I'll be anything you want, just tell me what you want and I'll be that.


Allie Collins
TAK NAPRAWDĘ ALLISON, ALE SIĘ NIE PRZYZNAJE

UZDROWICIELKA W SKRZYDLE SZPITALNYM | WYCHOWANKA AKADEMII MAGII BEAUXBATONS | FRANCJA | CZYSTA KREW | PATRONUS: WYDRA | BOGIN: WOLI NIE MÓWIĆ NA GŁOS | WIELBICIELKA QUIDDITCHA I WSZYSTKIEGO, CO ZAWIERA OWOCE | ZAWSZE ŁAŃCUSZEK NA SZYI


Pojawiła się nagle. Nikt nie wie, co robi ponownie w Anglii, skoro już jako mała dziewczynka przeprowadziła się do Francji.
Pojawiła się nagle. W Skrzydle Szpitalnym zapanował pedantyczny porządek, który w każdej chwili jest gotowy na przyjęcie kontuzjowanego ucznia.
Pojawiła się nagle. Zupełnie, jak nagle zniknęli jej rodzice, chociaż w wieku kilku lat nie zdążyła im się dobrze przyjrzeć. Babcia nigdy nie mówiła, gdzie się podziali. Zginęli, rozproszyli się w powietrzu, niczym te wszystkie choroby, które tak szybko nauczyła się leczyć. Przepadli. Z tej okazji nie patyczkuje się ze swoimi pacjentami, nie będzie szczebiotać i rozczulać się. Jest po to, by leczyć - tak ją przecież nauczono. Przez to skończyły się udawane stłuczenia, bóle brzucha wszystkich nieuków z Hogwartu, których Collins potrafi surowo karać. Nie rozumie nagłych przypływów samych wychowanków Gryffindora wypluwających ślimaki w zastraszającym tempie, w przerwach obwiniając Ślizgonów o rzucenie wywołujących zaklęć. Rywalizacja międzydomowa jest dla niej czymś dziwnym. Podziwia ją tylko w trakcie meczów quidditcha, kiedy to nigdy nie może zdecydować się komu kibicować.
Zdarza się jednak, że ciepły uśmiech rozkwita nagle na jej twarzy i jak przyjazna bakteria zaraża wszystkich wokół. To zazwyczaj efekt wyleczenia albo radości po udanym dniu, kiedy siedzi otulona kocem tuż przed kominkiem z kubkiem ciepłej herbaty. Wtedy jest wrażliwszą wersją siebie - surowej uzdrowicielki z Francji.

Pojawiła się nagle. Twierdzi, że w Paryżu nie trzyma jej już nic, od momentu, gdy babcia wypowiedziała ostatnie słowa. W Hogwarcie otrzymała tak bardzo potrzebną pracę i upragniony dach nad głową, a w Londynie szuka swych rodziców, którzy od dobrych kilkunastu lat nie istnieją już na tym świecie. Allie jednak uparcie stara się ich odnaleźć, nie zdając sobie sprawy z tego w co się pakuje i jak bardzo może się zawieść.

48 komentarzy:

  1. Biedni Gryfoni – na nic im w takim razie zaklęcie Furnunkulsa i nagła wysypka. Trochę tu ponuro u panny Collins, acz ciekawym jest, gdzie w gruncie rzeczy podziali się jej rodzice. Ale panna ucząc się we Francji na pewno liznęła trochę francuskiego, coby się dogadać z rówieśnikami. Bo i Cedar coś tam wyduka, jako że francuski jest drugim językiem w Libanie. A rozczulać się za dużo nie można, o! Cześć! Życzę Allie, by uśmiech gościł na jej twarzy właściwie zawsze, Wam obu wielu udanych wątków, a Tobie ogromnych pokładów weny. Bawcie się dobrze, a w razie chęci zapraszam!]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  2. [To szkoda, że nie będzie w stanie ich jednak odnaleźć. Jakaś iskra nadziei podpowiadała mi, że jednak żyją, a tu taka kiepska wiadomość. Mógłby się znaleźć jakiś powód, jeśli wpakowałybyśmy tutaj Gellerta, który mógł zabić kiedyś któregoś z dziadków/pradziadków Allie. Co prawda, ojciec Cedara unikał rozmów o czarnoksiężniku, bo się go bał tak, jak obawiał się, że Ced zostanie pochłonięty jego fanatyzmem do władzy – przypominał go z wyglądu, a to wystarczyło, by snuć takie przypuszczenia. Wystarczy, że nazwisko utrudniało mu żywot, przez co przyszedł własnie do Hogwartu, a nie do Durmstrangu. Niemniej jednak, Cedar pozyskał tę wiedzę na własną rękę. Mógł dowiedzieć się o zabitych przez Gellerta osobach; znalazłby na listach nazwisko Collins z okolicy 1945 r. Panna Collins pojawiłaby się w progach Hogwartu, a dodatkowo odwiedziła jego kanciapę prosząc o klucz – to dałoby mu do myślenia, że kobieta musi być z tamtymi Collinsami związana. Jeżeli wyjawiłaby mu tajemnicę o poszukiwaniach, mógłby jej pomóc, choć nie oskarżałby o ich zaginięcie Gellerta, bo ten siedział już wtedy w swoim Numergandzie. Mógłby powiedzieć jej o uśmierconym pradziadku i wspólnie snuć domniemania o losie jej rodziców. Mógłby jej opowiedzieć o nazwiskach, które wymieniłaś. I nawet przystosować do życia w progach Hogwartu, ot co. Ponieważ Ced pracuje dla Wizengamotu, z pewnością udałoby mu się coś pozyskać z archiwum, co naprowadziłoby ich na odpowiedni trop odnośnie jej rodziców.
    Nie popłynęłaś, pomysł jest naprawdę oryginalny, a przynajmniej ja nie miałam okazji prowadzić czegoś w tym stylu, więc jestem bardzo na tak!
    I dziękuję za słowa. Moja fascynacja Grindelwaldem wypłynęła z tego, iż jego postać wiąże się w wydarzeniami III Rzeszy –jakkolwiek to brzmi – a daty i nazwy są powiązane z II WŚ. Zresztą, wydaje mi się, że został zapomniany.
    Fajnie byłoby zacząć wątek od momentu z prośbą o klucz i odwiedzeniem Skrzydła Szpitalnego, natomiast poznać się mogli wcześniej, a mianowicie na rozpoczęciu roku – tak, by chociaż wiedzieli o swoich imionach i profesji w Hogwarcie. Bo reszta tej wzajemnej wiedzy o sobie wyjdzie nam wraz z idącą do przodu akcją, która rozwinie się samoistnie. :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  3. [Witamy cieplutko! Allie wydaje się być dużo chłodniejsza niż moja Ethel, aczkolwiek pewne poważne podobieństwo jestem w stanie oczywiście zauważyć. Skoro pojawiła się znikąd to moje grzebanie w przeszłości nic nie da, ale to nic takiego, bo oczywiście zapraszamy do siebie! Przyjmujemy wątki z otwartymi ramionami. A jeśli Ethel przyprowadzi do Allie jakiegoś biedaka i jako osoba po pracy w św. Mungu będzie miała odmienne zdanie na temat tego, jak można daną przypadłość wyleczyć, to może zrobi się nam małe spięcie?]

    Ethel Covel/Lucy Wood

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dzień dobry :) Coś czuję, że fajnie dogadałaby się z moim Mathiasem, więc zapraszam. Razem z pewnością uda nam się coś wymyślić :3 Życzę udanej zabawy na blogu, wiele owocnych wątków oraz tego, abyś została z nami jak najdłużej.]

    Adam/Mathias

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Cześć C: Fajna pani, dobrze, że nie pieprzy się z pacjentami. Uzdrowiciel to uzdrowiciel. Miłej zabawy i mnóstwa ciekawych wątków życzę! W razie czego zapraszam do siebie ;> ]

    Freddie

    OdpowiedzUsuń
  6. [No przyznam, że przydałaby się Mathiasowi osóbka, która wtargnęłaby w jego serduszko :D Nie narzucam, jednak, ani nie zmuszam, byś w to wchodziła jeśli nie masz ochoty na miłostki :) Twój pomysł jak najbardziej mi odpowiada :D]

    Mathias/Adam

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dzięki, sądzę, że gdybym zaczęła, to tylko polałabym bezsensu wodę, skoro akcja wychodzi od Allie :)]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A tak poza tym, pomyślałam sobie co do dalszych ich losów. Nie wiem, oczywiście, jak się zapatrujesz w zakresie relacji między tą dwójką, ale moim zdaniem takie wspólne poszukiwania z pewnością zrodzą między nimi jakąś bliską nić. Zresztą, sama zobaczysz jaki jest Cedar dla osób "szczególnych" ;) Po odnalezieniu pierścionka/bransoletki i napomknięciu przez Allie o rodzicach, Ced mógłby ją wyciągnąć na Wieżę Astronomiczną; do Trzech Mioteł; gdziekolwiek, gdzie udałoby się im porozmawiać i zwyczajnie podpytać o rodzinę (przy okazji ja poznam historię Twojej bohaterki :>) i o jej życie. Z pewnością byłby ciekaw, dlaczego trafiła do Hogwartu. Kolejnym tropem do odnalezienia rodziców mogłaby być księga, którą wygrzebaliby z któregoś działu biblioteki – w niej mogłyby być zapisane nazwiska osób, które brały udział w Bitwie o Hogwart. Albooo, znaleźliby też stary numer Proroka Codziennego, który mógł wspomnieć o jej rodzicach na krótko przed bitwą. I nawet Prorok mógłby coś wspomnieć o św. Mungu – a choć tam nie znaleźliby (być może) żadnych informacji, to przynajmniej sprawdziliby historię przyjęć. Grindelwald następnie skorzystałby z listy skazanych, którą wydobyłby z Wizengamotu i z listy poszukiwanych, na których nazwiska Collins także brak. Ale! Obaj przejrzeliby tę listę na wylot i wyszłoby na jaw, że któryś Śmierciożerca miał na koncie zabójstwo pana i pani Collins. Teraz pozostałoby znaleźć grób – nad tym jeszcze nie myślałam :) Oczywiście, to luźne pomysły i do modyfikacji :)]

      Cedar Grindelwald

      Usuń
  8. [Bliska więź, oczywiście, w granicach Twoich chęci - nie narzucam niczego z góry. Pomyślałam, że trochę czasu wspólnie nad tym zadaniem spędzą, co automatycznie zgotuje im pozytywne relacje :) Ale ok! Małe mejsce na pochówek będzie fajnie do wszystkiego pasować. Dogadamy już w trakcie, co i jak z przyjaciółmi (do których zapewne trafią w trakcie poszukiwań) i z dochodzeniem do nagrobków. Zapowiada się ciekawie! :D]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zauroczenie tak jak powiedziałaś nie pasuje do Rathmanna ;3 Jedyne zauroczenie jakie może żywić, to do samego siebie, haha :D Romans, gruntowny romans. Nie wymagam big love, choć przyznam, że nie pogardzę, bo nie każdemu to pasuje ;) I tak, tak wymyślona przez Ciebie historia jak najbardziej niech pozostanie :3 Ogólnie z Allie mógł już zamienić parę dobrych słów, popastwić się nad uczniami, któzy chcieli wymusić podstępem zwolnienie z lekcji i wgl. A teraz...teraz w sumie Mathias mógłby być pacjentem. Złamana ręka czy coś. O! W jednym z wątków Rathamnn został ranny przez wilkołaka. Można to wykorzystać. Słaba jestem w wymyślaniu xd Ale ogólnie chodzi mi o to, by spędzili nockę w Skrzydle i tak jakoś odkryją to co łączyło ich kiedyś :) Collins przysiądzie się do niego, gdy ten nie będzie mógł zasnąć i wgl.]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Witam!
    Mnie tutaj wcześniej nie było, chyba mi umknęła karta... A szkoda, bo bardzo ładnie napisana. Podoba mi się Twój styl, a historia postaci intryguje. Chciałabym dowiedzieć się więcej.
    Jeśli masz ochotę na jakiś wątek, to zapraszam do siebie.]

