The Tonight Show Starring Matt Harrison #4

♫ 394.23 FM ♬
Ciekawi co tym razem ma dla was stary wujaszek Harrison? Wsłuchajcie się w dzwonienie na wieży, a dowiecie się z łatwością, że nadeszła godzina, gdy zaczyna się nielegalna zabawa. Czujecie to? Nadciąga rock n' roll, a wraz z nim heroinowa ekstaza dla waszych zbolałych serc. Ostrzegam, że dzisiejsza audycja jest inna niż wszystkie poprzednie.
Dawno mnie tu nie było, ale mam nadzieję, że tęskniliście. Jednak nie będziecie się tylko mną zachwycać, bo oto zaraz na antenie Gumochłonu kolejny gość, który pokonał ponad dwustu kandydatów w pościgu do naszego studia. Wow. Siemasz, Lou. Miło cię widzieć. Omówie krótko zasady naszego wywiadu z serii Przepraszam, czy tu biją?, dla tych którzy słuchają nas po raz pierwszy. Zadaję standardowe pytania, na które odpowiadasz wedle uznania. Gotowy?
Nie będę ukrywać, że przewidywałem taki rozwój wydarzeń. Od dziś twoje radio może cieszyć się tytułem rozgłośni radiowej, wszak pojawiła się w nim prawdziwa gwiazda. 
No, to prawda. Człowiekowi można wszystko zabrać, ale nie zabierze mu się marzeń. Zaczynamy. Bałbym się...
I nadal się boję – swojego odbicia w lustrze po libacji, bo dobrze wiem, że ono kłamie. To istna propaganda i zniesławienie!
Film wszech czasów.
Dobre sobie. Dopóki ja nie wezmę udziału w filmie, żaden nie będzie zasługiwał na ten tytuł. ZROZUMIANO?
Widzę, że nie ma tu miejsca na skromność. Popatrzmy dalej. Mój muzyczny ideał...
Chciałbym powiedzieć, że ja, naprawdę.
Mój największy błąd...
Cóż to za insynuacje? Że niby ja popełniałem kiedykolwiek jakiś błąd? Też mi coś.
Najchętniej podróżuję...
Zdradzenie tego byłoby ciosem poniżej pasa. Teraz nie mogę się odpędzić od swoich fanek. Pomyślałeś co będzie, gdy takie informacje ujrzą światło dzienne? Nie mam zamiaru być częścią tego spisku.
Widzę, że ten wywiad będzie się opierał tylko na negacji, ale to też ciekawa opcja. Najgorsza moja cecha...
Ludzie idealni są idealni, nie wiedziałeś?
Odkąd tylko zobaczyłem Troy'a Polamalu. Najlepiej wypoczywam... 
Patrz punkt piąty.
Najlepsza moja cecha...
Patrz punkt szósty.
Nie rozstaję się z...
Ze sobą. Kochać samego siebie to najlepsza rzecz pod słońcem, drogi kolego. No dobra, do szczęścia potrzebuję też misternie ułożonej fryzury, kawy, duuuuużo kawy i… no tak, chyba o tym nie wspominałem – samego siebie, bo to podstawa samych podstaw.
Nie wyobrażam sobie dnia bez... Masturbacji?
Czterech godzin spędzonych w łazience – dwóch rano i dwóch wieczorem, sześciu godzin snu, odznaki prefekta, pięćdziesięciu uśmiechów wyćwiczonych przed lustrem w pakiecie z tym wszystkim, co padło w punkcie 9 rzecz jasna.
Ostatnio najbardziej działa mi na nerwy...
Jestem człowiekiem absolutnie bezkonfliktowym. Złość piękności szkodzi, zapamiętaj to raz, a dobrze.
Pierwsze pieniądze zarobiłem...
...
Najważniejszy zespół w historii rocka...
Jedyna słuszna muzyka, to muzyka klasyczna. Koniec kropka.
Recepta na sukces...
Louis Weasley to sukces sam w sobie.
Ulubione danie. Na to musisz odpowiedzieć, stary.
Krewetki.
Wydałbym ostatnie pieniądze na...
Samego siebie, oczywiście.
Wymarzone miejsce na wakacje...
Patrz punkt 5.
Chcę być...
Już jestem <uśmiech>
Najlepsze wspomnienie...
Każde, gdzie ja jestem.
Pan prowadzący jest...
Zapewne jedną z moich fanek, bo taki dociekliwy i bezczelny zarazem.  
Niestety pan prowadzący jest fanką Jezusa.  Dziękuję za jakże... Wyczerpujący wywiad. Dzisiaj usłyszycie o jeszcze jednym Louisie, ale to jeszcze chwila. A teraz! Maestro! Muzyka!
To byli Cream ze swoim hipisowskim hitem I Feel Free! Jednak nie jesteśmy tu tylko dla hipisów, ekologów czy innych dzieci kwiatów. Zastanawiałem się czy nie zrobić normalnej audycji. Te harrisonowe głupie żarty i newsy... Ale z racji tego, że dopiero co zdałem egzaminy, postanowiłem dać wam, wierne Gumochłony, coś innego. Zapraszam więc na małe wprowadzenie...

