Bo kto nie był ni razu człowiekiem, temu człowiek nic nie pomoże

ADAM LEBIEDIEW
20 LUTY 1998 - MOSKWA - ŚWIEŻAK - NOWY NAUCZYCIEL OPCM - OPIEKUN KLUBU POJEDYNKÓW
BARON -  12 CALI,  CEDR, WĄSY KUGUCHARA - ANIMAG - PATRONUS: PANTERA - BOGIN: NIEZNANY

  Adam wychował się u wujostwa, rodzice zostawili go zaraz po narodzinach. Lebiediew już więcej razy ich nie zobaczył. Nawet będąc małym chłopcem nie pytał dlaczego jego dwa pierwszorzędne wzory do naśladowania pozwalające na wykreowanie własnej indywidualności od tak go porzuciły, wiedział, że nie są warci zachodu. Po przeprowadzce do Londynu ciężko było mu się odnaleźć w nowym miejscu. Był mały, a jego ukochane wujostwo nie miało tyle sił, by w pełni się nim zajmować, co pozwoliło na to, by Adam w dość młodym wieku wypracował tak trudną sztukę jaką jest odpowiedzialność. Nie narzekał na swój los, można było rzec, że jego samowystarczalność była bardziej rozwinięta niż u dorosłego człowieka. Nauczył się, że nie warto jest ufać innym, nie istnieje coś takiego jak pomoc, a jego ukształtowany spryt i odwaga pozwalają mu na odnalezienie się w wielu sytuacjach. Dopiero Hogwart dał mu poczucie ciepła oraz domowej atmosfery. Nie wracał do wujostwa na święta. Wolał zacisze swojego dormitorium i studiowanie miliona podręczników co pozwoliło mu na zebranie nie lada małej wiedzy.
   Swoje powołanie do Quidditcha odkrył pod koniec pierwszej klasy, gdy zupełnie sam po kryjomu dla zabicia nudy udał się na boisko, gdzie po raz pierwszy samotnie złapał złoty znicz, gdy odkryto jego talent stał się pełnoprawnym członkiem drużyny domu Salazara Slytherina. Adam jest trudny do określenia przez swoją przeszłość. Jego charakter został ukształtowany bardzo specyficznie; nie pomaga, nie współczuje, ze wszystkiego czerpnie zyski tylko dla siebie, potrafi omotać, kłamie, przeklina, jednak co do swojego stanowiska w Hogwarcie i nauczania młodzieży OPCM sprawiają, że Adam jest systematyczny, zawzięty, zaborczy, dążący po trupach do celu, nie uznaje czegoś takiego jak porażka, stara się trzymać na uboczu jednak nie odsunie się, gdy ktoś wciągnie ku niemu dłoń, pragnie swoją młodzież nauczyć sztuki bycia czarodziejem, a nie zwykłego machania różdżką. Adam posiada ogromny talent jakim jest talent wokalny, który ukrywa, często podśpiewuje sobie samotnie na szkolnej wieży co pozwala mu się zrelaksować i odłożyć uciążliwe myśli na bok.


Wracamy z Adamem po raz trzeci i zapraszamy do wątków oraz powiązań :)
Fc: Tim Borrmann
Kochamy Julkę <3

10 komentarzy:

  1. [Nauczyciel OPCM! Rita już go kocha!
    Dzień dobry. Mimo wszystko biedny ten Twój pan, życie ze świadomością, że własni rodzice go porzucili na pewno nie było lekkie. Niemniej pan bardzo mi się podoba, więc mam nadzieję, że będziesz się z nim świetnie bawić! :)]

    Rita

    OdpowiedzUsuń
  2. [O, ten pan to chyba ostatnio był stażystą :) Hej, witam ponownie! Adama trochę pamiętam, ale chyba nie miałam okazji mieć z nim wątku. Chociaż on taki zawzięty, to chyba się trzeba go trochę obawiać. W każdym razie zapraszam do siebie i życzę udanych wątków!]

    Daniel // Clint // Yoshi, którą szukać trzeba pod Toyotomi

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć ponownie, my się kojarzymy chyba – a przynajmniej ja kojarzę Ciebie – i widzę, że jakieś spore zmiany tutaj zaszły w informacjach w karcie? Czy to tylko w oczach mi się coś mieni?
    Życzę miłej zabawy. (:]

    Margot Lestrange / Holly Wilkes

    OdpowiedzUsuń
  4. [Czeeeść, witam serdecznie Twoją drugą? postać! Przyznam że Adam wydaje się być intrygującą osobowością chociaż wydaje mi się być trochę zagubiony, ale może to tylko moja opinia. c:
    Dziękujemy ślicznie za odnosnik do karty Rosiątka, nie trzeba było. <3 Co prawda mamy już jeden wątek (jeśli oczywiście nadal jesteś zainteresowana... :D) ale w razie chęci możemy pokusić się o drugi. Rose jest bardzo pilna a OPCM jest jednym z jej ulubionych przedmiotów, należy także do Klubu Pojedynków więc gdyby przypadła Ci do gustu to serdecznie zapraszamy!
    Tymczasem tradycyjnie życzę Ci świetnej zabawy na blogu i multum wspaniałych wątków!:)]

    ROSE & URSULA & CHLOE

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Jeszcze większą czcionką proszę! Taką, żeby zasłoniła te wszystkie brzydkie rzeczy, które piszesz o Adasiu w karcie!
    A tak serio to przyszłam się oficjalnie przywitać, także ucałuj ode mnie... ekhm... od Julki nowego pana profesora i niech czeka cierpliwie aż jego autorka weźmie się do zaczęcia wątku :* ]

    ja.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta posada była dla niej idealna i cieszyła się jak małe dziecko, że będzie jej dane odbyć staż w Hogwarcie. Od tego wiodła ją już prosta droga do posady nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią, czyli jej największego marzenia. Jednak to nie jedyny plus. Kiedy okazało się, że przypadnie jej w udziale opracować z samym Adamem Lebiediewem, skakała z radości. Wiedziała, że pracuje na tym stanowisku, ale jakoś nie wpadła na to, że będzie się akurat od niego uczyć. Była zbyt podekscytowana samą ideą stażu, żeby myśleć o tym, na kogo trafi, a tu proszę! Los się do niej uśmiechnął i to wyjątkowo szeroko. Z Adamem zawsze łączyła ją nić porozumienia. Do tej pory pamiętała, jak wyciągał ją z kłopotów i bronił przed starszymi uczniami. Oszczędził jej tym prawdopodobnie kilku siniaków oraz strat na koncie Krukonów w Pucharze Domów. W dodatku pomógł jej zdobyć szacunek u Ślizgonów, co wcale nie było łatwe, zwracając uwagę na to, że darła z nimi koty dość długi czas. Ze smutkiem przyjęła wiadomość, że Lebiediew kończy szkołę i nie zobaczy go na szkolnych korytarzach. Między innymi jego zniknięcie z murów Hogwartu było powodem, dla którego podała rozwadze rękę na zgodę. Już nie miała nikogo, kto mógłby ją wyciągać z kłopotów, a jasnym było, że im człowiek starszy, tym ma coraz to odważniejsze pomysły. Musiała jakoś to poskromić. Kreatywne myślenie Krukonów przydawało się nie tylko na lekcjach, choć na pewno opiekun domu nie pochwaliłby takiego wykorzystania tej niezwykle przydatnej umiejętności.
    Larisa przemierzała hogwarckie korytarze w poszukiwaniu gabinetu Adama. Miała się do niego zgłosić, bo słyszała, że mają razem pilnować pierwszaków w drodze do Hogsmeade. Dość niewdzięczna robota, ale plus był taki, że zazwyczaj pierwsze klasy jeszcze nie wykazywały ogromnej chęci do figli. Pierwszy rok zlatywał raczej na zachwycaniu się magicznym światem, poznawaniu możliwości, jakie daje. Dopiero kiedy się je pozna i cokolwiek się nauczy można zacząć chojraczyć. Wcześniej rzadko się to zdarzało. Ogólnie pierwszoklasiści mają to do siebie, że na początku są potulne. Trzeba było najpierw wybadać teren. Jeśli za bardzo się popuściło od pierwszych tygodni, potem mogło się nie opanować tego tornada, które samemu się wyhodowało. Najpierw ujarzmić, okiełznać, a potem się spoufalać, a nie na odwrót! Zapukała do drzwi i nie czekając na pozwolenie, weszła do środka. Przecież gdyby nie mogła wejść, to by jej powiedział, prawda? Logiczne!
    - Dzień dobry, profesorze Lebiediew - odezwała się oficjalnie, ale z radością w głosie. - Mieliśmy dzisiaj zajmować się pierwszakami, pamięta pan? Jestem do usług! - powiedziała, stając na baczność.
    Zawsze się witała się z nim takimi sztywnymi słowami, przy jednoczesnym zachowaniu małej dziewczynki. Kipiała entuzjazmem, a że Adam był dla niej zarówno przyjacielem, jak i w pewnym sensie nauczycielem, łączyła na swój własny, wyjątkowy sposób te dwie rzeczy. Nie potrafiła podchodzić do niego sztywno, kiedy byli sami. W towarzystwie uczniów zachowywała pełen profesjonalizm, była potulna jak baranek i nawet wprawny obserwator bez większej wiedzy na temat ich relacji mógłby pomyśleć, że spotkali się po raz pierwszy, gdy Larisa zdecydowała się odbyć tu staż. Kobieta była inteligentna, jak na Krukonkę z krwi i kości przystało, więc potrafiła się zachować w odpowiednich momentach. Jednak nadal w jej środku uwięziona była ta niepokorna część, wewnętrzny głos, który szeptał jej głupie pomysły do ucha, a ona musiała nauczyć się go ignorować, choć wcale nie było to łatwe.

    [Mam nadzieję, że nic nie popsułam i wszystko pasuje!]
    Larisa ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydawało się, że Julia poza standardowym zasobem magicznych zdolności ma jeszcze jedną zdolność, która zdecydowanie nie trafiała każdemu. Była to umiejętność unikania szlabanów. I oczywiście, łatwo jest unikać szlabanów, kiedy jest się osobą, która nie znosi łamać regulaminów, ale były takie punkty, które Julia uważała za absurdalne i nawet nie myślała się do nich stosować. Tak jak zakaz nocnych spacerów po zamku. Tak jak zakaz wstępu do biblioteki po zamknięciu. Tak jak zakaz nocnych spacerów poza zamkiem. Tak jak wszelkie zakazy, które nie pozwalają robić co się chce i co przecież nikomu krzywdy nie robi. Zatem na zdobywanie szlabanów miała pewne szanse, a mimo to nigdy ich nie dostawała. Prawda była taka, że Julia bez większych starań i niecnych zamiarów, umiała oczarować niemal każdego. Wystarczyło się uśmiechnąć, grzecznie porozmawiać, powiedzieć coś miłego, coś interesującego i ostatecznie wszystko jej było wybaczone.
    Nie tym razem. Bo Hogwart dorobił się nowego nauczyciela… jakiegoś przedmiotu dodatkowego, na który nikt nie chodzi, bo jest nudny jak ciasto dyniowe w Halloweeen. A więc ten oto nowy nauczyciel, spotkawszy Julkę na korytarzu w nocy, o północy, jednym krótkim zdaniem („Szlaban, u mnie w gabinecie, jutro o osiemnastej”) zburzył całą teorię o umiejętności unikania szlabanów przez Julię Jones. Idiota. Jakby ona w ogóle wiedziała, gdzie znajduje się jego gabinet…
    Następnego dnia przy śniadaniu miała nawet o to zapytać, ale szanownego pana Harrisa długo nie było, więc uznała, że dowie się tego później. W międzyczasie otrzymała jednak od niego krótką notatkę, mówiącą, że zmiana planów i na szlaban ma się udać do pana Adama Lebiediewa, co oczywiście wywołało u Julii niekontrolowany wybuch śmiechu. Ale niedługo później uświadomiła sobie, że to nie zmienia faktu, że jej cudowna teoria została obalona, więc chodziła już obrażona aż do późnego popołudnia, wręcz wieczora, kiedy to udała się pod drzwi swojego przyjaciela. Przewróciła oczami, orientując się, że go nie ma, ale że nie miała za bardzo wyjście, to postanowiła poczekać. Czekała pięć minut, dziesięć, piętnaście, po pół godzinie chciała już nawet iść i mieć to wszystko w głębokim poważaniu, ale zaraz na końcu korytarza pojawił się szanowny pan profesor. Zaczekała aż do niej podejdzie, ale widząc jego entuzjazm od razu wybuchnęła śmiechem i dała się wnieść do pokoju bez krzyków i gadania, że jest strasznym porywaczem.
    Kiedy jednak odstawił ją na ziemię, na jej twarz ponownie powróciła obrażona mina i nawet buziak w czółko nieszczególnie na to pomógł.
    – Po pierwsze, tak, idę do Ciebie. Po drugie, nie mów do mnie „pączku”, bo to nie brzmi wcale uroczo. Po trzecie, tak, stało się. – wyjęła z tylnej kieszeni spodni złożoną na cztery karteczkę i podała ją Adamowi, unosząc przy tym wysoko brwi, okazując tym swoją pogardę tego zlepku liter, który się na niej znajdował. – Dostałam szlaban. – westchnęła zrozpaczonym tonem. – Od Harrisa, ale on nie mógł, więc kazał mi przyjść do Ciebie. – opuściła brwi, ale za to zmarszczyła je lekko, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Podpisz, ja Ci zrobię herbatę za karę i wszyscy będą zadowoleni. Pasuje? – posłała w jego kierunku swój śliczny, wesoły uśmiech i zaraz porwała w ramiona kota, który już zaczął ocierać się jej o kostki.