    Nymphaea Shadow

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ethel to jedynie taka bliska osoba, przyjaciółka, nic więcej, więc jak najbardziej można zostać przy tym o było ustalone :)]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  12. Mathias był dziś pogrążony we wcale nie tak małej frustracji. Wszystko zawsze szło nie tak jak chciał tego Mathias. Nauczył się, że życie skazało go na wieczną porażkę oraz życie w niepewności. Stale odsuwa od siebie ludzi nie chcąc się do nikogo przywiązywać, by potem nie przeżywać kolejnego rozczarowania. Zerwał kontakty z pozostałymi członkami rodziny, a w zasadzie to oni zerwali wszelaki kontakt z nim zaraz po tym jak wydał własnych rodziców, narzeczoną oraz część rodzeństwa w ręce Ministerstwa, gdy ci w szeregach Mrocznych przegrali wojnę. Po dziś dzień jest mu za to wstyd i żałuje, cholernie żałuje. Stracił miłość swojego życia, co przeżywa każdego dnia na nowo stale uciekając przed czyhającym na jego życie starszym bratem pragnącym zemsty. Hogwart był dla niego swoistym schronieniem, które nieco zagłuszyło jego ból, jednak nie zlikwidowało męczących go co noc koszmarów. Grono nauczycielskie przyjęło go niezwykle ciepło, jednak uczniowska społeczność od razu nie polubiła. Ci co lepiej go znali wiedzieli, że Mathias do rozmownych nie należał i lepiej było go nie denerwować jeśli nie chciało się mieć zepsutego całego dnia, a w najgorszym wypadku całego roku szkolnego. Miał swoje zasady i morale, których sztywno się trzymał i nie należało ich kwestionować. Idąc przez korytarz mogło się wydawać, że niektórzy uczniowie wstrzymywali oddech na jego widok obawiając się, że zaraz do czegoś się doczepi, jednak ten kto chciał umiał żyć dobrze z profesorem Rathmannem. Wystarczyło nie odpuszczać jego zajęć, systematycznie odrabiać prace domowe, a co najważniejsze nie spóźniać się, nawet nie wymagał ciągłego siedzenia z nosem w książkach. Jeśli te wszystkie warianty zostały spełnione można było liczyć na szczery uśmiech ze strony Mathiasa, który był zmienny jak babka w ciąży.
    Szczerze wierzył w to, że spacer bo błoniach pomoże mu nieco odetchnąć oraz uwolnić się od uporczywych myśli, jednak jak na złość musiało znowu się coś spieprzyć. Samego spotkania z wilkołakiem nie pamiętał. Wszystko dosłownie wyparowało. Nic do niego nie docierało, nawet po przeniesieniu do Skrzydła Szpitalnego. Dopiero późnym wieczorem odzyskał świadomość, a w jego głowie zagościły pojedyncze urywki z feralnego wydarzenia, którego go dotknęło. Ruch nawet najmniejszym palcem sprawiał mu ból. Przesunął powoli koniuszkiem języka po spierzchniętych wargach i odwrócił głowę słysząc, że nie jest sam. Ujrzawszy uzdrowicielkę przez chwilę się w nią wpatrywał aż ich spojrzenia się spotkały.
    - Chyba już się wystarczająco wyspałem – zaśmiał się słabo, jednak zaraz tego pożałował, gdy poczuł rwanie w zabliźniającej się ranie. Wziął głęboki wdech, pozwoliwszy kobiecie dotknąć swojej twarzy. Przymknął powieki, a ból nie okazał się zbyt wielki. Otworzył powoli oczy i ponownie pokierował bystre spojrzenie w jej stronę. Musiał przyznać, że była niezwykle kobieca, a jej delikatna uroda, dodawała jej uroku.
    - Mogłabyś mi podać wodę?


    [Mam nadzieję, że nie zwaliłam ;3]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  13. [Zastanawiałam się, czy trafiać w młodszych, ale ostatecznie poszłam w bardziej dorosłą postać. Nie wiem, może dlatego, że osiemnastolatkami zdążyłam się już nagrać. Poza tym mam jakiś wewnętrzny uraz do łajz życiowych, więc wspomniana pewność siebie jest dla mnie dość ważna!
    Strasznie urocze jest nie-bycie Allie fanką żadnego z domów. Z tym się jeszcze nie spotkałam.]

    Francis

    OdpowiedzUsuń
  14. Cedar postanowił wykorzystać chwilę spokoju na własne widzimisię, jako że w ostatnim tygodniu nie miał nawet czasu, by zagotować na ogniu liści piołunu do wyważenia świeżej nalewki, której potrzebował szczególnie podczas rannego wstawania. Zazwyczaj stale był w ruchu. Łaził korytarzami, zgarniał machnięciem różdżki okruszki pozostawione na posadzce przez uczniów, podlewał kwiaty, kończąc zwykle na Wieży Astronomicznej, i karcił młodzież za głupie zachowanie, które po rozpoczęciu roku w nadmiarze spotęgowało ich głowy. Zdarzało się, że był surowy, jednak nie na tyle, by chwytać wszystkich za fraki i wieszać pod sufitem, jak jego poprzednicy – za młodu sam nie był święty i wielokrotnie złamał zasady, ba! Wyleciał z koła zielarskiego za zwinięcie z cieplarni kilku pędów pewnej rośliny, potrzebnej mu do eliksiru, o którym przeczytał w księgach po ciotce Bathildzie. A te były przekleństwem i pakowały go w kłopoty, niemniej jednak, zawsze starał się z nich wyplątać – chociażby sposobem na piękne oczy, których błękit w niektórych przypadkach dawał sobie radę. Bo tak, jak z czystym angielskim miał problem, tak z mową ciała przeciwnie; być może dlatego to na niej tylko polega.
    Od jakichś dwóch godzin siedział w swoim skromnym biurze, będącym również jego małym azylem, zastępującym dom w rodzimym Libanie. Odrobinkę go nawet przypominał, ze względu na graty, które Cedar przywiózł ze sobą dokładnie rok temu, a choć z połowy nie korzystał, żył w przeświadczeniu, że mogą się jeszcze kiedyś przydać. Może poza starożytną skamieniałością wodnego stworzenia, którą przywiózł z Byblos – trzyma ją ze względu na historię, która głosi, że na bliskim wschodzie miało miejsce kilka magicznych intryg.
    Słońce niemrawo przebijało przez gęste chmury, rzucając kilka słabych promieni na okno. Grindelwald zerkał od czasu do czasu na rozpościerający się w oddali las, po czym wracał wzrokiem do szkicownika, nad którym siedział od dwudziestu minut. Nie uwieczniał na kartce żadnego z wymalowanych za szybą pejzaży – kończył swój ostatni twór, wyciągnięty z głowy i wspomnień, którymi wypchał znaczną część mózgu, kiedy miał lat naście i odrobinę więcej. Już podczas nauki w Hogwarcie sięgał po ołówkowy grafit i szkicował na marginesach ksiąg rozmaite wzory, które choć profesorom się podobały, były oznaką, że panicz Grindelwald nie słuchał ich monologów. Bardzo ważnych monologów.
    Upił łyk białej herbaty z dodatkiem granatu, po czym echem rozległ się odgłos pukania. Cedar, cieszący się chwilą wytchnienia, zbagatelizował osobę stojącą po drugiej stronie wrót i wrócił skupieniem do cieniowania. Był specyficzny, a jeśli temu komuś po tamtej stronie zależy – nie odejdzie po pierwszej próbie. Zresztą, wielokrotnie zdarzało się, że uczniowie robili mu psikusa pukając, a następnie uciekając ile sił w nogach, i Cedar wyjrzawszy przez próg, witał jedynie murowaną podłogę. Od tamtej pory reagował dopiero za którymś razem.
    Tym razem także podniósł się z krzesła dopiero wtedy, kiedy pukanie po raz drugi rozległo się po drewnianych drzwiach biura. Ściągnąwszy brwi w wyrazie lekkiego zniesmaczenia, przekręcił kluczyk w drzwiach i uchylił je w swoją stronę. Zlustrował spojrzeniem kobietę, powróciwszy wzrokiem na wysokość jej oczu.
    — Oby to było coś ważnego — rzekł niezbyt wysokim tonem, mimo że Allie stała nieco dalej. Był świadom, że przenikliwa cisza dekorująca korytarz, tak czy siak idealnie przeniesie dźwięk głosu. Zerknął przy okazji w obie strony, by zbadać najbliższy teren.

    [Wybacz za opóźnienia!]

