Dry my eyes so you won't know


Roxanne Weasley


Gdzieś zaginął ten osobliwy uśmiech, który towarzyszył jej przy niemal każdej wykonywanej czynności. Tak jakoś wyszło, po prostu wypadł z kieszeni i postanowił wracać rzadziej niż kiedyś.



Będę silna dla ciebie, mimo że tak bardzo, bardzo mam już dość. Chciałabym zacząć od nowa, ale nie dajesz zapomnieć, bez przerwy wbijając mi do głowy wspomnienia. I ten entuzjazm, mamo, ten entuzjazm, który zawsze rozsadzał mi umysł, teraz jest wielką chmurą złości i rozczarowania, której nie umiem utrzymać w środku. I Quidditch już nie wystarcza, bicie pięścią w poduszkę nie wystarcza, bieganie wokół tego cholernego zamku każdego wieczora NIE WYSTARCZA. I tak mnie wkurza, mamo, strasznie, przeokropnie, że muszę być na nogach, gdy brat sobie nie radzi, i klepać go po plecach, kiedy ja tak bardzo chcę, żeby to on mnie przez chwilę potrzymał. Widzę, że ludzie przestają mi współczuć, teraz już zaczynam ich denerwować. Gadają, że mam muchy w nosie, że to nie ich wina, że nie żyjesz. A ja przecież wiem, bo wina leży po mojej stronie. Więc czemu jestem taka zła, mamo? Czemu warczę na wszystkich jak wściekły pies, czemu znowu pobiłam się z kimś bez większego powodu? I, kurde, dlaczego wciąż czuję tę głupią powinność przeproszenia za wszystko, uśmiechnięcia się? Nie muszę, ale muszę. Trochę bez sensu to wszystko, co nie?

Witam ponownie! Uczelnia trochę mnie przygniotła, ale stęskniłam się przeokropnie, więc wracam z Roxanne, nieco inną po śmierci matki, ale wciąż pragnącą uwagi tłumu.
Stara karta, starsza karta.
Wątki (3/4): Fred, Bellamy, Lily.
Na zdjęciach Raven Lyn.

26 komentarzy:

  1. [Cześć kochana <3 wielki powrót wyjadaczy, widzę. Roxanne jak zwykle cudowna, choć smutna .-. Może uda nam się coś skleić? x ]

    Bellamy

    OdpowiedzUsuń
  2. [NIBY MAM URLOP, ALE... AAAAA ♡♡♡♡
    Jaram się jak jeszcze chyba nigdy.]

    Ukochany braciszek

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witam drogą kuzynkę z powrotem :)
    Życzę udanej zabawy w naszym gronie oraz wielu ciekawych wątków, mając nadzieję, że tym razem już z nami zostaniesz :)]

    Teddy Lupin || James Potter

    OdpowiedzUsuń
  4. [Jeju, cudowna jest, chociaż taka okropnie smutna i zatroskana. :<
    A wizerunek śliczny, uwielbiam gdy ludzie pamiętają, że George poślubił Angelinę, przez co ich dziecko nie może być bieluśkie.]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  5. [Na zdjęciu wydaje się taka pozytywna, a jednak karta pokazuje, że wcale taka nie jest, a szkoda! Życzę jej, aby kiedyś znowu się radośnie uśmiechała, a tobie miłej zabawy! :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  6. [Millie homo nie jest, nawet jest zakochana w pewnym Krukonie, ale czemu nie, chętnie wplączę ją w jakąś dramę! Oczywiście, jeśli Roxie będzie podkochiwać się w Millie, ona na pewno tego nie odwzajemni i, prawdopodobnie, nawet tego nie zauważy. No, może z czasem się domyśli, ewentualnie ktoś ją kiedyś (może nawet sama Roxanne) uświadomi, zobaczymy :) Tylko od czego w takim razie zaczniemy?]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  7. [Przyszłam, kochajmy się, bo obie nasze postacie mają lizaczki <3 i co z tym zrobimy? :D]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  8. [Fajnie fajnie, chociaż komentarze w twojej karcie podsunęły mi mały pomysł jeszcze... Roxanne jest bi albo homo? Dobrze zrozumiałam?]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  9. [EJ TO SŁUCHAJ! Skoro one są takim lekkim marginesem społecznym, autodestrukcja itd, to może wokół tego się zakręcić? Bo moja eklerka lubi i chłopców, i dziewczynki, a jakiś ciekawy wątek mógłby z tego wyjść. W sensie wiesz, w ciągu dnia trzeba trzymać fason, bo wstyd i w ogóle, ale wieczorem w łazience Marty sprawdzają sobie nawzajem, co mają pod spódniczką XD znaczy może nie dosłownie i niezbyt hardkorowo, ale jakaś chemia czy coś... Co ty na to?]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  10. [To w takim razie muszę to przemyśleć, na tym etapie moja wena się kończy :D Chyba, że polecimy w ciemno i samo się jakoś wszystko rozwinie...]

