I'm just as damn disappointed as you


A N N A B E L       L E E
Slytherin VII -- amerykańsko-brytyjska czysta krew -- prefekt -- klub pojedynków -- grab, wąsy kuguchara, 10,5 cala -- koliber -- uduszenie -- eliksiry, zielarstwo, transmutacja, numerologia
POWIĄZANIA - DODATKOWE

Miała kiedyś przyjaciela. Był inny niż ona, ale jej to nie przeszkadzało. Miało być „na zawsze”, bo przysięgali przecież na mały palec, a wtedy wydawało się, że miało to moc silniejszą niż przysięga wieczysta. Teraz wolałaby chyba, by złożyli tą drugą - jej serce zniosłoby to dzielniej. Okazało się, że jemu inność przeszkadzała aż za bardzo. Napotykane później chłodne spojrzenie niebieskich oczu chłopca, odwracanie się plecami i cichy śmiech bolały bardziej, niż się spodziewała. Nie wyjawił jej tajemnicy, bo chyba nikt by mu nie uwierzył. Zamiast tego z łatką dziwadła i kozła ofiarnego przeprowadziła się z rodzicami do Anglii. Gorzko przytakiwała ojcu, który ostrzegał i tłumaczył, ale ona po prostu musiała się sparzyć.
W szkole miało zmienić się wszystko. Miała być wśród takich, jak ona. Poczucie przynależności przygasało jednak, gdy okazywało się, że wcale nie ma talentu ani do latania, ani do pakowania się w kłopoty. Później wcale nie rozumiała ekscytacji związanej z wyjściem do Miodowego Królestwa i tylko przyciągała dziwne spojrzenia, gdy mówiła, że nie lubi słodyczy. Ostatecznie dała sobie spokój z jakąkolwiek społecznością, gdy po ostatnich wakacjach koleżanki opowiadały o letnich romansach, pocałunkach i pierwszych razach, a ona nie miała im na ten temat absolutnie nic do powiedzenia. Dzisiaj tylko powiew wszechobecnej tolerancji gryzie ją nieznośnie w zmarszczony lekko nos, bo dusząca się w sobie Annabel nadal nie potrafi zrozumieć, że powietrze łatwiej jest dzielić na dwa.

The angels, not half so happy in Heaven,
   Went envying her and me—
Yes!—that was the reason (as all men know,
   In this kingdom by the sea) 
 That the wind came out of the cloud by night, 
   Chilling and killing my Annabel Lee.

terms&conditions

25 komentarzy:

  1. [Jak tylko zobaczyłam Twój nick w roboczych, to miałam nadzieję, że wracasz z panną stażystką. Clint jej w połowie odpisał i tak miał nadzieję, że będzie miał jeszcze możliwość to dokończyć ;) W każdym razie witaj Mads <3 Chodź gdzieś do mnie, ugościmy Cię jak najlepiej!]

    Daniel // Clint // Yoshi

    OdpowiedzUsuń
  2. [Albo widzę bardzo realistyczny rysunek, albo trochę sztuczne zdjęcie, skłaniam się jednak ku pierwszemu :D
    Cześć! Trochę smutna historia opisana w karcie, ale cóż, nawet dzieci potrafią być wredne :( Mam jednak nadzieję, że Annabel znajdzie w końcu osobę, która polubi ją za to jaka jest, o. Miłej zabawy życzę, a w razie chęci zapraszam do siebie :)]

    TATIANA

    OdpowiedzUsuń
  3. [ Cześć, Mads :) Miło Cię znowu widzieć. A co do karty... Oj, mnie jakoś zawsze Twoje urzekają i z tą jest tak samo <3 Zostań z nami długo i oddaj mi Juliena! (ach, te głupie marzenia :D ) ]

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  4. [Cześć pączku ♥]

    ARTAIR AVERY

    OdpowiedzUsuń
  5. [Annabel Lee <3
    Jesteśmy dumnymi przedstawicielkami dramaturgii i żalów, ale tym razem poszłyśmy w coś weselszego, o dziwo. :D Dziękuję za miłe słowa!]

    Lola Waters

    OdpowiedzUsuń
  6. [ To trzymam kciuki za jego powrót, żeby mógł pomieszać jeszcze
    Julce w życiu ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Pomijając fakt, że nie pamiętam dokładnie co tam miało być i to, że Arti obecnie jest bezdzietny to ja, jak dobrze wiesz (!), na wątek z Tobą jestem zawsze chętna. Zawsze, zawsze, przezawsze!]