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wszystko w porządeczku, niczym się nie przejmuj, ja też mogłam dopytać, a gdzieś mi to z głowy wyleciało. Ja z przyjemnością zacznę, potrzebowałam tylko jako-takiego potwierdzenia :)]

    Ethel

    OdpowiedzUsuń
  16. Mathias wiele razy miał wrażenie iż kobieta była mu zdecydowanie bardziej znajoma, niż mogło się obojgu wydawać, jednak ni w ząb nie umiał doszukać się w swojej pamięci czegoś co pozwoli mu na dokładnie zorientowanie się skąd taka myśl się wzięła. W końcu zaczął sądzić, że się pomylił, jednak dzisiejszej nocy owe myśli znowu powróciły, a on wręcz miał ochotę dać sobie odciąć dłoń, że ich znajomość wykraczała poza granice Hogwartu, jednak coś nie pozwalało mu się dopytać, dowiedzieć się czegoś więcej o kobiecie. Z wdzięcznym spojrzeniem przyjął szklaneczkę z wodą i przez chwilę miał ochotę się podnieść, gdyż okropnie nie lubił mugolskich wynalazków, ale znał Allie, znał jej podejście do niesfornych pacjentów, więc wolał nie potęgować swojego złego samopoczucia oraz szargać nerwów uzdrowicielki, więc ostatecznie pociągnął parę większych łyków za pomocą słomki, co przyniosło mu niemałą ulgę. Odstawiwszy szkło na posprzątaną szafkę, ułożył wygodnie głowę na poduszce, przymykając przy tym na moment powieki.
    - Nie z takich już opresji wychodziłem, więc z tego tez pewnie szybko się wyliżę – wydukał cicho, poprawiając kołdrę, którą był okryty. Nieco bolała go głowa i naprawdę nie lubił tego miejsca, co nie poprawiało jego samopoczucia. Gdyby na miejscu All stała inna osoba już dawno Rathmann wywalczyłby powrót do swojego pokoju, jednak cóż Collins należała do godnych przeciwników. Mathias ośmieliłby się jej przeciwstawić, tak jak robił to nawet ku najbliższym, jednak senność, która brała nad nim górę sprawnie wyciszała w nim chęć ucieczki.
    - Jak się czuję? – uniósł brew ku górze i zacisnął usta w wąski paseczek. – Tak jak wyglądam. Boli mnie głowa, w zasadzie wszystko mnie boli i trochę mnie mdli, ale tragedii nie ma – zmusił się na lekki uśmiech. Nigdy się nad sobą nie użalał, przyjmował ciosy na klatę, chodził z uniesioną głową, a uczniów mierzył jedną miarą. Mathias nie miał pozytywnej opinii wśród grona uczniowskiego, jednak Niemiec nie przybył do Hogwartu, by zdobywać wielbicieli, przybył tutaj, aby dzielić się zbieraną przez lata wiedzą, która w obecnym świecie, dla nowego pokolenia czarodziejów była jedynym biletem ku lepszej przyszłości.
    - Wyglądasz na zmęczoną. Powinnaś się przespać, ja sobie jeszcze chwilę tak poleżę i też pewnie zasnę – mruknął nie chcąc, by siedziała przy nim na chwilę. Nie był przyzwyczajony do opieki ze strony drugiej osoby, nawet w pewnym stopniu, zaczynało go to krępować, jednak z drugiej strony obecność Allie była bardzo miłym i godnym jakiejkolwiek uwagi towarzystwem.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  17. To krótkie, acz intensywne spojrzenie ze strony Ceadra, było czymś w rodzaju szybkiej oceny. Oczywiście, Grindelwald nie wyciągał wniosków na podstawie wyglądu, będąc przeświadczonym, że aparycja bywa złudna, jak obietnice, jednak to wzrok był pierwszym bodźcem, dającym mu możliwość zrozumienia tego, z kim przyszło mu rozmawiać. Gdyby po drugiej stronie stał ktoś, przez kogo byłby zmuszony poświęcić osobisty czas na głupoty, prawdopodobnie zatrzasnąłby drzwi, nie wydobywając z ust żadnego dźwięku. Jednak panna Collins nie odwiedzała Cedara na tyle często, by mógł uznać jej wizytę za zbędną, toteż w akcie dobrej woli wciąż stał w progu, słuchając tego, co ciemnowłosa ma mu do powiedzenia. I tak – na pierwsze pytanie odpowiedziałby „uważam”.
    Odkąd jego buty sponiewierały magiczny świat, a życie skoncentrowało się na rzeczach niezwykłych, Cedar okrył się pokładem apatii i dystansu, którym odgradzał wszystkich nieznajomych. Był pierwszym od strony Grindelwaldów, który pojawił się w Hogwarcie – panowie zawsze trafiali w szeregi Durmstrangu, lecz po sławie jaką okrył się Gellert, nazwisko to działało na tamtejsze rody, jak płachta na byka. W Hogwarcie było niewiele prościej, bowiem w Szkocji zła sława także wisiała w powietrzu, od czasu do czasu wracając na salony – wielokrotnie chciano wykorzystać Cedara do własnych celów, nie wspominając o krzywych spojrzeniach, które dla mężczyzny stały się z biegiem czasu czymś naturalnym; te ciepłe zazwyczaj były dla niego podejrzliwie, bo kto byłby skłonny darzyć sympatią krewnego mordercy?
    Po skończeniu szkoły – można rzec – było jeszcze gorzej. Przynajmniej z punktu widzenia osób trzecich, bo Cedar przyzwyczaił się do życia z łatką, jaką przypiął mu po narodzinach los. Prawdopodobnie nie dano by mu szansy w gwardii Ministerstwa, gdyby nie staż w Szwajcarii, który ostatecznie pozwolił mężczyźnie zrealizować się pod szyldem dostojnego Wizengamotu. O powrocie do zamku nawet nie myślał... Cóż, w każdym razie do momentu, w którym zlecono mu pewne zadanie.
    Zawiesiwszy na kobiecie szablonowe, proste spojrzenie, przyglądał się spostrzegawczym wzrokiem, analizując przy okazji usłyszane słowa – cień uśmiechu udekorował na sekundę twarz Grindelwalda, po czym znów przepadł w śniadej karnacji, na której ukryło się kilka, prawie niezauważalnych zmarszczek. Nie podejrzewał, że ton jego głosu był w stanie wykrzesać w pannie Collins iskrę poddenerwowania, choć wyczytawszy ją w oczach, i pozie obronnej, nie zamierzał dolewać oliwy do ognia. Alile, mimo wszystko, wyglądała na osobę, której rzeczywiście potrzebna pomoc, a Cedar, zgodnie z obowiązkami, które przyjął zasiedlając stołek woźnego, powinien taki klucz odnaleźć. A sama prośba rzeczywiście brzmiała dość zabawnie, nawet, jeśli Cedar sprawiał wrażenie obojętnego.
    — Ludzie mają tendencje do pojawiania się w najmniej oczekiwanych momentach — rzekł krótko, postąpiwszy krok do tyłu. Na kilka sekund znikł za drewnianymi drzwiami, nie zamykając ich do końca. Wyciągnąwszy z szuflady dwa pęki bliżej nieokreślonych kluczy, dopił ostatni łyk herbaty i wyszedł na korytarz, zamykając drzwi od biura na oba zamki, które niegdyś zamontował w nich Argus Filch. Na szczęście, w biurze nie unosił się już zapach smażonej ryby, jak wcześniej, choć aura złego woźnego wciąż dyndała nad biurem, przypominając wszystkim o urzędującym tu niegdyś charłaku.
    — Ale są też tacy, którzy trafiają w całkiem przyzwoitym momencie — spojrzawszy na kobietę, udał się w kierunku Skrzydła Szpitalnego — Któryś na pewno pasuje — wyjaśnił, przenosząc spojrzenie na różnej maści klucze, od lat nie używane w tutejszych progach. Było ich sporo, aczkolwiek każdy z nich miał podporządkowane drzwi. Drzwi, których w Hogwarcie było od groma.

    Cedar Grindelwald

    OdpowiedzUsuń
  18. [Och, bardzo się cieszę, że dostrzegłaś pod ironiczno-kpiarską powłoką smutek bijący od Olgierda. <3 I dziękuję serdecznie za przemiłe słowa, a wygląd karty możesz kojarzyć – pewnie dlatego, że wszystkie moje karty (od NYCa, przez ST po HK i miliony innych blogów, po których przeszłam) wyglądają tak samo. : D Obiecuję, że będę grzeczną autorką i piękny Mads nie będzie żałował, że został buźką mojego kretyna! Pozwoliłam sobie przyjść do Allie (nie tylko ze względu na Rachel), ale także na jej profesję – jednak jest szefową (w pewnym sensie) mojej żeńskiej postaci, prawda? Nie wiem, jak na siebie nie trafiłyśmy, ale możemy coś w tym temacie pokombinować. ;]

    OLGIERD ERETEIN i pielęgniarka Vera

    OdpowiedzUsuń
  19. [Owh, dziękuję. Obie Twoje karty też są śliczne i bardzo spójne.
    Nie lubię rzucać się na wątki bez dobrego pomysłu, więc na razie tak to pozostawię, ale w razie czego obiecuję się odezwać!]

    Axel

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oh, bardzo ci dziękuję za te miłe słowa! :) A ja chętnie przychodzę na wątek do Allie, bo moja kochana Rachel (<3), a i postać bardzo przyjemna! Nawet jeśli na co dzień jest surowa :D Gabriel może jednak znać ją z tej wrażliwszej strony, a kiedy wpadałby do Skrzydła Szpitalnego (żeby ją odwiedzić, albo się o coś spytać, czy chociażby poprosić o kolejną buteleczkę eliksiru nasennego) zapewne starałby się łagodzić tę jej surowość wobec uczniów ;)]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  21. Zmarszczył czoło, gdy okazało się, że kobieta podziela jego zdanie. On sam wpatrując się w nią w poszukiwaniu najmniejszego szczegółu, który mógłby mu zdradzić kim ta osóbka tak naprawdę jest i dlaczego ma wrażenie, że już ją gdzieś widział, zastanawiał się nad tym dlaczego mimo tak silnego odczucia, w jego głowie była jedna wielka pustka. Miała cudowne oczy i to mógł przyznać otwarcie, idealnie zarysowany kształt wargi, na pierwszy rzut oka miękkie, lśniące włosy. Choć za pewne większość ludzi nie spostrzegała jej w ten sposób z powodu dość ostrego charakterku, jednak Mathias im dłużej się jej przypatrywał, tym bardziej czuł, że jest mu coraz bardziej bliska. W zasadzie to nie chciał, by się stąd ruszała, ale tak po ciężkim dniu zdecydowanie potrzebowała odpoczynku, należało się jej. Zacisnął usta w wąski paseczek, gdy usłyszał jej słowa tkwiąc w głębokim zamyśleniu.
    - Nie tylko ty masz takie odczucie – odezwał się wreszcie, przerywając przy tym narastającą ciszę. Moje oboje wreszcie do czegoś dojdą i uwolnią się od dość natrętnych myśli? Poruszył przy tym zabawnie brwiami i ponownie czując cholerną suchość w gardle, sięgnął ostrożnie po kubeczek. Rzeczywiście, dzięki plastikowej słomce piło się znacznie lepiej, a zakres ruchów był niewielki, co sprzyjało jego ranę. Każdy gwałtowniejszy ruch, działał na jego niekorzyść. Naciągnął na siebie koc, gdy zrobiło mu się cholernie zimno.
    - Czy mogę Cię po raz kolejny wykorzystać? – zapytał, a kąciki jego ust drgnęły ku górze. – Przyniosłabyś mi koc? – wyjaśnił wreszcie o co chodzi. Nie lubił marznąc. Tak bardzo tęsknił za swoim ukochanym kominkiem w swoim pokoju. Momentami rana dość intensywnie go rwała, a trzęsące się ciało z powodu niskiej temperatury wcale mu niczego nie ułatwiało. Skrzywił się nieco. Miał wrażenie, że sprawką spadku dobrego samopoczucia był gorączka, która zaatakowała go w najmniej oczekiwanym momencie. Przymknął powieki, które uchylił dopiero, gdy poczuł dodatkowy, przyjemnie pachnący materiał koca, układany wprost na nim.
    - Dziękuję – wydukał w zupełności szczerze, pozwalając sobie nawiązać z kobietą kontakt wzrokowy. – Dałbym sobie dosłownie rękę uciąć, by dowiedzieć się skąd ja Cię znam – dodał po chwili, chwytając ją delikatnie za nadgarstek, by jeszcze chwilę przy nim posiedziała. Myśli były zbyt uporczywe, by mógł zostać z nimi sam na sam, choć tak naprawdę powinien już dawno spać.
    - Nie masz ze mną lekko, co? Ale nie martw się. Już niedługo się stąd zmyję i będziesz miała święty spokój – wymamrotał, odgarniając z twarzy kosmyki włosów, które przesunęły się na jego czoło.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  22. [Hm... Ciężko będzie im się dogadać ze względu, że mój Quentin jest bardzo szaloną osobą, zaś Allie wydaje się bardzo spokojna. Ale spróbujmy, może wyjdzie coś ciekawego :). Jakiś pomysł?]

