Miłość w czasach zagłady

 


          Dzień świętego Walentego nigdy nie stanowił dla Alicii ani wyjątkowej okazji do celebracji, ani powodu do zagłębiania się w mroki apatii spowodowanej samotnością. Co prawda już w czasach szkolnych nie zbliżała się do kawiarni pani Puddifoot, ale nie z uwagi na zazdrość a zupełnie inne poczucie estetyki i etyki. Jako, że czternasty lutego świecił w jej grafiku pustkami postanowiła przeczekać huragan miłosnych porywów, który wkroczył na ulice Hogsmeade wraz z uczniami, porządkując zaciszne wnętrze rodzinnego sklepu. Dziadka wysłała na dniowy urlop, w końcu sklep z artykułami piśmienniczymi nie był głównym celem upojnych wędrówek. Nie spodziewali się dużego ruchu.
          Lokal próbowała uporządkować już od momentu przybycia. Kto by się spodziewał, że przez sześć lat jej nieobecności czas doprowadzi go niemal do ruiny? Al zakasała rękawy, a zza paska wyciągnęła różdżkę, która niechętnie zawibrowała pod jej palcami.
           – Oj, przestań marudzić – mruknęła. – Trzeba coś z tym wreszcie zrobić. – Różdżka milczała. – Nie mów, że wolałabyś, bym cię użyła do zrobienia wyklejanych brokatem, różowych walentynek, hm? – zapytała wychodząc na zaplecze. Różdżka drgnęła z obawą. – No właśnie. Czekają nas romantyczne chwile razem, wykaż trochę entuzjazmu.
          Dziewczyna zlustrowała wzrokiem olbrzymie regały zawalone szpargałami, rupieciami i starymi wyrobami. Nie była pewna, czy którekolwiek z nich będą jeszcze dobre do użytku czy sprzedaży, jednak wyłącznie się im przyglądając nie miała się przekonać. Szepcząc zaklęcia pod nosem czyściła półki z kurzu (od czasu do czasu kichając), sprawdzała przydatność atramentów (niektóre kałamarze pluły jej w twarz zjełczałą zawartością) oraz kondycję piór (które uparcie przed nią uciekały po całym sklepie).
          Podczas jednego z takich pościgów, Allie zaciskając zęby z wściekłości sięgnęła pod półkę, gdzie jedno z piór sprytnie się ukryło. Sprawnym ruchem chwyciła je w palce, po czym od niechcenia spetryfikowała. Już miała się podnieść i wyruszyć na poszukiwania kolejnych uciekinierów, jednak jej wzrok padł na starą, zakurzoną skrzyneczkę. Nie spodziewała się czegoś takiego na półce w magazynie. Wyciągnęła w jej kierunku dłonie, lecz przez moment się zawahała – a co jeśli w środku czeka ją kolejna niemiła niespodzianka? Ciekawość wygrała jednak z lękiem - Alicia odbezpieczyła różdżką wieczko, po czym lekko je uchyliła.
          Nic jej nie zaatakowało, a przez szparę spostrzegła zapisane arkusze rozjaśniane delikatną, lekko błękitną poświatą. Z jeszcze większą ciekawością uchyliła wieko szerzej i zajrzała do środka. Miała nieodparte wrażenie, że znalazła skarb: w środku znajdowały się skrawki pergaminu, dwa notesy w skórzanej oprawie, różnokolorowe karty i… mała fiolka ze smużystą, połyskującą na niebiesko substancją o nieokreślonym stanie skupienia. „Wspomnienie!” – zachwyciła się w duchu, chwytając podłużny szklany flakonik. Obracając go w palcach przyglądała się uroczym obłoczkom tańczącym w środku. Bezpiecznie odłożyła go do szkatułki, po czym zabrała się za przeglądanie całej reszty.
          Rozpoznanie zawartości nie zajęło jej długo, jednak każda kolejna rzecz wprawiała jej serce w coraz szybsze bicie, świadcząc o życiu nikogo innego jak jej zmarłych rodziców. Przesyłane sobie nawzajem wiadomości, dzienniki, a nawet śmieszne kiczowate walentynki, które wynajdowali by się nawzajem rozbawić… Była niezwykle wzruszona, zanim jednak zdecydowała się zagłębić w korespondencję rodziców, jej wzrok na powrót padł na fiolkę z wspomnieniem. Wcześniej niedojrzany napis na dnie wskazywał na… 14 lutego 1998 – dzień na miesiąc przed jej narodzinami. Głośno wciągnęła powietrze, zablokowała drzwi do sklepu i – chwyciwszy fiolkę – ruszyła do domu drzwiami przez zaplecze.
          Miała nadzieję, że myślodsiewnia będzie tam, gdzie zapamiętała. Czuła się ogromnie niekomfortowo przekraczając próg pokoju zmarłej babci, jednak wiedziała, że staruszka nie miałaby nic przeciwko. Z czeluści szafy z ulgą wyciągnęła niewielką misę o połyskującej zawartości. W dzieciństwie uwielbiała przyglądać się jak opiekunka wyciąga różdżką srebrne nici ze srebrnych włosów i umieszcza je w  obłej misie. Uklękła i różdżką odkorkowała flakonik. Przejechała palcem po kryształowej powierzchni, po czym ostrożnie wlała zawartość do myślodsiewni. Myśli zawirowały, zajaśniały purpurowym blaskiem, a
zlękniona Alicia szybko w nie zanurkowała, tak jak niegdyś, kiedy babcia pokazywała jej różne wspomnienia związane z jej rodzicami.

