Najbardziej boli, gdy spoglądasz w moje oczy.

Podkład muzyczny.

Śnieg prószył już od kilku dni. Całe Hogsmeade było zasypane. Scarlett męczyła się właśnie z odśnieżaniem podjazdu do sklepu. Wczoraj siedziała do późna wspominając dawne czasy czego pożałowała z samego rana. Sklep powinien zostać otwarty o siódmej, a ona jeszcze smacznie spała. Dlatego jej szef ściągnął ją z łóżka wrzeszcząc, że nie jest na wakacjach i ma obowiązki do wykonania. Samuel Oldman nie był złym człowiekiem, ale lubił wszystko wyolbrzymiać i miał manię na punkcie pracy co trochę przerażało Scarlett. Ona raczej nie należała do pracoholików. Podczas, gdy kobieta męczyła się z zaspami śniegu jej biała kotka siedziała za szybą na oknie i bacznie ją obserwowała.
-Co? Ty siedzisz sobie w ciepłym, a ja haruję na nasze obiadki? -Scarlett pokręciła głową śmiejąc się pod nosem. -Panienka z wyższych sfer. -Skomentowała kotkę. -Mam nadzieję, że na starość to ty zajmiesz się mną. I znów brzmię jak stara panna...
Była już tutaj tydzień i musiała przyznać, że spodobało jej się to miejsce. Wieczorami, kiedy zamykała sklep lubiła spacerować niedaleko Wrzeszczącej Chaty, albo obserwować Hogwart z okna jej mieszkania. Zawsze wtedy wracały do niej wspomnienia związane z czasem jaki spędziła w szkole. Nie lubiła się uczyć, oblewała egzamin za egzaminem, ale Hogwart kochała bardziej niż dom. Tutaj miała przyjaciół, tu ktoś ją rozumiał.
Pamiętała jak profesorowie zawsze porównywali ją do młodszej siostry. "Emily jest taka grzeczna.", "Emily zawsze pilnie się uczy." "Powinnaś dać dobry przykład siostrze." Ale tak nie było. Ona zawsze była tą czarną owcą w rodzinie. Emily z kolei ukończyła szkołę z najlepszymi wynikami. Zaraz po tym rozpoczęła pracę w Ministerstwie Magii. Ależ rodzice byli z niej dumni. Gdyby tylko mogli wywiesili by przed domem szyld mówiący o tym jaką mają wspaniałą córkę. Do tego ślub z mężczyzną, który miał dobre perspektywy, był chodzącym ideałem i mógł zapewnić Emily komfortowe życie jakie nigdy nie mieliśmy z powodu braku pieniędzy. Z kolei rodzice szaleli za Tom'em. Traktowali go jak własnego syna.
-Cóż tak piękna kobieta robi w Hogsmeade? -Usłyszała głos mężczyzny.
Obróciła się gwałtownie, a jej oczom ukazał się brunet mniej więcej w tym samym wieku co ona. Stał na ulicy trzymając pod ręką Proroka Codziennego. Uśmiechał się do niej od ucha do ucha. Musiała przyznać, że pośród prószącego śniegu, trzęsący się z zimna, ubrany w płaszcz wyglądał dość przystojnie.
-Nawet tak piękna kobieta musi jakoś zarabiać na życie. -Skończyła właśnie odśnieżać podjazd.
-Zgaduję, że stary Oldman zatrudnię cię tutaj jako swoją pomoc?
-Tak. -Odparłam krótko wtulając się w swój ciepły szal.
-Nie daj się zwariować przez tego zrzędę. -Zachichotał. -Wybacz, nie przedstawiłem się. Jestem Oliver Brown. Mieszkam niedaleko obok sklepu spożywczego. -Kiwnął w jego stronę.
-Scarlett Winslet. -Uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Piękne imię dla pięknej kobiety. -Nie przestawał jej komplementować.
-Wystarczyło by coś w stylu 'miło mi cię poznać'.
-Nie lubię być przewidywalny. Zgaduję, że jeszcze nie znasz całego Hogsmeade?
-Nie miałam czasu zwiedzić miasteczka.
-Dziś przygotuj się na wiele atrakcji. Dzieciaki z Hogwartu odwiedzają nas przynajmniej raz w tygodniu. Wtedy zawsze jest dużo roboty.
-Więc lepiej przygotuję sklep do otwarcia.
-Gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy wiesz gdzie mnie szukać. -Puścił do niej oczko. -Albo zwyczajnie miała ochotę na wspólny wypad. -Obrócił się na jednej nodze, pomachał jej i zniknął za rogiem.
-Czy on mnie właśnie podrywał? -Spytała samą siebie po czym parsknęła śmiechem.