    Quentin

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie miał serca jej dłużej przy sobie trzymać. Widział jak bardzo była zmęczona, tak wiele się napracowała, a mimo to chciał, by jeszcze przy nim siedziała. Nie umiał odesłać jej ponownie do jej pokoju, by porządnie wypoczęła. Im dłużej wpatrywał się w jej uroczą twarzyczkę, tym bardziej był pewien, że to dość wyjątkowo osoba, która pojawiła się w jego życiu dawno temu, a jej powrót nie jest przypadkiem. Koc przyniósł mu ulgę. Przyjemnie ciepło, rozlało się po jego ciele zaś powieki stały się jeszcze cięższe. Senność powoli brała nad nim górę.
    - Pewność siebie, to mógł odwieczny towarzysz – zaśmiał się, posyłając jej wesoły uśmiech, który na twarzy Niemca, można było zobaczyć niezwykle rzadko. Rzeczywiście sam czuł, że tak szybko nie wywinie się spod opieki uzdrowicielki, gdyż rana po masie eliksirów nadal go rwała, a zwykłe kaszlnięcie czy nawet ruch dłonią, sprawiało, że dyskomfort, jedynie się powiększał, na co nie miał zamiaru się skarżyć. Nie należał do grona osób, które się nad sobą użalają, czy panikują przy każdym najmniejszym urazie. Poboli i przestanie.
    Wyraźnie się zamyślił słysząc jej pytanie. Wszelakie niedopowiedzenia w jego głowie na temat kobiety, zaczęły coraz bardziej się rozjaśniać. Czuł, że jest mu bliższa niż dotychczas mogło się mu wydawać. Po części widział w niej rezolutną, zawsze roześmianą dziewczynkę z dwoma uroczymi warkoczykami. Cholera, to było tak bardzo realistyczne. Odruchowo odgarnął jej z twarzy zbłąkany kosmyk włosów.
    - Jak się bawiliśmy? Zwykle były to przeróżne konkursy. Najbardziej zapadło mi w pamięci łażenie po drzewach i krzyk mojej matki, gdy spadłem z jednego z nich, nabijając sobie przy tym ogromnego guza i łamiąc obojczyk. Wtedy dostałem szlaban na równy tydzień. Często również wymykaliśmy się do lasu, gdzie bawiliśmy się w obozy przetrwania, lub opowiadaliśmy sobie zmyślone historie. – odpowiedział wyraźnie rozmarzony. Tamte czasy były cudowne, pozbawione codziennej rutyny, pełne optymizmu oraz niekończącej się zabawy. Człowiek nie martwił się tym, co się wydarzy, co nastąpi jutro. Nie miał zmartwień, żył chwilą. Skupiał się tylko i wyłącznie na zabawie, zasypiał każdego wieczoru spokojnie w łóżku, nie mając żadnych zmartwień.
    - Potem jakoś wszystko zaczęło się psuć. Moi rodzice zachowywali się dziwnie. Moi rówieśnicy oddalali się ode mnie. Nie byłem świadom tego, kim tak naprawdę są moi rodzice. Niewiele wtedy o tym wiedziałem. Doszło do tego, że rodzice innych dzieci zabronili się im ze mną bawić. Zostałem sam i tak jakoś pozostało do dziś. Nie uciekam od samotności, wręcz przeciwnie, sam w nią brnę, starając nie angażować.
    Zamilkł na moment i zacisnął usta w wąski paseczek, by chwilę później przenieść bystre spojrzenie na twarzyczkę Allie.
    - Lepiej Ty opowiedz mi coś o swoim dzieciństwie.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  24. [O, o rany, aż nie wiem, co powiedzieć. Jest mi niezmiernie miło, bardzo dziękuję za tak urocze, piękne i podnoszące mniemanie o sobie samej słowa! Lubie wykorzystywać niezbyt oczywiste i niekonwencjonalne motywy, choć, szczerze powiedziawszy, bałam się, że przeholuję. No, ale najwidoczniej nie jest źle. c:
    Jeszcze raz bardzo dziękuję!]

    Sweeney Lestrange

    OdpowiedzUsuń
  25. Słuchał jej uważnie, a z każdym kolejnym słowem, rozpoznawał w niej uroczą dziewczynkę, z dwoma warkoczykami, które zawsze musiał dotykać w zaczepnym geście. Wspomnienia uderzyły w niego ze zdwojoną siłą. Nawet te już dawno zapomniane, rozjaśniły się w jego pamięci, tworząc cudownie, przyjemne obrazy, które sprawiały, że Mathias nawet się uśmiechał. Jaki świat był mały.
    Profesor był pewien, że siedząca obok niego Allie, to właśnie ta osóbka z jego dziecinnych wspomnień. Poprawił się nieco na poduszkach, a gdy tylko wspomniała o swoich rodzicach, pogłaskał delikatnie jej dłoń w geście wsparcia i odrobinę w geście zrozumienia, gdyż sam stracił rodziców, choć związana z tym jego historia była zupełnie inna.
    - Moi rodzice byli poplecznikami Czarnego Pana. Gdy sąsiedzi zaczęli się domyślać, wtedy się wszystko zaczęło. Traciłem kolegę za kolegą, koleżankę za koleżanką. Nie rozumiałem co się działo, nie byłem świadom kim są moi rodzice. Widziałem w sobie błąd. Sądziłem, że to moja wina. Z biegiem lat, nie angażowałem się w żadne bliższe znajomości, nie było sensu – odpowiedział i zacisnął na moment usta w wąski paseczek, tkwiąc wyraźnie w głębokim zamyśleniu. – Mama często ubierała mnie w spodenki z szelkami, miałem ich mnóstwo. Do tego zawsze zakładała mi czerwoną czapkę, którą gubiłem tyle razy, że aż trudno policzyć. Nigdy jej nie lubiłem – dodał, a na jego twarzy wykwitł nieco szerszy uśmiech niż zwykle. Musiał przyznać, że nigdy z nikim nie rozmawiał na ten temat, ani w tak swobodny sposób, potrzebował tego, naprawdę tego potrzebował.
    - Uśmiechnij się – poprosił. Lubił jej uśmiech, dodawał jej kobiecości oraz uroku. Nie chciał, by się smuciła. Przetarł twarz dłońmi i cicho westchnął.
    - Gdy stąd wyjdę, zabieram Cię do Hogsmeade, do knajpki mojego znajomego, nie pożałujesz – oznajmił zdobywając się na weselszy ton. W końcu go poskładała, z dnia na dzień będzie lepiej, więc czuł się w obowiązku jakoś się odwdzięczyć, poza tym nie ukrywał, że z chęcią spędziłby z nią znacznie więcej czasu.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  26. Cały ten tydzień minął mu cholernie szybko. Choć nie lubił wszystkiego co związane z medycyną, to było mu trochę żal, że musi opuszczać to miejsce. Codzienne rozmowy z uroczą uzdrowicielką, która wywarła na nim niemałe wrażenie, sprawiły, że będzie mu tego brakowało. W końcu każde z nich ma swoje obowiązki, a wieczorami za pewnie oboje padają ze zmęczenia i marzą jedynie o śnie. Lubił ciepły, spokojny ton jej głosu, dotyk delikatnych aczkolwiek stanowczych i precyzyjnych dłoni. Nawet widok jej oczu sprawiał, że Mathias czuł się dziwnie, naprawdę dziwnie, ale przyjemnie. Więc, gdy tylko ponownie zjawiła się obok niego, obdarzył ją ciepłym uśmiechem.
    - Dzień dobry – odparł i powoli przeszedł do pozycji siedzącej, uważając na jeszcze odrobinę doskwierający mu ból. Nie lubił zmian opatrunku i wcale się z tym nie krył, jednak ostatecznie pozwolił na wszystko kobiecie, by uniknąć niepotrzebnego zbesztania i oberwania po uszach.
    - Czy ja wiem czy taki wyczekiwany? Po części tak, ale z drugiej strony bardzo odpowiadały mi nocne rozmowy z Tobą – rzucił i zruszył lekko ramionami, a gdy tylko dostał swoją szatę, czyściutką i pachnącą z zadowoleniem wdział ją na siebie i odnalazłszy Allie, delikatnie i z wyczuciem ją objął, a następnie obrócił się wokół własnej osi, pociągając ją za sobą.
    - I jak się czuje Pani ze świadomością, że poskładała najbardziej znienawidzonego przez uczniów nauczyciela Hogwartu? – zapytał i zaśmiał się cicho. Spojrzał jej w oczy, nadal po części nie wierząc, że to ta sama mała Allie, z którą tak bardzo rozrabiał w dzieciństwie, a jednak miał żywy dowód tuż przed sobą. Jednak świat jest mały, a życie potrafiło zaskakiwać.
    - A odpowiadając na Twoje wcześniejsze pytanie, to zabierając Cię do Hogsmeade, potraktuj to jako przyjacielski wypad w celach rozrywkowych! Mury Hogwartu choć są piękne i można się w nich zakochać, to jednak są monotonne i mała zmiana otoczenia, dobrze nam zrobi.
    Nie chciał jej do niczego zmuszać, jednak miał skrytą nadzieję, że ta jednak się zgodzi i będą mogli spędzić ze sobą kolejne godziny przy kieliszku czegoś mocniejszego na bardziej stabilnym gruncie, gdzie nie będą musieli się martwić, że ktoś zaraz im przerwie lub zostaną podsłuchani.
    - Będę czekał na Ciebie na dziedzińcu, godzinę po kolacji – oznajmił i ruszył w kierunku wielkich drzwi wyjściowych, które nim za sobą zamknął krzyknął – Miłego dnia!

