i'm just a boy inside a man





VII | Gryffindor | obrońca | ⅛ krwi wili | patronusem kot | boginem umierający Jupiter | OPCM | Eliksiry | Zielarstwo | Mugoloznawstwo | ONMS | Transmutacja | wierszopisarz | Bąbel | Jupiter




Różdżki stworzone z jałowca nie należą do szczególnie powszechnych, wybierają wyłącznie kreatywnych czarodziejów, gdyż podstawą ich mocy jest wyobraźnia, dlatego w dobrych rękach są w stanie dokonać zdumiewających rzeczy. Jałowiec w połączeniu z piórem z ogona gromoptaka tworzy różdżkę wprost idealną do transmutacji, która dla Louisa jest najistotniejszym przedmiotem w szkole. Zdarza się, że słyszy od nauczycieli, iż umiejętnościami dorównuje swojej starszej siostrze. Jednak pomimo wszystkich swoich osiągnięć nadal stoi w jej cieniu, pozostając w oczach matki tym niedoskonałym synem. Niemalże od zawsze czuje niechęć w spojrzeniu, jakim go obdarza, choć sam nie rozumie czym jest ona spowodowana. Może tym, że to właśnie w nim zbyt głośno odezwały się geny Weasleyów, jego twarz pokryły piegi, a włosy zamiast pięknego blond koloru, okazały się być rude? Nie ma jednak na tyle odwagi w sobie, aby zapytać o to swoją matkę. Kiedyś chciał być malarzem, który przy pomocy pędzla potrafiłby namalować piękniejszy świat i swoje marzenia; dumnego ojca, roześmianą matkę i siebie między swoimi siostrami, które obejmowałyby go w ten siostrzany sposób, mierzwiąc mu włosy i dźgając w policzek. Zamiast tego zostawiał plamę czarnej farby na płótnie, bo nie potrafił odpowiednio dobierać kolorów, a postawione przed chwyceniem pędzla kreski, nie były wystarczająco czytelne, by cokolwiek z nich stworzyć. Czarna dziura pochłaniała wszystko, odbierała mu nadzieję, że jeszcze kiedykolwiek ojciec poklepie go po ramieniu, a matka nie spojrzy na niego karcąco, gdy zrobi coś niestosownego przy stole. Dziecięce marzenia o byciu artystą zniknęły po kilkunastu próbach przedstawienia czegoś więcej niż tylko czerń. Nie zniechęcony jednak, nadal szukał swojego celu w życiu. Z upływem lat, zaczął zauważać, jak dobrze potrafi dogadać się z ojcem, tak samo jak z dziadkiem Arturem, z którym jest w stanie godzinami rozmawiać o urządzeniach mugolskich i ich działaniu. Zdecydowanie lepiej niż w Muszelce, czuje się w Norze, wdychając zapach pieczonego ciasta babki Molly, a spotykając się tam z kuzynostwem, wyrzuca ze swojej głowy myśl o byciu niewystarczająco dobrym. W domu dziadków, na każdym kroku uśmiecha się do niego buzia kolejnego, piegowatego rudzielca, a on czuje, że tam pasuje jak brakujący element pięknej układanki. Tak samo postrzega Hogwart, gdzie jest z daleka od matki i od wiecznego porównywania go, do którejś ze starszych sióstr. W szkole odzyskuje pewność siebie, uśmiecha się szerzej, a piegi i rude włosy nie stanowią żadnego problemu. Zaciekle broni obręczy przed kaflem rzucanym przez przeciwników, zbierając później gratulacje na każdym kroku; z zaparciem osiąga kolejne sukcesy w transmutacji i zielarstwie, chwalony dumnym uśmiechem profesorów. Nie obawia się, że zostanie skarcony za głośne parsknięcie śmiechem przy stole, nie martwi się, że jeśli rzuci sprośnym żartem, zostanie wygoniony do swojego pokoju. Dzięki tak drobnym rzeczom w hogwarckich murach czuje się, jakby w końcu znalazł swoje miejsce. Wracając do domu, ucieka z niego najczęściej jak to możliwe, zazwyczaj do stadniny koni znajdującej się nieopodal Muszelki, gdzie jeden z boksów zajmuje ogier, którego dostał w prezencie od dziadków Delacour. Godzinami potrafi przesiadywać na plaży, pochylony nad notesem, w którym zapisuje kolejne rymy. Wakacje są dla niego okresem, gdy zamiast zjeść w spokoju obiad, przez większość czasu zastanawia się, czy w dobry sposób trzyma widelec, lub czy dobrze chwyta filiżankę z herbatą. To wszystko staje się dla niego coraz bardziej męczące, czuje aż wylewającą się z siebie frustrację i z utęsknieniem czeka na moment, aż wyprowadzi się z domu i będzie mógł stać się w pełni samodzielnym, zanim to jednak nadejdzie, musi jak najlepiej przygotować się do OWUTEM-ów, wygrać Puchar Turnieju Quidditcha, upić się i w końcu zaznać czym jest ta młodzieńcza miłość.
Witam z odświeżonym Louisem. Szukamy wszelkich możliwych powiązań, im bardziej zawiłych - tym lepiej! Wiersz mój, na zdjęciu Gytis Gedvilas, w tytule Thousand Foot Krutch.

56 komentarzy:

  1. [Kocham go, jest cudowny. Powodzenia z dwójką postaci! ♥]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam serdecznie na blogu kolejną z Twoich postaci! :) Ciekawa wersja Louisa; dotychczas chyba zawsze trafiał do Ravenclaw, a tutaj Gryffindor - bardzo fajnie i trafnie, moim zdaniem! :)
    Życzę Ci udanej zabawy kolejną postacią oraz wielu interesujących wątków :] W razie chęci, zapraszam do siebie; Teddy i Louis pewnie się droczą, a z Jamesem ma zapewne dobre relacje, więc coś by nam się udało wymyślić ;)]

    Teddy || Jamie

    OdpowiedzUsuń
  3. [Czeeeść <3 Jestem zachwycona, wniebowzięta i zauroczona <3 Nie dość, że transmutacyjna bratnia dusza, nie dość, że mają różdżki z tego samego drewna, nie dość, że jako potomkowie wili oślepiają swoją urodą to na dodatek są rodzeństwem ♥ I chyba wiemy z Tori o co chodzi z tą ucieczką z rodzinnego gniazda, no, nie udały się Billowi dzieci skoro zarówno pierwsze jak i drugie patrzy dać nogę jak najdalej. Chodźcie do mnie na wątek, wymyślimy jakieś pokręcone relacje i wątki <3]

    TORI WEASLEY & TESSA IVES

    OdpowiedzUsuń
  4. [Uroczego ma tego Bąbla, a sam Lou jest świetny! Rzeczywiście miła odmiana widzieć go u Gryfonów. Wcześniej chyba proponowałam coś u Bellamy'ego, ale z kuzynem będzie łatwiej o powiązanie, więc jak są chęci to chodźcie :)]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  5. [Uroczy jest :) Życzę ci dobrej zabawy z Louisem i wielu ciekawych wątków, no i cześć!]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Oj, polubiłam tego Pana i to bardzo ;) Jak masz ochotę to wpadaj, coś wymyślimy zawiłego! ]

    Julia | Olivia

    OdpowiedzUsuń
  7. [Ładny rudzielec nie jest zły! Urocze z niego stworzenie. I jaki fajny bąbel! Witam Weasleya wśród nas (Weasleyów nigdy za wiele) i mam nadzieję, że zagrzeje tu miejsca na dłużej.]

    Winnie Dickson

    OdpowiedzUsuń
  8. [Zupełnie niepotrzebnie się przejmowałaś. Lou jest bardzo oryginalny w dobrym tego słowa znaczeniu, podoba mi się jego wrażliwa strona, która nie lubi być porównywana do Millie czy Tori, ale też plany na przyszłość. Naprawdę sympatyczna postać, będziemy mocno trzymały kciuki żeby udało mu się stanąć na nogi i osiągnąć to o czym marzy :) A w sumie, mam w głowie taką gonitwę myśli, że na bank uda nam się coś sensownego wymyślić :D U mojej Tori sporo się działo w przeciągu ostatnich trzech lat, krótko po ukończeniu Hogwartu wyjechała i dawała znak życia sporadycznie więc przypuszczam, że atmosfera w domu musiała być przez to nieznośna momentami, bo nie wierzę by Fleur czy Bill znosili spokojnie "fochy" pierworodnej. Kiepsko było też czasami w Norze po tym jak Teddy Lupin przepadł bez wieści z dnia na dzień, a przecież wydawało się, że jego i Tori nie jest w stanie nic rozłączyć. Może wykorzystamy jakoś motyw z Bitwą z Mrocznymi? Lou brał w niej udział? :D]

    TORI

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Sloane podobnie czuje się w swoim własnym domu, mam tutaj na myśli refleksję nad sposobem trzymania widelca, zachowanie dobrych manier przy stole i tego typu rzeczy. Z karty wynika, że z Louisa naprawdę interesujący chłopak, a wizerunkiem jestem osobiście zachwycona! Nigdy nie miałam wątku z żadnym Weasleyem, więc chętnie bym coś napisała. Może nawet w związku z Quidditchem, próbą upicia się albo czymś zupełnie innym. :> Cześć! Witam na blogu i życzę powodzenia. ]

    Sloane

    OdpowiedzUsuń
  10. [Winnie takich bajek ma pewnie cały kufer i na pewno bardzo lubi ostentacyjnie je czytać i narażać się na konfrontacje ze Ślizgonami. Ale może być prywatną dilerką mugolskich książek Louisa.]

    Winnie Dickson

    OdpowiedzUsuń
  11. [Najchętniej na początek wysłałabym ich poza Hogwart, może Nora albo Muszelka? Powinno być ciekawiej niż podczas kręcenia się po Zamku czy błoniach. Bo relacje na pewno pozytywne, widzę Hugo, przynajmniej w przeszłości, jak męczył starszego kuzyna próbując go we wszystkim naśladować i po latach pewnie też coś mu z tego pozostało, oczywiście w małym stopniu. Nie wiem jak krew wili działa na członków rodziny, ale może po części dzięki temu lubił trzymać się blisko, jak nie w szkole, gdzie każdy z nich miał już swoje życie, to poza nią, w wakacje czy ferie]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  12. [Chyba na razie pozostanę przy Bellsie, szczególnie że mam już dla niego zaczęcie i tylko muszę je przepisać :D Ale jak ubędzie mi kilka wątków, bo na razie mam ich sporo, to chętnie przybędę do Lou po jakiś :)]

    Millie

    OdpowiedzUsuń
  13. [A mógłby, szkoda tylko, że Potter póki co nieobecny, ale może kiedyś, jak się pojawi. I jasne, męski wieczór brzmi nieźle, jako wstęp byłby OK, a później zawsze coś się wymyśli już w trakcie w zależności jak im się ten wieczorek rozwinie (:]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  14. [Piękny wiersz. Szukałam go chyba dziesięć minut, zanim wpadłam na pomysł kliknięcia w tych sporych rozmiarów "WIĘCEJ". Ech, czasem jestem beznadziejna.
    Powodzenia raz jeszcze, trzymajcie się. Hej, hej.
    A jakby naszła ochota, to zapraszam!]