    Arti

    OdpowiedzUsuń
  8. [Hej hej wilczarze są ekstra, to jest mój prawdziwy patronus z pottermore haha. Dobra Aldo chętnie obleje i w ramach przeprosin zaprosi do Miodowego Królestwa, co jest totalnie nietrafione, więc zamiast tego mogą pójść na piknik koło wrzeszczącej chaty. Czy robimy jakieś wcześniejsze powiązanie? ]
    Aldo

    OdpowiedzUsuń
  9. [Chcesz nowe rozpoczęcie, czy odpiszesz na tamto co Ci wysłałam wcześniej? Bo ja jestem na tak, jeżeli chodzi o wątek :D]

    Arti

    OdpowiedzUsuń
  10. W jakiś niewyjaśniony sposób udało mu się przekonać skrzaty domowe, żeby przynosiły mu herbatę do dormitorium. Tak na prawdę nie musiał nikogo przekonywać. Wystarczyło, że wyraził pewnego popołudnia taką myśl na głos i od tamtej pory herbata regularnie pojawiał się na stoliku nocnym przy jego łóżku. Rzeczona herbata, powoli stygnący Earl Gray z odrobiną mleka stał, a raczej chwiał się na trzypoziomowej budowli z książek, która z kolei stała, a raczej chwiała się na otwartej dłoni Aldo. Drugim ramieniem obejmował niezbyt czule cztery stopy pergaminu, które zamierzał zapisać właśnie tego dnia.
    Stopień za stopniem schodził po schodach w stronę Pokoju Wspólnego, licząc na jakieś wolne miejsce, na które mógłby się sprawnie wsunąć omijając dodatkowe trudności. Wierzył w swoją sprawność fizyczną rozwijaną przez lata Quidditcha i miał nadzieję wymanewrować swoim ciałem tak, by oszczędzić herbatę, książki i honor. O pergamin nie martwił się, ostatecznie mógł ponieść tę ofiarę.
    Rozejrzał się po pokoju i wypatrzył lukę, akurat niezajętą przez przypadkowego Ślizgona. Jakaś dziewczyna z czwartej klasy również ją zauważyła. Rozpoczął się wyścig. Nieopatrzona dodatkowym ciężarem po za jednym woluminem pobiegła po swoje. Aldo również pośpieszył, ale niestety jego ciało mniej miało wspólnego z szybkim i zwinnym ciałem ścigającego, a więcej z masywnością i ukrytą siłą pałkarza. Ukazała się ona dokładnie w tym momencie, kiedy podwinęła mu się noga, a on sam z impetem wpadł na fotel wyrzucając wszystkie rzeczy w powietrze. Filiżanka z herbatą poszybowała w górę i wylądowała, zamiast na pergaminie, na co ze swojej pozycji na ziemi skrycie liczył Aldo, na jakieś Bogu ducha winnej istocie siedzącej w fotelu.
    Chłopak poderwał się z podłogi, otrzepał się, rozkopał książki leżące mu na drodze i podszedł do dziewczyny, której cały front nosił znamiona ataku herbatą. Spojrzał jej w oczy i ujrzał zdezorientowanie, powoli przechodzące w irytację.
    - Strasznie przepraszam, serio. - powiedział i przywołał chusteczkę, którą wręczył dziewczynie - To było nie chcący i nie wygląda wcale tak źle.
    Aldo

    OdpowiedzUsuń
  11. [Mads, pączku mój najpiękniejszy. Tak Ci szepnę do uszka, że na stażu może być kilka osób. Więc pisz kartę Ethel, bo Clint na nią wciąż cierpliwie czeka.
    Patrz, o której godzinie do Ciebie piszę o ten wątek. No się zlituj i wróć z moją ulubioną stażystką :C <3]

    najchętniej to czekałby na nią Lenard, ale chyba Clint nie jest taki zły

    OdpowiedzUsuń
  12. [Pewnie, mi pasuje :) Mogę nawet zacząć, powiedz tylko czy wolisz żeby Ana była tą, która ratuje czy tonie? Mi osobiście jest to obojętne, także decyzja należy do ciebie :D]

