I'm standing alone in this world that keeps on changing, but hiding away, my true self is fading!

Podkład: No.1, No.2, No.3

„Kolejni przestępcy na wolności! Ostatniej nocy miała miejsce masowa ucieczka z Azkabanu! Tym razem sytuacja jest jeszcze poważniejsza niż na początku miesiąca. Tak, jak poprzednim razem uciekinierami są jedynie Śmierciożercy, jednak ich grupa jest znacznie większa niż kilka tygodni temu. Ministerstwo Magii jeszcze nie zdążyło wydać oficjalnego oświadczenia, na chwilę obecną przesłano jedynie podstawowe wytyczne dla informacji publicznej, jednak naszym informatorom udało się dotrzeć do pewnych szczegółów. Prawdopodobnie tak jak blisko dwadzieścia sześć lat temu doszło do buntu dementorów. Strażnicy Azkabanu już drugi raz w historii czarodziejskiego świata opuścili swoje stanowiska pozwalając najniebezpieczniejszym przestępcom na ucieczkę. Czy Minister Magii postąpił słusznie pozwalając im powrócić na stanowiska po pierwszej zdradzie? Być może jest zbyt wcześnie na wydawanie jakichkolwiek werdyktów, ale nie zdziwią nas doniesienia o atakach dementorów, dlatego z wielką troską o naszych czytelników przestrzegamy: uważajcie na wszystko, co zechce was pocałować! Musimy też poinformować, że nie mamy wieści o obecnej sytuacji w Azkabanie, być może została już opanowana, ale pozostaje pytanie, ilu osadzonych zdążyło uciec, zanim Ministerstwo podjęło odpowiednie działania. Lista Śmierciożerców (i być może nie tylko) nadal jest uzupełniana. Na chwilę obecną możemy podać takie nazwiska, jak:
Selwyn
Jugson
(…)
Finn.
W związku z zaistniałą sytuacją przekazujemy informacje na temat środków ostrożności, ...”

Dorian gapił się na gazetę z tostem w ustach. Podczas czytania artykułu na moment zapomniał, że chwilę wcześniej był niesamowicie głodny. Tak naprawdę nie miał pojęcia, kto podrzucił mu gazetę. Kiedy wstał, leżała już na jego szafce nocnej. Jeśli wiedziałby, kto to zrobił, prawdopodobnie ten osobnik wylądowałby w skrzydle szpitalnym szybciej niż desperatka w jego łóżku. Ostatnie nazwisko na liście zbiegów – jego nazwisko – było magicznie powiększone i podkreślone. Przekaz był jasny: odkryli, że jego rodzina też służyła Czarnemu Panu i nie dadzą mu spokoju. Nie chodziło o to, że się tego wstydził. Ociec zawsze mu powtarzał, że powinien być z tego dumny, ale równocześnie nie pozwalał nikomu o tym mówić. Śmierciożercy w obecnych czasach byli potępiani, często nawet przez własnych potomków. Dorian wiedział, że rodzice zawsze udawali, że William Finn był ich przekleństwem, że ojciec nienawidził go za „zniszczone” dzieciństwo i młodość, a robili to tylko po to, żeby Ministerstwo ich nie dyskryminowało. Sprawdzało się to idealnie, szybko dorobili się wygodnych posad w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów i Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. I na cholerę były te lata udawania?! Czy naprawdę wszyscy byli przekonani, że z Azkabanu już nikt nie ucieknie?! A teraz to on będzie miał problemy. Super, jakby jego życie już nie było wystarczająco irytujące. Chyba powinien cieszyć się, że będzie mógł zobaczyć tak wychwalanego przez ojca dziadka, ale nie potrafił. Nie wyobrażał sobie, że miałby wrócić do domu i, ciesząc się jak głupi do sera, przywitać się z nim. Jedyne, co czuł do swojej rodziny to szacunek, którego po prostu się od niego wymagało, w porywach do nienawiści wobec brata i czegoś cieplejszego do babci, bo robiła dobre ciasto. I może nie chciał tego przyznać, ale ciężko było ukryć, że bał się ojca.
– Ej, Finn, mogłeś się pochwalić, że masz znajomości w Azkabanie! Możesz się przyznać, że załatwiali ci lekcje całowania u samych dementorów! – zawołał ktoś przy stole Gryfonów.
– No co wy! Gdyby pocałował dementora, ten by zdechł z tej bezuczuciowości! – wrzasnął kolejny frajer.
– A ty skąd wiesz?! – I kolejnych kilka głosów dołączyło do „konwersacji”.
– Ja... Ja tak tylko strzelam! Słyszałem, że ta... Eee... Nieważne! – fuknął ten drugi z zażenowaniem.
Dorian ze złością odrzucił gazetę na bok i wyjął tosta z ust. Odetchnął cicho, nie chcąc dać ludziom satysfakcji, że udało im się go wytrącić z równowagi. Uśmiechnął się chłodno i popatrzył w stronę upierdliwych Gryfonów.
– Jeśli już musisz wiedzieć, Stephen, nigdy nie widziałem dementora na oczy, ale jeśli tak bardzo chcesz się z którymś przelizać, polecam popytać, gdzie teraz często ich widują, może spełnią twoje marzenie. A ty, Matt, przyznaj się, że sam mi się pchałeś, już nie powiem gdzie – powiedział najspokojniej, jak potrafił. Pierwszy z chłopaków zrobił minę, jakby próbował przemienić się w Bazyliszka i wymordować pół okolicy wzrokiem, a drugi zaczerwienił się i zniknął tak szybko, jakby schował się pod peleryną-niewidką. Dorian uniósł do ust kubek z herbatą, tym samym ukrywając pełen satysfakcji uśmiech.
Poczuł klepnięcie w ramię i już chciał warknąć na naruszającego jego przestrzeń osobistą delikwenta, ale zauważył, że jest to Cavendish. Super, cudownie, nie ma to jak Moczymorda z samego rana. Jeszcze tego brakowało, żeby największy szkolny upierdliwiec się dowiedział, że jego wspaniały dziadek dał nogę z paki.
– Dobry, Ślicznotko, już trzeźwy? – rzucił od niechcenia Cavendish, zajmując miejsce obok. – Masz mordę, jakbyś oglądał zdjęcia z ostatniej imprezy – dodał jeszcze.
Dorian szybko złapał gazetę i spróbował ją schować pod stołem. Greg i tak by się dowiedział, ale chłopak wolał, żeby nie stało się to przy nim.
– Dla kogo dobry, dla tego dobry – fuknął. Jedną ręką przytrzymywał Proroka, a drugą próbował znowu złapać kubek z herbatą. – I nie wciskaj mi głupot, dobrze wiesz, że wczoraj... – urwał, upominając się, że nie są sami. Żaden z nich nie chciał, żeby ktoś przypadkowy dowiedział się o ich związku.
– Ktoś spieprzył się z łóżka lewą nogą... – zamruczał Greg, nalewając sobie kawy.
Doriana od odpowiedzi powstrzymała poranna poczta. W skrzeku sów i tak nikt nie usłyszałby niczego. Chłopak z naburmuszoną miną wepchnął sobie do ust niedojedzonego tosta. Udało mu się zdążyć akurat przed tym, jak nastroszona płomykówka wylądowała na jego talerzu. Ptak zahuczał donośnie, kręcąc głową i otrzepał mokre od deszczu pióra. Super, teraz będzie od niego czuć zmokłą sową!
– Co znowu? – burknął, majstrując przy nodze zwierzęcia, żeby odwiązać zwiniętą w rulonik wiadomość. Nie miał pojęcia, kto mógł ją wysłać, nie była to ich domowa sowa, a wątpliwe było, żeby dziadek miał czas na pisanie do niego podczas ucieczki przed aurorami. Niepewnie rozwinął wilgotną kartkę i prawie zaklął, kiedy rozpoznał znajomy charakter pisma. Jeszcze tego mu brakowało, żeby brat do niego wypisywał.

Hogsmeade, Pod Świńskim Łbem w południe. WAŻNE!

Zmiął kartkę w niewielką kulkę i miał ochotę nią rzucić, ale nie chciał, żeby ktoś to znalazł. Ze złością wepchnął ją do kieszeni spodni. Przeklęty braciszek, jakby mu się jeszcze nudziło! Powinien teraz jeść uroczą kolację z rodzinką i opowiadać jak to dobrze uczą w Durmstrangu czy coś takiego...
– Ej, Ślicznotko, Prorok przypadkiem nie pieprznął się z nazwiskiem...? – Greg jak zwykle miał idealne wyczucie czasu.
– Nie udawaj zaskoczonego – warknął. – Nie chce mi się o tym gadać – dodał trochę ciszej i wrócił do jedzenia śniadania.