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  27. [Cześć! Dziękuję i fajnie, że Neville się podoba. To moja pierwsza postać kanoniczna i zabierałam się do niej jak pies do jeża. Kiedy zobaczyłam, ze go tu brakuje to z miłości do Longbottoma postanowiłam go poprowadzić. Mam nadzieję, że nie wyszedł najgorzej :)
    Wątek chętnie jakiś stworzę, ale przychodzi mi do głowy tylko połączenie ich poprzez pracę. Jako dobry dyrektor mógłby ją wprowadzić nieco w tradycje i tajniki Hogwartu, których zdaje się do końca nie rozumieć :)]

    Neville

    OdpowiedzUsuń
  28. Sam nie lubił zimna, cholernie go nie lubił, jednak nie zamykał się w czterech ścianach swojego pokoju i wychodził jak najczęściej, by nie oszaleć przez codzienne widoki tych samych korytarzy, twarzy i innych monotonnych czynności, jakie działy się każdego dnia. Musiał przyznać, że przez chwilę Allie nie pojawi się w umówionym miejscu, jednak na jego twarz wkradł się delikatny uśmiech, gdy tylko ją zobaczył. Kiwnął głową i poprawił szalik, który owinięty był wokół jego szyi.
    — Nie przepraszaj, spokojnie nie czekałem na Ciebie długo — odpowiedział zgodnie z prawdą, a jego uśmiech znacznie się powiększył. Gdy tylko wyszli z terenu Hogwartu, policzki zaczynały mocno szczypać, a mróz uparcie przebijał się przez warstwę ich ubrań. Objął ją opiekuńczo ramieniem na wysokości łopatek i delikatnie pogładził, by nieco zrobiło się jej cieplej. Jemu samemu robiło się cieplej, na myśl, że mogą być tak blisko siebie. Oświetlał im drogę różdżką, by ominąć ewentualnego potknięcia się o własne nogi lub przeszkody ukryte pod warstwą śniegu.
    — Męczący dzień? — zapytał Mathias przerywając przy tym narastającą ciszę. On sam nie narzekał na przebieg dzisiejszego dnia, mimo wielu obowiązków, które musiał wreszcie zapiąć na ostatni guzik. Nieco pobolewał go jeszcze brzuch, jednak sądził, że jest to normalny objaw w dosłownie końcowej fazie gojenia się rany, której nabawił się podczas starcia z wilkołakiem. Dostrzegł jej zmarznięte dłonie, które mimo kieszeni najbardziej ucierpiały.
    — Będzie Ci cieplej — stwierdził oddając jej swoje rękawiczki, które starannie wsunął na jej drobne dłonie. Chwilę później weszli na główną uliczkę miasteczka, a Rathmann ponownie odwrócił głowę w jej stronę.
    — Masz ochotę na coś konkretnego czy jednak wolisz postawić na mój wybór? — zapytał, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Cóż może i nie był za bardzo błyskotliwy pod względem wyboru miejsca, jednak był pewien, że będą mogli nabyć w nowym lokalu pyszny kubek gorącej czekolady z dodatkiem bitej śmietany, polanej dużą ilością syropu o smaku karmelu.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  29. Nie chciał jej trzymać dłużej na zimnie, dlatego też objął ją nieco pewnie i z delikatnym skinieniem głowy, pociągnął w stronę nowo otworzonego lokalu, który już od wejścia robił wrażenie. Przepuścił młodą kobietę w drzwiach i jak na prawdziwego dżentelmena przystało, wziął od niej płaszcz, który powiesił na wieszaku. W pomieszczeniu było zaskakująco ciepło, dlatego też dodatnia temperatura, pozwoliła im się szybko rozgrzać. Był tutaj już sporo razy, choć od otwarcia minęły zaledwie dwa tygodnie, a właścicielem był jego dobry znajomy. Podziękował za przyniesienie kart, a jedną z nich podał swej towarzyszce.
    - Na co masz ochotę? – zapytał dopiero po paru minutach, chcąc jej dać wystarczająco czasu na zastanowienie się. Rozejrzał się uważnie po lokalu, w którym nie było zbyt wielu czarodziei, co działało na ich korzyść, gdyż Rathmann osobiście nie lubił zatłoczonych miejsc, gdzie można było wyczuć nie tylko zapach alkoholu, ciast, czy barwnych soków, ale i również ludzki pot. Zacisnął usta w wąski paseczek, a wzrokiem przesunął raz jeszcze po treści karty z ofertą lokalu.
    - Polecam zagęszczone, kremowe piwo z orzechową posypką i toffi. Wynalazek właściciela – rzucił z uśmiechem Mathias i uniósł jedną brew ku górze. – Zamawiałem to prawie zawsze, gdy tylko tutaj przychodziłem, dlatego też polecam.
    Teraz miał ochotę na coś zupełnie innego, dlatego też odłożył kartę, a dłonią przeczesał swoje wiecznie roztrzepane kosmyki włosów, które nigdy nie chciały się układać, tak jak chciał tego Niemiec.
    - Choć kubek gorącej czekolady z dodatkiem bitej śmietany, polanej dużą ilością syropu o smaku karmelu, brzmi równie kusząco, co kremowe piwo – powiedział, a po paru kolejnych minutach złożył odpowiednie zamówienie, które dotarło do nich w dość zaskakującym tempie. Lokal trzymał fason od samego początku, co naprawdę było godne uwagi, a Mathias sądził, że to miejsce przyciągnie do siebie naprawdę wiele ciekawych osobistości i zyska wcale nie tak małą sławę, w świecie czarodziei.
    - Jak Ci minął dzień? – zapytał ponownie się uśmiechając. Rzadko to robił, jednak gdy tylko Allie była w pobliżu, uśmiech dosłownie nie schodził mu z twarzy.

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  30. [Hejka :) Nie miałam okazji wcześniej wpaść i przywitać się, a przecież Allie jest urocza. Tak, zdecydowanie to słowo najlepiej ją opisuje, choć oczywiście zależy od punktu siedzenia, bo dla uczniów jej pedantyczny ład oraz porządek musi być przerażający :D Zaprosiłabym serdecznie na wątek lub powiązanie między paniami, ale zastanawiam się nad tym, czy dalej poszukujesz autora chętnego do przejęcia postaci powiązanej z Allie? :)]

    TORI WEASLEY & NORA VANCE

    OdpowiedzUsuń
  31. [Cześć :) Z chęcią skuszę się na ponowny wątek! Proponuję, aby jego zarys omówić sobie na gg lub poczcie, albo nawet hangouts. Sądzę, że tak będzie wygodniej i zdecydowanie sprawniej ^^]

    Mathias

    OdpowiedzUsuń
  32. [Hej, hej, hej! Dzięki za przywitanie na blogu i rozpoczęcie naszego wątku, tego się nie spodziewałam <3 Odpiszę na pewno do rana (chociaż raczej pewnie nad ranem, jak to ja) tylko dojdę do siebie po żałosnym przekręcie z punktacją i historyjkami o zaginionych gdzieś i kiedyś punktach, bo na chwilę obecną patrząc na blog mam iście wymiotny odruch :D]

    CLAUDE LACROIX

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie było łatwo wynieść się z Hogwartu, jednak zagrożenie dla Mathiasa było zbyt wielkie, aby mógł zostać. Nigdzie nie zatrzymywał się na dłużej, prawie z nikim się nie kontaktował, a w Hogwarcie wręcz huczało od plotek na temat nagłego zniknięcia profesora, jednak prawda była taka iż powód wyjazdu Niemca znały tylko nieliczne osoby. Spędziwszy miesiąc poza zamkiem, stale zmieniając swoje kryjówki, nigdy nie czuł tak wielkiej ulgi, gdy wreszcie przekroczył bramę Hogwartu, czując się wreszcie bezpiecznym. Wrócił do domu. Po miesiącu nie tylko jego wygląd, ale i również charakter uległy zmianie, co wcale nie oznaczało, iż owa zmiana wyszła na lepsze. Pierwsze co go czekało zaraz po powrocie to rozmowa z głową Hogwartu, która jak się brunetowi wydawało ciągnęła się w nieskończoność. Gorący prysznic wreszcie przyniósł spiętym mięśniom ulgę, a świeża i czysta szata, pozwoliła mu na to, aby zaznał tak bardzo zaniedbanego komfortu. Zapomniał o śnie, gdy dotarło do niego za kim tak bardzo tęsknił. Jego nogi same powiodły go do miejsca, w którym mógł liczyć na zrozumienie, a przede wszystkim na wsparcie i nie tylko.
    Wyraźnie zmęczony, zapukał do drzwi, czekając aż te się otworzą. Widok Allie był najprzyjemniejszym widokiem odkąd tak nagle wyjechał. Dosłownie w sekundzie otoczony jej zapachem oraz ciepłem jej ciała, odruchowo sam oplótł jej drobne ciałko swoimi ramionami, przyciągając do piersi, jakby chciał ją zapewnić iż wszystko jest już dobrze, a on sam nigdzie się nie wybiera. Pogładził jej włosy i cicho westchnął.
    — Przepraszam, że cię obudziłem — rzucił z delikatnym uśmiechem, gdy oboje wyswobodzili się ze swojego uścisku. W prawdzie mógł przyjść rano, jednak teraz wszyscy spali, panowała cisza, kompletny spokój, nikt nie mógł im przeszkodzić w rozmowie. Skinął lekko głową, po czym wszedł do środka, nie chcąc dłużej sterczeć w progu.
    Widząc jej zatroskane spojrzenie, ponownie się do niej zbliżył, a na jej czole złożył czuły pocałunek.
    — Nie martw się już, dobrze? Nic mi nie jest i już nigdzie się nie wybieram — zapewnił ją, a na jego twarzy pojawił się uśmiech nieco szerszy niż wcześniej. Spoczął na kanapie i wziął głęboki wdech. Zmęczenie powoli dawało mu się we znaki, co powodowało narastającą senność, którą uparcie od siebie odpychał. Jeszcze zdąży się wyspać i to nie jeden raz. Przetarł dłońmi twarz, aby jakoś się rozbudzić.