    Clementine & Allie

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Szczerze mówiąc, nie wiem, kto i kiedy prowadził Albusa wcześniej. Nie sprawdzałam, nie czytałam karty, bo nie czułam takiej potrzeby. Wśród wielu postaci kanonicznych przejawia się kilka tych samych cech głównych, chociaż... Czy wężoustość Pottera kogokolwiek zaskakuje? W moim odczuciu to raczej naturalna kolej rzeczy; zwykłe prawo dziedziczność. Więc w żadnym razie nie chciałam być tutaj oryginalna. A z domu uciekać nie chce, bo prawie tam nie przebywa. Jedyne przed czym pragnie uciec — i sądziłam, że ujęłam tę kwestię dosyć jasno — to zbyt duże zainteresowanie, które wiążę się z nazwiskiem Potter. Z Przeklętego Dziecka natomiast znam urywki, jedynie zasłyszane fragmenty i kilka suchych faktów, prawdopodobnie na tym w głównej mierze bazowałam. ]

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  16. [Fakt, o wątek z Bellamym może być trudniej, niż się z początku wydawało, a jeśli już, to prędzej z Teddym - na Jamiego nie miałabym tutaj najmniejszego pomysłu :/
    Jeśli masz ochotę na nieco mniej pozytywne powiązanie/wątek z Louisem, to proponuję Teda. Młody Lupin zapewne nie jest zbytnio lubiany przez Twoją postać, zważywszy na to, jak potraktował jego starszą siostrę i jak odbiło się to na całej rodzinie. Dodatkowo, Teddy z pewnością elokwentnie i sposobem (w końcu jest profesorem) dogryza Louisowi w szkole, mówiąc do niego przy każdej okazji 'Billy boy' i parę innych porównań, które mimowolnie zapewne grają Weasley'owi na nerwach xD Wątek nie musiałby być aczkolwiek skoncentrowany na relacji uczeń-nauczyciel; równie dobrze możemy wymyślić coś w Norze, którą Teddy, od powrotu, od czasu do czasu by odwiedzał ;)
    Jeżeli jesteś za czymś całkowicie pozytywnym, wówczas bezapelacyjnie Jamie, acz wpada Ci cokolwiek do głowy? Chyba że wykorzystamy jakoś zamiłowanie (?) Louisa do ONMS?]

    Teddy Lupin || Jamie Potter

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jak zapraszają, to przychodzę! Ej, nie jestem wyjadaczem... :( Jako, że z Bellamy'm wątek już prowadziłam, a z Louisem w Twoich rączkach jeszcze nie, to wybrałam właśnie jego. Jest cudny. Taki rudy. I taki Weasley'owy. Wolisz tworzyć relację czy raczej pójść w coś spontanicznego?]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Cześć, dzięki za przywitanie. :)
    Twoi panowie są wspaniali, o czym zapewne wiesz, więc nie będę Ci tutaj za bardzo słodzić (wciąż nie potrafię przestać zachwycać się Louisem - bo zachwycałam się nim jeszcze przed dołączeniem do bloga :D).
    Skoro Louis również poszukuje miłości, to ja nie mam nic przeciwko temu, by gdzieś pomiędzy naszymi panami owa miłość się pojawiła, jeśli chcesz oczywiście.
    Są w tym samym domu oraz na tym samym roku, więc znać się muszą. Całkiem sporo ich łączy (obaj są rozczarowaniem rodziców - matek, nie?), ale także dzieli (Theo nienawidzi magii i raczej nie przykłada się do nauki, bo nie widzi w tym sensu). Nott zapewne próbował się zaprzyjaźnić z Louisem, gdy tylko dowiedział się, kim jest jego dziadek - chłopak z w pewnym sensie ma obsesję na punkcie mugoli.
    Ech, nie mam żadnego konkretnego pomysłu, wybacz. I przepraszam za błędy, ale piszę z telefonu :c]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hmm, wszystkie pomysły bardzo mi się podobają, więc myślę, że najlepiej będzie połączyć je w jeden wątek. :D
    Wydaje mi się, że spokojnie możemy ich sklasyfikować jako przyjaciół (mieszkają w tym samym dormitorium?), prawda? Louis może czuć się na swój sposób odpowiedzialny za Theo, a Theo jest zawsze, gdy Lou go potrzebuje. Theo już jakiś czas temu mógł poczuć coś głębszego do Lou, uznajmy na początku VII roku. Nie zrobił jednak nic w tym kierunku, bo za bardzo się bał, że straci Weasleya. Wszystko byłoby pięknie, gdyby (tak jak napisałaś) Lou nie zaczął flirtować z którąś z Krukonek. Od tygodnia/dwóch(?) Theo chodzi obrażony i odzywa się do niego tylko wtedy, gdy naprawdę musi. I nagle, nadchodzi dzień, gdy Weasley upija się z kimś z rodziny, a Nott musi się nim zaopiekować, bo ma za miękkie serce (i nie umie go tak po prostu olać, bo jakby nie było jest w nim zakochany). Pasi? :D
    Jeżeli coś pomieszałam, to przepraszam, ale mam nadzieję, że jest ok. :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  20. [No to świetnie. :D Możemy zacząć od jakiejś sceny zazdrości (Theo chodziłby obrażony już od ponad tygodnia) - Lou flirtujący z Krukonką, może podczas mugoloznawstwa? (profesor mógłby zadać jakiś esej, albo zwyczajnie pracę w parach, Theo był pewien, że będzie w parze razem z Lou, ale się przeliczył, bo Weasley zdążył sparować się z ową damą), a następnie przejść do tego upicia się Lou. Ty wybierz. :)
    Tak, tak, rozpoczynanie wątków idzie mi jak krew z nosa, więc byłabym szczęśliwa, gdybyś zechciała zacząć. :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  21. [Ok, w takim razie będę czekać ❤]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  22. [Cieszę się, przyda się jakiś rodzinny dramat od czasu do czasu :D No, nie do końca dramat, ale na pewno nieszczególnie przyjazny wątek, o :P
    Teddy pewnie czaił się jak rak w ostatnie Święta, które były pierwszymi od lat, które spędził z rodzinką; więc pewnie łatwiej byłoby o jakiś punkt zaczepienia teraz :D Co prawda ferii nie ma, ale zawsze mógłby się trafić jakiś długi weekend, bo tak poprowadzony pomysł mi jak najbardziej odpowiada! :)
    Myślimy jeszcze nad jakimiś szczegółami, czy sądzisz, że możemy zaczynać? Jeśli to drugie, to na kogo spadnie ten zacny zaszczyt? :P]

    Teddy Lupin

    OdpowiedzUsuń
  23. Mugoloznawstwo było jedyną lekcją, w której Theo chętnie uczestniczył. Ktoś kiedyś stwierdził, że chłopak ma obsesję na punkcie mugoli i możliwe, że ów ktoś miał rację. Gdyby tylko mógł wybrać – wolałby być mugolem, a nie czarodziejem. Kiedyś popełnił wielki błąd, mówiąc o tym bratu, który wszystko wypaplał matce. Od tamtej pory rozmawiają tylko w święta i wakacje. Gdy spotykają się na szkolnym korytarzu, udają, że się nie znają. Jest to całkiem łatwe, bo trafili do innych domów, a do tego dzielą ich dwa lata różnicy.
    Theo przez całą lekcję niemal kipiał ze złości. Zawsze siadali razem na Mugoloznawstwie. Zawsze! Albo raczej – odkąd tylko pamiętał. Dziś był pierwszy raz, gdy Louis usiadł z kimś innym. Nie, nie z kimś innym – z tą Krukonką, na którą Theo nie mógł patrzeć (dobra, możliwe, że trochę przesadzał, ale hej – kto mu zabroni?). Nott nie mógł sobie wybaczyć tego dzisiejszego spóźnienia na lekcję. Później policzy się ze swoim kotem, Księciem, przez którego się spóźnił. Myślał, że może liczyć chociaż na swoje kota (któremu zdążył już opowiedzieć o tym, co czuje do przyjaciela i był pewien, że Książę go rozumie), ale się mylił.
    Był tak zamyślony, że dopiero po chwili dotarł do niego sens słów profesor Travers i niemal od razu się skrzywił. Pracowanie w parach było złe. Bardzo, bardzo złe. Zwłaszcza dla niego. Nie lubił rozczarowywać ludzi, ale zawsze to robił, gdy musiał pracować z kimś w parze. Zawsze trafiali mu się niezwykle ambitni czarodzieje. Ale miał przecież Louisa. Lou na pewno go nie wystawi.
    Pochylił się do przodu i szturchnął Louisa w ramię. Nic. Zero reakcji. Westchnął ciężko i szturchnął go mocniej. Nie podobał mu się ten szeroki uśmiech przyjaciela (zazwyczaj niemal dostawał palpitacji serca, gdy go widział, ale nie dziś). Miał przeczucie, że za moment wydarzy się coś niedobrego, a jego humor jeszcze bardziej się pogorszy.
    – Louis, hej, Louis! – szepnął, próbując zwrócić jego uwagę. Zignorował ostre spojrzenie nauczycielki, wbijając spojrzenie swoich jasnozielonych oczu w przyjaciela, który w końcu raczył się odwrócić. Uśmiechnął się. – Jesteśmy razem w parze, prawda?
    Powoli jego uśmiech zaczął zanikać. Nie, nie, nie, przecież Louis nie mógłby go wystawić na rzecz tej całej… jak jej było? Mira? Martha? Michaela? No, coś w tym stylu.

    [Jest świetnie (i to ja powinnam zapytać, czy jest okej - jest?). :D A co do długości, to zazwyczaj staram się dostosowywać do drugiego autora. Choć prawda jest taka, że raz wyjdzie dłużej, a raz krócej. Wszystko zależy od samego wątku. :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  24. Jego uśmiech zniknął bezpowrotnie. Przygryzł dolną wargę, czując jak rozczarowanie opanowuje całe jego ciało. Co ma ta Krukonka, czego nie ma Theo? Ach, tak, jest dziewczyną. Przecież mógł się tego spodziewać i wcale nie powinien być zaskoczony. Taka sytuacja była tylko kwestią czasu.
    - Tak właściwie to nie, nie rozumiem. Zawsze byliśmy razem w parze - mruknął, w końcu odrywając wzrok od przyjaciela. Zerknął na dziewczynę, która tak bardzo podobała się Louisowi (według Theo była przeciętna, nic szczególnego), a potem spojrzał na Chloe i ledwo powstrzymał się przed wywróceniem oczami. Mówił Lou, że ta dziewczyna zdecydowanie nie jest w jego typie, ale ten chyba nie potrafił tego zrozumieć. - Nie chcę pisać tego z Chloe. Chciałem napisać to z Tobą - powiedział, mając nadzieję, że jego głos w rzeczywistości nie brzmi tak żałośnie, jak mu się wydaje.
    Wiele razy chciał powiedzieć Louisowi, że woli chłopców, ale brakowało mu odwagi. Chyba bał się, że mógłby go przez to stracić. A tego by nie przeżył. Za bardzo się do niego przywiązał. Pomijając już całe to zakochanie, Weasley był jego przyjacielem.
    Usiadł normalnie i wbił wzrok w swoje pióro. Siorbnął nosem, zawzięcie mrugając. Przecież się teraz nie rozryczy! Nott, weź się w garść! Popłacze sobie wieczorem, w poduszkę. Ewentualnie w futro Księcia, tak w ramach kary.
    To nie tak, że się tego nie spodziewał. Wiedział, że jego serce zostanie złamane, gdy Louis zacznie interesować się jakąś dziewczyną. Jednak wciąż pozostawała w nim iskierka nadziei mówiąca, że Lou też lubi chłopców i w końcu zauważy, że ma kogoś, kto patrzy na niego w ten sposób. A do tego, ma tego kogoś niemal na wyciągnięcie ręki. Bo Theo patrzył na Louisa w ten sposób, bo inaczej już nie potrafił.
    Zazgrzytał zębami, ponownie spoglądając na przyjaciela.
    - Dobra, skoro chcesz być w parze z tą wywłoką, to sobie bądź. Poradzę sobie bez ciebie, Weasley - wymamrotał, jednak na tyle głośno, by zarówno Louis, jak i Krukonka go usłyszeli. Niemal pożałował tych słów. Niemal. Możliwe, że przesadził. Możliwe, że nie powinien nazywać tej dziewczyny wywłoką. Możliwe, że właśnie przekreślił przyjaźń z Louisem, przez swoją własną głupotę i zazdrość.