Tom został dzisiaj wytypowany przez dyrektora do opieki nad trzeciorocznymi podczas wypadu do Hogsmeade. Zbliżały się walentynki i nie jeden uczeń chciał kupić coś dla swojej sympatii. Zbiórka odbyła się na korytarzu tuż przed wyjściem głównym z zamku. Dzieciaki jak zwykle nie zamykały buzi i ekscytowały się kolejną wizytą w pobliskim miasteczku. Sprawdzali po kilka razy listy zakupów czy aby na pewno niczego nie przeoczyli. Liczyli swoje oszczędności, planowali co obrać sobie za cel jako pierwsze? Może Miodowe Królestwo? Trzy Miotły albo księgarnię?
-Proszę o uwagę. -Zwrócił się do nich profesor Reed. -W Hogsmeade zostaniemy do późna, ale obowiązkowo wrócimy do Hogwartu na kolację. Dlatego proszę pamiętać, żeby nie objadać się słodyczami w Miodowym Królestwie.
Dzieciaki zachichotały.
-Przypominam też, że wizyta w Hogsmeade nie odwlecze was od jutrzejszego egzaminu z Zaklęć.
-No nie!
-Profesorze!
-Może to przełożymy, profesorze Reed?!
-Przecież uważaliście na ostatnich lekcjach, prawda? Żaden egzamin nie powinien wam sprawić kłopotu.
-Ale panie profesorze nie będziemy mieli czasu powtórzyć materiału kiedy wrócimy późno.
-Zawsze mogę postarać się o wcześniejszy powrót.
-NIE! -Wrzasnęli wszyscy jednocześnie.
-Jeśli będziecie grzeczni w Hogsmeade zobaczę co da się zrobić.
Tom należał do osób, które ciężko było rozgryźć. Od śmierci swojej żony nie żartował, nie uśmiechał się, najgorsze w tym wszystkim było to, że stracił sens życia. Pomimo zimna jakie w nim żyło podbił serca dzieciaków. Uczniowie uwielbiali chodzić na jego lekcje i słuchali wykładów z ogromnym zainteresowanie. Owszem bywał surowym i wymagającym nauczycielem, ale dzięki temu żaden uczeń nie opuścił sali lekcyjnej bez opanowania nowego zaklęcia. Może nie należał do najweselszych ludzi na świecie, ale za to miał ogromną cierpliwość co było dodatkowym atutem w nauczaniu młodych czarodziei.
-No dobrze moi drodzy myślę, że możemy ruszać.
Kiedy Tom po raz pierwszy zobaczył Hogsmeade wydało mu się przyjaznym miasteczkiem. Od razu w oczy rzucało się to, że wszyscy mieszkańcy dobrze się znali. W końcu miasteczko było niewielkie, a jego mieszkańcy zawsze ciepło witali się z każdym kto zapragnął odwiedzić Hogsmeade. Taka była już natura tego miasteczka. Wszystko tutaj miało swój określony porządek, tętniło własnym życiem, sprawiało, że każdy chciał stać się jego częścią. Nic dziwnego więc, że uczniowie tak chętnie odwiedzali Hogsmeade.
Profesor Reed jednak nie zamierzał zwiedzać słynnej wioski. Wolał zaszyć się w jednej z kawiarni, która nie słynęła z tłumów. Wolał własnie takie miejsca, gdzie nie musiał unikać niepotrzebnych spojrzeń czy rozmów. Usiadł pod ścianą zamawiając herbatę. Oprócz niego w środku siedział jeszcze jakiś starszy mężczyzna i czytał Proroka Codziennego. Tom rozejrzał się po wnętrzu kawiarni. Niestety nawet tutaj na ścianach widniały ozdoby związane z nadchodzącym świętem zakochanych.
Reed poczuł nagłe ukłucie w sercu...
Kiedyś też kochał. Kiedyś też oczekiwał tego święta jak szalony i przygotowywał się do niego dwa tygodnie wcześniej. To właśnie w Walentynki oświadczył się swojej Emily. Dziś pozostała tylko pustka, której nie mógł nikt wypełni. Był pewien, że już nigdy nie pokocha żadnej innej kobiety. Chciał być wierny Emily do końca swoich dni. Ale nie to było największym powodem. Tom zwyczajnie bał się, że mógłby kogoś stracić ponownie, a tego nie przeżyłby drugi raz.
Kiedy skończył pić herbatę wyciągnął niewielką kopertę z kieszeni swojego płaszczu. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w krótki list jaki dostarczyła mu dziś jego sowa. Wolałby jednak by zbłądziła gdzieś po drodze, albo zawieruszyła go. Nie lubił wyświadczać przysług swojej przybranej matce. Nie lubił Ellis.
Tom kochał w życiu oprócz Emily tylko jedną kobietę i była nią jego matka. Niestety odeszła kiedy miał siedem lat, a opiekę nad nim przejął jego ojciec, którego wtedy zobaczył po raz pierwszy w życiu. Pan Robert Reed był szalonym magiem, który wciąż opuszczał dom i udawał się na dalekie i niebezpieczne podróże więc nie potrafił stworzyć swojemu synowi domu. Ale jak postanowił go przygarnąć. Tom zawsze uważał, że zrobił to tylko dla majątku jaki odziedziczył po swojej matce. Mieszkając u ojca był nieustannie skazany na swoją macochę i jej służbę.
'Kochany Tom'ie kiedy odwiedzisz Hogsmeade kup mi jakiś amulet chroniący przed zbłąkanymi duszami i od razu poślij sowę. Chyba mamy w domu ducha!'
Oczywiście nie omieszkał jej odpisać jeszcze tego samego dnia w którym otrzymał wiadomość:
'Jeśli chcesz amulet będziesz musiała osobiście zjawić się w Hogsmeade ponieważ nie zamierzam bawić się w te głupie przesądy.'
Ale Ellis jak zwykle nie dała za wygraną:
'Jeśli tego nie zrobisz będę zmuszą wprowadzić się do twojego mieszkania! Wiem, że klucze chowasz w doniczce od kwiatka!'
No i nie miał wyjścia. Spytał starszego mężczyznę pogrążonego w czytaniu prasy o drogę do sklepu z amuletami, zapiał swój płaszcz, owinął szalik wokół szyi i wyszedł na zewnątrz rozglądając się dookoła w poszukiwaniu fontanny. Tuż za nią miał znajdować się jego cel.