    Claire

    OdpowiedzUsuń
  11. [Jakie cudowne zdjęcie! Jestem zakochana, zarówno w wizerunku jak i treści karty, a dodatkowo Twoja Roxanne sprzed śmierci matki była niemalże idealnym odwzorowaniem mojej wizji, dlatego też chylę czoła i nader śmiało pozwolę sobie zaprosić do siebie na wątek; co prawda są w różnych Domach, ale na jednym roku, więc... :)]

    Soleil Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  12. [Czeeść ;) Nie pamiętam, czy odzywałam się poprzednim razem jak byłyście z Roxanne na blogu, czy też nie, ale wpadłam się przywitać i podzielić moją sympatią co do smutnych postaci ;) Nowe pokolenie wcale nie ma tak łatwo jak mogłoby się niektórym wydawać. Gdybyś miała chęć do wątku z którąś z moich pań to zapraszam serdecznie :) Z Tori nietrudno będzie ją powiązać biorąc pod uwagę fakt, że jest stażystką w Hogwarcie i ma misję ocieplenia relacji rodzinnych, a z Tessie równie prosto, bo przez herbaciarnię :D]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  13. [Oj, jak mi miło! Chętnie nam coś wymyślę, tylko musisz mi powiedzieć, czy masz jakieś konkretne wyobrażenie relacji dziewcząt. A może czegoś poszukujesz i Soleil się akurat nada? Jesteśmy otwarte i tolerancyjne! :D]