    [W takim razie uznajemy, że Louis o niczym nie wie, o. :)
    Jeśli są jakieś błędy, to bardzo za nie przepraszam, ale byłam zmuszona napisać odpis na telefonie. A gdy piszę na telefonie, często wkradają (czy jest w ogóle takie słowo? :o) się jakieś błędy. :)]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  25. Theo poczuł bolesny ucisk w piersi, gdy zobaczył złość na twarzy przyjaciela. Nie lubił, gdy Louis się na niego złościł i patrzył na niego w taki sposób. Na jego policzki wypłynął rumieniec wstydu. Dopiero teraz zaczął żałować swoich słów.
    Nie mógł na niego dłużej patrzeć, więc odwrócił wzrok. Wystarczył jeden uśmiech Lou, a Theo miękł. Zawsze tak było.
    - Nie rozumiesz, Louis. Jasne, że nie rozumiesz - westchnął, patrząc wszędzie, tylko nie na twarz przyjaciela. Chyba nawet zdążył zapomnieć, że wciąż znajdują się na mugoloznawstwie, a przez takie zachowanie może zarobić szlaban. W tym momencie było mu wszystko jedno. - Nie chodzi o ten esej. Nie jestem głupi. Sam mogę go napisać, przecież wiesz. Ja... - zaciął się, nie za bardzo wiedząc, co powinien powiedzieć. Nie chciał się tłumaczyć, ani przepraszać.
    Dalsza rozmowa nie była możliwa, bo pani profesor ogłosiła koniec lekcji. Theo jak najszybciej się podniósł, zabrał swoje rzeczy i niemal wybiegł z pomieszczenia. Był zły na siebie, na Louisa i tę Krukonkę. Najbardziej jednak na siebie. Nie powinien dać się ponieść emocjom. Powinien udać, że nic się nie stało - co z tego, że jego przyjaciel go wystawił? To tylko jeden projekt. Tylko, że naprawdę nie chodziło o sam projekt. Byłby w stanie zrozumieć to, że Louis jest w parze z kimś innym - ale nie z tą dziewczyną, którą zaczął się interesować.
    Na następnej, a zarazem jego ostatniej tego dnia, lekcji, którą było zielarstwo, trzymał się z dala od Louisa. Sam do końca nie wiedział dlaczego, ale nie potrafił spojrzeć mu w oczy. Po zajęciach jak najszybciej (przy okazji niemal wywracając się na szkolnych schodach) dotarł do portretu Grubej Damy. Nie zatrzymał się nawet na chwilę w Pokoju Wspólnym i od razu skierował się do dormitorium. Musiał się uspokoić i w spokoju o wszystkim pomyśleć. A najlepiej myślało mu się w łóżku i na Błoniach. Było jednak za zimno na Błonia, więc pozostało mu łóżko, w którym zapewne spędzi cały weekend. Będzie spał, czytał i ignorował fakt, że łóżko Lou jest tuż obok jego. Merlinie, będzie ciężko. Znacznie ciężej niż w ciągu ostatnich dwóch tygodni. W końcu będzie musiał wyjść z dormitorium, chociażby po to, by coś zjeść, ale jak na razie nie przejmował się jedzeniem.

    [Jestem za. Później Theo będzie mieć straszne wyrzuty sumienia, że tak ją potraktował. :)
    Przeskakujemy już do pijanego Lou, czy masz ochotę na jeszcze jakąś scenę zazdrości? :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  26. Theo od kilku godzin nie potrafił zasnąć. Wpatrywał się w łóżko Louisa, jakby to miało sprawić, że przyjaciel nagle pojawi się w dormitorium. Nott nie mógł nic poradzić na to, że się o niego martwił.
    – Louis, Louis, gdzie jesteś? – wymamrotał, zgarniając Księcia i przenosząc się na łóżko obok. Wiedział, że jego przyjaciel nie miałby nic przeciwko - Theo często wciskał mu się do łóżka. Zazwyczaj wtedy, gdy dręczyły go koszmary. Nie zdarzało się to zbyt często, ale przynajmniej kilka razy do roku. Ich współlokatorzy na samym początku się z tego śmiali, ale w końcu przywykli.
    Kręcił się z boku na bok, ignorując burczenie w brzuchu i niepokój. Nie miał pojęcia, która była godzina, ale na pewno było już po północy. W końcu zwlókł się z łóżka i po cichu opuścił dormitorium, zabierając ze sobą różdżkę i kota. W Pokoju Wspólnym spotkał kuzynkę Louisa, ale była zbyt pijana, by mógł dowiedzieć się od niej, gdzie jest Weasley. Zerknął w dół, na swoją piżamę w babeczki i westchnął.
    Pospiesznie opuścił wieżę Gryffindoru, mając nadzieję, że uda mu się znaleźć przyjaciela jak najszybciej. Szkolne korytarze były chłodne i powoli zaczął żałować, że nie wziął ze sobą chociażby swetra. Zacisnął mocniej palce na różdżce, skręcając w lewo. Niemal wpadł na postać, która wyglądała całkiem znajomo. Postać, która opierała się o ścianę, ale wyglądało na to, że za chwilę miała osunąć się na ziemię.
    – Lou? – wyszeptał, mrużąc powieki. Jego serce zabiło szybciej, a wszystkie kolory odpłynęły z twarzy. – Lou! Co ty tutaj robisz? – spytał, nim spostrzegł, że Weasley jest kompletnie pijany. Theo czuł pewien wstręt do alkoholu, więc unikał go niemal jak ognia. Niektórzy uważali go przez to za dziwaka, ale on już dawno przestał przejmować się tym, co ludzie o nim myślą.
    Za sobą usłyszał miauknięcie, ale gdy się odwrócił, Księcia już nie było. Głupi kot. Schował różdżkę do kieszeni i przybliżył się do Lou. Objął dłońmi jego twarz, zmuszając go tym samym do tego, by na niego spojrzał. Przez chwilę wpatrywał się w jego twarz i odsunął się dopiero, gdy jego wzrok opadł na wargi przyjaciela. Nie mógł myśleć w takiej chwili o całowaniu. Nie, nie, nie.
    W tym momencie przeklinał całą rodzinę Rudzielców i ich słabe głowy.
    – Chodź. Tylko staraj się nie hałasować za bardzo – mruknął, zarzucając sobie jego ramię na barki. Udało im się zrobić zaledwie kilka kroków, nim niemal się przewrócili. Żałował, że nie jest na tyle silny, by wziąć przyjaciela na ręce i zanieść go do Wieży. – Louis, musisz współpracować, proszę.

    Theo

    [Nie masz za co przepraszać, naprawdę! Jest świetnie. :D]

    OdpowiedzUsuń
  27. Miał wielką ochotę się roześmiać i cudem się powstrzymał. Pijany Weasley to niezwykle słodki Weasley. Theo zapewne dostałby, gdyby powiedział coś takiego głośno. W końcu jednak rozbawienie zniknęło, a pojawiło się coś na kształt irytacji. Nott wiedział, że jeżeli tak dalej pójdzie - jeżeli się nie pospieszą, to w końcu na kogoś wpadną, a wtedy nie będzie miło. Nie bał się szlabanu - tak właściwie to było mu zupełnie obojętnie, czy dostanie szlaban, czy nie. Chodziło o Louisa, który zapewne nie byłby zadowolony ze szlabanu.
    Jęknął cicho, gdy jego ciało zderzyło się z zimną (a do tego niezwykle twardą) posadzką. Nie spodziewał się czegoś takiego. W pierwszej chwili Theo nie miał pojęcia, co tak właściwie się stało. Zamrugał kilka razy, a spomiędzy jego warg wydostało się sapnięcie, gdy jakiś ciężar opadł na jego pierś. Bardzo znajomy ciężar. Gdyby tylko nie był tak zamyślony, to możliwe, że udałoby mu się zapobiec temu upadkowi. Było już jednak za późno, no myślenie co by było gdyby. Z trudem uniósł głowę i zerknął na Louisa, który w przeciwieństwie do niego miał miękkie lądowanie. Objął go ramionami, jakby pragnąc upewnić się, czy jego przyjacielowi nic się nie stało.
    – Żyjesz, Lou? – spytał, a jego głowa opadła do tyłu i gruchnęła o podłogę po raz drugi. Zamknął oczy, mając nadzieję, że ten dzień okaże się być tylko snem. Może te ostatnie dwa tygodnie były tylko snem? Byłoby świetnie. Żadnej Krukonki, żadnej zazdrości, projektu z mugoloznawstwa... – Merlinie, Louis, musiałeś się tak upić? Już nigdy nie puszczę cię na żadną popijawę z twoimi kuzynami – mamrotał, bardziej do siebie, niż do swojego towarzysza. Wciąż obejmował Louisa jednym ramieniem, a drugą rękę powoli i na oślep, przesunął na jego twarz. Znów uniósł głowę, tym razem powoli i ostrożnie. Zmarszczył brwi. Jeszcze kilka sekund temu ich twarze nie znajdowały się tak blisko siebie, prawda? Teraz bez problemu mógł czuć gorący oddech Louisa na policzku. Jakby bezwiednie, pogłaskał jego policzek, wzrok znów kierując na jego usta. Theo chciał go pocałować już wiele razy, ale jeszcze nigdy to pragnienie nie było tak wielkie, jak właśnie w tej chwili. Wiedział jednak, że następnego dnia będzie tego żałować - a do tego będzie mieć złamane serce, bo albo Louis by go za to znienawidził, albo co gorsze następnego dnia niczego by nie pamiętał.
    – Louis, musisz się podnieść. Nie możemy tutaj tak leżeć – mruknął w końcu, zmuszając się do odwrócenia wzroku. – Louis, no błagam – jęknął cicho, próbując go lekko z siebie zrzucić. Nie chciał mu zrobić krzywdy, ale domyślał się, że jego przyjaciel bez żadnej pomocy nie zdoła się z niego podnieść. Louis w końcu się z niego sturlał, a Theo mógł się podnieść (z trudem, bo z trudem, ale zawsze). Spojrzał na Lou, zastanawiając się, co teraz zrobić. W takim tempie i z tak pijanym Gryfonem na pewno nie uda im się dotrzeć do dormitorium w jednym kawałku. Przeklął cicho, pochylając się, by go podnieść, a następnie przerzucić sobie przez ramię. Nott zachwiał się niebezpiecznie, ale jakoś udało mu się utrzymać równowagę i powoli ruszyć w górę schodów.
    – Tylko mnie nie obrzygaj, Lou – powiedział, choć wątpił, by te słowa dotarły do Weasleya.

    Theo

    [Trochę bardzo. Gdy czytałam Twój odpis na telefonie, nie wydawał się być tak długi, jaki jest na komputerze. XD Podziwiam Cię. Ja nie potrafię pisać pijanymi postaciami. :D]

    OdpowiedzUsuń
  28. Theo miał wrażenie, że ktoś ich obserwuje, ale prawdę mówiąc, nie chciał teraz o tym myśleć. Jeżeli byłby to któryś nauczyciel lub prefekt, już mieliby przechlapane. Stawiał na jakiegoś ucznia, który cierpi na bezsenność. Ewentualnie uczeń, który tak jak Nott, wyruszył na poszukiwania swojego przyjaciela.
    Parsknął śmiechem, gdy do jego uszu dotarł niewyraźny głos Louisa. Tak naprawdę to wcale nie było mu do śmiechu - był zmęczony, trochę zły, obolały (przez to niezwykle bliskie spotkanie z posadzką na pewno stanie się właścicielem wielu siniaków), ale co innego oprócz śmiechu mu pozostało?
    – Jeszcze słowo i cię tu zostawię – zagroził z wyczuwalnym w głosie rozbawieniem, zatrzymując się w połowie schodów, by chwilę odpocząć. Klepnął go w tyłek, chichocząc cicho. Sam do końca nie wiedział, po co cokolwiek mówi, skoro słowa i tak zapewne nie dotrą do Louisa.
    Weasley był cięższy, niż mogło się wydawać i Theo nie miał pojęcia, jak udało mu się zataszczyć go aż pod Portret Grubej Damy, która nie wyglądała na zadowoloną, gdy ich zobaczyła. Chwilę zajęło mu przekonanie jej, by ich wpuściła. Zarówno jego ramiona, jak i nogi drżały i czuł, że już zbyt długo nie wytrzyma.
    W pierwszej chwili zamierzał zostawić Louisa w Pokoju Wspólnym. Położyłby go na kanapie, a sam zapewne ułożyłby się na dywanie, albo fotelu, albo gdziekolwiek. Niestety nie mógł tego zrobić, bo kanapa była już zajęta przez innych, pijanych Gryfonów - Theo nie widział zbyt dobrze, ale mógłby się założyć, że był to któryś Weasley. Droga do dormitorium trwała długo, za długo. Gdy w końcu udało im się tam dotrzeć, Theo był pewien, że było grubo po trzeciej. Na szczęście ich współlokatorzy smacznie spali. Odstawił Louisa na pierwsze wolne łóżko, które chyba było jego, ale nie był pewien i za bardzo się tym przejmował. Spojrzał na drugie łóżko, na którym spał Książę. Było tak blisko, a zarazem tak daleko...
    Opadł na pościel obok Louisa, zamykając oczy. Jeżeli Lou będzie miał coś przeciwko, to różdżka mu w oko. Przekręcił się na bok i otworzył jedno oko, by zerknąć na przyjaciela.
    – Lou? Lou, śpisz?