-Tak to talizman prosto z Austrii. -Wyjaśniła do rudowłosej dziewczynki z dużymi okularami na nosie. -Chroni przed chorobami. Starożytni magowie wierzyli również, że leczy. Jednak co do tych właściwości nie jestem pewna. Chociaż muszę przyznać, że mojemu szefowi pomaga na reumatyzm.
-Świetnie! Takie własnie szukam! Od początku tego roku mam problemy z katarem. Mam nadzieję, że nie mam uczulenia na sierść kota mojej współlokatorki.
-Bądźmy dobrej myśli. -Uśmiechnęła się do niej. -Zapakować?
-Nie dziękuję. Od razu założę go sobie na szyje.
-Proszę bardzo. -Wręczyła jej talizman.
-Dziękuję pani! Do widzenia i życzę udanego wieczoru.
-Wzajemnie. -Odprowadziła ją wzrokiem do drzwi.
Rudowłosa wybiegła ze sklepu mijając się w drzwiach z jakimś mężczyzną na którego Scarlett nie zwróciła większej uwagi. Zajęła się porządkami pod ladą. Przed ostatnią godzinę podjadała ciasteczka z Miodowego Królestwa i nakruszyła tak okropnie, że gdyby pan Oldman się tu teraz pojawił zapewne w samym Hogwarcie usłyszeliby jego wrzaski i wykłady na temat kultury osobistej. Jednak po chwili zdała sobie sprawę, że jej klient jest nieco zagubiony. Rozglądał się po regałach stojąc do niej plecami jakby nie miał pojęcia co w ogóle tutaj robi. Trzymał w dłoni jakiś liścik.
Scarlett uśmiechnęła się na jego widok przyjaźnie i postanowiła mu pomóc. Chociaż musiała przyznać, że widok mężczyzny, który przypomina zagubione dziecko był słodki.
-Dzień dobry. -Zaczęła łagodnie. -Mogę panu w czymś... -Upuściła kubek z ciepłą herbatą, który roztrzaskał się o posadzkę. Zamarła w bezruchu, gdy czarnowłosy mężczyzna obrócił się w jej kierunku. Krew dopłynęła jej nagle do twarzy. Czuła jakby serce miało wyskoczyć z klatki piersiowej. -Tom... -Wyszeptała tak cicho, że sama ledwo usłyszała swój głos.
-Co tutaj robisz, Scarlett? -Spytał drżącym głosem.
-Ja... ja... pracuję tutaj.
-Tak samo jak ja.
-W Hog... Hogsmeade? -Miała wrażenie, że zaraz zemdleje.
-Jestem profesorem od Zaklęć w Hogwarcie.
Tom Reed obrócił się do niej plecami i zaczął zmierzać w stronę wyjścia. Nie miał najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Dla niego Scarlett Winslet nie istniała. Wymazał ją z pamięci dawno temu, tak samo jak zrobili to jej rodzice. Kiedy nacisnął za klamkę zatrzymał się na chwilę i powiedział stanowczym tonem:
-Odejdź stąd, Scarlett. Chyba nie chcesz, żeby wszyscy dowiedzieli się co zrobiłaś... Zapewne twój pracodawca nie wie o Azkabanie. -Wyszedł trzaskając drzwiami .Nie miał zamiaru rozpowiadać o niej prawdy chociaż było to kuszące. Chciał ją tylko nastraszyć, aby wyniosła się stąd i pozwoliła mu zacząć nowe życie.