Czasami wydaje mi się, że w tej dobie IPodów, IPadów, IPhonów i innych gadżetów nie ma miejsca na nic innego. Mam nadzieję, że nie należycie do tych, którzy panikują, jeśli nie mają internetu. Takie małe amerykańskie grubasy, które rzucają się na ziemię, gdy nie spełnia się ich życzeń. Nie? To zaje... dobrze. A teraz małe wtrącenie się. Czy mugolskie sprzęty doszły wszędzie i zdobyły świat czarodziejów? Jeśli chcecie się wypowiedzieć na ten temat dzwońcie na naszą infolinię, a natychmiast zostaniecie przerzuceni na antenę. Jeśli czujesz się oszukany przez firmę Apple, nie pomożemy ci i lepiej zamilknij na wieki. Nikogo nie interesuje twoje nieszczęście. Ale nie o tym. Nie o tym.

Macie swój ukochany zespół? Bez którego nie możecie wytrzymać dnia? Czujecie do niego sentyment? Nie jesteście jedyni. Jednak, żeby coś docenić, trzeba czasami odłożyć na półkę i posłuchać czegoś innego. Może spodoba się wam coś ze starszych zespołów - T.Rex i The Band z pogranicza bluesa i rocka, boska Suzi Quatro,  król funku Prince, a może z tak zwanej Brit Invasion - Cream czy psychodeliczni The Doors? Można by wymieniać i wymieniać. Jednak, żeby zrozumieć ideę tych artystów trzeba znać historię i ewolucję muzyki. Niestety rzadko kto interesuje się tym tematem - przeciętny fan słucha zespołu i tyle. No, może poszpera co nieco o grupie, ale na tym poprzestaje. Rozgrzebując początki rocka trafiłem na ciekawe powiązania przeróżnych gatunków - wcześniej nie powiedziałbym, że heavy metal jest związany z bluesem. A jednak! Postaram się jak najlepiej opisać owe powiązania w poszczególnych działach audycji. Oczywiście, jeśli zmieszacie mnie z błotem, ja to szanuję. Ale póki co plan działania opiera się na tym, że będę zatrzymywał się na przedstawicielach danych gatunków, wyciągać ciekawostki z ich życia, rozpracowywać w jaki sposób stwarzali coś tak niesamowitego... Już macie dość? To lepiej wyłączcie radio i pójdzie zabawić się z Lou Weasley'em, który pewnie jest w łazience. 

UWAGA! PROGRAM NIE ZAWIERA WULGARYZMÓW, RASISTOWSKICH SŁÓW ANI SEKSUALNYCH PODTEKSTÓW! ROZRYWKA OD LAT 0. TYLKO W CELACH EDUKACYJNYCH!