    [Doświadczenie i talent, co? :D]

    OdpowiedzUsuń
  29. Westchnął, czując przyjemne ciepło rozprzestrzeniające się w całym jego ciele. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo tęsknił za Weasleyem przez te ostatnie dwa tygodnie. Był głupi myśląc, że uda mu się trzymać z dala od przyjaciela. Na dłuższą metę to było niemożliwe. Przez te dwa tygodnie katował się na własne życzenie i przez własną głupotę.
    Kąciki jego ust uniosły się w lekkim uśmiechu, gdy Louis przysunął się bliżej. Objął go ramieniem, ponownie przymykając powieki. Mimo tego, że Weasley pachniał alkoholem (czyli czymś co niemal od razu odrzucało Notta), to wciąż był jego Louisem. Cóż, gdyby to był ktoś inny, pomijając już zapach alkoholu, Theo wolałby spać na podłodze. Nigdy nie był zbyt wielkim fanem przytulania, ale uległo to zmianie, gdy poznał Lou. Kiedyś nie potrafił nawet zasnąć w jednym łóżku z własnym bratem, ale nie miał problemu ze spaniem z Louisem. Uśmiechnął się szerzej, sięgając po koc, by następnie ich nim przykryć.
    – Przepraszam. Nie chcę żebyś był na mnie zły przez to, co powiedziałem na mugoloznawstwie – wyszeptał, nim przekręcił się na plecy, a Lou wylądował na nim. Objął go drugim ramieniem, niemal przyciskając do siebie. – Nienawidzę, gdy jesteś na mnie zły. Ja po prostu byłem tak bardzo o nią zazdrosny... – jego głos został był nieco stłumiony, bo przyciskał wargi do włosów Rudzielca, ale nie przejmował się tym.
    Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie był to zbyt dobry moment na takie wyznania, czy przeprosiny - Louis i tak następnego dnia pewnie nie będzie nic pamiętał. Musiał jednak to z siebie wyrzucić, bo zaczęło go to zżerać od środka.
    – Nie mogę cię stracić, Louis – jego głos załamał się nieco, gdy wypowiadał imię przyjaciela. Odchrząknął. – Dobra, idziemy spać, bo obaj jutro będziemy nieżywi.
    Bardzo możliwe było to, że jego przyjaciel już zasnął, ale co tam. Przeczesał palcami jego włosy, ciesząc się tą ich bliskością. Wiedział, że musi mu to wystarczyć, bo nie może liczyć na nic więcej. Ta Krukonka może i jest pierwszą dziewczyną, którą Louis zaczął się interesować bardziej na poważnie, ale na pewno nie ostatnią. A Theo, jeżeli nie chce mieć wiecznie złamanego serca, prędzej czy później będzie musiał się ogarnąć.

    Theo
    [Talent, talent. No nie bądź taka skromna, nie zaprzeczaj XD]

    OdpowiedzUsuń
  30. Wciągnął głośno powietrze, gdy poczuł dotyk na boku, pod górną częścią piżamy. Nie było to dla niego nic nowego, ale ostatnio, odkąd uświadomił sobie, że zakochał się w swoim najlepszym przyjacielu, wiele rzeczy postrzegał inaczej. Nie miał pojęcia ile czasu minęło, nim w końcu udało mu się zasnąć. Gdy spał z Louisem, nigdy nie męczyły go koszmary i tak było także tym razem. Śnili mu się mugole, a pośród nich był także Louis (bo jakżeby inaczej?). Theo czuł się naprawdę szczęśliwy.
    Zaczął się budzić, gdy poczuł ruch obok siebie. Zadrżał, czując dotyk na szyi. Jego zaspany umysł działał zbyt wolno i Theo dopiero po chwili, gdy usłyszał znajomy głos, uświadomił sobie, że to Louis go dotykał. Spojrzał na niego spod na wpół przymrużonych powiek, przekręcając się na bok. Przez chwilę wpatrywał się w niego bez słowa. Długo mógłby się zachwycać jego oczami, piegami i tym rumieńcem... Cholera, był tak beznadziejnie zakochany.
    – Cześć – mruknął, wyciągając dłoń, by dotknąć jego zarumienionego policzka. Cóż, nie umiał się powstrzymać, choć pewnie powinien. – Wszystko okej? Jak się czujesz, Lou? – spytał, uśmiechając się odrobinę krzywo. Pochylił się do przodu, aż ich twarze niemal się ze sobą zetknęły. Przekrzywił odrobinę głowę, a jego wargi prawie otarły się o ucho Louisa. – Jak twoja głowa? Kac morderca nie ma serca? – zachichotał, odsuwając się. Przeciągnął się, ziewając. Najchętniej pospałby jeszcze kilka godzin. Dziwił się, że jego przyjaciel wstał tak wcześnie - bo na pewno było wcześnie, skoro ich współlokatorzy wciąż spali. Mógłby się założyć, że Lou prześpi całą sobotę, a tu taka niespodzianka.
    Zerknął na łóżko obok, na którym Książę spał w najlepsze. Ach, czyli jednak wylądowali w łóżku Weasleya.
    – Pamiętasz cokolwiek z wczoraj? – przygryzł dolną wargę i nie dając mu szansy na odpowiedź, kontynuował: – Przepraszam. No wiesz, za moje zachowanie na mugoloznawstwie. Chyba zareagowałem zbyt emocjonalnie – wzruszył lekko ramionami, odwracając wzrok i spoglądając w dół, na swoją piżamę. Przyglądał się małym babeczkom, jakby były najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Theo miał bardzo dużo śmiesznych piżam i każdą z nich uwielbiał, o czym wiedzieli wszyscy. Głównie dlatego w każde święta i urodziny w prezencie dostawał piżamy. – Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły. Wiem, że podoba ci się ta dziewczyna i rozumiem, że chciałeś być z nią w parze - z każdym kolejnym słowem jego głos stawał się coraz cichszy i tylko on wiedział, jak wiele kosztowało go powiedzenie tego na głos.

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  31. Nott chciałby by ten niewinny dotyk znaczyl dla Louisa tak wiele, jak znaczy dla niego. Gdyby tylko Louis spojrzał uważniej - bez problemu dostrzegłby wszystkie uczucia Theo, bo z jego oczu można było czytać jak z otwartej księgi. Ale nie patrzył uważnie. Bo niby dlaczego miałby? Byli przyjaciółmi. Nawet jeżeli przyjaciele nie powinni spać tak często w jednym łóżku i dotykać się tak, jak oni dzisiaj.
    - Jesteś ciekaw, jak tu dotarłeś? Znalazłem cię na korytarzu i jakoś udało nam się doczołgać do dormitorium - zaśmiał się. Postanowił zostawić dla siebie informację, że musiał Louisa tutaj przynieść. Skoro i tak nikt ich nie widział, to przyjaciel nie musiał o tym wiedzieć.
    Theo przełknął żal i uśmiechnął się smutno. Jeżeli słowa Lou miały go uspokoić, to odniosły niemal odwrotny skutek.
    - Jasne, tak, masz rację. Nic nie zrobiła, to ja przesadziłem - mruknął, podnosząc się. Chciałby znów się do niego przytulić i przespać kilka kolejnych godzin, ale wiedział, że nie może. - Ładna będzie z was para - rzucił przez ramię, nim zaciągnął kotary i opadł na swoje łóżko, niemal zgniatając przy tym Księcia. Przeszło mu przez myśl, że może już są parą, i to jeszcze bardziej pogorszyło jego humor. Ostatnio nie rozmawiali zbyt wiele, ale Weasley chyba powiedziałby Theo, gdyby zaczął chodzić z Michelle, prawda?
    Wcisnął twarz w poduszkę, palce zaciskajac na koldrze. Tak bardzo chciał zniknąć. Dziś czuł się jeszcze gorzej, niż wczoraj. Ale czego on tak właściwie oczekiwał? Miał przyjaźń Louisa i od początku wiedział, że to będzie musiało mu wystarczyć. Tylko dlaczego to tak bardzo bolało? Merlinie, jego serce na pewno tego nie wytrzyma. Jeśli dalej będzie się tak zachowywać i nie dotrze do niego, że Lou nigdy nie będzie jego, to straci przyjaciela. W ciągu ostatnich kilkunastu dni ciągle to powtarzał, ale chyba wciąż to do niego nie dotarło. Może był głupi? Tak, zdecydowanie był głupi.
    Uniósł głowę, przetarł palcami oczy i spojrzał na Louisa. Przez panujący w dormitorium mrok nie wiedział zbyt wiele, ale to akurat dobrze. Przynajmniej Lou nie będzie w stanie dostrzec jego zaczerwienionych oczu.
    - Tak właściwie, to mi też się ktoś podoba... Myślę, że się zakochałem - słowa opuściły jego usta, nim zdążył je przemyśleć. A teraz było już za późno, by je odwołać. Jego serce zabiło szybciej, niemal wyrywając się z jego piersi.

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  32. [No nie wyjadacz, ciiiiichutko! :D Miałam zaproponować love story, ale - i tu wybacz mi bezczelność - widzę, że już Ci się coś takiego tworzy. Ale! Co powiesz na to, by nasze postacie kiedyś coś łączyło? Mogłybyśmy pociągnąć to jakoś ładnie, ale powiedz mi, czy Ci to pasuje :3]

    OdpowiedzUsuń
  33. [Jasne, rozumiem (bo również ledwo żyję, a wstać rano trzeba :<). Dzięki, że dałaś znać ❤]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  34. Gdyby Theo nie był zakochany w Louisie, to jego słowa nie byłyby kłamstwem - Weasley i Michelle mogliby być naprawdę ładną parą. Jednak z drugiej strony... Chciał, by jego przyjaciel był szczęśliwy, a jeżeli będzie szczęśliwy z tą Krukonką, to w porządku. Nott jakoś to przełknie. Chyba.
    Książę wysunął się spod niego i zaczął głośno miauczeć. Istniało spore prawdopodobieństwo, że kot jest głodny, ale Theo za bardzo się nim w tym momencie nie przejmował. Zastanawiał się, dlaczego w ogóle coś takiego powiedział. Powinien trzymać język za zębami. Louis i tak nigdy nie dowie się, kim jest ta osoba, więc równie dobrze mógłby nie wiedzieć, że Nott jest w kimś zakochany.
    Zamruzyl oczy, ale teraz w dormitorium było zbyt ciemno, by był w stanie dostrzec przyjaciela. Odpuścił i ponownie wcisnął twarz w poduszkę, wzdychajac cicho.
    - Nie, raczej nie - mruknął po chwili ciszy, a zaraz dodał: - Byłoby dobrze, gdyby ta osoba odwzajemniała moje uczucia. Ale to nie jest ważne. Nie przejmuj się.
    Nie powiedział już nic więcej, choć tak wiele słów cisnęło mu się na usta. Zacisnal powieki, mając nadzieję, że uda mu się zasnąć. Poczuł ciężar na plecach i cicho sapnął, przypominając sobie nocne spotkanie z posadzką. Nie miał jednak siły, by zrzucić z siebie Księcia, który wygodnie rozłożył się na jego biednych plecach.
    Ciszę przerwał brzuch Theo, który głośno zaburczał. Chłopak zaśmiał się cicho i wymamrotał przeprosiny. Był strasznie głodny - poprzedniego dnia zjadł jedynie śniadanie, a później za bardzo obawiał się, że spotka Lou, więc odpuścił sobie kolację.
    Chyba udało mu się zasnąć, bo gdy następnym razem otworzył oczy, wszystkie łóżka, oprócz jego i Louisa, były puste. Usiadł na skraju swojego łóżka i przez kilka, niezwykle długich, minut wpatrywał się w przyjaciela. Nie miał pojęcia, czy Weasley śpi, czy nie, ale nie zamierzał tego sprawdzać. Choć wszystko w nim lgnęło do Louisa, to rozum podpowiadał, że Theo powinien uciec stąd jak najdalej. Przynajmniej na kilka godzin. A przy okazji może załapie się na coś dodać zjedzenia. Ubrał się najciszej jak potrafił, zgarnął Księcia, przy okazji po raz ostatni zerkając na przyjaciela, i opuścił dormitorium. Gdyby nie śnieg, poszedłby na Błonia, a tak będzie musiał zaszyc się w bibliotece, bo nie miał ochoty ani na spacery, ani tym bardziej na czyjeś towarzystwo. Chyba że tym kimś byłby Louis, ale to już inna sprawa.