    Mati <3

    OdpowiedzUsuń
  34. Decyzja o wyjeździe Claude była prawdziwym wstrząsem dla jego bliskich — nikt nie przypuszczał, że rozważny mężczyzna szanujący swoje obowiązki oraz współpracowników, któregoś dnia zrezygnuje dosłownie ze wszystkiego, porzucając całe swoje dotychczasowe życie. W ojczystej Francji spędził w końcu większość dzieciństwa i młodości, i chociaż kiedyś rzeczywiście nosiło go po świecie w poszukiwaniu przygód, zdecydowanie nie należał do typu osób będących Obywatelami Świata. Zresztą, wystarczyło na niego spojrzeć, by na usta cisnęły się następujące słowa: nieustępliwość, upór, determinacja i stałość, bowiem był człowiekiem, który nie lubił nagłych zmian. Jego uporządkowany świat zawsze miał wyraźnie wyznaczoną hierarchię rzeczy ważnych oraz mniej, a przywiązanie do ludzi, których z jakiś powodów cenił i którzy byli dla niego ważni, decydowało niemal o wszystkim. Nic więc dziwnego, że składając rezygnację w Szpitalu Świętego Maximilliana w Paryżu, większość osób znających Claude, nie mogła wyjść z podziwu, co takiego wydarzyło się w ostatnim czasie, co sprawiło, iż zrezygnował z prężnie rozwijającej się kariery z realnymi planami spełnienia założeń w przyszłości. Ci mniej naiwni, nie karmiący się plotkami rozchodzącymi niczym choroba po szpitalnych korytarzach, a ograniczający do dyskretnej obserwacji, domniemywali, że podążył gdzieś w daleki świat za pewną Brytyjką. Mówili, że prawda leży pewnie gdzieś po środku i nie mylili się zbyt wiele. Już drugiego dnia po obwieszczeniu najbliższym, iż zrezygnował z pracy, a co więcej, zamierza odbyć podróż do Szkocji, by tam objąć stanowisko szkolnego uzdrowiciela, był w stu procentach pewien, że postępuje słusznie. Nie interesował go zaprzepaszczony prestiż, ani realna szansa objęcia posady dyrektora szpitala, ale rezygnacja wymagała od niego tych kilku miesięcy głębokich rozważań.
    Często wracał myślami do tamtego dnia, w którym Allison odeszła. Ich związek nigdy nie należał do spokojnych, czy takich, w których brakowało wrażeń; dogryzali sobie na niemal każdym kroku, rywalizowali między sobą w pracy, ale mimo wszystko bez dwóch zdań, łączyło ich głębokie uczucie. Im częściej rozmawiali o przeszłości i zaginionych rodzicach kobiety, tym częściej wpadali w spiralę niekończących się sporów: Lacroix wychodził z założenia, że po większości życia spędzonego we Francji, powinna odpuścić rozgrzebywanie starych spraw i pogodzić się z losem zaginionych państwa Collins. Poniekąd robił to dlatego, że chcąc nie chcąc, miał znacznie większą wiedzę na temat tej rodziny niżby chciał, ale głównie chodziło mu o bezpieczeństwo Allie. Problem polegał w tym, że czasami nawet najszczersze intencje i chęci, mają się nijak w starciu z rzeczywistością. Kiedy zdenerwowana powiedziała o kilka słów za dużo, rzucając przy tym pierścionkiem zaręczynowym, a później wybiegając z jego mieszkania, nie rzucił się w pogoń za nią. Stojąc w miejscu jeszcze przez kilka cholernie długich minut, powtarzał sobie cały czas w myślach: uspokój się, przecież zaraz wróci. Nie wróciła. Ani tamtego dnia, ani w kolejnych, choć nerwowo wyczekiwał znajomych kroków na klatce schodowej i brzdęku kluczy w przekręcanym zamku. Jakiś czas później dowiedział się, że zrezygnowała z pracy praktycznie z miejsca i nie potrzebował dodatkowego źródła informacji, by wiedzieć, iż pojawiła się w Londynie, a potem w Hogwarcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wszystko zrozumiałem — skwitował po długim wywodzie dyrektora, Neville'a Longbottoma na temat zakresu jego obowiązków, słuchając z uwagą. Posada szkolnego uzdrowiciela była poniżej jego kwalifikacji; wiedział, że zasługuje na znacznie więcej i w obecnej hierarchii nie będzie miejsca na rywalizację, do której przywyknął, podejmując się kolejnych wyzwań. Pocieszenie stanowił fakt, że jednak był w słynnym Hogwarcie znanym w świecie czarodziejów jako miejsce upadku Voldemorta. Neville uprzedził go o pojawieniu się drugiego uzdrowiciela, którego chciał mu przedstawić, by oficjalnych zasad stała się zadość, niemniej on dobrze wiedział kto za chwilę otworzył drzwi dyrektorskiego gabinetu. Szykował się na ten moment wystarczająco długo, ale i tak, gdy zobaczył jej twarz coś w jego wnętrzu pękło. Miał wrażenie, że cała paleta uczuć, które w sobie nosił od długiego czasu, nagle postanowiła pokazać swoje wszystkie barwy; tęsknota, żal podszyty ciągle męczącym go gniewem oraz troska. Nie dochodził do niego głos Longbottoma — widok byłej narzeczonej był zbyt rozpraszający, a kiedy kobieta pośpiesznie opuściła pomieszczenie, niewiele myśląc raptownie podążył za nią, burcząc pod nosem przeprosiny.
      — Kto by pomyślał, że pewnego dnia będziesz przede mną uciekała w popłochu — stwierdził poniekąd rozbawiony, lecz tak naprawdę zupełnie nie było mu do śmiechu. Wsunąwszy dłonie w kieszenie spodni, stanął obok Allie obserwując szkolne błonia w całej swej rozciągłości. — Nie musisz się obawiać; nie jestem tutaj po to, aby roztkliwiać się nad nieszczęśliwą historią miłosną.

      [To nawet nie były nerwy, bez obaw :* Zdecydowanie nie warto, bawmy się dobrze :*]
      CLAUDE

      Usuń
  35. Mathias oparł nieco ociężałą głowę na dłoni, pozwalając sobie przymknąć przy tym powieki. Choć ze wszystkich sił starał się uciec przed stale przygniatającą go sennością, to jednak jego organizm potrzebował odpoczynku, od którego nie ucieknie. Jednak teraz, gdy siedział w ciepłym pomieszczeniu, na miękkiej kanapie, w towarzystwie najodpowiedniejszej osoby po miesiącu totalnej, psychicznej udręki, mógł wreszcie przestać się martwić brakiem miejsca do przenocowania, możliwością zdemaskowania czy w najgorszym wypadku śmiercią, którą tak bardzo chciał mu podarować jego brat. Otworzywszy oczy, skierował wzrok w stronę Allie.
    – Nigdzie się już nie wybieram. Bądź spokojna – poprosił zmuszając się na delikatny uśmiech, choć dobrze wiedział, że młoda kobieta wcale martwić się nie przestanie. Sam na jej miejscu wręcz umierałby ze zdenerwowania i kompletnej niepewności połączonej z częściową niewiedzą.
    – Wróciłem zaledwie godzinę temu – kiwnął lekko głową, a gdy do jego uszu dobiegło ciche miauknięcie, poderwał się z kanapy dobrze wiedząc do jakiego zwierzaka owy dźwięk należy. Gwałtowny ruch spowodował okropne rwanie w odcinku lędźwiowym. Zacisnął zęby i wziął głęboki wdech przez nos, by móc chwilę później kucnąć przy uchylonych drzwiach, które otworzył, aby wpuścić futrzaka do środka. Nie mógł zabrać ze sobą Snow, a w Hogwarcie nic jej nie groziło. Była pod opieką wielu osób, które przez cały miesiąc jego nieobecności, należycie o nią dbały. Przytulił ją do siebie, co zwierzak przyjął z wyraźnym zadowoleniem. Mrucząc nadstawiała łepek domagając się pieszczot będąc stęsknioną za właścicielem. Powoli wstał i wrócił na kanapę.
    – Nie zajmę ci wiele czasu. Sama pewnie jesteś zmęczona. Powinnaś odpocząć – stwierdził patrząc na nią troskliwie. – A mam tak wiele do powiedzenia, że przez zmęczenie połowa tego co powiem, po prostu będzie niczym wielki bełkot, który już rankiem będzie totalnie zapomniany… Mogłem przyjść rano, ale po prostu chciałem tak bardzo cię zobaczyć – stwierdził nie spuszczając wzroku z jej twarzy, zaś wolną dłonią stale głaskał ukochaną kotkę za uchem.
    Ciepło bijące od kominka, działało na niego usypiająco, co spowodowało iż nieco bardziej rozłożył się na niewielkiej kanapie, odciążając bolące plecy. Przetarł dłońmi twarz. Naprawdę nie chciał jeszcze zasypiać.
    – Z chęcią posłucham co przez ten czas, gdy mnie nie było, działo się w Hogwarcie, a przede wszystkim co działo się u Ciebie – powiedział i zachęcił ją do odpowiedzi wesołym uśmiechem, który dość rzadko pojawiał się na jego twarzy.