*


25 lat wcześniej
          
Mark, nie chcę żeby Ona wychowywała się w takim świecie – jęknęła widocznie ciężarna  szatynka rzucając Proroka Codziennego w odległy kąt pokoju na poddaszu domku Scrivenshaftów. Mężczyzna podniósł na nią wzrok. Dopiero co się teleportował i zdejmował buty przy drzwiach. Był uroczym piegowatym ciemnym blondynem o zgrabnej posturze. Emocjonalny wybuch kobiety wprawił go w widoczne zdezorientowanie.
         
Molly, kochanie, spokojnie – mruknął czule, podchodząc do zdenerwowanej delikwentki. Pocałował ją w czoło, po czym przykucnął i cmoknąwszy wydatny brzuch, z uśmiechem zapytał: - Jak się mają dziś moje panie? – Molly pozwoliła by jej usta uformowały się w subtelny uśmiech.
         
Mała znowu wierciła się dopóki nie zaczęłam jej śpiewać – odparła wymijająco.
        
Skarbie, dobrze wiesz o co pytam. Jak się czujesz? Wszystko w porządku? – Pytana spojrzała w bok, jakby chciała uciec spojrzeniem, w normalny sposób nie mogła.
         
Zabija mnie świadomość, że tyle osób potrzebuje w tej chwili naszej pomocy, a ja ukrywam się w domowym zaciszu zamiast pomagać w walce.
         
Kochanie… - Pogładził ją po głowie. – Dobrze wiesz, że to nie twój wybór, musisz uważać na siebie i na Nią, nikt nie uważa, że celowo się ukrywasz. W Mungu wszyscy dobrze wiedzą, dlaczego nie pracujesz i pytają jak wasze zdrowie i jak sobie z tym wszystkim radzisz.
         
Ja mam to sobie za złe – rzuciła sucho kobieta. – Wiesz jak nie lubię bezczynności.
        
Ale jakiej bezczynności, tworzysz nam piękną istotkę, czemu chcesz przedkładać ratowanie życia innym nad utrzymanie przy życiu jej?
          - Nic nie rozumiesz – obruszyła się Molly i przewróciłaby się na drugi bok gdyby tylko ona i jej brzuch miały na to miejsce. – Pragnę jej dobra. Nie ma dla mnie w tej chwili nic ważniejszego niż to, by urodzić ją całą i zdrową. Ale, ale… - Jej głos załamał się w połowie zdania. – Jakie ona ma szanse na przeżycie, Mark? A nawet jeśli uda jej się przetrwać te kilka pierwszych miesięcy, jakie życie ma wieść? W czasach terroru, zlękniona własnego cienia? Nie mogąca wyjść na dwór by pobawić się z dziećmi by nie zostać zgładzona za zdradę krwi…? – Zamilkła, a jej oczy zaszkliły się łzami. – Ach, mała, dlaczego tak śpieszno ci na ten świat – szepnęła, gładząc dłonią brzuch.
         