    Theo

    [Napisałam odpis, a teraz zaczęłam się zastanawiać, czy Tobie przypadkiem nie ucielo początku odpisu? :D]

    OdpowiedzUsuń
  35. [A mogę zrzucić zaczęcie na Ciebie czy nie bardzo? Sesja mnie przygniotła i przez najbliższy tydzień najpewniej nie dam rady :<]
    Hugo

    OdpowiedzUsuń
  36. Planował napisać w bibliotece ten nieszczęsny esej na mugoloznawstwo, ale na planowaniu się skończyło. Jego myśli zaczęły krążyć wokół Louisa i Theo wiedział, że nie uda mu się niczego sensownego napisać.
    Po jakimś czasie wszystko mu się pomieszało: Louis, ta Krukonka, on... Zastanawiał się, czy mógłby się komuś podobać. Jego wygląd był przeciętny - nie był typem człowieka, który wyróżniał się z tłumu (dla niego to akurat dobrze, bo nienawidził się wyróżniać i zwracać na siebie więcej uwagi, niż to konieczne). Oderwał wzrok od pergaminu, w który uparcie się wpatrywał, i zerknął na swoje dłonie. Długie, chude palce i kilka pieprzyków. Och, tak, jeżeli chodziło o pieprzyki to miał ich naprawdę sporo - na całym ciele. Był średniego wzrostu, dokładnie tak jak ojciec. A do tego niemal od zawsze nienawidził swoich czarnych włosów oraz ust. Gdy był młodszy, wiele osób się z niego śmiało, mówiąc że ma dziewczęce usta, ale co on mógł na to poradzić? Jedyne co tak naprawdę mu się nie sobie podobało to oczy. W takim razie... Czy mógłby się komuś podobać? Na pewno nie Louisowi.
    Westchnął, przeczesujac palcami włosy. Musi przestać zadręczać się takimi myślami, bo naprawdę zwariuje. Opuścił bibliotekę i postanowił się przejść. Może spacer po szkole mu pomoże.
    Dostrzegł ich z daleka. Miał wielką ochotę zawrócić, ale zamiast tego ruszył w ich stronę. Niemal się roześmiał, gdy zauważył, że on i Lou mają na sobie identyczne bluzy (doskonale pamiętał tamte wakacje, uwielbiał je wspominać). To nie był jednak dobry moment do śmiechu. Zatrzymał się tuż przed nimi, wciskając ręce do kieszeni swoich czarnych spodni.
    - Hej - mruknął, kołysząc się na piętach. Zmusił się do tego, by spojrzeć na Michelle. Okej, może jednak nie jest taka przeciętna, jak mu się wcześniej wydawało. Może rzeczywiście jest całkiem ładna. Theo nie powinien się dziwić, że spodobała się jego przyjacielowi. Spuścił wzrok na swoje trampki, gdy dotarło do niego, że zwyczajnie się gapi. Odetchnął głęboko, próbując zebrać myśli. - Ja... Chyba powinienem przeprosić - uśmiechnął się lekko, odrobinę nieśmiało. - Wcale nie uważam cię za wywłokę. Ostatnio sporo się dzieje i tak jakoś... - bezradnie wzruszył ramionami, nie mając ochoty się tłumaczyć. Gdyby Weasleyowi nie zależało na tej dziewczynie, to Nott nie zdecydowałby się na te przeprosiny. Wolał jednak mieć złamane serce, niż stracić najlepszego przyjaciela - zrozumiał to siedząc w bibliotece.
    Przez chwilę przyglądał im się uważnie, aż w końcu zaśmiał się nerwowo. Pewnie zrobił z siebie głupka,tak jak poprzedniego dnia na mugoloznawstwie.
    - Okej, lepiej już pójdę, żeby wam dłużej nie przeszkadzać. Powodzenia, i w ogóle. Na serio będziecie ładną parą - jego głos z każdym kolejnym słowem stawał się coraz cichszy, a uśmiech, którzy pojawił się na jego wargach dawno nie był tak sztuczny, jak właśnie w tej chwili.

    Theo

    [Coś Ty, nie masz za co przepraszać. Znajomi i nauka to priorytety - komputer nie ucieknie (zawsze próbowałam sobie to wbić do głowy XD).
    Jestem zmęczona i pewnie nie powinnam Ci dziś odpisywać, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać - bardzo przepraszam za jakość tego czegoś. :<]

    OdpowiedzUsuń
  37. [Czy dobrze rozumiem, że to potterowe znamię oznacza chęć na wątek? Takowy proponuję, o nauce transmutacji wbrew woli zainteresowanej. Kiedyś gdzieś na korytarzu zobaczył jak ona próbuje rzucić zaklęcie zmiany koloru włosów i wyszły jej różowe jak guma balonowa zamiast miedzianego brązu. Pośmiał się i zaproponował naukę, ona odmawia, a on przy każdej możliwej okazji jej się wtrynia?]

    Charlie H.

    OdpowiedzUsuń
  38. Uśmiechnął się, naprawdę ciesząc się, że Michelle nie jest na niego zła. Nienawidził, gdy ludzie byli na niego źli.
    Zmarszczył brwi, w pierwszej chwili będąc pewnym, że zwyczajnie się przesłyszał. Planował zostawić tę dwójkę samą, by mogli porobić to co robią inne pary, gdy są same, a o czym on nie chciał teraz myśleć... A Louis tak zwyczajnie prosi, by Theo poszedł z nim do kuchni? Chyba coś przegapił.
    - Och, okej, ale nie wolałbyś pójść z Michelle? - spytał niepewnie, przenosząc wzrok z przyjaciela, na Krukonkę. Dziewczyna uśmiechała się jakoś tak dziwnie i Theo nie był pewien, czy mu się ten uśmiech podoba.
    Wzruszył ramionami, uśmiechnął się lekko, a potem ruszył za Louisem. Nie żeby miał jakiś inny wybór. Nie, gdy Weasley patrzył na niego w ten sposób. Merlinie, gdyby tylko Lou wiedział... Ale nie wie i się nie dowie. O niczym. Nigdy. To, co Theo czuje do przyjaciela, pozostanie jego słodką tajemnicą. A przynajmniej tak mu się wydawało.
    Nott wcisnął ręce do kieszeni bluzy i co chwila zerkał na przyjaciela, gdy kierowali się w stronę lochów, by dotrzeć do kuchni.
    Theo powtarzał w myślach, że musi być dobrym przyjacielem. A co robi dobry przyjaciel? Oprócz tego, że jest zawsze, gdy Louis go potrzebuje, pewnie powinien także zatroszczyć się o jego związek.
    - Wszystko dobrze? - spytał w pewnym momencie, nie mogąc już wytrzymać tej ciszy. - No wiesz, pomiędzy tobą a Michelle. Jeśli wam w czymś przeszkodziłem, to na serio przepraszam. Po prostu pomyślałem, że powinienem ją przeprosić, bo wcale nie uważam, że jest wywłoką. Wiesz o tym, prawda?
    Nott zawsze dużo mówił, gdy był zestresowany lub zdenerwowany. A teraz był cholernie zdenerwowany i nie potrafił zrozumieć zachowania przyjaciela. Bo Lou ewidentnie zachowywał się jakoś dziwnie - a przynajmniej dziwnie wyglądał.
    - Lou, powiesz mi o co chodzi, czy nie bardzo? Zrobiłem coś złego? Przecież przeprosiłem twoją dziewczynę i naprawdę życzę wam szczęścia. Teraz powinieneś być z nią, a nie iść ze mną do kuchni. Może i nie znam się na związkach, no ale... Louis, no! - chwycił przyjaciela za ramię, zatrzymując się. - Jesteś zły za to, że Michelle jest w parze z Chloe? Jeśli tak bardzo zależy ci na tym, by być z nią w parze, to mogę pogadać z Chloe.
    Tak, Theo zdawał sobie sprawę z tego, że mówi za dużo i nie pozwala przyjacielowi dojść do słowa, ale to właśnie był cały on. Potrafił milczeć godzinami i być idealnym słuchaczem, ale jak już się rozgadał, to koniec.
    Wpatrywał się w swoje palce, które wciąż zaciskal na ramieniu Louisa, ale w końcu podniósł wzrok i niemal od razu zagubił się w oczach przyjaciela.

    [Proszę Cię, nie masz za co przepraszać, a ja nie muszę Ci niczego wybaczać. Nie uciekłas bez wiadomości, to najważniejsze. :D
    Ohoho, czyli jesteś tegoroczną maturzystka... Powodzenia w maju! I mam nadzieję, że studniówka udana. :D]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  39. Nott odetchnął z ulgą. Lou nie był na niego zły, i tylko to się liczyło. Zmarszczyl brwi, gdy zaczął do niego docierać sens wcześniejszych słów przyjaciela.
    Gest Louisa trochę zmylil Theo, który nie pamiętał już, co chciał powiedzieć. To nie tak, że Weasley zrobił to pierwszy raz. Teraz było jednak jakoś inaczej. Nott zdążył dostrzec coś w tych tak bardzo znajomych oczach. Zapomniał też, że zmierzali do kuchni. Z tego stanu zawieszenia wyrwał go dopiero głos przyjaciela. Zamrugał kilka razy i powoli ruszył w dół schodów.
    – Przecież idę – mruknął z rozbawieniem. Pokrecil głową, zbiegając te kilka stopni w dół.
    – Mam nadzieję, że będą tam mieli pudding czekoladowy. Albo cokolwiek innego z czekoladą – powiedział, gdy zrownal się z Louisem. Theo kochał Weasleya, swoje zwariowane piżamy, mugoli, truskawki i czekoladę ponad wszystko. Nic innego się dla niego nie liczyło. Spokojnie mógłby żywić się tylko truskawkami z czekoladą. A gdyby mógł mieć także Louisa tylko dla siebie... To byłby raj.
    Gdy siedzieli już w kuchni, a Theo dostał swój czekoladowy pudding (wciąż nie czuł się zbyt dobrze w towarzystwie skrzatów - oczywiście przez matkę, która uważała, że skrzatom nie należy się żaden szacunek - więc sam nie przychodził do kuchni zbyt często, ale z Louisem czuł się znacznie pewniej), mógł spokojnie przeanalizować słowa Louisa. A jego myśli ani trochę mu się nie spodobały. Jeszcze chwilę temu był pewien, że zyskał czas, by nacieszyć się Louisem, ale co jeżeli się mylił? Może pojawił się ktoś inny?
    Szturchnal stopą nogę Weasleya pod stołem. Wymierzył łyżeczkę w jego stronę, gdy ich spojrzenia się spotkały.
    – Myślałem, że Michelle ci się podoba. Ostatnio dużo o niej mówiłeś i w ogóle – zaczął niepewnie, zerkając na Louisa znad puddingu. – Skoro nie ona, to znaczy... To znaczy, że jest jakaś inna dziewczyna?
    Miał wielką nadzieję, że tylko sobie wyobraził to przerażenie w głosie. Jeśli nie, to Louis na pewno uzna go za idiotę.
    – Wiem, że ostatnio nie byłem zbyt dobrym przyjacielem, ale... Jestem tu dla ciebie. Możesz mi opowiedzieć o wszystkim – wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się jednym kącikiem ust. Jego spojrzenie opadlo na wargi Louisa, a w jego głowie zapaliła się czerwona lampka. – A właśnie, mogę cię o coś zapytać? Jasne, że mogę – zaśmiał się i kontynuował, znów nie dając Weasleyowi szansy na powiedzenie czegokolwiek; – Całowałeś się z Michelle?

