Chrisa chusteczki i wypił wodę, ręcznik odkładając na bok. Zmieszany uniósł wzrok, czując jak rumieniec wstydu wpełza na jego policzki. Obraz cały czas mu się bujał, jednak nawet w takim stanie nie mógł nie zachwycić się tym wspaniałym kolorem oczu chłopaka. Wpatrywał się w niego dłuższą chwilę, po czym parsknął śmiechem, przytulając się do niego, chowając głowę w zgięciu jego szyi i po prostu opatulając go zwiotczałymi ramionami.
    — Pocałowałbym cię teraz, mój drogi, w podzięce, ale wątpię, czy oboje mielibyśmy na to ochotę — roześmiał się ponownie, nosem szturchając tylko jego szyję. Następnie odsunął się od Ślizgona na odległość wyprostowanych ramion i kiwnął głową dumny z dopiero co podjętej decyzji — Zabiś, ja wracam do siebie.
    Nie spodziewał się, że ten zareaguje na to tak gwałtownie. Kiedy Chris przenosił go na łóżko, on kręcił głową, mamrocząc coś o tym jak bardzo jest mu teraz wstyd, a następnie rzucając jawnymi podtekstami o rycerzach i księżniczkach.
    — Mrau — mruknął, gdy Zabini zdjął jego spodnie i przykrył go kołdrą, następnie samemu szykując się do spania — wiesz, śpimy razem po raz pierwszy, jestem twoją księżniczką, ty moim rycerzem, przydałoby się to jakoś uczcić.
    Westchnął, przewracając się na plecy i w kompletnej ciszy przez chwilę wpatrując się w sufit. Następnie parsknął znowu śmiechem, przekręcił się na bok i wysunął dłoń, szturchając palcem nagą pierś Zabiniego.
    — Psst, ej Chris, wiesz co? — zagryzł wargę, patrząc na niego błyszczącymi oczyma — Jestem pijany w trzy dupy.
    Pokręcił głową i przymknął oczy, wzdychając znowu głośno, jakby z politowaniem dla samego siebie. Następnie mimowolnie przysunął się w stronę chłopaka, chcąc czuć bardziej ciepło bijące od jego ciała. Uśmiechnął się pod nosem, uchylając powieki i widząc jak Zabini z troską przykrywa go kołdrą. Zagryzł wargę.
    — Czuję się… bezpiecznie.
    Uśmiechnął się delikatnie, jego świat nadal wirował, ale nie miał najmniejszej ochoty zamykać oczu. Leżał naprzeciwko Chrisa. Jego prywatnego składnika amortencji, jego tygrysa i jego rycerza. Uniósł lekko kołdrę w górę, prowokująco unosząc brew.
    — Nie będzie ci zimno tam samemu? — szepnął, przesuwając się nieco bliżej. — Możemy chwilę odpocząć, a następnie zejść na dół posiedzieć na imprezie. Odrobinę zgłodniałem. Masz na coś ochotę, Chris?
    Łagodnie dotknął językiem dolnej wargi i musnął dłonią jego policzek. Następnie wyszczerzył się, przekręcając się w łóżku na plecy. Wpatrywał się w pogrążony w mroku sufit, zastanawiając się jakby to było mieć zupełnie inne życie. Budzić się w tym łóżku na miejscu Zabiniego, nie musieć się martwić o swoją rodzinę, o kłopoty związane z wojną czarodziejów. Nie miewać koszmarów. Lub budzić się w tym łóżku obok Zabiniego. I nie miewać koszmarów. Obie perspektywy były kuszące.
    Tak samo mocno jak obie były też nierealne.