    JJ

    OdpowiedzUsuń
  8. [NaMerlina, co to za cudowny chłopaczyna <3 Cześć! Mogę wprosić się na wątek, czy będę już za natrętna? Bo chyba kiedyś miałyśmy coś razem napisać... : D]

    Chloe, Rose, Ulka

    OdpowiedzUsuń
  9. Uśmiechnęła się szerzej, kiedy Adam zgodził się na jej wizję szlabanu, wręczyła mu karteczkę, którą w związku z tym musiał podpisać, odstawiła kota na ziemię i skierowała się w kąt pokoju, gdzie od razu zabrała się za przygotowanie herbaty. Co jakiś czas zerkała kątem oka na przyjaciela, zdając sobie przy tym sprawę, że to właśnie jego obecność poprawiała jej humor. W końcu, gdy herbata była gotowa, ostrożnie złapała oba kubki i usiadła z nimi obok chłopaka, wręczając mu jeden.
    — Harris to buc. — mruknęła w odpowiedzi na jego komentarz i wypiła łyk gorącego napoju, który oczywiście niemal poparzył jej przełyk, więc momentalnie się skrzywiła. — Lepiej poczekać. — westchnęła i już po chwili zarówno jej, jak i Adama kubek stał na stoliku.
    Zsunęła powoli koc ze swoich kolan i odwróciła głowę, by spojrzeć na przyjaciela. Zauważyła, że był inny niż zwykle. Niby spokojny, ale jednocześnie rozdrażniony, jakby zdezorientowany, jakby sam nie wiedział co robi. Położył się, a po zaledwie kilku sekundach się podniósł. Uśmiechał się, a zaraz w jego oczach wyraźnie było widać zmęczenie. Już chciała zapytać i dowiedzieć się, co się stało, ale on wstał i usiadł za biurkiem, by sprawdzać prace uczniów. Wolała milczeć. Poza tym, nie umiała wyciągać niczego z Adama. Umiała to w przypadku Freddiego. Jeśli czuła, że u niego coś nie gra, dowiadywała się o co chodzi z takim uporem, o który chyba sama się nie podejrzewała. Na Adama jednak nigdy nie miała śmiałości naciskać. Umiała tylko słuchać go i być przy nim, kiedy tylko potrzebował jej obecności, ale nic więcej.
    Siedziała na łóżku, pijąc powoli herbatę i obserwując Adama, aż w końcu ten podniósł się i wrócił do niej, układając głowę na jej kolanach. Od razu wsunęła palce w jego włosy i zaczęła się nimi delikatnie bawić.
    — Nie był lepszy. Harris mnie wkurzył, więc fukałam na wszystkich cały dzień. — odpowiedziała, znów marszcząc brwi. — No, na prawie wszystkich. — dodała ciszej, starając się powstrzymać cisnący się na usta tajemniczy uśmiech. Była jedna osoba, dla której nawet tego okropnego dnia była miła.
    Jack był kolegą Julii z Klubu Eliksirów, a ostatnimi czasy stał się zdecydowanie bliższym kolegą. Spędzała w jego towarzystwie więcej czasu niż kiedykolwiek, nagle siadała z nim w ławce na kilku przedmiotach, czasem jadła śniadanie w jego towarzystwie i mimo że wiedziała, że mu się podoba, jakoś nieszczególnie chciała uciekać, chociaż być może powinna. Zdawała sobie jednak sprawę, że nie może wiecznie się bać zaryzykować, bać choćby spróbować. Musiała dawać pewnym okazjom szansę, nawet jeśli nie była stuprocentowo pewna.

    Julia

    OdpowiedzUsuń
  10. [Ogólnie Rose jest królową pojedynków, a przynajmniej lubi tak o sobie myśleć więc myślę, że Adam mógłby ją kojarzyć z Klubu. Mogłaby za mocno uszkodzić jakiegoś z uczniów, tak że wylądowałby u pielęgniarki no i Lebiediew wygłosiły jej jakieś kazanie, ewentualnie dał karę. Nie wiem, może mogłaby iść z nim i kilkoma uczniami do Zakazanego Lasu? I tam by się zgubiła : D
    Podoba Ci się coś takiego? Czy wolisz coś innego? (;]

    Rose

    OdpowiedzUsuń