Wpadła jak szalona do swojego mieszkania nad sklepem i zaczęła się pakować jak najszybciej do walizki. Tom Reed tutaj... Musiała się stąd wynosić. Hogsmeade miało być jej ratunkiem, nowym domem, a okazało się przekleństwem. W pośpiechu nie zdała sobie nawet sprawy, że zostawiła otwarte drzwi, przez które nie omieszkał zajrzeć właściciel sklepu. Był to starszy pan, który nie miał już siły stać za ladą cały dzień i uganiać się za klientami. To właśnie Samuel Oldman zadzwonił do niej tamtego samotnego wieczoru z propozycją o pracę.
-Panno Winslet, cóż pani wyprawia? -Spytał niosąc lampę naftową.
-Przepraszam, ale muszę pilnie wyjechać. -Wpychała na siłę swoje ciuchy.
-Ależ chce panienka rozczarować moją znajomą, która cię poleciła?
-Kto to był? Nie mam nikogo.
-Przecież nie mogę panience powiedzieć. -Uśmiechnął się podstępnie. -Ale owa osoba zapewniała, że jest panienka odpowiednią osobą na zajęcie mojego stanowiska. Nalegała bym to właśnie panienkę wybrał w zastępstwie.
-Panie Oldman niestety zaszły pewne komplikację i nie mogę tutaj zostać.
-Chodzi o tego młodego mężczyznę, który odwiedził nasz sklep?
-Skąd pan wie? Obserwuje mnie pan?
-Mów mi Samuel. Jesteśmy współwłaścicielami więc zwracajmy się do siebie po imieniu. Co ty na to?
-Współwłaścicielami? -Rozszerzyła oczy ze zdziwienia.
-Tak. Miałem dzisiaj podpisać papier o przekazaniu ci połowy mojego interesu, ale teraz kiedy chcesz wyjechać cóż mam począć?
-Ja... Sama nie wiem...
-Zapewniam cię, że ten mężczyzna będzie tutaj rzadko gościć. W końcu jest profesorem i ma wiele na głowie. A skoro macie jakieś zatargi podejrzewam, że więcej tutaj nie zajrzy.
-Dlaczego pan.... dlaczego to robisz?
-Nie mam dzieci, a ktoś musi przejąć sklep w razie mojej śmierci.
-Chyba nie zamierzasz umrzeć jutro?
-Ależ nie! -Zaśmiał się radośnie. -To jak zostaniesz?
-Chyba mogę spróbować... I tak nie mam dokąd pójść.
-Gdyby jednak ten człowiek ci się naprzykrzał proszę byś mnie powiadomiła o tym.
-Nie będzie... Uwierz mi.