    Smutny, pijany Freddie

    OdpowiedzUsuń
  31. W głowie mu dudniło. Naprawdę nie pamiętał, kiedy po raz ostatni czuł się tak okropnie. Dawno nie przesadził z alkoholem, w zasadzie pierwszego i ostatniego ‘zgona’ zaliczył już w początkowych latach swojej edukacji w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart i specjalnie później nie przejmował się ilością spożywanych przez siebie na imprezach trunków. Zwykle ze wszystkich eskapad wychodził cało. Kac nigdy nie był jego bliskim przyjacielem, raz na jakiś czas wpadał, krzycząc Ej, stary! Chodź na piwo! i w zasadzie tyle go widział. Najczęściej Weasley ulegał jego wpływowi i po paru rozluźniających łykach, rozstawali się jak na kulturalnych znajomych przystało, wracając do swojej nudnej, szarej codzienności. Czasami bywało też tak, że wolał zabawić na dłużej, namawiając chłopaka do kosztowania coraz to lepszych specyfików i sprawiając, iż ten ponownie popadał w błogą, alkoholową nieświadomość, godząc się z faktem, że jest pijany i w zasadzie w takich chwilach twierdząc, że mógłby przez całe życie chodzić ‘nie w stanie’. Następnego dnia uporczywego kolegi już nie było, a biedny Freddie zarzekał się, że więcej alkoholu nie tknie. Cóż, niektórzy mówili, że to już oznaka choroby, ale co oni mogli wiedzieć.
    Tego poranka Weasley jednak czuł, iż bez porządnego eliksiru na ból głowy się nie obejdzie. Pokój wirował. Fred przez większość czasu starał się nie otwierać oczu. Jego powieki pulsowały, wyżerając gałki oczne, paląc je żywym ogniem. W gardle go suszyło. Miał wrażenie, że jeśli spróbuje coś powiedzieć, to natychmiastowo naruszy ściankę przełyku albo innego równie ważnego miejsca we wnętrzu swojego organizmu. Wolał tego nie próbować.
    Do tego wszystkiego miał wrażenie, że wszystko dookoła pachnie wymiocinami. Szczerze? Nie bardzo pamiętał co działo się przez cały wieczór. Poszczególne urywki przelatywały mu przed oczami, ale przedstawiały tak irracjonalny scenariusz imprezy, że Fredowi niemalże chciało się śmiać. I pewnie by się śmiał, gdyby nie czuł się tak okropnie.
    Czyjeś palce musnęły jego bok i chyba właśnie to na moment wyciągnęło go z otumanienia. Wspomnienie nocy ponownie rozbłysło w jego myślach, napawając go przyjemnym ciepłem, co z kolei wprawiło go w stan przerażenia. Nie był w stanie się odwrócić i sprawdzić. Każdy jeden pocałunek odznaczał się mocno na jego umyśle. Każde ugryzienie. Każdy gorący szept i rozpalony dotyk. Czy naprawdę koło niego leżał…?
    Nie mógł o tym myśleć. Nie był w stanie. Wszystkie myśli ostatnich dni uderzyły w niego ze zdwojoną siłą. Każde słowo usłyszane od ludzi, każda aluzja, każda kpina – to wszystko nie dawało mu spokoju przez ostatnich kilka dni. Dręczyło jego myśli, zjadało jego wnętrzności, a jednocześnie wypełniało jego organizm gorącem, sprawiało, że pocił się na samo wyobrażenie męskich warg podążających delikatnym śladem po jego szyi. Bał się? Bał. Pragnął tego? Czemu na wszystko szukał odpowiedzi?
    Głośny hałas sprawił, że jego serce zabiło dziesięć razy mocniej niż powinno. Nagłe śmiechy, przytłumione szepty i posykiwania Cicho, cicho, oni śpią! sprawiły, że musiał otworzyć oczy. Wszystko w nim raptownie zamarło, kiedy zobaczył ciemny odcień zieleni pokrywający prawie każdy jeden fragment pomieszczenia, w którym się znajdował. Nie jego pokoju. Ślizgońskiego dormitorium. Nie obchodziły go konsekwencje.