    Soleil Yaxley

    OdpowiedzUsuń
  14. – N-nie wiem – odsunęła się odrobinę, otwierając szeroko oczy. – Skąd mam wiedzieć? – dodała, z właściwym sobie tonem głosu, najeżonym milionem ostrych szpilek. Nie miała pojęcia, dlaczego od pewnego czasu reaguje ironią lub złośliwością na wszystko, co tylko się nawinęło, niemniej nie czuła się najlepiej z budzącymi się po fakcie wyrzutami sumienia. Przez długi czas starała się być milsza, grzeczniejsza, choćby dla samego spokoju sumienia, ale kiedy otwierała usta, by coś powiedzieć, nawet głupie "Cześć" przelotnie na korytarzu, zawsze wychodziło z nich tylko jedno:
    – No i na co się tak gapisz?,
    wypowiedziane głosem małej, przesiąkniętej wredotą jędzy. Wcale nie było to z jej strony działanie celowe, aczkolwiek przypuszczała, że ma swój udział w tym niechybnie proces zwany dojrzewaniem, od którego bardzo chciałaby się opędzić. W przeciwieństwie do takiej, powiedzmy, Kendry Chaplin, której upiększające (staranne, choć bez efektów) zabiegi zaczynały się w Pokoju Wspólnym już o morderczej szóstej rano, gdy człowiek marzy, by móc w spokoju śnić o czymkolwiek przyjemnym, zamiast słuchać łoskotu upadających kosmetyków, którymi ktoś nie potrafi się posługiwać – nigdy nie było jej spieszno do tego, by zwracać na siebie uwagę chłopaków czy wzbudzać zazdrość u innych dziewcząt. Może dlatego nie przeszkadzała jej postura krasnoludka: niska, wąskie biodra, płaska klatka piersiowa, chude kończyny; co ewidentnie doprowadziłoby niektóre z jej rówieśniczek na skraj samobójstwa. Nieustannie odnosiła wrażenie, iż dziewczęta w tym wieku są niebywale głupie, głupsze nawet od pierwszorocznych, którzy przynajmniej nie robili z siebie widowiskowego nie-wiadomo-czego, by zaimponować jakiemuś tępemu osiłkowi i cieszyło ją, że sama nie popadła w taki obłęd... Miała szczerą nadzieję, że tak właśnie zostanie.
    Jakkolwiek nie układałoby się jej w sferze fizycznej, w psychice zdarzało jej się odczuwać zalążki skutków dorastania, których ukłucia ciągle przyprawiały ją o gęsią skórkę. Niechętnie podchodziła do tematów wciągających dziewięć na dziesięć nastolatków: alkohol, imprezowanie, całowanie. A jednak, nie chcąc kolejnego piątkowego wieczoru spędzać samotnie w zimnym Pokoju Wspólnym, pozwoliła namolnemu Sidowi zabrać się na spotkanie w wieży Krukonów.
    – Och, no po prostu – zniecierpliwiony ton jej głosu wyraźnie wskazywał na przyspieszone zbliżanie się do granicy tolerancji, natomiast ten idiota z szóstej klasy jakby tego nie zauważał i namolnie wypytywał ją o kuzynkę, Roxanne. – Kiedyś była fajna, ale coś jej odwaliło, okej? – warknęła, zaciskając drobną dłoń na kuflu. Niewiele wystarczyło, by poczuła działanie alkoholu. – Szuka tylko uwagi i tłucze wszystkich.