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce... BUM! Niestety, nie! Wszystko zaczęło się wbrew pozorom od niewolników. Czarnych niewolników, którzy pracowali na budowach kolei w Stanach Zjednoczonych w XVI i XVII wieku. Nudne było walenie ciężkimi młotami w szyny, więc ktoś o dobrym głosie, pamiętający czasy, gdy mieszkał sobie spokojnie w Afryce, zaczynał śpiewać jakieś proste zawołania. Wszystko opierało się na rytmie, więc gdy śpiewał, robotnikom łatwiej było trzymać tępo pracy. Później dołączali się do niego kolejni - solista wołał, a chór odpowiadał to samo. Łatwe, przyjemne i pożyteczne. Ale jak to ma się do dalszego rozwoju? Spokojnie. Weźmy dla przykładu naszego solistę. Czasami, jak to na budowie, zdarzają się wypadki. Nasz biedny solista stracił rękę, niezbędną do pracy. Wyrzucili go z roboty i nie obchodziło nikogo czy przeżyje, czy umrze. Jednak Murzynowi nie było obojętnie. Miał dobry głos i postanowił z niego skorzystać. Doszedł do wioski najbliższej miejsca pracy, usiadł i zaczął śpiewać. Parę osób rzuciło mu pieniądze pod stopy, więc nasz Murzyn znalazł sobie małego chłopca, który pomagałby mu i którego mógł nauczyć śpiewania. Oczywiście koloniści sprowadzili z Europy prowizoryczne gitary, a również w Afryce tubylcy mieli coś na ten kształt, więc solista zaczął również grać. Jeśli chcecie wiedzieć jak on to zrobił, wystarczy sprawdzić cuda, które wyprawia Jack White z butelką i kawałkiem drewna. Jednak wróćmy do naszego solisty... I tak wędrował od miasta do miasta. W końcu jednak umarł ze starości, a pomysł przejął mały pomocnik. Stanął na skrzyżowaniu ruchliwej ulicy w Nowym Orleanie i zaczął swój koncert. Przyciągał wielu. W krótkim czasie okazało się, że nie tylko on wpadł na pomysł podobnego zarobku. Dwie przecznice dalej stał inny muzyk. Nasz chłopiec, który już mały nie był, poszedł zobaczyć rywala. Okazało się, że tamten jest naprawdę dobry! Zgadali się i od następnego razu grali razem. Właściciel lokalu, przed którym grali, zaproponował im, że będą występować dla jego klientów. Do tego znaleźli czarnego pianistę i jest zespół. I tak zaczęła się historia muzyki w restauracjach. Pięknie. A czy mówiłem wam, że ten lokal znajdował się w dzielnicy prostytutek? Nie? To teraz wiecie. 
Z nas białych zawsze były świnie. Nie wiem jak wy, ale cieszę się, że jestem w jednej czwartej Indianinem. Wracając do naszych białasków... Biali podkradli Murzynom pomysł i sami zdublowali rodzaj muzyki grany przez czarnych. Był to początek jazzowej rewolucji! Oczywiście, Amerykanie nie zdołali osiągnąć takiej perfekcji jak Afroamerykanie, jednak jak to niestety bywa biali bardziej umieli wszystko sprzedać. W tym również jazz. Do dziś jazz pozostaje jednak jednym z najbardziej tajemniczych gatunków muzycznych - może dlatego, że każdy ma o nim inne zdanie?

Prekursorami jazzu na skalę światową byli Kid Ory, Joe King Oliver, Johnny Dodds, Sidney Bechet i Jimmie Noone. To właśnie oni stali się katalizatorem, dzięki któremu młody Louis Armstrong później zasłynął w muzyce jazzowej. Wszyscy tworzyli w pierwszej połowie XX wieku jeden z najsławniejszych big bandów. Kornet Olivera, drugi kornet Louisa, klarnet Johnny'ego, saksofon Sidney'a, klarnet Noone'a i puzon Kida zrobił furorę w Nowym Orleanie, a póżniej w całych Stanach. Razem tworzyli, przyjaźnili się, zakładali nowe grupy z różnymi ludźmi, nagrywali oddzielnie, jednak razem nadali esencję jazzowi. Byli podziwiani przez białych, ale Amerykanie byli obrzydliwie złudni. Czarni jazzmani mogli dla nich grać, ale łazienkę musieli mieć oddzielną. Tylko Armstrong i Sidney doczekali się jako takiego uznania wśród białych. Smutna prawda, którą niewielu zna choć ma Wikipedię na wyciągnięcie ręki.