Mam nadzieję, że nie okaleczyłam zbytnio opowiadania.
Poszukuję osób chętnych do wątku z moimi postaciami. Może wspólna znajoma? Dawny przyjaciel? Kolega ze szkoły czy przyjaciółka?

6 komentarzy:

  1. Pozwolę sobie zacząć, a co mi tam!
    Podoba mi się styl jakim piszesz i to, że naprawdę zgrabnie połączyłaś wątek Toma z wątkiem Scarlett do ich ostetecznego spotkania. Czuję mały niedosyt, bo jestem ciekawa, jak będzie wyglądało ich życie w miasteczu, skoro los znów ich razem zetknął; domyślam się, że Tom obwinia Scarlett o śmierć swej byłej kobiety i zarazaem jej idealnej siostry, Emily - wniosek z odpowiadanka.

    Na błędach się nie znam, zauważyłam jedną drobną literówkę i jedną zamianę z trzeciej osoby na pierwszą w wypowiedzi Scarlett. Ale to naprawdę nie razi w oczy. Na pewno wygodniej czytałoby się z akapitami i dodało by to notce estetycznego wyglądu - po za tym, podobało mi się i czekam na rozwój wydarzeń :)

    autorka pana Karkarowa

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć :)
    Zacznę od kilku uwag, zanim przejdę do słodzenia, mam nadzieję, że się nie obrazisz :)
    Po pierwsze czcionka jest dziwnie mała, albo ja się starzeję i tracę wzrok. Czy ktoś może potwierdzić (lub zaprzeczyć) czy to nie tylko mój problem? :)
    Po drugie zdanie "Wczoraj siedziała do późna wspominając dawne czasy czego pożałowała z samego rana." musiałam przeczytać kilka razy, żeby móc zrozumieć o co w nim chodzi i jak się ma do tego, co jest później.
    Po trzecie w dialogach używamy myślników, a nie dywiz, czyli po każdym musi pojawić się spacja :) U Ciebie ich w ogóle nie ma. :)
    Po czwarte przy odmienianiu imienia Tom nie używamy apostrofy - czyli jak Ty napisałaś Tom'ie - ale piszemy Tomie. Apostrof pojawia się przy imionach i nazwiskach kończących się na y lub e (najczęściej, bo oczywiście występują wyjątki).

    Poza tym opowiadanie mnie się podobało i czekam na kolejne części. Wspieranie 'piselnictwa' wśród blogerów to nasza tajna misja i szanuję tych, którzy się za pisanie opowiadań biorą. To najlepsza droga do sukcesu i rozwijania się jako autor. Chcę wiedzieć, co będzie dalej i liczę na romansik z dramatem! Może uda nam się połączyć nasze dwie panie? Uwielbiam romansy z dramatami i chętnie wezmę w jakimś udział!

    Lily Rose

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o czcionkę to jest takiej samej wielkości jak w komentarzach ;)

      Usuń
    2. Czyli robię się stara :D

      Usuń
  3. Pauzy i akapity. Bardzo mi ich tutaj brakuje. Bardzo, bardzo, bardzo. Poza tym jest trochę literówek, początkowo chciałam Ci je wypisać ale w pewnym momencie tak mnie pochłonęła treść, że przestałam zwracać na nie uwagę. Bardzo podoba mi się Twój styl, jest przyjemny w odbiorze i nie męczy. Trochę się zdziwiłam, kiedy dotarłam do końca! Zdecydowanie nastąpił za szybko.
    Z niecierpliwością czekam na dalsze losy tej dwójki.

    Azjatycki gang w postaci Avalon i Hyuna

    OdpowiedzUsuń
  4. Na samym początku muszę się zgodzić, że brak akapitów trochę boli. Czyta się o wiele lepiej, gdy one jednak są. Poza tym podoba mi się, że łączysz dwie swoje postacie jakąś relacją, zresztą wcale niełatwą. Wciąż bardzo szkoda mi Toma i mam nadzieję, że właśnie w Hogwarcie zazna odrobiny szczęścia.

    OdpowiedzUsuń