    <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Pogoda nie była dla niego specjalnie uciążliwa, w końcu jeśli spojrzeć na to, że ostatnie miesiące spędził na skraju irlandzkiego lasu, sypiając w drewnianym domku i codziennie spacerując wśród drzew, gdy na dworze panowały ujemne temperatury, to trochę nieprzyjemnego błota i zacinający wiatr nie wydawały się być takie złe. Jednak w tej chwili wiele by dał, aby znaleźć się nagle w miejscu, które tak niedawno opuścił, a które tak bardzo ucierpiało. Od powrotu do Hogwartu minęły zaledwie dwa tygodnie, a on wyglądał jak chodzący trup, z podkrążonymi oczyma i malującym się na twarzy wyrazem obojętności, a jego myśli krążyły dookoła placówki Benevolens Lupus, gdzie czwórka animagów wraz z jego ojcem starali się za wszelką cenę doprowadzić to miejsce do stanu, który pozwoliłby na normalne funkcjonowanie. Poczucie bezużyteczności towarzyszące mu przez cały ten czas powodowało, że każda jego komórka rwała się do drogi, byle tylko wesprzeć przyjaciół w odbudowie domu, nawet za cenę męczących wspomnień.
    Ze schowaną za pazuchą płaszczu piersiówką, przeszedł przez szkolne błonia, aż dotarł do boiska Quidditcha, gdzie wspiął się na trybunę i usiadł na mokrej ławce, nawet nie wpadając na pomysł, by osuszyć ją zaklęciem. Odzwyczaił się od używania magii, która przez ostatnie miesiące nie była mu nawet potrzebna. Rozsiadł się wygodniej, zza pazuchy wyciągając srebrną piersiówkę i otwierając ją zmarzniętą dłonią. Potężny łyk Ognistej Whisky, spłynął w dół jego gardła, rozgrzewając przełyk i wywołując przyjemne ciepło w klatce piersiowej. Wypił dotychczas na tyle, aby czuć szum w głowie i z niewielkim opóźnieniem rejestrować wszystko, co działo się dookoła. Spojrzeniem powiódł po zawodnikach fruwających w zawrotnym tempie po boisku, a na kąciki ust wygiął ku górze. Brakowało mu tego, aczkolwiek nie na tyle, by wrócić do trenowania i prosić kapitana drużyny, by przyjął go z powrotem. Forma Gryfonów była niesamowita, pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych śmigali w tę i wew tę, a kafel bezustannie lądował we wnętrzu którejś z obręczy.
    Bellamy dostrzegł jednak, że jeden z siedmiu zawodników nie wkłada całego swojego serca w grę. Postać trzymająca pałkę, choć dawała z siebie wszystko, z całych sił uderzając pałką w tłuczek, wyglądała, jakby robiła to wszystko z przymusu. Rozpoznając w tym latającym drobiazgu Roxanne, Bell westchnął cicho, zastanawiając się, co spowodowało, że dziewczyna, która tak kochała Quidditch nagle straciła ducha walki. ¬¬¬Mrużąc oczy, wpatrywał się w poczynania młodszej uczennicy, z którą od powrotu do Hogwartu nie miał nawet okazji porozmawiać.
    Zarządzenie kapitana o zakończeniu treningu spowodowało, że Bellamy zasępił się, od razu żałując, że nie przyszedł tu wcześniej. Niespodziewane lądowanie jednego z członków drużyny naprzeciwko niego, spowodowało, że serce zakołatało w piersi, a niemrawy uśmiech pojawił się na ustach, gdy uświadomił sobie, że stoi przed nim Roxanne, której sylwetkę wypatrywał na boisku.
    — Gdzie podział się twój zapał do gry? — zagadnął, niezbyt przejmując się witaniem dziewczyny.