    Powoli podniósł się do pozycji siedzącej, bojąc się obrócić i spojrzeć za siebie. Jego serce waliło jak oszalałe, w jego głowie dudniło ze zdwojoną siłą, okrzyki ludzi gromadzących się na dywanie zdawały się narastać i sprawiać, że odruch wymiotny powracał do niego ponownie. Było mu niedobrze. Ale musiał zachować klasę.
    Przyjrzał się swojemu praktycznie nagiemu ciału i zsunął z siebie kołdrę, obrzucając wzrokiem ledwo trzymającą się na nogach hołotę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — O PATRZCIE, KTO SIĘ OBUDZIŁ! — krzyknął jeden ze stojących w pokoju Ślizgonów, przyciągając do siebie jakąś chichoczącą dziewczynę — Gorący wieczór, huh? — zagaił, wskazując dłonią „piżamę” Freda.
      Weasley zmrużył oczy, spoglądając na chłopaka z politowaniem i przetarł twarz dłonią, przeciągając się. Nie był w stanie zerknąć jeszcze na drugą połowę zajmowanego przez siebie łóżka.
      — Otwierasz harem, Gold? — mruknął, uśmiechając się półgębkiem.
      Jego głos brzmiał zupełnie tak jakby nie mówił od kilku dobrych dni. Niepewnie zsunął nogi z łóżka i podniósł się, rozglądając dookoła w poszukiwaniu rzeczy.
      — To orzygane to twoje?
      Zerknął na trzymaną w koniuszkach palców jednej z nastolatek koszulę i roześmiał się cicho, chociaż przyszło mu to z wielkim trudem. Bo czuł na sobie czyjś wzrok. Przełknął ślinę, robiąc kilka kroków w stronę dziewczyny, ignorując fakt, że właśnie w tej chwili cały wypchany ludźmi pokój podziwia jego ciało w pełnej okazałości i ze słodkim uśmieszkiem odebrał prezent wprost z rąk czarownicy.
      — Dziękuję ci bardzo — skinął głową, oglądając ubrudzoną odzież i prychnął pod nosem — nie prosiłem was czasem wczoraj o nową koszulę?
      Roześmiał się cicho, z wahaniem odwracając się w stronę zgromadzonych. Miał wrażenie, że wszyscy nagle umilkli. Że świat zatrzymał się na ułamek sekundy, że jego serce przestało bić, że ta zaspana, lekko zapuchnięta od alkoholu twarz wyłaniająca się z pościeli posłała mu właśnie najpiękniejszy z możliwych nieśmiałych uśmiechów. I w głębi duszy potwornie modlił się o to, żeby był jeszcze pijany. Bo takie myśli nie przystają Weasleyowi. Przełknął ślinę, czekając na jego reakcję. Ale kiedy cisza zdawała wydłużać się w nieskończoność, poczuł, że traci wszelaką nadzieję. Nadzieję na… na co? Poczuł, że wszystkie emocje z niego uchodzą. Chciał jednocześnie krzyczeć, wrzeszczeć, drapać i bić. Chciał opierniczyć Zabiniego za to, że się nie odzywa i za to, że poprzedniego wieczoru odzywał się za dużo. Chciał wyśmiać jego współlokatorów, że nie domyślają się dlaczego oboje spali w jednym łóżku, zamiast położyć się w dwóch osobnych, skoro były wolne. Chciał pokazać im wszystkim środkowy palec, wypiąć tyłek i powiedzieć, że pieprzy to wszystko, jeśli tak ma wyglądać jego życie miłosne. Jeśli ma wariować na punkcie jednej osoby, nie wiedząc czy przed nią uciec, czy wtulić się w jej ramiona. Odwrócił wzrok i napiął wszystkie mięśnie, zupełnie jakby miał uciec. I wtedy usłyszał znowu ten głos.
      Nie uciekniesz mi, prawda…?
      — Wstawaj Zabini — rzucił krótko — śmierdzisz jeszcze gorzej niż ja — uśmiechnął się, ruszając w stronę łazienki.