***

Rudy lis przemykał między uliczkami wioski, od czasu do czasu rozchlapując wodę w kałużach. Wzdrygał się za każdym razem, kiedy czuł pod opuszkami wodę i błoto. Mimo że mokre, brudne futro nie przekładało się na jego ludzki wygląd i tak nie lubił być zmokłym lisem. Deszcz lał jak z cebra, a on czuł się jak po przepłynięciu całego jeziora. Na szczęście szybko dotarł do Gospody Pod Świńskim Łbem. Odwiedzanie placówek o szemranej opinii zdawało się być pasją jego brata, więc Doriana niespecjalnie zdziwił dobór miejsca spotkania. Jeśli gdzieś na świecie istniała menda gorsza od Gregoriusa z fatalnym gustem i krzywą mordą, która wywoływała u niego mdłości, był nią Axel Zakała Finn.
Zatrzymał się w cieniu pomiędzy dwoma budynkami i zmienił postać. Skrzywił się, czując na włosach chłodne krople, ale nie mógł wejść do środka całkowicie suchy, bo wydałoby się to podejrzane. Sprawianie pozorów było najważniejsze. Uśmiechanie się do ludzi, których nienawidził, udawanie, że coś go nie obchodzi, że wszystko jest w porządku, duszenie w sobie uczuć, ukrywanie swoich umiejętności. Wszystko świetnie zaplanowane przez ukochanego ojczulka. A mimo wszystko nie potrafił się z nim nie zgadzać.
Wszedł do gospody i od razu zmarszczył nos. Cuchnęło bardziej niż zwykle, prawdopodobnie z powodu przemoczonych, starych płaszczy powoli zżeranych przez mole i ich zmokłych właścicieli. Pomyśleć, że powinien chodzić do drogich restauracji, a nie łazić do takich miejsc. Przecież to było poniżej jego godności! Ale nie miał możliwości wyboru. Skoro Axel kazał mu tu przyjść, musiał to zrobić. Nienawidził brata z całego serca, ale nie mógł mu odmawiać spotkań, bo ojciec dałby mu popalić. Niestety, wypatrzył brata dość szybko. Siedział w kącie przy dwuosobowym stoliku, a raczej przy parodii stolika, z kapturem narzuconym na głowę, jakby próbował udawać jakiegoś biedaka.
– Halloween dopiero za miesiąc, chociaż z tą mordą i tak wszystkich na około straszysz – rzucił młodszy Finn, podchodząc do stolika. – I skoro już musisz mnie ściągać w takie miejsca, mógłbyś przynajmniej zajmować lepsze stoliki, nie chcę sobie upieprzyć ubrań.
– Uprzejmy jak zwykle. Siadaj i nie marudź, nie mam dużo czasu. A przy okazji stul trochę dziób i nie gdakaj tak głośno, nie chcę zwracać na nas uwagi – odparł Axel, unosząc głowę, żeby popatrzyć na brata. – Cholera, siadaj, mam gdzieś czy ci staje na mój widok, czy masz ochotę sprzedać moje organy na czarnym rynku, to ważne.
Dorian zacisnął zęby, powstrzymując się od wbicia bratu pięści prosto w nos. Niechętnie usiadł na zakurzonym, rozklekotanym krześle, które pod jego ciężarem podejrzanie skrzypnęło i się zachybotało. Sprzedanie organów tego pasożyta byłoby mało satysfakcjonującą zemstą.
– Co tym razem? Za mało podlizuję się belfrom? Niewystarczająca ilość pochwał? A może jeszcze nie zostałem cholernym pracownikiem przeklętego Ministerstwa? Mam posłuchać jak niesamowicie opanowałeś jakąś klątwę i nie doskakuję ci do pięt? Mogę ci łatwo udowodnić, że nie masz ze mną szans. – Nie potrafił się powstrzymać od pogardliwego prychnięcia, chociaż cichy głosik w jego głowie powtarzał mu, że wszystko dotrze do ich ojca i przy kolejnej okazji oberwie mu się bardziej.
Bardzo się zdziwił, kiedy Axel zaczął się podśmiewać i z niedowierzaniem kręcić głową. Czy on już zupełnie upadł na łeb? Uszkodzeń mózgu nie można było podejrzewać, bo w przekonaniu Doriana, starszy brat tego organu nigdy nie posiadał.
– Nie nadymaj tak policzków, bo dalej wyglądasz jak naburmuszony trzylatek – stwierdził z rozbawieniem starszy chłopak. Dorian coraz bardziej chciał obić mu twarz. – Jeśli już musisz wiedzieć, a dodam, że jednak mam nadzieję, że zostało ci trochę własnego mózgu i nie napiszesz o tym nikomu, nasz ojciec nie wie, że tu jestem. Wcisnąłem mu, że spotykam się z kumplami ze szkoły. Nie miałem wielkiej ochoty na spotkanie z naszym uroczym dziadkiem, a poza tym musimy pogadać. Tutaj też mam nadzieję, że nikomu nie wygadasz, co ci powiedziałem, chyba, że będzie... Powiedzmy, że po odpowiedniej stronie.
Czuł się coraz bardziej zdezorientowany. Axel chyba naprawdę dostał czymś w łeb. To, co gadał nie trzymało się kupy. Nie chciał się widzieć z ich dziadkiem? Tsaaa... Powiedział koleś po Durmstrangu. Coś tu śmierdziało albo jego bratu naprawdę odbiło! I co to w ogóle miało znaczyć, że ktoś jest po odpowiedniej stronie?!
– Czy ty się przypadkiem nie walnąłeś w tą pustą mózgoczaszkę? Gadasz jakbyś był bardziej popieprzony, niż zwykle. I nie próbuj wciskać mi, że nagle pogniewałeś się na naszą rodzinkę, jeszcze kilka tygodni temu wchodziłeś ojcu w dupę, a tak cię uświadomię, że w rodzinie to nie wypada – syknął Dorian, rzucając bratu podejrzliwe spojrzenia.
– Doriś, złotko, chociaż na chwilę przestań być taki nieufny i mnie posłuchaj, to ważne. Na pewno zauważyłeś, że coś się dzieje. Śmierciożercy, dementorzy, tajemnicze zniknięcia, zgony, wypadki... Świat zaczyna się sypać, a niektórzy już robią w gacie ze strachu. Nie zastanawiałeś się, do czego to prowadzi, o co chodzi, czemu i po co to wszystko? Po cichu wierzę, że jednak masz w tym łbie coś odpowiedzialnego za samodzielne myślenie i liczę, że teraz użyjesz tego w poprawny sposób. Nie mam za dużo czasu, więc stul dziób i słuchaj. Nie wiem za dużo, tyle, co rodzice przypadkiem powiedzieli, wiesz, są przekonani, że jakby coś, zrobię, co mi każą. No, a powiem ci, że zrobili się ostatnio bardzo rozmowni. Podobno szykuje się coś dużego, wiesz, to, co się teraz dzieje nie jest przypadkowe. Podobno zaczęło się od jakiegoś kolesia, chociaż nazwiska nie wymienili, wymyślił sobie zemstę na wszystkich, którzy walczyli przeciwko Czarnemu Panu w bitwie o twoją ukochaną szkołę, oczywiście z wielkim Potterem na czele. Chcą przejąć władzę i takie tam, ale we wszystkim naprawdę chodzi o to, że ktoś kogoś zabił, ktoś chyba faceta nie poinformował, że na wojnach już tak bywa. I tu mam nadzieję, że chociaż ten jeden raz mnie posłuchasz. Nie daj się w to wciągnąć, Dorian, wiem, jacy są nasi rodzice, wiem, jaki jest ojciec i jeśli będzie trzeba, rzucę to wszystko w cholerę, rozumiesz? I radzę ci zrobić to samo, ta cała akcja to jedno wielkie bagno, nie uda im się, motywacje mają wręcz idiotyczną, a szanse żadne. Jasne, z Czarnym Panem dałoby rade, ale ktoś zapomniał, że on nie żyje, nie ma szans, żeby ktoś miał tyle mocy, co on. Wiem, że dla ciebie to kosmos, postawić się ojcu, ale powinieneś już zauważyć, że on ma nierówno pod sufitem, więc jeśli każe ci coś robić, nie słuchaj go. Nie każę ci się narażać, może się okazać, że wszystko padnie, ale jakby jednak zaczęło dziać się coś naprawdę poważnego, to nie ma szans, żeby ich nie złapali. Za samo ukrywanie dziadka mogą wrócić razem z nim do Azkabanu. Po prostu udawaj, że robisz, co ci każe, a sam... Nie wiem, rób, co uważasz, w sumie to twoja decyzja i pewnie nic mi do tego, po prostu nie chcę, żebyś spieprzył sobie życie... jeszcze bardziej.
Kiedy Axel wreszcie się przymknął, Dorian i tak nie był w stanie nic powiedzieć. Potrzebował chwili na przetworzenie wszystkich informacji. Nie miał pojęcia, co powinien myśleć. Z jednej strony jego brat wydawał się gadać z sensem, może nawet miał trochę racji, jeśli ktoś sobie wymyślił, że spróbują znowu przejąć władzę, bo ktoś umarł, ale z drugiej strony, to był Axel, może po prostu chciał zrobić z niego idiotę? To by do niego pasowało! Cholera! Nie miał ochoty dać się wciągnąć w tak debilny plan, Czarny Pan próbował dwa razy. I co? I nic! Jeśli ktoś próbował zrobić coś podobnego, bo taki miał plan na zemstę, to powodzenia! Ale nie wydawało mu się, żeby działo się coś na wielką skalę. Merlinie, kilku Śmierciożerców na wolności, bo dementorzy rzucili robotę? To jeszcze nie wyglądało jak plany zamachu na Ministerstwo Magii.
– Chwila, chwila, chwila... Coś tu się nie trzyma kupy, wiesz? Powtórzmy – ty martwisz się o mnie? – parsknął Dorian, unosząc wysoko brew. – No takich bajek jeszcze nie słyszałem! Mogłeś sobie darować, wiesz? Wypadłbyś wiarygodniej, gdybyś stwierdził, że masz w dupie, co zrobię. I rozejrzyj się dookoła? Mamy tu jakąś rebelię? Bo mi się nie wydaje. Ktoś uciekł z Azkabanu, tyle. Zauważ, że jednak to jest możliwe, poza tym dementorzy już raz sobie odpuścili, może po prostu przestali im podrzucać świeże dusze do dręczenia i postanowili rzucić to w cholerę? Dodajmy do tego, że jeszcze ty, niewydarzona duma od siedmiu boleści Durmstrangu nagle postanawia nawrócić się na Jasną Stronę i pokazać ojcu środkowy palec? Już to widzę! Może jeszcze powiesz, że umawiasz się na herbatki do samych Potterów, żeby poczuć się lepszym człowiekiem? No pewnie! – Pokręcił głową z niedowierzaniem, nie dawał bratu ani na chwilę dojść do słowa. – Nie, nie zrobisz ze mnie idioty przed ojcem, nie wrobisz mnie w kolejne bagno – dodał cicho. Nie czekając na odpowiedź, wyszedł z gospody. Przypadkiem usłyszał jeszcze fragment czyjejś kłótni, dziwnym trafem padły w niej słowa „wojna” i „Śmierciożercy”.