    Theo

    [Tak, tak, nie dziękuj. :D Ja maturę pisałam rok temu (jeny, nie wierzę, że to już rok będzie) i u mnie to wyglądało tak : na początku w ogóle nie myślałam o maturze, a później zaczęłam się stresować aż za bardzo. Ostatecznie jednak matura nie okazała się taka straszna, jak myślałam, że będzie. XD]

    OdpowiedzUsuń
  40. Zaśmiał się cicho. Och tak, chciałby żeby Louis rzeczywiście uważał, że Theo jest uroczy... Zaraz, co? Nie, nie. On nie był uroczy.
    Theo zaczął zastanawiać się, czy powinien się cieszyć z tego, że Lou nie całował się z Michelle. Jakby istniał chociaż cień szansy, że Louis kiedyś będzie chciał całować się z tobą, idioto! Cóż, gdyby Nott był dziewczyną, to może miałby jakieś szanse i prawo do takich marzeń. Bo tak, Theo chciałby całować się z Louisem. Chciałby poznać smak jego ust i przekonać się, czy jego usta rzeczywiście są tak miękkie, jak się wydają. Stop, Nott, stop. Musiał się ogarnąć, nim zapedzi się za daleko.
    Zmarszczył brwi. Chyba coś przegapił. Tak, zdecydowanie coś przegapił. Nie potrafił zrozumieć zachowania przyjaciela. Przecież jeszcze poprzedniego dnia Louisowi zależało na tej Krukonce.
    Theo był ciekaw, co w tak krótkim czasie się uległo zmianie.
    – W takim razie... czego szukasz, Louis? – spytał, pochylajac się do przodu, w kierunku przyjaciela. Nott ponownie spojrzał mu w oczy, jakby próbując odnaleźć w nich odpowiedź na swoje pytanie. Był tak skupiony na Lou, że przestał zwracać uwagę na cokolwiek innego.
    – Sir?
    Nott podskoczył przestraszony, gdy tuż obok niego pojawił się jeden ze skrzatów. Łyżeczka wyleciała w powietrze, pudding znalazł się wszędzie, a miska wylądowała na ziemi.
    – Merlinie, ale mnie przestraszyłeś! – spojrzał na skrzata, który w tym momencie wyglądał na naprawdę przerażonego. – Oczywiście nic się nie stało. Nie przejmuj się...
    – Przepraszam, sir. Nie chciałem cię przestraszyć. Przyniosę więcej puddingu!
    – Spokojnie. Wszystko jest... – nie zdążył dokończyć, a tuż przed nimi pojawiło się kilka miseczek z puddingiem. – Ale ja tego nie zjem... Albo może i zjem – uśmiechnął się do skrzata, który nie wyglądał już na tak przerażonego, ale za to chyba był bliski płaczu. Merlinie, Theo naprawdę nie potrafił obchodzić się ze skrzatami. – Jestem beznadziejny – mruknął, zerkając na Louisa. Parsknął śmiechem. – Lou, masz pudding na twarzy – dodał, próbując się nie rozesmiac. Znów pochylił się do przodu, wyciągnął dłoń, i zanim zdążył się powstrzymać, starl pudding z policzka Louisa. – Pudding pomieszany z sosem od lasagne... Mmm, pycha! – zaśmiał się.
    Zamarł w tej pozycji, gdy uświadomił sobie, jak blisko siebie znalazły się ich twarze. Dokładnie tak, jak w nocy, gdy wylądowali na zimnej podłodze. To znaczy, Nott wylądował na zimnej podłodze, Weasley miał całkiem miękkie lądowanie. Szkoda tylko, że Louis niczego nie pamięta. Przez kilka długich sekund wpatrywał się w piegi, które tak uwielbiał.
    – Hej, Lou? Naprawdę za tobą tęskniłem. Ostatnio prawie w ogóle nie gadaliśmy i to wszystko przeze mnie.

    Theo

    [Haha, znam to, znam! Co prawda chodziłam do liceum, ale w trzeciej klasie miałam już dość szkoły. XD Ej, zostało Ci ile... Trzy miesiące? Co to jest, szybko minie XD]

    OdpowiedzUsuń
  41. [Hallo, hallo (głupio to brzmi, ale miałam potrzebę napisania tego XD)! Mam jakieś problemy z internetem (przez co wariuję), więc nie wiem, kiedy uda mi się podesłać odpis. Mam nadzieję, że maksymalnie jutro wieczorem. Bardzo przepraszam! <3]

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  42. Pokiwal głową, obiecując sobie w myślach, że już nie będzie wracać do tematu Michelle. Przeprosił ją, odzyskał Louisa, i teraz wszystko jest już dobrze.
    Mocno przygryzl dolną wargę, ledwo nad sobą panując. Gdyby tylko pochylił się jeszcze bardziej, mógłby... Nie, nie mógłby. Pocałowanie Louisa na pewno nie skończyłoby się dobrze. A Theo za bardzo zależało na przyjaźni, więc nie zamierzał ryzykować. Wyprostowal się i sięgnął po kolejną miseczkę z puddingiem. Rozejrzał się, a kąciki jego ust uniosly się, gdy napotkał spojrzenie tamtego skrzata. Cóż, Nott zdecydowanie nie potrafił obchodzić się z tymi stworzeniami. Potem znów zerknąl na przyjaciela. Miał wrażenie, że Weasley czegoś mu nie mówi.
    – Sir...?
    Tym razem skrzat zachował się rozsądniej i stanął w stosownej odległości. Zrezygnowałem też z ponownego straszenia Notta (tak, tak, Theo wiedział, że to było niechcący).
    – Pasztecika?
    Theo rozesmial się, ale chętnie zjadł kilka pasztecikow dyniowych. Podzielił się nawet z Louisem (tak naprawdę to oddał przyjacielowi większość)! A po wypiciu soku jabłkowego był tak pełen, że choćby chciał, to chyba nie zdołałby przełknąć niczego więcej.
    Ziewnal, zasłaniając usta dłonią. Był najedzony, senny i szczęśliwy chyba też. Tak, był szczęśliwy.
    – Skoro mam już cię z powrotem to mogę spokojnie iść spać. Ostatnio nie spałem zbyt dobrze – skrzywil się. Kilka nocy z rzędy męczyły go koszmary, ale nic nie mógł z tym zrobić. Zazwyczaj pomagało mu spanie z Louisem, ale wolał unieść się honorem i cierpieć, nim znów zacząć normalnie rozmawiać z przyjacielem. – Tylko nie mów mi nic o nauce! Dzisiaj sobota, zero nauki. Tobie sen też się przyda. Kac już cię nie męczy? – rozesmial się.
    W końcu zdecydowali się opuścić kuchnię (Theo niemal zaczął błagać - był pewien, że jeszcze chwila i zaśnie na siedząco), oczywiście zabierając ze sobą trochę jedzenia.
    – Lou... Skoro nie masz dziewczyny i jak na razie nie zamierzasz mieć, to... Nie masz też żadnych planów na czternastego lutego, co? – mruknął, gdy wspinali się w górę po schodach.
    Theo nigdy jakoś szczególnie nie świętował swoich urodzin, tak właściwie to nawet nie przepadal za tym dniem (dzień zakochanych, kto to wymyślił?). Jednak odkąd poznał Louisa, lubił spędzać z nim ten dzień. Zdawał sobie sprawę z tego, że to nie będzie trwać wiecznie, ale jak na razie nie zamierzał przejmować się potencjalną dziewczyną Lou. Owszem, wiedział, że do jego urodzin zostało jeszcze trochę czasu, ale wolałam wiedzieć już teraz.

    Theo

    [Przepraszam za jakość tego czegoś! </3]

    OdpowiedzUsuń
  43. [💜
    Jasne, jasne, rozumiem. Odpisem się naprawdę nie przejmuj - ja i tak nie mam teraz na nic czasu (stąd ten urlop), ale po 12 już się na pewno wszystko unormuje (i będę mogła tworzyć odpisy na laptopie! ❤).
    Chciałam Ci życzyć miłej zabawy w stolicy i mam nadzieję, że nie jest na to za późno. :D]

    miłośnik wzorzystych pizam i jego autorka (Louisowi oczywiście wybaczymy, ale nie jestem pewna co do jego autorki) ❤

    OdpowiedzUsuń
  44. Theo wręcz nie potrafił oderwać wzroku od Louisa. Wpatrywał się w niego tak, jakby pragnął zapamiętać każdy szczegół wyglądu przyjaciela. Kiedyś próbował nawet policzyć jego piegi, ale poległ, czego można się było spodziewać. Ale Nott uwielbiał te piegi, niemal tak samo jak rude włosy i piękne [autorka Lou chyba będzie musiała zdradzić Theo kolor oczu Weasleya :D] oczy.
    – Już nie mogę się doczekać – powiedział, śmiejąc się. Theo miał podobny stosunek do Walentynek, co Louis. Dodatkowo nie lubił tego dnia przez to, że właśnie wtedy wypadały jego urodziny, których nigdy jakoś specjalnie nie świętował. Już od kilku lat nie dostał nawet życzeń od matki i brata. Za to od ojca co roku dostawał słodycze, całkiem sporo słodyczy, ale nigdy na to nie narzekał. Ojciec przynajmniej nie udawał, że zapomniał. Spojrzał na przyjaciela, poruszając brwiami. – Co tylko będę chciał? Och, ja chciałbym zrobić z tobą bardzo dużo, ciekawych rzeczy – słowa opuściły jego usta, nim zdołał się nad nimi zastanowić. Jego policzki zaróżowiły się, gdy dotarło do niego to, co tak właściwie powiedział. – Emm, chciałbym na przykład pójść do kina, ale w tym roku to niemożliwe, więc może za rok. Co ty na to?
    Theo bardzo spodobało się kino, w którym był z Louisem bodajże podczas poprzednich wakacji. Żałował, że jego urodziny wypadają w trakcie roku szkolnego - gdyby były w lecie, spokojnie mogliby wybrać się na wycieczkę do Lonydnu, i do kina.
    Nienawidził tych wszystkich hogwarckich schodów. Nie raz czuł się tak, jakby nigdy miały się nie skończyć. A droga do portretu Grubej Damy trwała wieczność. Przeszedł przez dziurę, zerkając przez ramię na Louisa.
    – Ciesz się, że dziś nie miałeś treningu – powiedział z rozbawieniem. – Tak, tak. Będę zwarty i gotowy, obiecuję – spoważniał nieco, ale w jego głosie wciąż można było wyczuć rozbawienie. Theo jak na razie nie chciał myśleć o tym eseju (ani o żadnych innych pracach, które powinien napisać). Mieli jeszcze trochę czasu, prawda? Nie było sensu się spieszyć.
    Odetchnął z ulgą, gdy w końcu znaleźli się w dormitorium. Zawahał się, zerkając na swoje łóżko. Spodziewał się, że zobaczy tam śpiącego Księcia, ale mylił się. Ten kot jak zwykle musiał się gdzieś włóczyć. Przeniósł wzrok z powrotem na Louisa i westchnął, ściągając bluzę, zostając tym samym w czarnej koszulce. Bluzę rzucił na podłogę, w międzyczasie pozbywając się także butów.
    – Jesteś pewien? – uniósł jedną brew, kładąc się obok przyjaciela. Po chwili wahania przysunął się bliżej, ale pomiędzy ich ciałami wciąż pozostawała wolna, co prawda minimalna ale zawsze, przestrzeń. Sam do końca nie rozumiał, skąd wzięła się ta niepewność. Przecież to nie był pierwszy raz; nawet poprzedniej nocy spali razem. A Nott uwielbiał spać z Weasleyem. Nie potrafił jednak pozbyć się wrażenia, że coś się zmieniło, albo raczej - że coś przeoczył.
    Spojrzał na twarz Lou, ledwo powstrzymując się przed dotknięciem jego policzka. Przygryzł dolną wargę, tym razem przysuwając się maksymalnie blisko. Przerzucił ramię przez biodro Louisa i wcisnął twarz w jego szyję, zupełnie nie przejmując się tym, jak może to zostać odebrane.
    – Pachniesz czekoladą, wiesz? – wymamrotał, mocniej się w niego wtulając i całkowicie bezwiednie przyciskając wargi do szyi Lou. – Odkąd pamiętam, pachniesz jak czekolada.