      Tak mi się to nie podoba, ale trudno xd
      YOU KNOW WHO <3

      Usuń
  32. Miał wrażenie, iż czas płynie w zwolnionym tempie. Każdy krok mający przybliżyć go do łazienki był ociężały, zupełnie tak jakby Fred poruszał się pod wodą. Nie słyszał praktycznie niczego. Szedł z uśmiechem przyklejonym do twarzy, uważając, by nie nadepnąć na niczyją nogę czy też dłoń i kierując się bezpośrednio do obranego przez siebie celu. W uszach mu dudniło. Jego serce waliło jak oszalałe. Wpatrywał się bezpośrednio w jasne drzwi łazienki i srebrzystą klamką, w myślach odliczając sekundy do czasu, kiedy w końcu zaciśnie na niej palce i odgrodzi się od dusznego kłębowiska ciał. Nie miał wystarczająco dużo odwagi, by odwrócić się i zerknąć za siebie. By zobaczyć czy on nie idzie za nim.
    Właściwie nie wiedział czego się spodziewać. Tego, że Zabini posłusznie powlecze się jego śladem do łazienki? Tego, że rzuci obraźliwy komentarz na temat jego wczorajszego stanu i rozłoży się wygodnie na łóżku, tryumfalnie wpatrując w tył jego głowy? Tego, że zaśmieje się w typowy dla siebie sposób i pozostawi całą sytuację bez najmniejszego komentarza, jakby nic, co zdarzyło się poprzedniej nocy, nigdy nie miało miejsca?
    Naparł na gładką powierzchnię drzwi nagim ramieniem i niespokojnym krokiem wślizgnął się do środka. Cichutko przymknął wejście i ruszył przed siebie, powoli badając wzrokiem wnętrze dość przestronnego pomieszczenia. Nerwowo wbijał paznokcie w opuszki swoich palców. Musiał się uspokoić. Obrócił się, stając przodem do lustra i skrzywił, dłońmi przecierając zaspaną twarz. Jego palce automatycznie powędrowały do poczochranych włosów w celu choć częściowego doprowadzenia ich do normalnego, elegancko zwichrzonego stanu, ale widząc delikatnie uchylające się drzwi, zamarły w połowie drogi do ciemnej, gryfońskiej czupryny.
    Fred przełknął ślinę, próbując nie zwymiotować ponownie z nerwów. Wszystkie jego mięśnie momentalnie się spięły. Chris przekroczył próg łazienki, obrzucając go krótkim, acz znaczącym spojrzeniem. Wszystko w jego ciele nagle się zagotowało. Jego wzrok automatycznie powędrował do zagryzionej wargi chłopaka, musnął nagą pierś i jego silnie zbudowane nogi. Na twarz Weasleya wstąpiły rumieńce zażenowania, osobliwego rodzaju wstydu. Złożył ręce wzdłuż boków, przypatrując się niepewnie Ślizgonowi, jakby zastanawiając się po co w zasadzie ten przywlókł się za nim do środka.
    Obserwował jego nonszalanckie zachowanie, powolutku zaciskając dłonie w pięści. Nie słuchał tego, co Zabini miał mu do powiedzenia. Nie chciał. Nerwowo zagryzał policzek, badawczo ślizgając się spojrzeniem po jego półnagim ciele. Wszystko w nim sprawiało, iż Gryfon momentalnie czerwieniał. Każdy najmniejszy ruch, lekkie skinienie palcem. Uśmiech. Oczy. Odsłonięte ramiona. Drżał. Był wściekły. Z każdym krokiem chłopaka przez myśl przelatywała mu inna wizja minionej nocy. Gorący pocałunek. Szept. Ciche westchnienia.
    Jakim prawem on śmiał tak bardzo nim manipulować? Tak bardzo czarować jego myślami, mącić mu w głowie i plątać jego emocje? Jakim prawem zakradał się do jego umysłu? Jakim cudem oddziaływał na niego tak silnie, iż Fred nie mógł wytrzymać w jego towarzystwie bez rzucenia choć jednego łakomego spojrzenia na jego odkryte ciało? Dlaczego nie reagował na nieme protesty? Nie dostrzegał wzroku błagającego o pomoc? Nie widział, iż Weasley wcale nie chce jego bliskości. Nie potrzebował go. Nie potrzebował chłopaka do pieszczot. Nie podobało mu się nic, co zaszło tamtego wieczoru. Powinien zacisnąć pięści do końca i przyłożyć mu w twarz. Powinien…