    Bell

    OdpowiedzUsuń
  16. Pamiętała – tak, doskonale pamiętała – jak mając siedem, może osiem lat, zakradła się do pokoju Jamesa pod jego nieobecność, chcąc w spokoju pooglądać jego zgromadzone w szufladzie skarby; wciąż na samo wspomnienie tamtej sytuacji czuła dreszcz przebiegający wzdłuż karku – upokorzenie i strach, płonące od wewnątrz policzki, choć nigdy nie potrafiła się naprawdę rumienić.
    Zamarła, niczym marmurowy posąg; biała jak papier skóra i rozchylone usta, niemy, urwany krzyk, wyraz zdziwienia. To dziwne, bo nawet nie przyszło jej do głowy, że mogą spotkać się akurat tutaj, w dodatku tak blisko, w odległości może metra, może mniej od siebie. Przenikliwość i uprzedzanie niepożądanych zdarzeń, cechy, które tak zawsze w sobie lubiła, pielęgnowała niby najwspanialsze klejnoty – tym razem zawiodły, pozostawiając ją wśród odłamków stłuczonego szkła.
    – Ja... ja... – zająknęła się, niepewna tego, co właściwie chciała powiedzieć. No bo naprawdę: co się mówi w takiej sytuacji? Przykro mi? A może "Przepraszam"? Jedno i drugie brzmiało jednakowo źle, jednakowo żałośnie, zwłaszcza w ustach osoby, którą kilka sekund wcześniej poniosły emocje i ten jeden, jedyny raz wypowiedziała odrobinę za dużo.
    Płynnie z szoku i zdumienia przeszła w swój stały stan, przybierając pokerowy wyraz twarzy i krzyżując ręce na wysokości żeber. Przechyliła odrobinę głowę, pozwalając rudym włosom swobodnie rozsypać się na plecach i wyprostowała godnie swoje niecałe półtora metra wzrostu, wpatrując się w kuzynkę beznamiętnym wzrokiem.
    – Nikt ci nie powiedział, że nie podsłuchuje się cudzych rozmów? – Uniosła brwi w geście zdziwienia, acz było to zdziwienie przeplecione ironią. – Bo wiesz, wydaje mi się, że te słowa nie były skierowane do ciebie.
    Cała złość, do tej pory zbierająca się pod powierzchnią i okazjonalnie znajdująca ujście w aktach destrukcji, spłynęła wprost do żył, podnosząc ciśnienie i otaczając czerwoną mgiełką. Nie mogła tego zatrzymać; nie chciała tego zatrzymać, mając w pamięci, jak dobrze było między nimi jeszcze rok temu, dwa lata temu, trzy lata temu; jak zaczynały szkołę i obie trafiły do tego samego Domu, przy czym ona sama potrzebowała wielu lat, by się z tym oswoić (co nie znaczy: pogodzić); podświadomie chciała znów zaznać takiego uczucia, jak wtedy, i jego brak sprawiał jej niemal fizyczny ból. Nie miała nikogo poza Roxanne, z kim mogłaby porozmawiać naprawdę o wszystkim, zwierzyć się z kiepskich relacji z jednym, drugim bratem i pozazdrościć, że istnieje na świecie taki Fred, całkiem inny od dwóch potterowskich synków; przede wszystkim jednak była dziewczyną, a o niektórych rzeczach wypada rozmawiać wyłącznie w żeńskim gronie.
    Zmrużyła oczy, usiłując złapać ostrzejszy obraz, by w razie czego dostrzec malujące się na twarzy kuzynki emocje.