    Theo

    [Ty niedobra kobieto! :D
    Czuję się zaszczycona... Naprawdę chcesz byśmy razem napisały walentynkową notkę? Mój poziom pisania nawet do pięt nie dorasta Twojemu i nie chciałabym Cię zawieźć. :D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [O, właśnie pokazałam swój poziom. Jezu, jaki wstyd - oczywiście zawieść, a nie zawieźć. :< XD]

      Usuń
  45. Theo zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym, czy przypadkiem nie powinien trochę się odsunąć. Wciąż nie dawało mu spokoju przeczucie, że coś się zmieniło.
    – Tak, naprawdę – mruknął. Potem poczuł, jak za sprawą kolejnych słów Louisa, w jego ciele rozlało się przyjemne ciepło. – Podoba mi się to – odchylił głowę w tył, by móc spojrzeć na przyjaciela. Wcale nie uważał tego za idiotyczne wyznanie. Poetyckie tak, ale na pewno nie idiotyczne. Kąciki jego ust uniosły się w delikatnym, nawet trochę sennym uśmiechu. Przez chwile wpatrywał się w jego oczy, ale w końcu opuścił wzrok na policzki i piegi. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien tak się na niego patrzeć. Przyjaciele nie patrzyli na siebie w taki sposób. Odwrócił wzrok.
    – Och, i wiesz co? Chętnie zjadłbym chociaż kawałek szarlotki twojej babci. To najlepsze ciasto, jakie kiedykolwiek jadłem – rozmarzył się nieco, doskonale pamiętając cudowny smak i zapach szarlotki pani Weasley. – Kiedyś zabrałeś ze sobą do szkoły kilka kawałków szarlotki po świętach, a ja wszystko zjadłem, pamiętasz? – zaśmiał się. – Dobra, koniec gadania, idziemy spać – mrugnął do niego, wracając do poprzedniej pozycji, przy okazji wciskając nogę pomiędzy nogi Lou. Theo chciał mieć swojego przyjaciela maksymalnie blisko i nie przejmował się tym, co ktoś może sobie o tym pomyśleć. Ich współlokatorzy i tak na pewno, przez te wszystkie lata, zdążyli przyzwyczaić się do takiego widoku. Jak przez mgłę, usłyszał, jak drzwi dormitorium się uchylają. Książę wskoczył na łóżko i początkowo próbował wcisnąć się pomiędzy nich, ale gdy mu się to nie udało, ułożył się obok ich splątanych ze sobą nóg. Mruczenie kota było ostatnim, co Nott zarejestrował przed zaśnięciem.
    Obudził się kilka godzin później, gdy na dworze panował już mrok, a ich współlokatorzy zaczęli hałasować. Z jękiem przekręcił się na bok, przy okazji zsuwając się z niezwykle przyjemnej poduszki. Szybko otworzył oczy i poczuł, jak jego policzki zalewa ciepło, gdy dotarło do niego co, albo raczej kto, jest ową poduszką. Nie, żeby to był pierwszy raz, gdy spał na Weasleyu, ale dawno nie czuł się tak zawstydzony, jak w tamtej chwili. Przygryzając dolną wargę, przysunął się z powrotem do Louisa i już wyciągał dłoń, by dotknąć jego twarzy...
    – Ej, Nott!
    Theo wydał z siebie mało męski pisk, przy okazji spadając z łóżka. Jakim cudem w ogóle trafił do Gryffindoru? Gdzie podziała się ta jego gryfońska odwaga? Chyba nigdy jej nie było. Podniósł się, ignorując uśmieszki chłopaków i obszedł łóżko, najprawdopodobniej wciąż śpiącego, Lou, by dostać się do swojego. Minęło kilka minut, nim postanowił obudzić przyjaciela.
    – Lou, wstawaj – mruknął, dotykając ramienia przyjaciela. – Lou, no – potrząsnął nim lekko. Pochylił się nad nim i uśmiechnął się, gdy zobaczył te piękne, zielone oczy. Trochę zaspane, ale wciąż piękne. – Organizują jakąś mini imprezkę w Pokoju Wspólnym. Idziesz? – uniósł brew. Tak, wiedział, że Louis musiał następnego dnia wstać wcześnie, bo miał trening, ale żeby nie było, że nie zapytał i zdecydował za niego. Sam Theo nie zamierzał iść na żadną imprezę, już zdążył się nawet wykąpać i przebrać w jedną ze swoich super piżam.

    Theo

    OdpowiedzUsuń
  46. [Idę, powiedz tylko gdzie się mam zatrzymać ♥]

    ARTAIR AVERY

    OdpowiedzUsuń
  47. [Męsko męskie najlepiej! :)
    Muszę przyznać, że wiersz ogromnie mi się spodobał. Sama od czasu do czasu coś skrobnę, ale to raczej wiersze do "szafy."
    A więc jeżeli tylko coś zarzucisz to z chęcią zacznę, a jeśli brak pomysłu to możemy zacząć burzę mózgów, bo wątków nigdy dosyć! Tak tu cicho ostatnio i brak mi wątków. :)]
    Erick

    OdpowiedzUsuń
  48. Theo chyba zwyczajnie miał nadzieję, że Louis będzie wolał zostać w dormitorium. Nie, nie chyba. Jęknął cicho, zrezygnowany - i może nawet nieco zawiedziony, gdy jego przyjaciel powiedział, że zajrzy na imprezę.
    – Eee, nie? – powiedział szybko, patrząc na Louisa tak, jakby ten postradał zmysły. Theo zdecydowanie nie był imprezowym typem, o czym jego przyjaciel doskonale wiedział. Pomijając już same imprezy, Nott zwyczajnie wolał unikać tłumów, a zwłaszcza tych składających się z pijanych dzieciaków.
    – Spadaj – mruknął z lekkim rozbawieniem, szturchając go w bok. – Wiem, że sam chciałbyś taką mieć. Jak będziesz grzeczny, to może dostaniesz na urodziny, albo na święta. Albo na urodziny i na święta. Miałbym prezenty z głowy.
    Opadł na łóżko i westchnął ciężko. Gdyby zdecydował się pójść na tę imprezę, zrobiłby to tylko z dwóch powodów - by zadowolić przyjaciela oraz by go pilnować. Nie chciał być niańką Weasleya, o nie. Ale nie chciał także dopuścić do sytuacji z poprzedniego dnia, gdy musiał pomóc Louisowi dotrzeć do dormitorium. Poprawka; gdy musiał zanieść Louisa do dormitorium.
    – Jakim cudem my się w ogóle przyjaźnimy? – wymamrotał, bardziej do siebie, niż do przyjaciela. Zamknął oczy, przecierając dłońmi twarz. – Nie pasuję do ciebie – miał ochotę ugryźć się w język, gdy uświadomił sobie, jak smutno, a zarazem żałośnie zabrzmiał jego głos.
    Otworzył jedno oko i zerknął na Rudzielca. Cholerny Rudzielec. Cholerny, piękny Rudzielec. Zacisnął powieki, gdy dotarło do niego, w jakim kierunku zaczęły podążać jego myśli. W jak bardzo nieodpowiednim kierunku...
    – Im szybciej tam pójdziemy, tym szybciej wrócimy, tak? – westchnął ciężko, podnosząc się. – Chodź, Weasley.


    STĘSKNIONY THEO I JEGO OKROPNA AUTORKA

    OdpowiedzUsuń
  49. Nott nieszczególnie przejmował się tym, że miał na sobie piżamę, która nie była zbyt wyjściowym strojem. Pewnie powinien się przebrać, ale zajęłoby to zbyt wiele czasu, a on naprawdę wierzył w to, że im szybciej pójdą na tę imprezę, tym szybciej wrócą do dormitorium.
    Słowa przyjaciela dotarły do niego jakby z opóźnieniem. Dopiero, gdy Louis zacisnął palce na jego nadgarstku i wyciągnął go z łóżka, uświadomił sobie, co chwilę wcześniej powiedział Rudzielec.
    Bo mnie kochasz.
    Kochasz...

    Jasna cholera.
    Theo już teraz był pewien, że słowa Louisa jeszcze długo będą dźwięczały w jego uszach. Zdawał sobie sprawę z tego, że Weasley nie mógł wiedzieć, że Nott naprawdę go kochał i najprawdopodobniej nigdy się tego nie dowie. Właśnie to bolało najbardziej.
    – Jasne – mruknął bez przekonania, powoli szykując się na powtórkę z dnia poprzedniego. Albo raczej - z poprzedniej nocy. Pocieszał się jedynie tym, że byli w pokoju wspólnym, więc nie będzie musiał taszczyć Louisa po schodach. Po zbyt wielu schodach.
    Gdy znaleźli się tuż obok Sangstera, Theo wiedział, że to nie skończy się dobrze.

    Theo nie pił. Nie wypił nawet kropli alkoholu, a i tak nie miał pojęcia, jakim cudem znalazł się na podłodze, z Louisem tuż obok i wokół innych pijanych Gryfonów. Gryfonów, którzy wymyślili jakaś głupią zabawę, w której wcale nie chciał uczestniczyć. W tamtym momencie marzył jedynie o powrocie do dormitorium i swojego miękkiego, ciepłego łóżka.
    Kątem oka spojrzał na Lou, w międzyczasie modląc się, by ta nieszczęsna butelka nie zatrzymała się na nim. Przysunął się do Louisa najbliżej jak tylko się dało, niemal przyciskając się do jego boku. Dotknął jego dłoni i przygryzł dolną wargę, próbując zignorować kolejny dreszcz, który przeszył jego ciało, gdy opuszki jego palców zetknęły się z miękką skórą Louisa. Przy okazji stracił całe zainteresowanie butelką, którą właśnie zakręcił ich współlokator.
    – Chodźmy już, co? – wymamrotał.

    NIE WIEM CO TO JEST, ALE NA PEWNO JAKIEŚ GÓWNO

    OdpowiedzUsuń
  50. Notta już od jakiegoś czasu nie opuszczało wrażenie, które podpowiadało mu, że jak najszybciej powinien zabrać Louisa z pokoju wspólnego. Skrzywił się, nieco odsuwając się od przyjaciela, gdy przeniósł wzrok na butelkę. Potem spojrzał na jednego z ich współlokatorów, a jego niepokój znacznie się wzmógł. Ci dwaj nie mogli wymyślić niczego normalnego. Przez te wszystkie lata, Theo zdążył ich bardzo dobrze poznać.
    Spodziewał się wszystkiego, ale na pewno nie tego. Patrzył na tych dwóch idiotów szeroko otwartymi oczami, by w końcu przenieść spojrzenie na Weasleya. I już wtedy Nott wiedział, że nie mógłby powiedzieć nie. Nie dlatego, że zależało mu na tej głupiej zabawie, czy zapewnieniu rozrywki reszcie pijanych Gryfonów. Nie mógł odmówić tylko z jednego powodu - to był Louis. Jego Louis.
    Theo był przerażony. Za chwilę, dosłownie kilka sekund, miało spełnić się jedno z jego największych marzeń. Merlinie...
    Nie potrafił oderwać wzroku od tych pięknych, zielonych oczu Louisa. Oczu, które uwielbiał i które zachwycały go za każdym razem, gdy się w nie wpatrywał. Na sekundę jego wzrok opadł na usta przyjaciela i to był ten moment, w którym Louis pochylił się, by złączyć ich usta w pocałunku.
    Poczucie warg Rudzielca na swoich było niczym uderzenie pioruna. Jego powieki zatrzepotały, nim ostatecznie poddał się i zamknął oczy. W którymś momencie, objął dłońmi policzki Lou, mając nadzieję, że chłopak nie poczuje, jak bardzo drżą.
    Theo był szczęśliwy. Szczęśliwy, bo właśnie całował się po raz pierwszy i to nie z byle kim. Całował się ze swoim najlepszym przyjacielem, w którym był zakochany już od jakiegoś czasu. Zdążył już zapomnieć o tym, że znajdowali się w pomieszczeniu pełnym ich rówieśników.
    Miał wrażenie, że jeszcze chwila, a jego serce zwyczajnie wybuchnie. Nie mógł sobie wyobrazić lepszego pierwszego pocałunku.
    Nie był pewien, który z nich odsunął się pierwszy, ale mógłby się założyć o swojego kota, że nastąpiło to przez Gryfonów, którzy nagle zaczęli skandować na zmianę ich nazwiska i niemal krzyczeć z ekscytacji.
    Niemal od razu, gdy tylko otworzył oczy i spojrzał na Louisa, policzki Theo pokryły się czerwienią. Serce wciąż wybijało szaleńczy rytm w jego piersi i gdyby w pokoju wspólnym nie panował taki hałas, Louis z pewnością zdołałby je usłyszeć.