Nie chcę nic mówić, kochanie, ale to tak jakby nasza wina. – Mężczyzna mrugnął porozumiewawczo i zanim zdążył się zorientować, dostał poduszką prosto w twarz. Opadłszy na łokcie jęknął: - Za co?
         
Już ty dobrze wiesz. – Molly uśmiechnęła się zawadiacko.
         
Jesteś piękna – rzucił mężczyzna w podziwie.
         
Nie zmieniaj tematu. – Pogroziła mu palcem i zanim zdążył cokolwiek odparować, dodała: - Nie zrozum mnie źle, cieszę się że w naszej rodzinie pojawi się taki brzdąc, jednak chciałabym nie musieć oddawać jej na ten okrutny świat. Chcę, by ten ostatni miesiąc trwał w nieskończoność...
         
Oho, szykuje się nam szalona nadopiekuńcza mamuśka... – rzucił Mark podnosząc się z ziemi, po czym usiadł obok niej. Kobieta posłała mu tak groźne spojrzenie, że o mało znów nie osunął się z kanapy. – Kochanie, wiem, że się martwisz. Uwierz mi, ja też się o nią boję. O was się boję. Nie ma chwili w której bym się nie zastanawiał czy wszystko z wami w porządku, nie drżał, że coś wam się stanie. Ale nie możemy żyć w strachu, tego od nas chcą. To ich największa broń. – Pogładził ją po policzku. – Musimy żyć tak, jakby końca świata nie było widać na horyzoncie. Musimy żyć naszym życiem, kochać się, tworzyć rodzinę i żyć... Żyć! Tylko tak możemy wygrać tę wojnę.
         
Tak, wiem. Miłością… - Brunetka westchnęła.
         
Miłością. – Uśmiechnął się pogodnie. – A teraz pozostaw proszę te zmartwienia i nie stresuj siebie i naszej córki. Coś dla Ciebie mam – oznajmił i wyjął z kieszeni małe aksamitne pudełeczko. Molly z zaciekawieniem je otworzyła. Z wnętrza wyłonił się delikatny złoty naszyjnik z niewielkim okrągłym rubinem, także oprawionym w złoto. Zaniemówiła. Chwilę zajęło jej pokonanie paraliżu.
         
Mark, nie możesz tak…
         
Mogę – uciął nieznoszącym sprzeciwu tonem, wyłuskał naszyjnik z dłoni kobiety i zapiął go na jej szyi. – Podoba ci się? – spytał nagle zlękniony.
         
Bardzo – szepnęła, a ich usta złączyły się w pocałunku. 

*


          Alicia poczuła jak oddala się od rodziców. Ich głosy cichły, a obraz niknął. Nim dziewczyna zdążyła przypomnieć sobie co się dzieje, zorientowała się, że klęczy przed myślodsiewnią, a po jej twarzy spływają gorące łzy. W palcach zaciskała rubinowy wisiorek – pamiątkę, którą mama zawiesiła na jej szyi nim oboje ruszyli by zginąć w bitwie o Hogwart.


 ________________________________________________
Opowiadanie napisane w ramach akcji walentynkowej:
      ♥ MIEJSCE: dom/sklep z piórami Scrivenshafta
      ♥ CZAS AKCJI: 14 lutego, ok. 40-50 minut
      ♥ HASŁA: pocałunek, prezent
      ♥ ZAKOŃCZENIE: happy end (w ostatecznym rozrachunku)
      ♥ FORMA:  wspomnienie/relacja na żywo
      ♥ INNE: południe (12:00-15:00) 



Trochę smutno i niełatwo, jednak z dobrym zakończeniem pod postacią wciąż żyjącej Alicii. Mam nadzieję, że miło Wam było powrócić do czasów Bitwy o Hogwart, ja zrobiłam to z ogromnym sentymentem i jakoś tak... zapałałam dużą sympatią do rodziców mojej bohaterki. Dajcie znać, co myślicie, ja z niepohamowaną ciekawością czekam na kolejne walentynkowe historie, niekoniecznie tak łzawe jak moja ;).