    TATIANA

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja Ci zdradzę, że przez moją głupiutką główkę przeszedł pomysł przywrócenia Lenarda, ale nie wiem, czy ta myśl została, czy już wyfrunęła drugą stroną

    bąbelek

    OdpowiedzUsuń
  14. [Bardzo dziękuję za ciepłe powitanie :) Albus przez pierwsze lata naprawdę nienawidził Hogwartu i nie potrafił znieść tego, że zawiódł ojca trafiając do domu węży. Wszystko zależy, czy idziemy w negatywną, czy moze pozytywną stronę. Może się zdarzyć, że będzie jednym z powodów, dla którego chciał stąd uciec, a może to właśnie ona po części przekonała go do tego miejsca. :)]

    Albus Potter

    OdpowiedzUsuń
  15. Siedząc przy stole, pozornie zafascynowany rozmową z jednym ze swoich znajomych z domu Salazara, odchylił się delikatnie, mocno napierając plecami o oparcie krzesła, gdy tylko usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, a następnie tak dobrze znajomy sobie głos. Zaśmiał się cicho, widząc spojrzenie dziewczyny w stronę Flitcha. Oczywiście Artair mógł to zwyczajnie zignorować, udać, że ta sytuacja w żaden sposób go nie dotyczy – w zasadzie to go nie dotyczyła – i jest mu całkowicie obojętna. Z drugiej strony mógł pokazać ponownie wszystkim zebranym, że nie odziedziczył tylko nazwiska, ale geny, które posiada nie są byle jakie, pospolite, plebejskie. Wręcz przeciwnie, może i w jego żyłach nie płynęła błękitna krew, ale jego maniery były iście arystokrackie i zamierzał to pokazywać w każdy możliwy sposób, przy każdej okazji. Ta była doskonała.
    Wstał od stołu, a na jego ustach pojawił się ironiczny uśmiech, który posłał w stronę Josha. Ślina na język przynosiła mu niejeden odpowiedni komentarz, jednak nie zamierzał zniżać się do poziomu chłopaka, a jeszcze przecież zdąży powiedzieć mu to i owo, gdy wszystkie oczy nie będą zwrócone w ich stronę. Szturchnął odpowiednio mocno siedzącego obok siebie kolegę z drużyny i wskazał mu jasno skinięciem głowy, że ma zmienić swoje miejsce, ponieważ te, właśnie zostało przekazane komuś innemu. Podszedł do dziewczyny, cały czas z tym swoim parszywym uśmieszkiem na ustach.
    — Annabel Lee. — Powiedział wyciągając do niej dłoń. Mógł odsunąć jej wolne krzesło tuż obok Josha, ale mógł również dać do zrozumienia chłopakowi, że jeżeli nie potrafi się zachować, nie ma co się tutaj pokazywać. — Mam nadzieję, że nie psuję ci właśnie randki. — Uśmiechnął się i ruszył w stronę miejsca, z którego. Te tuż obok niego właśnie zostało zwolnione, a on sam z wielką gracją chwycił jego oparcie i odsunął, robiąc miejsce dziewczynie, która gdy tylko usiadła, pomógł delikatnie dosunąć do stolika.
    — Wybacz. Ludzie tutaj nie zawsze potrafią się zachować. — Oświadczył wystarczająco głośno. — Dlatego bywam tutaj tak rzadko, szkoda marnować czasu. — Wzruszył ramionami i chwycił stojący nieopodal dzbanek. — Soku dyniowego?

    Avery, któremu musisz dać chwilę na ogarnięcie ;D

    OdpowiedzUsuń
  16. [Przychodzę tutaj. Masz jakiś pomysł/chęć na coś? Oczywiście dziękuję za pochwałę. :)]

    Sirius Holliday

    OdpowiedzUsuń
  17. [Cześć, dziękuję za powitanie! No rzeczywiście, wypadałoby tą Ann trochę rozruszać. Masz ochotę na coś konkretnego czy po prostu mam rzucić kilka luźnych pomysłów?]

    Bond. Barbara Bond.

    OdpowiedzUsuń
  18. Albus zawsze odstawał do reszty. Nie ważne jak bardzo by się starał, zawsze coś poszło nie po jego myśli. Kiedy wydawało się, że wszystko jest w porządku, nagle czar pryskał i musiał zmierzyć się z ponurą rzeczywistością. Tak było z jego najlepszą przyjaciółką Annabel. Byłą przyjaciółką. Poznali się na pierwszym roku i fakt, że byli do siebie bardzo podobni, zbliżył ich do siebie. Mijały jednak kolejne miesiące, a ona coraz bardziej się od niego oddalała. Próbował dowiedzieć się, co jest tego przyczyną, ale za każdym razem znajdowała kolejną wymówkę. W końcu zaczęli ze sobą rozmawiać i nawet mijając się na korytarzu nie posyłali sobie krótkiego cześć, albo zwykłego skinienia głową. Zaczął nienawidzić tego miejsca jeszcze bardziej, a każdy kolejny rok w Hogwarcie był dla niego prawdziwą mordęgą. Miejsce dziewczyny zajął Scorpius, ale to już nie było to samo. Z utęsknieniem spoglądał w jej kierunku, widząc jak przemierza szkolne korytarze. Nigdy jednak nie zdobył się na odwagę i do niej nie podszedł. To ona zakończyła ich przyjaźń i musiała mieć jakiś powód. Chciał jej dać trochę czasu, ale już dawno stracił rachubę i nic nie wydawało się już właściwe.
    Koniec roku był ulubionym okresem Albusa, nawet jeśli czekały go ważne egzaminy. Planował zostać uzdrowicielem, a aby tak się stało musiał wziąć się do roboty.
    Pognał na zajęcia z profesorem Rathmannem, mając nadzieję, że choć tym razem się nie spóźni. Wszedł równo z dzwonkiem i odetchnął z ulgą. Nie chciał podpaść nauczycielowi, z którym spędzi jeszcze jeden rok. Wzrokiem zlustrował salę, szukając wolnego miejsca, ale zatrzymał się na Annabel, która zajmowała pierwszą ławkę.
    — Al, siadaj ze mną! — usłyszał głos przyjaciela, który wyrwał go z tego dziwnego transu. Usiadł obok Malfoya i starał się już nie patrzeć w kierunku dziewczyny. Ból, który odczuwał po jej utracie, nadal był równie silny, jak na początku, a gdy na nią patrzył, było mu jeszcze trudniej. Jego towarzysz z ławki szturchnął go łokciem. — Co jest z tobą? Nauczyciel nas woła.
    Albus wstał i podążył za swym kompanem. Nie wiedział, o co tak właściwie chodzi.
    — Wylosujcie nazwiska i teleportujcie się obok swego nowego partnera. — Nauczyciel zdawał się powtarzać to tylko dla niego, bo pewnie zauważył, że chłopak jest dzisiaj nieobecny. Podczas, gdy inni losowali imiona, on grzecznie czekał na swoją kolej. Liczył, że będzie w parze ze Scorpiusem, ale ten wylosował Mulcibera. Albus włożył dłoń do pudełeczka i wyjął z niego karteczkę. Wahał się chwilę przed przeczytaniem jej zawartości, ale widząc minę nauczyciela, zrobił to czym prędzej.
    Annabel Lee. Los ponownie zakpił sobie z niego, ale mu nie było do śmiechu. Kiedyś pewnie skakałby z radości, ale wszystko się pokomplikowało. Widząc na jej twarzy podobne zakłopotanie, poprosił o możliwość ponownego losowania. Rathmann się jednak nie zgodził, więc pozostało mu tylko przeteleportować się do ławki dziewczyny. Nie chciał znów zrobić z siebie idioty, starając się przyjąć dobrą minę do złej gry. W ułamku sekundy znalazł się na krześle tuż przy niej.
    — Cześć — powiedział niepewnie z lekko spuszczoną głową. Onieśmielała go znacznie bardziej niż reszta dziewcząt.

    Albus Potter

    OdpowiedzUsuń
  19. [Hej, hej! Dziękuję za powitanie c: Charlie wcale nie jest taka zła, jak mogłaby się wydawać. Choć raczej nie jest typem osoby, z którą chętnie przyjaźnią się inne dziewczyny, a przynajmniej nie obdarzają ich szczerą przyjaźnią. Jednak, kto wie?
    Chętnie chciałabym zobaczyć, jak to się rozegra pomiędzy dziewczynami ;)]

    Charlotte Everglate

    OdpowiedzUsuń
  20. [Cześć. Annabel ma ciekawe rysy twarzy, więc na pewno nadaje się na bohaterkę. Dodatkowym plusem jest to, że uczęszcza do VII klasy, bo gdyby była w tej samej, co Sebastian, miałoby to mniej sensu. Jej inność tylko urozmaici fabułę.
    Miałabyś ochotę zacząć?]