    SORI

    OdpowiedzUsuń
  51. Przeczesał drżącymi palcami swoje zbuntowane włosy, z każdą kolejną mijającą sekundą czując coraz większe gorąco. Chciał zniknąć. Nie dlatego, że Weasley go pocałował - w pewnym sensie dlatego, że zrobił to w towarzystwie tak wielu ludzi, a także z powodu tego, jak ten pocałunek na niego zadziałał.
    Powoli kiwnął głową, przyznając w ten sposób Louisowi rację. Zaraz jednak oderwał spojrzenie od przyjaciela, by przenieść je na młodszego Gryfona. Zamrużył oczy, gotów powiedzieć coś niezbyt miłego, ale Lou go uprzedził.
    – Idę, idę – mruknął, podnosząc się.
    Theo nie miał ochoty zostać w pokoju wspólnym ani chwili dłużej. Zdawał sobie sprawę z tego, że ten ich pocałunek nie przejdzie bez echa, że Gryfoni zaczną o tym mówić - i może nawet wyjdzie to poza Gryfonów. Dziwił się samemu sobie, ale tak naprawdę ani trochę go to nie obchodziło. Nie miał w szkole opinii, której to przedstawienie mogłoby zaszkodzić. W przeciwieństwie do Louisa.
    Zamrużył oczy, przyglądając się twarzy Weasleya. Miał wrażenie, że jedynie wyobraził sobie rumieńce na jego policzkach. Wcisnął ręce do kieszeni piżamy i zacisnął palce na różdżce, która nie wiadomo skąd się tam wzięła. Posłał Louisowi lekki uśmiech, nim pierwszy skierował się w stronę schodów, a następnie w stronę ich dormitorium.
    Wszedł do dormitorium i rozejrzał się, by upewnić się, że nikogo nie było. Odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że pomieszczenie było puste, nie licząc oczywiście Księcia, który smacznie spał na łóżku Louisa.
    Odwrócił się w stronę Rudzielca i zakołysał się na piętach.
    – Lou... Lou, ja... – zamilkł, gdy jego wzrok po raz kolejny tego wieczora spotkał się ze spojrzeniem tych pięknych, lśniących zielonych oczy przyjaciela.
    Nie myśląc, nie zastanawiając się nawet przez sekundę, zrobił dwa kroki w przód, tym samym pokonując dzielącą ich odległość. Wplątał palce jednej dłoni w kosmyki rudych włosów Louisa, a drugą dłonią objął jego piegowaty policzek, pochylając się, by zaraz przycisnąć swoje usta do jego ust. Nie przeszło mu nawet przez myśl, że jego przyjaciel może mieć coś przeciwko. Działał instynktownie. Chyba po raz pierwszy w ciągu swoje życia zrobić coś, czego naprawdę pragnął, i to już od dłuższego czasu.

    NIESPODZIANKA

    OdpowiedzUsuń
  52. Ten pierwszy pocałunek na zawsze pozostanie w jego pamięci, ale teraz... Było lepiej. Znacznie lepiej niż na dole, w pokoju wspólnym. Byli sami. Nott przez tę krótką chwilę czuł się tak, jakby miał całego Louisa tylko dla siebie. Louisa, który właśnie oddawał pocałunek, jakby wcale nie byli tylko przyjaciółmi.
    Theo zamrugał kilka razy, jakby nie bardzo rozumiejąc, co tak właściwie powiedział Louis. Kątem oka zerknął na Księcia rozłożonego na łóżku Weasleya, w myślach mu za to dziękując. Nawet gdyby oba łóżka były wolne, to Theo i tak znalazłby jakiś sposób, by móc spać z Rudzielcem, ale cieszył się, że nie musiał o tym myśleć. Jego kot chyba po raz pierwszy (no dobra, może i nie pierwszy) w czymś mu pomógł.
    – S-spać? – odchrząknął, bo jego głos brzmiał żałośnie. – Chcesz iść spać? Teraz? Okej. Jest późno. Masz rację, lepiej chodźmy spać.
    Nott nie był ani odrobinę zmęczony i nie chciał iść spać. Nie teraz. Nie po tym co właśnie się wydarzyło. Wiedział jednak, że ich współlokatorzy mogli wrócić do dormitorium w każdej chwili. Nie wstydził się tego, że całował się z Louisem, ale... No właśnie, zawsze pozostawało jakieś 'ale'. Scena, jaką mogliby zastać, wywołałaby tylko więcej gadania i znacznie więcej plotek. Plotek, które mogłyby zaszkodzić Louisowi.
    Przygryzł dolną wargę, starając się zapanować nad uśmiechem próbującym wykrzywić jego wargi. Przesunął kciukiem wzdłuż jego dolnej wargi, nim wyplątał się z jego objęć. Chwycił jego rękę i splatając razem ich palce, pociągnął go w stronę swojego łóżka. Zacisnął palce na jego palcach, wciąż czując smak jego ust, co znaczyło, że wcale sobie tego wszystkiego nie wymyślił - bo powoli już zaczął myśleć, że to wszystko zwyczajnie sobie wymyślił.
    – Zamierzasz spać w bluzie? – uniósł brew, puszczając jego dłoń, by wspiąć się na łóżko.
    Wyciągnął różdżkę z kieszeni i położył ją na stoliku, by w nocy przypadkiem nic jej się nie stało, nim wygodnie się ułożył i wbił wzrok w przyjaciela. Kąciki jego ust uniosły się w nieco nieśmiałym uśmiechu.
    – Chodź tutaj, Lou.

    LOU, SPIEPRZYŁAM, SORI

    OdpowiedzUsuń
  53. ott ani na chwilę nie spuścił wzroku z Weasleya. Oczywiście, że nie. Czuł się trochę tak, jakby go podglądał, gdy ten się rozbierał, ale zwyczajnie nie potrafił zmusić się do odwrócenia wzroku. Jego wzrok błądził po całym ciele Louisa, jakby nie wiedząc, na czym powinien się zatrzymać na dłużej. Na jego policzki wpłynął jeszcze większy rumieniec, gdy Lou wrócił do niego, a on jakby uświadomił sobie, że gapił się na niego bez odrobiny krępacji.
    Theo dopiero teraz poczuł w oddechu Louisa lekko wyczuwalną nutkę Ognistej, którą wypił przyjaciel i nie miał pojęcia, jakim cudem nie wyczuł jej wcześniej. Jakim cudem nie wyczuł jej w ogóle, gdy się całowali? Nie wiedział.
    Mimo wszystko, nie przeszkadzało mu to ani trochę.
    – Musisz iść na ten trening? – spytał, choć doskonale znał odpowiedź. – Jasne, że musisz – uśmiechnął się odrobinę szerzej. Uniósł głowę, by tym razem to on mógł trącić nosem nos przyjaciela. – Nie dąsaj się, Lou. Uśmiechnij się – poprosił, muskając wargami piegowaty policzek, nim jego głowa opadła z powrotem na poduszkę.
    Jakby bezwiednie, zaczął muskać palcami kark Louisa, uważnie przyglądając się jego twarzy, choć słabe światło za bardzo mu w tym nie pomagało. W końcu jego dłoń przesunęła się niżej i zaczął gładzić nagie plecy przyjaciela, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, co robi.
    Louis był piękny. Po prostu piękny. Jak dla Theo, wręcz idealny.
    – Musimy też napisać ten referat – powiedział z ciężkim westchnieniem. – I ja pewnie powinienem się pouczyć na historię magii.
    Zmarszczył brwi, odrywając wzrok od Louisa, by zerknąć w stronę drzwi, gdy do jego uszu dobiegł hałas. Ich współlokatorzy mogli w każdej chwili wrócić do dormitorium. Nie podobało mu się to, ale wiedział, że nie mógł nic na to poradzić. Spojrzał z powrotem na swojego przyjaciela i szybko zakrył wolną dłonią usta, nim ziewnął.
    – Jestem bardziej zmęczony, niż myślałem. Idziemy spać, co? – wymamrotał, chwytając podbródek Louisa między palce. Mrugnął do niego, nim delikatnie przyciągnął jego twarz do swojej, by złożyć szybki, ale wciąż czuły pocałunek na jego wargach. – Dobranoc, Lou.

    BEZ KOMENTARZA

    OdpowiedzUsuń
  54. Theo dawno nie spał tak dobrze. Nie śniło mu się nic, dzięki czemu mógł się spokojnie wyspać.
    Zaczął się budzić, gdy Louis wstał, zabierając ze sobą niemal całe ciepło. Rozbudził się jednak całkowicie nie za sprawą słów przyjaciela, a zębów, które poczuł na płatku ucha, przez co cały jego ciało zadrżało. Zanim jednak zdążył się podnieść, Lou już nie było.

    Nott nie miał pojęcia, jak długo siedział nad historią magii, ale miał dość. Tak naprawdę nie potrafił się na niczym skupić, bo wciąż rozpamiętywał poprzednią noc i pocałunki. Pocałunki i miękkie, idealne usta Louisa. Mógłby przysiąc, że wciąż czuł ich smak na swoich wargach. Próbował nie dopuścić do siebie myśli, że był to tylko jeden raz, że teraz wszystko już na pewno wróci do normy, że dla Louisa te pocałunki mogły nie mieć żadnego znaczenia...
    Opuścił dormitorium, przemknął przez schody i pokój wspólny, starając się nie zwrócić uwagi przebywających tam Gryfonów. Theo był niezwykle dobry w poruszaniu się nadzwyczaj cicho.
    Narzucił na siebie jedynie płaszcz i naciągnął czapkę na uszy, oczywiście zapominając o szaliku. Jak przystało na tę porę roku, śniegu było po kolana, ale on nieszczególnie zwracał na to uwagę. Tak samo jak nie zwracał uwagi na zimno i na to, że łatwo może się przeziębić. Musiał się przejść. Musiał pomyśleć. Jeszcze chwila w dormitorium, a jego głowa zwyczajnie by wybuchła.

    Theo nie miał pojęcia, jakim cudem znalazł się w szatni, czekając na Louisa. Wiedział, że nie powinien tu przychodzić. Wiedział, że powinien poczekać na przyjaciela w dormitorium, a w najlepszym przypadku - w pokoju wspólnym lub w wielkiej sali. A jednak przyszedł właśnie tutaj, w ten sposób zapewne robiąc z siebie strasznego głupka.
    Jego brzuch burczał, domagając się jedzenia i dopiero teraz dotarło do niego, że zapewne trwało śniadanie, na które wypadałoby pójść. Obiecał sobie, że poczeka jeszcze tylko chwilę i jeżeli trening do tego czasu się nie skończy, to pójdzie na to śniadanie i tam poczeka na Lou.

    PŁACZĘ, OK

    OdpowiedzUsuń
  55. [Zgłaszam się tu, bo zarówno ja jak i Sirius uwielbiamy piegowatych rudzielców. Męsko-męskie nawet preferuję, więc jeśli masz jakieś chęci na coś, to pisz. Biorę wszystko!]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń