Bardzo trudno jest ci powiedzieć „nie wiem”?

Nie wiem.

SOLENE MULCIBER
była mieszkanka dormitoriów w Ravenclaw ━ staż u profesora transmutacji


Różne słowa przewijały jej się przez życie, a do każdego mogła przypisać jakąś osobę. W końcu potrafiła łączyć wiele rzeczy ze sobą. Miała punkt A, miała i B, więc połączenie przychodziło dziewczynie z zadziwiającą prędkością. Jednak czym więcej się tych ludzi pojawiało, tym bardziej wszystko komplikowali. Swoim charakterem, osobowością oraz cechami. Coraz bardziej zdawała sobie sprawę z tego, że na świecie nie żyją tylko ludzie. Żyją anioły, demony i inne dziwadła, z jakimiś odmiennymi uczuciami. Jedni Cię leczą, drudzy pozwalają rozsypać Ci się na kawałki. Nie jesteś w stanie tak łatwo ich rozpoznać, nawet jeżeli w Twojej rodzinie od zawsze znajdowały się dwa namioty przeciwnych wierzeń i poglądów. Nigdy do żadnego Solene nie potrafiła się przydzielić. Lubiła czarną magię, a do mugoli odnosiła się obojętnie.
Kiedyś zastanawiała się nad tym, skąd bierze się zło i doszła do wniosku, że głównie z myślenia. Zmartwiło ją to trochę, bo bardzo lubiła wykonywać tę czynność, dlatego próbowała odpowiedzieć sobie na inne pytanie: skąd bierze się dobro?
Z naiwności - pomyślała.



tytuł cytatem prosto z dialogu między Sherlock'iem, a Moriarty'm
a na zdjęciu dla Solene zawsze Daisy Clementine Smith


tak, zaliczenia, projekty i sesja mi się skończyły

90 komentarzy:

  1. [Nooo, to jestem :D Przyszłam do Solene, bo jakoś od razu widział mi się wątek z Lysandrem. Nie wiem jeszcze jaki, ale może Ty coś wymyślisz skoro masz wolne. Ja tak bardzo chciałabym mieć to wszystko za sobą :c Wgl klimatyczne zdjęcie. Nie wiem dlaczego, ale jakoś mnie urzekło :D]

    M. Harrison/L. Scamander

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ooo. Super pomysła! :D Zacznę po urlopie, chyba że Ty coś naskrobiesz prędzej. Ogólnie Zander by jej powiedział, że on nie chce się pchać dalej w coś związanego z czarną magią. Oczywiście dowie się o tym po pewnym czasie. Jednak na pewno nie byłaby to awantura na skalę światową, bo chłopaczek taki nie jest ;) Myślę, że mogą się kojarzyć. W końcu ten sam dom jakby nie patrzeć.]

      Usuń
  2. [Cześć, witam ponownie! :) Nie było okazji stworzyć razem wątku, aczkolwiek postać Solene gdzieś mi się tam przewinęła kiedyś. Karta jest świetna - niewiele mówi o Solene wprost, ale dla mnie jest idealna. Bardzo tajemnicza :) Sama Solene jest również tajemnicą, przynajmniej dla mnie. Cóż, życzę miłej zabawy i dużo weny, no i zapraszam do Jamesa!
    + uwielbiam Cię za Sherlocka w tytule! <3]
    James Potter

    OdpowiedzUsuń
  3. [Po przodkach mówisz... W sumie to Lysander nie zwraca uwagi na takie rzeczy, więc pewnie nie miałby pojęcia o rodzince Solene ;D]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  4. [A dzięki za miłe słowa <3 Co do wątku - oczywiście pomysł mi się podoba, chociaż wychodzi na to, że James to niezły kobieciarz. Same koleżanki jak na razie ma. Ale cóż, nie narzeka, jak to facet :D Mogę coś zacząć, chociaż nie wiem, na kiedy się wyrobie. Mam jeszcze kilka odpisów i tydzień zawalony testami. Może Tobie uda się szybciej coś sklecić.]
    James

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że kiedyś miałyśmy myśleć nad jakimś wątkiem tylko wtedy jeszcze prowadziłam postać Ajruna. Cóż, teraz go nie ma ale mimo wszystko możemy nad czymś pomyśleć. Masz może jakiś pomysł dla wątku dla naszych postaci? Albo może pierw daj znać, która najbardziej by Ci odpowiadała. :)]

    Hyun, Avalon

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Ja też odrodzę Ignisa, jak tylko zdam sesje. A co do Sol, cóż... Jest jeszcze lepsza niż wcześniej <3 ]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Witam, nie znam poprzedniej Solene, ale ta bardzo mi się spodobała. Wydaje się taka spokojna i ogarnięta. Życzę powodzenia z wątkami i wszystkim, co na kronikach można znaleźć!]

    Panna zakrywaczka, Anija Oldien

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć! kojarzę Solene z wcześniejszych odsłon, ale nigdy nie udało mi się ciebie złapać na wątek... Może tym razem się uda :) Zawsze bardzo podobała mi się ta kreacja postaci, chociaż nie potrafię co nad tym zaważyło, bo mogło to być dosłownie wszystko.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Z tego co wiem była dosyć długo na blogu, a wiadomo, że nie każdy ma czas na prowadzenie miliona wątków, które pewnie miała już po pewnym czasie :p No tak czy inaczej teraz mamy możliwość zmiany tego stanu, więc myślimy! Masz już może jakiś pomysł? Ja jestem otwarta na każdy wątek/relację :)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Jasne, mi wszystko pasuje, więc czekam :)]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Ted nie jest do lubienia, to maskotka Lily. Z tym, że on o tym nie wie ;) Jeżeli Lilka wydaje się uroczą dziewczynką to niezmiernie mnie to cieszy, bo taki właśnie miał być jej odbiór. Każdy diabełek musi mieć jednak jakieś diabelskie kontakty. Jak z tym u Selene? ]

    Lily Rose

    OdpowiedzUsuń
  12. [wiesz, jeśli masz ochotę, to możesz znów przejąć Ashtona. :)]

    siostrzyczka.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Zgłaszam się po ten wątek co nam nigdy nie dochodzi do skutku, o! Tylko jest jeden warunek – najpierw musisz wybrać sobie którąś z moich postaci c;]

    Arsellus Langhorne/Vane Pollock

    OdpowiedzUsuń
  14. [Naprawdę? Jesteś drugą, albo trzecią osobą, która tak mówi... Kurcze, przecież ona jest taka kochana XD Ale dobrze, może być Hyuni w sumie to nawet fajnie bo bardzo lubię prowadzić nim grę. Dobrze, to co to za pomysł Ci się tli? Coś ciekawego wspólnymi siłami obmyślimy. Nie wiem czy wolisz tu ustalać szczegóły czy może mailowo? Mnie osobiście to bez większej różnicy.]

    Hyun

    OdpowiedzUsuń
  15. [Ojeeeju, ostatnie zdanie w karcie tak bardzo mnie zasmuciło. :< Ale w sumie trudno nie przyznać, że to chociażby częściowa racja. Zabawne, bo chyba jakoś tydzień temu zaglądałam pod kartę starej Solene, bo ja tak czasami sobie lubię zobaczyć, jakie tu dzieła w ogóle się jeszcze znajdują. Tutaj również życzę powodzenia. c:]

    Jemma Simmons

    OdpowiedzUsuń
  16. Odpalił papierosa nerwowo poruszając nogą. Wmawiał sobie, że to uczucie wiąże się jedynie z brakiem nikotyny w jego organizmie. Jednak jego stan wewnętrzny wcale się nie poprawiał. Zamknął oczy i głęboko odetchnął. Uspokoił zszargane nerwy, żeby w pełni mieć kontrolę nad własnym ciałem i słowami, które za chwile będzie musiał wypowiedzieć. Znał swojego brata na tyle dobrze, że wiedział, że ten niedługo wparuje tutaj jak oparzony i wyrzuci mu w twarz wszystkie przykrości, jakich Ignis mu przysporzył przez całe życie. Tym razem przesadził i zdawał sobie z tego sprawę.
    Mozolnym krokiem ruszył w stronę barku. Nalał sobie pół szklanki whisky i wypił ją duszkiem delektując się ciepłem, które rozeszło się po jego ciele. To samo czuł w towarzystwie Solene i nie potrafił jakoś racjonalnie tego wyjaśnić. Na korytarzu było słychać krzyki zarówno Ślizgonów jak i jego brata. Uśmiechnął się pod nosem zapełniając tym razem dwie szklanki mocnym trunkiem. Drzwi otworzyły się z głośnym hukiem uderzając o ścianę.
    -Spokojnie, bo zrobisz dziurę, dopiero co było tu malowane. – mruknął spokojnie podając bratu alkohol. – Przyda Ci się, weź. – przysunął szklankę jeszcze bliżej patrząc się na niego intensywnie. Był przekonany, że odrzuci tą propozycję, jednak ku zaskoczeniu Anthony, który nigdy nie wypił nawet lampki wina duszkiem wypił whisky krztusząc się przy tym. Ignis uśmiechnął się pod nosem i zamknął drzwi, przez które zaglądali ciekawscy pierwszoroczniacy zainteresowani biegiem zdarzeń.
    - Jak mogłeś?! Wszystko bym zniósł, ale Solene?! Dlaczego ona?! Możesz mieć przecież każdą! – warknął popychając brata z całej siły. Ignis zrobił krok do tyłu i odstawił swoją szklankę. Oparł się o barek i przewrócił oczyma.
    - Daj spokój, przecież to była tylko zabawa. Nie wiedziałem, że Solka się tak zakocha. – wzruszył ramionami gasząc papierosa w szklance.
    - Ona była dla mnie wszystkim Ty egocentryczny dupku! – w oczach brata pojawiły się łzy. Ignis podniósł do góry jedną brew.
    - Teraz widzisz jakie są baby. Uczę Cię życia młodszy bracie, powinieneś być mi wdzięczny. – stwierdził nie spuszczając z niego wzroku. Nigdy nie widział Anthony’ego w takim stanie. Gryfon wybiegł z pokoju becząc nieustannie uderzając drzwiami Malene, zakochaną po uszy w Ignisie Ślizgonkę, która najwyraźniej podsłuchiwała ich rozmowę. Uśmiechnęła się widząc Ignisa i ruszyła do wyjścia z Pokoju Wspólnego.
    Wysoka, długowłosa brunetka szła przez korytarze Hogwartu podśpiewując pod nosem ulubioną piosenkę Hogogoblinów. Zmierzała w stronę Pokoju Wspólnego Krukonów, żeby utrzeć nosa Solene.

    yay, ale się będzie działo.
    ignisiątko tak bardzo złe

    OdpowiedzUsuń
  17. [Wracam ♥ Też mi brakuje tego pisania, stwórzmy coś wreszcie!]
    aris

    OdpowiedzUsuń
  18. [Z przypadku, ale może być Sol, Aarona przy dobrym pomyślę też przygarnę, wybieraj]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Tak, to jest Noctis z FF XV :)
    Nic się nie stało. Najwidoczniej opublikowałam się jak byłaś na mini urlopie albo coś.
    Kompana na pewno, ale zacząłby ją denerwować swoim spóźnialstwem :P Ja mogę z Sol oraz Lorelle pisać, bo po prawdzie to nie mam wątku z nauczycielem żadnym :)]

    Beleth Yukimura

    OdpowiedzUsuń
  20. Gdyby tylko wiedział, że to wszystko skończy się właśnie tak, nigdy w życiu nie zdecydowałby się na zrobienie rzeczy, która kosztowała go aż tyle. Z jednej strony ani trochę nie żałował tego co się stało, jednak tylko jeśli chodziło o osobę, która w opinii dyrektora i całego grona pedagogicznego ucierpiała w tym wszystkim najbardziej. W tamtym momencie nie docierały do niego pełne pretensji słowa, sterta niezrozumiałych zarzutów i zdania nasączone wylewającymi się na wierzch groźbami; przymus zakończenia hogwarckiej edukacji w opinii Arisa znaczył o wiele więcej niż każde z tych pojedynczych, nic nie ważnych wyrazów, które nie miały możliwości bezpośrednio przyczynić się do zrównania z ziemią wszystkich jego planów. Pomimo częściowego ochłonięcia i upływu czasu, dalej nie poczuwał się do winy i szczerze wątpił, by wyrzuty sumienia kiedykolwiek dopadły go w swoje sidła. Jedyne co czuł to ocierającą się o niego niesprawiedliwość, w którą z pewnych powód nie chciał ingerować. Nie miał żalu do Solene i nie zamierzał robić z niej swojego wspólnika, a po cichu cieszył go fakt, iż jego spec od czarnej magii wyszedł z tego bez szwanku czy uszczerbku na psychice, jak to się stało w przypadku Ackermana. W końcu inicjatywa wyszła wyłącznie od niego samego, zatem obarczanie konsekwencjami osoby, która zgodziła się mu pomóc, przechodziło nawet wyobrażenia kogoś tak zawzięcie dążącego do postawionego przed sobą celu, jakim w tamtym dniu była eliminacja człowieka, który niefortunnie stanął mu na drodze. Człowieka, przez którego jego dawna, niezagrożona niczym pozycja niezaprzeczalnego numeru jeden gwałtownie zadrżała, a wizja czyhającej za rogiem przegranej stawała się wyraźniejsza i nabierająca kształtów. Nie żałował, chociaż w gruncie rzeczy naprawdę nie zależało mu na trwałym i nieodwracalnym usunięciu niewygodnej przeszkody; ten nie dający mu spokoju epizod mógł co najwyżej nazwać trudną do przewidzenia pomyłką, nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności czy wypadkiem, lecz na pewno nie planowaną od dawna próbą morderstwa, która ostatecznie zawyrokowała o konieczności wyjścia poza mury Zamku. Bez możliwości powrotu.
    Aris nie sądził, że spotka kogoś, kto samym swoim sposobem bycia będzie w stanie doprowadzić go do załamania nerwowego i głębokiej depresji. Mylił się. Wiekowa mieszkanka Hogsmeade, która po długich namowach okrawających o błaganie postanowiła mimo niekończącego się - ale - wynająć mu mały pokój na poddaszu sprawiała, że z miłą chęcią spakowałby się już teraz i wyniósł na drugi koniec wioski. Byle jak najdalej od niej.
    Z ust chłopaka wydobyło się stłumione przez odgłosy pukania westchnienie, tożsame z wyobrażanym sobie widokiem irytującej właścicielki, stojącej tuż za drewnianymi drzwiami. Chwycił w dłoń położoną na szafce różdżkę i powoli ruszył w stronę źródła dźwięku, przygotowując się do konfrontacji z tą przemiłą starszą panią. Zacisnął palce na klamce, przekręcając ją przy równoczesnym wyrzuceniu z siebie oschłego Co znowu i zmieniając wyraz twarzy na ten wyrażający prawdziwe zdziwienie praktycznie w tym samym czasie.
    — Co ty tu robisz? — może i powinien przywitać się w bardziej typowy dla dwójki dobrych przyjaciół sposób, jednak w pierwszym odruchu stojąca naprzeciw niego Solene nie przywołała na jego usta dawno nie widzianego uśmiechu. Nie miał najmniejszej ochoty wysłuchiwać kolejnych z rzędu pretensji, a był niemal w stu procentach pewien, że rozmowa będzie składała się w głównej mierze z nich. O ile to co miało lada chwila się rozpocząć będzie można nazwać rozmową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Wejdź — odsunął się na bok, chcąc wpuścić blondynkę do swojego klaustrofobicznego, jednopokojowego królestwa. Oparł się plecami o framugę drzwi, mierząc w gościa pytającym spojrzeniem; nie potrafił powiedzieć tego na głos, chociaż po jego głowie krążyły słowa, które najprawdopodobniej stały się jednym z powodów tej niezapowiedzianej wizyty. Okłamałem cię Sol, i co z tego?. — Co nowego w Hogwarcie? — zapytał z wyczuwalną w głosie ironią, nie mogąc powstrzymać się od powiedzenia przynajmniej jednej kąśliwej uwagi na temat miejsca, które kazano mu opuścić.

      chyba jednak nie umiem się zamknąć w jednym komentarzu... Ar[t]is

      Usuń
  21. [Nie każdy Ślizgon jest taki sam. Nie chciałam, by był szablonowym dupkiem, a raczej zrobić z niego zacofanego chłopaka :) jakieś pomysły?]

    Billy

    OdpowiedzUsuń
  22. Reakcja Solene była tak błyskawiczna, że Albus aż podskoczył. Niczym wiewiórka wspięła się po drabince, by odłożyć książki. Poprosiła chłopaka o jeden z tomów, który został na podłodze, a następnie równie szybko zeszła, stając przed nim z tym swoim uśmieszkiem i błyskiem w oku. Wyglądała trochę jak mugol, którego Potter spotkał w dzieciństwie i który nie mógł przestać mówić o tym, że jedzie do Disneylandu… Czymkolwiek był Disneyland.
    Nie zdążył jednak długo popatrzeć na jej podekscytowaną twarz, gdyż pociągnęła go za rękaw ku wyjściu z biblioteki. Zbiegli schodami na dół najciszej, jak tylko się dało, a następnie skierowali się w stronę Sali Wejściowej. Zarówno Potter, jak i Mulciber nie raz już wymykali się z łóżek, wiedzieli więc, jak nie napotkać na swojej drodze nikogo niepożądanego.
    Al pchnął ciężkie drzwi wyjściowe. Uchylił je na tyle, żeby oboje prześlizgnęli się na zewnątrz. Gdy już znaleźli się na dworze, a chłodne podmuchy wiatru w kilka sekund zdołały zrobić z jego włosów jedną wielką szopę, zwrócił się w stronę towarzyszki. Na jego twarzy pojawił się uśmiech triumfu. Naprawdę szli szukać inferiusów… Nie do końca to do niego docierało, jednak był podekscytowany. Wyjął z kieszeni różdżkę.
    – Lumos – szepnął, a na końcu patyka zabłysło wątłe, niebieskawe światło.
    Pewnym krokiem ruszył w stronę Zakazanego Lasu, zrównując krok z Solene. Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, jednak dziewczyna przerwała ciszę dość zabawnym dla Albusa pytaniem. Zaśmiał się pod nosem i wzruszył ramionami.
    – Może to właśnie dlatego to robię, żeby się wyrównało – odpowiedział. – Czemu jedno imię kojarzy się innym dobrze, a inne nie?
    Zmierzył Solene wzrokiem. Jej spojrzenie było skupione, włosy upięte w kok… Zupełnie, jakby zaraz miała zasiąść do ważnego egzaminu.
    – Jesteś Krukonką, nie powinnaś świecić przykładem i wykazywać się nieskończonymi pokładami mądrości?
    Sam nie wiedział, co tak bardzo pasjonowało go w czarnej magii. Było w niej coś pociągającego, zupełnie innego niż to, czego uczyli się na lekcjach. Zaskakiwała potęgą, którą w sobie kryła, a jednocześnie dobrze wykorzystana wcale nie musiała być „czarna”. Nie lubił stereotypów i zakazów. Nie lubił być ograniczany.

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  23. [Pojawiam się. I lubię Solene.]
    o'brien

    OdpowiedzUsuń
  24. [O, szkoda, że jej nazwisko jest jakoś zakrywane... Jest naprawdę dobrą modelką.
    Piszę tu, bo Solene była pierwsza w kolejności. Jak byś miała ochotę na wątek, zachęcam :)]

    Alma Carrow

    OdpowiedzUsuń
  25. [Dziękuję za nazwisko :D
    A co do wątku - nie jest prosto. Komu prościej byłoby wymyślić jakieś powiązanie, albo relację?]

    Alba & Neron Carrow

    OdpowiedzUsuń
  26. Sam nie wiedział dlaczego tak właściwie nie dał znać dziewczynie, że przeniósł się do innej szkoły. Chociaż dobrze im się ze sobą pisało nie potrafił się przyznać do zawalenia roku, nie mógł znieść myśli, że mógłby komukolwiek opowiedzieć o swoich porażkach. Nawet jeżeli ta osoba znajdowała się wówczas daleko, nie mógł znieść myśli, że nawet tam, na drugim krańcu świata ktoś nagle będzie myślał o nim jak o nieudaczniku. Nie przejmował się opinią innych ludzi, dopóki nie była to opinia człowieka, którego lubił. Przynajmniej listownie. Bardzo polubił tę osobę i nie mógł sobie tego wyobrazić, nie mógł się pogodzić z tą myślą, a przymierzał się już kilkakrotnie do napisania jej prawdy, przyznania się. Teraz jednak było zdecydowanie za późno, więc brnął dalej w swoje drobne kłamstwo, przynajmniej tak sobie wmawiał.

    Annjong* Solen,

    Napisał pierwszy wers uśmiechając się delikatnie do siebie, siedząc w kącie szkolnej biblioteki, w miejscu, w którym z pewnością nikt nie będzie mu przeszkadzał.

    Ostatnio każdy dzień mija mi tak samo. Pobudka, śniadanie, zajęcia, drugie śniadanie, kolejna partia zajęć i obiad. Ciągłe treningi quidditcha, kapitan uparł się, że w tym roku podniesiemy się w tabeli… Wszyscy wiedzą, że nieśmiało wierzy w nasze zwycięstwo, ale nasi przeciwnicy są bardzo dobrzy. Nasza drużyna również, ale większości brakuje ostatnio tego zapału… Wznoszenie się na miotle ku górze nie powoduje we mnie takiego szczęścia jak wcześniej. Tęsknie za to za lataniem na Wielkich Nawałnikach Burzowych, to było coś… Wspomnienia, których nikt nie jest w stanie odebrać. Bardzo lubię do nich wracać, a Ty Solen? Do czego lubisz wracać? Z pewnością są w Twoim życiu rzeczy, które w jakiś sposób zeszły na drugi plan i za nimi tęsknisz. Opowiedz mi o nich…

    Uniósł o kilka centymetrów dłoń z piórem w górę i jeszcze raz przeczytał swój tekst. Przygryzł delikatnie wargę, marszcząc przy tym czoło. Za każdym razem, kiedy do niej pisał długo zastanawiał się co powinien jej mówić, co zachować dla siebie. Dokładnie analizował każde swoje słowo, aby przypadkiem nie dopuścić do napisania czegoś, nieodpowiedniego. To jest, do napisania czegoś, w czym ją wcześniej okłamał. Powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi było prawdą, a pamiętanie tych odrobinę podkoloryzowanych opowieści z życia codziennego wcale nie było takie łatwe jak mogłoby się wydawać.

    Trzymaj się ciepło w te mroźne dni i proszę Cię, nie rozchoruj się.
    Hyun.


    Zapakował starannie kawałek pergaminu w kopertę i opuścił bibliotekę, zgarniając wcześniej wszystkie swoje rzeczy do skórzanej torby. Przewiesiwszy ją sobie na ramieniu ruszył powoli w stronę wyjścia z zamku. Nim wyszedł na zewnątrz zarzucił na ramiona szatę wyjściową i przyspieszając kroku zmierzał ku sowiarni.
    Dobrze pamiętał, kiedy zgłosił się do tej listownej wymiany, to było jeszcze przed tym, gdy Chang-ah tak nagle zniknął. Nigdy nie myślał, że może polubić kogoś na podstawie samych listów, nigdy też nie spodziewał się, że taka wymiana może potrwać tak długi czas… Chociaż w między czasie przechodził przez ciężkie chwile, myśl, że musi napisać do Solen napawała go chwilową radością. Odrywał się wówczas od złych momentów, skupiając się na tej jednej czynności.

    *Annjong znaczy cześć
    [mój mózg zaczął przetwarzać informacje i się zaczął zastanawiać jak to z tymi listami rozwiązać. Jak coś jest nie tak jak myślałaś to krzycz, napiszę najwyżej raz jeszcze, no problemo amigo.]
    Hyun

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz tak patrzę... pozjadałam e przy imieniu Twojej postaci. Mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone ;<

      Usuń
  27. [Cieszę się, bo o takie wrażenie mi chodziło. c: A karta Solene świetnie napisana, jak i ona sama.]

    Lucréce

    OdpowiedzUsuń
  28. Lysander szedł korytarzami Hogwartu jakby właśnie wygrał w magicznego totka i oznajmił, że ma zamiar podróżować po świecie, podczas gdy reszta uczniowskiego półświatka miała tkwić z egzaminami i martwić o przyszłość. Co prawda Scamander w życiu, by tak nie zrobił. Nie znosił hazardu i wydawania zbędnych pieniędzy (mimo że jego rodzice mieli dobre posady, to groszem nie pachnieli), a w dodatku w życiu nie czuł się lepszy od innych. Wszyscy byli równi, obojętnie czy arystokrata rodem od Ślizognów czy ofiara losu od Puchonów. Blondwłosy brat bliźniak nie dzielił tak ludzi. Zresztą nigdy się nad tym zastanawiał, a gdyby ktoś go o to spytał, pewnie otworzyłby szeroko oczy i spytał co ma na myśli. Tak. Bo Lysander Scamander w odróżnieniu od swojego brata Lorcana był zupełnie oderwany od rzeczywistości. I nikt go za to nie winił, nawet nikt się z niego nie śmiał, bo ci wredniejsi uczniowie Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nauczyli się, że z tym dzieciakiem nie ma co zadzierać. Znał chyba każdą tajemnicę zamku i wymykał im się z łatwością. Lysander robił to zresztą nieświadomie. Po prostu szedł z książką i akurat skręcił w ten korytarz, a osiłki za jego plecami wpadali na niewidzialne pole siłowe. Lub rozmawiał z duchami, a przyszli niedoszli prześladowcy zostali przerażeni na śmierć przez zjawy, gdy tylko wyczuwały niecny podstęp skierowany w ich przyjaciela. Być może jedynego w całym zamku. Nikt ze studenciaków nie rozmawiał z umarłymi. Zwyczajnie interesowały ich inne rzeczy. Ale nie Zandera, który wdał się w matkę. Blondynek z niesfornymi włosami lubił słuchać opowieści, które z wielką chęcią opowiadały mu duchy. Często też doradzali mu w lekcjach lub nawet podawali właściwe odpowiedzi. Tyle wieków w szkole ze wspaniałą biblioteką zrobiło swoje. Niekiedy też szeptały mu na ucho tajemnice z Działu Ksiąg Zakazanych, co rozdmuchiwało wyobraźnię Krukona na kolejną przygodę.
    Tego dnia był taki zadowolony właśnie z tego samego powodu. Carol di Beaz uwielbiał tajemnice i uwielbiał się nimi dzielić z Zanderem. Opowiedział mu o pewnym tajnym przejściu do innego świata magicznych stworzeń w jednym z domów w Hogsmeade. Scamander musiał to sprawdzić!
    Właśnie szedł do biblioteki po odpowiednią książkę, by przygotować się na wyprawę. Dość szybko znalazł odpowiednią książkę. Uśmiechnął się szeroko, uważając, że to nie uśmiech losu, a przeznaczenie! Markiz Carol di Beaz mówił, że tak będzie. A jeśli tak, to znaczyło, że Lysander miał przeżyć kolejną wspaniałą przygodę! Czym prędzej zaczął kartkować opasłe tomiszcze w poszukiwaniu wspaniałych wiadomości. Jednak tak się wciągnął, że słysząc cichy głos tuż obok, podskoczył. Widząc dziewczynę, rzucił z szerokim uśmiechem i głosem pełnym nieukrywanego entuzjazmu:
    - Witam! Właśnie czytam o krępuszczach. To przypominające niedźwiedzie bestie z wykrzywionymi jak guźce kłami. Fantastyczne stworzenia! Podobno wszyscy się ich boją, bo są brzydkie, ale kochane… Sądzę, że byłbym dobrym przyjacielem takiego krępusza. A ty jak sądzisz?

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  29. [ ♥

    Zobaczymy, co nam wyjdzie :3 ]

    Silas Mulciber

    OdpowiedzUsuń
  30. [Solene zdaje się być idealną opcją na partner in crime dla Notta. Nie dość, że posiada całkiem w porządku brzmiące dla niego nazwisko, to na dodatek jest prefektem z czego mógłby czerpać niemałe korzyści, całkiem bezinteresownie znajomości to on nie zawiera. Wszystkowiedząca dwójka połączona zainteresowaniem czarną magią brzmi kusząco. Stwórzmy im coś niebanalnego z dużą dawką zakazanych zaklęć i nieoczkiwanych skutków. Pomyślałam, że skoro oboje zdają się być osobami, które nie cofnęłyby się przed niczym, może uznałybyśmy, iż przypadkiem w jakimś dziwnym miejscu odnaleźliby starą księgę o wyjątkowo paskudnej treści. Nie mogąc doszukać się żadnej wzmianki o niej w bibliotece, sami postanowiliby w praktyce użyć zamieszczone tam instrukcje, co ostatecznie wcale nie potoczyłoby się zgodnie z ich oczekiwaniami. Nie wiem, czy ta koncepcja powyżej ma większy sens, aczkolwiek jeśli nie, to zawsze możemy podumać nad czymś razem; w końcu co dwie głowy to nie jedna! :D]

    Blaine

    OdpowiedzUsuń
  31. [Spróbujmy wymyślić coś konkretnego :D Jakaś akcja, jakieś kłótnie i sprzeczki i inne fajne rzeczy xD]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  32. [nie smuć się! :c]

    Lucy Weasley.

    OdpowiedzUsuń
  33. [To brzmi logicznie, skoro oboje pochodzą z rodzin, których członkowie byli Śmierciożercami, to całkiem oczywistym byłoby, jeśli w ich domach głęboko schowane nadal znajdowałyby się księgi o podejrzanej treści. Na dodatek dwie osoby o takich charakterach jak oni na pewno nie zrezygnowałyby z eksperymentowania, nawet jeśli ich wiedza byłaby szczątkowa. Blaine bez wątpienia, by się do tego nie przyznał, ale sam dobrowolnie bez nacisków ze strony Sol raczej nie uczyniłby z siebie obiektu doświadczalnego, więc jej kandydaturę przyjąłby z ulgą. I rzecz jasna możemy przyjąć, że Nott urodził się jakoś pod koniec roku, zresztą aranżowanie życia swoich pociech zdaje się wpisywać w tę politykę czystokrwistych rodów, więc może być ciekawie. Nie będę ukrywać, iż pomysł bardzo mi się podoba, więc jeśli nadal masz ochotę zacząć, to cierpliwie poczekam. :D]

    Blaine

    OdpowiedzUsuń
  34. [Czyli tak, Solene kocha się w Ignisie, który ją wykorzystał, a jako, że jest przyjacielem Sullivana to Solene pomyślała, że jej brat o wszystkim wie i dlatego chce mu zrobić awanturę, taak? Pytanie też brzmi, czy Sully serio o tym wiedział czy kompletnie nie zdawał sobie z tego sprawy? :D Wybacz, dzisiaj jeszcze nie myślę :c]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  35. [zapraszam, Carrie chętnie się odda w ramiona Sol. :3]

    Caroline Moore.

    OdpowiedzUsuń
  36. [Owszem, dogadałyśmy :) Sully jest zły i Sully na razie będzie zły, na Ignisa oczywiście, bo jak tak mógł skrzywdzić jego siostrzyczkę ukochaną?!
    Będę wdzięczna za zaczęcie :3]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  37. [Szybciutko tutaj przybiegłam nawet z pomysłem na wątek, który mam nadzieję okaże się co najmniej znośny xd
    Otóż może nauczyciel, któregoś z przedmiotów zadał jej karę na napisanie jakiegoś referatu o dowolnym dla Twojej postaci temacie, a że z Solene dobrze dogaduje się z Borysem to poprosi bardziej doświadczonego kolegę o pomoc, a przy okazji on wzbogaci jej wiedzę na temat OPCM :3 Co Ty na to?]

    OdpowiedzUsuń
  38. – No i czego ryczysz? – powiedział troszkę już zdenerwowany, podając siostrze chusteczkę. Nie lubił, gdy Sol była w takim stanie, bo zazwyczaj i jemu wtedy łzy same napływały do oczu. Tym razem przybrał kamienny wyraz twarzy i starał się zachowywać spokój. Siedzenie w nocy w damskiej łazience nie było tym, czego chciał Silas w tym momencie.

    ***

    Kładąc się do łóżka półtorej godziny temu, nie wiedział jeszcze, że wkrótce będzie stać boso na zimnych kafelkach. Czasami takie zwroty akcji się zdarzały. Leżał już w łóżku, przykryty ciepłą kołdrą. Czytał podręcznik do eliksirów i przyglądał się swojemu walentynkowemu prezentowi, gdy do drzwi do jego pokoju ktoś zapukał. Było już po ciszy nocnej, więc Mulciberowi nawet do głowy nie przyszło, że ktoś mógłby teraz przyjść do pokoju. Drzwi otworzył współlokator Silasa, który na początku mamrotał coś pod nosem, ale przestał, gdy okazało się, że niezapowiedzianym gościem była dziewczyna. Mulciber szybko rozpoznał ową osóbkę, która szybko i pewnie podeszła do niego i powiedziała, że musi iść z nią. Nie zdążył nawet zareagować, bo Cora [wymyśliłem Ci przyjaciółkę xD] chwyciła go za rękę i z niebywałą siłą ściągnęła go z łóżka i powlekła za sobą. Silas w ostatniej chwili złapał szlafrok i podążył za dziewczyną.
    Nie podobało mu się to, że zmierzali w kierunku łazienki dziewczyn. Wcale nie dlatego, że jak dla niego, łazienka dziewczyn miała być miejscem tajemnym, do którego nie powinien mieć wstępu, chodziło o coś innego. Już po drodze domyślił się, że chodzi o jego siostrę, bo w innym wypadku nie przyszła by po niego jej przyjaciółka. Dopiero przed wejściem do łazienki Cora wyjaśniła, że środkowa nie jest w najlepszej formia, a mówiła to w taki sposób, że Silasowi zaczęło się wydawać iż jego siostra jest umierająca. Na szczęście po otworzeniu drzwi okazało się, że wcale tak nie było.
    Pierwszym zmysłem, który zaczął pracować, był słuch. Silas słyszał szloch swojej siostry. Na początku chciał szybko ją odnaleźć, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Powstrzymał się jednak. Dużo się między nimi wydarzyło i teraz praktycznie ze sobą nie rozmawiali. Nie siedzieli nawet obok siebie podczas posiłków. Nie wiedział więc, jak mogłaby zareagować, na takie zachowanie, chociaż podświadomi mogłaby tego chcieć. Nad Krukonką stały jeszcze dwie dziewczyny, które starały się ja pocieszyć, ale najwyraźniej im to nie wychodziło. Gdy tylko zobaczyły białowłosego od razu im ulżyło. Jedna z dziewczyn położyła świeczkę na ziemi dając drugiej dziewczynie sygnał do wycofania się. Mulciber nie podszedł od razu do siostry i dopiero po chwili stanął obok.
    – No i czego ryczysz? Chcesz zostać kolejną jęczącą dziewuchą w kolejnej łazience? – mruknął. Nie chciał jej pocieszać, przynajmniej teraz. Próbował mówić stanowczo, bo wiedział że na Sol najlepiej podziała coś takiego, niż czułe zapewnienia że będzie dobrze. – Nie wyglądasz korzystnie, gdy jesteś taka zasmarkana.

    brat, ten fajniejszy

    OdpowiedzUsuń


  39. [Hmm...Tak się zastanawiam co obchodzi Borysa to, że Solene kręci się przy Lupinie? No bo w zasadzie to nie jego sprawa :D Mogą się nie lubić choć przyznam, że takie wątki piszę rzadko wręcz wcale xd]

    OdpowiedzUsuń
  40. [Ojej, dziękuję bardzo <3 Ja to lubię różne postacie, więc skoro mam kogoś złego to teraz musiałam zrobić kogoś dobrego ;)
    Na razie pomysłu żadnego nie mam, słabo mi z tym idzie, wolę zaczynać :c Ale jak na coś wpadnę to dam znać! Na razie zacznij nasz jeden wątek <3]

    Max

    OdpowiedzUsuń
  41. [Hah, to dobrze, taki był chyba mój zamiar xD Sama zgubiłam się przy Callumie w trakcie pisania karty ;p]

    OdpowiedzUsuń
  42. [WIEM. <3 RÓBMY COŚ]

    Johan

    OdpowiedzUsuń
  43. Ten dzień był zdecydowanie zwariowany dla Ignisa. Początkowo Solene, jego była(aktualna) dziewczyna(na niby) przyznała się Anthony'emu że już długi czas zdradzała go z Ignisem. Następnie on dobitnie dał znać bratu, że jest skończonym kretynem, skoro kiedykolwiek uwierzył kobiecie, co oczywiście słyszała Malene, która na milion galeonów pobiegła właśnie do Pokoju Wspólnego Krukonów. Ślizgon nie miał zamiaru jej zatrzymywać. Wolał, żeby Sol dowiedziała się o jego małym przekręcie całkiem przypadkowo, niż samemu jej to wyznawać. Bał się jej reakcji bardziej niż czegokolwiek dzisiejszego wieczoru, ale uspokajał się kolejnymi szklankami Ognistej, które powoli zaczynały szumieć mu w głowie.
    Długo nie musiał czekać na przybycie blondynki. Wraz z głośnym pukaniem do drzwi usłyszał jakieś krzyki w Pokoju Wspólnym. Była to z pewnością Malene, która wyganiała kogoś z głośnym piskiem. Ignis zmrużył oczy i wypił szklankę trunku do końca po czym nieco chwiejnym krokiem ruszył do drzwi. Nie zdążył ich otworzyć, bo wściekła Solene wbiegła przez nie o mały włos nie wbiegając w chłopaka. Na korytarzu stała ciemnowłosa Ślizgonka próbująca również wtargnąć do dormitorium Ignisa. Prawdopodobnie bała się, że ta dwójka w jakiś sposób może się pogodzić, choć było to całkowicie niemożliwe.
    Jezu Malene, idź spać. - mruknął nie spoglądając nawet na dziewczynę wypychając ją barkiem na zewnątrz. Zamknął drzwi na klucz, słysząc jak Ślizgonka próbuje otworzyć nadaremno drzwi. Przewrócił oczyma i położył się wygodnie na łóżku zakładając dłonie pod głowę.
    Tłumacz się – usłyszał jadowity głos Solene, która ciągle stała z wściekłym wyrazem twarzy.
    Zluzuj trochę ślicznotko. Podobno złość piękności szkodzi. - zerknął na jej reakcję podnosząc do góry jedną brew i uśmiechając się cynicznie. Westchnął widząc, że jego lekki żarcik na rozluźnienie atmosfery nie zadziałał. - No co mam Ci powiedzieć... Wszystko już pewnie wiesz. Wątpię, że Malene oszczędziła Ci szczegółów. - wzruszył ramionami i położył się na prawym boku ziewając. Zamknął oczy na sekundę po czym gwałtownie wstał i zaczął szukać w szufladzie stolika nocnego paczki papierosów. - Swoją drogą nie uważasz, że jej determinacja jest godna podziwu? - spytał retorycznie wkładając papierosa do ust. Chwycił różdżkę i machnął nią sobie przed nosem zapalając fajkę. Wstał i zatrzymał się tuż przed Solene odwracając głowę na prawą stronę by wydmuchać dym. - Nie martw się. - przejechał delikatnie grzbietem szorstkiej dłoni po jej policzku. - Wszystko będzie dobrze. - mruknął patrząc w jej oczy. Przez moment miał ochotę pocałować ją i zapomnieć o całej sprawie. Zacisnął mocno zęby odwracając się od dziewczyny szybko mrugając oczami, żeby powstrzymać łzy. Podobno były one skutkiem smutku. Może tak właśnie wygląda to uczucie. Ciężka gula w gardle i ten okropny ból w klatce piersiowej.
    Zaciągnął się papierosem najmocniej jak mógł chcąc pozbyć się tego paraliżującego nieprzyjemnego uczucia. Na darmo. Żałował tej chwili słabości. Wolałby, żeby Solene go nienawidziła, niż kochała, skoro nie mógł pozwolić sobie na bycie z nią. Cokolwiek to znaczy.

    [smuteczek.]
    wciąż kochający ignis

    OdpowiedzUsuń
  44. Doskonale zdawał sobie sprawę, że to przez niego jego kontakty z rodzeństwem się urwały. Może nie do końca, ale zdecydowanie spędzali ze sobą mniej czasu niż wtedy, gdy byli dziećmi. A wszystko przez to, że Sullivan jako jedyny trafił do Slytherinu i znalazł sobie nowych znajomych, zamiast nadal trzymać się ze swoim rodzeństwem. Dla niego to było całkiem normalne, ale Silasowi i Solene chyba się to nie spodobało. Przynajmniej na początku, bo teraz byli chyba przyzwyczajeni do takiego stanu rzeczy. Poza tym, ostatnimi czasy z Solene kontaktował się nieco częściej, choć tylko dlatego, żeby jako prefekt pomogła mu się wyplątać z kłopotów. Oczywiście, kochał ją. Kochał też Silasa i gdyby coś im się stało, zabiłby każdego, kto byłby za to odpowiedzialny.
    Nie miał zielonego pojęcia o tym, co działo się między jego najlepszym przyjacielem a ukochaną siostrą. Znaczy, nie miał pojęcia o tym, że Ignis ją wykorzystuje. Gdyby wiedział, zrobiłby wszystko, aby przyjaciel nie tknął Solene. Nie chciał, aby dziewczyna cierpiała, bo zależało mu na jej szczęściu, w końcu był jej bratem. Niestety, zupełnie nie wiedział co się dzieje. Dlatego zamiast być przy siostrze i ją pocieszać albo opieprzać właśnie Ignisa, że odważył się tknąć Solene, spał smacznie w swoim dormitorium, zupełnie nie przejmując się tym, że jest już dość późno i powinien w końcu wstać.
    Obudził go czyjś krzyk. Zanim jednak zdążył otworzyć oczy i zobaczyć co się dzieje, a co najważniejsze, spytać o co chodzi, leżał już na twardej podłodze z bolącym tyłkiem.
    — Au! — jęknął cicho, rozcierając cztery litery i spojrzał na swoją siostrę, która wpatrywała się w niego wściekłym wzrokiem. Sullivan zmarszczył brwi, próbując sobie przypomnieć czy zrobił coś, że zasłużył na gniew Solene, ale za cholerę nic do głowy mu nie przychodziło. Otworzył więc usta, aby coś powiedzieć, ale w tej właśnie chwili dziewczyna zaczęła go okładać poduszkę, jednocześnie coś do niego krzycząc. — Solene, kurwa, przestań! O co ci chodzi? — krzyknął, osłaniając się przed kolejnymi uderzeniami. Kiedy jednak zorientował się, że blondynka nie zamierza przestać, wyrwał poduszkę z jej rąk i na wszelki wypadek złapał ją za nadgarstki. — Uspokój się! Kompletnie nie wiem o co ci chodzi. Mogłabyś chociaż wytłumaczyć czemu mnie bijesz — mruknął, dopiero teraz zauważając, że Solene jest w okropnym stanie. Była blada, oczy miała podkrążone i wyglądała jakby przez dłuższy czas płakała. Co, do cholery?!

    zdezorientowany Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  45. [Przepraszam, że dopiero teraz, ale uczelnia w pierwszym tygodniu dała mi bardziej w kość niż sądziłam. :<]

    Blaine poznał potęgę własnego nazwiska stosunkowo wcześnie i długo przez otrzymaniem listu z Hogwartu zdążył wyrobić w sobie przekonanie, iż był kimś wyjątkowym, mimo że reagowano na niego wielorako. Niektóre dzieciaki wytykały go palcami, stanowczo wzbraniając się przed kontaktem z osobą jego pokroju. Inne przypatrywały mu się z ciekawością, by prędko czmychnąć, ilekroć żartobliwie celował w ich sylwetki kawałkiem znalezionego kija, służącego mu jako pierwsza różdżka. Obawiano się go, chociaż on sam nie od razu pojął powód wszędobylskiego strachu towarzyszącego zachowaniu jego rówieśników. Dopiero z czasem zdał sobie sprawę z podążającej za nim niemoralnej sławy ojca, jednak wbrew oczekiwaniom wcale nie starał się zaprzeczyć powszechnym pogłoskom, jakoby okoliczność urodzenia w rodzinie śmierciożercy czynił go kimś złym. Dorastał w przeświadczeniu, że nie potrzebował fałszywej akceptacji, by poczuć się rzeczywiście wartościowym człowiekiem, dlatego nie zważając na konwenanse, otwarcie dzielił się swoimi poglądami, obnażając całego siebie. Nie przejmował się tym, iż jego szczerość ostatecznie przekreśliła nieliczne znajomości, pozostawiając go nieco samotnym, znacznie silniej bowiem doświadczył wyrzuty ze strony rodziców, którzy nagle zapragnęli zatroszczyć się o rodową reputację. Z niesmakiem przyglądał się jak jego dotąd dumny ojciec, drżącymi palcami zakrywał materiałem szaty mroczny znak wijący się na jego przedramieniu, poszukując przychylności u czarodziejów wcześniej określanych mianem zwykłych tchórzy. Ci okazali się być nie tylko zajmującymi rozmówcami na korytarzach ministerstwa, lecz także stałymi bywalcami prywatnych przyjęć organizowanych w dworku należącym do Nottów, wypełnianym każdorazowo obłudnymi uśmiechami i gwarem podniesionych głosów.
    Nastolatek mógł znieść sam fakt wałęsających się w pobliżu nieznajomych, i choć wyrażane po kilku szklaneczkach whisky pozornie uprzejme zainteresowanie Krukonem bywało irytujące, to w gruncie rzeczy stanowiło jedynie nieważny przytyk w obliczu śmiałego działania matki, zachwalającej wśród gości kandydaturę syna na przyszłego partnera dla ich córek. Blaine nie ukrywał zaskoczenia, kiedy dotarł do niego sens poczynań kobiety, co prawda wiedział o rodzinnej tradycji aranżowania związków, aczkolwiek nie spodziewał się, że tak szybko zostanie skonfrontowany z faktycznym wyborem rodzicieli. Przecież nie był nawet pełnoletni, decyzje wciąż podejmowano za jego plecami, zsuwając z jego barków jarzmo odpowiedzialności. Nadal traktowano go jak młokosa i najwyraźniej na przekór temu zaplanowano wpleść w jego życie jeszcze jedno istnienie, jakby zmaganie się z własnym losem nie było należycie skomplikowane.
    Pomimo czającej się nieopodal niepewności, ani razu jednak nie zaprotestował, ilekroć Eileen Nott tajemniczo wspominała o idealnej towarzyszce. Próbując nie myśleć o staroświeckiej metodzie kształtowania jego przyszłości, po prostu czekał. Trwał w zawieszeniu, skupiając się na codzienności, i nieuważnie opierał się kołatającemu w głowie zamglonemu wyobrażeniu. Zatem gdy w końcu usłyszał to nazwisko, całą siłą woli powstrzymywał się, by nie wybuchnąć śmiechem.
    Solene Mulciber, serio?
    Raptem decyzja rodziców przeobraziła się w igraszkę, więc Nott przestał zastanawiać się nad skutecznym sposobem zniechęcenia do siebie dziewczyny. Wszakże Solene była jego przyjaciółką, niepałającą do niego głębszym uczuciem, czego na szczęście nie zmieniały też wspólne obiadki wydawane w pompatycznym stylu. Na pierwszym z nich panowała nader niezręczna atmosfera, drugi zakończył się niewielkim skandalem, gdy wściekły Blaine wyczarował płomień ognia na obskurnej szacie skrzata domowego, trzeci w porę odwołano, natomiast czwarty…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czwarte spotkanie było zupełnie zwyczajne. Wprawdzie dom Mulciberów nie wywarł na nim piorunującego wrażenia, ale serwowane dania smakowały wybornie, co w połączeniu z zaaprobowaniem jego biernego udziału w toczących się rozmowach wystarczyło, by poczuł się ukontentowany.
      Tkwił w zobojętnieniu, dopóki nie skrzyżowawszy spojrzenia z blondynką, nie dojrzał jej drobnego gestu. Zaintrygowany uniósł brew, po czym przeprosił siedzących przy stole i skłoniwszy się nieznacznie, podążył za Solene, stając się jej dłużnikiem, gdyż być może całkiem nieświadomie uratowała go przed zanudzeniem się na śmierć. Lecz to nie słowa podziękowania wypłynęły spomiędzy jego warg, kiedy z westchnięciem ulgi stanął stopień niżej niż ona:
      ― Czy ty, Solene Mulciber, na pewno nie straciłaś dla mnie głowy? ― spytał w zamian, a kącik jego ust nieznacznie drgnął, gdy lustrując jej sylwetkę, przyglądał się eleganckiemu, nienagannemu strojowi, wewnętrznie gratulując sobie, iż bezwzględnie oparł się prośbom matki i założył białą koszulę oraz czarne spodnie zamiast proponowanej mu odświętnej szaty. ― Gdybym cię nie znał, sądziłbym, że chcesz mi zaimponować ― dodał niewinnie, nie spuszczając z niej wzroku.

      niemniej uroczy Blaine

      Usuń
  46. [Bardzo jestem chętna na powiązanie z naszymi postaciami!
    Niestety nie mówią na Arsa tak samo, ale muszę Ci powiedzieć, że kocham tę wymianę zdań między Moriartym i Sherlockiem. *-* Bo kocham Andrew i Benedicta. No nic. Może Solene polubi się z Arsem. No nic, jak masz jakiś pomysł to zarzucaj. :)Solene jest świetna oczywiście!]
    Ars

    OdpowiedzUsuń
  47. [ Ale komentarz stworzyłaś xD Tak naprawdę, to zazdrościsz mu tej wargi :p ]

    ulubiony braciszek

    OdpowiedzUsuń
  48. Czasami zastanawiał się, co właściwie robił w towarzystwie Solene. Wydawała się mu po prostu za mądra na jego towarzystwo. Owszem, może i Potter nie był głupi, jednak, jakby nie patrzeć, Solene dobierała każde słowo w taki sposób, by składane przez Krukonkę zdania były perfekcyjne. Poruszała się z pewną dozą gracji i pewności siebie, co zdarzało się przytłaczać jej młodszego kompana. Być może miał zbyt niskie mniemanie o sobie, bo w końcu wcale nie miał złych ocen, rozumiał praktycznie wszystko, czego się uczył, a poza tym czarna magia przychodziła mu łatwo. A mimo to… Mimo to gubił się i plątał, nie był niczego pewien. Nie tak jak panna Mulciber, która raz po raz posyłała mu lekki uśmiech. Wyglądała, jakby nie bała się tego, gdzie zmierzają. Po co zmierzają.
    Inferiusy.
    Sama nazwa tych stworzeń brzmiała dla niego przerażająco. Kiedyś ojciec opowiadał, jak wyglądały i jedyne, co był w stanie sobie wyobrazić, to pośmiertnie nieruchome twarze doczepione do ruszających się szkieletów. Ta wizja została mu w głowie do teraz, choć wiedział, że mijała się z prawdą. Po części.
    – Po nocach chodzisz szukać inferiusów, a w dzień wlepiasz szlabany za bieganie po korytarzu i nienoszenie stroju szkolnego. Sprytne – odpowiedział i zaśmiał się pod nosem.
    Hogwart wydawał się mu ostatnio budynkiem wypełnionym absurdem po same brzegi.
    – Zejdę pierwszy – szepnął, gdy natknęli się na spadek.
    Włożył sobie różdżkę w zęby i usiadł na brzegu górki. W tych ciemnościach wyglądała jak głęboka przepaść bez końca. Odwrócił się powoli, podpierając się na rękach. Odkąd przestał grać w Quidditcha, jego kondycja z pewnością się pogorszyła, jednak wciąż był w stanie się podciągnąć. Wbił palce jednej dłoni w wilgotną ziemię, a drugą zacisnął na wystającym korzeniu i opuścił się w dół, po czym zeskoczył, lądując w błocie prawie po kostki. Jęknął żałośnie. Miał szczęście, że założył stare, praktycznie znoszone już buty.
    Popatrzył w góry, gdzie majaczyło światełko z różdżki Solene.
    – Opuść się na tyle, ile możesz i zeskocz, to cię złapię – powiedział przez zęby zaciśnięte na różdżce. – A, powiedz swoim butom „do widzenia” – dodał.
    Wyciągnął ręce do góry, czekając, jak Solene zeskoczy. Nie widział prawie nic, jednak liczył na to, że jakoś mu się ta sztuczka uda. Na szczęście cichy pisk dziewczyny doskonale posłużył mu jako sygnał. Po paru sekundach już oboje stali w błocie. Al. Wyjął różdżkę spomiędzy zębów pomachał nią powoli przed sobą, aby nieco oświetlić drogę.
    – To gdzie teraz, mądralo?

    Albus

    OdpowiedzUsuń
  49. Nie musiał długo wyczekiwać na odpowiedź od dziewczyny. Na widok sowy z kopertą, uśmiech samoistnie pojawił się na jego twarzy. Lubił ten moment, kiedy trzymał w dłoniach zaklejoną kopertę, w której znajdował się kawałek pergaminu specjalnie dla niego. Tylko dla niego. Zawsze do wszystkiego się przykładał, więc projekt listownej wymiany traktował naprawdę poważnie, zawsze przykładał się do swoich listów. Na samym początku chciał jak najwięcej przekazać swojemu listownemu towarzyszowi na temat swojej szkoły, kraju. Zwyczajów i reguł, które panowały w Azji. Opisywał wszystko z fascynacją, czytając z zachwytem wszystko to co dostawał w zwrotnych odpowiedziach. Szczerze mówiąc nawet nie zauważył, w którym momencie przeszli na prywatne tematy, w którym momencie nawiązali tę nić porozumienia. Nie miał pojęcia jak to się stało, że jedna z bliższych dla niego osób, była tymi wszystkimi kartami pergaminów, które trzymał schowane w swoim kufrze.

    Droga Solene,
    Latanie jest nierozłącznym elementem mojego życia, może to właśnie stąd ten brak zapału. W końcu… Jak długo można cieszyć się tym co mamy na wyciągnięcie ręki, czymś co możemy mieć bez żadnych starań? Może powinienem mieć jakiś plan, ustalić sobie jakieś cele… Coś, co ponownie zmotywowałoby mnie do ciężkiej pracy. Zafascynowanie? Szczerze mówiąc, nie czuję go, ale skoro Ty jesteś w stanie wyczuć je przez list. Z pewnością gdzieś tam jeszcze we mnie drzemie. Musimy, inaczej kapitan chyba nas zatłucze swoją własną miotłą… Solene, może powinnaś w wakacje wygospodarować odrobinę czasu na zwiedzenie wschodniej Azji? Z przyjemnością bym Cię oprowadził.


    Spojrzał na napisany tekst, zastanawiając się czy nie powinien przypadkiem rozpocząć jego pisania na nowo. Może jego pytanie było zbyt bezpośrednie, może wcale nie chciała przekraczać tej listownej granicy, może… Uśmiechnął się delikatnie do siebie, postanawiając nic jednak nie zmieniać.

    Moja osoba zniknęła z dnia na dzień. Mogę więc Cię zapewnić, że nie jesteś sama w takiej sytuacji i jestem pewien, że jest nas więcej niż tylko nasza dwójka. Ludzie zmieniają się wraz upływem czasu, nie zawsze w taki sposób, w jaki byśmy oczekiwali. A może to właśnie my się zmieniamy i sami nie jesteśmy w stanie tego dostrzec, może to wcale nie ci ludzie się odsuwają, a właśnie my… Nie widząc nic więcej poza czubkiem własnego nosa. Solene, to jednak są Twoi bracia. Głęboko wierzę, że uda Wam się jeszcze nawiązać tak silną więź, jaka trzymała Was wcześniej. Pamiętaj Solene, że rodzina mimo wszystko pozostaje z nami na zawsze. To są więzy, których nie jesteśmy w stanie tak łatwo przerwać, więc, musicie po prostu przetrwać ten ciężki dla Was czas.

    Bądź dobrej myśli. Wszystko z czasem się ułoży. Jestem tego pewien.

    Hyun.


    Wsadził świeżo napisany list do książki od obrony przed czarną magią i schował tę książkę wraz z pozostałymi do swojej torby. Chwycił jej materiałowy pasek i ruszył biegiem na zajęcia. List postanowił wysłać tuż po obiedzie, ze spokojem, nie spiesząc się pomiędzy zajęciami.
    Nawet nie zdawał sobie sprawy, jak płytko miał wsadzoną książkę, jak bardzo kawałek pergaminu wystawał z książki, umożliwiając uważnym obserwatorom na przeczytanie wyraźnego nagłówka Droga Solene, Latanie jest nierozłącznym elementem mojego życia…

    Hyun-ah

    OdpowiedzUsuń
  50. [Hej! Mimo że pisałam na forum, chciałam tutaj też powiadomić Cię o moim odejściu z bloga. Jak będziesz chciała mnie znaleźć to będę krążyć po blogsferze, jednak pewnie tego nie będziesz musiała robić ;)]

    Lysander

    OdpowiedzUsuń
  51. Podniesiony ton głosu zawsze działał na niego niekorzystnie. Budził w nim agresję, która powodowała chęć rzucania wszystkim dookoła. Zazwyczaj przy Solene nie wpadał w swoje bardzo częste napady furii. Tym razem jednak coś się zmieniło, a szumiący w głowie alkohol wcale mu nie ułatwiał tej sprawy. Niekoniecznie z winy dziewczyny, a jedynie przez swoje zachowanie, które nie dawało mu spokoju. Ludzie nazywali to poczyciem winy. Zacisnął zęby tak mocno, że usłyszał nieprzyjemne zgrzytanie. Nie chciał, żeby Krukonka poznała to jego złe oblicze, co w jego mniemaniu było niekontrolowanym zachowaniem. Uważał, że to co zrobił nie dorównywało ani trochę jego alteregowi.
    - Wszystko będzie dobrze? Czy ty w ogóle myślisz? Co ma być od tej pory dobrze? Jak dla ciebie ma być teraz w porządku?  - pytania dziewczyny dźwięczały mu w głowie a on za wszelką cenę próbował się pohamować. Dużo czytał – nawet lub przede wszystkim w mugolskich książkach o przypadłościach podobnych do jego. Próbował pozbyć się tej częstej agresji, jednak nie mógł odnaleźć jej podłoża. Odwrócił się, wziął dwa głębokie wdechy i oparł się o szafę.
    - Dla mnie? Prędzej powinnaś zadać pytanie jak ma być teraz dobrze dla Ciebie. Tak naprawdę każdy martwi się o siebie i mają sporo racji. - stwierdził masując sobie pulsujące skronie. - A Ty musisz przyznać, że straciłaś sporo. - przerwał na chwilę zdając sobie sprawę z pewnej rzeczy. Według psychologicznego punktu widzenia szukał jedynie usprawiedliwienia swoich czynów.
    - Spójrz na tą sprawę z mojej perspektywy. Zdradziłaś swojego chłopaka w perfidny sposób z jego własnym bratem. Mnie mogłabyś zrobić to samo.- mruknął próbując wywalić z głowy obraz Solene całującej się z innym chłopakiem.
    Jej kolejne pytanie zbiło go z tropu. Uczucia. – Powiedz mi chociaż, czy dla ciebie to wszystko nie miało znaczenia? - uderzyła w sedno. Mógł przysiąc, że Solene udało się zauważyć zakłopotanie w jego oczach. Potrafiła dostrzec znacznie więcej od innych osób, zapewne dlatego, że spędzali każdą wolną chwilę razem i znali się już całkiem dobrze. Jeśli Ignisa Femorisa można całkowicie rozgryźć Krukonka była najbliższa dokonania tego. Minęła dość dłuższa chwila, kiedy Ślizgon zorientował się, że Sol nadal czeka na jego odpowiedź.
    - Ymmm... - zaczął dość niezdarnie swoją wypowiedź. Powinien skłamać. Wiedział o tym doskonale, ale coś we wzroku blondynki go hamowało. Może to są właśnie skutki tych uczuć, o których każdy opowiada. - Na Merlina nie mam pojęcia. - wypalił bardziej odpowiadając sobie na wewnętrzne pytanie, niż to właściwe głośno wypowiedziane przez Sol. Kiedy zdał sobie sprawę, że powiedział to na głos zaśmiał się cynicznie mając zamiar zaprzeczyć wszystkiemu, skłamać i jeszcze naprostować sytuację, ale w jej oczach pojawiła się iskierka nadziei. - Co mam rozumieć przez chęć zniszczenia całego pokoju, jak tylko widziałem Cię z moim bratem? Co znaczy do jasnej cholery, jak chcę Ci powiedzieć, że masz spadać a te Twoje przeklęte oczy mnie hamują? - warknął chodząc niespokojnie po pokoju. - Czemu Ty pachniesz znacznie przyjemniej niż wszystkie inne, zwykłe, przeciętne dziewczyny. Czemu nie jesteś nic nie znacząca? - przystanął i spojrzał na Solene. Zamarł przez moment zdając sobie sprawę, że tym razem umysł spłatał mu figla, którego nie uda mu się naprawić absolutnie niczym. Jak mógł wypowiedzieć to na głos! Jeżeli teraz wyda się jego przypadłość będzie skończony. Miał nikłą nadzieję, że Solene nie weźmie jego słów dosłownie. Miał ochotę uciec stąd, bo bał się jej reakcji. Jego tajemnica była dla niego wszystkim. Nie mógł pozwolić sobie na to, żeby ujrzała światło dzienne. W jego głowie – na całe szczęście - formował się już plan załagodzenia sytuacji. Wszystko zależało od tego, co Solene odpowie na jego wewnętrzne pytania, którym niestety udało się wypłynąć na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  52. Zdawał sobie sprawę, że igra z ogniem, którym była Solene we własnej osobie. Ignis był krzemieniem, który rozpalił płomyk. Z czasem pielęgnowania rozrastał się do granic ogromnego pożaru. Póki się paliło było wszystko w najlepszym porządku, jeśli nie liczyć strat, które ogień ciągnął za sobą w postaci złamanego serca Anthony’ego, wielu kłamstw i intryg. Ignis najbardziej bał się przemiany jego osoby z krzemienia w fale wody, którą miałby zgasić raz na zawsze ten pożar, który sam spowodował przez głupią zachciankę. Zdawał sobie sprawę, że sprawi to nieodwracalne straty i suszę, gdzie trudno będzie ponownie coś zasadzić.
    Jej pytanie go nie zdziwiło, ta nadzieja w jej wzroku mówiła sama za siebie. Uśmiechnął się cynicznie jak to miał w zwyczaju i kazał części emocjonalnej się wyłączyć w sposób w jaki jest to możliwe.
    -Gdybym wiedział, że zakochasz się we mnie do tego stopnia, że znów mi uwierzyłaś pobawiłbym się znacznie dłużej. Albo jestem po prostu genialnym aktorem- stwierdził patrząc na nią pustym wzrokiem. -Naprawdę myślałaś, że ktoś taki jak Ignis Femoris, który może mieć każdą zainteresuje się dziewczyną swojego brata nieudacznika? - zapytał retorycznie starając się niemalże dosłownie pluć jej jadem w twarz. -Myślisz że dlaczego Malene jest taka zazdrosna? - powoli zaczynał przesadzać, ale miał zamiar doprowadzić do tego, żeby Krukonka go znienawidziła. Tak będzie dla niej łatwiej. Wbrew pozorom Ignis naprawdę myślał o uczuciach Sol.
    - Ciągle byłem tak naprawdę z nią. Kazała mi jak najszybciej zakończyć ten mój śmieszny romans z Tobą bo zazdrość ją już dobijała. - bolało go serce. Miał ochotę roznieść w pył cały pokój, ale musiał jak najszybciej pozbyć się blondynki z dormitorium.
    - Chyba wszystko już wiesz, mogłabyś wyjść? Mam coś do zrobienia. - mruknął beznamiętnie unikając wzrokiem oczu Solene. Spodziewał się, że nie wytrzyma psychicznie tego widoku.