    OdpowiedzUsuń
  21. Pierwszy raz narysował ją, gdy rozmawiała z kimś – pochłonięty procesem tworzenia nawet nie zarejestrował, kto to właściwie był – w Pokoju Wspólnym Ślizgonów. Wyróżniała ją ekspresja, sposób, w jaki potrafiła wyrazić emocje, czy to swoją postawą i gestami, czy samą mimiką. Zafascynowała go, choć nie było w tym uczuciu żadnego podtekstu – gdyby miał zwyczajnie ocenić jej urodę, stwierdziłby, że nie jest w jego typie. Niemniej miała w sobie coś takiego, co sprawiło, że stała się idealnym celem jego artystycznych fantazji. Jeszcze nigdy nikogo nie był w stanie naszkicować tak szybko i zarazem tak szczegółowo i to nie tylko w sytuacjach, gdy mógł na nią patrzeć, ale i wtedy, kiedy musiał przywoływać jej obraz z pamięci – była już na VII roku, więc tak naprawdę rzadko miał okazję ją spotkać. Nie przeszkadzało mu to jednak, toteż z czasem tworzył coraz więcej rysunków z jej udziałem.
    Niektóre z nich były kontrowersyjne. Sebastian nie przywykł do wykonywania prac, które według większości społeczeństwa klasyfikowały się jako „normalne”. Lubował się zaś w krwi, płaczu, skrajnych emocjach oraz mocnych akcentach. Qadira, bo tak nazwał swoją bohaterkę, przedstawiana więc była w różnych odsłonach – jako zrozpaczona i zalewająca się łzami, z gniewnie zmarszczonymi brwiami walcząca o swoje, a nawet nago, próbując ukryć wstyd za zadziornym spojrzeniem.
    Co dla Sebastiana było sztuką, dla innych mogło okazać się czymś kompletnie innym i tak też się stało, kiedy jedna z dziewczyn zajrzała mu kiedyś przez ramię. Nie przejął się tym, ale z racji tego, że nie lubił, gdy ktoś przeglądał mu szkicownik, bez słowa poszedł rysować gdzie indziej. Nie nacieszył się spokojem zbyt długo. Plotka o jego „obrzydliwej” twórczości, jak ją zdążyła skomentować tamta uczennica, rozeszła się nadzwyczajnie szybko. Sebastian niechętnie uniósł wzrok na stojący przed nim wizerunek Qadiry.
    – Nie – odparł ze spokojem, w dalszym ciągu sunąc ołówkiem po papierze. Usta zaciśnięte w wąską linię, dłonie zwinięte w pięści, niepewność wylewająca się oczami. Do tej pory nie sądził, że jakaś wścibska dziewczyna mogłaby mu – nieświadomie co prawda – zaaplikować taki zastrzyk inspiracji, a tu proszę, stało się.
    Ślizgonka wciąż wytrwale stała obok fotela, na którym siedział, więc zdecydował się podnieść. Jednym płynnym ruchem wyrwał kartkę ze szkicownika i podał ją dziewczynie. Był to szkic przedstawiający ją w momencie, gdy do niego podeszła z tą różnicą, że nad głową miała dorysowany jeszcze dymek pokazujący, co dana postać myśli, a w środku słowa „Dlaczego znowu czuję się w ten sposób...?”. Nie powiedział nic, tylko obrócił się, by skierować swe kroki do wyjścia z Pokoju Wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ooo, ja lubię ciekawe historie! Opowiedz i może coś się wykombinuje <3]

    Victor

    OdpowiedzUsuń
  23. [Pasuje mi, wszystko ślicznie, zacznę nam jakoś na dniach.]

    Bond.

    OdpowiedzUsuń
  24. [Zajrzałam sobie też tu. I chyba tylko po to, by powiedzieć, że karta jest prześlicznie napisana, bo nie mam pojęcia, jak moglibyśmy połączyć te nasze postacie :D]

    OdpowiedzUsuń