    Lilka <3

    OdpowiedzUsuń
  17. [Hej, hej! Tak się tylko nieśmiało przypomnę z zapytaniem: czy nasz wątek nadal jest aktualny? A może wolisz wpaść do Julie? :)]

    Soleil Yaxley | Julie Jenkins

    OdpowiedzUsuń
  18. Huk zatrzaskiwanych drzwi poniósł się po zamku, mieszając się z hałasem gniewnie stawianych kroków i nerwowego tupotu stóp próbujących nadążyć za wściekłym Weasleyem uczniów. Spanikowane szepty odbijały się echem od ścian opustoszałego korytarza. Księżyc wpadał przez wielkie okna, muskając swoim światłem rdzewiejące zbroje i złowrogim blaskiem oświetlając Fredowi drogę do pokoju wspólnego Gryfonów. Serce chłopaka waliło jak oszalałe. Oczy w ciemności płonęły mu gniewem. Skręcił, kierując się schodami na górę, pokonując naraz po kilka stopni, byle szybciej dotrzeć do celu. Martwił się. Doskonale pamiętał swoją pierwszą imprezę. Doskonale pamiętał jak w wieku trzynastu lat upił się z rok starszym kolegą w jego dormitorium, bo Strzały z Appleby odpadły z krajowych rozgrywek ze względu na kontuzję pałkarza. Skończyło się na wyjcu od mamy i kolorowych pawiach przez okno. Kiedy wrócił do domu, Roxanne przywitała go współczującym uśmiechem. Potem śmiała się z niego przez całe wakacje, przy każdej możliwej okazji częstując go cukierkami z alkoholem i ostrzegając go przed skutkami ubocznymi. Uważaj, mogą wywoływać mdłości! Teraz nie było mamy, która mogłaby wysłać wyjca. Teraz był Fred, który na ten wieczór musiał się wyjcem stać.
    Zatrzymał się gwałtownie koło jednego z portretów ze śpiącym jegomościem w zielonym kapeluszu i jęknął, szukając różdżki w kieszeni spodni. Tajne przejście powinno znajdować się dokładnie w tym miejscu. Czas go gonił. Uderzył pięścią w ścianę, chcąc wyładować jakoś nerwy. W odróżnieniu od w panice rozglądających się na wszystkie strony lekko pijanych chłopców, którzy przyszli poinformować go o złym stanie jego siostry, nie dbał o to czy swoim głośnym zachowaniem pobudzi pół zamku, czy zwróci na siebie uwagę woźnego, czy zdenerwuje mijane obrazy. Nie miało dla niego znaczenia czy z powrotem do gabinetu osobiście będzie musiał siłą wlec go dyrektor, czy pielęgniarka po podaniu środków uspokajających. Nie przejmował się tym, że może przez to stracić pracę. Liczyła się tylko Roxanne. Jego mała siostrzyczka. Mała siostrzyczka, która w głupi sposób postanowiła pokazać, że jest prawie dorosła.
    Było duszno. Miliard ocierających się o siebie spoconych ciał, smród mugolskich papierosów i alkoholu, muzyka rozrywająca bębenki uszne. Weasley wiedział, że z perspektywy osoby pijanej cała impreza musiała wyglądać niesamowicie. Oślepiające, kolorowe światła, które utrudniały dostrzeżenie czegokolwiek w dzikim tłumie splątanych kończyn. Wielobarwne drinki porozlewane na dywanie, przypalone rogi kanap, które ktoś rankiem będzie musiał zaczarować, by wróciły do normalnego stanu. Zdesperowani chłopcy przypierający przypadkowe dziewczyny do ścian. Dj, który nie ma zielonego pojęcia, co właściwie robi, ale zmienia co chwilę kawałki kierowany niezrozumiałymi okrzykami ludzkiej radości, bo tak z pewnością jest fajnie. I wszędzie pijani ludzie. Tona pijanych ludzi. Fred szybko oszacował swoje szanse na szybkie znalezienie siostry w tym szalejącym zbiorowisku niewyżytych nastolatków. Znikome. Kurwa.
    Przeczesał włosy palcami, próbując zebrać w ten sposób wszystkie myśli. Uczynni koledzy zniknęli, nie udzielając mu szczegółów na temat miejsca pobytu Roxanne. Wspaniale. Oparł się o ścianę, wytężając wzrok, wśród szalejących na parkiecie czarodziejów próbując dostrzec burzę charakterystycznych, ciemnych włosów. Pudło. Przeczesał spojrzeniem całujące się pary, zaciskając pięści w dłonie, na wypadek gdyby któryś z tych tępych chłopców postanowił przyssać się do jego małej siostrzyczki. Również nic. Wykonał krok do przodu, gotów przeszukać całe pomieszczenie, którego najskrytsze zakamarki znał jak własną kieszeń, gdy do jego uszu dotarł znajomy głos. Okrzyk radości i zachwytu, wesoły, promienny i beztroski. Fred już dawno nie słyszał tego dźwięku. Obrócił się w lewą stronę i zamarł. Jej uśmiech rozjaśniał piegowatą twarz. Oczy błyszczały z zachwytu, mina wyrażała głęboki stan upojenia alkoholowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spódniczka opinała ją zdecydowanie zbyt mocno, wyraźnie podkreślając jej kształty. Miała na sobie makijaż. Stała bez butów. Na stole. Koło niej bez koszuli tańczył jakiś chłopak ze starszego rocznika. Tańczyła. Śmiała się. Fred nigdy nie widział jej w takim stanie. Lustrowała wzrokiem czarodzieja obok. Jej dłonie wędrowały ku krawędzi bluzki, zupełnie jakby przymierzała się do jej zdjęcia Wszystko się w nim gotowało. Nie miała pojęcia, co robi. Odepchnął stojącego najbliżej chłopca, który torował mu drogę, na bok i energicznym krokiem pokonał dzielącą go od stolika odległość. Zacisnął zęby, wahając się, co zrobić najpierw. Ściągnąć dziewczynę siłą na ziemię i zabrać stąd zanim zacznie wymiotować dalej niż widzi, czy sprowadzić pożerającego ją wzrokiem siedemnastolatka do parteru i pokazać mu jak starszy brat rozprawia się z takimi delikwentami. Wziął głęboki oddech, gromiąc siostrę spojrzeniem. Pierwszy raz od dawna to on wcielał się w rolę moralizatora.
      — ROXANNE WEASLEY. ZŁAŹ STAMTĄD W TEJ CHWILI ALBO PO CIEBIE WEJDĘ.