***

– Tylko niech nie przychodzi ci do głowy nic głupiego. Mój ojciec tam będzie – syknął Dorian do Grega.
Wchodzili po schodach prowadzących do Sali Wejściowej. Całą drogę oświetlały świece lewitujące nad głowami uczniów, ale niektórzy i tak potykali się o swoje szaty wyjściowe. Finn i Cavendish wlekli się na tyłach, żeby móc spokojnie rozmawiać przez te kilka chwil. Być może listopadowy bal był dobrą okazją do otwartego przyznania się do tego chorego związku, ale nie dla nich. Nie chcieli wszystkich wokół informować, że czują coś więcej niż szumienie w głowie po Ognistej, poza tym rodzice Finna mieli się pojawić jako jedni z przedstawicieli Ministerstwa. Dorian przeklinał ich za to, jak jeszcze nigdy nikogo. Czemu musieli to być oni? Teraz będzie zmuszony cały wieczór zachowywać się przyzwoicie, żadnej przemyconej Whiskey, żadnych złośliwości, ukradkowego rzucania uroków... Plus był taki, że nie skończy tej nocy w krzakach z Cavendishem, ale co mu z tego, skoro musiał być ostrożniejszy niż saper na polu minowym? W dodatku Greg... Na Merlina, jeśli ten coś wypije i pogubią mu się te resztki przyzwoitości? To dopiero będzie koszmar!
– Płyta ci się zacięła, Ślicznotko. Nie stresuj się tak, nie przyznam się do ciebie publicznie choćby pod groźbą kastracji! – Greg wywrócił oczami i szturchnął go pod żebra. Chłopak syknął jak rasowy wąż i zmroził Cavendisha wzrokiem. Akurat poprawiał przeklęty krawat, żeby matka nie wytykała mu, że nie potrafi się ubrać jak człowiek, a teraz będzie musiał zaczynać od początku!
Kiedy już się upewnił, że ma jako takie panowanie nad swoją sytuacją, wszystko było na swoim miejscu, a Greg znajdował się w odpowiedniej odległości od niego, wszedł do Wielkiej Sali. Jak można było się spodziewać, pomieszczenie zostało udekorowane jak jeszcze nigdy, najpewniej za sprawą obecności przedstawicieli Ministerstwa Magii i ważnych czarodziejskich osobistości. Świece zastąpiły kryształowe żyrandole, przy oknach powieszono długie do podłogi zasłony w barwach wszystkich domów, ściany przyozdobiono dodatkami z jesiennymi motywami, a z rozgwieżdżonego sufitu sypały się różnokolorowe liście, ale wszystkie magicznie znikały chwilę po zetknięciu z podłogą. Pod ścianami ustawiono czteroosobowe stoliki przykryte kremowymi obrusami, a zastawa na nich połyskiwała tak mocno, jakby skrzaty polerowały ją przez ostatni miesiąc.
Dorian obejrzał się na Gregoriusa, ale na jego twarzy gościła tylko obojętność.
– Siedzenie przy jednym stole to już zbrodnia karalna? – spytał Cavendish, uśmiechając się chłodno
– Oni i tak siedzą z ministrem, dzięki Merlinowi, uczniów tam nie biorą – burknął Dorian. Przyłapał się na tym, że chciał wepchnąć ręce w kieszenie, ale szybko się powstrzymał, za coś takiego już dostałby reprymendę. Wzrokiem przeczesywał tłum uczniów i dorosłych wypełniający salę, próbując dostrzec gdzieś rodziców. Miał nadzieję, że wystarczy chwila rozmowy i potem będzie musiał się przejmować tylko poprawnym zachowaniem, gdyby go gdzieś zauważyli.
– Zajmij jakieś miejsca, idę cierpieć... – dodał jeszcze i ruszył między ludzi, powtarzając sobie, że nie powinien się denerwować.
Przeciskał się przez tłum, próbując nie nadepnąć na czyjąś suknię albo nie potknąć się o cudze nogi. Ostatnie, czego potrzebował, to wywalić się na środku sali. W myślach przeklinając wszystkich wokół, torował sobie drogę między rówieśnikami, nauczycielami i ludźmi, których kojarzył lepiej lub gorzej ze stron gazet. Kiedy zaczął myśleć, że szybciej zginie w tym tłumie, niż kogoś odnajdzie, poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Wzdrygnął się i chciał warknąć, że naruszanie jego przestrzeni osobistej grozi wybiciem zębów, ale wtedy właściciel kończyny się odezwał.
– Szukaliśmy cię z matką. Za mną – powiedział Alastair Finn spokojnym, ale nie znoszącym sprzeciwu tonem.
Dorian miał wrażenie, że jego ciało zesztywniało i powoli zaczęło zmieniać się w kamień, mimo to ruszył za ojcem. Tym razem nie musiał przeciskać się między ludźmi, wszyscy odsuwali się z drogi starszemu Finnowi, a syn podążał za nim z wrażeniem, że serce niedługo przebije się mu przez żebra. Zrobił coś nie tak? Co tym razem się stanie? Nigdy nie protestował, jeśli dostawał karę, nawet, jeśli bolało, ale teraz? Chyba nie mieli zamiaru go poniżać? Czemu w ogóle o tym myślał? Rok temu byłby pewien, że chcą go wynagrodzić... Szybko dotarli na koniec sali, gdzie znajdował się stół nauczycielski z dodatkowymi miejscami dla gości. Dorian szybko odnalazł wzrokiem matkę, wysoką czarownicę w długiej wieczorowej sukni, z ciemnymi włosami upiętymi wysoko na głowie. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Prawie się przewrócił, przecież oni nigdy się nie uśmiechali, nie tak, jakby byli naprawdę zadowoleni. Nawet załatwiając sprawy zawodowe, wykorzystywali wyćwiczone, bezuczuciowe uśmiechy.
– Mam nadzieję, że chociaż tego wieczoru będziesz sprawować się odpowiednio – syknął do niego ojciec. – A teraz zachowuj się, nie chcę żadnych incydentów przy Ministrze Magii – dodał. Dopiero po tej uwadze Dorian zauważył, że w pobliżu stoi też wysoki, czarnoskóry czarodziej, Kingsley Shacklebolt. Chodziło tylko o zabłyśnięcie przed ministrem? Naprawdę? Chociaż nie tylko jego rodzice wpadli na ten pomysł, zauważył, że wielu dorosłych ściągało swoje dzieci na tyły sali. Zawsze był to sposób na zadbanie o ich kariery bądź coś w tym stylu, im szybciej się zaczynało... Ale to dalej nie pasowało do jego rodziców. Będzie musiał to po prostu przeżyć, nawet jeśli mięśnie twarzy miały go rozboleć od sztucznego uśmiechu, przecież miał być grzecznym synkiem.