    Silne dłonie opadły na jego biodra, nerwowo szarpiąc gumkę jego bokserek. Powietrze momentalnie uleciało z jego nieruchomego ciała, czyniąc go tak niewinnym i bezbronnym. Poczuł się mały. Czuły szept dotarł do niego ze znacznym opóźnieniem, tak, że dopiero po chwili podniósł głowę natrafiając spojrzeniem na ciepłe, brązowe tęczówki starszego o parę miesięcy chłopaka. I właśnie wtedy totalnie zwariował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uniósł dłonie i mocno zacisnął je na przedramionach Zabiniego. Zacisnął zęby, odpychając od siebie chłopaka i mierząc go zirytowanym spojrzeniem. Zaskoczenie malujące się na ślizgońskiej twarzy go zabolało. Bez namysłu powędrował śladem cofającego się Chrisa i ignorując fakt, iż sam nie ma przy sobie różdżki, więc jego przeciwnik może mieć przewagę, mocno chwycił go za ramiona przyciskając ciężarem ciała do pobliskiej ściany. Chłód bijący od podłogi mroził krew w jego żyłach. Miał wrażenie, iż za moment jego oddech przemieni się w parę, pozostawiając ich zamarzniętych, wpatrujących się w siebie z nieopisaną mieszaniną uczuć wymalowaną na twarzach, bijących się z własnymi myślami.
      Opuszki jego palców boleśnie wbijały się w skórę stojącego przed nim chłopaka. Fred kilkukrotnie oblizał wargi, oddychając ciężko. Wpatrywał się w ciemne oczy Chrisa, próbując poukładać sobie wszystko w głowie. W zasadzie dyszał, przypatrując się jego osobie, mierząc wzrokiem każdy najmniejszy centymetr jego twarzy. A następnie jak gdyby nigdy nic przysunął się do niego i opuścił dłonie prosto na jego biodra.
      Budująca się między nimi cienka warstwa lodu pękła. Gorąca fala emocji zalała organizm Freda, który momentalnie musnął nosem nos Zabiniego, by następnie wargami subtelnie skubnąć powierzchnię jego ust. Nie miał pojęcia w jaki sposób jego dłoń odnalazła jego miękkie włosy. Cicho westchnął, złączając ich obu w słodkim pocałunku. Przymknął powieki i rozkoszował się tą dziwnie intymną chwilą, czując, że może być ona jedną z ich ostatnich.
      Odsunął się, łagodnie przygryzając usta, bojąc się reakcji ze strony chłopaka. Nieśmiało uniósł spojrzenie i wziął głęboki oddech, cofając się od niego jeszcze o krok. Dłonią przesunął po swojej twarzy, jakby dla pobudzenia, a następnie lekko nieśmiało uniósł kącik ust, łagodnie wzruszając ramionami.
      — Musiałem… sprawdzić czy będę czuł to samo co wczoraj — szepnął, czując jak rumieniec wkrada się na jego policzki — ja… Zabini, proszę, powiedz mi, że rzuciłeś na mnie jakieś pieprzone zaklęcie — pokręcił niepewnie głową, spuszczając wzrok w geście rezygnacji — albo dolałeś mi czegoś do kieliszka. Wiesz, wczoraj chyba czułem gdzieś amortencję.
      Zagryzł wargę, uśmiechając się smutno i splatając ręce na torsie. Jeszcze raz obrzucił go badawczym spojrzeniem, a jego serce zdradziecko przyspieszyło rytmu.
      — Boże, nienawidzę cię za to, co ze mną robisz — westchnął, delikatnie zwieszając głowę — Wcześniej wydawało mi się, że to wszystko przez alkohol. Myślałem tak jeszcze parę sekund temu. Ale jeśli to prawda, a ty nie próbowałeś mnie w żaden sposób oczarować
      Zacisnął zęby, wbijając w niego surowy wzrok.
      — Zab… Chris. Ja… nie wiem czy możemy dalej to kontynuować.