      Kochający braciszek, który nie umie odnaleźć się trzeźwy na imprezie.
      Jak wczoraj czytałam to zaczęcie wydawało mi się fajniejsze. Ups.

      Usuń
  19. [Wisisz mi odpis. Proszę Szer-szeń.]

    wiesz kto <3

    OdpowiedzUsuń
  20. [Wywęszyłam wolne miejsce w limitach i przybywam do kuzynki (jeśli masz ochotę, oczywiście :). Cudna Roxanne, cudna karta. Zachwycam się i nie mogę przestać!]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ojej, ojej, ale mnie uradowałaś! Dziękuję! c: W takim razie... Czy masz może jakiś pomysł na ich relację?]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hoho, brzmi ciekawie!
    zjemciserce@gmail.com, serdecznie zapraszam. c:]

    Hugo Weasley

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie miał zamiaru włazić na żaden stół. Fred Weasley pierwszy raz w karierze króla parkietu wszystkich hogwarckich imprez nie miał zamiaru włazić na stół. Czuł, że prędzej by wszystkich z niego zrzucił, niż dał się wciągnąć w chorą plątaninę spoconych, śmierdzących alkoholem i tanimi perfumami ciał, od których to zapachu powoli już zaczynało kręcić mu się w głowie. Widok pijanej Roxanne wyzwolił w nim instynkt nadopiekuńczego braciszka-mordercy. Zacisnął dłonie w pięści, starając się oprzeć uparcie ciągnącej go ku sobie siostrze, która ewidentnie nie miała bladego pojęcia, co w ogóle wyprawia, ale uścisk jej dłoni był zdecydowanie zbyt silny. O wiele silniejszy niż powinien być u piętnastolatki wyglądającej jakby ukradła ciuchy z szafy mamy i bez jej zgody wymknęła się na imprezę. U tej niewinnej, uroczej i tak malutkiej dziewczynki, którą w oczach Freda przecież jeszcze była. Aż do tego wieczoru nie zauważył żadnych zmian w jej wyglądzie. Patrząc na Roxanne przemierzającą korytarze zamku w za dużych bluzach, zupełnie jakby starała się ukryć fakt, że dorasta, podczas gdy koleżanki z jej rocznika z dumą przy każdej możliwej okazji podkreślały push-upem i dużymi dekoltami to, co udało im się w ciągu ostatnich miesięcy cudem wyhodować, nie zauważał żadnej różnicy. Jakby nadal była beztroską siedmiolatką, zakradającą się nocami do jego sypialni, tylko po to, by poprosić go, żeby przyszedł i przegonił potwory czające się pod jej własnym łóżkiem. Jakby jej ciało w ogóle nie ulegało zmianom, jakby krasnali wzrost wciąż nie pozwalał jej sięgnąć słodyczy z najwyższych półek w kuchni, nawet jeśli stawała na palcach, stołku i książce kuchennej naraz, a pyzata buzia złościła się za każdym razem, gdy bezskutecznie przeganiał ją z podwórka, chcąc wyjątkowo bez niej z kolegami i Addie potrenować grę w Quidditcha. Nie miał pojęcia czy robiła to dla własnej wygody, czy może raczej dla jego komfortu. Traktował ją przez cały czas jak małe dziecko, chociaż od śmierci mamy to ona o wiele częściej niż on wcielała się w rolę starszego rodzeństwa. Doroślała z każdym dniem, a Fred nie potrafił się z tym pogodzić. Nie chciał widzieć, że czas faktycznie tak szybko płynie. Nie chciał widzieć, że dziewczyna się usamodzielnia i wkrótce już w ogóle nie będzie go potrzebować. Kim się bez niej stanie?