***

Niecałą godzinę po rozpoczęciu balu musiał wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza. W środku zrobiło się strasznie duszno za sprawą tańczących par, a krawat zdawał się coraz mocniej zaciskać na jego szyi. Powiedział sobie, że wyjdzie tylko na parę minut, żeby złapać oddech i chociaż na chwilę przestać czuć na plecach czyjś wzrok. Może byłoby lepiej, gdyby w porę ugryzł się w język, ale przypadkiem palnął przy Ministrze Magii, że chciałby zostać alchemikiem albo smokologiem! Mógł jakoś inaczej odpowiedzieć na to pytanie... Nie, powinien odpowiedzieć inaczej, wymyślić bajeczkę o wymarzonej karierze w jakimś departamencie. Tego chcieli jego rodzice, a chociaż nie dali nic po sobie poznać, wiedział, że byli na niego wściekli.
Wyślizgnął się przez uchylone drzwi i z ulgą delikatnie rozluźnił krawat. Noc była bezchmurna i chłodna, ale dla niego nie miało to znaczenia. Minęła ledwie godzina, a on już miał dość! Nie wiedział, co się z nim działo, nigdy się tak nie stresował ani nie popełniał tak głupich błędów, jak niedawno przed ministrem. Potrząsnął głową, żeby wrócić na ziemię. Już niczego nie zmieni, powinien zadbać, żeby więcej nie zepsuć. Wepchnął dłonie do kieszeni i oparł się o kamienną barierkę schodów, wtedy też zauważył wielkiego rysia siedzącego u stóp schodów.
– Co znowu...? – mruknął do siebie szczerze zaskoczony obecnością zwierzęcia na terenach zamku. Niemożliwe było, żeby rysie kręciły się po terenach szkolnych, a tym bardziej pojawiały pod zamkiem pełnym ludzi. W dodatku kocur trzymał w pysku kartkę, którą położył na najbliższym stopniu i spojrzał na Doriana ze zniecierpliwieniem. Super, jeszcze ryś prześladowca! Czy ten wieczór mógł być jeszcze bardziej pokręcony? Wzdychając ciężko zszedł do zwierzęcia i podniósł kartkę.

Ruszaj się za mną, nie mamy czasu! I nie daj się zauważyć!

Ten przeklęty charakter pisma! Spojrzał na kota raz jeszcze, ze złością pomieszaną z niedowierzaniem. Axel też był animagiem?! I co, na gacie Merlina, tu robił?! W dodatku nie dostał szansy na zadanie pytań, zwierzę, a raczej jego brat, już ruszyło biegiem na błonia, a on nie miał wielkiego wyboru. Czyżby ojciec sprawdzał jego posłuszeństwo w każdej sytuacji? Cudownie, niczego innego nie potrzebował! Prychnął pod nosem i ruszył za Axelem, zmieniając się w biegu w lisa. Chłopak zatrzymał się dopiero pół kilometra dalej, w okolicach jeziora. Nadal widzieli wejście do zamku, ale nikt nie mógłby zobaczyć ich, osłoniętych szerokim pniem dębu.
Najpierw Axel wrócił do ludzkiej postaci, a Dorian chwilę po nim. Od razu rzucił bratu oskarżycielskie spojrzenie. Jakim prawem mu teraz przerywał? Chciał sobie robić jaja czy jednak ojciec naprawdę był aż tak złośliwy, żeby psuć mu resztki zabawy?!
– Czego? – fuknął, poprawiając marynarkę.
– Ciebie też dobrze wiedzieć – odpowiedział Axel, w jego głosie zabrzmiało coś, czego Dorian nigdy nie słyszał. Czyżby zdenerwowanie? Chłopak wydawał się cały spięty... Nie! Nie powinien się tym przejmować, brat był wrednym, rozpieszczonym darmozjadem! – Naprawdę musisz mnie w końcu posłuchać. Ojciec nie ma pojęcia, że tu jestem, więc lepiej się nie wygadaj, obaj możemy mieć kłopoty.
– To dopiero nowość! – prychnął Dorian. Dla uspokojenia zaczął sobie wyobrażać, że wbija w brata lodowe kolce i słucha, jak ten wrzeszczy. Należało mu się! – Może jeszcze chcesz mi powtórzyć swoją bajeczkę sprzed miesiąca?
– A żebyś wiedział! I naprawdę, proszę cię, chociaż raz odpuść sobie fochy! Tam w środku zaraz zrobi się niezły burdel! Nie mam pojęcia, co planują, albo kogoś pojmać, albo pozabijać! Mam nadzieję, że zostaną przy opcji pierwszej, bo jak nie, to burdel przekształci się w rzeźnię. Łapiesz?! – Starszy chłopak był naprawdę zdenerwowany, starał się mówić szeptem, ale Dorian i tak miał wrażenie, że zaraz zacznie wrzeszczeć.
– Tak, to bardzo logiczne, że nasi rodzice zaraz zaczną mordować, kogo popadnie pod okiem Ministra Magii. Pewnie dlatego mnie jemu przedstawiali. Jasne. Brzmi logicznie – odparł sarkastycznie.
– Merlinie, daj mi siłę... Dorian, mówię poważnie! Myślisz, że ryzykowałbym wciskanie ci takiego kitu, żebyś zrobił coś idiotycznego, a potem powiedział starym, że to ja ci kazałem? Nie jestem debilem, mówię serio. Część Mrocznych, w tym nasi rodzice działali pod przykrywką i teraz są na sali, wciskają wszystkim kit, że nie mają nic wspólnego ze sprawą. W tym samym czasie reszta przekrada się do zamku albo chowa gdzieś w okolicach. Czekają tylko na sygnał, niestety nie wiem jaki, ale...
Przerwał im dźwięk żyrandola rozbijającego się o podłogę i wrzaski przerażonych ludzi w Wielkiej Sali. Odpowiedziały im okrzyki atakujących, a chwilę później wybuchło prawdziwe zamieszanie. Huki, wybuchy, głosy wykrzykujące zaklęcia...
– Teraz rozumiesz?! – wrzasnął Axel wskazując w stronę zamku. Dorian już go nie słuchał. Idiota! Był cholernym idiotą! Gdyby wcześniej uwierzył... W środku był Greg! Sam nie wiedział, co o sobie sądzić, ale to była pierwsza myśl, jaka pojawiła się w jego głowie. Musiał jakoś wyciągnąć Cavendisha z tego piekła! Najgorszą możliwością było, że był na tyle wstawiony, że nie ogarniał i już dostał jakimś zaklęciem.
– Chyba zwariowałem – westchnął i rzucił się biegiem w stronę zamku. Zignorował brata, który wrzasnął za nim, żeby tam nie szedł. Nie obchodziło go to, musiał znaleźć Gregoriusa! Kogo miałby denerwować?! Z kim miałby pić?! I mogło chodzić nawet o to, że jego mózg chyba zaczął reagować na Cavendisha w ten dziwny sposób, który u normalnych ludzi budził coś na kształt (tfu!) zakochania! Na samą myśl o czymś takim powinien puścić pawia, ale musiał zdążyć do zamku! Na schodach poślizgnął się i uderzył kolanem w stopień, ale szybko się pozbierał i ruszył dalej. Zanim wpadł do środka, miał w dłoni różdżkę. Bitwa zdążyła się przenieść poza Wielką Salę.
Mroczni nie przejmowali się zniszczeniami, część posągów leżała na podłodze porozbijana, klepsydry odliczające punkty dla domów trafiły zaklęcia, a w powietrze wyleciały zielone, czerwone, niebieskie i żółte kamienie szlachetne. Poręcze schodów też zdążyły już oberwać, miejscami były wyszczerbione albo ułamane. Dookoła roiło się od ludzi miotających zaklęcia, uchylających się przed magicznymi grotami albo biegających i wrzeszczących w panice. Burdel, rzeźnia i chaos, a w dodatku odłamki wszystkiego latające nad głowami, super! Chciało mu się wrzeszczeć, chociaż sam nie wiedział czemu. Nie zwracał uwagi na ludzi, przepychał się między nimi, odpychał innych na boki, w kilku miotnął zaklęciem, chciał jedynie dostać się do Grega, chociaż nie miał pojęcia, gdzie go szukać. Instynktownie kierował się do miejsca, gdzie ostatnio się widzieli. Chciałby go znaleźć koło stolika, przy którym jedli kolację, ale żywego. Gdyby Cavendish postanowił zaliczyć zgon, Dorian nigdy by mu nie wybaczył. Nie pozwalał, żeby Gregorius umierał! No naprawdę, komu innemu mógłby tak dogryzać i liczyć na rewanż?!
Dopadł do drzwi sali balowej, teraz otwartych na oścież. W środku panowało prawdziwe piekło. Jeszcze więcej walczących ze sobą ludzi, wrzaski, błagania, groźby, kilka osób płakało. A wszystko dla chorej zemsty?! Zawsze myślał, że Śmierciożercy mieli większe ambicje! Tu nawet nie chodziło o cholerną czystość krwi! Zawsze był przekonany, że jego rodzice jednak mają jakieś wyższe cele... A poza tym w diabli z nimi, skoro przyłożyli do tego jakąkolwiek część ciała, on miał w głębokim poważaniu ich zdanie! Zaczął torować sobie drogę między ludźmi, ale było to trudniejsze niż w poprzednim pomieszczeniu. Zaklęcia latały po sali jak oszalałe, niektórzy chyba nawet nie celowali, po prostu miotali klątwami na prawo i lewo! Gdzieś w tłumie zobaczył Ministra Magii otoczonego przez kilka innych osób, ale nie potrafił powiedzieć czy to atakujący, czy obrońcy. Biegł dalej, czasami ciskając w kogoś zaklęciem. Jeden pechowy Mroczny dostał od niego z łokcia prosto w oko. W pewnym momencie poślizgnął się i wylądował w czerwonej kałuży obok rozciągniętego na podłodze trupa. Gdzieś wybuchło okno i zasypało ostrymi odłamkami podłogę. Dorian ściskał różdżkę tak mocno, że drewno zaczynało trzeszczeć. Nie zwracał uwagi na podartą marynarkę, że jest wysmarowany cudzą krwią albo, że już nie może złapać tchu. Niespodziewanie wbiegł w kogoś, odbił się od jego pleców i upadł na podłogę. Przeklął głośno, a zawalidroga obrócił się w jego stronę.
Miał wrażenie, że czas się zatrzymał. Wszystkie dźwięki jakby przycichły, a on zamarł po części przerażony, po części wściekły. Ojciec wycelował różdżkę prosto w jego serce, ale widząc, że mierzy we własnego syna zmarszczył brwi. Nie opuścił dłoni, nie zmienił pozycji, po prostu na niego patrzył, zastanawiając się czy Dorian jest w tej chwili wrogiem czy przyjacielem.
– A, czyli tak wygląda rodzicielska miłość – rzucił, bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. – Super, tato, mogłeś chociaż uprzedzić, że planujecie przeprowadzić zamach, wiesz? Odpuściłbym sobie, nie lubię takich imprez, są raczej mało zabawne. – Nie miał pojęcia, czemu to mówił, zdrowy rozsądek kazał mu stulić dziób i nie denerwować ojca, ale nie mógł się powstrzymać, słowa same cisnęły mu się na usta. Poza tym okazało się to dobrym ruchem, Alastair nie spodziewał się nieposłuszeństwa ze strony syna, więc był na tyle zaskoczony, że pozwolił Dorianowi pozbierać się z podłogi.
– I wiesz co? Mam to wszystko w głębokim poważaniu, chyba na starość pomieszało wam się w głowach. To robią dumni prawie Śmierciożercy? Bo ja czuję tu czystą desperację i głupotę. A teraz wybacz, muszę znaleźć swojego faceta. – Zanim skończył mówić, musiał uchylić się przed zaklęciem, ale wychowanie jego ojca nie poszło na marne. Dobrze wiedział, jak się wymierza cios w twarz, chociaż do tej pory działało to dokładnie odwrotnie. Z dziwną satysfakcją wbił ojcu pięść w szczękę. Coś chrupnęło, po nadgarstku Doriana spłynęła ciepła krew, a Alastair upadł. Jeden raz wystarczył za te wszystkie lata.
Już miał biec dalej, kiedy ktoś mu zaklaskał. Co? Zaklaskał? Zaskoczony chłopak rozejrzał się wokoło i zobaczył Grega. Cholerny Moczymorda Cavendish był cały i zdrowy, chociaż wyglądał jakby przeczołgał się pod wszystkim stołami na kolanach. Jakim cudem?! Dorian gapił się na niego z szeroko rozdziawionymi ustami. To on się tak martwił...
– Akurat chciałem się z nim lać, ale znowu musiałeś być upierdliwy, Ślicznotko. Chociaż szkoda, że nikt tego nie nagrał. Te delikatne łapki potrafią się bić, niech mnie Merlin trzaśnie! Dogadałeś mu lepiej, niż mi, chyba będę zazdrosny! – Greg wydawał się rozbawiony całą sytuacją, kiedy Dorian był na skraju wytrzymałości!
– Jak nie ruszysz dupska, to zaraz ty też oberwiesz – odparł Finn, głową wskazując w stronę wyjścia. – Wiejemy, wszystkim odbiło, a ja mam na sobie dość krwi... – Zanim dokończył zdanie, coś trafiło go w plecy i padł jak długi.