    Mathias <3

    OdpowiedzUsuń
  36. Wiedział, że jest ciężkim przypadkiem. Prawie w ogóle nie mówił o swoich uczuciach potrafiąc zbywać wszystko wymownym milczeniem, nie otwierał się łatwo i naprawdę trudno było przewidzieć, co w danej chwili chodzi mu po głowie. Miał praktykę w stwarzaniu dystansu między sobą, a innymi ludźmi. Widać to było na podstawie jego pierwszych związków z kobietami, które prędzej, czy później kończyły się fiaskiem. Zarzucały mu brak emocjonalnego zaangażowania i lodowatą obojętność, bo po każdym mniej lub bardziej udanym związku, szedł na przód nie roztkliwiając się nad przeszłością. Któregoś dnia na jego drodze pojawiła się ona. Allison... Kobieta, którą poznał w gruncie rzeczy przypadkiem, lecz która zaintrygowała go już w niemalże w pierwszej chwili, gdy ją ujrzał. I nie chodziło o jej niezwykle naturalny wygląd, ani nawet o propozycję, którą bardzo szybko mu złożyła. To inteligencja szatynki, jej charakter i urokliwy uśmiech, były głównymi czynnikami, dla których poświęcił jej więcej uwagi, niż jakiejkolwiek innej przedstawicielce płci żeńskiej w swoim życiu. Za jej sprawą doszedł do etapu, który kiedyś zdawał się dla niego irracjonalny, bo nigdy nie przypuszczał, że będzie w stanie myśleć o spędzeniu reszty życia z jedną osobą. Chronił ją nawet jeśli oznaczało to robienie czegoś niezgodnego z jej przekonaniami; Claude miał znacznie mniej wewnętrznych hamulców, a wyprowadzony z równowagi był najgorszym, czego mógł życzyć sobie każdy człowiek.
    — Och, nie tak szybko, jak ci się wydaje. Jestem odpowiedzialny i nie znikam z dnia na dzień, paląc za sobą wszystkie mosty — odparł ani myśląc pokazywać, że celnie trafiła w jego delikatny punkt. Przecież początkowo nie zamierzał opuszczać Francji żeby jej szukać, prawdopodobnie skończyłby tak samo jak w poprzednich przypadkach, przechodząc od rozpadu kolejnej relacji do porządku dziennego. W końcu zawsze kończyło się to w ten sposób. Zawsze... Różnica z nią polegała na tym, że ją jedną kochał i jej ufał. Rozumiał do czego piła i wcale nie czuł się urażony, wolał najgorszą prawdę od najsprawniej utkanego kłamstwa. — Szczerze mówiąc, ostatnio mało jest rzeczy, które mnie cieszą — przyznał otwarcie, choć nie rozwijał głębiej tematu. W takich sytuacjach, gdy próbował powiedzieć coś w subtelny sposób, co jednakże zupełnie mu nie wychodziło, zażenowany przesuwał palcami między włosami; był to jasny sygnał, że próbuje zachować się po ludzku bowiem często słyszał, że bywa wyprany z takich odruchów. Czy naprawdę myślała, że jej odejście spłynęło po nim niczym woda po przysłowiowej kaczce? Bez wątpienia swoim zachowaniem trafiła perfekcyjnie w jego męską dumę, która została brutalnie zdeptana tamtego popołudnia w jego mieszkaniu, ale właściwie nie o to chodziło. To ona w miarę rozwoju ich relacji, nauczyła go ufać i polegać na drugiej osobie i jak na ironię, to właśnie ona z subtelnością buldożera taranującego dom, zniszczyła swoje osiągnięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Do tej pory nie wiedział na czym polegli. Czy ich związek miał aż tak słabe fundamenty żeby runąć? Spędził nie jeden wieczór zastanawiając się nad tym w towarzystwie szklanki konkretnych procentów; raz wściekał się, iż nic dla niej nie znaczył, skoro wyjechała tak nagle, a raz dochodził do wniosku, że spotkało ich to, co było nieuniknione od samiutkiego początku. Raz żałował, że kiedykolwiek ją poznał, a raz rozumiał lepiej niż kiedykolwiek, że panna Collins była najlepszym, co przytrafiło mu się w życiu. Nie znalazł jednoznacznej odpowiedzi, która przyniosłaby mu spokój, ale przynajmniej pojął w jakim stopniu sam dołożył cegiełkę do ich obecnej sytuacji. Kiedy Allie nieoczekiwanie odepchnęła się od parapetu i zmniejszyła dzielący ich dystans, nie mógł powstrzymać nieco aroganckiego uśmiechu jaki zagościł na jego twarzy; nie przypuszczał, że sama zdecyduje się do niego zbliżyć, ale podjął wyzwanie, ciekaw kto z nich pierwszy odpuści. Wyciągnąwszy ręce z kieszeni, nieznacznie pochylił się nad niższą od siebie kobietą zbliżając swoją twarz do jej własnej.
      — Masz rację; to nie jest moje miejsce na świecie. Nie tutaj wyobrażałem sobie siebie i nie zamierzam ukrywać, że leczenie nastolatków nie jest moją życiową misją — wzruszył ramionami zgodnie z prawdą, nie dając po sobie poznać, co jej ciepły oddech jeszcze przed chwilą z nim wyprawiał. Był przyzwyczajony do nieustannych wyzwań, a posada szkolnego uzdrowiciela nie była porywającą perspektywą zawodowego spełnienia więc traktował ją jako wakacje. Potrafił poświęcić swoje ambicje, choć musiał do tego dojrzeć. — Czy to istotne, co tutaj robię? — spytał zdawkowo, wyciągając dłoń, aby uchwycić jeden z jej ciemnych kosmyków i założyć go z powrotem za ucho. Wiedział, że oczekiwała klarownej odpowiedzi jednak nie zamierzał dawać jej satysfakcji. — Powinienem cię nienawidzić. Powinienem po tym, co zrobiłaś. Jak mnie... — urwał nagle, przerywając swój krótki monolog.

      [Mnie tam się bardzo podobał odpis <3 Nie przejmuj się zbytnio, wszystko gra :* Nie patrz też na moją długość, bo ja zwyczajnie nie potrafię krócej odpisać :D]
      CLAUDE

      Usuń
  37. [Wejdź w wolnej chwili na hangouts bo jest dość ważna i wydaje mi się, że ciekawa kwestia do omówienia ^^]

    OdpowiedzUsuń
  38. Widział wyraźną zmianę w jej zachowaniu, dlatego też pochwycił jej delikatną dłoń, która głaskała białe futerko Snow i sprawnych ruchem przyciągnął ją do siebie, by móc objąć ramieniem i przytulić, jakby chciał ją schować i uchronić przed wszystkim co złe. Pocałował ją czule w skroń i cicho westchnął.
    — Wiele rzeczy działo się zarówno u mnie jak i u Ciebie i niestety z pewnością pewnie jeszcze nie jedno się wydarzy — westchnął powoli przeczesując palcami jej miękkie kosmyki włosów. Nie wiedział czy robił to bardziej, aby ją odprężyć czy też po to, aby rozluźnić samego siebie. — Ale póki co oboje możemy odpocząć — dodał i pochwyciwszy przyjemnie miękki koc, okrył nim siebie z wyraźnym uwzględnieniem młodej kobiety. Oparł coraz bardziej ociężałą głowę na poduszce i przymknął powieki. Choć było mu nieco niewygodnie, to jednak wolał się nie ruszać z powodu obolałych pleców, które ucierpiały w skutek dość niebezpiecznego starcia z pędami starej tentakuli i niefachowo opatrzone nadal bolały.
    — Nie znam twojego byłego narzeczonego, nie śmiem się nawet w to wtrącać, ani tym bardziej nie będę go oceniał, ale pamiętaj, że nie pozwolę cię skrzywdzić, chochliku — stwierdził sowicie poważnym tonem głosu. Nie miał w swoim życiu wielu bliskich mu osób. Można powiedzieć, że owy krąg kończył się oraz zaczynał na zaledwie jednej osobie, jaką była Allie.
    — Jutro kogoś poznasz — szepnął, a na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech na samą myśl o spotkaniu właśnie z nim. Nie było dnia, by o nim nie myślał, aby się o niego nie martwił. Życie Mathiasa było w jego rękach, co również działało w tą drugą stronę.
    W końcu, jednak zmuszony do zmiany pozycji poruszył się niespokojnie, a jego ciało wyraźnie się spięło. Ostrożnie położył się na plecach, nadal obejmując przyjaciółkę ramieniem, choć sądził, że będzie jej znacznie wygodniej w swoim łóżku, wśród ciepłej pościeli.
    — Nie powinienem zajmować ci więcej czasu. — słusznie zauważył, kiwając przy tym głową, jednak ciężko było mu wstać. Był zmęczony, cholernie obolały oraz rozleniwiony i wreszcie spokojny, a ciepło stale bijące od kominka, wcale nie ułatwiało mu zadania. Nawet powieki stały się o wiele cięższe, zaciekle starając się odebrać mu ostatnie resztki świadomości.
    — Ale zdecydowanie mi zbyt z tobą dobrze, bym mógł się stąd ruszysz — stwierdził i zaśmiał się cicho.


    Kochający Mathias <3

    OdpowiedzUsuń
  39. Mathias coraz bardziej znużony, wiedział iż tej nocy z pewnością nie wróci już do swojego pokoju. Jego ciało zbyt obolałe i zmęczone, podjęło jawny bunt, nie pozwalając mu się ruszać z kanapy. Dosłownie balansował na granicy snu i rzeczywistości, leniwie głaszcząc włosy kobiety. Zaśmiał się cicho, no tak. Znał Allie nie od dziś i bardzo dobrze wiedział jak bardzo upartą i zawziętą istotką była. Nie chciał się sprzeczać, jednak też nie miał ochoty się ruszać, jednak koniec końców był zmuszony ostrożnie zdjąć z siebie szatę wraz z czarną bokserką, zostając przy tym tylko w dresowych spodniach. Jego brzuch oraz lędźwie dekorował biły bandaż, pod którym kryły się nieciekawe zranienia po kolcach tentakuli, co spowodowało nie tylko opuchliznę, ale uporczywy ból, z którym Mathias nauczył się radzić, jednak zranienia wymagały fachowej pomocy. Nie musiał jej nawet opowiadać, co było powodem jego małej fizycznej niedyspozycji. Sądził iż jako uzdrowicielka umiała rozpoznać przyczynę powstania rany, zwłaszcza jeśli te powstawały z powodu ingerencji dzikich roślin. Bez zbędnych słów pozwolił jej działać, jednak nie był wcale pomocny. Jego ciało było wiotkie, nie chciało współpracować z powodu senności, która coraz bardziej przejmowała nad nim kontrolę.
    – Pewnie nie raz ci to jeszcze powiem, ale masz cudowne ręce – zaśmiał się, układając głowę na poduszce, co okazało się być błędem, ponieważ niemal od razu zasnął. Nie wiedział ile spał, jednak po tym co przeżył, jego organizm wymagał nie tylko paru godzin snu, wymagał kilkudniowego odpoczynku. Spał długo i twardo, a gdy wreszcie jego oczy się otworzyły, okazało się iż na zewnątrz było znowu ciemno.
    – Tak długo spałem? – zapytał i przetarłszy dłońmi nieco zaspaną jeszcze twarz, westchnął cicho. Powinien wstać i rozprostować kości, jednak zdecydowanie było mu zbyt dobrze. Uśmiechnął się nieco, gdy dostrzegł Snow śpiącą przy kominku, wyraźnie nie chcąc opuszczać swojego właściciela.
    – Coś się stało? – zapytał, gdy za drzwiami usłyszał parę głosów, zdecydowanie należących do uczniów. Wyłapał jeden. O jeden za dużo. Odnalazł swoją koszulkę wraz z szatą zapominając o błogim lenistwie. Wyglądał na wyraźnie przejętego i gdy tylko dostał się do Skrzydła Szpitalnego, dostrzegł na jednym z łóżek pierwszorocznego chłopca. Jego zieleń oczu, ciemny kolor włosów, wyraźnie zarysowane policzki idealnie przypominały małego Mathiasa.
    Rathmann odwrócił głowę w stronę Allie. – Coś poważnego? – zadał kolejne pytanie. Za pewnie budził w głowie Allie wiele pytań oraz niemały mętlik, jednak póki co musiał się dowiedzieć, dlatego jego syn znajdował się w Skrzydle. – To… To mój syn, Allie – dodał szeptem, a z jego oczu był niewyobrażalny smutek oraz troska.


    Mathias <33

    OdpowiedzUsuń
  40. Dla Mathiasa zwykłe zadrapane chłopca, stanowiło nie lada małe zmartwienie, dlatego też widząc go w takim stanie, czuł się po części winny, choć był świadom iż nie był w stanie zapobiec wszystkim wydarzeniom dotyczących chłopca. Spojrzał na Allie, po czym nachylił się, aby móc ucałować czule jej policzek. Nie potrzebował zbędnych słów, aby wyrazić swoją wdzięczność. Posłał jej ostatnie spojrzenie, a następnie udał się do syna. Usiadłszy na łóżku obok niego, objął go ramieniem i ucałował czule w czoło. Nie był zły, był zły na siebie. Nie wiedział ile tak siedział rozmawiając z synem, który ostatecznie zasnął zmęczony nadmiarem wrażeń, a Rathmann nie chcąc go obudzić, wstał ze swojego miejsca, uprzednio poprawiając kołdrę, która okrywała drobne ciało Ślizgona.
    Nieśpiesznym krokiem oddalił się od łóżka i zniknąwszy za drzwiami od pokoju Allie, wszedł do środka. Opadł na kanapę, przyciągając przy tym kobietę do swojego boku. Oparł policzek na czubku jej głowy i cały czas milcząc po prostu tak trwał, będąc wyraźnie zamyślonym.
    — Wyglądasz na zmęczoną. Powinnaś odpocząć — zauważył przeczesując leniwie jej miękkie kosmyki włosów. Choć sam wyspał się za wszystkie czasy, to szczerze powiedziawszy poszedłby spać raz jeszcze. Ciepło bijące od ciała kobiety, działało na niego w sposób relaksacyjny. Odruchowo przesunął opuszkami palców po jej bladym policzku, poznając miękką i przyjemną w dotyku fakturę jej delikatnej skóry. Uśmiech wkradł się na jego twarz, a spojrzenie stało się wyraźnie rozleniwione.
    — Gdy nie było mnie w Hogwarcie, nie było dnia, abym o tobie nie myślał — wyznał otwarcie, ponownie chowając twarz w jej przyjemnie miękkich włosach. Nieco uspokojony poprawiającym się stanem syna, odgonił od siebie uporczywe myśli, które od dłuższego czasu nie dawały mu spokoju i skupił się na chwili odpoczynku. Nawinął sobie ciemny kosmyk włosów Allie na palec zaś usta zacisnął w wąski paseczek.
    — Powinienem wracać do siebie i tak już zdecydowanie za długo siedzę Ci na głowie, a ty naprawdę powinnaś odpocząć — zauważył słusznie kiwając przy tym lekko głową, co miało nieść za sobą potwierdzenie jego słów.


    Mathias <3

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dziękuję za powitanie. Tęskniłam, więc postanowiłam wrócić, a życie mi na to jakoś pozwoliło, w miarę. :) I jak najbardziej możemy spróbować coś stworzyć, znajomości z uzdrowicielką mile widziane :D]

    Alaric Graves

    OdpowiedzUsuń
  42. Przymknąwszy powieki, przytknął wargi do rozgrzanej skroni Allie i zastygając tak na moment, słuchał uważnie jej słów, a gdy tylko oderwał usta od jej delikatnej skóry, kąciki warg drgnęły lekko ku górze w niemym uśmiechu. Czuł jak jej drobne ciało poddaje się zmęczeniu zaś oczy stają się szkliste i coraz bardziej trudno było zapanować nad opadaniem powiek. Objął ją ciasno ramieniem, aby nie wiedzieć dlaczego móc czuć ją bliżej siebie.
    — Już nigdzie się nie wybieram. Możesz być spokojna — mruknął cicho, muskając ciepłym oddechem jej ucho oraz kawałek policzka. Oparł wreszcie głowę na poduszce, aby przestać męczyć mocno spięty kark. Odetchnął głęboko, po czym poprawił koc, którym oboje byli okryci. Ogarnęło go dziwne poczucie spokoju, niegdyś spięte mięśnie wreszcie zaznały chwili relaksu, a nadszarpnięte nerwy wreszcie znalazły swoiste ukojenie. Zacisnął wargi w wąski paseczek, a jego brwi drgnęły ku górze, gdy usłyszał pytanie na temat swojego ojcostwa.
    — Cóż… Byłem zdecydowanie zbyt młody i kompletnie niedoświadczony, jednakże jeśli miałbym być szczery to nie cofnąłbym czasu. Cieszę się, że go mam, mimo tego, że jego matka zmarła. — odpowiedział zgodnie z prawdą, co mogło brzmieć trochę samolubnie oraz absurdalnie, jednak wszystko to co działo się w życiu, wszystkie jego aspekty należały do worka absurdu, który stale się poszerzał i nigdy nie miało w nim zabraknąć miejsca.
    Westchnąwszy cicho, ponownie zamknął powieki będąc coraz bardziej znużonym. Nie wiedział kiedy zasnął, a rankiem przywitał go mocny ból głowy. Zdecydowanie potrzebował ciepłej kąpieli wraz z sycącym śniadaniem, jednak czując przy sobie przyjemnie ciepłe ciałko Allie, odechciewało mu się wstawać. Spojrzał na jej drobną twarzyczkę, której wargi wraz z linią szczęki obrysował nieśpiesznie opuszkiem kciuka. Uśmiechnąwszy się, spojrzał na zegar, który wskazywał na godzinę siódmą dwadzieścia. Ostrożnie, aby nie zbudzić kobiety, zszedł z kanapy i okrył ją kocem. Podążył do Skrzydła, aby zerknąć na syna i upewnić się, że noc nie przyniosła ze sobą niczego niepokojącego w jego stanie zdrowia, jednak i chłopak był pogrążony w mocnym śnie. Rathmann nie widział sensu, aby tuta tkwił. Potrzebował odświeżenia i tak też zrobił. Prysznic pomógł mu doprowadzić się do ładu i poczuć zdecydowanie lepiej. Nie wiedział jak wiele czasu spędził pod strumieniem ciepłej wody, jednak czas do śniadania przemknął mu koło nosa. Kierując się do Wielkiej Sali przy wielkim wejściu, ujrzał Allie. Na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Bez uprzedzenia zaszedł ją od tyłu i objął ostrożnie ramionami, zaś podbródek ulokował na ramieniu.
    — Wyspana? — zapytał z zawadiackim uśmiechem, który stał się jeszcze szerszy.


    Mathias <33

    OdpowiedzUsuń
  43. [Trochę się rozpisałam, ale to pewnie tylko tak jednorazowo. XD]

    Kilka godzin w Hogwarcie w zupełności wystarczyło mu, by dobitnie przekonać się o tym, że pozostawiony sam sobie zwyczajnie by się zgubił. Zamek był wielki, pełen ciemnych zakamarków, podejrzanych przejść strzeżonych przez puste, zdające się wodzić za przechodzącymi nieistniejącymi oczyma zbroje, długich, raczej przeciętnie oświetlonych korytarzy, w których cienie tańczyły na ścianach, sprawiając, że chwilami ciarki przechodziły po plecach. Claude, choć zaprowadzony do gabinetu dyrektora przez jedną z bardziej uczynnych nauczycielek, kilkukrotnie niemal przystanął, zauważywszy kątem oka coś dziwnego – a przynajmniej wydającego się być dziwnym – i za każdym razem musiał upominać się, że to przecież szkoła, a w szkole nie może żyć nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób zagrażać uczniom i personelowi. Z drugiej strony… był w Anglii. Anglicy mogą mieć do tych spraw zupełnie inne podejście i szczerze powiedziawszy nie zdziwiłby się chyba zbytnio, gdyby w piwnicy mieszkał smok imieniem Willy mający za zadanie ognistym oddechem podgrzewać wodę, zasilać piece w kuchni i zapewniać ogrzewanie w zimowe miesiące. Teoretycznie mógł spodziewać się po tym miejscu wszystkiego.
    Neville Longbottom okazał się być dokładnie tak przyjaznym i kulturalnym mężczyzną, jak Lacroix go sobie wyobrażał, i patrząc na niego wręcz ciężko było pamiętać, że ten sam człowiek, który właśnie pobieżnie tłumaczył mu z miłym uśmiechem jego podstawowe obowiązki i zasady panujące w szkole, był bohaterem wojennym, czarodziejem, który sprzeciwił się Czarnemu Panu gdy nikt inny nie miał odwagi. Pozory najwyraźniej rzeczywiście mylą.
    Nie odezwał się, kiedy drzwi stanęły otworem, a dłoń Allie natychmiast powędrowała do jej ust na sam jego widok. Nie musiał i nie czuł takiej potrzeby, bo właściwie co niby miałby powiedzieć? Oczywiście, że się znali, lepiej niż można by się spodziewać, i tak, Claude czuł, że serce zabiło mu szybciej, może nawet trochę zbyt szybko (a już na pewno szybciej niż by sobie życzył), gdy tylko jego narzeczona… była narzeczona pojawiła się w progu, ale nie były to sprawy, na które mógł w jakikolwiek sposób wpłynąć. Nawet gdyby było inaczej, to pewnie nawet by nie spróbował. Tak się po prostu rzeczy miały.
    Nie wybiegł za nią, gdy wypadła z pomieszczenia; nie zrobił tego wtedy i nie zrobił teraz, choć być może powinien, i to w obu przypadkach, albo przynajmniej w jednym, w końcu inteligentni ludzie wyciągają wnioski z własnych błędów. Zamiast tego skinął grzecznie głową dyrektorowi, ignorując zaskoczone spojrzenie, które ten posłał najpierw wciąż otwartym drzwiom, a potem swemu nowemu pracownikowi. Claude nie zamierzał się z niczego tłumaczyć i właściwie uważał, że po tak długim czasie spędzonym z Allie nic nie mogło go już zaskoczyć, a przynajmniej to próbował sobie wmówić. Próbował wmówić sobie wiele rzeczy i w część udało mu się już nawet uwierzyć.
    – Jeśli to wszystko, dyrektorze – uśmiechnął się delikatnie do starszego mężczyzny. Otrzymał już chyba wszelkie niezbędne informacje, a nawet jeśli tak nie było, zawsze mógł spytać później. – Lepiej sprawdzę, czy wszystko w porządku z panną Collins.
    Longbottom najwyraźniej doszedł do podobnego wniosku, bo jedynie przytaknął z nieco niewyraźnym "oczywiście".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korytarz był dziwnie cichy i pusty, choć być może była to zasługa godziny i końca tygodnia, nietrudno było więc znaleźć samotną kobiecą sylwetkę stojącą przy oknie. Claude zbliżył się powoli, zupełnie jakby podchodził do dzikiego zwierzęcia, i być może było w tym trochę prawdy; ich rozstanie było burzliwe i od tamtego czasu nie utrzymywali żadnego kontaktu, a sądząc po wcześniejszej reakcji, Allie albo była bardzo zszokowana, albo zwyczajnie nie chciała mieć z nim już nic wspólnego. Ta druga możliwość sprawiała, że kłuło go nieprzyjemnie w piersi.
      – Moja obecność cię rozczarowała – to nie było pytanie, nie musiało być. Stał w pewnej odległości od niej, nie chcąc naruszać jej przestrzeni prywatnej, nie miał już do tego prawa, zresztą i tak nigdy tego nie robił, i wyglądał przez przybrudzoną nieco szybę na pociemniałe zamkowe błonia. Była rozczarowana, na pewno była, nie po to uciekała od niego do Anglii, żeby musieć znów na niego patrzeć. Zaskoczona i rozczarowana, tak, zdecydowanie, i nawet jeśli jakaś jego część miała jeszcze nadzieję, że może jest inaczej, to jednak wiedział, że na jej miejscu czułby się dokładnie tak samo.

      Claude

      Usuń