      Fred oszalał. Do dzieła, Zab!
      Low ja xoxo

      Usuń
  33. [a dzień dobry. c:
    oto ja, a ja kocham robić postaciom mielonkę z życia. huehue, takie ze mnie złe stworzenie, pójdę do piekła.
    dziękuję bardzo, przyda się z pewnością, i jeśli masz ochotę, to mogę zaprosić na wątek, niekoniecznie do Amelki, ale no. :D]

    Amelia.

    OdpowiedzUsuń
  34. [Na pewno znają się przed Freda, a to już jakieś tło, na którym mogłybyśmy budować wątek i powiązanie. Roxanne może być przez Zabiniego trochę wyśmiewana, że ośmiela się z nim konkurować w roli pałkarza, ale Weasleyówna ma silne plecy w postaci Freda, który na pewno by się wtrącił, jakby Zabini powiedział o parę słów za dużo. >8D]

    Roxanne

    OdpowiedzUsuń
  35. [Wątek bardzo chętnie! Jaki byłby stosunek Zabiniego do mojej Puchonki?]

    June

    OdpowiedzUsuń
  36. [Myślisz, że jest możliwe, by próbował się jej wytłumaczyć? Poza spojrzeniami znajomych, oczywiście, może po jakimś żarcie, tudzież nieprzyjemnych docinkach rzucanych w jej stronę na pokaz, mógłby przyuważyć ją na błoniach, taką skuloną, smutną, zamkniętą w swoim świecie, odezwałyby się wyrzuty sumienia, próbowałby ją przekonać, że nie ma się co przejmować?]

    June

    OdpowiedzUsuń
  37. [To mogę liczyć, że zaczniesz? :)]

    June

    OdpowiedzUsuń
  38. [Mamy pełnego sprzeczności Zabiniego oraz słodką Dakotę, która typka nie znosi już na starcie. Uprzedzenie może wynikać z faktu, że obydwoje są na tej samej pozycji w drużynach, czyli rywalizacja, albo że ma ciekawsze życie od niej. Cóż, jej jeszcze nie zdarzyło się uprawiać seksu z kimś tej samej płci.
    Możemy wykorzystać kilka elementów, mianowicie fakt, że Dakota wie wszystko o wszystkich, i w swoim pamiętniku może mieć bardzo ładnie opisane życie Zabiniego. Kolejną rzeczą jest quidditch, choć to wydaje mi się zbyt banalne.
    Mogłaby ukraść mu leminga, albo on sam by się do niej przypałętał.
    Mogłaby mu zmienić kolor włosów.
    Mogłaby rozpuścić plotkę, że ma kiłę i porozrzucać jego nagi zdjęcia w dormitoriach gryfonów.
    Mogłaby wyzwać go na pojedynek w piciu.
    Mogłaby zaaranżować mu spotkanie z potencjalną narzeczoną (gdyby rodzice takowej szukali)
    Albo mogłaby go wykorzystać, jako że sama jest niewyżyta.
    Dakota wiele może, pytanie na co Zabini się zgodzi ]

    Dakota

    OdpowiedzUsuń
  39. [ Myślę, ze co jak co ale taki rozwój wydarzeń jak najbardziej pasuje do Dakoty i ogólnie ten miks przypadł mi do gustu. Kłótnia mogłaby w sumie trwać ciągle, przed w trakcie i po aby dodac smaczku tej całej sytuacji. Po pijaku mogłaby tez zgarnąć jego podpis, więc zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Urwało mi...kontynuując...
      Zdjęcia mogłyby być dodatkowo z autografem ;)]