    OdpowiedzUsuń
  53. Przewrócił oczami, starając się zakamuflować tym rosnące z sekundy na sekundę poddenerwowanie, na zmianę przeplatane z nieopuszczającą go na krok irytacją. Nie spodziewał się, że widok tak dobrze znanej mu osoby wywoła w nim całą gamę skrajnych emocji, a każde wypowiadane z jej ust słowo zabrzmi w jego głowie niczym przyprawiające o ból głowy dźwięki, od których za wszelką cenę starałoby się uciec. Jak najdalej, byle by znowu poczuć przepełniający od środka spokój i zostać otoczonym napierającą z czterech stron ciszą, nie niosącą za sobą zdań ociekających wyrzutami, oskarżeniami czy argumentami dążącymi do udowodnienia winy tylko i wyłącznie jemu. Miał już dość słuchania o tym, jak na własne życzenie zniszczył ich przyjaźń, doprowadzając do jej rozpadu poprzez nieudany eksperyment z eliksirotwórstwem w roli głównej; nie miał pojęcia co myśleć i nie był pewien, czy rzeczywiście miał to wszystko gdzieś. Wiedział jedno: nie potrafił do końca odeprzeć od siebie wrażenia, iż po cichu obarczał odpowiedzialnością nie tylko siebie. Próbował usprawiedliwiać się myśleniem, iż w końcu to stojąca przed nim dziewczyna zgodziła mu się pomóc, w związku z czym wytworzona w trudach substancja należała do nich, nawet jeśli inicjatywa ku jej stworzeniu zrodziła się wyłącznie w głowie Arisa. W dalszym ciągu nie miał zamiaru poruszać głośno tego tematu, dla własnego spokoju woląc zachowywać się tak, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Ten umiarkowany spokój względem jej osoby rekompensował sobie tygodniami milczenia, kiedy to na własne życzenie unikał jej towarzystwa, zamykając się w tych czterech ścianach małego pokoiku, do którego jak dotąd nikt poza nim nie miał dostępu. Niejednokrotnie zastanawiał się, co słychać u swojej współtowarzyszki zbrodni, którą poniekąd stała się bez wyrażenia na to uprzedniej zgody; równie dobrze ich eliksir mógł uchodzić za wyjątkowo udany naukowy eksperyment - przy czym w początkowej fazie tworzenia zawzięcie się upierał - a nie truciznę, której wyprodukowania nie planował nawet sam Aris. Wbrew temu nie spieszyło mu się do ponownego nawiązania kontaktu, mając pewność, że prędzej czy później moment tego odkładanego w nieskończoność spotkania nadejdzie bez jego niepotrzebnej interwencji.
    — Nic nie wiesz, Solene — odpowiedział, mierząc ją przeciągłym spojrzeniem. Miał już serdecznie dość nieodstępującego go niczym cień oceniania ze strony otaczających go osób, nie mających bladego pojęcia o rzeczywistym stanie rzeczy. Mógł zachowywać się tak, by słowa Krukonki odnalazły swoje zastosowanie i nie musiały mijać się z prawdą, lecz gdzieś głęboko pod skórą czuł, że pod fasadą wyuczonej obojętności chowały się stany, nie mające nic wspólnego z odbijającymi się od czaszki oskarżeniami. — Naprawdę wierzysz, że mam to wszystko gdzieś? — zapytał, marszcząc brwi. — I ciebie — dodał, nieznacznie ściszając głos. Opadł na jeden z foteli, wyciągając nogi do przodu, co ze względu na nikłe rozmiaru pomieszczenia było dość trudne. Nie zależało mu na zdradzeniu, iż nawet upływ czasu nie umniejszył swojej irracjonalnej tęsknoty za krukońskim dormitorium i pokojem wspólnym, w którym wielokrotnie przesiadywał wraz z Mulciber. — Nic nie jest tak jak myślisz — zagłębianie się w kolejne już kłamstwa nie miało najmniejszego sensu i Aris doskonale zdawał sobie z tego sprawę, acz przemilczenie pewnych niewygodnych kwestii wydało mu się w tej chwili zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. O ile jego przyjaciółka nie przyszła do niego z całościowym pakietem informacji - za to nie mógł ręczyć. — Pomyłki zdarzają się nawet najlepszym — skrzyżował ręce na klatce piersiowej, po raz pierwszy odkąd tylko sięgał pamięcią, przyznając się do błędu. — Przecież mnie znasz, Sol. Nie zrobiłbym mu nic tak złego celowo — dodał możliwie jak najbardziej przekonującym tonem głosu, kładąc nacisk na to jedno, kluczowe słowo.

    kajający się za tą strasznie wielką obsuwę Aris i ja

    OdpowiedzUsuń
  54. James latał od najmłodszych lat, i odnosił wrażenie, że to jedyne, w czym kiedykolwiek przypominał swojego ojca. Dobrze pamiętał ten dzień, kiedy Harry z lekkim uśmiechem na ustach podał mu małą miotłę i udzielił mu pierwszej lekcji latania. James miał wtedy nie więcej niż siedem lat, i przez kolejne cztery marzył o dołączeniu do hogwarckiej drużyny quidditcha. Rodzice z niego żartowali, ciągle powtarzając, że na pewno zostanie kapitanem - w końcu masz to we krwi, synu. Coś się później popsuło, a dokładnie w momencie, gdy James trafił do Slytherinu. To nie było spełnienie marzeń rodziców. Na pewno nie wyobrażali sobie, że ich synek będzie wygrywał mecze dla drużyny Slytherinu. Nigdy nie powiedzieli tego wprost, ale na pewno tak myśleli.
    Od tamtej pory James nie rozmawiał z ojcem o quidditchu. Miał wrażenie, że kibicują innym drużynom. I pewnie miał rację.
    Zawsze latał, gdy miał za dużo myśli w głowie. Tam, na górze, mógł spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i przede wszystkim uwolnić się od tego, czego od niego oczekiwano. A było tego naprawdę dużo. Bądź milszy, James. Spróbuj nie warczeć na wszystkich, James. Nie patrz na ludzi spode łba, James. Nie bądź taki obojętny, James.
    Spróbuj być taki jak ojciec, James.
    Na co dzień zachowywał się, jakby to wszystko go nie obchodziło. Z jednej strony była to prawda, bo nie miał zamiaru się zmieniać dla ludzi, którzy ani trochę go nie rozumieli. Nigdy nie lubił zadowalać innych. Ale czasami głowa mu pękała od ciągłego wysłuchiwania skarg. Najgorsze było to, że niewiele osób było w stanie powiedzieć mu cokolwiek w twarz. Wszyscy szeptali za jego plecami. Jedną z tych osób był jego ojciec. Harry był zadziwiająco tchórzliwy jak na bohatera.
    - Oj, nie udawaj - zasmiał się, słysząc komentarz Solene; zauważył ją już wcześniej, ale nie miał ochoty schodzić z miotły. - Widziałem, jak się gapiłaś. Właśnie dołączyłaś do fanklubu pana kapitana.
    Dobrze pamiętał Solene, chociaż kontakt urwał im się dość dawno. Miał jednak pamięć do twarzy, które były warte zapamiętania. Lubił Solene, gdy jeszcze uczęszczali razem na zajęcia z latania, i w sumie trochę żałował, że przestali ze sobą rozmawiać.
    - Zapytaj Gryfonek, one prowadzą zapisy. - uśmiechnął się do niej ironicznie, przeczesując włosy dłonią.
    Oparł miotłę o ścianę przebieralni i wcisnął dłonie do kieszeni spodni. Gdyby to był ktoś inny, pewnie by się wkurzył, że jego chwila samotności została przerwana, ale Solene była dobrą towarzyszką. Tak mu się przynajmniej wydawało.

    [Wybacz, że odpisuję po miesiącu. Życie wciągnęło mnie w swoje szpony, że tak się poetycko wyrażę. Mam nadzieję, że nadal masz ochotę na pisanie tego wątku :)]
    James

    OdpowiedzUsuń
  55. Spojrzał na kafelki, które teraz ziębiły go w stopy. Że też nie wpadł na pomysł, by włożyć kapcie albo chociaż skarpetki. Gdyby nie chodziło teraz o Solene, to na pewno nie stałby w łazience jak głupi, tylko od razu pobiegłby z powrotem do swojego łóżka. Jeśli miałby być szczery, to myśl o powrocie przebiegła mu przez myśl. Mulciber był śpiochem i lubił wylegiwać się w swoim łóżku, a nie przepadał za byciem z niego ściąganym. Westchnął. Nienawidził widoku zapłakanej siostry. Ogólnie nie przepadał za tym, gdy któremuś z jego rodzeństwa działo się coś nieprzyjemnego. Tak, nawet Sullivanowi. Wiedział, że Solene cierpi i było mu jej szkoda. Był jednak przekonany, że była to tylko i wyłącznie jej wian, bo w końcu tylko głupcy mieszali się w takie paskudne relacje.
    Uśmiechnął się nieznacznie na słowa swojej siostry, skrzyżował ręce i oparł się o zimną ścianę. To go troszkę rozbudziło, ponieważ jakimś dziwnym cudem kontakt pleców z kafelkami było jakimś pobudzającym bodźcem. Nie chciało mu się już spać, a jego myśli stały się nieco bardziej przejrzyste. Mulciber nie lubił problemów w swoim życiu i miał nadzieję, że uniknie tych poważniejszych u siebie. Ostatniego czego potrzebował, to rozczarowania i rozstania. Wiedział, że prawdopodobnie coś takiego może na niego czekać, ale wolał o tym nie myśleć. Jak na razie Silas nie miał przykrych doświadczeń z innymi osobami, z którymi miałby zbudować jakaś trwałą relację, a to wszystko z prostej przyczyny – nie planował związku, a przynajmniej jeszcze w tej chwili. Teraz jego umysł, jak i on sam, był skupiony na nauce i zdaniu egzaminów. Nie miał życia, ale wolał poświęcić się teraz niż później nie mieć z czego i jak żyć. Myślał o przyszłości, którą miał już zaplanowaną od dłuższego czasu. Nie mógł pozwolić sobie na to, by jakiś punkt z jego listy został pominięty lub źle wykonany. Nie chciał również dodatkowych rzeczy na głowie, a sprawa jego siostry była swoistą przeszkodą na jego drodze. Wiedział, że to egoistyczne z jego strony, ale przecież nie mógł zmienić toku swojego myślenia.
    Miał ochotę ją przytulić jak i chwycić za ramiona i potrząsnąć nią tak mocno, żeby w końcu wzięła się w garść. Nie zrobił nic. Zauważył jednak, że jego siostra się uspokoiła, więc chociaż sam nic nie robił aby tak się stało, to czuł że przestaje być już potrzebny. Wstrzymał się jednak z opuszczeniem łazienki. Musiał się upewnić, że wszystko pójdzie tak jak powinno i nie zmieni się o sto osiemdziesiąt stopni.
    – Chodź, pójdziemy się przejść – powiedział i chwycił siostrę za przedramię. Nie chciał siedzieć w łazience przez godziny, więc lepszym rozwiązaniem byłby spacer. Chłopak nie wiedział, która mogła być już godzina, ale był pewny, że i tak nie zaśnie. Sprawnie wyminął koleżanki siostry, które mogły już odetchnąć z ulgą. Wolno wyszedł z łazienki, ciągnąc za sobą Solene, która chyba nie miała ochoty na spacer, ale tego nie był pewny. Mulciber zmartwił się faktem, że na korytarzu było zimniej, niż w łazience, ale przynajmniej w stopy było cieplej.
    – Wiesz, co o nim myślę – zaczął, bez podawania konkretnych danych personalnych. Wiedział, że siostra będzie wiedzieć o kogo chodzi – dlatego nie będę cię pocieszać i mówić, że szkoda i że mi przykro blah-blah-blah. – Silas i subtelność nigdy nie szli w parze, no ale...


    brat <3

    OdpowiedzUsuń
  56. [W sensie, że tak ciężko uwierzyć, że mogę napisać coś ładnego? XDD]

    Lavena i spółka

    OdpowiedzUsuń
  57. [Przepraszam najmocniej za moją nieobecność, ale już jestem i biorę się za odpisy! Stąd też pytanie czy wciąż jesteś i czy kontynuujmy nasz wątek? :3]

    Sullivan

    OdpowiedzUsuń
  58. [nie, ja w ogóle dopiero zaczynam blogowanie. :) więc chyba mnie z kimś mylisz. c:]

    Ellen Sinclair

    OdpowiedzUsuń
  59. [Nie mam pojęcia do kogo się zgłosić, dlatego wybierz za mnie i jeśli tylko chcesz, spróbuję nam wymyślić jakiś ciekawy wątek! c:]

    Fanney Caulfield

    OdpowiedzUsuń
  60. [Przychodzę w takim razie do koleżanki z tego samego domu i roku po jakiś ciekawy wątek, skoro zapraszasz :) Tylko ja jestem tą, która woli zaczynać, więc nie pogardziłabym jakimś pomysłem z twej strony, bądź jego zalążkiem, aby móc go jakoś rozwinąć :3]

    Theodore

    OdpowiedzUsuń
  61. Skupiał się na jej słowach bardziej niż by tego oczekiwał. Nie patrzył na nią, ale koncentrował się na każdym wypowiedzianym przez nią słowie i brał je do serca, choć blondynka zapewne myślała zupełnie inaczej. Nie potrafił zrozumieć dlaczego dla normalnych ludzi kontakt wzrokowy jest jednoznaczny ze słuchaniem kogoś. Już nie żałował, że tak się stało; że potraktował ją jak zabawkę, przedmiot... Taką przecież był osobą, a gdyby Solene naprawdę go kochała, tak jak wmawiała mu wiele razy zrozumiałaby to. A przynajmniej próbowała zaakceptować.
    Kiedy poczuł siłę zaklęcia odrzucającą go z ogromną siłą do tyłu coś odebrało mu swobodę oddychania. Czuł ogromny ból w klatce piersiowej, jakby tonął a jego płuca zalewał wrzątek. Potem usłyszał tylko huk, który bądź co bądź sam spowodował i chwycił się za uszy chcąc zniwelować choć jakąś część tego hałasu. Jednak na próżno, wszystko działo się gdzieś w okolicach mózgu, a może nie... Ignis nie potrafił zidentyfikować miejsca, które powodowało ten ból. Zapomniał już o dziwnym uczuciu rozlewającego się płynu w płucach, który wcale nie zelżał. Rozsadzałomu głowę i to było teraz priorytetem.
    Kiedy zauważył twarz Solene nad sobą zdał sobie sprawę z tego, że leży na ziemi. Rzeczywistość jakby do niego nie docierała a sama postać dziewczyny była jedną rzeczą, której był pewien.
    Jej słowa ociekające jadem wywarły na nim wrażenie. Po raz pierwszy zauważył jak Mulciber jest do niego podobna. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadywali. Dlaczego razem z nim nie chciała zawładnąć nad wszystkim. Przecież takie dwie osobowości zniszczyłyby wszystkich i zyskały tylu podwładnych ile świat nie zliczył. To byłoby całkiem mądre posunięcie, może nawet godne samego Voldemorta. Uśmiechał się z każdym jej słowem coraz bardziej a przynajmniej tak mu się wydawało. Jednak ogromny ból nie pozwalał mu na to. Tracił powoli zmysły a głos Sol zaczął się zacierać i znikać w szumie. Później był już tylko ból i ciemność.

    Obudził się w Skrzydle Szpitalnym z Malene śpiącą przy łóżku. Próbował wstać, ale każdy jego ruch poszedł na marne. Był najzwyczajniej w świecie wykończony ciągłym, nieustającym bólem, który nadal o sobie przypominał. Mimo wszystko wykorzystał wszystkie swoje siły, żeby wyciągnąć swoją dłoń spod głowy Malene. Skrzywił się po czym rozejrzał się po sali. W tym samym momencie podbiegła pielęgniarka, która zauważyła jego otworzone oczy i wsadziła mu do ust łyżkę z dziwną konsystencją. Ojciec wiele razy kazał mu pić podobne wywary, chcąc by był zdrowy i silny, więc nie zdziwił się okropnym smakiem i przełknął bez żadnego sprzeciwu. Pielęgniarka zdziwiła się, ale komentarz pozostawiła dla siebie.
    -Niestety muszę Cię poinformować, że w wyniku tak mocnego uderzenia straciłeś słuch w jednym uchu. Ja nie mogę z tym nic zrobić. Trzeba czekać, może wróci.- stwierdziła czytając kartę pacjenta. Ignis zamrugał kilka razy oczyma po czym skinął głową nie bardzo dopuszczając do siebie tą myśl. Co to będzie znaczyło dla jego gry na fortepianie? Przecież nie słysząc w pełni melodii cały wysiłek nie ma najmniejszego znaczenia. Kobieta obserwowała jego reakcję chcąc rozszyfrować w jakim stopniu słuch jest dla niego ważny. Musiała ocenić, czy zacząć go pocieszać wyciągając pudełko chusteczek czy zbyć to i zacząć inny temat. Zagryzł wargę tak mocno, że spłynęła mu po brodzie strużka krwi i uśmiechnął się lekceważąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ból w jakimś stopniu orzeźwia umysł. Musiał zapanować nad ogniem, który poczuł na twarzy i milionem myśli, które nagle pojawiły się w jego głowie. Jeszcze przyjdzie na to czas.
      -Nieźle oberwałeś. - ciągnęła dalej pielęgniarka. - Wiesz może kto Ci to zrobił? Kara zapewne będzie równoważna z usunięciem ze szkoły. - usłyszał niewyraźnie. Pielęgniarką zapewne kierowała bardziej ciekawość kto był na tyle odważny, żeby zmierzyć się z Ignisem i do tego potraktować go w taki sposób. Ślizgon spojrzał na śpiącą Malene udając małe zainteresowanie swoim napastnikiem.
      - Nie mam pojęcia. - wzruszył ramionami krzywiąc się przy tym lekko. Chociaż wyrzucenie ze szkoły byłoby dobrą karą dla Solene on jednak ułożył dla niej zupełnie inny scenariusz. Zabierze jej wszystko. Dlaczego by nie odpalić całej artylerii jaką ma? Dlaczego by nie zniszczyć jedynej osoby, która go pokochała i ukarać za to, że miała kiedykolwiek do czynienia z Ignisem Femorisem? Dlaczego by nie? Przecież nie ma już nic do stracenia. A taki człowiek jest bezwzględnie niebezpieczny.

      Usuń
  62. [Najlepsza, to ona może sobie być wśród dziewcząt, po drugiej stronie niezaprzeczalnie rządzi Harvs! Chyba, takie jest moje zdanie, on sam za nie wiadomo kogo się nie uważa.
    Damy radę powątkować?]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  63. [znamy się, znamy, tylko Ty mnie pewnie teraz nie kojarzysz. :D
    piękne zdjęcie!
    mam dwie tak młode panny, chociaż i młodsze są, z tego co widzę. mam nadzieję, że wpadnie mi troszkę wątków i dziękuję. c:]

    Penny Reiss.

    OdpowiedzUsuń
  64. [Cieszę się i czekam, bo czas już dotrzeć do tych inferiusów <3]

    Al

    OdpowiedzUsuń
  65. [Cześć. My się dogadamy, ale nie wiem jak z Solene i Noelem, coś czuje, że przepadać za sobą nie będą. Znaczy, Sol na pewno, bo to baba, a większość bab za nim nie przepada, ale on też może jej nie lubić, bo to pani prefekt, która mogła mu już wcisnąć kilka szlabanów ;) Na razie tyle przyszło mi do głowy.]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  66. [w zeszłym roku przejęłam Waszego trzeciego bliźniaka, a potem przygniotły mnie sprawy osobiste i zniknęłam bez śladu, i było mi głupio, więc długo nie wracałam... :D]

    Penny Reiss.

    OdpowiedzUsuń
  67. [Powiedz mi, czy grafiki w słowniku są twojego autorstwa? Jeśli tak, to wow, serio.
    Zastanawiam się pomiędzy "Powiewem" a "Motylem", nie bardzo tylko wiem, czy pod tymi hasłami kryją się jakieś konkretne powiązania? Albo oczekiwania?]

    Harvey

    OdpowiedzUsuń
  68. [A czy Powiew będzie próbował skłonić ją do powrotu na boisko? Bo to bardzo w stylu Harveya.]

    OdpowiedzUsuń
  69. [Dziękuję. Zmienię to chętnie, zwłaszcza, że Solene jest naprawdę ciekawa.]

    Igor

    OdpowiedzUsuń
  70. [Dziękuję bardzo za powitanie!
    To musiało być jeszcze bardziej makabryczne niż sytuacja Logan'a, swoją drogą można wiedzieć, dlaczego ją zabiła? Ja jestem bardzo chętna na wątek, w koncu po to tu jestem! A więc zarzucasz jakimś pomysłem czy ja mam kleić? Myślę, że z Solene będzie najłatwiej coś wymyślić, jednak jeśli masz chęć na inną postać to wymyślę coś innego.
    Każdy lubi nieco dramatu i straty xdd]
    Logan Linley

    OdpowiedzUsuń
  71. [bardzo dziękuję za miłe powitanie i równie miłe słowa. <3 na wątek jestem bardzo, bardzo chętna, zwłaszcza z tak świetną postacią! jak myślisz, jaki byłby stosunek Solene do Cissy?]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  72. [Posunąć możesz się do wszystkiego xd
    A relacja myślę, że koleżenska/przyjazna będzie dobrym wyborem :P]

    OdpowiedzUsuń
  73. [A mi się jej karta bardzo podoba. Szczególnie ostatnie wnioski, bo niby takie banalne, ale prawdziwe bardzo. Więc jak najbardziej można kombinować nad wątkiem.
    No i zabiłaś mnie formą powiązań -.-. Piękne.
    Chciałabym jakieś powiązanie, ale aktualnie nie mogę wpaść na nic odkrywczego.]

    Baldwin F.

    OdpowiedzUsuń
  74. [Może przeszkadzać, może znów dostać za to szlaban, a w ramach niego Sol może zabrać go do Londynu na "małe" zakupy xD On zakupów nienawidzi, więc kilka godzin w sklepach zapewne będzie dla niego świetną karą :D]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  75. [o, mi się to widzi. dodatkowo może z czasem Narcissa nauczyłaby się ufać Solene, jako komuś mądrzejszemu i starszemu, od kogo można by zasięgnąć rady? mogłaby jej wyznać swój maleńki sekret. c:]

    Narcissa Nelson.

    OdpowiedzUsuń
  76. [Też może być :D I niech będzie po deszczu, wszędzie pełno błota i w ogóle, trochę się pobrudzą i będzie zabawnie, co? ;)]

    Noel

    OdpowiedzUsuń
  77. [Już wiesz, więc bez zbytecznej złości ;>]

    Deucent Faradyne

    OdpowiedzUsuń
  78. [Widzę, że kiedyś już tu byłam z Lysem :D A staż z transmutacji też niczego sobie, moja droga 8) Dzięki bardzo i jak coś to wpadaj. Ciebie zawsze miło widzieć, Chan.]

    yaxley

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [nie mam nic konkretnego na myśli, ale raczej pozytyw, bo negatywu u jaksleja trudno się dopatrzeć. ten sam dom, stażysty, nie mam pojęcia, ile solene ma lat, ale fajnie coś by pomyśleć... hm]

      Usuń
  79. [Żadna inwencja twórcza, w tej formie zdjęcie zostało znalezione. :) ]

    Tommy

    OdpowiedzUsuń
  80. [No cześć! <3 Myślimy nad czymś dla starych znajomych? :D]
    James

    OdpowiedzUsuń
  81. [Hej! No pewnie, że dam :D Masz już może jakiś pomysł? :)]

    Adam

    OdpowiedzUsuń
  82. [No jasne, podoba mi się ten pomysł :D Tylko jakie rozrabianie masz dokładnie na myśli? Jakieś wybuchy, eksplozje, czy może grzeczniej? Haha.]
    James

    OdpowiedzUsuń
  83. [Z pewnością zwróciłby jej uwagę, by lepiej sama się nie bawiła, ale myślę, że nie byłoby źle :D]

    Adam

    OdpowiedzUsuń