***

Obudził się, czując potworny ból głowy. Nadal miał na sobie podarte ubranie wilgotne od krwi, czuł się, jakby zwalił się na niego dorosły facet, a w dodatku ktoś właśnie ściskał jego szczękę tak mocno, że rozbolały go wszystkie zęby. Kiedy mroczki przed oczami ustąpiły, zobaczył parę niebieskich oczu naprzeciwko jego własnych.
– Ten też do lochów, tylko pilnujcie, żeby nie wywinął żadnego numeru – powiedział Alastair, uderzając syna w twarz z otwartej dłoni.
– Ale czy... Przepraszam najmocniej, ale to pański syn – odezwał się ktoś inny.
– Nie mam już synów – stwierdził ojciec Doriana, a jego samego ktoś postawił na nogi i zaczął gdzieś ciągnąć. Nie potrafił ustać prosto, nic do niego nie docierało, nie pamiętał, co się stało. Zbyt zszokowany, żeby zrobić cokolwiek, dał się zaciągnąć do reszty jeńców.

Konkurs: III bitwa, liczba słów: 5170
Po długich godzinach cierpienia, wyprawie do Mordoru i bitwie z rozszerzoną biologią... Mam złe przeczucie, że mogłam źle podejść do tematu, chciałam w jakiś tam nieudolny sposób pokazać podejście Doriana do tego konfliktu, ale to już Wy ocenicie, jak poszło. Ok, dziękujemy za wypożyczenie Grega, reszta uczniów, wymienionych z imienia jest całkowicie zmyślona, dostali imiona losowo trafione z Wikipedii. XD #profesjonalizm Podziękowania też dla Cupcake za zbetowanie. ♥
Co się działo później? Wiadomo/nie wiadomo, lochy, dramaty, a na koniec ratunek. Z resztą decyzji poczekam na wątek grupowy, bo skorzystam z opcji "opowiadanie i wątek to dwie różne historie". Za wszystkie opinie będę wdzięczna, chyba, że ktoś złośliwie wrzuci nieuzasadnioną(!) krytykę, wtedy mogę ugryźć. Krytykować można, ale tylko konstruktywnie i z uzasadnieniem.


22 komentarze:

  1. Kilka błędów wyłapałam, ale jestem zbyt leniwa, by je tutaj wypisywać, poza tym żadnym ekspertem nie jestem, bo sama byki kreślę nagminnie. Ogólnie przyjemnie się czytało, Dorian w sumie wydaje się takim pociesznym stworzeniem, choć drażniła mnie ilość wulgaryzmów. Nie wiem, może stara już jestem, ale te wyzwiska w niemal każdej wypowiedzi mnie po prostu drażniły.
    Fajnie, że zostawiasz sobie furtkę do wątku grupowego, bo też czytelnik się zastanawia nad dalszym losem młodego Finna. W sumie nie jestem w stanie teraz powiedzieć, o czym dokładnie to opowiadanie było - facet pokręcił się, pogadał z bratem, zaatakowali, ale jako-taka akcja mi umknęła..
    Czytało mi się dobrze, przyjemnie nawet i daję dużą okejkę. Szczerego powodzenia życzę, mimo że jesteśmy, jakby nie było, konkurentami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewałam się, że i tak będą błędy, taki mój nieszczęsny "talent", że pomysłów mam całą masę, ale nie umiem wyłapywać własnych potknięć i czasami przy sprawdzaniu ktoś też nie zauważy... Moja wina. I teraz będę przez te kilka komentarzy powtarzać, że tak to po prostu jest z Dorianem, takie ma usposobienie, a ja pisząc coś prawie zawsze "włażę" w skórę postaci, która jest głównym bohaterem i stąd te wulgaryzmy, chociaż jestem debil i ćwok, bo powinnam dać jakieś ostrzeżenie na początku, a teraz już za późno, bo chyba nie wypada edytować postu konkursowego. No ale już tak ze mną jest, że jak mam Doriana, to klnę, jak dobieram się do Syriusza, to zrobię wielki dramat z niczego, a jak wezmę się za taką jedną z moich OC to myślę głównie o jedzeniu i nienawidzeniu świata. Wada fabryczna, że tak to nazwę. :D (I jaka tam stara? Wszyscy jesteśmy młodzi!)
      Gdybym nie zostawiła sobie tej "furtki" chyba bym sobie urwała łeb, poza tym kocham urywać w takich momentach, jestem złym człowiekiem, bo nienawidzę, jak książka tak się kończy i trzeba czekać na kolejną część. XD I w sumie to tak, wcześniej planowałam coś innego, z większą ilością akcji, ale to by nie wypaliło.
      Nic tak nie cieszy jak stwierdzenie, że czyta się to dobrze, bo chyba najbardziej się bałam, że będzie to męczące. Dzięki! Akurat się zbieram, żeby ogarnąć życie i skomentować resztę notek, więc możesz się mnie spodziewać. A tam, konkurencja...

      Usuń
    2. Ależ jak to nie wypada! Ja tam wszystkie błędy poprawiłam, notkę przekonwertowałam (nie ma takiego słowa, ale to mi pasuje idealnie) do normalnego stanu już dobrych parę dni po publikacji i nic się nie stało.
      Jeśli taki był zamysł, to już się nie czepiam zupełnie... I też mam tę tendencje do włażenia w głowy moich postaci, jakbym zmieniała punkt widzenia w zależności od wątku, który prowadzę, więc Cię rozumiem, oj tak :D
      Nie było męczące wcale, a i nawet nie zauważyłam, że jest aż ponad pięć tysięcy (!!!) słów, także składam pokłony!
      Będę Twojego komentarza oczekiwać gorąco, a skoro mówisz, że lubisz urywaną akcję, to może chociaż Ty mnie nie okrzyczysz, że za szybko się kończy :D

      Usuń
  2. Dobra. Przeczytałam tytuł i już zapomniałam, co było na początku xD Ale pojedźmy z koksem. Tak w ogóle włączyłam sobie muzyczke, ale to nie moje klimat, więc wzięłam coś lajtowego. Mam nadzieję, że to nie zepsuło atmosfery, bo moim zdaniem też pasowało! nie skupiałam się na muzyce, a tekście ;) No tak. Starszy o miesiąc braciszek musiał wystąpić, a ja dalej nie mam pomysłu na nasz wątek tak btw. Nie wypowiem się na temat rzucanych tam uwag, ale powiem, że Dorian świetnie zripostował. Co do jego nazwiska na końcu listy o fajnie. Nie spodziewałam się tego. Obstawiałam, że po prostu czyta sobie gazetę bez konsekwencji, a tu akcja idzie na przód. Ukochany brat napisał! O! powiem Ci, że w sumie to chyba polubiłam na razie starszego Finna xD Jakbym słyszała swoją starszą siostrę, ale z ust Doriana. Ona zawsze tak się przejmuje wszystkim heh a co do samego dziadka to też go nie lubię. Nie po ostatniej akcji, więc teoretycznie domyślam się jak się czują, jeśli nie chcą go spotkać. Ooo i jeszcze bunt przeciw rodzicom! Super! Naprawdę lubię tego typa. W sumie nie wiem czemu, ale urzekła mnie scena ze zestresowanym Dorianem, poprawiającym krawat, żeby matula się nie doczepiła xD Wszystkie matki są takie? A ten ojciec… O Bożeno. Co za stary pierdziel! Chodziło o Ministra? Serio? Serio, panie Finn? Ble. Ale o! axel! Hehe mój ulubieniec ;D o, kurde. A potem tyle akcji, że nie wiem co skomentować! Ogólnie koniec bardzo mi się podobał. Klasyk z ojcem, który wyrzeka się własnych dzieci, ale ciągle działa. No i jestem pod wrażeniem nowego trailera SW, więc mój optymizm jest no ogromniasty xD Czytałam szybko i nie zauważyłam błędów prócz na początku w ‘ociec’ brakowało ‘j’. Czytało się supernacko i mam jakiś niedosyt po koncówce. Nie wiem czy moja wypowiedź jest zrozumiała, ale podobało mi się jednym słowem ;D No i co do przekleństw też tak uważam jak coup, że nie były potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzykę akurat dobierałam i do pisania i do czytania, więc dałam trzy, przy których mi się najlepiej pisało, i których tekst wydawał mi się chociaż miejscami pasować, reszta zależy już od gustu. :D Oj bez Grega się nie dało, kto jak nie on, miałby się uczepić Doriana i mieszać w fabule? Taki Cavendish pasuje idealnie. <3 (Wątek kiedyś wymyślimy!) W poprzedniej karcie Doriana było, że ma dziadka Śmierciożercę, ale w tej nowszej to się jakoś nie wpasowało. Axel da się lubić, tylko Dorian jest odporny na jego "urok", bo w końcu rodzeństwo to jak pies z kotem! Awh, cudownie jest czytać, że wszystko mi wyszło tak, jak zaplanowałam, czuję się jak geniusz zła realizujący swoje niecne plany! Aaaa, nie wiem, co Ci odpisywać, czuję się, jakby druga ja to komentowała! A trzeci trailer SW jest przecudowny, idealny, genialny... Ale bez dubbingu. XD (Krysia Czubówna czai się wszędzie! Nawet w Odległej Galaktyce!) Eh, zawsze zjadam literki, powinnam być grubasem! Dzięki, za miłe słowa, a co do przekleństw, to w odpowiedzi Coup wyjaśniłam czemu to tak. :D

      Usuń
  3. To ja zacznę od błędów (które udało mi się wyłapać, też mistrzem języka polskiego nie jestem, więc tylko to, co mi się rzuciło w oczy):
    Strażnicy Azkabanu już drugi raz w historii czarodziejskiego świata opuścili swoje stanowiska pozwalając najniebezpieczniejszym przestępcom na ucieczkę. - przed pozwalając powinien być przecinek;
    Czy Minister Magii postąpił słusznie pozwalając im powrócić na stanowiska po pierwszej zdradzie? - przecinek, przy czym dwa razy w małych odstępach tekstu pojawiło się to słowo pozwalając (nie wiem w sumie, czy to błąd);
    – Siedzenie przy jednym stole to już zbrodnia karalna? – spytał Cavendish, uśmiechając się chłodno - brakuje kropki, ale to jakaś literówka.
    W sumie to tyle, generalnie bardzo fajnie to wszystko napisałaś, czyta się łatwo i lekko i wszystko jest zrozumiałe.
    Co do treści: przeszkadzały mi w rozmowach braci, a także rozmowach Doriana i Grega te wyzwiska - nawet nie tyle przekleństwa, co po prostu sam fakt, że tak non stop się objeżdżają. Jasne, że jeśli się nie lubią (albo nawet i lubią ;P), nie będą sobie słodzili, ale w pewnym momencie przestało to wyglądać naturalnie. Chyba nie rozumiem zakończenia - i ojciec, i syn zostali jeńcami tej samej strony, czy ojciec został jeńcem jednej, a syn drugiej? Albo to mój mózg nie działa prawidłowo o tej porze i coś mi się miesza :D
    Wydaje mi się, że potraktowałaś temat bitwy z przymrużeniem oka, odrobinę humorystycznie - i bardzo mi się to podoba, nie ma w twoim opowiadaniu takiej sztuczności, wzniosłości (której pewnie będzie mnóstwo w pozostałych notkach, bo temat do tego zachęca).
    Muzyka fajna, energiczna, nie do końca pasowała do tekstu (jak dla mnie), ale i tak mi się podoba :D W ogóle lubię Twój styl.
    Powodzenia w konkursie (choć w sumie rywalizujemy :D)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sobie urwę łeb! Cały czas sobie powtarzam, że przy czasownikach zakończonych na "ąc" powinien być przecinek, a i tak czasami zapominam/zjadam. Zły Zgredek, zły! ;-; Z powtórzeniami też już razem z betą musiałyśmy kombinować, bo czasami nie da się tego zmienić, eh. Dzięki, normalnie bym poprawiła, ale czuję, że to będzie nie fair wobec "konkurencji".
      Czuję, że to żadne tłumaczenie, ale mogę tylko powiedzieć, że Dorian już taki jest, objeżdża ludzi, których nie lubi albo udaje, że tak jest (jak np. z Gregiem). Tak ma, zawsze chce sprowadzić kogoś do parteru zanim on zrobi to z nim i tak wychodzi pisanie nim, bo się wczuwam.
      Aaaa stop, z tym zakończeniem to nie tak! Ojciec Doriana był po stronie Mrocznych i kazali mu zdecydować, co z jego synem, a on stwierdził, że skoro Dorian się mu postawił, to "już nie ma syna".
      No zawsze tak wychodzi, chcę coś na poważnie, a i tak wychodzi komedia. A tutaj nawet nie starałam się "iść" w żadną stronę, po prostu to opisywałam. Ale dobrze, że nie wyszło tak, jak wszystkie inne notki.
      Dla jednych muzyka pasowała, dla innych nie, mi się przy tym dobrze pisało i wydawało się, że pasuje, ale są różne gusta.
      Dziękuję i też trzymam kciuki! (A notki przeczytam i skomentuję, jak złapię trochę więcej wolnego czasu! :D)

      Usuń
  4. Jak na razie jest to najdłuższe opowiadanie, ale styl przyjemny i mimo imponującej ilości tekstu czytało się dość szybko, szczególnie odkąd akcja została przeniesiona do Wielkiej Sali, tutaj robi się coraz ciekawiej z każdym wersem. Dobrze ukazana relacja Doriana z Axelem, sama kreacja starszego brata na duży plus, chociaż w ich rozmowie trochę przeszkadzają kolokwialne epitety, podobnie jak w kontaktach z Gregiem, tu najbardziej rzuciło się w oczy: Cholera, siadaj, mam gdzieś czy ci staje na mój widok, jednak wulgaryzmy jak zostało wyżej na ich temat wspomniene to nie były. W całym tekście można znaleźć kilka podobnych przykładów, ale nie trzeba pisać patosem żeby stworzyć dobre opowiadanie, a tutaj widać autorski styl co jest jak najbardziej w porządku. Co do zauważonych drobnych błędów, gdzieniegdzie zabrakło przecinków albo trafiła się literówka, w zdaniu upominając się, że nie są sami zapewne chodziło o upewniając, a wybuchające okno prawdopodobnie nawet w Hogwarcie jest rzadkością :) Pierwsza część opowiadania mogłaby być wyjustowana, to z takich estetycznych i mało istotnych kwestii. Szkoda Doriana i Axela, oby Alastair odsiedział za to parę długich lat w Azkabanie, już z pilnującymi wrót dementorami, a może wojenne przeżycia pogodzą dwójkę najmłodszych Finnów i wyjdzie im to na dobre. Wrażenia końcowe pozytywne, brakuje tego co działo się po schwytaniu, ale urwanie akcji w punkcie kulminacyjnym w tym wypadku wyszło na korzyść.
    Powodzenia w konkursie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może najdłuższa, ale chyba bardziej liczy się jakość. Dobrze słyszeć, że jak na razie wszystkim dobrze się czyta, naprawdę się bałam, że wszystkich będzie to męczyć.
      Nad relacjami Doriana z rodziną dość długo siedziałam i kombinowałam, jak je układać, a sam Axel to taka moja wisienka na torcie. O tym objeżdżaniu ludzi przez Doriana, już pisałam, taki ten potworek jest, a ja pisząc wczuwam się w postacie, więc tak to wyszło. Można powiedzieć, że to taki autorski styl. :D Ok, znowu źle się wyraziłam z tym wybuchającym oknem, musiało mi wtedy wylecieć z głowy takie słowo jak "rozbite".
      Urwę sobie głowę, justowałam wszystko, chyba, że chodzi o ten fragment artykułu z gazety. Jeśli nie, to pewnie przy walce z HTML zjadło mi jakiś kod czy coś takiego i nie zauważyłam. :/
      Dziękuję za miłe słowa :D

      Usuń
  5. Niezależnie czy to wątek, czy opowiadanie, wszędzie rozpoznam twój styl pisania. Taki lekki, z nutką humoru, jakby narrator czasem wcielał się w głównego bohatera. I w sumie normalnie czegoś takiego raczej nie lubię, ale u Ciebie z jakiegoś powodu mi się to podoba.
    Nie ukrywam, że po cichutku liczyłam na opowiadanie o Scorpiusie, ale Dorianem wcale się nie zawiodłam. Nie wiem, jakim cudem jest tu ponad 5000 słów (!), ale czytało mi się to niesamowicie lekko i szybko przebrnęłam przez tekst.
    Wyłapałam kilka błędów, ale, będę szczera, najzwyczajniej w świecie nie chce mi się ich wymieniać, szczególnie że zajęli się tym już autorzy komentujący przede mną.
    A tak w ogóle, to widzę duży progress, pamiętam, że Twoje poprzednie opowiadanie nie porwało mnie nawet w połowie tak bardzo, jak to teraz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz się okaże, że mój styl jest lżejszy od helu! XD No ale tak, trafiłaś, najczęściej, jak coś piszę, "wcielam" się w głównego bohatera. Chyba mam farta, skoro aż tak lubisz mnie/mój styl.
      W jednej wersji chciałam zrobić ze Scorpem i Dorianem ale nie chciało mi się to kleić, Makfoy ma pecha do dłuższych notek. <3

      Usuń
  6. Mi też się czytało lekko i szybko, gejusie ♥
    Twój styl poznam wszędzie i czytając to opowiadania utwierdziłam się w przekonaniu, że Dorian jest po prostu męską wersją Ciebie. Te riposty i wyzwiska ♥ cały wkurzony Lusiak. Opowiadanie świetne, nie mogłam się go doczekać. Błędy jakieś tam były, ale winę zwalamy na CUP, bo to ona betowała xD
    I ta miłość do Grega *.* to było takie uroczę, prawie tak samo jak romantyczne kopanie po nogach podczas ogniska ♥♥♥
    Trzymam kciuki za twoją wygraną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pfyyyy, masz u mnie minusa, Greg. Jeszcze większego, bo wciąż nie poznałam pomysłów na wątki.

      Usuń
    2. Panie, spokojnie! Błędy to moja wina, albo i ich, zawsze daję komuś tekst do poprawki, a po publikacji okazuje się, że jakieś nowe kwiatki się tam wcisnęły!
      Nie, nie, nie, nie obrażajmy Doriana! XD Wkurzony Lusiak jest o wiele mniej fab. XD
      Oj ci dwaj się kochają... Oczy sobie wydrapią, ale to z miłości! ♥

      Usuń
  7. Na początku powiem, że mam ogromną słabość do imienia Alastair, choć ojciec Doriana to wyrafinowany cham i nic poza tym. Fanką przekleństw nie jestem, ale w opowiadaniach przemykam na nie oko, bo nie dość, że stylizują język Dorusia, to jeszcze doskonale komponują się z jego stanem emocjonalnym.
    Będę wyjątkiem i powiem, że błędów nie widziałam, o, gwałtów zresztą też nie. Kłamca z ciebie okropny!
    Przebiłam się przez tę ścianę tekstu z największą przyjemnością i nawet nie zorientowałam się, kiedy pokonałam 5170 słów. Nie jestem jednak w stanie wyobrazić sobie, dlaczego Axel zmienił swoje poglądy o osiemdziesiąt stopni, więc liczę kiedyś na kolejne opowiadanie, które to sprostuje.
    Ach, wisienką na torcie była troska Dorusia o Grega i wybuch emocji, gdy Cavendish stanął przed nim cały i zdrowy, zwarty i gotowy, by drażnić „Ślicznotkę” :D
    Ostatni fragment ma związek zbliżającym się wielkim krokiem wątkiem grupowym, tak? Czy coś źle wyczytałam w zakładach? Ja tak bardzo na czasie…
    Już możesz szykować nowy post fabularny, nie obrażę się ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I oczywiście musiałam o czymś zapomnieć!

      Dobrałaś bardzo fajny pokład do notki, choć „Unravel” zdecydowanie wolę w oryginale. Słysząc ten kawałek po angielsku, mam wrażenie, że słowa nie pasuję do melodii.

      I najważniejsze – powodzenia w konkursie. Trzymam kciuki! :D

      Usuń
    2. A ja, dla odmiany, mam mieszane uczucia, co do tego imienia, z jednej strony jest cudowne, ale z drugiej najczęściej spotykam się z nim przy jakichś postaciach o "długich, kręconych zębach". A Lou jeszcze pozna różne stany emocjonalne Doriana, to się ubawicie!
      Tak, jestem okropnym człowiekiem! Ale gdyby nikt tego nie betował, to byłby gwałt jak nie wiem.
      W tekście jakoś mi się to nie wkomponowało, ale z Axelem jest taka historia (a raczej jej skrócona wersja), że w szkole poznał kilku kumpli o poglądach dość zrównoważonych, no i chłopak teraz żyje w filozofii, że i czarna magia, czystość krwi i mugole, mugolaki itp. są w porządku. :)
      A co do ostatniego fragmentu, to jeszcze nie wiem, zobaczy się, jak wypadnie wątek grupowy, może będę miała zupełnie inny pomysł.
      Jak na razie "Unravel" pasuje mi we wszystkich wersjach, na jakie trafiłam. XD (No tak, a anime nie obejrzałam, ale ciii...) Dałam po angielsku, bo większość osób raczej nie zna japońskiego i wiem, że wielu drażni słuchanie rzeczy po japońsku, wybrałam "bezpieczniejszą" wersję. XD
      Dzięki mocno, kochana! <3

      Usuń
  8. Odzwyczaiłam się od komentowania opowiadań...
    Nie lubię komentować prac, przy których miałam jakiś udział (czy to przy tworzeniu, czy to - jak w tym wypadku - przy korekcie). Czuję się z tym dziwnie, nieswojo, ale chciałaś to i przybywam.
    Wiem, że nie jestem idealnym korektorem, bo żadnych studiów edytorskich czy polonistycznych i chyba rzeczywiście parę błędów przegapiłam, za co przepraszam. No cóż, jestem tylko człowiekiem, nie? Na dodatek zakopanym w nauce o grzybkach, najs.
    Co do stylu i innych takich - Twoje opowiadania chyba poznam wszędzie. Typowa Des po prostu. Vee dobrze ujęła to, na co słów zawsze szukałam - pozwolę sobie zacytować - "jakby narrator czasem wcielał się w głównego bohatera". Taki drobny charakterystyczny element Twojego stylu. No i te długaśne zdania, z którymi starałam się chociaż częściowo rozprawić :') Prawda jest taka, że Twoje twory zawsze czyta się lekko, szybko. Może to sprawa tego, że po prostu to lubisz, że w Twoich tekstach jest pełno humoru, a może zasługa postaci - nie wiem, ale czyta się dobrze, bez trudu przebija się przez nawet kilometrowe opowiadania, by stwierdzić, że... w sumie to czytało się fajnie. Chociaż czasem, gdyby ktoś poprosił o streszczenie tekstu miałabym do powiedzenia tylko: eeeeeee... no... ten... Co do języka - chyba rzeczywiście trochę przesadziłaś z kolokwializacją. Wypowiedzi napchane są nimi po brzegi, co może być nieco degustujące. Moje poczucie estetyki językowej nieco ucierpiało. No i hej, można użyć innych, łagodniejszych słów na to wszystko, a równie dobrze przekazać emocje.
    Ogólnie co do fabuły - jak ktoś tu już wspomniał (nie chce mi się sprawdzać kto, wybaczcie) - podeszłaś do tematu w sposób humorystyczny, co przy Twoim stylu i wyobraźni było jak najbardziej słusznym posunięciem. Rozwinęłaś skrzydełka i poleciałaś. Co prawda jako takiej akcji tu niewiele - jak ktoś już tu mówił: pobył tu, pobył tam, pogadał z tym i tamtym, ot, bitwa - ale czyta się zaskakująco szybko, jakby akcja pędziła na łeb na szyję. Wszystko w sumie fajnie opisałaś, nietrudno sobie to wyobrazić... Chociaż nie rozumiem, skąd ta nagła zmiana u Axela, bo z tego co mi się wydaje raczej to on nie był taki przeciw własnym rodzicom dotąd, co?
    No i właśnie, postaci, ich kreacja i tak dalej. Nie to że tamto, ale w tym opowiadaniu mocno czuć inspirację przy tworzeniu bohaterów pewnymi powieściami - nie będę wymieniać co i jak, ale ja to czuję xd. Ojca Doriana nie da się lubić, Axel równoważy swoją osobą paskudnego najstarszego Finna, a wszystko dopełnia sam Dorian-zagubione-dziecko-co-się-dzieje-Finn.

    Ogólnie i skrótowo: podobało mi się takie lekkie humorystyczne czytadełko w kąśliwy sposób ujmujące temat wojny.



    PS Z chęcią pomogłabym Dorianowi przy waleniu jego ojca w twarz... :3

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Jakie. To. Słodkie.
    Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek w taki sposób skomentuję Twoje opowiadanie, ale muszę przyznać (kompletnie wbrew sobie, bleh, fuj!), że relacja Cavendish-Finn na końcu tego opowiadania wypada naprawdę mega uroczo. A teraz się przyznaj ile Imperiusów na mnie rzuciłaś, żebym to napisała? xD <33
    Dobra, od czopątku. Des. W tym opowiadaniu tak bardzo czuć Des, że to się nie nazywa. Na Twój styl pisania powinno być specjalne określenie. Powtórzę to samo, o czym wspominali wcześniej moi przedmówcy - rozpoznałabym Twoje dzieło wszędzie. Myślałam, że stopniowo odchodzi się już od tej reguły, ale jednak nie - we wszystkich Twoich postaciach da się wyczuć nutkę Ciebie. To piękne po części. Po części zabawne. Nie stworzyłaś chyba jeszcze głównego bohatera, który byłby niewinnym, bezbronnym człowieczkiem. Postać Des bez pazurka, to jak zarozumiała Annabeth ~ do dupci c: Mrah.
    Jedziem dali. Wiesz, jaki mam stosunek do przekleństw, zwłaszcza do nadmiernego używania wulgaryzmów, więc pewnie wywnioskujesz, że i mnie one odrobinę przeszkadzały... hm. Nie powiem, że były tam konieczne, bo według mnie można po prostu powiedzieć "wstać z łóżka lewą nogą", a nie "spieprzyć się z łóżka", ale najwidoczniej taki klimat chciałaś zachować... Dobra, troszkę przesadziłaś, ale nie kuło mnie aż tak bardzo, więc... Masz okejkę.
    Cholera, siadaj, mam gdzieś czy ci staje na mój widok, czy masz ochotę sprzedać moje organy na czarnym rynku, to ważne. - to było dobre xD Naprawdę, kocham niektóre Twoje teksty.
    I jeśli mam być szczera, to to jest jedno z moich ulubionych Twoich opowiadań. Serio, widać, że się napracowałaś, przemyślałaś wszystko dokładnie... Ja lubię Axela xD :') Whateva, znowu uciekam od sedna sprawy. Mimo, że może nie starałaś się celowo "uśmiesznić" tego tekstu, to ironia wplatana tak często w narrację i wypowiedzi bohaterów robiła to sama za Ciebie. W tym przypadku idzie Ci to bardzo na plus. Jest ładnie, zgrabnie i oryginalnie. Lubię to c:
    Dodam, że na początku myślałam, iż to Fred darł się do Doriana w Wielkiej Sali, ale się zawiodłam <3 Więcej, definitywnie więcej takich akcji.
    Wiem, że mnie kochasz i ogólnie to no. Masz u mnie plusa, ale ćśś. Bo jeszcze ludzie pomyślą, że się lubimy xDDD <3
    Lowki forewki.
    Powodzenia w konkursie, Rudzielcu! <3 ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjadło mi coś o.O Po "ale się zawiodłam" powinno być, że to urocze, że Greg nazywa Doriana Ślicznotką, a Finn mówi, że ma krzywy ryj <3 Więcej, definitywnie więcej takich akcji. No. ;-;

      Usuń
  10. O rany, jak ja nie lubię Doriana – przynajmniej w tym opowiadaniu. Rozwrzeszczany, roszczeniowy, z pretensjami do wszystkich i wszystkiego, a chyba wszystkie jego wypowiedzi były albo ofensywne, albo pasywno-agresywne. To chyba jeden z moich dwóch głównych problemów z tym tekstem. Pierwszy to nie tylko główny bohater, ale wszystkie postacie. Wielu ich nie było, ale i tak ucieszyłabym się, gdybym potrafiła obdarzyć sympatią któregokolwiek z nich. Ojciec i Axel nie pełnią w tym opowiadaniu roli statystów, byłoby więc dobrze, gdybym się więcej o nich dowiedziała. Axel jest zaskakująco bezosobowy, natomiast ojciec... dość karykaturalny. A tak poza tym, to chyba wszyscy wypowiadają się w podobnym stylu, to jest – nie ma normalnej rozmowy, same słowne ataki.
    Mój drugi kłopot – dlaczego zdecydowałaś się na narrację trzecioosobową? Jestem niemal przekonana, że w pierwszej wypadłoby to lepiej, naturalniej. I tak chyba wszystko, co zostało opisane, jest przefiltrowane przez Doriana. On zawsze jest w centrum, za nim podążamy, świat widzimy tylko jego oczami. Więc czemu nie pierwszoosobowa? Wyszłoby to z korzyścią dla stylu, bo pojawiały się pewne wyrażenia i tak dalej dość potoczne, co w trzecioosobowej nie powinno mieć miejsca.
    Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że to zły tekst, że nie jest sprawnie napisany i tak dalej, ale jakoś do mnie nie trafił. Być może to tylko kwestia upodobań. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdecydowanie to opowiadanie nie należy do moich faworytów. Czytało mi się go ciężko, podchodziłam do niego kilka razy, brnęłam w niego i tylko czekałam kiedy pojawi się jakiś normalny dialog, w którym Dorian będzie miał okazję rozwiać moje wątpliwości co do tego, że jest bachorem z pretensjami do wszystkiego, sądzę nawet, że i kiedy martwy przedmiot by mu staną na drodze i jemu by nie szczędził długiego epitetu, mocno zakropionego podwórkową gwarą :v Potencjał zginął pod nawałem dupkowatości Finna. Nie, i nie zgodzę się, że to romantyzm dorianowy.
    Marcus Rothesay

    OdpowiedzUsuń