    Zacisnął zęby, czując łokieć półnagiego Ślizgona wbijający mu się w tył pleców w rytm ewidentnie rwącej go do tańca muzyki. Nastolatka ku uciesze tłumu jakimś cudem zdołała wciągnąć byłego Gryfona na drżący od tupotu ludzkich stóp drewniany blat i piszcząc z radości powróciła do beztroskiego bujania biodrami na boki. Weasley nachylił się, próbując zwrócić na siebie jej uwagę, krzycząc do jej ucha, że ma natychmiast złazić, lecz jej zmroczony alkoholem umysł nie potrafił w prawidłowy sposób przetworzyć tej informacji. Odwrócił się za siebie, warcząc coś pod nosem i obrzucając miotającego się obok siedemnastolatka groźnym spojrzeniem. Chłopak zalany do stanu, w którym już traci się kontrolę nad własnym ciałem, po raz kolejny szturchnął go w bok, uśmiechając się do niego szeroko i tryumfalnie unosząc do połowy pustą butelkę z tanim winem nad głowę.
    — Koleś! Wyluzuj!
    Tego było zdecydowanie za wiele. Nim zdążył pomyśleć o konsekwencjach swoich czynów, o tym, że już nie jest uczniem i że może przez to stracić pracę, z całej siły odepchnął pijanego Ślizgona w tył. Chłopak zatoczył się niebezpiecznie, myląc już kompletnie taneczne kroki i zachwiał się tuż nad krawędzią stołu, by po chwili gwałtownie, zupełnie jakby jakaś niewidzialna siła pociągnęła go w dół, z głośnym hukiem runąć na ziemię.
    — JA CI DAM, KURWA, WYLUZUJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fred zeskoczył na parkiet zaraz za nim, zbliżając się do niego groźnym, energicznym krokiem, prężąc i napinając przy tym wszystkie mięśnie niczym pantera gotowa do skoku. Adrenalina buzowała w jego żyłach. Grupka Krukonek stojących koło leżącego chłopaka, jak na zawołanie pisnęła, odsuwając się w bok, w popłochu rozlewając trzymany w dłoniach alkohol na krwistoczerwony dywan. Kilka osób zdecydowało się rozstąpić, by na wszelki wypadek nie oberwać w wyniku wybuchnięcia niekontrolowanej bójki, a dwóch młodych chłopców, których z pewnością w ogóle nie powinno na tej imprezie być, krzyknęło na ten widok zachwytu, z zadowoleniem zacierając dłonie. Weasley oblizał wargi, podciągając rękawy naprędce zarzuconej przed wyjściem jasnej koszuli, szykując się do zadania ciosu. Uniósł pięść nad głowę, zbierając w tym geście całą swoją złość, kumulującą się w nim od momentu opuszczenia przytulnego gabinetu, ale nim zdołał wykonać choćby jeden ruch więcej, ktoś chwycił go za ręce, odciągając je raptownie w tył i krzyżując mu je boleśnie na plecach. Wściekłość ogłuszyła go na chwilę. Dał upust swoim emocjom, miotając się w objęciach pseudo-wybawców jeszcze przez moment, jakby naprawdę zależało mu na pobiciu młodszego chłopaka, a potem z oburzeniem strzepnął z siebie ręce trzymających go uczniów, by odwrócić się szybko w stronę młodszej siostry. Przeczesał włosy palcami, biorąc głęboki oddech dla uspokojenia, widząc, że ta w końcu w miarę świadomie na niego patrzy i podszedł do niej, na powrót przybierając groźny wyraz twarzy, bez żadnego ostrzeżenia chwytając ją w pasie i przerzucając ją sobie jedną ręką przez ramię, jakby była nic nieważącym workiem kartofli. Jakby znowu miała te parę lat.
      — Roxanne. Wychodzimy — powiedział, w duchu mając nadzieję, że dziewczyna po drodze wisząc w ten sposób, nie zarzyga mu koszuli.

      Kochający braciszek, który ostatnio za dużo przeklina

      Usuń
  24. [Hello, piękna kuzyneczko! Uda nam się porwać Cię na wątek? :D]

    ROSE

    OdpowiedzUsuń