      Usuń
  40. Nędza. Wybacz mi :(
    Z pewnym ociąganiem sunęła wzrokiem po zebranej młodzieży, od godziny bawiącej się w najlepsze na rzekomo jednej z najbardziej ekskluzywnych imprez w Hogwarcie. Oczywiście w tych czasach każdy głupi mógłby tak powiedzieć na dowolny melanż, wystarczyłoby jedynie wprowadzić początkową ilość osób, która tak czy siak koniec końców zostałaby zmieniona, dorzucić kilka słów, zaprosić śmietankę towarzyską i już! Impreza gotowa. Oj nie, tu nie liczyła się nazwa, liczba osób czy też dom, który ją organizował a ilość dobrych trunków, bajeczny nastrój i muzyka od której albo cierpły uszu albo nogi same rwały się do tańca. Taka, o której mówiło się przez następne kilka tygodni, taka po której ludzie chcieli więcej, choć kac utrzymywał się przez dobre kilka dni znacząco psując im samopoczucie. Taka, po której nauczyciele wydają multum szlabanów, ściany się trzęsą, tynk odpada, a gdy rano wszyscy na patrzą w lustro widzą zupełnie inne osoby. Na takiej imprezie była tylko raz i mimo, że było to dwa lata temu nadal czuła głęboki niedosyt dodatkowo potęgowany wręcz żenującymi imitacjami imprez, jakie ostatnimi czasy były w szkole. Nikt z obecnych nie był w stanie dorównać kunsztowi mistrzów, którzy odeszli wraz z początkiem ostatniego lata, żaden z nich nawet nie dorastał im do pięt.
    Ze świstem wypuściła powietrze zanurzając się w miękką sofę wysłaną japońską satyną w kolorze wyblakłych szmaragdów. Dyskretnie podwinęła rąbek swojej pomarańczowej sukienki eksponując szczupłe, nieco opalone uda. Przez dwadzieścia minut zdążyła wypić sześć kieliszków ognistej, każdy z inną osobą, jednak żadna z nich nie uchowała się obok niej- albo wybrali bardziej rozrywkowe towarzystwo nieszczędzonych dzikich pisków blondynek ze źle robionym makijażem i wypchanymi stanikami, bądź już dawno leżeli pod stołem, zaprzyjaźniając się z miękkim dywanem. Miała mocną głowę, wiedziała to i czasami nawet żałowała, że akurat w tym aspekcie matka natura postanowiła jej dogodzić. Dzięki temu gdy wszyscy tracili and sobą panowanie ona nadal stała prosto sącząc wszelkiego rodzaju trunki i przyglądając się temu teatrzykowi z niemałą odrazą. Czy była kiedyś pijana? Owszem, ale nigdy tak, by nad sobą nie panować. Zawsze sprawowała kontrolę i poniekąd jej się to podobało. Poniekąd, bo czasami wolałaby się zabawić tak, by nie pamiętać. By się zatracić. By oddać się w ręce losu.
    Na chwilę przymknęła oczy, dodatkowo chowając je za warstwą włosów. Wyjątkowo zakręciła je na końcach, dzięki czemu były krótsze. Normalnie sięgały jej niemal do pasa, teraz jednak ledwo zakrywały średnich rozmiarów biust. Uchyliwszy powieki westchnęła ciężko, wyprostowała się i chwyciła pierwszą lepszą szklankę wypełniona złocistym płynem. Wypiła wszystko jednym haustem.
    Nagle coś ziemnego dotknęło jej nogi. Odruchowo uniosła je w górę, nawet nie siląc się na poprawienie sukienki, która zsunęła się niebezpiecznie wysoko, pokazując już nieco za dużo, po czym zerknęła w dół nawiązując kontakt wzrokowy z lemingiem. Powoli opuściła kończyny na ziemię i nieśmiało dotknęła puchatego futerka zwierzątka, zaraz sadzając je sobie na gołych kolanach. Podrapała malca za uchem na co z jego pyszczka wydobył się niski jęk.
    - Lubisz to mały- mruknęła nachylając się nad nim nieco- To widać. Przynajmniej tobie jest dobrze, zazdroszczę. Też bym chciała by ktoś mnie pomiział- dodała uśmiechając się szeroko, gdy futrzak delikatnie przygryzł jej palec- No tak, ty widzę wolisz nieco bardziej agresywnie. Dogadamy się.

    Dakota


    OdpowiedzUsuń