Ściskam,
U.

16 komentarzy:

  1. Przede wszystkim muszę pochwalić dobór podkładu. Świetnie komponuje się z treścią opowiadania, dzięki czemu czyta się je jeszcze przyjemniej. Chociaż i bez muzyki byłoby świetne. Naprawdę bardzo szybko je przeczytałam (pomijam już ograniczoną ilość słów) i żałuję, że nie jest dłuższe. Z chęcią poczytałabym jeszcze więcej o rodzicach dziewczyny, ale również o niej samej bo w tej notce nie dałaś nam jej poznać, jednak jest to dla mnie jak najbardziej zrozumiałe :)
    Mam nadzieje, że będziesz nas rozpieszczać co jakiś czas swoimi opowiadaniami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mi się tak skojarzył z tekstem, poza tym uwielbiam tę piosenkę :). Dziękuję bardzo za miłe słowa, sama także uważam, że jest króciutkie, jednak powoli wciągam się w historię Alicii i jej rodziców, choć muszę szczerze przyznać, że odrobinę mocniej w Marka i Molly, muszę wykoncypować co nieco odnośnie mojej bohaterki. Postaram się pisać w miarę regularnie :).

      Usuń
  2. Naprawdę przyjemnie napisane opowiadanie, klimatyczne i poruszające serducho. :)

    Mam jednak jedno "ale". Mianowicie to zdanie: "Kobieta posłała mu tak groźne spojrzenie, że o mało znów się z niej nie osunął." Mąż się osunął z kanapy, ale tutaj brzmi to jakby z żonki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, rzeczywiście, już poprawione. Dziękuję bardzo! :)

      Usuń
  3. Tak samo jak moja poprzedniczka żałuję, że opowiadanie nie było dłuższe, bo chętnie przeczytałabym coś więcej na temat rodziców Alicii. Oby więcej takich opowiadań, bo to bardzo mi się podobało, mimo tej smutno-szczęśliwej tematyki. Gratuluję dobrej notki i ciekawego pomysłu na nią! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję, postaram się snuć historię mojej bohaterki i jej rodziców regularnie nie tylko w ramach wyzwań, aby móc pozwolić sobie na nieco większą objętość :).

      Usuń
  4. Bardzo trafiony pomysł z myślodsiewnią i umiejscowieniem akcji w czasie drugiej Bitwy. Przyjemnie i szybko się czytało i szkoda, że jednak limit słów narzuca taką długość, ale chętnie zobaczymy kontynuację lub coś innego od panny Scrivenshaft :) Punkty na konto Krukonów już wędrują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, z chęcią będę kontynuować jej historię :)!

      Usuń
  5. Podobało mi się bardzo!
    Użyłam dzisiaj tego opowiadania jako budzika - z półprzymkniętymi oczami weszłam na Kroniki, by przeczytać cokolwiek i zmusić mózg do pracy na wyższych obrotach, no i udało się :D
    Smutne, ładne i pomysłowe. Konwersacja małżonków momentami troszkę nienaturalna, ale można było przymknąć na to oko, bo całość wypada naprawdę fajnie. Podbijam poprzednie komentarze, też z chęcią przeczytałabym troszkę więcej o głównej bohaterce!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uwagę :)! Rzeczywiście sama nie do końca byłam pewna czy to wygląda dostatecznie realistycznie, jednak konieczność skondensowania ich relacji do tak małej objętości doprowadziła do niedostatecznego rozwinięcia tej relacji. Poza tym konwencja oglądania tej sceny jako wspomnienia wykluczała dostęp Alicii do uczuć rodziców, także jako narrator także przyjęłam taką konwencję. W przyszłości postaram się zwracać na to większą uwagę :).
      O Alicii z pewnością coś napiszę, także trzymaj kciuki!