Wielki band się rozpadł. Koniec końców? Król Oliver zmarł podczas Wielkiego Kryzysu w Savannah w stanie Georgia, gdzie pracował jako odźwierny - zapomniany przez wszystkich. Dodds dostał zawału serca po długiej walce z chorobą, a Noone podczas nagrywania płyty. Kid zatracił swój twórczy impet. Tylko Bechet wyjechał do Europy, gdzie odniósł sukces. Armstrong utrzymał się jednak w Ameryce. Ktoś mógłby powiedzieć, że jazz zmarł. Najgorsza myśl! Oliver i jego przyjaciele, wciąż byli żywi we wspomnieniach Louisa. Pierwszy własny kornet Louis dostał właśnie od Olivera. Armstrong nazywał Olivera swoim idolem i inspiracją życia. W autobiografii "Satchmo – My Life in New Orleans" Armstrong napisał o Królu: Moją ambicją było grać tak jak on. Wciąż myślę, że gdyby nie Joe Oliver, jazz nie byłby tym, czym jest dziś. Był twórcą swoich własnych praw.
A więc gdy Sidney uczył Europę, co to jazz, Louis przypominał Ameryce o jego prekursorach. Gdy my słuchaliśmy Indian Summer, Louis wraz z fenomenalną Ellą Fitzgerald zachwycał April In Paris. Jazz dotarł zawsze tam, gdzie chciał. Nie było dla niego ograniczeń.

Choć może tego nie wiemy, jazz był, jest i będzie filarem bluesa, ale o tym następnym razem. I pozostanie również profesją czarnych muzyków.

Dziękuję wam, dobrzy ludzie za wysłuchanie tego monotonnego, ale pouczającego fragmentu. Dziś nie będzie działu ploteczek, bo chyba Plotkara się na was obraziła. Co powiecie na przetrzebienie gazet, żeby sprawdzić co puszczają w kinach? Hej. Nie ma się czego wstydzić! Ja też siedzę na dupie w domu, ale przynajmniej mogę na tym skorzystać i obejrzeć coś wartościowego. 

Zostawiam was z DJesusem Z Krzyża Zdjętym i, mam nadzieję, do zobaczenia za tydzień. Zdaję sobie sprawę, że ta audycja była mniej moja niż byście chcieli, ale spokojnie. Muszę powoli wrócić do formy! Rozwiązanie finału na Miss będzie w następnym tygodniu. Przy mikrofonie siedział jak zwykle Matt Harrison.
WSZYSTKIE ZGŁOSZENIA, DEDYKACJE, PYTANIA ORAZ GŁOSY PROSZĘ ODDAWAĆ DO PONIEDZIAŁKU! KONKURS ZOSTANIE WZNOWIONY WRAZ ZE ŚRODOWYM WYDANIEM THE TONIGHT SHOW.
CHCESZ TWORZYĆ WŁASNE AUDYCJE RADIOWE I DOŁĄCZYĆ DO ZAŁOGI GUMUCHŁONA? ZGŁOŚ SIĘ JUŻ DZIŚ! PUNKTY ZA KAŻDY PRZEJAW AKTYWNOŚCI - PODRZUCENIE POMYSŁU, POMOC, WZIĘCIE UDZIAŁU W KTÓREJŚ Z POWYŻSZYCH AKCJI. WSZELKIE KOMENTARZE ZGŁOSZENIOWE PROSIMY ZOSTAWIAĆ POD NAJNOWSZĄ AUDYCJĄ.

2 komentarze:

  1. Say hi to my dad! Genialne! Choć momentami Tarantino jest dla mnie bardziej absurdalny niż cokolwiek na tym świecie z przyjemnością oglądałam ostatnio Nienawistną Ośemkę, polecam. Bardzo było mi przyjemnie, szczególnie posłuchać pana Armstronga. Fani Jezusa łączcie się!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety nie sluchalam muzyki, bo siedze na telefonie, ale fragment o czarnoskorych muzykach mi sie bardzo podobal - dwa dni temu ogladalam "Sluzace" i przez to odnioslam wrazenie, jakbys czytala mi w myslach :D
    Znowu bardzo dobra robota, przeczytalam w dwie minutki.

    OdpowiedzUsuń