      Usuń
  6. Muszę przyznać, że ciekawy pomysł z przedstawieniem tego dnia jako wspomnienie, w dodatku rodziców twojej bohaterki. Rozmowa między nimi była bardzo urocza, aż się uśmiechnęłam, chociaż w takich okolicznościach im na pewno do śmiechu nie było. Czytało mi się lekko i przyjemnie, a błędów raczej żadnych nie znalazłam. Chętnie przeczytałabym coś jeszcze, może tym razem na temat samej Alicii. Do zobaczenia w następnej notce, mam nadzieję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z takiego pozytywnego odbioru! Postaram się napisać coś o Alicii, pewnie dopiero za jakiś czas, gdy szaleństwo walentynkowego wyzwania minie, ale sama jestem ciekawa, w co mi się dziewczyna rozwinie :).

      Usuń
  7. Ciekawe podejście do tematu! Już się spodziewałam, że hejterka walentynek przeżyje coś na własnej skórze, co zmieni jej nastawienia do tego święta, ale nie, wyglądało to inaczej. I właściwie ta obejrzana w myślodsiewni scenka, choć niewątpliwie związana z miłością, wcale nie była z walentynkami zespolona – czy wielka to byłaby zmiana, gdyby dniem akcji był nie czternasty lutego, ale na przykład styczeń czy marzec? ;)
    Niektóre słowa rodziców Alicii brzmiały dla mnie zbyt naiwnie, ale z drugiej strony – jakże zgodnie z tym, co głosił Dumbledore.
    Podobało mi się, dobry pomysł, ładny klimat, niezłe wykonanie. Rozśmieszyło mnie jedno, chociaż pewnie nie powinno, ale... co ma wspólnego herbaciarnia z etyką? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam notkę już jakiś czas temu, ale dopiero teraz mam chwilę czasu, żeby ją skomentować. No bo nie chciałam robić tego na odwal. Za ładna, przyjemna i nieco smutna notka, żeby ją potraktować o tak o. Początkowo próbowałam połączyć fakty sprzątania, rozmowy z różdżką i Walentynkami. Miałam różne wizje w głowie xD przysięgam. Ale postawiłaś na wspomnienie i... Wyszło o wiele lepiej niż sądziłam. Najczęściej w opowiadaniach opisuje się teraźniejszość lub alternatywną przyszłość, a tu dostaliśmy przeszłość i to tak odległą. Widać, że jej rodzice bardzo się kochali i mimo że sytuacja wydawała się unormowana, czytało się przyjemnie i nic mi nie zgrzytało. Plusy za klimat, wprowadzenie i zakończenie. Naprawdę miło spędzone kilka minut :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Notkę czytało się szybko i przyjemnie. Gdzieś w wypowiedziach matki Alicii brakowało przecinków. "Ona", "Nią" - niepotrzebnie z wielkiej litery.
    Smutny temat. Trudno jakoś konstruktywnie skomentować postawę jej rodziców... jeśli wiedzieli, co może ich spotkać, dlaczego chcieli mieć dziecko? Chyba, że to był przypadek ;) Mama Alicii wydała mi się troszkę... niezrównoważona emocjonalnie, ale to chyba nie jest dziwne, biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazła.
    Czekam na kolejne notki! :))

    OdpowiedzUsuń
  10. [Bardzo przyjemnie mi się czytało. Notka smutna, bo wojna to smutny temat, aczkolwiek w jakiś sposób krzepiąca. Rozmowa rodziców Alicii jest urocza, chociaż odrobinę naiwna. Ale czegóż można się spodziewać po ludziach żyjących w tak okrutnych czasach. Myślę, że wtedy nie pozostaje już nic innego, jak tylko wierzyć, że miłość pokona zło. W sumie jest to kwintesencja tego, co możemy przeczytać w samym Potterze.
    Pomysł na notkę oryginalny, i chociaż na pierwszy rzut oka nie jest to zbyt walentynkowa tematyka, to jednak pasuje idealnie. W sumie w walentynkach właśnie o to chodzi - o miłość, nawet jeśli w dzisiejszych czasach się o tym zapomina.
    Gratuluję świetnej notki i mam nadzieję przeczytać coś jeszcze spod Twojego pióra, może tym razem o samej Alicii.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń